Dodaj do ulubionych

Kodeks Żywnościowy

06.12.09, 21:02
Hasło Kodeks Żywnościowy (Codex Alimentarius) niewiele mówi przeciętnemu
Polakowi, choć Kodeks istnieje od dawna. W Unii Europejskiej stopniowo
wprowadzane są skandaliczne regulacje. Oczywiście pod hasłami ochrony
konsumenta. Przed czym? Przed terapiami dietą, ziołolecznictwem, naturalnymi
suplementami. Z roku na rok będzie coraz gorzej. Również z naszym zdrowiem.

Od nowego roku zacznie obowiązywać zakaz stosowania wielu witamin, minerałów i
ziół oraz innych produktów pochodzenia roślinnego w suplementach diety, co de
facto oznacza koniec większości tanich terapii naturalnych bazujących na tych
składnikach np. ziołolecznictwa czy terapii żywieniem. Ale to wierzchołek góry
lodowej. Komisja Kodeksu zakazuje informowania o korzystnym działaniu
(zdrowotnym lub leczniczym) produktów bez zezwolenia (co zostało obwarowane
przepisami nie do przejścia dla producentów)...

Z końcem tego roku ulegają drastycznej obniżce maksymalne dopuszczalne dawki
witamin i minerałów w suplementach diety. Na przykład dopuszczony poziom
beta-karotenu będzie trzy i pół razy niższy niż w jednej marchewce, a selenu
trzy razy niższy niż w orzechu brazylijskim! Takie preparaty nie będą
posiadały większej wartości. Produkty zawierające ilości witamin i minerałów
powyżej tego poziomu będą traktowane jako „posiadające właściwości produktu
leczniczego”. A taka kwalifikacja powoduje, że będą podlegać prawu
farmaceutycznemu. To z kolei sprawia, że każdy taki suplement będzie musiał
przejść kosztowne badania kliniczne, na co stać tylko koncerny farmaceutyczne.
Czy w ten sposób chcą one przejąć bogaty rynek naturalnych suplementów? Wydaje
się raczej, że chcą go po prostu zniszczyć, bo po pierwsze — witaminy i
minerały nie podlegają patentom, więc nie mogą przynosić takich zysków jak
patentowane leki syntetyczne; po drugie — zapobiegają wielu chorobom,
zmniejszając zapotrzebowanie na leki farmaceutyczne; po trzecie — pozostawieni
na łasce farmaceutyków pacjenci zapewnią koncernom utrzymanie zysków z
produkcji, jako że leki te często działają tylko na objawy, kumulując przy tym
efekty uboczne, a tym samym utrzymując zły stan zdrowia społeczeństw. I koło
się zamyka. Czy zatem naturalne witaminy nie szkodzą przede wszystkim
producentom leków, którzy próbują sprzedawać nam mało skuteczne ich
syntetyczne odpowiedniki?

www.eioba.pl/a115831/orwell_by_tego_nie_wymyslil
Edytor zaawansowany
  • Gość: olaf IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.09, 08:15
    A jakie to naturalne witaminy są w suplementach diety? No chyba że marchew,
    kapustę, jabłka etc. będziemy traktować jak suplement diety.
  • mike0l 07.12.09, 10:14
    > A jakie to naturalne witaminy są w suplementach diety? No chyba że
    > marchew, kapustę, jabłka etc. będziemy traktować jak suplement
    diety.

    Chodzi o naturalne wyciągi, czyli skondensowane substraty spożywcze,
    zagęszczone w celu osiągnięcia lepszych wartości odżywczych.
    To skandaliczny projekt, zgodnie z którym od 31 grudnia 2009 r.
    mieszkańcy państw wchodzących w skład Unii Europejskiej mieliby
    zostać pozbawieni możliwości korzystania z naturalnych terapii oraz
    dostępu do ziół, suplementów i witamin.
    www.noni.zdrowe.com.pl/naturalne-a-syntetyczne.html
  • snajper55 07.12.09, 12:08
    mike0l napisał:

    > Chodzi o naturalne wyciągi, czyli skondensowane substraty spożywcze,
    > zagęszczone w celu osiągnięcia lepszych wartości odżywczych.

    Chodzi Ci o koncentrat pomidorowy i zagęszczone soki ? Czy tez może o produkty
    chemiczne wytwarzane przez przemysł farmaceutyczny, które nazywane są
    suplementami diety ?

    > To skandaliczny projekt, zgodnie z którym od 31 grudnia 2009 r.
    > mieszkańcy państw wchodzących w skład Unii Europejskiej mieliby
    > zostać pozbawieni możliwości korzystania z naturalnych terapii oraz
    > dostępu do ziół, suplementów i witamin.

    "Obecnie Codex Alimentarius to niemal 200 norm różnych produktów
    od sera Brie po kaszę Kuskus czy Karambole. W kodeksie określono po-
    nad 1 tys. maksymalnych poziomów zawartości substancji dodatkowych
    do żywności, niemal 3 tys. maksymalnych poziomów pozostałości pestycydów w
    żywności oraz 450 maksymalnych poziomów pozostałości leków weterynaryjnych w
    żywności.
    Normy kodeksowe nie są obowiązkowe, mają charakter zaleceń i dobrych praktyk w
    zakresie produkcji bezpiecznej żywności o wysokiej
    jakości oraz uczciwych praktyk międzynarodowego obrotu żywnością.".
    przemyslspozywczy.eu/wp/wp-content/uploads/2009/10/Czym-jest-Kodeks-%C5%BBywno%C5%9Bciowy.pdf

    A tu mamy wyjaśnienie wielu mitów (czyli kłamstw) rozpowszechnianych przez
    przeciwników KŻ:

    www.ijhar-s.gov.pl/download/090508_120048_6442_oficjalne%20stanowisko%20GIJHARS.pdf

    Na przykład nie jest prawdą, iż będzie ograniczania zawartość witamin i
    minerałów w suplementach. Prawdą jest, że mają być zmienione zalecane dzienne
    dawki tych elementów. Itd, itp.

    Warto też chyba przeczytać:

    www.ijhars.gov.pl/bip/index.php?idkat=533

    S.
    --
    Forum Aquanet, tygrys6789: "Nikt w Polsce dna nie osiągnął ponieważ w Polsce dno
    nie istnieje. Są tylko różne poziomy nieba."
    Forum o Nasza-klasa.pl
  • zamurowany 09.12.09, 01:31
    snajper55 napisał:

    > "Obecnie Codex Alimentarius to niemal 200 norm różnych produktów
    > od sera Brie po kaszę Kuskus czy Karambole.

    Unia Europejska - jak to jest normalne w państwach socjalistycznych i
    totalitarnych - regulować musi wszystko. Nawet 200 norm różnych produktów od
    sera Brie po kaszę Kuskus. Czy to już wyczerpuje definicję totalitaryzmu?

    > Normy kodeksowe nie są obowiązkowe, mają charakter zaleceń
    > i dobrych praktyk (...)

    Dobre i to, że nie są obowiązkowe. Mogę się jednak założyć, iż obowiązkowość
    owych zaleceń to tylko kwestia czasu.

    > Na przykład nie jest prawdą, iż będzie ograniczania zawartość
    > witamin i minerałów w suplementach. Prawdą jest, że mają być
    > zmienione zalecane dzienne dawki tych elementów. Itd, itp.

    Jak już ci eurourzędnicy się wybrali, to teraz będą sobie wyszukiwać zajęcie. I
    tworzyć kolejne zalecane dawki tego, co mamy mieć na eurotalerzu. Nic dziwnego,
    że UE tyle pieniędzy pochłania. Tych biurwokratów debatujących o zalecanych
    dziennych dawkach trzeba jakoś utrzymać.

    Nie rozumiem, jak można nie czuć zażenowania pisząc, jakimi to głupotami zajmuje
    się obecnie władza.

  • Gość: olaf IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.09, 12:14
    Mnie nie interesują "skondensowane substrakty spożywcze", ja chcę normalnej
    marchewki, normalnych robaczywych jabłek i wszystkiego co w tym kraju rośnie w
    sezonie i naturalnie bez jakichkolwiek ulepszaczy, tzw. suplementy to normalne
    naciąganie naiwnych. Jeśli dieta przewiduje większe spożycie płatków owsianych
    za 1 zł/0,5kg to nie potrzebne mi te same płatki wciskane po 20 zł/0,5 kg jako
    suplement diety. Marketing i reklama wszelkich noni, aloewera i innego badziewia
    powoduje tylko to że producenci owego nabijają sobie kabzy a jeszcze bardziej
    nabijają sobie wciskacze od sprzedaży bezpośredniej.
  • rijselman12.0 08.12.09, 17:38
    Swiat w/g Harrisona blisko , bardzo blisko.
  • Gość: Wyjście jest tylko IP: *.kalisz.mm.pl 26.12.09, 10:14
    jedno-wypad z ue.Już w Rosji jest z tym lepiej.
  • ewa12321 27.12.09, 18:46
    Troche niedokladne te informacje mike01.

    UE od lat chce zabronic falszywych informacji na zywnosci, ktore
    sklaniaja konsumenta do zakupu drozszych produktow nie bardzo
    wzbogaconych, nie bardzo zdrowszych, ale za to z jakims
    wyreklamowanym dodatkiem, ktorego ilosc nie wplywa na zadne
    polepszenie wartosci zdrowotnej. A wlasnie tak sie dzieje.
    Do zywnosci dodawane sa jakies skladniki w ilosci homeopatycznej,
    nie zawsze przyswajalnej, nie zawsze wplywajacych na poprawienie
    zdrowia. Daje to konsumentowi poczucie bezpieczenstwa tam, gdzie go
    nie ma.

    Aby zywnosc mozna bylo nazwac funkcjonalna (a jest to w
    miedzyczasie okreslenie ogolnie zrozumiane i mowi, ze ta wlasnie
    zywnosc wyroznia sie czyms na tle innych podobnych produktow), to
    nowe przepisy beda regulowaly zarowno ilosc tych skladnikow, ich
    przyswajalnosc jak i wymagaly potwierdzenia tego przy pomocy
    odpowiednich badan klinicznych.

    W przypadku niektorych skladnikow ich dodatnie dzialanie na organizm
    nie podlega dyskusji (witaminy, mineraly). Niewielkie zmiany na
    zapotrzebowanie dzienne (i nie wszystkie sie zmniejszaja, np. z 60
    na 80 mg w przypadku Vit.C, lub z 10 na 12 mg w przypadku wit. E) to
    drobne korekty, na ktore zgodzono sie po odpowiednich badaniach.

    Natomiast rozne inne dodatki ( w tym np. jakies wyciagi ziolowe)
    moga nie tylko spowodowac szkody, byc dodawane w ilosci takiej, ze
    nie ma z nich pozytku, albo tez byc calkowicie zniszczone w procesie
    obrobki technologicznej (tu na pierwszym miejscu wymieniam
    witaminy). Wiekszosc takiej suplementowanej zywnosci nie wywoluje
    zadnych efektow zdrowotnych. Te izolowane dodatki sa zazwyczaj albo
    bardzo drogie, albo w postaci nieprzyswajalnej, albo smakowo nie do
    przelkniecia.


    Przyklad: karnityna tak chetnie dodawana jako srodek odchudzajacy
    dziala dopiero w ilosci 1-2 gramow na dzien. Mniejsze ilosci sa
    zuzywane jako zwykly srodek spozywczy. W napojach dodaje sie jej
    jednak w ilosci do kilkudziesieciu miligramow na litr. To tyle co
    nic. Dodanie jej w ilosci naprawde funkcjonalnej podrozy napoj
    wielkorotnie, poza tym kto bedzie chcial cos pic, co zalatuje trupem?

    UE wlasnie weryfikuje nadeslane ze wszystkich krajow zyczenia
    dotyczace takich suplementow, wiele z nich nie przejdzie przez
    komisje, bo nie mozna udowodnic ich dzialania. Znikna z rynku
    produkty, do ktorych dodaje sie minimalnych ilosci czegos tam, a
    przynajmniej nie bedzie mozna ich reklamowac.

    Jakiekolwiek napisy na etykietach beda naprawde informowaly o
    ewentualnej poprawie stanu zdrowia.


    Nikt nikomu nie zabroni produkcji czegokolwiek, co nie bedzie
    niebezpieczne, wiec obawa o znikniecie z rynku wytworow naturalnych
    jest absolutnie bezpodstawna.


    Jako technolog zywnosci od lat pracujacy w dziale rozwoju ciesze
    sie, ze UE nareszcie za takie lewe produkty sie zabrala. Najwyzszy
    czas. Mam czasami w rece rzeczy takie, ze dziwie sie, iz ktos moze
    na tym robic interes.


    A kazdy kraj ma jakies swoje przepisy i normy, w wiekszosci krajow
    nazwane sa one Kodeksem Zywnosciowym i takowe istnieja od wielu lat,
    z czego malo kto sobie zdaje sprawe. W Polsce to normy branzowe,
    monitor i tego typu przepisy (zmieniajace sie zwykle co jakis czas).

    Nie ma sensu obawiac sie takiej regulacji, ja widze w tym duza
    poprawe. Zwlaszcza takie zatrwazajace posty ludzi malo orientujacych
    sie w temacie powoduja - jak widac na lamach forum - niepotrzebne
    emocje.


  • pawel_paw 21.09.16, 14:05
    Prawo żywnościowe nie zawsze jest dobrze znane i zrozumiałe dla przedsiębiorstw spożywczych, ponieważ często ulega zmianom i wymaga dokładnej analizy. Dlatego polecam kancelarię Centrum Prawa Żywnościowego z Warszawy, zajmującą się pomocą prawną w branży spożywczej, tutaj ich oferta www.food-law.pl/oferta/opinie_i_analizy_prawo_zywnosciowe . Zajmują się też wieloma aspektami analitycznymi od podatkowej analizy żywności, po analizę etykiet i sprawami postępowania reklamacyjnego itp.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka