Dodaj do ulubionych

Adopcja kota

15.10.13, 09:19
Witajcie,
jako, że wiem, że na forum są obecni miłośnicy kotów - zakładam wątek niekoniecznie ściśle weterynaryjny.
Ostrożnie sonduję pomysł adopcji kota - kociaka jako towarzysza dla mojego strachliwego boksera. Oczywiście, nie zrozumcie mnie źle - kot nie ma być tylko dla psa, ale również ma być pełnoprawnym członkiem stada. Pytanie moje jest takie, czy kociak wychowany z psem jak dorośnie może psa atakować? Czy w ogóle można coś w tym temacie przewidzieć czy to tylko wróżenie z fusów? Pies bez cienia agresji, ale ze swoimi problemami.
Edytor zaawansowany
  • semi-dolce 15.10.13, 12:59
    Moim kotom, ani tym wychowanym od kociaka ani tym, które dołączyły do stada w wieku dorosłym albo "podrostkowym", nie zdarza się atakować psów. Owszem, zdarza się dać natrętnemu szczeniakowi po nosie, ale jako że poza szczenięcymi wybrykami psy kotów nie męczą to i koty psów też nie. Żyją właściwie obok siebie poza czasem snu, często śpią razem przytulone. A i mają też kuchenną komitywę - gdy na blacie leży coś bardzo smacznego a ja, nieopatrznie, wyjdę z kuchni, koty zrzucają jedzenie psom na podłogę.

    Mój pierwszy kot trafił do mnie w wieku 5 czy 6 tygodni, był maleńki i został wychowany przez doga niemieckiego, dodajmy że samca, który to dog nosił kociaka w pysku i wylizywał mu brzuszek. Kot nie wyglądał po tych, w teorii higienicznych, zabiegach najlepiej, ale że ze strony psa była to opieka, to nie ingerowałam. Skończyło się tym, że do końca życia psa byli doskonałymi kumplami.

    Jeżeli pies nie jest kocim mordercą to adopcja kociaka wydaje się być bardzo dobrym pomysłem. Faktycznie taki międzygatunkowy duet sprawia, że pies przestaje być samotny, gdy ludzi w domu nie ma. Pies z kotem potrafią się doskonale zaprzyjaźnić. Problemem może być adopcja dorosłego kota, który psów nie lubi (ale już wprowadzenie do stada dorosłej kocicy, która psów nie znała i nie miała z nimi złych doświadczeń poszło u mnie gładko) albo pies agresywny wobec kotów. Niestety z kotami rasy "ogólnej" czyli dachowcami jest tak, że charakter kociaka bardzo trudno przewidzieć - jak się trafi, taki jest - i dużo mniej niż u psa można osiągnąć wychowaniem. Dachowiec jest wielką niewiadomą. Bywają dachowce cudowne w kontaktach z ludźmi i zwierzętami, dające się dużo nauczyć, komunikatywne, kontaktowe i łagodne, bywają też niestety strachliwe, z tendencją do agresji i trudno ulegające procesom wychowania. Dużo łatwiejsze w obsłudze są koty niektórych ras lub ich mieszańce - mam doskonałe doświadczenia z maine coonami, które mają bardzo "psi" charakter i w mojej ocenie są dużo lepszymi towarzyszami dla psa niż dachowce. Chociaż ten pierwszy kot, wychowywany przez psa, jest właśnie dachowcem, nie noszącym śladów domieszki żadnej rasy. Ale że różnie bywa to, jeśli zdecydujesz się na adopcję dachowca, poszukaj go w domach tymczasowych, gdzie opiekunowie mają pojęcie o charakterach kotów, nie w schronisku.
  • anaiss 15.10.13, 16:57
    Semi, ślicznie dziękuję Ci za wyczerpującą odpowiedź. Tak podejrzewałam, że jednak w przypadku kota konkretnej rasy dużo łatwiejszy do przewidzenia jest jego charakter. Wyszukałam zdjęcia tej podanej przez Ciebie rasy - wspaniałe są te koty, zwłaszcza rude. Ja akurat z moim ancymonem jesteśmy oboje naturalnymi rudzielcami, więc fantastycznie taki stwór by do nas pasował :), ale (nie)stety ze względów - powiedziałabym - ideologicznych kupno kota nie jest brane przeze mnie pod uwagę.
    U nas jest o tyle trudna sprawa, że pies nie jest mordercą ani kotów ani psów i obawiam się, że z agresywnym kotem sobie w ogóle nie poradzi. Nie dalej jak dzisiaj prawie został pogryziony przez jakiegoś wściekłego mikrusa i prócz szczekania nie potrafił inaczej się obronić. Poza tym absolutnie nie chcę dopuścić do sytuacji, w której jego lęki nasiliłyby się z powodu polującego nań kota, on już wystarczająco dużo przeszedł w życiu, żeby teraz jeszcze we własnym domu być przeganianym.
  • semi-dolce 15.10.13, 20:43
    Tak mi chodziło po głowie, że ktoś z moich "zapsionych" znajomych ma kocięta do oddania :) Proszę www.facebook.com/paula.kuchno/media_set?set=a.583564705034673.1073741839.100001434451830&type=1 gdyby się nie wyswietlało to napisz.
  • mist3 15.10.13, 22:36
    Można też wziąć kota z domu tymczasowego, w którym mieszkał z psem/psami. Po pierwsze dowiesz się dużo o charakterze kota, po drugie - kot będzie przyzwyczajony do psa i będziesz wiedzieć, jak się w stosunku do niego zachowuje, po trzecie - spełnisz dobry uczynek - dasz dom kotu i zrobisz miejsce dla następnego w domu tymczasowym.
    Możesz poszukać na miau.pl albo na gazetowym "kocim zakątku"
    forum.gazeta.pl/forum/f,10264,Koty_nasz_maly_koci_zakatek_.html
  • anaiss 17.10.13, 17:20
    Dzięki, Mist, porozglądam się także w domach tymczasowych.
  • ardzuna 19.10.13, 16:20
    Koty i kociaki są też często w schroniskach, np. na Paluchu, mimo że nie są ogłaszane.
    --
    Gdyby moj xiaze malzonek takie akcje zaczal robic, zrobilabym podwojny wysilek lezenia i pachnienia i obrastania otoczenia w syf wkladajac sobie jego foch gleboko w cytopyge. /myelegans/
  • anaiss 17.10.13, 17:19
    Wszystko się wyświetla, śliczne te kociaki :)
  • anaiss 05.11.13, 00:24
    Aktualizuję wątek :)
    Kotka ostatecznie wzięta ze schroniska, mała, dwumiesięczna, niestety zupełnie nie wiem jak mogłam to przeoczyć w schronisku - co u sumie niewiele by zmieniło, jeśli chodzi o decyzję o jej adopcji - ale kot poważnie kuleje, co okazało się w domu. Dzisiaj w klinice zdiagnozowano jej złamanie biodra, jutro ma operację.
    To chyba najbardziej wymizerowany kot jakiego widziałam w życiu, dodatkowo nie ma połowy jednego ucha. Pies nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, za to ona na psie - ogromne.
    Tak na marginesie dodam, że wizyta w schronisku, a byłam tam po raz pierwszy - wywarła na mnie przygnębiające wrażenie. Kotka na szczęście była tam tylko dobę, ale jak sobie pomyślę, że mój pies tam siedział to aż mi słabo, choć nasz bidul podobno do tych najgorszych wcale nie należy.
  • ajaksiowa 05.11.13, 17:22
    NIewykluczone że gdybyś TY jej nie wzięła to i nikt by się nie zdecydował:/a tu przypadek zadecydował;).Fajnie że jesteście razem i Wszystkiego Tylko Dobrego na Wspólnej Drodze Życia życzę!:D :D
  • anaiss 05.11.13, 21:39
    Dziękuję bardzo!
    Kotka już po operacji, noga ześrubowana, nasi doktorzy jak zwykle wspaniale się spisali! Malutką właśnie przywiozłam do domu i sobie odpoczywa. A mój ancymon jej pilnuje :)
  • mist3 05.11.13, 22:32
    Bardzo, bardzo się cieszę i gratuluję!
    Trzymam kciuki za kicię, oby szybko doszła do zdrowia i stosunki z psem ułożyły się jak najlepiej.
    Na marginesie - może trudno w to uwierzyć, ale zwierzęta w schronisku są często w takim stresie i na takiej adrenalinie, że nie wykazują żadnych objawów choroby. Dopiero jak znajdują dom i czują się w miarę bezpiecznie - adrenalina puszcza i zaczynają chorować - "pozwalają sobie" w końcu na słabość. Często wtedy właściciele mają pretensje do schroniska (wiem, że to nie jest twój przypadek), że zostali oszukani i dostali chore zwierzę specjalnie, a to nie jest tak.
    Oczywiście patrząc na ogromnie niedofinansowanie schronisk bardzo często jest też tak, że opiekunowie nie zauważają choroby bo nie mają takiej możliwości.

    Jeszcze raz gratuluję!
  • anaiss 07.11.13, 22:37
    Dziękujemy za dobre słowa :)
    Malutka trafiła do schroniska w samym środku weekendu i nie była w ogóle badana przez lekarza, na karcie przyjęcia miała tylko wpis o braku części ucha. Mimo, że kulawizna i nienaturalne ułożenie biodra w pozycji stojącej widoczne było gołym okiem, to w niedzielę w całym schronisku było zaledwie dwóch pracowników i podejrzewam, że umknęło to ich uwadze. Kotka z rąk pracownika schroniska trafiła na moje ręce, a później do transportera, a stanęła na swoich nogach dopiero w domu i chyba dopiero wtedy po raz pierwszy jej się przyjrzałam. Na razie prawie całe dnie na zmianę śpi i je i zaskakująco dzielnie znosi kołnierz :)
  • mist3 07.11.13, 22:54
    No to miała niesamowite szczęście że od razu trafiła na Was, bo pewnie długo by nie pożyła. No i co to by było za życie z takim okropnym bólem. Aż szkoda myśleć....
    Trzymam kciuki za rekonwalescencję, daj znać jak kicia ją znosi. No i może pomyślałabyś o kocim zakątku?
    forum.gazeta.pl/forum/f,10264,Koty_nasz_maly_koci_zakatek_.html
  • anaiss 21.11.13, 23:20
    Znacie to powiedzenie, że jak nie urok to przemarsz wojsk? To chyba o moich zwierzętach :-/ Kotka śmiga jak dzika, ale mamy nowe zmartwienie. Walczymy z grzybicą, a konkretnie z Microsporum canis.
    Kotka - nosicielka ma minimalne objawy i według lekarza jako kot "z ulicy" ma stosunkowo sporą odporność, natomiast pies ma ogromne, rozsiane po całym ciele zmiany, które ujawniły się w zastraszającym tempie. U obojga stosuje Imaverol, kot dostaje Fluconazole syrop, pies Orungal, niestety sama też jestem zarażona. Pierwsze objawy u siebie uznałam za jakieś uczulenie, nawet zastanawiałam się czy jako alergiczka nie jestem uczulona na kota, ale dopiero ujawniające się masowo zmiany u psa skierowały nas do lekarza.
    Dodatkowo w dalszym ciągu, ze względu na przyjmowanie antybiotyków po operacji, a teraz to leczenie przeciwgrzybiczne, kota nie jest zaszczepiona.
  • anaiss 15.12.13, 16:08
    Jakoś opanowaliśmy grzybicę. Jak dobrze pójdzie to po świętach odstawimy antybiotyk i kota będzie mogła być wreszcie zaszczepiona :)
  • mist3 15.12.13, 20:26
    Tak to jest niestety - zwierzęta w schronisku jakoś się trzymają, ale jak tylko wychodzą z niego, puszcza im stres i ujawnia się wiele chorób. Dobrze, że udało się wyleczyć. Poczekajcie ze szczepieniem, jak kotka nabierze odporności. Jeśli ma być niewychodząca - szczepcie tylko na to co naprawdę konieczne.
  • anaiss 17.12.13, 01:36
    Kotka mieszka w bloku, jest więc niewychodząca, ale szalenie uciekająca (na klatkę schodową), chciałabym jednak przyzwyczaić ją do bycia na zewnątrz, by móc latem zabierać ją na działkę poza miasto.
    Z psem natomiast dogadują się bez problemów, choć ostatnio kotka próbuje zajmować miejsce, które jest dla mojego psa szczególnym azylem, co oczywiście powoduje u mojego strachulca przeniesienie się w inne miejsce. Nie pozwalam jej tam wchodzić, ale robi to pod moją nieobecność, nie chciałabym jednak, żeby pies był przeganiany...
  • mist3 17.12.13, 22:34
    Pod twoją nieobecność muszą się jakoś dogadać i nie masz możliwości w to ingerować.
    Co do wychodzenia - po prostu w lecie zaczniesz ją wozić na działkę - na początku może nie chcieć wchodzić do kontenerka, ale potem załapie o co chodzi.
    W mieście jej nie przyzwyczajaj - bo to nie ma sensu, tylko ją "rozdrażnisz" - no i będziesz musiała wychodzić z psem i kotem na smyczy....
    Na forumowym kocim zakątku jest kilka osób, które wożą swoje koty latem na działkę - możesz poczytać (popytać) o ich doświadczenia.
  • anaiss 18.12.13, 16:45
    Mist, ona strasznie chce wychodzić z domu, tylko szuka okazji żeby się wymknąć, a udaje jej się to błyskawicznie. Zastanawiam się czy nie wykorzystać teraz tej jej naturalnej ciekawości i braku lęku, żeby ją przyzwyczajać?
    Dzięki za link, będę zaglądać.
  • nevada_r 19.12.13, 08:35
    > Mist, ona strasznie chce wychodzić z domu, tylko szuka okazji żeby się wymknąć,
    > a udaje jej się to błyskawicznie. Zastanawiam się czy nie wykorzystać teraz te
    > j jej naturalnej ciekawości i braku lęku, żeby ją przyzwyczajać?

    Teraz jest i tak za zimno; możesz ją wyprowadzać ewentualnie w szeleczkach.
  • nevada_r 18.12.13, 08:51
    Przed wypuszczeniem jej w teren powinnaś ją zaczipować i zaszczepić [wścieklizna i inne choroby]. Trzeba ją będzie później także regularnie odrobaczać.

    Przyzwyczaj ją zawczasu do szeleczek i smyczy i załóż jej szeleczki podczas pierwszych wypadów na działkę. Oczywiście wtedy ją będziesz musiała pilnować, żeby się o nic nie zahaczyła.

    Co do kontaktów kocio-psich - daj zwierzętom je ułożyć tak, jak chcą. :)
  • anaiss 18.12.13, 16:47
    Tak, oczywiście, mam świadomość co do konieczności czipa, szczepień i odrobaczeń. Staram się trochę chronić psa, bo on sam o swoją pozycję nie zadba, nawet miski swojej nie upilnuje.
  • ajaksiowa 19.12.13, 14:08
    Jeżeli zaczniesz ją wyprowadzać na zewnątrz/miasto/to licz się ztym że nie będzie chciała siedzieć w domu i będzie ,,wyła,,pod drzwiami.Działka tozupełnie coś innego i nie potrzeba przyzwyczajać do niej kota.:)
  • mist3 27.12.13, 21:44
    popieram przedmówczynię.
    U małego kotka to nie naturalna ciekawość tylko młodzieńcza głupota. Jeśli zaczniesz go teraz wypuszczać samego to istnieje duże prawdopodobieństwo, że kot pewnego dnia nie wróci. Jeśli zaczniesz wychodzić z nim w szeleczkach - to będzie wył pod drzwiami gorzej niż pies...
    Działka to co innego. Na kocim forum jest wiele osób, które mieszkają w mieście natomiast na lato wyjeżdżają z kotem na działki albo zabierają go tam na letnie weekendy - i kot przyzwyczaja się bezproblemowo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka