Dodaj do ulubionych

Stary pies i chore serce

06.01.04, 16:32
Piesek mojego męża (a właściwie teraz już jego mamy)jest staruszkiem (ponad
14 lat) z zaawansowaną chorobą serca. Do niedawna jedyna oznaka jego choroby
było krztuszenie się (woda zalegająca w płucach), czesty kaszel itp, ale
piesek był bardzo rześki i właściwie nie wyglądał na psa chorego. Obecnie
jest coraz gorzej - pies jest co prawda pod stałą opieką lekarza, ale
oczywiście wiek robi swoje. praktycznie cały czas krztusi się, kaszle, kilka
razy stracił przytomność. Wszyscy wiemy, że zbliża się koniec, ale nie bardzo
wiemy jak się na niego przygotować. Czy w przypadku takiej choroby jest
możliwe, że pies odejdzie sam, bez naszej ingerencji, ze po prostu w pewnym
momencie to jego omdlenie będzie na zawsze? Czy tez przyjmując leki zarówno
wzmacniające serce jak i odwadniające będzie siękrztusił tą woda z płuc
jeszcze bardzo długo, aż ktoś zadecyduje żeby mu przerwać te cierpienia? W
zeszłym roku byłam zmuszona uśpić moją ciężko chorą na raka sunię i choć
wiem, że było to najlepsze wyjście, do tej pory bardzo to przeżywam i
naprawdę nikomu nie życzę. Ja wiem, ze to być może mało optymistyczny watek,
ale niestety nasi mali przyjaciele są z nami bardzo krótko i kiedyś musimy
ich pozegnać. Z jednej strony bardzo bysmy chcieli ulżyć pieskowi w
cierpieniach, ale z drugiej - on naprawdę czasami jest wciąż wesołym, jako
tako sprawnym psiakiem i na pewno nie można go na razie uśpic. Wiemy, że
będzie już tylko gorzej, ale być moze jest szansa, że przy chorym sercu
naturalna śmierć nie będzie związana z ogromnym cierpieniem? Jeśli ktos z was
ma doświadczenia z takę choroba, bardzo proszę o jakieś informacje...
Edytor zaawansowany
  • catala 12.01.04, 00:54
    Mój 13-letni dalmatyńczyk ma podobne problemy od przeszło dwóch lat. Od tej
    pory jest pod stałą kontrolą lekarza i ze strony tych przypadłości raczej (bo
    100% pewności nie ma nigdy) nic mu nie zagraża. Uważam więc, że nie powinien
    nadejść taki stan jego zdrowia, który wskazywałby jednoznaczny koniec. Ostatnio
    pojawiły sie natomiast dodatkowo inne problemy (z wątrobą), które bardzo
    osłabiają jego zdrowie. Uważam więc, że jeżeli pies zjaduje się pod stałą
    kontrolą kardiologa, to nie powinno mu to zagrozić. Nawet w przypadku ludzi
    występuje złośliwość losu - chorują na jedno, umierają na drugie :-(
  • adam.pietron 12.01.04, 14:59
    Ze śmiercią psa chorego na serce jest róźnie - czasem jest spokojna czasem
    gwałtowna i niemiła tak jak u ludzi a czasem zwiazana z długim cierpeiniem np
    w wyniku obrzeku płuc.
    Wiem ze to co piszę nie jest miłe ale tak juz jest i nic tego nie zmieni ,
    sami musicie zdecydować czy czekac czy zdecydować o niej wcześniej nie
    czekając na cierpienia psa - wiem że trudno jest się zdecydować tym bardziej
    że pies ma gorsze i lepsze dni - to charakterystyczne dla chorób serca .
    Pamiętajcie tylko o jednym jeśli widzicie że gorsze dni zdarzają się
    codziennie a leki nie pomagają nie pozwólcie waszemu psu umrzeć w
    cierpieniach , po tylu latach zasłużył na spokojną śmierć .
    Życząc wam siły pozdrawiam.
  • gosia_45 07.03.04, 14:34
    Moj pies mial chore serce i wode w plucach. Mial 11 rok. tydzien temu odszedl
    sam bez usypiania. Cierpial 3 godziny. Dusił sie nie mógł oddychac. W koncu
    zaczal okropnie piszczec z bolem i języczek wpadl mu do srodka. Smierc byla dla
    niego jak i dla mnie bardzo bolesna. Nie mialam sumienia wczesniej uspic go, bo
    byl tez żwawy do końca. Nie wygladal na chorego, tylko przychodziły momenty
    kiedy kaszlał, (zwłaszcza w nocy). Był na lekach (kardiologicznych i na
    odwodnienie-furosamid). Lekarz kardiolog mowiła ze to bedzie dla niego bolesna
    smierc. Czasami zaluje ze mu nie pomoglam,ale z drugiej strony wiem ze odszedł
    sam bez mojej ingerencji. Moze moglam mu przyspieszy to cierpienie ale to
    przyszło nagle i myslalam ze mu przejdzie. Ludzie tez sie mecza i umieraja
    naturalnie. Gdybym mu pomogla to wydaje mi sie ze mialabym wyrzuty sumienia i
    łudziłabym sie ze moze by jeszcze zył.
    Jednym slowem bardzo wspólczuje. Jest to bardzo ciezka smierc. Moze byc
    spokojna albo tak jak u mojego pieska - bolesna.
  • bahak 08.03.04, 18:17
    U mojego 12-letniego psa zdiagnozowano chorobę serca w lipcu zeszłego roku
    (wtedy choroba się ujawniła: głównym objawem było odksztuszanie wody z płuc,
    męczliwość, złe znoszenie upałów, spadek siły). We wrześniu doszło do tego
    wodobrzusze. Ostra kuracja lekami odwadniającymi + półroczne leczenie
    FORTEKORem. 13 stycznia tego roku podjęliśmy decyzję o uśpieniu go. Też miałam
    ogromne wątpliwości czy go uśpić. Dopóki czuł sie dobrze, starałam się o tym
    nie myśleć. Ale w końcu zaczął czuć się gorzej, nie to, że go coś bolało, że
    się dusił, kaszlał czy coś takiego. Stopniowo tracił siły, był odwodniony,
    wychudzony. Spacer polegał na wyprowadzeniu go pod klatkę, wysikaniu się i z
    powrotem do domu. Stracił apetyt, a zawsze był strasznym łakomczuchem. Jakość
    jego życia zupełnie się zmieniła. Kiedy ledwo co stał na nogach, nie jadł i nie
    pił samodzielnie (ostatniego dnia podawaliśmy mu wodę łyżeczką), podjęliśmy
    decyzję o uśpieniu go. Było to bardzo trudne (swoje odczucia opisałam w wątku
    pt. "Jak przeżyć śmierć kochanego zwierzaka?"), ale wiem, że zrobiliśmy dobrze.
    Byliśmy z nim do końca, odszedł w spokoju...
  • p.a.d.a.l.c.o.w.a 10.03.04, 11:38
    Tak sie złozyło, że wszyscy tu piszecie o swoich psiakach, które sa już starsze
    bo ponad 10-letnie.
    Mozna zastanawiać się, czy choroba serca u waszych psiaczków była nabyta, czy
    wrodzona.
    Mój psiak ma dopiero 9 miesięcy i ma JUŻ zdjagnozowaną wrodzoną wadę serca.
    Dla mnie jest więc oczywistym, że nie jest to choroba nabyta, lecz wada
    wrodzona.
    Jego serce jest patologicznie duże i bije niemiarowo, wykazało to i ekg i
    zwykłe osłuchanie stetoskopem. Ma już wodę w oskrzelach i płucach, co widać na
    rtg. Czy jest dla niego jakaś nadzieja? Jak z nim postępować? Dotąd niewiele
    dowiedziałam się od specjalisty , ale to poniekąd moja wina, bo dowiedziawszy
    się o chorobie psinki zareagowałam płaczem i chyba lekarz postanowił nie
    komentować obszerniej rokowań. Kolejna wizyta u tego specjalisty została
    wyznaczona na odległy termin, bo on jest teraz poza Polską. Sama nie wiem, czy
    i jakie szanse ma mój psiak - a jak Wy uważacie?
  • adam.pietron 10.03.04, 12:28
    Niestety jeśli wada serca ma przyczynę wrodzoną to zazwyczaj rokowanie jest złe.
    Nie piszesz czy twój pies przyjmuje jakiekolwiek leki , czy wprowadzono terapie
    wspomagającą układ krążenia i sam mięsień sercowy .
    To ważne rzeczy .
    Niestety nie należy jednak uważać że uleczą one twojego psa - chore serce
    zawsze będzie chorym sercem - mozna je tylko wspomóc w działaniu lekami i
    ograniczeniem ruchu .
    Pozdrawiam
  • surferka 11.03.04, 12:42
    Padalcowa!Jest mi szalenie przykro z powodu choroby Twojego Pieska.Moje
    Koteczki mają koci katar-chorobę nieuleczlną.Musimy nauczyć się żyć z tym i
    cieszyć każda chwilą nam daną!Gorąco pozdrawiam Ciebie i Twojego Pieska!
    Trzymajcie się cieplutko!Ola
  • adam.pietron 12.03.04, 17:13
    Dlaczego sądzisz że koci katar jest chorobą nieuleczalną?
    Może chodzi o powikłania po przebyciu kociego kataru - infekcje kalici i herpes
    są wyleczalne .
    ?
  • surferka 12.03.04, 17:59
    Panie doktorze!
    Serdecznie dziekuję za informacje!
    Moje maleństwa pewnie mają powikłania po kocim katarze!
    Kotki oswoiłam dzięki temu, że były chore.Jedna kotek konała w ogródku,
    miała całe oko zaropiałe, pół pyszczka opuchniętego.Nie mogła uciekać i tak
    zaopiekowalam się nią...póżniej jej siostrą mi zaufała.
    Oko zostało uratowane.Po wyleczeniu była małeńka plamka na rogówce.Oczko cały
    czas jednak łzawi.Obecnie lekko pokrywa sie bielmem od plamki-skazy.
    Druga siostra też łzawi i kicha co jakiś czas, dlatego nasza pani wet. daje im
    antybiotyki, podobno właśnie na koci katar.Może lekarka nie chce mi opowiadać
    co dokłanie dolega moim koteczkom.Dlatego sądziłam, że to jest nieuleczalna
    choroba...
    Druga kotka ma problemy z oddychaniem o czym już na forum pisałam.Leczona była
    ostanio pastą na kudełki w brzuszku, oczywiscie bez skutku.
    Niedługo wybiorę się do pana dr Pawła Kowalczyka, do kliniki przy
    Powst.Śląskich 101.
    Pozdrawiam serdecznie!Ola
  • p.a.d.a.l.c.o.w.a 12.03.04, 19:52
    ...i napiszę co dalej po 16 marca, czyli po kolejnej wizycie u psiego
    kardiologa. Jak pisałam - na pierwszej wizycie stres nie pozwolił mi na
    spokojne wysłuchanie zaleceń. Teraz już przyjęłam do wiadomości, że psinka jest
    bardzo chora i postaram się na kolejnej wizycie być spokojniejsza i dużo
    dokładniej wypytać rokowania i leki.
    PS. ucieszyłam się Olu, że dla twoich kotów jest duża szansa a widzę to
    czytając odpowiedź dr AP.:)))))
  • surferka 01.04.04, 15:18
    P.a.d.a.l.c.o.w.a!
    Milczysz...martwię się o Twojego pieska.
    Ola
  • p.a.d.a.l.c.o.w.a 01.04.04, 20:34
    surferka napisała:

    > P.a.d.a.l.c.o.w.a!
    > Milczysz...martwię się o Twojego pieska.
    > Ola
    Bo jestem podłamana wynikami jego badań, a co za tym idzie - także diagnozą.
    Trudno jest mi się zebrać do sensownych wypowiedzi i pisze sobie na forach
    tylko tak rozrywkowo, na mało poważne tematy. Ale obiecuję, że kiedyś opiszę.
    Założę wtedy nowy wątek na tę okolicznośc. Dzięki za pamięc i pozdrawiam
    wszystkich bardzo.
  • surferka 01.04.04, 22:25
    Jestem myślami z Tobą i Twoim Pieskiem...
  • weatherwax 06.04.04, 00:30
    Dwa dni temu umarła na serce (chyba zawał) 12-letnia suczka mojej mamy. Przez
    ostatnie 2 tygodnie była leczona na zapalenie gardła, ale oprócz tego kaszlała
    i miała charczący oddech. Zaczęła tez wymiotować. Umarła nagle, na ulicy,
    podczas spaceru, chciała zrobić kupkę, w tym czasie dopadły ją wymioty i ten
    dwustronny wysiłek to było za duzo dla niemłodego już organizmu osłabionego w
    dodatku niedawną kuracja antybiotykową. Ponadto suczka była gruba. Nie była to
    lekka śmierć i bardzo przykra z uwagi na miejsce gdzie się wydarzyła.
    Bywa i tak...
  • p.a.d.a.l.c.o.w.a 06.04.04, 18:09
    weatherwax napisała:

    > Dwa dni temu umarła na serce (chyba zawał) 12-letnia suczka mojej mamy. Przez
    > ostatnie 2 tygodnie była leczona na zapalenie gardła, ale oprócz tego
    kaszlała
    >
    > i miała charczący oddech. Zaczęła tez wymiotować. Umarła nagle, na ulicy,
    > podczas spaceru, chciała zrobić kupkę, w tym czasie dopadły ją wymioty i ten
    > dwustronny wysiłek to było za duzo dla niemłodego już organizmu osłabionego w
    > dodatku niedawną kuracja antybiotykową. Ponadto suczka była gruba. Nie była
    to
    > lekka śmierć i bardzo przykra z uwagi na miejsce gdzie się wydarzyła.
    > Bywa i tak...

    często kaszel ( pozornie brzmi to jak kaszel ) jest interpretowany jako efekt
    podrażnienia( stanu zapalnego ) gardła. Ja dokładnie odróżniam już teraz jak
    inaczej brzmi " kaszel" spowodowany dysfunkcją np. mięśnia sercowego.
    Bardzo wspólczuję śmierci psiaka twojej mamie i tobie.
  • lubiczek 27.05.19, 17:39
    witam miałam pieska pinczerka miał 14 lat i to co jest opisane identycznie miał mój piesek był na zastrzykach w dniu kiedy miała być 3 wizyta u weterynarza piesek skonał jeszcze sie z tym nie pogodziłam bo odszedł 16 .05 2019 roku o 5.40 rano mam wielki zal do siebie ze nie mogłam mu pomóc tak bardzo sie starałam wiedziałam ze nadchodzi koniec ale ze nie tak szybko w nocy z 15 na 16 poświęciłam mojemu pieskowi całą noc aby być razem z nim na jego końcowe życie wszyscy żeśmy to bardzo przeżyli i tak jest pusto w domu ze ten żal sie u nas ciągle pogłębia tak jest go nam bardzo brak.Gdy jestesmy w niedziele w kościele to przez całą msze lecą mi łzy,musicie sie państwo nastawic na naj gorsze bardzo jest mi przykro że wasz piesek odszedł albo odchodzi od was bardzo mi jest przykro pozdrawiam Marzena z Wrocławia
  • thadd 18.07.19, 08:42
    Bedziecie czekac az sam odejdzie ale on sie meczy I moze trzeba spojrzec na to z jego strony. Moze lepiej pozwolic mu odejsc. Nie uratujecie go a przysporzycie mu meczarni bo on sie dusi. Moj piesek cierpial na niedomykanie sie zastawki. Kaszlal, meczyl sie, bardzo wychudl. Podnioslem go do mysia, zemdlal, glowka mu spadla na jedna strone, nie meczylism my go Odszedl na swoim poslanku pod swoja kolderka, bez bolu. Byl ze mna 13 lat. Plakalem jak dziecko. Byla skrzyneczka, uroczyste pozegnanie. Na jego grobie stoi teraz "inuksuk" Moj Pepi byl kanadyjczykiem. Kazdego dnia o nim mysle. Mysle ze najwazniejksze to to by nie pozwolic na cierpienia. Zwierzatka chore I w podeszlym wieku odchodza , nic sie z tym nie da zrobic, byle nie cierpialy a to jest w zasiegu czlowieka.Bedzie boplec , beda lzy ale taka to kolej. Wiec pomagac zwierzatkom na ile sie da . Zasluguja na to. Mam dwa pieski I jedenascie kotkow , wszystkie w jakis sposob uratowane.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka