Dodaj do ulubionych

Ostrzegam przed klinika "Niedzielscy" we Wroclawiu

11.06.08, 19:00
OSTRZEGAM przed kliniką weterynaryjną we wrocławiu NIEDZIELSCY!!

Są kłamcami, w mojej opinii są obłudnikami patrzącymi tylko na
pieniądze!
wczoraj zapewniali że mój piesek po poważnej operacji wróci do
zdrowia (mogli sie jej wcale nie podejmowac i od razu ocenic jego
szanse na stracone...),o niczym nie ostrzegli, wrecz zapewniali ze
wszystko bedzie dobrze,po 3 dniach mial wrocic do normalnego trybu
zycia.Pani weterynarz, ktora udzielala mi wskazowek co do dalszego
leczenia psa wcale nie byla obecna przy operacji,zostala jedynie
poinformowana co przekazac wlascicielom,po czym skasowala duza sume
pieniedzy. Piesek po 6 godzinach po odebraniu go z kliniki odszedl w
meczarniach... :((((
Edytor zaawansowany
  • 11.06.08, 19:30
    To bardzo źle że nie poinformowali Cię o ryzyku, ale weterynarz to nie Bóg i nie przewidzi w 100% ewentualnych komplikacji. Akurat o to nie możesz mieć pretensji...

    O nieuświiadomienie i być może zaniedbanie natomiast tak...

    Trzymaj sie dzielnie...
    --
    Galeria Mojej Księżniczki

    Przeważnie jest tak, ze gdy nie potrafi atakować się myśli, atakuje się jej autora.
  • 11.06.08, 20:08
    1. wyrazy wspolczucia
    2. nie to forum
    3. medycyna to nie matematyka. Nie zawsze jest tak samo.

    --
    Być intruzem we własnym domu

    Wy nam mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś
    wyłażą karzełki i szczają nam do garnków. (S.Mrożek "Z ciemności")
  • 12.06.08, 12:22
    Różnie bywa. Byłam u większości renomowanych weterynarzy we Wrocławiu, którzy
    albo nic nie zrobili, albo zaszkodzili i tu bym mogła ostrzegać przed wieloma
    lekarzami. Natomiast Niedzielscy uratowali mojemu psu życie i nadal tam go leczę
    i mimo nowotworu złośliwego mój pies czuje się świetnie, przeszedł wiele
    zabiegów, ale przed każdym podpisywałam zgodę na jej wykonanie, gdzie było
    zaznaczone, że może się to wiązać z ryzykiem. Wielu rzeczy nie można
    przewidzieć, czasem zwykłe leczenie zęba może powodować ogromne,
    nieprzewidywalne komplikacje. Bardzo mi przykro z powodu Twojego psa, ale takie
    sytuacje to nie zawsze wina lekarza.
  • 01.06.15, 16:25
    Operowano tam moją sunie miała wypadek w grudniu składano kości wstawiano implanty w styczniu wyszła z gipsu w lutym biegała mamy czerwiec i ma 12 szczeniąt więc nie wyżywaj się za swoje niepowodzenie na lekarzach .Bo albo pies był słaby albo nie tak jak trzeba dopilnowany po zabiegu .
  • 25.11.15, 21:01
    Tu nie ma co najeżdżać na autora postu, ponieważ nie zna się jego sytuacji, to raz, dwa może mieć nieco racji. Również mam niezbyt przyjemne doświadczenia nie tyle co z samą kliniką, ale z konkretnym lekarzem. Mianowicie z panią Raczyńską. I mniemam, że może tutaj również o nią chodzić, ponieważ przekonałam się na własnej skórze, że tej kobiecie wcale nie chodzi o dobro pacjenta. Co do kliniki i pana Niedzielskiego, uratował nóżkę mojego kota i pomógł, kiedy było mi ciężko. W przeciwieństwie do wet. Raczyńskiej, która przy wizycie zmiany opatrunku, nie potrafiła tego zrobić bez znieczulenia, a następnie twierdząc, że mam trudnego kota usiłowała mi wmówić, że konieczne jest ponowne leczenie antybiotykami przez następne dwa tygodnie, plus codzienne naświetlanie rentgenem przez te dwa tygodnie. Oczywiście żadne leczenie nie było potrzebne, gdyż wszystko się pięknie goiło - rozmawiałam na ten temat następnego dnia z lekarzem prowadzącym leczenie. Także uwaga na panią Raczyńską, rozpuści wam zwierzaki albo nabawi je choroby popromiennej byle by odfajkować kolejny numerek w kajeciku, a do tego będzie miała tyle tupetu by bezczelnym tonem, próbować wywołać w was poczucie winy. To nie jest ani dobry lekarz, ani dobry człowiek. Nie pasuje do tej kliniki.
  • 10.06.15, 08:14
    Mam podobne doświadczenie. W niedzielę 7 czerwca 2015 r. ok. 21.00 nasz ukochany piesek z nieustalonej przyczyny doznał wstrząsu. Pojechaliśmy do lekarza weterynarii w Kłodzku, który rozłożył ręce i telefonicznie umówił natychmiastową wizytę u Niedzielskiego. Niedzielski pomimo tego, że wiedział iż pies jest we wstrząsie zabronił podawać jakiekolwiek leki nawet podanie dożylnie płynów co przy wstrząsie jest niezbędne!!! Pojechaliśmy do Wrocławia 100 km. Tam zamiast Niedzielskiego zastaliśmy stażystę, który podał płyny ( po 3 godzina od pierwszych objawów). Nie było żadnego zespołu ratunkowego, nie było koncepcji ratowania psa było tylko pytanie czy wiemy ile będziemy musieli zapłacić jak przyjedzie jaśnie wielmożny pan doktor, była bezradność stażysty i był ogromny żal , że nie było desperacji w działaniu weterynarzy pomimo naszej zgody na zrobienie wszystkiego bez względu na koszty. Dzisiaj jest 10 czerwca i nadal nie możemy się z takim stanem rzeczy pogodzić. W domu pusto, cicho i .........
  • 10.06.15, 08:36
    Też ostrzegam. Sprawa dotyczy nagłego przypadku. Nasz ukochany piesek nagle doznał wstrząsu. Nie wiadomo dlaczego. Była godz. 21, niedziela. Pojechaliśmy do lekarki, która znała naszego psa. Rozpoznanie - płyn w jamie brzusznej ( wątroba lub śledziona) i wstrząs u psa. Niskie ciśnienie, brak możliwości pobrania krwi. Lekarz proponuje wyjazd do Wrocławia, do Niedzielskiego. Zna go osobiście, opisuje stan psa i umawia nas na natychmiastową wizytę. Pyta czy podać jakieś leki, płyny. O zgrozo pada odpowiedź, że nie!!! Teraz wiem co należy robić przy wstrząsie u psa ale żeby dwóch lekarzy popełniało tak kardynalne błędy?! Jedziemy do Wrocławia, 100 km, 1,5 godz. Pies bez płynów odwadnia się, leci przez ręce, nie reaguje na bodźce zewnętrzne. Jedziemy z myślą, że zgodnie z opisem na ich stronie czeka tam zespół ratunkowy i pies będzie natychmiast ratowany. Nic z tego. W klinice zastajemy stażystkę, która podaje po prawie 3 godz. po raz pierwszy niezbędne płyny. Diagnostę krwi ogranicza di podstawowej morfologii, nie bada parametrów nerek, wątroby, poziomów elektrolitów, nie robi punkcji brzucha, nie robi usg lub rtg. Konsultuje się telefonicznie chyba z Niedzielskim, który każe ustabilizować psa. Jak się uda to przyjedzie no chyba że się upieramy ale to nie ma po co tak mówi stażystka, bo wiecie ile to kosztuje? Stwierdzamy, że koszty nie grają roli. Niedzielski nie przyjeżdża. Widząc stan psa (agonia i podtrzymywanie za pomocą adrenaliny) stażystka podejmuje decyzję o przygotowaniu psa do operacji za pomocą wziewnej narkozy. Pies umiera na moich rękach!!!!!.Katastrofa. Jeżeli tak ma wygląda pomoc w nagłych przypadkach w klinice Niedzielskich to odradzam korzystanie z ich usług i nie wierzcie w to co sami piszą na swojej stronie. Jesteśmy pełni żalu i mamy pretensje do właściciela kliniki, że nas olał pomimo tego, że koszty nie grały roli. Nasz pies był wart wszystkich pieniędzy świata.
  • 11.07.15, 01:12
    Wszelkie obrażanie i obgadywanie publiczne lekarzy jest zabronione i podlega karze
    i jest traktowane jako pomówienie
  • 01.07.08, 22:56
    trochę mało konkretów podajesz.Rozumiem, że odejście psa to
    tragedia, tez to przezyłam.A co mówią na tą sytuację lekarze, czemu
    tak się stało, pytałaś dokładnie co mogło być przyczyna tragedi?
    Znam lekarzy z tej kliniki i wydają mi się kompetentni, zwłaszcza
    szef.Leczył moją sunię, która odeszła z powodu nowotworu, ale kiedy
    przechodziła u Niedzielskich dwa powazne zabiegi byłam uprzedzona,
    ze ryzyko jest zawsze.A operowali 14 letniego psa!! Poszło
    super.Poświęcali mi czas na tłumaczenie co i jak, na wybór
    optymalnej anestezji.Ogólnie mam dobrą opinię.
    Moja siostra operowała u nich entropię i efekty sa naprawdę
    zadawalające.Jedyne czego tak nie lubie to, że wiecznie nie mają
    czasu, mnóstwo pacjetów, mało czasu na rozmowe ze zdenerwowanym
    właścicielem, odbieranie tel podczad wizyty, wychodzenie do innych
    zwirząt podczas wizyty.Ale to są raczej niedogodności dla
    spanikowanaego własciciela a nie zaniedbanie leczenia....tak myslę.
    Może powinnaś dokładnie dowiedzieć się co się stało twojemu psu,
    będzie Ci łatwiej pogodzić się z jego odejściem.
    Trzymaj się!
  • 26.08.08, 17:07
    Jeżeli chodzi o pieniądze to masz rację.Jeżeli chodzi o fachowość
    Niedzielskiego to nie można mu jej odmówić ale właścicieli traktuje
    jak zło konieczne wraz ze swoją współwłaścicielką. Efekty przy
    drobnych operacjach są fajne i nawet 14 letni pies z nowotworem to
    niewielki wyczyn ani entropium, natomiast bardziej skomplikowane
    zabiegi nie są w stanie udać się z powodu między innymi brudu i
    niedbałości. Jak wiedzę że pracownicy (lek wet) sprzątają tyle na
    ile mają czasu pomiędzy pacjentami to aż mnie odrzuca. Jak
    właściciel może w ten sposób podchodzić do tematu. Czy ktoś był w
    klinice i widział ściany. Oprócz plam krwi to niewiem co tam jeszcze
    się znajduje na tych ścianach, tam chyba powinny być założone
    łatwozmywale materiały a jeśli chodzi o zaplecze to tragedia smrud
    brud i zabiegi pomiędzy tym OCHYDA Wiem że wiele inny lecznic
    wygląda podobnie ale ta nie zasługuje na miano KLINIKI
  • 26.08.08, 18:53
    A byłaś na klinikach na Grunwaldzkim we Wrocławiu? Tam to dopiero syf i smród, u
    Niedzielskich może i nie błyszczy, ale to nic w porównaniu z tamtym miejscem.
    Może opiszę jak wyglądało leczenie mojego psa. Długie to i nudne pewnie, ale
    wciąż jestem wkurzona i mam wiele żalu i złości w stosunku do wielu lekarzy we
    Wrocławiu:
    1. Lipiec 2007, dwa małe guzki na łapach i utykanie na jedną łapę-wizyta u
    najbliższego wet p.M.L-oględziny i opinia-smarować kremem z wit A, najpewniej
    odciski, grzebanie igłą w opuszku, bo może szkło weszło i tyle
    2. Przełom sierpnia-września 2007-guzy wielkie na śródstopiu, pękające do krwi
    opuszki, utykanie na wszystkie łapy, kaszel, duszności, gorączka i ogólne
    osłabienie. Wizyta w klinice S.-oględziny, syrop z cebuli własnoręcznie
    przyrządzany, antybiotyk przez 3 tygodnie (wizyty co drugi dzień-czekanie na
    przyjęcie ok.2godz.)-bez efektu, znów oględziny i diagnoza-histiocytoma i
    wskazówki, żebym przyszła za jakiś czas, bo pan doktor musi o tym poczytać. W
    międzyczasie zdarcie kamienia nazębnego na żywca jakimś dłutem razem ze szkliwem
    z zębów, efekt-problemy z zębami do dziś.

    Coś nie dawało mi spokoju. Czytałam dużo i nic się nie zgadzało.
    3.Październik 2007-klinika AR-prześwietlenie płuc-wynik: wszystko ok.
    Wizyta u dermatologa dr P, diagnoza:hmmm i przekierowanie do kardiologa
    dr.N-osłuchanie i diagnoza:kaszel z powodu kamienia nazębnego i przekierowanie
    do onkologa dr H-oględziny, na widok spękanych opuszków taka rada-buty kupić, na
    widok guzów-do wycięcia, przekierowanie do chirurga, który twierdzi, że on się
    boi to wycinać, ale skoro jest skierowanie...
    Pies w tym czasie był w bardzo złym stanie, już nie chciał chodzić (nawet w
    butach), na opuszkach miał pękające rany i był ogólnie bardzo słaby, intuicja
    podpowiadała mi, żeby go nie dawać na stół, bo nie wstanie.
    4. Koniec października 2007-wizyta w klinice N, dr N daje sterydy, antybiotyk,
    maści, robi badania krwi, z operacją radzi poczekać, aż pies się lepiej poczuje.
    Dwa dni później pies jak nowy, kontynujemy podawanie sterydów i antybiotyków,
    pies czuje się coraz lepiej, testujemy nowe maści na opuszki. Ma zrobione ekg,
    które pokazuje źródło kaszlu i usg
    5. Grudzień 2007-zostają pobrane wycinki z guza do badania
    6. Koniec stycznia 2008-wynik: nowotwór-mięsak
    7. Luty 2008-wycięcie guzów, pies dochodzi do formy ok. tygodnia

    Opisałam proces leczenia mojego psa naprawdę bardzo skrótowo, ale w tej chwili
    psisko czuje się świetnie, doszło trochę problemów z wątrobą, bo wciąż bierze
    sterydy, ale też wiele jest związanych z wiekiem, ma robione okresowe badania,
    wszystko jest pod stałą kontrolą i od lutego stan psa się nie pogarsza, biega,
    szaleje, ma apetyt. Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Kosztowało mnie
    to mnóstwa nerwów, łez, wyrzeczeń w pracy i w domu, wydaję mnóstwo pieniędzy na
    diety i najlepsze leki, ale niczego nie żałuję.
    Opisałam tu moją historię, żeby pokazać jak wielu jest niekompetentnych lekarzy,
    którym nie zależy na zwierzętach. Zauważyłam też, że wielu lekarzy inaczej
    traktuje psy rasowe, a inaczej kundelki, takie jak mój. Podsumowując, mogę
    płacić dużo, czekać na wizytę 5 godzin czy dłużej, oglądać krew na ścianach,
    zniosę smród i wszelkie niedogodności, ale jeżeli mój pies będzie leczony
    właściwie i będzie to przynosiło efekty to naprawdę warto. Ja akurat swojego psa
    leczę u Niedzielskich i nie mam już siły szukać innego miejsca, mam parę
    zastrzeżeń, ale leczenie przynosi efekty i mam nadzieję, że jest tych miejsc
    więcej we Wrocławiu. Dlatego też nie podałam nazwisk lekarzy i klinik na których
    się zawiodłam, bo może tylko ja miałam takiego pecha. Ciągle jestem tylko zła,
    że gdyby leczenie było odpowiednio od początku prowadzone pies tyle by się nie
    męczył. To na tyle. Wreszcie się wyżaliłam. Pozdrawiam.
  • 26.08.08, 19:00
    A my dzięku Bogu trafiliśmy we Wrocławiu do weterynarza, którym jestesmy zachwycone.
    Zawsze czysto i pachnąco, miło i rodzinnie.
    Do tego gabinet urządzony tak, że czujemy się jak w domu a nie "szpitalu".

    Weterynarz kompetentny i mądry.

    Warto dodać, że u poprzedniego weta były tylko szczepienia a psa niczym osła trzeba było wciągać do gabientu, już w furtce na podwórze stał jak wryty.
    Obecnie przeszła i czyszczenie uszu, i pobieranie krwi, i sterylizację, ściąganie szwów i zawsze powraca tam uradowana i szczęsliwa
    --
    Galeria Mojej Księżniczki

    Lepiej zapytać i być idiotą przez 5 minut, niż nie zapytać i być idiotą przez całe życie.
  • 27.08.08, 13:10
    Cieszę się ze sie wyżaliłaś ale w całej wypowiedzi nie chodziło o
    brak kompetencji szczególnie Niedzielskiego i nikt ci nie każe
    zmieniać czegoś co jest dla ciebie wystarczające tylko żeby na coś
    zasługiwać trzeba spełniać warunki A jeśli chodzi o kliniki to one
    mają taką nazwę ze względu na przynależność do Uniwerka a nie z tego
    powodu że spełniją warunki. Opisałaś poprostu historię jak lekarze
    olali Ciebie i twojego pupila , a myślisz że u ludzi tak nie jest. W
    mojej wypowiedzi chodziło o to że nie cierpię tej obłudy panującej w
    śród tych lekarzy. A u Niedzielskich chodzi przedewszystkim o kasę
    ilość nie jakość. Próbkę krwi mojej suni Niedzielska szukała w koszu
    bo, niewiem dlaczego a przedemną zgrywała świętego aniołka i to mi
    przeszkadza. Jak i to że właścicielka traktuje siebie tak jak boga a
    współpracowników przy pacjencie i właścicielu jak śmiecia to
    świadczy dużo o człowieku i jego podejściu do życia .Jeszcze raz
    jeżeli chodzi o fachowość niedzielskiego to nic nie mam do tego ale
    jeżeli chodzi współpracę i oszustwa właścicieli to mam dużo do tego.
    Chodzę teraz do lekarki któr jest w trakcie doktoratu i
    specjalizacjii i jeszcze tak oddanej osoby swojemu powołaniu nie
    spotkałam. Mam nadzieję że ty też kogoś takiego spotkasz.
    A jeżeli chodzi o ściany to niechodzi o estetykę tylko o higienę a
    oni muszą zapewnić ją, takie mają przepisy tylko jak zwykle byw ktoś
    nie dopatrzył się tego.
  • 27.08.08, 16:24
    Ja wiem, że te moje żale trochę od czapy, ale miałam taką potrzebę już od dawna
    i akurat skorzystałam z tego wątku. Szczerze nie zauważyłam u Niedzielskich tego
    czego opisujesz, odbierają ode mnie telefony, przyjmują poza godzinami, jak jest
    taka potrzeba, zorganizowali mi maść, która w Europie jest nieosiągalna-za
    darmo, finansowo nie czuję się oszukiwana, zawsze przedstawiają mi tańsze
    rozwiązania i decyzja należy do mnie, pies też tam lubi chodzić. Ale nie o to
    chodzi, ja nie chce ich wychwalać, bo mam też wiele zastrzeżeń, jak na razie
    plusy przeważają i mam nadzieję, że tak będzie nadal. Chodzi o to, że ja już
    żadnemu lekarzowi nie ufam w 100%, staram się sama wiele czytać o psich
    chorobach i lekach, pytam po kilka razy o wszystko i konsultuję, jestem
    upierdliwa do bólu, ale dzięki temu żaden lekarz nie wciska mi kitu, bo jak
    widzi, że jestem trochę zorientowana to rozmowa jest inna, niż wtedy, gdy on
    jest tym wszechwiedzącym. Dla lekarza mój najukochańszy pies jest tylko kolejnym
    pacjentem, choćby był nie wiadomo jak uroczy, ładny i miły. Najważniejsze, żeby
    leczenie się właściwie odbywało, a nie muszę być jakoś specjalnie traktowana, bo
    mi się wydaje, że mój pies jest wyjątkowy(a jest). Zresztą, tak jak piszesz, w
    przypadku leczenia ludzi jest podobnie. Tak samo mogłabym się wyżalić o procesie
    leczenia mojego ojca, ale to temat na ksiązkę.
    I znów się rozpisałam, a chciałam tylko jedno zdanie. Jeżeli znacie dobrych
    lekarzy, do których chodzicie to napiszcie, nigdy nie wiadomo kiedy sie przyda.
    Zauważyłam tendencje, że wymienia się z nazwiska tych których się nie poleca, a
    lekarzy, z których jesteście zadowoleni nie, a taka wiedza jest bardzo
    przydatna. Ja już jestem tak przeczulona, że chętnie skonsultuję się z różnymi
    lekarzami. A jaką specjalizację robi Pani doktor do której chodzisz? To też
    ważne, specjaliści z danej dziedziny często są poszukiwani. Proszę więc,
    podzielcie się informacjami o dobrych lekarzach. Dziękuję, przepraszam i pozdrawiam.
  • 10.04.09, 10:21
    nie zgodzęsie z tym!
    niedzielscy uratowali mojemu pieskowi zycie!
    mam malutka 2,5 kg sunie (mieszanka chihuahua z shih tzu), przyszla do nas
    kolezanka ze szczeniakiem- 6miesieczny lablador.
    pieski bawily sie chwile po czym labladorka scisnela moja mala za brzuszek.
    moje malenstwo pisnelo, ale nie wygladalo to groznie- cale zdarzenie mialo
    miejsce okolo poludnia.
    caly dzien moja "cola" bo tak piesek ma na imie, zachowywala sie normalnie.
    nalezy do zywych i energicznych pieskow i do poznego wieczora wigoru jej nie ubylo.
    nad ranem obudzil nas przerazliwy, paniczny pisk, caly dom stanal na nogi!!!
    wraz z narzeczonym wzielismy psiunie i wsiedlismy w pierwsza lepsza taksowke,
    pojechalismy do niedzielskich bo to byla najblizsza kilinka!
    otworzyla nam zaspana pani weterynarz. na poczatku sie przestraszylam
    bowygladala jakby jeszcze do konca nie kontaktowala, ale jak zobaczyla
    nieprzytomnego pieska na moich rekach od razu sie ocknela!
    w skutek urazu sunia miala krwiaka na watrobie, ktory pekl i po prostu w skutek
    krwotoku wewnetrznego gasla w oczach!
    spedzilismy wtedy 4 godziny w klinice i caly czas patrzylismy co z naszym
    pieskiem robia!
    kroplowki, zastrzyki przeciwstrzasowe, usg, pobieranie krwi itd itp.
    pozniej miala zabieg, ale przy nim juz nie uczestniczylismy!
    psiunka bardzo szybko wrocala do zdrowia i po kilku dniach byla juz z nami w domu!!!
    od ponad roku chodzimy reguralnie do kliniki niedzielskich i zawsze przyjmowano
    nas milo!!!
    najfajniejsza jest taka "czarna" pani, bo z czym bysmy tam nie poszli ZAWSZE
    troskliwie sie piesliem zajmuje, TAK SAMO jak pan niedzielski!!!
  • 10.04.09, 14:09
    Bardzo Ci współczuję...

    Z własnego doświadczenia o klinice nic nie napiszę, bo jestem z innego miasta.
    Ale moja siostra leczy właśnie u Niedzielskich swego spaniela i chwali sobie,
    szczególnie szefa.
  • 10.07.16, 12:00
    Widocznie zależy jak się trafi i na kogo. Ja tam już nigdy z żadnym zwierzakiem nie pójdę po tym co spotkało naszego biednego kotka :(
  • 13.04.09, 10:55
    Żeby docenić zalety jakiegokolwiek punktu obsługi klienta, należy
    najpierw krytycznie spojrzeć na siebie!
    1) Mam suczkę Bernardynkę, ma teraz 6 miesięcy, ale przeszła już
    bardzo duzo jak na takiego malucha. Pierwszą polecona nam placówką,
    był dr. Rak ze schroniska we Wrocławiu. Niestety on nie rozpoznał
    schorzenia u Frody, pomimo tego, że opowiadaliśmy mu z mężem co
    obserwujemy, stwierdził, oczywiście zbadał Psa przy nas, że
    wszystko jest w porządku, że szczeniak, który szybko rośnie może
    wykazywać opisywane przez nas cechy... Po kilku tygodniach suczka
    przestała się podnosić. Zadzwoniłam do Pana "Doktora" i zapytałam
    co robić, powiedział, że nic się wg niego nie dzieje, ale dla
    własnego spokoju zróbcie prześwietlenie.
    2) wtedy trafiliśmy na Kliniki Wrocławskie... Koszmar... najpierw
    zastrzyk "głupiego Jasia" i spacer z nią, jak się przewróci zanieść
    na RTG... po zdjęciu opis i do domu, a pies przelewa się przez
    ręce... zdjęcie z opisem wady stawów biodrowych, polecany Dr.
    Bierzyński, umówilismy się na kondsultacje na dzięń i godzinę.
    Czekalismy w poczekalni dwie godziny, w końcu po raz koleny
    zapytałam, czy dr. Bierzyński to jes czy w końcu go nie ma... już
    miałam nerw. Przyszedł. Popatrzył na zdjęcie, siła swoich
    asystentów na ćwiczeniach opartych na przemocy siłowo zbadał
    naszego szczeniaka, piszczała... nafukałam na asystentów,
    niepodobało mi się, to co robią, ale pewności co do moich przekonań
    nie miałam, nie jestem lekarzem... następnie dr. Bierzyński(uważany
    we Wrocławiu za specjaliste w leczeniu Dysplazji) umówił się z nami
    na zabieg przecięcia mięśni łonowych i zespolenia miednicy. Podał
    date godzinę i koszt operacji. przygotowaliśmy naszego pupila do
    zabiegu, nie ukrywam, że towarzyszylo nam w tym dużo emocji, takie
    maleństwo po kilku dniach bycia przy nas podbiło nasze serca do
    głębi, a ryzyko utraty stworzonka jest nawet przy zwykłym zastrzyku
    z antybiotyku, a co dopiero przy narkozie... w wyznaczonym czasie
    stawilismy się na Klinikach... Dr. nie było, był chory... Dodam, że
    miał nasz numer telefonu oraz, że jak to sam okresli, jest to
    ostatni tydzień w którym ten zabieg można wykonac... Mąż zapytał
    więc, kto jeszcze jest specjalista w tego rodzaju schorzeniach,
    odpowiedziano "wszyscy tu jestesmy dobrzy" - na szczęście maz się
    wtedy zdenerwował i stwierdził, że po takiej odpowiedzi, to nie ma
    czego tam szukać i zabrał psa. długo rozmawialiśy co robić, w końcu
    po tzw "drodze" weszliśmy do pierwszego napotkanego gabinetu
    weterynaryjnego i spotkanego tam lekarza zapytaliśmy co robic? ja
    juz byłam nawet roztrzęsiona... w końcu to ostatni tydzięń, by
    ratowac nasze maleństwo! Usłyszelismy "Klinika Niedzielskich"
    pojechaliśmy od razu...
    3) przyszliśmy do kliniki, w której było mnustwo ludzi, na pierwszy
    rzut oka bałagan, tak jak to pisze jeden z was odpowiadających,
    dokładnie takie było pierwsze wrażenie, ale potem, a spędziliśy tam
    już mnustwo czasu, przekonaliśmy się, że w tym szaleństwie jest
    metoda... Froda została umówiona na zabieg, który sobie
    zażyczyliśmy, wg opisu dr.Bierzyńskiego, jeden z lekarzy nas umówił
    i zawieźlismy ją. Po dwóch godzinach był telefon z kliniki, żebysmy
    przyjechali, bo operacji nie będzie... mało nie dostałam zawału,
    już oczyma wyobraźni widziałam skierowanie, na uśpienie... bo taka
    była alternatywa, jesli się nic nie zrobi, to pies przestanie
    wstawać... Spotkał się z nami sam Dr. Niedzielski i opowiedział nam
    jakie są jego spostrzeżenia, że obejrzał sunię dokładnie, że
    stwirdził nieprawidłowości w jej anatomii i dokładnie nam
    opowiedział co się z nią dzieje... powiedział nam też, że zabieg
    zaproponowany na klinikach daje ok 15 % poprawy, przy tak silnej
    dysplazji (dopiero teraz dowiedzielismy się, że to najsilniejszy
    jej typ - wczesniej nam nie powiedziano) nie ma to sensu. Dr.
    Niedzielski dokładnie opowiedział nam o tym co możemy zrobić i
    poinformował o ryzyku każdego wyboru, to my decydowaliśmy który
    zabieg pod względem kosztów, ryzyka i skutków chcemy wykonać... To
    że wybraliśmy najdroższy, zupełnie nie miało wpływu na to w jaki
    sposób lekarz z nami rozmawiał. Nie odczułam ani razu, żeby "leciał
    na pieniądze". Operował nasza Suczkę dwa razy, za każdym razem
    podpisywałam zgodę i byłam informowana o ryzyku, za kazdym razem
    jak ją odbierałam dokładnie wypytywałam o "instrukcje obsługi
    pooperacyjnej" i starałam się robić to co nakazał dr.Niedzielski.
    Miał zawsze do nas cierpliwość i odpowiadał nawet na bardzo dziwne
    nasze pytania. Za każdym razem była traktowana bardziej
    humanitarnie niz na klinikach, głupim jasiem zajmowal się personel,
    oczywiście mogłam byc przy niej, a po zabiegu dostawała zastrzyk na
    wybudzenie, nie musiała męczyć się dłuzej niż to było konieczne.
    Dzięujemy Panie Doktorze!!
    4) zdarzyło się w międzyczasie, że zaobserwowaliśy u małej problem
    z oddawaniem kału... zawieźlismy ja do kliniki pp Niedzielskich i
    opisaliśy co się dzieje, zrobiliśmy z lekarz dyżurną "lewatywę"
    i ... okazało się już nastepnego dnia, że my straszne głupki
    jestesmy i że to nie chodzi o kał, tylko o siusiu, młodzieńcze
    zapalenie pochwy namnożyło bakterie, które zaczopowały ujście z
    pęcherza... no i co? któreś z was smolących na lekarza, rzekłoby,
    że lekarz be... że leczył pęcherz lewatywą... ale zauważcie, że to
    MY opisaliśmy zarzenie, jako problem z oddawaniem kału... Oni
    próbowali pomóc... zgodnie z relacja naszą, właścicieli...
    zauważcie na tym przykładzie, że wiele tak naprawde zalezy od WAS,
    od waszego zainteresowania psem, czemu nie dzwonicie, tak jak my w
    środku nocy, że coś się dzieje i nie wiemy co robić (dobe po
    odebraniu małej ze szpitala obudziła nas płaczem)? od razu lekarz
    dyżurny otworzył kartę zobaczył co było robione, podpowiedział nam
    co robić - pomogło, psina zasneła w spokoju. Oni sa całodobowo
    gotowi pomóc. A popełnić błąd zdarza się każdemu... Tylko że tu
    potrzebna jest współpraca obu stron, o tym jesteśmy przekonani.
    Jeszcze raz Bardzo Dziękujemy Panie Doktorze!!!
    Małgorzata i Bartłomiej Bala.
  • 16.10.15, 17:04
    Nasza opinia jest oparta o wydarzenia z pierwszej, tragicznie dla naszego kota zakończonej wizyty w tym miejscu.
    W środę-14-go X.br pojechaliśmy do kliniki z kotem, który się do nas przybłąkał, wcześniej go regularnie dokarmialiśmy, wyglądał na bezdomnego, a na początku tygodnia sam wprowadził się do naszego domu. Wygrzewał się przy kominku, łasił do nóg, patrzył domagając się głaskania. Nos miał ciepły i suchy, oddychał brzuszkowo. Apetyt miał mniejszy niż wcześniej. Po dwudniowym pobycie w cieple nic się nie poprawiało, więc postanowiliśmy zawieźć go do weterynarza by kotu pomógł. Wiedzieliśmy, że kot już będzie u nas - nawet nadaliśmy mu imię. Dumna nazwa, klinika znana, wydawało się, że specjaliści z kliniki będą wiedzieć jak kotu pomóc. Kotek został zbadany przez dyżurną panią doktor, która pytała czy chcemy go tylko leczyć objawowo i sugerowała, że nic z tego może nie być, czy zrobić wszystkie badania, łącznie ze zdjęciami by wiedzieć co może kotu dolegać. Stwierdziliśmy, żeby robiła wszystko co można, żeby kota wyleczyć. Po wstępnej premedykacji pobrano krew i zrobiono zdjęcia, które wykazały płyn w płucach, wyniki krwi nie były złe/jedynie podwyższone granulocyty/, temperatura 39,8*C /co na kota nie jest jeszcze tragedią/. Zgodziliśmy się na pobranie płynu z płuc do dalszych badań, poza tym takie usunięcie płynu drenem czy strzykawką mogło mu pomóc w oddychaniu. Doktor stwierdziła, że musi podtrzymać premedykację i wyjdzie powiedzieć co tam dalej się dzieje. Po kilku minutach pani doktor wyszła z informacją, że kot miał zapaść jest reanimowany, ale ona nie wie co będzie bo wygląda na "odkorowanego". Był to dla nas szok, bo w naszej ocenie przyszliśmy z chorym kotem, któremu trzeba pomóc a nie zwierzęciem, w stanie agonalnym, a przecież w czasie takiego zabiegu nie mógł nagle umrzeć. Może później, w wyniku rozwoju choroby, gdyby leki nie działały, ale nie dzisiaj i nie teraz! Po kolejnych minutach pani doktor poinformowała nas o śmierci kota i przyniosła nam kartę wizyty i ciałko kotka zawiniętego w pieluchy. Było nam niewymownie przykro i byliśmy w szoku. W domu jak wyszliśmy z szoku, dotarło do nas, że pani doktor nawet nie próbowała nam wyjaśnić dlaczego kotek umarł. Zaczęliśmy się zastanawiać dlaczego kotek tak nagle umarł. Czytaliśmy kartę wizyty i szukaliśmy w necie ulotek odnośnie leków użytych w tym przypadku. Doszliśmy do wniosku, że kotkowi podano zbyt dużo leku do premedykacji Domitor /nie zwrócono uwagi na to, że to był kot bez wcześniejszych przygód ze znieczulaniem i trzeba dawkować leki ostrożnie, poza tym lek ma w ulotce zalecenie by nie stosować w przypadku trudności z oddychaniem, a kot wyraźnie miał spore trudności, więc może tym bardziej trzeba było zmniejszyć dawkę i obserwować/. Także podjęcie sposobu akcji ratunkowej wskazywało na przedawkowanie tego leku/jak w ulotce w opisie/-umieszczenie go w namiocie tlenowym, podanie Atropiny-niestety nie podano środka znoszącego działanie Domitoru. To są nasze przypuszczenia, bo prawdy się nie dowiedzieliśmy od pani doktor, która nas o przyczynie śmierci kota nie poinformowała. Nie sądzimy, że pani doktor świadomie uśmierciła naszego Ruperta, ale zadziałała zbyt rutynowo i bez empatii do zwierzęcia.
    Mamy wrażenie, że gdybyśmy przynieśli do leczenia kota "rasowego" a nie przygarniętego przez nas kota bezdomnego to sposób postępowania pani doktor byłby inny. Dla nas zdrowie i życie zwierząt bezrasowych jest tak samo ważne jak życie i zdrowie championów nagradzanych na wystawach. I lekarze też nie powinni się niczym innym niż dobrem zwierzęcia kierować.
    Czytaliśmy wiele pochlebnych opinii o Klinice Psa i Kota i nie podważamy ich. Może rzeczywiście pomogli pieskom, ale dla naszego kota przyjście po pomoc skończyło się śmiercią i to nas bardzo boli. Jesteśmy w ogromnym smutku, bo kotek przyszedł sam do człowieka po pomoc, a tutaj spotkał go taki los. Winimy za to panią doktor z kliniki, ale wyrzuty sumienia mamy my. Nie polecamy tej kliniki, szczególnie dla właścicieli nierasowych Mruczków i innych kotów środkowoeuropejskich.
  • 18.04.16, 19:32
    Klinika faktycznie okropna. Mieszka zaraz obok i kazdy na osiedlu to wie i kazdy nie raz sie bardzo zawiodl. Mialam podobna sytuacje tylko,ze z krolikiem lekarka na jego babla na lapie mowila ze to nic powaznego i przypisala masc. Okazalo sie,ze mial raka i zmarl . Dodam ze wizyty mialam bardzo czesto bo babel nie zmniejszal sie. Jednak ani razu nie wykryli raka a "niegrozne zmiany skorne" i nie bylo opcji na pomylke bo inny weterynarz przed odejsciem mojego zwierzaczka od razu stwierdzil ze to rak!!! NIE POLECAM MORDERCY KTORZY CIAGNA ZA PORTFEL A DIAGNOZY POSTAWIC NIE POTRAFIA
  • 09.07.16, 16:56
    Moja kuzynka wybierała się do tej kliniki z chorym psem (psiak ma jakieś kłopoty alergiczne mimo stosowania odpowiedniej karmy). Mieszkają we Wrocławiu. Znalazła dobre opinie na opiniafirm.pl/dariusz-niedzielski-vet-care,wroclaw,f i tym się sugerowała. Pokazałam jej forum i zmieniła weterynarza. Wrzucajcie opinie gdzie się da, żeby ludzie poznali te historie. Przykro, że zdarzają się takie sytuacje i ludzie tracą ukochane czworonogi :(
  • 10.07.16, 11:56
    Znaleźliśmy dobrych weterynarzy-wystarczy podjechać troszkę dalej w kierunku na Warszawę -jest takie osiedle po lewej stronie jak się jedzie od Korony, za Psim Polem, i weterynarze są obok sklepu Biedronka. Dobrzy fachowcy tam pracują, bo także tacy co są w Klinice dla zwierząt we Wrocławiu i znają się na problemach, leczą i mają empatię do zwierzęcia i wysłuchają właściciela. Z nową kocicą co do nas przyszła tam pojechaliśmy i jesteśmy zadowoleni. Szkoda, że się wcześniej o nich nie wiedziało, może Rupert by żył :( Takie nowe osiedle się buduje obok na Zatorskiej. nicponvet.pl

    --
    Gay_Is_OK_Friend@onet.eu
  • 06.11.17, 14:08
    Klinika dr Niedzielskiego, jak nazwa wskazuje jest miejscem nauczania medycyny „przy łóżku chorego”. Nie rozumiem pretensji. Przecież nazwa wskazuje, gdzie się Państwo udaliście. Pracuje tam wielu młodych lekarzy vet. , którzy uczą się zawodu. Jeden człowiek, dr Niedzielski (b. dobry chirurg, ortopeda) nie jest w stanie zająć się tłumem zwierząt, które widzicie w poczekalni. Proszę chwilę pomyśleć logicznie: przy takiej ilości pacjentów, co może zrobić jeden lekarz, który równocześnie jest: prezesem firmy (decyzje biznesowe, koszty!!), managerem zarządzającym (organizacja pracy zatrudnianego, dużego zespołu), lekarzem nadzorującym merytorycznie młodych lekarzy (klinika!!), przyjmuje pacjentów w gabinecie, jest chirurgiem, operuje poważne przypadki ortopedyczne, neurochirurgiczne, prowadzi szkolenia, operuje gościnnie w innych placówkach. Plus reklamacje, bo (oby nigdy się nie zdarzyło) znowu zwierze padło, młody doktor spaprał TTA, usunięto śledzionę z guzem, ale błąd diagnostyczny spowodował, że pozostawiono macicę z ropomaciczem. I co z tym zrobić? Zastanówmy się teoretycznie: prowadzisz biznes, jest błąd, to albo się przyznasz do błędu i naprawiasz na własny koszt (koszty!!), albo ... . Niewykluczone, tak na logikę, że wtedy grasz na zwłokę, zlecasz kolejne konsultacje, badania (płatne), diagnozujesz, leczysz, może pójdzie gdzie indziej (jak zdąży). Państwo na własną odpowiedzialność, po części również z wygody (parking, aparatura, możliwości diagnostyczne) korzystacie z placówki, gdzie zwierzęta są diagnozowane przez lekarza X, diagnoza na tej podstawie stawiana jest przez Y, operację przeprowadza Z (tam jest więcej niż jedna sala operacyjna), a tzw. opiekę sprawuje kilku innych ABCDEF. Jeśli coś się dzieje, idą do szefa, żeby "zgłosić". Leczenie poniekąd zdalne. Jeśli nie ma go w klinice, co mogą zrobić?
    Hipotetycznie mogą np. grać na zwłokę, zasugerować kolejne badania, konsultacje, coś wymyślą. Czy w Karcie informacyjnej jest to, co Państwo zgłaszacie? Każdorazowo psem zajmuje się inny lekarz i o kartę informacyjną trzeba się upominać? Trudno orzec, kto "opiekuje się zwierzęciem"? Proszę Państwa, przy takim przerobie to jest taśma. Inaczej nie da rady. Wysokie ceny? Znów logika: to pacjent musi pokryć koszt utrzymania kliniki, w tym laboratorium, rozbudowanego personelu, aparatury, na której trzeba wykonać określoną ilość badań w miesiącu (aparatura przecież ma liczniki!). Państwa wygoda (wszystkie badania w jednym miejscu) kosztuje. I proszę przygotować się na to, że wydacie dwa, trzy razy tyle, co koszt zabiegu wskazany na początku. Po wstępnej diagnostyce, może być konieczność powtórzenia badań, uszczegółowienia, przygotowania zwierzęcia do zabiegu. Po zabiegu (np. o godz. 20) zostaną Państwu wydane recepty i przytomne lub nie zwierzę. Będziecie Państwo podawać leki doustne zwierzęciu, które nie zechce jeść, pić, będziecie przemywać i opatrywać ranę, zastanawiać się, co zrobić, by zwierzę się wypróżniło. A do kliniki trudno się dodzwonić. Decyzja, czy dzieje się coś złego, czy nie, będzie spoczywać na Państwa wyczuciu. W klinice koszty leczenia pooperacyjnego nie są ujęte w cenę zabiegu. Z wyłączeniem ceny zdjęcia szwów.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.