Re: ZBRODNIARZE SA WSROD NAS
Przezyli tylko szczesciarze:
---------------
“Markowscy mowili nam, ze gdzies w sasiedztwie ukrywa sie Zyd Berger z corka.
Ludzie, ktorzy ich przechowywali byli podobno bardzo biedni. Ten gospodarz
czasami odwiedzal Markowskich i innych zaufanych ludzi, ktorzy pomagali mu
zdobyc troche wiecej zywnosci, chleba lub kartofli. Wydawalo sie, ze wszyscy
cenia Bergerow.
W Niedziele Wielkanocna 1943 dzwony z pobliskiego Chorzelowa dzwonily radosnie
od samego rana. Atmosfera Niedzieli Wielkanocnej, upamietnienie Zmartwychstania
Chrystusa zbawiajacego Swiat, byla zawsze pogodna. Ten nastroj byl zawsze w
ostrym kontrascie do napietej atmosfery Wielkiego Piatku. Katolicy w ten dzien
poscili, a ksieza na kazaniach podgrzewali antysemickie nastroje oskarzajac
Zydow o ukrzyzowanie Jezusa. W Niedziele Wielkanocna jednak dzwony koscielne
zwiastowaly juz radosc, przebaczenie i dobra wole.
Dla nas to swietowanie Niedzieli Wielkanocnej sprowadzalo sie do wyczolgania
sie z naszej ciasnej dziury do troche wiekszego zakamarka, gdzie mielismy
troche wiecej swobody.
Nagle uslyszelismy przenikliwe krzyki na drodze, a w slad za nimi skrzeczace
odglosy jadacej furmanki. Kiedy furmanka zblizyla sie uslyszelismy histeryczny
placz dziewczyny: -“Tam nas zamorduja! Ludzie ja chce zyc!… Miejce Boga w
sercu, ludzie, co wam zlego zrobilam, ludzie???”
Ktos wolal: -“Zabij, zabij!”
Dziewczyna krzyczala: -“Miej litosc czlowieku, pomoz mi…”
Furmanka toczyla sie dalej i glosy powoli sie oddalaly.
Pozniej tego samego dnia, kiedy bylismy juz z powrotem w naszej kryjowce
Markowski podniosl pokrywe w suficie i opowiedzial nam cicho co sie stalo: -“Ci
Bergerowie, Jezus Maria… Gonili ich po polu i zlapali ich… Jezus Maria…”
Tak wiec w Niedziele Wielkanocna 1943, polscy katolicy wlekli Leizer Bergera i
jego 16-letnia corke na smierc, kiedy dzwony koscielne dzwonily radosnie w
oddali. W te Niedziele Wielkanocna musialo byc tysiace Zydow wywleczonych z ich
kryjowek na smierc przy dzwiekach dzwonow gloszacych Dobra Nowine.
Wkrotce potem Walas poinformowal mnie, ze moje siostry Sucia i Ruchcia, ktore
ukrywaly sie w Jasle, zostaly zamordowane po tym jak Polacy wydali je
Granatowej Policji.”
(…)
Jesienia 1943 cala wies cieszyla sie z wiadomosci z frontu, chodzily nawet
pogloski, ze Armia Czerwona przelamala front pod Kurskiem rozbijajac pancerne
dywizje SS i rozpoczela natarcie na calej linii frontu. (…)
Te radosna atmosfere przerwala nam jednak niepokojaca wiadomosc, ktora
przyniosl Walas: tu i tam, chlopi zaczeli tropic i mordowac ukrywajacych sie
Zydow, czesto z pomoca policji lub uzbrojonych badytow. Sasiedzi zaczeli
szpiegowac sie nawzajem. Troche wiecej dymu z komina moze oznaczac, ze wypieka
sie troche wiecej niz zwykle chleba, niewatpliwie dla Zydow. W tej sytuacji
Markowscy zaczeli sie obawiac, ale Walas znalazl nam nowa kryjowke, w
gospodarstwie polozonym daleko od wsi i od szpiegow, gdzie mielismy ukrywac sie
do czasu wyzwolenia. (…)
Ta sytuacja zupelnie nas zaszokowala. Wojna miala sie przeciez ku koncowi.
Praktycznie armia hitlerowska byla juz w rozsypce, niezdolna do powstrzymania
postepujacej szybko Armii Czerwonej. Ale teraz Polacy zaczeli polowac na Zydow
i mordowac ich na wlasna reke! Ta nowa fala mordow na Zydach popelnianych przez
Polakow byla dla nas zupelnie nie do zrozumienia. Wygladalo na to, ze Polacy w
ogole nie biora pod uwage tego, ze jakis przypadkowy ocaleniec moze byc
swiadkiem oskarzenia dla prokuratory scigajacej zbrodnie wojenne w wyzwolonym
kraju!"
Mark Verstanding “I rest my case”, 1995 (str. 175-178)