P. Wegleński Czy naprawdę szkoły przekrętów?cd
Autor: Gość: jw
IP: *.autocom.pl
07.01.05, 13:44
Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje
się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na studia na Uniwersytet Gdański, który
zresztą przyznał się do popełnienia błędów i stara się je naprawić. Atak ten
nie jest też podyktowany troską o jakość nauczania. Gdyby tak było, to
skoncentrowałby się na szkołach najgorszych - a są w Polce uczelnie o poziomie
skandalicznym. Wystarczy poprosić członków Państwowej Komisji Akredytacyjnej o
listę szkół, które zostały zlikwidowane albo są w trakcie likwidacji z powodu
żenującego poziomu kształcenia.
Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie
skandalu. Profesor uniwersytetu od lat zajmuje pierwsze miejsce na listach
zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, dla dziennikarzy jest
więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk ("Mamy cię,
profesorze" - "Życie Warszawy" z 25 października br.).
Podejmowanie prób niszczenia autorytetów jest ulubionym zajęciem żurnalistów.
Być może jest to syndrom "polskiego piekła" - każdy Polak, który się wybił i
cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.
Znaleźć właściwą miarę
Dziennikarze piszący o uniwersytetach wykorzystują jako ekspertów ludzi
wywodzących się ze środowiska akademickiego, którzy nie odnieśli sukcesu
naukowego, a dziś odreagowują swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich
kolegów. Szczególnie popularny jest dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z
tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję, który z
pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim.
Rzadko się zdarza, by rozmówcą dziennikarza był wybitny uczony, człowiek o
wielkim autorytecie, który mógłby mądrze i prawdziwie przedstawić problemy
uczelni i nauki. Faktem jest, że takich ludzi trudno zachęcić do udziału w
dyskusjach telewizyjnych, gdyż nie chcą występować w towarzystwie "oszołomów" i
awanturników.
Bardzo dobrą robotę wykonuje dr Marek Wroński z jednej ze szkół medycznych w
USA, który ujawnił i nagłośnił kilka skandalicznych przypadków nieuczciwości
naukowej na polskich uczelniach. Wydaje się jednak, że również i on utracił
poczucie proporcji i wykryte przez siebie oszustwa traktuje jako normę, a nie
jako godny pożałowania wyjątek. Dr Wroński nie protestuje, gdy wywiady z nim
opatrywane są nagłówkami w rodzaju: "Środowiska akademickie w Polsce opanowała
plaga plagiatów" ("Życie Warszawy" z 25 października br.).
Oprócz sukcesów polskie uczelnie mają również wiele problemów. Brakuje nam
systemów rzetelnej i ostrej oceny działalności naukowej i dydaktycznej,
zwłaszcza samodzielnych pracowników naukowych. Wielu z nich zaniedbuje swe
obowiązki, ucząc w dwóch lub więcej szkołach, podejmując zbyt wiele zobowiązań
poza macierzystą uczelnią. Wciąż jeszcze obowiązuje u nas system "opiekuńczy",
który nie pozwala rozstać się z pracownikiem nierokującym większych nadziei, by
zastąpić go młodszym i zdolniejszym. Jest to zresztą bolączką wielu
uniwersytetów europejskich, które przegrywają konkurencję z amerykańskimi,
słynącymi z ostrej selekcji kadry nauczającej. Wydaje się, że poziom doktoratów
w Polsce się obniża - i jest to wynikiem nierzetelnych, zbyt pobłażliwie
pisanych recenzji. Również w przypadku habilitacji i profesur zbyt często mamy
do czynienia z recenzjami grzecznościowymi i przyznawaniem tytułów naukowych
osobom na to niezasługującym. Zdarza się to nawet na Uniwersytecie Warszawskim
i nie sądzę, by na innych uczelniach sytuacja była lepsza. W wielu dziedzinach
brak nam "lokomotyw" - ludzi na miarę Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego,
Stanisława i Marii Ossowskich czy Władysława Tatarkiewicza. Nie jesteśmy w
stanie zapewnić wystarczająco dobrych warunków do prowadzenia pracy naukowej,
co powoduje, że wielu najzdolniejszych polskich uczonych pracuje za granicą.
Niektórzy z nich, jak Aleksander Wolszczan, Bohdan Paczyński, Piotr Słonimski,
Hilary Koprowski czy Leszek Kołakowski, stanowią ozdobę najlepszych
uniwersytetów zagranicznych i żal, że nasi studenci nie mogą się z nimi
spotykać na co dzień.
Środowisko akademickie w Polsce liczy 2 mln studentów i kilkadziesiąt tysięcy
nauczycieli akademickich. Na pewno znajdą się wśród nich ludzie nieuczciwi. Nie
sądzę jednak, by było to środowisko skorumpowane; w każdym razie jest
niewspółmiernie mniej skorumpowane niż wiele innych środowisk. Myślę, że
powinnością mediów jest nie tylko opisywanie nieprawidłowości, lecz przede
wszystkim pisanie prawdy, a także rzetelne informowanie o skali zjawisk
patologicznych.
* Piotr Węgleński od 1999 roku jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 65
lat, biolog, specjalista w dziedzinie genetyki molekularnej.
prof. Piotr Węgleński *