Dodaj do ulubionych

Badania terenowe nad seksem grupowym

01.05.08, 21:55

!
Edytor zaawansowany
  • 02.05.08, 04:12
    Tylko dla tych co szukają mocnych wrażeń.

    Rozumiem skok na spadochronie, bunji, chwila emocji, pełne gacie, i do domu,
    spokój.
    Ale żeby umierać długo, w cierpieniach na choroby weneryczne? To chyba tylko dla
    tych co mają zakodowany pęd samodestrukcji.
  • 02.05.08, 17:34

    Ale wiesz, że to jest próba zmiany tematu?:)

  • 03.05.08, 14:33
    Co jest interesującego w opisywaniu zboczeń, perwersji i innych zachowań dalece
    odbiegających od normy? Chcemy zaszokować, wzbudzić zainteresowanie czy
    obrzydzenie? Ja odczuwam tylko to ostatnie.
  • 04.05.08, 00:02
    Wprowadzmy obowiązek drukowania w gazetach tylko bożych
    przypowieści. Książeczki do nabożeństwa maja proste przesłanie,
    modletiwniki....
    no i trzeba cenzurować biblie, bo tam o cudzołożnicach, sodomie i
    gomorze..

    O życiu ludzi dowiadujmy się pokontnie z magla...
    Gazeta ma za zadanie informować, a nie umoralniać.

    mentalność Polaków bywa oszałąmiajaca.
    Nie mówmy o tym - to tego napewno nie ma.
    Niezdolność do dyskusji jest jak w sekcie fanatycznych dewotek, nikt
    nie może mieć innego zdania i stylu życia.

    Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć, albo
    przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).


    --
    W każdym narodzie są ludzie mali, ciemni, podli, którzy boją sie
    innych, im obcych. I ze strachu albo w poczuciu cynicznego interesu
    ich atakują, szczując ludzi na ludzi...na razie oni opanowali życie
    publiczne ale to nie będzie trwać wiecznie... oby ...
  • 04.05.08, 22:11
    Dyskutować powinno się o wszystkim.

    > Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć, albo
    > przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).

    A co jeśli tacy ludzie zaczynają narzucać swój styl życia? A co jeśli
    zaczną się dostawiać do czyjegoś partnera, próbując go namówić na tego
    typu zachowanie? Wielu z nich wcale nie jest osobami uprawiającymi
    seks w swojej grupie i bardzo często dostawiają się do wszystkich
    którzy im wpadną w oko. Co z dziećmi które bardzo ulegają w wpływom?
    Jak one sobie ułożą życie widząc takie przykłady?

    Nie ma możliwości zaistnienia głębokiego uczucia w związku ludzi
    którzy żyją tak jak to jest opisane w artykule. To było by sprzeczne
    samo w sobie. Co z ludźmi którzy szukają partnera którego chcą kochać
    i szanować całe życie, a inni zaczynają go do czegoś takiego namawiać?
    Wiele z opisanych tam osób jest w życiu osobistym prawdopodobnie
    bardzo nieszczęśliwa i żadna nie jest w głębokim związku uczuciowym.

    To przykład tandety seksualnej zabijającej wszelkie głębsze uczucia.
    Czy naprawdę chcemy tego żeby to było przedstawione jako coś
    normalnego?

    Jak każdy dorosły człowiek mają prawo żyć jak chcą, ale ja mam takie
    samo prawo na komentowanie tego zachowania.
  • 04.05.08, 23:06

    pokrecony_oliver napisał:
    > To przykład tandety seksualnej zabijającej wszelkie głębsze
    > uczucia.


    Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny związek
    w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś głębszego
    niż przeżycie erotyczne, doświadczone tak intensywnie, że (jak to
    ujęła jedna z bohaterek artykułu) "czujesz, że przestajesz istnieć".


    Może jest na odwrót?...



    (Życzę ci takiej "tandety" - ze ślubną małżonką:)


  • 05.05.08, 01:47
    > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
    związek
    > w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
    głębszego
    > niż przeżycie erotyczne, doświadczone tak intensywnie, że (jak to
    > ujęła jedna z bohaterek artykułu) "czujesz, że przestajesz
    istnieć".
    >
    >
    > Może jest na odwrót?...
    >
    >
    >
    > (Życzę ci takiej "tandety" - ze ślubną małżonką:)

    Nawet nie wiesz co tracisz. Sex to inna partia mózgu. Jak człowiek
    jest zakochany to mu na początku związku nawet nie staje i nie myśli
    o seksie, piękno drugiej osoby tak potrafi onieśmielić. Dla miłości
    dałbym się nawet wykastrować. Miłość może być pozbawiona seksu
    chociaż brzmi to absurdalnie i powinno być sprzeczne. Jak jest
    miłość i seks to już niczego więcej nie trzeba. Wszystkie inne wizje
    raju niech się schowają.
    A ty tutaj kity i obrazki z plakatów LPR wciskasz (definicji każdy
    dozgonny, monogamiczny związek w trudzie chowający liczne
    potomstwo).

    Co do samego seksu to pomyśl jeszcze inaczej, heteroseksualny chłop
    zostaje marynarzem i wypływa w długi rejs gdzie dobierają się do
    niego inni marynarze. Po pewnym czasie zmieni mu się orientacja pod
    wpływem ciągłego powielania pewnych bodźców.
    Skoro potrafią zajść takie zmiany to tym bardziej w związku gdzie
    partnerzy są sobie wierni. Więc co zrobisz jak ślubna najbardziej
    podnieca.
    Dla takiej osoby ktoś kto się szczyci wieloma partnerkami to zwykły niedojda budujący tym własne ego.
  • 05.05.08, 18:21
    Myślę,że kierujesz sią w ocenie zjawiska obawami,które wcale tak
    nie funkcjonują.Nikt nie staje się rozpustny jak szuka bliskości z
    kimś kogo kocha,chyba śe czyni to dla tego kogoś.Lepiej by było
    odbyć terapią,jeżeli partner ma problemy w naiązaniu bliskości.Nie
    sądzę by jakiś heteroseksualny męższczyzna stał sią homoseksualny
    bo akurat nie ma kobiet.Najczęściej to wymówka dla własnej
    biseksualności,która jest zjawiskiem o wiele częstszym niż się to
    ogólnie sądzi.ogólnie jest tak,śe dobrego knajpa nie
    zdemoralizuje,a złego i kościół nie naprawi.Pozwólmy każdemu żyć
    jak ma na to ochotę jak długo nie krzywdzi innych,ale nie w sensie
    niespełnionych oczekiwań,tylko w sensie naruszania
    prawa.Nakazywanie dorosłym ludziom jak mają żyć,to trochę
    uzurpatorskie,jakim prawem właściwie?.Moja własna moralność nie
    może być wyznacznikiem dla kogoś innego,to by było już
    zawładnięcie.Można postawić jako warunek istnienia relacji,ale
    tylko w tym przypadku jest to usprawiedliwione.
  • 05.05.08, 19:07
    Ja się zupełnie z tym zgadzam.
    Co do hetero-seksualności to do tej pory znajduje rozbieżne opinie. To
    co napisałem to tylko przykład dla zilustrowania fenomenu w jakim jest
    nabywanie upodobań.
    Jedynie czego się obawiam to wizji na wzór z książki "Nowy wspaniały
    świat" Aldousa Huxley'a gdzie chęć posiadania partnera monogamicznego
    było wykroczeniem.
    Nie chciał bym żeby tego typu zachowania były dawane za wzór dla
    dzieci, a osoby mocno broniące tego typu potrzeby ku temu zmierzają.
    To samo robią media.
  • 07.05.08, 18:34
    nick3 napisał:

    > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
    > związek w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
    > głębszego niż przeżycie erotyczne

    nie wiem... może dlatego, że dzięki m.in. temu nasz gatunek
    zaistniał i podbił (mam nadzieję) świat? sa inne pomysły? czy też
    będzie się ciupciało, jak tylko feromony zapachą w rytm
    postenpowyhhhh mendiuffff promujących rżnięcie się byle jak i z byle
    kim? zauważmy, że to gorsze niż u zwierząt: samice zazyczaj
    wybieraja najlepszego, nie byle kogo, kto się napatoczy.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • 07.05.08, 19:44
    piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie jest. Podążając
    tym tokiem myślenia tylko poprawiając twój błąd: ten sam gatunek podbijający
    inne gatunki i "rules" cały świat pewnie dlatego jest właśnie taki bo jest
    bigamiczny a nie mono.
  • 08.05.08, 07:09
    klonpvv napisał:

    > piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie
    > jest.

    nie jest. Podobnie jak rak i grypa które istniały "od zawsze".

    > Podążając tym tokiem myślenia tylko poprawiając twój błąd: ten sam
    > gatunek podbijający inne gatunki

    nie "podbijający gatunki" a moszczący sobie wygodne życie. Po to
    m.in. ma się mózg pod czachą.

    > i "rules" cały świat pewnie dlatego jest właśnie taki bo jest
    > bigamiczny a nie mono.

    róznie bywa w różnych gatunkach. Czemu mam się upodobnić do jakiegoś
    innego gatunku?

    Pozdrawiam

    Losiu
  • 08.05.08, 18:21
    1. nick3 napisał:

    > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
    > związek w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
    > głębszego niż przeżycie erotyczne

    2. losiu4 napisał

    nie wiem... może dlatego, że dzięki m.in. temu nasz gatunek
    zaistniał i podbił (mam nadzieję) świat?

    3. klonpvv napisał

    piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie jest.

    4. losiu4 napisał

    nie jest. Podobnie jak rak i grypa które istniały "od zawsze".


    Ten sposób rozumowania nasuwa mi jedną myśl: natura daje i odbiera. Poza tym
    przenosisz tylko dyskusję/argumenty na inny grunt. Tak się składa, że najgorszą
    wszą na tym świecie jest sam człowiek, który niszczy fizycznie świat wokół
    siebie. Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
    jedyne dobro.
    Jedyne dobro nigdy nie będzie istniało, dlatego pozostaje mi pozdrowić
    bohaterów artykułu. Mimo tego, że się może czasami źle się z tym wszystkim
    czują, to nie ich wina. To sprawka zassofanych zaściankofffffych
    konserfffffatystófffff. Dlatego takich nie z powodu, iż nie dopuszczają nawet do
    myśli seksu w grupie, tylko nie dopuszczają do myśli istnienia odmienności bądź
    indywidualności, która chce to robić.
    Konserwatyzm takiego pokroju uważam za rak, który toczy społeczeństwo.
  • 09.05.08, 07:42
    klonpvv napisał:

    > Ten sposób rozumowania nasuwa mi jedną myśl: natura daje i
    > odbiera.

    zgadza się. A my po to od Boga dostaliśmy większą ilość szarej
    substancji pod czachą, by sobie z przeciwnościami natury radzić i
    urządzić się najlepiej jak umiemy.

    > Poza tym przenosisz tylko dyskusję/argumenty na inny grunt.

    temat szeroki jest :)

    > Tak się składa, że najgorszą
    > wszą na tym świecie jest sam człowiek, który niszczy fizycznie
    > świat wokół siebie.

    etam, fizycznie niszczy wszystko (no może nie wszystko, tak jak i
    my nie wszystko, bo to byłaby megalomania) wokół siebie _każdy_
    gatunek, bo chce żyć i żre. My mamy nieco większe możliwości, to
    fakt.

    > Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
    > jedyne dobro.

    no popatrz: wypisz - wymaluj politpoprawność. Spróbuj coś
    powiedzieć "pod prąd", od strzała w wybiórczej czy u innych
    postempofcufff określą Cię faszysta, ksenofobem czy innym homofobem,
    a jak to nie pomoże, to ustrzelą Cię bronią masowej zagłady: jesteś
    antysemitą.

    > Jedyne dobro nigdy nie będzie istniało, dlatego pozostaje mi
    > pozdrowić bohaterów artykułu.

    postmodernistów et consortes ośmieszył już bodajże Sokal. Nie daj
    się wpuścić w kanał ;)

    > To sprawka zassofanych zaściankofffffych
    > konserfffffatystófffff. Dlatego takich nie z powodu, iż nie
    > dopuszczają nawet do myśli seksu w grupie,

    a to już zależy o co Ci chodzi. Jeśli mówisz że nie dopuszczają do
    myśli tego, że sami nie dopuściliby do myśli tego, że wzięliby
    udział w takiej zabawie - masz rację. Jeśli twierdzisz natomiast, że
    nie dopuszczają do myśli istnienia seksu grupowego - to się mylisz,
    co i po naszej dyskusji widać ;)

    > Konserwatyzm takiego pokroju uważam za rak, który toczy
    > społeczeństwo.

    a ja wręcz przeciwnie: rakiem jest politpoprawność. Na zmiany się
    zgadzam, o ile mi się spodobają. Moje prawo i nic nikomu do tego.

    Pozdrawiam

    Losiu

    PS. Z dedykacją dla postępowca, którym wydajesz się być: wiersz
    Majakowskiego

    WŁODZIMIERZ ILJICZ LENIN

    Słowa nasze, nawet co ważniejsze słowo
    ściera się w użyciu, jak ubiór, co sparciał.
    Chcę, by zajaśniało na nowo
    najdostojniejsze ze słów - partia.
    Jednostka! Co komu po niej?!
    Jednostki głosik cieńszy od pisku.
    Do kogo dojdzie? - ledwie do żony!
    I to, jeżeli pochyli się blisko.
    Partia - to głosów jeden poryw -
    zbity z bezliku cichych i cienkich,
    pękają od nich wrogów zapory,
    jak w huku armat w uszach bębenki.
    Źle człowiekowi, kiedy sam jest.
    Biada samemu, nic nie zwojuje -
    byle dryblas w pól go przełamie,
    i nawet słabsi, ale we dwoje.
    A gdy się w partię zejdziemy w walce -
    to padnij, wrogu, leż i pamiętaj.
    Partia - to ręka milionopalca,
    w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta.
    Jednostka - zerem, jednostka - bzdurą,
    sama - nie ruszy pięciocalowej kłody,
    choćby i wielką była figurą,
    cóż dopiero podnieść dom pięciopiętrowy.
    Partia - to barki milionów ludzi
    ciasno do siebie przypartych -
    podźwigniem gmachy, do nieba podrzucim,
    napiąwszy mięśnie i oddech w partii.
    Partia - to stos pacierzowy klasy robotniczej.
    Partia - to nieśmiertelność naszej sprawy.
    Partia - to jedno, co mnie nie zdradzi.
    Dziś jam subiektem, a jutro ścieram cesarstwa z mapy.
    Mózg klasy, sprawa klasy, siła klasy, chluba klasy -
    oto czym jest partia.
    Partia i Lenin - bliźnięta-bracia -
    kogo bardziej matka-historia ceni?
    Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,
    mówimy - partia, a w domyśle - Lenin.

    (...)

    Już czas. O Leninie zaczynam poemat.
    Nie dlatego, że ból nasz zmalał,
    czas, bo dziś już ogarnąć możemy
    wielkość gryzącego nas żalu.
    Czasie! Hasła Lenina: znowu rozwichrzaj!
    Czy w łez mamy tonąć bajorze?
    Lenin i dziś od wszystkich żywych żywszy.
    Nasza wiedza, siła i oręż.


    do tego w ełrosojuzie będziemy dążyć
  • 09.05.08, 19:01
    No i w sumie zawsze to samo.... koło się zamyka, już mogę zacząć odpowiadać
    twoimi stwierdzeniami. Albo kompromis albo wojna, bo kto by poszedł swoją ścieżką ;)

    1
    A.
    >> Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
    >> jedyne dobro.

    B.
    >no popatrz: wypisz - wymaluj politpoprawność. Spróbuj coś
    >powiedzieć "pod prąd", od strzała w wybiórczej czy u innych
    >postempofcufff określą Cię faszysta, ksenofobem czy innym homofobem,
    >a jak to nie pomoże, to ustrzelą Cię bronią masowej zagłady: jesteś
    >antysemitą.
    C.
    >>czy też
    >>będzie się ciupciało, jak tylko feromony zapachą w rytm
    >>postenpowyhhhh mendiuffff promujących rżnięcie się byle jak i z >>byle kim?

    promują? chyba masz na myśli, że mają być poprawni politycznie i nic nie pisać?
    konserffffatysta :) klerykał :)


    >zgadza się. A my po to od Boga dostaliśmy większą ilość szarej
    >substancji pod czachą, by sobie z przeciwnościami natury radzić i
    >urządzić się najlepiej jak umiemy.

    i radzimy myślę, chociażby czasem z hipokryzją a czasem z moralistami itp i
    urządzamy się najlepiej jak umiemy, nie patrząc przez ramię na tych co tak nie
    umieją

    a i jeszcze to
    >samice zazyczaj
    >wybieraja najlepszego, nie byle kogo, kto się napatoczy.
    musimy więc wrócić do ery kości łupanej na głowach, gdzie najsilniejszy był
    najlepszy, dzisiaj to zbyt skomplikowane aby sprawdzić kto najlepszy. Tak więc
    sprawdzać trzeba dużo, w ten sposób tworzą się nowe zachowania vide ↕

    >wokół siebie _każdy_
    >gatunek, bo chce żyć i żre. My mamy nieco większe możliwości, to
    >fakt.
    czyli konsumpcja - taka czy inna - zwał jak zwał, każda przyjemność to
    konsumpcja, w dawaniu czy braniu

    >a to już zależy o co Ci chodzi. Jeśli mówisz że nie dopuszczają do
    >myśli tego, że sami nie dopuściliby do myśli tego, że wzięliby
    >udział w takiej zabawie - masz rację. Jeśli twierdzisz natomiast, że
    >nie dopuszczają do myśli istnienia seksu grupowego - to się mylisz,
    >co i po naszej dyskusji widać ;)
    czasem coś się wpuszcza do głowy na taką chwilę aby zdążył się wytrawić
    kontrargument, niechęć.
    Zakładam że rasiści też dopuszczają do myśli istnienie innych kolorów, ale tylko
    po to aby podjąć działania. Na zasadzie cel, pal.

    "Polipoprawność" to chyba jakieś nowe słowo, którego nie znam, wrzucające do
    worka wszystko "nie z tego świata" "mojego świata". Takie słowo wytrych. Jeszcze
    niedawno podobne słowo oznaczało specjalne traktowanie mniejszości. W ten
    sposób, że dawało im ono ZDECYDOWANiE uprzywilejowane traktowanie w stosunku do
    większości [na pewne przywileje można się zgodzić aby zbalansować społeczną
    niesprawiedliwość].
    Poza tym "polipoprawni" [jeśli przyjąć tą nomenklaturę], to także ludzie, którzy
    jak pewnie wiesz mają swoje prawa - równe twojemu - i nic nikomu do ich praw. A
    jak czytasz o ICH zmianach, tzn że oni już je zaakceptowali.

    Pozdrafffiam
  • 08.05.08, 03:07
    Sodomia i Gomoria! Oczywiscie gdzie ten artykul? No w Gaziecie u
    Michnika!
  • 05.05.08, 15:52
    > Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć,
    > albo przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).

    Niby co mam tolerować? To że jakiś babsztyl bzyka się z kim może, łapie pewnie
    jakiegoś HIVa lub HCV wcześniej czy później, oczywiście o tym sama nie wie, bo
    się nie bada i załóżmy, że całkiem przypadkiem, nie wiedząc o sobie, chodzimy do
    tego samego dentysty. Wcale tego nie toleruję i kompletnie mi to nie odpowiada
  • 07.05.08, 19:16
    Nikogo nie obchodzi co Tobie odpowiada. Ich życie, ich sprawa. Nie Twoja. A dentyści dezynfekują narzędzia w wysokiej temperaturze po każdym pacjencie (przynajmniej ci poważni, jak Twój tego nie robi to zmień na normalnego).
  • 08.05.08, 03:10
    po pierwasze jaki normalny facet mógłby narazic swoja partnerke na to by 5
    obcych facetów poznanych w barze mogło zrobic z nią i z nim na co im przyjdzie
    ochota.to sciema albo jakis wyjatkowo chory zwiazek. jesli taka propozycje
    dostali niektórzy ostrzejsi ludzie ,ona mogłabyc bita gwałcona miałaby taka
    jazde ze nie wyszłaby od psychologa do konca zycia z rozerwanm odbytem pochwą ,a
    chłopak pobity do nieprzytomnosci lezałby w koncie swego mieszkania
    przerobionego na melinę. dlatego to bzdura,bo nikt normalny nie odwazyłby sie na
    takie niebezpieczenstwo. po drugie dziwne ze ta laska nie skonczyła w burdelu do
    którego bardzo łatwo mogła trafic szukajac partnerów przez ogłoszenia, zresztą
    narazona była na to samo co parka a nawet no cos gorszego.mogłaby bardzo łatwo
    zostac uwieziona i sprzedana,karmiona dragami a oporów jak widzimy nie miała
    jesli chodzi o perwerke, musiałabyc chyba bardzo brzytka ze jej taki los nie
    spotkał.a handel zywym towarem to nie zabawa.w ogole dz\iwne ze ich nie
    okradziono conajmniej do tej pory. dlatego wg mnie ten artykół to sciema wyssana
    z palca,bo jak zyje nikt normalny nie narazałby sie na takie niebezpieczenstwo
    szczególnie w naszym kraju
  • 07.05.08, 19:17
    jedyne wyjscie - przed kazda wizyta dezynfekowac dentyste - a
    przede wszystkim strasznie dbac o zeby - jak najwiecej
    wapna ...
  • 07.05.08, 20:53
    szczerze mowiac dla mnie to cos nade wszystko plytkie i zwierzece,
    nic tylko zaspokojenie takiej potrzeby jak jedzenie i picie, tyle,
    ze chodzi o seks... jednak toleruje to, ze ktos nie panuje nad
    wlasnym cialem i instynktem, ktory bierze gore nad rozumem. Coż ja
    moze naleze do tych szczesliwcow, ktorzy oddaja sie fantazja
    wylacznie z jednym, ukochanym partnerem, wtedy to ma prawdziwy urok
    i magie, a zycie prawdziwy glebszy sens. Jednak to moje zdanie.

    Z drugiej strony, to lepsze niz kontakt z prostytutka, bo tak samo
    mocno upodlaja sie obie strony. I to tez moje zdanie :)
  • 07.05.08, 23:53
    Ci ludzie sa jacyś chorzy. Uprawiają seks jak jakieś psy!
  • 08.05.08, 17:53
    Nie pisze na temat książek, których nie czytałem.

    Ale dlaczego ludzie, którzy już nie mogą, nigdy nie mogli lub nigdy nikt by z
    nimi tego nie zrobił, zachowują się jak wściekłe psy?
  • 05.05.08, 15:58
    Chyba nie widzisz różnicy pomiędzy tym, że Biblia opisując różne
    grzechy je potępia a GW jest co najwyżej neutralna? Taki przykład:
    List do Galatów 5,19-21: "Skutki ulegania ciału są ewidentne:
    niemoralność i nieczystość seksualna, wyuzdanie, 20 czczenie różnych
    bożków, praktyki okultystyczne, wrogie nastawienie, chęć spierania
    się, zazdrość, wzburzenie, egoistyczne ambicje, dążenie do niezgody,
    rozłamy, 21 zawiść, nadużywanie alkoholu, dzikie imprezy i inne tego
    typu zachowania. Przypominam wam, jak to już wcześniej mówiłem: ci,
    którzy tak żyją, królestwa Bożego nie odziedziczą."
    A co jest napisane dalej? 5,22-24 "Natomiast owocem działania Ducha
    Świętego jest miłość, radość, wewnętrzny pokój, cierpliwość,
    uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie. Takim
    postępowaniem nie łamie się Prawa. 24 Ci, którzy należą do
    Chrystusa, przybili do Jego krzyża swe grzeszne ciało wraz z jego
    skłonnościami i pożądaniami."
  • 05.05.08, 23:58

    Łatwo zauważyć (jeśli się chce:), że Paweł podobnie jak i inni
    autorzy Nowego Testamentu, reprezentuje moralność pewnych kręgów
    swojej epoki, która na dodatek z naszego punktu widzenia jest w
    wielu miejscach moralnością wątpliwą.

    Czy dla człowieka znającego sposób powstania ksiąg zebranych później
    w "Biblię" jest możliwe uczciwe uznanie ich za
    niekwestionowalne "opinie Boga"?

    (Oczywiście jasne jest, że "Bóg", jakiego zrodziła tradycja
    hebrajska, raczej nie ma upodobania w seksie zbiorowym:)

    Ale chyba równie jasne jest, że jest to postać mitologiczna, będąca
    upostaciowaniem mentalności ludu, który go stworzył.)

    Doprawdy nie musimy potępiać rozmaitych praktyk seksualnych tylko
    dlatego, że stanowiły one archaiczne tabu (toevah, "obrzydliwość")
    dla pewnego pasterskiego plemienia 2500 lat temu.

    Nasze poczucie ich "nieczystości" bierze się tylko z wychowania
    bedącego dziedzictwem tej tradycji.

    A nie z samej ich natury.

    W nich samych nie ma żadnej racjonalnie zrozumiałej nieetyczności.

    (Tak przynajmniej uważam osobiście.)
  • 07.05.08, 14:19
    "Doprawdy nie musimy potępiać rozmaitych praktyk seksualnych tylko
    dlatego, że stanowiły one archaiczne tabu (toevah, "obrzydliwość")
    dla pewnego pasterskiego plemienia 2500 lat temu." - zadziwiające,
    jesteś co najmniej trzecią osobą, która podkreśla to: "pasterskie
    plemię 2500 lat temu" - przepraszam, w czym oni byli gorsi od nas?
    Nie mieli kompów, komórek i samochodów, więc ich moralność już dla
    nas jest przestarzała? Człowiek nie zmienił się przez 2000 lat nic a
    nic - przeczytaj sobie choć Mateusza 19 rozdział, gdzie faryzeusze i
    uczniowie Jezusa zresztą też, chcieli "wymusić" od Chrystusa
    stwierdzenie "rozwód jest OK". Ale właściwie może nie mam racji.
    Dzisiaj nasze wspaniałe, zachodnie, spogańszczone społeczeństwo
    Jezusa by nie zapytało, czy rozwód jest OK. Dzisiaj by zapytało,
    czy "swinging" jest OK.
  • 07.05.08, 16:11
    zuq1 napisał:
    > przepraszam, w czym oni byli gorsi od nas?


    Wierzyli, że ich Bóg nakazuje im eksterminować całe plemiona
    (łącznie z kobietami, dziećmi, a nawet zwierzętami)
    (klątwa 'cherem') i relacje o takich poleceniach "Boga" zapisali w
    swoich pismach.


    zuq1 napisał:
    > Człowiek nie zmienił się przez 2000 lat

    Konserwatywna demagogia. Zmienił się i to bardzo (bynajmniej nie
    tylko jego stan posiadania i umiejetności technicznych).


    Co do rozwodu w NT:

    a) Uwaga wstępna: zdumiewająco duży procent relacji Nowego
    Testamentu o działaniach i słowach Jezusa jest fikcyjny. Ewangelie
    nie są relacją faktów.


    b) z tego, co rekonstruujemy, Jezus nie był rygorystą moralnym (w
    samym Nowym Testamencie wielokrotnie oskarża kapłanów i
    moralizatorów, nigdy natomiast nie krytykuje
    jakiegokolwiek "grzesznika". Przeciwnie - "z grzesznikami jada" (co
    w owym czasie miało wymowę jeszcze mocniejszą niż dziś pijanie
    Michnika z Urbanem!)

    c) realny Jezus mógł krytykować rozwody, ale prawdopodobnie zupełnie
    nie ze względów moralistycznych, lecz z empatii i szacunku wobec
    kobiet. Rozwód w owych czasach zostawiał je na zupełnym lodzie.



    Wydaje się, że Jezus był przeciwnikiem instytucjonalnego małżeństwa
    w ogóle (odrzucał przysięgi, wielokrotnie deprecjonował wagę więzi
    rodzinnych).

    Co myślał (o ile naprawdę istniał!) musimy rekonstruować. Ewangelie
    są manifestem grecko-rzymskiego chrystianizmu, religii pochodzącej
    od Pawła, nie od Jezusa. I wkładają w usta Jezusa wartości wyznawców
    tej religii.

    Które są często wartościami ówczesnego rzymskiego rygoryzmu
    moralnego.



    Co do pytania "co jest OK":

    Jest to pytanie właściwe osobom niesamodzielnym wewnętrznie,
    wychowywanym w autorytaryzmie religijnym, takim, jakich większość
    miał na przeciwko siebie Jezus - za sprawą ich religii jahwistycznej.

    Takie mu pytania zadawano, więc na takie odpowiadał.

    Wydaje się jednak, że ci wszyscy spragnieni ocalenia swoich dusz za
    wszelką cenę - trochę go momentami nudzili... :)


    Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)


    (Pewne szczegóły, które przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo
    moralizatorskiego nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać.


    Zwróć, skądinąd, uwagę, że prawie cały temat seksualności Jezusa
    jest w Nowym Testamencie praktycznie ocenzurowany!)


    A "nasze wspaniałe, zachodnie spogańszczone społeczeństwo" jest, jak
    na mój gust, jedną z najlepszych rzeczy, jakie dotychczas udało się
    stworzyć ludzkości.


    Na pewno o niebo lepsze od tego, co przez stulecia fundowali nam w
    Europie wyznawcy "Dobrej Nowiny"!


    Gdyby naprawdę ci się nie podobało, wybrałbyś inne.


    Więc nie mów rzeczy nieszczerych.


    Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet nieco
    ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią.

    A kamieniowanie - tak. (także - a może zwłaszcza - kiedy powołuje
    się na Boga)
  • 07.05.08, 16:36
    "Konserwatywna demagogia. Zmienił się i to bardzo (bynajmniej nie
    tylko jego stan posiadania i umiejetności technicznych)." - a
    konkretnie?
    "b) z tego, co rekonstruujemy, Jezus nie był rygorystą moralnym (w
    samym Nowym Testamencie wielokrotnie oskarża kapłanów i
    moralizatorów, nigdy natomiast nie krytykuje
    jakiegokolwiek "grzesznika". Przeciwnie - "z grzesznikami jada" (co
    w owym czasie miało wymowę jeszcze mocniejszą niż dziś pijanie
    Michnika z Urbanem!)" - oskarża za hipokryzję, jada z grzesznikami,
    gdyż słuchają Go i chcą zejść z drogi grzechu. Czy widzisz różnicę
    między (fałszywą) religijnością a pobożnością? To zasadnicza różnica.
    "c) realny Jezus mógł krytykować rozwody, ale prawdopodobnie
    zupełnie nie ze względów moralistycznych, lecz z empatii i szacunku
    wobec kobiet. Rozwód w owych czasach zostawiał je na zupełnym
    lodzie." - "realny Jezus", he, he dobre. A skąd wiesz jaki był
    naprawdę, skoro ewangelie rzekomo nie mówią prawdy?
    "Wydaje się, że Jezus był przeciwnikiem instytucjonalnego małżeństwa
    w ogóle (odrzucał przysięgi, wielokrotnie deprecjonował wagę więzi
    rodzinnych)." - polecam Ew. Jana 4 oraz 8, Mateusza 19. To prawda,
    deprecjonował więzi rodzinne w aspekcie wiary. Stąd np. związek
    osoby wierzącej z niewierzącą jest sporym ryzykiem.
    "Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)(Pewne szczegóły, które
    przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo moralizatorskiego
    nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać."- i tu poproszę o
    konkrety.
    "Na pewno o niebo lepsze od tego, co przez stulecia fundowali nam w
    Europie wyznawcy "Dobrej Nowiny"! Gdyby naprawdę ci się nie
    podobało, wybrałbyś inne. Więc nie mów rzeczy nieszczerych." - to
    jakiś żart. Nie muszę emigrować do getta lub odcinać się w inny
    sposób od świata, aby nie być "uczestnikiem ich grzechów".
    "Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet nieco
    ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią." zbrodnią nie, ale grzechem-
    tak.
    "A kamieniowanie - tak. (także - a może zwłaszcza - kiedy powołuje
    się na Boga)" - zgadzam się. Tak samo np. jak zaszlachtowanie w 2007
    roku niemieckiego misjonarza w Turcji za głoszenie Dobrej Nowiny
    muzułmanom.



    >

  • 07.05.08, 18:23
    > Zmienił się i to bardzo.

    Jak?

    Ano chocby tak, że dziś nawet fundamentalista religijny
    (Europejczyk) na słowa:

    > "A kamieniowanie - tak [jest zbrodnią]. (także - a może zwłaszcza -
    kiedy powołuje
    > się na Boga)"

    odpowiada:

    > zgadzam się.

    Jeszcze 400 lat temu, w Europie, w której oficjalną ideologią
    panującą było dążenie do heroicznej miłości do Chrystusa (i wielu
    ludzi w tym kierunku dążyło nieprawdopodobnie ofiarnie) - nie było
    człowieka, który by stanowczo uważał, że palenie ludzi żywcem za
    poglądy religijne jest złem!!!

    Pierwsi, którzy wygłosili taką opinię, pojawili się bodaj w Polsce:)

    (i wywołali tym ogromne oburzenie po wszystkich strona barykad
    wyznaniowych - opinię polskiego króla kaznodzieje zwalczających się
    wyznań całej Europy przypisywali inspiracji szatana:)



    Mógłbym wyliczać liczne inne ogromne przemiany człowieka (i to, jak
    widzisz, w niedużym czasie), ale pomyśl sam.



    > "realny Jezus", he, he dobre.



    Może i "dobre":)

    Ale prawdziwe:)))


    Jezus Ewangelii jest postacią w gruncie rzeczy literacką.

    Zadziwiająco luźno osnutą na rzeczywistym pierwowzorze.



    > jada z grzesznikami,
    > gdyż słuchają Go i chcą zejść z drogi grzechu.


    To oficjalna interpretacja chrześcijańska.

    Nawet jednak same Ewangelie nie pozostawiają żadnych śladów, by
    Jezus tym, z którymi "jadał", prawił jakieś kazania czy sprowadzał
    kogokolwiek na drogę cnoty.


    Oczywiście, ortodoksja chrześcijańska, która jest w dużym stopniu
    mentalnością "faryzejską" (kapłańską), próbuje w ten sposób
    interpretować pewne wypowiedzi Jezusa (tego ewangelicznego -
    jedynego, do jakiego mamy bezpośredni dostęp).


    Przykładem jest właśnie twoja interpretacja rozmowy Jezusa z
    Samarytanką.


    "Miałaś pięciu mężów, a ten, którego teraz masz nie jest twoim
    mężem."

    Prawda, że brzmi jakby to mówił całkiem nam znajomy ton
    kaznodziejski?:)))


    Tyle że chodzi w tym tekście o coś zupełnie innego niż o "karcenie
    rozpustnej niewiasty".


    Nawet tego Jezusa, którego mamy (ewangelicznego), właściwie
    kompletnie nie rozumiemy, bo sens jego wypowiedzi widzimy przez
    kompletnie zniekształcające okulary tradycji (zadziwiająco też wielu
    z nich całkiem po prostu nie rozumiemy i nie próbujemy ich sensu
    dociekać, lub ufamy pierwszej lepszej interpretacji księżowskiej)



    > Nie muszę emigrować do getta


    I za to bądź bezbożnym eurosodomitom wdzięczny. Bo patrząc na dzieje
    społeczeństw jest to doprawdy luksus.

    Zwłaszcza, że rozmaici "sodomici" nie mieli w świecie rządzonym
    przez wyznawców "Dobrej Nowiny" tak dobrze.

    Palono ich żywcem.

    Przyczyniła się do tego religia (wcześniej ich nie palono).


    > "Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)(Pewne szczegóły, które
    > przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo moralizatorskiego
    > nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać."- i tu poproszę o
    > konkrety.


    Trzeba by solidnego wstępu historyczno-kulturowego, byś zobaczył tło
    różnych dziwnych fragmentów Nowego Testamentu.


    Podam tylko jeden drobny przykład "grzesznica" w domu
    Szymona 'całowała stopy' Jezusa i wycierała je 'rozpuszczonymi
    włosami'.


    Otóż "całowanie stóp" to jest w ówczesnym hebrajskim ewidentny
    eufemizm na seks (Żydzi byli pruderyjni).

    Zaś rozpuszczone włosy kobiety mają w całym świecie semickim sens
    seksualny, by nie rzec obsceniczny.

    Stąd obowiązek nakrywania głów tak w świecie islamu, jak i u Pawła.



    Czy to znaczy, że uczta w domu faryzeusza Szymona była orgią
    swingersów?:)

    Nie.

    Raczej jest wątpliwe nawet czy tekst ewangeliczny ma tu intencję, by
    czytelnik (uswiadomiony i by tak rzec 'wtajemniczony') widział w
    niej zdarzenie rzeczywiste, czy symbol.


    Takich szczegółów jest w NT bardzo dużo.


    Ale oczywiście w oczach czytelnika literalistycznego całośc stosunku
    jezusa do seksualności sprowadza się do tego, że Jezus zaleca
    rzymską suchą cnotę monogamiczną, sam zaś jest istota doskonale
    bezpłciową, a wszelkie najmniejsze drgnienie seksualności w
    człowieku poczytuje za moralnie równoważne z cudzołóstwem (Kazanie
    na Górze).

    Za dobry wzór dla swoich uczniów ewangeliczny Jezus stawia kastrację
    (można interpretować "duchowo" jako celibat:)

    "Był w pełni człowiekiem.";-)



    W odpowiedzi na:
    > "Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet
    nieco
    > ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią."

    zuq1 napisał:
    >zbrodnią nie, ale grzechem-
    > tak.


    Nie mówi się "grzech" tylko "grzych"!:)
  • 07.05.08, 19:33
    Jezus byl i jest fantastyczna postacja - daleka jednak od tej
    jaka jest powierzchownie postrzegana przez swiadomych lub
    nieswiadomych rygorystow religijnych.
    mowi sie grzych - ale seks nie jest ani grzechem ani grzychem-
    to czynnosc naturalna - i calkowicie neutralna jesli dzieje
    sie za swiadoma zgoda stron ...
  • 08.05.08, 11:13
    Ze zdumieniem czytam niektóre wypowiedzi internautów, którzy nie
    znając Biblii w stopniu nawet dostatecznym, autorytatywnie
    stwierdzają, że:
    1. Jezus nie istniał, albo
    2. Jezus istniał, ale był zupełnie inny i głosił coś zupełnie innego
    albo
    3. Bóg dał takie a takie przykazania, ale tylko Izaraelowi albo
    4. te przykazania dzisiaj nie obowiązują albo
    5. te przykazania obowiązują, ale na pewno nie mnie
    itd. itp.
  • 08.05.08, 13:58


    Kochany, już wkrótce zmiękniecie, jak wreszcie i do szerszej
    świadomości dojdzie elementarna wiedza o współczesnym stanie badań
    nad powstaniem Nowego Testamentu oraz o realnej postaci Jezusa.


    I wtedy takie spojrzenie jak moje przestanie być "ewidentnie
    niepoważne" zaś twoje - "po prostu serio traktujące Biblię";-)


    Nauczanie chrześcijańskie w typie ortodoksyjnym jest dziś możliwe
    tylko i wyłącznie za sprawą ignorowania lub fałszywego
    przedstawiania współczesnego stanu wiedzy.


    Żeby sprawę obrazowo przybliżyć: apologetyka chrześcijańska jest
    zajęciem mniej więcej w tym stopniu rzetelnym, co twoje twierdzenie
    o mnie:

    > wypowiedzi internautów, którzy nie
    > znając Biblii w stopniu nawet dostatecznym


    Znam Biblię.


    Nie doskonale.

    Ale w stopniu na tyle dobrym, by wiedzieć o niej wiele ważnych
    rzeczy, których nawet nie przeczuwają fundamentaliści, którzy śpią z
    nią pod poduszką, rzucają na wyrywki numerami wersetów i myślą, że
    nic już nie może zaskoczyć ich światopoglądu.


    Tak jak ty bez żenady wygłaszasz bezpodstawne (i błędne) sądy o
    stanie mojej wiedzy, tak apologeci ortodoksji chrześcijańskiej bez
    żenady wygłaszają bezpodstawne (i błędne) sądy o wynikach badań nad
    Nowym Testamentem.


    Bo ich "sumieniem" jest dogmat a nie prawda.



  • 08.05.08, 15:26
    No dobrze, znasz Biblię w stopniu dobrym, przepraszam, że Cię
    uraziłem.
    Szczerze mówiąc, wyniki tych badań specjalistów wysokiej klasy
    niewiele mnie obchodzą, a sama treść Pisma Świętego.
    "Bo ich "sumieniem" jest dogmat a nie prawda." - Drogą, prawdą i
    życiem jest Jezus. Ale ten z Biblii, a nie Twoja Jego "realistyczna
    projekcja". Kolejny z Ciebie człowiek, który ufa omylnym i
    uprzedzonym naukowcom bez zastrzeżeń.
  • 08.05.08, 23:52

    Wyznawca obiektywnego "Słowa Bożego" traktuje ludzi, których
    napotyka, instrumentalnie.

    Uważa ich mianowicie za środek do realizacji Nakazu
    ("Wezwania", "Żądania", nazwij jak chcesz).

    (oczywiście Nakazu - "Miłości", ale co tu to słowo właściwie
    znaczy?:)


    Kiedy "absolutysta objawiony" napotyka drugiego człowieka, nie dąży
    do jego dobra na drodze dociekania tego, czego ów człowiek sam
    pragnie (czy może: wspólnego dochodzenia do tego, czego mogą pragnąć
    razem).

    Lecz za jego istotne jego dobro - bezdyskusyjnie uważa
    podporządkowanie go temu, w co sam wierzy ("temu, co mówi ten z
    Biblii").

    I nie pyta go o zdanie.

    (Oczywiście wiem, że mój fundamentalista chce, by ów delikwent sam
    przyczynił się do owego podporządkowania. Tudzież, że
    podporządkowywanie niechętnego, przynajmniej w teorii, ma być
    ograniczone i powyżej pewnych "środków koniecznych" zredukowane
    tylko do oceny moralnej. "Do Pana należy pomsta.")


    Jednak sytuacja takiego podporządkowania całej własnej relacji do
    drugiego - Żądaniu płynącemu spoza niego - jest uprzedmiotowieniem
    tego człowieka.

    Nawet jeśli brzmi to na razie nieco abstrakcyjnie, konsekwencje
    postaw (zwłaszcza jeśli chodzi o te obecne w religii) mogą być
    niesłychanie dojmujące. Religia przecież naznacza cała kulturę i
    sferę życia swoich wyznawców.



    Na owoce tego faktu nie trzeba długo czekać.


    Kto sprawę choć trochę rozważy, zrozumie, że chrześcijaństwo nie
    przypadkiem przyniosło wojny, prześladowania i bezlitosne metody
    wychowawcze.

    Jedyne dobro, które potrafi fundamentalista dać obdarowanemu, tak by
    przedmiotowe nastawienie nie zaowocowało konfliktem, to działalność
    charytatywna.

    Człowiek w beznadziejnym niedostatku nie będzie protestował,
    niezależnie od tego, z jakiej motywacji płynie pomoc.

    (Nawet jeśli wybitna działaczka charytatywna nakaże w swoim ośrodku
    chodzić młodej matce ateistce wbrew jej woli na pacierze, bo inaczej
    czeka ją eksmisja.)


    Jednak z innymi ludźmi niż z trędowatymi - wyznawca Drogi, Prawdy i
    Życia ma kłopot.



    Dlatego konsekwentnie wyznawana ortodoksja chrześcijańska rodzi
    antypatyczną osobowość inkwizycyjną (nie przypadkiem styl bycia
    katoprawicy na forum i nie tylko, wygląda jak wygląda), a w skali
    politycznej wynosi do władzy siły antyliberalne (de facto
    faszystoidalne) niezdolne do szczerej akceptacji ustroju
    demokratycznego i na dłuższą metę destruktywne dla niego.

    "Nie może być szczerym demokratą, kto wierzy, że rzeczywistość jest
    Monarchią."


    Kto widzi tę zależność, rozumie, że tym, co przynosi te "złe owoce"
    chrześcijaństwa jest samo ortodoksyjne odczytanie Nowego Testamentu.


    A przecież "po owocach poznaje się drzewo".


    Dlatego są poważne racje, by zachować rezerwę wobec roszczeń
    ortodoksyjnych wyznawców NT do zaprezentowania bezwarunkowo ważnego
    Żądania dotyczącego każdego czytelnika.


    Ja tu naprawdę widzę zło.



    PS. "Realistyczna projekcja":)

    Tempo, w jakim przybywa wiedzy (gorzej z upowszechnieniem jej)
    sprawi chyba wkrótce, że ta "realistyczna projekcja" to będzie coś
    takiego, jak szkielety australopiteków, które to istoty, według
    kreacjonistów, nigdy nie istniały, a skamieliny "Bóg stworzył
    niedawno specjalnie po to, by zwieść zadufanych w naukę
    bezbożników":)












  • 09.05.08, 10:00
    fajnie ze sa tacy madrzy ludzie
    ja sama bylam wychowana w ciemnogrodzie i to mialo bardzo negatywne
    skutki, teraz z tym walcze
  • 09.05.08, 18:27

    Pozdrawiam cię, mahadevo!

    Mądrych ludzi jest wielu i tylko szkoda, że mniej umieją się
    ujawnić, niż ci "niemądrzy".

    Myślę, że twoje posty mówią wiele rzeczy nawet prawdziwiej i
    bardziej osobiście niż moje, które są dość abstrakcyjne.

    Dlatego pisz na na uczęszczanych wątkach forum.gazeta.pl i komentuj
    przenikliwie różne tematy (trzeba zintegrować erosa z polityką!).

    I nie martw się ilościową przewagą głupców.

    Trafne wglądy szerzą się w społeczeństwie same jak pożar po prerii.

    Bądź zapałką.

    Masz cenny dar pisania jasno, prosto i z mocą.

    Trzeba umieć trafić do ludzi, jeśli ten kraj ma być wolny.


    A musisz wiedzieć, że forum jest bardzo cennym narzędziem
    komunikacji.

    PS. Wierzę, że negatywne przeżycia są uleczalne lub mogą stać się
    okazją do czegoś dobrego. Tak czy inaczej masz we mnie serdecznego
    świadka tego ważnego procesu.

    Nie pozwolę byś została sama.

    Nie ja jeden.
  • 07.05.08, 22:31
    "Nawet jednak same Ewangelie nie pozostawiają żadnych śladów, by
    Jezus tym, z którymi "jadał", prawił jakieś kazania czy sprowadzał
    kogokolwiek na drogę cnoty." - naprawdę? Patrz Łukasza 19 rozdział.

    "Przykładem jest właśnie twoja interpretacja rozmowy Jezusa z
    Samarytanką."Miałaś pięciu mężów, a ten, którego teraz masz nie jest
    twoim mężem." Prawda, że brzmi jakby to mówił całkiem nam znajomy
    ton kaznodziejski?:))) Tyle że chodzi w tym tekście o coś zupełnie
    innego niż o "karcenie rozpustnej niewiasty". - oczywiście, jest to
    wskazanie przede wszystkim drogi zbawienia, ale i jednocześnie na
    grzech w jej życiu. Nie ma nawrócenia bez odwrócenia się od grzechu.

    "Zwłaszcza, że rozmaici "sodomici" nie mieli w świecie rządzonym
    przez wyznawców "Dobrej Nowiny" tak dobrze. Palono ich żywcem.
    Przyczyniła się do tego religia (wcześniej ich nie palono)." - może
    i nie palono, ale cudzłożników u Polan przed Mieszkiem I dotkliwie
    okaleczano... Jeśli wiesz, co mam na myśli... A takie okaleczenie
    było hańbą i wykluczało ze społeczeństwa. To chrześcijaństwo
    bardziej wyrozumiałe jest: "idź i więcej nie grzesz" - bardzo niski
    wymiar "kary".

    "Podam tylko jeden drobny przykład "grzesznica" w domu
    Szymona 'całowała stopy' Jezusa i wycierała je 'rozpuszczonymi
    włosami'.
    Otóż "całowanie stóp" to jest w ówczesnym hebrajskim ewidentny
    eufemizm na seks (Żydzi byli pruderyjni).
    Zaś rozpuszczone włosy kobiety mają w całym świecie semickim sens
    seksualny, by nie rzec obsceniczny." - te rozpuszczone włosy-
    rozumiem, też o tym wiem, ale "całowanie stóp"? Może jednak
    dosłowne? Przeczytaj może Łukasza 7 rozdział i nie wprowadzaj
    zamieszania absurdalnymi interpretacjami. W "Panu Tadeuszu" też pada
    hasło "kochajmy się!", co w polszczyźnie AD 2008 oznacza "lets
    swing!" - a wiadomo z kontekstu, że nie o to chodzi!

    "Ale oczywiście w oczach czytelnika literalistycznego całośc
    stosunku Jezusa do seksualności sprowadza się do tego, że Jezus
    zaleca rzymską suchą cnotę monogamiczną, sam zaś jest istota
    doskonale bezpłciową, a wszelkie najmniejsze drgnienie seksualności
    w człowieku poczytuje za moralnie równoważne z cudzołóstwem (Kazanie
    na Górze)."- dlaczego rzymską? Przeczytaj Mateusza 19- czyżby Ks.
    Rodzaju napisał Cyceron albo Owidiusz? Co zaś do "wszelkiego
    najmniejszego drgnienia seksualności" - to jest "podniesienie
    poprzeczki" względem Prawa, jeśli ktoś pozwala sobie na "fantazje" i
    pozwala im zapanować nad sobą, to potem dzieje się jak artykule...
  • 07.05.08, 23:24

    W gniew ewangeliczny Jezus wpada często (nie mówię już o Jezusie z
    wizji Apokalipsy, którego ogarnia istny trans morderczy).


    Cóż, flirty Zeusa były dla pierwszych chrześcijan kamieniem obrazy i
    dowodem na niemoralność "pogaństwa".

    Temperament morderczy chrześcijańskiego bóstwa dowodził zaś jego
    wyznawcom zapewne jego głębokiej prawości:)


    A co do "numerków" biblijnych:

    4,15?:) Może i 4,15:)


    Albo przytaczasz jakiś epizod ewangeliczny, albo nie.

    Czy sugerujesz, że mam obowiązek znać Biblię na pamięć?:)


    > "całowanie stóp"? Może jednak
    > dosłowne?

    Może jednak nie:)

    Takie sformułowania miały ewidentne znaczenie (choć pewnie nie dla
    autora greckiego tekstu, który zapewne je przetłumaczył z jakichś
    źródeł aramejskich).

    Zresztą czy wyobrażasz sobie w społeczeństwie podobnym obyczajowo do
    Arabii Saudyjskiej kobietę z rozpuszczonymi włosami całującą podczas
    debaty religijnej stopy jednego z nauczycieli?

    To zrobiłoby na zgromadzonych większe wrażenie niż na nas - seks
    grupowy!:)


    > i nie wprowadzaj
    > zamieszania absurdalnymi interpretacjami.

    Czy "absurdalnymi" tego nie wiesz, więc nie zagaduj kwestii
    ideologicznie motywowaną retoryką.

    W dodatku takich szczegółów (np. ledwie zakamuflowanych symboli
    erotycznych) jest w NT całkiem sporo.

    (A czy wiesz, że według zagodnych świadectw wczesnochrześcijańskich
    apostołowie i pierwotna gmina mieli wspólne żony? (jakkolwiek by to
    interpretować)

    Ślad wspomnienia o tym masz nawet w Apokalipsie, gdzie wizyjny
    Chrystus chwali jeden z kościołów za "nienawiść do rozpusty
    nikolaitów".


    Pierwotne chrześcijaństwo - religia prawie nieznana!:)

  • 08.05.08, 10:28
    "A co do "numerków" biblijnych: 4,15?:) Może i 4,15:) Albo
    przytaczasz jakiś epizod ewangeliczny, albo nie. Czy sugerujesz, że
    mam obowiązek znać Biblię na pamięć?:)" - nie, ale jeśli chcesz na
    ten temat dyskutować, to powinieneś.
    "Zresztą czy wyobrażasz sobie w społeczeństwie podobnym obyczajowo
    do Arabii Saudyjskiej kobietę z rozpuszczonymi włosami całującą
    podczas debaty religijnej stopy jednego z nauczycieli?
    To zrobiłoby na zgromadzonych większe wrażenie niż na nas - seks
    grupowy!:)" - i zrobiło. "Uklękła z płaczem u Jego stóp, a jej łzy
    kapały na nie. Wtedy własnymi włosami je wytarła, po czym zaczęła je
    całować i namaszczać olejkiem. 39 Na ten widok ów faryzeusz pomyślał
    sobie: „Jeśli On nie wie, kim jest ta grzeszna kobieta, która Go
    dotyka, to co z niego za prorok?” ...Wskazał Szymonowi kobietę i
    rzekł: – Popatrz na nią. Gdy wszedłem do twego domu, nie podałeś Mi
    wody do obmycia stóp z kurzu. Ona zaś obmyła je własnymi łzami i
    otarła włosami. 45 Nie przywitałeś Mnie tradycyjnym pocałunkiem, a
    ona nie przestaje całować moich stóp. 46 Nie namaściłeś Mi głowy
    olejkiem, a ona wylała na moje stopy drogie perfumy. 47 Ponieważ
    wybaczono jej wiele grzechów, okazała wielką miłość. Ten zaś, komu
    mało się wybacza, niewielką okazuje miłość. 48 Do kobiety zaś
    rzekł: – Twoje grzechy zostały ci odpuszczone. 49 Zaproszeni goście
    zaczęli mówić między sobą: – Za kogo On się uważa, że innym
    odpuszcza grzechy? 50 Jezus natomiast powiedział jeszcze kobiecie: –
    Zaufałaś, więc jesteś ocalona. Odejdź w pokoju."
    Jeśli wg Ciebie zaś ma to być opis stosunku seksualnego, za który
    Jezus odpuszcza jej grzechy (klin wybijaj klinem, grzech odpuszczaj
    grzechem?), to to jest absurd do n-tej potęgi.

    "(A czy wiesz, że według zagodnych świadectw wczesnochrześcijańskich
    apostołowie i pierwotna gmina mieli wspólne żony? (jakkolwiek by to
    interpretować)Ślad wspomnienia o tym masz nawet w Apokalipsie, gdzie
    wizyjny Chrystus chwali jeden z kościołów za "nienawiść do rozpusty
    nikolaitów". - na pewno było sporo herezji we wczesnym kościele, są
    opisane w NT, podobnie jest dzisiaj, ale nie sugeruj, że to była
    norma, bo to też absurd.
  • 08.05.08, 13:37

    "Pomieszanie pojęć", he he:)

    Uwielbiam namaszczoną księżą gadkę:)


    Opis ewangeliczny, który przytaczasz, może być stworzony(i
    prawdopodobnie jest) na kanwie czegoś wcześniejszego - już przez
    autora chrześcijańskiego, dla którego podstawową treścią religijną
    była pawłowa nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę w Jezusa (orficka
    w swoich źródłach).

    Realny Jezus jej nie głosił (ani nawet nie "przygotowywał" słuchaczy
    do niej:). Chodziło mu o coś zgoła innego.

    zuq1 napisał:
    > na pewno było sporo herezji we wczesnym kościele

    He, he!:)

    "Historię piszą zwyciężcy"

    Tymi "heretykami" był Jezus, ci uczniowie którzy naprawdę osobiście
    go znali oraz ich kontynuatorzy.

    Mówiąc skrótowo jest tak, że chrześcijaństwo jest religią powstałą
    na drodze przejęcia i "uprowadzenia" tradycji palestyńskiej
    sekty 'nazarejczyków' przez orficko-hebrajskiego gnostyka, Pawła.

    Ci 'nazarejczycy' żywo protestowali, ale praw autorskich w owym
    czasie nie było.

    "Biada zwyciężonym."


    Nazarejczykiem był Jezus, ale wcale nie jest oczywiste, że ruch nie
    istniał przed nim! (Słowo "nazarejczyk" nie pochodzi od
    słowa "Nazaret".)


    Drogi mój, nie rozmawiasz fair, kiedy zamiasz starannie zastanowić
    się nad tym, jak się rzeczy miały, szybko metkujesz temat
    konfesyjnymi pojęciami wartościującymi
    ("herezja", "norma", "absurd", "grzech") w sposób właściwy
    perspektywie frakcji zwycięskiej.


    Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
    uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon.

    Są na to świadectwa zarówno antyascetycznych grup
    wczesnochrześcijańskich, jak i ich ascetycznych przeciwników, którzy
    są zaliczani przez ortodoksję do "ojców apostolskich" (to chyba
    bardzo ważne świadectwo?)
  • 08.05.08, 13:58
    "Opis ewangeliczny, który przytaczasz, może być stworzony(i
    prawdopodobnie jest) na kanwie czegoś wcześniejszego - już przez
    autora chrześcijańskiego" - prawdopodobnie, być może, zapewne... A
    na piśmie to masz?
    "Mówiąc skrótowo jest tak, że chrześcijaństwo jest religią powstałą
    na drodze przejęcia i "uprowadzenia" tradycji palestyńskiej
    sekty 'nazarejczyków' przez orficko-hebrajskiego gnostyka, Pawła." -
    to musiał zdrowo chyba Piotra przekabacić, skoro ten ostatni pisze:
    "Pamiętajcie, że Jego cierpliwość ma na celu zbawienie. Dzięki Bożej
    mądrości pisał już o tym nasz brat, Paweł – zarówno do was, 16 jak i
    w innych listach. Są w nich pewne trudne sprawy, które ludzie
    bezmyślni i nie utwierdzeni na własną szkodę wypaczają – robią to
    zresztą i z innymi częściami Pisma." (2. Piotra 3,15-16). Albo wiem -
    to fałszywka, którą napisał sam Paweł. Zgadłem?
    "Drogi mój, nie rozmawiasz fair, kiedy zamiasz starannie zastanowić
    się nad tym, jak się rzeczy miały, szybko metkujesz temat
    konfesyjnymi pojęciami wartościującymi
    ("herezja", "norma", "absurd", "grzech") w sposób właściwy
    perspektywie frakcji zwycięskiej." - ależ ja się zastanawiam, tylko
    nie widzę żadnego uzasadnienia dla stawianych przez Ciebie tez.
    "Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
    uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon." - to chyba na
    podstawie Dz Ap 2,44 "Natomiast wszyscy wierzący przebywali razem i
    dzielili się wszystkim, co mieli." - jak wszystkim, to wszystkim,
    także żonami, nieprawdaż?
  • 08.05.08, 14:22

    Ty naprawdę wierzysz, że te listy są tych autorów, co napisano?:)

    (2. Piotra 3,15-16).


    Dlaczego uważasz, że list Piotra ma więcej wspólnego z Piotrem niż
    Apokalipsa Piotra z tymże, czy Ewangelia Piotra z tymże.

    Czy Ewangelia Judasza z Judaszem?


    Czy tylko dlatego, że Matka Kościół przezornie usunęła ci sprzed
    widoku te "brednie heretyków"?

    Nie były takimi, kiedy je napisano!

    Były to normalne pisma chrzescijan, takie jak inne, także te, które
    PÓŹNIEJ stały się kanonicznymi.


    Nie tylko "listy Piotra", ale i znaczna część listów samego Pawła
    nie jest autentyczna.


    Przykładem niech będzie bodaj końcówka 2Tes, której autor zapewnia
    czytelników, że jest "prawdziwym Pawłem" w ten sposób, że mówi,
    że "podpisuje list własnoręcznie wielkimi literami".

    I dodaje, "tak jak czynię to zawsze w swoich listach".


    Nie jest chyba tajemnicą, że w innych listach Pawła niczego takiego
    nie ma.



    Onieśmieleni powagą religii męczenników Europejczycy przez wieki z
    łatwością dawali się przekonać apologetyce ortodoksów, że teksty
    Nowego Testamentu zostały napisane przez "poinformowanych, uczciwych
    i rozsądnych" - tych, którzy są podpisani - bezposrednich uczniów
    Chrystusa (lub w najgorszym razie bezpośrednich uczniów uczniów).


    Na podstawie oględnego zapoznania się z podstawowymi rysami
    ogromnego współczesnego stanu badań na temat pierwotnego
    chrześcijaństwa mówię, co następuje:

    Jest zupełnie inaczej.


    Nowy Testament jest dziełem ludzi o zupełnie trudnej dla nas do
    pojęcia świadomości mitologicznej.


    Nie byli bezpośrednimi uczniami Jezusa. Ani uczniami uczniów.



    > "Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
    > uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon." - to chyba
    na
    > podstawie Dz Ap 2,44 "Natomiast wszyscy wierzący przebywali razem
    i
    > dzielili się wszystkim, co mieli." - jak wszystkim, to wszystkim,
    > także żonami, nieprawdaż?


    Może jednak powinienem przytoczyć ci fragmenty z Klemensa
    Aleksandryjskiego, gdzie stoi jak wół "żony". Może wtedy jednak
    zdałbyś sobie sprawę, że to nie przelewki?


    Kłopot z ortodoksami jest ten, że oni nawet nie podejrzewają
    rozmiarów tego, czego jeszcze o religii Jezusa nie wiedzą.
  • 08.05.08, 15:02
    "Ty naprawdę wierzysz, że te listy są tych autorów, co napisano?:)
    (2. Piotra 3,15-16)" - tak.
    "Dlaczego uważasz, że list Piotra ma więcej wspólnego z Piotrem niż
    Apokalipsa Piotra z tymże, czy Ewangelia Piotra z tymże." bo jest
    datowany na ok. 60 r. ne a nie jak tamte na II-III w.
    "Nie tylko "listy Piotra", ale i znaczna część listów samego Pawła
    nie jest autentyczna." - w NT nic jest wg Ciebie autentyczne. Tylko
    po co ktoś miałby pisać cokolwiek nie pod swoim imieniem? I być
    bardziej "papieski od papieża"?
    "Przykładem niech będzie bodaj końcówka 2Tes, której autor zapewnia
    czytelników, że jest "prawdziwym Pawłem" w ten sposób, że mówi,
    że "podpisuje list własnoręcznie wielkimi literami". - tak, gdzie
    indziej pisze "o liście rzekomo przez nas napisanym" - wspomina też
    wielu heretyków z imienia, którzy być może te fałszywki w obieg
    puszczali. A więc z jednej strony - wg Ciebie - Paweł stworzył
    chrześcijaństwo, zaś z drugiej większość jego listów w ogóle nie
    jest jego. Gdzie tu sens, gdzie logika?
    "Nie jest chyba tajemnicą, że w innych listach Pawła niczego takiego
    nie ma." - Twój kolejny bzdecioch - zobacz Galatów, Kolosan - tam
    taka formuła też występuje, a w innych listach wysyła konkretne
    osoby oraz pozdrowienia od siebie samego i konkretnych osób, które w
    jego otoczeniu przebywały. To je uwiarygadnia.
    "Nowy Testament jest dziełem ludzi o zupełnie trudnej dla nas do
    pojęcia świadomości mitologicznej. Nie byli bezpośrednimi uczniami
    Jezusa. Ani uczniami uczniów." - Opus Dei? Masoni? Templariusze?
    "Może jednak powinienem przytoczyć ci fragmenty z Klemensa
    Aleksandryjskiego, gdzie stoi jak wół "żony". Może wtedy jednak
    zdałbyś sobie sprawę, że to nie przelewki?" - no to poproszę.

    Twoje rozumienie chrześcijaństwa wpisuje się w tendecję dzisiejszych
    czasów relatywizmu i braku jakichkolwiek fundamentów. Prawo
    Mojżeszowe nie obowiązuje, bo zniósł je Jezus, ale właściwie to był
    on zwolennikiem seksu bezmałżeńskiego i zupełnie kimś innym, niż go
    NT opisuje. Jezusa skonstruowali bliżej nieznani sprawcy, już nawet
    nie sam Paweł, bo nie napisał listów, które napisał. NT to dzieło
    rzymskich SB-ków, którzy non stop powołują się na ST, ale to żaden
    problem, bo zapewne zrekrutowali swoich OZIch z gmin żydowskich w
    Italii... itd. itp. - wniosek: wobec tego przykazania NT nie
    obowiązują.
    "Dlaczego nie możecie pojąć moich słów? Bo nawet nie chcecie ich
    wysłuchać.44 Jesteście dziećmi szatana-oszczercy i chcecie robić to,
    co on. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie
    było w nim prawdy. Gdy kłamie, mówi z serca, bo jest kłamcą i ojcem
    kłamstwa."
  • 08.05.08, 16:44
    Nie spodziewałem się, że cię przekonam:)

    > Jesteście dziećmi szatana-oszczercy i chcecie robić to,
    > co on. Od początku był on mordercą

    Gdzieżbym śmiał wątpić, że jestem dzieckiem szatana!:)

    Domyślam się, że stosownie do tego potraktuje mnie twój Jezus.

    Wszak miłość miłością, ale w końcu nie pozwoli sobie w kaszę
    dmuchać. Przecież to Bóg!:)


    Odpowiem ci, dlaczego bronię seksu przed Biblią (tj. przed
    dominującym nurtem tej tradycji).


    Bo jest niewinny.

    A niewinnych trzeba bronić.

    I w niczym mnie nie uniewiarygodnia to, że sam jestem istotą
    seksualną.

    Bronię gejów, lesbijek, ludzi uprawiających masturbację i także
    swingersów.

    Niektóre z ich zachowań, jako że zostaliśmy wychowani w kulturze
    chrześcijańskiej, wydają nam się niesmaczne i mogą zresztą takie
    być przy obecnym stanie rzeczy, bo w kulturze stworzonej przez
    moralizm muszą tak samych siebie doświadczać.

    Ale nie ma tu żadnej konieczności, bo w wielu innych kulturach nie
    ma ani śladu tego wstrętu.

    A przecież to, co w świecie chrześcijańskim zohydzone, jest częścią
    naturalnych skłonności realnego człowieka.

    (Naturę człowieka rozumiem konkretnie w zwiazku z empirią
    rzeczywistych ludzi, a nie mitologiczną "naturę sprzed upadku". Nie
    wolno teoriami zagadywać prawdy życia - zawsze konkretnej.)


    Seks nie jest winny temu, o co jest oskarżany przez chrześcijańskich
    kaznodziejów uzasadniających w ten sposób moralność swojego Prawa.


    Seks to nie jest sposób na nieuchronne zarażenie się hivem, nie
    wysycha od niego szpik, ludzie nie "tracą wyższych uczuć" (no, chyba
    że są od dzieciństwa mocno przez moralistów wytresowani, że to "ruja
    i porubstwo" i szukają zadowolenia w warunkach rozmyślnie
    poniżających), nie padają wszyscy od seksu w konwulsjach zazdrości,
    nie popełniają masowo samobójstw, ani nie popadają w rozpacz.


    To wszystko jest bezduszna propaganda wymyślana przez stulecia, by
    utrzymać w społeczeństwie wiarygodność potrzeby chrześcijańskiego
    piętnowania seksu (tego niezinstytucjonalizowanego w małżeństwo).

    Tymczasem piętnowanie to jest okrutne, a niepotrzebne.

    I pozbawia nas wiele piękna w życiu.


    Bronię nie tylko seksu.

    Bronię także samego Boga (abstrahując od kwestii jego istnienia oraz
    kwestii znaczenia słowa "Bóg").

    Przed zupełnie sadystycznym obrazem tej postaci, jaki wyłania się z
    nauki Ewangelii, o ile przyjmiemy jej ortodoksyjną interpretację.

    Nie ukrywajmy przed sobą symymi, że ten obraz taki jest!

    Chrześcijaństwo namalowało Kata i wmawia sobie, że wierzy, że jest
    on Miłością.

    Ale to jest Kat, jeśli łamanie katolickiej etyki seksualnej pociąga
    za soba takie sankcje, jakie wynikają z tej teologii.

    Wieczny Obóz Koncentracyjny - w to wierzycie.

    (Miłość Nadprzyrodzona to sprawa nader Poważna - nieprawdaż?:)))


    Powiem ci słowami Pawła: "Nie oszukujcie samych siebie!"

    Nie można sobie wyobrazić istoty bardziej stosownie zasługującej na
    miano Szatana niż Jezus chrześcijańskich ortodoksów.

    Tamten też niemało cierpi dobrowolnie.




    PS. Kwestie historyczne potraktuj poważnie, bo takie są.

    Wiem, że nie bzdurzę.

    A relatywizm (ale czy wiemy, co to słowo znaczy?) może być postawą
    zupełnie właściwą. Nic "demonicznego":)

    Co więcej być może jest on właśnie istotnym wnioskiem z przesłania
    Jezusa, o ile zrozumiemy je w naprawdę wartościowy sposób, a nie - w
    powierzchownie-katowski.

  • 09.05.08, 09:21
    Poddaję się, zmęczyła mnie ta "dyskusja", w której rzucasz jakieś
    bezsensowne tezy bez żadnego poparcia. Kilkakrotnie prosiłem Cię o
    podanie konkretnych dowodów, ale nie doczekałem się. To jest właśnie
    diabelska metoda - oskarżać, podważać, kłamać w żywe oczy. Mnie
    naprawdę nie dziwi to, że ludzie używają seksu przed i/lub poza
    małżeństwem - ich klocki, ich budowa. Stwierdzam tylko, że Boży
    zamysł na seks jest jednoznaczny, tj. "przysługuje" tylko
    małżeństwu. Jeśli Ty i inni niewierzący i nietraktujący Boga uważają
    inaczej, to, jak napisałem, ich sprawa.
    Zajmę jeszcze tylko stanowisko co do jednej Twojej wypowiedzi:
    "Ale nie ma tu żadnej konieczności, bo w wielu innych kulturach nie
    ma ani śladu tego wstrętu. A przecież to, co w świecie
    chrześcijańskim zohydzone, jest częścią naturalnych skłonności
    realnego człowieka." - z tym, że ów "naturalny" człowiek to człowiek
    będący w upadku (List do Rzymian 1,21-32):
    "Zatem ludzie poznali Boga, ale nie chcieli oddawać Mu czci ani
    dziękować. Popadli w bezsensowne rozmyślania i pogrążyli swe serce w
    ciemnościach. 22 Tak, uważając się za mądrych, stali się głupcami.
    23 Zamiast oddawać cześć wiecznemu Bogu, zaczęli praktykować kult
    podobizn przemijającego człowieka oraz ptaków i zwierząt
    czworonożnych i pełzających. 24 Dlatego wydał ich Bóg na pastwę
    własnej pożądliwości, tak że hańbili własne ciała. 25 Zamienili Bożą
    prawdę na kłamstwo i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy –
    który jest błogosławiony na całe wieki! Amen! 26 Dlatego wydał ich
    Bóg na pastwę pożądliwości. Nawet kobiety porzuciły naturalny, Boży
    porządek i pozwalały sobie na grzechy przeciw naturze. 27 Podobnie
    mężczyźni odrzucili normalne współżycie z kobietami i zapałali
    pożądaniem do siebie nawzajem, grzesząc z innymi mężczyznami i
    ponosząc na sobie samych karę, na jaką zasłużyli. 28 Ponieważ nie
    chcieli otaczać Boga należytym szacunkiem, dozwolił im popełniać
    wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły wymyślić. 29 Napełnili
    się więc wszelką niesprawiedliwością, złem, chciwością,
    zachłannością, nienawiścią, zabójstwem, kłótnią, podstępem,
    złośliwością, plotkarstwem, 30 nienawiścią do Boga, zuchwalstwem,
    uporem, pychą, pomysłowością w czynieniu zła, buntem przeciw własnym
    rodzicom. 31 Są głupi, podstępni, nieznośni i pozbawieni litości. 32
    W pełni świadomi Bożej kary za swoje przestępstwa – kary śmierci –
    nie tylko to wszystko robią, ale popierają takich, jak oni sami."
  • 09.05.08, 17:57
    Wiem, że lęku nie przekona się argumentami.


    Ale religia sadystów - wydała i nadal będzie wydawać właściwe dla
    siebie owoce.
  • 11.05.08, 11:32
    Chyba tacy jak ty biją. Są też tacy co nastawiają drugi policzek.

  • 08.05.08, 01:32
    chrescijanstwa czyli 2000 lat temu wiec chciałbym przypomniec ze ogrom
    chrzescijan wywodziło sie z rzymian którzy zyli w bardzo otwartym saexualnie
    społeczenstwie i 100 procentowo liberalnym(oraz zdeprawowanym społacznie tak na
    marginesie) jesli chodzi o homosexualizm i pozostałe praktyki sexualne,takze
    twierdzenie ze nie dokonywali wyboru pomiedzy stylem zycia jaki mogli toczyc
    jest wierutna bzdurą
  • 08.05.08, 01:36
    ze niektóre praktyki seksualne były w tamtych czasach tematem tabu co jest bzdurą
  • 07.05.08, 19:22
    ale nie tak mocna jak pijanie michnika z lwem ..
  • 08.05.08, 03:09
    Odpier.dolcie sie w koncu od Biblii bando lewackich degeneratow!
  • 08.05.08, 11:06
    nie zrozumiałeś ironii co?
  • 07.05.08, 18:21
    charli napisał:

    > Wprowadzmy obowiązek drukowania w gazetach tylko bożych
    > przypowieści

    wprowadzmy w gazetach nieboże przypowieści. I to tylko niektórych i
    na odpowiednim terenie. I to by było na tyle, no chyba że chcesz
    zaeksperymentować i np. obsikac odpowiedni mur (wiesz gdzie).
    Spróbuj, zobaczymy raz: reakcję tambulców tam zamieszkaszłych i
    tambylców tam przyjeżdzających, dwa: reakcję masowej prasy. No zrób
    to, nie daj się prosić, bo niejaka Nieznalska genitalia po krzyżach
    wiesza, a na podobny gest pod odpowiednią ścianą od wielu lat zdobyć
    się nie może... Zrób to dla dobra sztuki czy jak to tam ją zwał.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • 05.05.08, 15:53
    ...bo wg jej oficjalnej polityki homoseksualizm jest przypadłością
    wrodzoną, a tu proszę: wyposzczony żołnierz "zaraził się
    biseksualizmem" A tak w ogóle to:
    List do Rzymian 1,24-28: "Dlatego wydał ich Bóg na pastwę własnej
    pożądliwości, tak że hańbili własne ciała. 25 Zamienili Bożą prawdę
    na kłamstwo i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy – który jest
    błogosławiony na całe wieki! Amen! 26 Dlatego wydał ich Bóg na
    pastwę pożądliwości. Nawet kobiety porzuciły naturalny, Boży
    porządek i pozwalały sobie na grzechy przeciw naturze. 27 Podobnie
    mężczyźni odrzucili normalne współżycie z kobietami i zapałali
    pożądaniem do siebie nawzajem, grzesząc z innymi mężczyznami i
    ponosząc na sobie samych karę, na jaką zasłużyli. 28 Ponieważ nie
    chcieli otaczać Boga należytym szacunkiem, dozwolił im popełniać
    wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły wymyślić."
  • 08.05.08, 00:02
    Cele jest wprowadzenie nowej mody. Wcześniej było w modzie robienie
    loda i wkladanie w odbyt "bo tak jest na filmach", bynajmniej nie
    edukacyjnych. Nie wspomne juz o parach facet + dwie niunie-bardzo
    poularne. Kazdy macho o tym maży, żeby wypieprzyc dwie cipki, bo to
    takie na czasie. Modne jest również pieprzenie sie dwuch kobiet i
    krecenie sobie filmów podczas kopulacji, a potem rozpowszechnianie
    tego w necie (najczęsciej bez wiedzy partnerki). Jeśli ktos nie ma
    obiektu seksualnego w domu, to chodzi na impry z głośnym umca, umca,
    wsypuje panienkom tabletki gwałtu, a potem je wykorzystuje i często
    ktos mu pomaga w tym aby uwiecznić to na telefonie komórkowym. Uff,
    sporo tego... Jedyne co chce powiedzieć, wymiana par to kolejna
    moda, która zawita do sypialń tzw. szarych ludzi. Nie zdziwcie sie
    panie, jak wasz facet wyleci tym razem z pomysłem (wczesniej było
    zaproszenie tej ładnej kolezanki do waszego łóżka) zaproszenia Mirka
    z niunią, Józka z pasierbicą, i Zenka z BMKą z jego podopiecznymi z
    tray nr x. Cóz, jakos nie wierzę, że ludzie naprawdę zakochani i
    kochajacy ze wzajemnosci dadza sie wplontać w ten gó..any seks,
    gdzie lize się kutasa osobie, której sie nawet nie zna.
  • 08.05.08, 01:13
    lost_island napisała:
    Nie zdziwcie sie panie, jak wasz facet wyleci tym razem z pomysłem (wczesniej
    było zaproszenie tej ładnej kolezanki do waszego łóżka) zaproszenia Mirka z
    niunią, Józka z pasierbicą, i Zenka z BMKą z jego podopiecznymi z tray nr x.
    ===================
    No coz...punktu widzenia heteroseksualnych kobiet to chyba dobrze, ze w koncu
    inny facet w lozku, a nie w kolko kolezanki dla meza?:)
  • 05.05.08, 15:26
    Na pewno gdzieś w europie jest grupa wyzwolonych tolerancyjnych
    artystów, którzy w ramach swoich chuci oddają swoje partnerki psom
    koniom a sami tarzają się w ekstrementach lub wyczyniają inne hece.

    Czekam na kolejny pasjonujący artykuł o tym jak to przeszczepić na
    polski grunt.
  • 07.05.08, 19:52
    partnerka nie jest wlasnoscia do oddania komukowwiek _- pojmij
    to
  • 03.05.08, 01:43
    Jedni piją z każdym, kto się nawinie, inni - ćpają grupowo, jeszcze inni dupczą. Byle - jak to trafnie ujęła jedna z "bohaterek" reportażu: "czuć, że przestaję istnieć".

    Teraz prosimy o reportaż z życia wyzwolonych alkoholików. I to takich co nie brzydzą się denaturatu. Bo przecież "ze wszystkim można się oswoić".
  • 03.05.08, 02:20
    Sex grupowy byl juz w starozytnosci.A dzisiaj zycie na wulkanie to
    odstresowanie sie i tez troche niebezpieczenstwo,choroby lub
    szantaz.W europie zachodniej kluby dla swingesow sa alkochol mozna
    przyniesc ze soba nie sprzedaja.I sama kobieta do klubu swingersow
    moze przyjsc meszczyzna tylko z kobieta.
  • 03.05.08, 12:25
    W moim odczuciu "swinging" jest zboczeniem prawie tak ohydnym, jak
    pedofilia. JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ
    INNEMU MĘŻCZYŹNIE ???? Albo wielu mężczyznom. I patrzeć, jak się
    rżną ( inaczej tej czynności nazwać nie można ). To jest wbrew
    naturalnym instynktom.

    A zwróciliście uwagę na fragment, w którym jest mowa o dewiantach
    urządzających orgie, w których bierze udział wraz z nimi ich syn ?
    Co to k... są za rodzice ??

    Kolejna rzecz, która rzuca się w oczy: bohaterowie atykułu wyjściowo
    są zwichrowani: biseks, kobieta z zaburzeniami emocjonalnymi,
    kolejny biseks, kryminalista ... Seks zbiorowy wydaje się być po
    prostu spotęgowaniem tkwiących w nich patologii. Ktoś z patologii
    się próbuje dźwigać, ktoś stacza się w jeszcze większe, na samo
    dno...

    Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

    --
    "And that government of the people, by the people, for the people,
    shall not perish from the earth"

    Abraham Lincoln, Gettysburg 19 XI 1863
  • 03.05.08, 13:08
    > Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

    A najlepiej jak będą pisać tylko o wydarzeniach w kółku różańcowym.
    Zamiećmy brudy pod dywan. Temat, który nam się nie podoba, nie istnieje!
  • 08.05.08, 01:44
    raczej negatywnie do całej sprawy,i cały klimat potepia . a tak wogoole to chyba
    bohaterowie sa wymysleni prze autora ,gdyz tak wspaniale sie wpasowuja w to co
    powinnismy sobie myslec o takim klimacie,na koncu okazuje sie ze wiekszosc wcale
    nie czuje sie tak wolna w tym co robi ,co wyklucza wogóle robienie tego.
  • 03.05.08, 13:13
    > Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

    Ale stary, jakiej reklamy?

    Inteligenty człowiek przeczyta, zastanowi się, podda się refleksji, pomyśli i być może wyrobi sobie jakieś zdanie (lub nie).

    To nie jest żadna reklama (czy promocja - jak słynna "promocja homoseksualizmu). To jest opis zachowań pewnej grupy ludzi. I jest to na swój sposób ciekawe, poznawanie takich zachowań, nie uciekanie od nich, uświadamianie sobie, że istnieją.

    Dlaczego pod każdym tego typu tekstem musi pojawić się ktoś, kto zarzuca autorowi czy gazecie złe intencje? Uważacie że co? Że kogoś zahipnotyzuje i zmusi go do czegoś? Krzywdę to komuś robi? Dajcie spokój...

    --
    Rząd IV RP
  • 03.05.08, 14:42
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 03.05.08, 14:58
    I ten margines był ZAWSZE
    > potępiany, nawet ci, którzy w to wdepnęli z różnych zresztą powodów, byli, czul
    > i
    > się winnymi.

    Taaaak, o to chodzi. Niech całe zycie czuja sie winni. Niech cierpia.
    Sado-masochizm po katolicku...
  • 04.05.08, 01:28
    czlowieku misyjny!!!
    ludzie maja prawo popelniac bledy, Ty pewnie okreslilbys to 'grzeszeniem'.
    Kim jestes, aby ich potepiac????
    'kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem...' znasz ten cytat, prawda?
    nawiasem: jesli nie chcesz czytac o 'marginesie' to nie czytaj.
    Mysle, ze warto sobie uswiadomic, ze swiat nie jest czarno-bialy i a ludzie nie
    zmienia swojego postepowania tylko dlatego, ze Tobie sie ono nie podoba.
    pozdrawiam i zycze duzo tolerancji, bo 'mylic sie jest rzecza ludzka'
  • 04.05.08, 01:21
    W moim odczuciu "swinging" jest zboczeniem prawie tak ohydnym, jak
    > pedofilia. JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ
    > INNEMU MĘŻCZYŹNIE ???? Albo wielu mężczyznom. I patrzeć, jak się
    > rżną ( inaczej tej czynności nazwać nie można ). To jest wbrew
    > naturalnym instynktom.



    partnerka/partner NIE JEST WLASNOSCIA , ale wlasnie partnerem/ka, taka subtelna,
    niezrozumiala dla Ciebie roznica...


  • 04.05.08, 22:24
    > partnerka/partner NIE JEST WLASNOSCIA , ale wlasnie partnerem/ka,
    taka subtelna
    > ,
    > niezrozumiala dla Ciebie roznica...

    Ale partnerstwo, przyjaźń i miłość to też zobowiązanie wobec drugiej
    osoby polegające na poszanowaniu JEJ UCZUĆ. Łamanie tego typu zobowiązań to jedna z najbardziej niegodziwych rzeczy na jakie stać
    istotę ludzką.
    Ludzi żyjących w ten sposób nigdy nie powinno nazywać się małżeństwem.
    Oni są dla siebie tylko partnerami seksualnymi i głębokie uczucie nigdy nie mogło by między nimi wystąpić, bo doprowadziło by do
    niewyobrażalnego bólu.
    Zobowiązanie wobec drugiej osoby NIE OZNACZA WŁASNOŚCI.
  • 06.05.08, 17:09
    A skąd Ty wiesz, co inni czują? Przecież nawet nie wiesz JAK inną osobę boli ząb.
  • 06.05.08, 18:32
    Nie rób z siebie idioty.
  • 07.05.08, 11:36
    Większego niż ty nie zrobię, o wszechwiedzący, któremu z miłości nie staje ...
    Pogódź się z tym, że sfera uczuć innych jest dla ciebie dostępna tylko na
    zasadzie "wydaje mi się, że" i przestań mędrkować.
  • 07.05.08, 12:05
    > Większego niż ty nie zrobię, o wszechwiedzący, któremu z miłości nie
    staje ...

    Wyciąłeś z kontekstu, zmieniając tym treść, której porostu nie
    załapałeś.

    > Pogódź się z tym, że sfera uczuć innych jest dla ciebie dostępna
    tylko na
    > zasadzie "wydaje mi się, że" i przestań mędrkować.

    A co tobie daje prawo do mędrkowania? Fałszowanie czyjejś wypowiedzi? Potrafisz coś uzasadnić, to zrób to. Jak nie potrafisz tego zrobić to
    sam się pogódź z tym, że na nic więcej Cię nie stać poza takim
    tekstem.
  • 07.05.08, 19:38
    tez chcialem to napisac ale odpuscilem bo przyjalem ze nie
    pojmie.. ten wlasciciel partnerek ..
  • 05.05.08, 18:25
    Nie powinna też opisywać wypadków,mordów,oszóstw i innych nadużyć
    bo może to Ciebie oburzyć,bądź zwieść na pokuszenie,czy co ?
  • 08.05.08, 00:07
    Jeszcze swojego kundla albo kota zapomnieli w to włączyć ;)
    Zwierzeta tez mają swoje potrzeby, no nie?
  • 08.05.08, 11:58
    Nie podobają mi się takie zachowania. Nie jestem ani konserwatystką,
    ani klasyczną liberałką, uważam, że podstawowym pojęciem etyki
    seksualnej powinna być MIŁOŚĆ - w życiu seksualnym dobre jest to, co
    się robi ze szczerej miłości (a nie - model liberalny - to, co
    sprawia przyjemność, albo - model konserwatywny - to, co prowadzi do
    reprodukcji norm społecznych). Ogólnie jestem zdania, że seks bez
    miłości to nadużywanie czegoś, co nie służy tylko do fizycznej
    uciechy, ale to moje osobiste zdanie.
    Dodam, że moje osobiste zdanie jest też takie, że wolałabym być
    ciężko chora, niz uprawiać seks z kimkolwiek. Ale nie zamierzam
    narzucać innym własnej postawy.
    Tyle, jeżeli chodzi o ocenę. Mam natomiast zastrzeżenia do dwóch
    fragmentów Twojej wypowiedzi.
    Po pierwsze - reportaż jest owszem nieco obleśny. Ale jednak pozwól
    ludziom decydować, o czym chcą czytać. Nie podoba Ci się - nie
    czytaj. "Mało wiemy o tym środowisku" - a wiedzieć warto o
    wszystkim, nawet o sprawach niemoralnych i niesmacznych.
    Trzeba mieć naprawdę już na wstępie dużo niechęci do GW, by uznać,
    że ten reportaż jest propagowaniem takich zachowań.
    Po drugie już odrobinę skandaliczne wydaje mi się sformułowanie:
    "JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ INNEMU
    MĘŻCZYŹNIE ????"
    Więc wyobraź sobie, że partnerka nie jest własnością. Że kobieta
    jest człowiekiem, a nie bezwolną lalką, i w związku z tym też
    potrafi podejmować decyzje. I jak każde z nas ma prawo także do
    podejmowania decyzji niemoralnych - osobista odpowiedzialność!!
    Sytuacją absolutnie godną potępienia jest taka, w której jedno z
    partnerów namawia drugie do czegoś, na co tamta osoba nie ma ochoty.
    Seks to nie zabawa, łatwo kogoś skrzywdzić zmuszając go do czegoś,
    co jest dla niego nie do przyjęcia. Ale jeżeli dana para bierze
    udział w seksie grupowym z obustronnej chęci - możesz to krytykować,
    potępiać, ale nie wygaduj takich rzeczy o "oddawaniu partnerki".
    Dlaczego nie można powiedzieć, że to partnerka "pożycza" komuś
    swojego partnera? Bo to kobieta jest własnością mężczyzny, tak?!
    Uważam bardzo zdecydowanie, że "seks sam w sobie nie jest
    wyzwoleniem". Że ktoś, kto pcha się w takie zabawy, bo to takie
    nowoczesne i "wyzwolone", da facto sam się zniewala i robi sobie
    krzywdę. Że wolność leży w umyśle i bardziej wolna jest kobieta,
    która z własnego wyboru nie uprawia seksu i nosi zapięte pod szyję
    ubrania, niż ta, która bez przekonania rzuca się w "swobodę
    seksualną", absolutnym skandalem intelektualnym jest dla mnie
    redukowanie znaczenia określeń "kobieta nowoczesna/wyzwolona" do
    sfery seksualnej (tak, jak się tych słów nierzadko używa - "kobieta
    wyzwolona" nie musi żyć tak, jak to pokazane w tym artykule - ale
    absolutnie nie może rezygnować z seksu, bo to znaczy, że jest
    zahamowana. A jednak jestem kobietą wyzwoloną, wyzwoloną z kłamstw,
    którymi próbuje się nas karmić). Hasła typu "seks tak, seksizm nie"
    są dla mnie naiwne, bo zakładają, że seks sam w sobie jest dobry - a
    moim zdaniem nie jest, seks jest neutralny i ocena powinna zależeć
    od kontekstu. Ale nie mogę w imię sprzeciwu wobec naiwnego
    entuzjazmu w podejściu do seksu przystać na postawę, w której
    odbiera się kobietom zdolność dokonywania wyboru.
  • 08.05.08, 12:17
    żeby wszyscy obrońcy moralności reagowali tak jak ty świat byłby piękny.
    niestety zazwyczaj kończy się na agresji i wymianie inwektyw.

    oceniać oczywiście każdy może, jest wolność słowa. natomiast ostateczny wybór
    powinien należeć do samych zainteresowanych.
  • 03.05.08, 13:33
    Właściwie tytuł wątku jest troche mylący bo powinienem chyba napisać
    uprawia seks z dwoma moimi kolegami za moja zgodą ale to byłoby zbyt
    długie więc aby wszyscy zrozumieli napisałem zdradza mnie. No ale
    może od początku. Jesteśmy małżeństwem od 4 lat i mamy 3 letnią
    córeczke. Jestem dla mojej żony 2 facetem a ona dla mnie 4 kobietą.
    Zawsze byliśmy sobie wierni i temat zdrady w ogóle nie istniał w
    naszym małżeństwie czy wczesniej chodzeniu ze sobą.
    Zmieniło się to dwa lata temu kiedy bylismy na wczasach nad morzem.
    Poznaliśmy tam bardzo fajne małżeństwo, które mieszka zresztą
    kilkadziesiąt kilometrów od nas. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi i
    podtrzymywaliśmy kontakt także po powrocie do domu. My jeździlismy
    do nich, oni do nas, razem urządzaliśmy grilla, chodziliśmy po
    knajpach, bylismy nawet razem na koncercie. Aha zapomniałem napisać,
    że On nazwijmy go M to bardzo przystojny facet i zauważyłem, że
    wpadł zonie w oko ale bynajmniej nie byłem zazdrosny bo wiem, że ona
    ma swoje zasady i mnie nie zdradzi. Ona z kolei nazwijmy ją K to tez
    bardzo atrakcyjna kobieta i tez mi się spodobała ale na patrzeniu
    się skończyło. Okazało się że do czasu. Otóż pewnego dnia a w
    zasadzie wieczora kiedy z M trochę popiliśmy powiedział mi żartem,
    że on zauważył, że jego zona mi sie podoba i jesli chcę moge ją mieć
    ale w zamian musze mu dac swoją. Myslałem, że tylko żartuje ale od
    słowa do słowa okazało się, że mówi powaznie. Byłem w szoku.
    Powiedziałem mu grzecznie, że nie, że dziękuje ale zdecydowanie nie
    odmówiłem. Myśl o tym jednak nie dawała mi spokoju i była coraz
    bardziej podniecająca. Wiedziałem jednak, że marne sa szanse żeby
    moja zona się zgodziła na to. Powiedziałem M, że chętnie bym tego
    spróbował ale że moja zona nigdy się na to nie zgodzi no i co z jego
    zoną. Powiedział, że jego żona wie o wszystkim i chętnie by na to
    poszła. Wyobraźcie sobie mój szok w tym momencie. M chyba to
    zauważył, zawołał zonkę i ona z figlarnym usmieszkiem powiedziała,
    że wie o wszystkim i chętnie się zgodzi. Ustaliliśmy, że
    przekonaniem mojej zony zajmie sie K przy czym powie jej, że ja o
    niczym nie wiem. Tak tez zrobiła. Moja zona natychmiast opowiedziała
    mi o tym i była bardzo zbulwersowana jak tak mozna i w ogóle jak ona
    smiała cos takiego jej zaproponować. Ja jej wtedy odpowiedziałem, że
    w sumie to tylko seks a najwazniejsze jest to, że się kochamy i że
    mozna by nawet spróbować. Moja zona w tym momencie az zaniemówiła. A
    jak zaczęła juz mówić to zaczęła się jedna wielka awantura. Potem
    przez trzy dni nie odzywała się do mnie. Wydawało się, że sprawa
    jest przegrana i tak tez powiedziałem M i K. Po trzech dniach żonka
    ochłonęła i zaczęlismy normalnie rozmawiać. Zaczałem jej tłumaczyć,
    że ona jest dla mnie wszystkim, że tylko ja kocham, że to nie byłaby
    żadna zdrada tylko zwykły seks. Powiedziałem jej, że jej problem
    polega na tym, że boi się, że ja się zakocham w K i ja zostawię a
    jesli nawet otwarcie się tego nie boi to gdzieś w podświadomości się
    tego obawia. Powiedziałem, że nie powina się tego obawiac, że to
    może być świetne doświadczenie, frajda i moim zdaniem może nawet
    wzmocnić nasz związek. Poza tym powiedziałem jej, że przeciez M to
    przystojny facet i zauważyłem, że się jej podoba. Jeżeli nie chesz
    tego robić to nie będe cię naciskał ani mawet przekonywał ale
    naprawdę mogłoby być miło. Zaprzeczyła naturalnie ale widziałem, że
    nie jest juz taka zdecydowanie anty jak na początku. Juz jej cos
    zaczęło świtać w tej pieknej główce. No więc nie będe wam opisywał
    wszuystkiego co było dalej bo bym was zanudził ale koniec końców po
    2 miesiącach zgodziła się. Ustalilismy, że pierwszy raz będzie
    wyglądał w ten sposób, że M przyjedzie do nas a ja pojade do K i tak
    spędzimy noc a rano wrócimy do siebie. Tak tez zrobilismy. Noc
    spędzona z K była wspaniała, upojna, pełna odlotowego seksu. Kiedy
    rano od niej wychodziłem dała mi jeszcze namiętnego buziaka na
    pożeganianie. Niczego nie żałowałem.
    Z niecierpliwościa natomiast czekałem jak było z żonką. Okazało się,
    że M najpierw zaprosił ja na kolacje potem poszli potańczyć a udany
    wieczór zakończyli razem w łóżku. Żona mówiła, że na początku była
    bardzo spięta ale z upływem czasu coraz bardziej się rozkręcała i
    kiedy wrócili do domu była juz gotowa na wszystko. Powiedziała, że
    było jej dobrze i że miała orgazm. Patrzyła przy tym na mnie jak
    zareaguję. ale kurcze ja nie byłem w ogóle zazdrsny wrećz przeciwnie
    czułem tylko podniecenie. Od tej pory spotykaliśmy się regularnie
    raz na tydzień, czasami raz na dwa tygodnie. W róznych
    konfiguracjach zresztą. Najbardziej lubie układ dwóch facetów +
    jedna kobieta szczególnie z moja zoną. Kochamy się wtedy z moja zona
    na przemian z M albo też bierzemy ja jednoczesnie na przykład M
    bierze ja od tyłu a żona w tym czasie zaspokaja mnie oralnie.
    Okazało się, że to doświadczenie tylko wzmocniło nasz związek i nie
    ma żadnych skutków negatywnych. Trzy miesiące temu postanowiliśmy
    poszeszyć nasz układ o trzecie bardzo fajne małżeństwo, znajomych M
    i K nazwijmy ich A i B. Stwierdzilismy jednak zgodnie, że na tym
    koniec bo zaczyna sie robić ciasno. Powiem wam tylko, że takiego
    podniecenia jak w czasie kiedy moja żona obsługiwała nas trzech nie
    miałem nigdy wczesniej i pewnie nigdy później nie będe juz miał. To
    był prezent na jej urodziny. Powiedziałem, że w prezencie dostajesz
    dzisiaj nas trzech i że zrobimy wszystko żebyś był az prezentu
    zadowolona. Oczywiście nie musze pisac, że była bardzo zadowolona.
    Chyba największa przemiana dokonała się w mojej żonie. Kiedyś to
    była cicha, skromna dziewczyna a teraz jest bardziej odwazna, pewna
    siebie, ubiera się czasem nawet wyzywająco a w czasie seksu to
    prawdziwy wulkan namiętności. Kiedy robiła to znasza trójką uwijała
    się jak kotka w marcu. Powiem wam, że gdybym miał do wyboru albo
    bzykam się z K i B ale moja zona uprawia seks tylko ze mną albo ja z
    kolei uprawiam seks tylko z zona ale ona bzyka sie z M i A to
    wybrałbym to drugie. Nawet nie wiecie jak bardzo mnie kręci kiedy
    widzę moją zone z innym a do tego widze, że jej się to podoba że
    jest jej dobrze. Cos fascynującego
    Dobra kończę bo chyba za bardzo się rozpisałem ale mam nadzieję, że
    to przeczytacie bo napisałem to żeby się pochwalić
  • 03.05.08, 14:01
    fajnie ;)
  • 03.05.08, 14:49
    No i mamy już pierwsze owoce tych "pouczających tekstów":
    blogista-ekshibicjonista-fantasmagorysta. Pewnie sie nieźle podniecił
    zamieszczając takie wyssane z chorej wyobraźni bzdury do wiadomości tysięcy
    potencjalnych czytelników.
  • 03.05.08, 15:41
    TO Są chore uklady,bez etyki,moralności i mimo zapewnien ze się PANUJE nad
    sytuacją-pogrąża się w niej.NOWE pary-nowe mięsko do dupczenia...
  • 07.05.08, 19:21
    Tak. Obrońcy moralności zawsze wiedzą lepiej.
  • 06.05.08, 00:29
    No to teraz masz pan żone kurwe (to nie inwektywa a definicja). Gratuluje
  • 07.05.08, 19:56
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 08.05.08, 00:50
    Definicja?
    Gdzież ta Twoja definicja?
    Może pomyliłeś/aś inwektywę ze słowem wniosek?
    a tak najprościej mówiąc to jest to prostacka obelga.

    Idź sprawdź czy Twoja "stara" pozmywała już po obiedzie...
    chociaż Ty pewnie nie masz "starej" bo teraz kobiety wyszły ze średniowecza i
    nie pozwalają siebie tak poniżać.
    Być może jesteś po prostu młody i widzisz tylko czarne i białe.
  • 07.05.08, 19:48
    to jest partnerstwo wlasnie - polega na szczerosci i ufnosci do
    drugiej osoby - fundamentem jest milosc- i wtedy czynnosc
    (doswiadczenie) naturalna jaka jest seks poszerza sie o boskie
    wymiary ...
    co wspaniale opisal nam kolega
  • 03.05.08, 13:40
    Świetny artykuł.
  • 03.05.08, 14:17
    Obrzydliwe... - z estetycznego i moralnego punktu widzenia. Po co taki tekst?
    Internet zniesie wszystko, ale... miejsce dla stron porno powinno być gdzie
    indziej.

    Tylko nie mydlijcie oczu jakimkolwiek "przesłaniem" bo takiego nie ma.
  • 03.05.08, 15:44
    jak to się w ogóle stało, że Ci się nasunął ten tekst, przecież Ty się takimi zboczeniami nie zajmujesz?


    --
    Koryto ergo sum
  • 03.05.08, 16:12
    Mądremu tłumaczyć nie trzeba, ale skoro się domagasz, więc widocznie tego
    potrzebujesz:

    1. Stronę gazeta.pl mam jako "home"
    2. Ten "tekst" znajdował się w rubryce artykułów polecanych
    3. Tak popularne witryny przeglądają (w tym wypadku niestety!!!) wszyscy (także
    moje dzieci)

    Gdyby to było opatrzone słowem "porno" lub "dewiacje" to z pewnością bym tam nie
    zaglądał, bo mi szkoda na to czasu. Teraz mam pewien dylemat czy dołączyć
    "gazeta.pl" do witryn niepożądanych.

  • 06.05.08, 08:04
    wszystkim bedzie lzej, wiec na co czekasz? A moze po prostu lubisz czytac wlasna
    grafomanie?
  • 07.05.08, 20:00
    juz slowa seks grupowy powinny wlaczyc twa czujnosc a ty co
    gdzie zabrnales ...
  • 03.05.08, 14:37
    Ten artykul jest tania sensacja i ma malo wspolnego z prawdziwym swingiem.
    Autor po prostu szukal taniej sensacji i prawda go nie obchodzila...
    Osoby zainteresowane prawda zapraszam na to forum:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20783
    Tam znajdziecie wypowiedzi setem par tak sie spotykajacych, i ich przezycia i watpliwosci.

    --
    "Gdy kobieta odmawia miłości, a proponuje ci przyjaźń, nie bierz tego za odmowę;
    znaczy to, że chce postępować według kolejności."
    Moliere
  • 03.05.08, 14:45
    jakie badania? przecież to opis fantazji seksualnych na poziomie taniej erotyki
    z harlequina lub gorzej i nic z tego nie wynika, tylko po co umieszczać to w
    gazecie?
  • 03.05.08, 15:19
    oj bardzo niefajny artykuł. niby temat kąsliwy ale nudy i bzdety w
    kazdym paragrafie. moze jakby zamiescic chociaz jedno zdjecie byloby
    ciekwaiej, no coz...o seksie bez seksu
  • 03.05.08, 18:21
    he, he, he.... Terat GW to "na bank" zostanie wykleta....
    --
    Latajace kaczory
  • 03.05.08, 19:32
    Marzę o prawdziwej, wielkiej miłości. O facecie, który będzie mnie
    kochał, rozmawiał ze mną, żartował, spacerował i robił kolację...
    Właśnie się zakochałam. Jest cudownym człowiekiem, i gdy po raz
    pierwszy we wtorek pocałował mnie "tak bardziej" rozaanieliłam
    się... Smutno mi bardzo, że nie będziemy nigdy razem, że niestety
    poznaliśmy się za późno i nic nie pomoże, że świetnie się rozumiemy
    bo on ma już stały związek. Z tym jest mi bardzo źle-boli. Nie mogę
    wyobrazić sobie bólu i cierpienia swingerów. Jakim trzeba być
    człowiekiem? Czego doświadczyć w życiu? Czytam ten artykuł i taki
    niesmak czuję. Nie mogę uwierzyć,że to w ogóle jest prawda.
    Widzę,że jednak wielu mieści się to w głowie. Nie potrafię dzielić
    się w taki sposób osobą, którą kocham. A może to ja taka staromodna
    jestem? Niby pytam ale nie wierzę w to. Tłumaczę sobie każdego dnia,
    że miłość ma wartość i że kiedyś uda mi się stworzyć taki fajny,
    bezpieczny związek z ukochanym. Będziemy tam tylko we dwoje.
  • 03.05.08, 23:50
    a jak całuje żonaty, to nie jes to początek zdrady , albo wchodzenie
    do trójkąta, nawet podświadomego " niech on będzie ze swoją żoną,
    byle to mnie kochał mocno"..
    dziewczyno obudz się... monogamia to piekny ideał, który ciężko
    osiągnąć , a sama wybrałaś bigamistę, który romantycznie całuje!!!
    --
    W każdym narodzie są ludzie mali, ciemni, podli, którzy boją sie
    innych, im obcych. I ze strachu albo w poczuciu cynicznego interesu
    ich atakują, szczując ludzi na ludzi...na razie oni opanowali życie
    publiczne ale to nie będzie trwać wiecznie... oby ...
  • 04.05.08, 00:01

    Pytam serio.

    I nie chodzi mi o mit romantyczny, czy o moralność - tylko o
    erotyczną miłość.

    Czy zazdrość jest nieunikniona?


    Jakie są doświadczenia ludzi?
  • 04.05.08, 22:14
    > Czy zazdrość jest nieunikniona?

    Jest tak samo naturalną rzeczą jak popęd seksualny. Występuje tylko
    wtedy jeśli się zaangażujemy uczuciowo i wali z siłą równą temu
    uczuciu.
  • 04.05.08, 22:51

    Po prostu sądzę, że to jest pogląd tyleż popularny ("Nie ma miłości
    bez zazdrości...":), co arbitralny.

    Zazdrość jest w równym stopniu modyfikowalna, co poczucie własności
    prywatnej - a więc w bardzo dużym.


    Istota zadrości bynajmniej nie jest miłość, lecz brak poczucia
    własnej wartości i brak zaufania do drugiego człowieka.

    Podejrzewam, że są nam one wdrukowywane przez wychowanie społeczne,
    po to abyśmy się nawzajem pilnowali w monogamicznych "podstawowych
    komórkach społecznych" lepiej niż mogłaby to uczynić jakakolwiek
    policja obyczajowa.

    Myślę też, że zaangażowanie uczuciowe nie jest wyłączne.

    A już na pewno nie - kiedy weźmiemy pod uwagę czas.
    (Być może ostra faza zakochania jest wyłączna. (Ale może i tu życie
    też może nas zaskoczyć!:)
  • 05.05.08, 01:19
    > Zazdrość jest w równym stopniu modyfikowalna, co poczucie
    własności
    > prywatnej - a więc w bardzo dużym.

    Zazdrość, a nie chorobliwa zazdrość występuje kiedy pojawia się ta
    trzecia osoba. Nie ma tu czego modyfikować, ktoś się wtrynia z
    własnymi genami i podrzuca kukułcze jajo, tak na to patrzy natura. W
    naszym postrzeganiu to porostu zwyczajna zdrada partnera i to na
    dodatek bolesna jak diabli, tak reaguje nasz system nerwowy.

    > Istota zadrości bynajmniej nie jest miłość, lecz brak poczucia
    > własnej wartości i brak zaufania do drugiego człowieka.

    Widzę, że nic z tego nie kapujesz, istotą zazdrości jest zdrada i
    tym
    bardziej boli im bardziej się kochało. Zdrada rozwala wszystko nie
    tylko poczcie własnej wartości. W relacjach koleżeńskich jest tak
    samo. Jak zdradza kolega to nie boli tak jakby zdradził przyjaciel.

    tak trudno to załapać? Na wojnie jest za to porostu kula w łeb.

    > Podejrzewam, że są nam one wdrukowywane przez wychowanie
    społeczne,
    > po to abyśmy się nawzajem pilnowali w monogamicznych "podstawowych
    > komórkach społecznych" lepiej niż mogłaby to uczynić jakakolwiek
    > policja obyczajowa.

    Absurd który już myślałem dawno przeszedł do lamusa. Hipisi się na
    tym
    przejechali, a mieli takie fajne pomysły. To, że zdarzają się
    kultury
    poligamiczne to nie znaczy, że jest to reguła. Kanibale też się
    zdarzają i to nieznaczny, że ludzie mają się zjadać nawzajem.
    Człowiek
    jest zwierzęciem monogamicznym z predyspozycją do zmian. Zmiany
    jednak
    nie dają tego co daje monogamia. Czy tak ciężko zrozumieć, że
    rodzice
    i dzieci potrzebują rodziny, bezpieczeństwa i zaufania? Żeby to
    sobie uświadomić nie potrzeba żadnego wychowania. Są też jednostki
    które nie
    są do tego zdolne do związku monogamicznego z różnych powodów.
    Tak się składa, że nawet w kulturach poligamicznych zazdrość ma się
    bardzo dobrze. Na dodatek nie bywa wcale tam tak wesoło jak
    się jakaś
    dwójka spinie i pojawi się osoba trzecia.

    > Myślę też, że zaangażowanie uczuciowe nie jest wyłączne.
    >
    > A już na pewno nie - kiedy weźmiemy pod uwagę czas.
    > (Być może ostra faza zakochania jest wyłączna. (Ale może i tu
    życie
    > też może nas zaskoczyć!:)

    Widocznie nie rozróżniasz pojęcia miłość, miłość i miłość. Ja też
    kocham swoich kumpli, kumpele i nie obchodzi mnie to z kim sypiają.
    Może z powodu tego, że różne uczucia traktuje się tym samym słowem a
    o
    prawdziwą miłość jest trudno wiele osób nie wie o czym mówi. Jakoś
    sobie nie wyobrażam żeby można było połączyć to, że razem z
    partnerem
    ma się dzieci, jest on najbliższym przyjacielem znającym nasze
    sekrety, inwestować we wspólną przyszłość i pozwalać na boki albo
    sex
    grupowy. Są przypadki gdzie w "wyzwolonych" małżeństwach stosowanie
    czegoś takiego kończyło się tragicznie (natychmiastowy zawał).

    Można być poligamicznym, można być z tym szczęśliwym, można się tym
    szczycić ale połączenie poligamisty z monogamistą to mieszanka
    wybuchowa z definicji. Żeby zachować równowagę wystarczy tylko tego
    przestrzegać i wszyscy będą happy.
    Monogamia daje to czego nie daje poligamia i za żadne skarby
    się tego
    nie wyrzeknę. Nie obchodzi mnie to, że jacyś pseudointelektualiści
    będą mi wytykać, że jestem zacofany. Takie uczcie które zostaje na
    całe życie, będące wręcz czymś mistycznym nie da się niczym
    zastąpić.
  • 06.05.08, 01:28
    Ja, niestety, widzę twój post jako dorabianie do obiegowych opinii
    moralnych uzasadnienia twierdzeniami fałszywymi, przypisywanymi
    biologii, okraszonymi legendami godnymi kursu nauk przedmałżeńskich
    (ta historia o zawale jest miodzio!:).

    Pozwól, że wyliczę ci kilka fikcji:

    1.> Człowiek
    > jest zwierzęciem monogamicznym [...]

    Ad.1 Zaznaczając, że biologia ewolucyjna nie dostarcza żadnych
    rozstrzygnięć co do tego, co człowiek powinien, trzeba ci
    odpowiedzieć, że to po prostu nieprawda, co piszesz.

    Człowiek, ewolucyjnie patrząc, jest poligamiczny.
    A także (o czym wielu z nas nie wie) poliandryczny. Tj. także
    kobieta jest genetycznie predysponowana do posiadania więcej niż
    jednego partnera seksualnego.


    2.
    > Zazdrość, a nie chorobliwa zazdrość występuje kiedy pojawia się ta
    > trzecia osoba. Nie ma tu czego modyfikować, ktoś się wtrynia z
    > własnymi genami i podrzuca kukułcze jajo, tak na to patrzy natura.


    Ad.2

    Zbyt antropomorficznie wyobrażamy sobie "walkę" genów i
    bezrefleksyjnie przekładamy ją na uczucia wrogości pomiędzy ich
    nosicielami.
    Tymczasem "samolubne geny" mogą "walczyć", a ich nosiciele -
    pozostawać w najlepszej komitywie.

    (Z punktu widzenia samej tylko "walki genów" wcale przecież nie jest
    oczywiste, czy powinni konkurować z powodu genów odmiennych czy też
    współpracować z powodu genów wspólnych!)

    To taka uwaga metodologiczna, by nie personifikować pojęć biologii
    ewolucyjnej (ani "matki natury":)

    Uwaga druga, już dotycząca treści: Seks u gatunku ludzkiego nie
    służy ewolucyjnie wyłącznie rozmnażaniu.

    I dlatego np. samica ludzka jest z punktu widzenia biologii
    ewolucyjnej predysponowana do pobierania materiału genetycznego od
    samców silnych i agresywnych, ale tworzenia więzi seksualno-
    emocjonalnej z samcem pokojowo usposobionym i opiekuńczym.

    Uwaga trzecia: "walka" nie jest całą treścią ewolucyjnych dziejów
    genów. Równie ważną rolę w dążeniu do przetrwania odgrywają
    rozmaitego rodzaju "sojusze" genów, a nawet niekiedy, o dziwo,
    pojawia się bezinteresowność!


    3.>zdrada partnera [...] bolesna jak diabli, tak reaguje nasz system
    >nerwowy.

    Ad.3

    Nie jest prawdą, że rzecz daje się wytłumaczyć jakimś mechanizmem
    neurologicznym.
    To, co retorycznie brzmi nieźle, z punktu widzenia nauki jest tu
    czystą fikcją.
    (No, z jakich badań czy opracowań to twierdzenie wziąłeś?:)


    4.>Czy tak ciężko zrozumieć, że
    > rodzice
    > i dzieci potrzebują rodziny, bezpieczeństwa i zaufania?


    Oczywiście.

    Ale tym środowiskiem wychowującym dzieci (ową "rodziną") bywają u
    różnych ludów najrozmaitsze konfiguracje. (Wciąż istnieją
    społeczności - a do 5000 lat temu stanowiły one całą populację
    Ziemi - które nie wiedzą, że dziecko ma ojca!!! Po prostu
    skojarzenie seksu z ciążą jest w dziejach ludzkości rzeczą zupełnie
    niedawną!:)
    I nie da się wcale powiedzieć, by zdrowie psychiczne plemienia
    wychowanego w ten sposób ustępowało w czymkolwiek zdrowiu
    psychicznemu narodów europejskich (jest chyba raczej na odwrót:)


    5.> Widzę, że nic z tego nie kapujesz, istotą zazdrości jest zdrada

    'Zdrada' (o ile nie ma być tu tylko tautologiczną nazwą poligamii)
    oznacza naruszenie czyjegoś zaufania (zwykle wiąże się ono z daną
    obietnicą, ale być może nie tylko). W szerszym sensie 'zdrada'
    oznacza skandaliczną obojętność na los człowieka w
    niebezpieczeństwie lub cierpiącego.

    Mylisz się więc. Istotą zadrości jest lęk, że staniesz się obojętny
    i zbędny dla człowieka, na którego postawiłeś jako na swoje życiowe
    schronienie emocjonalne, jeśli tylko ów człowiek zafascynuje się
    kimś innym niż tobą.

    Uważam, że źródłem tego lęku nie jest miłość, lecz właśnie brak
    miłości, tj. brak dogłębnego porozumienia i ufności pomiędzy osobami.

    Zazdrość jest tam, gdzie źródłem poczucia bezpieczeństwa nie jest
    miłość, lecz jakiś rodzaj przymusu nad drugą osobą (zobowiązanie
    moralne, wspólne mieszkanie, odpowiedzialność za dzieci), który gdy
    zniknie, stawia nas przed groźbą jej odejścia.

    Przyjrzyj się swoim uczuciom: czy zazdrość nie jest tym właśnie?

    Ja myślę, że tak.

    Dlatego uważam, że nie jest czymś wartym kultywowania ani
    nieusuwalnym.



    Jeśli zdefiniujesz sobie "prawdziwą miłość" jako definitywnie
    wyłączną, to jasne, że wszystkich zadających pytanie o wyłączność
    miłości będziesz mógł zdyskredytować jako ludzi niewiedzących, o
    czym mówią.

    Tylko że ja podejrzewam, że niekiedy w relacjach 'niewyłącznych'
    może dochodzić do równie głębokich i wartościowych przeżyć
    ("będących czymś wręcz mistycznym"), co w relacjach wyłącznych.

    A twoje pojęcie "prawdziwej miłości" ma niestety tę wadę, że służy
    uniemożliwieniu z góry dyskusji na ten temat.


    Co do hipów - wcale nie wydaje mi się, żeby aż tak poszli do
    lamusa:) Raczej chyba uniemożliwiono im prawnie propagowanie (wręcz
    okazywanie) kluczowych elementów własnego stylu życia (psychodeliki,
    a także znaczna część swobody seksualnej).

    Więc z konieczności zeszli z widoku massmediów (które z powodów
    politycznych naostatek zapodały opinii publicznej nieuczciwie
    negatywny obraz ruchu - za którego sprawą mówisz o "przejechaniu
    się" hipów).

    Niemożliwość publicznego propagowania głównych idei ruchu na pewno
    znacznie zmniejszyła liczebność hipisów.

    Ale, mniej liczni, żyją sobie nadal poza światłem medialnych
    reflektorów w jakichś wiejskich komunach, czy gdzie tam. I pewnie
    mają się dobrze:)


    Ja w każdym razie cenię ich także za ową wolność seksualną i
    podejrzewam, że raczej wzbogaca ona ich osobowość w porównaniu z
    normalnymi prawomyślnymi obywatelami, niż by ją miała zubażać.
  • 06.05.08, 14:41
    > Ja, niestety, widzę twój post jako dorabianie....

    Czy uważasz, że obiegowe opinie muszą być koniecznie złe i tylko to
    co szokujące teorie są prawdziwe? To jest właśnie absurd który dawno
    porzucono, obecnie nie szuka się sensacji ale funkcjonujących i
    spójnych teorii.

    > 1.> Człowiek
    > > jest zwierzęciem monogamicznym [...]
    >
    > Ad.1 Zaznaczając, że biologia ewolucyjna nie dostarcza żadnych
    > rozstrzygnięć co do tego,.......

    Widzę, że wycinasz co Ci pasuje do wykreowania obrazu mojej osoby.
    Pozwól, że jednak wkleję ponownie to co pisałem naprawdę, bo
    dokonujesz zafałszowania mojego tekstu.
    "Człowiek jest zwierzęciem monogamicznym z predyspozycją do zmian."
    Monogamia jest potrzebna do wychowania inteligentnego potomstwa,
    które jest delikatne. Inteligencja wiąże się z wrażliwością i
    potrzebą wygórowanego bezpieczeństwa.
    Ale człowiek jest uniwersalny więc jest zdolny do poligamii, która
    daje mu przetrwać w różnych warunkach, czyli i ona jest niezbędna.

    > Zbyt antropomorficznie wyobrażamy sobie "walkę" genów i
    > bezrefleksyjnie przekładamy ją na uczucia wrogości pomiędzy ich
    > nosicielami ......

    Zerknij co napisałem odnośnie zarzutu 1, poza tym każdy osobnik jest
    wyposażony w instynkt faworyzujący swoje geny.

    > I dlatego np. samica ludzka jest z punktu widzenia biologii
    > ewolucyjnej .......

    Co nie jest na korzyść samca o pokojowym usposobieniu, więc ma swój
    mechanizm obronny.

    > Uwaga trzecia: "walka" nie jest całą treścią ewolucyjnych dziejów
    > genów. .......

    Jak to na wojnie bywa.

    > Nie jest prawdą, że rzecz daje się wytłumaczyć jakimś mechanizmem
    > neurologicznym.......

    Mating Strategies and Partnerships in Birds, Humans, and Other
    Mammals In: Ulrich H. Reichard and Christophe Boesch, Editors,
    Cambridge University Press (2003)

    > Ale tym środowiskiem wychowującym dzieci (ową "rodziną") bywają u
    > różnych ludów ......

    Takie plemiona w których nie wiedzą skąd się biorą dzieci to
    naprawdę rzadkość.
    We większości innych panuje najczęściej monogamia pomimo, że
    wychowują dzieci wspólnie. Nawet w tych plemionach w których
    poligamia jest narzucona łącznie z seksem grupowym, dochodzi do
    tego, że łączą się w pary które często odstają od grupy.
    Na temat tego co było 5000 lat temu to mamy bardzo blade pojęcie.

    > 'Zdrada' (o ile nie ma być tu tylko tautologiczną nazwą poligamii)
    > oznacza naruszenie czyjegoś zaufania .......

    Zdrada niszczy zaufanie jak i panujące układy. Tak samo jest groźna
    w małżeństwie, handlu czy na wojnie. To zawsze ta sama zdrada.
    Osobnik tym dotknięty zostaje wywalony poza społeczeństwo jako
    pasożyt.
    Zdradzisz znajomych, oni to rozpowiedzą i wszyscy którzy się o tym
    dowiedzą nigdy się z tobą nie zaprzyjaźnią. Tak samo z "miłością",
    nikt się nie zwiąże z taką osobą, co nie oznacza, że może dalej
    funkcjonować seksualnie z podobnymi przypadkami.
    Można nawet stworzyć całe społeczeństwo gdzie nie ma "miłości" i
    powiedzieć, że oni będą żyć szczęśliwie. Pojawi się monogamista i
    będzie to koszmar dla niego. Polecam książkę "Nowy wspaniały
    świat" Aldousa Huxley'a.

    > Mylisz się więc. Istotą zadrości jest lęk, że staniesz się
    obojętny ......

    Nie mylę się, jak zainwestuje w spółkę ze znajomym a on mnie
    wyroluje to będzie dokładnie to samo. Partner nigdy nie był dal mnie
    schronieniem emocjonalnym a raczej odwrotnie. To ja daje schronienie
    i to jest to co mi daje cel w życiu. Dlatego wykorzystanie tego jest
    porostu draństwem, na takiej samej zasadzie jak wykorzystanie
    przyjaciela, czy partnera w interesach. Istotą miłości jest dawanie
    ale nie komuś kto wykorzystuje.
    Naucz się, że FASCYNACJA TO NIE MIŁOŚĆ.

    > Uważam, że źródłem tego lęku nie jest miłość, lecz właśnie brak
    > miłości, tj. brak dogłębnego porozumienia i ufności pomiędzy
    osobami.

    Jeśli partner nie daje powodów do zazdrości to jej nie powinno być.
    Nie myl chrześcijańskiej miłości a miłością dwojga partnerów. Ta
    druga ma bardzo dużo zobowiązań. Jak słyszę, że ktoś zdradza
    partnera i na dodatek mówi, że powinien go kochać, bo powinien
    zrozumieć potrzeby, to mnie krew zalewa. A co z potrzebami
    zdradzanego, co z potrzebami bycia nie zdradzanym. Po cholerę
    wchodziło się w taki układ. To najzwyczajniejsze draństwo i
    bezszczelność.

    > Zazdrość jest tam, gdzie źródłem poczucia bezpieczeństwa nie jest
    > miłość, lecz jakiś rodzaj przymusu nad drugą osobą (zobowiązanie
    > moralne, wspólne mieszkanie, odpowiedzialność za dzieci), który
    gdy
    > zniknie, stawia nas przed groźbą jej odejścia.

    Jesteś utopistą, pomimo, że ludzie się kochają to życie jest długie
    i naraża na różne pokusy. Miłość to zarazem zobowiązania i przymus
    którym są nie tylko dzieci, mieszkanie... Miłość bez zobowiązań to
    albo w raju albo w wolnych związkach w których partnerzy się sobie
    nudzą i szukają nowych. Tylko dla tych drugich miłość to porostu
    fascynacja,a dla mnie to zwykli egoiści.
    Co to za czasy, że ludzie tak histerycznie boją się jakichkolwiek
    zobowiązań. W perfidny sposób wykorzystują ludzi a później nazywają
    to miłością, na zasadzie: a żółty kolor mi się już znudził, teraz
    czerwony.
    Miłość to cholerne poświęcenie siebie, coś co egoistom przez głowę
    przejść nie może.

    > Przyjrzyj się swoim uczuciom: czy zazdrość nie jest tym właśnie?
    >
    > Ja myślę, że tak.
    >
    > Dlatego uważam, że nie jest czymś wartym kultywowania ani
    > nieusuwalnym.

    Znam siebie i to bardzo dobrze, wciąż dalej poznaje i w tym poznaniu
    zabrnąłem tak głęboko jak mało kto.
    Monogamii się nie kultywuje, to jest w nas i w świecie który nasz
    otacza jako prawo nieusuwalne. Poligamia tak samo.

    > Jeśli zdefiniujesz sobie "prawdziwą miłość" jako definitywnie
    > wyłączną, to jasne, że wszystkich zadających pytanie o wyłączność
    > miłości będziesz mógł zdyskredytować jako ludzi niewiedzących, o
    > czym mówią.

    To ty to tak zdefiniowałeś. Ja porostu należę do ludzi którzy wiedzą
    na czym polega. Są też ludzie którzy nie wiedzą co to przyjaźń.

    > Tylko że ja podejrzewam, że niekiedy w relacjach 'niewyłącznych'
    > może dochodzić do równie.....

    To już inne doznania. Polecam prostytutki z Kolumbii podobno
    potrafią dać mistyczne doznania ruchami pochwy.

    > Co do hipów - .....

    Uniemożliwianie czegokolwiek tylko napędza tego typu subkultury. Oni
    się w pary zaczęli łączyć i rozwalać w ten sposób od wewnątrz.

    > Ale, mniej liczni, żyją sobie nadal poza światłem medialnych
    > reflektorów w jakichś wiejskich komunach, czy gdzie tam. I pewnie
    > mają się dobrze:)

    Żebrzą na ulicach, a ci którzy odeszli często są milionerami.
    Przykład: zerknij dolina krzemowa, tam są jedni i drudzy.

    > Ja w każdym razie cenię ich także za ową wolność seksualną i
    > podejrzewam, że raczej wzbogaca ona ich osobowość w porównaniu z
    > normalnymi prawomyślnymi obywatelami, niż by ją miała zubażać.

    Ja też cenię sobie odmienność dopóki nie zaczyna mi szkodzić. Nie
    przeszkadza mi swoboda seksualna, dopóki nie próbuje ingerować w
    monogamię dopuszczając się tym nietolerancji i agresji.

    Wyglądasz mi na hedonistę.




  • 06.05.08, 18:50
    Obiegowe opinie są z zasady fałszem, ponieważ do prawdy o życiu,
    które jest przecież indywidualne, można dojść tylko - indywidualnie.

    Uważam, że społeczeństwo instrumentalizuje nasze życie i skłania
    nas, byśmy sami się instrumentalizowali. A czyni to poprzez
    moralistyczne stereotypy (takie jak z tym "dawaniem").


    Oraz przez piętnowanie hedonizmu.


    Otóż właśnie dokładnie "dawanie" niszczy miłość i podstawia na jej
    miejsce obowiązek. (Ważną rolę, nie ukrywam, odgrywa tu moralność
    heroiczna antyku, której odmianą jest Nowy Testament.)

    Wystarczy popatrzeć na niejedną teściową, której treścią życia jest
    właśnie owo "dawanie siebie" rodzinie. Potrafi to być doskonale bez
    zarzutu (cienia własnej przyjemności!:), obwiniające,
    bezindywidualne i toksyczne.

    Tymczasem nie ma czegoś takiego, jak powinność kochania.

    Ani też nikt nie może rościć sobie prawa do bycia przez kogoś
    kochanym.


    Miłość zdarza się - i wtedy można tylko po prostu błogosławić los.


    Jest w pewnym sensie właśnie hedonistyczna (to słowo znaczy coś
    bardzo dobrego). Choć mówię to z zastrzeżeniem, bo 'hedonizm'
    nauczono nas kojarzyć z pewnym wyrachowaniem (ale przecież
    niesłusznie, bo wyrachowanie nie jest przyjemne!:)

    Miłość może pociągać za sobą rozmaite poświęcenia, ale nie one
    stanowią jej istotę.

    Istotą miłości jest rozkosz ("rozkochanie" - sam język naprowadza
    nas na ten trop).

    Miłość to radość z czyjegoś istnienia i fascynacja jego osobowością.


    Nie ma miłości bez przyjemności ("przyjemność" - od 'przyjmować' -
    znaczy właściwie prawie tyle, co 'miłość' - tj. że ktoś jest
    nam 'miły')


    Ideologia "dawania siebie" służy społeczeństwu de facto do
    niszczenia miłości, ponieważ żywa miłość jest siłą społecznie
    wywrotową.

    Trzeba ją czym prędzej przerobić na obowiązek.


    Pojęcie "dawania" czy "dawania siebie" należy do metaforyki
    własności prywatnej i towaru.


    Zakłada (znoszony właśnie przez miłość, przynajmniej w pewnej ważnej
    sferze) podział na "moje" i "twoje".

    Tymczasem piękno nie jest żadnym "darem" ani radość - "aktem woli".

    Miłość jest poza tymi instrumentalnymi kategoriami.


    Właśnie przyjemność jest tym, co wyzwala nasze relacje z
    instrumentalności (owej "teściowej heroicznie stawiającej przed nami
    obiad":).


    Oczywiście obyczajowość swingersów nie odzwierciedla tego, o czym
    mówię.

    "Potulnie" akceptują oni swój status "egoistów" i stosownie do tego
    myślą o sobie i się zachowują.


    Ale zwróć uwagę, że głęboka rozkosz odmawia przyjęcia narzuconej
    konwencji "bezdusznego egoizmu".

    Pomimo "zgorszenia" kobiety, która przecież się "ku..ła" (tak
    uważała, a wiadomo przecież każdemu, że "ku..enie się" nie
    jest "miłością":), jeden mężczyzna się w niej ewidentnie zakochał.


    Za ewidentne wpojenie społeczne uważam też "egoistyczne" podejście
    swingersów (że niby "tutaj każdy dba tylko o własną rozkosz").


    Przecież głównym przedmiotem godnej swojego miana delektacji jest
    tak naprawdę rozkosz drugiej strony:) Seks to komunikacja ludzi
    ("nie pożąda ciał, lecz świadomości").


    Nikt, kto zna się na rzeczy, nie chce w łóżku "Matki Teresy":)


    Właśnie "egoizm" jest ze strony partnera/partnerki najbardziej
    altruistyczny (tj. życzliwy, afirmujący cię). Nieprawdaż?


    Dlatego sądzę, że miłość właśnie JEST FASCYNACJĄ.


    Moralizatroskie rozróżnienie na "egoizm" i "altruizm" się do niej
    nie stosuje.

    A takoż - chrześcijańskie pojęcie "daru".


    (Kiedy kobieta, w której jesteś zakochany, przyjmuje od ciebie
    kwiaty - jesteś "obdarowującym", czy "obdarowanym"?)



  • 07.05.08, 11:58
    > Obiegowe opinie są z zasady fałszem, ponieważ do prawdy o życiu,
    > które jest przecież indywidualne, można dojść tylko -
    indywidualnie.

    To zwykła głupota przyjmować, że to co obiegowe od razu musi być
    fałszywe. Na podstawie takiego stwierdzenia można zapomnieć o
    jakiejkolwiek dyskusji, bo jeśli się przekona do czegoś większość to
    stanie się to "obiegowe" i fałszywe. Robisz z siebie tym
    "indywidualistę na siłę".

    Negujesz porostu potrzeby ludzkie, na tej samej zasadzie negowano
    potrzebę seksu grupowego. Zdarzają się takie osobniki, jest to jak
    najbardziej naturalne. Natomiast atak na to jak żyje i żyła
    większość ludzi jest porostu hipokryzją nowego myślenia. Chociaż tak
    naprawdę to idea antyczna.

    Spotkałem się wiele razy z tego typu myśleniem i najczęściej byli to
    ludzie pokrzywdzeni przez własne rodziny. Dlatego na podstawie
    indukcji mogę przypuszczać, że taż masz złe doświadczenia z
    dzieciństwa, co nie wyklucza, że mogę się mylić.

    Co do miłość w sensie jak to przedstawiają chrześcijanie, wiąże
    się z umiejętnością dawania i poświęcenia samego siebie. Nie jest to
    filozofia trywialna i wiele osób w tym duchownych nie potrafi tego
    pojąć. Buddyści chociaż wyszli z innego punktu wniosek mają taki
    sam. Wszystko sprowadza się do tego, że jesteśmy społeczeństwem i
    pojmować je powinniśmy jako jedność. Nie rób drugiemu co tobie nie
    miłe bo wszyscy jesteśmy jednym, tym samym szkodzisz samemu sobie.
    Jeżeli ta prosta forma wydaje Ci się obiegowa, to mogę to
    poprzekładać cycatymi, nazwiskami i pojęciami słownikowymi żebyś
    uznał, że to ma jakiś głębszy sens. Dandyści bez tego nie potrafią
    nic załapać.

    > Otóż właśnie dokładnie "dawanie" niszczy miłość i podstawia na jej
    > miejsce obowiązek. (Ważną rolę, nie ukrywam, odgrywa tu moralność
    > heroiczna antyku, której odmianą jest Nowy Testament.)

    Widocznie nie rozumiesz czym jest dawanie, a co wiele osób pojmuje
    bez większego problemu, wręcz intuicyjnie. Przykłady które
    przytoczyłeś związane są z pasożytnictwem (przykład teściowej),
    którego należy unikać. Dawanie samo w sobie jest przyjemnością,
    uszczęśliwianie tych których się kocha jest dużo przyjemniejsze i
    wznioślejsze niż uszczęśliwianie samego siebie. Kiedyś lubiłem
    dostawać prezenty na gwiazdkę i martwiło mnie to, że jak dorosnę to
    już tak nie będzie. Teraz mam o wiele większą frajdę z ich
    kupowania, ale gdybym robił to dla kogoś kto okazało by się, że mnie
    wykorzystuje to był by to duży cios.

    W związku dwojga ludzi, który nie polega tylko na fascynacji, są oni
    jednością i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie
    postrzegają siebie jako ja to ja, tylko ja to my. Wielu ludzi nie
    stać na coś takiego i nigdy tego nie zrozumieją. Nie pisz mi tylko,
    że to tylko ja rozumiem, bo tyle literatury stoi za mną, że nigdy
    tego nie zliczę. Negowanie tego obiegowego poglądu to porostu
    przejaw negacji wszystkiego co tyczy się społeczeństwa i schodzenie
    byle jakich opinii negujących te poglądy. Takie osoby są porostu
    dekadentami topiącymi swoje frustracje w nurtach stworzonych przez
    im podobnych. Tylko te nurty są tak nielogiczne, tchną taką
    hipokryzją i niespójnością, że sprawia mi wielką frajdę wytykanie
    tym zarozumialcom dziur w ich przemyśleniach.

    > Za ewidentne wpojenie społeczne uważam też "egoistyczne" podejście
    > swingersów (że niby "tutaj każdy dba tylko o własną rozkosz").
    >
    >
    > Przecież głównym przedmiotem godnej swojego miana delektacji jest
    > tak naprawdę rozkosz drugiej strony:) Seks to komunikacja ludzi
    > ("nie pożąda ciał, lecz świadomości").

    Tylko, że oni uprawiają seks dla seksu, a tym samym
    eliminują inną część samego siebie jakim jest miłość partnerska.
    Gdyby spróbowali połączyć te dwie rzeczy zaowocowało by to ogromnym
    bólem. Dlatego stanowią oni odrębną część społeczności. Jeśli
    istnieje miłość pomiędzy nimi to na zasadzie miłości do przyjaciela
    + fascynacja seksualna. Miłość gdzie partner staje się częścią mnie
    po to żeby żyć razem (nie znaczy to wcale mieszkać), mieć dzieci i
    rodzinę (chociaż te dwie ostatnie opcje nie są konieczne) jest
    wykluczona. Gdyby narzuć taki standard społeczeństwu spowodowało by
    to rozpadem społeczności. Dzieci które by się rodziły traktowano by
    na takiej samej zasadzie jak się traktuje partnera "fajny bobasek
    był, ale za dużo kupy robił więc go oddałam". Z powodu takiego
    postępowania coraz więcej osób popadało by w myślenie typu ja i
    tylko ja. Jak sobie wyobrażasz świat stworzony z samych egoistów -
    hedonistów? Każdy chce wykorzystać każdego. Główny czynnik rozpadu
    społeczności by się wzmógł do tego stopnia, że zaowocowało by to na
    pewno jakąś katastrofą.

    Istnieje też druga grupa ludzi uprawiający seks grupowy. Mam
    przyjaciela który robi coś takiego. On naprawdę nie może się z nikim
    związać z powodu przeżyć i rozczarowań. Dla niego to jedyny sposób
    na zaspokojenie swoich potrzeb, co robi z niego człowieka
    szczęśliwego i wiecznie uśmiechniętego. To naprawdę wspaniały
    człowiek, ale on nigdy tak nie chciał żyć.

    > Pomimo "zgorszenia" kobiety, która przecież się "ku..ła" (tak
    > uważała, a wiadomo przecież każdemu, że "ku..enie się" nie
    > jest "miłością":), jeden mężczyzna się w niej ewidentnie zakochał.

    Ja nie uważam, że to jest zgorszeniem. Dzięki takim kobietą mój
    przyjaciel jest szczęśliwy. Zakochać się w takiej można i to
    najczęściej dobrze się nie kończy, a jeśli się kończy dobrze to ona
    przestaje taka być.

    > Moralizatroskie rozróżnienie na "egoizm" i "altruizm" się do niej
    > nie stosuje.
    >
    > A takoż - chrześcijańskie pojęcie "daru".

    Daruj sobie takie górnolotne i pogardliwe teksty, widocznie dla
    Ciebie chrześcijaństwo to wizja księdza Rydzyka. Wszędzie jest pełno
    kretynów ale to nie znaczy, że można jechać w ten sposób na
    tą filozofię posiadającą tyle interpretacji. Jej główny fundament
    oparty na miłości jest jednym z najsilniejszych jej atutów i nie
    widziałem żadnego tekstu który by zdołał to podważyć.
    Co najwyżej można wyznawać egoizm.

    > Miłość może pociągać za sobą rozmaite poświęcenia, ale nie one
    > stanowią jej istotę.

    Nie ma sytuacji wymagającej poświęcenia, a jest miłość. Przecież to
    oczywiste? Chodzi o gotowość na poświęcenie, im większe tym większa
    miłość. Dlatego w romansidłach bohater dokonuje cudów, żeby
    zdobyć ukochaną, ale widoczne ten poziom też dla Ciebie za wysoki.

    > (Kiedy kobieta, w której jesteś zakochany, przyjmuje od ciebie
    > kwiaty - jesteś "obdarowującym", czy "obdarowanym"?)

    Ja mam frajdę z dawania i brania. Szluga żebrakowi też lubię dać, a
    nawet dołożę na tanie wino, bo wtedy wiem, że ten człowiek chociaż
    przez chwilę będzie szczęśliwy w swoim parszywym życiu. To co od
    niego dostaje w zamian to śmierdzący oddech. I nie czuję
    się wykorzystany. Potrafisz to pojąć?

    > Dlatego sądzę, że miłość właśnie JEST FASCYNACJĄ.

    Ja tak myślałem jak miałem dziewczynę w wieku 6 lat. Później urosła,
    zmieniła się i przestała mi się podobać. Ty widzę dalej tak
    postrzegasz świat.
  • 07.05.08, 16:34

    Ludzie wychowani w ten sposób, że za wszelką cenę chcą nie
    być "egoistami" i ta motywacja kieruje nimi w życiu - okazują się
    niezdolni do zachwytu i życia nim.

    Czyli właśnie - do miłości.


    Nie chcesz rozumieć tego, o czym mówię, więc znajdujesz fikcyjne
    interpretacje przykładu takiego człowieka: wspomnianej "teściowej".

    Nie jest ona żadnym "pasożytem". Aleś wymyślił!:)

    Przeciwnie, jest maksymalnie "produktywna", "pożyteczna" i "nie
    oglądająca się na wlasne przyjemności".

    "Ona by dla dobra rodziny wszystko!"

    I to jest prawda.

    Tylko, że to jej "dobro rodziny" nie ma wiele wspólnego z
    rzeczywistymi ludźmi.

    choć to pewnie wszystko przez ich "egoizm", bo nie rozumieją ani
    swojego prawdziwego dobra, ani jej nieustannej samoofiary;-)



    No, a już te próby "pokręconego", by wejść w pozycję
    paternalistyczną wobec rozmówcy ("niedojrzałość!") są, wybacz,
    zabawne:)



  • 07.05.08, 18:21
    Wręcz przeciwnie, ludzie którzy żyją w ten sposób się spełniają
    wszystkie swoje wewnętrzne potrzeby. To właśnie ci którzy uważają,
    że skakanie z kwiatka na kwiatek to miłość gubią część siebie.
    Napisz w takim razie co to jest dla Ciebie miłość, a ja napiszę jak
    ja to widzę i zobaczysz czego brakuje.

    Co do teściowej to przeczysz sobie. Najpierw piszesz, że jest
    toksyczna a później, że jest pożyteczna. Skoro piszesz, że nie ma
    ona w takim działaniu "cienia własnej przyjemności" to znaczy, że
    rodzina na niej pasożytuje. Zgadza się?

    Sam nie potrafisz wniknąć w to co napisałem, pomimo iż odnoszę się
    zawsze do całego tekstu który piszesz. Wygląda na to, że widzisz
    stereotyp rodziny na wzór giertychowskiej. Co to za urazy do takiego
    życia, tylko wolność, przyjemność i żadnych zobowiązań. Ciekawe jak
    się poczujesz jak będziesz mieć kłopoty? Co zrobisz jak partnerka Ci
    powie "co ty masz do zaoferowania", albo "znajdź sobie dobrą pracę
    to pogadamy". Powie, że cię kochała ale teraz się zmieniłeś i
    dowidzenia.
  • 08.05.08, 03:30
    Fajnie, bronicie swoich tez i w kontekście własnej osoby obaj macie rację.
    Żadne z Was drugiego nie przekona, zrozumcie - nie ma takiej potrzeby :)
    Pozdrawiam.
  • 08.05.08, 15:26
    Ja widzę taką potrzebę. Mas-media promują poligamię jako coś co jest
    zgodne z naturą człowieka, a monogamię jako przymus narzucony
    kulturowo. Nie odpuszczę ignorantom którzy tak
    przedstawiają monogamię, kiedyś na tej samej zasadzie ganiono
    poligamię.
    Obaj nie możemy mieć racji, to nie opis moich potrzeb, ale wspólnych
    elementów natury ludzkiej.

    Reszta wypowiedzi tutaj:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=79052750&a=79307917
  • 08.05.08, 15:35
    "According to the Ethnographic Atlas Codebook, of the 1231 societies noted, 186 were monogamous. 453 had occasional polygyny, 588 had more frequent polygyny, and 4 had polyandry.[5]"

    To tyle jeżeli chodzi o twoje twierdzenie, że monogamia jest naturalna. Jak się okazuje w większości kultur występowała poligamia.

    --
    celibat jest dewiacją! nie występuje w przyrodzie! zakazać dewiantom w sukienkach nauczania naszych dzieci!
  • 08.05.08, 17:36
    Tak to jest jak się wyrywkowo wkleja teksty z wikipedi.
    453 - czasami poligamiczne, np. wódź plemienia ma kilka żon. To i tak
    wielożeństwo się zalicza trwałych związków.
    588 - częstsza poligamia. np. u Indian Ameryki Południowej, gdy
    są młodzi to często się wymieniają partnerami ale jak znajdą odpowiedniego to są razem do końca życia.
    4 - poliandryczne, to ciekawe, bo wychodzi na to, że to mężczyźni
    są odpowiedzialni za poligamię.

    Czytasz między wierszami i nie umiesz interpretować danych statystycznych. Nigdzie nie pisałem, że niema poligamii ani, że jest
    nienaturalna.
  • 09.05.08, 15:26
    > Czytasz między wierszami i nie umiesz interpretować danych statystycznych. Nigd
    > zie nie pisałem, że niema poligamii ani, że jest
    > nienaturalna.

    ale się spieniłeś. nawiasem mówiąc to "czytam między wierszami" czy "nie umiem interpretować danych"? zdecyduj się. to co starałem ci się pokazać to fakt, że zdecydowana większość dotychczas istniejących społeczeństw żyła w jakichś formach poligamii (czyli nie 1+1 od początku razem do końca życia) - w monogamii żyło może 15% wszystkich społeczeństw.

    "Studies have shown that human sexual behavior does not generally fit neatly within structures imposed by societies or religions, with masturbation being almost universal, and pre-marital sex, serial monogamy, adultery, paraphilia and homosexual and bisexual behavior being far more common than these societies are willing to acknowledge. Many societies which aggressively regulate sexual behavior tend to have high levels of hidden child sexual abuse or spousal abuse,[1] the public discussion of which is taboo in polite society. This behavior has been documented in Greenland, and Victorian England."

    A o to jest powód, dla którego konserwatyści powinni dać ludziom wolną rękę w wyborze tego jak chcą żyć. Regulacje społeczne zwiększają zachowania niepożądane.

    PS. Nie rozumiem do końca dlaczego wszelkie formy poligamii, czy też poliamoryzmu, starasz się utożsamiać z hipisowską 'wolną miłością'. A co to ma do rzeczy? Myślisz, że przykładowo 2 pary angażujące się regularnie w seks grupowy mają coś wspólnego z szerzeniem pokoju i jakichś innych wyidealizowanych bzdur?

    --
    celibat jest dewiacją! nie występuje w przyrodzie! zakazać dewiantom w sukienkach nauczania naszych dzieci!
  • 09.05.08, 17:49
    > nawiasem mówiąc to "czytam między wierszami" czy "nie umiem
    > interpretować danych"?

    Obydwie rzeczy wynikają z tego samego, że ktoś widzi to co chce
    widzieć.

    > to co starałem ci się pokazać to fakt, że
    > zdecydowana większość dotychczas istniejących społeczeństw żyła w
    jakichś forma
    > ch poligamii (czyli nie 1+1 od początku razem do końca życia) - w
    monogamii żył
    > o może 15% wszystkich społeczeństw.

    Widzę, że też robisz oszacowania pi x oko. Nawet jeśli zakładamy, że wielożeństwo to jest po to żeby być ze sobą do końca. Większość
    społeczeństw jak nie wszystkie mają jakąś formę poligamii. Zależy
    tylko co się przez to rozumie i skąd się ona bierze. Ale tego typu
    analiza widzę Ci nie pasi.

    > "Studies have ....."

    Po co to wkleiłeś? Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy z ciemnej
    strony natury ludzkiej? Ci którzy się seksualnie lubią wyżyć też tak
    często zachowują. To wynik złych warunków życia, gdzie takie
    osobniki w jakiś sposób próbują sobie coś zrekompensować, a nie
    wynik niezaspokojonych popędów.

    > A o to jest powód, dla którego konserwatyści powinni dać ludziom
    wolną rękę w w
    > yborze tego jak chcą żyć. Regulacje społeczne zwiększają
    zachowania niepożądane
    > .

    Naprawdę nie czytasz tego co piszę. Ja nie wykluczyłam poligamii,
    dla niektórych to jedyny sposób na życie bo inaczej nie mogą. Ja porostu stawiam monogamię nad poligamią. Tak jak w społeczeństwie
    istnieje homoseksualizm tak istnieje poligamia. Tylko na homoseksualizmie społeczeństwa się nie zbuduje. Pisanie, że
    poligamia jest dla człowieka prawidłowa a monogamia to wytwór
    kultury i religii jest absurdem. Dla mnie poligamia jest wynikiem
    problemów i po to natura nas do niej przystosowała.

    > PS. Nie rozumiem do końca dlaczego wszelkie formy poligamii, czy
    też poliamoryz
    > mu, starasz się utożsamiać z hipisowską 'wolną miłością'. A co to
    ma do rzeczy?
    > Myślisz, że przykładowo 2 pary angażujące się regularnie w seks
    grupowy mają c
    > oś wspólnego z szerzeniem pokoju i jakichś innych wyidealizowanych
    bzdur?

    Nie utożsamiam, to tylko jeden z przykładów, gdzie "wolna miłość"
    była jednym z czynników który doprowadził do rozpadu tej subkultury.

  • 08.05.08, 15:39
    media mediami... to co ja widze w moim srodowisku to przywiazywanie
    najwiekszej wagi do monogamicznego zwiazku na pokaz
    media wcale nie narzucaja poligami, sa obrazem spoleczenstwa
    w moim wlasnym zyciu wiedze jednak, ze monogami jest do niczego i
    mysle, ze gdyby nie bylo tych wszystkich malzenstw, to wszystkim
    byloby lepiej, sama chce realizowac poligamiczny ideal, ale nie jest
    latwo...
  • 08.05.08, 17:41
    Społeczeństwa oparte na wolnych związkach i braku wyższych relacji
    między partnerami porostu się szybciej rozpadają. To utopia,
    wyeliminowanie małżeństwa. Dlatego powinno się kreować pozytywną wizję
    monogamii, a poligamię traktować jako naturalne odstępstwo od zasady.
    Takie myślenie anty-monogamiczne często występuje u ludzi pochodzących
    z patologicznych rodzin i często ci ludzie nie potrafią żyć w związku,
    nie potrafią nikomu zaufać i im nie można ufać.
  • 06.05.08, 18:40
    "Smutno mi bardzo, że nie będziemy nigdy razem, że niestety
    > poznaliśmy się za późno i nic nie pomoże, że świetnie się rozumiemy
    > bo on ma już stały związek."

    Kto kto zdradził raz, zdradzi ponownie. Będzie robił kolacje innej,
    żartował z nią o Tobie, chodził z nią na spacery przed twoim domem, no
    i będzie się z nią kochał mówiąc "z tobą było mi najlepiej".
    Co ty na to? Po co inwestujesz swoje pragnienia w niego?
  • 04.05.08, 12:06
    Ja bardzo chetnie:))
  • 04.05.08, 17:53
    Ciesze sie ze i Gazeta i Drzyzga zajmuja sie patologia. Ona jest
    wszedzie,ale ludnosco tym nie wie. Nich wie, ze sa dzieci
    psychopatow,ktore AZ TAK bija sie odzrzucenia, ze seks odlaczaja od
    uczuc. Inna sprawa, ze psychopaci plci obojga z definicji NIC nie
    czuja oprocz zlosci. Brawo Gazeta. Koniec art.tlumaczy, ze
    bohaterowie sa ...ofiarami. SA,sa i beda.Drzyzga -
    przesadza,zapraszajac pacjentow. To niby rozmowy, ale Drzyzga nie
    psychiatra, prawda???
  • 05.05.08, 15:36
    Za szybkie wnioski czasem odsłaniają ignorancję. Przyczyny
    uprawiania seksu z wieloma partnerami są różne i nie da się ich
    podciągnąć pod zapluwanie się określeniami "psychopaci" i "patologia"


    --
    Jesteś pan zbiorem molekuł
  • 05.05.08, 10:57
    Zboczeństwo sięga zenitu – czego jeszcze potrzeba żeby nastąpił
    koniec świata?
  • 07.05.08, 20:14
    asteroidy
  • 05.05.08, 11:30
    całe społeczeństwo, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jest codziennie
    ru..e w dupę, a oburza się na ludzi, którzy ru..ą się świadomie. pfffff
  • 05.05.08, 14:44
    No to może teraz Wielcy Panowie Redaktorzy i Wielkie Panie
    Redaktorki z Gazety Wyborczej, gazety.pl i TokFM poswingują między
    sobą tak dla przykładu i zrobią fotoreportaż z orgietki przy
    Czerskiej, by uświadomić ciemnemu ludowi jak bawią się oświeceni i
    wyzwolenie Europejczycy...
  • 05.05.08, 22:57
    To jest porostu obrzydliwe. Sprowadzono wszystko do wstąpienia do klozetu za
    potrzebą. A potem kobiety się skarżą na brak szacunku, klozet szanować....
    Gdy oddzieli się akt płciowy od tzw. uczuć wyższych to skutkiem są takie właśnie
    zachowania. Coś co powinno być intymnym przeżyciem staje się mechaniczną
    czynnością. Gdyby człowiek mógł dotykać guzika aparatury przeżywać rozkosz
    seksualną, trudno byłoby go od twej aparatury oderwać. I to są te zachowania...
    U mężczyzn musi następować po pewna przerwa, mogą wówczas oprzytomnieć. No nie
    wszyscy. żal mi tych ludzi, choć budzą obrzydzenie, szczególnie kobiety.
    Zachowania kloaczne dadzą bardzo smutne skutki...
  • 06.05.08, 12:24
    No terz sobie znalezli temat do rozwazań i żeby się chwalic!! To jak z tym
    profesorem od masturbacji w innym artykule, niektórzy niby tacy madrzy,
    naukowcy, dziennikarze, rporterzy a neipoważni. Ciekaw jestem co niby ma z
    takiego artykułu alboz tamtej takiej ksiązki wynikać, jakie maja byc kozyści? Co
    ona komu pomoże? Że będzie więcej zboczeń?!!
  • 06.05.08, 12:53
    zaraz, to rzeczx ktora robi 90% ludzi ma byc zboczeniem, mowie tu teraz oo
    onanizmie bo chyba tez masz cos do tamtego wywiadu? o czym my tuo mowimy? juz
    zreszta pisalem o tym w dyskusji na temat badan dureksa, ze nie mozna sie
    uszukiwac ze my wszyscy tacy swieci. zreszta jesli nikomu nie dzieje sie krzywda
    to co ma byc w tym zlego, hm? przeciez to normalne. tak samo jak z tymi
    swingersami, dobrze sie bawia, to niech maja
  • 06.05.08, 19:13
    to prawda, tylko kto to głośno powie?! może nie straszy się już dzieci tym, że
    oślepną od masturbacji, ale i tak wpaja się, że to grzech śmiertelny, ech...
    nie mówię, żeby teraz głośno zachwalać zalety seksu w 20 osób, ale do diabła nie
    demonizujmy
  • 06.05.08, 20:30
    wlanie ze sie straszy, sam znam takie przypadki!!! to jest chore, to trzeba
    jakos uzdrowic. jak w tym programie ktory zalinkowal ktos przy innej dyskusji
    www.opzs.pl/konkurs/
  • 06.05.08, 21:05
    „Nie potępiajcie masturbacji, przecież to seks z kimś, kogo kochacie najbardziej
    na świecie” – Woody Allen, mistrz :) ; a z tym konkursem i czy całym programem
    to dobra opcja, prawda? Ignorancję trzeba zwalczać edukacją :]
  • 06.05.08, 22:58
    :D:D:D doskonale ujęte, hahahahahaah, ten allen znaczy się :P
  • 06.05.08, 23:21
    moze ten program przemowi komus do rozsadku, ze seks to nie jest cos za co
    trzeba robic rachunek sumienia tylko po prostu fajna ale i wazna sprawa…i tak
    jak sie, nie przymirzajac dba o zeby, to warto i zadbac o to, ech
  • 08.05.08, 01:27
    blotobulek napisał:

    > to co ma byc w tym zlego, hm? przeciez to normalne. tak samo jak z
    tymi
    > swingersami, dobrze sie bawia, to niech maja

    To jak z gansterami, tez sie dobrze bawia.

    Potem ich trza trzymac w wiezieniu, leczyc po awanturach, zajac sie
    rodzina, etc.

    Tzn. jak jest fajnie to ich prywatna sprawa, a jak kuku to do tzw.
    spoleczenstwa "ratunku".
  • 08.05.08, 10:27
    ale o co ci chodzi? jak uznają, że mają jakieś problemy to pójdą do
    psychoterapeuty, któremu zapłacą z własnej kieszeni. z tymi gangsterami to
    nietrafione porównanie, bo nie widzę gdzie swingersi mają być trzymani w
    więzieniu, leczeni po awanturach czy cokolwiek innego co mieściłoby się w
    kategorii 'do społeczeństwa "ratunku"'
  • 06.05.08, 14:27
    Afery Prawa jest artykuł: REWOLUCYJNY ŻYD – czyli kto kontroluje światowy
    przemysł pornograficzny - radzę poczytać.
  • 06.05.08, 19:07

    Gazeta Wyborcza raz za razem ratuje nas kraj przed zakusami
    psychopatów na władzę i jak Mojżesz swój niesforny lud - prowadzi
    nasz kraj do świata zachodnioeuropejskiego.


    A pornografia - przynajmniej ta naprawdę piękna - przywraca wiarę w
    człowieka.
  • 06.05.08, 17:21
    Widać, że GAZETA szuka tylko sposobu, żeby przyciągnąć publikę.
    Pisać byle co, aby tylko bezmyślna masa czytała - jednego dnia o
    grupach kopulujących homo sapiens, drugiego o dzieleniu szczątków
    Papieża. Myślę, że GAZETĘ stać na powrót do odpowiedniego poziomu i
    utrzymanie go.
  • 07.05.08, 22:44
    Nie byłabym tego taka pewna ;) Ten seksualno-kościelno-sensacyjny
    trend trwa już od dosyć dawna...
  • 08.05.08, 01:20
    wwlmarek napisała:

    >Myślę, że GAZETĘ stać na powrót do odpowiedniego poziomu i
    > utrzymanie go.

    Taz ta wypluj te slowa (i mysli).
    Nie ot idzie, poziom, tez cos.
    (Plastelina predzej - chlopie.)
  • 06.05.08, 22:13
    Wiem jak zrobic bombe i zabic setki ludzi ,wiem duzo o markotykach
    ale ich nie biore ,znam dobrze religie chociaz jestem
    ateista ,lubialbym seks grupowy ale nigdy go nie bede uprawial aby
    nie zabic uczuc .Amen
  • 07.05.08, 18:03
    Ona robi mostek, on pod nią włazi.
  • 08.05.08, 01:22
    zigzaur napisał:

    > Ona robi mostek, on pod nią włazi.
    Szycko juz bylo.
    Francole kladli sie brzuchach w hamaku...
  • 07.05.08, 18:04
    A dobrze niech sie pieprzą ile wlezie, niech sobie nie zaluja^^ Na pewno musi
    byc fajnie - mi tez sie takie cos marzy:P
  • 07.05.08, 18:11
    tak tak. Rżnijmy się na okrągło. Wybiórcza patronuje, więc nie może
    być w tym nic złego.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • 08.05.08, 01:14
    losiu4 napisał:

    > tak tak. Rżnijmy się na okrągło. Wybiórcza patronuje, więc nie
    może
    > być w tym nic złego.
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Losiu


    Redaktorzy tlumacza wlasnie na hibriu i posla do licznych gazet.
    (O, zdaje sie nie trza tlumaczyc, jest oryginal.)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.