Jeden mój były wmówił mi że pijana kobieta to okropny widok (z czym
się zgadzał) więc na imprezach nie pozwalał mi wypić nawet lampki
wina czy jednego drinka (no chyba bym się od razu po jednym piwie
nie znalazła w rynsztoku?). Więc - ponieważ ja nie piłam -
jeździliśmy na imprezy samochodem, on przyjeżdżał, ja wracałam
(wiadomo, czemu). Później się dowiedziałam, że oszczędzał w ten
sposób na taksówkach. A bardzo dobrze zarabiał..
Raz przyszedł (już był byłym) na imprezę do znajomych, u których
standardem było, że można sobie brać z lodówki, co się chciało. On
zawsze przychodził z pustymi rękami, i raz - szok! - przyniósł z
kilogram parówek. No dobra, znajomi wrzucili do gara, to zjemy, po
zagotowaniu przeleciały przez dziurki w łyżce. To były takie
najtańsze parówki, po jakieś 2 zł / kilo, główny składnik papier
toaletowy. Był wtedy już dyrektorem departamentu kredytowego w
centrali dużego banku i kupował sobie drugie mieszkanie...
Ale to w sumie lajtowe sprawy w porównaniu z Twoimi, zresztą, ja
wiele nie pamiętam, bo to było ponad 10 lat temu.
--
nie wiem co tu napisać więc nic nie napiszę
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.