Re: Skąd się bierze miłość
Mnie zastanowił wątek, w którym pani socjolożka pisze, że mimo odżucenia ról
kobiety/męzczyzny uwarunkowanych kulturowo (kobiety robią karierę, mają hobby,
chcą stać się emocjonalnie samowystarczalne, na podobieństwo męzczyzn), jednak
kobieta nigdy nie będzie czuła tak jak męzczyzna, że jednak dużą o ile nie
kluczową role w pojmowaniu świata, odczuwaniu, ma biologia, czyli płeć. Chodzi
mi o tą wieczną u kobiet potrzebę wielkiej romantycznej miłości, bo myślę, że
nawet te bussineswomen, które terminarz mają wypełniony po brzegi, mają wielu
przyjaciol/ znajomych, hobby i potrafia wchodzic w zwiazki z mezczyznami bez
wiekszych emocji, to jednak jak kazda kobieta podswiadomie marza o tej wielkiej
jedynej milosci, to jest jakby zakodowane, niezalezne od tego jak
nas "wytrenują" na zimne suki. Mezczyzna jest jakby naturalnie ponad to. Kiedyś
kolega powiedzial takie slowa: "chłopak nigdy nie kocha dziewczyny, moze miec
tylko na punkcie jakiejs obsesje, ale to jakis zje..y musi byc". Uwaza sie
powszechnie ze kobieta nie wie czego chce i nie dziwie sie wcale skoro ma taki
rozdzwiek pomiedzy tym czego tak naprawde chce, a nie moze dostac (zakladajc ze
mezczyzna nigdy nie odwzajemni uczucia z taka intensywnoscia jaka kocha go
kobieta), a tym co może dostać. Kobieta musi nauczyc sie kontrolowac, hamowac
swoje uczucia, emocje, dostosowujac sie do mezczyzny, wychodzac z zalozenia, ze
nie warto dawac wiecej niz sie dostaje bo to bez sensu. Kobieta uczy sie
zadowalac tym co dostanie i dawac tyle samo wzamian. W ten sposob kobieta nigdy
nie bedzie szczesliwa i wydaje mi sie ze jest to zdeterminowane biologia i nic,
zaden feminizm a ni inny ruch "wyzwolenczy" tego nie zmieni. Co o tym sądzicie?
Mężczyzna zawsze mniej /inaczej kocha niż kobieta? I dlatego to kobieta ma
problem, czy to reguła, czy tylko mi sie wydaje?
--
Człowiek, który pragnie używania życia wstąpił na drogę rozpaczy.
Kierkegaard