Dodaj do ulubionych

3 dni po narkozie zdechł mój kotek...

06.02.08, 01:03
Nie szukam na tym forum ani współczucia ani pocieszenia, chcę
uzyskać profesjonalną informację.
Dokładnie trzy dni temu w sobotę byliśmy u weterynarza z naszą kotką
rasy "pers" w celu podstrzyżenia jej w związku z powstaniem
kołtunków. Pani weterynarz stwierdziła, że nie obejdzie się bez
narkozy, kompletnie nie informując nas o jakichkolwiek z tym
związanych powikłaniach. Po narozie kotka wybudziła się całkiem
szybko (jak twierdziła Pani weterynarz).Niestety w dniu dzisiejszym
kotka zaczęła ciężko oddychać, dostała drgawek oraz gorączki. O
godz. 22 zawiozłam ją do lecznicy niestety nic nie dało się zrobić...
Pani weterynarz twierdzi , że kotka była uczulona na narkozę i
wcześniej czy później tak by się stało np. podczas sterylizacji na
którą termin przypadał dokładnie jutro.
Nie mogę się z tym pogodzić, że strzyżenie kotki doprowadziło do jej
śmierci nie wierzę również , że nie zawinił tu człowiek .
Czy to możliwe ?
Edytor zaawansowany
  • avasawaszkiewicz 06.02.08, 11:56
    To wszystko nie jest takie proste i wyjaśnić te sytuację umożliwiłaby tylko
    sekcja zwłok.
    Nie wiem też w jakim kotka była wieku, w jakiej kondycji.
    Szczerze powiem, że zaburzenia ze strony układu oddechowego świadczyć mogą o
    tym, że u kotki w wyniku stresu (wstrząsu) dojść mogło do obrzęku płuc, być może
    wyziębienia i nawet ich zapalenia. Być może była to kwestia nie stresu a właśnie
    wrażliwości na daną narkozę ale nie wydaje mi się (na ogół tego typu kłopoty
    zdarzają się choć nie zawsze tak bywa dość szybko po zabiegu). Można by było
    wymieniać tu tonę przyczyn (może nawet wady genetyczne, inne problemy dziejące
    się na terenie organizmu) ale jak już pisałam jedynie sekcja zwłok wyjaśniła by
    je dokładnie.
    Nie podoba mi się za to jedna kwestia. Nie można było z tym strzyżeniem poczekać
    do sterylizacji i połączyć te narkozy i te czynności?
    Dziwię się również, że lekarka nic nie powiedziała o niebiezpieczeństwie
    narkozy, które niestety zawsze istnieje.
    3maj się dzielnie i gorąco Ci współczuję - Ava
  • angg 06.02.08, 12:36
    Dziękuję za informację .
    W ramach uzupełnienia dodam, że moja kotka miała niespełna 9 m-cy i
    do tej pory nie miała żadnych kłopotów zdrowotnych. Bez problemu
    przeszła wszystkie szczepienia. Nie miała styczności z innymi
    zwierzętami ani nie wychodziła na zewnątrz.
    Lekarka stwierdziła u niej szybko postępujący obrzęk płuc
    spowodowany wg niej uczleniem na narkozę. Stwierdziła również , że
    nic nie da się zrobić w takim przypadku.
    Proszę jeszcze o informację gdzie ewentualnie można złożyć zażalenie
    na weterynarza. Czy tego typu sprawy kieruje się do Krajowej Izby
    Lekarsko - Weterynarynaryjnej ?
    Nie mogę tego tak zostawić .
  • mist3 06.02.08, 17:39
    współczuję ci.
    Właśnie dlatego trzeba starannie wybierać weterynarza, który zrobi fachowe
    badania i udzieli wszelkich informacji pozwalając nam podjąć decyzję. Z drugiej
    strony zdarza się, że i u świetnego lekarza nasze zwierzę niestety odchodzi.
    Przyczyn może być wiele i niestety nie da się wszystkiego przewidzieć - bo
    zwierzę, jak i człowiek to nie maszyna i czasem nawet najlepszy lekarz nie jest
    w stanie zapobiec nieszczęściu.
    W siedzibie województwa powinna być okręgowa izba weterynaryjna i tam możesz się
    udać, z tym że nie wiem czy bez sekcji zwłok uda ci się cokolwiek uzyskać.
  • jul-kot 06.02.08, 21:20
    Witam,
    Kilka dni po narkozie to trochę długo, jak na wstrząs uczuleniowy.
    Czy kotka w ciągu tych dni po narkozie siusiała normalnie? U persów
    zdarzają się genetyczne schorzenia nerek, jeśli kupiłaś swoją kotkę
    z "lewej" hodowli jest to bardzo prawdopodobne. Być może nerki nie
    podjęły pracy po narkozie. Takie wątpliwości mogłaby wyjaśnić tylko
    sekcja, jak już pisali moi poprzednicy. Nie wiadomo też, jak kotka
    się budziła, ile i jakiego środka dostała.
    Lekarzowi możesz tylko zarzucić, że narażał kota na dwie narkozy
    krótko po sobie. Kotka mogła Ci też umrzeć po sterylizacji. Ale jak
    wiemy do tego nie doszło, i nawet ten zarzut jest słaby ...
    Pozdrawiam, Juliusz.


    --
    Moje koty do adopcji ... i tutaj kocięta
    Koci Azyl w Konstancinie
  • angg 07.02.08, 08:14
    Nie doszło do sterylizacji, niestety nie doczekała. Lekarzowi chce
    przedstawić zarzut nie poinformowania nas przed narkozą o
    jakimkolwiek niebezpieczeństwie z tym związanym oraz nie udzielenie
    pomocy kotce na czas.
  • ladyher 07.02.08, 10:06
    angg napisała:

    > Nie doszło do sterylizacji, niestety nie doczekała. Lekarzowi chce
    > przedstawić zarzut nie poinformowania nas przed narkozą o
    > jakimkolwiek niebezpieczeństwie z tym związanym oraz nie udzielenie
    > pomocy kotce na czas.

    Współczuję utraty przyjaciela. Wiem jakie to przeżycie dla miłośnika zwierząt.

    Uważam jednak, że wykazujesz się skrajną złośliwością i zawziętością chcąc
    składać skargę na tego weterynarza.
    KAŻDA narkoza, dla człowieka czy zwierzęcia jest ryzykowna i myślałam, że wiedzą
    to wszyscy.
    Pani weterynarz jest tylko człowiekiem i mogła popełnić błąd. Moim zdaniem to,
    że nie poinformowała Cię o skutkach narkozy nie jest aż taką wielką zbrodnią,
    żeby składać o to skargi. Nawet gdyby Cię poinformowała o ewentualnych skutkach
    na 99% i tak byś się na to zdecydowała choćby w przypadku sterylizacji bo
    zejścia śmiertelne od narkozy dla zdrowych młodych zwierząt zdarzają się rzadko.
    Teraz natomiast próbujesz ukoić swój ból szkodząc człowiekowi, który Twojemu
    kotu próbował pomóc.
    Szkodząc jej zaszkodzisz wielu ludziom i wielu zwierzętom.... A to zycia Twojej
    kotce już nie wróci.
    Dla mnie sprawa jest jasna - "ja straciłam kota (chociaż tak naprawdę nie wiem z
    jakiego powodu) a ty stracisz o ile nie pracę to dobrą opinię..."
    Najpierw potwierdź sekcją, że wina leżała po stronie weterynarza, że to ona
    zaszkodziła kotu podając niewłaściwą narkozę np, a potem składaj skargi.
    Przykro mi z powodu śmierci Twojego kotka, ale weź to na zdrowy, zimny rozsądek
    i pomyśl trzeźwo.
    A jak tak bardzo chcesz sobie ulżyć to idź do tej pani doktor, wygarnij jej i
    postrasz, że złożysz na nią skargę - myślę, że następnym razem pani doktor
    pomyśli i opowie właścielom o ryzyku związanym z narkozą...
    Sama skarga jednak to zły pomysł


    Jeszcze jedno: "O
    godz. 22 zawiozłam ją do lecznicy niestety nic nie dało się zrobić..." - może to
    Ty po prostu za późno zawiozłaś kota do weterynarza? Może dlatego nie dało się
    nic zrobić? Moim zdaniem kierujesz się skrajnymi emocjami, ochłoń i przemyśl.
  • blue.berry 07.02.08, 10:28
    kazdy weterynarz ma OBOWIAZEK poinformowac wlasciciela zwierzaka o
    zagrozeniach zwiazanych z narkoza (oraz operacja). kazdy weterynarz
    ma OBOWIAZEK przeprowadzic podstawowe badania aby okreslic stan
    zdrowia zwierzaka zanim poda mu narkoze. kazdy weterynarz ma
    OBOWIAZEK dac wlascicielowi do podisania dokument ze ten zostal
    poinformowany o zagorzeniach zwiazanych z narkoza i operacja.

    w tej sprawie moja najwieksza watpliowsc budzi umowienie
    dwoch "zabiegow" pod narkoza (strzyzenia i sterylizacji) w bardzo
    krotkim odstepie czasu. kiedy wlasnie powinno byc to przeprowadzone
    jednoczesnie. tak by zrobil kazdy zdrowo myslacy weterynarz.
    przyklad od mojego weterynarza - sunia miala operacje przedniej
    lapy - rownoczesnie zrobione tez plastyke oka i wyczyszczono zeby.
    drugi przyklad - rownoczesna operacja zoladka i sterylizacja
    (+czyszczenie zebow).

    wterynarze sie myla. jest to "wliczone" w ich zawod. rowniez
    wliczone jest tez to ze za te pomylki sa skladane skargi. i bardzo
    dobrze. bo jednorazowa skarga wiele zlego nie uczyni. ale kiedy na
    konkretnego weterynarza zlozy skarge wiecej osob bedzie to dla Izby
    sygnal ze byc moze zle wykonuje on swoje obowiazki. a tutaj stawka
    jest wysoka bo jest nią zycie naszych zwierzat.





    --
    możesz pomóc - adopcje wirtualne
  • monikawet 07.02.08, 15:31
    blue.berry napisała:

    > kazdy weterynarz ma OBOWIAZEK poinformowac wlasciciela zwierzaka o
    > zagrozeniach zwiazanych z narkoza (oraz operacja). kazdy weterynarz
    > ma OBOWIAZEK przeprowadzic podstawowe badania aby okreslic stan
    > zdrowia zwierzaka zanim poda mu narkoze. kazdy weterynarz ma
    > OBOWIAZEK dac wlascicielowi do podisania dokument ze ten zostal
    > poinformowany o zagorzeniach zwiazanych z narkoza i operacja.
    >
    > w tej sprawie moja najwieksza watpliowsc budzi umowienie
    > dwoch "zabiegow" pod narkoza (strzyzenia i sterylizacji) w bardzo
    > krotkim odstepie czasu. kiedy wlasnie powinno byc to przeprowadzone
    > jednoczesnie. tak by zrobil kazdy zdrowo myslacy weterynarz.
    > przyklad od mojego weterynarza - sunia miala operacje przedniej
    > lapy - rownoczesnie zrobione tez plastyke oka i wyczyszczono zeby.
    > drugi przyklad - rownoczesna operacja zoladka i sterylizacja
    > (+czyszczenie zebow).
    >
    > wterynarze sie myla. jest to "wliczone" w ich zawod. rowniez
    > wliczone jest tez to ze za te pomylki sa skladane skargi. i bardzo
    > dobrze. bo jednorazowa skarga wiele zlego nie uczyni. ale kiedy na
    > konkretnego weterynarza zlozy skarge wiecej osob bedzie to dla Izby
    > sygnal ze byc moze zle wykonuje on swoje obowiazki. a tutaj stawka
    > jest wysoka bo jest nią zycie naszych zwierzat.
    >
    >W nawiązaniu do łączenia zabiegów.Nie jest zalecane ze względu na możliwość
    przeniesienia bakterii łączenie rzeczy "czystych z brudnymi"-a tak dzieje się w
    przypadku wykonywania np. sterylizacji i czyszczenia zębów...Wszystkich na
    chirurgii uczono,że tak się nie robi...
    Jeśli nie została zrobiona sekcja przez lekarza biegłego upoważnionego do
    wykonywania tego typu czynności -nic się nie wskóra..
    Już sama zgoda na wykonanie zabiegu jest w pewnym sensie zawarciem umowy z
    lekarzem weterynarii..I każdy właściciel przed podjęciem decyzji o narkozie u
    zwierzęcia musi się liczyć z jej konsekwencjami.Jeśli przyszłaś do
    lekarza,oddałaś w jego ręce kota-to zrobiłaś to świadomie i on Cię do tego nie
    zmuszał.Zatem trzeba liczyć się z ewentualnymi ubocznymi skutkami narkozy,które
    także i u ludzi się niestety zdarzają..Przyczyn do zejścia u kota może być
    wiele..z wadami genetycznym włącznie..
    Poza tym każdy lek.wet jest ubezpieczony od odpowiedzialności zawodowej.
    Jeśli nie ma sekcji zwłok niczego niestety nie osiągniesz...
  • nusiekpusiek 08.02.08, 19:51
    "Poza tym każdy lek.wet jest ubezpieczony od odpowiedzialności
    zawodowej. Jeśli nie ma sekcji zwłok niczego niestety nie
    osiągniesz..."

    Pieniądze - ubezpieczenie, tu akurat bez znaczenia.
    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że bez sekcji zwłok niczego się
    nie osiągnie.
    Bo jeśli (w moim przypadku):
    1.Pies jest pod opieką lekarzy wyłacznie z jednej przychodni od
    samego urodzenia-im powierzono całkowitą opiekę nad jego leczeniem
    (zdrowiem),
    2.Jeśli ta przychodnia dysponuje USG i tomografem komputerowym a
    także chirurgiem,
    3.Jeśli lekarze od samego początku przy każdej wizycie namawiają na
    operacę sterylizacji (bo poprzednia psina niesterylizowana zmarła na
    raka),
    4.Jeśli przed operacją mówię, że pieniadze nie są ważne, byle
    wszystko było zrobione jak należy (a lekarz na to odpowiada, że
    wszystkie operacje są stereotypowe),
    5.Jeśli badanie krwi lekarz robi dopiero PO OPERRACJI STWIERDZAJĄC
    PRZY TYM, ŻE NALEŻAŁOBY ROBIĆ TAKIE BADANIA PRZED OPERACJĄ,
    6. Jeśli ja chodzę do nich od następnego dnia rano, bo psina bez
    przerwy zwraca, a oni zamiast robić badania dają jej zastrzyki
    przeciwwymiotne i W DALSZYM CIĄGU NIE POZWALAJĄ PIĆ,
    7.Jeśli dzień przed śmiercią stwierdzają, że kondycja mojej psiny
    jest bardzo dobra, choć ja widzę, że ma całkiem spowolnione reakcje
    i całkowicie czerwone oczy i zwraca krwią,
    7.Jeśli kroplówkę podaje się dopiero na czwarty dzień moich wizyt
    (po dwa razy na dzień, gdy psina już nie oddaje moczu),
    8. Jeśli zwierzęta zaraz po operacji leżą na zimnym betonie w
    przeciągu (co jest do sprawdzenia)...
    To ja się pytam, po jaką cholerę tu sekcja zwłok???!!!
    Chyba jasne, że winę ponoszą weterynarze, jeśli tak ich można nazwać.


    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • nusiekpusiek 12.02.08, 19:35
    Podnoszę wątek, by p. Monika go znalazła i odpowiedziała.
    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • nusiekpusiek 07.02.08, 11:50
    Oj... Chyba jesteś jednym z tych wetów - niedouków, skoro tak bardzo
    ich bronisz. Jestem w takiej samej sytuacji jak angg i też składam
    skargę.
    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • fatima5 07.02.08, 15:55
    Ja podobnie stracilam psa, oczywiscie lekarze stwierdzili nagla
    smierc sercowa , wczesniej byl podwany steryd i za tydzien pies padl.
    Po narkozie mogly zachodzic rozne czynniki imunologiczne , ktore
    oslabily kota.
    Watpie zeby tak kot u,arl sobie z nieba...
    Wiem co czujesz.
    Niestety w Polsce wiekszosc wetow TO KONOWALY ! Zwierze traktja jak
    zarobek a nie zycie..
    Trzymaj sie ..
  • fatima5 07.02.08, 15:58
    Chyba masz cos z glowa , ze smiesz tak jej odpisywac..
    Pewnie jestes sama konowalem i bronisz weterynarza .
    Zasranym obowiazkiem weta bylo zrobic badania przed operacja ,
    wogole Polska to chory kraj gdzie lekarze nie ponosza
    odpowiedzialanosci za swoje czynny.
    Czuja sie jak swiete krowy i sa nietykalni .
    Za takie cos powinna miec zabrane prawo wykonywania zawodu grzywne
    albo najlepiej do PIERDLA!!!!!!!!!!!!
  • marzenia11 07.02.08, 18:29
    Jako pracownik słuzby zdrowia (tej dla ludzi) napiszę tak:
    1. każdy człowiek - ja też - ma prawo do błędów i je popełnia
    2. każdy człowiek - i ja też - odpowiada i ponosi konsekwencje
    swoich błędów. Nie tylko w zawodzie, w życiu również.

    Jeżeli konsekwencje są bardzo duże i przerastają trzeba zmienić
    zawód. zawsze można sprzedawać marchew w sklepie (nie mam nic do
    sprzedawców) - konsekwencje błędu nie takie straszne.
    Zawsze powtarzam znajomym lekarzom, że nie jest wazne że to 5
    pacjent z cukrzycą danego dnia - trzeba każdemu mówić wszystko, bo
    dla tego piatego pacjenta jesteś pierwszym i jedynym lekarzem, do
    którego przychodzi on ze swoją chorobą o której może nic lub
    niewiele wiedzieć. I mimo że rozumiem znużenie i monotonię i
    poczucie, że już się to mówiło, ale trzeba uważać i być czujnym. A
    jak za trudne - zmień zawód. I już.

    To samo odnoszę do:weterynarzy, psychologów, księży itp. czyli
    wszystkich zawodów zaufania społecznego.
    Pozdrawiam
  • angg 07.02.08, 21:34
    marzenia11 napisała:

    > > Jeżeli konsekwencje są bardzo duże i przerastają trzeba zmienić
    > zawód. zawsze można sprzedawać marchew w sklepie (nie mam nic do
    > sprzedawców) - konsekwencje błędu nie takie straszne.
    >
    -----------------------------------------------
    Zupełnie się z Tobą zgadzam . Bardzo mądre słowa.
    Pozdrawiam

  • angg 07.02.08, 21:25
    Uważam , że ogromnie się mylisz.
    - Po pierwsze idąc do weterynarza z góry obdarzyłam go kredytem
    zaufania.
    - Po drugie ja jako laik z dziedziny medycyny nie mam obowiązku znać
    konsekwencji jakichkolwiek zabiegów - od tego jest lekarz
    - Po trzecie w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że idąc z zupełnie
    zdrową kotką do weterynarza w celu podcięcia sierści, stracę ją
    - Po czawarte co do Twoich zarzutów odnośnie godziny zwrócenia się
    do weterynarza to muszę dodać , że ok. 20 dzwoniłam do P.weterynarz
    przedstawiając jej niepokojące objawy jakie zauważyłam u kotki -
    kazała przyjechać z nią rano,dopiero po kolejnym telefonie o 22 ,
    kiedy objawy się nasiliły , łaskawie zgodziła się przyjechać do
    lecznicy twierdząc już przez telefon , że i tak niewiele może
    zrobić. Przypuszczalnie przeczuwała , że to jej koniec i niech
    zdechnie w domu - będzie mieć czyste sumienie

    Reasumując: człowieku weterynarz ma ratować zwierzakom życie tak
    jak lekarz ludziom. Nie można przejść do porządku dziennego gdy ktoś
    świadomie czy też przez zaniedbanie doprowadza do ich śmierci.
    Uwierz nie działam impulsywnie , ani złośliwie - po prostu przez
    zaniedbanie i lekkomyślność weterynarza straciłam kotkę i nie chcę
    aby ktokolwiek inny to samo przeżył . Może następnym razem
    P.weterynarz wywiąże się ze swoich obowiązków tak jak powinna.
  • bobralus 08.02.08, 21:37
    bardzo wspolczuje z powodu smierci kotka. jezeli lekarz nie zawinil, to skarga
    nic nie zaszkodzi, ale osoba, ktora placi za usluge (pomijajac kwestie tego, ze
    oddaje w cudze rece swoje ukochane zwierze) ZAWSZE ma prawo do tego, aby jakosc
    tej uslugi sprawdzic. bzdura jest, ze kazdy wie o tym, jakie ryzyko niesie za
    soba narkoza - kiedy ja zanosilam swojego kota na strzyzenie bylam przekonana,
    ze idzie na zwykly zabieg kosmetyczny, ktory potrwa kilka minut, badanie krwi
    przeprowadzono jej tylko dlatego, ze miala juz 15 lat. sa osoby, ktore nigdy nie
    byly znieczulane, operowane, poddawane narkozie i nie zdaja sobie sprawy, jakie
    ona niesie za soba zagrozenie. i wcale nie sa to ludzie z kosmosu. to weterynarz
    wie, jaka substancje wprowadzi do organizmu zwierzaka i jego swietym obowiazkiem
    jest poinformowanie wlasciciela, jak dziala i co moze spowodowac. lekrzowi,
    ktory po fakcie powiedzialby mi, ze przeciez to oczywiste, ze narkoza (lub jakis
    inny lek) moze spowodowac powiklania, po prostu strzelilabym w pysk.
    ja mialam bardziej prozaiczny przypadek ostatnio - wet dal kotu tran na siersc
    bez zadnej uwagi na temat ewent. skutkow ubocznych - kotka dostala poteznego
    rozwolnienia. gdybym nie powiedziala drugiemu wetowi, do ktorego musialam leciec
    (bo jest blizej domu), zeby ja stwawiac do pionu, co kotka bierze, to moglabym
    jej to nadal podawac i dziwic sie, dlaczego leczenie nie przynosi skutku.

    widział kto takiego kotka?
  • nusiekpusiek 08.02.08, 22:56
    Pisałam na ten temat w osobnym wątku. Miałam wątpliwości.
    Zaszczepiłam ostatecznie psinę, gdy skończyła 4 miesiace.
    Do tej pory - u BYŁYCH WETÓW - wyglądało to tak, że było szczepienie
    bez badania temperatury i bez pouczenia o ewentualnych skutkach.
    Obecny wet - znając moje złe przejścia - opowiedział mi o jednym
    przypadku wstrzasu po szczepieniu przeciw wsciekliźnie i szcześliwym
    uratowaniuy psa, PRZY CZYM GABINET JEGO DZIAŁA OD LISTOPADA TEGO
    ROKU, a dodatkowo siedzieliśmy w poczekalni 20 minut, by dopiereo po
    tym czasie bezpiecznie pójść do domu. Życie uczy, tylko czemu tak
    nas rani.
    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • nusiekpusiek 08.02.08, 23:01
    Od listopada TAMTEGO ROKU oczywiście, czyli nieco więcej niż trzy
    miesiące. W tym czasie jeden przypadek wstrzasu po szczepieniu
    przeciw wsciekliźnie. Więc czemu tak lekceważąco podchodzi się do
    tego tematu??? Przynajmniej na tym forum??? Dlaczego wszyscy weci
    zasłaniają się super jakością szczepionek i obowiązującymi
    przepisami, poniżając przy tym pytającego???
    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • jul-kot 09.02.08, 04:26
    Witam,
    Jeśli już mowa o szczepionkach:
    Wstrząs powoduje też często u kotów szczepionka poczwórna, z
    chlamydiozą. Ponadto szczepienie na chlamydia i tak jest mało
    skuteczne. Szczepionki na wściekliznę i białaczkę mogą powodować
    złośliwe nowotwory skóry, a ponadto ta ostatnia obowiązkowo wymaga
    wykonania testu. O tym też się nie informuje.
    Pozdrawiam, Juliusz.

    --
    Moje koty do adopcji ... i tutaj kocięta
    Koci Azyl w Konstancinie
  • nusiekpusiek 09.02.08, 10:21
    Dzięki za wsparcie. Bo widzisz Juliusz, mnie chodzi głównie o to, że
    na tym forum pytających traktuje się tak samo, jak traktują ich
    niektórzy weci - jak przygłupów, co na niczym się nie znają, a co
    gorsza - o niczym nie powinni wiedziec. Pozdrawiam.
    --
    Słowa przynależą do czasu, milczenie do wieczności...
  • mist3 09.02.08, 17:02
    tak niestety nasza służba zdrowia traktuje wszystkich - i ludzi u lekarza i
    właścicieli zwierząt u weterynarza. Są na szczęście chlubne wyjątki.
    Ale niestety u nas nadal jest taka mentalność - lekarz jest bogiem bo on ma
    wiedzę niedostępną nam maluczkim, takie trudne studia skończył, taka
    odpowiedzialność na nim spoczywa. Więc prawie po rękach ich całujemy, bojąc się
    żeby przypadkiem ich nie obrazić.

    Była u mnie znajoma z USA (polskiego pochodzenia) i niestety musiała iść do
    lekarza. I potem zdziwiona pytała mnie właśnie o stosunek Polaków do lekarza.
    Dla niej lekarz to zawód jak każdy inny, nie jakieś 'powołanie', wybrańcy losu,
    itd. W USA nikt nie uważa że za sam fakt tytułu lek. med. czy lek. wet. przed
    nazwiskiem komuś należy się szacunek i specjalne traktowanie. Bo nikt nikogo do
    bycia lekarzem nie zmusza.
  • joewel 17.02.08, 14:27
    Masz rację w naszym chorym kraju lekarzy (wet. -też) traktuje sie faktycznie jak
    istnych Bogów -lepsze traktowanie, lepsza pensja wszystko im się należy - bo
    ponoć "wykonują najbardziej odpowiedzialny zawód" - tak jakby inne zawody były
    mniej odpowiedzialne. Jak jesteś w szpitalu to - jak jest obchód z panem prof.
    to wygląda to jak istny cyrk -wszyscy skaczą jakby przyszedł sam król -władca
    absolutny :)
    Pozdrawiam serdecznie -wreszcie spotkałem kogoś normalnie myślącego ;-)
  • marzenia11 18.02.08, 14:22
    Z całym szacunkiem do wszystkich i do wszystkiego - jednak jest to
    bardziej odpowiedzialny zawód niz wiele innych i ja jako pacjentka i
    tez właścicielka zwierzaków życzę sobie, żeby lekarze zdawali sobie
    z tego cały czas sprawę i byli swiadomi wagi i znaczenia tego co
    robią.
    Co nie znaczy, że lekarze mają byc traktowani jak bogowie - ani
    żadni inni ludzie też. Pozdrawiam
  • mist3 18.02.08, 21:29
    Oczywiście, że jest bardziej odpowiedzialny niż np. praca przy maszynie (bez
    obrazy dla pracujących przy maszynie).
    Z tym, że każdy zawód związany z żywą istotą można wykonywać z szacunkiem do tej
    istoty oraz z pozycji 'ja mam wiedzę, nie muszę się z niczego tłumaczyć wam
    maluczkim'.
    Jak to jest, że lekarze zagranicą potrafią swoim pacjentom pewne rzeczy
    tłumaczyć, że część lekarzy w Polsce w przychodniach 'ludzkich' i
    weterynaryjnych potrafi zejść z piedestału i pochylić się nad pacjentem i jego
    opiekunem? To kwestia etyki, dobrego wychowania i pewnej skromności. Niestety
    wielu lekarzom tego brakuje, o czym w ostatnim półroczu miałam okazję wiele razy
    się przekonać :(
  • bobralus 18.02.08, 22:11
    wiem, ze to nie do konca na temat wetow, ale ja wlasnie chodze do szpitala na
    kroplowki, ktore maja polepszyc moj kiepski sluch i siedzimy z kilkoma paniami i
    probujemy wspolnymi silami dojsc do tego, co jest nam podawane. wymieniamy sie
    wiedza z netu, ksiazek, encyklopedii, same cos tam dedukujemy. jest nas tam
    troche, opiekuje sie nami co najmniej 4 lekarzy i zaden z nich nie poinformowal
    zadnej, na temat skladu tych kroplowek ani konkretnego dzialania. juz nie
    mowiaco o tlumach wdziwcznych pacjentow pod pokojem lekarskim, ktorzy czekaja z
    wodkami w butelkach w ksztalcie statuy wolnosci i innych. u weta moim zdaniem
    jest troche lepiej, bo jednak jest konkurencja. oczywiscie, ze lekarz to troche
    inny zawod, w koncu powierzamy mu swoje lub zwierzaka zdrowie i zycie, ale
    lekarz nie robi nam laski czy grzecznosci, ze sie nami zajmie, to jego zawód i
    tu obowiazki sa takie jak wszedzie - wykonywac jak najlepiej. nikt nikomu nie
    dziekuje w sklepie, ze laskawie sprzedal nie zepsute pieczywo albo dróżnikowi,
    ze był tak miły i nie doprowadzil do wypadku.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • marzenia11 19.02.08, 15:25
    Zgadzam się w 100%. Chodziło mi tylko o tą odpowiedzialność. Jakoś
    nie moglam tego zostawić.A że człowiek to taki sam to napisałam i
    jeszcze raz podkreslam. Pozdrawiam :)
  • joewel 19.02.08, 13:47
    Jest wiele równie odpowiedzialnych zawodów ( i oczywiście są i mniej odpowiedzialne zawody :) , lecz od lekarza powinniśmy wymagać nie tylko wiedzy, zaangażowania ale i ludzkiego tzn. normalnego podejścia do pacjenta czy opiekuna - rozmowy. Idąc do lekarza czy weterynarza chcę by powiedział mi dokładnie to co na tą chwilę wie i jakie badania mogą pomóc w diagnozie i jakie zastosować leczenie i nie chodzi tu o jakieś zapewnienia i obietnice bo różne organizmy, różnie reagują na to samo lekarstwo.
    Pozdrawiam serdecznie
  • filipek2 10.03.08, 16:03
    Moja kicia była na sterylizacji... Zdechła po niecałych dwóch dniach po niej :(:(
  • krynia58 11.03.08, 14:44
    Ciężko czyta się takie wpisy. Współczuję filipku. A co weterynarz na
    to?
  • magdaksp 22.03.08, 21:04
    mój kot umarł 4 dni po kastracji,mial 8 miesiecy i umarł na wysiekowe zapalenie
    otrzewnej czyli FIP.
    --
    "Fajnie mieć gromadę kotów. Jeśli czujesz się źle, po prostu patrzysz na koty i
    czujesz się lepiej, bo one wiedzą, że wszystko jest jak jest. Nie ma się czym
    podniecać. Po prostu wiedzą. Są zbawicielami. Im więcej masz kotów, tym dłużej
    żyjesz"
  • krynia58 23.03.08, 19:30
    17 marca wykastrowałam moje kolejne zwierzę, 9 m-czną koteczkę.
    Już na drugi dzień czuła się w miarę dobrze, a teraz gania z innymi
    kotami. Co drugi dzień bierze jeszcze antybiotyk. Ostatni we wtorek.
    A potem nowy dom... buuuu...

    Bardzo przykro mi magdusiu. Moje kotki jakoś zawsze dawały sobie
    radę. Biedny kiciu, no i ty...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka