"Warto dodać, że na UW i na wszystkich uczelniach warszawskich "miejsca
rektorskie" nie istnieją od ponad 20 lat." - bardzo ciekawe, bo jak drugi rok
byłam tuż pod kreska, a na studia wieczorowe stać mnie nie było to zupełnie
legalnie napisałam podanie do rektora (poprzednika obecnego), opisałam swoją
sytuację - jeden rodzic na rencie opiekujący się drugim sparaliżowanym w
wyniku bandyckiego napadu (Lechu ułaskawił sku..ela za dobre sprawoanie, nas
na prawnika stać nie było). Wykorzystałam znajomą znajomego, która sąsiadowała
z sekretarką zdaje się, żeby podanie na biurko rektora trafiło i po miesiącu
dostałam odpowiedź, ze owszem, proszę bardzo, witamy Panią na studiach
dziennych. Bez kasy, bez protekcji, usprawniając nieco kanały komunikacyjne.
Studia skończyłam, magistrem uczciwie zostałam przy okazji pracując na własne
wydatki. I co? NIby nie istnieję w papierach UW? Sfałszowano je, że niby od
razu się dostałam?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.