Dodaj do ulubionych

wycięcie drzew w dużej WM

18.03.10, 14:06
Czy wycięcie drzew na podwórzu należącym do dużej WM przekracza
zakres zarządu zwykłego, czy nie? Czy z wnioskiem do urzędu gminy
występuje zarząd WM, czy potrzebna jest uchwała wspólnoty? Proszę o
podanie podstawy prawnej, bo pani w tut. wydziale ochrony środowiska
nie umie zająć stanowiska.
Z góry dziękuję za pomoc.
Edytor zaawansowany
  • 18.03.10, 17:40
    Zgodnie z UoWl wycięcie drzew nie należy do czynności przekraczających zwykły
    zarząd. "Niby" Zarząd reprezentuje Wspólnotę, ale jak pani w urzędzie nie wie to
    zróbcie uchwałę na wycięcie, w której zapiszecie jednocześnie udzielenie
    pełnomocnictwa dla Zarządu w tej sprawie i owa pani nic już nie będzie miała do
    powiedzenia.
  • 18.03.10, 21:04
    ag2697 napisał:

    > Zgodnie z UoWl wycięcie drzew nie należy do czynności
    > przekraczających zwykły zarząd.

    Ciekawe na jakiej podstawie wyciagasz takie wnioski?

    To ze w art 22 nie ma pozycji "wycinka drzew" nic nie znaczy.

    Jest w nim podpunkt 4.

    Art. 22. 3. Czynnościami przekraczającymi zakres zwykłego zarządu są
    w szczególności:
      4)   zmiana przeznaczenia części nieruchomości wspólnej,

    Jesli wiec te drzewa stanowily teren parku to wycinka tych drzew
    likwiduje ten park a wiec zmienia jego przeznaczenie z parku na np.
    parking.

    Rowniez drzewa stanowia materialne dobro ktore jest wlasnoscia
    wszyskich wlascicieli we wspolnocie.
    Likwidowanie tej wlasnosci z pewnoscia przekracza zarzad zwykly.

    Autor nie pisze z jakiego powodu chce te drzewa wyciac a to moze byc
    istotna informacja aby moc udzielic wlasciwej porady.

    Autor tematu pisze:
    > ...oraz że do owej paniusi-właścicielki to nie dociera, bo
    > wydaje jej się, że funkcjonuje we współwłasności (w małej
    > wspólnocie), i jest pewna iż wszyscy współwłaściciele muszą
    > wyrazić zgodę na wycinkę.

    Moim zdaniem ta wlascicielka ma racje poniewaz ona jest
    wspolwlascicielka tych drzew i wycianajac je autor/zarzad pozbawia
    ja tej wlasnosci. Podobnie gdyby chcieli zburzyc czesc budynku
    wspolnoty.

    Na zakonczenie nie dziwie sie ze ta wlascicielka ma do
    autora/zarzadu taki stosunek. Nazywanie jej "paniusia-wlascicielka"
    daje dowod ich pogardliwego stosunku do wspolwalscicieli myslacych
    inaczej niz oni.

  • 18.03.10, 21:23
    Dziękuję Ci i za tę informację.
    Drzewa rosną na podwórzu, po ich wycięciu podwórko zostanie
    podwórkiem. Nie nastąpi więc zmiana jego przeznaczenia. Powodów do
    wycięcia drzew jest kilka (m.in. ocieniają lokale znajdujące się na
    parterze, uniemożliwiają schnięcie ścian po robotach remontowych,
    korzenie niszczą murek oporowy, dwa z nich rosną na przechodzącej
    tam rurze gazowej, podwórze ma 5 m szerokości, a zaniedbane i
    rozrośnięte tuje mają 7 m wysokości, gałęzie zabierają więc znaczną
    część podwórza, itp....).
    Jeżeli zaś chodzi o - jak piszesz - lekceważące nazwanie
    jej "paniusią"... Tak jest nie bez przyczyny - owej paniusi zawsze
    wszystko nie odpowiada, a jedyną formą komunikacji, jaką uznaje jest
    pisanie donosów na wspólnotę do nadzoru budowlanego (miesiącami
    prowadzą postępowania adm. na podstawie tych jej wypocin, które
    ostatecznie są umarzane). Jak więc inaczej pozostali członkowie
    naszej wspólnoty (zgodnie współdziałający) mają nazywać ową
    grafomankę?? Czego byśmy się nie chwycili, ona leci do urzędów z
    wysmarowanymi pisemnymi sprzeciwami! Jak szanować kogoś takiego??
    Paniusia to i tak łagodne określenie kogoś takiego jak ona. Koniec.
    Kropka.
  • 18.03.10, 18:47
    Niepotrzebna jest uchwała, wycięcie drzew nie jest czynnością przekraczającą zarząd zwykły.
    W dużej wspólnocie każda uchwała to problem ze zbieraniem głosów.
    Wystarczy jak zarząd złoży wniosek do urzędu
  • 18.03.10, 20:01
    Dziękuję Wam za odpowiedź i szybką reakcję!
    Jutro (jako jeden z dwóch zarządców naszej dużej WM) mam spotkanie z
    panią urzędniczką, która 2 tyg. temu, przy przyjmowaniu wniosku o
    wycinkę drzew podpisanego przez dwóch zarządców, poprosiła o
    dołączenie do niego uchwały wspólnoty o wyborze zarządu.
    Poinformowała mnie wtedy, iż w niedługim czasie na terenie naszej
    nieruchomości odbędzie się "wizja lokalna", a ponieważ uzasadnienie
    wycinki - jak powiedziała - "jest mocne", decyzja zostanie wydana
    bez problemu.
    No i wczoraj odbyła się owa "wizja", pani urzędniczka obejrzała
    drzewa, stwierdziała, że nasze uzasadnienie wg niej jest słuszne i
    powędrowała do urzędu.
    Zaraz za nią do urzędu pognała jedna z właścicielek nieruchomości,
    (zza firanki obserwowała "wizję", przez otwarte okno podsłuchiwała
    rozmowę zarządców z urzędniczką) i tam, w urzędzie uznała, że
    wycięcie drzew jednak jej nie odpowiada. Od razu złożyła swój
    pisemny sprzeciw, który został dołączony do akt sprawy.
    No i dziś zamotana już całością pani urzędniczka oznajmiła mi,
    że "ona myśli, że CHYBA byłaby potrzebna zgoda wszystkich
    współwłaścicieli na tę wycinkę, a że ma pisemny sprzeciw jednego
    członka wspólnoty (!!), to "ze zgody raczej będą nici".
    Na nic zdały się moje tłumaczenia, że od ponad dwóch lat jesteśmy
    dużą wspólnotą m., że jednomyślnie został wybrany dwuosobowy zarząd,
    że podejmujemy decyzję większością głosów i zapisujemy ją w postaci
    uchwał, oraz że do owej paniusi-właścicielki to nie dociera, bo
    wydaje jej się, że funkcjonuje we współwłasności (w małej
    wspólnocie), i jest pewna iż wszyscy współwłaściciele muszą wyrazić
    zgodę na wycinkę.
    Tłumaczyłam też pani urzędniczce, że owa paniusia - wobec swojego
    sprzeciwu - może tylko sądownie dochodzić swoich racji, tak mówi
    uowl. Nic z tego - pani urzędniczka umówiła się ze mną na jutro, mam
    jej dostarczyć wszelkie podstawy prawne i koniec.
    Tak więc jutro, obłożona papierami, pojadę przekonywać panią
    urzędniczkę o słuszności naszych racji (w podtekście "uczyć panią
    urzędniczkę tego, jak funkcjonuje duża wspólnota mieszkaniowa i
    jakie ma uprawnienia wybrany przez nią zarząd").
    A swoją drogą jak ja to lubię: urzędnikowi, któremu komputer służy
    cały boży dzień jedynie do układania pasjansów, petent zobowiązany
    jest przytargać pełną dokumentację wraz z przepisami i jeszcze w
    przystępny sposób wytłumaczyć całość! Inaczej ani rusz!
    Dziękuję raz jeszcze! Wasza pomoc jest dla mnie bezcenna!
    PS Przepraszam za taki długi wywód, ale może komuś przyda się
    problem i rozwiązanie.
  • 18.03.10, 20:14
    Jeśli chcesz szkolić urzędniczkę to Twoja sprawa. Do jej ..... obowiązków należy dokładne określenie wymagań w takim przypadku. Jeśli są inne niż wynika to z UoWL piszesz odwołanie do jej przełożonego. Zwyczajowo (choć niezgodnie z UoWL) Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wymaga uchwały i pełnomocnictwa w przypadku zgłaszania robót budowlanych, dla świętego spokoju i z innych względów większość wspólnot na to przystaje. Jeśli uważacie, że coś innego, co może Wam utrudnić życie, może jeszcze od pani urzędniczki zależeć, to róbcie jak uważacie. Przepisy przepisami a życie życiem.
  • 18.03.10, 20:24
    Wniosek podpisany przez zarządców złożyliśmy w gminnym wydziale
    ochrony środowiska, dołączyliśmy uchwałę o wyborze nas przez
    wspólnotę (na marginesie - owa paniusia także była "za"). Zgodę na
    wycinkę wydaje w naszym przypadku burmistrz. Odwoływać możemy się
    jedynie do samorządowego kolegium odwoławczego, które rzadko podważa
    decyzję burmistrza. No i takie to nasze życie - jak
    piszesz "przepisy przepisami, a życie życiem".
  • 18.03.10, 22:47
    Jeżeli jakaś dziuńdzia chce podstaw prawnych,to niech je sobie
    znajdzie.
  • 20.03.10, 13:44
    Witam!
    Odzywam się, bo może kogoś zainteresuje ciąg dalszy sprawy...
    Pierwszy etap za nami i tak:
    wczorajsza wizyta nas - zarządców u pani urzędniczki mile nas
    zaskoczyła! Pani zmieniła swoje nastawienie do naszej sprawy o 180
    st.! Widać, że ten czas od naszej przedwczorajszej próby przekonania
    jej co do słuszności i prawidłowości naszego wniosku o wycięcie
    drzew, pani spożytkowała jednak na próbach wgryzienia się w temat
    dot. funkcjonowania dużych wspólnot mieszkaniowych. Na ten czas
    pasjans poszedł w odstawkę.
    No w każdym razie wczorajsza rozmowa w wydziale środowiska odbyła
    się już w zupełnie innym tonie - pani przyznała nam - zarządcom
    rację, przejrzała przywiezione jej dokumenty, z pełną życzliwością i
    zrozumieniem przyjęła argumenty co do konieczności wycięcia drzew na
    podwórzu, zapewniła, iż zaraz po niedzieli w odpowiedni sposób
    przedstawi sprawę "szefowi" (burmistrzowi), on podejmie ostateczną
    decyzję.
    Dodała, iż (cytuję!): "właścicielka należąca do naszej
    wspólnoty /już nie "współwłaścicielka"!/ nie ma prawa do składania
    swojego sprzeciwu do toczącego się postępowania, bo oczywiście (!)
    nie jest stroną w sprawie, może zwrócić się jedynie do sądu, jeżeli
    czuje się skrzywdzona decyzją zarzadu wspólnoty i po niedzieli
    wystosowane do niej zostanie pismo o takiej właśnie treści". No!!
    Co do naszego argumentu, iż decyzja zarządu o wycięciu drzew z
    posesji nalężącej do wspólnoty, nie jest czynnością przekraczającą
    zarząd zwykły, pani urzędniczka także przyznała nam rację,
    obwieściła nam, że "jest to oczywista oczywistość - jak mawia
    klasyk - ale (jak zaznaczyła) tylko w przypadku dużej wspólnoty, bo
    w małej wspólnocie ta czynność przekroczyłaby zarząd zwykły".
    Hmmm... Zbyliśmy tę "oczywistość" milczeniem, bo szkoda nam już było
    czasu. Ważne, że to, o co nam chodziło, wskoczyło na właściwe tory i
    zmierza w dobrym kierunku.
    Ostatecznie umówiona z nią jestem 25 marca, poinformuje mnie już
    ostatecznie, jaka będzie decyzja. Mam nadzieję, że dla nas
    pozytywna, bo pani oznajmiła, że "raczej nie powinno być
    przeciwskazań". Tak więc na razie kamień z serca.
    Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję za chęć pomocy i rady!
  • 20.03.10, 15:01
    Jak mało w naszym urzędniczym kraju potrzeba człowiekowi do szczęścia. Nawet
    przyrzeczenie załatwienia oczywiście oczywistej sprawy wprawia nas w błogi stan
    zadowolenia z popchnięcia do przodu czegoś tak oczywistego jak powietrze do
    oddychania.
  • 20.03.10, 15:52
    zainteresowana_tematem napisała:

    > Dodała, iż (cytuję!): "właścicielka należąca do naszej
    > wspólnoty /już nie "współwłaścicielka"!/ nie ma prawa do składania
    > swojego sprzeciwu do toczącego się postępowania, bo oczywiście (!)
    > nie jest stroną w sprawie, może zwrócić się jedynie do sądu, jeżeli
    > czuje się skrzywdzona decyzją zarzadu wspólnoty i po niedzieli
    > wystosowane do niej zostanie pismo o takiej właśnie treści".

    Pani z ochrony srodowiska nie ma racji poniewaz ta wspolwlascicielka jest strona w tej sprawie poniewaz jest wspolwlascicielka drzew ktore zarzad chce wyciac.
    Jesli tej wspolwlascicielce bedzie sie chcialo to wezmie zarzad do sadu cywilnego i sprawe o zniszczenie jej wlasnosci/wspolwlasnoosci wygra a zarzad zaplaci odszkodowanie.
    Wspolnota powinna podjac uchwale o wycince drzew i jedyne co do czego mam watpliwosc to to czy uchwala powinna byc podjeta wiekszoscia glosow czy jednomyslnie.
    Wydaje mi sie ze kazda decyzja zmieniajaca stan posiadania wspolnoty powinna byc podejmowana jednomyslnie niezaleznie od wielkosci wspolnoty.
    Wycinka drzew jest zmniejszaniem wartosci majatku wspolnoty.

    > Co do naszego argumentu, iż decyzja zarządu o wycięciu drzew z
    > posesji nalężącej do wspólnoty, nie jest czynnością przekraczającą
    > zarząd zwykły, pani urzędniczka także przyznała nam rację...

    Gdyby ta pani byla prawnikiem z zawodu i sepcjalizujacym sie w prawie wspolnotowym to mozna byloby traktowac jej slowa powaznie. Poniewaz nim zapewne nie jest, sa to jej prywatne opinie nie maja wartosci prawnej.
    Jezeli na tej podstawie chcecie dzialac to przygotujcie sie na konsekwencje finansowe.
    Jesli zlamiece prawo w oparciu o jej opinie to nie ona ale wy poniesiecie konsekwencje prawne.
    Sugeruje nie pytac tej pani o opinie prawne.
    Od wydawania opinii prawnych sa prawnicy.
  • 20.03.10, 17:52
    wiseman1 napisał:


    > Pani z ochrony srodowiska nie ma racji poniewaz ta wspolwlascicielka jest stron
    > a w tej sprawie poniewaz jest wspolwlascicielka drzew ktore zarzad chce wyciac.
    > Jesli tej wspolwlascicielce bedzie sie chcialo to wezmie zarzad do sadu cywilne
    > go i sprawe o zniszczenie jej wlasnosci/wspolwlasnoosci wygra a zarzad zaplaci
    > odszkodowanie.
    > Wspolnota powinna podjac uchwale o wycince drzew i jedyne co do czego mam watpl
    > iwosc to to czy uchwala powinna byc podjeta wiekszoscia glosow czy jednomyslnie
    > .

    Dawno takich bzdur nie czytałem.


    > Wydaje mi sie ze kazda decyzja zmieniajaca stan posiadania wspolnoty powinna by
    > c podejmowana jednomyslnie niezaleznie od wielkosci wspolnoty.
    > Wycinka drzew jest zmniejszaniem wartosci majatku wspolnoty.
    >


    Podejrzewam, że wspólnota na to miejsce posadzi klika innych drzew, wówczas
    wartość majątku wspólnoty zmieni się w bardzie drastyczny sposób. Idąc tokiem
    twojego rozumowania potrzebne są nowe uchwały dotyczące nasadzeń, ponieważ
    majątek się zwiększa a zarząd samodzielnie nie może podjąć decyzji.




    > Gdyby ta pani byla prawnikiem z zawodu i sepcjalizujacym sie w prawie wspolnoto
    > wym to mozna byloby traktowac jej slowa powaznie. Poniewaz nim zapewne nie jest
    > , sa to jej prywatne opinie nie maja wartosci prawnej.



    Zapewne chodzi ci o prawo wspólnotowe czyli unijne.
    Jeśli chcesz zabłysnąć i uświadomić nam, ze jest prawo wspólnot mieszkaniowych
    to informuje Cie, ze niema takiego. To jest tylko twój wymysł.



    > Jezeli na tej podstawie chcecie dzialac to przygotujcie sie na konsekwencje fin
    > ansowe.
    > Jesli zlamiece prawo w oparciu o jej opinie to nie ona ale wy poniesiecie konse
    > kwencje prawne.
    > Sugeruje nie pytac tej pani o opinie prawne.
    > Od wydawania opinii prawnych sa prawnicy.

    Zarząd wycinając drzewo postępuje zgodnie z prawem.
    Zarząd nie musi pytać się o zgodę właścicieli w formie uchwały gdyż jest to
    czynność nie przekraczająca zarządu zwykłego.
    To jest moja opinia prawna.
    Chociaż nie jestem prawnikiem to wydaję taką opinie gdyż potrafię stosować prawo.
    "Paniusia" po to wybrała zarząd żeby ja reprezentował i podejmował decyzje.
    Jeśli jej się nie podoba to sama może dołączyć do zarządu i wówczas to ona
    będzie podejmowała decyzje w jaki sposób okroić majątek wspólnoty, czyli które
    drzewo wyciąć.

  • 20.03.10, 23:08
    birbant7 napisał:

    > Zarząd wycinając drzewo postępuje zgodnie z prawem.
    > Zarząd nie musi pytać się o zgodę właścicieli w formie uchwały gdyż
    jest to
    > czynność nie przekraczająca zarządu zwykłego.

    Dawno takich bzdur nie czytalem.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.