Dodaj do ulubionych

Ratunek dla Polski.Czy możliwa dyskusja?

IP: *.krosno.sdi.tpnet.pl 06.04.03, 11:34
Unia Europejska a Polska

Koronne argumenty przed referendum


Sprawa integracji Polski z Unia Europejska calkowicie podzielila opinie
publiczna w Polsce. Pojawiaja sie rozne sugestie, co do rzeczywistej
proporcji tego podzialu, ale wyniku referendum nikt dzisiaj nie jest w stanie
okreslic. Jedno jest pewne - polaryzacja stanowisk obu stron osiagnela taki
poziom, ze nie ma zadnych punktow stycznych umozliwiajacych prowadzenie
debaty, ktora moglaby choc troche zblizyc poglady. Do takiego wniosku
dochodza zarowno zwolennicy, jak i przeciwnicy integracji, a wymowna
ilustracja tej tezy moze byc przeglad "dyskusji" internetowych, gdzie
wypowiedzi sa wzgledem siebie w pelni ortogonalne, krzyzuja sie wylacznie
epitety i insynuacje.

Satysfakcja przeciwnikow i frustracje zwolennikow integracji
Niezaangazowany obserwator opinii ze stron internetowych z latwoscia wszakze
zauwazy, ze racjonalnosc i argumenty pojawiaja sie wylacznie w wypowiedziach
przeciwnikow integracji. Z drugiej strony mamy do czynienia z pustoslowiem i
zakleciami, ktorych nawet nie warto przytaczac, bo i tak sa powszechnie znane
jako codziennie powtarzana mantra w srodkach masowego przekazu. Czytajacy
strony internetowe zauwazy tez, ze ogolnie rzecz biorac, zwolennicy
integracji sa nieporownanie bardziej wulgarni, kipiacy zloscia, a nawet
zdradzajacy chec do bicia oponentow, osadzania ich w wiezieniu lub szpitalu
psychiatrycznym, najczesciej zas wysylaja inaczej myslacych na Bialorus -
grozby te, a takze ich forma, mimo woli staja sie argumentem przeciw
integracji. Z jednej strony grozb tych nie nalezy calkiem lekcewazyc, bo
ukazuja pewien potencjal wykonawczy, ktorym w przyszlosci moga sie posluzyc
praktycy nowego porzadku w Europie. Z drugiej strony sam fakt ich
formulowania wywoluje negatywny stosunek do integracji - ktoz chcialby sie w
cokolwiek wdawac, a tym bardziej jednoczyc kontynent, w towarzystwie autorow
takich wypowiedzi? Wynikajaca z tych obserwacji swiadomosc bycia w lepszym
towarzystwie nieco kompensuje dyskomfort wywolywany wszechogarniajaca
propaganda Unii. Potezne jej dawki przekazuja nam kompletnie niewiarygodni
politycy, negocjatorzy, urzednicy i niezbyt blyskotliwi rzemieslnicy
propagandy, we wszystkich kanalach telewizyjnych i prawie na wszystkich
falach radiowych.
Przeciwnicy integracji od niedawna moga tez czerpac satysfakcje, obserwujac
trudny do ukrycia niepokoj, wrecz panike propagatorow Unii Europejskiej wobec
perspektywy referendum, ktorego przebiegu zapewne nie uda sie w pelni
kontrolowac. Powtarzanie i naglasnianie sondazy, ktore wskazuja na przemozna
chec Polakow do integracji, najwyrazniej nie lagodza tego niepokoju.
Prawdopodobnie wszyscy sa juz dobrze zorientowani, ze socjologowie najmniej
wiedza o nastrojach w spoleczenstwie i nie warto wiazac nadziei z podawanymi
przez nich liczbami, ktore bardziej odzwierciedlaja potrzeby materialne
osrodkow sondazowych niz rzeczywisty stan rzeczy. Czynione sa wiec rozne
zabiegi, aby mimo wszystko sprobowac pelniej kontrolowac przebieg glosowania,
a zwlaszcza liczenie glosow, np. ograniczenie dostepu do komisji czy pomysl z
dwudniowym referendum; wszak pomiedzy dwoma dniami jest noc, a noc sprzyja
sprawom ciemnym - zreszta w 1946 tez nie bylo latwo.

Zgodnosc pogladow
Istnieje zatem, przytoczone powyzej, powszechne przekonanie, ze dla ludzi,
ktorzy sprawy juz przemysleli, polaryzacja stanowisk jest praktycznie
niemozliwa do pokonania. Ale sa jeszcze dwa inne aspekty, co do ktorych
panuje pelna zgoda pomiedzy zwolennikami i przeciwnikami integracji Polski z
Unia Europejska.
Pierwszy z nich wiaze sie z obopolnym uznaniem niezwyklej wagi problemu. Mowi
sie wrecz o epokowym wymiarze kroku zwiazanego z integracja, a zwolennicy
przystapienia Polski do UE czesto porownuja ten krok do wydarzenia
historycznego, jakim byl chrzest Polski w 966 roku. Rzeczywiscie, trzeba sie
zgodzic z takim porownaniem. Tak jak chrzest Polski rozpoczal proces jej
chrystianizacji i budowanie zrebow cywilizacji lacinskiej, tak akt
przystapienia do Unii Europejskiej bedzie oznaczal poczatek dechrystianizacji
i nowy etap zaniku cywilizacji lacinskiej. Cywilizacja ta, zastepowana
sztuczna mieszanina roznych cywilizacji, predzej czy pozniej stoczy sie w
neopoganskie barbarzynstwo - odpychajace objawy tego zjawiska juz sa dosc
dobrze widoczne, bo holenderski eksperyment szybko sie rozszerza. Podobnie
staje sie jasne, ze tak jak 966 rok byl poczatkiem polskiej panstwowosci, tak
integracja z Unia bedzie poczatkiem zaniku tej panstwowosci. Nie ma
watpliwosci, ze rozwazajacy te sprawy ludzie po obu stronach sporu tak
wlasnie widza adekwatnosc przytaczanej analogii historycznej.
Drugi aspekt to przekonanie obu stron o niezbednosci przeprowadzenia
rzetelnej debaty przed referendum. Wszyscy z pelnym przekonaniem glosza teze,
ze Polacy powinni przystapic do urn jako rzeczywisty podmiot demokracji, tzn.
z pelna znajomoscia argumentow za i przeciw, rozpoznanych w pelnej i uczciwej
debacie. Najglosniej zas krzycza ci, ktorzy posiadaja w swoich rekach klucz
do technicznego uruchomienia takiej debaty, a wiec zwolennicy integracji
dysponujacy pelnym monopolem mediow publicznych. Jednoczesnie nie widac
jednak zadnej proby rezygnacji z jednostronnej propagandy na rzecz
rownoprawnej debaty, wrecz przeciwnie - wysilki fanatykow Unii Europejskiej
koncentruja sie na probach gaszenia jedynego niezaleznego od nich glosu w
eterze, jakim jest Radio Maryja. Paradoksalnie, stawia to wlasnie zwolennikow
integracji w wyjatkowo klopotliwej sytuacji - po pierwsze, ukazuje ich
prawdziwy stosunek do demokracji, ktory jest charakterystyczny dla Unii
Europejskiej, z drugiej strony kazdy dzien telewizyjnej propagandy budzi
niesmak i zaklopotanie nawet w szeregach euroentuzjastow, a rzesze telewidzow
sklania do przyjecia prostej konkluzji: "oni naprawde nie maja zadnych
argumentow, oni po prostu boja sie autentycznej konfrontacji pogladow".

Istota sporu
Jezeli jednak wszyscy uznaja sprawe za wazna, a domaganie sie debaty jest tak
powszechne, to - mimo ze jej na razie nie ma - warto postawic pytanie: na
czym mialaby taka dyskusja polegac, jezeli z gory wiadomo, ze stanowiska
stron sie nie zmienia? Z pewnoscia nie chodzi o heroiczny wysilek
intelektualny, by sie nawzajem przekonac - chodzi raczej o rownolegle
przedstawienie swoich racji tym wszystkim obserwatorom debaty, ktorzy jeszcze
nie zdazyli wypracowac wlasnego pogladu. I bez watpienia trzeba rozpoczac od
wyjasnienia podstawowych przeslanek rozniacych obie strony sporu. Kompromis
jest calkowicie niemozliwy, poniewaz wybor przy urnie na "tak" lub "nie"
wzajemnie sie wyklucza.
Dla kazdego myslacego i uczciwego intelektualnie czlowieka wybor ten oznacza
osobisty udzial w niezwykle waznej decyzji, ktora jest odpowiedzia na
pytanie: czy Polska ma dalej trwac, czy tez Polski ma nie byc? Nie wolno
nikomu ukrywac, a nawet rozmywac tej prawdziwej istoty sporu. Nie chodzi
przeciez o przetrwanie polskiej tozsamosci, jak chcieliby zakamuflowac sprawe
zwolennicy integracji. Tozsamosc Polakow przetrwala czasy rozbiorow, okupacji
wojennej i PRL-owskiej fikcji wlasnego panstwa, tozsamosc zachowali Czeczeni
pomimo jeszcze bardziej tragicznej historii, a tozsamosc Zydow przetrwala
(zwlaszcza dzieki Polakom) nawet wielowiekowy okres pelnego rozproszenia.
Ostatecznie nie chodzi o to, czy przetrwa Narod, tylko czy ten Narod bedzie
mogl sam decydowac o swoich sprawach, czy bedzie mogl skutecznie troszczyc
sie o swoich czlonkow, o ich byt duchowy i materialny, czy tez stanie sie
przedmiotem gry sprzyjajacej bardziej, a moze wylacznie, innym czlonkom
politycznej wspolnoty, w szczegolnosci tym, ktorzy juz tak dobitnie wykazali
swoj monstrualny egoizm. W historycznym wymiarze decyzja wymaga zastanowienia
sie, czy mamy prawo uznac wielo
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka