Czy macie takie słowa, których używacie chociaż doskonale wiecie, że nie do
końca są poprawne, a mimo to "z uporem godnym lepszej sprawy" wstawiacie je w
zdaniach, obojetnie czy z powodów sentymentalnych czy dla zwykłej draki?
Moja np. babcia z lubością mówiła na patelnie "patelka", na łyżkę wazową
"nalewajka", a na sklep do którego się schodziło po schodach "sklep po
schódkach". I ja do dziś dla żartów tej "patelki" używam - mina słuchaczy
bezcenna. Z nalewajką też już wyskoczyłam ;-)
Z innych: używam słowa "być sprytszym", jako że wiąże się z nim dłuuuga
historia i już się przyjęło w moim słowniku do tego stopnia, że nie kontroluję
często poprawności. Kiedyś zszokowałam szefa do tego stopnia, że musiałam mu
tłumaczyć, że ja wiem, jak się mówi, ale to ma historię itd...
A jak jest u Was?
pozdr.
--
"In the force if Yoda's so strong, construct a sentence with words in the
proper order then why can't he?"
Blog