Dodaj do ulubionych

Ręce opadają...

01.12.06, 14:44
Zarządca:
-uzupełnia książkę obiektu budowlaego co kilka lat
-gubi protokoły z przeglądów
-nie wie jakie był przeglądy, prędzej po fakturch można się zorientować
-zalecenia z przeglądów dla konkretnych mieszkańców są trzymane w tajemnicy,
żeby się im nie narażać i nie użerać
-przedstawia 4 wersje rozliczeń rocznych, przy czym w każdym kolejnym
pojawiają się jakieś zagubione faktury: błędy są w każdej pozycji:
rozliczenie kosztów zarządu, CO, wody i śmieci
-w imieniu wspólnoty wchodzi w spór sądowy, co naraż ją na olbrzymie koszta.
Jest to jednka jego tajemnica, a sprawa wychodzi przez przypadek gdy komornik
siedzi na rachunku bankowym
-i zasada nr 1 od czego powinnam zacząć- ZAWSZE myli się na niekorzyść
wspólnoty. A myli się często.
-uwielbia dokonywać wypłat gotówkowych z konta, przy czym rozliczyć jest w
stanie tylko 1/4 kwot

To nie fikcja - taki zarządca zarządza kilkadziesięcioma budynkami
bezmyślnych właścicieli /bo Ci co bardziej rozgarnięci i umiejący dodawać już
dawno od niego uciekli/. Na postawione zarzuty odpowiada, że taki ma styl
zarządzania. I co mu można zrobić???
Edytor zaawansowany
  • java9 01.12.06, 16:09
    ojej !!! podstawowe pytanie Ci zadam :
    czy jesteś sam z tym twierdzeniem, jest Was garsteczka
    czy może jednak ( o głupia naiwności) cała masa ?

    Jak jesteś sam, to ciężka droga przed Tobą, wiem z własnego
    doświadczenia - trzeba twardy tyłek przygotować ;)
    Skrupulatnie notować fakty i po kolei w miarę możliwości
    informować pozostałych Właścieli.

    Pół roku obserwacji z bliska ( bo byłam/jestem w Zarządzie)
    pracy licencjonowanego zarządcy, który na szczęście u nas
    tylko administruje, zaowocowało "ciekawymi" spostrzeżeniami....
    Wspólota została poinformowana, co prawda w skrócie, bo nie mogę
    sobie pozwolić na wydrukowanie "książki" w 200 egzemplarzach,
    i odezwało się zaledwie kilka osób.

    I co z tego mam ? Szykany, oszczerstwa i inne nieprzyjemności,
    od grupy,która broni administratora ( bo ładnie się uśmiecha
    i podlizuje komu trzeba ), co gorsza, do tej grupy należą
    pozostałe osoby z zarządu - ale nie poddaję się, bo to o moje
    pieniądze chodzi, a jak reszta nie ma ochoty zainteresować się
    wnikliwiej ,jak gospodaruje się ich pieniędzmi to mam to w nosie.

    Teraz w obiegu jest uchwała o odwołaniu mnie z funkcji - jak do tej
    pory nie mozna było doczekać się, kiedy administrator ruszy obiegiem
    zbierać głosy, tak teraz po kilku dniach nóżkami przebiera i dwa dni
    z rzędu zapierdziela, aby jak najszybciej odwołać tych, którzy
    za bardzo patrzą na ręce. Jakbym była bardzo złośliwa to mogłabym w sądzie
    unieważnić cały plan gospodarczy, który był zaakceptowany za poprzedni rok,
    oraz podważyć zasadnośc głosowań nad dotychczasowymi wszystkimi uchwałami.

    Moim zdaniem, takiego zarządcę jakiego macie powinniście w kosmos
    wysłać,aby innym nie szkodził.



    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • aggim 01.12.06, 18:45
    No to macie ciekawie... Radziłabym jednak szukać sojuszników wśród właścicieli
    i oddać się mrówczej pracy w celu uświadamiania nieoświeconych. Najwięcej
    nieprozumień w takich historia wg mnie wynika z braku wiedzy o prawach i
    obowiązkach właścicieli i zarządcy/administatora, zasad funkcjonowania
    wspólnot. Może oświeceni właściciele w końcu obalą ten układ.
    My akurat jesteśmy już w zasadzie "po". Zanim jednak do tego doszło, ludzie
    kilka razy dawali temu zarządcy "ostatnią szansę" i trwało to kilka lat. Lecz
    miarka się przebrała, gdy postawiony pod ścianą oświadczył na piśmie, że
    rzeczywiście brakuje na naszym koncie kilkadziesiąt tysięcy złotych /na
    szczęscie prawa matematyki są niezmienne/. Ostatecznie gdyby to tylko ode mnie
    zależało, to wyleciałby by już na początku, lecz "większość" wogóle nie czuła
    tematu. Bardzo pomogły rozmowy indywidualne /wręcz dostosowane do możliwości
    intelektualnych poszczególnych osób/i uświadamianie.
    Samo odejście nie daje jednak satysfakcji... Chciałoby się go jakoś ukarać, bo
    przecież wszystkich tak robi "w konia". Gdzie ta sprawiedliwość?
  • marylalysiak 01.12.06, 21:44
    Dawno nie wypowiadałam sie na tym forum uwaznie obserwowałam Jawe to jest po
    prostu dziewczyna z jajami.
    Ciągle czytam idiotyczne pytania kazdy próbuje jakoś odpowiedzieć czasami warto
    przesledzić,a to adaptacvja strychu przeszkadza,ato administrator jak w tym
    wątku nic nie robi tylko bierze kasę coś tam gubi,jakies tajemnice na koniec
    komornik i póżniej taki WŁASCICIEL ma pretensje pytam sie do czego?A Gdziesz on
    ów WŁAŚCICIEL pełną gębą był wczesniej na koniec . I co mu można zrobić???
    po prostu wypie...........................Pozdrawiam wszystkich
  • wprost5 02.12.06, 07:53
    Jeśli chodzi o Javę, to w związku z postem Maryli nie moge oprzeć się
    poinformowaniu, że już dawno temu zwróciłem uwagę na tym forum właśnie na Javę,
    co zaowocowało nawiązaniu osobistej znajomości(okazała być się moją bliską
    sąsiadką). Namawiałem ją do wejścia do zarządu i teraz ze względu na jej
    kłopoty czuję się trochę za to odpowiedzialnym. Pomimo tego uważam, że nie jest
    to przez nią czas stracony, bo poznała osobiście kulisy działania nie tylko
    swojej wspólnoty, bo to, co opisuje, jest charakterystyczne dla bardzo wielu
    wspólnot w Polsce.
    W każdym razie dla mnie jest dalej niezrozumiałym fenomenem, dlaczego
    członkowie wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych tak często bezgranicznie ufają
    różnego rodzaju krętaczom a nawet oszustom w postaci zarządców i
    administratorów we wspólnotach czy członków zarządów i rad nadzorczych w
    spółdzielniach mieszkaniowych. Dlaczego osoby pokroju Javy mają drogę pod górę
    a jakieś mętne typy są na razie górą. Nie wiem dlaczego chyba jeszcze nikt nie
    wziął tego zjawiska jako tematu prac magisterskich czy doktorskich.
    Z drugiej strony wiem, ze ludzi pokroju Javy rzucanie kłód pod nogi tylko
    mobilizuje do walki o swoje prawa i przewrotnie napiszę, że jest mi to nawet na
    rękę, bo rosną szanse na jakieś skrzyknięcie się, o co apeluję od dawna na tym
    forum.
    I w związku z tym powiadamiam zainteresowanych, przede wszystkim w Warszawie,
    że od pewnego czasu związałem się z Mazowieckim Oddziałem Krajowego Związku
    Lokatorów i Spółdzielców. Ponieważ studiując statut tego związku, znalazlem
    następujący zapis poświęcony jego celom i zadaniom: "Celem Stowarzyszenia jest
    reprezentowanie i występowanie w obronie praw, godności i interesów członków i
    mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych, członków i mieszkańców Wspólnot
    Mieszkaniowych, lokatorów zamieszkałych w zasobach TBS oraz członków ich rodzin
    zamieszkałych w zasobach ww. podmiotów wobec organów spółdzielni, instytucji,
    administracji państwowej i samorządu terytorialnego oraz innych organizacji,
    osób prawnych i fizycznych" uważam, że bez zbędnych zabiegów formalnych przy
    organizowaniu czegos od podstaw możemy wreszcie zacząć coś robić wspólnie.
    I dlatego zainteresowanych proszę o kontakt na wprost5@gazeta.pl. W wielu
    miastach istnieją oddziały wspomnianego związku i moim zdaniem wspólnotowicze
    spoza Warszawy też mają wobec tego okazję do wspólnych działań i wymiany
    doświadczeń i wreszcie zorganizowanego wystąpienia wobec reprezentacji
    zarządców.
  • hiacynta100 04.12.06, 01:03
    Ja również obserwuję jave i to nie tylko na tym forum.
    Problem w tym, że java jeszcze nie wie, ze nie wystarczy mieć racje trzeba
    jeszcze przekonac do niej innych.
    A java nie przekonuje, wyrażnie nie lubi szukać porozumienia z innymi, bo
    tych "innych" uważa za głupków i daje im to jasno do zrozumienia. Zamiast
    szukac rozwiązania problemów, awanturuje się, miesza adverarzy z błotem,często
    wyglasza opinię na poziomie rynsztoka.
    Dlatego nie uzyskuje wśród ludzi posłuchu, nawet wówczas gdy ma w jakiejś
    sprawie rację.
    W efekcie wyrządza swojej wspólnocie więcej szkody niż pożytku, bo nie dość że
    nie potrafi nic sensownego przeprowadzić, zniechęca innych do interesowania się
    sprawami wspólnoty i ew. pracy na jej rzecz ( normalnym ludzom poziom magla nie
    odpowiada).
    oj żle wróżę tej wspólnocie.
  • wprost5 04.12.06, 10:03
    Wreszcie ktos na tym forum powiedzial jasno, co mamy robić jako członkowie
    wspólnot, gdy ktoś nas oszukuje, nie traktuje powaznie, kreco swoje interesy
    naszym kosztem itp.
    Bo zamiast domagac sie przestrzegania ustawy o własności lokali, bronić swoich
    praw, gonić zarządców-przekręciarzy trzeba po prostu przekonywać swoich
    sąsiadów, że tak powinno być, że nie warto się czepiać o byle co itp. Trzeba
    byc grzecznym w stosunku do oszustów, bo to przecież też ludzie, broń Boże nie
    nazwać tego co robią po imieniu. dac sobie jeździc po glowie, nie sprawdzac, na
    co wydaja nasze pieniadze. Oni nie musza się praktycznie z niczego tłumaczyć,
    my natomiast powinniśmy cierpliwie przekonywać swoich sąsiadów do swoich racji.
    Bo swoim postepowaniem to my wyrzadzamy szkode współnocie a nie zarządcy czy
    administratorzy, którzy biorą kasę za nic, permanentnie nas oszukują, narażają
    na poważne trudności w przyszłości, czasmi nawet znikają z nasza kasą.
    Wreszcie wiemy, co mamy robić aby w naszych wspólnotach zaczęły panować
    stosunki jak w przysłowiowym raju! Jak będziemy potulnie wszystko akceptować,
    nie szukać dziury w całym, nie czepiać się administratorów to przecież nie
    będzie żadnych konfliktów i zadrażnień.
    Właśnie brakowało nam do tej pory osoby z takimi ponmysłami jak Hiacynta100!
    Liczymy na dalsze podpowiedzi jak praktycznie realizować ten raj wspólnotowy.
    Bo nie wystarczy mieć rację, trzeba do niej jeszcze nas przekonać!
  • java9 04.12.06, 14:11
    To jest właśnie ta głupota tłumu tzw zbiorowe matołectwo.
    Pół biedy jak masz we wspólnocie tylko kilka takich egzemplarzy.
    Gorzej, gdy jest ich więcej i poprzez manipulowanie opinią pozostałych
    Właścicieli, naciąganiem argumentów pod swoje wymysły, oszczerstwami,
    usiłują pokazać Cię w złym świetle, ośmieszyć, oczernic, tylko dlatego,
    że mówisz o problemach.

    W zarzadzie jest to samo - kłopoty sprawia ten, kto mówi o problemach,
    a nie ten kto je powoduje,lub im nie przeciwdziała swoją bezmyślnością,
    i bierze za to kasę.

    Chciałabym dostawać 8 000 tylko za to, że pojawię się na trzy godzinki
    dziennie i popukam palcami w blat stołu.



  • hiacynta100 04.12.06, 19:37
    Wprost gratuluję potrafisz pisać, a nie nauczyłeś się czytać.
    Nigdzie nie napisałam, ze należy pozwalac się okradać itp.
    Napisałam, ze nie wystarczy mieć rację co do własnych praw, trzeba ich jeszcze
    umiejętnie dochodzić.
  • wprost5 04.12.06, 20:22
    Brawo, brawo! Mam mieć rację a nawet jak ja mam, to jest to malo! Powinienem
    jeszcze ukończyc specjalne kursy przekonywania wszystkich wokół, że istotnie
    mam owa rację!
    A ja uważam, że skoro płace i jestem de facto pracodawca, to mam święte prawo
    wywalić kiepskiego zarządcę wraz z jego administratorem na zbity pysk bez
    zbędnych ceregieli. Oczywiście, zawsze znajdą się naiwni i dobroduszni sąsiedzi
    sasiedzi, którzy będą mi chrzanić o konieczności dokładnego zbadania
    wszystkiego, dania zarządcy jeszcze jednej szansy, straszenia, że może być
    gorzej z nowym zarządca itp. podobne dyrdymały.
    Właśnie nasza miękka postawa w stosunku do przekręciarzy powoduje, że stale na
    tym forum pojawiają się błagalne posty bezradnych wspólnotowiczów.
  • hiacynta100 05.12.06, 22:47
    wprost5 napisał:

    > Brawo, brawo! Mam mieć rację a nawet jak ja mam, to jest to malo! Powinienem
    > jeszcze ukończyc specjalne kursy przekonywania wszystkich wokół, że istotnie
    > mam owa rację!
    > A ja uważam, że skoro płace i jestem de facto pracodawca, to mam święte prawo
    > wywalić kiepskiego zarządcę wraz z jego administratorem na zbity pysk bez
    > zbędnych ceregieli. Oczywiście, zawsze znajdą się naiwni i dobroduszni
    sąsiedzi
    >
    > sasiedzi, którzy będą mi chrzanić o konieczności dokładnego zbadania
    > wszystkiego, dania zarządcy jeszcze jednej szansy, straszenia, że może być
    > gorzej z nowym zarządca itp. podobne dyrdymały.
    > Właśnie nasza miękka postawa w stosunku do przekręciarzy powoduje, że stale
    na
    > tym forum pojawiają się błagalne posty bezradnych wspólnotowiczów.
    A czy to że na forum pojawiają sie bezradni wpólnotowcy to wina tylko
    zatrudnionych zarządców (a raczej admimistratorów), czy może także aroganckich
    członków zarządow?
    Twoi sąsiedzi których uważasz za durnych i naiwnych też są właścicielami
    nieruchomości, dlatego nie chcesz wysłuchać ich racji i z góry zakladasz że jej
    nie mają. Wspólnota to demokracja w skali mikro i nie możesz skutecznie
    sprawować w niej "wladzy" nie uwzględniając woli "ludu". I dlatego członkowie
    zarządu muszą pamietać pracują dla ludzi ( nie tylko dla siebie), którzy im
    zaufali powołując do zarządu. Dlatego muszą dbać o kontakty z innymi
    właścicielami, informować, przekonywać.
    Jeśli rzeczywiście masz "zarządcę złodzieja" i nie mozesz go odwołać, bo inni
    właściciele są przeciw to TWOJA WINA. Bo to TY popełniłeś gdzieś błąd, skoro
    nie potraficz przekonac innych właścicieli.

  • java9 06.12.06, 12:06
    > A czy to że na forum pojawiają sie bezradni wpólnotowcy to wina tylko
    > zatrudnionych zarządców (a raczej admimistratorów), czy może także
    aroganckich
    > członków zarządow?

    Ależ oczywiście, że jest to wina aroganckich członków zarządu. Gdyby nie
    arogancja i ignorowanie mnie przez poprzedni zarząd, nie byłabym tak
    aktywnym uczestnikiem tego forum.

  • java9 06.12.06, 12:22
    > Twoi sąsiedzi których uważasz za durnych i naiwnych też są właścicielami
    > nieruchomości, dlatego nie chcesz wysłuchać ich racji i z góry zakladasz że
    jej
    >
    > nie mają. Wspólnota to demokracja w skali mikro i nie możesz skutecznie
    > sprawować w niej "wladzy" nie uwzględniając woli "ludu". I dlatego członkowie
    > zarządu muszą pamietać pracują dla ludzi ( nie tylko dla siebie), którzy im
    > zaufali powołując do zarządu. Dlatego muszą dbać o kontakty z innymi
    > właścicielami, informować, przekonywać.


    Pozostali Właściciele,poza bierną postawą roszczeniową mają obowiązek
    współdziałać w zarządzaniu.Współdziałanie to nie tylko obecność na zebraniach
    i podnoszenie łapki przy głosowaniu - to obowiązek interesowania się sprawami
    wspólnoty. Przez pół roku odkąd pełnię tą funkcję zarząd nie otrzymał ani
    jednego zapytania w sprawach dotyczących wspólnoty, nikt z Właścicieli nigdy
    nie przyszedł na dyżur zarządu. Niekt nie wykazywal zainteresowania co się
    dzieje.Może dlatego, że Właściciele obawiali się reakcji, którą miał poprzedni
    zarząd na takie zapytania - ja byłam ostro szykanowana za zadawanie pytań
    i wnikanie w sprawy wspólnoty.A może dlatego, że jest to im obojętne.

    Pozostałe osoby z zarządu stanowią większość i gdyby tak strasznie im zależało
    ( a podkreślam, że mieli to w nosie) kontaktować się ze wspólnotą poprzez
    osiedlową stronę, to nie mieliby problemu aby przegłosować ( większością głosów
    członków zarządu) jakąkolwiek treść pisma. Wielokrotnie nie brano pod uwagę
    mojej opinii w danej sprawie i podejmowano decyzję większością głosów - teraz
    to jest po prostu wygodna wymówka ( że to niby ja blokowałam działania zarządu).

    Odpowiadanie na posty na forum jest nieco kłopotliwe( bo tę samą wersję
    muszą potwierdzić 3 osoby z zarządu, aby wyrazić opinię zarządu),
    ale od początku uważałam, że powinniśmy reagować na stronie głównej
    ( poza oczywiście uwzględnianiem uwag zamieszczanych na forum w bieżącej pracy).

    Problem w tym, że ja i druga "kłopotliwa" osoba, nie mamy dostępu
    do osiedlowego forum ( administrator forum zablokował nasze nicki),
    a hasło do nicka "ZARZAD" otrzymałam niedawno, bo wcześniej nie mogłam się
    doprosić ( teraz z resztą nie mogę z niego korzystać, bo pozostałe 3 osoby
    je zmieniły nie informując mnie o tym).
    Przez bardzo długi okres czasu nie miałam możliwości zapoznać się z wpisami
    na forum, a osoby, które dostęp miały, pytanie przeze mnie co się dzieje na
    forum,albo mówiły, że nic albo po krótce zdawały relację o co ktoś pytał.
    Na propozycję napisania informacji na stronie głównej nie było reakcji,
    albo zbywali to stwierdzeniem, że nie warto sobie tym zawracać tyłka.




  • java9 06.12.06, 12:55
    > Jeśli rzeczywiście masz "zarządcę złodzieja" i nie mozesz go odwołać, bo inni
    > właściciele są przeciw to TWOJA WINA. Bo to TY popełniłeś gdzieś błąd, skoro
    > nie potraficz przekonac innych właścicieli.
    >

    Trudno mi to uczynić ,ale nie mówię, że się nie da, gdy 3 pozostałe osoby
    z zarządu administratora kryją. Gdy za plecami i za pośrednictwem metod
    poniżej pasa usiłują oczernić mnie w oczach wspólnoty, podważając zaufanie
    i wirygodność a sprawą zainteresowana jest jedynie garstka Właścicieli.


    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • java9 04.12.06, 14:02
    > A java nie przekonuje, wyrażnie nie lubi szukać porozumienia z innymi, bo
    > tych "innych" uważa za głupków i daje im to jasno do zrozumienia. Zamiast
    > szukac rozwiązania problemów, awanturuje się, miesza adverarzy z
    błotem,często
    > wyglasza opinię na poziomie rynsztoka.

    Mam wrażenie, że to nie są obserwacje tylko wiadomości z trzeciej ręki.
    Nie wiem o co chodzi z tymi głupkami, natomiast na takie określenie
    na pewno zasługują osoby pełne uprzedzeń, które nie odnoszą swoich
    wypowiedzi do argumentów, tylko do osoby, która je wypowiada.
    Biorąc pod uwagę, jak wielu ludzi tak się zachowuje na forum wspólnoty,
    trudno się dziwić, że brak chętnych do zarządu.

    To, że nie akceptuję zachowań spod budki z piwem i wyraźnie o tym mówię
    ( stanowczym tonem ) nie może być uznawane jako brak kultury z mojej strony.
    Jak ktoś zachowuje się jak burak, to jest dla mnie burakiem i zasługuje na
    to,aby go tak nazywać. Ile można tolerować obelgi i kąsliwe uwagi - no ale,
    nie jest winny ten kto obraża, tylko ten kto się odcina....

    Nie dogadam się z osobami, które chadzają na skróty, bo im tak wygodniej
    i w nosie mają prawo (naiwnie licząc na to, że ktoś nie zauważy,albo nie
    będzie mu się chciało iśc do sądu).
    Jak mają ochotę postępować tak w prywatnym życiu to ich wybór, ale w momencie
    gdy jestem za to współodpowiedzialna, to stanowczo protestuję.

    Nie dogadam się z osobami, które weszły do zarządu tylko po to, aby nazwisko
    wisiało w gablotce na klatce,Wspólnota płaciła kaskę za obecność na pierwszym
    posiedzeniu w miesiącu a administrator robił co chciał ( "bo kontrolowanie
    administratora to jest brak zaufania i szacunku do niego").

    Nie dogadam się z osobami, które z lenistwa i braku odpowiedzialności
    nie zainteresują się tematem, za to na racjonalne argumenty (np artykuły
    ustawy,czy orzeczenia ) mają jedną odpowiedź " nie zawracaj dupy ".W tej
    sytuacji po pierwsze trudno o porozumienie (brak woli wysłuchania
    argumentów),po drugie trudno rzeczowo i konkretnie rozmawiać( druga strona
    kompletnie nie zna tematu)a po trzecie nie ma możliwości rozwiązania problemu
    ( bo druga strona z góry założyła, że to są pierdoły i problemu nie ma).

    Nie dogadam się z osobami, które lubią się "ślizgać" i "migać" od roboty,
    kłamią w żywe oczy, a dopiero przyparte do muru przyznają, że nawaliły.

    Nie dogadam się z osobami, które nie szanują mojego prawa do decydowania
    w prywatnych sprawach, bezczelnie włażąc mi w życie z buciorami.

    Nie dogadam się z cwaniakami, którzy obijają się a potem przywłaszczają
    pomysły i pracę innych.

    Nie dogadam się z histerykami, którzy zamiast skupić się na zadaniach
    roztrząsają jakieś prywatne animozje - mimo, że przyjemniej jest wykonywać
    zadania z kimś kogo darzy się minimalną chociaż sympatią
    to ja nie muszę się lubić z kimś z kim muszę wykonać zadanie.

    Nie dogadam się z kłamczuchami, którzy odkręcają kota ogonem.

    Nie dogadam się z ludźmi, którzy nie myślą kilka kroków do przodu,
    nie biorą pod uwagę wielce prawdopodobnych kłopotów przy planowaniu
    działań i podejmowaniu decyzji.

    Z osobami tego pokroju nie da się efektywnie działać (bo im się nie chce),
    nie da się rozwiązywać problemów ( bo ich nie widzą), nie da się z nimi
    dojść do porozumienia ( bo tego nie chcą).

    Trudno mnie zastraszyć, nie boję się krzyku, wygrażania piąchami itp.
    Trudno mnie zakrzyczeć lub zbyć jakąś zdawkową informacją - jestem
    dociekliwa a jak widzę, że ktoś kłamie to go docisnę.

    Szanuję ludzi uczciwych, szczerych, rozsądnych i myślących perspektywicznie,
    takich, którzy lubią uzupełniać swoją wiedzę i nie boją się pytać, gdy czegoś
    nie rozumieją.Takich, którzy angażują się w temat, nie działają po łebkach
    i skupiają na zadaniu a nie na prywatnych uprzedzeniach.

    Rzeczywiście, niektórym trudno jest ze mną wykonywać powierzone obowiązki.





  • babczyk 04.12.06, 14:18
    java9, jestem pod OGROMNYM.......WRAŻENIEM.
  • java9 04.12.06, 15:38
    chcesz chusteczkę ? ;)


  • hiacynta100 04.12.06, 19:31
    Java ja Ci naprawdę bardzo współczuję.
  • java9 05.12.06, 11:08
    Nie współczuj tylko zacznij myśleć o odpowiedzialności, bo z tym masz kłopoty.
    Wspólnota to nie jest prywatny folwark,w której sam ustalasz zasady ( o ile
    nie przeszkadzasz sąsiadom).To "instytucja" podlegająca przepisom a Zarząd
    ma obowiązek przestrzegać prawa i działać w interesie wszystkich właścicieli,
    a nie tylko wybranych, bo znajomych czy bardziej lubianych,bo jest im wszystko
    jedno i chętnie się podporządkują.

    I pamiętaj kłamstwo ma krótkie nogi a zmanipulowana i oszukana Wspólnota,
    w końcu zorientuje się z kim ma do czynienia.Ja nie zniżam się do twoich metod
    i nie wypisuję do wspólnoty bzdur po to aby chronic swój tyłek, bo się obijałam
    przez pół roku. Nie nakłaniam ludzi do podpisywania się "za" uchwałą odwołującą
    dwie niewygodne osoby i nie szantażuję zarzadem komisarycznym oraz swoją
    rezygnacją.

    Honor i godność mi nie pozwala mi na stosowanie takich metod- no ale czego ja
    wymagam.







  • hiacynta100 05.12.06, 22:20
    java9 napisała:

    >Ja nie zniżam się do twoich metod i nie wypisuję do wspólnoty bzdur po to aby
    chronic swój tyłek, bo się obijałam przez pół roku. >
    >
    Ale ty nie znasz moich meted, wiec nie mozesz ich oceniać. Dobry Duch mnie
    ustrzegł i obecnie obserwuję cię tylko z daleka jako ciekawy przypadek
    psychologiczno- socjologiczny.
  • java9 06.12.06, 13:16
    Znam metody chociazby takie jak stosujesz w wypowiedziach na tym forum.


    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • to_jest_mysl 04.12.06, 15:44
    ja również obserwuję jave na forum i w pełni -NIESTETY - popieram spostrzeżenia
    hiacynty;
    i tak jak inni sa oporni i maja w nosie przestrzeganie prawa i dobro wspólnoty,
    tak java jest oporna do potęgi na przyjęcie do wiadomości, że jesli nie zmieni
    swojej postawy i nie nauczy się WSÓŁPRACOWAĆ I ROZMAWIAĆ z ludźmi, to swoje
    racje moze co najwyżej wsadzić do kieszeni

    hiacynta100 napi
    > Problem w tym, że java jeszcze nie wie, ze nie wystarczy mieć racje trzeba
    > jeszcze przekonac do niej innych.

    dokładnie, a na tym polu duuuzo ma jeszcze do nauki

    > A java nie przekonuje, wyrażnie nie lubi szukać porozumienia z innymi, bo
    > tych "innych" uważa za głupków i daje im to jasno do zrozumienia.

    co widac chociażby po reakcjach na posty nie po jej mysli, tudzież na
    jakąkolwiek krytykę

    >Zamiast
    > szukac rozwiązania problemów, awanturuje się, miesza adverarzy z błotem,często
    > wyglasza opinię na poziomie rynsztoka.

    tak własnie, słowo:kompromis - jest dla niej obce

    > Dlatego nie uzyskuje wśród ludzi posłuchu, nawet wówczas gdy ma w jakiejś
    > sprawie rację.

    i to frustruje ją coraz bardziej

    > W efekcie wyrządza swojej wspólnocie więcej szkody niż pożytku, bo nie dość że
    > nie potrafi nic sensownego przeprowadzić, zniechęca innych do interesowania
    >się sprawami wspólnoty i ew. pracy na jej rzecz ( normalnym ludzom poziom magla
    >nie odpowiada).

    nie wiem, czy tak jest naprawdę, ale takie odnoszę wrażenie

    > oj żle wróżę tej wspólnocie.

    a moze w końcu cos do niej dotrze???
  • java9 04.12.06, 22:52
    KOMPROMIS, WSPÓŁPRACA ROZMOWY ? ciekawe...
    Jeśli kilka razy łapię administratora na tym, że nie zwrócił uwagi
    na nieprawidłowości, bo nie jest zorientowany w temacie albo wiązałoby
    się to z dodatkową dla niego pracą,to jak Twoim zdaniem miałby wyglądać
    ten kompromis z mojej strony ?

    Mówię o tym na posiedzeniach zarządu i słyszę, że zawracam dupę i mam
    nie podważać zaufania do administratora. Nie idę na kompromisy, gdy chodzi
    o naginanie prawa,omijanie zapisów ustawy lub przymykanie oka na nienależycie
    świadczoną usługę administrowania i związanego z tym nieprawidłowego
    zarządzania nieruchomością.

    Nie idę na kompromis, gdy sprawy dotyczące mnie prywatnie są przedmiotem
    dyskusji, ba , decyzji zarządu
    -bez mojej zgody puszczona w obieg uchwała o wynagrodzeniu dla mnie,
    - przymuszanie mnie do wykonywania przelewów wspólnoty przez internet,
    gdy nie mogę zabezpieczyć należycie komputera, awantura, że nie chcę
    bo uważam, że w ten sposób naraziłabym środki wspólnoty na ryzyko utraty
    - aroganckie komentarze gdy zorientowałam się, że moje nazwisko wcale nie musi
    w gablotach na klatkach wisieć i poprosiłam o usunięcie na piśmie,
    a że prośba została zignorowana to usunęłam sama

    Administrator nie ma pojęcia o czymś takim jak ustawa o ochronie danych
    osobowych, twierdzi, że cłonkowie zarządu to osoby publiczne i ich dane
    osobowe nie podlegają ochronie. Moje dane osobowe i adresowe powiesił sobie
    na ścianie w kanciapie, do której wchodzi każdy kto chce i jeden z członków
    zarządu musiał go prosić,żeby tę kartkę zdjął bo na złość mnie i wbrew ustawie
    uparł się, że nie zdejmie.

    Z kim i o czym mam rozmawiać, gdy brak zainteresowania tematem na
    posiedzeniach, brak reakcji na korespondencję wysyłaną mailem,
    a jeśli już jakaś się pojawia to w postaci personalnych ataków
    i agresywnych zachowań.Nie ma możliwości rozmowy, nie ma możliwości
    współpracy, tym bardziej o kompromisie w takich warukach.

    Do współpracy potrzeba osób chętnych do pracy, zainteresowanych poruszanymi
    zagadnieniami, wtedy może być rozmowa i kopromis o ile w ramach kompromisu
    nie jest naruszane prawo lub dobra osobiste innych.

    FRUSTRACJA
    kolejny domorosły psychoanalityk... ciekawe skąd te wnioski ?

    To nie frustracja, tylko świadomość odpowiedzialności i ogromne zdziwienie,
    jak to możliwe, że osoby, które tak głośno krzyczą o działaniu dla dobra
    wspólnoty odznaczają się tak idiotycznym i nieodpowiedzialnym podejściem
    do pełnionej funkcji. To nie jest prywatna kamienica, tylko wspólny dom,
    zarządzany w imieniu pozostałych Właścicieli.

    Mnie jako Właścicielowi kawałka tej nieruchomości nie podoba się tak
    lekkomyślne podejście do pełnionej funkcji.

  • java9 04.12.06, 16:01
    Wiesz czemu tak się dzieje ? światło na klatce jest ? jest
    wioda w kranie płynie ? płynie ciepło jest ? ciepło

    to w czym problem ? ;)

    Masz rację, że cokolwiek można dojrzeć i zorientować się w funkcjonowaniu
    Wspólnoty dopiero po wejściu do Zarządu. Wcześniej, mimo, że miałam pewne
    przypuszczenia nie bardzo miałam okazję to potwierdzić. Jak wybiegasz do pracy
    o 8 rano i wracasz o 20 to czy masz mozliwość ocenić pracę administratora ?

    Na zebraniu ? bo pokaże jakieś nieczytelne tabelki i poodpowiada okragłymi
    słowami na pytania, nie zrozumiesz to w tłumie boisz się dopytać,
    a w sumie to co Cię to obchodzi, aby do domu jak najszybciej...
    a może w drzwiach mieszkania, gdy z grzecznym ukłonem prosi o oddanie
    karty do głosowania ? Dopiero jak coś się stanie i zgłaszasz problem, to
    okazuje się jak szybka jest reakcja i jak "skutecznie" odbywa się załatwienie
    sprawy.

    To, że jeszcze nic się nie stało nie oznacza, że wkrótce się nie stanie.
    Przy tak prowadzonych sprawach jest ryzyko duże.
    A Polak wiadomo - mądry po szkodzie jest i dopiero wtedy jest płacz.

    I tak jak czasem z satysfakcją mówię "a nie mówiłam" to mam nadzieję,
    że tym razem nie będe musiała tego powiedzieć.
  • hooverr 04.12.06, 20:48
    Witam
    Tak trzymaj Javo9 - trzeba uświadamiać właścicieli. To jest praca od podstaw.
    Komuna zrobiła z ludzi inwalidów umysłowych dla których własność jest pojęciem
    obcym. Mam podobne doświadczenia z moimi sąsiadami-nie widzą oczywistych
    przekrętów administratora i zarządu-półgłówka. Przez 15 minut tłumaczyłem temu
    osobnikowi co to jest cena jednostkowa - rzeczywiście ręce opadają.
    Pozdrawiam
  • java9 04.12.06, 23:07
    Wiem, że trzeba uświadamiać.
    Zgłaszałam wniosek o zwołanie zebrania informacyjnego dla Wspólnoty,
    jeszcze w tym roku, przed zebraniem rocznym,żeby omówić sprawy organizacyjne
    formalne i prawne, tym bardziej, że w naszym przypadku nic to Wspólnotę nie
    kosztuje .

    Wniosek upadł -to znaczy pozostała święta trójca przegłosowała na nie.
    Nie ma możliwości zwołać zebrania na wniosek 1/10 udziałów, bo zebranie
    roczne w tym roku już się odbyło w I kwartale.

    Informacja o tej sytuacji ( sygnalizująca problem) wrzucona do skrzynek
    Właścicieli nie wywołała wielkiego zainteresowania.

    Trudno kogoś na siłę uszczęśliwiać.


  • serafin666 04.12.06, 23:27
    "Nie ma możliwości zwołać zebrania na wniosek 1/10 udziałów, bo zebranie
    roczne w tym roku już się odbyło w I kwartale."

    przestałem reagować na tutejszych stałych głupków - ale to już przesada
  • java9 04.12.06, 23:47
    głupka ci nie wybaczę, ale rzeczywiście głupotę napisałam.


    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • ssocratesowa 28.09.07, 19:44
    Lapsusowstrzymywacz???
    --
    wiem, że nie wiem
  • java9 04.12.06, 15:41
    marylalysiak napisała:

    > Dawno nie wypowiadałam sie na tym forum uwaznie obserwowałam Jawe to jest po
    > prostu dziewczyna z jajami.

    muszę iść coś sprawdzić w toalecie ;)
  • marylalysiak 04.12.06, 13:14
    Hiacynta napisała

    -A java nie przekonuje, wyrażnie nie lubi szukać porozumienia z innymi, bo
    tych "innych" uważa za głupków i daje im to jasno do zrozumienia-
    A co powiecie na taki okaz Włściciela?
    Kobieta po studiach architekt.

    Za wymianę tych rur od gazu to 197tys złotych to bardzo drogo moi przyjaciele
    jak sobie podłączali gaz w domku jednorodzinnym to tyle nie zapłacili.

    I jak taka kobietę nie nazwać po imieniu nie dziwię się Javie.Pewnie takich
    kwiatków miała więcej.U nas takich postaci jest wiele,a czy w waszych
    wspólnotach macie takie okazy? może podzielimy się doswiadczeniami?

    W budynku były wymieniane piony cztery klatki 10 pięter.Gazu nie było pół
    godziny.
  • wprost5 04.12.06, 16:08
    Jestem przekonany, ze we wszystkich wspólnotach znajdzie się jakiś pożyteczny
    idiota.
    I co ciekawsze, w wielu przypadkach im wyzsze wykształcenie, tym bardziej gość
    bredzi od rzeczy(sam mam wyższe wykształcenie). Bierze sie to zapewne stąd, ze
    że niektórzy strasznie chca publicznie zabłysnąć i jeśli nie znają dobrze
    tematu, to po prostu "pływają". Takim osobom bardzo trudno przychodzi przyznać
    się do tego, że zagadnienie jest im obce, wola udawac, że znają sie na tym, bo
    przecież tytuł zobowiązuje. Zauważyła to java pisząc, że niektórym bardzo
    zależy, aby znalazło się ich nazwisko na tablicy informacyjnej o składzie
    zarządu. A że nic konkretnego nie wnosza, to już inna sprawa. Natomiast
    administratorzy są znakomitymi psychologami i bez pudła docierają do takich
    osobników, których należy dowartościowywać w oczach innych.
    Brednie pani architekt opisane przez Marylę są tylko jeszcze jednym przykładem
    oderwania wielu z nas od rzeczywistości. Ze swej strony uważam, że szkoda
    naszego czasu na opisywanie tego typu kwiatków.
    Osobiście wolę takie informacje, które mówią, jak konkretnie coś załatwić. Mam
    jednak świadomość, że cudownych recept nie ma i dalej będziemy musieli łamać
    sobie głowy, jak skutecznie załatwiać często banalne sprawy.
  • marylalysiak 04.12.06, 17:20
    Ja w dalszym ciągu upieram sie ,aby pisac o tych głupotach wprawdzie nie
    znajdziemy panaceum na takie dolegliwości,ale trzeba je jakoś zwalczyć.
    Ja mam niedogodna sytuację,jestem wprawdzie w zarządzie ,ale nie jestem
    właścicielem tylko najemcą lokalu komunalnego,podwójnie patrzą mi się na ręce
    co rusz o coś mnie podejzewają,ale jakoś trzeci rok jestem w zarzadzie i bardzo
    sobie na zebraniach mnie chwalą nie biorę jeszcze za to wynagrodzenia i nie
    chce brac,moze tez to brać z tego, iż przed ustawą o własnosci lokali działałam
    w komitecie blokowym przez 8 lat.Czyli jeszcze dwa lata po tym jak weszła
    ustawa.Doprowadziłam z osobami normalnie myslacymi,ktorym wazny jest los
    kamienicy rozwiązac umowe z ADK.Wczesniej nakupowałm książek poczytałam.Pani z
    ADK powiedziała,że rozwiazanie umowy moze być trzy miesięczne jak w umowie,a ja
    jej nato wy nie mieliście prawa wogle podpisywać jakiekolwiek umowę, o
    Zarzadzanie nieruchomością wspólna miesiąc starczy powiedziałam na przekazanie
    dokumentów cały czas próbowała zbić mnie z tropu,ale się nie dałam.Za gabaryty
    pod śmietnikiem miałam sprawę w Sądzie Grodzkim oczywiście wygrałam.
    Z dzisiejszego podwórka oskarża mnie właścicielka (do sąsiadów)że ocieplam
    kominy i była na dachu i to widziała nic tylko trzepnąć tą babę dechą w ryj
    żeby się zamknęła, przecież człowiek by z sądu nie wyszedł jakby wszystkich
    skarżył.Czasami nerwy puszczają,może inaczej wychodzi zła strona charakteru,a
    moja bardzo często.Moja odpowiedż była prosta jak Pani weszła na dach jak ma
    Pani w dupie bez centymetra 150,a właz na dach 50 cm Pani kłamie i sieje
    wchrzycielstwo wśród właścicieli ,ja wiem wy zamiast papy na dach kładziecie
    azbest.Pani ta wie swoje i koniec kropka.O jakim porozumieniu mówicie.To jest
    samo życie. Nawet Bareja by tego nie wymyślił.

    Wprost napisał

    że szkoda
    > naszego czasu na opisywanie tego typu kwiatków.

    Właśnie nie szkoda,bo ustrzeże nas od nowych pomysłów,ktróre drzemia
    wWłaścicielach.Pozdrawiam wszystkich.
  • babczyk 04.12.06, 17:32
    Ale ilu tych niedouczonych z licencjami zarządców, podciągnie się w łupieniu
    mieszkańców wspólnot.

    Nasze problemy są wodą na ich młyn.
  • xxxll 04.12.06, 19:27
    Kto jest zarządcą


    Zawierająca umowę o zarządzanie (administrowanie) wspólnota powinna dla
    własnego dobra sprawdzić, czy w firmie zarządzającej są zatrudnieni
    licencjonowani zarządcy nieruchomości, którzy dają gwarancję rzetelnego
    świadczenia usług.

    Warto także porównać pobierane przez różnych zarządców wynagrodzenie i wybrać
    kompetentnego, który jednocześnie oferuje szeroki zakres usług za niewygórowane
    wynagrodzenie.

  • java9 05.12.06, 10:45
    Się uśmiałam - licencja daje gwarancję ???
    Powinno tak być, ale z własnego doświadczenia wiem, że licencja nie
    daje gwarancji prawidłowego zarządzania.
    Wiedzę zdobytą na kursie dla licencjonowanych zarządców trzeba jeszcze
    umieć wykorzystać w praktyce (do tego potrzeba poukładanych szarych
    komórek pod kopułką)i ją poszerzać na bieżąco analizując przepisy.

    Kompetencje można ocenić po zawarciu umowy a nie przed , o ile będą
    chętni wśród Właścicieli, aby temat zgłębić i "popatrzeć na ręce".
    W innym przypadku administrator ma cieplutką posadkę za kolosalne
    pieniądze i żadnej odpowiedzialności ( bo zarząd ponosi odpowiedzialność
    za prawidłowe zarządzanie a nie administrator).

  • bbabczyk 06.12.06, 07:06
    java9 napisała:

    >Ja nie zniżam się do twoich metod i nie wypisuję do wspólnoty bzdur po to aby
    chronic swój tyłek, bo się obijałam przez pół roku. >
    >
    Ale ty nie znasz moich meted, wiec nie mozesz ich oceniać. Dobry Duch mnie
    ustrzegł i obecnie obserwuję cię tylko z daleka jako ciekawy przypadek

    psychologiczno- socjologiczny.
  • babczyk 06.12.06, 16:01
    bbabczyk napisał:

    > Ale ty nie znasz moich meted, wiec nie mozesz ich oceniać. Dobry Duch mnie
    > ustrzegł i obecnie obserwuję cię tylko z daleka jako ciekawy przypadek
    >
    > psychologiczno- socjologiczny.

    Słuchaj cwaniaku o nazwie Andrzej Brodziak vel...xxxll, teyi, a.boll , berta40,
    goscdw ,znj2, zlotkos, kamilh1, to_jest_mysl, j.doro, dyzio61,
    emmiszkiewicz,gutmir,cento11,ceniek2,fipo2 ,bbabczyk, ba0bab,
    wielki_garownik , wielki_garownik2, klawi1, urrsus, xxvll, backlash.

    Byłeś i pozostałeś ...dewiantem ze skrzywiona ..psychiką.

    Twoja ortografia znana jest nie tylko we wspólnotach z których cię wywalono ale
    też na tym forum.

    A jak czytam to że jesteś zarządcą sadowym przez wiele lat w jakiejś
    niezorientowanej wspólnocie, to nie ma sie czemu tak dziwić że tak....pieprzysz.

    Zawitaj do Toszka czy Lublińca i główkę ci tu niedouczony U- beku, wyleczą.

    To są odpowiednie dla ciebie ......instytucje.
  • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxll 28.09.07, 18:55
    babczyk napisał:
    > Byłeś i pozostałeś ...dewiantem ze skrzywiona ..psychiką.
    > Twoja ortografia znana jest nie tylko we wspólnotach z których cię wywalono ale też na tym forum.
    >
    > A jak czytam to że jesteś zarządcą sadowym przez wiele lat w jakiejś
    > niezorientowanej wspólnocie, to nie ma sie czemu tak dziwić że tak....pieprzysz
  • cento11 07.10.07, 19:41
    babczyk napisał:


    > Słuchaj cwaniaku o nazwie Andrzej Brodziak vel...xxxll, teyi,
    a.boll , berta40,
    >
    > goscdw ,znj2, zlotkos, kamilh1, to_jest_mysl, j.doro, dyzio61,
    > emmiszkiewicz,gutmir,cento11,ceniek2,fipo2 ,bbabczyk, ba0bab,
    > wielki_garownik , wielki_garownik2, klawi1, urrsus, xxvll,
    backlash.
    >
    > Byłeś i pozostałeś ...dewiantem ze skrzywiona ..psychiką.
    >
    > Twoja ortografia znana jest nie tylko we wspólnotach z których cię
    wywalono ale
    >
    > też na tym forum.
    >
    > A jak czytam to że jesteś zarządcą sadowym przez wiele lat w
    jakiejś
    > niezorientowanej wspólnocie, to nie ma sie czemu tak dziwić że
    tak....pieprzysz
    > .
    >
    > Zawitaj do Toszka czy Lublińca i główkę ci tu niedouczony U- beku,
    wyleczą.
    >
    > To są odpowiednie dla ciebie ......instytucje.


    Teraz już dokładniej nie można wyjaśnić a ty ciągle swoje upierdliwy
    jak wrzut na dupie...Ty myślisz ,ze ja nie mam nic innego do roboty
    tylko ciągle siedzieć w interku i udawadniać każdemu ,ze wszyscy
    popełniamy błędy ?? Piszę to po raz ostatni bo dziecko by
    zrozumiało ,że po prostu w tym co pisałeś uważałeś ,że jestem
    andrzejkiem o nic więcej mi nie chodziło i to chciałem wyjaśnić , i
    wyjaśniałem , po prostu nie doczytałeś .Temat uwazam za zamknięty .
    Pozdrawiam cento , a co do propozycji kontaktów przez internet poza
    forum , przemyślę czy warto.......
  • xxxll 07.10.07, 20:08
    cento11 napisał:

    >> babczyk napisał:
    >>
    > > Byłeś i pozostałeś ...dewiantem ze skrzywiona ..psychiką.
    > >


    > Pozdrawiam cento , a co do propozycji kontaktów przez internet
    > poza forum , przemyślę czy warto.......

    Ja ci cento11 piszę, że nie warto!!!!!!!!!
  • babczyk 05.12.06, 15:51
    xxxll napisał:

    > Kto jest zarządcą
    >
    >
    > Zawierająca umowę o zarządzanie (administrowanie) wspólnota powinna dla
    > własnego dobra sprawdzić, czy w firmie zarządzającej są zatrudnieni
    > licencjonowani zarządcy nieruchomości, którzy dają gwarancję rzetelnego
    > świadczenia usług.


    Wspólnota według ciebie, to kto.

    Czy mówimy o zarządzie właścicielskim, całkowicie uległym niedouczonemu
    zarządcy tylko dla tego że, ma licencję?

    Czy dlatego że, ma w tym swój własny interes ponad tymi dla których pracuje.
  • babczyk 06.12.06, 16:02
    Ale na te zadane pytania oszołomie, nie odpowiedziałeś.
  • java9 07.12.06, 14:53
    Byłam wczoraj na posiedzeniu zarządu. No nie powiem, że z przyjemnością,
    ( bo po ostatnich wydarzeniach przyjemność to żadna) bardziej z ciekawości,
    o losy uchwały o odwołaniu mnie z funkcji, a właściwie bardziej po to,
    aby oficjalnie uzyskać informację, że jestem odwołana (mailem mi ją
    przekazano, ale znając perfidne zagrania pozostałej trójki, gdybym się
    nie stawiła na spotkanie, pewnie zostało by to potem wykorzystane przeciw
    mnie, że się nie interesuję sprawami wspólnoty - już jedną taką sytuację
    wykorzystali, najpierw deklarując, że przelewy przez internet będą wykonywać
    we trójkę,skoro my nie możemy zabezpieczyć komputera, a potem nasmarowali
    do Wspólnoty, że nie wykazuję zainteresowania finansami wspólnoty, bo nie
    chciałam robić przelewów przez internet).

    Z całą trójką przywitałam się mówiąc "dzien dobry", a gdy wystartowali,
    żeby witać się przez podanie ręki nie podałam. No strasznie był jeden
    członek obruszony. No jak ja mogłam mu nie podać ręki. Całe spotkanie coś
    pod nosem na ten temat marudził, przestał jak po kolejnej aluzji w tym
    temacie powiedziałam, że brzydzę się.

    Kolejny członek czekoladkami częstował, na mikołajki,odmówiłam.

    Na pożegnanie powiedziałam "do widzenia" i wyszłam.
    Druga odwołana osoba została chwilę dłużej, ręce podawała, czekoladki
    podczas spotkania jadła ( ja nie mogłam się przełamać i udawać, że nic
    się nie stało,godność mi na to nie pozwala a niesmak po atmosferze spotkań
    jest zbyt duży )- no prawie popłakałam się ze wzruszenia, bo padały na koniec
    takie oto słowa z ust pozostałej trójki:
    "dziękujemy za miłą współpracę", " co złego to nie my", " proszę pamiętać
    tylko o dobrych chwilach"...( a zrobili wszystko, żeby się nas pozbyć
    manipulując wydarzeniami i przedstawiając fakty w innym kontekście, aby
    pokazać nas w złym świetle, na spotkaniach obrażali i lekceważyli nas
    i nasze argumenty).

    żałosne... po raz pierwszy w moim życiu spotkałam tak obłudne i zakłamane
    osoby, tak fałszywe i podłe. Jeszcze na koniec powiedzieli, że
    "liczą na nasze zaangażowanie i dalszą współpracę" - bardzo liczą na to,
    że wyręczymy ich w kilkudziesięciu niezrealizowanych dotąd sprawach,
    o których mówiłam wcześniej, ale nie chcieli słuchać.

    No i po raz kolejny złapałam wczoraj administratora na braku kompetencji.
    Uchwała, w której treści napisano "uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia"
    wg niego wchodzi w życie w dniu, w którym zarząd zliczy głosy. Nie chciał
    dać tego na piśmie, po kolejnych wnikliwych pytaniach powiedział,
    że "nie będzie ze mną rozmawiał" i był bardzo nieuprzejmy ( potrafi być
    bezczelnym chamem, gdy nie ma świadków, ale wczoraj się hamował).

    Poprosiłam o wpisanie w protokół, że odmówił odpowiedzi na piśmie
    i zapisanie odpowiedzi ustnej. Żachnął się, zabuksował kopytkami
    pod krzeselkiem i powiedział, że w zasadzie to jest tak, że to zarząd
    decyduje kiedy uchwała wchodzi w życie i one nie może decydować....

    Po zapisaniu w protokole wszystkich powyższych twierdzeń administratora,
    ( ciekawa jestem czy protokół z posiedzenia nie zmieni "nagle " treści)
    powiedziałam, że na kartach, które nie mają daty powinien parafkę wstawić
    Zarząd i wpisać datę podliczania głosów, co nie zmienia faktu, że jeśli
    uchwała przeszła wcześniej ( bo głosy oddane kilka dni wcześniej przeważyły
    szalę powyżej 50 %)to datą wejścia w życie uchwały powinna być data
    "kilka dni wcześniej". Członek, który w czerwcu wrzeszczał na mnie,
    że powinnam wypisać się z zarządu bo się nie nadaję, jeśli nie chcę zmienić
    treści uchwały przegłosowanej już przez wspólnotę, wczoraj nagle uczciwy się
    zrobił.Po pierwsze zaprzeczył jakoby kiedykolwiek wywierał naciski na zmianę
    treści uchwały już podjętej przez Wspólnotę, a po drugie powiedział,
    że nie zamierza wstawiać na kartach do głosowania żadnej daty.
    Jak zwykle odwrotnie zrozumiał to co się do niego mówi.

    Głosy, które zostały oddane bez daty uznano za nieważne,a administrator
    to słyszał i nie zareagował - sam te głosy odejmował od wyników głosowania
    a w umowie o zarządzanie ma wpisany obowiązek zapewnienia, aby Wspólnota
    funkcjonowała zgodnie z prawem.... no ale to przecież nie on podejmuje
    decyzje,on jest od brania kasy i nie brania na siebie odpowiedzialności
    za zobowiązania wynikające z umowy.

    Jedno mnie cieszy - od wczoraj nie jestem współodpowiedzialna za ten pasztet,
    w który do tej pory byłam wmieszana a nie miałam na to żadnego wpływu.

    Niepokoi mnie, że wspólnota została w tak nieodpowiedzialnych rękach.












  • xxxll 07.12.06, 18:19
    java9 napisała:

    > Niepokoi mnie, że wspólnota została w tak nieodpowiedzialnych rękach.

    ...przecież masz demokrację i zarząd właścicielski... a ty okazałaś się
    nietolerancyjna , myśląca i rozumiejąca inaczej... głowa do góry jutro będzie
    lepszy dzień dla....
    ;););) ;););) ;););) ;)
  • wprost5 07.12.06, 21:59
    Java, rzeczywiście miałaś w zarządzie wyjątkowo mendowatych członków, nie masz
    czego żałować, że już nie jesteś w tym towarzystwie.
  • java9 08.12.06, 10:54
    Ja nie żałuję. Przynajmniej nie ja ponoszę odpowiedzialność za działania
    pozostałej trójki a do tej pory tak było - moje zdanie nie było brane
    pod uwagę,decydowała pozostała trójka, ale byłam współodpowiedzialna
    jako czlonek zarządu. Teraz przynajmniej ten stres mam z głowy.

    Zastanawiam się tylko, jak przekonać Wspólnotę - zmanipulowaną
    i nastawioną na "nie" - do tego, że informacje, które zostały wspólnocie
    przez pozostałe trzy osoby przekazane nie do końca są zgodne z prawdą.

    Przekazane w taki sposob,abym nie mogła się znimi zapoznać i zareagować.

    Np stwierdzenie,że poprzez odmowę wykonywania przelewów przez internet
    nie wykazuję zainteresowania finansami wspólnoty ( a proponowałam
    wykonywanie przelewów w okienku, tylko pozostała trójka stwierdziła,
    że w takim razie sami będa przelewy robić, bo im tak wygodniej i biorą
    to na siebie ).Zanim weszłam do zarzadu, administrator przygotowywał
    przelewy w internecie a członkowie zarządu tylko akceptowali je w systemie
    (przed akceptacją przelewów nie widzieli faktur - zaufanie).
    Jak się o tym dowiedziałam, to włosy mi stanęły dęba.
    Administrator został wykluczony z możliwości dostepu do obsługi konta
    wspólnoty i poproszony o przygotowywanie tabelek ( komu płacimy,kwotę
    i do kiedy termin płatności),podpisanie się pod zestawieniem i załączenie
    faktur z opisem czego dotyczą. Ociągał się i kilka razy na początku dawał
    nam tylko tabelkę ( bez podpisu i bez załączników), w końcu do niego dotarło
    jak to ma wyglądać.Z czasem wysyłał nam tabelkę mailem i scan faktur w
    załączeniu, więc na bieżąco miałam mozliwość obserwować na co wydajemy
    pieniądze i na bieżąco prosić o wyjaśnienie, gdy były jakieś wątpliwości.

    Podczas sezonu urlopowego robiłam grafik urlopów, specjalnie po to aby
    upewnić się, że nie grozi nam sytuacja, w której nie będzie komu wykonać
    przelewu i odpowiednio wczesniej ustalić sposób płatności ( czy wizyta
    w banku i ręczne złożenie podpisu czy da się to wykonać przez internet).

    W tej sytuacji, stwierdzenie, że nie interesuję się finansami wspólnoty
    bo nie wykonuję przelewów przez internet to mocno naciągany argument,
    po to aby pokazać mnie w złym świetle.To tylko jeden przykład, ale jest
    ich wiele.







    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • java9 08.12.06, 11:29
    > ...przecież masz demokrację i zarząd właścicielski... a ty okazałaś się
    > nietolerancyjna , myśląca i rozumiejąca inaczej... głowa do góry jutro będzie
    > lepszy dzień dla....


    no właśnie, dla kogo ? administrator ma ciepłą posadkę, wsparcie
    pozostałej trójki i poparcie nie zorientowanej w szczegółach Wspólnoty.
    I wszyscy bulimy za marną jakość świadczonej usługi.


  • to_jest_mysl 08.12.06, 11:24
    nie ma nic głupszego niż wybieranie 5 osób do zarządu, w sytuacji gdy ustawa
    mówi, że 2 podpisy (w przypadku "tłumu")są wystarczające; w kazdej chwili może
    się okaza że mamy dwuwładzę
  • serafin666 08.12.06, 11:41
    nie - jeżeli pełny skład wybranego zarządu ustali w swoim np. regulaminie
    podział obowiązków i zakres kompetencji; w szczególności umieszczenie podpisu
    określonego członka zarządu w II kolumnie karty wzorów podpisów
  • java9 08.12.06, 12:16
    Były rozmowy o regulaminie pracy zarządu - okazało się to zbędną pierdołą
    dla pozostałych. Podjęliśmy dwie wewnętrzne uchwały zarządu.


    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • java9 08.12.06, 12:12
    Dlatego właśnie,aby uniknąć dwuwładzy Zarząd w takiej sytuacji
    podejmuje uchwałę zarządu,w której jest zapisany sposób podejmowania
    decyzji - większością głosów członków zarządu.

    Tym sposobem każda decyzja najpierw wewnętrznie jest akceptowana przez
    conajmniej trzy osoby.

    Tak samo dzieje się z przelewami, co bywa uciążliwe, ale można podjąć
    uchwałę zarządu ( taką zaproponowałam swego czasu), aby standardowe przelewy
    za media wykonywane na podstawie faktur były realizowane bez dodatkowych
    akceptacji przez dwie osoby ( bo bank wymaga reprezentacji dwu osobowej).
    Propozycja podyktowana była brakiem reakcji pozostałych osób na korespondencję
    mailową ( spotykalismy się co dwa tygodnie)i ryzykiem opóźnienia płatności
    za media - co grozi odsetkami karnymi dla Wspólnoty.

    Dodatkowej akceptacji ( większości członków zarządu) wymagają natomiast
    płatności za inne faktury, które nie zostały w wewnętrznej uchwale zarządu
    wymienione.Co oznacza, że przy braku akceptacji co najmniej 3 osób,
    taki przelew nie powinien był wyjść.

    Zupełnie inną sprawą jest problem z mobilizacją do podejmowania decyzji.
    Nie ma tu znaczenia czy jest to 5 osób, czy 3.W naszym przypadku, wielokrotnie
    jakieś decyzje były podejmowane zbyt długo ze względu na brak reakcji na
    korespondencję emailową.
    Spotkania zarządu, ze względu na rozwlekłość wypowiedzi administratora,
    który lał wodę godzinami, oraz poruszane prywatne sprawy na posiedzeniach
    przez jednego z czlonków, który uwielbiał opowiadać o tym jak spędził dzień,
    ciągnęły się godzinami ( do tego w punktach spornych dochodziły personalne
    ataki ze strony pozostałej trójki,gdy moje stanowisko było w jakimś stopniu
    odmienne lub z czymś się nie zgadzałam). Nie wszystko dało się ustalać na
    spotkaniach, czasem trzeba było gdzies coś doczytać, doszukać, zastanowić się.
    Zeby nie czekać kolejnych dwóch tygodni, uzgodniliśmy, ze będziemy
    korespondować mailem i uzgadniać w ten sposób stanowisko.
    No ale ten co tak lubił opowiadać o tym jak spędził dzień i najchętniej
    dyskutował o prywatnych sprawach innych członków zarządu, krzyczał,
    że jest zbyt zajęty, aby jeszcze śledzić korespondencję mailową.
    ( to ten co na pytanie co zrobil przez pół roku odpowiedział
    "jestem" - trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem).
    Na spotkaniach bzdurki, po spotkaniach na mailu nie - to kiedy ?

    Pozostałe osoby jakoś tam się udzielały, ale decyzje zapadały tygodniami.

    Nie kwestia ilości członków zarządu ma wpływ na funkcjonowanie zarządu,
    tylko mobilizacja do pracy i świadomość odpowiedzialności.

  • java9 08.12.06, 12:41
    Ogromny wpływ na opóźnienie w podejmowaniu decyzji ma też administrator,
    który wg umowy ma doradzać a doradzać nie chce. Ustnie powie wszystko
    co chce, na piśmie przekazać informacji nie chce, świadom, że na piśmie
    to już odpowiedzialność ponosi, a jak temat jest mu nie znany to odwleka
    decyzje w czasie i udaje, że pytania nie było.

    Zwala winę za brak uchwały o ewidencji pzoaksięgowej kosztów na poprzedni
    zarząd - mam to na piśmie.

    Wielokrotnie trzeba go było prosić o jakieś informacje( mam to na piśmie),
    o przygotowanie treści pisma,potem korygowanie treści, bo wstyd się pod
    tym podpisać.Zapominał,że coś miał zrobić albo przekazywał informacje
    w tak nieczytelny sposób, że trzeba było dopytywać - a to trwa.
    Potem to juz trzeba było sprawdzać w kilku źródłach co on mówi,
    bo wileokriotnie gadał bzdury.Nie ufam temu cwaniakowi.

    Śmietniki zamówiliśmy - finalnie okazało się, że w związku z brakiem
    umiejętności precyzyjnego formułowania wypowiedzi przez administratora,
    zamówiliśmy śmietniki, których firma nie ma w ofercie.... Tak z tą firmą
    ustalał szczegóły zamówienia i tak precyzyjnie przekazywał informacje
    zarzadowi. Pomijam już, że administrator przez kilka miesięcy szukał firmy,
    która śmietniki ustawiała nam w innej częsci nieruchomości i w końcu
    powiedział, że nie znalazł, a potem dłuuugo uzgadniał warunki zamówienia,
    co spowodowało, że śmietniki dojechały w połowie listopada a nie we wrześniu
    jak miały dojechać.

    No ale to my w piśmie kierowanym do Wspólnoty ( znaczy ja i druga
    "kłopotliwa" osoba) zostałyśmy obarczone winą za tak długi termin
    realizacji zamówienia.

    Nie ilośc osób w zarządzie wpływa na efektywnośc prac, tylko podejscie
    tych osób do pełnionej funkcji.

    Może być też tak, że zarząd teraz wyczekuje momentu, aż administrator
    przygotuje zebranie ( bo nieco kłopotliwe byłoby szukanei administratora
    przed zebraniem rocznym)a potem go wyp.. na zbity ryj.




    --
    "Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie
    może myśleć o niczym innym."
  • ssocratesowa 28.09.07, 19:48
    Miałam (i mam) to samo - różnica tylko techniczna (rodzaj i zakres rozpie...
    spraw), reszta się zgadza: jestem jedyną "niepokorną" we Wspólnocie

    Wyrazy uznania:)
    --
    wiem, że nie wiem
  • hanka_m 01.10.07, 08:03
    Mam te same obserwacje co java. Jestem w zarządzie 3 osobowym, z tej
    ekipy działam tylko ja. Właściciele tylko wymagaja zrobienia tego
    czy tamtego, żadnego zainteresowania z ich strony sprawami
    wspólnoty. Administruje juz trzecia firma i to juz niedługo.
    Zawieramy umowy zawsze na czas określony 1 rok. Jeszcze nie zdażyło
    mi się przedłużyć. Administratorzy i zarządcy to jedna banda leserów
    i krętaczy. Moim zdaniem powinni wreszcie znieść licencje i może
    konkurencja przetrzebiła tą bande nierobów.
  • cento11 01.10.07, 13:17
    Za przekrętackie zarządzanie ,okradanie ludzi z ich własności i
    robienia ich w bambuko , zarówno przez zarządcę czy cwaniacki
    zarząd , czy to wyniknie z partackiego zarządzania ,niewiedzy i
    głupoty , czy jest to działanie celowe powinno się stosować okrutne
    kary np polewanie miodem i przywiązanie do drzewa w lesie, albo
    gorącą smoła i posypywanie pierzem , ewentualnie łamanie kołem. A
    tak na serio ,prawo powinno przewidywać naprawdę surowe kary , może
    w końcu wzieli by się za robotę??? Centusiaczek
  • hanka_m 01.10.07, 13:31
    Wątpię, mam wrażenie, że do tego zawodu trafiają ludzie ze
    specyficzną osobowością, a jak ktoś jest z natury taki paskudny to
    zadne kary tego nie zmienią.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka