agresja kierowcy auta - co wtedy robic?
Autor: Gość: ttd
IP: 94.75.80.*
28.06.10, 21:59
Tak, wiem, temat byl tu pewnie walkowany milion razy :/
Mialem dzis niemila przygode. Jechalem poboczem drogi asfaltowej. Inaczej nie dalo rady, teren podmiejski, z jednej strony tory kolejowe, z drugiej lasek i pojedyncze domy jednorodzinne. Jechalem prosto zblizajac sie do skrzyzowanie z ulica z prawej strony, czyli skrzyzowanie w ksztalcie litery T. Ja jechalem prosto wiec przyklejony do prawej krawedzi drogi nic nie sygnalizowalem. Gdy bylem tuz przed krzyzowka, z lewej strony zajechal mi droge samochod skrecajacy w prawo, od razu z wlaczonym klaksonem. Podjechal mi celowo pod sam rower i trabil, widzialem tez ze gosc sie w srodku ciska. Wyskoczyl mlody byczek i jedzie mi z wiazanka bluzgow. Powiedzialem mu ze jechalem poboczem i moim zdaniem zachowalem sie prawidlowo. Okolica malo uczeszczana, koles typowy byczek, wiec nie mialem ochoty na jakas konfrontacje. Na moje szczescie ktos nadjechal, wiec wsiadl do auta i ruszyl. Za chwile wyjechal z bocznej drozki, zajechal mi droge. Wyskoczyl i najwyrazniej mial ochote na zapasy. Poniewaz nie moglem liczyc na zadne wsparcie, przygotowalem sie na jakis ruch z jego strony. Byc moze widzac to gosc odpuscil i postanowil tylko mnie slownie zmieszac z blotem.
Co robic w takiej glupiej sytuacji?
Cholera, jezdze duzo samochodem, jezdze rowerem, i nie mam jakichs zapedow do zabijania ludzi na drodze. Ten kraj jest dziki jakis. Gdzie mam jezdzic zeby totalnie nikomu nie przeszkadzac. Na osiedlu sciezka rowerowa posiekana wyjazdami. Rok temu babka wziela mnie na maske bo postanowila skrecic pod sklep. Piesi i psy biegaja po sciezkach, samochody tez tam maja parkingi. Kawalek ulica to sciezka dla samobojcow. Dostalbym po zebach totalnie za nic, bo gosc mial zly dzien i postanowil wyladowac sie na slabszym. Naprawde nie ma gdzie i jak bezpiecznie jezdzic bo ludzie na siebie poluja.
Gaz jakis kupic czy cos? No nie mieszkam na bezludziu, nie mam tego szczescia ze moge posmigac po lasach nie wadzac dumnemu wlascicielowi starej toyoty.
Wkurzylem sie, bo pare dni temu bylem swiadkiem wypadku dwoch samochodow, dosc powaznego, zatrzymalem sie i pomoglem, wtedy bylem gosc, wtedy polacy sa sobie bracmi na drodze. Dzis wracajac do domu pomyslalem ze ci poszkodowani w wypadku 10 minut przed zderzeniem pewnie tez by na mnie trabili i szczerzyli zeby, no bo jak to ktos moze rowerem jechac po drodze kiedy panicz prowadzi fure.
Jestesmy narodem prymitywow, wszedzie szukamy wrogow, zero wspolpracy na drodze. Pozdrawiam wszystkich uczestnikow ruchu.