Gazeta.pl   Forum   Aktualności i Media   Publicystyka   Duży Format   zbrodniarze sa wsrod ...

Komentarze do artykułu

zbrodniarze sa wsrod nas

Autor: hanna_arendt 25.02.06, 08:47
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
c.d. wspomnien ocalalego Zyda:
---------

"Kilka tygodni po smierci mojej cioci, nasza sytuacja nic sie nie zmienila. Co
prawda intensywne bombardowania niemieckich miast bylo kontynuowane,
przygotowania do inwazji w Normandii nabieraly rozpedu, a postepy armii
sprzymierzonych we Wloszech oraz postepujaca ofensywa wojsk radzieckich, ktore
byly juz na terenie Polski, przyblizaly nam dni wyzwolenia.
Jednak dla wielu z nas pozostajacych w ukryciu w oborze Korczaka to wyzwolenie
przyszlo niestety za pozno.

Okolo 10 wieczorem 31 maja 1944r. uslyszelismy jakies halasy na podworku. Kilka
minut pozniej Korczak odsunal koryto i glaz, ktorym przywalone bylo wejscie do
naszej kryjowki, i rozkazal nam wszystkim wyjsc z ukrycia, mowiac, ze polscy
partyzanci chca nas widziec. -“Gra skonczona” - dodal.
W oborze i na zewnatrz stali uzbrojeni mezczyzni, ktorzy za chwile zaprowadzili
nas do domu, gdzie za stolem siedzial ich dowodca w otoczeniu dwoch uzbrojonych
partyzantow. Najpierw przeszukali oni kobiety odbierajac im kosztownosci, potem
przyszla kolej na mnie. Potraktowali mnie brutalnie, sciagneli przy tym z
palcow zloty sygnet i slubna obraczke, oproznili moj portfel z pieniedzy i
rzucili go na ziemie. Karte identyfikacyjna przekazali dowodcy. Ten
sarkastycznie skomentowal moje podrobione polskie nazwisko, na co
odpowiedzialem mu, ze ten dokument wyrobil mi Jedrek, ktory awansowal mnie do
stopnia podchorazego w szeregach AK. Te szczegoly byly zreszta przez AK
udokumentowane i bylem w stalym kontakcie z Jedrkiem, az do dnia kiedy padl w
potyczce z Niemcami. Dowodca wyszedl wtedy na krotka narade ze swoimi
towarzyszami, po czym powiedzial, ze jestesmy wolni i mozemy wracac do naszej
kryjowki.
Wydawalo nam sie, ze partyzanci juz odeszli, stalismy jeszcze w szoku pod
obora, kiedy nagle okazalo sie, ze jednak wrocili, aby powiedziec nam, ze musza
nas zabrac do ich oddzialu do lasu, gdzie sie nami zaopiekuja. Poprowadzili nas
droga miedzy Chrzastowem a Chorzelowem. Ksiezyc swiecil jasno, widzielismy juz
skraj lasu, kiedy Frieda zaczela krzyczec, ze oni chca nas tam zastrzelic. Ich
intencje byly zreszta oczywiste. Bylo ich jedenastu, dziewieciu z przodu, dwoch
z tylu za nami. Nas Zydow bylo szescioro: na poczatku szla Lea, potem Mindel,
pani Kleinman ze swoim 12-letnim synem oraz ja z Frieda na koncu. Za plecami
mielismy dwoch partyzantow z bronia gotowa do strzalu. Wygladali jak Pat o
Pataszon, jeden byl wielki, drugi malutki. Ten wysoki dzierzyl wycelowany w nas
karabin, ten drugi mierzyl nam w plecy z rewolweru.

Po cichu powiedzialem do Friedy po zydowsku, zeby sie nie bala, ze zaraz
uciekniemy. Uprzedzilem ja, ze zrobie zamieszanie oferujac im lapowke i wtedy
trzeba bedzie podbiec do skraju drogi i skoczyc ze skarpy do rowu z woda.
Szlismy dalej wolno zbaczajac jak sie dalo na skraj drogi. W pewnym momencie
wyciagnalem z kieszeni swoj portfel (wczesniej zabralem go z podlogi, kiedy nas
wyprowadzali z domu Korczaka) i trzymajac go w gorze powiedzialem temu
wysokiemu, ze dam mu 100 dolarow za wypuszczenie mnie. W tej sekundzie kiedy
ten zdjal palec z cyngla, zeby siegnac po pieniadze, zepchnalem tego malego ze
skarpy i uciekalem do rowu krzyczac do pozostalych, zeby sie ratowali. Ten
wielkolud krzyczal “Stoj, bo strzelam!”, na co odkrzyczalem mu: “Pocaluj mnie w
dupe!”, a do pozostalych “Uciekajcie!”. Bylem juz w rowie po woda, kiedy
uslyszalem pierwszy strzal w moim kierunku, potem nastepny. Nie martwilem sie
wiec, bo pomyslalem, ze Frieda miala dosc czasu, zeby zbiec ze skarpy.
Siedzialem potem dlugo w rowie w kompletnej ciszy. Nagle uslyszalem dalekie
strzaly, naliczylem ich cztery. Zrozumialem wtedy, ze trzy kobiety i 12-letni
Dawid zostali zabici. Wyczolgalem sie z rowu i zaczalem wolac Friede, ale nikt
sie nie odzywal. Bylo juz dobrze po polnocy kiedy dotarlem wreszcie do
gospodarstwa Korczaka. Korczak byl zaskoczony widzac mnie zywym i wcale nie
wital mnie przyjaznie. Powiedzial mi, ze moja zona wrocila, ze jest ranna i ze
schowal ja w zakamarku, w ktorym ukrywal sie kiedys polski oficer. (…)

Frieda spala i we snie jeczala z bolu, ale trudno bylo ja dobudzic. Wygladalo,
ze stracila przytomnosc i obawialem sie, ze juz nigdy nie otworzy oczu. Dopiero
przed poludniem, kiedy mlody Korczak przywiozl lekarza, jakos udalo mi sie w
koncu ja dobudzic. Korczak zaprosil nas do domu, gdzie nieznany nam wczesniej
dr Tadeusz Kasprowicz zbadal rane na plecach Friedy i stwierdzil, ze kula
utkwila w ciele, ale nie naruszyla jej pluc. Doktor oczyscil i opatrzyl rane,
unieruchomil jej reke na temblaku i stwierdzil, ze rana powinna sie zagoic w
ciagu dwoch do trzech tygodni. (…)

Po poludniu dowiedzielismy sie, ze cala wies wrze od domyslow na temat tego, co
sie stalo tej nocy. Ludzie wiedzieli, ze prowadzono do lasu szescioro Zydow,
slyszano strzaly, a rano znaleziono tylko trzy ciala – byly to zabite Lea i
pani Kleiman oraz jej syn. Okazalo sie, ze “trup” Mindel zniknal. Potem dotarla
do wsi wiadomosc, ze ciezko ranna Mindel wstala i poszla w kierunku Berdechowa,
gdzie jacys Polacy doprowadzili ja prosto pod brame obozu koncentracyjnego. Tam
przy bramie obozu jakis esesman zastrzelil ja na ich oczach.
Wciaz brakowalo jednak dwoch cial. Snuto wiec domysly, ze zabici Zydzi pewnie
leza gdzies wsrod wysokich zboz, lub gdzies w lesie. (…)
-------------------

Nasze powitanie wyzwolenia bylo milczace. Kiedy wydostalismy sie na swiatlo
dzienne jak umarlaki z grobowca, odzyskalismy pelny ludzki status, bylismy
traktowani przez naszych sasiadow i innych wiesniakow, ktorzy juz nie mieli
zadnej wladzy nad nami, z pelnym respektem. My takze nie musielismy juz ani
czuc strachu przed nimi, czy tez blagac ich o jakas przysluge. Ale po tym co
przeszlismy, zmiana tego naszego statusu, wcale nie odmienila naszych uczuc.
Nie pamietam, zebym sie wtedy w ogole usmiechal. (…)

Czwartego dnia po wyzwoleniu Mielca zauwazylem Rosjan zwijajacych druty
telefoniczne. Swoim lamanym rosyjskim zapytalem sie ich, czy sie wycofuja.
Odpowiedzieli: “Da, da”. Zapytalem sie o to samo rosyjskiego oficera, ktory
potwierdzil, ze wracaja do domu. Kiedy powiedzielismy mu, ze jestesmy jedynymi
Zydami z Mielca, ktorzy ocaleli, poradzil nam udac sie do Kolbuszowej lub
Tarnobrzegu, jak najdalej od frontu. (…)

Ponownie wiec ruszylismy w droge przez Chorzelow do Tarnobrzegu. Po jakichs
czterech czy pieciu kilometrach Frieda tak opadla z sil, ze nie mogla isc
dalej. (…) Po krotkim odpoczynku w rowie, zmusilem ja mimo wszystko do
powstania i do pojscia dalej. Kilka minut pozniej przejechalo kolo nas dwoch
Polakow na rowerach. Dwiescie metrow dalej jednak zatrzymali sie, pochylili,
tak jakby cos tam pilnie sprawdzali. Cos mnie tknelo, ze zachowuja sie
podejrzanie. -“To sa partyzanci” – powiedzialem do Friedy, –“Znam te ich
taktyke. Maja pistolety za paskami, czekaja teraz na nas, zebysmy podeszli
blizej, zeby nas zastrzelic”. W pospiechu skrecilismy w pole i zaczelismy isc w
kierunku chalupy przy ktorej staly rosyjskie ciezarowki. W tym momencie od
strony rowerzystow pojawila sie na drodze karetka pogotowia. Wybieglem na
srodek drogi i wymachujac rozpaczliwie zatrzymalem te karetke. W srodku
siedzieli Rosjanie. Krzyczalem, ze moja zona jest ranna i potrzebuje pomocy
lekarskiej. Kiedy pozwolili nam wsiasc do karetki, pokazalem Friedzie, ze
rowerzysci znikneli z drogi.(…)

Po powrocie do naszego mieszkania w Mielcu napisalismy podania do Rady
Miejskiej o wydanie nam dowodow osobistych. Urzednik, ktory nas przyjal z tymi
podaniami, okazal sie byc moim dawnym kolega szkolnym z gimnazjum. Jednak
przyjecie jakie nam zgotowal przeszlo nasze najgorsze oczekiwania. Otoz
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (201-288)
(101-200)
przejdź do: 1-100 101-200 201-288

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.