Dodaj do ulubionych

Weterynarz zakatował mi psa !

10.02.18, 12:19
Witam to jest mój pierwszy post, otóż miałem 14 letniego pekińczyka który był leczony podobno u "najlepszego weterynarza który jest już na emeryturze z kilku dziesiętnym doświadczeniem" w moim mieście (w Kościerzynie) na zaczopowane jelita od 5 dni, był leczony nospą w zastrzykach, zastrzykami na wzmocnienie serca( wada wrodzona serca jednej komory która nie przeszkadzała w normalnym życiu psa) i kroplówką pod skórnie gdyż nie udało się go karmić strzykawką, dostawał 2 do 3 razy dziennie pod skórnie( 3-4 strzykawek po 20 ml podajże), po padaczce weterynarz stwierdził że to przez układ krążenia, kiedy miał napad padaczkowy zrobił kupkę i zsikał mi się na spodnie, od razu po tym jechaliśmy do weta i stwierdził osłuchowo że jelita zaczynają pracować bo uważał że doszło do zaczopowania jelita i końcu co w nich miało, puściło i wraca powoli perystaltyka jelit, teraz przejdę do meritum sprawy, weterynarz uważał że teraz pierwsze 24 godziny będą decydujące czy piesek przeżyje( zapytałem się czy morze da rade podawać mu tle bo bardzo ciężko oddycha a teraz zależy od siły psa czy przeżyje, żeby zwiększyć jego szanse, wet na to że w Gdańsku są inkubatory dla zwierząt ale to jest koszt 200zł to jest dużo pieniążków), pies był cały czas prawie leżący nie miał siły na nic, kolejne padaczki go wykańczały były 3, do wielu stwierdzeń weta miałem ogromne wątpliwości, pytałem się czy zrobił badania krwi nie potrzebował.
Jjeśli pies nie może spożywać wody, czy może dostać kroplówkę wet na to że dojdzie do tamponady serca, zapytałem się o lewatywę wet na to że jelita ma zasłabe w gdańsku( wet na to że mógł dostać lewatywe), potem o rtg brzucha ze musi być od razu z kontrastem że z narkozy się nie wybudzi, 6 dnia w nocy pies już ledwo oddychał, zadwoniłem do kliniki weterynaryjnej trójmiejskiej w gdańsku że mam z psem od razu do nich przyjechać, tak też zrobiłem z psem który zanikał nawet oddech, w gdańsku od razy pies miał zrobione rtg brzucha ( nie potrzeba było żadnej narkozy bo pies od 5 dni nie miał siły żeby w jaki kolwiek sposób się wierzgać") po rtg od razy pies miał usg co wykazało że ma kamienice nerkową która zaczeła się od około pół roku, potem pies dostał wenflon, aby pobrać krew i podłączyć kroplówke( przecież wet stwierdził że dostanie tamponady) pies był tak odwodniony że nawet 3 kropelek krwi nie mógł ściągnąć do badania krwi więc podłączył kroplówkę i zależałe tylko od pieska czy przeżyje do rana, okazało się że udało się ustabilizować jego stan, i ma dostać leki na tarczyce i i na nerki i zobaczy rano jak zareaguje czy warto go leczyć, pies o 6 nad ranem na drugi dzień w klinice serduszko nie wytrzymało,

dodam jeszcze że ten weterynarz wycinał guza na macicy jakieś 3 lata temu pod narkozą bez badań krwi !!!, mój pies umierał w strasznych męczarniach na mich rękach dostawał padaczek co go jeszcze bardziej wykańczało( od nerek) pies mi płakał i wydawał w taki bolesny w sposób dźwięki co pokazywało jego nie wyobrażalne cierpienie jego, wet bardzo się wkurzał moimi licznymi pytaniami, stwierdzając w nerwach że jak by już psu mojemu nie dawał szansy to by zaprzestał leczenia. jeszcze jedną uwagę mam do tego że jak pojechałem pierwszy raz z matką do weta to od tego momentu przestał brać pieniądze za leczenie, mam pytanie co powinienem w takiej sytuacji zrobić

Podsumowując, weterynarz w Kościerzynie zabronił kroplówki bo dojdzie do tamponady serca a w Gdańsku dostał kroplówkę, rtg nie mogło być wykonane jak uważał to w gdańsku w pierwszej kolejności otrzymał, wet w Kościerzynie że lewatywy psa jelita nie wytrzymają a w gda bez przeciw wskazań mógł dostać, jak powiedziałem w gda że pies jest w takim stanie( umierający od 5 dni to nie mógł w to uwierzyć) i jeszcze że przeprowadził operacje i leczył psa bez badań krwi jedynie osłuchiwał psa, przepraszam za błędy z góry dokładnie mogę wytłumaczyć to telefonicznie
Edytor zaawansowany
  • przemo9308 10.02.18, 12:28
    Dodam jeszcze że w gdańsku stwierdzili że nawet godziny jak nie minuty miały znaczenie o życiu psa jak do nich dojechałem
  • addart 11.02.18, 16:09
    Weterynarz ekspert na tym forum odezwał się ostatnio w maju ubiegłego roku, czyli od dawna go praktycznie nie ma. Nawet gdyby był, wątpię, żeby chciał zajmować się nieżyjącym zwierzakiem, o którym niewiele wiadomo, a zwłaszcza dopytywać się o szczegóły telefonicznie. Poza tym mało kto tu teraz zagląda, przeważnie pytający o coś...

    Ale skoro tu już zajrzałem, to Ci odpowiem. Obsmarowałeś prawdopodobnie dobrego lekarza, który znał stan zwierzęcia i chciał oszczędzić Wam kosztów. Jak to przeczyta ktoś z Kościerzyny, pewnie łatwo się domyśli, o kogo chodzi.
    Za to podobają ci się inni, którzy zrobili kilka drogich badań z których nic nie wynika, oprócz tych kamieni, które również można było wykryć przez proste badanie moczu.
    A Twój pies umarł tak jak to przewidział tamten lekarz, po kroplówce, która nadmiernie obciążyła i tak już słabe serce...

    Umierają zwierzęta, umierają i ludzie, czasem młodzi. I nic na to nie można poradzić.
    A Twój pies miał już swoje lata i poważne choroby, nie wiadomo tak naprawdę co spowodowało załamanie się stanu zdrowia.
    Ja bym na Twoim miejscu przeprosił.
  • przemo9308 12.02.18, 10:32
    Napisałem jeszcze raz tą sytuacje, psa nerki od około pół roku pogarszał się ich stan co nie zdiagnozował wet u mnie w mieście, będąc pod stałą opieka pies bardzo dużo sikał nawet w domu oto zredagowany post, i prosze o dokończenie odpowiedzi
    Witam,wydarzenia miały miejsce w ubiegłym tygodniu, pisze na forum bo według mnie miałem przez weta, leczoną nieprawidłowo 14 letnią suczke (pekinczyka), co według mojej oceny sprawił nie wyobrażalne cierpienie psu, otóż weterynarz z mojego miasta uznawany za najlepszego, leczył mojego pieska na zapchane jelito, dostawał, nospe, "cardio.. reszty nazwy nie pamietam i kroplówke wstrzykiwaną pod skóre(glukoze), wet leczył pieska od soboty do środy, stan psa się z każdym dniem się pogarszał, pies był cały czas leżący nawet miał problem ustać w miejscu żeby się nie przewrócić, weterynarz nie pobrał psu nigdy krwi do badań, nie sprawdzał cukru,( w czasie padaczki pies zrobił kupke i oddał mocz) co w ocenie weta to przez serduszko( że nie daje rady),po przyjeździe do weta stwierdził że jelita ruszyły i wraca perystaltyka jelit(według niego była całkowicie zatrzymana) i od tego momentu mamy liczyć 24 godziny że bedą decydujące dla życia psa,(pies dostał padaczke około godziny 10), u weta zacząłem zadawać pytania, czy pies może mieć zrobioną lewatywe? Dostałem odpowiedź że ma zasłabłe jelita, rozpadną się, czy można podać psu kroplówke? odpowiedział pytając mnie czy wiem co to jest tamponada serca ja odpowiedziałem że wiem, wet na to że dla tego nie może dostać kroplówki,dla tego dostaje w zastrzykach pod skórnie, że spokojnie organizm będzie przyswajał ile potrzebuje, Jak dostał o 11 rano glukoze tak o 16 nie było śladu pod skórą, co wprawiło go w nie małe zdziwienie, wet stwierdził że ma tak dobre kapilary( i na pewno nie jest odwodniony)  na pytanie o rtg? odp. że pies musi mieć rtg z kontrastem, i musi być wykonane pod narkoza, tak sama odp pytanie o usg,(pies nie był wstanie bardzo nawet drgnąć, całkowicie był wiotki), jak zapytałem się czy może podawać mu tlen można bo widzę że pies ciężko oddycha, a jeśli ma pomóc, wytrzymać tą dobę, warto by było mu go podawać bo ciężko oddychał, wet sie zdenerwował i odpowiedział że jak by wiedział że psa nie można uratować to przerwał by leczenie, także że widzi jeszcze dla niego szanse, a potem dokończył że są inkubatory dla psów w gdańsku, ale to koszt 200 zł i od razu stwierdził że to dużo pieniążków, około godziny 21 dostał trzecią padaczkę wet na to że mamy psa ułożyć wygodnie, i ta noc będzie na pewno dla nas ciężka, stwierdził także że pies ma podane odpowiednio leki który czas działania to 12 godzin i ma go odpowiednio wygodnie i  że mamy przyjechać o 8 rano, nie potrzebna jest jego wizyta domowa, około godziny 23 psa stan coraz bardziej się pogarszał, zadzwoniłem do kliniki weterynaryjnej w gdańsku, i powiedziano mi że mam jak najszybciej przyjechać z psem, po przyjeździe, wet na nocnym dyżurze powiedział mi że pies umiera( godziny a nawet minuty miały znaczenie), od razu szliśmy na rtg po pierwszym (po jednym zwykłym zdjęciu, bez narkozy!), w ciągu chwili już było wiadome że to nerki, poczym zeszliśmy od razu na usg co wykazało kamienice nerkową, jelita pracują prawidłowo( zapytałem się o lewatywe gdyby miał te zapchane jelitka powiedzia,ł że gdyby miał je zapchane to na pewno mógł mieć wykonane lewatywe nawet w tym stanie !), te badania trwały nie pełna 15 minut, zeszliśmy to jego gabinetu wet sprawdził cukier był w porządku, po podłączeniu wenflonu, chciał pobrać krew do badań, nie udało się, poleciały jedynie 2 kropelki w ciągu 10  minut,pies był aż tak odwodniony! Wet zapytał się  ile pies jest jest w takim stanie odparłem że 5 dni, nie mógł w to uwierzyć. pies został przyjęty na odział pod kroplówką !, wet oznajmił że zobaczymy czy do rana przeżyje, w tedy pobierze krew do badań, cudem pies do rana przeżył, wieczorem po badaniach określili jego stan na stabilny, stwierdzili bardzo dużą kamienice nerkową i problemy z tarczycą, podali leki, i czekaliśmy do rana jak zareaguje na nie, rano był telefon że psa serduszkoo 6 rano nie wytrzymało, a zadając mu pytania przestał chcieć pieniędzy. prawdopodobnie pies mając usuwaną macice z guzem około 2 lata temu miał podaną narkoze bez badań krwi, i po operacji nie dostał nawet kroplówki.

    Jak oceniacie tą sytuacje, co powinienem teraz zrobić ?
  • addart 12.02.18, 13:05
    Widzę że dalej nic nie rozumiesz. Sam napisałeś, dlaczego tamten wet ostrożnie dał psu kroplówkę pod skórę, a nie dożylnie. A w Gdańsku dali mu dożylnie, przeciążyli serce bo przy niewydolnych nerkach za bardzo wzrosło ciśnienie krwi i stało się to, co przewidział twój wet, serce nie wytrzymało. Może gdyby pies dostał mniej pod skórę jak poprzednio, to by przeżył. Chyba więc jednak nie wiesz, co to znaczy tamponada serca.
    Co do lewatywy, jak widać nie była konieczna, bo pies sam się wyrobił. Być może wet bał się przebicia jelita, co się czasem zdarza. A kamicy nerkowej ani się nie leczy w ciągu kilku dni, ani się od niej od razu nie umiera, zwłaszcza jeśli jest tylko od pół roku.
    Napisałem ci poprzednio, co powinieneś teraz zrobić. Dorosły mężczyzna, jeśli już popełni błąd, potrafi się do niego przyznać. A niedorosły gó...arz, jak narozrabia, chowa się pod spódnicę mamusi i płacze, że nikt go nie lubi.
    Masz wybór.
  • lia.13 21.02.18, 08:46
    To chyba ty nie rozumiesz, co czytasz. Kolega rutynowca z Kościerzyna czy też weterynarz nie chętny do przyswajania nowej wiedzy? Weterynarze, tak jak lekarze to nie wróżki. Leczenie bez badań tak się właśnie kończy. A jeśli klient ma ochotę zapłacić za badania, to psim obowiązkiem weterynarza jest je wykonać, bez zbędnych komentarzy, że to dużo pieniążków.
  • addart 23.02.18, 05:37
    Jest taka bajeczka o smoku, wiesz, na co umarł? Miał kłopoty z żołądkiem, przedobrzył z kroplówką, prawie tak samo, jak piesek z tego wątku...
    To ty nie rozumiesz, co czytasz, tak samo jak właściciel pieska, któremu rutynowiec z Kościerzyny wpoił wiedzę o stanie psa i o możliwych efektach leczenia, tyle że właściciel pisząc, tak samo jak ty czytając jego opis, nie rozumie tego.
    Dodatkowe badania nic nowego nie wniosły, to że pies ma niewydolne nerki było wiadomo od początku. A zwierzęciu z niewydolnymi nerkami nie daje się bezmyślnie i bez kontroli kroplówki dożylnej. O tym wie każdy weterynarz, wiedział rutynowiec z Kościerzyny, a jakoś nie wiedziała ekipa z Gdańska. Pies dostał wenflon i kroplówkę dożylną. Nerki nie potrafiły sobie poradzić z dużą ilością płynu podanego bezpośrednio do krwi, ciśnienie rosło, rosło, rosło... A rano już było po psie, bo serce tego nie wytrzymało.

    I taka jest prawda, to nie rutynowiec wykończył psa. "Leczenie bez badań (?) tak się właśnie kończy" ... bez rozumu też.
    Nie jestem kolegą rutynowca z Kościerzyny, nie jestem weterynarzem, natomiast mam wystarczającą wiedzę, i nową i starą.
    A ty chyba nie...
  • babcia-danka 01.03.18, 09:36
    Ten lekarz weterynarii z Kościerzyny to nawet poprzednio pieniędzy nie brał za leczenie, nie świadczy to o nim źle.
    Tylko mnie się wydaje, że skoro od razu widział bezsens leczenia to można było od razu powiedzieć. Jestem z Pisza, malutkie miasteczko . Mam zwierzęta od zawsze a mój lekarz nigdy niczego nie tai. Kot 18 lat odszedł bo był stary i schorowany, suczka 13 lat z rakiem, od razu wiedziałam od doktora, że się nie wyleczy. Była podtrzymywana przy życiu ( tak samo kot) a następnie kiedy już bardzo cierpiała została uśpiona. Mój lekarz wet. nigdy nie robi złudzeń co do zwierzęcia, chociaż serce boli. Nie wiem ile żyją pekińczyki ale schorowane 14- letnie pewnie mniej.
    Przemo trzymaj się człowieku, jak widzę, że mój lekarz rodzinny mi nie pomaga to idę do specjalisty albo robię badania prywatnie. Ze zwierzęciem też bym tak zrobiła.
    Addart są ludzie, którzy bardziej lub mniej przyzwyczajają się do zwierząt. Jak się straci w życiu kilka najbliższych osób to za zwierzakiem serce boli, płacze się nawet, ale mimo wszystko myślisz - to tylko zwierzę. Nie wiem ile Przemek ma lat ale pewnie nie za dużo jeszcze, współczuję mu.
  • addart 01.03.18, 13:53
    Opiekuję się zwierzętami od ponad dwudziestu lat i przeżyłem już wiele śmierci moich zwierząt. Niektóre z mniejszej lub większej winy weterynarzy. Takich, którzy mają niewłaściwy stosunek do zwierząt omijam. Ja też przywiązuję się do zwierząt, może bardziej, niż niektórzy właściciele, twierdzący że je kochają. Nigdy nie myślę, że to tylko zwierzę.

    Ale w tym przypadku nie dopatrzyłem się winy weterynarza. Pies był stary i schorowany, miał padaczkę i wadę serca, niewydolne nerki. Nie wiadomo, co spowodowało załamanie się stanu zdrowia, moim zdaniem zatwardzenie było tylko objawem ogólnej niewydolności. Dostał właściwe leki, przeciwbólowe i rozkurczowe, oszczędzającą kroplówkę podskórną, leki na serce. I tylko można było dalej liczyć, że organizm sobie z tym poradzi. A jeśli nie, trzeba mieć świadomość, że każdy kiedyś musi odejść.
    Swoje działania weterynarz szczegółowo uzasadniał. Właściciel psa zapamiętał to, bo o tym napisał, niestety nie zrozumiał sensu tego, co usłyszał.
    Dodatkowe badania w Gdańsku nic do sprawy nie wniosły. Za to pies dostał kroplówkę dożylną, przed którą ostrzegał lekarz z Kościerzyny, a która, jeśli była bez kontroli, niewątpliwie przyspieszyła śmierć zwierzaka. Niby był już w stanie stabilnym, a potem umarł...
    Napiszę, jeszcze, co to znaczy kontrola. To monitorowanie ciśnienia krwi, które w przypadku takiego małego zwierzęcia jest praktycznie niemożliwe. A jeśli nie, to obserwowanie ilości i częstości wydalania moczu, co jest możliwe, ale trudne przez całą noc, kiedy pod opieką jednego weterynarza jest ileś tam zwierząt w szpitaliku.
    Właściciel psa wyciąga też sprawę sterylizacji sprzed kilku lat, która też mu się nie podobała, chociaż pies przeżył. Jeśli miał zastrzeżenia do weterynarza już wtedy, powinien przestać do niego chodzić i tyle.
  • babcia-danka 01.03.18, 19:38
    Też tak myślę i dziękuję za tą wypowiedź. Też mam problem bo wczoraj poszłam na umówioną sterylizację suczki (17 kg mieszaniec) i okazało się, że ma początki ciąży urojonej i trzeba poczekać. Kaftan, kołnierz i leży obrażona na cały świat. Naczytałam się różnych rzeczy na forach i mam stracha. U nas nie ma kliniki żeby psa zostawić do wybudzenia, trzeba ją zabrać ze stołu operacyjnego. No ale lekarz przyjechałby na telefon gdyby coś było nie tak. Poza tym to pierwsze piętro a ponoć pies nie może chodzić po schodach bo grozi przepukliną. Na antybiotyki trzeba chodzić codziennie bo tabletek nie połknie (już próbowałam różnych sposobów). No i trochę się stresuję. Pierwszy raz będę miała styczność z taką operacją. Badania krwi też nie będzie, ale ja akurat nie martwię się tym, lekarz wie co robi. Czy może niepotrzebnie mam stres?
  • addart 01.03.18, 22:05
    Badanie krwi można sobie darować, jeśli zwierzę jest młode i nie ma podejrzenia np. choroby nerek. Po co ma kaftan i kołnierz, jeśli nie było operacji? Myślę zresztą, że po zabiegu wystarczyłaby jedna z tych rzeczy. Co do wybudzania, zwierzę powinno wybudzić się w lecznicy. Może to wyglądać tak, że psa zabiera się ze stołu, ale kładzie na kawałku koca w poczekalni i czeka do czasu, aż oprzytomnieje, praktycznie kiedy zacznie pewnie utrzymywać głowę. Mogą być nieprzewidziane komplikacje, chociaż zwykle ich nie ma. Myślę że zejście po kilku schodach psu nie zaszkodzi, to szycie jest bardzo mocne, nie powinien tylko skakać. Można go zresztą podtrzymać, podkładając pod brzuch ten kawałek koca. Tabletki można pokruszyć na mniejsze kawałki i podać w mięsie, wkładając okruszek w każdy kawałek mięsa. Przy antybiotyku zwierzak powinien dostawać probiotyk, np. lakcid.
  • babcia-danka 02.03.18, 22:51
    Bardzo dziękuję za życzliwą odpowiedź. Uspokoiłam się chyba wystarczająco. Kaftan zdjęty a kołnierz bo się wylizuje od tej ciąży urojonej. Serdecznie pozdrawiam
  • babcia-danka 02.03.18, 23:41
    Bardzo dziękuję za życzliwą odpowiedź. Uspokoiłam się chyba wystarczająco. Kaftan zdjęty a kołnierz bo się wylizuje od tej ciąży urojonej. Na tabletki mięso nie pomaga. W najbardziej świeżym i pachnącym suka wyczuwa okruch tabletki. Serdecznie pozdrawiam.
  • wadera3 03.03.18, 08:44
    Kiedy miałam psa też problemem było podawanie tabletek, zawsze wyczuł, jedynym sposobem przechytrzenia go było wsadzenie całej tabletki w kawałek mięsa i rzucenie go, jako przysmaku, podczas zabawy. Wtedy chciwość brała górę, pies łapał i łykał w locie.

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • ona3385 26.04.18, 06:27
    Nie zgadzam sie z Twoja opinia. Obowiazkiem lekarza/wetwrynarza jest zrobienie wszelkich badan ktore dadza najlepszy obraz stanu zdrowia. Nie ma czegos takiego ze weterynarz chcial oszczedzic im kosztow. W walce o zycie koszta sa nieistotne. I z przedstawionej ponizej sytuacji wynika, ze zbyt pozno zaczeto prawidlowe leczenie. I to wlasnie dzieki, jak to ujales "prawdopodobnie dobremu lekarzowi".

    Absolutnie wlasciciel psa nie ma za co przepraszac.

    4 lata temu mialam kotke. Zywa energiczna. Ktoregos dnia zaczela sie zle czuc. Nie przypominala zupelnie kotki jaka byla dzien wczesniej. Wymiotowala. Zawiozlam ja do lekarza gdzie kotka ponownie na oczach doktorki zwymiotowala. Tamta stwierdzila, ze wysyarczy jej kroplowka. Na drugi dzien byla jeszcze slabsza, bylam znowu i ponownie doktorka uznala ze wysyarczy podac kroplowke. Wieczorem stan byl jeszcze gorszy. Pojechalam wtedy do innego weta. Opowiedzialam mu co sie dzialo przez ostatnie 35 godzin. Jak uslyszal ze poprzedni wet nie zlecil badan krwi na widok wymiotow, to sie za glowe zlapal. Powiedzial ze tego rodzaju wymioty sa charakterystyczne dla panleukopemii, smiertelnego wirusa u kotow i ze o tym czy kot przezyje decyduja godziny i to jak szybko dostanie surowice. Dzieki "podobno dobrej doktorce" stracilam zwierzaka.

    W tej chwili mam podobna sytuacje. Jest 6 rano a ja czuwam druga noc bez snu nad pieskiem. W niedziele zaczal sie zle czuc. Pojechalam do dobrej i polecanej kliniki. Weterynarz mily rozmowny zbadal podal kroplowke. Zapytalam o test na parwowiroze. Powiedzial ze nie widzi potrzeby by go robic. Na drugi dzien stan zdrowia pieska sie nie polepszyl. Pojechalam na kolejna wizyte przyjela mnie inna doktorka, ktora ostatecznie stwierdzila ze nie bedzie narazala swego zdrowia by podac kroplowke kiedy pies tak bardzo sie wyrywa, choc miala technika do pomocy. We wtorek stan pieska dalej bez zmian i kolejna wizyta. I nareszcie trafilam na kompetentna pania doktor! Po krotkim wywiadzie od razu zrobila test na parwowiroze i sie okazalo ze piesek ma wirusa!! Dostal od razu surowice i antybiotyki. Gdyby test zrobiono jak prosilam w niedziele, kiedy organizm byl silniejszy niz dwa dni pozniej, moze pozytywne rokowania mialyby wieksze prawdopodobienstwo. A teraz nie wiem. Widze ze Jaspis walczy, ale jest oslabiony. Modle sie by mu sie udalo zwyciezyc te walke. Ale przez dwojke doktorkow nie wiem co bedzie dalej. Dzis kolejna porcja surowicy, lekow i kroplowki. Walcz chlopaku, prosze!
  • lubiewszystkiezwierzeta 16.05.18, 08:18
    Uwaga!
    Na Kłokoczycach we Wrocławiu kastrują zwierzęta, bez wiedzy właścicieli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.