Rozwód, strach o odebranie dzieci
Witam! Jestem na skraju załamania. Powinnam złożyć pozew o rozwód, ale boję się odebrania dzieci przez męża. Kryzys w naszym małżeństwie trwa już kilka lat, na chwilę jest "dobrze" ale to i tak tylko powierzchownie. Od początku mąż uzależnił mnie od siebie. Na początku małżeństwa pracowałam w szkole (gdy było jedno dziecko), ale gdy urodziły się bliźniaki -musiałam zrezygnować z pracy.. Dzieci dużo chorowały, zaczęły się problemy ze starszym synem (ADHD) a na wynajęcie niani nie było mnie stać. Mąż stwierdził, że jak chcę wrócić do pracy to mogę iść ale on mi w niczym nie pomoże. Przecież mnie utrzymuje. Nigdy nie dostawałam od niego więcej jak 50, 100 zł na zakupy. A w razie jakiejś kłótni np gdy stanę w obronie dzieci (jak chce je bić) nie daje pieniędzy, zabiera wcześniej kupione rzeczy, szantażuje mnie w ten sposób. W nerwach niszczy rzeczy w domu, wyzywa mnie a gdy ja jestem spokojna i nie reaguję jest jeszcze gorzej. W domu w niczym nie pomaga, wychodzi rano do pracy i wraca ok. 20.00. Teraz wróciłam do pracy, niestety po 6 latach przerwy, zarabiam najniższą krajową. Chciałabym dla dobra dzieci rozstać się z nim ale on zawsze grozi, że zabierze mi dzieci. Więc tkwię w tym związku a już nie mam siły. A najgorsze, że dzieci na to patrzą. Starszy syn wiele razy oberwałby od i to porządnie, zawsze staję w jego obronie. Potem zarzuca mi, że nie pozwala mi wychowywać dzieci. Ale czy na tym polega wychowanie dzieci? Nigdy z dziećmi nie rozmawia, nie interesuje się szkołą. Wszystko jest na mojej głowie. A mimo to zawsze słyszę, że jestem okropna, że doprowadzam go do takiego zachowania Jak wpadnie w furię, boję się.
Kilka lat temu wyrzucił mnie na korytarz w piżamie, była policja, założyli niebieską kartę. Potem obiecywał poprawę, chodziliśmy na terapię. Terapeuta dzwonił do mnie i zalecał, aby na czas terapii mąż nie mieszkał z nami- bo stwarza zagrożenie dla mojego życia. Przez chwilę było "dobrze". Przez jakiś czas nie było interwencji i niebieską kartę zamknęli.
Propozycję wspólnego spędzenia czasu-odrzuca, nie można się dogadać odnośnie sylwestra, wakacji. Bo jak on nie ma ochoty, to ja też muszę siedzieć w domu, zresztą potem sama z dziećmi. On wsiada w auto i jedzie sobie .
Ostatnio syna, 10 lat, wygonił z domu. Wyleciałam za dzieckiem i przyprowadziłam do domu, płakał, chciał dzwonić na policję. Mąż uważa, że zrobił dobrze, jak mu mówię, że w końcu syn zadzwoni na policję, twierdzi, że i tak mu nic nie zrobią.
Nie śpimy razem, ale jak mam spać z kimś takim.
Nawet w krótkich okresach, gdy było "dobrze", nie układa się nam w sprawach małżeńskich. Ale jak być dobrze, gdy mąż proponuje seks grupowy?
Jak mam dalej żyć? Dla dobra dzieci powinnam złożyć pozew o rozwód. Za moją pensję nie utrzymam jednak trójki dzieci, mieszkanie też jest wspólne. On nie zgodzi się na żadną ugodę, powiedział, że będę miała wojnę. Boję się tylko, że odbierze mi dzieci. Jest bogaty, jego rodzina też.