jaki wyłania się z tego artykułu, jest o wiele lepszy, niż wmawiają nam media
oraz politycy.
Osoby takie, jak dyrektorka Kamili, to raczej margines, pielęgnują one
indywidualne manie i fobie. Kuriozalna jest sytuacja, kiedy ścięcie włosów
wywołuje "podejrzenie" co do orientacji seksualnej... Zważmy, że indagowani
dyrektorzy szkół podeszli do problemu w sposób wyważony i cywilizowany. Cezurą
była chęć "coming out'u" wyrażona przez kandydata na nauczyciela. Nie dziwię
się, że niektórzy nie życzyli sobie związanych z tym problemów w swoim
środowisku. Skoro nauczyciel był gotowy swoje sprawy prywatne, jakie by one nie
były, rozpowszechniać, to źle by to świadczyło o jego dojrzałości i
odpowiedzialności. Nauczyciel, zwłaszcza w środowisku małomiasteczkowo-wiejskim,
jest osobą zaufania publicznego. Wcale nie chodzi tylko o kwestię orientacji
seksualnej. Do spraw ściśle prywatnych zaliczylabym kwestie planowania rodziny
("a dlaczego pani nie ma dzieci?"), zdrowotne ("czy ma pan aktualny test na
AIDS?"), religijne ("a dlaczego nie widzę pani w kościele?"). Takich pytań
cywilizowani ludzie nie zadają, oraz nie odpowiadają na nie, szczególnie nie
pytani. Afiszowanie się ze swą prywatnością jest nachalne. Co jest afiszowaniem
się, a co byciem po prostu sobą, to sprawa wyczucia, kultury oraz środowiska, w
którym się obracamy.
Zdecydowanie negatywnie muszę się wypowiedzieć o początkującym nauczycielu,
który uważał za swe posłannictwo od pierwszych kroków w szkole dawać wszystkim
do zrozumienia, kim jest. Bez wyczucia, bez refleksji, bez wrażliwości podsuwał
się młodzieży w roli ofiary niewybrednych żartów. Kto sieje wiatr, zbiera burzę...