Wydawało się, że po przejściu na stronę Sowietów politycznie
Finlandia znalazła się na równi pochyłej i nieodwołalnie ześlizguje
się do roli radzieckiego protektoratu.
W listopadzie 1944 ze stanowiska premiera ustępuje Urho Castren,
zdaje się postać raczej bezbarwna i pozostająca w cieniu Mannerheima
i poprzedniego prezydenta Rytiego, ale obciążona szefowaniem rządowi
w okresie wojny z ZSRR. Jego następncą zostaje Juho Paasikivi,
polityk z konserwatywnym rodowodem, ale przedwojenny ambasador w
Moskwie i negocjator fińsko-rosyjskich paktów, dobrowolnie na uboczu
w czasie wojny kontyunuacyjnej (której był przeciwnikiem), mówiący
po rosyjsku i oczytany w rosyjskiej literaturze, dobrze widziany w
Moskwie. W oczywisty sposób fiński patriota, ale z gatunku
przyjaznych Rosji.
W roku 1945 poprzednik Mannerheima na stanowisku prezydenta, Risto
Ryti, postać ze wszech miar szanowana i poważana w Finlandii,
znajduje się na celowniku Sowietów i ich fińskich marionetek.
Domagano się postawienia go przed trybunałem w Norymberdze.
Upokorzony fiński parlament przyjął prawo specjalnie skrojone pod
niego, „lex Ryti”, żeby móc byłego prezydenta ex post osądzić. Na
podstawie tego prawa fiński sąd uznał Rytiego za winnego wybuchu
wojny i skazał na 10 lat ciężkich robót, podobnie jak kilkunastu
innych członków rządu z okresu wojny kontynuacyjnej. Wydawało się,
że Finowie stoją już po kostki w gnojówce.
W listopadzie 1945 prezydent Mannerheim, znajdujący się nieustannie
pod huraganowym ostrzałem radzieckich mediów i poszturchiwany przez
miejscowych komunistów, wyjeżdża, oficjalnie z powodów zdrowotnych,
do rządzonej przez Salazara Portugalii. Ma nadzieję, że ugłaska w
ten sposób Sowietów, nieustannie domagających się jego głowy. Kiedy
stworzony pod ich naciskiem trybunał ds. przestępstw wojennych
ogłasza śledztwo w sprawie Mannerheima, ten ostatecznie zgłasza
dymisję. Gnojówka sięga już do kolan.
Następcą Mannerheima na stanowisku prezydenta zostaje w marcu 1946
wymieniony wyżej Paasikivi, który zwalnia tym samym fotel premiera.
Zajmuje go Mauno Pekkala, mocno lewicowy polityk (oczywiście
przeciwnik wojny kontynuacyjnej), członek formacji orbitujących
wokół komunistów, sprzymierzonych z komunistami albo wręcz
zdominowanych przez komunistów. To już nie jest ktoś taki jak
Paasikivi, niekwestionowany patriota z sympatią do Rosji, ale raczej
podejrzana postać, typowa polityczna fauna z gatunku poputczików,
coś jak nasz Osóbka-Morawski. No, teraz to Finowie wydają się już
stać w gnojówce po pachy.
Oczywiście fińscy komuniści wyją domagając się władzy, radziecka
propaganda wiesza psy na fińskich faszystowskich mordercach, związki
zawodowe organizują wiece…
Dalszy scenariusz możemy sobie łatwo domyśleć: na jakimś wiecu
policja strzela, leje się krew, ZSRR domaga się podjęcia stanowczych
kroków, może jakiś incydent graniczny, Pekkala dobiera do rządu i
rozdaje kluczowe teki komunistom, ci kładą łapę na policji, rząd
prosi ZSRR o pomoc… A tu figa z makiem, nic z tych rzeczy. Pekkala
przeprowadza Finlandię przez najgorszy okres, Stalin umiera, pojawia
się pojęcie „finlandyzacja”… ???
--
"Gdyby nie współpraca z ZSRR po IIWŚ, dalej srałbyś do sławojek,
pasałbyś krowy tudzież rikszą posuwał, a Warszawiacy do dziś
mieszkaliby na gruzach". 'tornson', 02.08.09.
forum.gazeta.pl/forum/w,539,98544984,98545891.htmla