Dziwie sie, że jeszcze nikt nic nie napisal na temat tej
cudownej plyty. Byc moze zniecheca stwierdzenie, ze jest to
Chopin w jazzowych aranzacjach, ale nie dajcie sie zwiesc. Mnie
ta plyta urzekla. Tak samo jak tekst, jak historia Leny Ledoff.
Muzyka pelna zycia, energiczna. Siegajaca do muzycznych zrodel,
ale nie uzalezniona od nich. Tyle, co moge na napisac, bo tego
trzeba posluchac. Ciesze sie, ze sa w Polsce tacy "prawdziwi"
ludzie i jazzwomanki ;).
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.