służący do pasywnego wykrywania samolotów/śmigłowców.
Składał się z 3 wozów antenowych i kilku wozów pomocniczych/dowódczych, wszystko
na podwoziach Tatry T815.
Działał jakby jako odwrotność radiolatarni, wbrew twierdzeniom laików wykrywanie
nie opierało się o triangulację, tylko o zasadę określaną angielskim skrótem
TDOA (time difference of arrival), pozwalającej na znacznie precyzyjniejsze
określenie koordynat celu.
Najbliższa celu antena wykrywała jego sygnał (np z wysokościomierza, radaru),
następnie sygnał dochodził do kolejnej anteny. Ludzka percepcja rzecz jasna
nigdy nie uchwyci różnicy w czasie dotarcia, natomiast nie było to problemem dla
sensorów/elektroniki już nawet w latach 60-tych. Przelicznik wyliczał
potencjalne położenia celu, w których różnica czasowa w dotarciu sygnału do
anten byłaby identyczna. Te potencjalne lokalizacje tworzyły hiperbolę. Sygnał
docierał do najdalszej, trzeciej anteny i analogicznie, liczono różnicę w
dotarciu sygnału do 2 i 3 anteny, tworzono drugą hiperbolę i na przecięciu
obydwu krzywych znajdował się cel. Nikt poza Czechosłowacją/Czechami nie
produkował tego typu urządzeń, wszystkie inne zestawy pasywnego wykrywania
opierały się o wykorzystanie triangulacji, która pozwala jedynie określić
obszar, skąd dochodzą sygnały.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.