Monte Cassino- jak to bylo tam ? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
      • To co zrobił autor artykułu to przeinaczanie faktów. Monte Cassino to
        przegrana? Wolne żarty panowie. Że nie zostało zdobyte tylko zajęte?
        Westerplatte też nie zostało zdobyte, tylko nasi nie mieli się jak wycofać :) A
        za nazwanie polskich żołnierzy spod Monte Cassino najemnikami autor może się
        spodziewać pozwów o zniesławienie.
        --
        to my ziemi naszej sól ...
    • ... odważny głos rozsądku. Moja prywatna butelka najdroższego koniaku dla
      autora tego tekstu, choć to jeszcze nie mój szczyt marzeń. Wreszcie ktoś
      zauważył, że pieśni Wańkowicza są niestrawne nawet dla polskich kombatantów
      spod Monte Cassino.
      • Mam jedno pytanie. Czy byłej pod Monte Cassino? Czy byłeś na cmentarzu polskim?
        Gdybyś był to byś tak się nie cieszył.
        P.S.
        Piśń Wańkowicza jest jaka jest, po wojnie była traktowana niczym humn - byli
        ludzie którzy słuchali jej w postawie zasadniczej, niektórzy za próbę tańczenia
        do tej melodi dostawali w pysk. Poza tym pień to utwór literacki a nie relacja
        historyczna - ma inne cele (jest nośnikiem emocji i przeżyć a nie obiektywnej
        prawdy)
      • Oczywiście tekst pieśni "Czerwone maki" (i właśnie tę pieś miałem namyśli w
        swoim poprzednim poście) napisał Feliks Stanisław Konarski a nie Melichior
        Wańkowicz.
        Wańkowicz napisał oczywiście monografię "Bitwa o Monte Cassino"
        P.S.
        cattaraugus co miałeś na myśli pisząc "pieśni Wańkowicza są niestrawne nawet
        dla polskich kombatantów spod Monte Cassino."
        Jakie pieśni?
        Pozdrawiam
        • Nie było moim zamiarem szarganie raz ustalonych narodowych świętości, choć cały
          polski patos tej bitwy jest dla mnie nie do zaakceptowania. Tak samo jak
          krajowe przecenianie roli Polaków w tej bitwie. Polskie cmentarze tamże? Nie
          wkroczę na obszar takiej debaty, bo czymże różnią się polskie od hinduskich czy
          brytyjskich?

          Pisząc wcześniej o "pieśni" nie miałem na myśli "Czerwonych maków", a raczej
          jedną wielką pieś-pean, czyli właśnie ów nieznośny polski patos w opisach tej
          bitwy. Śmieją się z tego patosu nawet kombatanci stamtąd. Ja przynajmniej
          miałem szczęście takich właśnie co rozsądniejszych poznać. Jeden z nich
          wyraźnie mówi, że tego, co w Polsce wypisano o Monte Cassino po prostu nie da
          się czytać. I dodaje, że w zasadzie należałoby to spisać od nowa, także z
          rozbudowanym wątkiem polskich zbrodni wojennych (rozstrzeliwanie jeńców). Ów
          kombatant to postać nie taka anonimowa, gość przynajmniej niektórych
          publicznych wydarzeń związanych jeśli nie z Monte Cassino, to z PSZ.

          Pozdrawiam

          C.
          • Przez twoją sugestję (pieśni Wańkowicz) głupotę napisałem :)
            ***********************************************
            Co do patosu i zbrodni.
            Wojna to wojna, ma swoje prawa, jest brutalna i brudna - nikt nie jest święty,
            wszyscy maja coś na sumieniu.
            Wszytko co do tej pory zostało napisane w tym wątku i w przetaczanej stronie
            nie zmienia faktu że Polacy walczyli dzielnie i w sumie wygrali tę bitwe
            (osiągnęli wyznaczone przez dowódctwo cele - reszta to czyste gdybanie)
            ***************************************************
            A teraz trochę osobistych wrażeń.
            Byłem pod Monte Cassino, byłem na cmentarzu. To naprawdę robi wrażenie
            (niesamowite różnice wysokości, stoki prawie pionowe). Ludzi którzy tam
            walczyli należy podziwiać. Poza tym te krzyże (katolickie i prawosławne) te
            gwiazdy dawida i wreszcie grób gen.Andersa robią niesamowitew wrażenie.
            Czasem patos jest potrzebny.
            Pozdrawiam sedecznie i zycze Wesołych Świąt!
            • > Przez twoją sugestję (pieśni Wańkowicza) głupotę napisałem :)

              * Eee tam. To ja nie oddałem należycie tego, co chciałem przekazać. Miało być
              coś w stylu "pieśni o Rolandzie".


              > Co do patosu i zbrodni. Wojna to wojna, ma swoje prawa, jest brutalna i
              > brudna - nikt nie jest święty, wszyscy maja coś na sumieniu.

              * Brawo. Dołączasz do rozsądnego tonu omawianego artykułu.


              > Wszytko co do tej pory zostało napisane w tym wątku i w przetaczanej stronie
              > nie zmienia faktu że Polacy walczyli dzielnie i w sumie wygrali tę bitwe
              > (osiągnęli wyznaczone przez dowódctwo cele - reszta to czyste gdybanie)

              * Absolutna zgoda.


              > Ludzi którzy tam walczyli należy podziwiać.

              * I też nikt nawet nie próbuje ujmować im czegokolwiek.

              Ja też pozdrawiam i życzę najwspanialszych Świąt, jakie tylko mogą być.
    • Można pod tekstem podpisać się obiema rękami.
      Gwoli ścisłości pragnę zaznaczyć,że publikacja "Monte Cassino" autorstwa
      Wańkowicza była wstrzymywana przez dowództwo Korpusu,z powodu krytyki sposobu
      dowodzenia.Dotyczyło to walk o Piedimonte.
      Zresztą u Wańkowicza można doszukać się części informacji o których wspomina
      Autor,ale są mocno wymieszane z literaturą,przez co mało czytelne.
    • Gość: Słoju IP: *.tele2.pl 09.04.04, 10:06
      Nie widzę w tym tekście nic odkrywczego dla uczestnik tego forum, moze poza
      analizą motywacji do walki poszczególnych narodów ale tu zauważyłem kilka
      błedów. Po pierwsze tzw. rodowici francuzi walczyli na froncie zachodnim,
      przypominam dywizje pancerną gen Leclerca i nie było tak, że wszyscy siedzieli
      w domu. Po drugie pisanie o Monte Casino jako niemieckich Termopilach to gruba
      przedasada. Radziłbym dokłądnie poczytać czym były Termopile a nie szukanie ich
      ponad 1500 km od berlina. Po trzecie, nie wiem gdzie w tym wszystkim było
      narodowe szaleństwo. To co mieliśmy siedzieć i dowozić wodę i patrzeć jak się
      inni wykrwawiają albo rozgladać się, gdzie by tu się zaczepić we Włoszech?
      pzdr
      • Gość: Piekielny P. IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 09.04.04, 14:17
        Istotą sprawy jest to, że polski atak na Mt.C. (frontalne natarcie na silnie
        umocnioną pozycję) spowodował wykrwawienie atakujących bez szans na zwycięstwo.
        Sprecyzujmy: ruiny klasztoru nie zostały zdobyte lecz zajęte.
        • Gość: Słoju IP: *.tele2.pl 09.04.04, 14:48
          Nie tylko polskie natarcie było frontalne na silnie umocnione pozycje. Inne
          były podobne, bo inaczej w tamtych warunkach się nie dało. Czasami na wojnie
          tak jest, że trzeba frontalnie, zwłaszcza do czasu kiedy nie było śmigłowców.
          Nie zostały zdobyte lecz zajete. Niemcy musieli sie wycofać, bo nie byli w
          stanie dłużej się utrzymać na tej pozycji. W tej sytuacji, zdobycie powinniśmy
          przypisać polakom, bo to oni ostatni nacierali. Tak jak wąwóz pod Samosierrą.
          pzdr
      • Gość: Hood IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 22:45
        Nic szczególnego w tym tekście nie ma. Nie ma co dyskutować z faktami
        dotyczącymi bitwy. Natomiast reszta to polityczne fantazjowanie (żeby nie
        powiedzieć brednie) autora na zasadzie co by było gdyby. A już pomysł wyprawy z
        Włoch na Węgry jest zupełnie idiotyczny. Zresztą cała kampania Włoska była tak
        nonsensowna że trudno racjonalnie o niej myśleć. Chyba głupszym sposobem na
        wygranie tej wojny byłoby tylko wysadzenie desantu w Narviku i zdobywanie całej
        Norwegii w kierunku Niemiec.
    • zgadzam się z umiejscowieniem roli Polaków w całej bitwie, zgadzam się też z
      omówieniem mitologii, która narosła wokół bitwy wśród biorących udział narodów.
      Vide forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=539&w=8265620&a=8265620, zresztą
      z książki Hapgooda i Richardsona autor chyba mocno korzystał przy pisaniu
      swojego tekstu.

      Nie zgadzam się z wieloma kontrowersyjnymi (mówiąc najłagodniej) i szeroko
      rozrzuconymi po tekście ocenami, typu "była to bitwa przegrana" etc.
      • Wiesz, to już o krok od dyskusji, co w ogóle należało, a czego nie, w kampanii
        włoskiej w świetle D-Day i jak rozsądnie podzielić siły alianckie na te dwa
        fronty, które niekorzystnie zbiegły się w czasie. Amerykanom ewidentnie
        brakowało ludzi i sprzętu do D-Day - tych ludzi i sprzętu, o których myśleli,
        że wycofają to wszystko właśnie z Włoch.
    • Gość: Pzl IP: 193.111.166.* 09.04.04, 17:20
      • Wprost nie moge uwierzyc co czytam...
        Dalej nie ktorym sie snia zwycieskie walki walecznego
        "Polskiego Oreza" za "czyjas wolnosc",
        kiedy to alianci-sojusznicy w perfidny sposob oddaja Polske w rece Sowietow!

        Kiedy Panowie zaczniecie myslec kategoriami-
        Polak Zyjacy jest sto razy lepszy i potrzebny krajowi
        niz zlozony pod bialym krzyzem na cmentarzu Monte Cassino?
        i co dalej smutnego...walczacy po powrocie do kraju byli szykanowani,
        a walczacy pozostali na zachodzie rowniez byli...szykanowani!!!!

        Pora zaczac uzywac mozg Polskiego Narodu
        (np. Irak - po co sie tam pchano?)
        i budowac swoj kraj !!! aby byl zasobny oraz jego mieszkancy...

        Jak wypowiedzialem sie wczesniej..
        ...nie szastajcie Polskim Zyciem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        • Gość: ez IP: *.polsl.gliwice.pl / *.polsl.gliwice.pl 10.04.04, 03:39
          Dlaczego zatem piszesz tego posta o budowaniu z Kanady pachnacej zywica i tak
          odleglej? Wroc tu i buduj. Albo zamilcz.
          • dlatego pisze z Kanady pachnacej zywica,
            gdyz wyjechalem i nie moglem wiecej zniesc
            takich mozgow jak twoj i podobnie tobie myslacych!!!

            A ze instnieje ponoc wolnosc slowa wie mama prawo
            zabierac glos na kazy temat jaki uwazam za sluszny !!!!

            A wiec zabieraj sie za szabelke i dalej walcz... tylko nie wiem o co?

            a z ta odbudowa twego kraju to jakos marnie to wyglada...
            wybrales tych samych ludzi do rzadu co toba poniewierali ponad 45 lat..
            Nie rozliczyles bandytow za przeszlosc wiec teraz sobie sam buduj to
            co sobie zgotowales...

            a co mojego glosu...nikt nie kaze ci czytac :))))

            wesolych swiat...oj wesolych :)))

            • moped napisał:

              > dlatego pisze z Kanady pachnacej zywica,

              tylko, ze ta twoja kanada juz nie zywica pachnie...

              > a z ta odbudowa twego kraju to jakos marnie to wyglada...
              > wybrales tych samych ludzi do rzadu co toba poniewierali ponad 45 lat..
              > Nie rozliczyles bandytow za przeszlosc wiec teraz sobie sam buduj to
              > co sobie zgotowales...

              widac zabraklo tu twojego geniuszu...

              --
              "To biale bezbronne stworzenie ze swoimi niewinnymi oczami, lezace na lodzie,
              jest odpowiednikiem Baranka Bozego" [Wilfred T. Grenfell]

              RATUJMY KANADYJSKIE FOKI !!!
    • Gość: Tomson IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 10.04.04, 23:13
      męstwem w tej bitwie wykazali się Francuzi.
    • Artykuł jest prawdziwy...Ale to tak samo jak Patton był masta w Sycylii choć z
      drugiej strony szli Anglicy a wokoło roiło się od alianckich okrętów a w
      powietrzu od samolotów.Wojna to jest współpraca wielu różnych oddziałów.Kto
      walczy sam to przegrywa.A Polakom potrezebne było takie zwycięstwo Anglicy i
      Amerykanie mieli Normandię to dlaczego my nie mielibyśmy mieć Monte Cassino.To
      co zrobiona z Polską w Teheranie było spowodowane po pierwsze chęcią
      ułaskawienia Stalina po drugie tym że POlskę traktowano jako państwo sezonowe
      (po 123 latach niewoli bo 20 latach znów została rozebrana).Ja się cieszę nawet
      jeśli jesto naciągnięte...POzdr
      • Jak bylo pod Monte Cassino? Przeczytaj uwaznie moj artykul pt. CZTERY PRZEGRANE
        BITWY O MONTE CASSINO. Znajdziesz na mojej stronie www.powstanie.com lub na
        wyszukiwarce GOOGLE zadajac haslo Bitwa Monte Cassino (zostal opublikowany na
        lamach poloninej gazety wydawanej w Toronto)
        Jan Sidorowicz z Montrealu
    • Zdroworozsądkowy artykuł na temat Monte Cassino jest w dzisiejszej "Polsce
      Zbrojnej" (PZ nr 20/382, 16 maja 2004 r.).

      Polecam go wszystkim zacietrzewionym zarówno na modłę bogoojczyźnianą, jak
      i "prostownikom" historii. Prof. Paweł Wieczorkiewicz znajduje chyba w swoim
      artykule coś w rodzaju "złotego środka" dla obu opcji.
      • Dla mnie bohaterami Monte Cassino nie byly dywizje alianckie tylko I Dywizja
        Spadochraniarzy Niemieckich, uwazana za najlepsza i najbojowniejsza dywizje
        niemiecka, lepsza jak dywizje SS, nazywana przez aliantow “ Zielone Diably”
        wlasnie w niej walczyl moj ojciec.
        W dywizji sluzyli tylko i wylacznie ochotnicy.
        Niemcy zachowali sie tam bardzo humanitarnie i pozwalali zawsze na
        zaopatrzenie rannych i na wyciagniecie ich z linii strzalu.
        Prawda jest , ze Polacy “weszli “do opuszczonego przez Niemcow klasztoru, a to
        bez walki, wiec nie ma sie czym chlubic.
        PRAWDZIWYMI BOHATERAMI SPOD MONTE CASSINO byly wiec zielone diably z elitarnej
        I Dywizji Spadochroniarskiej, ktora przez pol roku opierala sie przemocy
        alianckiej

        --
        pyrsk
        Ballest
        • ballest napisała:

          > Dla mnie bohaterami Monte Cassino nie były dywizje alianckie tylko I Dywizja
          > Spadochroniarzy Niemieckich.
          > Właśnie w niej walczył mój ojciec.
          > Niemcy zachowali sie tam bardzo humanitarnie i pozwalali zawsze na
          > zaopatrzenie rannych i na wyciagniecie ich z linii strzalu.
          --------------------------------------------------------------------------------


          Droga ballest,

          Zakładam, że piszesz prawdę. Czy mogłabyś napisać, jak Twój Tata zapatrywał się
          na kwestię roztrzeliwania przez aliantów jeńców właśnie z dywizji Twojego Taty?
          Nie wiem, jak było w pułkach brytyjskich, nowozelandzkich, francuskich i
          polskich, ale wiem, jak było w pułkach amerykańskich. Wiele z nich miało rozkaz
          rozstrzeliwania jeńców z Waffen SS i pułków spadochronowych. Czy także w tym
          przypadku dywizja Twojego Taty zachowywała się szlachetnie i pozwalała mordować
          swoich jeńców w zamian traktując jeńców alianckich z maksymalną wojenną
          galanterią i dostępem do paczek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża?

          Pozdrawiam

          C.
          • Gość: ballest IP: *.lbo.de.add / 62.138.243.* 19.05.04, 13:09
            Tak z dywizji mojego ojca byl pewien gosc, ktory roztrzelal 12 albo 14
            brytyjczykow, ktorych wzieto do niewoli w kosciele, jak przszedl rozkaz do
            odwrotu, facet stracil nerwy i zastrzelil wszystkich.
            Dostal sie do niewoli i go Anglicy postawili pod sad zostal tez roztrzelany.
            Dywizje spadochroniarzy pod Monte Cassino traktowali Alianci bardzio dobrze ,
            bo koledzy od ojca sie dostali do niewoli i nic im sie nie stalo.
            Jeden z nich zyje do dzis w Kleszczowie pod Gliwicami.
            Ten co roztrzelal Anglikow tez byl z pod Gliwic.

            --

            pyrsk
            ballest
            • Gość portalu: ballest napisał(a):

              > Tak z dywizji mojego ojca byl pewien gosc, ktory roztrzelal 12 albo 14
              > brytyjczykow, ktorych wzieto do niewoli w kosciele, jak przszedl rozkaz do
              > odwrotu, facet stracil nerwy i zastrzelil wszystkich.
              > Dostal sie do niewoli i go Anglicy postawili pod sad zostal tez roztrzelany.
              > Dywizje spadochroniarzy pod Monte Cassino traktowali Alianci bardzio dobrze ,
              > bo koledzy od ojca sie dostali do niewoli i nic im sie nie stalo.
              > Jeden z nich zyje do dzis w Kleszczowie pod Gliwicami.
              > Ten co roztrzelal Anglikow tez byl z pod Gliwic.
              >
              > --
              >
              > pyrsk
              > ballest


              Pytanie: kto Brytyjczykom o rozstrzelaniu powiedział?
              • Gość: ballest IP: *.lbo.de.add / 62.138.243.* 19.05.04, 14:44
                Oni kazdego z tej jednostki , ktora odpowiedzialna za ten odcinek byla
                przesluchiwali, a ze Niemcy sie sami tego wstydzili, wiec napewno wiecej go
                sypnelo.

                --

                pyrsk
                ballest
        • ballest napisała:

          > Dla mnie bohaterami Monte Cassino nie byly dywizje alianckie tylko I Dywizja
          > Spadochraniarzy Niemieckich, uwazana za najlepsza i najbojowniejsza dywizje
          > niemiecka, lepsza jak dywizje SS, nazywana przez aliantow “ Zielone Diabl
          > y”
          > wlasnie w niej walczyl moj ojciec.
          > W dywizji sluzyli tylko i wylacznie ochotnicy.
          > Niemcy zachowali sie tam bardzo humanitarnie i pozwalali zawsze na
          > zaopatrzenie rannych i na wyciagniecie ich z linii strzalu.
          > Prawda jest , ze Polacy “weszli “do opuszczonego przez Niemcow kla
          > sztoru, a to
          > bez walki, wiec nie ma sie czym chlubic.
          > PRAWDZIWYMI BOHATERAMI SPOD MONTE CASSINO byly wiec zielone diably z
          elitarnej
          >
          > I Dywizji Spadochroniarskiej, ktora przez pol roku opierala sie przemocy
          > alianckiej
          >


          Na gliwickim forum kpiłem, więc odpowiem Ci w tym miejscu poważnie. Twoi
          bohaterowie przedłużyli agonię nazizmu, i jasno mogę powiedzieć, że zapewnili
          więcej ofiar (także niemieckich), więcej zagazowanych Żydów i więcej Związku
          Sowieckiego w Europie.
        • Gość: Marek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.04, 15:53
          I Dywizja
          > Spadochraniarzy Niemieckich, uwazana za najlepsza i najbojowniejsza dywizje
          > niemiecka, lepsza jak dywizje SS, nazywana przez aliantow “ Zielone Diabl
          > y”
          to się zgadza tylko że właśnie tej dywizji nasi chłopcy spuścili w końcu lanie,
          w Gardzieli, na Albanecie, 593 i San Angelo, na wzgórzu klasztornym zresztą
          też, bo z klasztoru ewakuowano niedobitki.
          O tym jak I dyw.sspad. została zmasakrowana przez Polaków niech świadczy to że
          z 1 batalionu spad. broniącego 593 zdołał uratować się tylko 1 oficer, 1
          podoficer i 1 strzelec.
          • Gość: rtiu IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 19.05.04, 17:01
            -O tym jak I dyw.sspad. została zmasakrowana przez Polaków niech świadczy to że
            > z 1 batalionu spad. broniącego 593 zdołał uratować się tylko 1 oficer, 1
            > podoficer i 1 strzelec-

            Interesujacy i bardzo obusieczny argument:skoro spadochroniarze zostali tak
            zmasakrowani jak piszesz (zostalo podobno tylko 3 ludzi) to dlaczego mogla ta
            trojka powstrzymac caly atak? Albo wybili napastnikow do nogi?
            • Gość: NEMO IP: 5.5R4D* / 198.54.202.* 19.05.04, 17:38
              Sadze, ze mimo woli poruszono jeszcze jedna sprawe - bohaterstwa zonierza
              niemieckiego. W calym tle II wojny swiatowej, zbrodni jakich dokonano itd
              zniknal drobny fakt, ze zolnierz niemiecki tez mogl byc bohaterski.
              Coz przemilczenie czy tez zapomnienie jest konsekwencja tego co sie zdarzylo.
              Prosze mnie dobrze zrozumiec, nie jestem za wybielaniem ani usprawiedliwianiem
              przeszlosci.

              Pozdrawiam
            • Gość: Marek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.05.04, 09:06
              Faktem jest że wzgórze 593 pochłonęło najwięcej polskiej krwi m.in. dlatego
              właśnei na nim jest polski cmentarz. Niemniej Polacy zajęli to wzgórze, które
              było w samym centrum obrony niemieckiej. Powtarzam jeszcze raz, tylko 3 Niemcom
              z 1bsspad. udało się ewakuować po zdobyciu wzgórza przez Polaków, reszta w
              większości zginęła bo rannych i wziętych do niewoli było stosunkowo niewielu.
        • Gość: jarek IP: *.fastres.net 27.05.04, 21:32
          Niemcy widzac ,ze tym razem nie maja szans sie wycofali a wycofanie sie, jest
          tez sztuka wojenna.
          To wlasnie Clark ze swoja mania wielkosci udajac sie do Rzymu pozwolil Niemcom
          sie wycofac w porzadku zbrojnym na linie Gofryda( albo Zyfryda)( Apennino
          Tosco-Emiliano) i przedluzyl wojne we Wloszech o 6 miesiecy i moze tez
          przyczynil sie posrednio do upadku Powstania Warszawskiego.
        • Gość: mysl256 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.05.05, 01:40
          ballest napisała:

          > Dla mnie bohaterami Monte Cassino nie byly dywizje alianckie tylko I Dywizja
          > Spadochraniarzy Niemieckich, uwazana za najlepsza i najbojowniejsza dywizje
          > niemiecka, lepsza jak dywizje SS, nazywana przez aliantow “ Zielone Diabl
          > y”
          > wlasnie w niej walczyl moj ojciec.

          No to "gratuluje" tatusia ktory jako ochotnik poszedl strzelac do tych ktorzy
          walczac z nazizmem niesli wolnosc Europie. Nie masz sie czym chwalic chlopie.

          > Prawda jest , ze Polacy “weszli “do opuszczonego przez Niemcow kla
          > sztoru, a to
          > bez walki, wiec nie ma sie czym chlubic.
          > PRAWDZIWYMI BOHATERAMI SPOD MONTE CASSINO byly wiec zielone diably z elitarnej
          >
          > I Dywizji Spadochroniarskiej, ktora przez pol roku opierala sie przemocy
          > alianckiej

          Prawda jest taka, ze Niemcy zwiali przed nacierajacymi oddzialami polskimi. A
          wiec byli to nie tylko kiepscy obroncy (w koncu nie zdolali utrzymac swoich
          pozycji) ale rowniez tchorze.
    • Gość: Lukasz z USA IP: 206.198.5.* 19.05.04, 20:51


      najlepiej o pozycje monte cassino i okolice walczyli niemcy.
      do zmuszenia niemcow do wycofania sie najbardziej zasluzonymi jednostkami byly
      oddzialy armi francuskiej - specyficznie goumiers z moroka i tunezji.
      polacy walczyli bardzo bohatersko, atakujac frontalnie pozycje gorska.
      niemcy wycofali sie jak zagrozilo im okrazenie ze strony wojsk francuskich.
      polacy jako pierwsi alianci weszli do klasztoru.
      polacy brali udzial w czwartej (4!!!!!) bitwie pod monte cassino - w
      poprzednich brali udzial amerykanie, nowo zelandczycy i francuzi.

      pozdraviam
      • Łukasz, weź no się chłopie trochę opamiętaj

        Będąc na tym forum nie jesteś w Ameryce. Nie każdy musi wiedzieć, co oznacza
        tytuł Twojego postu. Staraj się nie udziwniać swoich wypowiedzi, dopóki jeszcze
        tutaj ktoś się stara, żeby Cię względnie poważnie traktować.

        Zdezorientowanym tłumaczę: Tam, gdzie w Polsce mówi się "wtrącę moje trzy
        grosze" - tam w Ameryce mówi się "wtrącę moje dwa centy".

        I to ma być to Łukaszowe: "oto moje $0.02"
        • Pod Monte Cassino dostalo pare zolnierzy odznaki za walke wrecz (miedzy innymi
          moj ojciec) ale nie z Polakami tylko z indyjskimi Ghurkami.
          Prawda jest, ze puszczano zolnierzy alianckich na parenascie metrow od ich
          pozycji i dopiero pozniej otwierano do nich ogien.
          Czasami ojciec rozumial jak sie Polacy miedzy soba rozmawiali.
          Za najlepszych uwazal jednak arabskie jednostki francuskie,(marokanskie) byly
          one bardzo nie tylko zaciete ale i podstepne, a na drugim miejscu postawil
          Ghurkow i Nowozelandczykow z oddzialami Maori i Szkotow.

          --
          pyrsk
          Ballest
    • Gość: korn IP: *.chello.pl 19.05.04, 23:56
      Ballest na slaskich forach znany jest ze swoich pogladow lekko nazistowskich.
      Jezeli zas chodzi o Bitwe pod Monte Cassino to zapraszam do przesledzenia
      dyskusji z Ballestem w roli glownej na Forum Gliwice :)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=94&w=12753885&v=2&s=0
      • Gość portalu: korn napisał(a):

        > Ballest na slaskich forach znany jest ze swoich pogladow lekko nazistowskich.
        > Jezeli zas chodzi o Bitwe pod Monte Cassino to zapraszam do przesledzenia
        > dyskusji z Ballestem w roli glownej na Forum Gliwice :)
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=94&w=12753885&v=2&s=0

        Nigdy nie mialem nazistowskich pogladow, Hitlera porownuje przeciez do Busha,
        a moj stosunek do niego chyba znacie!
        - nie wszyscy zolnierze niemieccy byli w SS a takze nie wszystkie dywizje
        niemieckie przegrywaly z czterema pancernymi i ich psem.

        --
        pyrsk
        Ballest
        • ballest napisała:

          > Gość portalu: korn napisał(a):
          >
          > > Ballest na slaskich forach znany jest ze swoich pogladow lekko nazistowski
          > ch.
          > > Jezeli zas chodzi o Bitwe pod Monte Cassino to zapraszam do przesledzenia
          > > dyskusji z Ballestem w roli glownej na Forum Gliwice :)
          > >
          > > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=94&w=12753885&v=2&s=0
          >
          > Nigdy nie mialem nazistowskich pogladow, Hitlera porownuje przeciez do Busha,
          > a moj stosunek do niego chyba znacie!
          > - nie wszyscy zolnierze niemieccy byli w SS a takze nie wszystkie dywizje
          > niemieckie przegrywaly z czterema pancernymi i ich psem.
          >




          Przy rozmowach o IIWW wielu Niemców udowadnia, że SS z Einzatzkommando
          prowadziły zupełnie inną wojnę niż szlachetny Wehrmacht.
          Przypominam cel do którego zmierzała SS i szlachetny Wehrmacht był ten sam.

          Bohdan Tymieniecki pancerniak z II Korpusu, pisze o kwestii poboru żołnierzy
          wśród jeńców z Wehrmachtu. Wielu dowódców nie chciało ich. On uważał, że nie
          mając zaplecza trzeba korzystać z jeńców, którzy służyli w doborowych
          jednostkach.
          Sam wspomina jak szedł wśród szeregu i miał wybrać żołnierzy do swojego
          oddziału.
          Nazwisko?
          Tomczyk
          Jednostka?
          Hermann Goering PanzerDivision
          Napisał, że śmiał się do tego żołnierza, tak ich potrzebował.


          • Gość: NEMO IP: 5.5R4D* / *.saix.net 20.05.04, 09:08
            Oceny sa rzecza wzgledna. Oto cytat z ksiazki " The Long March on Rome. The
            Forgotten War"

            " Nigdy nie mialem zbyt dobrego wyobrazenia o Polakach, przynajmniej do tamtego
            momentu ( bitwy o Monte Cassino - moj dopisek)- wspomina Oberjaeger Juppi Most-
            Tak zostalem wychowany by myslec o nich jako "Polacken", lecz tamtego dnia
            zmienilem zdanie. Nie bylo chyba odwazniejszych zolnierzy od Polakow, nigdzie
            na swiecie. Tracili zycie tak, jak by to nie mialo najmniejszego znaczenia"


            Pozdrawiam

            • Odwazni byli, bo jak Niemcy nie strzelali, to szli do przodu, tylko jak ich
              zlapano, to pierwsze ich slowa, "Panie daruj zycie, zrobie wszystko, ale daruj
              mi pan zycie", to mego ojca najwiecej wkurzalo, bo on rozumial po polsku i
              twierdzil, ze prawdziwy zolnierz tak nie postepuje.
              Slazacy nie mieli wtedy zadnych uraz do Polakow, urazy zaczely sie po wojnie,
              jak ich Polacy zaczeli ponizac.

              --
              pyrsk
              Ballest
        • Gość: mysl257 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.05.05, 01:50
          ballest napisała:

          > Nigdy nie mialem nazistowskich pogladow

          Jak inaczej nazwac robienie bohaterow z oprychow broniacych Monte Cassino?
      • Gość: as IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 28.05.04, 12:15
        Poczytałem wypowiedzi Ballesta na forum gliwic i jestem ciekawy kto wg niego
        stworzył obozy w Dachau, Oświęcimiu , getta dla żydów ?????????

        Same sie kur..... stworzyły a rycerska armia niemiecka nic o nich nie wiedziała
        • Gość: mysl258 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.05.05, 01:56
          Przejmowanie sie opiniami tego goscia mija sie z celem. Mozna sie z nich
          posmiac ale wszelka polemika nie ma najmniejszego sensu z uwagi na to, ze on po
          prostu ma bardzo zawezone spojrzenie na swiat. Biorac pod uwage to, ze
          wychowywal go ktos walczacy po stronie hitlerowskich Niemiec (do czego sam sie
          przyznal w tym watku- na dodatek zdajac sie byc z tego dumnym), nalezy mu raczej
          wspolczuc.
          • Gość: miki IP: *.dip.t-dialin.net 01.05.05, 16:08
            Nie calkiem na temat,jednak zwiazane.General Henrici dowodzacy w ostatniej fazie
            obrony Berlina,zadzwonil w czasie walk o Seelowskie wzgorza do Hermana Göringa i
            zameldowal z wyrazna satysfakcja w glosie "ci panscy spadochroniarze,bohaterowie
            spod Monte Cassino,poprostu zwiali.Przestraszyli sie i w panice
            uciekli".(Cornelius Rayan,Ostatnia Bitwa).
            Musieli rowniez zwiac spod Monte Cassino.Nawet nie zdazyli zabrac swoich rannych.
            Encyklopedia IIwojny swiatowej Christiana Zentnera podaje ze alianci stracili
            pod Monte Cassino 12000 ludzi,natomiast Niemcy 20000.
    • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 12:47
    • Gość: ZDF IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 20.05.04, 13:20
    • Czy może przypadkiem wiesz, czy kombatanci niemieccy spod Monte Cassino biorą w
      tym roku udział w uroczystościach rocznicowych i czy w tę ostatnią wielką
      rocznicę (bo dalszych okrągłych rocznic już mało kto dożyje) ma dojść do czegoś
      w rodzaju oficjalnego pojednania między kombatantami obu wrogich stron?

      Coś takiego jest planowane w Normandii, przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie
      kombatanci alianccy z niemieckimi chodzą na piwo od dziesięcioleci.
      • Gość: NEMO IP: 5.5R4D* / *.saix.net 20.05.04, 14:43
        Poruszyl kolega ciekawy problem kontaktow kombatanckich. Jestem ciekaw jak to
        wyglada przy okazji badan kolegi. Moje spostrzezenia ( bardzo amatorskie) nie
        za bardzo potwierdzaja fakt powszechnego, wspolnego chodzenia na piwo. W
        polowie lat 70 tych w Norwegii stosunek byl raczej niechetny. Z Brytyjczykami
        chyba podobnie, od lekko niechetnego do wrogiego ( pojecie " Bad eggs all of
        them" znane z popularnego programu BBC dosyc dobrze odzwierciedlalo te
        nastroje).
        W Poludniowej Afryce sprawa jest raczej zagmatwana z przyczyn historycznych
        lecz nie tylko.


        Pozdrawiam
        • Gość portalu: NEMO napisał(a):

          > Poruszyl kolega ciekawy problem kontaktow kombatanckich. Jestem ciekaw jak to
          > wyglada przy okazji badan kolegi. Moje spostrzezenia ( bardzo amatorskie) nie
          > za bardzo potwierdzaja fakt powszechnego, wspolnego chodzenia na piwo. W
          > polowie lat 70 tych w Norwegii stosunek byl raczej niechetny. Z Brytyjczykami
          > chyba podobnie, od lekko niechetnego do wrogiego ( pojecie " Bad eggs all of
          > them" znane z popularnego programu BBC dosyc dobrze odzwierciedlalo te
          > nastroje).
          > W Poludniowej Afryce sprawa jest raczej zagmatwana z przyczyn historycznych
          > lecz nie tylko.

          > Pozdrawiam
          --------------------------------------------------------------------------------

          Tak, to racja. Tu nie można mówić o masowości zjawiska, ani o żadnych jego
          regułach. Nie wiem, jak państwo się między sobą dogadują, czy są to spotkania
          typu nacja/nacja, albo dywizja/dywizja, ale wiem jedno. Od roku 1968, może 69
          datuje się coś w rodzaju wielkiego pojednania niemiecko-kanadyjskiego. Jest to
          o tyle fascynujące, że najgorszych mordów na swoich jeńcach dopuścili się w
          Normandii właśnie Niemcy i Kanadyjczycy. To był po prostu mord za mord. Już
          nawet nie wiadomo, kto to rozpętał, ale nie musi być tak, że obowiązuje tu
          jedynie słuszna wersja naszej strony, iż to Waffen SS zainicjowało. Doskonale
          opisuje to w swojej książce kanadyjski gen. Harry W. Foster - weteran z
          Normandii i jeden z licznych kanadyjskich żołnierzy, którzy nie udają dobrego,
          szlachetnego alianta. Polecam Ci tę książkę. Napisał ją syn generała, ale tylko
          taki zabieg formalny, de facto to jest prawie książka generalska. A więc: Tony
          Foster - "Meeting of Generals".

          W roku 1970 w Niemczech odbyło się pierwsze wielkie spotkanie niemieckich i
          kanadyjskich weteranów z Normandii i od tego mniej więcej czasu kombatanci obu
          państw są raczej zdolni do normalnej, refleksyjnej, rozmowy.

          Pozdrawiam
          • Gość: NEMO IP: 5.5R4D* / *.saix.net 20.05.04, 15:55
            Dziekuje za informacje o ksiazce.
            Przy okazji wyjasnienie. Nie jestem z pokolenia "kombatanckiego" lecz moi
            Rodzice i ich najblizsi tak.


            Pozdrawiam
            • Gość portalu: NEMO napisał(a):

              > Dziekuje za informacje o ksiazce.
              > Przy okazji wyjasnienie. Nie jestem z pokolenia "kombatanckiego" lecz moi
              > Rodzice i ich najblizsi tak.



              Jeśli można - dodałbym do tego, że wspomnienia generała Harry’ego W. Fostera
              pt. „Meeting of Generals” warto poznać także z tego powodu, że jest to
              człowiek, który po wojnie sądził za zbrodnie wojenne SS-Brigadeführera Kurta
              Meyera - dowódcę 25. Pułku Grenadierów Pancernych SS. Ale sądził go z
              przeświadczeniem, że nie ma do tego moralnego prawa, tak wiele Kanadyjczycy i
              inni alianci popełnili mordów w Normandii na jeńcach niemieckich. I Foster
              wyraźnie o tym pisze. Do pewnego momentu Foster sam nie chciał wierzyć, że
              alianci masowo mordowali jeńców niemieckich, dopóki nie pokazano mu pisemnego
              rozkazu kanadyjskiego oficera nakazującego swoim podkomendnym natychmiastowe
              rozstrzeliwanie jeńców, a nie odsyłanie ich do obozów. Był to moment przełomowy
              w psychice Fostera i jego postrzeganiu wojny. Foster miał po wojnie wielką
              odwagę cywilną powiedzieć własnemu społeczeństwu, że Kanada miała podczas II
              wojny zarówno bohaterów, jak i zwyczajnych zbrodniarzy wojennych.

              Pracuję m.in. z tą obszerną książką oraz z kombatantami polskimi, amerykańskimi
              i kanadyjskimi nad spisaniem historii wydarzeń w kotle Falaise pomiędzy 8 a 22
              sierpnia 1944 r. Zabiegam, by dołączyli do tej grupy kombatanci niemieccy z
              tego rejonu walk, gdyż wiem kto dysponuje bazą ich danych teleadresowych.
              Koledzy mają tu rację – kwestia wzajemnego pojednania między ludźmi, którzy
              nieraz musieli walczyć ze sobą na bagnety jest niezmiernie trudna. Kombatanci
              zachodni jakoś się przełamali i są zdolni do poprawnych kontaktów z byłymi
              niemieckimi wrogami. Trochę inaczej to wygląda w przypadku polskich żołnierzy.

              Pozdrawiam
              • Gość: NEMO IP: 5.5R4D* / 198.54.202.* 20.05.04, 17:45
                Dziekuje za dodatkowe informacje.
                Drobna refleksja. Z "pojednaniem" kombatantow polskich i niemieckich problem
                pozostanie az do momentu, gdy ostatni z nich umrze. Jest to mimo wszystko
                troche inny uklad niz z kombatantami krajow zachodnich.
                Chyba tez sprawa podswiadomosci. Udzielam konsultacji firmom niemieckim, wielu
                z pracownikow, Niemcow, znam bardzo dobrze a mimo wszystko, niezaleznie od
                wieku, sprawy wojny sa dyskretnie omijane przez obie strony - tak jest jakos
                wygodniej.


                Pozdrawiam
        • Ciekawe, czy zależec to może np. od formacji? Być może lotnikom lub marynarzom
          łatwiej przychodzi przełamywanie stereotypu wroga i dostrzeżenie jakiegoś
          podobieństwa, wspólnoty losu u przedstawiciela strony przeciwnej.

          Przypomniało mi się, co napisał W. H. Auden w eseju "Grecy i my". Otóż szukając
          analogii we współczesności, doszedł do wniosku, że bohatera homeryckiego
          najlepiej porównać do pilota myśliwca i że obu charakteryzuje silniejsza więź
          ze swoim przeciwnikiem niż z własną czeladzią (u Homera) czy piechotą (u
          pilota).

          Pozdrawiam
          • adrzewoj napisał:

            > Ciekawe, czy zależec to może np. od formacji? Być może lotnikom lub
            marynarzom
            > łatwiej przychodzi przełamywanie stereotypu wroga i dostrzeżenie jakiegoś
            > podobieństwa, wspólnoty losu u przedstawiciela strony przeciwnej.
            --------------------------------------------------------------------------------


            Psychologowie już to kiedyś zdiagnozowali. Łatwiej jest się pojednać
            żołnierzom "kabinowym", niż "okopowym".

            Dlatego najwcześniej ze wszystkich względnie pojednali się lotnicy i marynarze,
            dla których II wojna to głównie walka ze sprzętem z niewidocznym wewnątrz niego
            człowiekiem. Takie wrażenia przebijają zresztą z wielu wspomnień lotników: "Ja
            strzelałem do samolotu, nie do człowieka".

            Inaczej jest z piechotą. Po walce wręcz myślę, że nie tak łatwo pojednać się po
            20-, 30-, czy 40 latach ze stroną przeciwną.

            Pozdrawiam
            • No i co pokazali Film w ARD o Monte Cassino o Niemcach opowiadali tylko w
              samych superlatywach
              --
              pyrsk
              Ballest
              • a co mieli szkopy o sobie mowic?
                ze w tylek dostali od jakis tam polaczkow?
                widze ze ballest zaczyna byc specem od spraw militarnych
                --
                Woytas€
                jestem tu:
                N 50`05,593
                E 18`35,511
                • Ach wojtku. przeczytaj prawde o turystach Generala Andersa na tym watku:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=94&w=12753885
                  --
                  pyrsk
                  Ballest
                  • balest chyba nie chcesz powiedziedz ze doborowa jednostka niemiecka wycofała
                    sie z Klasztoru żeby gościnnie ustąpić miejsca Polakom? Wycofali sie bo
                    musieli,byli juz zdziesiątkowani przez aliantów /w tym oczywiście przez POlakow.
                    Na wspomnienia twojego ojca który był dobrowolnym faszystą,odpowiem
                    wspomnieniem Poznaniaka ,który dobrowolnie przedostał się na zachód aby walczyć
                    z faszyzmem.Strzelali do nas Slazacy,gdy ich osaczylismy podnosili ręce do gory
                    i krzyczeli nie strzelojcie my Polacy.Nie zawsze braliśmy ich do
                    niewoli.Słusznie.
              • Gość: Pzl IP: *.interkam.pl / *.interkam.pl 22.05.04, 01:35
                I po co ty sie tak meczysz ??
                Po co wywarzasz otwarte drzwi?
                Przeciez dla kazdego jest jasne ze Polacy wygrali ta bitwe PROPAGANDOWO.
                Teraz sie zastanów i powiedz uczciwie, gdyby twój ojciec nie walczył w tej
                bitwie to chciałoby Ci sie szukac informacji o bitwie w innych niz źródłach niz
                podręczniki ??? Nie, prawda :)
                I to jest własnie mitologia, wszyscy sie nią karmimi.
                My mitologia zdobywców klasztoru, a ty mitologia ojca obrońcy.

                Na koniec powiedz lepiej gdzie i kiedy ojciec dostał sie do niewoli i w jakiej
                jednostce Wojska Polskiego konczył wojne.
                Bo chyba tak to było ??
                • parowkowym prowokatorom glosne NIE !!!
                  --
                  Woytas€
                  jestem tu:
                  N 50`05,593
                  E 18`35,511
                  • "Na koniec powiedz lepiej gdzie i kiedy ojciec dostał sie do niewoli i w jakiej
                    jednostce Wojska Polskiego konczył wojne.
                    Bo chyba tak to było ?? "

                    fajnie, co !!! Ojciec w polskim wojsku, ja nie moglem zostac " zuchem" bo
                    uwazal, ze tam sie partyzantow produkije, a partyzant to obludnik, z przodu sie
                    do Ciebie smiej a z tylu ci wlozy noz do plec.
                    Nie posadzaj wiec ojca o ZDRADE!
                    Tak, ojciec sie dostal dwa razy do niewoli, raz w Afryce do francuskiej i byl
                    w Side bel abes, uciekl z dwoma kolegami, (jeden kolega zginal w czasie tej
                    ucieczki)
                    Z pomoca Arabow dostal sie z Bizerty (Tunezja) na Sycylie, przebnil sie przez
                    ALIANCKI Front i walczyl znowu w swej jednostce pod Monte Cassino.
                    Drugi raz dostal sie do brytyjskiej niewoli w walkach nad Arno, stad tez uciekl
                    i mieszkal w Niemczech do 1948 roku, gdzie jako zawodowy zolnierz chcial sie
                    zaciagnac do Legii Cudziemskiej, ale go bracia odkryli i jako jedynego kawalera
                    (oni byli w Niemczech ozenieni) na Slask wyslali bo mojej "omie i opowi" Polacy
                    renty nie placili (Opa byl niemieckim Beamtem, czytaj urzednikiem.
                    Ciekawostka:
                    Bedac w Opolu ojciec spotkal przypadkowo znajomego, ktory sie zdziwil, ze
                    zyje, bo on tez byl w Sidi Bel Abes, a Francuzi po ich ucieczce oglosili, ze
                    ich zastrzelono.

                    --
                    pyrsk
                    Ballest
                    • Gość: es IP: *.bicom.pl / *.bicom.pl 24.05.04, 18:21
                      balast a twoj tatus nie nazywal sie czasem franek dolas? i jak cie nie chcial
                      zapisac do zuchow to mogl do hitlerjungen tam to sie zolnierzy produkowalo co
                      batest? nozem w plecy ci nie dali ale cywliow do komory gazowej albo
                      rozstrzelac to juz bylo dla niemcow honorowo. a tak tez patrzylem kilka watkow
                      wczesniej jak to sie twoj tatus dziwil ze polacy prosili o zycie jak sie do
                      niewoli dostali. moj dziadek tez mi o niemcach opowiadal jak sie do niewoli
                      dostali i lepsi nie byli. tak wiec balet nie badz taki madry i sie
                      doswiadczeniami tatusia nie zaslaniaj bo nie wiesz jakbys sie sam zachowal.
                      • Gość: miki IP: *.dip.t-dialin.net 24.05.04, 19:36
                        Slazacy brani do niewoli darli sie "hitler(Deutschland)kaput,i zaraz dodawali
                        ze sa Polakami wzietymi do wojska pod przymusem.(to bylo bardzo czesto zgodne z
                        prawda)Duzy odsetek zolnierzy II korpusu,to byli tzw Kesselringowie,czyli byli
                        zolnierze hitlera.Rowniez byli spadochroniarze i wafenssmani.
                        PS.Czy znacie wydana w RFN ksiazke Janusza Piekalkiewicza "Die Schlacht von
                        Monte Casino"? Mysle ze istnieje rowniez wersja Polska.Z ciekawostek,jest tam
                        wywiad z jednym z "zabitych"przez Polakow rannych Niemcow wzietych do niewoli w
                        ruinach klasztoru.Jeden z tych rannych wytoczyl przed Niemieckim sadem sprawe
                        przeciwko wydawcy ksiazki w ktorej napisano ze Polacy rozstrzelali rannych.Sad
                        nakazal wycofac ksiazke z sprzedazy i usuniecie oczerniajacego Polskich
                        zolnierzy akapitu.
                        • Byłem na tym cmentarzu i pozwolę sobie zauważyć na podstawie własnych
                          obserwacji, że podana w artykule liczba ponad 20000 Niemców tam leżących jest
                          prawdziwa, ale nie jest prawdziwe to, że zostali oni zabici pod M.Cassino.
                          Sądzę , że na tym cmentarzu leżą polegli z całych południowych Włoch. Daty
                          śmierci sa już z września 1943 więc daleko od pierwszych starć pod Cassino.
    • Gość: rezerwista IP: *.protonet.pl 02.05.05, 14:15
      [Jeśli można - dodałbym do tego, że wspomnienia generała Harry’ego W. Fostera
      pt. „Meeting of Generals” warto poznać także z tego powodu, że jest to
      człowiek, który po wojnie sądził za zbrodnie wojenne SS-Brigadeführera Kurta
      Meyera - dowódcę 25. Pułku Grenadierów Pancernych SS. Ale sądził go z
      przeświadczeniem, że nie ma do tego moralnego prawa, tak wiele Kanadyjczycy i
      inni alianci popełnili mordów w Normandii na jeńcach niemieckich. I Foster
      wyraźnie o tym pisze. Do pewnego momentu Foster sam nie chciał wierzyć, że
      alianci masowo mordowali jeńców niemieckich, dopóki nie pokazano mu pisemnego
      rozkazu kanadyjskiego oficera nakazującego swoim podkomendnym natychmiastowe
      rozstrzeliwanie jeńców, a nie odsyłanie ich do obozów. Był to moment przełomowy
      w psychice Fostera i jego postrzeganiu wojny. Foster miał po wojnie wielką
      odwagę cywilną powiedzieć własnemu społeczeństwu, że Kanada miała podczas II
      wojny zarówno bohaterów, jak i zwyczajnych zbrodniarzy wojennych.]

      Tych zwyczajnych zbrodniarzy w każdej armii jest niestety za duży procent. Po
      prawdzie oni (cywile) do armii przychodzą zazwyczaj jako zwykli ludzie, tam
      jednak ich umysły poddaje specyficznej obróbce. Zaczyna się od niewinnego
      słownictwa np. "enpel" = "nieprzyjaciel", "zlikwidować" = "zabić", "zrobić
      wywiad" = "torturować", "nasz = święty", "nie nasz = wróg" itd., itp. Poza tym
      wmawia się rekrutowi, że zwycięzców się nie sądzi. Na koniec napomyka się o
      takich bzdetach, jak honor żołnierza, jak ochrona ludności cywilnej, prawa
      jeńców.
      Czytam właśnie jak to wyglądało w I Wojnie, zwykła rzeź, słowo litośc było
      prawie nieznane. W II Wojnie było tylko gorzej, czego się zatem spodziewać po
      III??
      Proszę zatem nich nikt nam nie mówi, że jakaś J.W. w czasie wojny była bez
      grzechu, a że tylko niektórzy z winnych byli osądzeni, a większość barbarzyńców
      dostała medale, to inna sprawa. Czterej pancerni i pies odebrali niektórym
      rozum, tego typu filmy powinny być zakazane.
    • Gość: palka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.05, 17:27
      Trochę z innej beczki.
      Mam spisane wspomnienia kogoś z rodziny. Był w jednostce, której część
      żołnierzy (ok. 200) została rostrzelana pod Ciepielowem(początek Września 39),
      widać, że był to standard od początków wojny.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.