Witam, jakiś czas temu znalazłam kota, został u mojej rodziny na DT, był wychodzący bo nie dało rady utrzymac go w domu. Miesiąc temu wrócil z poważnym urazem tylnej łapki, bardzo cierpiał, zabrałam go do weta który nie potrafił ocenic jakiego rodzaju to uraz, dał 2 zastrzyki tabletki na ból i kazał czekac. Na wizycie kontrolnej mimo że kotek poruszał się z trudem wet stwierdzil ze już nic więcej zrobic się nie da a ponieważ ból ustąpił w znacznym stopniu wet nie zalecił dalszego leczenia. Po tygodniu nastąpiło pogorszenie, kotek stracił apetyt i wyraźnie gożej się czuł, poprosiłam i pomoc koterie, zgodzili się pomóc zdiagnozowac i ewentualnie leczyc kotka. Po prześwietleniu okazało się że kot ma zwichnięty staw biodrowy oraz uciągnięty ogon, miał byc operowany jednak złapał jakąś infekcję w wyniku której zmarł. Moje pytanie jest takie, czy z takim wywichniętym stawem biodrowym mógł życ w miarę normalnie bez bólu i jakie by miało skutki zostawienie kotka w takim stanie bez operacji, pytam bo mam ogromne wyrzuty sumienia bo obiecałam mu że mu pomogę a tymczasem uśmierciłam go..........
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.