Dodaj do ulubionych

Koszty utrzymania kotów-masakra

05.06.11, 11:12
Moja mama ma 4 koty.1 adoptowany z fundacji, 3 kocie bidy wziete z ulicy, do tego dokarmia 2 bezdomne.
I jest problem, bo nie wyrabia finansowo.Ma emeryture,utrzymac sie musi sama.Koszty utrzymania kotow liczac zwirek i karme miesiecznie to jakies 200 zl. skromnie liczac.Da sie przezyc.Ale te koty bardzo czesto choruja.Jeden skonczy, drugi zaczyna.Poniosla koszty 4 kastracji i 2 sterylek, bo dodatkowo pomogla 2 kotkom znalezc dom.Ale by ktos zechcial wziac, trzeba takiego kota przygotowac-podleczyc, wysterylizowac i oddac doprowadzonego do porzadku.
Wczoraj juz drugi z jej kotow przeszedl operacje- mial mnostwo piasku w drogach moczowych.Poprzedni-kamienie.Koszt jednej operacji-500 zł.Do tego koszt leczenia innego kota, ktory w tym czasie zlapal jakiegos wirusa i leczony jest antybiotykami.
Kilka razy w roku usg, lekarstwa, specjalna karma.

Jednego kota wzielam na utrzymanie i dokladam sie do kosztow.Ale to i tak malo.
Przestaje sie robic wesolo, bo owszem satysfakcja z uratowania kocich istnien -bezcenna-ale nie moze byc tak, ze mamy nie bedzie stac nawet na wyjazd w lipcu, bo bedzie splacac leczenie kotów.Od ust sobie musi odejmowac, by zaplacic wetowi.

Nie wiem co bedzie, na ile starczy cierpliwosci by dalej to ciagnac.Nie stac jej na te koty jak sie okazuje.Ja w ogole jestem zdumiona czestotliwoscia chorob.Czy mozna w jakis sposob zapobiegac , podniesc im odpornosc? czesto słysze, ze te choroby to moze byc wynik stresu(ile razy mama wyjechala i nie bylo jej kilka dni tyle razy konczylo sie jakas kocia choroba).

Ma ktos jakies pomysły, co mozna zrobic, by nie wpedzac sie w finansowy kanal?




Koci kalendarz- uratuj kocie życie
Edytor zaawansowany
  • albert.flasz1 05.06.11, 11:15
    lola211 napisała:

    > Moja mama ma 4 koty.1 adoptowany z fundacji, 3 kocie bidy wziete z ulicy, do te
    > go dokarmia 2 bezdomne.
    > I jest problem, bo nie wyrabia finansowo.

    Problem Twojej mamy. Jest dorosłą osobą i chyba wie co robi. Widocznie, tak jest jej dobrze. Rozwiązania są 2: pozbyć się kotów albo dofinansować mamusię.
    --
    Born to be Wild...
  • rikol 14.06.11, 14:22
    Byc moze koty choruja, bo jest ich za duzo w jednym mieszkaniu. Koty sa samotnikami, nie lubia innych kotow. Dokladnie z tego samego powodu koty choruja w schroniskach - z powodu stresu. Oczywiscie dochodzi tam jeszcze problem chorob, ktore przynosza nowe, zaniedbane koty.
  • seidhee 14.06.11, 15:09
    Koty są generalnie towarzyskie i lubią mieć kolegów :) 4 koty w jednym mieszkaniu to nie jest tak dużo, żeby miały od tego chorować.
    W schronisku to jednak co innego, liczebność znacznie większa no i przede wszystkim stres spowodowany totalną zmianą warunków.
  • rikol 14.06.11, 16:00
    CZy widzialas moze stado kotow idace wspolnie na polowanie? Watpie. A stada polujacych psow sie zdarzaja. tylko koty marcujace sie zbieraja w stada, ale to w celach rozmnazania, a nie dlatego, ze sie lubia.
  • the_dzidka 15.06.11, 08:46
    Ty widziałes kiedykolwiek kota?!
    To że wspólnie nie polują, nie oznacza, że nie lubią towarzystwa. Można to zaobserwować u podwórkowców - często się razem bawią, śpią obok siebie, wzajemnie się myją... To że nie sa do siebie przyklejone jak papużki nierozłączki nie oznacza, że są samotnikami. Ja mam dwa koty, które bardzo się lubią, moja przyjaciółka trzy.

    --
    Dzidka
  • dzioucha_z_lasu 14.06.11, 15:09
    Bzdura, koty nie są samotnikami. I 4 koty w domu to nie jest jakaś patologiczna ilość, sama mam 6. Być może te koty maja osłabiona odporność - należało by zainwestować w tabletki podnoszące odporność - immunal lub scanomune ( immunal jest duo tańszy!) i odkażenie mieszkania np. przez umycie podłóg, blatów i spryskanie ścian i mebli roztworem Virkonu. Powinno pomóc.

    --
    --------------
    Bądź jak ptak...
  • deszcz.ryb 05.06.11, 12:27
    Niewiele można podpowiedzieć, właściwie tylko to, co powiedział Albert - twoja mama jest dorosłą osobą i wiedziała, co robi, biorąc te koty, mając przy tym niską emeryturę. Może pomoc kotom ją satysfakcjonuje? Bardziej niż "wyjazdy w lipcu"?

    Czy to ona się martwi swoją sytuacją materialną, czy ciebie wkurza, że wydaje pieniądze? Bo jeżeli to tylko ty się denerwujesz, to przestań. To nie twój problem. Teraz możesz jej tylko pomóc wyleczyć koty i namawiać ją do oddania kilku. I do poprzestania w przyszłości na takiej ich ilości, jaką można z łatwością utrzymać.
  • lola211 05.06.11, 13:05
    Nie, nie wiedziała, w co sie pakuje, bo nikt nie przewidział, ze wszystkie koty beda chorowac.
    Tylko dwa koty były wziete calkowicie planowo.Pierwszy jako towarzysz do mieszkania.Drugi jako towarzystwo dla pierwszego, bo wszyscy twierdzili ze jeden kot czuje sie samotny i powinien miec kolege.Reszta po prostu sie napatoczyla.kociarz gdy widzi kocie nieszczescie nie ominie, tylko wlasnie czesto stara sie pomoc -tak przynajmniej wynika z moich obserwacji.
    Ten czwarty kot byl przeze mnie dokarmiany kilka miesiecy.I kiedys został przez jakiegos gnoja skrzywdzony.Moja mama widzac w jakim kot jest stanie nie mogla byc obojetna na jego los i stad znalazl sie u niej.
    Czyli -nadpodaz kotw nie wynika bynajmniej ze starannego przemyslenia sytuacji.Kazdy kto jest wrazliwy na los zwierzat, na pewno zrozumie jej postepowanie.

    > Czy to ona się martwi swoją sytuacją materialną, czy ciebie wkurza, że wydaje p
    > ieniądze? Bo jeżeli to tylko ty się denerwujesz, to przestań. To nie twój probl
    > em. Teraz możesz jej tylko pomóc wyleczyć koty i namawiać ją do oddania kilku.
    > I do poprzestania w przyszłości na takiej ich ilości, jaką można z łatwością ut
    > rzymać.

    Owszem,ona sie martwi.I ja rowniez.

    >Teraz możesz jej tylko pomóc wyleczyć koty i namawiać ją do oddania kilku.

    Oddalabys swoje wlasne?Bo ja nie.Gdyby mi ktos powiedzial, ze mam oddac psa, bo mi sie sytuacja materialna pogorszyla, z pewnoscia bym tej rady nie posłuchala.

    Zastanawiam sie, jak radza sobie osoby ktore maja wiele zwierzat w domu- z pewnoscia czesto nie sa to osoby majetne.




    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • deszcz.ryb 05.06.11, 13:22
    > Nie, nie wiedziała, w co sie pakuje, bo nikt nie przewidział, ze wszystkie koty
    > beda chorowac.

    No co ty, naprawdę? Takie rzeczy jednak się powinno przewidywać - czyli myśli się nie tylko o tym, co kotom da się zjeść ale też za co się je będzie leczyć, jak będą chorować. I przelicza się, czy na to stać. Ja to robiłam zanim wzięłam swojego kota. Teraz przeliczam, czy będzie mnie stać na drugiego. I czy mam warunki, żeby go trzymać [niestety, na razie nie :/].

    >koci
    > arz gdy widzi kocie nieszczescie nie ominie, tylko wlasnie czesto stara sie pom
    > oc

    Pomóc można, ale trzeba MĄDRZE pomagać. Co z tego, że ktoś nazbiera po ulicach z 10 kocich biedaków, bo ich tak mu strasznie żal, skoro później go nie stać go na ich utrzymanie? To jaka to pomoc? I on się męczy, i te koty. Owszem, mnie też serce boli, jak widzę jakiegoś zabiedzonego kota na ulicy, ale do domu go nie wezmę, bo wiem, że na razie nie mam warunków. Pocieszam się tym, że robię co mogę - już mam jednego wyratowanego ze schroniska, jak będę mogła mieć więcej, to pewnie będę miała więcej. Wszystkich i tak sama nie uratuję.

    > Oddalabys swoje wlasne?Bo ja nie.Gdyby mi ktos powiedzial, ze mam oddac psa, bo
    > mi sie sytuacja materialna pogorszyla, z pewnoscia bym tej rady nie posłuchala

    W narawdę beznadziejnej sytuacji oddałabym. Najpierw wyczerpałabym wszystkie możliwości - pomoc znajomych, pożyczki, pomoc wolontariuszy itp., ale jeżeli to nic by nie dało, to co miałabym zrobić? Zagłodzić kota czy pozwolić mu umrzeć/cierpieć z powodu choroby, na której leczenie mnie nie stać? Twoim zdaniem to lepsze rozwiązanie?

    Nie wiem, na ile twojej mamie się pogorszyła sytuacja materialna, jeżeli aż tak, że umiera z głodu, razem z kotami, to niech jeodda. Jeżeli jej sytuacja pogorszyła się "tylko" tak, że musi zrezygnować z wakacji, a koty są zadbane, to niech je trzyma dalej.

    Może twoja mama ma znajomych, którzy wzięliby jakiegoś kota? W ten sposób ona wiedziałaby co się z nim dzieje, mogłaby go odwiedzać, i byłoby jej łatwiej?
  • lola211 05.06.11, 15:05
    Wszystkiego przewidziec sie nie da, a juz najmniej na co zwierze zachowuje i ile trzeba bedzie na nie wydac.Serio zadna z nas nie sadzila, ze chorowac beda wszystkie cztery.To chyba nie jest standardowa sytuacja?

    >ale trzeba MĄDRZE pomagać

    Czyli po prostu ignorowac kocie bidy? Zostawic pobitego kota na pastwe losu?
    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • deszcz.ryb 05.06.11, 15:34
    > Czyli po prostu ignorowac kocie bidy?

    TAK, ignorować, szczególnie wiedząc, że nie ma się kasy na zapewnienie takiemu biedakowi godnego życia [tym bardziej, że większość dzikich kotów świetnie sobie radzi na ulicy]. Ewentualnie zbierać z ulicy [wyleczyć tego pobitego?] i oddawać do schroniska [to też jest forma pomocy]. A nie zabierać do domu, przywiązywać się do kota i martwić się, za co go utrzymać [ale wtedy już o wiele trudniej go oddać, bo przecież to już domownik].

    I już ci pisałam, że 10 kotów stłoczonych w malutkim mieszkanku i jedzących najpodlejszą karmę [bo na inną właściciela nie stać] z pewnością nie jest szczęśliwe. One nie mają dobrego życia. To na szczęście nie jest przypadek twojej mamy, ale widać, że ona już przekroczyła "bezpieczną" ilość zwierząt w domu.

    Zwierzęta niestety generują masę kosztów a przecież nie wyłumaczysz kotom, że mają jeść mniej i nie chorować. Nie ma rady na choroby, jeżeli koty dostają dobrą karmę i są pod opieką weterynaryjną, to właściwie niewiele więcej możesz zrobić żeby nie chorowały.
  • rikol 14.06.11, 15:50
    A propos fundowania, mozna zalozyc strone na facebooku - ogloszenie 'kot szuka domu' czy 'potrzebna pomoc'. Mozna rozeslac maile.

    Kota karmic mozna odpadkami z rzezni - tylko trzeba do tej rzezni isc i poprosic o te odpadki. Pewnie tez to trzeba bedzie zmielic, bo kot sobie moze nie poradzic z duzym platem tak jak pies.
  • seidhee 06.06.11, 11:13
    > Czyli po prostu ignorowac kocie bidy? Zostawic pobitego kota na pastwe losu?

    Absolutnie nie :) Ale pomaganie kotu nie musi się kończyć zostawieniem go u siebie w domu. Nawet łatwiej znaleźć finanse (fundacje, forumowe składki) na leczenie kota przeznaczonego do adopcji. Jak się chce, to można ;)
    Absolutnie nie wolno odwozić chorego kota do schroniska, to dla niego wyrok śmierci. No i kot, który daje się głaskać, to nie jest zaprawiony w sztuce przetrwania piwniczny dzikus tylko prawdopodobnie wyrzucony domowy pieszczoch :/ który na ulicy wcale sobie nie radzi.

    Żeby oszczędzić na leczeniu, na pewno nie wolno oszczędzać na jedzeniu - przy struwitowych kryształach w moczu ważne jest dobre nawodnienie kota. Najlepiej podawać dobrą mokrą karmę, dodatkowo zmieszaną z wodą. Ponadto warto porozstawiać po mieszkaniu miski z wodą (popijają wtedy przy okazji, przechodząc obok miski).

    Ja robię hurtowe zakupy w sklepie internetowym, dużo taniej wychodzi niż stacjonarnie. Nie wiem, co jeszcze doradzić - może Twoja Mama mogłaby jakoś dorobić? Np. jako cat-sitter :)
  • deszcz.ryb 06.06.11, 13:06
    > Absolutnie nie wolno odwozić chorego kota do schroniska, to dla niego wyrok śmi
    > erci.

    Z tym się nie zgodzę. Być może są gdzieś schroniska wykańczające zwierzęta, ale są też takie, które naprawdę nieźle opiekują się chorymi zwierzętami [np. krakowskie] i doprowadzają je do stanu używalności. Owszem, zwierzęta w schronisku chorują, czasem siedzą stłoczone [bo schronisko też jest biedne] - ale żyją. I całkiem nieźle się odżywiają, co sama miałam okazję stwierdzić. ;)

    >No i kot, który daje się głaskać, to nie jest zaprawiony w sztuce przetrw
    > ania piwniczny dzikus tylko prawdopodobnie wyrzucony domowy pieszczoch :/ który
    > na ulicy wcale sobie nie radzi.

    Niekoniecznie. To może być też kot wypuszczany na zewnątrz bez obroży [wiem, że to nierozsądne]. Albo "kot wielu właścicieli" - sama takiego miałam. Sam przyszedł, nocował u nas parę miesięcy a w końcu sam poszedł. Jeszcze go teraz czasem widuję na osiedlu :)

    Powiedz, co w takim razie proponujesz matce autorki? Żeby zbierała koty na ulicach? Już ma 4 koty i sobie nie radzi finansowo. A co będzie, jak będzie miała 10? Umrze z tymi kotami z głodu? Już nie mówiąc o tym, że koty żyjące w takim stłoczeniu [pewnie w małym mieszkaniu] też nie będą za szczęśliwe. I owszem, ja też bym zabrała każdego kota, którego spotykam na ulicy, ale wiem, że nie dam rady im pomóc. :/

    Kontakt z fundacjami i uzyskanie z nich funduszy na koty przeznaczone do adopcji to świetny pomysł, sęk w tym, że matka autorki wątku przywiązała się do kotów i ich nie odda [i ja ją rozumiem]. I ma kłopoty nie z potencjalnymi kotami napotkanymi na ulicy, tylko z tymi czterema, na których utrzymanie wydaje małą fortunę.
  • seidhee 06.06.11, 14:04
    Chodziło mi o Twoje twierdzenie, że jak nie można mieć kolejnego kota, to napotkaną biedę trzeba zostawić na ulicy. Ja napisałam - hipotetycznie - jakie inne rozwiązania tej sytuacji można znaleźć. Skąd wiesz, że mama autorki wątku nie znajdzie zaraz kolejnego kota? Lepiej, żeby mu znalazła nowy dom, niż żeby zostawiła go na pastwę losu (co może oznaczać dla niego śmierć) czy zabrała do siebie na stałe (co pogorszy jeszcze bardziej jej sytuację).
  • deszcz.ryb 06.06.11, 14:38
    Wiadomo, że w tym wypadku najlepsze jest znalezienie nowego domu, ale autorka wątku przecież napisała, że ludzie nie wezmą kota jeżeli nie jest wysterylizowany i zdrowy. A to oznacza kolejne koszty dla matki autorki, na które ją nie stać.

    Dlatego pisałam, że można zbierać te koty i oddawać do schroniska - tam im się naprawdę krzywda nie stanie a może dzięki temu łatwiej znajdą nowy dom.
  • seidhee 06.06.11, 15:42
    > Dlatego pisałam, że można zbierać te koty i oddawać do schroniska - tam im się
    > naprawdę krzywda nie stanie a może dzięki temu łatwiej znajdą nowy dom.

    Większość schronisk to dla kota wyrok. Zwłaszcza, jeśli mu coś dolega. Przynajmniej tak mówią osoby, które mają ze schroniskami sporo do czynienia.
    Można wziąć kota do łazienki i podzwonić po fundacjach. W Warszawie można oddać do Koterii na sterylkę - jest wtedy chwila, żeby szukać kotu domu. W ostateczności oddać do azylu, zwykle to lepsze niż schron.
  • deszcz.ryb 06.06.11, 17:52
    > Większość schronisk to dla kota wyrok. Zwłaszcza, jeśli mu coś dolega. Przynajm
    > niej tak mówią osoby, które mają ze schroniskami sporo do czynienia.

    Nie zgodzę się. Nie każde schronisko wykańcza zwierzęta, które do niego trafią. Przykładowo:

    album schroniska w Krakowie [uwaga, drastyczne zdjęcia]:
    www.facebook.com/media/set/?set=a.10150147820734799.294047.319972929798
    zdjęcie z dzisiaj:
    www.facebook.com/pages/KTOZ-Schronisko-dla-Bezdomnych-Zwierząt-w-Krakowie/319972929798#!/photo.php?fbid=10150208167899799&set=a.482350034798.261020.319972929798&type=1&theater
    i link do całego profilu:
    www.facebook.com/pages/KTOZ-Schronisko-dla-Bezdomnych-Zwierząt-w-Krakowie/319972929798
    Takie przypadki co chwilę się u nich na stronie pojawiają, więc widać, że nie przeznaczają tych biedaków na straty, tylko starają się im pomóc. Owszem, mają brudno, zwierzęta się od siebie odzarażają, ale to jest spowodowane tym, że mają za dużo zwierząt i za mało pieniędzy. Nie złą wolą. Poza tym współpracują z wieloma domami tymczasowymi i takie biedaki od razu lądują na tymczasie, nie umierają samotnie w odległym kącie schroniska.

    Ale zgadzam się, że dla kota lepszy azyl - tylko w azylach jest mało miejsc i nie można liczyć, że zgarnie się kota z ulicy i od razu znajdzie się dla niego miejsce w azylu.

    No i nie odpowiedziałaś mi na pytanie: co zrobić, jeżeli matka autorki nazbiera kotów i nie znajdzie się dla nich miejsce w azylu ani nikt ich nie będzie chciał wziąć? Czy ona ma umrzeć z głodu razem z tymi kotami?

    Uważam, że to bardzo nieodpowiedzialne namawiać do zbierania kotów z ulicy osobę, którą nie stać na koty, które już posiada.
  • seidhee 07.06.11, 08:53
    > Uważam, że to bardzo nieodpowiedzialne namawiać do zbierania kotów z ulicy osob
    > ę, którą nie stać na koty, które już posiada.

    Nikogo nie namawiam do zbierania kotów. Namawiam do tego, żeby pomóc potrzebującemu kotu, jeśli stanie Ci na drodze. To wcale tak często się nie dzieje, ja jeszcze nigdy nie znalazłam wyrzuconego kota. Za to wzięłam do siebie kilka kotów, którego znalazł ktoś inny - tak to po prostu działa.
    Ty proponujesz od razu odwozić do schroniska, bez sprawdzenia, czy istnieje jakakolwiek inna opcja.
  • deszcz.ryb 07.06.11, 09:49
    O rany, bo na razie dla matki autorki nie istnieje żadna inna opcja! Nie współpracuje z fundacjami ani z azylem. I raczej szybko nie zacznie, bo nie stać jej na te koty, które już ma, więc nie stać jej też na pomaganie nastęnym.
  • niewolnik_slow 15.06.11, 14:06
    deszcz.ryb napisała:

    > > Większość schronisk to dla kota wyrok. Zwłaszcza, jeśli mu coś dolega. Pr
    > zynajm niej tak mówią osoby, które mają ze schroniskami sporo do czynienia.
    >
    > Nie zgodzę się. Nie każde schronisko wykańcza zwierzęta, które do niego trafią.

    Czy Ty w ogóle byłaś w schronisku, ech?
    Chory kot ma minimalne szanse przetrwania.
    Schronisko nie zajmuje się takimi przypadkami, tylko TOZ lub inne organizacje prozwierzęce.
    Ostatnio w naszym schronisku było ponad 300 kotów. Z czego wiele mniej lub bardziej chorych.
    Leczenie najbardziej chorych to koszt kilku tysięcy złotych. Skąd schronisko ma mieć na to pieniądze.
    Dużą część zwierzaków po prostu się usypia lub umierają wolniej, tylko ludzie nie chcą przyjąć tego do wiadomości, bo tak wygodniej.

    Podziwiam i szanuję matkę autorki.
    Myślę, że warto wystawić aukcję na allegro ze zdjęciami i opisem chorego kota. Zawsze coś to da.
  • deszcz.ryb 15.06.11, 19:03
    Byłam w schronisku. Wielokrotnie. Jak wzięłam ze schroniska 1 kota, to byłam w schronisku codziennie albo co 2 dni, bo był chory [w końcu okazało się, że kot ma FIP i trzeba było go uśpić]. Po jakimś miesiącu wzięłam drugiego kota ze schroniska. I znowu wizytowałam schronisko - co 2, 3 dni, bo kot był chory [byłam świadoma, jakiego kota biorę] a później znowu bo trzeba ją było wykastrować. Widziałam, co się tam dzieje i jak pomagają chorym kotom. Przykłady zamieściłam powyżej, możesz sobie poczytać. Oni ratują nawet takie biedaki, że wydawałoby się, że nie można im pomóc.

    I wcale nie twierdzę, że w KAŻDYM schronisku jest świetne, bo wcale nie jest. Uważam, że w NIEKTÓRYCH schroniskach zwierzętom wcale nie jest źle.

    > Podziwiam i szanuję matkę autorki.

    Pitolenie. Łatwo podziwiać przez internet. Czy podziwiałabyś ją tak samo, jeżeli miałaby np. 10 kotów zabranych z ulicy [bo one takie biedne i to takie szlachetne pomagać każdemu kotu] i umierała razem z nimi z głodu? Albo gdyby koty żyły w brudzie i smrodzie, zarażając się od siebie wzajemnie i jedząc najgorsze żarcie? To jest problem matki autorki wątku - JEJ NIE STAĆ NA KOTY, KTÓRE POSIADA. A pomagać można, ale trzeba pomagać mądrze. A nie zabierac koty z ulicy i później się martwić, że nie ma co im dać jeść, a oddać też nie można, bo się człowiek przywiązał.

    > Myślę, że warto wystawić aukcję na allegro ze zdjęciami i opisem chorego kota.
    > Zawsze coś to da

    Widać, jak "dokładnie" czytasz wątek. Włascicielka nie odda kotów, bo się do nich przywiązała i je kocha [i wcale jej się nie dziwię]. Więc allegro to dla niej żadne rozwiązanie.
  • niewolnik_slow 16.06.11, 00:13
    > > Myślę, że warto wystawić aukcję na allegro ze zdjęciami i opisem chorego
    > kota.
    > > Zawsze coś to da
    >
    > Widać, jak "dokładnie" czytasz wątek. Włascicielka nie odda kotów, bo się do ni
    > ch przywiązała i je kocha [i wcale jej się nie dziwię]. Więc allegro to dla nie
    > j żadne rozwiązanie.

    Wyraziłam się niejasno chyba.
    Chodziło mi o prośbę o wsparcie w leczeniu kota.
    Kilka razy skrzykiwaliśmy się z różnymi osobami właśnie na allegro i pomagaliśmy leczyć prywatne koty, które bez tego leczenia trzeba by było uśpić.

    Aczkolwiek niegrzeczne uwagi typu "pitolenie" sprawiają, że nie mam ochoty podejmować z Tobą dyskusji, skoro nie potrafisz tego robić uprzejmie.
    Chociaż nie, powiem Ci jeszcze, że mój dziadek podczas wojny dzielił się swoimi marnymi racjami z przygarniętymi psami i tak, podziwiam go i szanuję. Razem głodowali i razem przeżyli.
  • deszcz.ryb 16.06.11, 00:41
    No przepraszam za to "pitolenie" ale naprawdę łatwo ci namawiać [przez internet, nic cię to nie kosztuje], żeby zbierać bezdomne zwierzęta bo zawsze się można z nimi podzielić "ostatnim kawałkiem chleba", jak twój dziadek w czasie wojny. Przykro mi, ale to naprawdę głupie podejście, kojarzy mi się z osobami robiącymi sobie kilkoro dzieci bo "daje Pan Bóg dzieci, daje i na dzieci" a poza tym "jakoś to będzie" i "a mój dziadek to w czasie wojny..." - i później cała rodzina bieduje, i gnieździ się w małym mieszkanku, nie stać ich na wakacje ani na porządne buty.

    Już nie mówiąc o tym, że uwaga o dziadku jest wyciągnięta z kosmosu. Podczas wojny były inne warunki, teraz też są inne warunki. Osoby, które mają kilkanaście zwierząt i dzielą się z nimi "ostatnim kawałkiem chleba" [czyli byle czym a więc: głodzi, nie leczy, trzyma w koszmarnych warunkach] nazywa się "animal hoarders" i czym prędzej zabiera się od nich zwierzęta. Chcesz, zeby matka autorki wątku skończyła jak Violetta Villas?

    Albo zapytam tak: matka autorki wątku idzie ulicą i widzi jakiegoś bezdomnego kota. Co robi?
    *bierze go do siebie [odpada, nie stać jej na koty, które właśnie ma; nie może go też oddać nikomu bo nie ma chętnych na koty]
    *oddaje do schroniska [dla mnie to najrozsądniejsza opcja o ile wiadomo, że schronisko jest z tych, które leczy koty]
    *zostawia na ulicy [nie jest to rozwiązanie najlepsze, ale należy pamiętać, że matka autorki nie może sobie pozwolić na trzymanie go w godnych warunkach. a zawsze istnieje możliwość, że kot sobie świetnie radzi na ulicy, jest dokarmiany i wcale pomocy nie potrzebuje]

    Co radzisz w takiej sytuacji?

    [btw. allegro to może być niezły pomysł, ale niekoniecznie muszą się znaleźć ludzie chętni do pomocy, więc to takie niezbyt pewne].
  • titta 14.06.11, 15:04
    Niekoniecznie ignorowac.
    1 skontaktowac kota z kims kto pomaga i ma na to warunki.
    2 Uspic. To drugie rozwiazanie moze wydaje sie okrutne ale jest lepsze niz narazanie zwierzecia na cierpienia z powodu choroby na ktorej leczenie nie stac. (Bywa, ze weterynaz postawiony przed taka mozliwoscia obniza koszty)
  • rikol 14.06.11, 15:47
    Mysle, ze trzeba poinformowac znajomych i znajomych znajomych. Mysle, ze ktos sie znajdzie, kto by chcial kota. Poza tym nawet, jesli kot jest zdrowy, to moze sie zarazic od znajdy przyniesionej do domu.

    Oburza mnie zawsze, jak slysze o takich przypadkach. TA pani robi to, co powinno robic panstwo. Placi sie duze podatki, a jak potrzeba na cokolwiek pieniedzy, to nigdy nie ma. Za to dowolne pieniadze sie znajduja dla politykow, na dowolnym szczeblu, dla ksiezy, dla mundurowych, dla gornikow. To jest po prostu obrzydliwe, szczegolnie w panstwie, gdzie co chwila w mediach wystepuje ksiadz, nawijajacy o tym, jak wazne jest Zycie. Kot to tez Zycie.
  • krolik_po_berlinsku 14.06.11, 18:20
    sama się uśpij
  • majenkir 05.06.11, 15:19
    lola211 napisała:
    >Poniosla koszty 4 kastracji i 2 sterylek, bo dodatkowo pomogla 2 kotk
    > om znalezc dom.Ale by ktos zechcial wziac, trzeba takiego kota przygotowac-podl
    > eczyc, wysterylizowac i oddac doprowadzonego do porzadku.


    Moze Mama by chciala wspolpracowac z jakas kocia fundacja, ktora by partycypowala w kosztach?

    A co do zwirku, dawno temu mialam koty (a o zwirku nikt wtedy nie slyszal), kocia ubikacja to byly dwie kuwety fotograficzne, jedna (z wywierconymi dziurkami) wstawiona w druga.

    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg[/img]
    fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/DFGVvAKpc7hbaVBiqB.jpg
  • deszcz.ryb 05.06.11, 15:40
    Taka kuweta jaką opisujesz to musiało być coś strasznego. ;) Pamiętam jaka była masakra jak raz musiałam użyć papieru toaletowego zamiast żwirku. ;)))

    A co do żwirku, to można kupić też tańszy odpowiednik. Warto spróbować, o ile koty go zaakceptują. Jakieś 2 miesiące temu w Tesco była promocja jakiegoś żwirku tescowego - 2,99 za 5 kilo. Oczywiście, wyglądał jak beton, ;) był gruby i niewygodny, ale nie był tragiczny.
  • majenkir 06.06.11, 14:43
    Wlasnie, ze to bylo super! I ekologiczne! Siki przelatywaly na dno, wylewalo sie zawartosc do kibelka, kuwety oplukiwalo i juz!
    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg[/img]
    fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/DFGVvAKpc7hbaVBiqB.jpg
  • deszcz.ryb 06.06.11, 17:37
    Ekologiczne to to było, ale dla mnie na pewno nie super. :P Jak ja się strasznie cieszę z istnienia zbrylającego żwirku pochłaniającego zapachy!!! :D
  • minniemouse 07.06.11, 09:38
    Wlasnie, ze to bylo super! I ekologiczne! Siki przelatywaly na dno, wylewalo sie zawartosc do kibelka, kuwety oplukiwalo i juz!

    wbrew pozorom to z cala pewnoscia NIE jest ekologiczne powniewaz wraz ze sciekami
    kocie siki a wraz z nimi rozne kocie bakterie, robaki, wirusy laduja w rzekach, morzach i oceanach zarazajac wodna flore i faune chorobami ktorych tamtejsze nie sa w stanie zwalczac, poniewaz pojawilo sie cos co dla ich srodowiska jest obce
    i nie maja na to naturalnej obrony.

    W ten sposob np. choruja na toxoplazmoze ssaki morskie, choroba ktora dopoki nie wymyslono spuszczania kocich odochodow do toalety, wsrod nich (ssakow morskich)
    nie istniala.

    I to ma jak najbardziej sens - wystarczy zastanowic sie nad tzw srodowiskiem naturalnym
    i jego zaburzaniu, co sie moze dziac.

    Stanowczo nie nalezy uzywac kuwet podlaczanych do toalety oraz wywalac zawartosci kuwety tamze.


    Co do kosztow utrzymania kota.
    Wielki uklon w strone twojej mamy ze tak ofiarnie zajmuje sie kotami, nie zostawia ich na pastwe losu.

    faktycznie nie co dzien sie zdarza ze kazdy jeden kot bedzie co chwila wymagal kosztownych zabiegow i operacji, juz bez przesady.

    Niestety rowniez nic nie moge poradzic, z ulicy koty bierze sie na wlasna odpowiedzialnosc
    jedyne wyjscie to faktycznie chyba schronisko i adopcje
    no poza tym juz kazdy udzielil stosowne rady.

    Minnie
    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • rikol 14.06.11, 14:19
    Mocz zdrowego zwierzecia jest sterylny. Kal nie.

    Scieki powinny byc oczyszczane po prostu. Chyba Polakow stac na to? Przeciez w Polsce placi sie gigantyczne podatki.
  • titta 14.06.11, 15:08
    <zarazajac wodna flore i faune chorobami ktorych tamtejsze nie sa w stanie zwalczac, <poniewaz pojawilo sie cos co dla ich srodowiska jest obce
    Sugerujesz istnienie wodnych kotow?
    No i co dzieje sie z sikami w zwirku? Albo tymi oddawanymi wprost do natury?
  • minniemouse 15.06.11, 00:23
    > Sugerujesz istnienie wodnych kotow?
    > No i co dzieje sie z sikami w zwirku? Albo tymi oddawanymi wprost do natury?


    "wodne koty"?? moze bys tak poczytal/a moj tekst uwazniej??

    a zwirek wyrzucany na smietnik nie szkodzi, bo jakby nie bylo kot w naturze rowniez zalatwia sie do ziemi.
    ta flora i fauna jest lepiej przystosowana do obrony przed bakteriami od kota.


    walenie chorują na toksoplazmozę, bo koty sikają do zlewów

    - No nie, w życiu takiej śmiesznej głupoty nie słyszałem!


    nie wiem u kogo do ZLEWU, moze u ciebie, gratuluje,
    bo w normalnych domach jesli juz to do ubikacji.
    i tak, jesli przez kanalizacje wraz ze sciekami bakterie dostana sie do oceanu to walenie beda chorowac.
    a poniewaz normalnie koty nie zalatwiaja sie w oceanie to zastanow sie jaka rowniez droga ta bakteria
    mogla sie tam dostac?

    aktualnie, chodzi o foki glownie, ktore wymieraja w Kaliforni na skutek toxoplasmosis gondii
    a ktora dostala sie do oceanu m.in. przez splukiwany zwirek.

    moze bys sie tak doksztalcil zanim zaczniesz swoje hihihi hahaha
    bo w przeciwienstwie do ciebie ja opieram sie na dobrze sprawdzowych faktach zanim
    cos napisze. Discovery chociaz posluchal, dobrze ci zrobi.

    articles.sfgate.com/2010-09-08/entertainment/23994482_1_litter-toxoplasmosis-cat
    Poniewaz koty sa jedynymi nosicielami pasozyta Tokso w kale, one sa glownie podejrzane
    o zakazenie wod - m.inn. wlasnie z chwila kiedy zaczeto praktykowac wyrzucanie zwirku
    i zalatwiania sie kota do kibla.
    cats.about.com/cs/parasiticdisease/a/seaotters.htm
    Minnie

    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • nikodem123 25.06.11, 12:05
    O matko!

    Tak, tak, tak samo prawda, że walenie przez koty chorują na toksoplazmozę, jak to, że trzy lata temu wieloryb wpłynął do Wisły (tak pisał Fakt)

    Przecież to jest wypowiedź jakieś głupiej baby z San Francisco Chronicle - czegoś w rodzaju właśnie Faktu!

    Dziewczyno! W Twojej własnej kupie są takie bakterie jak: E coli - ta sama, która spowodowała zatrucia pokarmowe i zgony w Niemczech; Klebsiella - urocze zapalenie płuc.

    Czy w obawie o walenie będziesz się teraz wypróżniać do piasku?
  • nikodem123 14.06.11, 15:24
    walenie chorują na toksoplazmozę, bo koty sikają do zlewów

    - No nie, w życiu takiej śmiesznej głupoty nie słyszałem!
  • sadosia75 05.06.11, 15:26
    Skontaktuj się z fundacją kocią albo stowarzyszeniem. Twoja Mama może liczyć na jakieś dofinansowanie, pomoc przy zwierzętach ( może ktoś z waszej okolicy jest z fundacji ) na pewno nie odwrócą się i nie zostawią Mame samej sobie.
    Często fundacje albo stowarzyszenia mają umowy z klinikami wet. na tańsze zabiegi.
    warto szukać pomocy w takich miejscach bo człowiek sam z tym wszystkim nie da sobie rady.
    --
    A Kiira na to :"Sadosiu, moja Ty dobra kobieto"
    Cóż... nie będę się spierać, że jest inaczej :)
  • asfo 05.06.11, 16:12
    Takie koty "po przejściach" mogą częściej chorować, niż zwierzaki trzymane od małego w dobrych warunkach. A kamienie i piasek w moczu to prawdziwa plaga wśród kotów.

    Zapobiegawczo można kupić paski do badania moczu, samodzielnie sprawdzać ph i od razu reagować podając środki na zakwaszenie moczu (uropet lub urinowet). Trzeba też pilnować, żeby koty dużo piły - dawać im mokre jedzenie zamiast suchego (albo przynajmniej moczyć chrupki), podtykać rosołki lub rozwodnione kocie mleko, ustawić więcej misek z wodą - koty same z siebie maja tendencje do odwadniania się, a wtedy łatwo o kamienie.

    Na odporność podaje się kotom beta-glukan. Najtańszy preparat dla kotów to immunodol cat, ale można zbić koszty kupując ludzki odpowiednik leku i krojąc pigułki na małe części.

    Owszem, koty bardzo często reagują chorobami na stres.

    Warto poszukać naprawdę dobrego weterynarza, bo kiepskie leczenie strasznie zwiększa koszty (część weterynarzy ma tendencje do leczenie bez wykonania badań i potem się okazuje, że płacisz za trzeci antybiotyk podczas gdy kot miał wirusa lub robaki).
  • mist3 06.06.11, 20:24
    zbieram koty z ulicy, ale ponieważ nie mam warunków w domu, więc współpracuję z lokalną fundacją - oni pomagają mi leczyć i sterylizować koty (namiary na lekarza współpracującego ze schroniskami czy fundacjami to rzecz bezcenna), ja staram się do nich nie przywiązywać (bardzo, bardzo to trudne) i znajdować im dom - poprzez znajomych, fundację itp. Czasem oddaję kota w miejsce, gdzie nie będzie spał na puchowych piernatkach - ale półdzikie wysterylizowane koty świetnie odnajdują się na wsi, gdzie dostają miskę jedzenia i miejsce do spania w stajni czy stodole. Ponadto mam możliwość organizowania akcji charytatywnych dla fundacji (chocby namawiam znajomych, by zamiast kwiatów na weselach życzyli sobie składki do puszki na fundację, organizuję zbiórki pieniędzy, karmy, kocy w moim miejscu pracy) - więc jest to jakby transakcja wiązana. Dostałam chociażby klatkę-łapkę do własnego użytku, mam kontakt do weta, który leczy i sterylizuje koty praktycznie po kosztach, itp.
    --
    "Ludziom, którzy nie lubią kotów, zawsze się wydaje (...), że ich awersja do tych stworzeń jest, nie wiedzieć czemu, jakąś nadzwyczajną cnotą." L.M.M.
  • rikol 14.06.11, 15:59
    Oddac na wies to bardzo dobry pomysl. Koty zwykle wiedza, ze psy sa niebezpieczne, wiec i na wsi ich unikaja (poza tym na wsi wiekszosc psow jest na lancuchu). Co do ludzi, szybko sie ucza, kto lubi koty, a kto ich nienawidzi. Poza tym na wsi samochody jezdza wolniej (bo zwykle na wsi sa gorsze drogi i nie da sie jechac szybko). NA wsi nie ma tez zbytniego zageszczenia kotow, wiec nie ma tez epidemii kocich chorob. Moim zdaniem zycie wiejskiego kota jest duzo lepsze niz tego w miescie, ktory nawet z mieszkania nie moze wyjsc. No i nie wiem, dlaczego kot mialby marzyc o spaniu w lozku. W stodole moze spac na sianie, nie pada na glowe, jest cieplo. Moze tez spac z krowami, tam tez jest cieplo.

    Najwazniejsze jest dobre jedzenie. Koty wiejskie sa zdrowe wlasnie dzieki temu. Kot niedozywiony choruje, bo ma obnizona odpornosc.
  • saqigar 14.06.11, 17:28
    Przykro mi, ale zyjesz w Utopii.
    Kotom wiejskim wcale nie jest tak dobrze, jak to sobie wyobrazasz. Tym bez domu zazwyczaj wystaja zebra i dlugosc ich zycia nie przekracza 3-4 lat. Wiekszosc moich sasiadow ma koty, ale ich nie karmi. 1-2 razy do roku samiczki maja male i po 1-2 latach tych kotow juz nie ma (i nie sadze, zeby sie przeprowadzaly). Wsrod doroslych kotow jest duza terytorialna rywalizacja i nie zaakceptowany kot nie ma racji bytu. Kilka razy mialem w ogrodzie bijatyke obcych kotow i pozostalo 3m kolo z wydartej siersci. Przynajmniej raz na dwa lata mam pod oknem piszczaca znajde, z ktora trzeba cos zrobic, a dwa razy do roku obserwuje jak wychudzony biedak doskakuje po kryjomu do miski, ktora stoi na zewnatrz.
  • rikol 14.06.11, 17:38
    Nie, tak zyja koty, ktore sa karmione. NA wsi. Oczywiscie wiem, ze nie kazdy na wsi karmi swoje koty, no ale chyba nikt przy zdrowych zmyslach nie odda kota komus, kto go nie bedzie karmil, prawda? JA znam ludzi na wsi, ktorzy maja koty i te koty wygladaja dobrze, a nie mieszkaja w domu. Znam tez ludzi, ktorzy o swoje zwierzeta nie dbaja, ale takim ludziom zwierzat sie nie daje.
  • niewolnik_slow 15.06.11, 14:16
    Aaaa, co za bzdura. Nie pisz szkodliwych bzdur, bo ludzie uwierzą.
    Pół życia mieszkałam na wsi.
    Znikomy procent kotów żyjących poza domem dożywał 5 lat. Zagryzione przez psy, których całkiem sporo chodzi samopas, potrącone przez samochody, otrute trutką na szczury, potrącone przez maszyny rolnicze podczas polowania, od chorób, od zimna, od dzieciaków, które mają świetną zabawę, idąc do szkoły.
    Coraz mniej domów ma stodoły i obory.
    Proszę Ciebie, nie pisz nieprawdy, bo to Twój sielankowy opis wsi nijak ma się do rzeczywistości.
  • tsuranni 14.06.11, 12:27
    niech myszy łapią
  • tygrysio_misio 14.06.11, 12:35
    mam jedna okolo roczna kotke.. karmie ja na razie puszkami sredniej klasy (takimi ze sklepow w zaleznosci od promocji, zadnych specjalistycznych karm)... eksperymentuje ze zwirkami

    koszt utrzymania mojej kotki to okolo 100zl... chcialabym dolaczyc do niej jakiegos samczyka, zeby miala raziej i zeby uratowac mieszkanie... ale balam sie, ze 2 koty rowna sie 200zl... ale jak Twoja mama na 4 koty placi 200zl to chyba zaczne wierzyc w "im wiecej tym taniej na glowke"

    jesli chodzi o weterynarzy to zawsze marudze, ze nie moge co dzien przyjerzdzac na zastrzyki, a ze w domu rodzinnym mialam kotke, ktora od chodzenia do weterynarza nabawila sie stanow lekowych, to umiemy z mama radzic sobie z zastrzykami... przy 5 dniach antybiotykow to jakies 100-120zl oszczednosci

    kiedy moja kotka z domu rodzinnego byla sterylizowana nikt nie biadoli ze kot po operacji musi miec super droga diete.... teraz mialam doczynienia z moja tutejsza kotka ze zlamanym ogonkiem i bioderkiem.. pytalam czym karmic (czy wprowadzac mleko i watrobki by zwiekszyc spozywanie wapnia) i uslyszalam, ze nie koniecznie... oczywiscie kamienie w ukladzie moczwym to troche co innego, ale przy wielu chorobach nic sie nie stanie jak kot bedzie jadl normalnie... moze nawet przy kamieniach da sie znalesc zasepsto i nie kupowac tych drogich karm

    pamietajcie z mama, ze weterynarz zarabia nie na zdrowych kotach, ale kotach ktore jak najczesciej do niego przychodza... stosujcie zasade ograniczonego zaufania i pamietajcie, ze on chce zarobic.. szczegolnie ustrzegajcie sie zastrzykow codziennych...

    zawsze to bedzie troche taniej






    --
    Zdesperowany Królik
  • tygrysio_misio 14.06.11, 12:38
    nie odpowiadam za oftografy ;]
    dopiero je zauwazylam ;p


    --
    Zdesperowany Królik
  • chinagirl 14.06.11, 14:38
    Święte słowa z tymi wetami. Ostatnio poszło 70 zł na antybiotyki u naszego kota.
    Co można poradzić? My też liczymy każdy grosz, naprawdę. Karma - albo wątróbka, podroby kurze (3,99 zł/kg), albo Whiskas (2,99 w Tesco, innego nie chce jeść). Tanio jest w Realu (karmy TIP za 1,29), Rossmanie, Carrefourze (żwirek za 8 zł/5 kg). Silikonowy starcza podobno na miesiąc (są promocje po 12 zł). Dobry jest też Kocur Rex za 8 zł. Może sklep internetowy?: (od 110 zł paczka gratis)
    www.e-pazur.com/index.php?i2,cennik-wysylek
    I zdecydowanie ograniczyć liczbę kotów (oddać w dobre ręce). Wszystkich się nie uratuje, niestety.
    Zajrzeć na forum Koty-nasz koci zakątek. Dziewczyny coś na pewno pomogą. Powodzenia:)
  • rikol 14.06.11, 16:02
    Nie orientuje sie zbytnio w lekach dla kotow, ale wiem, ze istnieja antybiotyki i leki przeciwbolowe dla psow, ktore dzialaja 2 dni. Mozliwe, ze dla kotow tez takie sa.
  • antypo-lityk 14.06.11, 14:47
    Zaostrzyć prawo wobec władz lokalnych w sprawie odpowiedzialności za środowisko i wszystko co słabsze wśród istot! Niech więcej dają na talony dla weterynarzy, żeby sterylizować bezpańskie a mniej na bęcwałów urzędolskich! I mniej się dorabiają na kumbinatorstwie - całe udzkie to jeden przekręt!
  • antypo-lityk 14.06.11, 14:50
    Mam ten sam problem! 6 zarażonych od urodzenia bezpańskich a gęba prezia (do którego piszę) jak doopa u wieprza a ślubna, znana z braku etyki, po 25 tys/m-c w lokalnych spółkach! A do tego wieprz spłodzony przez nich!
  • na_szpilkach 14.06.11, 14:52
    Bardzo często też to co kot je może mieć duży wpływ na jego zdrowie. Tylko to błędne koło - specjalistyczne karmy kosztują dużo i na to pewnie nie stać Twojej mamy... Myślę, że jedynym rozsądnym wyjściem jest poszukanie w pobliżu jakiejś fundacji która mogłaby pomóc. Moja mam kiedyś też zbierała koty z ulicy, miała umowę z wetem, że kilka takich operacji na kociakach z ulicy robił za darmo, a w tym czasie szukała mu domu. Co do odporności u kotów, nam kiedyś wet poradził engystol (normalny lek dla ludzi, w malych ilosciach dozwolony dla kotow) lub pol witaminy c (doskonale dzialala gdy kot zaczynal psikac).
  • saqigar 14.06.11, 15:07
    Ale 200 wydaje na bardzo dobrej jakosci jedzenie i zwirek. Jest to na pewno wiecej niz przeciatne koty potrzebuja i choc jestem milosnikiem kotow, to uwazam to za ekstrawagancje.

    Jesli chodzi o weterynarzy, to kot, to nie czlowiek z od dziecka uposledzona odpornoscia. Z infekcjami zazwyczaj radza sobie same, a w ekonomicznej wersji moga dostac antybiotyki i sterydy w tabletkach, zamiast drogich zastrzykow i codziennych wizyt. Ta przekleta mafia najwidoczniej na was zeruje.
  • rikol 14.06.11, 16:06
    Dobry zwirek to kupujesz dla siebie, a nie dla kota;)
  • saqigar 14.06.11, 16:44
    raczej dla mojego ogrodu - bentonit zamulil mi kompostownik, drewniany jest super.
  • blueluna 14.06.11, 20:09

    > Ale 200 wydaje na bardzo dobrej jakosci jedzenie i zwirek. Jest to na pewno wie
    > cej niz przeciatne koty potrzebuja i choc jestem milosnikiem kotow, to uwazam t
    > o za ekstrawagancje

    200 zł na cztery koty miesięcznie, na żwirek i jedzenie - to ekstrawagancja?
    Ciekawe podejście.
    Muszę mojej siódemce o tym powiedzieć i im racje żywnościowe zmniejszyć.
    Pewnie że można by jeszcze zaoszczędzić i wydać mniej na tą czwórkę - ale rozsądnie i po przemyśleniu sprawy, bo oszczędzanie dla samego oszczędzania, może skończyć się częstszymi wizytami u weta i wydaniem wielokrotnie więcej na leczenie - pomijając cierpienie zwierzęcia.

    Nie jest normalne częste chorowanie kotów, szczególnie na schorzenia dróg moczowych.
    Trzeba zwrócić szczególną uwagę na dietę kotów i na to czy piją wystarczająco dużo (BARDZO ważne).
    Profilaktyka przede wszystkim.
    Coś jest nie tak że te koty tak chorują.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka Mockałło
    www.kocia-stronka.republika.pl
    Oraz nasza działalność dla bezpieczeństwa kotów:
  • listekklonu 14.06.11, 16:54
    Warto poszukać dobrej karmy w dużych opakowaniach. Ja dla mojej kocicy kupuję Taste of the Wild od jakiegoś roku i jestem bardzo zadowolona zarówno pod względem jakości jak i finansowo. Jeśli chodzi o weterynarza, to warto popytać i znaleźć jakiegoś w miarę taniego. W Krakowie za ten sam zabieg jeden wet zaśpiewał mi 300 zł., a inny zrobił to samo za 160, kot ma się dobrze ;)
  • joannazieminska 14.06.11, 17:25
    W moim Urzędzie Dzielnicy można dostać dofinansowanie na dokarmianie i leczenie bezdomnych kotów. Moja znajoma mieszka na osiedlu, gdzie cały budynek opiekuje się kotami piwnicznymi (w zasadzie już nie piwnicznymi: dostali kasę na zbudowanie kocich budek). Nawet mój osobisty kot nie jest tak gruby jak tamte koty. Może dowiedzcie się, czy wasz Urząd coś takiego sponsoruje.
  • zeus_gromowladny 14.06.11, 17:34
    > Ma ktos jakies pomysły, co mozna zrobic, by nie wpedzac sie w finansowy kanal?

    Mmmm, nie brać tylu kotów jak nas na to nie stać?
  • joanna_can 14.06.11, 17:52
    Koty choruja, bo prawdopodobnie byly slabiutkie od poczatku. Normalnie natura rozwiazalaby ten problem duzo wczesniej (selekcja naturalna), a w twoim przypadku mama probuje przechytrzyc leczeniem. Wiem, ze to przykre co pisze, ale tak to wyglada. Mozliwy tez "koci stres", o ktorym ktos pisal. Poza tym - niewlasciwe karmienie. Zarcie z supermarketu nie jest dobre... Kot na lepszej diecie zyje lepiej, ale wtedy koszty utrzymania bardzo wzrastaja. Wiem, ze nie daje jakiejs rady, ktorej oczekujesz - bo tez tej rady nie ma. Mama bedzie robic to, co uwaza za sluszne i zadna sila jej nie przekona.
  • mysiulek08 14.06.11, 19:47
    Tu masz linka do najwiekszego kociego forum. Opisz tam problem:

    forum.miau.pl/viewforum.php?f=1

    --
    Kicia Yoda kocha Zare
    Jest sobie Kot
    Kocia Kasa Zapomogowa
  • bukanor 14.06.11, 23:20
    ja mam obecnie dwa koty w mieszkaniu. W domu rodzinnych bywało ich 10 i więcej (duży dom, duży ogród, miały gdzie hasać). Najwyższe były koszty utrzymania w zimie (nie wychodziły na dwór i schodziło dużo żwirku). Obecnie, przy dwóch kotach koszty utrzymania zwiekszyły się o połowę w stosunku do jednego. Większe zużycie żwirku, ale mniejsze puszek (nie wyrzucam jedzenia, bo zawsze zjedzą, żeby drugi nie zjadł) i niestety, chorują. W domu, gdzie było ich 10, biegały po dworze, jadły gorzej (obecnie nie chce mi się gotowac i kupuję puszki) były zdrowsze. Jeśli są trzymane w mieszkaniu nie nabywają odpornośći, trzeba ją sztucznie podnieśc szczepieniami i lekami. Może podpowiedz mamie, żeby gotowała jedzenie, np, ryż z mięsem, albo kluseczki (koty bardzo lubią), gtowane warzywa. Można też zgadać ze znajomym rzeźnikiem, żeby sprowadzał serca, nerki - koty bardzo to lubią, i są zdrowe na takim jedzeniu a jest bardzo tanie. I jednak raz po raz wyjśc z nimi na spacer albo niech siedzą na balkonie, raz po raz zmokną, czy je przewieje, żeby nabrały odporności.
  • choinka.pl 15.06.11, 02:37
    Zmień weterynarza! Co to ma być, że KAŻDE ze zwierząt CIĄGLEpotrzebuje terapi!? Mam 45 lat psy i koty od zawsze w domu były (blok w Warszawie). Potrzebowały pomocy wetrynarza zazwyczaj na starość. W nagłych przypadkach, dziwnych, niepokojących, które zdarzały się b. rzadko (raz na 5 lat?? albo i rzadziej bo ile razy można się pomylić nt. sraczki pokarmowej?).
    W każdym bądź razie ZMIEN WETERYNARZA bo najprawdopodobniej twojemu kotu nic nie dolega, a chmara niedojedzonych weterynarzy będzie musiała przeżyć bez kotów twojej matki
  • ikcort 15.06.11, 10:01
    > Do tego koszt leczenia innego kota, ktory w tym czasie zlapal jakiegos wirusa i leczony jest
    > antybiotykami.

    Od kiedy wirusy zwalcza się antybiotykami?

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • maryshaa 15.06.11, 13:21
    Moim zdaniem jeżeli relanie szacujecie, że nie stać Was na utrzymanie tylu kotów (nie wstydźmy się tego i nie bójmy tego słowa, życie w Polsce jest drogie i koty również kosztują, jak każde zwierze) powinniście pomyślec o znalezieniu nowych domów dla nich. Ceni się bardzo to, że pomagacie kotom, bo to rzadkość, ale jeśli nie dajecie sobie rady to poszukajcie przy pomocy najbliższych Wam kocich fundacji znaleźć im inne domy, a może poszukajcie wśród znajomych? Jeśli chcecie pomagać kotom, macie czas a nie bardzo z pieniędzmi możecie postarac się być DT domem tymczasowym dla kotków, tzn przygotowywac je do adopcji dla innych. W utrzymaniu pomaga fundacja, a kociejstw w potrzebie jest naprawdę wiele. Wiem, że decyzja o oddaniu kotów może być bardzo trudna, ale zadajcie sobie proste pytanie - co będzie jak koty będą wymagać opieki weterynarza i nie będziecie mieć pieniędzy? Czy nie ucierpią na tym koty? Czy nie lepiej wczesniej znaleźć im nowe, kochające domy? Koty chorują z tęsknoty, jak ja jade na urlop moj ma zawsze nawrót KK, z tęsknoty. Pomyślcie o kontakcie z kocią fundacją najbliżej Was i rozważcie mozliwość znalezienia nowego domu dla kotów. Nie ma potrzeby męczyć siebie i ziwerząt jeśli nie czujcie się na siłach. Będzie to moim zdaniem odpowiedzialna decyzja - tylko nie do schroniska, bo to wyrok na koty.


    --
    Kilka migawek z Tajlandii
  • seidhee 16.06.11, 09:39
    Z mojego doświadczenia wynika, że bycie domem tymczasowym to bardzo kosztowne zajęcie - na pewno nie dla osób z problemami finansowymi :(
    Nigdy nie wiadomo, co "wyjdzie" z kota uratowanego od bezdomności, czasem wystarczy odrobaczyć i zaszczepić, ale często trzeba dłuuuugo leczyć. A fundacje same zmagają się z brakiem kasy. Moja znajoma ma dużo tymczasów i dostaje wsparcie od dużej fundacji - 500zł miesięcznie na 10-12 kotów...
  • deszcz.ryb 16.06.11, 13:17
    No więc własnie o to chodzi. A tu nagle pojawiło się sporo odpowiedzi typu: "dobrze robisz, podziwiam cię, rób tak dalej, bo to szlachetne". :/
  • lola211 16.06.11, 19:51
    Dziekuje wszystkim za wypowiedzi.
    Koty juz doszly do siebie, rachunek weta zaplacony.
    Tego lekarza znam od 20 lat,naprawde sie stara i idzie nam na reke- mamie zawsze taniej policzy(teraz opuscil jej 200 zl !).porownywalam koszty w innych lecznicach- taniej jak u niego nie bedzie z pewnoscia.Poza tym mam do niego zaufanie, bo to dobry specjalista.
    Karme mama kupuje sucha- teraz Purine.Dla tych z problemami urologicznymi zakupilam przez net tez Purine- o polowe tansza niz karma, ktora mama kupowala.Zobaczymy, co koty na to.Ja sie dokladam i na pewno kociaki beda zadbane, dobrze karmione.
    Byle tylko juz tak nie chorowaly, bo to wowczas studnia bez dna.Dzieki za rade a`propos wspomagania odpornosci, kupie cos by je wzmocnic.
    Kotow wiecej juz nie bedzie z pewnoscia.Ostatnio ktos podrzucil mamie mala koteczke- oddalam ja dziewczynie z fundacji.
    Co do finansowania - w fundacji sie dowiedzialam, ze oni kase daja tylko na koty bezdomne.A te 4 takie nie sa.
    Coz- pozostaje miec nadzieje, ze nas nie puszcza z torbami:).

    Pozdrawiam wszystkich wielbicieli kotów i innych stworzen.


    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • deszcz.ryb 16.06.11, 22:09
    Cieszę się, że udało się wyjść na prostą :) Trzymajcie się :)
  • malagenia124 17.06.11, 01:31
    Kochana, tak się cieszę, że wszystko u Ciebie idzie ku dobremu, że długi już za Tobą !!!, bo świadomość ich to ogromne obciążenie psychiczne. Jak napisałaś - choroby to studnia bez dna.
    Twój ostatni wpis ukazał się w czasie, gdy ja pisałam mój.
    Naprawdę bardzo się cieszę :-))))) i gratuluję.
    Piszesz o kupionych nowych, innych karmach, lecz czy ten fajny Wasz lekarz przypomniał Wam, że karmy nie powinno się zmieniać tak z dnia na dzień ? Mam nadzieję, że przypomniał, powiedział, bo to jest abc żywienia wszystkich stworków. Kotki mogą nagłą zmianę opłacić ciężkim rozstrojem układu pokarmowego, bez względu na markę producenta, nawet najlepszego. Powinno się zachować, teoretycznie, ok. 1-2 tygodniowy okres przystosowawczy, kiedy dotychczasową karmę miesza się z nową w codzień zmieniających się proporcjach, coraz mniej starej, a coraz więcej nowej i pilnym obserwowaniu siusianek i kupek, i zachowania kotków.
    Niestety, każdy organizm reaguje indywidualnie. Proszę, sugeruję, obserwuj, obserwujcie z Mamą !!!
    Dziewczyno, a gdzie Ty kupiłaś karmę o połowę tańszą w necie ????
    Kiedyś studiowałam te sklepy, ale różnice widziałam tylko kilkuzłotowe. Napisz, który to, może moderatorzy przepuszczą, jestem bardzo ciekawa :-)
    Oj, jak ładnie napisałaś z francuska ( ! nie widuje się już dziś tej oryginalnej pisowni, nie mówiąc o akcencie), a więc a`propos podnoszenia odporności, to bardzo rozsądna inwestycja, z punktu widzenia moich skromnych doświadczeń. Doradź się tego swego lekarza i nie kupuj gdziekolwiek czegokolwiek. To jest bardzo wskazane działanie zapobiegawcze wobec kotków z ujawnionymi, zdiagnozowanymi problemami zdrowotnymi. Moja obecna Zuzia, taka co to chyba miała nie przeżyć, ogólnie nadzwyczaj delikatna i słabowita, skłonna do alergii, 2 razy w roku ma aplikowane przez 2 tyg. kapsułki, niestety nie są one tanie. Skoro dopiero co poniosłyście duże koszty i niektóre kotki są prawdopodobnie nadal w leczeniu, to masz chwilę na rozeznanie się. Jeślibyś stanęła wobec wyboru którym, to w pierwszej kolejności sugerowałabym - urologicznym, bo nerki to filtr każdego ssaka, to one decydują co oddają do krwiobiegu, a co odrzucają kierując do wydalenia z moczem.
    Lecz wiesz - jak w reklamach :-))) - przed decyzją kontaktuj się z Fundacją, Gosią B, bo to ona ma chyba najwięcej doświadczenia w sprawie leczenia, i przede wszystkim rozmawiaj, zadawaj pytania temu swemu wetowi, z nim konsultuj, u niego kupuj lub niech Ci wskazuje preparaty weterynaryjne, a nie jakieś sklepowe cukierki.
    Swoją drogą macie szczęście z tak fajnym lekarzem, jeśli macie zaufanie do jego umiejętności. Chyba większość z nich taka jest. Lekarze w klinice, którzy ratowali mego Filusia też traktowali mnie upustowo. Obecny lekarz Zuzi również dał z siebie maksimum lecząc ją na krechę spłacaną potem ratami i wyciągając ją, jako 4-5 mies. kociaczka z bardzo zaawansowanego kociego kataru i paru innych dolegliwości jednocześnie, Zuzieńka z trudem oddychała, w tym stanie ją zaadoptowałam.
    Wiesz, było nie było, ale w końcu to oni z nas żyją, wiedzą od kogo spokojnie mogą wziąć 15-20 zł za samo obcięcie pazurków, a od kogo tyle brać po prostu nie wypada.
    Weszłam na Twój wątek zaintrygowana tytułem na czołowej stronie Gazeta.pl.
    Nie mam doświadczenia w pisaniu na forach i nie znam tej całej technicznej ich otoczki, tych pojęć, języka, parę razy sprawiły mi trudność, pokazały kuku ... :-))) Nie umiem też jeszcze pisać tak zwięźle, jednak za literaturę przepraszać nie będę (do czego to doszliśmy !? dzięki technologiom, o zgrozo).
    Zarejestrowałam się właśnie na forum Kociego Życia pod podobnym nickiem, tam ewentualnie będę do znalezienia.
    Ciesz się osiągnięciami dzisiejszego dnia :-), lecz roztropnie myśl o jutrze,
    ciepło Was pozdrawiamy, Malagenia + Zuzia
  • malagenia124 16.06.11, 21:13
    Przede wszystkim baaaaardzo Ci dziękuję za namiar na stronę Kociego Życia, kalendarz już zamówiony. A ja od dwóch dni wieczorami i nockami czytam o tych kocich bidulach, serce się kraje, choć one przecież nie jedyne na świecie, i bardzo też wzrusza zaangażowanie i codzienny trud Wolontariuszy. Bardzo ładna strona, wspaniali Ludzie ! Zdecydowałam się ograniczyć swój skromny comiesięczny kilkuletni już sponsoring WWF - są jednak więksi, bardzo znani, mają już stałe grono bogatych sponsorów instytucjonalnych. Z żalem to czynię, lecz miliarderką nie jestem i choć serce płacze, to nie jestem w stanie z emerytury pomóc wszystkim. Tak więc uwolnione, niejako, środki będą od teraz wspierać wrocławskie bidy-kociambry z pomocą ichnich Wolontariuszy.
    No, masz zgryz, nie zazdroszczę. Myślę, że nie znajdziesz tu jednoznacznej podpowiedzi jak wyjść z tego impasu, cyklonu na w miarę spokojne wody, decyzję musicie podjąć same.
    Posmakowałam przez chwilę w moim życiu goryczy trochę podobnej sytuacji i bólu głowy, i duszy. Szczęśliwie ówczesna sytuacja finansowa była niejako przejściowa i równie szczęśliwie udało mi się znaleźć serce i zrozumienie u koleżanki-psiary (Agnisiu, 9 lat, a wciąż pamiętam!; jak ma się słodka Drachma?), która pożyczała mi na ratowanie i leczenie mego ukochanego Filemona. Po paru miesiącach byłam w stanie oddać jej pieniążki, kilka tysięcy, leczenie zwierzaczków nie jest niestety tanie.
    Lecz skoro znasz tę wrocławską Fundację, to czy u nich nie szukałaś pomocy ?
    Czy może napisałaś tu, tutaj właśnie, by zainteresować problemem jako takim, nieodosobnionym przecież, szersze grono, na większym forum ?
    Tak czy siak, życzę Tobie i Mamie znalezienia zadowalającego wyjścia z bieżących kłopotów, a kiciom powrotu do zdrowia :-), i gratuluję Wam Serc i wrażliwości. Choć smutna i ciężka jest teraz Wasza sytuacja, to wierzę, że los się do Was uśmiechnie, wynagrodzi dobroć, a też i dobrzy ludzie pomogą :-))). Miejcie, mimo wszystko satysfakcję, bądźcie dobrej myśli i nie dajcie się :-))), trzymam kciuki !!! To nie zbywające pustosłowie, lecz pełen empatii racjonalizm, nie potrafię Wam, Tobie inaczej pomóc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka