Z całym szacunkiem dla Żydów i nieżydów, próbuję złapać dystans do tego dobrze
napisanego tekstu i nasuwa mi się parę luźnych pytań:
1) rozdano prawie 6 tys. "polskich" medali. Czy to nie dziwne, że przy
ostatnich 30 dziennikarze zauważają, że Polacy się wstydzą? Jakim cudem nikt
tego nie wychwycił wcześniej. I to w czasach, gdy antysemityzm bywał w Polsce
urzędowy?
2) Polacy są "niedoreprezentowani" w ilości medali. Czy to tylko ich "wina"?
Czy nie jest przynajmniej równie logicznym założenie, iż to uratowani rzadziej
nagradzają Polaków (dostrzegają potrzebę ich uhonorowania)?
3) tekst polaryzuje opinię pomiędzy "w Polsce dominowało szmalcownictwo"
a "Polacy byli szlachetni i bohaterscy". To fałszywy obszar sporu. Mówimy o
nizinach społecznych, najprostszych z prostych ludzi we wioskach. Ogólnie
biorąc nieporozumieniem jest przykładanie do względnie "niskiej" grupy
społecznej "najwyższych" norm moralnych. Przypominam, że w Katowicach okradano
ofiary katastrofy, robili to Polacy w stosunku do Polaków, 60 lat po wojnie, w
XXI wieku! Wśród splamionych są nie tylko złodzieje kosztowności i złodzieje
zwołok do prosektoriów ale i taksówkarze oraz ludzie, którzy podszywają się pod
ofiary i rodziny ofiar, by wyłudzić korzyści. Wniosek: społeczeństwo w swej
masie nigdy nie jest szlachetne a raczej właśnie podłe, skłonne do ochydztw. To
bohaterowie są wyjątkowi.
Reasumując: obawiam się, że mamy do czynienia z kolejnym usiłowaniem
manipulacji przez Wyborczą.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.