Dodaj do ulubionych

Czy mąż ma prawo dręczyć mnie?

03.07.06, 10:01
Mój mąż czasem mnie bije i ja ostatnio przyłapałam się na mysli, że to
wszystko moja wina i wtedy, kiedy on kolejny raz sie wścieknie i wpadnie w
szał przez blachostkę ja schylam głowę i mysle, że mi się nalezy. To sie
ciągnie dość długo i teraz ja nie wiem, czy ja faktycznie mam karcić siebie
za kolejny błąd? Fakt, że ja nie kocham męża (jestem z nim tylko dlatego, że
narazie nie mogę odejść bo stracę kilkumiesięcznego syna i tylko czekam az
finansowo sie usamodzielnię)i unikam zbliżenia, bo czuję do niego wstręt, a
za każdym razem czuję się gorzej jak prostytutka. Czy ktos ma podobny problem?
Edytor zaawansowany
  • 10.07.06, 07:13
    odpowiadam sama sobie, bo juz nie mam sił... nie mam s kim porozmawiać więc
    zwracam sie sama do siebie. Dzisiaj w nocy mójmąż znowu mnie pobił, takiego
    upokorzenia nie życzę nikomu doświadczyć. Najgorzej jest to, że mój mąż wygląda
    na "super męża-tata". chyba jednak zrobię, jak mi doradzono na innym forum -
    kupie dyktafon i nagram jego pogróżki(tylko z tym będzie problem, bo mąż
    kontroluje moje wydatki). Życzę wszystkim miłego dnia, a ja mam ochotę się
    zabić. Pozdrawiam.
  • 10.07.06, 07:40
    a czy nie możesz po zyczyc od kogos?
  • 10.07.06, 08:11
    Dzieki,to jest pomysł, zastanowię się.
  • 10.07.06, 19:49
    Hellenko Twój mąż nie ma prawa Cię bic a ni dręczyć. Ty juz popadasz w
    depresję. Zrób coś, odejdź od niego albo jego wyrzuć.Nie daj się.
  • 10.07.06, 23:42
    Zadzwoń na Niebieską Linię lub pogotowie niebieskiej linii, wrzuć w
    wyszukiwarke.Lub na najbliższy tel.zaufania, porozmawiaj z kimś, poproś o nr
    tel. do konkretnej pomocy (nawet dom dla matki z dzieckiem).Twoje problemy
    dadzą się rozwiązać, to dośc schematyczna (niestety) sytuacja.Dziecka Ci nie
    odbierze, nie martw się.Tak się straszy matki dzieci.Możesz też zadzwonić lub
    pójść do Urzędu Miasta (Gminy), wydział OSP (Ośrodek Pomocy Społecznej),
    opowiedz o swojej sytuacji, poproś o pomoc.Są tam psycholodzy, prawnicy, mają
    na co dzień z takimi sytuacjami do czynienia, znają procedury.Zrób to dla
    dziecka.Pozdrawiam.
  • 14.07.06, 18:54
    Nie on cie nie ma prawa dreczyc. Ja mialam podobna sytuacje tylko bez dziecka.
    Ja takze dawalam sobie nagadac ze to moja wina itd, tylko ja bylam jeszcze taka
    ze w srodku wiedzialam ze on nie ma racji a mimo tego dawalam to z soba robic i
    tyle lat przy nim zostalam. Ja nie wiem jak to w Polsce jest z prawem ale na
    pewno mozesz sie gdzies zglosic i znalesc pomoc.
    Trzymam kciuki ze znajdziesz sile
  • 17.07.06, 16:12
    Nie ma prawa!!!! Znecanie sie psychiczne i fizyczne jest przestepstwem.Nie wierz
    ,ze zabierze Ci dziecko.DZIECKA NIKT CI NIE ZABIERZE!!!Ty i Twoje dziecko macie
    prawo do spokoju i godnego zycia.Jakakolwiek agresje wobec Ciebie, zglaszaj na
    policje,do prokuratury,MOPS-u,Niebieska linia,Centrum Praw Kobiet.Nie wstydz sie
    ze jestes bita,to nie Twoja wina.To maz powinien sie wstydzic.Zacznij
    walczyc.Sprobuj znalezc sobie jakas prace{o ile nie pracujesz},wnies do Sądu
    sprawe o alimenty.Zaloz sprawe o rozwod.Zrob To dla dziecka,bo kazde dziecko ma
    prawo do szczesliwego dziecinstwa.Zacznij dzialac,bo inaczej bedziesz dalej
    ponizana i bita,a dziecko bedzie rosnac w atmosferze awantur i strachu.
  • 23.07.06, 22:38
    z desperacji i bezsilnosci wyszukałam to forum.
    ale to raczej smutne a nie pocieszajace, ze inne kobiety tez mieszkaja pod
    jednym dachem z psychopata, za którego wyszły za maż
    -nie wiedziec czemu- bo juz przed slubem były problemy
    a najgorsze jest to , że na zewnatrz to "super maż i tata"
    i wszyscy gotowi zrobic z Ciebie wariatke i histeryczke
    i główna winną tego, że bije, poniza, gnebi bo to przeciez "super gość"
    Zgłosic się gdzies? Prosto sie pisze...
    będzie, że fałszywa podła,przebiegła,rozbija rodzinę,
    niezrównowazona, najlepiej jej zabrac dziecko i zamknac w zakładzie
    Zgłosic się gdzies ijeszcze go o tym poinformowac -
    bedzie to samo plus tesciowa gotowa wydrapac oczy
    No i te sceny gdzie 'kat kreuje sie na ofiare"
    zenujace, porazajace, dobijajace
    Nie jestem typem ofiary,słabej kobietki
    ale czuje sie jak w potrzasku, w matni,
    usiłowałam sie zdystansowac, w mysl zasady co mnie nie zabije to wzmocni
    juz nie płacze,
    mam dziecko ono daje mi siłe, dla niej sie staram byc fajna mama
    a nie zapłakana kupka nieszczescia
    ale ciezko mi cholernie ciezko
    samej w obcym miescie, z dala od rodziny
    bo znow sie zaczyna po okresie wzglednego spokoju
    to nnarastajace pouczanie, poprawianie,poirytowanie, czepianie,
    wybuchanie, straszenie, dreczenie i DOŁOWANIE cos co lubi najbardziej
    bym czuła sie jak smiec


    wiec moze jednak tym razem odwaze sie zglosic na jakas niebieska linie
    ale jak to sie wyda...to wole nie myslec....
  • 25.07.06, 22:04
    www.kobieta.gov.pl/?4,75
  • 25.07.06, 22:45
    Myśl o sobie, nie o nim. Zadbaj o siebie. Masz wiele praw, o których pewnie zapomniałaś.
    A na atak jest prawo wezwania policji, zrobienia obdukcji.
    Najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo.
    I niebieska linia tego nie zapewni. Raczej podpowie gdzie można uzyskac informację, a w przypadku problemów alkoholowych terapię. A to wszystko można poszukać w necie.
  • 27.12.06, 00:52
    Maz mnie wczoraj uderzyl, w domu u swojej mamy, nadal tam jestesmy i jutro mam
    zamiar jej wszystko opowiedziec wlacznie z sygnalam sprzed kilku lat, zeby juz
    teraz wiedziala co sie swieci...Teraz ma sliczne 4mies dziecko na ktore sie
    zdecydowalam po 5 latach malzenstwa, bo zawsze mu wybaczalam...Moj Maz na pozor
    lagodny, lubiany, w pracy boi sie postawic szefowi ktory go traktuje jak
    popychadlo, wiec w domu wyzywa sie na mnie... Zarabiam mniej, wiec ciagle mi
    wypominal ze samochod niby wspolny, ale moje to tylko 2 kola, chowal mi
    kluczyki itp, teraz zarabiam lepiej niz kiedys i zaczynam od zalozenia osobnego
    kata, bo mamy oczywiscie wspolne:( Tez mam opinie pyskatej a on lagodnego
    baranka, ale pozory czesto myla...
  • 26.07.06, 08:37
    www.cpk.org.pl
    w każdym większym mieście jest oddział, pomoc prawna oferowana bezpłatnie,
    tzreba się wcześniej umówić telefonicznie
  • 26.07.06, 10:27
    Serdecznie wszystkim dzięlkuję, przyjemnie czuć, że mój problem jest komóś
    nieobojętny. Będę walczyć, pozdrawiam.
  • 31.07.06, 17:05
    hellena8 napisała:

    > i teraz ja nie wiem, czy ja faktycznie mam karcić siebie
    > za kolejny błąd?

    No wiesz.. każdy popełnia błędy, ale trudno, żeby mąż Cię za nie karał!!! Czy
    jak on popełni błąd, też oczekuje, że Ty go ukarzesz? Chociaż może to byłoby
    dobre.. do niektórych chyba nie przemawia nic innego, tylko przemoc. Sądzę, że
    twoja postawa ofiary tylko męża prowokuje.. nie usprawiedliwiam go, nie mówię,
    że to Twoja wina, ale tak często bywa. Niektórzy faceci próbują, na ile mogą się
    posunąc. Wrzasną na kobietę - ona nic. No to następnym razem uderzą ją w twarz.
    Kobieta nic, myśli sobie, że widocznie zasłużyła (na boga, na jakiej podstawie
    można tak myśleć??!), a mąż myśli "jest słaba, mogę robić co chcę". I za
    kolejnymi razami jest coraz gorzej..
    Postaw się mu. Jak na Ciebie krzyknie, też się wydrzyj. Jak Cię uderzy, to mu
    oddaj. Na pewno nielicho się zdziwi. Z zaskoczenia można dużo zdziałać. Pokaż
    mu, że nie jesteś ofiarą. NIE JESTEŚ OFIARĄ! Mąż nie ma praw nawet tknąć Cię
    palcem! A Ty masz prawo się bronić, jak każdy człowiek. I rób to.
    A jeśli nie masz w sobie dosc siły na starcie z tym psychopatą, idź na policję.
    Co prawda Polska to taki dziwny kraj, gdzie przestępca niekoniecznie zostaje
    ukarany, ale dziecka żaden polski sąd matce nie odbierze..
    Powodzenia!
  • 01.08.06, 04:17
    netowy_wedrowniku, niestety nie jestem pewna, czy powinno się hellenie
    radzić "Jak Cię uderzy, to mu oddaj"... To może prowadzić do eskalacji
    przemocy. Z psychopatą chyba nie warto zaczynać otwartej wojny. Lepiej po
    prostu zniknąć z jego życia, usunąć się. Kto wie, co może zrobić mąż helleny,
    jeśli np. on ją uderzy, a ona mu odda... Facet pewnie ma więcej siły, a jeśli
    całe jego poczucie wartości opiera się na jego przekonaniu, że potrafi(ł) sobie
    żonę podporządkować, to kto wie, do czego może się posunąć, żeby tylko we
    własnych oczach nie stracić kontroli nad sytuacją :\ A pamiętajmy, że w tamtym
    domu jest dziecko... Moim zdaniem najlepiej byłoby, gdyby hellena mogła po
    prostu wyprowadzić się i unikać kontaktów z mężem.
  • 16.08.06, 15:04
    Mój mąż znęcał się nade mną, bił, poniżał, ośmieszał, pozbawiał środków do
    życia, sprawił, że nie mogłam skończyć studiów itd itd.
    Odebrał mi dziecko, prawnie, sądownie.
    Jest bardzo bogatym człowiekiem, ja nie miałam nic.
    Zrobił jak chciał, zrobił tak jak groził.
    Uważaj. Bądź czujna.
    Ja byłam tak zastraszona i zmanipulowana przemocą,że stało się tak a nie inaczej.
    Nigdy nic nie zgłosiłam na policję, nie miałam żadnych dowodów na przemoc, on w
    oczach sąsiadów uchodził/uchodzi za idealnego męża. W sądzie zostałam
    potraktowana jak rzecz, on z panią doktor adwokat, tabun świadków
    potwierdzających moje patologie. Także jest to możliwe i dzieje się w naszym
    kraju.Możesz uciec od niego z dzieckiem ale dobrze , na zimno się do tego
    przygotuj, są ośrodki dla kobiet , które doznały przemocy w każdym większym
    mieście i nie tylko, tam możesz się schronić. Tam będziesz bezpieczna, pod
    opieką psychologa i prawnika. Ja korzystałam z takiej pomocy w Warszawie i wiem
    teraz, że gdybym się stawiła teraz z ulicy z dzieckiem , zostałabym przyjęta,
    polecam kontakt z Centrum Praw Kobiet. Wiem czego doświadczasz u mnie minęło
    wiele lat zanim się pozbierałam, teraz moja sytuacja wygląda dużo inaczej ale
    wtedy przeżywałam piekło na ziemi. Napewno powinnaś skontaktowac się z
    psychologiem, próbować z Niebieską Linią i wszystkimi dostępnymi pomocnymi
    ośrodkami. Nie zostawaj z tym sama, nie ukrywaj tego, nie pudruj siniaków, niech
    wszyscy widzą jak wyglądasz, nie ukrywaj go, to przestępstwo, to przemoc.
    Przepraszam za lekki chaos w tych słowach ale zawsze jescze jakieś emocje mi
    towarzyszą.Dasz sobie radę, wyjdziesz z tego, ale nie siedź bezczynnie i nie
    użalaj się nad sobą, po każdym pobiciu rób obdukcje, wszystko zgłaszaj. Możesz
    działać.Życzę siły. Dasz sobie radę, nie zginiesz bez niego, tak jak Ci wmawia.
    Dasz radę.
  • 17.08.06, 08:10
    Dzięki Joasik11! To co piszesz jest przerażające, nie jest też pocieszjące, bo
    uświadomiłam sobie niektóre rzeczy... Przecież ja też nie zbieram dowodów jego
    przemocy fizycznej, a tym bardziej psychicznej, a dziecko mi faktycznie moga
    zabrać, jeżeli będzie taka potrzeba, to w obronie męża, jako świadkowie, stawi
    sie cała jego rodzina i wtedy ja jestem przegrana. Ja mampodobny problem,
    dlatego, że mój mąż na zewnątrz wygląda na porządnego człowieka, i nikt nie
    wie, w jakim koszmarze ja żyję. Przyznam się, że często myślę sobie, już
    lepiecj nie mnie pobije, tylko by nie trząść się z ropaczy i poniżenia.
    Ostatnieo (chyba popadłam w depresję) kompletnie nie mam na nic sił, staram się
    robic co moge, ale czasem jest, że dziecko jest w brudnej koszulce, bo się
    popluło zupka, a ja nie ma już cierpliwości co 5 minut ją zmienić, albo płacze
    bo akurat robię kaszkę i nie mogę się rozdwoić, a synek chce się bawić - widzą
    t członkowie rodziny męża, i jak ostatnio się dowiedziałam, omawiaja to między
    sobą, że jestem złą matka, że nie zajmuje się dzieckiem. Ale to nieprawda.
    Zaczęli mu to mówić i tylko go nakręcać... Ja teraz się pilnuję, bo
    faktycznie, jak djdzie do sądu, ja nie mam szans. Teraz daję z siebie wszystko,
    jestem posłuszna i cierpliwa, bo musze przetrwac jeszcze do następnego czerwca,
    by obronic pracę magisterska i ustabilizowac się w pracy,a przede wszystkim,
    uregulować swój pobyt w kraju. Podtrzymuje mnie na duchu tylko myśl, że kiedyś
    to się skończy.
  • 24.10.06, 09:47
    po raz kolejny napiszę-zbieraj dowody (dyktafon), Policja, obdukcja, Niebieska
    Linia.Tylko czy masz siłę tak walczyć, nie wstydzisz się?Bo ja-taka
    typowa "ofiara", kryłam to co działo sie w domu, udawałam, spokojną rodzinkę,
    bo czułam sie odpowiedzialna wobec dziecka za dom, i atmosferę jaka w tym domu
    panuje.Byłam poniżana, maltretowana psychicznie (fizycznie też-kilka razy),
    wyzywana.Pamiętam jak poszłam do pracy z podbitym okiem, udawałam,że to synek
    mnie przypadkowo uderzył klockiem podczas zabawy.Taką byłam ofiarą.Nie rób tak
    jak ja.Z doswiadczenia powiem Ci, że wiele stracisz.Ja odeszłam od męża po 11
    latach-nie dało się tak żyć.Ale nikt nie wie dlaczego odeszłam, nikt nie wierzy
    w to do czego zdolny jest ten człowiek, jakie piekło stworzył, i teraz mnie
    otoczenie obwinia za rozpad małżeństwa!!!A mąż "nic nie pamięta".
  • 11.11.06, 17:24
    super, że odpowiedziałaś na post autorki, dzięki takim kobietom jak Ty inne nie
    czują się bezradne, a Ty odzyskałaś dziecko?
  • 26.11.06, 11:08
    Pytam Panią
    Dlaczego w Polsce to kobieta ma uciekać z dziećmi z mieszkania , a nie pseudo
    mąż i ojciec. Dlaczego taki sadysta i alkoholik ma być uprzywilejowany . A
    kobieta często z małymi pieniędzmi, obarczona dziećmi mają iść na poniewierkę.
    Gdzie jest prawo biorące w obronę kobiety i dzieci. Po prostu nie ma . Gdzie
    jest Kościół? Właściwie to też faceci oderwani od życia , którzy absolutnie nie
    rozumieją sytuacji kobiety i dziecka w tym kraju rządzonym przez mężczyzn o
    mentalności talibów..
    Czy jest jakaś nadzieja na poprawę losu słabszych obywateli? Ja jej nie widzę.
    Mogę tylko wołać ratunku bo w tym kraju programowo kobiety i dzieci są
    niszczone, gdyż prawo na to jawnie pozwala.
    Do tego stopnia, że pokrzywdzonym kobietom, nie przyjdzie do głowy nawet , że
    tu ktoś może je obronić przed polskim przaśnym talibem bez względu na wykształcenie.
  • 27.12.06, 01:01
    No wlasnie, to nie jest proste ..
  • 01.12.06, 21:06
    tak sie latwo mowi wyrzuc jego,sama uciekaj,nie daj sie(co kolwiek to
    znaczy),zadzwon do instytucji(dzwonilam to lipa)a teraz jestem na granicy
    wytrzymalosci i co kolwiek bym nie zrobila to zawsze bedzie moja wina bo
    zaczelam pic(nie tak zeby nalogowo,ale jak juz mam dosc i boje sie to
    powiedziec,albo wiem ze nie bedzie sluchal lub mnie wysmieje to kupuje 3 piwa
    wypijam i zaczynam wyzywac)to przynosi mi chwilowa ulge ze mu nawtykalam raz
    nawet oddalam(bylam cala sina wtedy)ja juz tak nie chce,chce wypic pivko z
    kolezanka ale dlatego ze jest ok a nie dlatego zeby nabierac odwagi to straszne
    ale on twierdzi ze to przezemnie ze to ja ze moja wina ze jestem do kitu ze mu
    zalezy ale to ja jestem podla ehhh,pomalu zaczynam w to wierzyc,ale nie chce sie
    zatracic i musze gdziec sie wyprowadzic albo co tylko ja nie mam gdzie.ehhh
  • 01.12.06, 22:37
    Czujesz, że emocje nie wytrzymują. Nie rozładowujesz złości, nie szukasz wytłumaczenia skąd to złe samopoczucie, co z tym zrobić. Idziesz na łatwiznę. Zmiękczasz emocje alkoholem. Pierwszy etap.Tworzysz regulację przykrych uczuć alkoholem. to wstep.
    A cały problem polega na tym, że wydaje Ci się, że nie masz gdzie się wyprowadzić.
    Zrób dokłądny przegląd. może jest ktoś, kto np. za pomoc da kąt do spania i kawałek chleba. Przecież to lepsze, niż teraźniejsza niemoc.
  • 02.12.06, 20:12
    Zgadzam się, co do niemocy. Kiedy jeszcze założyłam ten wątek, a myślicie, że
    do tej pory coś się zmieniło? Dziękuję za wszystkie rady i widzę, że jest też
    wielu innych kobiet z podobnym problemem. U mnie jest coraz gorzej, nie do
    wiary, ale to prawda. Ale zaczynam stawać na nogi, znalazłam pracę, narazie
    jestem na umowie próbnej, ale myślę, że zostanę, ze studiami też jakoś poradzę,
    szukam kawalerki do wynajęcia, tylko, że mąż nie odda mi dziecka. Więc stoję
    przed wyborem - dziecko, czy godne życie? Powiem Wam, że wybór wcale nie jest
    łatwy. Odpowiedź wydaje się oczywista - niema nic ważniejszego od dziecka, może
    ktoś mnie nie zrozumie, ale jestem zagoniona w kąt i już nie wiem. Spróbuję
    wytrzymać jeszcze z miesiąc do podpisania umowy w pracy.
    A mężowi chyba pozwolę dotkliwie się pobić, żeby ktoś mi w końcu uwierzył.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 03.12.06, 01:12
    Ja wierzę. Podaj nazwiska tych, którzy ni wierzą.
    Czasem warto zostawic dziecko z ojcem, ono nie traci, on nie atakuje dziecka...byle odzyskać bezpieczeństwo. Reszta potem.Tysiące kobiet cierpi. Kiedyś władze tego kraju przyznają się do skali problemu.
  • 14.12.06, 13:48
    1. jego zachowanie jest nienormalne
    2. nienormalne = chore
    3. chorego sie leczy
    4. leczenie : srodki uspakajace i nasenne + dobre jedzenie
    5. konsultacja u lekarza w innym miescie

    jest pelno ziolowych specyfikow, ktore sa bezpieczne. powodzenia
  • 14.12.06, 19:20
    Jestem w podobnej sytuacji ,tyle ze mnie nie bije a dręczy
    psychicznie,strasznie mną manipuluje,czepia się na kazdym kroku,rozlicza ze
    wszystkiego,sam uwaza ze skoro pracuje to moze wszystko ja jestem matką małej
    córeczki takiej kilkumiesięcznej,straszy mnie ze mi ją zabierze.Strasznie mnie
    męczy psychicznie,kazda awantura kończy się stwierdzeniem ze to moja wina ze
    powinnam się leczyć ze jestem wariatką.Za małe drobiazgi wyzywa od
    su...i,szmat... itp.Potem przeprasza i od nowa.Jestem w strasznej sytuacji bo
    mąż jest policjantem i uchodzi wsrod bliskich za wzór męża i ojca.Wiele moich
    znajomych mowi mi jakie to mam szczęscie ze mam takiego męża.Rodzina tez go
    chwali bo nikt go nie zna tak jak ja.
    Nie czuje się juz kobietą,czuje się nikim zaczynam juz w to wierzyć.
    Mam silną osobowośc ale nie mam juz sił walczyć.Juz kiedyś chciałam zabrać
    dziecko i z jedną reklamówką przysłowiową odejśc ale chwycił małą i stwierdził
    ze mogę spierda.... ale dziecka niedostanę dodam ze karmiłam ją wtedy
    piersią.Straciłam z resztą pokarm po 5 miesiącach oczywiście ze swojej winy tak
    uznal mąż.Szkoda mi słów.Najgorsze ze nie pracowałam przed ciążą i boję się ze
    jak odejdę to niebędę miała za co utrzymać siebie i dziecka a sąd w przypadku
    sprawy rozwodowej moze to uznać za moją słabą stroę.
    Kiedyś przeszlam depresje jeszce przed dzidziusiem, miałam straszne lęki jakoś
    wyszlam z tego ale teraz mąż jak zaczynam płakać stwierdza ze chyba mnie nie
    doleczyli i tak zały czas mnie upokarza.Brak mi sił,nie cieszy mnie nic.
  • 14.12.06, 19:27
    Jesze dodam ze nie wiem jakby miało wyglądać wezwanie moje policji skoro
    wszyscy to mego męża koledzy i co powie ze żona się zle czuje i ze załatwimy to
    międy sobą???? Najprawdopodobniej tak by było.A w sądzie ?
    Przecież on jest czyściutki jak łza a ja niesamodzielna finansowo i leczona na
    depresje w przeszłości.Nawet nie wiem jak m,iałabym sobie poradzić na rozprawie
    rozwodowej mnie takie sytuacje stresują i nie mialam nigdy z tym do czynienia a
    mój mąż jest często w sądzie i zna tam wiele osób.
  • 14.12.06, 19:53
    polecam Ośrodki Interwencji Kryzysowej, (adresy można znaleźć w necie), tam dostaniesz profesjonalną pomoc.
  • 26.12.06, 16:09
    ja tez jestem w podobnej sytacji i mysle z epowinnismy stworzyc jakis klub aby
    stawic razem teu czola. ja tez mieszkam z partnerem ktory uchodzi za normalnego
    faceta i kazdemu sie wydaje ze to moze ja go prowokuje. jak przyjezdzamy w
    rodzinne stron albo jak dzwni do mnie jest czesto o niebo spkojniej. moze
    dlatego ze nie przebyway tak czesto razem...mozliwe ze moje zachowanie go
    prowokuje ale czy to normalne. czy za kazdym razem musze sie obchodzic z nim
    jak z jajkiem aby go nie wyprowadzic z rownowagi. przedstawione przez was
    sytuacje sa odzwierciedleniem moich. poza tm moj facet jetst babiarzem.
    zostawil mnie w ciazy ale ak maly skonczyl pare miesiecy zaczelismy ze soba
    byc. przyjezdzal co dwa tygodnie. od jakiegos czasu pracuje i mieszka w
    miejscowosci oddalonej o 250 km od mojej.od prawie roku mieszkamy razem. jestem
    z dala od rodziny i znajomych. mamy swietne warunki domowe ale ja nie potrafie
    sie ztego cieszyc skoro moej zycie tak wyglada. tydzien po przyjzdzie
    dowiedzialam sie o jego romansach choc nie wyglada na takiego i wszyscy co go
    nie znaja mi go zazdroszcza. moj zal i wypomnanie do niego o te romanse
    spowodowal ze jest nerwowy i nie panuje nad swoimi emocjami. draznia go tez we
    mnie inne rzeczy i usiluje mnie zmienic do kogos przyrownuje manipujuje
    rozlicza rozkazuje. przed ciaza byl o mnie strasznie zazdrosny i czasmi robil
    mi awntury ale jego nerwowosc to byla namiastka tego co jest teraz.
    asia.sol@poczta.onet.pl
  • 04.05.17, 22:37
    Życzę Ci uwolnienia się z tak koszmarnej sytuacji :/ a może potrzebna jakaś pomoc? Może możemy coś zrobić?
    W kwestii decyzji polecam tekst: rozkminytiny.pl/ogromne-brawa-dla-karoliny-piaseckiej/ Nie jesteś jedyna. Was, dręczonych jest wielu. Naprawdę mam nadzieję, że to się u Ciebie szybko skończy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.