• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Guz u psa.. Dodaj do ulubionych

  • 22.08.08, 15:19
    Witam cieplutko.
    Mamy psa z odzysku. Pierwsi wlasciciele wyjechali na stale za granice i nie
    chciele jej zabrac ze soba. Umowili sie z lekarzem na uspienie psa, ale moj
    maz na dzien przed ta wizyta zabral psa do Naszego domu.
    Pies do Nas trafil w bardzo kiepskim stanie, mial rany wygryzione przez siebie
    na calym ciele...bylam pewna ,ze wzielismy psa chorego.
    Po okazaniu wiele milosci i spokoju, smarowaniu masciami pies po czasie
    doszedl do siebie...
    Dzis sunia ma 15 lat (jest u Nas 4 lata) rosnie jej guz na glowie,nad lewym
    okiem. Na poczatku tego nie zauwazylismy, dopiero gdy guz juz byl na tyle
    widoczny zaczelismy sie martwic o nia.
    Moj maz podaje jej leki przeciwbolowe.
    Pies ma duzy apetyt, jest bardzo spokojna, pozytywnie nastawiona do ludzi,
    kocha Nasze dzieci i nigdy w zyciu nie mielismy z Nia problemow wychowawczych.
    W czym tkwi problem?
    Moj maz bardzo ja kocha, martwi sie o nia i czasem zdarza sie Mu zaplakac gdy
    prosze Go bysmy poszli z nia do lekarza...
    Boi sie,ze lekarz zechce ja uspic...mysle,ze tak to by sie skonczylo ze
    wzgledu na wiek i ten guz...
    Pies jest duzy...cos w rodzaju wilczura z krotka sierscia...

    Nie wiem co to za guz, czy jest to rak..czy ktoregos dnia nie panujac nad soba
    nie zaatakuje dzieci....Jak wytlumaczyc dla meza ,ze wizyta jest konieczna .
    Dodam,ze guz juz jest tak wielki ,ze "podnosi"oko do gory i wyglada jak druga
    glowa...
    Edytor zaawansowany
    • 22.08.08, 19:57
      Niekoniecznie rak, są nowotwory łagodne. Wielki szacunek za decyzje opieki nad
      psem, który został skazany. Trzymajcie się ciepło i mam nadzieję, że to nie rak.
      Ale wytłumacz mężowi, że do weterynarza trzeba iśc, bo nawet jak to nie jest
      złosliwe, to przeciez psu musi być cięzko, może przestać widzieć. Skoro go
      ocaliliście szkoda skazywać psa na cierpienie.
      • 22.08.08, 20:37
        Żaden weterynarz nie uśpi Wam pieska bez waszej zgody! A to może być krwiak,
        nowotwór niezłośliwy, kilka innych możliwości jeszcze niekoniecznie rak.
        • 22.08.08, 21:19

          --
          Galeria Mojej Księżniczki

          Lepiej zapytać i być idiotą przez 5 minut, niż nie zapytać i być idiotą przez całe życie.
          • 22.08.08, 21:35
            Serce mi sie kraje normalnie gdy patrze na Naszego psa. Pierwsi wlasciciele
            mieli ja od szczeniaka i pozostawili bez zadnych skropulow.
            Pies jest tak kochany,ze czasem wydaje sie ze to niemozliwe iz moze taki byc.
            Nie wiem czy rozumie sytuacje w jakiej sie znalazl 4 lata temu a teraz za kazdy
            gest ,za kazda pelna miske jedzenia i Nasza milosc odwdziecza sie ....
            Mieszkamy w bloku na 2 pietrze i czasem to jest bardzo uciazliwe, bo pies ma
            niedowlad tylnich nog. Jak sie zbyt wiele nachodzi trzeba ja wnosic do domu...
            Dziekuje Wam za dobre slowa...
            Wiem,ze musimy z nia isc do lekarza. Dzis znow podjelismy ten temat i padla
            decyzja ,ze pojde Ja ze starszym synem-maz nie chce tam isc....

            Wypada jej siersc.."krzaki"" siersci-nie wiem czy to jest spowodowane tym guzem
            na glowie. Apetyt ma tylko calymi dniami jest jakby przymulona, spi i wychodzi
            tylko za potrzeba...moze to ze starosci?
            Ech szkoda mi psiny bo wiele przeszla w zyciu i mowie Wam czasem jak sie patrzy
            Nam w oczy gdy o niej rozmawiamy wydawac by sie moglo ,ze wszystko rozumie-godzi
            sie z losem i milczy ...
            • 23.08.08, 00:30
              Musicie isc do weta:[Moze nie jest tak zle i to wcale nie nowotwor:]
              Trzymam kciuki zeby bylo dobrze:]
            • 23.08.08, 12:21
              Od siebie dodam, że gdybyś trafiła na weterynarza, który przekreśli Twojego psa idź do innego weta.

              Mój poprzedni piesek, Napi, miał guza na odbycie i to takiego ropiejącego, krwawiącego.
              Poszliśmy z nim do weterynarza obok domu, a pani doktor tylko obejrzała guza, nawet go nie zbadała i powiedziała, że ona to by już uśpiła psa bo to ewidentnie rak i pies cierpi i wogóle to nie ma co tracić pieniędzy na ratowanie.

              Wyszłam od niej tak mnie zeźliła. U innego weterynarza okazało się, że guz można spokojnie wyciąć, że pies ma silne serce, można operować. A po operacji żył jeszcze całe pół roku.

              Nie poddawajcie się :)
              --
              Galeria Mojej Księżniczki

              Lepiej zapytać i być idiotą przez 5 minut, niż nie zapytać i być idiotą przez całe życie.
    • 23.08.08, 11:22
      Bez zobaczenia zmiany, nic nie da się powiedzieć. Należy owego guza dotknąć
      zobaczyć z czym się łączy i co ewentualnie można z nim zrobić bądź jakie są
      rokowania.
      Taki guz to wcale nie musi być wyrok.
      Ponadto lekarz może da Wam leki, które wspomogą Waszego zwierzaka szczególnie na
      myśli mam problemy związane z owymi niedomaganiami, niedowładami. Wiem, że
      zdecydowaliście się na wizytę dajcie proszę znać jak miewa się psiak i co
      zdiagnozowano.
      Pozdrawiam i czekamy - Ava
    • 23.08.08, 16:32
      mieliśmy już psa w weterynarii z guzem nad okiem. Można go jedynie
      zwalczyć chemioterapią. Efekty są duże, lecz w jej wieku nie wiem
      czy jest to możliwe.
      • 23.08.08, 22:32
        Kochani ide w poniedzialek z synem do lekarza..ksiazeczka psa juz naszykowana...
        Guz jest wielki i twardy. Nie przesuwa sie gdy go dotykam, psa to tez nie boi bo
        nie reaguje na moj dotyk. Guz znaczy sie to miejsce jest bardzo gorace.,..nie
        wiem moze cala glowa jest goraca a Ja tylko przewrazliwiona.
        Oko zmienilo kolor i wielkosc.
        Tylnie nogi sie jej "zapadaja"juz od miesiecy tylko wychodzimy na dwor za
        potrzeba bo jak pisalam wczesniej trzeba bylo Ja wnosic do domu na rekach...nie
        miala czucia w tych nogach-byly jak z waty.
        Ide i juz, bo boje sie o nia i szczerze mowiac o Nas...bo gdyby zaszly zmiany w
        mozgu pewnie ktoregos dnia rzucilaby sie na Nas nie wiedzac co robi-prawda?

        Wiecie co? Nie jest mi an reke isc z Nia do tego lekarza,bo szczerze mowiac to
        kochany pies meza-On poza nia swiata nie widzi. Kiedys prosilam by poszedl to mi
        zarzucil,ze chce sie jej pozbyc,bo nie raz narzekalam na siersc w domu i na
        wielkosc psa .Mieszkamy w bloku,nie bylam jeszcze w ciazy jak ona do Nas
        zawitala i On wie,ze gdyby Ci ludzie nie skazali jej na smierc tylko mieli inna
        rodzine ( np. z ogrodkiem) ktorej chcieliby ja oddac Ja bym w zyciu sie nie
        zgodzila na tego psa.
        Ale Ja sie naprawde o nia martwie i czasem siedzimy obie na balkonie, Ja ja
        glaszcze i placze i zal mi jej z calego serca i przepraszam za to,ze
        nakrzyczalam tam kiedys za cos...
        Nie chce byc "katem"...
        Maz mowi,ze skoro ja wyrwalismy smierci to powinnismy pozwolic by godnie w domu
        umarla...
        Postanowione,ze w poniedzialek idzie ze mna straszy syn,by w razie czego
        potwierdzic,ze o nic zlego lekarza nie prosilam.
        mieszkamy w Holandii i Oni tu nie "bawia"sie z psami ,ktore sa stare i
        chore...Zobaczymy co bedzie.
        Pozdrawiam cieplutko
        • 24.08.08, 15:43
          3mamy kciuki i czekamy na relacje - Ava
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.