Dodaj do ulubionych

Powstanie warszawskie - czołg pułapka, 13 Sierpnia

13.11.09, 19:34
Czytając opracowania o PW często można natrafić na informację o wybuchu czołgu-pułapki 13 Sierpnia 1944. Zwykle jest to tylko wzmianka, że zginęło kilkaset osób na placu i opóźniona eksplozaja była perfidnym planem Niemców. Szukając informacji na inny temat, trafiłem na to:

new-arch.rp.pl/artykul/445709_Tak_zwany_czolg_pulapka.html
Tak zwany czołg pułapka
01.08.2003, MK
FAKTY I MITY

Tak zwany czołg pułapka

"Miejsce uświęcone krwią 500 powstańców i mieszkańców Starówki poległych 13.08.1944 od eksplozji czołgu z podstępnie założonym przez wroga materiałem wybuchowym." Tablica o tej treści, ustawiona przy ulicy Kilińskiego 3 jeszcze w latach 50., upamiętnia jeden z najtragiczniejszych epizodów obrony Starówki funkcjonujący w powszechnej świadomości jako wybuch tzw. czołgu pułapki.

Tymczasem pojazd, który eksplodował, nie był ani czołgiem, ani pułapką, choć przez przypadek nią się stał. W ataku na barykadę na ulicy Podwale wróg zastosował nową, nieznaną powstańcom broń - ciężki transporter ładunków (Schwerer Ladungstr?ger BIV Ausf?hrung C) ze specjalnie w tym celu sprowadzonego do Warszawy 302 Batalionu Pancernego - Panzer Abteilung 302 (Fkl)). Pojazd ten przewoził 500 kg materiału wybuchowego w zamocowanym na pancerzu pojemniku.

Podjeżdżając pod cel, kierowca lub operator zdalnie sterujący transporterem zwalniał zaczep ładunku, który zsuwał się po pochyłym pancerzu. W tym momencie automatycznie uruchamiał się zapalnik czasowy umożliwiający wycofanie pojazdu w bezpieczne miejsce. Kierowca "czołgu", który wbił się w barykadę na Podwalu, nie zdołał uruchomić mechanizmu zwalniającego ładunek. Niemcy prawdopodobnie liczyli na przypadkowe zainicjowanie wybuchu przez powstańców, nie znających konstrukcji pojazdu. Dowództwo Batalionu "Gustaw" prawidłowo oceniło zagrożenie, w związku z czym zabroniono zbliżać się do pojazdu do czasu jego zbadania przez przeszkolonego pirotechnika. Jednak na skutek euforii z powodu zdobycia pojazdu wprowadzono go w głąb polskich pozycji. Przy pokonywaniu małej barykady przy ulicy Kilińskiego kierujący transporterem prawdopodobnie przypadkowo spowodował wyczepienie ładunku, uruchomienie zapalnika czasowego i eksplozję o olbrzymiej sile.

Zginęło ponad trzysta osób spośród powstańców i ludności cywilnej. Jedynym zachowanym śladem tamtych wydarzeń jest fragment gąsienicy transportera ładunków wybuchowych, pochodzący być może z tego egzemplarza, który uległ eksplozji przy ulicy Kilińskiego. Jest wmontowany w ścianę katedry św. Jana Chrzciciela przy ulicy Dziekania i opatrzony błędnym podpisem: "Gąsienica niemieckiego czołgu-miny "Goliat", który podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. zburzył część murów Katedry".

MARIUSZ KOMACKI


Czy to wiarygodna wersja? Czy autor na pewno niemyli się co do pojazdu? Może jakieś informacje kto był odpowiedzialny za tak 'mądrą' decyzję, czy raczej zadziałała psychologia tłumu?
Edytor zaawansowany
  • f_crane 13.11.09, 19:39
    no tak, 'czołg' to bardzo szeroka definicja, zwłaszcza dla cywila. opis wydarzenia:

    www.wajszczuk.v.pl/polski/drzewo/tekst/0084barbara/0084barbara_tygodnik_siedlecki.htm
    Tragedię na Kilińskiego z 13 sierpnia 1944 bardzo dokładnie opisał Robert Bielecki w książce "Gustaw" - "Harnaś" dwa powstańcze bataliony" (PIW, 1989):

    "13 sierpnia, w niedzielę, służbę na barykadach pełniły kompanie „Anna” i Harcerska. (...) Od rana panował spokój i nic nie wskazywało, by Niemcy zamierzali podjąć w tym dniu kolejny atak. (...) Nagle ok.oło godziny 11.00 posterunki obserwacyjne dały znać, że od Nowego Zjazdu zbliżają się dwa czołgi, kierując się na plac Zamkowy. Pierwszy z nich był normalnym wozem bojowym (dziś już nie sposób ustalić, czy była to „pantera”, czy „tygrys”), drugi natomiast – o wiele mniejszy – był bez działa i karabinu maszynowego. W pierwszym odruchu jednak brano go także za zwykły czołg, w rozgoraczkowaniu nie zwrócono uwagi, że jest inny. Oba wozy jechały samotnie – nie towrzyszyła im żadna osłona piechoty. (...)

    Większy z czołgów zaczął się wycofywać ku Nowemu Zjazdowi, mniejszy natomiast dotoczył się do barykady (przy Podwalu – przyp. Ana) i wjechawszy przednią częścia na nią – stanął, niezdolny do jej pokonania. Z wnętrza wyskoczył jeden tylko czołgista i biegnąc pod ścianami kamienic, zniknął w parę sekund później w pobliskich gruzach. Wszystko to dokonało się tak nagle, że żaden z obrońców barykdy nie zdążył nawet oddać choćby jednego strzału za kierowcą. Uwagę wszystkich skupiał sam pojazd (...). Nie bardzo wiedziano, co robić dalej, jak zwykle w takich wypadkach, każdy był odmiennego zdania. (...) w tym momencie chyba nikt nie podejrzewał zasadzki – po prostu wszystko rozegrało się w „normalny sposób”. Ostatecznie przecież nie było niczego szczególnego w tym, że tak łatwo wycofał się drugi czołg i że kierowca tantietki (jak zaczęto nazywać pancerny wóz ze względu na jego niewielkie rozmiary) porzucił swój pojazd. Widocznie – tłumaczono sobie – nastąpiła awaria silnika albo też gąsienice zaplątały się w jakimś żelastwie. (...)

    Oględziny wypadły pomyślnie. Nie tylko nie stwierdzono niczego podejrzanego, ale nawet zdołano uruchomić silnik. Pojazd był „na chodzie”, można było nim manewrować. (...) odjechał w głąb Podwala, już wówczas na pancerzu siedziało kilka osób. Ludzie stojący na Podwalu radośnie witali zdobyty pojazd. Grupa sanitariuszek z Harcerskiej pozdrawiała przejeżdżających, rzucając im gruszki. (...) już wcześniej poinformowano gen. „Bora”, że oto zbliża się „zdobyty czołg”. Komendant Główny AK podszedł do okna i przyglądał się teraz tankietce stojącej już na Kilińskiego. (u wylotu Kilińskiego na Podwale – przyp. Ana) (...)

    Nagle potężna, nieprawdopodobna eksplozja. (...) Antoni Dobraczyński ps. „Hel” pamięta, że z trudem mógł przecisnąć się przez rozentuzjazmowany tłum, zreszta sam musiał powstrzymywać podkomendnych , którzy także chcieli biec do czołgu i nacieszyć się zdobyczą. W momencie eksplozji znajdował się już w bramie domu zamierzajac wyjść na ulicę, właściwie życie uratowała mu jakaś sanitariuszka, która chwyciwszy go za ramię, zaczęła z nim rozmawiać. Podmuch rzucił go na ziemię a wraz z nim paru kolegów. (...) Po chwili minęła go czarna od spalenizny dziewczyna, zalana krwia. To sanitariuszka Barbara Wajszczuk”.
  • stasi1 14.11.09, 19:57
    Kiedyś w ,,gazecie" był obrazek i podpis:,,rosyjskie czołgi nad
    granica" tam gdzies w Azji. A zdjęcie przedstawiało zwykłe haubice
    samobieżne
  • jopekpl 13.11.09, 21:33
    Dokładnie o ten pojazd chodziło i prawdopodobnie tak właśnie przebiegały zdarzenia.
  • koko1957 13.11.09, 22:31
    Tez gdzies juz czytalem podobny opis.
    Bedac przy powstaniu warszawskim, to czy ktos w koncu poprawie te
    liczy o stratach niemieckich?
    O ile jeszcze straty w ludziach mozna by naciagnac, to strata 300
    czolgow i dzial pancernych to juz duza przesada (500 dzial
    pancernych i czolgow to miala cala Grupa Armi Center na pocatku
    operacji Bangration)
  • billy.the.kid 14.11.09, 08:01
    jeśli katedra-to spory kwałek od miejsca eksplozji-
    podwale/kilińskiego. w prostej linii tak ok.300m. kawałek gąsienicy
    jest w kamieniu-pomniku na ul.podwale.-nie pamietam czy oryginalny
    kawałek.to tak na wprost od pomnika małego powstańca.

    drobną kontuzje odniósł przy tej okazji bór.
  • speedy13 14.11.09, 23:25
    Hej

    f_crane napisał:

    >
    > Czy to wiarygodna wersja? Czy autor na pewno niemyli się co do
    pojazdu? Może ja
    > kieś informacje kto był odpowiedzialny za tak 'mądrą' decyzję, czy
    raczej zadzi
    > ałała psychologia tłumu?

    Powiedziałbym, że nie tyle psychologia, co samowola i niewykonywanie
    rozkazów, zjawiska nieuniknione niestety, szczególnie w ochotniczych
    armiach "pospolitego ruszenia".

    Pozwolę sobie wrzucić opis tego samego zdarzenia z książki
    J.Tarczyńskiego "Pojazdy Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim"
    wyd.WKiŁ Warszawa 1994

    "Tragiczna pomyłka. Czołg pułapka na Starówce
    13 sierpnia, okolo godziny 11:00 po ponad godzinnym ostrzale
    artyleryjskim z dział trzech czołgów stojących na tzw. wiadukcie
    Pancera u wylotu ul. Nowy Zjazd, do barykady przegradzającej ul.
    Podwale na wysokosci kamienicy nr 7 (jeden z nie istniejących dziś
    budynków po stronie murów obronnych Starego Miasta) podjechaly dwa
    czołgi: ciężki, przypuszczalnie Panzerkampfwagen VI "Tiger", i
    lekki, określany w relacjach jako "tankiet¬ka" lub "Mark 1". Wozy
    jechały samotnie, bez osłony piechoty, koniecznej w przypadku walk w
    wąskich ulicach tej dzielnicy. Mniejszy pojazd wysunął się do przodu
    i gdy znalazł się tuż przed barykadą, jej obroncy - żołnierze
    kompanii "Harcerskiej" Batalionu "Gustaw" - rzucili butelki
    zapalające z benzyną. Ciężki wóz wycofał się w tym czasie w stronę
    ul. Nowy Zjazd, lekki zaś dojechał do przeszkody i zatrzymał się,
    lekko uniesiony na jej przednim stoku. Wszystko trwało tak krótko,
    że zaskoczeni powstańcy nie zareagowali - kierowca zdołał opuścić
    czołg i bez szwanku ukryć się w ruinach sąsiedniego domu. Szybko
    stłumiono piaskiem niewielki płomień na pancerzu (zapaliła się tylko
    jedna z rzuconych butelek) i - mimo ostrzału z wieży zegarowej Zamku
    Królewskiego - pchor. Ludwik Wyporek - "Miętus" (lub żolnierz o
    pseudonimie "Kazik") wskoczył do środka w poszukiwaniu broni. Ku
    swemu zdziwieniu znalazł tylko dwa granaty zaczepne. Wraz z pchor.
    Lechem Pecho ("Ogrodziński"), który także wyszedł przed barykadę,
    stwierdzili, że czołg ma wymontowane uzbrojenie - być może służył
    tylko jako wóz amunicyjny. Dalsza penetracja wnętrza, połączona z
    nieudaną próbą uruchomienia silnika, nie przyniosła rozwiązania
    zagadki. Wyznaczony do tego podoficer z kompanii "Aniela", kpr.
    Kazimierz Kościa ("Zaskroniec"), zauważył jednak urządzenie w
    rodzaju silnie rozbudowanej radiostacji, umieszczone w przedziale
    bojowym załogi. Oba rozpoznania wozu były prowadzone pod silnym
    ostrzałem z Zamku Królewskiego. Niemcom zależało na odpędzeniu
    powstańców od pułapki, gdyż ładunek wybuchowy umieszczony w czołgu
    miał eksplodować w określonym momencie, niszcząc barykadę, jej
    obsadę i najbliższe otoczenie. W pośpiechu - pod ogniem - nie
    zwrócono więc uwagi na podejrzaną "radiostację" .
    Meldunek o zdobytym czołgu dotarł drogą służbową do kpt. Lucjana
    Gawrycha ("Gustaw"), dowodcy batalionu o nazwie zapozyczonej od jego
    pseudonimu. Kapitan "Gustaw", podejrzewając podstęp, wydał
    zarządzenie zabezpieczające: wycofanie załogi barykady, obserwacja
    przedpola, wyznaczenie pirotechnika (batalion mial
    tylko "przyuczonego" sapera) do zbadania zawartości czołgu oraz
    kierowców (z Dywizjonu Motorowego Obszaru Warszawskiego AK lub
    Brygady Zmotoryzowanej "Młot" Narodowych Sił Zbrojnych) do
    ewentualnego wprowadzenia wozu na teren zajęty przez powstańcow. Dwa
    ostatnie działania miały być podjęte już po zapadnięciu zmroku.
    Wieść o czołgu opanowanym przez powstańcow ściągnęła pod barykadę
    tłumy żołnierzy i ludności cywilnej. Zelektryzowala tez Kompanię
    Motorową "Orląt" Okręgu Warszawskiego AK stacjonującą na ul.
    Kapucyńskiej. Nie chcąc pozostawić wrogowi tak cennej zdobyczy, na
    Podwale wyruszyło 7 żołnierzy i łączniczka kompanii. Powołujac się
    na ustny rozkaz nieokreślonego wyższego przełożonego, przedostali
    się na przedpole i nie stwierdzając niczego podejrzanego uruchomili
    silnik wykonując kilka manewrów. W myśl "rozkazu", ppor. Wojciech
    Pszczółkowski ("Kostka") udzielił wówczas zgody na wykonanie w
    barykadzie dogodnego przejazdu. Żołnierze "Orląt" (wśród nich
    strzelcy: Zygmunt Salwa - "Cymbo" lub "Czymbo", Henryk Paczowski i
    Szczawiński - jeden z nich był kierowcą) siedzieli w czołgu i na
    pancerzu.
    Około godziny 16:30 czołg przejechał na tereny powstańcze i otoczony
    coraz większą grupą wiwatujących ludzi pojechał dalej Podwalem.
    Ulicami Kapitulną, Piekarską i Zapiecek dojechał do Rynku Starego
    Miasta, skąd po krótkim postoju tryumfalnie ruszył dalej przez
    Nowomiejską i nie dojeżdżając do Freta skręcił w lewo w Podwale, a
    potem w prawo w Kilińskiego. Przejazd nie byl łatwy, gdyż trzeba
    bylo wykonać przesmyki w kilku barykadach. Przy ostatniej
    przeszkodzie - wedlug "rozkazu" wóz mial bye wprowadzony na podwórze
    b. Ministerstwa Sprawiedliwości przy ul. Długiej 7 (budynek położony
    pomiędzy Podwalem a Długą) - zatrzymał się na dłużej, otoczony, a
    właściwie oblepiony kilkusetosobowym tłumem, Gdy barykada, zbudowana
    na ul. Kilińskiego przed budynkiem 1/3, była już znacznie obniżona,
    czołg powoli wspiął się na nasyp i obniżając przód po jego
    przekroczeniu zgubił "metalową skrzynkę" umieszczoną na pancerzu
    czołowym. Kilku mężczyzn próbowalo ją zamocować na pancerzu - i w
    tym momencie nastapiła potworna eksplozja o potężnej sile rażenia.
    Zginęło około 200 osób, co najmniej dwa razy tyle zostało rannych,
    naruszeniu uległy okoliczne domy, wrak zaś czołgu (dziwnym trafem
    ocalał jego kadłub) znaleziono odrzucony o kilkadziesiąt metrów
    dalej.
    Był to jeden z najtragiczniejszych dni powstańczej Starówki
    ".



    --
    Pozdrawiam
    Speedy
  • f_crane 15.11.09, 21:12
    poszukam tej ksiażki
  • wladca_pierscienii 05.04.10, 08:41
    speedy13 napisał:

    > Pozwolę sobie wrzucić opis tego samego zdarzenia z książki
    > J.Tarczyńskiego "Pojazdy Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim"
    > wyd.WKiŁ Warszawa 1994
    >
    > "Tragiczna pomyłka. Czołg pułapka na Starówce

    > bojowym załogi. Oba rozpoznania wozu były prowadzone pod silnym
    > ostrzałem z Zamku Królewskiego. Niemcom zależało na odpędzeniu
    > powstańców od pułapki, gdyż ładunek wybuchowy umieszczony w czołgu
    > miał eksplodować w określonym momencie, niszcząc barykadę, jej
    > obsadę i najbliższe otoczenie. W pośpiechu - pod ogniem - nie
    > zwrócono więc uwagi na podejrzaną "radiostację" .


    pielęgniarka ze szpitala powstańczego jest innego zdania
    forum.gazeta.pl/forum/w,539,14308606,32214544,Re_Sd_kfz_301_Borgward_.html


    > pseudonimu. Kapitan "Gustaw", podejrzewając podstęp, wydał
    > zarządzenie zabezpieczające: wycofanie załogi barykady, obserwacja
    > przedpola, wyznaczenie pirotechnika (...)
    > do zbadania zawartości czołgu oraz kierowców (...) do
    > ewentualnego wprowadzenia wozu na teren zajęty przez powstańcow.
    > Dwa
    > ostatnie działania miały być podjęte już po zapadnięciu zmroku.
    > (...)
    > Około godziny 16:30 czołg przejechał na tereny powstańcze i
    otoczony
    > coraz większą grupą wiwatujących ludzi pojechał dalej Podwalem.
    >
    ".

    w kwestii formalnej
    w Polsce w sierpniu o 16:30
    to do zmroku jest jeszcze bardzo daleko


    --
    Forum Militaria i Historia
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=56801
  • marek_boa 05.04.10, 09:04
    W_P to ,że coś planowano zrobić wcale automatycznie nie oznacza ,że tak
    zrobiono! "Gustaw" wydał rozkaz,że działania mają być podjęte po zapadnięciu
    zmroku ale ,ktoś tam nie wytrzymał do zmroku i zrobił to wcześniej!
    -Pozdrawiam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.