Dodaj do ulubionych

Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ;(

05.01.07, 23:03
Mijea trzeci dzień bez mojej suni. Miała 15 lat i była wyjątkowa, każdy pies
jest inny, jedyny w swoim rodziaju. Jak była malutka chorowała na zapalenie
ucha, lekarz mówił, że pies pewnie nie przeżyje, ale opiekowaliśmy się nią,
robiliśmy zastrzyki i wyszła z tego- była a nami 15 lat, aż do następnej
choroby- bezlitosnej, przy której wszystkie wysiłki i starania przegrywają-
raka. Ostatnia noc była straszna, już wiedziałam, że uśpie ją, ale wierzyłam
cały czas, bo niestety nadzieja umiera ostatnia, że jej sie poprawi. Nie
spałam tylko chodziłam za nią i ją głaskałam i masowałam. Zdechła nad ranem,
na rękach mojej babci. Uścisk w żołądku który czułam cały czas kiedy chorowała
puścił, i dotąd nie mogę przestać płakać. Wszędzie ją widze, słysze stukanie
pazurków, drapanie w łóżko, żeby powiedzieć "hop" bo tylko wtedy wskoczyła,
albo żeby ją smyrać za uszkiem. Nie zdążyliśmy jej uśpić... uprzedziła nas.
Nie chcialiśmy dopuścić żeby cierpiała, ale i tak się umęczyła. Przez naszą
nadzieje zwierzęta często niepotrzebnie ciepią. Wiedziała, że z tego nie
wyjdzie, ale miałam ciągle nadzieje na poprawe.

A teraz jest tak strasznie pusto i nie wiem czy mi minie ten żal, poczucie
winy i straty. To okropne, ale po żadnym człowieku aż tak nie płakałam- a
straciłam ojca i pradziadka. Ale z nimi nie byłam tak związana. Dziadka znałma
słabo a ojca rzadko widziałam. A moja sunie była zawsze. Jak płakałam
przychodziła i patrzyła na mnie i przekrzywiała łepek, myśląc o co mi chodzi.
Jak się usmiechnęłam zaczynała dopiero merdać ogonkiem. Wczoraj byli sąsiedzi
od razu zauważyli, że jakoś cicho się zrobiło- mój pies słynął z tego, że
ujadał ilekroć domofon zadzwonił. A teraz przychodze do domu, a tu cisza-
brakuje mi nawet tego co było kiedyś uciażliwe, nie przybiega już do mnie.
Brakuje mi jej nawet jak otwieram coś słodkiego, bo od razu była przy mnie i
sie dopominała ilekroś usłyszała szeleszczenie. Brakuje mi tego, że wszędzie
znajdowałam jej pokarm zakopany.
Do końca szczekała jak ktoś przyszedł. Przychodziła żeby ją głaskać, czekała
na mnie jak zwykle gdy szłam do łazienki, nawet w noc śmierci.

A teraz leży zakopana z lasku, owinięta w moje dziecięce kocyki, ze swoim
zimowym wdziankiem uszytym przez mame, a ja nie mogę sie pogodzić, że jej
więcej nie pogłaszcze nie zobacze, nie ucałuje pyszczka. Serce mi się kroi.
W życiu bym nie przypuszczała że to aż tak będzie bolało.Niby wiadomo, że psy
nie żyją tyle co my, ale to nie zmniejsza potem bólu.
Wmawiam sobie, że już przynajmniej nie cierpi, ale i tak bym wolała, żeby była
jeszcze z nami. Na szczotce znalazłam jej kłaczki, schowałam je do koperty
wraz ze zdjęciem. Może to głupie, ale chce jakoś uczcić pamięć
najcudowniejszego mojego psiulka.
Teraz mam wrażenie, że to nigdy nie minie- jej smycz jeszcze wisi...

Przepraszam, ale musiałam się wyżalić, ale już nie mogę znieść tej pustki...
Edytor zaawansowany
  • iwa_ja 05.01.07, 23:14
    Przytulam. Bo co mogę zrobić? Rudi się waha czy odejść od paru miesięcy. Jest ze
    mną od szczeniaka, czyli od przeszło 11 lat. Jest moim symbolem nowego życia,
    wolności, spokoju. Jest kawalkiem mnie. To jest pępowina psychiczna, Boże, jak
    Cię rozumiem.
    --
    Rudi
  • misscraft 05.01.07, 23:27
    Też ją tuliłam, kiedyś wtedy na mnie warczała, a teraz pozwalał mi na to, może z
    braku siły, a może potrzebowała tego. Przez ten rok była z niej straszna
    pieszczocha większa niż zwykle, może czuła, że nadchodzi powoli to co nieuchronne...
    Ja się dowiedziałam miesiąc temu o raku, a teraz jużnie ma mojego Czarnego
    Słoneczka:(
    Najgorsze jest jak się zwierzak męczy, nie wiadomo czy coś go boli, czy mu
    niedobrze, jak mu ulżyć, bezradność mnie dobijała. Próbowałam wszytskiego. Nie
    podtrzymywała jej zycia tylko chciałam zmniejszyc ewentualny ból.Masowałam,
    smyrałam głaskałam, całowałam nawet.
    Nie czekaj aż nastąpi najgorsze, kiedy pies się już naprawdę będzie męczył, choć
    wiem, że niestety nadzieje umiera ostatnia:(
    Moja ciocia pół roku zajmowała się chorym spem, który nie chodził prawie na
    tylne łapy, nosiła go i podtrzymywała kiedy sie załatwiał, nie spał i inym nie
    dawał spać. Kiedy zaczął skamleć i wyć po nocach zdecydowała sie na uśpienie,
    ale nie była w stanie sama go zawieźć wysłała syna, który i tak zemdlał w
    gabinecie. To musi być straszne przeżycie... Moja ciocia schudła 10 kilo
    opiekując się tym psem, ale kiedy zdecydowała o uśpieniu wyrzucała sobie, że
    "zabiła swojego psa"! Żadne wyjście nie jest bezbolesne kiedy zwierze choruje.
  • iwa_ja 05.01.07, 23:40
    misscraft napisała:

    > Nie czekaj aż nastąpi najgorsze, kiedy pies się już naprawdę będzie męczył,
    choć wiem, że niestety nadzieje umiera ostatnia:(
    Ale ja nie wiem, czy on się męczy! Jednego dnia jest w porządku, drugiego dnia
    gorzej, trzeciego dnia do dupy i kiedy juz jestem w dole, Rudi nagle staje się
    pełnosprawnym piesem!

    > Moja ciocia pół roku zajmowała się chorym spem, który nie chodził prawie na
    > tylne łapy, nosiła go i podtrzymywała kiedy sie załatwiał, nie spał i inym nie
    > dawał spać. Kiedy zaczął skamleć i wyć po nocach zdecydowała sie na uśpienie,
    > ale nie była w stanie sama go zawieźć wysłała syna, który i tak zemdlał w
    > gabinecie. To musi być straszne przeżycie... Moja ciocia schudła 10 kilo
    > opiekując się tym psem, ale kiedy zdecydowała o uśpieniu wyrzucała sobie, że
    > "zabiła swojego psa"! Żadne wyjście nie jest bezbolesne kiedy zwierze choruje.

    Nie chcę tego czytać! Schudłam w trzy miesiące 12 kg... Ale Rudi pięknie je,
    stracił anemię, warczy na sasiadow, sam chodzi po schodach (chociaż jest slepy).
    Czy zabilibyście członka rodziny dlatego, że jest ślepy?!!!!!

    --
    Rudi
  • misscraft 05.01.07, 23:58
    Pewnie, że nie. No to w takim razie to jeszcze nie dramat- poza ślepotą nic mu
    nie jest? Więc ciesz się z tego. Mnie chodziło o sytuacje jeśli by już bardzo
    cierpiał, nie jadł. Moja sunia przdostaniego dnia nie chciała nawet pić, a nie
    chciała jeć od kilku dni, nawet mięska na które normalnie się rzucała:( to jest
    dopiero ból. Dajesz co możesz, a tu nic z tego. W końcu zmieliłam jej mięcą z
    marchewką i zmieszałam z rosołem i wlewałam po trochu do pyszczka, żeby coś
    miała w tym brzuszku.
    A Twój piesek jest już stary?
    Widzisz pies cioci dożył 19 lat, przeżył przejechanie samochodem(oboma kołami go
    przejechał) i potem jeszcze żył długie lata.
  • pchliczek 08.01.07, 17:34
    Wiesz troszkę mi się dziwnie czyta to, co napisałaś. Z jednej strony piszesz o
    śmierci ukochanego psa a z drugiem mówisz, że wasz kot zdechł. Z jednej strony
    uczucie z drugiej jakieś takie totalnie beznamiejętne stwierdzenie "zdechł kot"
    Bardzo mnie to razi. Jakby kot nie zasługiwał na to by powiedzieć o nim, że
    odszedł czy umarł.
    p.
  • misscraft 08.01.07, 22:01
    ja nie przywiązuje do tego takiej wagi, to tylko słowo, może dziwnie to brzmi,
    ale kot Wampirek odszedł prawie 10 lat temu, dlatego może już się znieczuliłam i
    nie razi mnie tak słowo, że zdechł, to znaczy to samo, ten sam ból, ale wtedy
    też bardzo to przeżywałam, wcale nie traktuje kotów niesprawiedliwie, oba
    kochałam tak samo. Razem sie fajnie bawiły. Ale czy raziło by Cie jakbym
    napisała, że mi sunia zdechła? Wiem, że to członek rodziny, ale ja pisze co mi
    ślina na język przyniesie i słowa: umarł, zdechł, odszedł to dla mnie synonimy w
    danym momencie.
    Teraz jestem przewrażliwiona na punkcie mojego psa, była z nami 15 lat, a teraz
    już jej nie ma.
  • misscraft 08.01.07, 22:18
    Poza tym skąd wiesz, że beznamietne, przecież to napisałam, a gdybym mówiła
    zabrzmaiłoby bynajmniej nie beznamiętnie. Szczególnie, że mieliśmy już wcześniej
    dwa inne koty, oba uciekły, jeden był pupilkiem babci, a drugi mamy, a
    Wampirek(od wystająych kiełków) był tylko mój. Za mną chodził, mnie usypiał do
    snu mruczeniem, leżąc mi na klatce piersiowej, i odchodził kiedy zasnęłam.
    Chorowałam tydzień po jego śmierci, więc jak nie wiesz to nie zarzucaj nieczułości.
    Jasna dla mnie jest, że oba zasługują na pamięć i szacunek. Ale rana po suni
    jest poprostu świeższa.
  • bellyda 03.10.08, 15:47
    Przepraszam, wiem, że się to wielu osobom nie spodoba, ale muszę to
    powiedzie. Naprawdę mi jest wszystko jedno czy o kimś napiszemy , że
    umarł odszed czy zdechł, tak samo umierają- zdychają ludzie i
    zwierzęta. Wg mnie nie ważne jak odejście okreslimy, ważne co
    czujemy. Jak umrę możecie powiedziec, że zdechłam, mnie już będzie
    wszystko jedno.
    Przeżywałam wiele odejś zwierząt, ludzi, wiem jak strasznie boli
    brak kogoś.
  • moniica19 03.10.08, 11:46
    Nigdy bym nie zabiła własnego psa nigdy!!! Chyba wolała bym sama
    umrzec
  • po.prostu.ona 05.01.07, 23:28
    Wiem jak to jest, ja straciłam w październiku kocurka ukochanego, krótko był z
    nami, ale pokochaliśmy go całym sercem. Był wspaniałym, wyjątkowym,
    prześlicznym stworzeniem i jego nagła śmierć (zawał serca) poraziła nas. Nie
    będę pisała o dniach smutku i rozpaczy - mojej i mojego synka. Napiszę co nam
    pomogło - drugi kot. A właściwie koteczka, która trafiła do nas we wręcz
    magiczny sposób.
    Jest z nami już od z górą miesiąca. I choć tamtego przyjaciela, którego
    utraciliśmy w tak bolesny sposób, nigdy nie zapomnimy (ja wciąż mam wrażenie,
    że mam DWA koty) - to koteczka daje nam tyle radości i szczęścia, że tamto
    tragiczne rozstanie łatwiej znieść.
    Mocno ściskam i z całego serca życzę aby twoje cierpienie zostało ukojone!
  • misscraft 05.01.07, 23:37
    Teraz chyba nie potrafiłabym pokochać innego zwierzaka.
    Na kolejne zwierze może bym się kiedyś zdecydowała gdyby nie babcia, ona za
    bardzo to przeżywa i mówi, że nie chce więcej. Nie chce jej zmuszać. Kota odkąd
    nasz dechła dawn temu też nie mamy, bo babcia tydzień chorowała jak zdechł. Może
    jak będę mieszkać sama, ale takiego jak moje Czarnulki już nie będzie...
  • isabelchen 06.01.07, 00:06
    strasznie współczuję, kocham zwierzaczki i sama mam jeszcze przed oczami
    cierpienie mojego kotka....weź nowego pieska albo kotka, life go's on
  • magosa55 31.07.14, 03:55
    isabelchen napisał:

    > strasznie współczuję, kocham zwierzaczki i sama mam jeszcze przed oczami
    > cierpienie mojego kotka....weź nowego pieska albo kotka, life go's on

    Właśnie pożegnałam swojego ukochanego spanielka Fredzia, który był ze mną 13 lat ( o wiele za krótko). Męczył się ostaniej nocy bardzo. Nie spałam, tylko głaskałam go, a on chciał być blisko, jakby przeczuwał, że odchodzi. Nie wezmę nowego pieska, przynajmniej nie teraz. Może to dziwne, ale czułabym, że zdradzam moją niunię, która zawsze wiernie na mnie czekała, zabawnie kopała doły na polu i którą kochali wszyscy sąsiedzi. Jak nie kochać kochanej istotki, która od każdego upominała się czułości i serdeczności. Żegnaj Freniu najdroższy i do zobaczenia.
  • sonia765 06.01.07, 00:10
    Po raz nie wiadomo który cieszę się, że jest takie forum.. Można się wypłakać i
    nikt się z człowieka nie nabija, a wszyscy rozumieją i współczują. Wielu ma za
    sobą śmierć zwierzaka, inni dopiero ją przeżyją.

    Z całego serca współczuję i jestem z Tobą. 15 lat to kawał życia, miałyście tyle
    czasu dla siebie, tego Ci nikt nie odbierze. To dopiero trzeci dzień jak jej
    nie ma, za wcześnie by obeschły łzy, to musi potrwać. Ale kiedyś będzie lżej..
    Banał, że czas leczy rany, jest prawdziwy. I za jakiś czas, jak już będziesz
    gotowa i warunki będą na to pozwalały, spraw sobie nowego pieska. Zobaczysz,
    jego też pokochasz i też będzie dla Ciebie wyjątkowy. A teraz mam dla Ciebie
    radę: zajmuj bez przerwy czymś myśli i ręce, wychodź dużo, spotykaj się z
    ludźmi, może przemebluj coś w domu, żeby było inaczej niz gdy ona była, poza tym
    schowaj gdzieś na razie pamiatki po niej, bo ich widok teraz będzie Cię bolał.
    I nie wyrzucaj sobie, że nie uśpiłaś. Pies nie powie co woli, a może ona była
    szczęśliwa, że odchodzi na rękach babci a nie w zimnej lecznicy? Może chciała
    właśnie byc z Tobą do końca?
    Trzymaj się, będzie dobrze, musisz tylko przeczekać ten najgorszy czas. Jestem Z
    Tobą tak jak i inni.
  • po.prostu.ona 06.01.07, 00:13
    Na pewno nie będzie taki sam. Będzie zupełnie inny i będziesz kochać go z
    innych powodów. A tego utraconego będziesz pamiętać i zawsze wspominać z
    czułością. Tak jak w mojej rodzinie wspominany jest nasz pies, który odszedł
    przed prawie 30 laty. Ostatnio rozmawialiśmy o nim przy wigilijnym stole i
    opowiadałam o nim mojemu synkowi.
    Synek mówi, że będzie opowiadał swoim dzieciom o naszym zmarłym kociaku.
    Istoty, które kochamy są z nami tak długo, jak długo w naszych sercach żyje
    czuła pamięć o nich.
  • dori_wawa 06.01.07, 02:11
    Jest teraz w psim Niebie, gdzie biega sobie wesoło.Jest dużo zielonej trawki,
    kwiatków, drzewek,żaden piesek nie jest tam agresywny, nie ma chorób.
    JEST SZCZĘŚLIWA
  • misscraft 06.01.07, 10:54
    NAprawdę dziękuje, za te wszystkie słowa, troche mi lepiej kiedy czytam co piszecie.
    Dzięki za rady Soniu, ale akurat niestety nie moge wychodzic za często z domu,
    bo musze napisać dwie prace, odwlekałam zabranie sie za to bo się zajmowałam
    psem, a eraz nawet nie mam siły sie za to zabrać, ale muszę. Po za tym, babcia,
    która to bardzo przeżywa by z koleji została sama, a wole najpierw żeby się
    przyzwyczaiła, że Bezy nie ma. Jak sunia żyła, babcia często powtarzała, że
    jakby mieszkała zupełnie sama, bez psa to by zgłupiała i dziwiła sie niektórym
    sąsiadką, którym mężowie poumierali, że nie wzięły żadnego zwierzaka. Ale z
    drugiej strony ona teraz też już żadnego nie chce.
    Pochowałam leki, które wykupiłam, przed tą nocą kiedy odeszła a nadzei, że
    jeszcze jej posłużą. Naprawdę dużo wydaliśmy na weterynarza i leki, ale to
    najdroższy pies na świecie i bank bym obrabowała jakby było trzeba, jeśli bym
    wiedziała, że jakoś jej pomogę. Same pieniądze nie mają żadnej wartości w
    obliczu choroby. Niczego nie żałuje i staram sie już nie obwiniać.
    Smyczke z łańcuszka, komuś może oddam, a narazie schowam.
    Dzięki Wam jeszcze raz.
  • skalia2 08.01.07, 02:23
    Dokładnie wiem co czujesz. Mój 16-letni piesek Bambo miał raka. Wszystko stało
    się nagle, ostatniej nocy bardzo cierpiał, i rano został uspiony. Ja jestem na
    skraju załamania nerwowego. Nie jestem w stanie nigdzie wyjść, cały czas
    płaczę, jutro nie idę do pracy i nie wiem kiedy pójdę. Czy zacznę normalnie
    żyć? Ja nigdy o nim nie zapomnę.
  • misscraft 08.01.07, 12:51
    Wiem jak jest ciężko. Rozumiem Cię doskonale, ale własnie siedzenie w domu jest
    najgorsze. Wszystko, każda głupota mi przypomina o mojej Niuńce. Nie zostało nic
    więcej niż pamięć, zwierzak napewno by nie chciał żebyśmy były smutne, moje by
    mnie napewno przyszła pocieszyć, zamerdałaby ogonem dopiero jakby wymusiła na
    mnie uśmiech.
    Wychodze bo musze, chłopak mnie wyciągnął ostanio, to już wracając się
    rozkeiłam, bo przypomniałam sobie, że mnie już nigdy moje psisko nie przywita.
    Napisałam nawet coś jakby list pożegnalny- tren. To mi troche pomogło.

    Najbardziej mnie własnie boli kiedy przypomniam sobie ostanią noc, serce mi się
    ściska. Chodziła, szukała pomocy, nie spałam całą noc, wiedziałam że chce żeby
    jej jakoś ulzyć, ale wymiotowała leki które jej podawałam, zresztą wszystko
    wymiotowała. Miesiąc wcześniej dowiedziałam się o raku. Obojętnie jakbyśmy się
    nie starali co nie robili choróbsko wyrywa i już- koniec.
    Z czasem ból napewno minie, może psychika wyprze to co złe a będzie przywoływać
    to co dobre, jak nasze psiaki były zdrowe i szczęśliwe. Trzeba swoje odchorować.
    Ja w dzień po śmierci poszłam normalnie na zajęcia, momentami zapominałam o tym
    co się stało, ale przypomniało mi sie falami i wtedy nie mogłam wytrzymać.
    Wierze że damy sobie z tym radę, nie mamy innego wyjścia za bardzo.
  • misscraft 08.01.07, 22:02
    zwierzęta czasem na to bardziej zasługują niż niektórzy ludzie...
  • szarotka11 09.01.07, 09:10
    Witaj w bólu. Tez 2 stycznia straciłam 16 letniego Psa.Pisałam o nim w innym
    wątku, więc nie będę się powtarzać. Mnie pomogło napisanie o moim Piesku na
    forum Dogomanii. Jest tam takie ciepłe i pełne miłości miejsce dla piesków,
    które juz odeszły za Tęczowy Most. W takich chwilach dobrze jest tam pobyć. Jak
    miałam Psa zdrowego,to nie mogłam czytać Tęczowego Mostu, ale teraz trochę
    pomaga przetrwać. Trzymaj się. Wiem,że to trudne.
  • gosiu_be 27.02.08, 22:02
    Dino miał 14 lat.
    Teraz pewnie jest gdzieś tam.. na wielkim kompoście [ukochane miejsce ogrodu] a dookoła fruwają serdelki i kaszanki, koty mają krótkie łapki, a jeże miękkie kolce.
    Był jamnikiem :)

  • sabriel 10.01.07, 22:48
    Często po śmierci bliskich tak sie nie rozpacza jak po utracie psa.
    Wiem,bo to przeżywałam jakiś czas temu.
    Było ciężko podjąć dezycje o eutanazji(moja sunia była w wieku twojej),a co
    dopiero przejść przez to.Niestety nasze zwierzaki żyja krócej od nas.
    Jak zwierzak cierpi,męczy się to nie ma sensu przedłużać mu tego cierpienia,ale
    do takich wniosków dochodzi sie wtedy jak jest po wszystkim.
    Pierwszego dnia jeszcze nie odczuwałam braku,ale w kolejnych dniach poczułam
    pustkę.Czegoś było mi brak.A to miejsce gdzie było posłanie było puste,a to
    misek już nie było,itd.
    Czas leczy rany,stopniowo przyzwyczajamy sie do nowej sytuacji.Naturalna kolej
    rzeczy.
  • misscraft 11.01.07, 21:59
    Ja mam teraz wrażenie, że nigdy się nie przyzwyczaje. Mam wyrzuty sumienia w
    momencie kiedy zapominam o niej i zaczynam się oswajać z brakiem misek, posłanka
    i smyczy.Codzień oglądam jej zdjęcie na tapecie w komputerze kiedy była zdrowa.
    JEszcze miesiąc temu żyła i czuła sie dobrze, a teraz jej nie ma. Najgorsze jest
    wspomninie tej ostatniej nocy. Sama sę tym katuje. Kiedy zapominam to mam
    poczucie winy jakbym zdradziła jej pamięć. Minął tydzień ponad, a mnie sie
    jeszcze nie zdarzył dzień bezpłaczu, tak mocno nasz piesek jest zakorzeniony w
    naszej śwadomości i ... sercu oczywiście.
  • skalia2 13.01.07, 22:57
    Mija tydzień od uśpienia mojego pieska. Cały czas myślę, a dziś strasznie
    płaczę. Ale myślę, że to jest dobre. Jesteśmy ludźmi wrażliwymi, a tym samym
    bogatymi wewnętrznie. Jakie to smutne nie mieć uczuć. Człowiek jest wtedy
    emocjonalną pustką.
  • moniica19 03.10.08, 11:58
    Ja też gdy wydaje mi sie ze jakoś to bez niej bedzie,mam wyrzuty
    sumienia,zaraz mysle ze nie,wcale nie bedzie tak jak kiedys,juz jej
    nigdy nie zobacze,nie przytule,nie pogłaskam po brzuszku.Miala dwa
    imiona Sara i Brzuszek,bo gdy wyciagales do niej reke kladla sie i
    wyciagala brzuszek zeby ją głaskac;( to tyle nie moge wiecej pisac
    bo lzy mi zaslaniaja ekran:((((((((
  • skalia2 13.01.07, 22:58
    Jakie to smutne, taki kompletny brak wrażliwości, emocjonalna pustka.
  • diament1 20.01.07, 19:49
    Nigdy nie zapomnimy zapachu, spojrzeń, powrotów do domu....i tych szalonych
    radości naszego psa.

    Małym lekarstwem jest przygarniecie nowego pieska - najlepiej takiego który
    potrzebuje pomocy.
    Na poczatku nikt nie chce słyszeć o nowym piesku - troszkę też się boimy, ale
    to naprawdę pomaga i uczy, pozatym ratujemy też stworzenie, które się błąka.
    Przekazujemy mu naszą miłość.Pies jest najlepszym przyjacielem. Zawsze będzie
    na Ciebie czekał i Zawsze będzie przy Tobie bezinteresownie.
    Jeśli macie możliwość to przygarnijcie psa.Polecam.

    Trzymaj się !!!
  • misscraft 21.01.07, 16:38
    Ja bym może chciała, ale nie chce stawiać babci przed fakte dokonanym, wiem, że
    jakbym znalazła psa i go wzięła do domu babcia by napewno go nie wyrzuciła, ma
    miękkie serce. Wszyscy zawsze to wykorzystują stawiając przed faktem dokonanym.
    Tak było właśnie z naszą sunią, mój ojczym przyniósł ją i naściemniał że znalazł
    ją na ulicy, a tak naprawdę ją kupił. Nie żałujemy tego broń Boże, ale babcia za
    bardzo przeżywa choroby i śmierć zwierzaków i dlatego nie chce ich więcej. Nie
    chce jej niczego narzucać tak jak robi to często reszta rodziny. Boję się, że
    rodzice przyprowadzą jakiegoś zwierzaka, ale by było nie fair, bo oni podjęliby
    za nas decyzje, ale to nas spadłyy wszystkie obowiązki. Też nie lubie czegoś
    takiego i nie będę starszej kobiety, z cukrzycą i wysokim ciśnieniem narażała na
    stres i przymus zajmowania się zwierzęciem, którego nie chciała.
  • misscraft 03.03.07, 00:01
    chciałam napisać, jak wygląda sytuacja po dłużyszm czasie od straty. Zpomina
    się- to prawda, ale odruchy pozostają, czy pamiętki, których wcześniej się nie
    widziało. Gdzieś znajdzie się kartka zostawiona babcię, że jestem u chłopaka, a
    pies był o 17 na dworzu, czy jakiś jej chrupek podczas odkurzania się znajdzie.
    Cały czas mam zdjęcie psiaka na pulpicie, lubie na nią patrzeć, tylko znowu mi
    babcia ostatnio wypomniała, że mogłam iść do innego weterynarza, że ją tylko tym
    leczeniem szybciej wykończyłam, jakbym nie miała dość tego, że sama rozgrzabuje
    te rany jakbym sama się nie obwiniała. Teraz jestem zła, że decyzje za sunie,
    która należała do całej rodziny podejmowałam głównie ja sama, czując się
    bezradna, nadal czując się dzieckiem w tej sytuacji. A teraz mam wrażenie, że to
    ja najbardziej po tym wszystkim cierpie. Chciałabym coś zmienić cofnąć niektóre
    decyzje, wystarczy jedna myśl, a już z oczu płyną łzy. Ilekroż mam bliższy
    kontakt z jakimś psem mam ochote go wytulić i wygłsakać tak mi brakuje mojego.
    Ale nadal nie tylko ode mnie zależy decyzja o wzięciu pieska, który i tak nie
    będzie taki jak mój, a jednak będzie mój. Nie mogę się doczekać aż zamieszkam z
    chłopakiem i weźmiemy wspólnego psa (jego zdechł rok temu). Jest normalnie niby,
    a jednak zawsze czegos brakuje...
  • impag 21.03.07, 16:28
    13 lutego odszedł mój najukochańszy pies. Nie dożył swoich 16 lat. Nie ma dnia
    bez łez... 5 stycznia dowiedziałam się o jego chorobie, od tej pory każdy dzień
    z nim był największym szczęściem. Niestety jak to w życiu bywa, szczęście trwa
    krótko... A myślałam, że właśnie on będzie najdłużej żyjącym psem na świecie...
    Dziś mija równo 5 tygodni, ból nie mija.....
  • fatima5 21.03.07, 17:03
    i nie minie , tez tak mialam ,ale zawsze mam nastepnego psa , fakt, kazdy pies
    jet inny , ale zajmowanie sie nowym , pozwala w jakims procencie zmniejszyc
    cierpienie ...
  • misscraft 22.03.07, 22:12
    Bardzo mi brakuje mojej suni, ale najabrdziej mnie boli wspomnienie jej
    ostatnich dni... a raczej nocy, bo one był najgorsze. Z jednej strony chciałabym
    psa, ale z drugiej jakby go pokochała to czułabym sie jak zdrajca.
  • kinguch 23.05.07, 21:56
    No i ja się dopiszę do Twojego wątku. Bo jest mi naprawdę bardzo ciężko i mam
    straszne wyrzuty sumienia.
    21.05 o 4 rano dostało moje maleństwo ataku potwornej duszności po 5minutach
    przeszło, o 13.30 byliśmy u weterynarza, zemdlał, z pyszczka zaczęła sączyć się
    piana, potem z noska, nie potrafił złapać oddechu. Nasza weterynarz jeszcze
    próbowała Go ratować dostał leki, masaż serca, po kilku minutach takiej
    męczarni, zadecydowaliśmy ze już czas na niego. Pożegnałam się z moim kochanym
    maluszkiem. Weterynarz podała mu środek usypiający.
    Niby można go było próbować dalej reanimować, ale gdyby nawet to się udało,
    maleństwo w jego stanie powolną śmiercią umierałoby około miesiąca. Do
    ostatnich dni był ruchliwy, wesoły, mimo ciężkiego stanu, ogromnej ilości
    wody w płuckach, chciał żyć.
    Strasznie ciężko bez niego w domu, pusto i smutno, a koty nadzwyczaj
    spokojne. Mniejszy kot Zyzik, wciąż chodzi po mieszkaniu i miauczy. Smutno
    nam wszystkim bardzo…
    Nie myślałam, że takie to będzie dla mnie trudne liczyłam się z tym, że z
    Mariankiem jest coraz gorzej, nawet starałam się na to przygotować, ale tak się
    nie da.
    Marianio był ze mną 11lat, moi rodzice, mąż, wszystkim jest bardzo ciężko, bo
    piesio był wyjątkowo kochany i podbijał serce każdego nawet nieznajomych na ulicy.
    Strasznie mi żal, że go już nie ma, ale z drugiej strony naprawdę się cieszę, że
    malucha już nic nie boli.
    Ale ja wciąż strasznie cierpię, widziałam jak umierał, żałuję że nie byłam przy
    nim do końca(wyszłam z gabinetu).
    Jeszcze w domu Maniek bardzo nie chciał iść nigdzie, opierał się mocno. Jednak
    go zabrałam do weterynarza licząc że to tylko rutynowe badanie, dostanie coś na
    wzmocnienie i już będzie dobrze, wróci i będzie jeszcze troszkę ze mną. Tak się
    nie stało przyjechałam sama i dziś wciąż myślę o tym czy gdybym go nie zabrała
    wtedy do weterynarza to może jeszcze by żył, jeszcze byłby ze mną... Wciąż nie
    umiem się z tym pogodzić, tęsknię potwornie!


  • groen 27.05.07, 20:58
    mysle ze takze moge sie dopisac do tego watka.....Moj piesek.....kochalam go
    bardzo......i niestety to ja zawiozlam Go do weterynarza zeby Go
    uspic....(gdzies w archiwun forum powinien byc watek <<<<<<<iron miniaturowy
    owczarek)bylo ciezko....powiedzielismy >>nigdy wiecej zwierzat w domu!!!>>>i
    co???? Wystarczyl 1 miesiac od smierci Irona i zabralam do domu 3 kotki
    sierotki:)Jesli istnieje mozliwosc ratowania zycia to dlaczego tego nie
    robic:)Iron odszedl....ale w naszej pamieci zostanie na zawsze.....Marduk to
    kotek-sierotek zostanie z nami...Smierc nie zabiera na zawsze naszych bliskich,
    nie wymazuje ich z naszej pamieci.....kochjmy ich takimi jakimi byli.....
  • rezurekcja 08.06.07, 00:19
    groen napisała:

    > Moj piesek.....kochalam go
    > bardzo......i niestety to ja zawiozlam Go do weterynarza zeby Go
    > uspic....

    ja wozilam swoje szczury. Czasem nie ma innego wyjscia...(((


    > (gdzies w archiwun forum powinien byc watek <<<<<&
    > #60;<iron miniaturowy owczarek)

    a lekarze doszli, czemu on nie urosl?

    Wyrazy wpsolczuica.
    I wiele radosci z nowymi domownikami zycze.

    --
    Za darmo lub za grosze

    Dwóch jest prawdziwych lustratorów w IV Rzeczypospolitej, Macierewicz w Koronie
    i Braun na Dolnym Śląsku.
  • funiamaj 07.06.07, 13:16
    Nikt nie może sobie poradzić z utratą człona rodzin.
    Jestem na pewno starsza od wszystkich tu piszących.
    Moja suczka była u mnie 13 lat. Jak ją przywiozłam miała 4 tygodnie.
    Przeżyłyśmy razem, wyrywanie kłów bo nie chciały wypaść.
    Zerwane 2 ścięgna krzyżowe dwie operacje.
    I wiele drobnych przypadków. Ale zawsze kończyło się to dobrze.
    Jeździła zemną wszędzie nawet za granicę.
    Była wesoła i straszny pieszczoch lubiła jeździć samochodem.
    Niestety zachorowała i przez weterynarza który nie przyłożył się do swojej
    pracy straciłam ją.
    Mino zmiany weterynarza i fachowej już opieki nie udało się jej uratować.
    Przez półtorej tygodnia jeździłam z nią do weterynarza na kroplówki i zastrzyki.
    Weterynarz kazał sie przygotować na najgorsze. Ale ja wierzyłam, że będzie
    dobrze.
    Niestety z niedzieli na poniedziałek moja sunia odeszła.
    Serce mało mi nie pękło a może pękło. Było to 12 lutego tego roku.
    A ja nadal przychodząc z pracy mam nadzieję, że jak otworzę drzwi to ona będzie
    za nimi.
    Moja sunia jest zakopana w sadzie razem z urobionymi zabawkami. Bardzo lubiła
    biegać w sadzie.
    Była mała i wyglądała jak kicający zajączek. Myślę, że ani ja a ni Ty nigdy nie
    zapomnimy o swoich ulubieńcach. W końcu dały nam tyle radość, miłości i
    wierności.
    Trzymaj się pozdrawiam Funia
  • martyn-ka 16.02.08, 16:57
    Mój piesek nie żyje odszedł o demnie wczoraj. Nie moge się z tym
    pogodzic niedawno skonczył roczek miałam go jakies 9 miesiecy. Nie
    było mnie przy nim jak umierał byłam w pracy. Był chory miał arytmie
    serca i padaczke, ale nigdy nie myslałam ze odejdzie. Tak mi go
    brakuje za 5 miesiecy miał sie przeprowadzic ze mna do nowego domu.
    Zbirałam na nigo pieniadze chyba z piec lat zawsze chciałam miec
    yorka teraz mi zostały tylko ubranka. Mieszkał z moimi rodzicami bo
    ja długo pracowałam i nie chciałam zeby był sam w pustym domu mało
    go widywałam ale po slubie miał zamieszkac ze mna. Teaz płacze 2
    dzien i mam wyrzuty sumienia ze mnie nie było.
  • tenshii 16.02.08, 17:13
    Wiem co czujesz bo też mam wyrzuty sumienia.
    3 sierpnia zeszłęgo roku odszedł mój Napi.
    W lutym zeszłęgo roku miał operację - guz odbytu. Potem wszystko było ok, aż do 2 sierpnia. 2 sierpnia rano Napi zaczął wymiotować, nie jadł, tylko pił, ale jak tylko wziął do pyska łyk od razu wymiotował. Myśleliśmy, że się zatruł. Kiedy poszedł na siku, a wychodził sam, nie wrócił, więc go szukaliśmy. Znaleźliśmy go w pobliskim rowie, co było dziwne bo nigdy tam nie wskakiwał.
    3 sierpnia rano jechałam na wakacje bo miałam to zaplanowane od dawna. Przed wyjściem popatrzyłam głęboko w oczy swojego psa i zauważyłam w nich, że jego iskierka gaśnie. Ale jak powiedziała autorka wątku - nadzieja umiera ostatnia.
    Pojechałam na wakacje, a mój brat zadzwonił po weterynarza, który przyjechał dopiero wieczorem. Lekarz orzekł, że Napiemu pękła wątroba i to już dosyć dawno temu a w tej chwili znajduje się juz w stanie agonalnym. Powiedział również, że był dzielnym psem i widocznie nie chciał nam robić przykrości i chciał sam odejść bez narzekań. Dlatego tez zapewne nie wracał do domu. W rowie siedział bo się tam chłodził. Napi został uśpiony. Odszedł na rękach mojego brata - swojego wybawyciela, który uratował go od utopienia - w jego urodziny.
    Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że nie pożegnałam się z Napim, że nie pogłaskałam go, nie przytuliłam. Ale bałam się, widziałam, że cierpiał. Próbowałam zachowac zdrowy rozsądek i nie drażnić chorego psa. Dziś się trochę tego wstydzę i bardzo żałuję.
    :(
    --
    Galeria Mojej Księżniczki

    I don't need to fight to prove I'm right and I don't need to be forgiven
  • iwa_ja 16.02.08, 20:48
    Rudolf odszedł prawie 8 miesięcy temu. Od pół roku mam Funię, której nie
    chciałam, w ogóle nie chciałam żadnego psa po Rudim... Ale zycie wali do przodu.
    Ostatnio gryzę paznokcie, bo czeka mnie sterylka Fuńki. Ale to nie znaczy, że o
    Rudim zapomniałam. Mam go na pulpicie komputera, tu (w Warszawie) i w Krakowie,
    mam na padzie od myszki. Rudi lezy w Lasku Wolskim w Krakowie, dokąd ciągle, jak
    jestem w Krakowie, łażę z Fuńką.
    I teraz chyba będzie pointa.
    Otóż moja czteroletnia wnusia, dla której Rudi był psem, który był od zawsze,
    strasznie rozpaczała po jego odejściu.
    Kiedy pojawiła się Fuńka, wnusia robiła wrażenie rozanielonej, jak gdyby
    zapomniała o Rudim.
    Wczoraj Funia była u wnuków, bawiły się jak wariatki. Nagle, bez sensu,
    powiedzialam, że Rudi tak nie gryzł zabawek jak Fuńka. Tak mi się wypsnęło.
    I oto moja wnusia w taki ryk, ze nie dawało się jej uspokoić. - Bo Rudolf to był
    taki przyjemny piesek... - Bo strasznie smutno, ze go tu nie ma.



    Zawsze będę pamiętać o Rudim, mimo tego, ze zycie biegnie i że jest Funia.
    --
    Rudi
  • tymulek 17.02.08, 19:27
    ehhh
    trzymaj sie, jeszcze dlugo nie bedzie Ci dobrze, czas goi rany ale
    trzeba go... duzo...
    wiem co czujesz, mija 3-ci miesiac
    bardzo Ci wspolczuje
  • tenshii 20.02.08, 18:13
    Znalazłam dziś przez przypadek coś takigo:

    "Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
    No, bo jeśli nie idą do nieba
    To przepraszam Cię, Panie Boże
    Mnie tam także iść nie potrzeba

    Ja poproszę na inny przystanek
    Tam gdzie merda stado ogonów
    Zrezygnuję z anielskich chórów
    Tudzież innych nagród nieboskłonu

    W moim niebie będą miękkie sierści
    Nosy, łapy, ogony i kły
    W moim niebie będę znowu głaskać
    Moje wszystkie pożegnane psy"
    B. Borzymowska
    --
    Galeria Mojej Księżniczki
    To już pół roku
    I don't need to fight to prove I'm right and I don't need to be forgiven
  • wioletta123 22.02.08, 09:44
    Doskonale Cię rozumiem, wiem jaki to jest ból bo sama miałam kiedyś
    suczkę przez 18 lat.Niestety też już przez ostatnie 2 lata strasznie
    się męczyła, ratowaliśmy ją u weterynarza lekami, zastrzykami, bo
    miała problemy z żołądkiem. Trzeba było ją uśpić z racji tego, że
    bardzo się męczyła, już nawet nikogo nie poznawała, załatwiała się w
    domu , męczyła się strasznie. Była już stara, ale kochana. Niestety
    znam ten ból, śmierć ukochanego zwierzaka to jest naprawdę wielkie
    cierpienie, człowiek nie może sobie miejsca znależć po starcie
    takiego przyjaciela. Pozdrawiam.
  • wioletta123 22.02.08, 09:45
    Tenshii cudowny wiersz :)
  • anurma 29.02.08, 22:18
    z tym wierszem ktoś trafił w dziesiątkę - dokładnie oddaje to, co
    czuję i myślę na ten temat. piękny.
  • urania77 01.03.08, 09:06
    ja tez tak zrobilam jak odeszla moja Nora, trzeba sie wyzalic,
    wyrzucic to z siebie, doskonale cie rozumiem, wiem co czujesz

    czas zaleczy powoli rane, twoja zyla 15 lat wiec dwa razy wiecej niz
    moja, moja miala 7,5 roku jak dopadl ja rak watroby :(

    nigdy sie nie pogodze z tym ze odchodza tak szybko, ale zawsze w
    chwilach smutku probuj sobie przypominac wszystkie smieszne i dobre
    chwile zwiazane z twoja sunia

    zawsze jak tesknie za nia i chce mi sie plakac wtedy probuje
    przypominac sobie wszystkie smieszne historie zwiazane z moja suka i
    zamiast plakac smieje sie
    niech pozostanie w twoim sercu ale z radoscia,

    trzymaj sie cieplo,
    pozdrawiam cie serdecznie
  • makbyt 02.03.08, 09:43
    OBOWIĄZKI GMINY I ZARZĄDCÓW
    Gminy mają zapewniać usuwanie, transport i utylizację zwłok
    bezdomnych zwierząt. Brak jest wyraźnych przepisów określających
    zasady postępowania oraz podmioty odpowiedzialne za usuwanie dzikich
    zwierząt z dróg publicznych. W konsekwencji to gminy są obciążane
    tym obowiązkiem i realizują go z własnych środków, często bez
    możliwości wyegzekwowania poniesionych nakładów.

    Wypadki drogowe z udziałem zwierząt, zarówno domowych
    (gospodarskich), jak i dzikich nie należą do rzadkości, zwłaszcza w
    okresie wakacyjnym. Pojawia się wówczas problem, co należy zrobić z
    pozostałym na miejscu kolizji padłym zwierzęciem. Zgodnie z art. 45
    ust. 1 pkt prawa o ruchu drogowym, zabraniającym pozostawiania na
    drodze przedmiotów, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu ruchu,
    zabite w wypadku zwierzę należy usunąć z drogi. Na przykład kierowca
    może to zrobić samodzielnie, a jeżeli nie będzie to możliwe,
    powinien powiadomić o tym fakcie odpowiednie służby podlegające pod
    zarządcę danej drogi (Główną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad,
    zarządcę województwa, powiatu lub wójta, burmistrza, prezydenta
    miasta). Obowiązek utrzymania porządku i czystości na drodze należy
    do jej zarządcy. Podmiotem uprawnionym do wydania poleceń
    uprzątnięcia przeszkody utrudniającej ruch jest Policja.

    Zwierzę ranne
    Często zdarza się również, że potrącone w wypadku zwierzę nie
    zostaje zabite na miejscu, ale stan, w którym się znajduje, powoduje
    konieczność jego uśmiercenia. Sposób dokonywania tych czynności
    określają przepisy ustawy o ochronie zwierząt. W takiej sytuacji
    dopuszczalne jest użycie przez osobę uprawnioną broni palnej.
    Przepisy te dotyczą zarówno zwierząt domowych, gospodarskich
    (również bezdomnych), jak i zwierząt dzikich. W przypadku zwierząt
    domowych i gospodarskich śmiertelnie ranne zwierzę może być
    uśmiercone również za zgodą jego właściciela.

    Zwierzęta domowe
    Sytuacja nie sprawia problemów, jeżeli doszło do kolizji ze
    zwierzętami bezdomnymi. Taką sytuację regulują bowiem przepisy
    ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w
    gminach, z której wynika, że do podstawowych zadań gminy w zakresie
    zapewnienia porządku i czystości na jej terenie należy zapewnienie
    zbierania, transportu i unieszkodliwiania zwłok bezdomnych zwierząt
    lub ich części. Jak wynika z art. 4 pkt 16 ustawy o ochronie
    zwierząt, chodzi tu o zwierzęta utrzymywane przez człowieka w
    charakterze jego towarzysza (domowe) lub gospodarskie, o których
    mowa w przepisach o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt
    gospodarskich, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone, a
    ustalenie ich właściciela nie jest możliwe.

    Organizacji zbierania, transportu i utylizacji zwłok zwierząt
    bezdomnych nie musi realizować sama gmina. Czynności te może
    wykonywać również przedsiębiorca, posiadający wydane przez wójta
    (burmistrza, prezydenta miasta) zezwolenie. Większość gmin posiada
    podpisane umowy z zakładami prowadzącymi odbiór i utylizację padłych
    zwierząt gospodarskich czy domowych, a koszty związane z tymi
    działaniami obciążają ich właścicieli.

    Zwierzęta dzikie
    Omawiane przepisy nie mają jednak bezpośredniego zastosowania do
    sytuacji, w której uczestnikiem kolizji drogowej jest zwierzę wolno
    żyjące (dzikie). Rozwiązaniem może być jedynie analogiczne
    stosowanie przepisów z ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w
    gminach, rozciągając obowiązek zapewnienia zbierania (transportu i
    utylizacji) padłych zwierząt bezdomnych na padłe zwierzęta dzikie.
    Za takim rozwiązaniem opowiada się przynajmniej Ministerstwo Ochrony
    Środowiska. Obciążenie gmin dodatkowym, niewynikającym wprost z
    ustawy obowiązkiem wymaga jednak odpowiedzi na pytanie, kto powinien
    pokryć koszty tej działalności. Możliwości jest tutaj co najmniej
    kilka. Pierwsze rozwiązanie to obciążenie kosztami utylizacji zwłok
    dzikich zwierząt Skarb Państwa. To on bowiem w myśl przepisów prawa
    łowieckiego, jest właścicielem dziko żyjącej zwierzyny łownej.
    Ewentualne roszczenia gminy powinny kierować do ministra właściwego
    do spraw środowiska, jako naczelnego organu administracji rządowej w
    zakresie łowiectwa, albo do właściwego samorządu województwa,
    sprawującego administrację w zakresie łowiectwa, jako zadanie
    zlecone z zakresu administracji rządowej (art. 6 i 7 prawa
    łowieckiego). Istnieje również możliwość wystąpienia o zwrot
    poniesionych nakładów od sprawcy wypadku.


    Zarządca drogi
    Ustawa o odpadach nakłada pewne obowiązki na posiadacza odpadów,
    którym jest zgodnie z jej art. 3 ust. 3 pkt 13 każdy, kto faktycznie
    nimi włada, wprowadzając w tym przepisie domniemanie, że posiadaczem
    odpadów jest podmiot władający nieruchomością, na której odpady się
    znajdują. W konsekwencji odpowiedzialność za usunięcie zwłok padłych
    zwierząt z terenu nieruchomości obciąża jej posiadacza. Nie oznacza
    to konieczności osobistego usuwania zwłok zwierzęcych, ale
    przynajmniej pokrycie kosztów tych czynności. Obowiązek ten dotyczy
    również zarządców dróg publicznych, co zostało zapisane w art. 5
    ust. 4 ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Za taką
    wykładnią przemawiają również przepisy rozporządzenia ministra
    środowiska z 27 września 2001 r. w sprawie katalogu odpadów (Dz.U.
    nr 112, poz. 1206 ze zm.), które do kategorii odpadów pochodzących z
    rolnictwa, sadownictwa, upraw hydroponicznych, rybołówstwa,
    leśnictwa, łowiectwa oraz przetwórstwa żywności, zalicza również
    zwierzęta padłe.

    JAKUB ALEKSANDROWICZ

    PODSTAWA PRAWNA
    • Ustawa z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i
    porządku w gminach (Dz.U. z 2005 r. nr 236, poz. 2008 ze zm.).
    • Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. - Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z
    2005 r. nr 108, poz. 908 ze zm.).
    • Ustawa z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz.U. z 2007 r. nr 43,
    poz. 277 ze zm.).
    • Ustawa z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. z 2003 r.
    nr 106, poz. 1002 ze zm.).
    • Ustawa z 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz.U. z 2005 r.
    nr 127, poz. 1066 ze zm.).
    • Ustawa z 27 kwietnia 2001 r. o odpadach (Dz.U. z 2007 r. nr 39,
    poz. 251 ze zm.).

    GMINY I ZARZĄD DRÓG
    Gminy zapewniają czystość i porządek na swoim terenie i tworzą
    warunki niezbędne m.in. do zbierania, transportu i unieszkodliwiania
    zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części oraz współdziałają z
    przedsiębiorcami podejmującymi działalność w tym zakresie. Obowiązki
    utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych należą do
    zarządu drogi. Do obowiązków zarządu drogi należy także zbieranie i
    pozbywanie się odpadów zgromadzonych w urządzeniach do tego
    przeznaczonych i utrzymanie tych urządzeń w odpowiednim stanie
    sanitarnym, porządkowym i technicznym.




    --
    JEDNA miała szczęście
  • urania77 02.03.08, 18:03
    no wlasnie co gmina robi z usypianymi zwierzetami?...NA SMIETNIK,
    zeby sie wypowiadac to trzeba to przezyc

    zycze troche wiecej wrazliwosci
  • makbyt 02.03.08, 20:51
    Gmina ma obowiazek utylizacji. Bylo wyraznie napisane!!!
    --
    JEDNA miała szczęście
  • tenshii 02.03.08, 21:59
    Wiesz co makbyt.. miałam nadzieję że cię tu już nie zobaczę.... po wątku o potrąconym psie..
    Ale ty naprawdę jesteś okropnym forumowym trollem...
    Po kij ruszasz ten wątek takimi pierdołami?
    Chcesz - załóż nowy...
    To wątek dla ludzi, którzy kochali swoje psy i chcą się tu podzielić swoimi przeżyciami, a nie dla służbistów !!

    --
    Galeria Mojej Księżniczki
    To już pół roku
    I don't need to fight to prove I'm right and I don't need to be forgiven
  • makbyt 03.03.08, 00:01
    Po to żeby ludzie wiedzieli że w Polsce jest obowiązek utylizacji
    padłych zwierząt. Bo jak widać nie wszyscy o tym wiedzą!!!
    --
    JEDNA miała szczęście
  • tenshii 03.03.08, 13:08
    Załóż nowy wątek, DUŻYMI LITERAMI aby nikt go nei przeoczył !!
    Sprawia ci radość takie prowokowanie?

    Odrobinę szacunku !! I jeśli nie do zwierząt to przynajmniej do ich umartwionych właścicieli !!

    --
    Galeria Mojej Księżniczki
    To już pół roku
    I don't need to fight to prove I'm right and I don't need to be forgiven
  • urania77 03.03.08, 17:42
    makbyt napisała:

    > Po to żeby ludzie wiedzieli że w Polsce jest obowiązek utylizacji
    > padłych zwierząt. Bo jak widać nie wszyscy o tym wiedzą!!!

    a pomyslalas(es) o utylizacji siebie, swoich bliskich tez jestes
    skonstruowana(ny) z bialek, tluszczow i wody i tak samo jak zwierze
    bedziesz zasmiecac srodowisko jak sie bedziesz rozkladac
  • moniica19 03.10.08, 11:43
    sam sie utylizuj!
  • moniica19 03.10.08, 11:42
    niestety doskonale Cie rozumiem:( Mój pies odszedł w nocy z
    01/02.10.2008 miała zepsutą wątrobe,co zjadła to wymiotowała,nie
    zawsze ale często Miała 12 lat,była zemną od zawsze! Wzielismy ją od
    wójka gdy miałam 6lat. Niestety nie mogłam być przy niej,bo w lipcu
    wyjechałam do Irlandii! W noc kiedy zmarła sniły mi się wypadające
    zęby,co oznacza "smierc bliskiej osoby"
    przestraszyłam się bo gdy mojej siostrze sniło sie to samo,zmarła
    nasza babcia.Odrazu zadzwoniłam do domu gdy sie obudziłam,niestety
    miałam złe przeczucia ktore sie sprawdziły,jednak na mysl mi nie
    przyszło ze to mój najukochanszy psiak odszedł Naszczescie mimo
    choroby,nigdy sie nie męczyła,do konca była szczesliwa,i pełna życia.
    Przez to wszystko wziełam sobie dwa dni urlopu w pracy i nic nie
    robie tylko leze i płacze;(nie moge sobie z tym poradzic Najgorsze
    jest to ze nie moglam sie nawet z nią pozegnac,spieszylam sie z
    powrotem do Polski by ją zobaczyc,jednak nie zdazylam Chcialam tu w
    Irlandii kupic sobie psa,jednak zaden mi nie zastapi mojej Saruni
    juz nie chce,przynajmniej nie tutaj,moze jak wroce do Polski,to
    wtedy przygarne bidulke ze schroniska.
    Gdy patrze na jej zdjecia,serce mi sie kraja i wyje jak oszalała.
    Nie wiem czy kiedys sie z tym pogodze,ciagle mam ją przed oczyma,jak
    stoi nademna i prosi o cos slodkiego ,tak samo jak Twoj psiak,zawsze
    przybiegała gdy cos usłyszała szeleszczącego.Widze jak wybiega na
    podwórko i budzi szczekaniem wszystkich sąsiadów o 7 rano,jak sie
    grzeje na balkonie,zawsze lubila siedziec na sloncu:( A teraz jak
    wroce do Polski,nie przybiegnie do mnie sie przywitac:( Juz nawet mi
    sie nie chce wracac,jak sobie pomysle ze jej tam nie zobacze:(((((

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka