• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Szpieg ci prawdę powie Dodaj do ulubionych

  • 17.10.05, 10:39
    świetny artykuł choć chcę zaznaczyć że dobry pracownik to nie cyborg i czasem
    (zaznaczam że rzadko) też się może potknąć a to potknięcie przy wizycie
    audytora może być dyskwalifikujące ,więc nie do końca krótki wywiad czy
    spostrzeżenie może swiadczyć o wydajności , kwalifikacjach czy uczciwości
    pracownika !
    Edytor zaawansowany
    • 17.10.05, 10:52
      Mowimy MYSTERY SHOPPER.. myslimy PAIN IN THE ASS!!
      podpisano:
      Pracownik sektora uslug...
      --
      raz... raz... próba sygnaturki... raz.. raz...
      • 17.10.05, 11:30
        co to jest hotel spa?chodzi mi o to "spa"o co chodzi?
        • 17.10.05, 11:57
          hotel + odnowa biologiczna .czyli możesz skorzystać z odpowiednich zabiegów dla
          ciała !
          pozdrawiam
          • 18.10.05, 14:44
            jest to wyrażenie określające sposób wypoczynku niedostępny dla szeregowych
            pracowników biurowych, hehe. nic dziwnego, że mozna nie wiedzieć.
            ale kostka mydła 'spa' i gąbka do mycia pleców o podobnej etykiecie jak
            najbardziej jest na nasze portfele. ;-)
        • 17.10.05, 14:13
          forumowicz01 napisał:

          > co to jest hotel spa?chodzi mi o to "spa"o co chodzi?

          Hotele spa istnieją w Polsce od dawna. Kiedyś były własnością państwa. Jechało się tam za skierowaniem od lekarza, a pobyt był opłacany przez zakład pracy "pacjenta", czyli przez podatników, bo zakład pracy był zazwyczaj państwowy. Pobyt w takim hotelu (nie dość że bezpłatny), to nie wliczał się do urlopu, bo był traktowany jako zwolnienie lekarskie. Jak ktoś miał wtyki i znajomego lekarza, to po prostu raj na ziemi.
          Aha, ta utopia nazywała się sanatorium, i istnieje do dziś w szczątkowej postaci ;-)


          --
          yeze.blox.pl
          • 18.10.05, 03:22
            Niezupełnie.

            Sanatoria i uzdrowiska (istnieją zresztą do dziś) są ośrodkami medycznymi,
            balneologicznymi w których LECZY się pacjentów ze schorzeniami reumatycznymi,
            rekonwalescentów po urazach narządu ruchu (np. po wypadkach samochodowych),
            alergików etc.

            SPA wykorzystuje balneoterapię do upiększania, pielęgnacji urody, do relaksu.

            Z uzdrawiających właściwości wód korzystano już w epoce brązu. Doceniali je
            starożytni Rzymianie, a jeśli chodzi o współczesne skojarzenia, to SPA więcej
            ma (jak dla mnie) wspólnego z przedwojennymi "wyjazdami do wód" niż z
            sanatoryjnymi kombinatami PRLu. SPA zresztą to nie tylko ośrodki, ale także
            gabinety i domowe miejsca relaksu.

        • 18.10.05, 03:07
          Skrót łaciński oznacza "Sanus Per Aquam" - zdrowie przez wodę. To nic innego
          jak balneologia tyle, że wykorzystana w kosmetyce (albo raczej kosmetologii).

          Niewiele ma to wspólnego z sanatoriami w PRL jak ktos sugeruje w sąsiednim
          poście mimo, że ośrodki SPA i uzdrowiska państwowe stosują często te same
          zabiegi balneoterapeutyczne (kąpiele błotne, borowinowe, masaże itp.)

          SPA można mieć w domu. Podstawowym warunkiem jest wanna z hydromasażem. Można
          też urządzić sobie jaskinię solą wykładając ściany solą morską i otrzymując
          nadmorskie stężenie jodu.
    • 17.10.05, 12:08
      kontakt wzrokowy
      • 17.10.05, 12:21
        ciekawe czy ten prezes firmy badawczej tez jest sprawdzany?
        co za czasy, napieprzacie sie z big brotherow, barów i innych reality show a
        popieracie zwykle donosicielstwo nazwane oczywiscie poprawnie
        politycznie "mystery shopping".
        • 17.10.05, 13:25
          Też kiedyś pracowałem w firmie, która robiła takie badania. Całe szczęście
          uwolniłem sie od tych durnych korporacji. Współczuję wszystkim, którzy w tym tkwią.
    • 17.10.05, 13:57
      "...- Nie znalazłam planu ewakuacji - zauważa inna audytorka.

      - Nikt się mną nie zaopiekował. Mam wrażenie, że nikt tam nie stymuluje
      sprzedaży - dodaje trzecia.

      - Rezerwacja pokoju przebiegała szybko, ale dla mnie zbyt szybko. Nikt nie
      rozpoznał moich potrzeb..."

      Bicie piany na całego.

      Ten świat powiadam jest chory, władają nim potwory...
    • 17.10.05, 14:17
      A tak w ogóle to byłem niedawno "mystery shopperem" w McDonaldzie. Moje zadanie różniło się od opisywanego w artykule przede wszystkim tym, że MUSIAŁEM podać dane personalne wszystkich pracowników, którzy mnie obsługiwali. Nie wystarczyło stwierdzenie, że "nie wydano" mi paragonu. Liczyło się KTO go nie wydał. Mam nadzieję, że ta osoba nie wyleci przez to z pracy...

      --
      yeze.blox.pl
      • 17.10.05, 14:40
        a jak zostać "mystery shopperem"? dobrze chociaż płacą?
        • 18.10.05, 09:51
          Moj syn tez jest mystery shopperem, ale pracuje dla policji. Chodzi do sklepow
          albo pubow i zamawia alkohol. Jest niepelnoletni ale wyglada dojrzale. Ma
          zabawe i kieszonkowe.
        • 18.10.05, 10:03
          mystery shopperem można zostać poprzez dopisanie się do bazy ankieterów tego
          typu firmy- albo wysyłając im cv, albo wypełnijąc formularz na stronie.
          najlepiej wpisać w wyszukiwarkę "mystery shopping", "secret client"
          czy "tajemniczy klient".
          zarobić można nieźle, ale trzeba pamietać o tym, że nie jest to praca regularna-
          dzwonią, jak potrzebują audytora. w zależności od poziomu badania i jego formy
          (np. telefoniczne, wizyty, focus) można zarobić od 10 do 100-120 zł za jedno
          badanie!!!
          z adresów, które pamiętam możesz wejść np. na www.secretclient.com lub
          www.internationalservicecheck.com

          pozdrawiam i życze powodzenia
      • 18.10.05, 01:20
        Poznalem niedawno w samolocie czlowieka, ktory powiedzial mi, ze jak kiedys dowie sie o jakims "mystery shopper" to go dla radochy kopnie miedzy nogi a pozniej mu okopie buzie. Gosc jest wielki jak dwie beczki i nie ma poczucia humoru. Fajnie byloby jakby Ciebie dorwal.
      • 18.10.05, 03:12
        Albo Pan Marek Biskup, szef obsługi klienta w Millward Brown SMG/KRC, który
        "podkreśla, że w takich sprawach kodeks mystery shopperów jest bezwzględny. -
        Nie możemy ujawniać naszym klientom żadnych informacji, które pozwalają
        zidentyfikować pracownika." wykazał się niekompetencją, albo Pan dziennikarz
        Vadim Makarenko źle go zrozumiał i to on wykazał się niekompetencją.

        W rzeczywistości kodeks etyczny MSPA=Mystery Shoppers Providers Association mówi
        (w wersji polskiej): "Imiona i nazwiska członków personelu lub ich tożsamość
        utrwalona na taśmie wideo, magnetofonowej itd. mogą zostać ujawnione jedynie po
        uprzednim zawiadomieniu o tym. W związku z tym, że o ankiecie nie można
        informować personelu konkurencji, ujawnianie tożsamości jego członków jest
        niedozwolone."
        Jeśli ktoś chce sprawdzić powyższe samodzielnie, proszę to zrobić na stronie
        MSPA, podstrona: mspa-eu.org/ethics/, należy wybrać dokument .pdf w jęz
        polskim lub innym sobie znanym).
      • 18.10.05, 12:01
        Wyleci i to z hukiem.Po pierwsze okrada firmę,bo rozliczany jest z paragonów
        fiskalnych.Po drugie osoba która firmuje kasę fiskalna czyli
        franszyzobiorca,podlega karze z ustawy karno skarbowej.Ważne : nie personel
        tylko właściciel kasy fiskalnej !
        Pierwszy bym takiego wyrzucił i to bez zbednych rozmów i ewentualnie powiadomił
        policję.
    • 17.10.05, 22:37
      Wszystko to brzmi bardzo idealnie.Nie podajemy personaliów ,chodzi o pomoc
      firmie itp.Moze faktycznie w przypadkach podanych w artykule.Natomiast mialem
      nieprzyjemnosc byc swiadkiem takiego badania wewnetrznego w hipermarkecie.
      Wygladało to tak:
      Jedna wyfiołkowana paniusia w kolejce,małe zakupy.To ustawiam sie za nią.
      Za kasa starsza pani,oglada towary paniusi,jest tam miedzy innymi jakis zestaw
      zabawek.Kasjerka oglada bardzo uwaznie,otwiera opakowanie.Sprawdza co jest w
      środku.Cos jej nie pasuje.Dzwoni na dział sprawdzic co pakiet zabawek ma
      zawierać.Okazuje sie ze są tam jakies nadprogramowe towary.Paniusia
      tupeciara,wykłoca sie ze tak juz było zapakowane i obrazonym gestem rzuca na
      ladę pieniadze,ze ona w takim razie zapłaci za te rzeczy.Pani w kasie mocno
      zdenerwowana,az poczerwieniała.Wszystko to trwa dłuzsze minuty.Sam juz jestem
      wkurzony bo sie spieszę.W końcu kasjerka gdzies dzwoni.Przychodzi ochroniarz.
      Po chwili okazuje sie ze cała sytuacja jest ukartowana.Paniusia po prostu
      sprawdza czujnosć kasjerki i to czy przypadkiem nie podda sie presji i nie
      skasuje za "ukradzione" rzeczy.Wyfiołkowana z wyrazem wyższosci i pogardliwym
      usmieszkiem odchodzi od kasy.Widzę ze kasjerce aż trzęsa sie ręce.Pytam co by
      sie stało jak by czegoś nie znalazła ,albo nie wezwała by ochrony.Odpowiada zer
      nawet boi sie o tym myśleć.

      Rozumiem te bramki,klipsy,kamery,ochroniarzy,tajniaków w sklepach ale czemu
      czepiają się kasjerki od której z jednej strony wymaga sie jak najszybszego
      kasowania i z tego sie ją rozlicza a z drugiej strony ma byc jak sie okazuje
      najmocniejszym ogniwem systemu antyzłodziejskiego.Jak dla mnie było to
      ponizanie pracownika i tyle.Żenujące.
      I ten wyraz wyzszości na twarzy wyfiołkowanej ,aż miałem ochote ja kopnać w
      dupę za mój stracony czas i nerwy tej kasjerki.
      • 18.10.05, 22:00
        Pracowałam kilka lat temu jako kasjerka (praca wakacyjna) w jednym z hipermarketów - takie "fałszywe zakupy" były stałym elementem sprawdzania jakości pracy kasjerek. Byliśmy o tym poinformowani na szkoleniu w pierwszych dniach pracy - za "wpadkę" w kasowaniu podstawionych klientów przeważnie dostawało się ostrzeżenie; za drugą "wpadkę" - propozycję rozwiązania umowy.

        Niestety, na moich oczach firma pozbyła się jednej z nowych kasjerek (niezbyt rozgarniętej) w sposób dość perfidny: zaprzyjaźniona z personelem pracownica ochrony próbowała namówić kasjerkę na skasowanie tylko jednej z kilku paczek papierosów (swoich ulubionych). Kasjerka dała się namówić... i już chwilę później nie pracowała.

        Z drugiej strony mi też trafił się "koszyk" - produkty z przeklejanymi kodami kreskowymi itp., ale z tego przecież nas szkolili i nie miałam większych problemów z wykryciem "oszustwa". Szczerze powiedziałam "klientce", że kody się nie zgadzają, a ona nie robiła awantury, tylko od razu się ujawniła i kazała zawołać kierowniczkę, która wycofała paragon. Oprócz tego ludzie z kolejki do kasy zostali poproszeni o przejście do innych kas, więc miałam chwilę, żeby ochłonąć. Myślę, że akurat takie sprawdzanie kasjerek powinno raz na jakiś czas mieć miejsce - jako zwykła weryfikacja czujności i znajomości zasad.
        • 19.10.05, 09:53
          > Niestety, na moich oczach firma pozbyła się jednej z nowych kasjerek (niezbyt
          rozgarniętej) w sposób dość perfidny: zaprzyjaźniona z personelem pracownica och
          > rony próbowała namówić kasjerkę na skasowanie tylko jednej z kilku paczek
          papierosów (swoich ulubionych). Kasjerka dała się namówić... i już chwilę
          później nie pracowała.

          I słusznie. Nie "niestety", tylko "na szczęście". To było złodziejstwo, a na
          miejsce tej pani z pewnością czeka wiele uczciwych osób.

          --
          Dzidka
        • 19.10.05, 15:35
          > Niestety, na moich oczach firma pozbyła się jednej z nowych kasjerek (niezbyt
          rozgarniętej) w sposób dość perfidny: zaprzyjaźniona z personelem pracownica
          ochrony próbowała namówić kasjerkę na skasowanie tylko jednej z kilku paczek
          papierosów (swoich ulubionych). Kasjerka dała się namówić... i już chwilę
          później nie pracowała.

          No i bardzo dobrze, że ją zwolnili. Takie zachowanie jest karygodne i
          niedopuszczalne i niczym nie da się go usprawiedliwić. Powinni jeszcze do
          świadectwa pracy jej ten epizod wpisać, żeby wszyscy potencjalni pracodowcy
          wiedzieli, że mają doczynienia z oszustką i złodziejką.
      • 19.10.05, 09:49
        Co to znaczy "wyfiołkowana" paniusia? "Wyfiokowana" to rozumiem...

        --
        Dzidka
    • 18.10.05, 01:34
      porzykład na pointę tego tekstu. Po 7 latach bycia z Plusem okazało się, że
      jako dziewiczy klient mam więcej ulg, niż stary wyjadacz, który co miesiąc
      regularnie płaci duże rachunki.
      • 18.10.05, 10:51
        hegatra napisała:

        > porzykład na pointę tego tekstu. Po 7 latach bycia z Plusem okazało się, że
        > jako dziewiczy klient mam więcej ulg, niż stary wyjadacz, który co miesiąc
        > regularnie płaci duże rachunki.

        Nie przejmuj się - ja jestem klientem ERY od 1999 r i też okazało się dokładnie
        to samo tobie. W dodatku pan obsługujący mnie w salonie na ul.Złotej był
        bezczelny i traktował mnie z góry - jakbym była kimś gorszym od niego. Więcej
        tam nie pójdę. Prawde napisali w tym tekście - w Polsce firmy w pogoni za nowym
        klientem nie dbają wogóle o swoich stałych klientów.

        • 18.10.05, 11:59
          dla nowych.
          Ale z radością pracownik mi zaproponował rozwiązanie starej umowy, i zgłoszenie
          się jako nowy, zdaje się, że nawet z zachowaniem numeru.
          To są chorobliwe pomysły tych nieszczęśników, którzy rozpaczliwie
          szukają "niszy ekologicznej" w postaci psychologii pracy, szkoleń
          integracyjnych PR-ów, reklamy sugerującej itp.
          To wszystko działa na zasadzie kłusownictwa. Mądrale nie zauważają, że są w
          konflikcie z prawem polskim, które zabrania takich prowokacji. Badany
          pracownik, który DA w M...DĘ takiemu przesadzającemu audytorowi, może liczyć w
          sądzie na uniewinnienie. Może też, zamiast szczerzenia ząbków i wzywania
          ochrony - wezwać policję, jeśli naruszone zostały "zasady współżycia
          społecznego", a dodatkowo , korzystając z mody na anty-mobbing wytoczyć proces
          pracodawcy.
          Tak więc niebawem takie badania pod przykrywką zdrożeją, z powodu konieczności
          ubezpieczania od odpowiedzialności cywilnej i kosztów leczenia "audytorów".
        • 18.10.05, 12:00
          Ja w Erze też tak miałam..mimo,że mamy 5 tel na firmę ( od początku Ery )i
          płacimy słone rachunki, to przy wymianie telefonu na nowy model( który dodam w
          ofercie dla osób fiz. przy najniższym planie taryfowym był za 1zł ) usłyszałam
          hasło "widocznie uznali,że pani na niego nie zasługuje". Żałuje ,że nie
          wyrżnęłam w dziób konsultantce. Była tak głupia,że nawet nie potrafiła
          wyjasnić ,że dany telefon po prostu w chwili obecnej nie występuje w ofercie
          dla firm, zaproponować odczekanie kilku dni bądź zmiane planu taryfowego na
          opcję dla osób fiz. Totalne dno!!!! I to w sklepie firmowym!!!! Pozdrowienia
          dla pracowników z Germanosa z Gdyni!!! Może juz was zwolnili!!!!
        • 19.10.05, 08:29
          Ja mam tak samo w idei. Po 9 latach placenia sporych rachunkow mam mniej ulg i
          przywilejow niz nowy klient. Myslalam,ze jak polaczymy sie z orange beda jakies
          promocje dobre dla wiernych klientow, ale chyba nie ma nic.Jedyne co dostaje to
          duze rachunki i raz na dwa lata przy podpisywaniu nowej umowy moge taniej kupic
          telefon, ale nowy klient tez moze i do tego dostaje jakies ulgi. Gdybym mogla
          zachowac stary numer, to bym sie wypisala z idei i na nowo zapisala:)Ale nie
          wiem czy tak mozna, ale sie dowiem, przeprowadze małe śledztwo...;)
    • 18.10.05, 06:23
      to ja zamawiam takie sprawdzenie dla firmy przewozowej jeżdżącej z Lublina do
      Neapolu! tyle, że jej szefowie mają pewnie gdzieś, jak pracują i zachowują się
      ich pracownicy...

      --
      X. Istnieją tylko grzechy duchowe. W grzechy ciała wpisana jest kara - paraliż
      postępowy rozpustników, otłuszczenie serca zbyt lekkomyślnie biesiadujących,
      donosicieli - platfusy. [Zbigniew Herbert, X ścieżek cnoty]
    • 18.10.05, 06:30
      To nic nowego. W Australii szpiegowanie i "kablowanie" wsrod pracownikow jest
      na pozadku dziennym. Nad drogami wisza napisy zachecajace do raportowania o
      niewalsciwym zachowaniu. Itd Itd.
      • 18.10.05, 12:07
        pasażerom. Takie hasło wisiało w tramwajach i autobusach za dawnych czasów. To
        znaczy było to hasło wyprzedzające epokę!
    • 18.10.05, 09:59
      moim zdaniem to jest dobry sposob na ocenę fachowości pracownika. Kiedyś jak
      chcialam w jednym banku na Wolskiej w Warszawie wpłacić złotówki na konto
      walutowe, to mi kobieta powiedziała, że muszę najpierw pójść do kantoru!!!!
      Szczyt!!! Dodam, że było to w banku dla klientów biznesowych...
    • 18.10.05, 10:38
      ...a nie profesjonalnych.
      Pracuję w agencji marketingowej i dobrze widze jacy to "wykształceni" sa ci
      młodzi brand managerowie. Ich szefowie nie są lepsi.
      Ale cóż, takich głupków można łatwo zastraszyć i mobowac, a o ni nawet nie
      miaukną, bo przyjechali do Warszawy z prowincji, skąd ich wygnał głód i teraz
      nie mogą stracić takiej okazji jak przeżycie. Wynajmują mieszkania w 6 osób i
      tak aby tylko przetrwać.
      • 18.10.05, 16:30
        No tak, wszystkiemu winni są przyjezdni. Lepiej niech zdechną z głodu w swoich
        małych miasteczkach niż nam rdzennym (tzn. od 30 lat w Warszawie, tata
        przyjechał z Pułtuska Warszawę odbudowywać) nerwy psuć. Wszyscy przyjezdni to
        głupki, a juz najgorzej szefowie.
        To, że wynajmują mieszkania po 6 osób, to dlatego, że mieszkania ich rodziców
        są warte 50 tys. a nie 350.

        • 19.10.05, 08:58
          Tak...Najbardziej pysznią się "warszawiacy" w, o zgrozo!, pierwszym
          pokoleniu... :/
    • 18.10.05, 11:11
      Samokontrola firm zlecających audyt oznacza, że rynek działa, że działa
      konkurencja. Dlatego też nie bardzo widzę sens w rozpatrywaniu działalności
      audytorów w skali mikro (dyskomfort prześwietlanych pracowników). W skali makro
      działalność ta opłaca się klientom, eliminując z rynku niefektywnych.
    • 18.10.05, 11:27
      • 18.10.05, 12:11
        Z tej dyskusji rzeczywiście można się czegoś dowiedziec!
        A takich mało!
    • 18.10.05, 11:47
      a propos ostatniej uwagi z artukułu:
      to dlatego kiedyś zrezygnowałem z usług PlusGSM. ukradli mi komórkę na kilka
      miesięcy przed upływem mojej umowy. chciałem nową, byłem skłonny zaaakceptować
      przedłużenie umowy. nie dali, powiedzieli, żebym sobie kupił najtańszą na kartę
      - niestety, ja potrzebowałem GPRS. doszedłem do wniosku, ze jakbym przyszedł z
      ulicy, to dostałbym nowa komórkę z GPRS bez problemu - więc podziękowałem
      PlusGSM całkowicie, i poszedłem do konkurencji.
      • 18.10.05, 17:08
        No i tak to mniej wiecej dziala - ciagla rotacja klientow. Ogolnie o sieciach
        komorkowych moznaby chyba napisac ksiazke. Ja moge podac pare przykladow z
        Hiszpanii:
        Chcialam zlozyc reklamacje, obeszlam pare salonow, rezultat: reklamacje nalezy
        zlozyc na pismie i wyslac faxem do Madrytu. Na szczescie znalazla sie jakas
        przytomna i mila pracownica, ktora wyslala fax od siebie z biura, nie zmuszajac
        mnie do poniesienia kosztow.
        Znajoma chciala zmienic siec a przy okazji uwolnic telefon nabyty w starej
        sieci. Po kilkunastu telefonach udalo sie (!). Za kazdym razem gdy dzwonila
        pytano ja doslownie o wszystko, rozmowe przekazywano od osoby do osoby,
        wszystkim musiala opowiadac ta sama historyjke, kilka razy w kulminacyjnym
        momencie rozlaczano ja.
        Innym razem chcialam zmienic wlasciciela kontraktu, mialam kilka pytan, tzn. ile
        za to zaplace, czy zachowam dotychczasowe promocje itp. Poniewaz nie mialam
        ochoty dzwonic do BOK i podawac wszystkich danych lacznie z numerem buta i
        informacja o kolorze deski klozetowej, zdecydowalam sie pojsc do salonu. Juz
        przy pytaniu o promocje pani rozlozyla rece i zaproponowala mi zebym zadzwonila
        do BOK.
    • 18.10.05, 12:50
      Szkoda ze bank PKO nie dba tak detalicznych klientow
    • 18.10.05, 18:21
      Jak dobrze zrozumiałam treść artukułu to firma AMPS zajmuje się chyba raczej
      kontrolą wewnętrzną, a nie profesjonalnymi badaniami mystery shopping.

      Profesjonalne firmy robiące mystery shopping stosują normy ESOMAR - ESOMAR
      Guidelines for Mystery Shopping, które są ważniejsze niż "normy etyczne" AMPS
      i "rozterki" pana badacza. Podstawowa norma ESOMAR brzmi "Individual members of
      staff must not be identifiable in the report on a mystery shopping study" (ale
      to po angielsku, to pan badacz pewnie miał problem z implementacją).

      Przykazania ESOMAR są święte: żadnych danych pozwalajacych zidentyfikować
      pracownika.Żadnych, czyli: nie przekazujemy danych pod suknem, nie ujawniamy
      nazwisk. Czy za kasę robi się już w tym kraju wszystko? Żadne wahania nastrojów
      pana "badacza" nie mają tu nic do rzeczy.Czy pracownicy firmy gazowej podpisali
      kwit przy przyjęciu do pracy lub przed badaniem, że wyrażaja zgodę na takie
      badania z podaniem nazwisk pracowników? Zapewne. W Stanach za taki numer nie
      wyszlibyście z sądu.

      "Imię i nazwisko sprzedawcy gazu, który oglądał dom w Starych Babicach i
      zamiast gazu polecał kolektory słoneczne, także znalazły się na biurku jego
      szefa" - Jest to ewidentne i skandaliczne złamanie norm ESOMAR i wszelkich
      cywilizowanych zasad świadczenia tego typu usług. Poza tym pozostaje zarzut
      merytoryczny - w jaki to sposób pomogliście pracodawcy wskazując tego
      pracownika?Od kiedy to wyrzucenie pana X-sińskiego z roboty za brak
      profesjonalizmu (bo chyba nie przestępstwo)eliminuje złe mechanizmy w firmie?
      Do tego potrzeba elementarnej wyobraźni (za kasę się tego nie kupi).

      Rztelność i uczciwość nakazywałaby, aby wprost przyznać-robimy outsourcing
      kontroli wewnętrznej i nie ma to nic wspólnego z badaniami typu mystery
      shopping.
    • 18.10.05, 19:37
      Pracuję w takiej firmie gdzie jesteśmy kontrolowani przez tajemniczego klienta z
      wyspecjalizowanej do tego firmy,wyniki tego są przesyłane do firmy i omawiane w
      jakim procencie i jak kto się zachowywał,czy się przewitał, czy się
      uśmiechnął,czy dobrze doradził,czy schludnie wyglądał,czy wskazał drogę,czy
      dobrze doradził itp.Pracuję ponad 5 lat w firmie i moje zdanie jest takie że
      powinno się ufać w jakimś stopniu swojemu pracownikowi,taka kontrola też jest
      dodatkowym stresem dla danego pracownika. pozdrawiam A.B.
    • 18.10.05, 19:49
      To tak jak znana :P heh firmna telekomunikacyjna. Jelsi juz jestes u nich np klientem ktoremu dostarcz. i-net to maja cie gleboko. Dla NOWYCH klientow sa ofert promocje i wszelkie swiecidelka a ja musze placic kase ciezka za to co inni maja za grosze doslownie teraz.To jest troche :) wnerwiajace i takie Baaardzo polskie podejscie do klienta

      nie pisze konkretnie bo mnie odetna hahahah :)
    • 18.10.05, 22:33
      czyżby słowo 'debrief' nie miało polskiego odpowiednika ?
      np. odprawa, omówienie, wysłuchanie ?

      nikt nie potrafi używać już polskich odpowiedników? czy może jest to
      nieprofesjonalne?
    • 18.10.05, 22:52
      Normalne karty płatnicze NIE załatwiają również sprawy w "restauracji" Kompania
      Piwna (Warszawa, Podwale)co ciekawe od niedawna. Dodam, że z wielką chęcią
      przyjmowane są tam karty kredytowe. Terminal obsługuje oczywiście jedne i
      drugie. Zatem ?
      • 18.10.05, 23:22
        Typowy "mystery shopping" (w postaci zaprezentowanej w artykule) robią duże
        firmy na poziomie centrali, kontrolując lokalne spółki, oddziały, czy
        franszyzobiorców, którzy często nawet nie wiedzą, że ich firmy są w ten sposób
        kontrolowane. A my, lokalni robimy to w sposób mniej formalny, dużo tańszy, a
        też bardzo skuteczny. Ja pracuję w luksusowym hotelu (ale nie w takim
        gó..anym, co to 5 gwiazdek, ach i och, a jak gość chce się wieczorem mleka
        napić, to się robi problem - jest lodówka dostepna kierownikowi nocnej zmiany).
        Kiedyś sam byłem takim badaczem, ale jawnym. Pracownicy mnie przecież znali, ja
        sobie przez weekend mieszkałem w hotelu, korzystałem z udogodnień
        przysługujących gościom i opisywałem w raporcie. Celem tego badania było
        głównie przypomnienie pracownikom obowiązujących procedur. Są też badania in
        cognito, realizowane przez krewnych i znajomych zaufanych. Ci ludzie są
        pracownikom nieznani i celem ich działań jest wykrycie przekrętów robionych
        przez pracowników - idą tacy na obiad, czy kolację (dostają wcześniej gotówkę
        do ręki) i mają zapamiętać, co zamówili, a przy płaceniu nie domagać się
        rachunku. Następnego dnia sprawdzamy, czy rachunek został nabity w systemie.
        Jeśli tak, wszystko jest OK, jeśli nie - ustala się, kto powinien go wystawić i
        człowiek ten wylatuje z roboty.

        --
        Jorn van der Ar
        -------------------
        Łukaszenko z Lepperem, dwóch syjamskich braci, najlepszych synów ich sowieckiej
        maci (Maciej Rybiński)
    • 18.10.05, 23:19
      Jeszcze chwila, a wszyscy bedziemy mieć plastikowe uśmiechy przyklejone do ust,
      a spotykać się zaczniemy u psychoanalityków.
      • 18.10.05, 23:24
        Załóż sobie firmę, zatrudnij pracowników, niech cię trochę oskubią i zobaczymy,
        czy dalej będziesz uważał ten pomysł za chory.
        --
        Jorn van der Ar
        -------------------
        Łukaszenko z Lepperem, dwóch syjamskich braci, najlepszych synów ich sowieckiej
        maci (Maciej Rybiński)
      • 19.10.05, 11:09
        > Jeszcze chwila, a wszyscy bedziemy mieć plastikowe uśmiechy przyklejone do ust,
        > a spotykać się zaczniemy u psychoanalityków.

        A nie można jakoś pośrodku? Między gburowatością a plastikowym uśmiechem jest
        sporo miejsca. Ja tam wręcz nie lubię gdy sprzedawca w sklepie podchodzi do mnie
        pytając, w czym pomóc. Wolę sobie sam pooglądać co jest i ewentualnie zapytać.
        No ale jak już pytam, to spodziewam się jakiegoś minimalnego poziomu obsługi, a
        nie zapatrzenia gdzieś w dal i wyburczenia "Jest to, co widać" (w domyśle: nie
        widzisz, że odpoczywam?). Nie mówię już o sprzedawcach w sklepach
        specjalistycznych (ostatnio pomagałem kilku znajomym kupić komputer), którzy
        albo w ogóle nie znają się na tym co sprzedają, albo świadomie wciskają kit
        zakładając że trafili na naiwniaka.
      • 23.10.05, 22:52
        No pewnie tak. Uwazajmy uncle Sam czuwa.
    • 18.10.05, 23:46
      siedzi tam gburowaty typ na recepcji ktory na dzien dobry wita takim wzrokiem
      jakby chial powiedziec "po cos przylazl"...
      mam nadzieje ze to sie szybko tam zmieni!!!!!!!
    • 19.10.05, 08:01
      Poprostu nie lubię jak ktoś się zgrywa, robi jakieś lewizny dla swojej kaski.
      Ja jestem czysty, proszę nie wystawiać mnie na próbę. W ogóle już mam dość
      bycia kamerowanym, bycia obserwowanym przez wysokich ochroniarzy z czymś
      martwym i agresywnym w oczach. Taki pieprzony młody kapitalizm i ja niestety
      należę do pokolenia, które zapłaci za niego najwyższą, osobistą cenę.
      Przyjezdny W-wiak l. 28.
      • 19.10.05, 08:48
        Bardzo dobry artykuł.

        Zastanawiam się po co w takim razie są bezpośredni przełożeni, kierownicy? Za
        co oni biorą pieniadze? Co należy do ich obowiazków? Czy tu nie leży problem? O
        ile wiem do podstawowych obowązków kierowników należy kontrola podwładnych.
        Taki szef firmy zlecający innej firmie wykonanie „mystery shopping” chyba sam
        jest do niczego. Nie dość że płaci pensje kierownikom to jeszcze wybula
        pieniądze na raporty, które i tak by otrzymał gdyby tylko więcej wymagał od
        osób do których należy kontrola innych.
      • 19.10.05, 08:51
        A mnie najbardziej denerwuje, ja jestem jawnie obserwowana w sklepach.Raczej
        wygladam normalnie i nie wzbudzam podejrzen, tzn nie wygladam jak zlodziej:)
        ALe denerwuje mnie jak ekspedientki w sklepach chodza za mna( za innymi tez
        oczywiscie) krok w krok, jak cos podniose z pólki i obejrze a potem odloze to
        natychmiast poprawiaja i ustawiaja równo, ja sie wtedy czuje jak potencjalny
        zlodziej,balaganiarz itd, nie ma w ogole przyjemnosci z zakupow i z niechecia
        wracam do takiego miejsca.Nie znam sie na pracy w sklepach, ale takie
        zachowanie, wiszenie klientowi na plecach nie jest chyba profesjonalne.
        Ps. juz wczesniej pisalam o idei, ale mam pytanie, do "starych" abonentów- co
        mozna wydusic z idei po 9 latach wiernego korzystania z 501..:)?
        • 19.10.05, 09:41
          > Ps. juz wczesniej pisalam o idei, ale mam pytanie, do "starych" abonentów- co
          > mozna wydusic z idei po 9 latach wiernego korzystania z 501..:)?

          To co u kazdego opa... sa dwa wyjscia:
          1. Wymusic warunki takie same lub lepsze niz dostaje nowy abonent. Nie ma na to szans w firmowym salonie lub u firmowego konsultanta, za to udaje sie w duzych salonach dealerskich. Tam obsluga rowniez ma uprawnienia do "elastycznych" ofert a jako ze za utrzymanie klienta otrzymuja konkretna prowizje w wysokosci podobnej jak za nowego, nie zalezy im na tluczeniu wylacznie "nowych". Dwukrotnie przedluzalem umowe w Idei i warunki wycisnalem lepsze niz dla nowych, ponad rok temu w salonie dealerskim w Gdansku - Motorola V500 za 49zł (oplacone punktami profit), 12 miesiecy + 50% minut do abonamentu, 10 miesiecy darmowy pakiet 10 MMS-ow.
          2. Jesli dealerzy w okolicy nie moga/nie chca zaoferowac warunkow jak nowym abonentowm to najprosciej rozwiazac umowe i pdpisac nowa, wiadomo ze wystepuje powazna niedogodnosc zwiazana ze zmiana numeru, ale jesli pozwoli to zaoszczedzic kilkaset zlotych to przewaznie warto. Chyba ze ktos jest lekarzem, agentem ubezpieczeniowym, itp. wtedy numer ktory od lat maja klienci to czesto podstawa zarobkowania...
          • 19.10.05, 11:49
            Ok, dzieki:)
            To bede probowac w salonach dealerskich.
            Jakos zawsze wszystko zalatwialam przez telefon albo w salonach firmowych.
            umowe juz trzy razy przedłuzalam.
            Ale masz racje, bo konsultant z BOKu namawial mnie do negocjowania warunkow
            nowej umowy.No ale dopiero po moim trzecim przedluzeniu umowy,jak zadzwonilam
            do niego dowiedziec sie czemu tak jest ze my starzy mamy gorzej niz nowi. Teraz
            musze czekac jeszcze ponad rok.
            Zalezy mi na zatrzymaniu numeru.Ale cos mi swita,ze Orange przyjmuje nowych
            ludzi z ich starymi numerami innych operatorow..Wiadomo, chodzi o klientow, o
            zabranie ich konkurencji, ale jesli robia taki uklon w ich strone to moze w
            strone swoich tez go uczynia!:):)

            • 20.10.05, 14:20
              a propos zatrzymywania numerów: można już przechodzić między operatorami z
              zachowaniem dotychczasowego numeru. Jednak przeczytałam gdzieś, że żeby nie być
              szykanowanym ze strony operatorów, najlepiej poczekać z taką akcją do stycznia
              2006.
    • 19.10.05, 09:47
      Kilkakrotnie zdazylo mi sie tak "szpiegowac", gdy jeden kolega mial pizzerie, a
      drugi sklep z ciuchami. "Kontrole" wypadaly roznie. Teraz w mojej obecnej pracy
      zdaza mi sie "podpuszczac" w ten sposob moich pracownikow, roznymi moimi
      znajomymi - jak na razie "kontrole" wypadaja nie najgorzej.
      • 23.10.05, 22:51
        No to braciszku przyznales sie publicznie jaka z ciebie szuja.
    • 19.10.05, 12:03
      w mojej firmie chetnie kogos takiego bym widziala, moze w koncu ktos by
      zobaczyl te osoby ktore nic nie robia a sa solidnie doceniani
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.