Parę osób chwaliło mnie tu za cierpliwość, ale ona ma swoje granice. Raz już
napisałem, że Twoje posty dyskwalifikują Cię jako partnera do rozmowy, bo są
obraźliwe:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=59768957&a=60131427
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=59768957&a=60136376
a mimo to - jak widzę najzupełniej niepotrzebnie - wróciłem do dyskusji z Tobą.
Powtarzasz te same niby-argumenty, okraszając je obraźliwymi określeniami w
rodzaju "osobom homoseksualnym i innych chorym ja to nazywam zboczeńcom", które
między dyskutującymi używane być nie mogą, a na dodatek świadczą o Twojej
żenującej niewiedzy. Są granice form, poza którymi forum zamieniłoby się w
menelski bełkot i ja - stosując się sam do zasad dobrego wychowania - mogę tego
od innych oczekiwać. Może Twoi przyjaciele(?) lubią być nazywani "zboczeńcami",
ale to nie upoważnia Cię do mówienia tak o mnie, daje co najwyżej do myślenia o
nich i Tobie.
I nie mam zamiaru badać, czy ojciec dziecka, któremu pomagam jest homofobem, nic
takiego nie napisałem. A Twoja deklaracja, że mnie udzielisz pomocy, jest
bezprzedmiotowa. Jesteś zwolennikiem działań zmierzających do tego, żebyśmy nie
mieli szans nigdy się spotkać. Nie chciałbym tego zresztą, nie przepadam za
towarzystwem ludzi, którzy chcieliby profilaktycznie zastosować wobec mnie
zasady odpowiedzialności zbiorowej, o nazywaniu mnie zboczkiem już nie wspominając.