Z trochę innego punktu widzenia
Autor: Gość: laktoza
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.12.04, 20:07
1. Proponuję trochę inny punkt widzenia. Zawodowo zajmuję się konsultingiem, a
moją dziedziną są systemy zarządzania jakością w skrócie popularne ISO -9000 etc.
Jestem przede wszystkim praktykiem, śledzę jednak literaturę światową w tej
dziedzinie i od czasu do czasu spotykam się z kolegami-konsultantami z uczelni,
którzy w ten sposób dorabiają sobie do pensji. Po takich spotkaniach mam kaca.
Mniemanie o sobie mają bardzo wysokie. Stawki, których żądają za tę samą pracę i
z reguły posiadany tytuł doktora - należą z reguły do góóóóóórnej półki.
Ustanowione przy ich pomocy z reguły są przeteoretyzowane (z czego dla praktyki
kompletnie nic nie wynika dla praktyki). Oczywiście, że są chlubne wyjątki.
2. W ramach eksperymentu myślowego zastanawiałem sie kiedyś nad modelem
zarządzania jakością wg wspomnianej normy w szkole wyższej.
Jest 8 zasad, którymi powinniśmy się kierować w budowaniu systemu zarządzania
jakością w organizacji. Należą do nich m.in. z-da podejścia procesowego,
orientacji na klienta, przywództwa. Przy szkołach wyższych kłopoty rozpoczynają
się już od momentu identyfikacji procesów jakie mają miejsce w poszczególnych
komórkach organizacyjnych i przy próbie ustalenia kto odpowiada za nie
(ustalenie tzw. właściciela procesu). Tu pojawia się problem - czy ma to być
osoba mająca realną władzę tj. dziekan, który może nie mieć realnej wiedzy i
zdolności do jej sprawowania. Co można zrobić obieralnemu dziekanowi na kadencję
za złe wypełnianie obowiązków organizacyjnych ? Odpowiedź brzmi: NIC. Czy w
takim układzie realną władzę sprawuje przysłowiowa pani Basia ? Tak. Do niej
należy cała sfera kształtowania stosunków uczelnia - student. Jej działania
pozornie proste, w rzeczywistości są kluczowe. Pani Basia często zarządza
kalendarzem spotkań dziekana, "załatwianiem" wpisów do indeksu itd. Czy p. Basia
ponosi odpowiedzialność za zawalenie terminów przez dziekana ? Nie. P. Basia
może pomagać mu w tłumaczeniu małych kłamstewek przed studentami. Z tego co
słyszę, jest to zjawisko nagminne (sam to pamiętam z własnych studiów, a obecnie
słyszę to od swoich dwojga dzieci-studentów i ich znajomych z róznych uczelni).
Gdy p. Basia jest jeszcze krewną jakiegoś profesora, to sytuacja jest fatalna.
Z tego co wiem, od znajomych pracujących na uczelniach amerykańskich, dobra
organizacja poszczególnych komórek organizacyjnych uczelni to absolutne ABC dla
wszystkich. Żaden sponsor nie wyłoży ani centa, na uczelnię, która nie potrafi w
sposób profesjonalny obsłużyć studenta. Zresztą stroną organizacyjną zajmują się
fachowcy, a nie amatorzy-profesorowie, jak to ma miejsce u nas.
3. Przy całym szacunku jaki mam do p. Rektora, z żalem stwierdzam, że jego
argumenty mają charakter ad hominem. Wystarczyłoby, żeby prasa i tygodniki
zaczęły pisać peany na cześć nauki polskiej i wszystko będzie dobrze.
Odnoszę wrażenie, ze p. Rektor siedzi w wieży z kości słoniowej z której bardzo
mało widać, że sprawuje władzę iluzoryczną. Wiekszość jego działań to zachowania
rytualne i stukanie do polityków o pieniądze. A organizacja uczelni jak leżała,
tak leży. Bo nikt lub prawie nikt nie chce byc pozytywistą. Na codzień
usprawniać system kierowania uczelnią. I to jest problem. Zgadzam się z tymi
forumowiczami, którzy mają krytyczny stosunek do uczelni, którzy krytykują ich
feudualny charakter. Po naukę proponuję iść do rektora WSB w Nowym Sączu prof.
Pawłowskiego. Polecam jego wywiad w Businessman Magazine (dostępny również w
Onecie w wersji elektronicznej.