Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc Piesek York 9 tygodni

18.08.07, 01:51
We wtorek wieczorem kupiłam szczeniaczka yorkę.
Po ok. godzinie piesek pokaszliwał, zaraz po podaniu przez Panią
chodowczynię środka na odrobaczenie, gdzie lekko się zakrztusił.
W czwartek pojechałam do weterynarza. Piesek został zbadany i nic
nie stwierdzono tylko obserwować, fakt, że akurat u lekarza
weterynarza nie kaszlał. Obecnie kaszle okropnie, tak jak by miał
wymiotować. Zadzwinilam do Pani od której kupiłam pieska i
przekazalam informacje.
Pani chodowczyni stwierdziła, że piesek w dniu kiedy miał jechać do
nas wpadł do oczka rybiego, został wykapany i przywieziony do nas i
może być lekko przeziebiony. Obecnie nic nie je, bardzo malo pije i
prawie cały dzień przesypia. Kaszle podczas snu, zabawy czy
biegania. Proszę o info co może być pieskowi. Żywiony jest tylko
karmą Eukanuba.
Pokochaliśmy tego pieska wszyscy, a szczególnie córka.
Martwimy się o niego. Nie wyobrazam sobie co by było, jakby
szczeniaczkowi coś się stało.
Proszę o radę, może ktoś miał taką sytuację z yorką.
Obecnej nocy prawie cały czas kaszle i od rana ma biegunkę.
Edytor zaawansowany
  • sengana 18.08.07, 09:29
    Witam,
    Natychmiast prosze jechac do lekarza, taki maly piesek moze sie
    bardzo szybko odwodnic.Co do kaszelka? Lekarz powinien ocenic czy
    piesek jest przeziebiony czy nie, tak mi sie wydaje. A swoja droga
    tlumaczenia hodowcy sa dziwne - na poczatku poinformowala Pania, ze
    kaszelek pojawil sie po podaniu srodka na odrobaczenie (prosze
    sprawdzic w ksiazeczce zdrowia pieska czy akurat w tym dniu ten
    srodek byl podawany), a potem mowi o kapieli pieska w oczku
    wodnym????? Ja trzymam kciuki i zalecam natychmiast lekarza. Sam
    piesek jak Pani pisze jest osowioly - czyli cos sie z nim dzieje i
    nie nalezy czekac na dalszy rozwoj wypadkow. A jesli cos sie stanie
    to nalezy udac sie do hodowcy po zwrot pieniedzy niestety bo cos
    juz bylo z pieskiem nie tak od poczatku, prawda? Mysle , ze wszystko
    bedzie dobrze , pozdrawiam.
  • panix2 18.08.07, 18:34
    Bylismy dzisiaj ponownie u pana weterynarza z pieskiem, otrzymał
    zastrzyk w kark (antybiotyk) i nifuroksazyd w zawiesinie. Jutro
    jedziemy ponownie, zgodnie z zaleceniami lekarza pieska.
    Osłuchowo pan doktor stwierdził, że jest wszystko w porządku.
    Mam nadzieję, że piesek zostanie wyleczony. Nie wyobrażam sobie,
    jakby cos, się mogło jemu stać, natomiast córka nie odchodzi od jego
    łóżeczka, głaszcze go i popłakuje. W zaden sposób nie można jej
    przekonać aby odeszła od pieska. Między pieskiem a corką nawiązała
    sie bardzo silna więż. Piesek wszędzie chodzi za nią, czeka po
    drzwiami łazienki aż wyjdzie. Jak córka płacze to piesek biegnie do
    niej i popłakują razem. Nauczyła go chodzenia na smyczce, kiedy idąc
    zatrzymuje się, piesek także się zatrzymuje i sada na pupie obok jej
    prawej nogi. Wszystko czego go uczy pojmuje w lot i wykonuje.
    Na pierwsze jej zawolanie biegnie do niej, kładzie się obok jej stóp.
    Szczerze wam powię, że nie wyobrazam sobie utraty czy oddania pieska
    chodowczyni. Nigdy nie oddamy jego, nawet jezeli będziemy musieli
    kosztownie go leczyć. Najwazniejsze aby się wyleczył.
    Jego stan narazie się nie poprawia, nadal silnie kaszle, krztusząc
    się i na koniec mocno kicha jeden raz, no i doszła ta biegunka od
    wczoraj rana (nie było zadnej zmiany karmy).
    Pan doktor twierdzi, że to po zakrztuszeniu się.
    Czekamy do jutra na ponowna wizytę u lekarza i poprawę stanu zdrowia.
    Jak piesek kaszle to poprostu serce czlowiekowi "peka"
    Tak bardzo się męczy. Kończę pisanie, bo zaleję klawiaturę łzami.
    Nasz Miki to najcudowniejszy i najukochańszy szczeniaczek na
    swiecie. Nie ma takiego drugiego.
  • mist3 19.08.07, 16:31
    jakoś mam wrażenie, że piesek jest bez rodowodu. jeśli się mylę, popraw mnie.
    mam nadzieję, że wasza psinka przeżyje i że trafił na dobrą rodzinę - wiele z
    nich nie ma tego szczęścia.
    jeśli jednak kiedykolwiek jeszcze planujesz kupić psa lub planuje to ktoś z
    twoich najbliższych - zapoznajcie się z tym linkiem, zanim podejmiecie decyzję:
    www.urban.poznan.pl/zanim_kupisz/5.html
  • panix2 19.08.07, 20:18
    Teraz nie chodzi o to czy ma rodowod czy nie. Dla mnie może to być
    zwykły kundelek. Znam wiele psow z rodowodem bardzo chorych z
    wrodzonymi wadami serca, wodoglowiem itd.. i posiadaja rodowód.
    Choć napewno duzo masz racji.

    Doradz co mam zrobić dla tego pieska, aby mu pomóc.
    Lekarz zaleca obserwacje, ale z pieskiem, jest coraz gorzej.
    Może zrobić jemu, jakieś badania.
  • mist3 19.08.07, 20:42
    wiem, że to nie jest ważne w tym momencie. mam tylko nadzieję, że ktoś kto
    zastanawia się nad kupnem yorka i trafi na ten tytuł wątku - wejdzie i poczyta.
    tylko dlatego to napisałam.
    bo wiem, że i tak już w tym przypadku po herbacie, a Ty bardzo się starasz, żeby
    go uratować - i za to cię cenię :)
    Wydaje mi się, że należałoby przycisnąć hodowcę - co tak naprawdę stało się psu
    - bo to może być ważne.
    Możesz też poprosić o standardowe badania krwi i moczu, które mogą pokazać czy
    to stan zapalny czy coś innego. Ale może weterynarz forumowy będzie miał inne
    sugestie.
  • panix2 20.08.07, 00:37
    dzięki za odpowiedz.
    Rano jak pojechalam do kliniki na kontrolę z pieskiem, to pan
    weterynarz zatrzymał pieska na obserwację.
    Odbierając pieska po godz.17 nic się nie zmieniło. A pan doktor
    stwierdzil, ze już nie bedzie kaszlał, i w razie obaw mam dzwonić.
    I to wszystko. Piesek po odbiorze z kliniki, nie bawi się, nie
    reaguje na wolanie, nawet nie rusza swojej ulubionej małpki.
    Po dojechaniu do domu, piesek kaszlał jeszcze gorzej i nadal kaszle,
    aż się dusi, ma biegunkę, jak robi kupkę to tak, jakby sikał. Nadal
    nie je i nie pije.
    Podalam jemu Nifuroksazyd 3 ml i cały czas staram się podawać
    strzykawką wodę, po troszeczku.
    Po przyjeżdzie z kliniki cały czas piszczy, nie piszczał wczesniej
    tylko spał. Jak dotknę jego brzuszka, aby pomasować, wyrywa się i
    bardzo głosno piszczy. Był odrobaczany 14.08 a w tej wodzie czyli
    kupce bylo coś bialego, takie kuleczki i ok. 3 mm zgięte biale
    niteczki, czy to mogą być robale?? i czy mozna jego odrobaczyć
    ponownie, Niewiem.
    Pisząc to łzy same mi lecą z oczu.
    Mój piesek nie uzyskał żadnej poprawy mimo leczenia w klinice od
    kilku dni.
    Jutro jadę do innej kliniki, nie dlatego ze nie ufam lekarzowi, ale
    dlatego że nie widzę poprawy a pogorszenie.
    Trzymając go na ręcach jak kaszle, to w płucach mu rzęzi, ale pan
    doktor powiedział, że płuca w porzadku.
    Co może być mojemu pieskowi.
  • panix2 20.08.07, 13:21
    Byłam dzisiaj z pieskiem u lekarza weterynarza w innej klinice przy
    Akademi.
    Okazalo sie, że nasz Miki jest bardzo chory, stwierdzono
    kaszel kenelowy, zapadanie tchawicy natychmiast dostał trzy
    zastrzyki. Pani doktor stwierdzila, że to choroba stada,
    szczegolnie, że po przyjezdzie do nas wieczorem pokaszliwal.
    A z dnia na dzień było gorzej z nim.
    Jutro rano nastepne zastrzyki i kroplówka.
    Przeciez od 15.08 jezdziłam z nim do lekarza codziennie, był na
    obserwacji. Po odbiorze z obserwacji było z nim bardzo żle a
    szczegolnie dzisiejszej nocy, myślałam że nie przezyje. Dusił się
    bez końca z minutowymi przerwami i za kazdym razem kończył kaszel,
    duzym kichnięciem i miał bardzo mokry nos. Myłam mu oczka, bo ciągle
    coś z nich wyciekało.
    Mam nadzieję, że uda się Mikiego uratować. Ja zrobię wszystko dla
    niego. Pani doktor także stwierdziła, że zrobią wszystko co mogą,
    aby uratować pieska.
    cały czas spi, wybudza się i kaszle.
    Wiem tyle, że to straszna choroba dla takiego maluszka.
    Jezeli za trzy dni potwierdzi się zapadanie tchawicy, proszę
    forumowiczów o info, gdzie jest najlepsza klinika, w której będzie
    mozliwość operowania jego, o ile to mozliwe.
    Bardzo was prosze o wszelkie informacje, dotyczące opieki nad tak
    chorym pieskiem, sposobie zywienia i oczywiście operacji tej tchwicy.
    Narazie dopajam jego malutką strzykawką, aby się nie zakrztusił i
    nie odwodnił. jakie podawać jemu pokarmy i w jaki sposób.
    Co mogę kupić z pokarmów płynnych i jak je podawać, Jest bardzo
    słaby, apatyczny.
  • rikol 20.08.07, 14:04
    OBJAWY I PRZEBIEG

    Kaszel kenelowy to choroba górnych dróg oddechowych. W okresie wylęgania choroby
    zwierzę gorączkuje, jest apatyczne; nie ma ochoty na spacer, niczym się nie
    cieszy. Potem pojawiają się kłopoty z oddychaniem. Pies kaszle - mogą to być
    napady, nasilające się przy wysiłku lub przy zmianach temperatury - na przykład
    po wyjściu z domu czy po powrocie ze spaceru.
    Chory pies charczy, jakby chciał wykrztusić coś, co stanęło mu w gardle. Czasem
    kicha; cieknie mu z nosa wydzielina - na początku choroby przezroczysta i
    wodnista, z czasem - ropna. Traci apetyt.
    Jeśli choroba ma przebieg łagodny, w niewielkim stopniu wpływa na zachowanie
    psa; poza spadkiem apetytu możemy niczego nie zauważyć. Natomiast choroba
    przebiegająca ostro może prowadzić nawet do skrajnego wyczerpania. Zwierzę nie
    podnosi się i nie chce jeść. Konieczne jest wtedy podawanie mu przez lekarza
    dożylnie lub podskórnie płynów nawadniających, a także karmienie go na siłę (np.
    przez sondę) płynnym, łatwym do przełykania pokarmem.
    W skrajnej postaci choroba może skończyć się śmiercią. Psy młode, stare i
    cierpiące na inne choroby są najbardziej zagrożone, ale zdarza się, że i dorosły
    pies, będący okazem zdrowia, również przechodzi ją bardzo ciężko.
    Przy łagodnym przebiegu choroby - czasami nawet bez leczenia - kaszel i
    wydzielina zmniejszają się po mniej więcej dziesięciu dniach od wystąpienia
    pierwszych objawów, ale jeszcze kilkanaście dni mogą utrzymywać się kłopoty z
    oddychaniem i napady kaszlu o różnym nasileniu. Znacznie rzadziej występuje
    komplikacja w postaci nieodwracalnej chronicznej niewydolności układu
    oddechowego. Nawet łagodnie przebiegającej chorobie może towarzyszyć spadek
    odporności na wysiłek, trwający około dwóch tygodni.

    PRZYCZYNY

    Kaszel kenelowy to infekcyjne zapalenie noso-tchawicy i oskrzeli, spowodowane
    przez bakterie lub wirusy. Zarówno wirus, jak bakteria może działać
    samodzielnie, ale często się zdarza, że wirus atakuje pierwszy, torując drogę
    bakteriom. Wówczas choroba przebiega ostrzej, trwa dłużej i grozi poważniejszymi
    konsekwencjami - aż do śmierci zwierzęcia włącznie.
    Jest to choroba zakaźna - bardzo łatwo się przenosi. Do zakażenia może dojść w
    wyniku kontaktów bezpośrednich, przez wysięk z nosa czy wydzielinę oskrzelową,
    wydalaną podczas kaszlu i kichania. Niektóre wirusy utrzymują się w wydzielinie
    wyleczonego psa jeszcze przez wiele dni po chorobie.
    Kiedy zarazki pojawią się w gromadzie psów, można przewidywać, że w ciągu kilku
    dni prawie wszystkie zwierzęta zachorują - stąd pochodzi nazwa choroby. Ale
    również pies żyjący pojedynczo w domu swego pana ma wiele okazji do zetknięcia
    się z zarazkami: na spacerze, podczas wizyty u lekarza, pobytu u znajomych,
    którym powierzyliśmy go na weekend lub na wakacje; na wystawie psów, w szkole
    tresury, na zawodach... We wszystkich tych miejscach, nawet przy krótkotrwałym
    spotkaniu, powstaje możliwość przeniesienia choroby. Badania wykazały, że 17
    proc. psów żyjących w pojedynkę posiadało specyficzne antyciała - co znaczy, że
    musiały się zetknąć z wirusem; wskaźnik ten w schroniskach osiągał 100 proc.

    LECZENIE

    Polega na podaniu antybiotyków i środków bakteriobójczych działających na drogi
    oddechowe. Antybiotyki niszczą bakterie, ale nie działają na wirusy; zmniejszają
    więc tylko nasilenie choroby i możliwość powikłań. Środki przeciwkaszlowe są
    wskazane wtedy, gdy chore zwierzę jest zmęczone kaszlem; właściciele proszą o
    nie często, sami wyczerpani niedostatkiem snu z powodu nocnego kaszlu psa.

  • panix2 20.08.07, 17:31
    Przeczytałam dokładnie cały. Wszystkie te objawy to jakbym czytała o
    swoim piesku. Z linku jaki podałaś, wynika, że mój piesek ma ostry
    stan.
    Po tych zastrzykach od Pani doktor, długo spał, a jak sie obudził to
    pierwsze co zrobił to główke przechylił w kierunku swojej ulubionej
    małpki. Widać że trochę wstępuje w niego zycie.
    Nadal nic nie je i nie pije. Podaję wodę strzykawką w malutkich
    ilościach, chroniąc jego przed zachłysnięciem się.
  • mysiam1 20.08.07, 14:26
    Kup mu saszetki Convalescence (u weta) - w postaci proszku do
    rozpuszczania w wodzie. Robi się z tego takie gęste "mleczko" -
    jest bardzo pożywne i bardzo lekkostrawne. Można podawać strzykawką,
    uważając, żeby mały się nie zakrztusił. Zaletą tej odżywki jest to,
    że wystarczy mała ilość, żeby zaspokoić zapotrzebowanie na pokarm u
    takiego malutkiego pieska.

    Trzymam kciuki, a tę panią "hodowczynię" należałoby napiętnować
    wśród miłośników rasy...
  • mysiam1 20.08.07, 14:32
    Jeszcze coś - to, co opisujesz w jego kupce, to oczywiście mogą być
    robaki i tak się zastanawiam, czy ten kaszel też nie jest m.in. nimi
    spowodowany....bo one mogą "wychodzić" górą i dołem...
    A może zrób mu też na wszelki wypadek testy na inne choroby
    wirusowe - bo skoro przyszedł w takim stanie z hodowli, to mógł tam
    złapać wszystko.U weterynarzy są już dostępne testy na parwowirozę i
    nosówkę - robione na poczekaniu. Gdyby, odpukać, któryś wyszedł
    pozytywnie, to są też surowice...
  • panix2 20.08.07, 18:17
    Autor: mysiam1
    >Jeszcze coś - to, co opisujesz w jego kupce, to oczywiście mogą być
    >robaki i tak się zastanawiam, czy ten kaszel też nie jest m.in.
    >nimi
    >spowodowany....bo one mogą "wychodzić" górą i dołem...
    >A może zrób mu też na wszelki wypadek testy na inne choroby
    >wirusowe - bo skoro przyszedł w takim stanie z hodowli, to mógł tam
    >złapać wszystko.U weterynarzy są już dostępne testy na parwowirozę
    >i nosówkę - robione na poczekaniu. Gdyby, odpukać, któryś wyszedł
    >pozytywnie, to są też surowice...

    O tych robalach rozmwaialam z panią doktor. Pani doktor stwierdziła,
    że skoro był odrobaczany 14.08.07 to mogą jeszcze z niego wychodzić
    martwe robale.
    A kaszel to kaszel kennelowy. Z linku który czytałam wyżej, czyli
    opis tego, to jakbym czytała o Mikim.
    Zapytam jutro pani doktor o te testy wirusowe. Zapisuję sobie na
    kartce, aby zapytać jutro rano lekarza.
    Miki miał pierwsze szczepienie wykonane i był trzy krotnie
    odrobaczany (wpisy w jego książeczce zdrowia)
    Bardzo ci dziekuję za porady i pomoc.



  • anna.jozwik 21.08.07, 00:16
    Jesłi to kaszel kenelowy, to piesek powinien wrócić w przeciągu
    dówch tygodni do zdrowia. Mam nadzieję, że pies dostaje antybiotyki
    i środki przeciwzapalne.
    Jednak mam obawy, czy to przypadkiem nie coś groźniejszego, a
    mianowicie nosówka. Objawy niestety równiez pasuja jak ulał. Proszę
    koniecznie wykonać test w kierunku nosówki.
    Rzeczywiscie tak jak ktos juz wczesniej polecał, dobrze jest podawac
    mu w tej chwili płynne karmy dla rekonwalescentów (dostępne w
    lecznicach) oraz poic od czasu do czasu stkrzykawką, jesli sam nie
    pije.
  • panix2 21.08.07, 15:30
    Zmienilismy lecznicę. Od wczoraj dostaje 3 zastrzyki
    -Ceporex
    -Lydium
    -Vitamina C
    2 x dziennie kroplowke z czymś jeszcze, nie wiem co, ale były trzy
    czy cztery strzykawki uszykowane i dodane do kroplówki.
    Po pierwszych zastrzykach i spaniu kilka godzin, zaczął wstawać.
    Widać było zewnetrznie, że coś już się poprawia.
    Dzisiaj nawet bawił się trochę małpką, ale jest bardzo słaby, bardzo
    dużo schudł (prawie sama skora i kości)
    Kupiłam dzisiaj w lecznicy preparat dla rekonwalescentow, zalecany
    przez jedną z forumowiczek. Podaję przez strzykawkę, oraz dopajam
    strzykawką.
    Pani doktor dzisiaj mówiła, że narazie nie musze dopajać ponieważ
    otrzymuje kroplówki.
    Trafiliśmy na wspaniałą lecznicę, lekarze tam robią wszystko co może
    pomóc Mikiemu. Bardzo mily i sympatyczny personel.
    A poprawę widać po zachowaniu się Mikusia.
    Jestem ogromnie wdzięczna lekarzom z tej lecznicy za pomoc i
    widoczne efekty leczenia Mikusia (poprawa)
    Będę rozmwiać o tym badaniu z lekarzem w lecznicy.
    Gorąco mogę polecić każdemu tą lecznicę.
    Efekty leczenia są naprawdę widoczne u Mikusia.
    Choć nadal kaszle i krztusi się, ale mniej i nie tak strasznie jak
    przed leczeniem w tej klinice.
    Mam nadzieję, że jeszcze ta biegunka minie. jest bardzo słaby i
    bardzo schudł.
    Dziękuję za poradę, oraz podziękowanie wszystkim forumowiczom.
    Każda porada dla mnie jest cenna.
  • mysiam1 21.08.07, 16:40
    Proszę, zrób mu jak najszybciej testy na nosówkę i parwo...Jeśli to
    np.nosówka, to podanie surowicy (wiem,że zdanie lekarzy jest
    podzielone - jedni uważają,że surowicę należy podać w ciągu 48
    godzin od wystąpienia objawów, inni - że można ją podać na
    jakimkolwiek etapie) i odpowiednie dalsze leczenie może uratować mu
    życie.
  • panix2 21.08.07, 21:45
    Bardzo dziekuję za polecenie tych saszetek. Już otrzymuje je
    strzykawką doustnie. Kaszel nadal jest, ale nie tak silny jak byl.
    Dostał dodatkowe leki, ale nie pamietam jakie, a nie chcę błędnie
    odczytać z książeczki.
    Nadal jest bardzo słabiutki, ale zaczyna chwilami chwytać swoją
    małpkę lub pieska.
    Najgorszy jest wieczór i noc, wtedy najbardziej go męczy, lub po
    wysiłku. Wieczorem jechałam z nim do lecznicy, aby otrzymał następną
    kroplówkę z lekami.
    Rano porozmawiam z panią doktor o tych testach. Jestem tak bardzo
    zmęczona, że wieczorem poprostu zapomniałam zapytać.
    Dam znać jutro, po rannej rozmowie, jak wrócę z nim do domu.
    Zapomniała bym, pani doktor stwierdziła, że to bardzo dobry środek w
    tych saszetkach do rozpuszczania i nie tylko, mamy stosować jego
    kiedy jest chory, ale nawet kiedy oslabiony czy zakatarzony. Także
    duże dzięki. Mikuś dostaje.
    probowałam podać jemu zmiksowanego kurczaka z ryżem, taka żadka
    papka, ale Mikuś całkowicie odmawia. Więc nadal pozostaje to mleczko
    dla rekonwalescentów z saszetki. jutro kupię słoiczek gerbera z
    kurczakiem i sprobuję, może przyjmie.
    Jezeli chodzi o leczenie, teraz jestem przekonana, że jest pod
    fachową opieką medyczną.
  • monikawet 21.08.07, 22:00
    A tak z ciekawości zapytam -jaka to lecznica?Ta i poprzednie.Może warto innym
    polecić.
  • panix2 21.08.07, 22:56
    Niewiem czy mozna pisać na forum, moze to być odebrane jako reklama.
    Napisz do mnie na priv.
    Moj Miki, już pozostanie do końca swoich dni pacjentem tej lecznicy.
    Ja widzę znaczną poprawę zdrowia Mikiego już po dobie. A w
    poprzedniej lecznicy dostał tylko jeden zastrzyk i przez 5 dni
    mielismy obserwować. Po obserwacji cołodziennej, gdzie stwierdzono,
    że już nie będzie kaszlał i mamy dzwonić w razie obaw, to wierz mi
    obawy to mielismy zaraz po odebraniu jego z obserwacji. Cały wieczor
    i noc kaszlał dusząc się, był słaby, zero reakcji na cokolwiek w
    domu. Modliłam się oby było rano (poniedziałek) aby biegiem pojechać
    do lecznicy wskazanej jako najlepsza, jeżeli chodzi o ratowanie
    zdrowia i życia pieska. Nie spalam całą noc (szukając lek.
    weterynarza, który by przyjechał do domu ( nie takich u nas),
    ponieważ spalo dziecko i nie mogłam jechać sama z pieskiem (małżonka
    nie bylo w domu) i rano kiedy się dodzwoniłam, natychmiast
    pojechałam.

    Teraz każdemu z moich znajomych będę polecać tą lecznicę, a do tej
    drugiej juz nie pojade i będę odradzała kazdemu kto posiada pieska.
    Tylko dla dobra zwierzaka.

    Nie rozumiem , tylko jednego, dlaczego nic nie podano poza jednym
    zastrzykiem pieskowi i zaleceniem podawania doustnie Nifuroksazydu w
    zawiesienie, który i tak nie zatrzymał biegunki, a piesek sikał
    kupką, jego stan sie coraz bardziej pogarszał. Przecież 5 dni nie
    robienia niczego tylko obserwowania nie sprzyjało poprawie. A
    musiałam tam jeżdzić codziennie na kontrolę z pieskiem. Przez 5 dni
    żadnych leków, żadnego nawodnienia.
    Dla mnie 9 tygodniowy york, kaszlący i duszący się, który odmówił
    picia wody, pokarmów, z oczek wychodziła ropa, zrobił się tak chudy
    i słaby nie zasługiwał na takie potraktowanie. Mi się wydaje, że
    został spisany na straty przez pana doktora, twierdząc w niedzilę,
    że już dzisiaj nie będzie kaszlał i mamy dzwonić jak nas coś
    zaniepokoi.
    Dlaczego? niewiem, mam okropny żal do pana doktora, że Mikuś tak się
    męczył, nie uzyskując pomocy.
    Ale nie omieszkalam zadzwonić i powiadomić w jakim stanie był Mikuś
    wieczorem po odebraniu z jego kliniki i po całodziennej obserwacji w
    jego klinice i co działo się przez całą noc w domu z pieskiem, oraz
    co rzeczywiście mu dolegało.
    Nic nie powiedział, zamilkł i probował cos powiedzieć, ale nic nie
    powiedzial, był bardzo zdenerwowany.

    W tej drugiej klinice, pani doktor jak zobaczyła jak piesek kaszle i
    się dusi, odręcznie podała antybiotyki i inne leki, na drugi dzień
    dołączono nastepne leki i kroplówkę z lekami. Codziennie jest
    dokładnie badany, od uszu, oczek, nosa, osłuchowo stetoskopem itd. a
    dopiero potem dostaje wszelkie zastrzyki i leki, oraz kroplowke.

    Ja i moi znajomi posiadający pieski, już nigdy tam nie pójdziemy w
    obawie o zycie naszych piesków. Nie wiem dlaczego zamiast leczyć, z
    góry dyskwalifikuje sie pieska, nie dając mu zadnej szansy.

    Podsumowując, jest mi ogromnie przykro, jako nowicjusz w posiadaniu
    pieska, podeszlam z pełnym zaufaniem do pana doktora, a teraz bała
    bym się, powierzyć jemu pieska. Już nigdy mnie tam nikt nie zobaczy
    z Mikusiem.

    Analizując obie Lecznice, to ta druga to prawdziwa lecznica dla
    zwierząt, a ta pierwsza nawet nie wiem jak nazwać, może kwalifikacja
    do ratowania. Nigdy bym się tego nie spodziewała.

  • panix2 22.08.07, 13:47
    Rozmawialam z panią doktor o tych testach.
    Stwierdziła, że teraz były by i tak mało wiarygodne.
    Wyjasniła nam dlaczego. Więc poczekamy jak piesek wydobrzeje.
    nadal jest dużo krwi w kale i ta biegunka. Dostaje dodatkowo jakąś
    białą papkę 1.5 ml, kroplówki 2xdziennie i zastrzyki. W kroplówce
    coś dodatkowo także dostaje.
    Mikusiowi się polepsza i to na dobre, choć nadal ten kaszel go
    meczy, ale łagodniejszy, najgorzej w nocy.
    Dzisiaj Miki był super, bronił się u lekarza, przed tem leżał
    jak "placek" i reakcja jego była tylko wtedy kiedy dostawał zastrzyk
    i to nie wielko, dzisiaj zrobił popis. Co mnie i pania doktor
    ucieszyło, że to w dobrym kierunku.
    Rano nawet zjadł 3 kulki karmy, gdzie sam poszedł do miseczki. Wypił
    Convalescence Support, okolo pół miseczki. trochę poszczekiwał.
    Tak bardzo się wszyscy cieszymy, że nastepuje poprawa.
    W naszym domu zapanowała radośc, nawet bawił się małpką.
    Fakt, że jest słaby i czasami idąc do kuchni zachacza o lodówkę, tak
    jakby "tracił orientację", i "rozjeżdza" mu się prawa łapa na bok na
    zewnątrz. Ale póżniej prostuje ją.
    Ja uważam, że będąc nadal pod opieką tak wspaniałych lekarzy, Miki
    wróci do zdrowia. Choć pani doktor mówi nie cieszmy się za wcześnie,
    ale my i tak się cieszymy widząc postępy i łagodniejszy kaszel,
    który mniej go męczy.
    Jak dobrze, że trafilismy na takich wspaniałych lekarzy!!!
  • mysiam1 22.08.07, 16:56
    Cieszę się, że psiak czuje się lepiej, jednak jeśli to (tfu, tfu)
    nosówka, to ona tak łatwo nie "puszcza". Niestety zdarza się, że po
    pozornym wyzdrowieniu następują powikłania neurologiczne i to często
    jest koniec... Dlatego byłoby jednak chyba wskazane,żeby nosówkę z
    całą pewnością potwierdzić lub wykluczyć.
    Mam w domu bokserkę,którą rok temu, jako 6-tygodniowego szczeniaka
    umierającego na nosówkę zabrałam ze schroniska. Leczenie trwało dwa
    miesiące, a przed postacią nerwową nosówki miała uchronić moją sunię
    kuracja sterydowa OBNIŻAJĄCA odporność (bo te powikłania wynikają
    prawdopodobnie z autoagresji ogranizmu, więc trzeba wyciszyć układ
    odpornościowy) - i jak dotąd nie ma żadnych problemów. Jednak przez
    niemal cały okres leczenia lekarz powtarzał mi, żebym nie cieszyła
    się za szybko - bo nosówka jest bardzo podstępna :-(.
  • panix2 22.08.07, 20:26
    Przed chwila, wrócilam z lecznicy. Pani doktor, która była
    (nawiasem mówiąc wspaniały człowiek, sercem oddana pacjentom) jutro
    będzie dzwonić do Warszawy o te testy, o których napisałaś.
    Testy zostana wykonane. Jutro rano dowiem się szczegółów.
    Mikiemu pajwił się gęsty ropny katar, kicha i wszystko leci mu z
    nosa, w kale (woda) pojawiło się więcej krwi, ma gorące uszy, nadal
    wpda na przedmioty. Fizycznie jest trochę silniejszy.
  • ewitaminka1 23.08.07, 09:27
    Pozdrawiam Cie serdecznie i gorąco trzymam kciuki za pieska1 ja tez
    niedano pisałm tu o rade dla mojego małego sznaucerka, miał i dalej
    ma ale wida poprawe ztylnia nózka, prze 1,5 miesiaca leciała krew i
    ropa, tez lekarze nie wiedzieli co robic, zrobili operacje która nic
    nie pomogła, a potem chcieli robic druga,ale juz nie pozwoiłam i
    dobrze!! najgorsze jest tez to,ze Ci chodowcy, od ktorych kupujemy
    psy tak na prawde w 90% wcale nimi nie sa, nie umieja dbac o
    szczeniaki i potem wychodza rozne choroby! z moim bylo podobnie!! to
    jest najgorsze
  • mist3 23.08.07, 11:34
    bo to niestety nie są hodowcy, tylko pseudohodowcy, którzy wmawiają ludziom, że
    pies/kot bez rodowodu to też pies/kot rasowy a rodowód to fanaberia 'paniuś'.
    kupowanie psa to wielka decyzja i NAJPIERW należy zasięgnąć języka (np. na
    wystawach, gdzie szeptana propaganda to najlepsze źródło informacji) o renomie
    hodowli a potem dopiero kupować zwierzę.
    Jeszcze raz podaję linki:
    www.urban.poznan.pl/zanim_kupisz/5.html
    arka.strefa.pl/rasa.html
    Może jeśli kiedyś wy lub ktoś z waszych znajomych będziecie chcieć kupić
    psa/kota - rozważniej podejdziecie do sprawy.
    Za yorka - bohatera wątku trzymam kciuki cały czas.
  • panix2 23.08.07, 12:44
    mist3 napisała:
    > kupowanie psa to wielka decyzja i NAJPIERW należy zasięgnąć języka
    >(np. na wystawach, gdzie szeptana propaganda to najlepsze źródło
    >informacji)

    tak, ale ja nie mogę sobie pozwolić na wyjazdy na wystawy, przy
    chorym dziecku.
    Zaufałam hodowcy:-( i nikt z nas nie przypuszczał, że kupno pieska
    skończy się ogromnym stresem z obawy o zdrowie dziecka i życie
    Mikiego.
    Nie podjelismy pochopnie decyazji. Wyważaliśmy za i przecie od dwóch
    lat. Kupienie Mikiego to była bardzo poważna decyzja (taka sama jak
    posiadanie dziecka) Dla nas piesek w dniu zakupu stał się czlonkiem
    naszej rodziny. Ma swoją półeczke z recznikami i kosmetykami w
    łazience, szafkę z karmą, swoje łóżeczko, zakupilismy specjalne
    miseczki z tacką i matą antypoślizgową itd.
    My bylismy przygotowani na przyjęcie Mikiego jak dziecka w domu.
    Teraz przeżywamy bol i cierpienie takie same jakie przechodzi Miki.
    jest pod wspaniałą opieką medyczną lecznicy, troskliwośc lekarzy i
    całego personelu, oraz studentów jest ogromna i nie tylko w stosunku
    do Mikiego, ale i innych pieskow.
    Pozostaje nam tylko modlić się, że Miki będzie tak silny i zwalczy
    chorobę.
    Jego samopoczucie jest raz lepsze, a dzisiej gorsze.
    Jeżeli Mikuś nie zwalczy choroby, już nigdy nie kupię żadnego pieska
    ani zwierzaka, ponieważ nie bedziemy w stanie drugi raz przeżywać
    tego co obecnie.
    Może zbyt odpowiedzialnie i emocjonalnie podchodzimy do pieska,
    kochamy i traktujemy jak czlonka rodziny.
    Będziemy leczyć Mikiego, ale nie wiem jaka podejmie decyzję, kiedy
    pojawią się objawy neurologiczne, nie wiem jak postąpić, ponieważ
    Miki jest dla nas małym chorym "chlopczykiem "
    Jeżeli nie zwalczy choroby, w naszym domu już nigdy nie pojawi się
    żaden zwierzak.
    Dlaczego nikt nie kontroluje, hodowli w Polsce. Gdzie jest prawo i
    obrona dla zwierząt????
    Dlaczego????

  • panix2 23.08.07, 12:25
    ewitaminka1 napisała:
    > najgorsze jest tez to,ze Ci chodowcy, od ktorych kupujemy
    > psy tak na prawde w 90% wcale nimi nie sa, nie umieja dbac o
    > szczeniaki i potem wychodza rozne choroby! z moim bylo podobnie!!
    >to jest najgorsze

    Dlaczego!!! Przecież to także zywe stworzenia, mające serce, myslące
    i czujące tak samo jak czlowiek.
    Ja nie potrafię tego zrozumieć. Przecież poza pieniądzem są jeszcze
    uczucia, humanitaryzm. Czy dla pieniędzy człowiek się pozbawia
    wszelkich odruchów ludzkich???
    Pisząc to łzy same mi kapią.
    Mikiemu się dzisiaj pogorszyło. Jutro prawdopodobnie będą testy z
    Warszawy.
    Lekarze w tej klinice robią co mogą.
    Dzisiaj rano dostał zastrzyki i kroplówkę także z lekami.
    Pani doktor zaproponowała jeszcze jeden lek, nie opisze dokładnie,
    ale ma wzmocnić Mikiemu odporność.
    mamy obserwować w domu Mikiego czy nie pojawią się objawy
    neurologiczne. Jeżeli sie pojawią, to stwierdzono, że lepiej pieska
    uśpić, aby nie cierpiał.
    Zawsze myślalam, że hodowcy kochają swoje pieski i dbaja o nie. Ale
    jak widać jestem nowicjuszem i myliłam się.
    Nie rozumiem, jednego, dlaczego sprzedaje się pieska wiedząc, że
    jest dla chorego dziecka z wadą serca i naraża się swiadomie to
    dziecko na bardzo poważny stres.
    Zanim kupilismy pieska pytaliśmy czy jest zdrowy, że jest on dla
    dziecka chorego na serce itd...Zapewniano nas, że tak, przywieziono
    nam do domu, aby nie narażać dziecka na podróz. Piesek po
    przyjeżdzie do nas pokaszliwał i kichał, pytalam odręcznie
    chodowczynie dlaczego. Twierdzono, że to zmiana warunków i zapachów.
    W nocy było z nim żle a rano już był u weterynarza.
    Naszemu dziecku w nocy się pogorszylo zdrowotnie, budząc się w nocy
    plakalo i pytalo czy Miki zyje.
    jest to ogromny stres dla nas i Dziecka.
    Kochamy Mikiego.




  • ewitaminka1 23.08.07, 13:21
    bardzo wam współczuje, ja tez kocham ogromnie zwierzaki i tylko
    pozostaje mimiec nadzieje,ze z waszym psiakiem bedzie dobrze. ja tez
    dzisiaj jestem zła na siebie za to,ze na poczatku nie sprawdziłam
    chodowcy mojego pieska, ale po prostu wierzyłam,ze skoro ludzie maja
    tyle psów to musza to kochac1 ale teraz juz wiem,ze jest inaczej,
    pieski nie zawsze sa szczepione w odpowiednim czasie, maja ukryte
    choroby, o których nas chodowcy nie informuja! tak nas wykorzystuja,
    trzymam kciuki za waszego pieska i pozdrawiam!!!
  • marica29 23.08.07, 14:52
    Witaj, nie załamuj się tak strasznie, może będzie jeszcze wszystko dobrze.
    Strasznie mi przykro kiedy czytam Twoje pełne bólu i rozpaczy posty. Ja też mam
    yorczkę, którą kochamy wszyscy całym sercem. Nawt nie chcę myśleć co by było,
    gdyby się rozchorowała i umarła. Moja mała ma 7m-cy. Też kupiliśmy ją dla
    dzieci, bo bardzo chciały pieska, a ja się nie godziłam na żadnego innego(od
    dziecka sama marzyłam o yorku), mąż tylko trochę się pokrzywił, że jak on będzie
    wyglądał z takim małym psem(bo on kawał chłopa). Kiedy już decyzja zapadła, że
    jednak wszyscy chcemy yorka, to zaczęłam szukać hodowli. Zadzwoniłam tam skąd
    miała moja znajoma, akurat były maleńkie miniaturki do odebrania za 3tyg, od
    razu zaklepałam suczkę( myślałam po co mi rodowód, skoro pani mówi, że nie ma
    tylko dlatego, że nie jeździ z psami na wystawy, więc biorę od niej). Przez te 3
    tyg miałam dużo czasu, aby dowiedzieć się wiecej o rasie. Znalazłam wspaniałą
    stronę dogomania, gdzie są odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. I
    im więcej czytałam tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że nie wiem nawet co za
    zwierzaka kupię. Z jakim charakterem, wyglądem, bo nie dostanę nawet żadnego
    dokumentu na niego. Zrozumiałam po co jest metryka, rodowód. Stwierdziłam że nie
    mam odwagi jechać po tą suczkę, bo nie wiem co z niej wyrośnie. Zaczęłam szukać
    w necie, ogłaszała się pani hodowczyni, zadzwoniłam do niej. Oczywiście, ma
    panny i kawalerów w różnym wieku(chodzi o m-ce). Ale zanim mi sprzedała to
    wypytała o sytuację w domu, o dzieci w jakim wieku, miałam do wyboru- 8 tyg,
    albo 4 m-ce. Wzięłam tą starszą, bo po wszystkich szczepieniach, odrobaczeniach,
    z pełną dokumentacją i wiem, ze wyrośnie mi york. Sunia jest grzeczna, mądra,
    spokojna, nie agresywna. Nie wyobrażam sobie już życia bez yorka, dlatego ty też
    się nie zarzekaj, jeśli nie daj Boże stałoby się z Mikim to postaraj się o
    drugiego, będziesz chciała to polecę Ci hodowlę z której ja zabierałam, bo
    napewno tam jeszcze sobie dokupię jedną sunię.
    Tak tylko napisałam, bo bardzo mi Ciebie szkoda, bo ja też bym tak cierpiała jak
    Ty. Też mam dzieci i też nie wyobrażam sobie co miałabym powiedzieć gdyby mojej
    kochanej suni się cos stało. Trzymam kciuki za Was wszystkich!!!
  • monikawet 23.08.07, 15:47
    Droga Panix2-pytasz czemu tak jest?Bo bardzo rzadko prowadzi się hodowlę z
    miłości do zwierząt.To interes jak każdy inny i ma przynosić dochód.Oczywiście
    szanujący się hodowca będzie dbał o prestiż swojej hodowli i nie pozwoli sobie
    na sprzedaż psa z objawami chorobowymi,a jeśli taki wystąpią zwróci koszta
    leczenia,albo oddaje pieniądze i zabiera szczeniaka..Tyle o szanujących się i
    sprzedających yorki po ok.2500 za sztukę...Jeśli kupuje się z niesprawdzonego
    źródła,nie robiąc wcześniej wywiadu wśród wcześniej kupujących-można nieźle
    "wdepnąć"..Oczywiście jeśli masz umowę kupna możesz dochodzić swoich praw sądownie..
    Powodzenia .Pozdrwaiam
  • panix2 23.08.07, 16:02
    Narazie poczekam co będzie Mikim.
    Pani hodowczyni, chciała zabrac szczeniaka, twierdzac ze go uspią,
    ponieważ nie opłaca się leczyć, za duże koszty.
    Mogłam oddać pieska i otrzymac pieniądze, ale nie potrafię przerwać
    jemu leczenia i skazać na smierć, ja i mój małżonek poprostu nie
    potrafimy tego zrobić. Chyba sumienie nie dało by, nam normalnie zyć.
    Mamy nadzieję, że będzie silny i przezwycięzy chorobę.
    Telefon mialam na nagłosnieniu i dziecko słyszało rozmowę. Stad się
    rozchorowalo.
    Dzisaj cały dzień zadaje pytanie, dlaczego chorych ludzi się leczy a
    pieski zabija. Bardzo trudno jest dziecku tłumaczyć dlaczego dorosli
    ludzie tak postepują.
    Pilnuje pieska, na kazdy dzwonek reaguje nerwowo, pytając czy to
    pani przyjechala po pieska i chowa jego w pokoju.
    My nie możemy już go oddać a tym samym, skazać na smierć.

  • panix2 23.08.07, 15:50
    Bardzo dziękuję za wsparcie.
    U nas wszyscy pokochalismy Mikiego, nawet małżonek.
    Kupiliśmy yorke, ponieważ chodziło nam o najmniejszego pieska, a
    yorka byla najmniejszą rasą jaką ja znam.
    Kiedy zobaczylismy jego słodkie oczka i to przepiekne spojrznie,
    oraz prawą łapką, głaskal mnie po reku, to nie mozna było sie oprzeć.
    Muki jest bardzo kochanym pieskiem, jego nie da się nie kochać.
    Zaraz jadę do lecznicy na kolejna kroplówke i leki.
  • mysiam1 23.08.07, 19:32
    Panix, trzymaj się dzielnie - dla dziecka, dla pieska...
    To nie do końca jest tak, że superhodowla z tytułami i nie wiadomo
    czym jest gwarancją kupna zdrowego, zsocjalizowanego psa. Niestety
    nie jest tak prosto. Zbyt dużo widziałam porzuconych rasowców
    z "dobrych" hodowli, słyszałam obojętność w głosach hodowców, gdy
    zawiadamiałam ich, że ich "wychowanek" leży ciężko ranny czy chory w
    schronisku... A już tak "intratny" interes jak hodowla yorków...
    Niestety, hodowczyni wiedziała, co robi, przywożąc Wam Mikiego do
    domu - bo może włosy stanęłyby Wam dęba na głowach, gdybyście
    widzieli, jak wygląda jej hodowla i w jakich warunkach żyją psy...

    Jedyne, co mogę zrobić, to słać dobre myśli w Waszą stronę... Oby
    piesek znalazł w sobie siły, by przeżyć...

  • panix2 23.08.07, 20:45
    Miki jest bardzo dzielny walcząc o swoje zycie.
    Dzielnie znosi wszystko. Jest bardzo grzeczny jak ma podłączoną
    kroplówkę, leży i usypia, nie protestuje. Po zastrzykach i
    kroplówkach z lekami staje się weselszy, potem znowu przychodzi
    kryzys, szczegolnie w nocy.
    Jest szczęściarzem, że zdąrzył trafić na lekarzy weterynarzy w
    pełnym tego słowa znaczeniu.
    Robimy wszystko w domu dla Mikiego, a lekarze robią wszystko
    co można w lecznicy. Mam nadzieję, że Miki będzie dalej dzielnie
    walczył, on poprostu nie może umrzeć. Była by to tragedia dla nas
    wszystkich.
    Powinien powstać wątek o najlepszych klinikach i hodowlach w miastach
    Aby nowicjusz poszukujący pieska czy lecznicy od razu kierował się
    do tych najlepszych. A wtedy pozostałe nie starające się i nie
    dbające o zwierzeta powinny zbankrytować, i to z wielkim hukiem.
    Przecież od lecznic i hodowli zależy zycie i zdrowie naszych pieskow.
    I nie zmienię zdania, zaden już piesek nie zajmie miejsca Mikusia w
    naszym domu, on jest jedyny w swoim rodzaju. Nie ma takiego drugiego.

  • mist3 24.08.07, 16:47
    takie wątki o dobrych lecznicach czy hodowlach są - z psami choćby na
    dogomania.pl, z kotami - na miau.pl
    z tym że niestety większość ludzi w Polsce kupuje psa./kota na zasadzie impulsu,
    nie starając się znaleźć takich stron wcześniej i poczytać o zwierzętach.
    przepraszam, że zapytam - jak ty zabierałaś się do kupowania swojego psa?
    zazwyczaj wystarczy wpisać w wyszukiwarkę (choćby na forum gazetowym) - chcę
    kupić psa/kota i wyskoczy mnóstwo wątków, w których ludzie udzielają właśnie
    takich rad i polecają strony, na których można poczytać o mądrym zakupie
    zwierzęcia. niestety zazwyczaj Polak mądry po szkodzie...
    cały czas trzymam kciuki za twojego pieska, bo lubię yorki i wiem jak
    pokrzywdzone są one przez pseudohodowców w Polsce. Życzę wam i jemu, żeby
    przeżył. Jednak szkoda, że piszesz - jak nie ten to żaden inny. Utrata
    zwierzęcia jest bardzo bolesna, ale świadomość tego, że w każdym schronisku
    czeka pies/kot, który w zamian za odrobinę miłości pokocha całym sobą dodaje sił
    tym ludziom, którzy mimo utraty zwierzęcia decydują się na adopcję kolejnego. w
    końcu gdyby każdy z nas, któremu zmarło zwierzę, nigdy więcej nie zdecydował się
    na kolejne to schroniska byłyby o wiele gorszymi miejscami niż są teraz (a teraz
    i tak nie przypominają niestety raju na ziemi)
  • panix2 24.08.07, 20:47
    Teraz to juz po fakcie.
    Wniosek z tego, że nie należy nikomu ufać. Choć zapewniano nas, że
    piesek jest zdrowy. Zaufalam chodowczyni.
    My zakupując pieska podjelismy poważną decyzję. Dziecko czekało od
    dwóch lat na naszą decyzję i nie był to żaden impuls.
    Piesek to nie zabawka, a członek rodziny, oczym dziecko było
    informowane i przygotowywane do przyjęcia pieska.
    Może stąd jest bardzo obowiązkowe wobec pieska.
    Przyniosla swoje wszystkie pieniązki ze skarbonki aby leczyć pieska,
    odmówiła kategorycznie zakupu ulubionej lalki itd i kategorycznie
    nie godzi się na uspienie.
    Jej argument, to cyt "ludzi chorych się nie zabija a leczy, więc
    dlaczego można zabijać pieski kiedy są chore"
    A co do zakupu innego pieska, to nie ma mowy. Za dużo bólu dostarcza
    ciężka choroba pieska i nie daj B... smierć.
    My konkretnie chcielismy najmniejszego pieska do domu, stąd wybór
    był yorki. Nie chodzi tu o modę czy inne sprawy. Miał być malutki.


  • panix2 24.08.07, 21:00
    dzisiaj Miki miał test na nosówkę. wyszedł ujemny.
    Bardzo się z tego cieszymy. Dodatkowo dostał zastrzyk Zylexis.
    Kroplówki otrzymuje dwa razy dziennie, zastrzyki plus leki doustne.
    Wczoraj miał ogromny kryzys, natomiast dzisiaj jest duży postep. Sam
    zjadł pół miseczki ryżu z cielęcinką, pije convalescense support.
    Ma wesołe oczka, Kupka się zagęściła.
    Bawił się piłką i trochę poszczekiwał.
    Nadzieja jest ogromna. Pani doktor twierdzi, że może się z
    tego "wyliże"
    Mnie cieszy, że samodzielnie poszedł do miski i zjadł. W jego
    oczkach widać zycie, ale nie zapeszam.
    Ma swoje dni kryzysowe, a po nich lekka poprawa i tak wkólko.
    Kaszel i duszenie się przebiego łagodniej. Najgorzej rano i w nocy.
    Ja jestem dobrej myśli i mam przeczucie, że Miki przeżyje.
    Moja coreczka zaczęła się dzisiaj uśmiechać.


  • mysiam1 25.08.07, 13:30
    No, to ufff...najważniejsze, że to nie nosówka, bo to paskudna,
    wredna choroba.
    Trzymam kciuki,żeby teraz było już coraz lepiej :-).
  • panix2 25.08.07, 21:18
    mysiam1 ja także się bardzo ciesze, ze nie ma nosowki.
    Martwię się nadal tym kaszlem. Kaszle tak jakby nie mógł wykrztusić,
    lub chciał wymiotować. Obecnie ten kaszel jest tak jaby stłumiony,
    ale nadal bardzo męczący. Dlaczego najgorzej się czuje w nocy i
    rano?? Z noska i oczek jeszcze cieknie.
    Nadal otrzymuje antybiotyk i inne leki, oraz kroplówki 2xdziennie po
    50 ml z lekami.

    Co może być mojemy kochanemu Mikiemu. Czy kaszel kennelowy może tak
    długo trwać.
    Od 14.08 się męczy, czyli od kiedy przyjechał do nas
    Oceniając zewnętrznie (fizycznie) czuje się lepiej już drugi dzień.
    Sam idzie do miseczki i je, bawi się swoimi zabawkami.
    fakt, że nadal wogole nie pije.
    Może dlatego, że otrzymuje kroplówki i nie chce mu się pić.

    Cały czas mam nadzieję, że zwalczy chorobę.
    Walczy już 12 dni. Wszyscy mamy nadal nadzieję, że wyjdzie z tego.
    Podpowiedzcie, co można jeszcze zrobić dla Mikiego.
    Może ktoś już przezył coś takiego u pieska.
    Lekarze robią co mogą, ale Miki nadal się męczy.
    Jest bardzo zmęczonym pieskiem, pewnie nie wyspanym, ponieważ ten
    kaszel i duszenie się, nie pozwala mu spać, a także nam.
    Wyklepujemy my płucka jak pokazała nam pani doktor, kiedy kaszle,
    ale codziennie jest to samo.

  • wrexham 25.08.07, 23:17
    a co z podejrzeniem zwezenia tchawicy? czy zostalo zrobione zdjecie, ktore
    mogloby pomoc w wykluczeniu tego schorzenia? zdjecie powinno byc zrobione przez
    fachowca wlasnie pod tym katem; mojemu psu jeden wet zle zrobil zdjecie
    (maksymalnie wygial szyje psa do tylu) i wyszlo zwezenie; ilesmy sie strachu
    najedli to nasze; na szczescie inny to wykluczyl przy okazji innego badania do
    ktorego byly potrzebne zdjecia rtg;
    glaski dla pieska i pozdrowienia dla ciebie i calej twojej rodziny - jestescie
    bardzo dzielni
    wrex.
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (ak)
  • panix2 26.08.07, 13:20
    wrexham napisała:

    > glaski dla pieska i pozdrowienia dla ciebie i calej twojej
    >rodziny - jestescie
    > bardzo dzielni
    > wrex.

    Bardzo dziękuję, to naprawdę pomaga.
    A co do RTG to po niedzieli będzie mial robiony, ale nie tylko samej
    tchawicy. Dzięki za wskazówki.
    Jak możesz to napisz jak to robią, czy usypiają pieska do niego, czy
    podają kontrast itd. Ogolnie jak to robią pieskom. Mikuś ma lepszą
    formę fizyczna i nie wiem czy się nie przestraszy i nie pozwoli
    sobie zrobić, czy wogole będzie leżał grzecznie na stole??.
    Podaj parę szczegółów jak to robili u twojego pieska.
    Będę bardzo wdzięczna.

  • wrexham 29.08.07, 14:24
    nie, nic nie miala podawane, to bylo zwykle zdjecie, polozyli ja na boczku, ja
    ja trzymalam, zeby sie nie ruszala i tyle; z tym, ze kolka jest raczej spokojna
    i mala (sznaucer miniatuowy), byc moze tym bardziej nerwowym pieskom daja
    glupiego jasia?
    boze, zeby tylko ten twoj maly wyzdrowial... czytam w ponizszych watkach o tych
    objawach neurologicznych jakie daje nosowka i plakac mi sie chce; oby to nie
    bylo to...
    trzymajcie sie dzielnie
    wrex.
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (ak)
  • panix2 30.08.07, 15:28
    Bardzo dziękuję.
    Staramy się trzymać, ale czasami już nie daję rady i potrafię
    przeplakać pół nocy.
    Wszyscy w domu martwimy się o Mikiego i zaczynam podejrzewać to co
    pisała anna.jozwik.
    Jezeli Mikuś z tego nie wyjdzie, to będzie wielka tragedia dla nas a
    w szczegolności dla córki, która bez Mikiego nie potrafi już
    funkcjonować. Nie bawi się lalkami, nie chce się bawić z
    koleżankami, po wielkich namowach małżonka, czasami się uda ją
    zabrać na plac zabaw, ale jest na nim krótko i chce wracam do domu,
    poprostu nie opuszcza Mikiego. Jak dostaje zastrzyki i zapiszczy to
    natychmiast jest w gabinecie i sprawdza co się dzieje z Mikim. Czy
    czasami ktoś nie robi mu krzywdy.
    Zanim pojedziemy do lecznicy, to całą drogę pyta czy nikt nie uśpi
    pieska, bardzo go pilnuje.
    Widzimy u niej już zaufanie do lekarzy, ponieważ zaczeła wychodzić
    na korytarz jak Miki dostaje zastrzyk, czyli ufa i powierza pieska.
    Wczesniej nie wyszła i bardzo obserwowała lekarzy co robią, pytała o
    kazdy szczegół, nawet dzisiaj pytała, jaki zastrzyk dostaje Miki i
    ile cm jest w strzykawce itd. Dobrze, że lekarze w tej lecznicy są
    bardzo wyrozumiali i chętnie jej tłumaczą. To ją przekonuje i budzi
    duze zaufanie do nich.
    Każde pogorszenie zdrowia u Mikusia kończyło się jej złymi wynikami
    z EKG i nocką z "głowy"
    Nigdy byśmy nie pomyśleli, że tak może się zacząć pierwszy pobyt
    upragnionego przez dziecko pieska w naszym domu.
    Przez dwa lata pragneła pieska, po długim przemysleniu i polepszeniu
    się zdrowia córki kupilismy nie spodziewając się, że jest chory.
    Mam nadzieję i wierzymy w to, że Mikuś wyzdrowieje.
    Jego nie da się nie pokochać, jest cudownym pieskiem i do tego
    bardzo mądrym.
    Miki ma naprawdę bardzo dobrych lekarzy, robiących wszystko co mogą
    dla niego i wierzę w to, że wyjdzie z tego.
  • mysiam1 26.08.07, 10:46
    A może poza kaszlem kennelowym Miki ma jeszcze robaki? Glisty mogą
    zawędrować w różne miejsca; może on je próbuje wykrztusić?


    panix2 napisała:

    > mysiam1 ja także się bardzo ciesze, ze nie ma nosowki.
    > Martwię się nadal tym kaszlem. Kaszle tak jakby nie mógł
    wykrztusić,
    > lub chciał wymiotować. Obecnie ten kaszel jest tak jaby stłumiony,
    > ale nadal bardzo męczący. Dlaczego najgorzej się czuje w nocy i
    > rano?? Z noska i oczek jeszcze cieknie.
    > Nadal otrzymuje antybiotyk i inne leki, oraz kroplówki 2xdziennie
    po
    > 50 ml z lekami.
    >
    > Co może być mojemy kochanemu Mikiemu. Czy kaszel kennelowy może
    tak
    > długo trwać.
    > Od 14.08 się męczy, czyli od kiedy przyjechał do nas
    > Oceniając zewnętrznie (fizycznie) czuje się lepiej już drugi dzień.
    > Sam idzie do miseczki i je, bawi się swoimi zabawkami.
    > fakt, że nadal wogole nie pije.
    > Może dlatego, że otrzymuje kroplówki i nie chce mu się pić.
    >
    > Cały czas mam nadzieję, że zwalczy chorobę.
    > Walczy już 12 dni. Wszyscy mamy nadal nadzieję, że wyjdzie z tego.
    > Podpowiedzcie, co można jeszcze zrobić dla Mikiego.
    > Może ktoś już przezył coś takiego u pieska.
    > Lekarze robią co mogą, ale Miki nadal się męczy.
    > Jest bardzo zmęczonym pieskiem, pewnie nie wyspanym, ponieważ ten
    > kaszel i duszenie się, nie pozwala mu spać, a także nam.
    > Wyklepujemy my płucka jak pokazała nam pani doktor, kiedy kaszle,
    > ale codziennie jest to samo.
    >
  • panix2 26.08.07, 13:13
    mysiam1 napisała:

    > A może poza kaszlem kennelowym Miki ma jeszcze robaki? Glisty mogą
    > zawędrować w różne miejsca; może on je próbuje wykrztusić?

    To już zostało wykluczone, łącznie z badaniem kału pod mikroskopem.
    Dzisiaj zaczął się trzeci dzień dobrej formy fizycznej Mikiego.
    Jakie my mieliśmy szczęscie razem Mikim, że trafiliśmy na tak
    wspaniałych lekarzy. Bardzo dbaja o niego i także niepokoją się tym
    kaszlem.
    Miki jest dwa razy dziennie gruntownie badany, warzony itd...
    Ile miłości i wspaniałego podejścia do niego i nie tylko dla innych
    także mają lekarze z tej kliniki.
    Miki samodzielnie je, kupka jest jeszcze lużna z dużą ilością sluzu,
    ale nabiera kształtów. Jedyne co to po jedzeniu ma brzuszek jak
    balonik, ale dzisiaj otrzymal dodatkowy lek, ktory mamy dokładać po
    1 cm do jedzienia.
    Nasz Mikuś szczegolnie lubi jedną panią doktor, ponieważ cokolwiek
    robi przy nim to Miki kładzie się i poprostu śpi na stole, kombinuje
    aby polizać po reku lub czole, lezał jak aniołek, kiedy był
    przygotowywany do założenia nowego wenflonu (przycięcie sirści,
    wygolenie itd.
    To jakaś magia w tak wspaniałym podejściu do pieska. Nie tylko
    otrzymuje tam leczenie od lekarzy, ale zrozumienie i wspaniale
    podejście.
    lekarze z ktorymi miał doczynienia nasz Mikuś w tej lecznicy są
    poprostu wspaniali, ale Miki najbardziej lubi dwie pnie doktor. U
    nich jest tak grzeczny i spokojny jak w domu.
    Bardzo dziekuje za rady, wsparcie i zrozumienie, powiem szczerze
    jest nam to potrzebne. Choroba Mikiego to smutek i płacz w naszym
    domu. Jest mi troche lżej, kiedy mogę napisać na forum.
    Niewiem czy mozna, ale podala bym nawet adres tej lecznicy, aby nie
    tylko Miki miał taką wspaniałą opiekę medyczną, ale i inne
    zwierzątka, ponieważ na to zasługują. Tam lekarzom mozna powierzyć
    pieska bez jakichkolwiek obaw.
    Wszelkie poradach jakie otrzymuję od was, mogę spokojnie porozmawiać
    z lekarzem i nie ma tam żadnej obrazy czy czegokolwiek. Lekarze tam
    rozmawiają i polecają lub motywują dlaczego nie mozna.
    Tam nie tylko pieski czy kotki otrzymują zrozumienie i podejście,
    ale i właściciele. Poprostu ich podziwiam.
    Ale cały czas mam nadzieję, że Miki będzie walczył i wyjdzie z tego,
    dzięki pomocy wspaniałych lekarzy. Robią naprawdę wszystko dla niego
    co mozna zrobić.
    Jeżeli ktoś będzie chciał wiedzieć, gdzie jest tak wspaniala
    lecznica, to może napisać e-mail do mnie. Podam wszelkie szczegóły.
    Pieskowi czy innemu zwierzątku potrzebne jest takie miejsce, gdzie
    otrzyma wszystko, a włascieciel zwierzątka zrozumienie i jasne
    wyjasnie wszystkiego.
  • h32 27.08.07, 15:11
    Ze scisnietym gardlem przeczytałem historie Mikiego. Moja roczna bokserka
    przechodzi to samo: uporczywy kaszel, dziesiątki lekarzy i tyle samo diagnoz.
    Pies przypomina szkielet. Co zje, to zaraz zwraca.
    Przed dwiema godzinami miała robiona endoskopię, która tez niczego konkretnego
    nie wykazała.

    A może to jakaś nowa choroba?
  • panix2 27.08.07, 16:42
    h32 napisał:

    > Ze scisnietym gardlem przeczytałem historie Mikiego. Moja roczna
    bokserka
    > przechodzi to samo: uporczywy kaszel, dziesiątki lekarzy i tyle
    samo diagnoz.
    > Pies przypomina szkielet.

    Nasz Miki także bardzo schudł, wyobraż sobie jak taka kruszynka
    mogła wyglądac. Dobrze, że ma futerko bardzo puszyste, które
    przykrywało kości. Jak wzięło się jego na ręce to czulam coraz
    bardziej same kości z dnia na dzień.

    >Co zje, to zaraz zwraca.
    > Przed dwiema godzinami miała robiona endoskopię, która tez niczego
    >konkretnego nie wykazała.
    > A może to jakaś nowa choroba?

    Bardzo ci współczuję, wiem co przechodzisz:-(, ponieważ my to
    przechodzimy. Jak długo choruje twój piesio?? Jakie u ciebie były
    diagnozy??
    Co stwierdzono konkretnie u twojego pieska.
    Napisz co z twoim pieskiem i co dalej będziesz robić.
    Co z nim się dzieje obecnie. Trzymaj się mocno, choc to bardzo
    trudne, ale warto zobaczyc efekty wesolego pieska.
    My ze swojej strony robimy wszystko w domu co można, dbamy o niego
    pod każdym względem, przytulamy jego, usypia na naszych ręcach,
    kiedy płacze (nie piszczy tylko płacze) lub kaszle dusząc się,
    wstajemy w nocy, oklepujemy jemu płucka, a kiedy usnie wkładamy go
    do łóżeczka i tak całą noc do rana.
    Najbardziej nie mogę znieść jego płaczu, wtedy serce mi peka z żalu,
    że nie mogę więcej zrobić dla niego, a bardzo bym chciała.
    Martwię się o córkę, bardzo przeżywa wszystko co dzieje się z Mikim.
    Jak usłyszała, że Mikuś ma gorączkę, strasznie płakala i pyta mnie
    czy Mikuś nie umrze. Jest mi bardzo trudno odpowiadać na takie
    pytania, kiedy duszę w sobie łzy. Muszę się powstrzymywać i
    powtarzać jej, że lekarze robią co mogą dla Mikiego.
    Przez przypadek znalażłam rankin najlepszych weterynarzy w Polsce,
    gdzie głosować mogą e-mailem właściciele zwierząt. Kiedy zobaczyłam
    nazwiska akurat dwóch lekarzy z jednej lecznicy, leczących naszego
    Mikiego, pokazałam corce, aby uwierzyła, że Miki ma najlepszych
    lekarzy i do konca nie wiadomo co będzie. Pocieszyło ją to bardzo,
    ponieważ zaczęła nie ufać po doświadczeniu z pierwszej lecznicy,
    gdzie trafił Miki(zero pomocy).
    U Mikusia kaszel się zmniejszył, jest przytłumiony, ale nadal
    okropny.
    Od rano Miki był w dobrej formie.
    A przed godzina zauwazyłam niosąc jego na rekach, że jest bardzo
    gorący. W domu zmierzyłam goraczkę i miał 39,2 a obecnie ma 39,8.
    Jeżeli w ciągu godziny nie spadnie, natychmiast jadę do pani doktor.
    Już dzwoniłam.
    Nie wiem skąd jesteś, ale Mikiemu lekarze bardzo pomogli. Z
    leżącego, nie reagującego na nic i duszącego się pieska, mamy już
    rezultaty na dobre. Chodzi, potrafi się bawić, zaczął samodzielnie
    jeśc. Poprostu efekty są ogromne jak na moją ocenę.
    Nie wiem dlaczego tak skoczyła gorączka. Dzisiaj dostał drugą dawkę
    Zylexisu plus zastrzyki, leki doustne i kroplówka. Może to po nim.
    Niewiem będę pytać lekarza.
    Bardzo się martwię, a już cieszylismy się, że Mikuś wraca do zdrowia
    i robi się wesołym pieskiem. Rano tj. ok. 11 bawił się i
    poszczekiwał na małpkę, był wesoły.
    Nie wiem co się stało. W domu nic się nie zmieniło w jedzeniu także.
    Dostał to samo co wczoraj.
    Może po zastrzyku tak zareagował. Jest ponownie osowiały, leży na
    podłodze, ponieważ nie chce spać w swoim łóżeczku.
    Nie wiem gdzie mieszkasz, ale lekarze w tej lecznicy to
    prawdziwi "czarodzieje" z wspaniałym podejściem do zwierzątek.
    Bardzo się starają i robią cały czas co mogą.
    My trzymamy się tylko i wyłącznie tej lecznicy, ufamy lekarzom,
    ponieważ widzimy jak bardzo się starają, widząc osobiście efekty w
    zachowaniu się Mikiego.
    Bardzo się martwimy o Mikiego.
    Ja muszę pamiętać o jednym, co mówił lekarz, aby się nie cieszyć za
    wczesnie,choc nie potrafiłam się nie cieszyć, kiedy taki malutki
    szkrab wariuje z małpą i skacząc szczeka, samodzielnie poszedł do
    miseczki i wszystko zjadł, efekty leczenia są tak widoczne, że nie
    sposób się nie cieszyć.
    A tu bum, goraczka. Skąd mogła się pojawić.
  • panix2 28.08.07, 21:44
    Nie wiem co mam dzisaj zrobić,
    Miki wczoraj gorączkował 39,8. Dzisaj nie gorączkuje ale cały dzień
    spi, kiedy się budził, siedział w swoim łóżeczku, otwierał pyszczek
    i wyciągał język,podobnie do ziewania, ale nie ziewał, potem główkę
    wkładał między przednie łapy i potrząsał nią, robił to dobre 10
    minut, potem usnął i spał, kiedy ponownie się obudził, położył się
    na dywanie, na plecach i kulał się jak "wałeczek" cały wyciągnięty
    wzdłuż dywanu, uderzając główką i ponownie poszedł do łóżka i spał.
    Następnie kiedy się obudził, siedział w łóżeczku i strasznie
    szczekał nie wiadomo na kogo i dlaczego. Cały dzień spi, nawet do
    siusiania budziłam jego, ale zrobił tylko 2 razy, zero kupki, poza
    ranną (nie ma już biegunki). Nadal nic nie pije samodzielnie.
    Czy takie zachowanie u chorego Mikiego jest normalne.
    Miał zrobiony RTG, ale pani doktor zatrzymała zdjęcia, aby
    skonsultować się z koleżankami, Konkretów dowiem się jutro.
    Proszę doradzcie, czy to zachowanie jest normalne. On teraz jak się
    obudził to ponownie siedzi w łóżeczku i szczeka, a jak podejdę do
    niego i głaszczę go to i tak szczeka patrząc mi w oczy. Może coś
    chce odemnie?? niewiem??
    Co mam robić, nawet wzięcie na ręce i głaskanie z zabawą nie pomaga,
    ciągle szczeka i ustawia uszy mocno do góry.
    Bardzo prosze o radę.

  • anna.jozwik 29.08.07, 00:01
    Ja naprawdę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest wręcz ksiązkowo
    przebiegajaca nosówka.
    Przy nosówce na początku są objawy oddechowe przypominające
    przeziębienie z katarem i kaszlem - i u Waszego pieska to było.
    Potem dołącza się często biegunka z domieszką krwi - i to też było.
    Po pewnym czasie, po kilku tygodniach zaczynaja sie objawy nerwowe w
    postaci np. drżenia mięśni, drżenia kończyn, drżenia głowy,
    niezbornosci ruchów, zataczania się, kłopoty z utrzymaniem
    równowagi, mogą pojawiac sie ataki pseudopadaczkowe.
    Sporo z tych objawów pojaiwło się juz u Waszego psa. Tak więc mimo
    ujemnego wyniku badania (to badanie niestety często daje fałszywie
    negatywne wyniki) zasugerowałabym ponowne rozpatrzenie nosówki i
    leczenie w jej kierunku.
    Czy pies był przeciwko niej szczepiony?
  • mysiam1 29.08.07, 10:23
    Niestety przychylam się do zdania Pani Doktor :-((((. Pamiętam,że
    gdy moja Tosia miała nosówkę, lekarz mówił mi, że jednym z objawów
    neurologicznych jest ciągłe szczekanie, a czasem wręcz wycie bez
    powodu...
  • panix2 29.08.07, 12:04
    I nasz Mikuś, jak nie spi to szczeka bez powodu, poprostu siedzi w
    swoim łóżeczku i szczeka.
    Proszę napisz mi jak to dalej przebiegało u Tosi.
    Na co mam zwrócić szczególną uwagę.
    Nie wiem jak długo to wytrzymam, to straszny ból patrzeć na tak
    chorego Mikusia, chociaż radośc do nas zajrzała, jak Mikuś poczuł
    się lepiej fizycznie i ten okropny kaszel się zmniejszył i trochę
    przytłumił.
    Ale te jego zachowanie nas całkowicie zaskoczyło, nie robił
    wczesniej tak dziwnych rzeczy.
  • panix2 29.08.07, 11:56
    anna.jozwik napisała:
    > Ja naprawdę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest wręcz
    ksiązkowo
    > przebiegajaca nosówka.
    > Przy nosówce na początku są objawy oddechowe przypominające
    > przeziębienie z katarem i kaszlem - i u Waszego pieska to było.

    Zgadza się, było
    A test na nosowkę robiony był z krwi (Anigen CDV Ag) wynik jedna
    kreska na płytce.

    > Potem dołącza się często biegunka z domieszką krwi - i to też
    >było.

    Było

    > Po pewnym czasie, po kilku tygodniach zaczynaja sie objawy nerwowe
    > w postaci np. drżenia mięśni, drżenia kończyn, drżenia głowy,
    > niezbornosci ruchów, zataczania się, kłopoty z utrzymaniem
    > równowagi, mogą pojawiac sie ataki pseudopadaczkowe.

    Drżenie kończyn i całego ciałka jest od dwóch dni. Póżniej
    przechodzi i ponownie wraca. Jeżeli chodzi o niezbornośc ruchów, to
    niewiem czy chodzenie pieska: przednie łapki i część tułowia idzie w
    prawo a potem tułów i tylnie łapki tak jak by szedł "zygzakiem"
    Nie wiem czy to normalne czy nie.
    Proszę wyjaśnij mi dokładniej z tą niezbornością u szczeniaczka.
    Jestem nowicjuszem, jeżeli chodzi o pieska i nie do końca rozumiem
    na co mam zwrócić uwagę w chodzie Mikiego.

    > Sporo z tych objawów pojaiwło się juz u Waszego psa. Tak więc mimo
    > ujemnego wyniku badania (to badanie niestety często daje fałszywie
    > negatywne wyniki) zasugerowałabym ponowne rozpatrzenie nosówki i
    > leczenie w jej kierunku.
    > Czy pies był przeciwko niej szczepiony?

    Mikuś zdąrzył dostać pierwszą szczepionkę Nobivac PUPPY DP,
    Następnej nie ponieważ przyjechał do nas wieczorem chory 14.08.07 a
    urodzil się 11.06.07, nastepne szczepienie mialo być 27.08.07.
    W związku z leczeniem od rana 15.08.07 nie było możliwości jego
    szczepienia.
    Dzisiaj rano bylam z Mikusiem w lecznicy, dostał zastrzyki.
    Pytałam Pani doktor o te objawy, ponieważ były dziwne i nie było ich
    do tej pory. Pani doktor powiedziała, że bolala go błowa dlatego tak
    robił, że ta gorączka dzień wczesniej i wczorajsze zachowanie to
    tylko ból głowy, reakcje po 2 zastrzyku Zylexis.
    Dzisiaj nadal spi, i szczeka bez sensu, bez powodu, drapie pazurkami
    łóżeczko.
    Fizycznie jest bardzo duża poprawa.
    Obecnie odstawiono dzisiaj kroplówkę.
    Dostaje trzy zastrzyki:
    Ceporex
    Tolfedin (mam nadzieję, że dobrze odczytalam)
    Eres
    plus syrop prawoslazowy
    troszkę przybrał na wadze, samodzielnie je ale zobaczymy dzisiaj jak
    będzie z piciem i jedzeniem. Rano nic kompletnie nie jadł do obecnej
    godziny tj. 11:35. Nie ruszył wogole picia, od wczoraj wieczorem
    (ostatnia kroplówka)Cały czas samodzielnie nie chciał pić. Czasami
    probował i 3-4 razy języczkiem liznął wodę i to koniec. Dopajaliśmy
    i dopajamy convalescense support.
    Od wczoraj nic nie pije, do obecnej godziny.
    Mam nadzieję, że zacznie pić, ponieważ już miał wenflon zmieniany na
    trzech łapkach. Jest taki malutki i ma maleńkie łapki, jego nie ma
    już gdzie kuć. Dzisiaj strasznie płakal przy zastrzyku.

    Mam ogromną nadzieję, że to nie nosówka. Co do testów , to zmartwiło
    mnie to. Może rzeczywiście nie są do końca wiarygodne.
    Więc co to może znaczyć dla Mikiego?.
    Jeżeli to nosowka, to stan zdrowia, może się polepszyć?? i dopiero
    wtedy są te dziwne objawy??
    Czy ona tak przebiega??
    Bardzo dziekuję za rade, jutro rano porozmawiam z lekarzem, bo i tak
    musimy być (zastrzyki).
    Na co mam jeszcze zwrócić uwagę obserwując Mikusia.
    Dzisaj nadal spi od przyjazdu z lecznicy i jak zwykle szczeka bez
    powodu, drapie łóżeczko pazurkmi i znowusz spi.
    Mimo, że cieszę sie poprawą fizyczna i Mikusia to nadal mnie bardzo
    martwią te dziwne objawy.
    Będę jego obserwować cały dzień.
  • anna.jozwik 29.08.07, 23:52
    Ja oczywiscie nie twierdzę z cała pewnoscią, że to na pewno nosówka,
    bo przeciez nie widziałam psa ani go nie badałam, natomiast objawy
    jakie występuja u Mikiego nasuwaja podejrzenie nosówki. Przy tej
    chorobie rzeczywiscie moze byc tak, ze najpierw nastepuje chwilowa
    poprawa, a potem zaczynaja sie objawy nerwowe.
    Na szczesice piesek zostal przeciwko niej zaszczepiony, chociaz
    znowu niedobrze, ze tylko raz. Mimo tego, chocby jednorazowe
    szczepienie podnosi szanse pieska na wyzdrowienie, gdyby to jednak
    byla nosowka.
    Ciesze sie mimo wszystko, ze nastąpiła fizyczna poprawa i ze piesek
    zaczął samodzielnie pic. To bardzo dobrze. Moze wkrotce wroci apetyt
    i zacznie tez samodzielnie jesc - oby tak bylo, trzymam kciuki.
  • panix2 30.08.07, 16:01
    Dzisaj zjadł ok. 2 łyżek stołowych wywaru z mięskiem cielęcym, dwa
    ciasteczka Eukanuby puppy junior i sześc kulek Eukanuby puppy junior
    dla małych piesków ( ryżu z marchewką od wczoraj nie chce jeść), ale
    dopiero kiedy córka brała do rączek karmę i podawała mu z ręki w
    postaci zabawy. Wypił ok. 30 ml wywaru.
    Martwi mnie nadal to jego zachowanie. Dzisiaj biegał po pokoju, jak
    szalony robiąc duże koło i cały czas szczekał(4 okrążenia), nadal
    zdarza się, że wklada głowę miedzy przednie łapy, aż pod sam
    brzuszek, szczeka bez sensu, a co najgorsze pojawiło się warczenie
    na córkę i mężą, a nawet jak sam lezy sobie na dywanie. Na co warczy
    leżąc na dywanie, niewiem?
    Nigdy wczesniej nie warczał. I miedzy tymi czynnościami spi.
    Nie wiem co to może być, ale wiem napewno że to nie zabawa.
    Mogę się mylić, mogę żle ocenić zachowanie się Mikusia, nie jestem
    fachowcem, ale dla mnie to poprostu dziwne. Nie robił nigdy
    wcześniej takich rzeczy.
    Może nie robił tego wczesnie, dlatego że odrazu kiedy przyjechał był
    chory,i nie miał na nic ochoty, a teraz zaczyna zdrowieć i może tak
    się zachowuje.
    Ja naprawdę nie wiem i boję się aby czegoś nie przeoczyć.
    To my obserujemy cały czas Mikusia i nawet małżonek, który inaczej
    podchodzi do wszystkiego sam stwierdził, że to jest dziwne
    zachowanie się Mikusi.
    Dlaczego warczy, szczerząc ząbki, nie wygląda to zabawnie, a corkę
    przestraszyło.
    Od wczoraj i dzisiaj rano trząsł się u lekarza na stole jak galareta.
    Przez cały czas i nie kończył. Przestał się trząś dopiero na ulicy,
    ale w domu zdarzyło mu się jeszcze dwa razy po ok. 15 minut.
    Niewiem czy trząsł się ze strachu u lekarza, czego nie robił do tej
    pory, a jezdzimy z nim do lekarza od 15.08.07, do obecnej lecznicy
    od 20.08.07. Nigdy się tam nie trząsł, zawsze leżał jak aniolek,
    spokojnie na stole, mimo że dostawał zastrzyki. drugi dzień się
    trzęsie, czy to może być ze strachu. Tylko czego by się miał bać w
    domu skoro, zapewniamy mu spokój i ciszę, ma swoje łóżeczko w
    przytulnym miejscu i bardzo je lubi. Nikt na niego nie krzyczy.
    Wszyscy podchodzą do niego z sercem i zapewniamy mu dużo "ciepła" i
    serdeczności. Jest pieszczony przez wszystkich, glaskany i drapany
    co bardzo lubi.
    Pani Anno, może i pani ma rację. Będę nadal obserwować i jutro
    ponownie zgłosze lekarzowi to zachowanie.
    Nie chcę, aby moje dziecko się bało pieska, którego bardzo kocha i
    który nie jest w zaden sposób winien swoich zachowań, poprostu jest
    chory.
    Ale fizycznie jest naprawdę super. Zaczął przybierać na wadze,
    chętnie je cielęcinkę, indyka i kurczaka, co nas także bardzo cieszy
    Mam nadzieję, że to nie objawy neurologiczne, choć czytając o
    nosowce z linków jakie otrzymalam, oraz informacji z internetu,
    przychyliła bym się całkowicie do pani spostrzeżeń.
    Choć wolę, czasami nawet o tym nie myśleć z obawy o Mikiego.
  • panix2 29.08.07, 12:24
    Bardzo dziekuje za info, zaraz będę szukac w internecie, czegoś
    szczegółowego o nosowce u małych szczeniąt yorki. Mikuś ma obecnie
    już 10 tygodni.
    Bardzo sie boję o Mikusia i corkę jak stanie się coś złego , jeżeli
    to nosowka, to jaką Nasz Mikuś ma szansę.
    Może jakiś link do szczegółowych informacji o nosowce.
    Ja za chwilę będę szukać w żródłach medycznych.
  • mysiam1 29.08.07, 12:44
    Panix, moja Tosia na szczęście nie miała objawów nerwowych i żyje do
    dziś, ale jej wyleczenie to był cud - sam lekarz mi to powiedzial, a
    to jeden z lepszych weterynarzy w naszym mieście.

    Będę szczera - pojawienie się objawów nerwowych to niestety bardzo
    zły znak.
  • panix2 29.08.07, 13:57
    Więc co możemy jeszcze zrobić dla Mikiego:-(
    Lekarze w lecznicy te objawy przypisuje bólom glowy i wczesniejszej
    gorączce, jako reakcja po Zylexisie, mam taką nadzieję.
    Miki dzielnie walczy z chorobą.
    Gotujemy jemu ryż z marchewka i kurczkaiem, lub indykiem. Bardzo
    lubi cielęcinkę gotowana z ryżem. Chociaż wczoraj nie chciał jeść i
    nadal dzisiaj nie je. Jedzonko dostaje codziennie swieżo ugotowane.
    Dzisiaj podalam mu surową marchewkę, ale tylko ja pogryzł na
    drobniutko i zostawił.
    Czy mogę podać jemu jogurt BIO naturalny, i brzoskwinię lub inne
    owoce?
  • madziula861 29.08.07, 14:23
    jogurcik tak ale owoce odpadaja
  • panix2 29.08.07, 14:40
    Bardzo dziękuję za wskazówke.
    Zaraz jemu podam. Ciekawe czy będzie jadł.
    Owoców nie będę dawała, zapytałam, ponieważ córka jadła, a on
    prosząco patrzył jak je. Stąd moje pytanie.
    Wolę zapytać niz popełnić błąd.
    Ale jeszcze jedno, ile dziennie mozna podać jemu tego jogurtu??
    czy podać tyle na ile będzie miał ochotę, czy z ograniczeniem.
    Oraz biały zwykły serek, czy może być miksowany i ile dziennie.
    Chciała bym mu włączyć do jadłospisu, aby do czegoś jego zachęcić i
    urozmaicić mu jedzenie.
    No i nowina!!! Mikuś pił wodę, dobre 10 "obrotow językiem w miseczce.
    Pierwszy raz napił się samodzielnie wody.
    Czy zwykła woda mu nie zaszkodzi, czy może lepiej podawać zywca, z
    ktorym nie ma problemu, ponieważ jest zawsze w domu dla córki.
    Może moje pytania wydają się dziwne, ale naprawdę chcę jak najlepiej
    dla Mikusia, aby był silny i dalej walczył.
  • panix2 29.08.07, 15:20
    Przeczytałam wszystkie trzy artykuły, wiele zrozumialam.
    I naprawdę mam wrażenie, że to nosowka.
    Tyle, że Mikuś nie gorączkował wczesniej, a dopiero w dniu podania
    drugiej dawki Zylexisu. Dzisiaj nie ma gorączki temp. 38,2
    Nie wiem jak to było przed 14.08.07 kiedy jeszcze nie było jego u
    nas (przyjechał późnym wieczorem) a rano 15.08.07 już byliśmy z nim
    u lekarza. Więc nie mogę dokladnie powiedzieć czy gorączkował na
    początku, czy nie.
    Mikuś nadal spi, jak sie obudził, to gwałtownie biegał wkółko
    pokoju, "jak wystrzelony z armaty" i szczekał, zrobił kilka kułek,
    potem poszedł do łóżeczka i dalej śpi.
    Jestem cała przerażona zachowaniem się od wczoraj Mikiego, ciągle
    coś nowego, czego nie rozumiem. Ale dzięki wam forumowicze za rady i
    pocieszenia, dzięki wam mogę wiele zrozumieć i iść dalej na przód.
    Choć czasami brakuje mi już sił.
    Cały czas mam nadzieję, że Miki to wszystko przetrzyma i wyjdzie z
    tego.
    Jutro rano porozmawiam z lekarzem w lecznicy.
    Wiem napewno, że wszyscy w lecznicy się starają i chętnie rozmawiają
    z właścicielami pieskow. Jedna pani z lekarzy, także kierowała się w
    kierunku nosowki i stąd zleciła testy, także podejrzewała.
    Bardzo mi się podoba w lecznicy to, że np. jak zrobiono RTG Mikiemu,
    to pani doktor stwierdziła, że skonsultuje z kolezankami.
    Nieczego nie robi się pochopnie, a problemy konsultuje. Na tym
    zyskuje Mikuś.
  • panix2 31.08.07, 16:42
    Nasz Mikuś zaczął samodzielnie jeść karmę i pić wodę.
    Jego zachowanie, pani doktor okresliła jako powrót do zdrowia.
    dzisiaj samodzielnie plus trochę zachęty zjadł ponownie karme,
    troszkę cielęcinki i jogurtu BIO. Pije wodę idąc samodzielnie do
    miseczki.
    Bawił się zabawkami, kulał się z Małpką.
    Jest taki wesoły i radosny, aż mu oczka błyszczą.
    Tak bardzo się cieszymy, że czuje się lepiej.
    Nadal otrzymuje leki, ale przeszliśmy już od wieczora na doustne
    2xdziennie. Po tylu dniach zastrzyków, kroplówek i leków doustnych,
    jest ogromna nadzieja.
    Jego nie było już gdzie kłuć, mimo że większośc zastrzyków dostawał
    w kroplówce.

    Jestem ogromnie wdzięczna
    Pani dr. Oliwi Ch., Joannie B. i Agnieszce S. za uratownie życia
    Mikiego, one dały mu poprostu drugie życie, oraz wspaniałe podejście
    do niego.
    Ci lekarze to chyba urodzili się z ogromną miłością do zwierząt, a
    już w szczególności dr. Oliwia Ch.
    W tej lecznicy poprostu nie tylko leczy się zwierzeta, ale te trzy
    Panie doktor kochaje je, ponieważ to widać w podejściu do kazdego
    zwierzaczka.
    Nie opiszę tego co czuję, ponieważ to się nie da opisać, ale moja
    wdzięcznośc za uratowane życie Mikiego jest i zawsze będzie ogromna.
    Mikuś nadal będzie pod opieką tej lecznicy, a nie daj Bo.. odeszli
    by z tej lecznicy kiedy kolwiek, to będę ich szukać wszedzie.
    nadal jest leczony, ale doustnie, mamy bacznie obserwować Mikusia i
    zglaszać każde niepokojące nas objawy.

    Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego jedna lecznica, może być na
    najwyższym poziomie pod każdym względem, a druga nie zasługuje na
    miano lecznicy.
    Mam pierwszy raz w zyciu doczynienia z lecznicami weterynaryjnymi i
    zawsze myślalam, że najwyższym dobrem jest dobro pacjenta
    zwierzaczka, teraz z przykrością stwierdzam, że nie wszedzie taj
    jest.
    No ale po przykrym doświadczeniu, Mikuś miał duzo szczęścia, że w
    ostatniej chwili trafił do najlepszym dla niego lekarzy, zyje i
    wraca już do zdrówka.
    Dzisaj biega z piłką w ząbkach i dosyć mocno rozrabia z córką. Potem
    robi sobie drzemkę, wstaje zje i bawi się.
    Jesteśmy tak bardzo szczęsliwi, że Miki będzie zył i wszystko idzie
    ku dobremu.
    Mam nadzieję, że moderator nie usunie imion i inicjałów lekarzy,
    ponieważ tacy lekarze zasługują na super wyróżnienie, z podaniem
    pelnych danych, łącznie z podaniem nazwy lecznicy.
    Oczywiście także ogromnie podziekowanie dla wszystkich z tej
    lecznicy tj. zootechniko, studentom na praktykach i wszystkim z
    którymi miał przyjemność się zetknąć nasz Mikuś i my. Od kazdego
    otrzymywał wiele ciepła i zrozumienia.
    Jak zdąrzyłam zauwarzyć przez ten długi czas leczenia Mikusia i
    jeżdżenia do lecznicy 2x dziennie, tam podchodzi się do wszystkich
    zwierzątek tak jak do Mikiego.
    Bardzo dziękuję za wsparcie i porady wszystkim forumowiczom i
    moderatorom, było nam bardzo potrzebne i nadal jest.
    Napisze jak dalej Miki i jak się zakończy całkowicie leczenie.


  • mysiam1 31.08.07, 18:32
    Panix, przeczytałam tę ostatnią wiadomość i dotarło do mnie,że
    jesteś z Poznania :-))) - uświadomiłam to sobie czytając inicjały
    lekarek...Ech, szkoda, że nie napisałaś o tym wcześniej, bo od
    samego początku poleciłabym Ci świetnego lekarza, który moją Tosię
    wyciągnął z nosówki...co oczywiście nie oznacza,że zrobiłaś źle
    chodząc do tej kliniki, bo ja również kilka razy w niej byłam ze
    zwierzakami i wiem, że pracują tam dobrzy lekarze :-).

    Chciałabym wierzyć,że Mikiemu polepsza się już na dobre i trzymam za
    to kciuki :-).
  • mysiam1 31.08.07, 18:35
    SKoro jesteśmy z jednego miasta, to bardzo proszę, podaj mi na maila
    gazetowego namiary na hodowlę, z której kupiłaś MIkiego. Może będę
    miała możliwości, by rozgłosić tam, gdzie trzeba, jak dbają tam o
    swoje psy...
  • panix2 31.08.07, 20:51
    mysiam1, wiem, ze masz szczere chęci, ale czy to coś zmieni, nie
    sądzę. Nie w tym kraju. Ludzie zyją z tych hodowli.
    Osobiście będę rozmawiać z hodowczynią w przyszłym tygodniu.Narazie
    jeszcze trwa leczenie Mikusia i mam naprawdę nie wiele czasu.
    Myślę, że rozglaszanie niczego nie zmieni, a hodowczyni twierdzi, ze
    nie wiedziała, szczegolnie, ze były badane przez weterynarza.
    Stwierdziła także, ze ma wielki żal do weterynarza, że nie
    poinformował jej o szczepionkach dla szczeniakow.
    Dla mnie to ciekawe, jaki lekarz weterynarz nie informuje o
    szczepionkach dla piesków.
    Chciała od nas w trakcie leczenie wziąść z powrotem pieska i uspić,
    że koszty leczenia będą ogromne i się nie opłaca inwestować w
    leczenie, a jak będzie miała nastepny miot, to dziecku przywiezie
    pieska.
    Tyle że nasza corka i my bardzo pokochalismy Mikiego od pierwszego
    dnia, ratując jak tylko to możliwe jego życie, i nie zgodzilismy się
    go oddać do uspienia, szczególnie, że był leczony przez najlepszych
    lekarzy. I żaden inny piesek nie zastąpi Mikusia, on jest jedyny w
    swoim rodzaju.
    Oddając Mikiego, skazali byśmy jego na śmierć, a tego nikt z nas nie
    przezyl by, nie wspomnę o własnym sumieniu, że dla pieniędzy
    skazujemy psa na smierć. Może hodowcy inaczej podchodzą do tego, ale
    dla nas to okrutne.
    Wiedzielismy że szanse Mikiego były maleńkie, ale Miki także czuł to
    wszystko i dzielnie walczył.
    Pieniądz to naprawdę nie wszystko. Nie mozna przeliczyć pieniądza na
    zycie. Dla nas i naszej rodziny życie czlowieka czy zwierzecia, nie
    ma ceny.
    Jeżeli by Mikuś umarł naturalnie, to córka przeżyła by tragicznie
    smierć Mikusia, ale jak byśmy oddali, tragedia była by, ta sama,
    tyle że straciła by do nas zaufanie, nawet na całe zycie. A ufa nam
    bardzo, ponieważ nigdy jej nie zawiedlismy i nie podważylismy jej
    zaufania do nas.

    Zresztą zadała pytanie, i ciągle zadaje, dlaczego chorego pieska
    się oddaje i zabija, a chore dzieci się leczy i nikt ich nie oddaje
    i nie zabija. Czy tak mozna robić. Dlaczego eutanazja nie dotyczy
    złych ludzi tylko zwierzątek. Zadaje bardzo trudne pytania, a jest
    dojrzałym jak na swój wiek dzieckiem i nie mozna ją zbyć ogólnikami.

    Ciągle ogląda Animal planet (program o zwierzetach), ponieważ bardzo
    kocha zwierzeta. potrafi w szczegółach, opowiedzieć jak wygląda
    operacja złamanej łapki pieska, używając przy tym fachowych okresleń.

    Błagała nas płacząc, abyśmy wywiezli Mikiego do Bostonu na leczenie,
    kiedy był leczony w tej pierwszej lecznicy dla niej bardzo złej.
    Zaufała dopiero jak Miki trafił do tej drugiej, wspanialej lecznicy,
    choć nadal twierdziła, że za malo robimy dla Mikiego. Tłumaczymy
    jej, że robilismy i robimy wszystko co mozna, łącznie lekarze robią
    co mogą, ale dziecku zalezy na zyciu Mikiego i uważa inaczej,
    podchodzi do wszystkiego z rezerwą, choc z czasem zaufała lekarzom,
    jak zobaczyła, że Miki je i pije sam wodę. I bardzo nas to cieszy.
    Zadając te pytania, zawsze lecą jej łzy jak grochy, a mnie ściska w
    gardle i nie potrafię jej czasami tego wytłumaczyć. Tłumaczę jej
    tylko, że ludzie są różni.
    Mam nadzieję, że hodowczyni, zrozumie, że zanim sprzeda pieska, to
    powinna odwiedzić lekarza weterynarza zbadać pieska, zrobić jemu
    choćby podstawowe wyniki badań, wziąść zaświadczenie od niego, że
    piesek jest całkowicie zdrowy i nadaje się do sprzedaży. Przecież
    każdy hodowca i tak ma zysk na sprzedaży. Takie zaświadczenie z
    wynikami badań to gwarancja dla kupującego i hodowcy. A jeżeli
    okazało by się, że piesek jest chory to należy go najpierw wyleczyć.
    Nie wiem czy hodowcy wiedzą, jaka może przejśc tragedię zamiast
    radości, rodzina kupująca pieska. Jaką tragedię powoduje bardzo
    chory piesek dla dziecka, zamiast radości, szczegolnie kiedy czeka
    na niego 2 lata. Czy to naprawdę nikogo nie interesyje.
    czy sprzedaż to tylko biznes i zero uczuć.
    Nie wiem, nie rozumiem.
    Ale wiem, że nie daj bo.. jakby Mikiemu się coś pogorszyło i nie
    wyszedł by z tego, nigdy nie kupię żadnego zwierzaczka, a
    szczególnie od hodowców. Już nikt mnie nie przekona. Zawsze ufałam,
    ale choroba Mikiego nauczyła mnie i naszą rodzinę, że nie wolno ufać.
    Nie stać nas na ponowne przeżywanie tragedii.
    Nasze życie rodzinne zmienilo się w smutek, nikogo nic nie cieszyło,
    dopiero jak Mikuś zaczął powracać do zdrowia zawitała radośc do
    naszego domu. Miki jest czlonkiem naszej rodziny, a nie tylko
    pieskiem.
    Nie potrafimy przejśc obojętnie obok cierpiącego zwierzęcia, to nie
    dla nas.
    Może uznasz nas za dziwaków, ale u nas w domu piesek, to taki sam
    czlonek rodziny. Jego status zycia w rodzinie, nie może być inny niz
    nas, tylko dlatego, że jest pieskiem.
    Ale, nie ma co pisać, najwazniejsze, że Mikuś wraca do zdrowka:-)
  • panix2 31.08.07, 21:01
    Sprawdzę osobiście, kiedy to lekarz weterynarz ostatnio widział
    Mikiego u siebie (zanim kupiliśmy). Bo nie wierzę, że lekarz nie
    zauważył by smutnego, osowiałego, nie mającego na nic ochoty,
    kaszlącego i kichającego pieska i uznał by, że jest zdrowy.
    A może wogole nie widział. Nie wiem, ale się dowiem.
    Jak Mikuś wyzdrowieje całkowicie, przemyślę to wszystko.
    I zastanowię się co dalej.
  • panix2 31.08.07, 19:06
    tak jestesmy z Poznania.
    mysiam1 napisała:
    > Chciałabym wierzyć,że Mikiemu polepsza się już na dobre i trzymam
    > za to kciuki :-).

    ja mam ogromną nadzieję. Mikuś robi postępy w jedzeniu, a te objawy
    pani doktor mowiła, że poprostu wraca do zdrowia. Jego zachowanie
    konsultowalam z pania doktor, stwierdzono, że poprostu wraca do
    zdrowia, i lepiej się czuje.
    Jak Mikuś, nie spi to rozrabia na całego.
    Mam nadzieję, widząc Mikiego, że jest lepiej. Może przestanie
    warczeć i szczekać, jak będzie całkiem zdrowy. Będziemy z nim
    wyjeżdżać za miasto, aby mógł zuzyć swoją energię. Narazie musimy na
    niego bardzo uważać. jak dojdzie do siebie całkowicie, to dopiero
    będą wszelkie szczepienia. Do tego czasu nie może miec żadnej
    styczności z innymi pieskami lub miejscami gdzie one chodzą.

    Mam pytanie do ciebie, dlaczego Mikuś, bardzo mocno się drapie, a na
    futerku jest pełno czegoś białego, wygląda jak łupież.
    Jest odpchlony frontline, wykapany i wyczesywany raz dziennie.
    Wcześniej się nie drapał, co to może być.
    Mikuś już samodzielnie je, popija trochę wody i convalescence
    support, robi normalne kupki.
    To ogromna dla nas radość, a objawy które nas, nie pokoiły to tylko
    wesoły charakter Mikusia. Teraz się mniej obawiam.
    I jestem już pewna, że Mikuś będzie zdrowy.
    Nadal jest leczony przez panie doktor.
    Po dzisiejszej rozmowie, Jestem pewna, że Miki to mały szczęściarz.
    Pani doktor stwierdziła, że to także, dzięki Mikiemu, który dzielnie
    walczy z chorobą i jest silny.
    Och, nawet nie wiesz, jacy jesteśmy dzisiaj szczęśliwi.
    Ciekawa jestem, kiedy Mikuś uzyska już pełną sprawność zdrowotną,
    aby mógł biegać i wariować w terenie na otwartej przestrzeni.
    Naszemu Mikusiowi, poprostu nie może się nic stać, on musi żyć.
    Nasza coreczka jest bardzo radosna i bawią się razem na podlodze,
    kulając piłkę, którą Miki jej przynosi.
    Ile on ma energi w sobie, to trudno, sobie nawet wyobrazić.
    Mam ogromną nadzieję, że to w dobrym kierunku. A warczenie to jego
    sposób na zabawę z córką czy mężem.


    > Chciałabym wierzyć,że Mikiemu polepsza się już na dobre i trzymam
    >za to kciuki :-).

    misiam1 trzymaj mocno kciuki, tak jak my trzymamy. My wierzymy, że
    będzie dobrze, szczegolnie, że Miki dzielnie walczy.
    dzisaj odstawiono kroplówki i zastrzyki, dostaje doustnie leki,
    zobaczymy jak zareaguje. We wtorek mamy wizytę u lekarza. No chyba,
    że będzie się coś działo z nim to pojedziemy wczesniej.
    Od 15.08.07 nie przesypiam nocy (no może ok. 3 godzin spania), mam
    nadzieję, że dzisiaj się wyśpię, ponieważ jutro, pierwszy raz nie
    muszę jechać do lecznicy, a leki Mikiemu podam w domu doustnie.
    Miki to malutki już 10 tygodniowy szczęściarz.
  • mysiam1 31.08.07, 19:12
    Myślę, że ten biały "łupież" to może być pozostałość po kąpieli -
    może nie został dokładnie spłukany,a może podrażnił go szampon. A
    może jest to jakaś reakcja na leki?
  • panix2 31.08.07, 19:25
    Szampon używam specjalny dla yorek, może nie dokładnie spłukałam.
    Czy dzisiaj jeszcze raz mam go spłukać wodą? (lubi prysznic:-))

    Czy to nie będzie za często. Wykompalam go, kiedy miał zdjęty
    wenflon, a tak myłam jemu oczka, pyszczek i pupę pod kranem, balam
    się zamoczyć wenflon. Nie chciała bym aby się przeziębił, skoro
    lepiej się czuje.
    Miki bardzo lubi się myć. Jak myję mu pyszczek po jedzeniu to sam
    podnosi do góry, a jak nie umyję to przychodzi do mnie i łapka
    drapie sobie buzię (tak jak by dawał znać, że nalezy jemu umyć buzię)
    To bardzo mądry piesek.
    Może wiesz jaki szampon jest najlepszy dla yorek.

  • panix2 01.09.07, 23:25
    Mikiemu dzisiaj powrócił ten okropny duszący kaszel, kończący się
    kichnięciem. fakt, że nie kaszle bez końca, ale zakaszlal już 4
    razy. Bezpośrednio przed kaszlem, łapkami mocno pocierał uszy i
    pyszczek, a zaraz potem kaszel.
    Jest osowiały i nie bawi się. Nie ruszył wogole swojej kolacji.
    Bardzo mocno ugryzł mnie w udo, stając na łapkach i opierając się o
    krzesło na którym siedziałam. Córkę probował ugryżc w łydki, przy
    tym bardzo szczeka. Dlaczego to zrobil?, czy w ten sposób prosił o
    coś? a my nie wiemy o co mu chodzi?? Naprawdę nie wiem.
    Tak bardzo się boję, powrotu tego koszmarnego kaszlu.
    Co to może być???
    Fakt, że wszystkie zastrzyki ma odstawione i przeszedł na lek
    doustny Cefaseptin, który podajemy w domu 2x dziennie 1/3 tabletki.
    Bez problemów otwiera pyszczek i zjada lek, oraz syrop 1 ml
    Chodzi za mną krok w krok, a jak coś robię to kładzie się przy mnie,
    lub na moich stopach, kiedy siedzę na krześle czy fotelu.

    Co może, tak bardzo męczyć Mikiego. Mam nadzieję, że nie zacznie się
    wszystko od początku. Nie wiem czy to wszystko zniose ponownie.
    Jestem już zalamana tą całą sytuacją.
    Moja córka pyta czy Miki jest najważniejszy w domu, mimo, ze
    poświęcamy jej naprawdę wiele czasu (jedynaczka)
    Do tego bardzo płakała, że Miki zaczyna kaszleć, pytała czy na nowo
    Miki zacznie tak mocno chorować
    Ja już nie mogę, zaczyna brakować mi sił.
    Płaczące wielkimi "grochami" dziecko, kaszlący ponownie Mikuś.
    Nie potrafię już sobie z tym wszystkim radzić. I nie wiem co dalej
    robić.
    A tak bardzo się cieszyłam, że wszystko wraca do normy:-((
    Nie wiem, poprostu nie wiem, co mam dalej robić.
    czy to się kiedyś skończy??

  • mysiam1 02.09.07, 00:08
    Napisałam do Ciebie - sprawdź pocztę.
  • panix2 02.09.07, 00:24
    Sprawdziłam, jeszcze nic nie ma.
  • mysiam1 02.09.07, 00:34
    panix2 napisała:

    > Sprawdziłam, jeszcze nic nie ma.

    Powinno zaraz przyjść; poczta na Gazecie czasem niestety się
    ślimaczy...
  • panix2 02.09.07, 01:57
    Poczta dotarła. Bardzo dziekuję.
    Odpisałam na e-maila.
  • panix2 02.09.07, 16:27
    Miki wymiotuje żółtą pianą, jest osowiały.
    Nie wiem, może to po tabletkach jakie dostał. Od soboty dostaje i
    wieczorem w sobotę kaszel okropny a dzisiaj rano żółte, spienione
    wymioty.
    Byłam u Pani doktor rano, odstawiono mu tabletki i ponownie dostaje
    zastrzyki.
    Po tych zastrzykach, chyba poczuł się lepiej, ponieważ zaczyna bawić
    się i narazie nie wymiotuje.
  • madziula861 02.09.07, 21:01
    caly czas sledze ten wątek, codziennie zagladam... bardzo ci wspólczuje tyle musicie wycierpiec... cala rodzina i piesek. Jak czytam az mi sie na placz zbiera ;( wszytskie objawy który dotychczas wymienilas sa objawami nosówki

    znalazłam cos takiego:
    "Postać nieżytowa
    - zapalenie wszystkich błon śluzowych

    Postać płucna
    - wypływ z nosa: surowiczy, ropny lub krwisty. Nieżytowe zapalenie płuc. Kaszel.

    Postać żołądkowo-jelitowa
    - zapalenie żołądka i jelit. Biegunka, wymioty. Cuchnący kał.

    Postać nerwowa
    - w efekcie zaatakowania mózgu mamy do czynienia z "dzikim" wzrokiem, brakiem świadomości, nadpobudliwością. Mogą wystąpić drgawki mięśniowe które mogą być połączone z obfitym ślinieniem się.

    Postać oczna
    – zapalenie spojówek, wyciek z worka spojówkowego surowiczo-ropny, wrzody i perforacja rogówki.

    Postać skórna (osutkowa)
    - na skórze brzucha, po wewnętrznej stronie ud powstają pęcherzyki ropne, które po zaschnięciu tworzą strupki. Takie pęcherzyki mogą wystąpić w okolicach oczu, otworów nosowych i na wargach."
  • panix2 02.09.07, 22:16
    madziula861 napisała:

    > caly czas sledze ten wątek, codziennie zagladam... bardzo ci
    >wspólczuje tyle musicie wycierpiec... cala rodzina i piesek. Jak
    >czytam az mi sie na placz zbiera;( wszytskie objawy który
    >dotychczas wymienilas sa objawami nosówki

    Czytalam o nosowce i takie same mam wrażenie, czytając o objawach.
    Stąd nasz strach i obawa o zycie Mikusia.
    Są lepsze dni, poprawa, a potem nastepne uderzenie i pogorszenie.
    Jak spojrzę na Mikusia to odrazu mam łzy w oczach i już nie
    wytrzymuję. Czasami mam wrażenie, czy napewno, wszystko robimy dla
    niego. Choć staramy się robić co możemy, tak jak i lekarze.
    Szczegolnie kiedy córka rozpacza i błaga nas o wywiezienie Mikiego
    na leczenie. Jest malutka, ale zarzuca nam, ze nie wszystko robimy
    dla niego, ponieważ nie zgadzamy się go wywieżc, tłumaczenie, że
    chorego pieska nie mozna wywieżć nie dociera do niej.
    Ale dziecku się tego nie wytłumaczy.

    Nawet jakbyśmy nie obserwowali Mikusia, to i tak nie da się nie
    widzieć tego co się dzieje.
    Nadal wierzymy, że Miki wyjdzie z tego.
    Dzielnie walczy już tyle dni, ma lepsze i gorsze dni.
    Nawet pani doktor stwierdziła, że bardzo duża jest zasługa Mikusia w
    tym leczeniu, ponieważ on chce żyć i stara się jak może walczyć, a
    oni mu w tym pomagają. Była bardzo skromna, ale ja wiem,i widzę, że
    naprawdę robią co mogą.
    We wtorek zacznie sie czwarty tydzień leczenia i walki Mikusia z
    chorobą.
    Miki bardzo długo walczy o zdrowie i nadal mam nadzieję, ze sobie ze
    wszystkim poradzi.
    Bardzo boję się objawów neurologicznych, co wtedy będzie???

    Powiedzcie mi czy sam kaszel kennelowy może tak długo trwać i mieć
    takie okropne, meczace objawy??? czy to połączenie z nosówką.

    Czytalam w internecie że szczepionka pierwsza dla szczeniąt
    Nobivac PUPPY DP wywołala w kilku hodowlach zgon szczeniąt i
    proszono o zgłaszanie sie. Jak znajde link to wkleję.
    Czy Mikuś mógł tak zareagować po szczepionce kiedy był jeszcze u
    hodowcy. Szczepiony był seria A001B01 27.07.07
    czy szczepionka mogła wywolac takie objawy, ponieważ 14.08.07 kiedy
    przyjechał do nas był juz bardzo chory i stąd 15.08.07 trafil do
    lekarza.
    Jak mógł się zarazic tym kaszlem kennelowym i nosowka(mimo że test
    na nosowke jest ujemny)

    Pogubiłam się w tym wszystkim i mogę tylko napisać, co się dzieje
    nadal z Mikim.
    Nawet jak bierzemy jego na ręce to jest taki dziwnie obolały, ze
    piszczy, mimo naszej delikatności w stosunku do niego.
    Lezy w swoim łóżeczku i potrafi zapiszczeć, łącznie z takim jakby
    skomleniem. Jest bardzo obolały, a jego oczka same proszą o pomoc.
    Jak rano pojechałam z nim do lecznicy, to miał takie błagalne oczka,
    że aż przykro było patrzeć. Dopiero po zastrzykach jakie otrzymał,
    był weselszy a oczka mial mniej smutne.
    Mikuś ma tak piekne oczy, że wszystko można z nich wyczytać, kiedy
    prosi, kiedy cierpi itd. Mimo, że nie zawsze rozumiem co chce.
    A jak się obraża to obraca główkę, wywraca oczkami i widać bialka.
    Patrząc mu w oczka nie sposob jego nie kochać i walczyc o jego zycie.
    Choć czasami, nie radzę już sobie ze wszystkim.
    Mam wiele wątpliwości, ale nie potrafiła bym zgodzić się na
    eutanazję, szczegolnie kiedy widzę jak ma dobry dzień i bawi się
    zabawką, prosi mnie łapką i kładzie sie abym go głaskała lub
    masowała mu brzuszek.
    Mikus potrafi zaczarować kazdego swoimi oczkami i spojrzeniem.
  • rezurekcja 02.09.07, 22:27
    panix2 napisała:

    > Jak mógł się zarazic tym kaszlem kennelowym i nosowka(mimo że test
    > na nosowke jest ujemny)

    Panix2, ja tez sledze watek i walke Twojej rodziny o Mikiego.
    NA forum Zdrowei pisali, ze niektore testy sa malo wiarygodne (np.
    test na borelioze) poniewaz sa to testy przesiewowe ELISA. BArdziej
    wiarygodny jest test Western-blot.
    MOze spytaj lekarza o rodzaj testu, zeby powtorzyc w razie czego i
    ustalic z wieksza pewnoscia.
    Corke pozdrow ode mnie i powiedz ze jest dzielna dziewczynka. Ty
    zreszta tez. Wyobrazam sobie, jak sie musisz czuc w takiej sytuacji.
    Pozdrawiam.

    --
    Uwolnij wieznia sumienia

    Wy nam mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś
    wyłażą karzełki i szczają nam do garnków. (S.Mrożek "Z ciemności")
  • panix2 02.09.07, 22:48
    rezurekcja bardzo dziekuje. Zapisalam sobie nazwę tego testu i jutro
    rano zapytam, jak będę z Mikim w lecznicy.
    Poprosze o zrobienie tego testu dla Mikusia.
    Musze miec pewność, że to nie nosowka.
    Dla mnie to wszystko, to nie mieści się już w glowie.
    Ciągle myslę co meczy Mikusia i czy wyjdzie z tego.

    Czy możesz mi coś więcej napisać o tym teście Western blot.
  • mysiam1 02.09.07, 22:57
    Ja się zastanawiam, czy on w ogóle był szczepiony...A czy przy
    wklejce i przy odrobaczaniu jest pieczątka lekarza?
  • panix2 02.09.07, 23:25
    mysiam1 napisała:

    > Ja się zastanawiam, czy on w ogóle był szczepiony...

    Ja także.

    >A czy przy wklejce i przy odrobaczaniu jest pieczątka lekarza?

    Przy nalepce dot. szczepionki jest pieczątka lekarza, natomiast przy
    odrobaczaniu nie ma. Jest tylko data i podpis hodowczyni.
    A trzecie odrobaczenie, pani hodowczyni zrobiła u nas drontalem.

    W to aż trudno mi uwierzyć, że mozna aż, tak szkodzić maleńkiemu
    pieskowi. To jest nie do pomyslenia.
    Nie mogę uwierzyć, ze lekarz stawiający pieczątke, posunął by się do
    tego, zdając sobie sprawę z konsekwencji dla Mikiego.
    Choć czytałam w internecie, że różne dziwne rzeczy się zdarzaja.










    karteczka jest wklejona i jest pieczątka lekarza.
    Ale czy był faktycznie szczepiony, nie wiem.
  • anna.jozwik 02.09.07, 23:34
    panix2 napisała:

    > Powiedzcie mi czy sam kaszel kennelowy może tak długo trwać i mieć
    > takie okropne, meczace objawy??? czy to połączenie z nosówką.

    Przy kaszlu kennelowym występują częste, uporczywe ataki suchego
    (zwykle) kaszlu. Moze tez wystapic zapalenie spojówek. Natomiast nie
    ma objawów ze strony przewodu pokarmowego, a więc biegunek,
    wymiotów, nie ma gorączki, no i nie występuja objawy neurologiczne.
    Kaszel kennelowy zazwyczaj trwa około 2 tygodni, 3 tygodnie to
    byłoby już dosyc długo.
    >
    > Czytalam w internecie że szczepionka pierwsza dla szczeniąt
    > Nobivac PUPPY DP wywołala w kilku hodowlach zgon szczeniąt i
    > proszono o zgłaszanie sie. Jak znajde link to wkleję.
    > Czy Mikuś mógł tak zareagować po szczepionce kiedy był jeszcze u
    > hodowcy. Szczepiony był seria A001B01 27.07.07
    > czy szczepionka mogła wywolac takie objawy, ponieważ 14.08.07
    kiedy
    > przyjechał do nas był juz bardzo chory i stąd 15.08.07 trafil do
    > lekarza.

    Szczepionka którą dostał zawiera żywy wirus nosówki, a więc
    niewykluczone jest, że akurat pies miał pecha i dostał szczepionkę w
    której wirus był zbyt mało osłabiony i w związku z tym wywołał
    chorobę - rzadko się to zdarza, ale czasem niestety się zdarza.
    Jednak czy tak bylo na pewno? Nie dowiemy się nigdy. Zwłaszcza że
    przeicez nie mamy pewności czy to na pewno nosówka!
    Testów Western blot nie wykonuje sie w przypadku nosówki. Mozna za
    to spróbowac testu immunofluorescencji w najblizszym Zakładzie
    Higieny Weterynaryjnej - zapytajcie lekarek, czy taki zakład (w
    skrócie ZHW) znajduje się w Waszym miescie. Mozna zadzwonic i
    zapytac czy robia tesy na nosówkę.

    > Jak mógł się zarazic tym kaszlem kennelowym i nosowka(mimo że test
    > na nosowke jest ujemny)

    Kaszlem kennelowym pies zaraża się od innych psów, zazwyczaj w
    kennelu - stąd wzięla się nazwa choroby. Kennel to po polsku
    psiarnia, pomieszczenie gdzie przebywają psy, ale także hodowle
    psów, schroniska dla psów i wszystkie te miejsca gdzie jest dużo
    psów. Piesek mógł się więc zarazic w hodowli. Tak samo zresztą jak
    nosówką.
    >
    > Pogubiłam się w tym wszystkim i mogę tylko napisać, co się dzieje
    > nadal z Mikim.
    > Nawet jak bierzemy jego na ręce to jest taki dziwnie obolały, ze
    > piszczy, mimo naszej delikatności w stosunku do niego.
    > Lezy w swoim łóżeczku i potrafi zapiszczeć, łącznie z takim jakby
    > skomleniem. Jest bardzo obolały, a jego oczka same proszą o pomoc.

    Czasami przy nosówce psy skomlą, płaczą i wyją, zwłaszcza nocami,
    właściciela skarżą się, że nie mogą spać. Nie wiadomo dokładnie z
    czego to wynika - przypuszcza się że jest to wynik zmian zapalnych w
    mózgu albo wynik wzrastającego ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego
    spowodowanego zapaleniem na terenie ośrodkowego układu nerwowego. Ja
    zwykle w takich przypadkach zalecałam czopki z silnym środkiem
    przeciwbólowym i pomagało. Czy pies prócz antybiotyku dostaje jakies
    środki przeciwzapalne/przeciwbólowe? Moze by pomogły.
    Pozdrawiam i współczuję, zwłaszcza Waszej córce :(
  • panix2 03.09.07, 00:02
    Dzisiaj pani doktor odstawila doustna 1/3 tabletki Cefaseptin, którą
    dostał tylko w sobote (wieczorem powrót kaszlu jakby chciał
    wymiotować, rano trzykrotne wymioty żółtą spieniona wydzieliną)i
    ponownie dzisaj dostał Ceporex i Metacam w zastrzyku.

    Wczesnie czyli do piątku dostawał Ceporex, Tolfedin, Eres w
    zastrzyku. Dostawał wiele leków, ale Ceporex dostaje od 20.08.2007 w
    połączeniu z wieloma innymi lekami, które w miarę objawów były
    zmieniane lud dostawiane. Podawane były w zastrzykach, kroplówkach i
    doustnie strzykawką.
    mam 5 stron w książeczce wpisanych leków, bardzo różnych.
    Mogę wypisać wszystko co dostał z małą poprawką na "rozszyfrowanie".
  • mysiam1 03.09.07, 00:06
    Niestety testów fluorescencyjnych się u nas nie robi (mieszkam w tym
    samym mieście, co panix)....
  • panix2 03.09.07, 00:18
    musiam1 a już rano chciałam dzwonić.
    Szkoda. A nie mozna pobrać krwi Mikiemu i wysłać tych testów do
    innego miasta, tam gdzie robią?
  • mysiam1 03.09.07, 10:44
    panix2 napisała:

    > musiam1 a już rano chciałam dzwonić.
    > Szkoda. A nie mozna pobrać krwi Mikiemu i wysłać tych testów do
    > innego miasta, tam gdzie robią?


    Te testy nie są z krwi, o ile pamiętam...Podejrzewam,że trochę by to
    trwało....no nie wiem sama...musiałabyś zapytać lekarza - testy są
    robione we Wrocławiu.
  • panix2 03.09.07, 00:13
    Sprawdziłam w internecie. Jest ZHW w moim miescie, zaraz rano
    zadzwonie i zapytam o te testy.
    bardzo dziekuje za informację.
    Jeżeli chodzi o córkę to ona płaci ogromna cenę.
    Jeżeli Mikusiowi nie uda się wyjść z choroby w co nie wierzymy, to
    już nigdy nie kupię żadnego zwierzaczka do domu. A dziecku będę
    tłumaczyć, że nie mogę już drugi raz narazić jej na cierpienie i ból.
    Tak bardzo pragneła miec pieska, czekala 2 lata, dzielnie znosila
    bol w szpitalach, twierdząc, że jak wyzdrowieje to mam jej kupi
    pieska. A kiedy wreszcie przyszedł moment, że mogła miec pieska to
    przechodzi tragedię.
    Już nigdy, nie zaufam hodowcom i nigdy nie kupie, obiecałam to
    sobie, patrząc na cierpiące dziecko, cierpiącego Mikusia, a znim
    cała rodzina.
  • madziula861 03.09.07, 11:18
    a czy piesek mial wykonywane 3 szczepienia? czy tylko jedno? powinny byc 3... ten "hodowca" od którego kupiliscie mikiego zasługuje na porzadną antyreklame!!! jak mozna tak oszukac czlowieka, ja kupilam psa na gieldzie, teraz juz wiem ze zle zrobilam ale mialam troszke wiecej szczescia... pies (sznaucer miniaturowy) ma ponad rok i jest zdrowy, chociaz ma troszke oslabiona odpornosc... łapie czasem katar, przechodzil bakteryjne zapalenie uszu (mogł zlapać w "hodowli"), zapalenie pecherza moczowego(kiedy byl malutki). Trzymam za Was mocno kciuki zeby mikus wyzdrowial i zeby juz wszystko bylo dobrze
  • ewitaminka1 03.09.07, 13:07
    Ja tez mam sznaucerka miniaturke, ktorey tez czesto przechodzi rozne
    choroby,ostatnia na szcescie skonczył asie po miesiacu i 3
    tygodniach tyzien temu w koncu!! To jest własnie wina złych
    hodowców, ktorzy odpowiednio nie zaszczepia pieskow od razu, moj
    miał tylko 1 szczepienie na dodatek za pozno! i pozniej jest
    organizm osłabiony i nie umie walczyc z chorobami. Trzymam mocno
    kciuki, sledze codziennie losy Waszego maleństwa, yorka i życze
    powodzenia!!
  • panix2 03.09.07, 19:25
    ewitaminka1 jak sobie radziłaś podczas choroby i jak radził sobie
    piesek.
    Ja już nie wierzę w super hodowców.
    Miki także sam by sobie nie poradził z chorobą, ale dzięki lekarzom
    a szczegolnie pani dr. Oliwi staje na nogi i ponownie walczy.
    Mikuś chce bardzo zyć, może dlatego ma złe dni po nich lepsze i
    ponownie złe.
    On cały czas walczy. Myslę, że ma silna wolę zycia, my go prosimy,
    aby walczył, wtedy zaczyna merdać ogonkiem, kładzie sie na pleckach
    i slodkie robi oczy. Bardzo lubi jak mu się delikatnie masuje
    brzuszek czy masuje po pleckach.
    Staramy się jego delikatnie masować, po zastrzykach.
    Jest bardzo obolały.
    Cieszę się, wsparcie jest bardzo potrzebne, szczegolnie, że czasami
    to bym płakała bez końca.
    Jeszcze raz dziękuję.
  • mysiam1 03.09.07, 21:49
    panix2 napisała:

    > Ja już nie wierzę w super hodowców.


    Panix, osoba, która sprzedała Ci Mikiego NIE JEST SUPERHODOWCĄ. Kto
    wie, czy reszta rodzeństwa Mikego dawno już nie żyje, bo jeśli on
    jest chory, to pewnie reszta miotu też. To producentka szczeniąt,
    woląca je usypiać niż leczyć czy po prostu dobrze o nie dbać. Pewnie
    trzymała je gdzieś w garażu....szkoda gadać po prostu...
  • panix2 03.09.07, 22:54
    Poprostu brak mi słów, aby skomentować.
  • eva_gw 03.09.07, 23:30
    Czytam tą historie od początku i bardzo współczuję Tobie i Twojemu
    pieskowi. przechodzicie ciężkie chwile. naprawdę mam nadzieję, że
    Miki się wyliże, biedactwo.
    muszę jednak dołączyć sie do postu mysiam1: ta pani absolutnie nie
    jest super hodowcą. nie jest nawet żadnym hodowcą. nie sądzę, aby
    miała zarejestrowaną hodowlę. ona po prostu rozmnaża i sprzedaje psy
    w typie rasy - wyłącznie dla zysku i bez dbania o ich zdrowie, co
    jest najcięższym przewinieniem.
  • ewitaminka1 04.09.07, 18:48
    Mam takie szczescie, ze nie pracuje, tak wiec byłam z moim pieskiem
    cała doba, spalam z nim, nie zostawiałam go ani na chwilke. Byl
    zupełnie innym pieskiem, nie bawił sie, nie chciał jesc. weterynarze
    nie iwedzieli co robic, byłam u nich codziennie, próbowali
    mnie "przekupic" jakimis darmowymi chrupkami, czasmai nie brali za
    zastrzyk, tylko dlatego ze nie wiedzieli co robic, i posłuchałam
    sama siebie. Oni chcieli go jeszcze raz operowac, ale sie nie
    zgodziłam, tak mi serce podopwiadalo, odstawiłam leki, tzn.
    zastrzyki i w ciagu tygodnia zaczeło sie poprawiac! a o tych
    chodowcacg pisze tez dkatego, bo fakt moj piesek nie mial od razu
    strzepien ktore powinien miec szczeniak, a poza tym nie wiedział a
    dowiedziałam sie przypadkiem,ze ma tylko 1 jąderko, wiec to nie
    wrozy mu dobrze, gdybym wiedziała od razu jadro drugir ktore ma
    gdzies w brzuchu mozna by bylo na poczatku usunac, tzn wchlonelo by
    sie za pomaca lekow, a tak za 3,4, lata moga byc powazne powikłania,
    wiem od znajomek kora tez miala takiego sznaucerka i pomimo operacji
    piesek zdechł. Bardzo Wam współczuje i czekam na jakies dobre
    wiadomosci!!!
  • panix2 03.09.07, 19:15
    Miał jedno szczepienie, drugie miał mieć 27.08 ale, że przyjechał do
    nas chory 14.08 i 15.08 lecznica, to nie mógł otrzymać drugiego.
    Urodził się 11.06.07
    1 szczepienie 27.07.07
    drugie miał mieć 27.08.07
    Ale, że przyjechał do nas 14.08.07 pokaszliwał i kichał, a 15.08.07
    rano już był w lecznicy. Niestety chorego pieska my już nie moglismy
    zaszczepić i narazie nie można.
    Dzisiaj rano dostał nowe 4 zastrzyki.
    Po nich czuje się lepiej, nawet samodzielnie trochę zjadł, i nie
    wymiotował.
    Zawsze po zastrzykch kaszel maleje, Miki ma dobre samopoczucie a, po
    ich odstawieniu powraca i miki jest osowiały, po wysiłku zaraz kaszle
    Nie bawi się, nie reaguje na nic, tylko spi i piszczy a nawet
    żałośnie płacze.
    Także bardzo ci współczuję, że twój piesek chorował. Mam nadzieję,
    że nie będzie chorował.

    madziula861 napisała:
    >Trzymam za Was mocno kciuki zeby mikus wyzdrowial i zeby juz
    >wszystko bylo dobrze

    My także czekamy na ten dzień z ogromnym utęsknieniem.


  • panix2 05.09.07, 00:03
    Dzisiaj Mikuś, dostał ostatnie zastrzyki. Odstawiono mu wszystkie
    leki. mamy zgłosić się pod koniec przyszłego tygodnia.
    Jest godz. 23:38 a Mikuniu okropnie kaszle i dusi się od 15 minut.
    Wczesniej zjadł łyzkę stolową ryzu i dwie małe łyżeczki jogurtu.
    Teraz już nie wiem co mam zrobić. Nie daję się wziąść na ręce
    (piszczy)
    Pani doktor, dzisiaj sama nie rozumiala dlaczego jeszcze kaszle,
    szczególnie w nocy. W dzień pokaszliwał, ale nie tak ostro jak w
    nocy.
    Nie wymiotuje, kupki normalne. Badanie kupki ponowne pod mikroskopem
    ok.
    Co mam zrobić, czekać do końca przyszłego tygodnia, tak jak
    uzgodniła pani doktor, czy jechać do lecznicy wczesniej.
    Nie wiem czy może Mikuś tak długo dostawać zastrzyki, skoro kaszel
    wraca jak bumerang w wydaniu jak na początku czyli Miki się dusi,
    podczas niego.
    Mikuś potrafi zareagować bardzo nerwowo, łącznie z ugryzieniem.

    Moja córka płacze i pyta dlaczego Miki przybiegł do mnie i ugryzł w
    nogę i nie była to zabawa. Kilka razy probował ugryźć córkę, ale
    miała akurat spodenki.
    Czy powinnam rano pojechać do lekarza, oczywiście ranę przemyłam
    wodą utlenioną i posmarowałam maścią z antybiotykiem.
    Co w takiej sytuacji robić.
    Jestem już bardzo zmęczona i zmartwiona.


  • mysiam1 05.09.07, 00:09
    Panix, dałam Ci namiary na bardzo dobrego i bardzo doświadczonego
    weta. Może jednak spróbujesz się do niego wybrać z Mikim?
  • anna.jozwik 05.09.07, 00:25
    Proponuję przejsc na tabletki. Dobrze by bylo aby ktoras z lekarek
    wypisała Ci receptę na tabletki przeciwkaszlowe lub syrop
    przeciwkaszlowy. DObrze byloby zrobic rtg płuc, co tam sie dzieje w
    tych płucach. Jesli jest zapalenie, nadal powinien dostawac
    antybiotyki i srodki przeciwzapalne plus leki rozszerzajace oskrzela.
    Zawsze mozesz mu podawac syrop prawoślazowy.
    Współczuję z powodu ugryzienia - może psa swędzą dziąsła z powodu
    niedalekiej wymiany zebów?
  • mlusca 07.09.07, 00:02
    Panix2,dlaczego nic już nie piszesz o swoim piesku.Sledzę ten wątek
    i bardzo się martwię czy coś złego się nie stało.
  • sengana 08.09.07, 15:13
    Witam,
    Panix napisz co sie dzieje, od poczatku tu zagladam i Wam kibicuje,
    co u malego?
    Pozdrawiam
  • madziula861 08.09.07, 22:46
    kurcze... jakos dziwnie mam zle przeczucia... obym sie pomyliła :( Pare razy dziennie zagladam czy cos sie ruszyło w sprawie mikiego. Pozdrawiam wytrwałą panix
  • mlusca 09.09.07, 17:09
    Ja też się boję,że mogło stać się coś złego.Panix2 napisz kilka
    słów.Co się dzieje?
  • panix2 10.09.07, 21:40
    Przepraszam wszystkich, nie było mnie w domu.
    Mikuś jest w fatalnej formie:-(
    A moja corka trafiła do szpitala w bardzo złym stanie:-( stąd moja
    nieobecnośc na forum.
    Zapewnilam Mikusiowi fachową opiekę w domu, a ja byłam całodobowo z
    córką w szpitalu.
    Dzisiaj wyszla ze szpitala. Pierwsze co zrobiła to szukała Mikusia.
    W tej chwili nie mogę nic napisać, łzy same cisną mi się na oczy,
    szczerze mówiąc cały czas płaczę( oczywiście jak nie widzi corka)
    Córka w szpitalu codziennie mówiła o Mikusiu i płakała w nocy.
    Małżonek przyniósł go na rękach i przez okno pokazał jej, że zyje.
    To co się dzieje z Mikim nie da sie opisać.

    Napiszę jak będę w lepszej formie. Jestem załamana całą sytuacją i
    nie potrafie juz sobie z tym wszystkim poradzić.
    Miki w bardzo złym stanie.
    Dziecko w złym stanie.
    Więc co mozna więcej powiedziec.
    Zadaję sobie pytanie Dlaczego???
    Robimy wszystko dla dziecka i Mikusia.
    Teraz walczymy nie tylko o Mikusia, ale i o poprawę zdrowia dziecka.
    Jak znajdę więcej czasu napisze. Prosze o zrozumienie.
    Miki walczy dzielnie, tyle, że nie wiem jak długo.
    Wierzcie mi on chce zyć, to widać po jego oczkach.
    Kiedy córka trafiła do szpitala, małżonek opowiadał mi,co się dzieje
    z Mikusiem,odmówił całkowicie jedzenia i picia, nikomu nie pozwolił
    zabrać sobie corki piżamki, która została na łóżku, a on ją
    ściągnął, kiedy pojechała do szpitala. Leżał na niej, i płakał, nie
    piszczał tylko płakał i "wył" przy jej łóżku.
    Jak mąż chciał zabrać piżamkę to warczał i bardzo agresywnie
    reagował.
    Dzisiaj jak zobaczył córkę, to od jej pobytu w szpitalu pierwszy raz
    ruszył się z pod jej łóżka, nie opuszcza jej a ona jego.
    Zaczął nawet chodzić, wszedzie za nią.
    Jak chodzi to uciekają mu tylne nózki, ale zaczął chodzić.
    Zaczął jeść ryż, ale tylko z jej reki. Od nikogo nie chce jeśc.
    Jak córka moczyła rączki w wodzie i dawała jemu to lizał wode i tak
    wypił z jej raczki 20ml.
    Córka i Mikuś nie potrafią żyć bez siebie.
    Kochamy bardzo Mikusia, ale powiedzcie mi czy może nawiązać się tak
    silna więź między córką a Mikim, że jak było z corką żle to w tym
    czasie Miki rozpaczliwie płakał "wył" w domu i nikt nie mógł go
    uspokoić.
    Natomiast córka o 3 w nocy w szpitalu, obudzila się i błagała mnie
    abym zadzwoniła do domu, że Mikuś jest bardzo chory. Dzwoniąc
    dowiedzialam się, że Mikiemu się pogorszyło i to bardzo.
    Nie mogę teraz pojechać do pani doktor do lecznicy, ponieważ musze
    jechać z corką pilnie do specjalisty. Jej stan jest stabilny, ale
    nie końca. Obecnie wymaga intensywnego leczenia.
    Od jutra podzielimy się z mężem, jak wrocę z córką, to pojadę z
    Mikusiem.
    Zaczynam wątpić, czy Mikusiowi się uda. Nie wiem czy dalej walczyć o
    Mikiego, czy pozwolić jemu odejść.
    Fakt, ze po powrocie corki i moim do domu, jego stan ulega poprawie,
    i to znacznie, ale stan zdrowia corki pogorszeniu.
    Czy to się kiedyś skończy? i Miki wyzdrowieje??
    Teraz już zrozumialam, jak milośc rodziny do pieska może zmienić jej
    zycie.
    Prosze o zrozumienie, jezeli nie bedzie informacji odemnie, napewno
    sie odezwę. Ale teraz nasza corka także wymaga intensywnego leczenia
    i nie zawsze będe miala czas na pisanie.
    Faktem jest, że wlaśnie to forum pomogło mi i naszej rodzinie
    walczyć o Mikiego, wsparcie wszystkich forumowiczow buduje i daje
    energię do dzialania.
    Ale teraz priorytetem stało się leczenie corki i Mikiego dla niej.
    Prosze o wyrozumiałośc.










  • mysiam1 10.09.07, 22:58
    Panix, bardzo mi przykro :-((((.
    Z tego, co piszesz, rozumiem, że nie pojechałaś do lekarza, którego
    Ci poleciłam...szkoda...on stosuje taką trochę "eksperymentalną"
    metodę leczenia nosówki, ale w przypadku mojego psa dała świetne
    rezultaty.... A z tego, co piszesz, dla mnie wynika, że Miki ma już
    objawy neurologiczne...On sam może się tak męczyć jeszcze
    tygodniami, a jeśli uda mu się przeżyć, to ślady tej choroby
    pozostaną na całe życie :-(((.
  • panix2 11.09.07, 00:18
    mysiam1 nie byłam, ponieważ dziecko trafilo do szpitala. I nadal mam
    zaufanie do lekarzy, ale chyba mimo wszelkich starań Miki nie wraca
    do zdrowia. Co się polepszy jak pisalam wczesniej to ponownie
    pogorszenie.
    Najważniejsze, aby Miki przeżył. Nawet jesli by nie mógł chodzić na
    tylne łapy, to slyszałam, że mozna kupić specjalny wózeczek i
    przypinać pieskowi, aby samodzielnie chodził. jestesmy w stanie jemu
    pomagać we wszystkim i opiekować sie nim. Najwazniejsze aby przezył.
    Jeżeli znajdą się sposoby na jego chociaż minimalny komfort
    samodzielnego zycia to napewno zrobimy wszystko dla niego.
    Nie napisalam, że moja coreczka po przyjściu ze szpitala do domu
    sprawdzala każdy wlosek i skórę Mikusia, łącznie miejsca gdzie
    wygolona miał sierść do założenia wenflonu, czy czasami to nie jest
    inny piesek. Po sprawdzeniu, podeszla do nas i oznajmiła, że to jest
    nasz Mikuś, i innego nie chce w domu.
  • anna.jozwik 10.09.07, 22:59
    Bardzo, bardzo mi przykro, że spotykaja Ciebie i Twoja Rodzinę takie
    nieszczęścia.
    W tym całym nieszczęściu jest jednak coś pozytywnego - a mianowicie
    wzajemna silna więź Twojej córki i pieska. Kto wie, może ta więź
    pozwoli im obojgu wyzdrowieć?
    Mam wrażenie że u Twojego pieska pojawił się kolejny moim zdaniem
    objaw nosówki, a mianowicie niezborność ruchów dotycząca tylnych
    kończyn. Jeśli w jakims najbliższym czasie być może Twój mąż
    znajdzie chwilę czasu na to by pojechac do lecznicy i porozmawiac o
    psie, to proponowałabym zapytac tam o pewne lekarstwo
    zwane 'virbagen omega'. Lekarki z lecznicy moga sprowadzic ten lek
    na zamówienie, byc moze to jest ta ostatnia nadzieja która pozwoli
    Mikiemu wyjść z choroby i stanąć na nogi.
  • panix2 11.09.07, 00:36
    Bardzo dziekuję, porozmawiam o tym leku i sprowadzeniu jego.
  • chiton 11.09.07, 00:05
    Z całego serca Ci współczuję.Bardzo trudna sytuacja.
  • zed2003 11.09.07, 00:10
    SORRY LUDZIE ALE TO JEST JAKIS HORROR !!!
    ALE NIE ROZUMIEM ZE CÓRKA ZAŁAMAŁA SIE PRZEZ PSA??!!!!
    LUDZIE !!! KOBIETO !!! PIES ZYJE 15 LAT, JEZELI CÓRKA JUZ MA
    ZAŁAMANIE CO BEDZIE ZA 15 LAT??!!! MOZE KUP JEJ OD ZARAZ ZDROWEGO
    PSA A TEGO USPIJ !!! ZAKOCHAŁAS SIE PRZEZ 1MIESIAC??? DZIECKO JEST
    NAJWAZNIEJSZE, JESZCZE POPADNIE W DEPRESJE !!! TRZEBA WYTŁUMACZYC
    DZIECKU........Sorry spólczuje ale, tez mam yorka 3miesiecznego i
    córke 6letnia napewno bym jej to wytłumaczyl i by zrozumiała,
    kupiłbym jej nowego pieska jak najszybciej tego wywiózł moze do
    rodziny zeby nie patrzała na jego cierpienie które przejawiało by
    sie jej cierpieniem.............!
  • zed2003 11.09.07, 00:25
    Po dokładniejszym przeczytaniu widze ze córka cierpi na jakas
    chorobe, odwiedza czesto szpitale itd... To ci sie trafił piesek do
    pary..... wyrazy współczucia Panix..... powinas moze jechac do tego
    hodowcy oddac mu psa i kupic jednak nowego?? Moze on ma jakas
    chorobe genetyczna trudna u człowieka do wyleczenia a co dopiero u
    psa...
  • panix2 11.09.07, 00:53
    To nie sztuka oddac chorego i skazac na smierć, zamienić, czy kupić
    zdrowego.
    Nie chciej aby kiedyś ciebie starego, chorego, nie dołęznego i
    nieuleczalnie chorego dziecko oddalo do domu starcow lub szpitala,
    bo będziesz przeszkadzal i denerwował wszystkich, aż popadną w
    depresję.
    Jeżeli twojemu dziecku przyjdzie calkowicie łatwo oddac pieska, po
    twoim przetłumaczeniu, to może kiedyś ciebie oddac do domu starców,
    po przetłumaczeniu swojego małzonka i dla dobra swoich dzieci.
    Jak postepujesz ze zwierzęciem tak kiedyś z toba moga postapić
    własne dzieci. Jeżeli nauczysz ich obojętności to nie licz na
    starośc na pomoc.
    Jeżeli dziecko łatwo oddaje pieska, po przetłumaczeniu to znaczy, że
    traktuje go jak kolejną żywą zabawkę, a nowego jak nową zabawkę.
    Moje dziecko nie traktuje pieska jak kolejną zabawke i nadal liczy,
    ze bedzie mozna go wyleczyć, mimo że zdaje sobie sprawę że może
    umrzec.
    Rzeczywiście przeżywa emocje, związane z choroba Mikiego, ale nigdy
    by nie pozwolila go zabić i wyrzucic, a potem kupić nowego zdrowego
    pieska.
    Zepsute zabawki wyrzucamy, ale pies jeszcze raz powtorzę to nie
    zabawka.
  • zed2003 11.09.07, 20:23
    Wybacz Panix ale myślałem ze twoja córka popadła w jakas depresje
    obsesyjną na punkcie psa. Wiem że pies nie jest zabawką i w życiu
    bym go nie uśpił jeżeli da się go wyleczyć, chodziło mi tu przede
    wszystkim o twoją córke. Uwierz mi panix kiedy bede stary i
    niedołęzny chciałbym żeby moja córka oddała mnie do domu starców, bo
    wiem co to podcieranie dupy, przewijanie, karmienie i zakladanie
    pampersa etc, widziałem przez co przechodzą teście oraz moja żona
    zajmujac sie swoja babcia chora na aizchailmera. Zawsze uważałem ze
    kupowanie psa dziecku to durne posuniecie, chociaz kazde dziecko
    chce miec zwierzatko - niestety kupiłem takze. Moze jestem
    silniejszy , moze inaczej mnie wychowano, moze to lepiej ale dla
    mnie "pies to pies", widzialem jak moja zona przezywała roztanie z
    jamnikiem ktory mial 15 lat, kobieta miesiac nie mogła sie
    otrzasnac. Oczywiscie tez miałem jamnika 15 lat ale tak tego nie
    przezywałem, nie wiem jak bedzie teraz z moja sunia, pożyjemy
    zobaczymy.
  • monikawet 11.09.07, 14:55
    Do Panix:rób swoje i nie przejmuj się ignorantami.Świata nie zmienisz...Znam
    ludzi,dla których Yoruś to tylko mała zabawka.Znam takich ,którzy przepędzają z
    domu koty,a psa nie wpuszczą za próg..Spotkałam takich ,którzy wyrzucali psa z
    4-tego piętra,podcinali gardła,wieszali w lesie,wyrzucali na pastwę losu..Ludzie
    są różni..Dopóki lekarze dają Wam nadzieję,dopóki piesek w miarę funkcjonuje i
    stać Was na dalsze leczenie-nie rezygnujcie..A nóż się uda..Powodzenia
  • mysiam1 11.09.07, 15:03
    Ja również podziwiam Panix za siły, jakie musi mieć, by walczyć - o
    dziecko i o psa, jednak nie można zapominać, że jeśli Miki ma
    nosówkę i to już w postaci nerwowej, to szanse na przeżycie są tak
    naprawdę malutkie. I z tym Panix, jako osoba dorosła, musi się
    liczyć. A nawet jeśli Miki przeżyje, to powikłania mogą ciągnąć się
    dalej i przybierać różne formy - plątanie się łapek to najmniejszy
    "ból" i być może w którymś momencie będzie trzeba pozwolić mu
    odejść.Dlatego, powstrzymując własne emocje, na miejscu Panix - a
    być może też w porozumieniu z jakimś dobrym psychologiem -
    zaczęłabym przygotowywać dziecko na taką ewentualność...że może się
    niestety zdarzyć, że Miki zacznie bardzo cierpieć (on zapewne JUŻ
    bardzo cierpi....) i że lepiej będzie mu tych cierpień oszczędzić...
    A z tego, co Panix pisze wynika raczej, że szanse na to, by było
    lepiej, są naprawdę znikome i nie można udawać, że jest inaczej...
  • panix2 11.09.07, 00:33
    Nie uspimy Mikiego!!!!
    Dziecko kategorycznie nie chce innego pieska.
    Nie załamala się, ale ma wade serca i jak myslisz, że najlepszym
    wyjściem jest zabrać jej Mikiego, przywieżć nowego i co dalej.
    Może twoje dziecko odbiera inaczej, ale nasze jest takie jakie jest.
    Wiesz co by się stało, jakbysmy wywieżli Mikiego z domu??? Pomyśl
    czlowieku.
    Nasza córka jest nastawiona na to, że Miki może umrzeć, ale nadal
    twierdzi, że umrze u nas w domku, ale nie pozwli go zabić.
    Każdy z nas może byc inny i inaczej reagować, a my Mikiego
    pokochalismy od pierwszych dni pobytu w naszym domu.
    Dla ciebie york to tylko piesek york, ktorego mozna wymienic na
    zdrowego jak częsci, ale dla nas Miki to czlonek rodziny.
    Może nastawienie twoje i dziecka jest inne, ale nasze i naszego
    dziecka także jest inne.
    Mamy go zabic i wyrzucić jak zepsutą częśc czy urządzenie nie do
    naprawienia tylko dlatego, że jest chory. Pies to nie rzecz, to
    także istota mysląca i czująca.
    Wyrzucając pieska, chyba zabili bysmy własne dziecko. A może
    stopniowe przyzwyczajenie się dziecko do tego, że piesek jest bardzo
    chory, pozwli jej łatwiej znieśc smierc pieska.
    Jak byśmy zabili Mikiegi i wyrzucili, stracili bysmy całkowite
    zaufanie u dziecka, chyba dożywotnio.
    Pamiętaj o jednym są dzieci traktujące żywe pieski jak zabawki, bo
    miały następny kaprys, a są też dzieci traktujące je jak czlonków
    rodziny a nie jak kolejną zabawkę, i na tym polega róznica między
    dziecmi i ich dojrzałościa.
    Po drugie nie musiałeś krzyczeć, wystarczyło napisać.
  • anastazja55 11.09.07, 12:16
    DO PANIX podzielam w pelni twoje oburzenie ale nie przejmuj sie, zobacz ilu ludzi jest z toba, tak bardzo cie rozumie i lacze sie z toba nie poddawaj sie musi byc dobrze,tez mam chora siedmiletnia sunie i podobnie jak tobie w pierwszej klinice nic nie zrobili, to mnie wet kazal uspic moja, zmienilam weta wazna jest dobra diagnoza,moja sunia zyje minelo poltora roku i bede dalej walczyc o nia chociaz u mnie wielkim problemem jest brak kasy,goraco pozdrawiam ,bede na biezaco sledzic ten watek jestem calym sercem z toba trzymaj sie
  • anastazja55 12.09.07, 18:44
    juz dwa dni cie niema,bardzo sie martwie, napisz prosze choc pare zdan wiem ze nie masz glowy do pisania ,ale moze choc troche informacji co sie dzieje.pozdrawiam
  • anastazja55 11.09.07, 11:49
    co ty za bzdury wypisujesz,po co to czytasz jak dla ciebie to horor,przeciesz najprosciej jest uspic pieska i po klopocie, wspolczuje ci czego ty uczysz swoje dziecko,a potem azyle pekaja w szwach,cale szczescie ze sa tacy ludzie jak panix,gdzie przeczytalas ze jej corka z powodu pieska wpadla w depresje? taki psinek moze jej tylko pomoc w jej chorobie nawet niewiesz jak zwierzaki wyczuwaja nasze nastroje.obys nigdy nie musiala przechodzic to co panix,chociaz znajac twoja opinie to problemu by nie bylo.ja od zawsze mam pieski,przewaznie wyrzucone jeden z nich to suczka ktora ktos wyrzucil zima (pointer)miala 5 miesiecy bo pewno "zabawka"zabardzo urosla radze ci uwaznie czytaj posty i dobrze sie zastanow co piszesz,panix nie byla do niczego potrzebna twoja opinia i napewno ja nie wsparlas







    0
  • ulotne_piekno 11.09.07, 14:55
    śledzę Twoja historię od jakiegos czasu, ale pierwszy raz dziś nie mogłam
    opanować łez...nie bedę pisać, że to przykre, że wsółczuję...trzymam kciuki za
    Was najmocniej, jak się da, życzę wszystkim Wam powrotu do zdrowia i, służę
    pomoca w jakiejkolwiek formie, jeśli to możliwe.
    pozdrawiam serdecznie
  • mist3 11.09.07, 20:47
    Wiem, że znowu ktoś mnie ochrzani, ale trudno.
    Czasem niestety trzeba podjąć decyzję o uśpieniu zwierzęcia i proszę nie
    wyzywajcie tych, którzy taką decyzję podjęli od sadystów czy ludzi bez serca.
    Miałam świnkę morską i 14 lat temu musiałam ją uśpić. Specjalnie piszę kiedy to
    się stało, żebyście wiedzieli że nadal (mimo upływu czasu) dokładnie pamiętam
    ten dzień i nigdy go nie zapomnę. Czasem też zastanawiam się, czy nie mogłam
    czegoś jeszcze dla niej zrobić, ale wiem że nie.
    Świnka miała nowotwór umiejscowiony w jamie brzusznej. Dokładnie nie wiem gdzie
    ponieważ weterynaria w Polsce wtedy była niezbyt wyposażona w specjalistyczny
    sprzęt diagnostyczny, ja mieszkam w małym miasteczku, a poza tym wtedy byliśmy
    naprawdę biedni i nawet gdybym wiedziała, że 100 km dalej - w Krakowie - był
    jakiś cudotwórca - to nie byłoby mnie stać na to, żeby go odwiedzić. Śwince nie
    można było pomóc, można było faszerować ją środkami przeciwbólowymi ale i tak
    umarłaby z głodu. Czy miałam na to pozwolić?
    Moja znajoma ostatnio uśpiła psa. Był staruszkiem, cierpiał na coś w rodzaju
    artetyzmu. Środki przeciwbólowe trzeba byłoby podawać praktycznie cały czas - co
    wiązałoby się zostawieniem psa u weterynarza lub wizytą u niego kilkanaście razy
    dziennie. Czy uważacie że moja koleżanka jest sadystką? Nie kochała swojego psa?
    Czasem trzeba pozwolić zwierzęciu odejść - kiedy jego życie staje się jednym
    wielkim cierpieniem, stresem, bólem i strachem.
  • anastazja55 11.09.07, 22:21
    nie mam zamiaru cie oceniac chcialabym zebys jedno zrozumiala,ja decydujac sie na jakiekolwiek zwierzatko mam swiadomosc ze jestem z nim nietylko jak jest piekne i zdrowe,ale jak jest chore,lub stare i wymaga mojej opieki.najprosciej usprawiedliwic siebie ze pieska trzeba uspic bo cierpi,ja mialam 17 letniego kundelka, ktorego potracil samochod wet zalecil go uspic,mial paraliz prawej strony,leczylam go sama,ile nocy nie przespalam,trzeba bylo go karmic,wynosic zeby sie zalatwil.po dwoch tygodniach zaczal sie przesuwac powoli,a po czterech zaczal chodzic,moj trud sie oplacil zyl jeszcze rok dzieki mnie,ale wymagalo to wielu wyrzeczen z mojej strony,zasnal spokojnie na moich rekach,przechodzac przez TECZOWY MOST.ktos powie i pocotyle zachodu przecierz to tylko pies,ale dla mnie byl kims wiecej,byl czonkiem mojej rodziny. kazdy podejmuje decyzje sam i nie powinien sie z tego tlumaczyc ale wydaje mi sie ze to jest pewnego rodzaju usprawiedliwianie swojej decyzji.
  • mysiam1 11.09.07, 23:40
    Anastazja, czy Ty wiesz, co robi z psem nosówka? Tu nie chodzi o
    to, czy pies jest ładny, czy nie. Chodzi o jego wielkie cierpienie.
    Kiedy nadejdzie TEN WŁAŚCIWY czas? Gdy pies będzie wył całymi dniami
    i nocami, czy kiedy zacznie mieć ataki padaczki, albo go
    sparaliżuje? Kiedy jego cierpienie będzie tak wielkie, że
    największym dowodem miłości będzie "dobra śmierć"?

    anastazja55 napisała:

    > nie mam zamiaru cie oceniac chcialabym zebys jedno zrozumiala,ja
    decydujac sie
    > na jakiekolwiek zwierzatko mam swiadomosc ze jestem z nim nietylko
    jak jest pie
    > kne i zdrowe,ale jak jest chore,lub stare i wymaga mojej
    opieki.najprosciej usp
    > rawiedliwic siebie ze pieska trzeba uspic bo cierpi,ja mialam 17
    letniego kunde
    > lka, ktorego potracil samochod wet zalecil go uspic,mial paraliz
    prawej strony,
    > leczylam go sama,ile nocy nie przespalam,trzeba bylo go
    karmic,wynosic zeby sie
    > zalatwil.po dwoch tygodniach zaczal sie przesuwac powoli,a po
    czterech zaczal
    > chodzic,moj trud sie oplacil zyl jeszcze rok dzieki mnie,ale
    wymagalo to wielu
    > wyrzeczen z mojej strony,zasnal spokojnie na moich
    rekach,przechodzac przez TEC
    > ZOWY MOST.ktos powie i pocotyle zachodu przecierz to tylko
    pies,ale dla mnie by
    > l kims wiecej,byl czonkiem mojej rodziny. kazdy podejmuje decyzje
    sam i nie pow
    > inien sie z tego tlumaczyc ale wydaje mi sie ze to jest pewnego
    rodzaju usprawi
    > edliwianie swojej decyzji.
  • anastazja55 12.09.07, 13:07
    tak doskonale wiem co to nosowka,wiem rownierz ze sa srodki usmierzajace bol,i uspakajace,to co ty przedstawilas tak moze byc w przypadku gdy psiakiem nikt sie nie zajmuje,to tobie sie wydaje ze upienie to dobra smierc,poczytaj jak to dziala,a skad pewnosc ze nie wyjdzie z tego,tego do konca nikt nie bedzie wiedzial.Pozatym panix wyraznie napisala o swojej decyzi poco przedstawiac czarne scenariusze,to napewno jej nie pomoze my mamy ja wspierac a nie dolowac radami ktore dla kogos sa wyjsciem ale dla niej nie.trzymam za nia kciuki.
  • mist3 12.09.07, 21:01
    powiedz mi jak miałam ulżyć mojej śwince morskiej, zamiast ją uśpić? ona
    umierała z głodu i pragnienia, ponieważ wszystko co zjadła natychmiast zwracała.
    nie można jej było dotknąć brzuszka, ponieważ ją straszliwie bolał. ona nie
    żyła, ona po prostu miała jeszcze funkcje życiowe okupione straszliwym cierpieniem.
    ja też nie jestem zwolenniczką usypiania starych zwierząt tylko dlatego, że są
    stare. jednak są czasem takie sytuacje, kiedy zwierzę tylko i wyłącznie cierpi,
    jest jednym wielkim bólem , którego nie można ukoić. i wtedy najtrudniejszą, ale
    i najmądrzejszą decyzją jest skrócić jego męki w sposób jak najbardziej humanitarny.
    mam nadzieję, że york panix wyzdrowieje - lubię te psy (lubię w sumie wszystkie
    psy), kibicuję jej od dawna - ale nie lubię jak ludzi, którzy podejmują trudne
    (ale dojrzałe) decyzje, o których myślą potem latami - określa się mianem ludzi
    bez serca.
  • panix2 18.09.07, 21:50
    mist3 napisała:

    > mam nadzieję, że york panix wyzdrowieje - lubię te psy (lubię w
    sumie wszystkie
    > psy), kibicuję jej od dawna - ale nie lubię jak ludzi, którzy
    podejmują trudne
    > (ale dojrzałe) decyzje, o których myślą potem latami - określa się
    mianem ludzi
    > bez serca.

    mist3, ja nie oceniam ludzi za ich decyzje.
    Naszą decyzją, jest ratować Mikiego, do końca.

    I warto było, jego stan sie ponownie poprawia, gorzej z chodzeniem,
    ale ogolnie mówiąc jest lepiej.
    Nie pisałam, ponieważ corka trafiła ponownie do szpitala i dopiero
    dzisiaj wyszła.
    Bez Mikiego w domu, jej stan także nie był by lepszy.
    A Mikuś do dzisiejszego dnia spi na pizamce córki.
    Nie wyobrażacie sobie radości corki i Mikusia jak się spotkali w
    domu. Miki to nie wiedział co ma robic. Biedaczek przynosił jej
    swoje zabawki ciągnąc nóżki, a ona tulila go i nie wypuszczała z rąk.
    Spał na jej kolanach, jadł z jej ręki, liżąc ją po rękach.
    Nie jestem w stanie opisać radości z ich spotkania się w domu.
    Przyniósł jej swoje jedzenie z miski.
    Wiem, że Mikuś przeżyje. On czeka na córke, a corka na niego.




  • anna.jozwik 18.09.07, 22:04
    panix2 napisała:

    >> Nie wyobrażacie sobie radości corki i Mikusia jak się spotkali w
    > domu. Miki to nie wiedział co ma robic. Biedaczek przynosił jej
    > swoje zabawki ciągnąc nóżki, a ona tulila go i nie wypuszczała z
    rąk.
    > Spał na jej kolanach, jadł z jej ręki, liżąc ją po rękach.
    > Nie jestem w stanie opisać radości z ich spotkania się w domu.

    Jak miło czytać takie dobre wiadomości :) Cieszę się, że ogólny stan
    Mikeigo poprawia się i ze Twoja córka także lepiej się czuje.
    Jeśłi pies ma problemy z chodzeniem, możesz zapytac przy okazji
    swoich lekarzy od Mikiego, czy nie warto byłoby podawac Mikiemu
    leków poprawiających przewodnictwo nerwowo-mięsniowe, mam tu na
    myśli konkretnie nivalin, byc moze on pomógły psu poprawic
    koordynacje ruchów. Czy kaszel u pieska i biegunka juz ustąpiły?
  • panix2 18.09.07, 22:38
    anna.jozwik napisała:
    > Jak miło czytać takie dobre wiadomości :) Cieszę się, że ogólny
    stan
    > Mikeigo poprawia się i ze Twoja córka także lepiej się czuje.
    > Jeśłi pies ma problemy z chodzeniem, możesz zapytac przy okazji
    > swoich lekarzy od Mikiego, czy nie warto byłoby podawac Mikiemu
    > leków poprawiających przewodnictwo nerwowo-mięsniowe, mam tu na
    > myśli konkretnie nivalin, byc moze on pomógły psu poprawic
    > koordynacje ruchów.

    Oczywiście, że zapytam lekarzy. Zapisalam sobie nazwę i porozmawiam
    w lecznicy.
    Dla nas kazda rada jest bardzo cenna, jezeli może pomóc Mikiemu. A
    naprawdę pomaga:-)
    Bardzo Pani dziekuję za rady, z ktorych korzystamy i dają efekty.
    Jak z tymi zastrzykami.

    >Czy kaszel u pieska i biegunka juz ustąpiły?

    Biegunka ustapila, kupki sa normalne, kaszel ustępuje po
    tej "miksturce" od starszego pana pszczelarza, choc czasami 1 a 2
    razy w ciągniu dnia, ale jest lżejszy i bardziej łagodny.

    Co do kaszlu to zauwazyłam, że Miki bardzo zle reaguje na zapachy,
    perfum, płynu do płukania, mycia podłóg itd.
    Po wyjściu corki ze szpitala, zrobiłam pranie i wlalam płyn do
    płukania, po rozwieszeniu prania w łaziece, Mikus zaczął mocno
    kaszlec. Jak wzięłam go na ręce i delikatnie czuć bylo perfum
    odemnie to Miki także kaszlal.
    Stąd moje pytanie, może głupie,ale, czy ten kaszel może mieć także
    związek z zapachami.
    Jak byłam z córką w szpitalu całodobowo, w domu nie było robione
    żadne pranie, żadnych zapachow perfum, to małzonek informowal nas,
    że Miki przestal kaszlec a tylko sporadycznie.
    To tylko nasza obserwacja i nie musi mieć nic wspolnego z jego
    kaszlem, ale analizowaliśmy, ponieważ małżonek to zauważył, że nie
    kaszlał, a jak wróciłysmy ze szpitala (pranie, kapiel, perfum itd)to
    Mikus zaczął pokaszliwać.
    Bardzo prosze o informację czy to mozliwe.
    Jutro wyeliminuję wszelkie zapachy i nie uzywanie perfum itd, i
    sprawdzimy ponownie.
    Jeszcze raz dziekuje za wsparcie i fachową pomoc, która także bardzo
    bardzo pomogła Mikiemu.
  • panix2 18.09.07, 22:53
    Mam jeszcze jedno pytanie. Małżonek zauważył w kupce Mikiego dość
    dużo włosow. Czy to takze może szkodzic Mikusiowi.
    Jest codziennie wyczesywany, więc skad może być ta sierść? i co
    zrobic aby Miki jej nie łykal.
    Dodam, że bardzo dbamy o jego higienę, miseczki są czyste i
    codziennie myte, tacka do której są mocowne miseczki jest także na
    bieżąco myta, sierść jest wyczesywana. Kocyk ktory ma w swoim
    łóżeczku nie ma sierści, na dywanie nie ma włosow.
    Więc skąd te włosy w kale.
  • panix2 18.09.07, 22:13
    Bardzo dziekuję, za wsparcie.
    Otrzymalam linki i doczytalam o nosowce w internecie i wiem co może
    czekać Mikusia.

    Nie chcemy nawet myslec o tym. Będziemy robić nadal dla niego
    wszystko. Jego stan sie poprawia, od czasu, jak starszy pan,
    chodowca pszczól dał nam coś czarno-brazowego i bardzo twardego
    (jakiś produkt uboczny z plastra miodu) kazał nam rozdrobić to lub
    zmielić, zalać ćwiartka spirytusu, poczekac trzy doby dobrze
    wymieszać i po 5 kropli dawać Mikusiowi.
    Może to dla niektórych "czary mary" ale Mikus po tym sie lepiej
    czuje. Zaczyna lepiej chodzić, już je i pije samodzielnie. Potrafi
    się bawić zabawką i z corką. Dostaje, te krople z nalewki od
    tygodnia i poprawa jest duża. Przybrał na wadze ( 2,30kg)
    Miki jest dzielny i chetnie te krople połyka.
    W sobote będe widziala się z tym panem i zapytam o nazwę. Mówił mi
    ale nie pamiętam. Ma nam przywieżć jeszcze cos dla Mikusia, jakąś
    wlasną miksturę.
    Wiem, ze nie może to jemu zaszkodzić, ale widac znaczną poprawe.

    Teraz po wyjściu corki z ponownego pobytu w szpitalu, będe mogła
    pojechac z Mikusiem do lecznicy.
    Jeszcze raz wszystkim dziekuję za wsparcie, nawet nie wiecie jak
    bardzo nam pomaga, ponieważ my nie zrezygnujemy z leczenia.
  • ewitaminka1 20.09.07, 16:29
    jak milo ze sie odezwałas, bo juz sie bałam.....ciesze sie ze juz
    lepiej
  • anastazja55 21.09.07, 10:23
    dziennie zagladalam na forum, nawet niewiesz jak sie ucieszylam ze napisalas ,i jest poprawa ja wierze ze bedzie dobrze ztwoja coreczka i Mikusiem,czytalam z wielkim wzruszeniem o ich spotkaniu trzymaj sie jestem z tobaucalowania dla coreczki i podrap Mikusia za uszkiem. ps.czy niezastanawialas sie nad tym zeby dawac jakies peparaty pszczele na serduszko twojej coreczce,wiem jak bardzo sa zdrowe na rozne dolegliwosci(moj brat byl pszczelarzem)POZDRAWIAM
  • panix2 23.09.07, 20:05
    ulotne_piekno napisała:
    > śledzę Twoja historię od jakiegos czasu, ale pierwszy raz dziś nie
    mogłam
    > opanować łez...nie bedę pisać, że to przykre, że
    wsółczuję...trzymam kciuki za
    > Was najmocniej, jak się da, życzę wszystkim Wam powrotu do zdrowia
    i, służę
    > pomoca w jakiejkolwiek formie, jeśli to możliwe.
    > pozdrawiam serdecznie

    Bardzo dziekuję za ofisrowanie pomocy, ale narazie jakoś sobie
    radzimy.
    Fakt, że nie jest lekko, ale nie jest tak zle.
    Najbardziej trzyma nas wsparcie forumowiczow. To bardzo pomaga,
    kiedy czlowiek nie wie co robić.

    Po podaniu nowych leków, Mikusiowi sie poprawia.
    Przybrał na wadze, pomalutku wstaje na nóżki, chodzi bardziej
    stabilnie.
    Martwi nas ciągle ten powracający kaszel.
    Najpierw znika, a potem wraca i to bardzo silny.
    Sprawdzalismy reakcję jego na zapachy, eliminując wszystko co chemia
    przez dwa dni, i kaszel się także pojawił.
    Wtedy nie je i nie pije.
    Cieszymy się, że nóżki pomału wracają do "formy"
    Od kilku dni drapie prawe ucho i piszczy, szczegolnie jak spi.
    Wtedy wybudza się, drapie i piszczy.
    Czasami nie wiem, co mam robić. Dziecko wyszlo ze szpitala, ponownie
    trafiło i ponownie wyszło. A jutro rano jadę z corką ponownie do
    szpitala. Mikuś ma opieke w domu fachowcow i małżonka.
    Nie mam nawet czasu dla sibie.
  • ulotne_piekno 24.09.07, 16:15
    faktycznie kłodę za kłodą ostatnio życie rzuca Wam pod nogi, ale...po burzy
    zawsze przychodzi słonko. pewnego dnia, kiedy bedziesz odpoczywac na kanapie
    przybiegnie córcia a za nią Miki, żeby Cię przytulić. to cudowne uczucie żyć dla
    kogoś nawet, jeśli kosztuje nas to czasem wiele wyrzeczeń
  • ankaa_23 25.09.07, 19:57
    Witam bardzo Państwa podziwiam i ciesze się ze są na świecie tacy
    ludzie, tak walczący o ukochanego psa. Pisała Pani że Mikuś drapie
    się w ucho i piszczy może to być zapalenie ucha (mój pies tak dawał
    znać ze coś się dzieje z uchem nie tak) Życze Państwu by wszystko
    się odmieniło i było już tylko lepiej. Dużo zdrowia dla córeczki i
    psiaka.
  • madziula861 01.10.07, 21:47
    co z mikim? jak czuje sie córeczka?
  • anastazja55 01.10.07, 22:58
    ja rowniez zagladam na strone i sie niepokoje co z mikusiem i coreczka wiem ze nie masz glowy do pisania,ale cokolwiek bo martwie sie o was.Pozdrawiam
  • annam21 04.10.07, 00:27
    ˛przeczytalam wszystko.Dzielna jestes.

    Moja fifi ma juz 9 miesiecy...ale te pierwsze... co wyplakalam,
    wykrzyczalam ,wycierpialam:( I wlasciwie zawdzieczam to tylko durnym
    weta.
    Zaczelo sie od biegunki i jezezdenia do superj nowoczesnej
    przychodni w Jeleniej Gorze. Tam leczyli ja tydzien zastrzykami.Z
    natury uwarza ze to sa leakrze wiec widza co robia,nie pytam ,nie
    zaadreczam ich pytaniami, p kilku dniach wstalam a fifika nie mogla
    ustac na ogach,juz o 7 rano bylam zryczana w przychodni.Diagnoza
    byla szybka.Wogodlowie. Zrobili usg,jak sie okazala przez zamkniete
    juz ciemiaczka i chcieli uspic psa.Nie pozwolilam.. Powiedzialam ze
    zrobie wszystko by ja leczyc.
    Mialam chwile wachania i zalu d hodowcy ze wiedzial i mi
    ja "wcisnal" ale szybko mi minela,p.ewa to pozadna kobieta razem ze
    mna plakala nad malutka9 tygodniowa wtedy fifi.Jeszcze w drodze,tuz
    przed wyjazdem zajechalam do znaanej mi z dziecinnych latki wetki w
    mojej "wsi".Powiedziala ze pies nie ma zadnego wodoglowia,wrecz byla
    wsciekla ze to bzdrua jakas ,ze pies jest najzwyczajniej w swiecei
    oslabiony,ewentualnie odwodnony,a w najgorszym wypadku udezyl sie w
    glowe ( w u yorkow wystarczy noga od stolu) i ma wstrazs mozgu
    delikatny.
    jechalam 400km do kliniki,rezonansy i tysiac innych badan,fifika
    zostala w poznanciu po opieka pni ewy i specjalistow,3 dni.Pozniej
    znowu jechalam ja odebrac.Lekarzw w pozaniu potwierdzili ...slowa
    starszej weterynarz ze "wsi",Fifi byla zupelnie zdrowa...
    dzisiaj sie smieje jak poobcinalam fific wlosy w roznych miejscach
    bo mnie nastraszyly kolezanki ze mi ja podmienia.
    Biegunki zdazaly sie nam bardzo czesto...niestety.
    Sielanka tez nie trwala dlugo bo juz kilka tygodni pozniej fifi
    zaczela sie dusic i wymiotowac,po chili biegunka.Wsadzialam ja w
    auto i do weta a ona wymiotowala juz tylko
    krwia,Leczenie,antybiotyki,kroplowki,nawadniania...juz myslalam ze
    to koniec.Trzymalam ja w lozeczku dziecinnym zeby widzice jak i iedy
    wymiotuje i czym (juz nie bylam wstanie odroznic co jest kupa a co
    wymiotami) poprostu krew,gesta ciemna krew.Wylam dniami i
    nocami.Juz mielismy sedzac noc w klinice pod kroplowka w monachium
    (mieszkam w niemczech),i wszytsko zniknelo jak reka odjal...co to
    bylo? Grypa jelitowa.
    Moja weterynarz mnie pociesza ze do roku yorki potrafia bardzo
    chorowac.Jeszcze tylko 3,5 miesiac.

    Trzymam za was mocno kciuki.I modle sie by sie wszystko dobrze
    skocnyzl.Komentarzami "madrych" sie nie przejmuj,Moze chca
    dobrze,ale to nie pomoga...wiem z autopsji.Ile mi osb mowila ze
    jestem nienormalna,ze z psem jezdze przez pol polski,ze powinnam
    wymienic na zdrowego ze to ze tamto.Takie to dziwne..pokochac psa???
    My naszego bardz kochamy ,nasza corcia ponad wszystko.Spia ze
    soba,jedza ze soba, pierwsze co mowi moja corka rano to "pipi"(ma
    20miesiecy i tak mowi).Mocno ,mocno trzymam kciuki.
    --
    Kocham Cie coreczko!

    dziubeczek.blogspot.com/
  • vatum 15.10.07, 13:59
    Ciekawa jestem co tam u Was?
    Czy już jesteście zdrowi?
    Tak mi Was żal..
    To jakiś straszny pech z tym szczeniakiem. Ja od czerwca mam szczeniaka, miał być biały, przyjechał brazowy (z brudu), śmierdział okrutnie i dopiero po samowolnym zakupieniu i podaniu leku odrobaczajacego stał się białym, nieśmierdzacym Westie :)
    Też mamy córkę, obie zakochały się w sobie, więc tym bardziej mi przykro jak czytam, że tak cierpicie. Męczycie się.
    Ale zobacz jak wiele osób czyta Twoje słowa, jak ciepło myśla o Was, jak mocno trzymaja kciuki... Ten pech musi się skończyć :)
    pozdrawiam.
    --
    - Mamo, zobacz, Dextel! Ja lubię Dextela!
    - Ja też lubię Dextera... :)
  • panix2 15.10.07, 21:14
    Bardzo dziekuję za wsparcie.
    Mikuś nadal na lekach, ale chodzi juz stabilnie (no z małymi wadami)
    Natomiast corka się bardzo rozchorowala plus miala wypadek i uczy
    się sprawnie chodzić.
    Nie mam już siły chodzić, siedzieć i myślec.
    Poprostu mam już wszystkiego tak dosyć, że najchętniej zamknęła bym
    się w szafie i nic nie widziala i nie słyszała:-(
    Córkę, dzięki Mikiemu, pokonuje wszystkie trudności, Miki jej
    asystuje we wszystkim co robi. Nawet przynosi jej paputki.
    Oboje sa tak za sobą związani, że nie potrafią bez siebie żyć.
    Miki to bardzo mądry i inteligentny piesek. Jak corka płakala z
    bólu, to siadał obok niej i lizał ją, przynosił jej swoje zabawki,
    biegał w kółko niej i zabawiał ją.
    Jestem bardzo szczęśliwa z tego, że Mikuś żyje, daje nam i naszej
    ukochanej coreczce tyle radości, a my wszyscy jemu.
    Zawsze będę wdzięczna forumowiczom za wsparcie w trudnych chwilach,
    oraz fachowcom na forum za bardzo dobre wskazowki, co do leków dla
    Mikusia.
    Bardzo pomogły, a Miki może szczęsliwie cieszyć się zyciem.
    Fakt, że nie może biegać za dużo, ponieważ natychmiast się dusi i
    okropnie kaszle. Kazdy wysilek, kończy się kaszlem i bardzo długim
    snem.
    Specjalnie sprowadziliśmy dla niego puszorki, ktore są tak
    skonstruowane, że są bardzo miękie, wyprofilowane tak, że nie
    uciskają wogole w okolicy gardła czy tchawicy, czu na nóżki.
    Do tego z fajną regulacją jak podrośnie.
    Jak wychodzi na dwór to się trzęsie jak "galareta" stąd także zakup
    kombinezonu dla niego (niebieski z białymi bąbelkami i kapturem-
    słodko wygląda).
    Teraz już nie marznie na dworze i jest bardzo szczęśliwy.
    Córka sama wybierała ten kombinezon.
    Jeszcze trochę i mam nadzieję, że nasza coreczka wroci do normy.
    Rehabilitacja pomaga, gorzej z jej lękami jakie pozostały po wypadku.
  • anna.jozwik 15.10.07, 23:46
    Bardzo się cieszę, że widac poprawę u pieska :)
    Natomiast bardzo mi przykro z powodu wypadku córki :( Naprawdę
    bardzo Wam współczuję tylu trudnych przejsć. Nie każdy jest taki
    silny by bez szwanku przejść obok tylu nieszczęść.
    Pozostaje tylko miec nadzieję, że teraz juz tylko bedzie lepiej i
    lepiej, czego Wam bardzo serdecznie życzę.
  • panix2 16.10.07, 01:02
    Za wsparcie i wspaniale porady i sugestie co do leków.
    Nie mogę znależć słów podziekowania dla Pani i wszystkich.
    To także dzięki Pani, nasz Mikuś żyje i jest szczęśliwy.

    Teraz nawet do corki nie mozna nic ostrzejszym tonem powiedzieć,
    ponieważ Mikuś, natychmiast szczeka i staje przed nia, broniąc ją.
    Nigdy bym nie pomyslała, że taki mały piesek, potrafi okazać tyle
    serca i radości dla domownikow.
    Bardzo dba o córkę, nawet jak jej cos spadnie z tapczanu to bierze w
    ząbki, opiera się o tapczan i jej podaje. Przynosi corce swoje
    ulubone ciasteczka do zjedzenia, dzieli się z nia nawet karmą,
    serkiem, przynosząc jej na tapczan.

    Mogę powiedzieć jedno, żaden pieniądz się nie liczy, jeżeli chodzi o
    leczenie, kiedy pokocha się pieska i widzi się miłośc wszystkich
    domownikow do niego, a szczegolnie corki i jej związanie emocjonalne
    z Mikim.
    Kiedy Miki oczkami prosił o zycie, każde jego spojrzenie to bylo
    blaganie o zycie i w miare normalne funkcjonowanie.
    Dla dziecka, męza i Mikiego zrobila bym wszystko.
    Jezeli Miki wymagal by wywiezienia za granice na leczenie, to także
    zrobila bym to dla niego i dla dobra corki.
    Miki i corka to nie rozłączna para. Nie wiem co jest między nimi,
    ale oni tylko spojrzą na siebie i wiedzą o co chodzi.

    Mielismy szczęście spotkać wspanialych fachowcow lekarzy weterynarzy
    w lecznicy i na forum, którzy wspolnymi silami, poradami i
    sugestiami razem uratowali Mikusia, a tym samym nasze dziecko, ktore
    kochało i kocha Mikiego bez granic.
    Baliśmy się także o corkę, nie wyobrażając sobie co by się z nią
    stalo, jak by Mikiemu się nie udało.
    Fakt, że przytlaczają mnie problemy, jakie się pojawiają, że mam
    czasami wszystkiego dosyć, ale jak widzę radośc dziecka i zabawę z
    Mikim na dywanie, oboje radośni i zadowoleni, otrzymalam ogromne
    wsparcie na forum, a szczególnie od pani i innych forumowiczow, to
    jakoś się podnosze i idę dalej.
    Jestem w sumie sama z problemami, mąż bardzo duzo pracuje, moja
    rodzina nie mieszka w tym kraju, może dlatego jest mi czasami bardzo
    ciężko, wszystko udzwignąć samej, stąd wątpliwości i czasami ciężkie
    dni.

    Jeszcze raz pani bardzo dziekuję w imieniu Mikusia i calej naszej
    rodziny.

    To forum, to najwspanialsze miejsce dla osob kochających zwierzeta,
    i szukających pomocy.
    Jak bardzo trzeba być wspaniałym czlowiekiem, i kochać zwierzęta,
    aby pomagać innym, tak poprostu bezinteresownie!!!

    Nie wiem, jak długo Miki bedzie zyl, ale najwazniejsze, że żyje,
    jest szczęsliwy, biega i bawi się.
    Nie ważne jest dla nas, czy będzie trochę krzywo chodził, czy ucho
    będzie miał "klapnięte", że kaszle i męczy się jak pobiega, dla nas
    jest najpiekniejszy i najwspanialszy, a my zrobimy wszystko dla
    niego, aby jak najdlużej cieszył się zyciem i był szczęsliwy razem z
    nami.

    Jak znajdę czas, to wstawię zdjęcia Mikusia.
  • wrexham 17.10.07, 12:36
    mikusia ze swoja coreczka; czuje sie jakbym ich znala osobiscie; milo by bylo
    zobaczyc jak wygladaja :)))
    usciski dla was wszystkich
    wrex.
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (ak)
  • panix2 23.10.07, 23:18
    Dzisiaj odebrałam zdjęcia Mikusia z corką, są poprostu niesamowite.
  • grafik05 18.10.07, 22:45
    i ja wam życze wszystkiego najlepszego.Wiem jak psy potrafią
    pokochać małe dzieci.Nero kocha moją wnuczke nad życie.Kiedy dziecko
    wchodzi do domu pies odżywa, kiedy małej u nas nie ma podchodze i
    patrze czy pies jeszcze żyje....Nero owczarek niemiecki ma 10 lat i
    jest baaardzo chory ale nie ma lepszego leku niż 4 letnia weronika.
  • panix2 23.10.07, 23:12
    Bardzo dziękuję i współczuję choroby Nero.
    Wiem z doświadczenia, co się czuje, jak zachoruje ukochany piesek.
    My nadal wierzymy w to, że nasz Mikuś stanie się silnym i wesołym
    pieskiem.
    Życzę zdrówka dla Nero i częstych wizyt wnuczki w domu.



  • ulotne_piekno 16.10.07, 14:11
    też mam Westa i bardzo mi go żal, ponieważ jest alergikiem i cierpi na bóle
    łapek, mocno je wylizuje piszcząc przy tym....ale po przeczytaniu historii panix
    wiem, że inne pieski i ich właściciele cierpią dużo bardziej.
    bardzo sie ucieszyłam, kiedy w końcu napisała po dłuższej przerwie, wciąż
    trzymam mocno kciuki za Nich wszystkich i życzę wszystkiego dobrego:)
  • panix2 23.10.07, 23:29
    Bardzo dziekuję.
    Ja także będe trzymac mocno kciuki za Westa.
  • baremi 18.10.07, 21:12
    Witaj,
    wiem, że to nie żadna pomoc, ale takie tylko spostrzeżenie. W tej bardzo trudnej sytuacji spotkałaś sporo życzliwości z różnych stron i mimo wszystko Mikuś żyje i towarzyszy Twojej córeczce. Wierzę, że teraz już będzie dobrze, w końcu taka jest kolej rzeczy. Twoja córka musi być niezwykłym dzieckiem skoro zdobyła takiego przyjaciela. Życzę jej dużo zdrowia, podobnie Mikusiowi,a Tobie jeszcze trochę sił. Pozdrawiam serdecznie.
  • panix2 24.10.07, 00:11
    Także bardzo dziękuję.
    Ogromnej siły to dostarczyli mi ludzie na tym forum, lekarze
    prowadzący Mikusia i oczywiście ogromna pomoc lekarzy na tym forum.
    Może dlatego jeszcze mam siły, aby nadal leczyć Mikusia, choć bywały
    i wątpliwości.
    Co do córki jest niezwykłym i bardzo dojrzałym 6 letnim dzieckiem,
    ktore by oddało wszystko co jest dla niej najcenniejsze, aby leczyć
    i ratowac Mikusia. Nadal rezygnuje z kupna sobie lalki czy innych
    zabawek, twierdząc, że nie potrzebuje. Każdy pieniądz jaki posiada,
    wydaje na Mikusia. Kupuje mu zabawki, kosmetyki, dyskutując z panią
    w sklepie, że muszą być najlepsze, bo to dla jej Mikusia.
    Jak wybierała nową szczotkę do czesania, to obejrzała kilka i
    wybrała jedną twierdząć, że jest najbardziej delikatna i nie będzie
    drażniła skórki Mikiemu.
    Nie możemy jej nawet namówić na kupno czegoś dla siebie, wszystko
    jest wydawane przez nią dla Mikiego.

    Córka pokochała tak bardzo Mikiego, że nie potrafię tego nawet
    opisać. Czyta książki o Yorkach i bardzo pilnuje, aby przestrzegać
    zaleceń.
    A jak lekarz coś zalecał, czy wykonywał przy Mikusiu, to słuchała
    tak bardzo, że potrafiła slowo w slowo przekazać w domu małżonkowi.

    Jest malutkim dzieckiem, ale z ogromnym sercem.
    Nigdy bym nie pomyślała, że może istnieć taka miłość dziecka do
    pieska i na spojrzenie wiedzą oboje co robić.
    Moja córka przeszła bardzo dużo, w związku z chorobą Mikiego, ale
    twardo razem z nami walczyla o niego, nie odpuściła żadnej wizyty u
    lekarza, a było ich bardzo dużo i to 2x dzienie i są nadal.
    Mikuś jest niezwykłym piskiem, ma coś w sobie, że gdzie z nim nie
    jesteśmy, to wszyscy go uwielbiają, mimo choroby i cierpienia jest
    pogodnym, miłym pieszczochem.
  • panix2 23.10.07, 23:00
    Jestem obecnie bardzo zabiegana. Jeżdżę z córeczką na rehabilitację,
    plus rehabilitacja w domu (po wypadku). Pomału wraca do siebie i
    coraz lepiej chodzi.
    Mikuś jeżdżi z nami, ponieważ jak zostanie w domu to piszczy i
    siedzi pod drzwiami. Nic nie pomaga, że małżonek jest w domu.
    Przesiaduje pod drzwiami i czeka na nas piszcząc.
    A jak wrócimy to biegnie do corki z kuleczkami(karmą) w pyszczku,
    skacze jej na kolana i dokarmia ją.
    Wtula się w nią główką i nie ma mowy aby zszedł z kolan.
    Nie opuszcza jej na krok. Nawet jak siedzi i ogląda bajkę to Mikuś
    także siedzi wpatrzony w TV i tak długo jak corka skończy oglądać.
    Jak robiła zaległe lekcje, to Miki, zabrał gazetę spod ławy w ząbki
    usiadl koło niej i łapami przewracał kartki.
    Jest tak mądrym pieskiem, że zadziwia nas wszystkich.
    Jak corka po wypadku była w szpitalu i pytano ją czy ma rodzeństwo,
    to powiedziała, że ma brata Mikiego, pani doktor na to, że piesek
    nie może być bratem, a corka na to, ale ja Mikiego tak bardzo kocham
    jak brata, jest moją rodziną i zawsze będzie jak mój brat.
    Jak córka gorączkowała to Miki, leżał obok jej łóżeczka, nie jadł,
    nie odchodził od łózka, donosił swoją karmę, zabawki.
    Jak krzyczy w nocy (stres po wypadku) i zrywa się, to natychmiast
    wskakuje do niej i przytula się, a ona się uspakaja.
    Natomiast kiedy Mikuś się żle czuje, to córka śpi obok jego łóżka na
    podłodze z małą poduszką pod głową. Bardzo często musimy ją zabierac
    z podlogi.
    Mikuś, dosyć dobrze funkcjonuje, tyle, że nie może wogóle się
    męczyć, bardzo się wtedy dusi i kaszle.
    Ostatnio tak strasznie się dusił, że nasza corka strasznie zaczęła
    płakać, że Miksiowi coś się stało.
    Jak corka powróci do zdrówka, to będe miala więcej czasu i wtedy
    wstawię zdjęcia. Do końca pazdziernika mamy rehabilitację u corki,
    po niej postaram się wstawić zdjęcia.
  • vatum 24.10.07, 16:44
    Och, kobieto, ale przeszłaś... Przykre ale zawsze w takich sytuacjach trzeba sobie uzmysłowić, że nic nie trwa wiecznie, w tym przypadku Wasze problemy zdrowotne.
    Wiesz, chyba dzięki tym chorobom córka tak zwiazała się z psem i piesek z nia. I to już będzie na całe życie. I powiem Ci jeszcze, że to najpiękniejsze uczucie i coś tak niesamowitego często się nie zdarza. Może więc takie było przeznaczenie tych kłopotów :)
    J miałam taka zwierzęca miłość ze szczurkiem. Matko jaki to był madry szczur.. I choć kocham psy, miałam też wspaniałe koty, to jednak tylko z tym szczurem miałam taka szczególna więź.
    Co mogę jeszcze powiedzieć... Wiesz, już dawno zauważyłam, że z końcem roku dzieja się same nieprzyjemne rzeczy. I może jest tak by nowy rok był bez problemów, by zaczać go z nowa siła i już bez zmartwień. I chciałabym żeby tak u Was było: koniec chorób, wszystko co złe pozostaje w tyle i ciagniecie ten wózek z nowym rozmachem bez ogladania się za siebie :)
    --
    - Mamo, zobacz, Dextel! Ja lubię Dextela!
    - Ja też lubię Dextera... :)
  • anastazja55 25.10.07, 21:41
    Bardzo sie ciesze ze sie odezwalas,ze jest z Mikusiem lepiejto cudowne ze taka wiez jest miedzy coreczka i Mikusiem moge sobie ich razem wyobrazic,ja mialam malego kundelka ktory byl tak zemna zwiazany kiedy mialam go na rekach nikt niemogl do mnie podejsc nawet domownicy,byl wszedzie tam gdzie ja,niestety rok temu odszedl mial 17 lat,bardzo mi go brakuje.Zycze wam zeby te nieszczescia sie skonczyly,tak jak po burzy przychodzi sloneczko,ucaluj coreczke a psinke pomiziaj za uszkami ,trzymajcie sie cieplutko
  • melody_n 07.11.07, 12:01
    >A jak wrócimy to biegnie do corki z kuleczkami(karmą) w pyszczku,
    > skacze jej na kolana i dokarmia ją.

    >Jak robiła zaległe lekcje, to Miki, zabrał gazetę spod ławy w ząbki
    > usiadl koło niej i łapami przewracał kartki.


    czasem rzeczywistosc przerasta fikcję, najczęściej jest odwrotnie

    (jesli sie mylę, to przepraszam)
  • etta2 22.01.08, 18:46
    smętna opowieść o Mikusiu i jego dzielnej Pani.
  • marica29 18.01.08, 10:40
    Panix2 co z Mikim? Nic nie piszesz, a ciekawa jestem czy wyzdrowiał, bo gorąco
    mu kibicowałam
  • anastazja55 23.01.08, 23:05
    ja tez kibicowalam,niestety

    mam coraz wieksze watpliwosci czy aby ktos nie nabil nas w butelke.czytajac wczesniejszy post melody sklonna jestem sie z jej opinia zgodzic,zastanawiajace jest to ze tyle czasu niema nic na ten temat,pewno zabawa sie znudzila,niechce nikogo obrazic ale slyszalam o takich poczynaniach na forum
  • rezurekcja 23.01.08, 23:14
    anastazja55 napisała:

    > tyle czasu niema nic na ten temat,

    a ja powiem, ze albo pies wyzdrowial i po prostu nie ma juz o czym
    pisac, albo pies zszedl, wiec tym bardziej nie ma o czym pisac, bo
    tu sa porady dla zywych.
    Zakladajac, ze to nie bylo trollowanie.

    --
    Uwolnij wieznia sumienia

    Wy nam mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś
    wyłażą karzełki i szczają nam do garnków. (S.Mrożek "Z ciemności")

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka