Stała się rzecz straszna.
Ale od początku:
Mamy w domu kotkę maine coon 15 miesięcy. Dwa dni temu kotka się okociła. Mamy
rownież dwoje dzieci: syn 4,5 roku i drugi 6,5 miesiąca. Kotka zawsze miała do
starszego dużo cierpliwości, nie lubi jedynie jak się krzyczy, np. podczas
naszego "gilgania" z synem zawsze przybiegała i próbowała to przerwać
podgryzając syna, ale zawsze delikatnie. Kiedyś jedynie starszy przewrócił się
i uderzył mocno, ja przybiegłam krzycząc co się stało, a ona wtedy rzuciła się
na nas z agresją. Wyrzuciłam ją wtedy z pokoju i dałam czas na uspokojenie
się. Poza tym nic się nie działo. Młodszy syn zawsze bardzo się cieszy jak ją
widzi, pozwalałam nawet delikatnie mu ją pogłaskać. I stało się to co wczoraj...
Rano synek się obudził i zaczął wiercić w łóżku, w wyniku czego uderzył się
dość mocno i poranną ciszę w domu przerwał jego płacz. I wtedy nagle, kiedy ja
go utulałam zaatakowała go kocica. Rzuciła się na jego głowę z pazurami i
zębami, mąż ją ściągnął szybko, ale zdążyła już go nieźle pocharatać.
Skończyło się na szpitalu, czoło trzeba było kleić w dwóch miejscach, główka
też bardzo podrapana, trauma dla dziecka, dla nas.
I teraz pytanie: Co robić?
Jest w tym na pewno dużo naszej winy -powinniśmy obcinać jej pazury, nie wiem
może zęby spiłować. Wiem, że to zwierzę, że działa instynktownie, że to ona
była pierwsza i może młodego nie zaakceptowała. Ale przecież ja muszę chronić
dziecko! Boję się reakcji otoczenia, chyba nas zjedzą, jak powiemy. Mąż chce
się jej pozbyć, ale ja się pytam gdzie? Przecież nie podrzucę jej nikomu,
wiedząc, że może być agresywna, a jak powiem prawdę to nikt jej nie będzie
chciał.
Wypowiedzcie się proszę co Wy o tym myślicie, co byście zrobili na naszym
miejscu...
Odpowiedz
Link
Zgłoś
Edytor zaawansowany
Opublikuj