Komentarze do artykułu

Badania terenowe nad seksem grupowym

To może zastąpić ci wojnę, rewolucję, wielką miłość. Czy jest niebezpieczne? Pewnie

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Badania terenowe nad seksem grupowym Dodaj do ulubionych

  • 01.05.08, 21:55

    !
    Zaawansowany formularz
    • 02.05.08, 04:12
      Tylko dla tych co szukają mocnych wrażeń.

      Rozumiem skok na spadochronie, bunji, chwila emocji, pełne gacie, i do domu,
      spokój.
      Ale żeby umierać długo, w cierpieniach na choroby weneryczne? To chyba tylko dla
      tych co mają zakodowany pęd samodestrukcji.
      • 02.05.08, 17:34

        Ale wiesz, że to jest próba zmiany tematu?:)

        • 03.05.08, 14:33
          Co jest interesującego w opisywaniu zboczeń, perwersji i innych zachowań dalece
          odbiegających od normy? Chcemy zaszokować, wzbudzić zainteresowanie czy
          obrzydzenie? Ja odczuwam tylko to ostatnie.
          • 04.05.08, 00:02
            Wprowadzmy obowiązek drukowania w gazetach tylko bożych
            przypowieści. Książeczki do nabożeństwa maja proste przesłanie,
            modletiwniki....
            no i trzeba cenzurować biblie, bo tam o cudzołożnicach, sodomie i
            gomorze..

            O życiu ludzi dowiadujmy się pokontnie z magla...
            Gazeta ma za zadanie informować, a nie umoralniać.

            mentalność Polaków bywa oszałąmiajaca.
            Nie mówmy o tym - to tego napewno nie ma.
            Niezdolność do dyskusji jest jak w sekcie fanatycznych dewotek, nikt
            nie może mieć innego zdania i stylu życia.

            Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć, albo
            przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).


            --
            W każdym narodzie są ludzie mali, ciemni, podli, którzy boją sie
            innych, im obcych. I ze strachu albo w poczuciu cynicznego interesu
            ich atakują, szczując ludzi na ludzi...na razie oni opanowali życie
            publiczne ale to nie będzie trwać wiecznie... oby ...
            • 04.05.08, 22:11
              Dyskutować powinno się o wszystkim.

              > Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć, albo
              > przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).

              A co jeśli tacy ludzie zaczynają narzucać swój styl życia? A co jeśli
              zaczną się dostawiać do czyjegoś partnera, próbując go namówić na tego
              typu zachowanie? Wielu z nich wcale nie jest osobami uprawiającymi
              seks w swojej grupie i bardzo często dostawiają się do wszystkich
              którzy im wpadną w oko. Co z dziećmi które bardzo ulegają w wpływom?
              Jak one sobie ułożą życie widząc takie przykłady?

              Nie ma możliwości zaistnienia głębokiego uczucia w związku ludzi
              którzy żyją tak jak to jest opisane w artykule. To było by sprzeczne
              samo w sobie. Co z ludźmi którzy szukają partnera którego chcą kochać
              i szanować całe życie, a inni zaczynają go do czegoś takiego namawiać?
              Wiele z opisanych tam osób jest w życiu osobistym prawdopodobnie
              bardzo nieszczęśliwa i żadna nie jest w głębokim związku uczuciowym.

              To przykład tandety seksualnej zabijającej wszelkie głębsze uczucia.
              Czy naprawdę chcemy tego żeby to było przedstawione jako coś
              normalnego?

              Jak każdy dorosły człowiek mają prawo żyć jak chcą, ale ja mam takie
              samo prawo na komentowanie tego zachowania.
              • 04.05.08, 23:06

                pokrecony_oliver napisał:
                > To przykład tandety seksualnej zabijającej wszelkie głębsze
                > uczucia.


                Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny związek
                w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś głębszego
                niż przeżycie erotyczne, doświadczone tak intensywnie, że (jak to
                ujęła jedna z bohaterek artykułu) "czujesz, że przestajesz istnieć".


                Może jest na odwrót?...



                (Życzę ci takiej "tandety" - ze ślubną małżonką:)


                • 05.05.08, 01:47
                  > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
                  związek
                  > w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
                  głębszego
                  > niż przeżycie erotyczne, doświadczone tak intensywnie, że (jak to
                  > ujęła jedna z bohaterek artykułu) "czujesz, że przestajesz
                  istnieć".
                  >
                  >
                  > Może jest na odwrót?...
                  >
                  >
                  >
                  > (Życzę ci takiej "tandety" - ze ślubną małżonką:)

                  Nawet nie wiesz co tracisz. Sex to inna partia mózgu. Jak człowiek
                  jest zakochany to mu na początku związku nawet nie staje i nie myśli
                  o seksie, piękno drugiej osoby tak potrafi onieśmielić. Dla miłości
                  dałbym się nawet wykastrować. Miłość może być pozbawiona seksu
                  chociaż brzmi to absurdalnie i powinno być sprzeczne. Jak jest
                  miłość i seks to już niczego więcej nie trzeba. Wszystkie inne wizje
                  raju niech się schowają.
                  A ty tutaj kity i obrazki z plakatów LPR wciskasz (definicji każdy
                  dozgonny, monogamiczny związek w trudzie chowający liczne
                  potomstwo).

                  Co do samego seksu to pomyśl jeszcze inaczej, heteroseksualny chłop
                  zostaje marynarzem i wypływa w długi rejs gdzie dobierają się do
                  niego inni marynarze. Po pewnym czasie zmieni mu się orientacja pod
                  wpływem ciągłego powielania pewnych bodźców.
                  Skoro potrafią zajść takie zmiany to tym bardziej w związku gdzie
                  partnerzy są sobie wierni. Więc co zrobisz jak ślubna najbardziej
                  podnieca.
                  Dla takiej osoby ktoś kto się szczyci wieloma partnerkami to zwykły niedojda budujący tym własne ego.
                  • 05.05.08, 18:21
                    Myślę,że kierujesz sią w ocenie zjawiska obawami,które wcale tak
                    nie funkcjonują.Nikt nie staje się rozpustny jak szuka bliskości z
                    kimś kogo kocha,chyba śe czyni to dla tego kogoś.Lepiej by było
                    odbyć terapią,jeżeli partner ma problemy w naiązaniu bliskości.Nie
                    sądzę by jakiś heteroseksualny męższczyzna stał sią homoseksualny
                    bo akurat nie ma kobiet.Najczęściej to wymówka dla własnej
                    biseksualności,która jest zjawiskiem o wiele częstszym niż się to
                    ogólnie sądzi.ogólnie jest tak,śe dobrego knajpa nie
                    zdemoralizuje,a złego i kościół nie naprawi.Pozwólmy każdemu żyć
                    jak ma na to ochotę jak długo nie krzywdzi innych,ale nie w sensie
                    niespełnionych oczekiwań,tylko w sensie naruszania
                    prawa.Nakazywanie dorosłym ludziom jak mają żyć,to trochę
                    uzurpatorskie,jakim prawem właściwie?.Moja własna moralność nie
                    może być wyznacznikiem dla kogoś innego,to by było już
                    zawładnięcie.Można postawić jako warunek istnienia relacji,ale
                    tylko w tym przypadku jest to usprawiedliwione.
                    • 05.05.08, 19:07
                      Ja się zupełnie z tym zgadzam.
                      Co do hetero-seksualności to do tej pory znajduje rozbieżne opinie. To
                      co napisałem to tylko przykład dla zilustrowania fenomenu w jakim jest
                      nabywanie upodobań.
                      Jedynie czego się obawiam to wizji na wzór z książki "Nowy wspaniały
                      świat" Aldousa Huxley'a gdzie chęć posiadania partnera monogamicznego
                      było wykroczeniem.
                      Nie chciał bym żeby tego typu zachowania były dawane za wzór dla
                      dzieci, a osoby mocno broniące tego typu potrzeby ku temu zmierzają.
                      To samo robią media.
                • 07.05.08, 18:34
                  nick3 napisał:

                  > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
                  > związek w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
                  > głębszego niż przeżycie erotyczne

                  nie wiem... może dlatego, że dzięki m.in. temu nasz gatunek
                  zaistniał i podbił (mam nadzieję) świat? sa inne pomysły? czy też
                  będzie się ciupciało, jak tylko feromony zapachą w rytm
                  postenpowyhhhh mendiuffff promujących rżnięcie się byle jak i z byle
                  kim? zauważmy, że to gorsze niż u zwierząt: samice zazyczaj
                  wybieraja najlepszego, nie byle kogo, kto się napatoczy.

                  Pozdrawiam

                  Losiu
                  • 07.05.08, 19:44
                    piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie jest. Podążając
                    tym tokiem myślenia tylko poprawiając twój błąd: ten sam gatunek podbijający
                    inne gatunki i "rules" cały świat pewnie dlatego jest właśnie taki bo jest
                    bigamiczny a nie mono.
                    • 08.05.08, 07:09
                      klonpvv napisał:

                      > piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie
                      > jest.

                      nie jest. Podobnie jak rak i grypa które istniały "od zawsze".

                      > Podążając tym tokiem myślenia tylko poprawiając twój błąd: ten sam
                      > gatunek podbijający inne gatunki

                      nie "podbijający gatunki" a moszczący sobie wygodne życie. Po to
                      m.in. ma się mózg pod czachą.

                      > i "rules" cały świat pewnie dlatego jest właśnie taki bo jest
                      > bigamiczny a nie mono.

                      róznie bywa w różnych gatunkach. Czemu mam się upodobnić do jakiegoś
                      innego gatunku?

                      Pozdrawiam

                      Losiu
                      • 08.05.08, 18:21
                        1. nick3 napisał:

                        > Nie wiem, dlaczego z definicji każdy dozgonny, monogamiczny
                        > związek w trudzie chowający liczne potomstwo musi uchodzić za coś
                        > głębszego niż przeżycie erotyczne

                        2. losiu4 napisał

                        nie wiem... może dlatego, że dzięki m.in. temu nasz gatunek
                        zaistniał i podbił (mam nadzieję) świat?

                        3. klonpvv napisał

                        piszesz jakby bigamia była wytworem współczesnego świata, a nie jest.

                        4. losiu4 napisał

                        nie jest. Podobnie jak rak i grypa które istniały "od zawsze".


                        Ten sposób rozumowania nasuwa mi jedną myśl: natura daje i odbiera. Poza tym
                        przenosisz tylko dyskusję/argumenty na inny grunt. Tak się składa, że najgorszą
                        wszą na tym świecie jest sam człowiek, który niszczy fizycznie świat wokół
                        siebie. Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
                        jedyne dobro.
                        Jedyne dobro nigdy nie będzie istniało, dlatego pozostaje mi pozdrowić
                        bohaterów artykułu. Mimo tego, że się może czasami źle się z tym wszystkim
                        czują, to nie ich wina. To sprawka zassofanych zaściankofffffych
                        konserfffffatystófffff. Dlatego takich nie z powodu, iż nie dopuszczają nawet do
                        myśli seksu w grupie, tylko nie dopuszczają do myśli istnienia odmienności bądź
                        indywidualności, która chce to robić.
                        Konserwatyzm takiego pokroju uważam za rak, który toczy społeczeństwo.
                        • 09.05.08, 07:42
                          klonpvv napisał:

                          > Ten sposób rozumowania nasuwa mi jedną myśl: natura daje i
                          > odbiera.

                          zgadza się. A my po to od Boga dostaliśmy większą ilość szarej
                          substancji pod czachą, by sobie z przeciwnościami natury radzić i
                          urządzić się najlepiej jak umiemy.

                          > Poza tym przenosisz tylko dyskusję/argumenty na inny grunt.

                          temat szeroki jest :)

                          > Tak się składa, że najgorszą
                          > wszą na tym świecie jest sam człowiek, który niszczy fizycznie
                          > świat wokół siebie.

                          etam, fizycznie niszczy wszystko (no może nie wszystko, tak jak i
                          my nie wszystko, bo to byłaby megalomania) wokół siebie _każdy_
                          gatunek, bo chce żyć i żre. My mamy nieco większe możliwości, to
                          fakt.

                          > Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
                          > jedyne dobro.

                          no popatrz: wypisz - wymaluj politpoprawność. Spróbuj coś
                          powiedzieć "pod prąd", od strzała w wybiórczej czy u innych
                          postempofcufff określą Cię faszysta, ksenofobem czy innym homofobem,
                          a jak to nie pomoże, to ustrzelą Cię bronią masowej zagłady: jesteś
                          antysemitą.

                          > Jedyne dobro nigdy nie będzie istniało, dlatego pozostaje mi
                          > pozdrowić bohaterów artykułu.

                          postmodernistów et consortes ośmieszył już bodajże Sokal. Nie daj
                          się wpuścić w kanał ;)

                          > To sprawka zassofanych zaściankofffffych
                          > konserfffffatystófffff. Dlatego takich nie z powodu, iż nie
                          > dopuszczają nawet do myśli seksu w grupie,

                          a to już zależy o co Ci chodzi. Jeśli mówisz że nie dopuszczają do
                          myśli tego, że sami nie dopuściliby do myśli tego, że wzięliby
                          udział w takiej zabawie - masz rację. Jeśli twierdzisz natomiast, że
                          nie dopuszczają do myśli istnienia seksu grupowego - to się mylisz,
                          co i po naszej dyskusji widać ;)

                          > Konserwatyzm takiego pokroju uważam za rak, który toczy
                          > społeczeństwo.

                          a ja wręcz przeciwnie: rakiem jest politpoprawność. Na zmiany się
                          zgadzam, o ile mi się spodobają. Moje prawo i nic nikomu do tego.

                          Pozdrawiam

                          Losiu

                          PS. Z dedykacją dla postępowca, którym wydajesz się być: wiersz
                          Majakowskiego

                          WŁODZIMIERZ ILJICZ LENIN

                          Słowa nasze, nawet co ważniejsze słowo
                          ściera się w użyciu, jak ubiór, co sparciał.
                          Chcę, by zajaśniało na nowo
                          najdostojniejsze ze słów - partia.
                          Jednostka! Co komu po niej?!
                          Jednostki głosik cieńszy od pisku.
                          Do kogo dojdzie? - ledwie do żony!
                          I to, jeżeli pochyli się blisko.
                          Partia - to głosów jeden poryw -
                          zbity z bezliku cichych i cienkich,
                          pękają od nich wrogów zapory,
                          jak w huku armat w uszach bębenki.
                          Źle człowiekowi, kiedy sam jest.
                          Biada samemu, nic nie zwojuje -
                          byle dryblas w pól go przełamie,
                          i nawet słabsi, ale we dwoje.
                          A gdy się w partię zejdziemy w walce -
                          to padnij, wrogu, leż i pamiętaj.
                          Partia - to ręka milionopalca,
                          w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta.
                          Jednostka - zerem, jednostka - bzdurą,
                          sama - nie ruszy pięciocalowej kłody,
                          choćby i wielką była figurą,
                          cóż dopiero podnieść dom pięciopiętrowy.
                          Partia - to barki milionów ludzi
                          ciasno do siebie przypartych -
                          podźwigniem gmachy, do nieba podrzucim,
                          napiąwszy mięśnie i oddech w partii.
                          Partia - to stos pacierzowy klasy robotniczej.
                          Partia - to nieśmiertelność naszej sprawy.
                          Partia - to jedno, co mnie nie zdradzi.
                          Dziś jam subiektem, a jutro ścieram cesarstwa z mapy.
                          Mózg klasy, sprawa klasy, siła klasy, chluba klasy -
                          oto czym jest partia.
                          Partia i Lenin - bliźnięta-bracia -
                          kogo bardziej matka-historia ceni?
                          Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,
                          mówimy - partia, a w domyśle - Lenin.

                          (...)

                          Już czas. O Leninie zaczynam poemat.
                          Nie dlatego, że ból nasz zmalał,
                          czas, bo dziś już ogarnąć możemy
                          wielkość gryzącego nas żalu.
                          Czasie! Hasła Lenina: znowu rozwichrzaj!
                          Czy w łez mamy tonąć bajorze?
                          Lenin i dziś od wszystkich żywych żywszy.
                          Nasza wiedza, siła i oręż.


                          do tego w ełrosojuzie będziemy dążyć
                          • 09.05.08, 19:01
                            No i w sumie zawsze to samo.... koło się zamyka, już mogę zacząć odpowiadać
                            twoimi stwierdzeniami. Albo kompromis albo wojna, bo kto by poszedł swoją ścieżką ;)

                            1
                            A.
                            >> Ponadto psychicznie innych; próbuje umoralniać i naciskać pokazując
                            >> jedyne dobro.

                            B.
                            >no popatrz: wypisz - wymaluj politpoprawność. Spróbuj coś
                            >powiedzieć "pod prąd", od strzała w wybiórczej czy u innych
                            >postempofcufff określą Cię faszysta, ksenofobem czy innym homofobem,
                            >a jak to nie pomoże, to ustrzelą Cię bronią masowej zagłady: jesteś
                            >antysemitą.
                            C.
                            >>czy też
                            >>będzie się ciupciało, jak tylko feromony zapachą w rytm
                            >>postenpowyhhhh mendiuffff promujących rżnięcie się byle jak i z >>byle kim?

                            promują? chyba masz na myśli, że mają być poprawni politycznie i nic nie pisać?
                            konserffffatysta :) klerykał :)


                            >zgadza się. A my po to od Boga dostaliśmy większą ilość szarej
                            >substancji pod czachą, by sobie z przeciwnościami natury radzić i
                            >urządzić się najlepiej jak umiemy.

                            i radzimy myślę, chociażby czasem z hipokryzją a czasem z moralistami itp i
                            urządzamy się najlepiej jak umiemy, nie patrząc przez ramię na tych co tak nie
                            umieją

                            a i jeszcze to
                            >samice zazyczaj
                            >wybieraja najlepszego, nie byle kogo, kto się napatoczy.
                            musimy więc wrócić do ery kości łupanej na głowach, gdzie najsilniejszy był
                            najlepszy, dzisiaj to zbyt skomplikowane aby sprawdzić kto najlepszy. Tak więc
                            sprawdzać trzeba dużo, w ten sposób tworzą się nowe zachowania vide ↕

                            >wokół siebie _każdy_
                            >gatunek, bo chce żyć i żre. My mamy nieco większe możliwości, to
                            >fakt.
                            czyli konsumpcja - taka czy inna - zwał jak zwał, każda przyjemność to
                            konsumpcja, w dawaniu czy braniu

                            >a to już zależy o co Ci chodzi. Jeśli mówisz że nie dopuszczają do
                            >myśli tego, że sami nie dopuściliby do myśli tego, że wzięliby
                            >udział w takiej zabawie - masz rację. Jeśli twierdzisz natomiast, że
                            >nie dopuszczają do myśli istnienia seksu grupowego - to się mylisz,
                            >co i po naszej dyskusji widać ;)
                            czasem coś się wpuszcza do głowy na taką chwilę aby zdążył się wytrawić
                            kontrargument, niechęć.
                            Zakładam że rasiści też dopuszczają do myśli istnienie innych kolorów, ale tylko
                            po to aby podjąć działania. Na zasadzie cel, pal.

                            "Polipoprawność" to chyba jakieś nowe słowo, którego nie znam, wrzucające do
                            worka wszystko "nie z tego świata" "mojego świata". Takie słowo wytrych. Jeszcze
                            niedawno podobne słowo oznaczało specjalne traktowanie mniejszości. W ten
                            sposób, że dawało im ono ZDECYDOWANiE uprzywilejowane traktowanie w stosunku do
                            większości [na pewne przywileje można się zgodzić aby zbalansować społeczną
                            niesprawiedliwość].
                            Poza tym "polipoprawni" [jeśli przyjąć tą nomenklaturę], to także ludzie, którzy
                            jak pewnie wiesz mają swoje prawa - równe twojemu - i nic nikomu do ich praw. A
                            jak czytasz o ICH zmianach, tzn że oni już je zaakceptowali.

                            Pozdrafffiam
                        • 09.05.08, 07:43
              • 08.05.08, 03:07
                Sodomia i Gomoria! Oczywiscie gdzie ten artykul? No w Gaziecie u
                Michnika!
            • 05.05.08, 15:52
              > Proponuję szanować życie innych ludzi i próbować zrozumieć,
              > albo przynajmniej tolerować (nie mylić z akceptacją).

              Niby co mam tolerować? To że jakiś babsztyl bzyka się z kim może, łapie pewnie
              jakiegoś HIVa lub HCV wcześniej czy później, oczywiście o tym sama nie wie, bo
              się nie bada i załóżmy, że całkiem przypadkiem, nie wiedząc o sobie, chodzimy do
              tego samego dentysty. Wcale tego nie toleruję i kompletnie mi to nie odpowiada
              • 07.05.08, 19:16
                Nikogo nie obchodzi co Tobie odpowiada. Ich życie, ich sprawa. Nie Twoja. A dentyści dezynfekują narzędzia w wysokiej temperaturze po każdym pacjencie (przynajmniej ci poważni, jak Twój tego nie robi to zmień na normalnego).
                • 08.05.08, 03:10
                  po pierwasze jaki normalny facet mógłby narazic swoja partnerke na to by 5
                  obcych facetów poznanych w barze mogło zrobic z nią i z nim na co im przyjdzie
                  ochota.to sciema albo jakis wyjatkowo chory zwiazek. jesli taka propozycje
                  dostali niektórzy ostrzejsi ludzie ,ona mogłabyc bita gwałcona miałaby taka
                  jazde ze nie wyszłaby od psychologa do konca zycia z rozerwanm odbytem pochwą ,a
                  chłopak pobity do nieprzytomnosci lezałby w koncie swego mieszkania
                  przerobionego na melinę. dlatego to bzdura,bo nikt normalny nie odwazyłby sie na
                  takie niebezpieczenstwo. po drugie dziwne ze ta laska nie skonczyła w burdelu do
                  którego bardzo łatwo mogła trafic szukajac partnerów przez ogłoszenia, zresztą
                  narazona była na to samo co parka a nawet no cos gorszego.mogłaby bardzo łatwo
                  zostac uwieziona i sprzedana,karmiona dragami a oporów jak widzimy nie miała
                  jesli chodzi o perwerke, musiałabyc chyba bardzo brzytka ze jej taki los nie
                  spotkał.a handel zywym towarem to nie zabawa.w ogole dz\iwne ze ich nie
                  okradziono conajmniej do tej pory. dlatego wg mnie ten artykół to sciema wyssana
                  z palca,bo jak zyje nikt normalny nie narazałby sie na takie niebezpieczenstwo
                  szczególnie w naszym kraju
              • 07.05.08, 19:17
                jedyne wyjscie - przed kazda wizyta dezynfekowac dentyste - a
                przede wszystkim strasznie dbac o zeby - jak najwiecej
                wapna ...
                • 07.05.08, 20:53
                  szczerze mowiac dla mnie to cos nade wszystko plytkie i zwierzece,
                  nic tylko zaspokojenie takiej potrzeby jak jedzenie i picie, tyle,
                  ze chodzi o seks... jednak toleruje to, ze ktos nie panuje nad
                  wlasnym cialem i instynktem, ktory bierze gore nad rozumem. Coż ja
                  moze naleze do tych szczesliwcow, ktorzy oddaja sie fantazja
                  wylacznie z jednym, ukochanym partnerem, wtedy to ma prawdziwy urok
                  i magie, a zycie prawdziwy glebszy sens. Jednak to moje zdanie.

                  Z drugiej strony, to lepsze niz kontakt z prostytutka, bo tak samo
                  mocno upodlaja sie obie strony. I to tez moje zdanie :)
                  • 07.05.08, 23:53
                    Ci ludzie sa jacyś chorzy. Uprawiają seks jak jakieś psy!
                    • 08.05.08, 17:53
                      Nie pisze na temat książek, których nie czytałem.

                      Ale dlaczego ludzie, którzy już nie mogą, nigdy nie mogli lub nigdy nikt by z
                      nimi tego nie zrobił, zachowują się jak wściekłe psy?
            • 05.05.08, 15:58
              Chyba nie widzisz różnicy pomiędzy tym, że Biblia opisując różne
              grzechy je potępia a GW jest co najwyżej neutralna? Taki przykład:
              List do Galatów 5,19-21: "Skutki ulegania ciału są ewidentne:
              niemoralność i nieczystość seksualna, wyuzdanie, 20 czczenie różnych
              bożków, praktyki okultystyczne, wrogie nastawienie, chęć spierania
              się, zazdrość, wzburzenie, egoistyczne ambicje, dążenie do niezgody,
              rozłamy, 21 zawiść, nadużywanie alkoholu, dzikie imprezy i inne tego
              typu zachowania. Przypominam wam, jak to już wcześniej mówiłem: ci,
              którzy tak żyją, królestwa Bożego nie odziedziczą."
              A co jest napisane dalej? 5,22-24 "Natomiast owocem działania Ducha
              Świętego jest miłość, radość, wewnętrzny pokój, cierpliwość,
              uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie. Takim
              postępowaniem nie łamie się Prawa. 24 Ci, którzy należą do
              Chrystusa, przybili do Jego krzyża swe grzeszne ciało wraz z jego
              skłonnościami i pożądaniami."
              • 05.05.08, 23:58

                Łatwo zauważyć (jeśli się chce:), że Paweł podobnie jak i inni
                autorzy Nowego Testamentu, reprezentuje moralność pewnych kręgów
                swojej epoki, która na dodatek z naszego punktu widzenia jest w
                wielu miejscach moralnością wątpliwą.

                Czy dla człowieka znającego sposób powstania ksiąg zebranych później
                w "Biblię" jest możliwe uczciwe uznanie ich za
                niekwestionowalne "opinie Boga"?

                (Oczywiście jasne jest, że "Bóg", jakiego zrodziła tradycja
                hebrajska, raczej nie ma upodobania w seksie zbiorowym:)

                Ale chyba równie jasne jest, że jest to postać mitologiczna, będąca
                upostaciowaniem mentalności ludu, który go stworzył.)

                Doprawdy nie musimy potępiać rozmaitych praktyk seksualnych tylko
                dlatego, że stanowiły one archaiczne tabu (toevah, "obrzydliwość")
                dla pewnego pasterskiego plemienia 2500 lat temu.

                Nasze poczucie ich "nieczystości" bierze się tylko z wychowania
                bedącego dziedzictwem tej tradycji.

                A nie z samej ich natury.

                W nich samych nie ma żadnej racjonalnie zrozumiałej nieetyczności.

                (Tak przynajmniej uważam osobiście.)
                • 07.05.08, 14:19
                  "Doprawdy nie musimy potępiać rozmaitych praktyk seksualnych tylko
                  dlatego, że stanowiły one archaiczne tabu (toevah, "obrzydliwość")
                  dla pewnego pasterskiego plemienia 2500 lat temu." - zadziwiające,
                  jesteś co najmniej trzecią osobą, która podkreśla to: "pasterskie
                  plemię 2500 lat temu" - przepraszam, w czym oni byli gorsi od nas?
                  Nie mieli kompów, komórek i samochodów, więc ich moralność już dla
                  nas jest przestarzała? Człowiek nie zmienił się przez 2000 lat nic a
                  nic - przeczytaj sobie choć Mateusza 19 rozdział, gdzie faryzeusze i
                  uczniowie Jezusa zresztą też, chcieli "wymusić" od Chrystusa
                  stwierdzenie "rozwód jest OK". Ale właściwie może nie mam racji.
                  Dzisiaj nasze wspaniałe, zachodnie, spogańszczone społeczeństwo
                  Jezusa by nie zapytało, czy rozwód jest OK. Dzisiaj by zapytało,
                  czy "swinging" jest OK.
                  • 07.05.08, 16:11
                    zuq1 napisał:
                    > przepraszam, w czym oni byli gorsi od nas?


                    Wierzyli, że ich Bóg nakazuje im eksterminować całe plemiona
                    (łącznie z kobietami, dziećmi, a nawet zwierzętami)
                    (klątwa 'cherem') i relacje o takich poleceniach "Boga" zapisali w
                    swoich pismach.


                    zuq1 napisał:
                    > Człowiek nie zmienił się przez 2000 lat

                    Konserwatywna demagogia. Zmienił się i to bardzo (bynajmniej nie
                    tylko jego stan posiadania i umiejetności technicznych).


                    Co do rozwodu w NT:

                    a) Uwaga wstępna: zdumiewająco duży procent relacji Nowego
                    Testamentu o działaniach i słowach Jezusa jest fikcyjny. Ewangelie
                    nie są relacją faktów.


                    b) z tego, co rekonstruujemy, Jezus nie był rygorystą moralnym (w
                    samym Nowym Testamencie wielokrotnie oskarża kapłanów i
                    moralizatorów, nigdy natomiast nie krytykuje
                    jakiegokolwiek "grzesznika". Przeciwnie - "z grzesznikami jada" (co
                    w owym czasie miało wymowę jeszcze mocniejszą niż dziś pijanie
                    Michnika z Urbanem!)

                    c) realny Jezus mógł krytykować rozwody, ale prawdopodobnie zupełnie
                    nie ze względów moralistycznych, lecz z empatii i szacunku wobec
                    kobiet. Rozwód w owych czasach zostawiał je na zupełnym lodzie.



                    Wydaje się, że Jezus był przeciwnikiem instytucjonalnego małżeństwa
                    w ogóle (odrzucał przysięgi, wielokrotnie deprecjonował wagę więzi
                    rodzinnych).

                    Co myślał (o ile naprawdę istniał!) musimy rekonstruować. Ewangelie
                    są manifestem grecko-rzymskiego chrystianizmu, religii pochodzącej
                    od Pawła, nie od Jezusa. I wkładają w usta Jezusa wartości wyznawców
                    tej religii.

                    Które są często wartościami ówczesnego rzymskiego rygoryzmu
                    moralnego.



                    Co do pytania "co jest OK":

                    Jest to pytanie właściwe osobom niesamodzielnym wewnętrznie,
                    wychowywanym w autorytaryzmie religijnym, takim, jakich większość
                    miał na przeciwko siebie Jezus - za sprawą ich religii jahwistycznej.

                    Takie mu pytania zadawano, więc na takie odpowiadał.

                    Wydaje się jednak, że ci wszyscy spragnieni ocalenia swoich dusz za
                    wszelką cenę - trochę go momentami nudzili... :)


                    Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)


                    (Pewne szczegóły, które przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo
                    moralizatorskiego nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać.


                    Zwróć, skądinąd, uwagę, że prawie cały temat seksualności Jezusa
                    jest w Nowym Testamencie praktycznie ocenzurowany!)


                    A "nasze wspaniałe, zachodnie spogańszczone społeczeństwo" jest, jak
                    na mój gust, jedną z najlepszych rzeczy, jakie dotychczas udało się
                    stworzyć ludzkości.


                    Na pewno o niebo lepsze od tego, co przez stulecia fundowali nam w
                    Europie wyznawcy "Dobrej Nowiny"!


                    Gdyby naprawdę ci się nie podobało, wybrałbyś inne.


                    Więc nie mów rzeczy nieszczerych.


                    Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet nieco
                    ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią.

                    A kamieniowanie - tak. (także - a może zwłaszcza - kiedy powołuje
                    się na Boga)
                    • 07.05.08, 16:36
                      "Konserwatywna demagogia. Zmienił się i to bardzo (bynajmniej nie
                      tylko jego stan posiadania i umiejetności technicznych)." - a
                      konkretnie?
                      "b) z tego, co rekonstruujemy, Jezus nie był rygorystą moralnym (w
                      samym Nowym Testamencie wielokrotnie oskarża kapłanów i
                      moralizatorów, nigdy natomiast nie krytykuje
                      jakiegokolwiek "grzesznika". Przeciwnie - "z grzesznikami jada" (co
                      w owym czasie miało wymowę jeszcze mocniejszą niż dziś pijanie
                      Michnika z Urbanem!)" - oskarża za hipokryzję, jada z grzesznikami,
                      gdyż słuchają Go i chcą zejść z drogi grzechu. Czy widzisz różnicę
                      między (fałszywą) religijnością a pobożnością? To zasadnicza różnica.
                      "c) realny Jezus mógł krytykować rozwody, ale prawdopodobnie
                      zupełnie nie ze względów moralistycznych, lecz z empatii i szacunku
                      wobec kobiet. Rozwód w owych czasach zostawiał je na zupełnym
                      lodzie." - "realny Jezus", he, he dobre. A skąd wiesz jaki był
                      naprawdę, skoro ewangelie rzekomo nie mówią prawdy?
                      "Wydaje się, że Jezus był przeciwnikiem instytucjonalnego małżeństwa
                      w ogóle (odrzucał przysięgi, wielokrotnie deprecjonował wagę więzi
                      rodzinnych)." - polecam Ew. Jana 4 oraz 8, Mateusza 19. To prawda,
                      deprecjonował więzi rodzinne w aspekcie wiary. Stąd np. związek
                      osoby wierzącej z niewierzącą jest sporym ryzykiem.
                      "Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)(Pewne szczegóły, które
                      przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo moralizatorskiego
                      nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać."- i tu poproszę o
                      konkrety.
                      "Na pewno o niebo lepsze od tego, co przez stulecia fundowali nam w
                      Europie wyznawcy "Dobrej Nowiny"! Gdyby naprawdę ci się nie
                      podobało, wybrałbyś inne. Więc nie mów rzeczy nieszczerych." - to
                      jakiś żart. Nie muszę emigrować do getta lub odcinać się w inny
                      sposób od świata, aby nie być "uczestnikiem ich grzechów".
                      "Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet nieco
                      ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią." zbrodnią nie, ale grzechem-
                      tak.
                      "A kamieniowanie - tak. (także - a może zwłaszcza - kiedy powołuje
                      się na Boga)" - zgadzam się. Tak samo np. jak zaszlachtowanie w 2007
                      roku niemieckiego misjonarza w Turcji za głoszenie Dobrej Nowiny
                      muzułmanom.



                      >

                      • 07.05.08, 18:23
                        > Zmienił się i to bardzo.

                        Jak?

                        Ano chocby tak, że dziś nawet fundamentalista religijny
                        (Europejczyk) na słowa:

                        > "A kamieniowanie - tak [jest zbrodnią]. (także - a może zwłaszcza -
                        kiedy powołuje
                        > się na Boga)"

                        odpowiada:

                        > zgadzam się.

                        Jeszcze 400 lat temu, w Europie, w której oficjalną ideologią
                        panującą było dążenie do heroicznej miłości do Chrystusa (i wielu
                        ludzi w tym kierunku dążyło nieprawdopodobnie ofiarnie) - nie było
                        człowieka, który by stanowczo uważał, że palenie ludzi żywcem za
                        poglądy religijne jest złem!!!

                        Pierwsi, którzy wygłosili taką opinię, pojawili się bodaj w Polsce:)

                        (i wywołali tym ogromne oburzenie po wszystkich strona barykad
                        wyznaniowych - opinię polskiego króla kaznodzieje zwalczających się
                        wyznań całej Europy przypisywali inspiracji szatana:)



                        Mógłbym wyliczać liczne inne ogromne przemiany człowieka (i to, jak
                        widzisz, w niedużym czasie), ale pomyśl sam.



                        > "realny Jezus", he, he dobre.



                        Może i "dobre":)

                        Ale prawdziwe:)))


                        Jezus Ewangelii jest postacią w gruncie rzeczy literacką.

                        Zadziwiająco luźno osnutą na rzeczywistym pierwowzorze.



                        > jada z grzesznikami,
                        > gdyż słuchają Go i chcą zejść z drogi grzechu.


                        To oficjalna interpretacja chrześcijańska.

                        Nawet jednak same Ewangelie nie pozostawiają żadnych śladów, by
                        Jezus tym, z którymi "jadał", prawił jakieś kazania czy sprowadzał
                        kogokolwiek na drogę cnoty.


                        Oczywiście, ortodoksja chrześcijańska, która jest w dużym stopniu
                        mentalnością "faryzejską" (kapłańską), próbuje w ten sposób
                        interpretować pewne wypowiedzi Jezusa (tego ewangelicznego -
                        jedynego, do jakiego mamy bezpośredni dostęp).


                        Przykładem jest właśnie twoja interpretacja rozmowy Jezusa z
                        Samarytanką.


                        "Miałaś pięciu mężów, a ten, którego teraz masz nie jest twoim
                        mężem."

                        Prawda, że brzmi jakby to mówił całkiem nam znajomy ton
                        kaznodziejski?:)))


                        Tyle że chodzi w tym tekście o coś zupełnie innego niż o "karcenie
                        rozpustnej niewiasty".


                        Nawet tego Jezusa, którego mamy (ewangelicznego), właściwie
                        kompletnie nie rozumiemy, bo sens jego wypowiedzi widzimy przez
                        kompletnie zniekształcające okulary tradycji (zadziwiająco też wielu
                        z nich całkiem po prostu nie rozumiemy i nie próbujemy ich sensu
                        dociekać, lub ufamy pierwszej lepszej interpretacji księżowskiej)



                        > Nie muszę emigrować do getta


                        I za to bądź bezbożnym eurosodomitom wdzięczny. Bo patrząc na dzieje
                        społeczeństw jest to doprawdy luksus.

                        Zwłaszcza, że rozmaici "sodomici" nie mieli w świecie rządzonym
                        przez wyznawców "Dobrej Nowiny" tak dobrze.

                        Palono ich żywcem.

                        Przyczyniła się do tego religia (wcześniej ich nie palono).


                        > "Wiele wskazuje na to, że mógł lubić seks:)(Pewne szczegóły, które
                        > przemyciły się do tekstu Ewangelii, pomimo moralizatorskiego
                        > nastawienia jej autorów, mogą na to wskazywać."- i tu poproszę o
                        > konkrety.


                        Trzeba by solidnego wstępu historyczno-kulturowego, byś zobaczył tło
                        różnych dziwnych fragmentów Nowego Testamentu.


                        Podam tylko jeden drobny przykład "grzesznica" w domu
                        Szymona 'całowała stopy' Jezusa i wycierała je 'rozpuszczonymi
                        włosami'.


                        Otóż "całowanie stóp" to jest w ówczesnym hebrajskim ewidentny
                        eufemizm na seks (Żydzi byli pruderyjni).

                        Zaś rozpuszczone włosy kobiety mają w całym świecie semickim sens
                        seksualny, by nie rzec obsceniczny.

                        Stąd obowiązek nakrywania głów tak w świecie islamu, jak i u Pawła.



                        Czy to znaczy, że uczta w domu faryzeusza Szymona była orgią
                        swingersów?:)

                        Nie.

                        Raczej jest wątpliwe nawet czy tekst ewangeliczny ma tu intencję, by
                        czytelnik (uswiadomiony i by tak rzec 'wtajemniczony') widział w
                        niej zdarzenie rzeczywiste, czy symbol.


                        Takich szczegółów jest w NT bardzo dużo.


                        Ale oczywiście w oczach czytelnika literalistycznego całośc stosunku
                        jezusa do seksualności sprowadza się do tego, że Jezus zaleca
                        rzymską suchą cnotę monogamiczną, sam zaś jest istota doskonale
                        bezpłciową, a wszelkie najmniejsze drgnienie seksualności w
                        człowieku poczytuje za moralnie równoważne z cudzołóstwem (Kazanie
                        na Górze).

                        Za dobry wzór dla swoich uczniów ewangeliczny Jezus stawia kastrację
                        (można interpretować "duchowo" jako celibat:)

                        "Był w pełni człowiekiem.";-)



                        W odpowiedzi na:
                        > "Seks (także ten nieskoszarowany w małżeństwo i niekiedy nawet
                        nieco
                        > ekscentryczny:) nie jest żadną zbrodnią."

                        zuq1 napisał:
                        >zbrodnią nie, ale grzechem-
                        > tak.


                        Nie mówi się "grzech" tylko "grzych"!:)
                        • 07.05.08, 19:33
                          Jezus byl i jest fantastyczna postacja - daleka jednak od tej
                          jaka jest powierzchownie postrzegana przez swiadomych lub
                          nieswiadomych rygorystow religijnych.
                          mowi sie grzych - ale seks nie jest ani grzechem ani grzychem-
                          to czynnosc naturalna - i calkowicie neutralna jesli dzieje
                          sie za swiadoma zgoda stron ...
                          • 08.05.08, 11:13
                            Ze zdumieniem czytam niektóre wypowiedzi internautów, którzy nie
                            znając Biblii w stopniu nawet dostatecznym, autorytatywnie
                            stwierdzają, że:
                            1. Jezus nie istniał, albo
                            2. Jezus istniał, ale był zupełnie inny i głosił coś zupełnie innego
                            albo
                            3. Bóg dał takie a takie przykazania, ale tylko Izaraelowi albo
                            4. te przykazania dzisiaj nie obowiązują albo
                            5. te przykazania obowiązują, ale na pewno nie mnie
                            itd. itp.
                            • 08.05.08, 13:58


                              Kochany, już wkrótce zmiękniecie, jak wreszcie i do szerszej
                              świadomości dojdzie elementarna wiedza o współczesnym stanie badań
                              nad powstaniem Nowego Testamentu oraz o realnej postaci Jezusa.


                              I wtedy takie spojrzenie jak moje przestanie być "ewidentnie
                              niepoważne" zaś twoje - "po prostu serio traktujące Biblię";-)


                              Nauczanie chrześcijańskie w typie ortodoksyjnym jest dziś możliwe
                              tylko i wyłącznie za sprawą ignorowania lub fałszywego
                              przedstawiania współczesnego stanu wiedzy.


                              Żeby sprawę obrazowo przybliżyć: apologetyka chrześcijańska jest
                              zajęciem mniej więcej w tym stopniu rzetelnym, co twoje twierdzenie
                              o mnie:

                              > wypowiedzi internautów, którzy nie
                              > znając Biblii w stopniu nawet dostatecznym


                              Znam Biblię.


                              Nie doskonale.

                              Ale w stopniu na tyle dobrym, by wiedzieć o niej wiele ważnych
                              rzeczy, których nawet nie przeczuwają fundamentaliści, którzy śpią z
                              nią pod poduszką, rzucają na wyrywki numerami wersetów i myślą, że
                              nic już nie może zaskoczyć ich światopoglądu.


                              Tak jak ty bez żenady wygłaszasz bezpodstawne (i błędne) sądy o
                              stanie mojej wiedzy, tak apologeci ortodoksji chrześcijańskiej bez
                              żenady wygłaszają bezpodstawne (i błędne) sądy o wynikach badań nad
                              Nowym Testamentem.


                              Bo ich "sumieniem" jest dogmat a nie prawda.



                              • 08.05.08, 15:26
                                No dobrze, znasz Biblię w stopniu dobrym, przepraszam, że Cię
                                uraziłem.
                                Szczerze mówiąc, wyniki tych badań specjalistów wysokiej klasy
                                niewiele mnie obchodzą, a sama treść Pisma Świętego.
                                "Bo ich "sumieniem" jest dogmat a nie prawda." - Drogą, prawdą i
                                życiem jest Jezus. Ale ten z Biblii, a nie Twoja Jego "realistyczna
                                projekcja". Kolejny z Ciebie człowiek, który ufa omylnym i
                                uprzedzonym naukowcom bez zastrzeżeń.
                                • 08.05.08, 23:52

                                  Wyznawca obiektywnego "Słowa Bożego" traktuje ludzi, których
                                  napotyka, instrumentalnie.

                                  Uważa ich mianowicie za środek do realizacji Nakazu
                                  ("Wezwania", "Żądania", nazwij jak chcesz).

                                  (oczywiście Nakazu - "Miłości", ale co tu to słowo właściwie
                                  znaczy?:)


                                  Kiedy "absolutysta objawiony" napotyka drugiego człowieka, nie dąży
                                  do jego dobra na drodze dociekania tego, czego ów człowiek sam
                                  pragnie (czy może: wspólnego dochodzenia do tego, czego mogą pragnąć
                                  razem).

                                  Lecz za jego istotne jego dobro - bezdyskusyjnie uważa
                                  podporządkowanie go temu, w co sam wierzy ("temu, co mówi ten z
                                  Biblii").

                                  I nie pyta go o zdanie.

                                  (Oczywiście wiem, że mój fundamentalista chce, by ów delikwent sam
                                  przyczynił się do owego podporządkowania. Tudzież, że
                                  podporządkowywanie niechętnego, przynajmniej w teorii, ma być
                                  ograniczone i powyżej pewnych "środków koniecznych" zredukowane
                                  tylko do oceny moralnej. "Do Pana należy pomsta.")


                                  Jednak sytuacja takiego podporządkowania całej własnej relacji do
                                  drugiego - Żądaniu płynącemu spoza niego - jest uprzedmiotowieniem
                                  tego człowieka.

                                  Nawet jeśli brzmi to na razie nieco abstrakcyjnie, konsekwencje
                                  postaw (zwłaszcza jeśli chodzi o te obecne w religii) mogą być
                                  niesłychanie dojmujące. Religia przecież naznacza cała kulturę i
                                  sferę życia swoich wyznawców.



                                  Na owoce tego faktu nie trzeba długo czekać.


                                  Kto sprawę choć trochę rozważy, zrozumie, że chrześcijaństwo nie
                                  przypadkiem przyniosło wojny, prześladowania i bezlitosne metody
                                  wychowawcze.

                                  Jedyne dobro, które potrafi fundamentalista dać obdarowanemu, tak by
                                  przedmiotowe nastawienie nie zaowocowało konfliktem, to działalność
                                  charytatywna.

                                  Człowiek w beznadziejnym niedostatku nie będzie protestował,
                                  niezależnie od tego, z jakiej motywacji płynie pomoc.

                                  (Nawet jeśli wybitna działaczka charytatywna nakaże w swoim ośrodku
                                  chodzić młodej matce ateistce wbrew jej woli na pacierze, bo inaczej
                                  czeka ją eksmisja.)


                                  Jednak z innymi ludźmi niż z trędowatymi - wyznawca Drogi, Prawdy i
                                  Życia ma kłopot.



                                  Dlatego konsekwentnie wyznawana ortodoksja chrześcijańska rodzi
                                  antypatyczną osobowość inkwizycyjną (nie przypadkiem styl bycia
                                  katoprawicy na forum i nie tylko, wygląda jak wygląda), a w skali
                                  politycznej wynosi do władzy siły antyliberalne (de facto
                                  faszystoidalne) niezdolne do szczerej akceptacji ustroju
                                  demokratycznego i na dłuższą metę destruktywne dla niego.

                                  "Nie może być szczerym demokratą, kto wierzy, że rzeczywistość jest
                                  Monarchią."


                                  Kto widzi tę zależność, rozumie, że tym, co przynosi te "złe owoce"
                                  chrześcijaństwa jest samo ortodoksyjne odczytanie Nowego Testamentu.


                                  A przecież "po owocach poznaje się drzewo".


                                  Dlatego są poważne racje, by zachować rezerwę wobec roszczeń
                                  ortodoksyjnych wyznawców NT do zaprezentowania bezwarunkowo ważnego
                                  Żądania dotyczącego każdego czytelnika.


                                  Ja tu naprawdę widzę zło.



                                  PS. "Realistyczna projekcja":)

                                  Tempo, w jakim przybywa wiedzy (gorzej z upowszechnieniem jej)
                                  sprawi chyba wkrótce, że ta "realistyczna projekcja" to będzie coś
                                  takiego, jak szkielety australopiteków, które to istoty, według
                                  kreacjonistów, nigdy nie istniały, a skamieliny "Bóg stworzył
                                  niedawno specjalnie po to, by zwieść zadufanych w naukę
                                  bezbożników":)












                                  • 09.05.08, 10:00
                                    fajnie ze sa tacy madrzy ludzie
                                    ja sama bylam wychowana w ciemnogrodzie i to mialo bardzo negatywne
                                    skutki, teraz z tym walcze
                                    • 09.05.08, 18:27

                                      Pozdrawiam cię, mahadevo!

                                      Mądrych ludzi jest wielu i tylko szkoda, że mniej umieją się
                                      ujawnić, niż ci "niemądrzy".

                                      Myślę, że twoje posty mówią wiele rzeczy nawet prawdziwiej i
                                      bardziej osobiście niż moje, które są dość abstrakcyjne.

                                      Dlatego pisz na na uczęszczanych wątkach forum.gazeta.pl i komentuj
                                      przenikliwie różne tematy (trzeba zintegrować erosa z polityką!).

                                      I nie martw się ilościową przewagą głupców.

                                      Trafne wglądy szerzą się w społeczeństwie same jak pożar po prerii.

                                      Bądź zapałką.

                                      Masz cenny dar pisania jasno, prosto i z mocą.

                                      Trzeba umieć trafić do ludzi, jeśli ten kraj ma być wolny.


                                      A musisz wiedzieć, że forum jest bardzo cennym narzędziem
                                      komunikacji.

                                      PS. Wierzę, że negatywne przeżycia są uleczalne lub mogą stać się
                                      okazją do czegoś dobrego. Tak czy inaczej masz we mnie serdecznego
                                      świadka tego ważnego procesu.

                                      Nie pozwolę byś została sama.

                                      Nie ja jeden.
                        • 07.05.08, 22:31
                          "Nawet jednak same Ewangelie nie pozostawiają żadnych śladów, by
                          Jezus tym, z którymi "jadał", prawił jakieś kazania czy sprowadzał
                          kogokolwiek na drogę cnoty." - naprawdę? Patrz Łukasza 19 rozdział.

                          "Przykładem jest właśnie twoja interpretacja rozmowy Jezusa z
                          Samarytanką."Miałaś pięciu mężów, a ten, którego teraz masz nie jest
                          twoim mężem." Prawda, że brzmi jakby to mówił całkiem nam znajomy
                          ton kaznodziejski?:))) Tyle że chodzi w tym tekście o coś zupełnie
                          innego niż o "karcenie rozpustnej niewiasty". - oczywiście, jest to
                          wskazanie przede wszystkim drogi zbawienia, ale i jednocześnie na
                          grzech w jej życiu. Nie ma nawrócenia bez odwrócenia się od grzechu.

                          "Zwłaszcza, że rozmaici "sodomici" nie mieli w świecie rządzonym
                          przez wyznawców "Dobrej Nowiny" tak dobrze. Palono ich żywcem.
                          Przyczyniła się do tego religia (wcześniej ich nie palono)." - może
                          i nie palono, ale cudzłożników u Polan przed Mieszkiem I dotkliwie
                          okaleczano... Jeśli wiesz, co mam na myśli... A takie okaleczenie
                          było hańbą i wykluczało ze społeczeństwa. To chrześcijaństwo
                          bardziej wyrozumiałe jest: "idź i więcej nie grzesz" - bardzo niski
                          wymiar "kary".

                          "Podam tylko jeden drobny przykład "grzesznica" w domu
                          Szymona 'całowała stopy' Jezusa i wycierała je 'rozpuszczonymi
                          włosami'.
                          Otóż "całowanie stóp" to jest w ówczesnym hebrajskim ewidentny
                          eufemizm na seks (Żydzi byli pruderyjni).
                          Zaś rozpuszczone włosy kobiety mają w całym świecie semickim sens
                          seksualny, by nie rzec obsceniczny." - te rozpuszczone włosy-
                          rozumiem, też o tym wiem, ale "całowanie stóp"? Może jednak
                          dosłowne? Przeczytaj może Łukasza 7 rozdział i nie wprowadzaj
                          zamieszania absurdalnymi interpretacjami. W "Panu Tadeuszu" też pada
                          hasło "kochajmy się!", co w polszczyźnie AD 2008 oznacza "lets
                          swing!" - a wiadomo z kontekstu, że nie o to chodzi!

                          "Ale oczywiście w oczach czytelnika literalistycznego całośc
                          stosunku Jezusa do seksualności sprowadza się do tego, że Jezus
                          zaleca rzymską suchą cnotę monogamiczną, sam zaś jest istota
                          doskonale bezpłciową, a wszelkie najmniejsze drgnienie seksualności
                          w człowieku poczytuje za moralnie równoważne z cudzołóstwem (Kazanie
                          na Górze)."- dlaczego rzymską? Przeczytaj Mateusza 19- czyżby Ks.
                          Rodzaju napisał Cyceron albo Owidiusz? Co zaś do "wszelkiego
                          najmniejszego drgnienia seksualności" - to jest "podniesienie
                          poprzeczki" względem Prawa, jeśli ktoś pozwala sobie na "fantazje" i
                          pozwala im zapanować nad sobą, to potem dzieje się jak artykule...
                          • 07.05.08, 23:24

                            W gniew ewangeliczny Jezus wpada często (nie mówię już o Jezusie z
                            wizji Apokalipsy, którego ogarnia istny trans morderczy).


                            Cóż, flirty Zeusa były dla pierwszych chrześcijan kamieniem obrazy i
                            dowodem na niemoralność "pogaństwa".

                            Temperament morderczy chrześcijańskiego bóstwa dowodził zaś jego
                            wyznawcom zapewne jego głębokiej prawości:)


                            A co do "numerków" biblijnych:

                            4,15?:) Może i 4,15:)


                            Albo przytaczasz jakiś epizod ewangeliczny, albo nie.

                            Czy sugerujesz, że mam obowiązek znać Biblię na pamięć?:)


                            > "całowanie stóp"? Może jednak
                            > dosłowne?

                            Może jednak nie:)

                            Takie sformułowania miały ewidentne znaczenie (choć pewnie nie dla
                            autora greckiego tekstu, który zapewne je przetłumaczył z jakichś
                            źródeł aramejskich).

                            Zresztą czy wyobrażasz sobie w społeczeństwie podobnym obyczajowo do
                            Arabii Saudyjskiej kobietę z rozpuszczonymi włosami całującą podczas
                            debaty religijnej stopy jednego z nauczycieli?

                            To zrobiłoby na zgromadzonych większe wrażenie niż na nas - seks
                            grupowy!:)


                            > i nie wprowadzaj
                            > zamieszania absurdalnymi interpretacjami.

                            Czy "absurdalnymi" tego nie wiesz, więc nie zagaduj kwestii
                            ideologicznie motywowaną retoryką.

                            W dodatku takich szczegółów (np. ledwie zakamuflowanych symboli
                            erotycznych) jest w NT całkiem sporo.

                            (A czy wiesz, że według zagodnych świadectw wczesnochrześcijańskich
                            apostołowie i pierwotna gmina mieli wspólne żony? (jakkolwiek by to
                            interpretować)

                            Ślad wspomnienia o tym masz nawet w Apokalipsie, gdzie wizyjny
                            Chrystus chwali jeden z kościołów za "nienawiść do rozpusty
                            nikolaitów".


                            Pierwotne chrześcijaństwo - religia prawie nieznana!:)

                            • 08.05.08, 10:28
                              "A co do "numerków" biblijnych: 4,15?:) Może i 4,15:) Albo
                              przytaczasz jakiś epizod ewangeliczny, albo nie. Czy sugerujesz, że
                              mam obowiązek znać Biblię na pamięć?:)" - nie, ale jeśli chcesz na
                              ten temat dyskutować, to powinieneś.
                              "Zresztą czy wyobrażasz sobie w społeczeństwie podobnym obyczajowo
                              do Arabii Saudyjskiej kobietę z rozpuszczonymi włosami całującą
                              podczas debaty religijnej stopy jednego z nauczycieli?
                              To zrobiłoby na zgromadzonych większe wrażenie niż na nas - seks
                              grupowy!:)" - i zrobiło. "Uklękła z płaczem u Jego stóp, a jej łzy
                              kapały na nie. Wtedy własnymi włosami je wytarła, po czym zaczęła je
                              całować i namaszczać olejkiem. 39 Na ten widok ów faryzeusz pomyślał
                              sobie: „Jeśli On nie wie, kim jest ta grzeszna kobieta, która Go
                              dotyka, to co z niego za prorok?” ...Wskazał Szymonowi kobietę i
                              rzekł: – Popatrz na nią. Gdy wszedłem do twego domu, nie podałeś Mi
                              wody do obmycia stóp z kurzu. Ona zaś obmyła je własnymi łzami i
                              otarła włosami. 45 Nie przywitałeś Mnie tradycyjnym pocałunkiem, a
                              ona nie przestaje całować moich stóp. 46 Nie namaściłeś Mi głowy
                              olejkiem, a ona wylała na moje stopy drogie perfumy. 47 Ponieważ
                              wybaczono jej wiele grzechów, okazała wielką miłość. Ten zaś, komu
                              mało się wybacza, niewielką okazuje miłość. 48 Do kobiety zaś
                              rzekł: – Twoje grzechy zostały ci odpuszczone. 49 Zaproszeni goście
                              zaczęli mówić między sobą: – Za kogo On się uważa, że innym
                              odpuszcza grzechy? 50 Jezus natomiast powiedział jeszcze kobiecie: –
                              Zaufałaś, więc jesteś ocalona. Odejdź w pokoju."
                              Jeśli wg Ciebie zaś ma to być opis stosunku seksualnego, za który
                              Jezus odpuszcza jej grzechy (klin wybijaj klinem, grzech odpuszczaj
                              grzechem?), to to jest absurd do n-tej potęgi.

                              "(A czy wiesz, że według zagodnych świadectw wczesnochrześcijańskich
                              apostołowie i pierwotna gmina mieli wspólne żony? (jakkolwiek by to
                              interpretować)Ślad wspomnienia o tym masz nawet w Apokalipsie, gdzie
                              wizyjny Chrystus chwali jeden z kościołów za "nienawiść do rozpusty
                              nikolaitów". - na pewno było sporo herezji we wczesnym kościele, są
                              opisane w NT, podobnie jest dzisiaj, ale nie sugeruj, że to była
                              norma, bo to też absurd.
                              • 08.05.08, 13:37

                                "Pomieszanie pojęć", he he:)

                                Uwielbiam namaszczoną księżą gadkę:)


                                Opis ewangeliczny, który przytaczasz, może być stworzony(i
                                prawdopodobnie jest) na kanwie czegoś wcześniejszego - już przez
                                autora chrześcijańskiego, dla którego podstawową treścią religijną
                                była pawłowa nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę w Jezusa (orficka
                                w swoich źródłach).

                                Realny Jezus jej nie głosił (ani nawet nie "przygotowywał" słuchaczy
                                do niej:). Chodziło mu o coś zgoła innego.

                                zuq1 napisał:
                                > na pewno było sporo herezji we wczesnym kościele

                                He, he!:)

                                "Historię piszą zwyciężcy"

                                Tymi "heretykami" był Jezus, ci uczniowie którzy naprawdę osobiście
                                go znali oraz ich kontynuatorzy.

                                Mówiąc skrótowo jest tak, że chrześcijaństwo jest religią powstałą
                                na drodze przejęcia i "uprowadzenia" tradycji palestyńskiej
                                sekty 'nazarejczyków' przez orficko-hebrajskiego gnostyka, Pawła.

                                Ci 'nazarejczycy' żywo protestowali, ale praw autorskich w owym
                                czasie nie było.

                                "Biada zwyciężonym."


                                Nazarejczykiem był Jezus, ale wcale nie jest oczywiste, że ruch nie
                                istniał przed nim! (Słowo "nazarejczyk" nie pochodzi od
                                słowa "Nazaret".)


                                Drogi mój, nie rozmawiasz fair, kiedy zamiasz starannie zastanowić
                                się nad tym, jak się rzeczy miały, szybko metkujesz temat
                                konfesyjnymi pojęciami wartościującymi
                                ("herezja", "norma", "absurd", "grzech") w sposób właściwy
                                perspektywie frakcji zwycięskiej.


                                Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
                                uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon.

                                Są na to świadectwa zarówno antyascetycznych grup
                                wczesnochrześcijańskich, jak i ich ascetycznych przeciwników, którzy
                                są zaliczani przez ortodoksję do "ojców apostolskich" (to chyba
                                bardzo ważne świadectwo?)
                                • 08.05.08, 13:58
                                  "Opis ewangeliczny, który przytaczasz, może być stworzony(i
                                  prawdopodobnie jest) na kanwie czegoś wcześniejszego - już przez
                                  autora chrześcijańskiego" - prawdopodobnie, być może, zapewne... A
                                  na piśmie to masz?
                                  "Mówiąc skrótowo jest tak, że chrześcijaństwo jest religią powstałą
                                  na drodze przejęcia i "uprowadzenia" tradycji palestyńskiej
                                  sekty 'nazarejczyków' przez orficko-hebrajskiego gnostyka, Pawła." -
                                  to musiał zdrowo chyba Piotra przekabacić, skoro ten ostatni pisze:
                                  "Pamiętajcie, że Jego cierpliwość ma na celu zbawienie. Dzięki Bożej
                                  mądrości pisał już o tym nasz brat, Paweł – zarówno do was, 16 jak i
                                  w innych listach. Są w nich pewne trudne sprawy, które ludzie
                                  bezmyślni i nie utwierdzeni na własną szkodę wypaczają – robią to
                                  zresztą i z innymi częściami Pisma." (2. Piotra 3,15-16). Albo wiem -
                                  to fałszywka, którą napisał sam Paweł. Zgadłem?
                                  "Drogi mój, nie rozmawiasz fair, kiedy zamiasz starannie zastanowić
                                  się nad tym, jak się rzeczy miały, szybko metkujesz temat
                                  konfesyjnymi pojęciami wartościującymi
                                  ("herezja", "norma", "absurd", "grzech") w sposób właściwy
                                  perspektywie frakcji zwycięskiej." - ależ ja się zastanawiam, tylko
                                  nie widzę żadnego uzasadnienia dla stawianych przez Ciebie tez.
                                  "Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
                                  uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon." - to chyba na
                                  podstawie Dz Ap 2,44 "Natomiast wszyscy wierzący przebywali razem i
                                  dzielili się wszystkim, co mieli." - jak wszystkim, to wszystkim,
                                  także żonami, nieprawdaż?
                                  • 08.05.08, 14:22

                                    Ty naprawdę wierzysz, że te listy są tych autorów, co napisano?:)

                                    (2. Piotra 3,15-16).


                                    Dlaczego uważasz, że list Piotra ma więcej wspólnego z Piotrem niż
                                    Apokalipsa Piotra z tymże, czy Ewangelia Piotra z tymże.

                                    Czy Ewangelia Judasza z Judaszem?


                                    Czy tylko dlatego, że Matka Kościół przezornie usunęła ci sprzed
                                    widoku te "brednie heretyków"?

                                    Nie były takimi, kiedy je napisano!

                                    Były to normalne pisma chrzescijan, takie jak inne, także te, które
                                    PÓŹNIEJ stały się kanonicznymi.


                                    Nie tylko "listy Piotra", ale i znaczna część listów samego Pawła
                                    nie jest autentyczna.


                                    Przykładem niech będzie bodaj końcówka 2Tes, której autor zapewnia
                                    czytelników, że jest "prawdziwym Pawłem" w ten sposób, że mówi,
                                    że "podpisuje list własnoręcznie wielkimi literami".

                                    I dodaje, "tak jak czynię to zawsze w swoich listach".


                                    Nie jest chyba tajemnicą, że w innych listach Pawła niczego takiego
                                    nie ma.



                                    Onieśmieleni powagą religii męczenników Europejczycy przez wieki z
                                    łatwością dawali się przekonać apologetyce ortodoksów, że teksty
                                    Nowego Testamentu zostały napisane przez "poinformowanych, uczciwych
                                    i rozsądnych" - tych, którzy są podpisani - bezposrednich uczniów
                                    Chrystusa (lub w najgorszym razie bezpośrednich uczniów uczniów).


                                    Na podstawie oględnego zapoznania się z podstawowymi rysami
                                    ogromnego współczesnego stanu badań na temat pierwotnego
                                    chrześcijaństwa mówię, co następuje:

                                    Jest zupełnie inaczej.


                                    Nowy Testament jest dziełem ludzi o zupełnie trudnej dla nas do
                                    pojęcia świadomości mitologicznej.


                                    Nie byli bezpośrednimi uczniami Jezusa. Ani uczniami uczniów.



                                    > "Zagłuszasz tym sposobem to, co napisałem jasno: Bezpośredni
                                    > uczniowie Jezusa ("apostołowie") mieli wspólnotę żon." - to chyba
                                    na
                                    > podstawie Dz Ap 2,44 "Natomiast wszyscy wierzący przebywali razem
                                    i
                                    > dzielili się wszystkim, co mieli." - jak wszystkim, to wszystkim,
                                    > także żonami, nieprawdaż?


                                    Może jednak powinienem przytoczyć ci fragmenty z Klemensa
                                    Aleksandryjskiego, gdzie stoi jak wół "żony". Może wtedy jednak
                                    zdałbyś sobie sprawę, że to nie przelewki?


                                    Kłopot z ortodoksami jest ten, że oni nawet nie podejrzewają
                                    rozmiarów tego, czego jeszcze o religii Jezusa nie wiedzą.
                                    • 08.05.08, 15:02
                                      "Ty naprawdę wierzysz, że te listy są tych autorów, co napisano?:)
                                      (2. Piotra 3,15-16)" - tak.
                                      "Dlaczego uważasz, że list Piotra ma więcej wspólnego z Piotrem niż
                                      Apokalipsa Piotra z tymże, czy Ewangelia Piotra z tymże." bo jest
                                      datowany na ok. 60 r. ne a nie jak tamte na II-III w.
                                      "Nie tylko "listy Piotra", ale i znaczna część listów samego Pawła
                                      nie jest autentyczna." - w NT nic jest wg Ciebie autentyczne. Tylko
                                      po co ktoś miałby pisać cokolwiek nie pod swoim imieniem? I być
                                      bardziej "papieski od papieża"?
                                      "Przykładem niech będzie bodaj końcówka 2Tes, której autor zapewnia
                                      czytelników, że jest "prawdziwym Pawłem" w ten sposób, że mówi,
                                      że "podpisuje list własnoręcznie wielkimi literami". - tak, gdzie
                                      indziej pisze "o liście rzekomo przez nas napisanym" - wspomina też
                                      wielu heretyków z imienia, którzy być może te fałszywki w obieg
                                      puszczali. A więc z jednej strony - wg Ciebie - Paweł stworzył
                                      chrześcijaństwo, zaś z drugiej większość jego listów w ogóle nie
                                      jest jego. Gdzie tu sens, gdzie logika?
                                      "Nie jest chyba tajemnicą, że w innych listach Pawła niczego takiego
                                      nie ma." - Twój kolejny bzdecioch - zobacz Galatów, Kolosan - tam
                                      taka formuła też występuje, a w innych listach wysyła konkretne
                                      osoby oraz pozdrowienia od siebie samego i konkretnych osób, które w
                                      jego otoczeniu przebywały. To je uwiarygadnia.
                                      "Nowy Testament jest dziełem ludzi o zupełnie trudnej dla nas do
                                      pojęcia świadomości mitologicznej. Nie byli bezpośrednimi uczniami
                                      Jezusa. Ani uczniami uczniów." - Opus Dei? Masoni? Templariusze?
                                      "Może jednak powinienem przytoczyć ci fragmenty z Klemensa
                                      Aleksandryjskiego, gdzie stoi jak wół "żony". Może wtedy jednak
                                      zdałbyś sobie sprawę, że to nie przelewki?" - no to poproszę.

                                      Twoje rozumienie chrześcijaństwa wpisuje się w tendecję dzisiejszych
                                      czasów relatywizmu i braku jakichkolwiek fundamentów. Prawo
                                      Mojżeszowe nie obowiązuje, bo zniósł je Jezus, ale właściwie to był
                                      on zwolennikiem seksu bezmałżeńskiego i zupełnie kimś innym, niż go
                                      NT opisuje. Jezusa skonstruowali bliżej nieznani sprawcy, już nawet
                                      nie sam Paweł, bo nie napisał listów, które napisał. NT to dzieło
                                      rzymskich SB-ków, którzy non stop powołują się na ST, ale to żaden
                                      problem, bo zapewne zrekrutowali swoich OZIch z gmin żydowskich w
                                      Italii... itd. itp. - wniosek: wobec tego przykazania NT nie
                                      obowiązują.
                                      "Dlaczego nie możecie pojąć moich słów? Bo nawet nie chcecie ich
                                      wysłuchać.44 Jesteście dziećmi szatana-oszczercy i chcecie robić to,
                                      co on. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie
                                      było w nim prawdy. Gdy kłamie, mówi z serca, bo jest kłamcą i ojcem
                                      kłamstwa."
                                      • 08.05.08, 16:44
                                        Nie spodziewałem się, że cię przekonam:)

                                        > Jesteście dziećmi szatana-oszczercy i chcecie robić to,
                                        > co on. Od początku był on mordercą

                                        Gdzieżbym śmiał wątpić, że jestem dzieckiem szatana!:)

                                        Domyślam się, że stosownie do tego potraktuje mnie twój Jezus.

                                        Wszak miłość miłością, ale w końcu nie pozwoli sobie w kaszę
                                        dmuchać. Przecież to Bóg!:)


                                        Odpowiem ci, dlaczego bronię seksu przed Biblią (tj. przed
                                        dominującym nurtem tej tradycji).


                                        Bo jest niewinny.

                                        A niewinnych trzeba bronić.

                                        I w niczym mnie nie uniewiarygodnia to, że sam jestem istotą
                                        seksualną.

                                        Bronię gejów, lesbijek, ludzi uprawiających masturbację i także
                                        swingersów.

                                        Niektóre z ich zachowań, jako że zostaliśmy wychowani w kulturze
                                        chrześcijańskiej, wydają nam się niesmaczne i mogą zresztą takie
                                        być przy obecnym stanie rzeczy, bo w kulturze stworzonej przez
                                        moralizm muszą tak samych siebie doświadczać.

                                        Ale nie ma tu żadnej konieczności, bo w wielu innych kulturach nie
                                        ma ani śladu tego wstrętu.

                                        A przecież to, co w świecie chrześcijańskim zohydzone, jest częścią
                                        naturalnych skłonności realnego człowieka.

                                        (Naturę człowieka rozumiem konkretnie w zwiazku z empirią
                                        rzeczywistych ludzi, a nie mitologiczną "naturę sprzed upadku". Nie
                                        wolno teoriami zagadywać prawdy życia - zawsze konkretnej.)


                                        Seks nie jest winny temu, o co jest oskarżany przez chrześcijańskich
                                        kaznodziejów uzasadniających w ten sposób moralność swojego Prawa.


                                        Seks to nie jest sposób na nieuchronne zarażenie się hivem, nie
                                        wysycha od niego szpik, ludzie nie "tracą wyższych uczuć" (no, chyba
                                        że są od dzieciństwa mocno przez moralistów wytresowani, że to "ruja
                                        i porubstwo" i szukają zadowolenia w warunkach rozmyślnie
                                        poniżających), nie padają wszyscy od seksu w konwulsjach zazdrości,
                                        nie popełniają masowo samobójstw, ani nie popadają w rozpacz.


                                        To wszystko jest bezduszna propaganda wymyślana przez stulecia, by
                                        utrzymać w społeczeństwie wiarygodność potrzeby chrześcijańskiego
                                        piętnowania seksu (tego niezinstytucjonalizowanego w małżeństwo).

                                        Tymczasem piętnowanie to jest okrutne, a niepotrzebne.

                                        I pozbawia nas wiele piękna w życiu.


                                        Bronię nie tylko seksu.

                                        Bronię także samego Boga (abstrahując od kwestii jego istnienia oraz
                                        kwestii znaczenia słowa "Bóg").

                                        Przed zupełnie sadystycznym obrazem tej postaci, jaki wyłania się z
                                        nauki Ewangelii, o ile przyjmiemy jej ortodoksyjną interpretację.

                                        Nie ukrywajmy przed sobą symymi, że ten obraz taki jest!

                                        Chrześcijaństwo namalowało Kata i wmawia sobie, że wierzy, że jest
                                        on Miłością.

                                        Ale to jest Kat, jeśli łamanie katolickiej etyki seksualnej pociąga
                                        za soba takie sankcje, jakie wynikają z tej teologii.

                                        Wieczny Obóz Koncentracyjny - w to wierzycie.

                                        (Miłość Nadprzyrodzona to sprawa nader Poważna - nieprawdaż?:)))


                                        Powiem ci słowami Pawła: "Nie oszukujcie samych siebie!"

                                        Nie można sobie wyobrazić istoty bardziej stosownie zasługującej na
                                        miano Szatana niż Jezus chrześcijańskich ortodoksów.

                                        Tamten też niemało cierpi dobrowolnie.




                                        PS. Kwestie historyczne potraktuj poważnie, bo takie są.

                                        Wiem, że nie bzdurzę.

                                        A relatywizm (ale czy wiemy, co to słowo znaczy?) może być postawą
                                        zupełnie właściwą. Nic "demonicznego":)

                                        Co więcej być może jest on właśnie istotnym wnioskiem z przesłania
                                        Jezusa, o ile zrozumiemy je w naprawdę wartościowy sposób, a nie - w
                                        powierzchownie-katowski.

                                        • 09.05.08, 09:21
                                          Poddaję się, zmęczyła mnie ta "dyskusja", w której rzucasz jakieś
                                          bezsensowne tezy bez żadnego poparcia. Kilkakrotnie prosiłem Cię o
                                          podanie konkretnych dowodów, ale nie doczekałem się. To jest właśnie
                                          diabelska metoda - oskarżać, podważać, kłamać w żywe oczy. Mnie
                                          naprawdę nie dziwi to, że ludzie używają seksu przed i/lub poza
                                          małżeństwem - ich klocki, ich budowa. Stwierdzam tylko, że Boży
                                          zamysł na seks jest jednoznaczny, tj. "przysługuje" tylko
                                          małżeństwu. Jeśli Ty i inni niewierzący i nietraktujący Boga uważają
                                          inaczej, to, jak napisałem, ich sprawa.
                                          Zajmę jeszcze tylko stanowisko co do jednej Twojej wypowiedzi:
                                          "Ale nie ma tu żadnej konieczności, bo w wielu innych kulturach nie
                                          ma ani śladu tego wstrętu. A przecież to, co w świecie
                                          chrześcijańskim zohydzone, jest częścią naturalnych skłonności
                                          realnego człowieka." - z tym, że ów "naturalny" człowiek to człowiek
                                          będący w upadku (List do Rzymian 1,21-32):
                                          "Zatem ludzie poznali Boga, ale nie chcieli oddawać Mu czci ani
                                          dziękować. Popadli w bezsensowne rozmyślania i pogrążyli swe serce w
                                          ciemnościach. 22 Tak, uważając się za mądrych, stali się głupcami.
                                          23 Zamiast oddawać cześć wiecznemu Bogu, zaczęli praktykować kult
                                          podobizn przemijającego człowieka oraz ptaków i zwierząt
                                          czworonożnych i pełzających. 24 Dlatego wydał ich Bóg na pastwę
                                          własnej pożądliwości, tak że hańbili własne ciała. 25 Zamienili Bożą
                                          prawdę na kłamstwo i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy –
                                          który jest błogosławiony na całe wieki! Amen! 26 Dlatego wydał ich
                                          Bóg na pastwę pożądliwości. Nawet kobiety porzuciły naturalny, Boży
                                          porządek i pozwalały sobie na grzechy przeciw naturze. 27 Podobnie
                                          mężczyźni odrzucili normalne współżycie z kobietami i zapałali
                                          pożądaniem do siebie nawzajem, grzesząc z innymi mężczyznami i
                                          ponosząc na sobie samych karę, na jaką zasłużyli. 28 Ponieważ nie
                                          chcieli otaczać Boga należytym szacunkiem, dozwolił im popełniać
                                          wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły wymyślić. 29 Napełnili
                                          się więc wszelką niesprawiedliwością, złem, chciwością,
                                          zachłannością, nienawiścią, zabójstwem, kłótnią, podstępem,
                                          złośliwością, plotkarstwem, 30 nienawiścią do Boga, zuchwalstwem,
                                          uporem, pychą, pomysłowością w czynieniu zła, buntem przeciw własnym
                                          rodzicom. 31 Są głupi, podstępni, nieznośni i pozbawieni litości. 32
                                          W pełni świadomi Bożej kary za swoje przestępstwa – kary śmierci –
                                          nie tylko to wszystko robią, ale popierają takich, jak oni sami."
                                          • 09.05.08, 17:57
                                            Wiem, że lęku nie przekona się argumentami.


                                            Ale religia sadystów - wydała i nadal będzie wydawać właściwe dla
                                            siebie owoce.
                                            • 11.05.08, 11:32
                                              Chyba tacy jak ty biją. Są też tacy co nastawiają drugi policzek.

                          • 08.05.08, 01:32
                            chrescijanstwa czyli 2000 lat temu wiec chciałbym przypomniec ze ogrom
                            chrzescijan wywodziło sie z rzymian którzy zyli w bardzo otwartym saexualnie
                            społeczenstwie i 100 procentowo liberalnym(oraz zdeprawowanym społacznie tak na
                            marginesie) jesli chodzi o homosexualizm i pozostałe praktyki sexualne,takze
                            twierdzenie ze nie dokonywali wyboru pomiedzy stylem zycia jaki mogli toczyc
                            jest wierutna bzdurą
                            • 08.05.08, 01:36
                              ze niektóre praktyki seksualne były w tamtych czasach tematem tabu co jest bzdurą
                    • 07.05.08, 19:22
                      ale nie tak mocna jak pijanie michnika z lwem ..
              • 08.05.08, 03:09
                Odpier.dolcie sie w koncu od Biblii bando lewackich degeneratow!
                • 08.05.08, 11:06
                  nie zrozumiałeś ironii co?
            • 07.05.08, 18:21
              charli napisał:

              > Wprowadzmy obowiązek drukowania w gazetach tylko bożych
              > przypowieści

              wprowadzmy w gazetach nieboże przypowieści. I to tylko niektórych i
              na odpowiednim terenie. I to by było na tyle, no chyba że chcesz
              zaeksperymentować i np. obsikac odpowiedni mur (wiesz gdzie).
              Spróbuj, zobaczymy raz: reakcję tambulców tam zamieszkaszłych i
              tambylców tam przyjeżdzających, dwa: reakcję masowej prasy. No zrób
              to, nie daj się prosić, bo niejaka Nieznalska genitalia po krzyżach
              wiesza, a na podobny gest pod odpowiednią ścianą od wielu lat zdobyć
              się nie może... Zrób to dla dobra sztuki czy jak to tam ją zwał.

              Pozdrawiam

              Losiu
          • 05.05.08, 15:53
            ...bo wg jej oficjalnej polityki homoseksualizm jest przypadłością
            wrodzoną, a tu proszę: wyposzczony żołnierz "zaraził się
            biseksualizmem" A tak w ogóle to:
            List do Rzymian 1,24-28: "Dlatego wydał ich Bóg na pastwę własnej
            pożądliwości, tak że hańbili własne ciała. 25 Zamienili Bożą prawdę
            na kłamstwo i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy – który jest
            błogosławiony na całe wieki! Amen! 26 Dlatego wydał ich Bóg na
            pastwę pożądliwości. Nawet kobiety porzuciły naturalny, Boży
            porządek i pozwalały sobie na grzechy przeciw naturze. 27 Podobnie
            mężczyźni odrzucili normalne współżycie z kobietami i zapałali
            pożądaniem do siebie nawzajem, grzesząc z innymi mężczyznami i
            ponosząc na sobie samych karę, na jaką zasłużyli. 28 Ponieważ nie
            chcieli otaczać Boga należytym szacunkiem, dozwolił im popełniać
            wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły wymyślić."
          • 08.05.08, 00:02
            Cele jest wprowadzenie nowej mody. Wcześniej było w modzie robienie
            loda i wkladanie w odbyt "bo tak jest na filmach", bynajmniej nie
            edukacyjnych. Nie wspomne juz o parach facet + dwie niunie-bardzo
            poularne. Kazdy macho o tym maży, żeby wypieprzyc dwie cipki, bo to
            takie na czasie. Modne jest również pieprzenie sie dwuch kobiet i
            krecenie sobie filmów podczas kopulacji, a potem rozpowszechnianie
            tego w necie (najczęsciej bez wiedzy partnerki). Jeśli ktos nie ma
            obiektu seksualnego w domu, to chodzi na impry z głośnym umca, umca,
            wsypuje panienkom tabletki gwałtu, a potem je wykorzystuje i często
            ktos mu pomaga w tym aby uwiecznić to na telefonie komórkowym. Uff,
            sporo tego... Jedyne co chce powiedzieć, wymiana par to kolejna
            moda, która zawita do sypialń tzw. szarych ludzi. Nie zdziwcie sie
            panie, jak wasz facet wyleci tym razem z pomysłem (wczesniej było
            zaproszenie tej ładnej kolezanki do waszego łóżka) zaproszenia Mirka
            z niunią, Józka z pasierbicą, i Zenka z BMKą z jego podopiecznymi z
            tray nr x. Cóz, jakos nie wierzę, że ludzie naprawdę zakochani i
            kochajacy ze wzajemnosci dadza sie wplontać w ten gó..any seks,
            gdzie lize się kutasa osobie, której sie nawet nie zna.
            • 08.05.08, 01:13
              lost_island napisała:
              Nie zdziwcie sie panie, jak wasz facet wyleci tym razem z pomysłem (wczesniej
              było zaproszenie tej ładnej kolezanki do waszego łóżka) zaproszenia Mirka z
              niunią, Józka z pasierbicą, i Zenka z BMKą z jego podopiecznymi z tray nr x.
              ===================
              No coz...punktu widzenia heteroseksualnych kobiet to chyba dobrze, ze w koncu
              inny facet w lozku, a nie w kolko kolezanki dla meza?:)
      • 05.05.08, 15:26
        Na pewno gdzieś w europie jest grupa wyzwolonych tolerancyjnych
        artystów, którzy w ramach swoich chuci oddają swoje partnerki psom
        koniom a sami tarzają się w ekstrementach lub wyczyniają inne hece.

        Czekam na kolejny pasjonujący artykuł o tym jak to przeszczepić na
        polski grunt.
        • 07.05.08, 19:52
          partnerka nie jest wlasnoscia do oddania komukowwiek _- pojmij
          to
      • 09.05.08, 07:41
    • 03.05.08, 01:43
      Jedni piją z każdym, kto się nawinie, inni - ćpają grupowo, jeszcze inni dupczą. Byle - jak to trafnie ujęła jedna z "bohaterek" reportażu: "czuć, że przestaję istnieć".

      Teraz prosimy o reportaż z życia wyzwolonych alkoholików. I to takich co nie brzydzą się denaturatu. Bo przecież "ze wszystkim można się oswoić".
    • 03.05.08, 02:20
      Sex grupowy byl juz w starozytnosci.A dzisiaj zycie na wulkanie to
      odstresowanie sie i tez troche niebezpieczenstwo,choroby lub
      szantaz.W europie zachodniej kluby dla swingesow sa alkochol mozna
      przyniesc ze soba nie sprzedaja.I sama kobieta do klubu swingersow
      moze przyjsc meszczyzna tylko z kobieta.
    • 03.05.08, 12:25
      W moim odczuciu "swinging" jest zboczeniem prawie tak ohydnym, jak
      pedofilia. JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ
      INNEMU MĘŻCZYŹNIE ???? Albo wielu mężczyznom. I patrzeć, jak się
      rżną ( inaczej tej czynności nazwać nie można ). To jest wbrew
      naturalnym instynktom.

      A zwróciliście uwagę na fragment, w którym jest mowa o dewiantach
      urządzających orgie, w których bierze udział wraz z nimi ich syn ?
      Co to k... są za rodzice ??

      Kolejna rzecz, która rzuca się w oczy: bohaterowie atykułu wyjściowo
      są zwichrowani: biseks, kobieta z zaburzeniami emocjonalnymi,
      kolejny biseks, kryminalista ... Seks zbiorowy wydaje się być po
      prostu spotęgowaniem tkwiących w nich patologii. Ktoś z patologii
      się próbuje dźwigać, ktoś stacza się w jeszcze większe, na samo
      dno...

      Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

      --
      "And that government of the people, by the people, for the people,
      shall not perish from the earth"

      Abraham Lincoln, Gettysburg 19 XI 1863
      • 03.05.08, 13:08
        > Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

        A najlepiej jak będą pisać tylko o wydarzeniach w kółku różańcowym.
        Zamiećmy brudy pod dywan. Temat, który nam się nie podoba, nie istnieje!
        • 08.05.08, 01:44
          raczej negatywnie do całej sprawy,i cały klimat potepia . a tak wogoole to chyba
          bohaterowie sa wymysleni prze autora ,gdyz tak wspaniale sie wpasowuja w to co
          powinnismy sobie myslec o takim klimacie,na koncu okazuje sie ze wiekszosc wcale
          nie czuje sie tak wolna w tym co robi ,co wyklucza wogóle robienie tego.
      • 03.05.08, 13:13
        > Natomiast GW nie powinna robić reklamy zboczeniom. I już.

        Ale stary, jakiej reklamy?

        Inteligenty człowiek przeczyta, zastanowi się, podda się refleksji, pomyśli i być może wyrobi sobie jakieś zdanie (lub nie).

        To nie jest żadna reklama (czy promocja - jak słynna "promocja homoseksualizmu). To jest opis zachowań pewnej grupy ludzi. I jest to na swój sposób ciekawe, poznawanie takich zachowań, nie uciekanie od nich, uświadamianie sobie, że istnieją.

        Dlaczego pod każdym tego typu tekstem musi pojawić się ktoś, kto zarzuca autorowi czy gazecie złe intencje? Uważacie że co? Że kogoś zahipnotyzuje i zmusi go do czegoś? Krzywdę to komuś robi? Dajcie spokój...

        --
        Rząd IV RP
        • 03.05.08, 14:42
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • 03.05.08, 14:58
            I ten margines był ZAWSZE
            > potępiany, nawet ci, którzy w to wdepnęli z różnych zresztą powodów, byli, czul
            > i
            > się winnymi.

            Taaaak, o to chodzi. Niech całe zycie czuja sie winni. Niech cierpia.
            Sado-masochizm po katolicku...
          • 04.05.08, 01:28
            czlowieku misyjny!!!
            ludzie maja prawo popelniac bledy, Ty pewnie okreslilbys to 'grzeszeniem'.
            Kim jestes, aby ich potepiac????
            'kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem...' znasz ten cytat, prawda?
            nawiasem: jesli nie chcesz czytac o 'marginesie' to nie czytaj.
            Mysle, ze warto sobie uswiadomic, ze swiat nie jest czarno-bialy i a ludzie nie
            zmienia swojego postepowania tylko dlatego, ze Tobie sie ono nie podoba.
            pozdrawiam i zycze duzo tolerancji, bo 'mylic sie jest rzecza ludzka'
      • 04.05.08, 01:21
        W moim odczuciu "swinging" jest zboczeniem prawie tak ohydnym, jak
        > pedofilia. JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ
        > INNEMU MĘŻCZYŹNIE ???? Albo wielu mężczyznom. I patrzeć, jak się
        > rżną ( inaczej tej czynności nazwać nie można ). To jest wbrew
        > naturalnym instynktom.



        partnerka/partner NIE JEST WLASNOSCIA , ale wlasnie partnerem/ka, taka subtelna,
        niezrozumiala dla Ciebie roznica...


        • 04.05.08, 22:24
          > partnerka/partner NIE JEST WLASNOSCIA , ale wlasnie partnerem/ka,
          taka subtelna
          > ,
          > niezrozumiala dla Ciebie roznica...

          Ale partnerstwo, przyjaźń i miłość to też zobowiązanie wobec drugiej
          osoby polegające na poszanowaniu JEJ UCZUĆ. Łamanie tego typu zobowiązań to jedna z najbardziej niegodziwych rzeczy na jakie stać
          istotę ludzką.
          Ludzi żyjących w ten sposób nigdy nie powinno nazywać się małżeństwem.
          Oni są dla siebie tylko partnerami seksualnymi i głębokie uczucie nigdy nie mogło by między nimi wystąpić, bo doprowadziło by do
          niewyobrażalnego bólu.
          Zobowiązanie wobec drugiej osoby NIE OZNACZA WŁASNOŚCI.
          • 06.05.08, 17:09
            A skąd Ty wiesz, co inni czują? Przecież nawet nie wiesz JAK inną osobę boli ząb.
            • 06.05.08, 18:32
              Nie rób z siebie idioty.
              • 07.05.08, 11:36
                Większego niż ty nie zrobię, o wszechwiedzący, któremu z miłości nie staje ...
                Pogódź się z tym, że sfera uczuć innych jest dla ciebie dostępna tylko na
                zasadzie "wydaje mi się, że" i przestań mędrkować.
                • 07.05.08, 12:05
                  > Większego niż ty nie zrobię, o wszechwiedzący, któremu z miłości nie
                  staje ...

                  Wyciąłeś z kontekstu, zmieniając tym treść, której porostu nie
                  załapałeś.

                  > Pogódź się z tym, że sfera uczuć innych jest dla ciebie dostępna
                  tylko na
                  > zasadzie "wydaje mi się, że" i przestań mędrkować.

                  A co tobie daje prawo do mędrkowania? Fałszowanie czyjejś wypowiedzi? Potrafisz coś uzasadnić, to zrób to. Jak nie potrafisz tego zrobić to
                  sam się pogódź z tym, że na nic więcej Cię nie stać poza takim
                  tekstem.
        • 07.05.08, 19:38
          tez chcialem to napisac ale odpuscilem bo przyjalem ze nie
          pojmie.. ten wlasciciel partnerek ..
      • 05.05.08, 18:25
        Nie powinna też opisywać wypadków,mordów,oszóstw i innych nadużyć
        bo może to Ciebie oburzyć,bądź zwieść na pokuszenie,czy co ?
      • 08.05.08, 00:07
        Jeszcze swojego kundla albo kota zapomnieli w to włączyć ;)
        Zwierzeta tez mają swoje potrzeby, no nie?
      • 08.05.08, 11:58
        Nie podobają mi się takie zachowania. Nie jestem ani konserwatystką,
        ani klasyczną liberałką, uważam, że podstawowym pojęciem etyki
        seksualnej powinna być MIŁOŚĆ - w życiu seksualnym dobre jest to, co
        się robi ze szczerej miłości (a nie - model liberalny - to, co
        sprawia przyjemność, albo - model konserwatywny - to, co prowadzi do
        reprodukcji norm społecznych). Ogólnie jestem zdania, że seks bez
        miłości to nadużywanie czegoś, co nie służy tylko do fizycznej
        uciechy, ale to moje osobiste zdanie.
        Dodam, że moje osobiste zdanie jest też takie, że wolałabym być
        ciężko chora, niz uprawiać seks z kimkolwiek. Ale nie zamierzam
        narzucać innym własnej postawy.
        Tyle, jeżeli chodzi o ocenę. Mam natomiast zastrzeżenia do dwóch
        fragmentów Twojej wypowiedzi.
        Po pierwsze - reportaż jest owszem nieco obleśny. Ale jednak pozwól
        ludziom decydować, o czym chcą czytać. Nie podoba Ci się - nie
        czytaj. "Mało wiemy o tym środowisku" - a wiedzieć warto o
        wszystkim, nawet o sprawach niemoralnych i niesmacznych.
        Trzeba mieć naprawdę już na wstępie dużo niechęci do GW, by uznać,
        że ten reportaż jest propagowaniem takich zachowań.
        Po drugie już odrobinę skandaliczne wydaje mi się sformułowanie:
        "JAKI NORMALNY FACET JEST GOTÓW ODDAĆ SWOJĄ PARTNERKĘ INNEMU
        MĘŻCZYŹNIE ????"
        Więc wyobraź sobie, że partnerka nie jest własnością. Że kobieta
        jest człowiekiem, a nie bezwolną lalką, i w związku z tym też
        potrafi podejmować decyzje. I jak każde z nas ma prawo także do
        podejmowania decyzji niemoralnych - osobista odpowiedzialność!!
        Sytuacją absolutnie godną potępienia jest taka, w której jedno z
        partnerów namawia drugie do czegoś, na co tamta osoba nie ma ochoty.
        Seks to nie zabawa, łatwo kogoś skrzywdzić zmuszając go do czegoś,
        co jest dla niego nie do przyjęcia. Ale jeżeli dana para bierze
        udział w seksie grupowym z obustronnej chęci - możesz to krytykować,
        potępiać, ale nie wygaduj takich rzeczy o "oddawaniu partnerki".
        Dlaczego nie można powiedzieć, że to partnerka "pożycza" komuś
        swojego partnera? Bo to kobieta jest własnością mężczyzny, tak?!
        Uważam bardzo zdecydowanie, że "seks sam w sobie nie jest
        wyzwoleniem". Że ktoś, kto pcha się w takie zabawy, bo to takie
        nowoczesne i "wyzwolone", da facto sam się zniewala i robi sobie
        krzywdę. Że wolność leży w umyśle i bardziej wolna jest kobieta,
        która z własnego wyboru nie uprawia seksu i nosi zapięte pod szyję
        ubrania, niż ta, która bez przekonania rzuca się w "swobodę
        seksualną", absolutnym skandalem intelektualnym jest dla mnie
        redukowanie znaczenia określeń "kobieta nowoczesna/wyzwolona" do
        sfery seksualnej (tak, jak się tych słów nierzadko używa - "kobieta
        wyzwolona" nie musi żyć tak, jak to pokazane w tym artykule - ale
        absolutnie nie może rezygnować z seksu, bo to znaczy, że jest
        zahamowana. A jednak jestem kobietą wyzwoloną, wyzwoloną z kłamstw,
        którymi próbuje się nas karmić). Hasła typu "seks tak, seksizm nie"
        są dla mnie naiwne, bo zakładają, że seks sam w sobie jest dobry - a
        moim zdaniem nie jest, seks jest neutralny i ocena powinna zależeć
        od kontekstu. Ale nie mogę w imię sprzeciwu wobec naiwnego
        entuzjazmu w podejściu do seksu przystać na postawę, w której
        odbiera się kobietom zdolność dokonywania wyboru.
        • 08.05.08, 12:17
          żeby wszyscy obrońcy moralności reagowali tak jak ty świat byłby piękny.
          niestety zazwyczaj kończy się na agresji i wymianie inwektyw.

          oceniać oczywiście każdy może, jest wolność słowa. natomiast ostateczny wybór
          powinien należeć do samych zainteresowanych.
    • 03.05.08, 13:33
      Właściwie tytuł wątku jest troche mylący bo powinienem chyba napisać
      uprawia seks z dwoma moimi kolegami za moja zgodą ale to byłoby zbyt
      długie więc aby wszyscy zrozumieli napisałem zdradza mnie. No ale
      może od początku. Jesteśmy małżeństwem od 4 lat i mamy 3 letnią
      córeczke. Jestem dla mojej żony 2 facetem a ona dla mnie 4 kobietą.
      Zawsze byliśmy sobie wierni i temat zdrady w ogóle nie istniał w
      naszym małżeństwie czy wczesniej chodzeniu ze sobą.
      Zmieniło się to dwa lata temu kiedy bylismy na wczasach nad morzem.
      Poznaliśmy tam bardzo fajne małżeństwo, które mieszka zresztą
      kilkadziesiąt kilometrów od nas. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi i
      podtrzymywaliśmy kontakt także po powrocie do domu. My jeździlismy
      do nich, oni do nas, razem urządzaliśmy grilla, chodziliśmy po
      knajpach, bylismy nawet razem na koncercie. Aha zapomniałem napisać,
      że On nazwijmy go M to bardzo przystojny facet i zauważyłem, że
      wpadł zonie w oko ale bynajmniej nie byłem zazdrosny bo wiem, że ona
      ma swoje zasady i mnie nie zdradzi. Ona z kolei nazwijmy ją K to tez
      bardzo atrakcyjna kobieta i tez mi się spodobała ale na patrzeniu
      się skończyło. Okazało się że do czasu. Otóż pewnego dnia a w
      zasadzie wieczora kiedy z M trochę popiliśmy powiedział mi żartem,
      że on zauważył, że jego zona mi sie podoba i jesli chcę moge ją mieć
      ale w zamian musze mu dac swoją. Myslałem, że tylko żartuje ale od
      słowa do słowa okazało się, że mówi powaznie. Byłem w szoku.
      Powiedziałem mu grzecznie, że nie, że dziękuje ale zdecydowanie nie
      odmówiłem. Myśl o tym jednak nie dawała mi spokoju i była coraz
      bardziej podniecająca. Wiedziałem jednak, że marne sa szanse żeby
      moja zona się zgodziła na to. Powiedziałem M, że chętnie bym tego
      spróbował ale że moja zona nigdy się na to nie zgodzi no i co z jego
      zoną. Powiedział, że jego żona wie o wszystkim i chętnie by na to
      poszła. Wyobraźcie sobie mój szok w tym momencie. M chyba to
      zauważył, zawołał zonkę i ona z figlarnym usmieszkiem powiedziała,
      że wie o wszystkim i chętnie się zgodzi. Ustaliliśmy, że
      przekonaniem mojej zony zajmie sie K przy czym powie jej, że ja o
      niczym nie wiem. Tak tez zrobiła. Moja zona natychmiast opowiedziała
      mi o tym i była bardzo zbulwersowana jak tak mozna i w ogóle jak ona
      smiała cos takiego jej zaproponować. Ja jej wtedy odpowiedziałem, że
      w sumie to tylko seks a najwazniejsze jest to, że się kochamy i że
      mozna by nawet spróbować. Moja zona w tym momencie az zaniemówiła. A
      jak zaczęła juz mówić to zaczęła się jedna wielka awantura. Potem
      przez trzy dni nie odzywała się do mnie. Wydawało się, że sprawa
      jest przegrana i tak tez powiedziałem M i K. Po trzech dniach żonka
      ochłonęła i zaczęlismy normalnie rozmawiać. Zaczałem jej tłumaczyć,
      że ona jest dla mnie wszystkim, że tylko ja kocham, że to nie byłaby
      żadna zdrada tylko zwykły seks. Powiedziałem jej, że jej problem
      polega na tym, że boi się, że ja się zakocham w K i ja zostawię a
      jesli nawet otwarcie się tego nie boi to gdzieś w podświadomości się
      tego obawia. Powiedziałem, że nie powina się tego obawiac, że to
      może być świetne doświadczenie, frajda i moim zdaniem może nawet
      wzmocnić nasz związek. Poza tym powiedziałem jej, że przeciez M to
      przystojny facet i zauważyłem, że się jej podoba. Jeżeli nie chesz
      tego robić to nie będe cię naciskał ani mawet przekonywał ale
      naprawdę mogłoby być miło. Zaprzeczyła naturalnie ale widziałem, że
      nie jest juz taka zdecydowanie anty jak na początku. Juz jej cos
      zaczęło świtać w tej pieknej główce. No więc nie będe wam opisywał
      wszuystkiego co było dalej bo bym was zanudził ale koniec końców po
      2 miesiącach zgodziła się. Ustalilismy, że pierwszy raz będzie
      wyglądał w ten sposób, że M przyjedzie do nas a ja pojade do K i tak
      spędzimy noc a rano wrócimy do siebie. Tak tez zrobilismy. Noc
      spędzona z K była wspaniała, upojna, pełna odlotowego seksu. Kiedy
      rano od niej wychodziłem dała mi jeszcze namiętnego buziaka na
      pożeganianie. Niczego nie żałowałem.
      Z niecierpliwościa natomiast czekałem jak było z żonką. Okazało się,
      że M najpierw zaprosił ja na kolacje potem poszli potańczyć a udany
      wieczór zakończyli razem w łóżku. Żona mówiła, że na początku była
      bardzo spięta ale z upływem czasu coraz bardziej się rozkręcała i
      kiedy wrócili do domu była juz gotowa na wszystko. Powiedziała, że
      było jej dobrze i że miała orgazm. Patrzyła przy tym na mnie jak
      zareaguję. ale kurcze ja nie byłem w ogóle zazdrsny wrećz przeciwnie
      czułem tylko podniecenie. Od tej pory spotykaliśmy się regularnie
      raz na tydzień, czasami raz na dwa tygodnie. W róznych
      konfiguracjach zresztą. Najbardziej lubie układ dwóch facetów +
      jedna kobieta szczególnie z moja zoną. Kochamy się wtedy z moja zona
      na przemian z M albo też bierzemy ja jednoczesnie na przykład M
      bierze ja od tyłu a żona w tym czasie zaspokaja mnie oralnie.
      Okazało się, że to doświadczenie tylko wzmocniło nasz związek i nie
      ma żadnych skutków negatywnych. Trzy miesiące temu postanowiliśmy
      poszeszyć nasz układ o trzecie bardzo fajne małżeństwo, znajomych M
      i K nazwijmy ich A i B. Stwierdzilismy jednak zgodnie, że na tym
      koniec bo zaczyna sie robić ciasno. Powiem wam tylko, że takiego
      podniecenia jak w czasie kiedy moja żona obsługiwała nas trzech nie
      miałem nigdy wczesniej i pewnie nigdy później nie będe juz miał. To
      był prezent na jej urodziny. Powiedziałem, że w prezencie dostajesz
      dzisiaj nas trzech i że zrobimy wszystko żebyś był az prezentu
      zadowolona. Oczywiście nie musze pisac, że była bardzo zadowolona.
      Chyba największa przemiana dokonała się w mojej żonie. Kiedyś to
      była cicha, skromna dziewczyna a teraz jest bardziej odwazna, pewna
      siebie, ubiera się czasem nawet wyzywająco a w czasie seksu to
      prawdziwy wulkan namiętności. Kiedy robiła to znasza trójką uwijała
      się jak kotka w marcu. Powiem wam, że gdybym miał do wyboru albo
      bzykam się z K i B ale moja zona uprawia seks tylko ze mną albo ja z
      kolei uprawiam seks tylko z zona ale ona bzyka sie z M i A to
      wybrałbym to drugie. Nawet nie wiecie jak bardzo mnie kręci kiedy
      widzę moją zone z innym a do tego widze, że jej się to podoba że
      jest jej dobrze. Cos fascynującego
      Dobra kończę bo chyba za bardzo się rozpisałem ale mam nadzieję, że
      to przeczytacie bo napisałem to żeby się pochwalić
      • 03.05.08, 14:01
        fajnie ;)
      • 03.05.08, 14:49
        No i mamy już pierwsze owoce tych "pouczających tekstów":
        blogista-ekshibicjonista-fantasmagorysta. Pewnie sie nieźle podniecił
        zamieszczając takie wyssane z chorej wyobraźni bzdury do wiadomości tysięcy
        potencjalnych czytelników.
        • 03.05.08, 15:41
          TO Są chore uklady,bez etyki,moralności i mimo zapewnien ze się PANUJE nad
          sytuacją-pogrąża się w niej.NOWE pary-nowe mięsko do dupczenia...
          • 07.05.08, 19:21
            Tak. Obrońcy moralności zawsze wiedzą lepiej.
      • 06.05.08, 00:29
        No to teraz masz pan żone kurwe (to nie inwektywa a definicja). Gratuluje
        • 07.05.08, 19:56
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • 08.05.08, 00:50
          Definicja?
          Gdzież ta Twoja definicja?
          Może pomyliłeś/aś inwektywę ze słowem wniosek?
          a tak najprościej mówiąc to jest to prostacka obelga.

          Idź sprawdź czy Twoja "stara" pozmywała już po obiedzie...
          chociaż Ty pewnie nie masz "starej" bo teraz kobiety wyszły ze średniowecza i
          nie pozwalają siebie tak poniżać.
          Być może jesteś po prostu młody i widzisz tylko czarne i białe.
      • 07.05.08, 19:48
        to jest partnerstwo wlasnie - polega na szczerosci i ufnosci do
        drugiej osoby - fundamentem jest milosc- i wtedy czynnosc
        (doswiadczenie) naturalna jaka jest seks poszerza sie o boskie
        wymiary ...
        co wspaniale opisal nam kolega
    • 03.05.08, 13:40
      Świetny artykuł.
    • 03.05.08, 14:17
      Obrzydliwe... - z estetycznego i moralnego punktu widzenia. Po co taki tekst?
      Internet zniesie wszystko, ale... miejsce dla stron porno powinno być gdzie
      indziej.

      Tylko nie mydlijcie oczu jakimkolwiek "przesłaniem" bo takiego nie ma.
      • 03.05.08, 15:44
        jak to się w ogóle stało, że Ci się nasunął ten tekst, przecież Ty się takimi zboczeniami nie zajmujesz?


        --
        Koryto ergo sum
        • 03.05.08, 16:12
          Mądremu tłumaczyć nie trzeba, ale skoro się domagasz, więc widocznie tego
          potrzebujesz:

          1. Stronę gazeta.pl mam jako "home"
          2. Ten "tekst" znajdował się w rubryce artykułów polecanych
          3. Tak popularne witryny przeglądają (w tym wypadku niestety!!!) wszyscy (także
          moje dzieci)

          Gdyby to było opatrzone słowem "porno" lub "dewiacje" to z pewnością bym tam nie
          zaglądał, bo mi szkoda na to czasu. Teraz mam pewien dylemat czy dołączyć
          "gazeta.pl" do witryn niepożądanych.

          • 05.05.08, 11:57
            "> Gdyby to było opatrzone słowem "porno" lub "dewiacje" to z
            pewnością bym tam nie zaglądał, bo mi szkoda na to czasu."

            A przycisk "kolejna strona" sam się kliknął przypadkiem i tak
            jeszcze kilka razy :D
            --
            Przypadki Zbigniewa Ziobro – śladami Aleksandry Jakubowskiej
            Edukacja Zbyszka Ziobro
          • 06.05.08, 08:04
            wszystkim bedzie lzej, wiec na co czekasz? A moze po prostu lubisz czytac wlasna
            grafomanie?
          • 07.05.08, 20:00
            juz slowa seks grupowy powinny wlaczyc twa czujnosc a ty co
            gdzie zabrnales ...
    • 03.05.08, 14:37
      Ten artykul jest tania sensacja i ma malo wspolnego z prawdziwym swingiem.
      Autor po prostu szukal taniej sensacji i prawda go nie obchodzila...
      Osoby zainteresowane prawda zapraszam na to forum:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20783
      Tam znajdziecie wypowiedzi setem par tak sie spotykajacych, i ich przezycia i watpliwosci.

      --
      "Gdy kobieta odmawia miłości, a proponuje ci przyjaźń, nie bierz tego za odmowę;
      znaczy to, że chce postępować według kolejności."
      Moliere
    • 03.05.08, 14:45
      jakie badania? przecież to opis fantazji seksualnych na poziomie taniej erotyki
      z harlequina lub gorzej i nic z tego nie wynika, tylko po co umieszczać to w
      gazecie?
    • 03.05.08, 15:19
      oj bardzo niefajny artykuł. niby temat kąsliwy ale nudy i bzdety w
      kazdym paragrafie. moze jakby zamiescic chociaz jedno zdjecie byloby
      ciekwaiej, no coz...o seksie bez seksu
      • 03.05.08, 18:21
        he, he, he.... Terat GW to "na bank" zostanie wykleta....
        --
        Latajace kaczory
    • 03.05.08, 19:32
      Marzę o prawdziwej, wielkiej miłości. O facecie, który będzie mnie
      kochał, rozmawiał ze mną, żartował, spacerował i robił kolację...
      Właśnie się zakochałam. Jest cudownym człowiekiem, i gdy po raz
      pierwszy we wtorek pocałował mnie "tak bardziej" rozaanieliłam
      się... Smutno mi bardzo, że nie będziemy nigdy razem, że niestety
      poznaliśmy się za późno i nic nie pomoże, że świetnie się rozumiemy
      bo on ma już stały związek. Z tym jest mi bardzo źle-boli. Nie mogę
      wyobrazić sobie bólu i cierpienia swingerów. Jakim trzeba być
      człowiekiem? Czego doświadczyć w życiu? Czytam ten artykuł i taki
      niesmak czuję. Nie mogę uwierzyć,że to w ogóle jest prawda.
      Widzę,że jednak wielu mieści się to w głowie. Nie potrafię dzielić
      się w taki sposób osobą, którą kocham. A może to ja taka staromodna
      jestem? Niby pytam ale nie wierzę w to. Tłumaczę sobie każdego dnia,
      że miłość ma wartość i że kiedyś uda mi się stworzyć taki fajny,
      bezpieczny związek z ukochanym. Będziemy tam tylko we dwoje.
      • 03.05.08, 23:50
        a jak całuje żonaty, to nie jes to początek zdrady , albo wchodzenie
        do trójkąta, nawet podświadomego " niech on będzie ze swoją żoną,
        byle to mnie kochał mocno"..
        dziewczyno obudz się... monogamia to piekny ideał, który ciężko
        osiągnąć , a sama wybrałaś bigamistę, który romantycznie całuje!!!
        --
        W każdym narodzie są ludzie mali, ciemni, podli, którzy boją sie
        innych, im obcych. I ze strachu albo w poczuciu cynicznego interesu
        ich atakują, szczując ludzi na ludzi...na razie oni opanowali życie
        publiczne ale to nie będzie trwać wiecznie... oby ...
        • 04.05.08, 00:01

          Pytam serio.

          I nie chodzi mi o mit romantyczny, czy o moralność - tylko o
          erotyczną miłość.

          Czy zazdrość jest nieunikniona?


          Jakie są doświadczenia ludzi?
          • 04.05.08, 22:14
            > Czy zazdrość jest nieunikniona?

            Jest tak samo naturalną rzeczą jak popęd seksualny. Występuje tylko
            wtedy jeśli się zaangażujemy uczuciowo i wali z siłą równą temu
            uczuciu.
            • 04.05.08, 22:51

              Po prostu sądzę, że to jest pogląd tyleż popularny ("Nie ma miłości
              bez zazdrości...":), co arbitralny.

              Zazdrość jest w równym stopniu modyfikowalna, co poczucie własności
              prywatnej - a więc w bardzo dużym.


              Istota zadrości bynajmniej nie jest miłość, lecz brak poczucia
              własnej wartości i brak zaufania do drugiego człowieka.

              Podejrzewam, że są nam one wdrukowywane przez wychowanie społeczne,
              po to abyśmy się nawzajem pilnowali w monogamicznych "podstawowych
              komórkach społecznych" lepiej niż mogłaby to uczynić jakakolwiek
              policja obyczajowa.

              Myślę też, że zaangażowanie uczuciowe nie jest wyłączne.

              A już na pewno nie - kiedy weźmiemy pod uwagę czas.
              (Być może ostra faza zakochania jest wyłączna. (Ale może i tu życie
              też może nas zaskoczyć!:)
              • 05.05.08, 01:19
                > Zazdrość jest w równym stopniu modyfikowalna, co poczucie
                własności
                > prywatnej - a więc w bardzo dużym.

                Zazdrość, a nie chorobliwa zazdrość występuje kiedy pojawia się ta
                trzecia osoba. Nie ma tu czego modyfikować, ktoś się wtrynia z
                własnymi genami i podrzuca kukułcze jajo, tak na to patrzy natura. W
                naszym postrzeganiu to porostu zwyczajna zdrada partnera i to na
                dodatek bolesna jak diabli, tak reaguje nasz system nerwowy.

                > Istota zadrości bynajmniej nie jest miłość, lecz brak poczucia
                > własnej wartości i brak zaufania do drugiego człowieka.

                Widzę, że nic z tego nie kapujesz, istotą zazdrości jest zdrada i
                tym
                bardziej boli im bardziej się kochało. Zdrada rozwala wszystko nie
                tylko poczcie własnej wartości. W relacjach koleżeńskich jest tak
                samo. Jak zdradza kolega to nie boli tak jakby zdradził przyjaciel.

                tak trudno to załapać? Na wojnie jest za to porostu kula w łeb.

                > Podejrzewam, że są nam one wdrukowywane przez wychowanie
                społeczne,
                > po to abyśmy się nawzajem pilnowali w monogamicznych "podstawowych
                > komórkach społecznych" lepiej niż mogłaby to uczynić jakakolwiek
                > policja obyczajowa.

                Absurd który już myślałem dawno przeszedł do lamusa. Hipisi się na
                tym
                przejechali, a mieli takie fajne pomysły. To, że zdarzają się
                kultury
                poligamiczne to nie znaczy, że jest to reguła. Kanibale też się
                zdarzają i to nieznaczny, że ludzie mają się zjadać nawzajem.
                Człowiek
                jest zwierzęciem monogamicznym z predyspozycją do zmian. Zmiany
                jednak
                nie dają tego co daje monogamia. Czy tak ciężko zrozumieć, że
                rodzice
                i dzieci potrzebują rodziny, bezpieczeństwa i zaufania? Żeby to
                sobie uświadomić nie potrzeba żadnego wychowania. Są też jednostki
                które nie
                są do tego zdolne do związku monogamicznego z różnych powodów.
                Tak się składa, że nawet w kulturach poligamicznych zazdrość ma się
                bardzo dobrze. Na dodatek nie bywa wcale tam tak wesoło jak
                się jakaś
                dwójka spinie i pojawi się osoba trzecia.

                > Myślę też, że zaangażowanie uczuciowe nie jest wyłączne.
                >
                > A już na pewno nie - kiedy weźmiemy pod uwagę czas.
                > (Być może ostra faza zakochania jest wyłączna. (Ale może i tu
                życie
                > też może nas zaskoczyć!:)

                Widocznie nie rozróżniasz pojęcia miłość, miłość i miłość. Ja też
                kocham swoich kumpli, kumpele i nie obchodzi mnie to z kim sypiają.
                Może z powodu tego, że różne uczucia traktuje się tym samym słowem a
                o
                prawdziwą miłość jest trudno wiele osób nie wie o czym mówi. Jakoś
                sobie nie wyobrażam żeby można było połączyć to, że razem z
                partnerem
                ma się dzieci, jest on najbliższym przyjacielem znającym nasze
                sekrety, inwestować we wspólną przyszłość i pozwalać na boki albo
                sex
                grupowy. Są przypadki gdzie w "wyzwolonych" małżeństwach stosowanie
                czegoś takiego kończyło się tragicznie (natychmiastowy zawał).

                Można być poligamicznym, można być z tym szczęśliwym, można się tym
                szczycić ale połączenie poligamisty z monogamistą to mieszanka
                wybuchowa z definicji. Żeby zachować równowagę wystarczy tylko tego
                przestrzegać i wszyscy będą happy.
                Monogamia daje to czego nie daje poligamia i za żadne skarby
                się tego
                nie wyrzeknę. Nie obchodzi mnie to, że jacyś pseudointelektualiści
                będą mi wytykać, że jestem zacofany. Takie uczcie które zostaje na
                całe życie, będące wręcz czymś mistycznym nie da się niczym
                zastąpić.
                • 06.05.08, 01:28
                  Ja, niestety, widzę twój post jako dorabianie do obiegowych opinii
                  moralnych uzasadnienia twierdzeniami fałszywymi, przypisywanymi
                  biologii, okraszonymi legendami godnymi kursu nauk przedmałżeńskich
                  (ta historia o zawale jest miodzio!:).

                  Pozwól, że wyliczę ci kilka fikcji:

                  1.> Człowiek
                  > jest zwierzęciem monogamicznym [...]

                  Ad.1 Zaznaczając, że biologia ewolucyjna nie dostarcza żadnych
                  rozstrzygnięć co do tego, co człowiek powinien, trzeba ci
                  odpowiedzieć, że to po prostu nieprawda, co piszesz.

                  Człowiek, ewolucyjnie patrząc, jest poligamiczny.
                  A także (o czym wielu z nas nie wie) poliandryczny. Tj. także
                  kobieta jest genetycznie predysponowana do posiadania więcej niż
                  jednego partnera seksualnego.


                  2.
                  > Zazdrość, a nie chorobliwa zazdrość występuje kiedy pojawia się ta
                  > trzecia osoba. Nie ma tu czego modyfikować, ktoś się wtrynia z
                  > własnymi genami i podrzuca kukułcze jajo, tak na to patrzy natura.


                  Ad.2

                  Zbyt antropomorficznie wyobrażamy sobie "walkę" genów i
                  bezrefleksyjnie przekładamy ją na uczucia wrogości pomiędzy ich
                  nosicielami.
                  Tymczasem "samolubne geny" mogą "walczyć", a ich nosiciele -
                  pozostawać w najlepszej komitywie.

                  (Z punktu widzenia samej tylko "walki genów" wcale przecież nie jest
                  oczywiste, czy powinni konkurować z powodu genów odmiennych czy też
                  współpracować z powodu genów wspólnych!)

                  To taka uwaga metodologiczna, by nie personifikować pojęć biologii
                  ewolucyjnej (ani "matki natury":)

                  Uwaga druga, już dotycząca treści: Seks u gatunku ludzkiego nie
                  służy ewolucyjnie wyłącznie rozmnażaniu.

                  I dlatego np. samica ludzka jest z punktu widzenia biologii
                  ewolucyjnej predysponowana do pobierania materiału genetycznego od
                  samców silnych i agresywnych, ale tworzenia więzi seksualno-
                  emocjonalnej z samcem pokojowo usposobionym i opiekuńczym.

                  Uwaga trzecia: "walka" nie jest całą treścią ewolucyjnych dziejów
                  genów. Równie ważną rolę w dążeniu do przetrwania odgrywają
                  rozmaitego rodzaju "sojusze" genów, a nawet niekiedy, o dziwo,
                  pojawia się bezinteresowność!


                  3.>zdrada partnera [...] bolesna jak diabli, tak reaguje nasz system
                  >nerwowy.

                  Ad.3

                  Nie jest prawdą, że rzecz daje się wytłumaczyć jakimś mechanizmem
                  neurologicznym.
                  To, co retorycznie brzmi nieźle, z punktu widzenia nauki jest tu
                  czystą fikcją.
                  (No, z jakich badań czy opracowań to twierdzenie wziąłeś?:)


                  4.>Czy tak ciężko zrozumieć, że
                  > rodzice
                  > i dzieci potrzebują rodziny, bezpieczeństwa i zaufania?


                  Oczywiście.

                  Ale tym środowiskiem wychowującym dzieci (ową "rodziną") bywają u
                  różnych ludów najrozmaitsze konfiguracje. (Wciąż istnieją
                  społeczności - a do 5000 lat temu stanowiły one całą populację
                  Ziemi - które nie wiedzą, że dziecko ma ojca!!! Po prostu
                  skojarzenie seksu z ciążą jest w dziejach ludzkości rzeczą zupełnie
                  niedawną!:)
                  I nie da się wcale powiedzieć, by zdrowie psychiczne plemienia
                  wychowanego w ten sposób ustępowało w czymkolwiek zdrowiu
                  psychicznemu narodów europejskich (jest chyba raczej na odwrót:)


                  5.> Widzę, że nic z tego nie kapujesz, istotą zazdrości jest zdrada

                  'Zdrada' (o ile nie ma być tu tylko tautologiczną nazwą poligamii)
                  oznacza naruszenie czyjegoś zaufania (zwykle wiąże się ono z daną
                  obietnicą, ale być może nie tylko). W szerszym sensie 'zdrada'
                  oznacza skandaliczną obojętność na los człowieka w
                  niebezpieczeństwie lub cierpiącego.

                  Mylisz się więc. Istotą zadrości jest lęk, że staniesz się obojętny
                  i zbędny dla człowieka, na którego postawiłeś jako na swoje życiowe
                  schronienie emocjonalne, jeśli tylko ów człowiek zafascynuje się
                  kimś innym niż tobą.

                  Uważam, że źródłem tego lęku nie jest miłość, lecz właśnie brak
                  miłości, tj. brak dogłębnego porozumienia i ufności pomiędzy osobami.

                  Zazdrość jest tam, gdzie źródłem poczucia bezpieczeństwa nie jest
                  miłość, lecz jakiś rodzaj przymusu nad drugą osobą (zobowiązanie
                  moralne, wspólne mieszkanie, odpowiedzialność za dzieci), który gdy
                  zniknie, stawia nas przed groźbą jej odejścia.

                  Przyjrzyj się swoim uczuciom: czy zazdrość nie jest tym właśnie?

                  Ja myślę, że tak.

                  Dlatego uważam, że nie jest czymś wartym kultywowania ani
                  nieusuwalnym.



                  Jeśli zdefiniujesz sobie "prawdziwą miłość" jako definitywnie
                  wyłączną, to jasne, że wszystkich zadających pytanie o wyłączność
                  miłości będziesz mógł zdyskredytować jako ludzi niewiedzących, o
                  czym mówią.

                  Tylko że ja podejrzewam, że niekiedy w relacjach 'niewyłącznych'
                  może dochodzić do równie głębokich i wartościowych przeżyć
                  ("będących czymś wręcz mistycznym"), co w relacjach wyłącznych.

                  A twoje pojęcie "prawdziwej miłości" ma niestety tę wadę, że służy
                  uniemożliwieniu z góry dyskusji na ten temat.


                  Co do hipów - wcale nie wydaje mi się, żeby aż tak poszli do
                  lamusa:) Raczej chyba uniemożliwiono im prawnie propagowanie (wręcz
                  okazywanie) kluczowych elementów własnego stylu życia (psychodeliki,
                  a także znaczna część swobody seksualnej).

                  Więc z konieczności zeszli z widoku massmediów (które z powodów
                  politycznych naostatek zapodały opinii publicznej nieuczciwie
                  negatywny obraz ruchu - za którego sprawą mówisz o "przejechaniu
                  się" hipów).

                  Niemożliwość publicznego propagowania głównych idei ruchu na pewno
                  znacznie zmniejszyła liczebność hipisów.

                  Ale, mniej liczni, żyją sobie nadal poza światłem medialnych
                  reflektorów w jakichś wiejskich komunach, czy gdzie tam. I pewnie
                  mają się dobrze:)


                  Ja w każdym razie cenię ich także za ową wolność seksualną i
                  podejrzewam, że raczej wzbogaca ona ich osobowość w porównaniu z
                  normalnymi prawomyślnymi obywatelami, niż by ją miała zubażać.
                  • 06.05.08, 14:41
                    > Ja, niestety, widzę twój post jako dorabianie....

                    Czy uważasz, że obiegowe opinie muszą być koniecznie złe i tylko to
                    co szokujące teorie są prawdziwe? To jest właśnie absurd który dawno
                    porzucono, obecnie nie szuka się sensacji ale funkcjonujących i
                    spójnych teorii.

                    > 1.> Człowiek
                    > > jest zwierzęciem monogamicznym [...]
                    >
                    > Ad.1 Zaznaczając, że biologia ewolucyjna nie dostarcza żadnych
                    > rozstrzygnięć co do tego,.......

                    Widzę, że wycinasz co Ci pasuje do wykreowania obrazu mojej osoby.
                    Pozwól, że jednak wkleję ponownie to co pisałem naprawdę, bo
                    dokonujesz zafałszowania mojego tekstu.
                    "Człowiek jest zwierzęciem monogamicznym z predyspozycją do zmian."
                    Monogamia jest potrzebna do wychowania inteligentnego potomstwa,
                    które jest delikatne. Inteligencja wiąże się z wrażliwością i
                    potrzebą wygórowanego bezpieczeństwa.
                    Ale człowiek jest uniwersalny więc jest zdolny do poligamii, która
                    daje mu przetrwać w różnych warunkach, czyli i ona jest niezbędna.

                    > Zbyt antropomorficznie wyobrażamy sobie "walkę" genów i
                    > bezrefleksyjnie przekładamy ją na uczucia wrogości pomiędzy ich
                    > nosicielami ......

                    Zerknij co napisałem odnośnie zarzutu 1, poza tym każdy osobnik jest
                    wyposażony w instynkt faworyzujący swoje geny.

                    > I dlatego np. samica ludzka jest z punktu widzenia biologii
                    > ewolucyjnej .......

                    Co nie jest na korzyść samca o pokojowym usposobieniu, więc ma swój
                    mechanizm obronny.

                    > Uwaga trzecia: "walka" nie jest całą treścią ewolucyjnych dziejów
                    > genów. .......

                    Jak to na wojnie bywa.

                    > Nie jest prawdą, że rzecz daje się wytłumaczyć jakimś mechanizmem
                    > neurologicznym.......

                    Mating Strategies and Partnerships in Birds, Humans, and Other
                    Mammals In: Ulrich H. Reichard and Christophe Boesch, Editors,
                    Cambridge University Press (2003)

                    > Ale tym środowiskiem wychowującym dzieci (ową "rodziną") bywają u
                    > różnych ludów ......

                    Takie plemiona w których nie wiedzą skąd się biorą dzieci to
                    naprawdę rzadkość.
                    We większości innych panuje najczęściej monogamia pomimo, że
                    wychowują dzieci wspólnie. Nawet w tych plemionach w których
                    poligamia jest narzucona łącznie z seksem grupowym, dochodzi do
                    tego, że łączą się w pary które często odstają od grupy.
                    Na temat tego co było 5000 lat temu to mamy bardzo blade pojęcie.

                    > 'Zdrada' (o ile nie ma być tu tylko tautologiczną nazwą poligamii)
                    > oznacza naruszenie czyjegoś zaufania .......

                    Zdrada niszczy zaufanie jak i panujące układy. Tak samo jest groźna
                    w małżeństwie, handlu czy na wojnie. To zawsze ta sama zdrada.
                    Osobnik tym dotknięty zostaje wywalony poza społeczeństwo jako
                    pasożyt.
                    Zdradzisz znajomych, oni to rozpowiedzą i wszyscy którzy się o tym
                    dowiedzą nigdy się z tobą nie zaprzyjaźnią. Tak samo z "miłością",
                    nikt się nie zwiąże z taką osobą, co nie oznacza, że może dalej
                    funkcjonować seksualnie z podobnymi przypadkami.
                    Można nawet stworzyć całe społeczeństwo gdzie nie ma "miłości" i
                    powiedzieć, że oni będą żyć szczęśliwie. Pojawi się monogamista i
                    będzie to koszmar dla niego. Polecam książkę "Nowy wspaniały
                    świat" Aldousa Huxley'a.

                    > Mylisz się więc. Istotą zadrości jest lęk, że staniesz się
                    obojętny ......

                    Nie mylę się, jak zainwestuje w spółkę ze znajomym a on mnie
                    wyroluje to będzie dokładnie to samo. Partner nigdy nie był dal mnie
                    schronieniem emocjonalnym a raczej odwrotnie. To ja daje schronienie
                    i to jest to co mi daje cel w życiu. Dlatego wykorzystanie tego jest
                    porostu draństwem, na takiej samej zasadzie jak wykorzystanie
                    przyjaciela, czy partnera w interesach. Istotą miłości jest dawanie
                    ale nie komuś kto wykorzystuje.
                    Naucz się, że FASCYNACJA TO NIE MIŁOŚĆ.

                    > Uważam, że źródłem tego lęku nie jest miłość, lecz właśnie brak
                    > miłości, tj. brak dogłębnego porozumienia i ufności pomiędzy
                    osobami.

                    Jeśli partner nie daje powodów do zazdrości to jej nie powinno być.
                    Nie myl chrześcijańskiej miłości a miłością dwojga partnerów. Ta
                    druga ma bardzo dużo zobowiązań. Jak słyszę, że ktoś zdradza
                    partnera i na dodatek mówi, że powinien go kochać, bo powinien
                    zrozumieć potrzeby, to mnie krew zalewa. A co z potrzebami
                    zdradzanego, co z potrzebami bycia nie zdradzanym. Po cholerę
                    wchodziło się w taki układ. To najzwyczajniejsze draństwo i
                    bezszczelność.

                    > Zazdrość jest tam, gdzie źródłem poczucia bezpieczeństwa nie jest
                    > miłość, lecz jakiś rodzaj przymusu nad drugą osobą (zobowiązanie
                    > moralne, wspólne mieszkanie, odpowiedzialność za dzieci), który
                    gdy
                    > zniknie, stawia nas przed groźbą jej odejścia.

                    Jesteś utopistą, pomimo, że ludzie się kochają to życie jest długie
                    i naraża na różne pokusy. Miłość to zarazem zobowiązania i przymus
                    którym są nie tylko dzieci, mieszkanie... Miłość bez zobowiązań to
                    albo w raju albo w wolnych związkach w których partnerzy się sobie
                    nudzą i szukają nowych. Tylko dla tych drugich miłość to porostu
                    fascynacja,a dla mnie to zwykli egoiści.
                    Co to za czasy, że ludzie tak histerycznie boją się jakichkolwiek
                    zobowiązań. W perfidny sposób wykorzystują ludzi a później nazywają
                    to miłością, na zasadzie: a żółty kolor mi się już znudził, teraz
                    czerwony.
                    Miłość to cholerne poświęcenie siebie, coś co egoistom przez głowę
                    przejść nie może.

                    > Przyjrzyj się swoim uczuciom: czy zazdrość nie jest tym właśnie?
                    >
                    > Ja myślę, że tak.
                    >
                    > Dlatego uważam, że nie jest czymś wartym kultywowania ani
                    > nieusuwalnym.

                    Znam siebie i to bardzo dobrze, wciąż dalej poznaje i w tym poznaniu
                    zabrnąłem tak głęboko jak mało kto.
                    Monogamii się nie kultywuje, to jest w nas i w świecie który nasz
                    otacza jako prawo nieusuwalne. Poligamia tak samo.

                    > Jeśli zdefiniujesz sobie "prawdziwą miłość" jako definitywnie
                    > wyłączną, to jasne, że wszystkich zadających pytanie o wyłączność
                    > miłości będziesz mógł zdyskredytować jako ludzi niewiedzących, o
                    > czym mówią.

                    To ty to tak zdefiniowałeś. Ja porostu należę do ludzi którzy wiedzą
                    na czym polega. Są też ludzie którzy nie wiedzą co to przyjaźń.

                    > Tylko że ja podejrzewam, że niekiedy w relacjach 'niewyłącznych'
                    > może dochodzić do równie.....

                    To już inne doznania. Polecam prostytutki z Kolumbii podobno
                    potrafią dać mistyczne doznania ruchami pochwy.

                    > Co do hipów - .....

                    Uniemożliwianie czegokolwiek tylko napędza tego typu subkultury. Oni
                    się w pary zaczęli łączyć i rozwalać w ten sposób od wewnątrz.

                    > Ale, mniej liczni, żyją sobie nadal poza światłem medialnych
                    > reflektorów w jakichś wiejskich komunach, czy gdzie tam. I pewnie
                    > mają się dobrze:)

                    Żebrzą na ulicach, a ci którzy odeszli często są milionerami.
                    Przykład: zerknij dolina krzemowa, tam są jedni i drudzy.

                    > Ja w każdym razie cenię ich także za ową wolność seksualną i
                    > podejrzewam, że raczej wzbogaca ona ich osobowość w porównaniu z
                    > normalnymi prawomyślnymi obywatelami, niż by ją miała zubażać.

                    Ja też cenię sobie odmienność dopóki nie zaczyna mi szkodzić. Nie
                    przeszkadza mi swoboda seksualna, dopóki nie próbuje ingerować w
                    monogamię dopuszczając się tym nietolerancji i agresji.

                    Wyglądasz mi na hedonistę.




                    • 06.05.08, 18:50
                      Obiegowe opinie są z zasady fałszem, ponieważ do prawdy o życiu,
                      które jest przecież indywidualne, można dojść tylko - indywidualnie.

                      Uważam, że społeczeństwo instrumentalizuje nasze życie i skłania
                      nas, byśmy sami się instrumentalizowali. A czyni to poprzez
                      moralistyczne stereotypy (takie jak z tym "dawaniem").


                      Oraz przez piętnowanie hedonizmu.


                      Otóż właśnie dokładnie "dawanie" niszczy miłość i podstawia na jej
                      miejsce obowiązek. (Ważną rolę, nie ukrywam, odgrywa tu moralność
                      heroiczna antyku, której odmianą jest Nowy Testament.)

                      Wystarczy popatrzeć na niejedną teściową, której treścią życia jest
                      właśnie owo "dawanie siebie" rodzinie. Potrafi to być doskonale bez
                      zarzutu (cienia własnej przyjemności!:), obwiniające,
                      bezindywidualne i toksyczne.

                      Tymczasem nie ma czegoś takiego, jak powinność kochania.

                      Ani też nikt nie może rościć sobie prawa do bycia przez kogoś
                      kochanym.


                      Miłość zdarza się - i wtedy można tylko po prostu błogosławić los.


                      Jest w pewnym sensie właśnie hedonistyczna (to słowo znaczy coś
                      bardzo dobrego). Choć mówię to z zastrzeżeniem, bo 'hedonizm'
                      nauczono nas kojarzyć z pewnym wyrachowaniem (ale przecież
                      niesłusznie, bo wyrachowanie nie jest przyjemne!:)

                      Miłość może pociągać za sobą rozmaite poświęcenia, ale nie one
                      stanowią jej istotę.

                      Istotą miłości jest rozkosz ("rozkochanie" - sam język naprowadza
                      nas na ten trop).

                      Miłość to radość z czyjegoś istnienia i fascynacja jego osobowością.


                      Nie ma miłości bez przyjemności ("przyjemność" - od 'przyjmować' -
                      znaczy właściwie prawie tyle, co 'miłość' - tj. że ktoś jest
                      nam 'miły')


                      Ideologia "dawania siebie" służy społeczeństwu de facto do
                      niszczenia miłości, ponieważ żywa miłość jest siłą społecznie
                      wywrotową.

                      Trzeba ją czym prędzej przerobić na obowiązek.


                      Pojęcie "dawania" czy "dawania siebie" należy do metaforyki
                      własności prywatnej i towaru.


                      Zakłada (znoszony właśnie przez miłość, przynajmniej w pewnej ważnej
                      sferze) podział na "moje" i "twoje".

                      Tymczasem piękno nie jest żadnym "darem" ani radość - "aktem woli".

                      Miłość jest poza tymi instrumentalnymi kategoriami.


                      Właśnie przyjemność jest tym, co wyzwala nasze relacje z
                      instrumentalności (owej "teściowej heroicznie stawiającej przed nami
                      obiad":).


                      Oczywiście obyczajowość swingersów nie odzwierciedla tego, o czym
                      mówię.

                      "Potulnie" akceptują oni swój status "egoistów" i stosownie do tego
                      myślą o sobie i się zachowują.


                      Ale zwróć uwagę, że głęboka rozkosz odmawia przyjęcia narzuconej
                      konwencji "bezdusznego egoizmu".

                      Pomimo "zgorszenia" kobiety, która przecież się "ku..ła" (tak
                      uważała, a wiadomo przecież każdemu, że "ku..enie się" nie
                      jest "miłością":), jeden mężczyzna się w niej ewidentnie zakochał.


                      Za ewidentne wpojenie społeczne uważam też "egoistyczne" podejście
                      swingersów (że niby "tutaj każdy dba tylko o własną rozkosz").


                      Przecież głównym przedmiotem godnej swojego miana delektacji jest
                      tak naprawdę rozkosz drugiej strony:) Seks to komunikacja ludzi
                      ("nie pożąda ciał, lecz świadomości").


                      Nikt, kto zna się na rzeczy, nie chce w łóżku "Matki Teresy":)


                      Właśnie "egoizm" jest ze strony partnera/partnerki najbardziej
                      altruistyczny (tj. życzliwy, afirmujący cię). Nieprawdaż?


                      Dlatego sądzę, że miłość właśnie JEST FASCYNACJĄ.


                      Moralizatroskie rozróżnienie na "egoizm" i "altruizm" się do niej
                      nie stosuje.

                      A takoż - chrześcijańskie pojęcie "daru".


                      (Kiedy kobieta, w której jesteś zakochany, przyjmuje od ciebie
                      kwiaty - jesteś "obdarowującym", czy "obdarowanym"?)



                      • 07.05.08, 11:58
                        > Obiegowe opinie są z zasady fałszem, ponieważ do prawdy o życiu,
                        > które jest przecież indywidualne, można dojść tylko -
                        indywidualnie.

                        To zwykła głupota przyjmować, że to co obiegowe od razu musi być
                        fałszywe. Na podstawie takiego stwierdzenia można zapomnieć o
                        jakiejkolwiek dyskusji, bo jeśli się przekona do czegoś większość to
                        stanie się to "obiegowe" i fałszywe. Robisz z siebie tym
                        "indywidualistę na siłę".

                        Negujesz porostu potrzeby ludzkie, na tej samej zasadzie negowano
                        potrzebę seksu grupowego. Zdarzają się takie osobniki, jest to jak
                        najbardziej naturalne. Natomiast atak na to jak żyje i żyła
                        większość ludzi jest porostu hipokryzją nowego myślenia. Chociaż tak
                        naprawdę to idea antyczna.

                        Spotkałem się wiele razy z tego typu myśleniem i najczęściej byli to
                        ludzie pokrzywdzeni przez własne rodziny. Dlatego na podstawie
                        indukcji mogę przypuszczać, że taż masz złe doświadczenia z
                        dzieciństwa, co nie wyklucza, że mogę się mylić.

                        Co do miłość w sensie jak to przedstawiają chrześcijanie, wiąże
                        się z umiejętnością dawania i poświęcenia samego siebie. Nie jest to
                        filozofia trywialna i wiele osób w tym duchownych nie potrafi tego
                        pojąć. Buddyści chociaż wyszli z innego punktu wniosek mają taki
                        sam. Wszystko sprowadza się do tego, że jesteśmy społeczeństwem i
                        pojmować je powinniśmy jako jedność. Nie rób drugiemu co tobie nie
                        miłe bo wszyscy jesteśmy jednym, tym samym szkodzisz samemu sobie.
                        Jeżeli ta prosta forma wydaje Ci się obiegowa, to mogę to
                        poprzekładać cycatymi, nazwiskami i pojęciami słownikowymi żebyś
                        uznał, że to ma jakiś głębszy sens. Dandyści bez tego nie potrafią
                        nic załapać.

                        > Otóż właśnie dokładnie "dawanie" niszczy miłość i podstawia na jej
                        > miejsce obowiązek. (Ważną rolę, nie ukrywam, odgrywa tu moralność
                        > heroiczna antyku, której odmianą jest Nowy Testament.)

                        Widocznie nie rozumiesz czym jest dawanie, a co wiele osób pojmuje
                        bez większego problemu, wręcz intuicyjnie. Przykłady które
                        przytoczyłeś związane są z pasożytnictwem (przykład teściowej),
                        którego należy unikać. Dawanie samo w sobie jest przyjemnością,
                        uszczęśliwianie tych których się kocha jest dużo przyjemniejsze i
                        wznioślejsze niż uszczęśliwianie samego siebie. Kiedyś lubiłem
                        dostawać prezenty na gwiazdkę i martwiło mnie to, że jak dorosnę to
                        już tak nie będzie. Teraz mam o wiele większą frajdę z ich
                        kupowania, ale gdybym robił to dla kogoś kto okazało by się, że mnie
                        wykorzystuje to był by to duży cios.

                        W związku dwojga ludzi, który nie polega tylko na fascynacji, są oni
                        jednością i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie
                        postrzegają siebie jako ja to ja, tylko ja to my. Wielu ludzi nie
                        stać na coś takiego i nigdy tego nie zrozumieją. Nie pisz mi tylko,
                        że to tylko ja rozumiem, bo tyle literatury stoi za mną, że nigdy
                        tego nie zliczę. Negowanie tego obiegowego poglądu to porostu
                        przejaw negacji wszystkiego co tyczy się społeczeństwa i schodzenie
                        byle jakich opinii negujących te poglądy. Takie osoby są porostu
                        dekadentami topiącymi swoje frustracje w nurtach stworzonych przez
                        im podobnych. Tylko te nurty są tak nielogiczne, tchną taką
                        hipokryzją i niespójnością, że sprawia mi wielką frajdę wytykanie
                        tym zarozumialcom dziur w ich przemyśleniach.

                        > Za ewidentne wpojenie społeczne uważam też "egoistyczne" podejście
                        > swingersów (że niby "tutaj każdy dba tylko o własną rozkosz").
                        >
                        >
                        > Przecież głównym przedmiotem godnej swojego miana delektacji jest
                        > tak naprawdę rozkosz drugiej strony:) Seks to komunikacja ludzi
                        > ("nie pożąda ciał, lecz świadomości").

                        Tylko, że oni uprawiają seks dla seksu, a tym samym
                        eliminują inną część samego siebie jakim jest miłość partnerska.
                        Gdyby spróbowali połączyć te dwie rzeczy zaowocowało by to ogromnym
                        bólem. Dlatego stanowią oni odrębną część społeczności. Jeśli
                        istnieje miłość pomiędzy nimi to na zasadzie miłości do przyjaciela
                        + fascynacja seksualna. Miłość gdzie partner staje się częścią mnie
                        po to żeby żyć razem (nie znaczy to wcale mieszkać), mieć dzieci i
                        rodzinę (chociaż te dwie ostatnie opcje nie są konieczne) jest
                        wykluczona. Gdyby narzuć taki standard społeczeństwu spowodowało by
                        to rozpadem społeczności. Dzieci które by się rodziły traktowano by
                        na takiej samej zasadzie jak się traktuje partnera "fajny bobasek
                        był, ale za dużo kupy robił więc go oddałam". Z powodu takiego
                        postępowania coraz więcej osób popadało by w myślenie typu ja i
                        tylko ja. Jak sobie wyobrażasz świat stworzony z samych egoistów -
                        hedonistów? Każdy chce wykorzystać każdego. Główny czynnik rozpadu
                        społeczności by się wzmógł do tego stopnia, że zaowocowało by to na
                        pewno jakąś katastrofą.

                        Istnieje też druga grupa ludzi uprawiający seks grupowy. Mam
                        przyjaciela który robi coś takiego. On naprawdę nie może się z nikim
                        związać z powodu przeżyć i rozczarowań. Dla niego to jedyny sposób
                        na zaspokojenie swoich potrzeb, co robi z niego człowieka
                        szczęśliwego i wiecznie uśmiechniętego. To naprawdę wspaniały
                        człowiek, ale on nigdy tak nie chciał żyć.

                        > Pomimo "zgorszenia" kobiety, która przecież się "ku..ła" (tak
                        > uważała, a wiadomo przecież każdemu, że "ku..enie się" nie
                        > jest "miłością":), jeden mężczyzna się w niej ewidentnie zakochał.

                        Ja nie uważam, że to jest zgorszeniem. Dzięki takim kobietą mój
                        przyjaciel jest szczęśliwy. Zakochać się w takiej można i to
                        najczęściej dobrze się nie kończy, a jeśli się kończy dobrze to ona
                        przestaje taka być.

                        > Moralizatroskie rozróżnienie na "egoizm" i "altruizm" się do niej
                        > nie stosuje.
                        >
                        > A takoż - chrześcijańskie pojęcie "daru".

                        Daruj sobie takie górnolotne i pogardliwe teksty, widocznie dla
                        Ciebie chrześcijaństwo to wizja księdza Rydzyka. Wszędzie jest pełno
                        kretynów ale to nie znaczy, że można jechać w ten sposób na
                        tą filozofię posiadającą tyle interpretacji. Jej główny fundament
                        oparty na miłości jest jednym z najsilniejszych jej atutów i nie
                        widziałem żadnego tekstu który by zdołał to podważyć.
                        Co najwyżej można wyznawać egoizm.

                        > Miłość może pociągać za sobą rozmaite poświęcenia, ale nie one
                        > stanowią jej istotę.

                        Nie ma sytuacji wymagającej poświęcenia, a jest miłość. Przecież to
                        oczywiste? Chodzi o gotowość na poświęcenie, im większe tym większa
                        miłość. Dlatego w romansidłach bohater dokonuje cudów, żeby
                        zdobyć ukochaną, ale widoczne ten poziom też dla Ciebie za wysoki.

                        > (Kiedy kobieta, w której jesteś zakochany, przyjmuje od ciebie
                        > kwiaty - jesteś "obdarowującym", czy "obdarowanym"?)

                        Ja mam frajdę z dawania i brania. Szluga żebrakowi też lubię dać, a
                        nawet dołożę na tanie wino, bo wtedy wiem, że ten człowiek chociaż
                        przez chwilę będzie szczęśliwy w swoim parszywym życiu. To co od
                        niego dostaje w zamian to śmierdzący oddech. I nie czuję
                        się wykorzystany. Potrafisz to pojąć?

                        > Dlatego sądzę, że miłość właśnie JEST FASCYNACJĄ.

                        Ja tak myślałem jak miałem dziewczynę w wieku 6 lat. Później urosła,
                        zmieniła się i przestała mi się podobać. Ty widzę dalej tak
                        postrzegasz świat.
                        • 07.05.08, 16:34

                          Ludzie wychowani w ten sposób, że za wszelką cenę chcą nie
                          być "egoistami" i ta motywacja kieruje nimi w życiu - okazują się
                          niezdolni do zachwytu i życia nim.

                          Czyli właśnie - do miłości.


                          Nie chcesz rozumieć tego, o czym mówię, więc znajdujesz fikcyjne
                          interpretacje przykładu takiego człowieka: wspomnianej "teściowej".

                          Nie jest ona żadnym "pasożytem". Aleś wymyślił!:)

                          Przeciwnie, jest maksymalnie "produktywna", "pożyteczna" i "nie
                          oglądająca się na wlasne przyjemności".

                          "Ona by dla dobra rodziny wszystko!"

                          I to jest prawda.

                          Tylko, że to jej "dobro rodziny" nie ma wiele wspólnego z
                          rzeczywistymi ludźmi.

                          choć to pewnie wszystko przez ich "egoizm", bo nie rozumieją ani
                          swojego prawdziwego dobra, ani jej nieustannej samoofiary;-)



                          No, a już te próby "pokręconego", by wejść w pozycję
                          paternalistyczną wobec rozmówcy ("niedojrzałość!") są, wybacz,
                          zabawne:)



                          • 07.05.08, 18:21
                            Wręcz przeciwnie, ludzie którzy żyją w ten sposób się spełniają
                            wszystkie swoje wewnętrzne potrzeby. To właśnie ci którzy uważają,
                            że skakanie z kwiatka na kwiatek to miłość gubią część siebie.
                            Napisz w takim razie co to jest dla Ciebie miłość, a ja napiszę jak
                            ja to widzę i zobaczysz czego brakuje.

                            Co do teściowej to przeczysz sobie. Najpierw piszesz, że jest
                            toksyczna a później, że jest pożyteczna. Skoro piszesz, że nie ma
                            ona w takim działaniu "cienia własnej przyjemności" to znaczy, że
                            rodzina na niej pasożytuje. Zgadza się?

                            Sam nie potrafisz wniknąć w to co napisałem, pomimo iż odnoszę się
                            zawsze do całego tekstu który piszesz. Wygląda na to, że widzisz
                            stereotyp rodziny na wzór giertychowskiej. Co to za urazy do takiego
                            życia, tylko wolność, przyjemność i żadnych zobowiązań. Ciekawe jak
                            się poczujesz jak będziesz mieć kłopoty? Co zrobisz jak partnerka Ci
                            powie "co ty masz do zaoferowania", albo "znajdź sobie dobrą pracę
                            to pogadamy". Powie, że cię kochała ale teraz się zmieniłeś i
                            dowidzenia.
                            • 08.05.08, 03:30
                              Fajnie, bronicie swoich tez i w kontekście własnej osoby obaj macie rację.
                              Żadne z Was drugiego nie przekona, zrozumcie - nie ma takiej potrzeby :)
                              Pozdrawiam.
                              • 08.05.08, 15:26
                                Ja widzę taką potrzebę. Mas-media promują poligamię jako coś co jest
                                zgodne z naturą człowieka, a monogamię jako przymus narzucony
                                kulturowo. Nie odpuszczę ignorantom którzy tak
                                przedstawiają monogamię, kiedyś na tej samej zasadzie ganiono
                                poligamię.
                                Obaj nie możemy mieć racji, to nie opis moich potrzeb, ale wspólnych
                                elementów natury ludzkiej.

                                Reszta wypowiedzi tutaj:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=79052750&a=79307917
                                • 08.05.08, 15:35
                                  "According to the Ethnographic Atlas Codebook, of the 1231 societies noted, 186 were monogamous. 453 had occasional polygyny, 588 had more frequent polygyny, and 4 had polyandry.[5]"

                                  To tyle jeżeli chodzi o twoje twierdzenie, że monogamia jest naturalna. Jak się okazuje w większości kultur występowała poligamia.

                                  --
                                  celibat jest dewiacją! nie występuje w przyrodzie! zakazać dewiantom w sukienkach nauczania naszych dzieci!
                                  • 08.05.08, 17:36
                                    Tak to jest jak się wyrywkowo wkleja teksty z wikipedi.
                                    453 - czasami poligamiczne, np. wódź plemienia ma kilka żon. To i tak
                                    wielożeństwo się zalicza trwałych związków.
                                    588 - częstsza poligamia. np. u Indian Ameryki Południowej, gdy
                                    są młodzi to często się wymieniają partnerami ale jak znajdą odpowiedniego to są razem do końca życia.
                                    4 - poliandryczne, to ciekawe, bo wychodzi na to, że to mężczyźni
                                    są odpowiedzialni za poligamię.

                                    Czytasz między wierszami i nie umiesz interpretować danych statystycznych. Nigdzie nie pisałem, że niema poligamii ani, że jest
                                    nienaturalna.
                                    • 09.05.08, 15:26
                                      > Czytasz między wierszami i nie umiesz interpretować danych statystycznych. Nigd
                                      > zie nie pisałem, że niema poligamii ani, że jest
                                      > nienaturalna.

                                      ale się spieniłeś. nawiasem mówiąc to "czytam między wierszami" czy "nie umiem interpretować danych"? zdecyduj się. to co starałem ci się pokazać to fakt, że zdecydowana większość dotychczas istniejących społeczeństw żyła w jakichś formach poligamii (czyli nie 1+1 od początku razem do końca życia) - w monogamii żyło może 15% wszystkich społeczeństw.

                                      "Studies have shown that human sexual behavior does not generally fit neatly within structures imposed by societies or religions, with masturbation being almost universal, and pre-marital sex, serial monogamy, adultery, paraphilia and homosexual and bisexual behavior being far more common than these societies are willing to acknowledge. Many societies which aggressively regulate sexual behavior tend to have high levels of hidden child sexual abuse or spousal abuse,[1] the public discussion of which is taboo in polite society. This behavior has been documented in Greenland, and Victorian England."

                                      A o to jest powód, dla którego konserwatyści powinni dać ludziom wolną rękę w wyborze tego jak chcą żyć. Regulacje społeczne zwiększają zachowania niepożądane.

                                      PS. Nie rozumiem do końca dlaczego wszelkie formy poligamii, czy też poliamoryzmu, starasz się utożsamiać z hipisowską 'wolną miłością'. A co to ma do rzeczy? Myślisz, że przykładowo 2 pary angażujące się regularnie w seks grupowy mają coś wspólnego z szerzeniem pokoju i jakichś innych wyidealizowanych bzdur?

                                      --
                                      celibat jest dewiacją! nie występuje w przyrodzie! zakazać dewiantom w sukienkach nauczania naszych dzieci!
                                      • 09.05.08, 17:49
                                        > nawiasem mówiąc to "czytam między wierszami" czy "nie umiem
                                        > interpretować danych"?

                                        Obydwie rzeczy wynikają z tego samego, że ktoś widzi to co chce
                                        widzieć.

                                        > to co starałem ci się pokazać to fakt, że
                                        > zdecydowana większość dotychczas istniejących społeczeństw żyła w
                                        jakichś forma
                                        > ch poligamii (czyli nie 1+1 od początku razem do końca życia) - w
                                        monogamii żył
                                        > o może 15% wszystkich społeczeństw.

                                        Widzę, że też robisz oszacowania pi x oko. Nawet jeśli zakładamy, że wielożeństwo to jest po to żeby być ze sobą do końca. Większość
                                        społeczeństw jak nie wszystkie mają jakąś formę poligamii. Zależy
                                        tylko co się przez to rozumie i skąd się ona bierze. Ale tego typu
                                        analiza widzę Ci nie pasi.

                                        > "Studies have ....."

                                        Po co to wkleiłeś? Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy z ciemnej
                                        strony natury ludzkiej? Ci którzy się seksualnie lubią wyżyć też tak
                                        często zachowują. To wynik złych warunków życia, gdzie takie
                                        osobniki w jakiś sposób próbują sobie coś zrekompensować, a nie
                                        wynik niezaspokojonych popędów.

                                        > A o to jest powód, dla którego konserwatyści powinni dać ludziom
                                        wolną rękę w w
                                        > yborze tego jak chcą żyć. Regulacje społeczne zwiększają
                                        zachowania niepożądane
                                        > .

                                        Naprawdę nie czytasz tego co piszę. Ja nie wykluczyłam poligamii,
                                        dla niektórych to jedyny sposób na życie bo inaczej nie mogą. Ja porostu stawiam monogamię nad poligamią. Tak jak w społeczeństwie
                                        istnieje homoseksualizm tak istnieje poligamia. Tylko na homoseksualizmie społeczeństwa się nie zbuduje. Pisanie, że
                                        poligamia jest dla człowieka prawidłowa a monogamia to wytwór
                                        kultury i religii jest absurdem. Dla mnie poligamia jest wynikiem
                                        problemów i po to natura nas do niej przystosowała.

                                        > PS. Nie rozumiem do końca dlaczego wszelkie formy poligamii, czy
                                        też poliamoryz
                                        > mu, starasz się utożsamiać z hipisowską 'wolną miłością'. A co to
                                        ma do rzeczy?
                                        > Myślisz, że przykładowo 2 pary angażujące się regularnie w seks
                                        grupowy mają c
                                        > oś wspólnego z szerzeniem pokoju i jakichś innych wyidealizowanych
                                        bzdur?

                                        Nie utożsamiam, to tylko jeden z przykładów, gdzie "wolna miłość"
                                        była jednym z czynników który doprowadził do rozpadu tej subkultury.

                                • 08.05.08, 15:39
                                  media mediami... to co ja widze w moim srodowisku to przywiazywanie
                                  najwiekszej wagi do monogamicznego zwiazku na pokaz
                                  media wcale nie narzucaja poligami, sa obrazem spoleczenstwa
                                  w moim wlasnym zyciu wiedze jednak, ze monogami jest do niczego i
                                  mysle, ze gdyby nie bylo tych wszystkich malzenstw, to wszystkim
                                  byloby lepiej, sama chce realizowac poligamiczny ideal, ale nie jest
                                  latwo...
                                  • 08.05.08, 17:41
                                    Społeczeństwa oparte na wolnych związkach i braku wyższych relacji
                                    między partnerami porostu się szybciej rozpadają. To utopia,
                                    wyeliminowanie małżeństwa. Dlatego powinno się kreować pozytywną wizję
                                    monogamii, a poligamię traktować jako naturalne odstępstwo od zasady.
                                    Takie myślenie anty-monogamiczne często występuje u ludzi pochodzących
                                    z patologicznych rodzin i często ci ludzie nie potrafią żyć w związku,
                                    nie potrafią nikomu zaufać i im nie można ufać.
      • 06.05.08, 18:40
        "Smutno mi bardzo, że nie będziemy nigdy razem, że niestety
        > poznaliśmy się za późno i nic nie pomoże, że świetnie się rozumiemy
        > bo on ma już stały związek."

        Kto kto zdradził raz, zdradzi ponownie. Będzie robił kolacje innej,
        żartował z nią o Tobie, chodził z nią na spacery przed twoim domem, no
        i będzie się z nią kochał mówiąc "z tobą było mi najlepiej".
        Co ty na to? Po co inwestujesz swoje pragnienia w niego?
    • 04.05.08, 12:06
      Ja bardzo chetnie:))
    • 04.05.08, 17:53
      Ciesze sie ze i Gazeta i Drzyzga zajmuja sie patologia. Ona jest
      wszedzie,ale ludnosco tym nie wie. Nich wie, ze sa dzieci
      psychopatow,ktore AZ TAK bija sie odzrzucenia, ze seks odlaczaja od
      uczuc. Inna sprawa, ze psychopaci plci obojga z definicji NIC nie
      czuja oprocz zlosci. Brawo Gazeta. Koniec art.tlumaczy, ze
      bohaterowie sa ...ofiarami. SA,sa i beda.Drzyzga -
      przesadza,zapraszajac pacjentow. To niby rozmowy, ale Drzyzga nie
      psychiatra, prawda???
      • 05.05.08, 15:36
        Za szybkie wnioski czasem odsłaniają ignorancję. Przyczyny
        uprawiania seksu z wieloma partnerami są różne i nie da się ich
        podciągnąć pod zapluwanie się określeniami "psychopaci" i "patologia"


        --
        Jesteś pan zbiorem molekuł
    • 05.05.08, 10:57
      Zboczeństwo sięga zenitu – czego jeszcze potrzeba żeby nastąpił
      koniec świata?
      • 07.05.08, 20:14
        asteroidy
    • 05.05.08, 11:30
      całe społeczeństwo, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jest codziennie
      ru..e w dupę, a oburza się na ludzi, którzy ru..ą się świadomie. pfffff
    • 05.05.08, 14:44
      No to może teraz Wielcy Panowie Redaktorzy i Wielkie Panie
      Redaktorki z Gazety Wyborczej, gazety.pl i TokFM poswingują między
      sobą tak dla przykładu i zrobią fotoreportaż z orgietki przy
      Czerskiej, by uświadomić ciemnemu ludowi jak bawią się oświeceni i
      wyzwolenie Europejczycy...
    • 05.05.08, 22:57
      To jest porostu obrzydliwe. Sprowadzono wszystko do wstąpienia do klozetu za
      potrzebą. A potem kobiety się skarżą na brak szacunku, klozet szanować....
      Gdy oddzieli się akt płciowy od tzw. uczuć wyższych to skutkiem są takie właśnie
      zachowania. Coś co powinno być intymnym przeżyciem staje się mechaniczną
      czynnością. Gdyby człowiek mógł dotykać guzika aparatury przeżywać rozkosz
      seksualną, trudno byłoby go od twej aparatury oderwać. I to są te zachowania...
      U mężczyzn musi następować po pewna przerwa, mogą wówczas oprzytomnieć. No nie
      wszyscy. żal mi tych ludzi, choć budzą obrzydzenie, szczególnie kobiety.
      Zachowania kloaczne dadzą bardzo smutne skutki...
    • 06.05.08, 12:24
      No terz sobie znalezli temat do rozwazań i żeby się chwalic!! To jak z tym
      profesorem od masturbacji w innym artykule, niektórzy niby tacy madrzy,
      naukowcy, dziennikarze, rporterzy a neipoważni. Ciekaw jestem co niby ma z
      takiego artykułu alboz tamtej takiej ksiązki wynikać, jakie maja byc kozyści? Co
      ona komu pomoże? Że będzie więcej zboczeń?!!
      • 06.05.08, 12:53
        zaraz, to rzeczx ktora robi 90% ludzi ma byc zboczeniem, mowie tu teraz oo
        onanizmie bo chyba tez masz cos do tamtego wywiadu? o czym my tuo mowimy? juz
        zreszta pisalem o tym w dyskusji na temat badan dureksa, ze nie mozna sie
        uszukiwac ze my wszyscy tacy swieci. zreszta jesli nikomu nie dzieje sie krzywda
        to co ma byc w tym zlego, hm? przeciez to normalne. tak samo jak z tymi
        swingersami, dobrze sie bawia, to niech maja
        • 06.05.08, 19:13
          to prawda, tylko kto to głośno powie?! może nie straszy się już dzieci tym, że
          oślepną od masturbacji, ale i tak wpaja się, że to grzech śmiertelny, ech...
          nie mówię, żeby teraz głośno zachwalać zalety seksu w 20 osób, ale do diabła nie
          demonizujmy
          • 06.05.08, 20:30
            wlanie ze sie straszy, sam znam takie przypadki!!! to jest chore, to trzeba
            jakos uzdrowic. jak w tym programie ktory zalinkowal ktos przy innej dyskusji
            www.opzs.pl/konkurs/
            • 06.05.08, 21:05
              „Nie potępiajcie masturbacji, przecież to seks z kimś, kogo kochacie najbardziej
              na świecie” – Woody Allen, mistrz :) ; a z tym konkursem i czy całym programem
              to dobra opcja, prawda? Ignorancję trzeba zwalczać edukacją :]
              • 06.05.08, 22:58
                :D:D:D doskonale ujęte, hahahahahaah, ten allen znaczy się :P
              • 06.05.08, 23:21
                moze ten program przemowi komus do rozsadku, ze seks to nie jest cos za co
                trzeba robic rachunek sumienia tylko po prostu fajna ale i wazna sprawa…i tak
                jak sie, nie przymirzajac dba o zeby, to warto i zadbac o to, ech
        • 08.05.08, 01:27
          blotobulek napisał:

          > to co ma byc w tym zlego, hm? przeciez to normalne. tak samo jak z
          tymi
          > swingersami, dobrze sie bawia, to niech maja

          To jak z gansterami, tez sie dobrze bawia.

          Potem ich trza trzymac w wiezieniu, leczyc po awanturach, zajac sie
          rodzina, etc.

          Tzn. jak jest fajnie to ich prywatna sprawa, a jak kuku to do tzw.
          spoleczenstwa "ratunku".
          • 08.05.08, 10:27
            ale o co ci chodzi? jak uznają, że mają jakieś problemy to pójdą do
            psychoterapeuty, któremu zapłacą z własnej kieszeni. z tymi gangsterami to
            nietrafione porównanie, bo nie widzę gdzie swingersi mają być trzymani w
            więzieniu, leczeni po awanturach czy cokolwiek innego co mieściłoby się w
            kategorii 'do społeczeństwa "ratunku"'
    • 06.05.08, 14:27
      Afery Prawa jest artykuł: REWOLUCYJNY ŻYD – czyli kto kontroluje światowy
      przemysł pornograficzny - radzę poczytać.
      • 06.05.08, 19:07

        Gazeta Wyborcza raz za razem ratuje nas kraj przed zakusami
        psychopatów na władzę i jak Mojżesz swój niesforny lud - prowadzi
        nasz kraj do świata zachodnioeuropejskiego.


        A pornografia - przynajmniej ta naprawdę piękna - przywraca wiarę w
        człowieka.
    • 06.05.08, 17:21
      Widać, że GAZETA szuka tylko sposobu, żeby przyciągnąć publikę.
      Pisać byle co, aby tylko bezmyślna masa czytała - jednego dnia o
      grupach kopulujących homo sapiens, drugiego o dzieleniu szczątków
      Papieża. Myślę, że GAZETĘ stać na powrót do odpowiedniego poziomu i
      utrzymanie go.
      • 07.05.08, 22:44
        Nie byłabym tego taka pewna ;) Ten seksualno-kościelno-sensacyjny
        trend trwa już od dosyć dawna...
      • 08.05.08, 01:20
        wwlmarek napisała:

        >Myślę, że GAZETĘ stać na powrót do odpowiedniego poziomu i
        > utrzymanie go.

        Taz ta wypluj te slowa (i mysli).
        Nie ot idzie, poziom, tez cos.
        (Plastelina predzej - chlopie.)
    • 06.05.08, 22:13
      Wiem jak zrobic bombe i zabic setki ludzi ,wiem duzo o markotykach
      ale ich nie biore ,znam dobrze religie chociaz jestem
      ateista ,lubialbym seks grupowy ale nigdy go nie bede uprawial aby
      nie zabic uczuc .Amen
    • 07.05.08, 18:03
      Ona robi mostek, on pod nią włazi.
      • 08.05.08, 01:22
        zigzaur napisał:

        > Ona robi mostek, on pod nią włazi.
        Szycko juz bylo.
        Francole kladli sie brzuchach w hamaku...
    • 07.05.08, 18:04
      A dobrze niech sie pieprzą ile wlezie, niech sobie nie zaluja^^ Na pewno musi
      byc fajnie - mi tez sie takie cos marzy:P
    • 07.05.08, 18:11
      tak tak. Rżnijmy się na okrągło. Wybiórcza patronuje, więc nie może
      być w tym nic złego.

      Pozdrawiam

      Losiu
      • 08.05.08, 01:14
        losiu4 napisał:

        > tak tak. Rżnijmy się na okrągło. Wybiórcza patronuje, więc nie
        może
        > być w tym nic złego.
        >
        > Pozdrawiam
        >
        > Losiu


        Redaktorzy tlumacza wlasnie na hibriu i posla do licznych gazet.
        (O, zdaje sie nie trza tlumaczyc, jest oryginal.)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.