Dodaj do ulubionych

Wojna jest taka przereklamowana

07.10.17, 00:14
Myśliwiec z II wojny światowej był urządzeniem zaprojektowanym na jak największe osiągi. Nie ma zbędnej masy - w tym czegoś takiego jak systemy awaryjne. Jak coś zawiedzie, od razu jest większy problem. Dziś my, piloci, jesteśmy przyzwyczajeni do przynajmniej potrójnych systemów zabezpieczeń w nowoczesnych samolotach komunikacyjnych i wojskowych.



Spitfire pl/cz OPS2014 from Mro on Vimeo.

Z tego, co pan mówi, to latanie tym myśliwcem, choć jak na swoje czasy był znakomity, brzmi jak rosyjska ruletka.

- W czasie wojny samolot był załadowany bombami i zatankowany pod korek. Żeby wystartować z polowego lotniska, trzeba było szybko osiągnąć maksymalną moc. A jak się tę maksymalną moc przełoży na wielkie śmigło Spitfirea, to okazuje się, że ten samolot jest bardzo trudno utrzymać w prostej linii na pasie startowym. Zdecydowanie ściąga w lewo i trzeba to umieć skontrować. Jak ten problem pokonamy, jeśli nie wybuchnie opona na jakieś dziurze - rozpędzony samolot można oderwać od ziemi i wtedy trzeba szybko schować podwozie.

Dlaczego szybko?

- Bo się silnik przegrzeje. Spitfire zbudowany został do lotów na dużych wysokościach. Przy ziemi, na pełnych obrotach, ciecz chłodząca silnik ugotuje się po mniej niż minucie.

Podwozie jest umieszczone przed chłodnicami, więc trzeba je po starcie schować, żeby zapobiec przegrzaniu silnika. Żeby schować podwozie, trzeba zamienić ręce na sterach. Lewą złapać drążek sterowniczy, a prawą sięgnąć do dźwigni po prawej, na dole, przed fotelem pilota. Koła wchodzą w skrzydła, a tam jest miejsce dokładnie na te koła. Jeśli próbujemy schować kręcące się koła, możemy uszkodzić i skrzydło i podwozie. Będzie bolało przy lądowaniu.

I teraz utrudnienie: we wszystkich znanych mi samolotach dźwignię chowania podwozia ciągniemy do góry. A w Spitfire najpierw w dół i dopiero w górę. Tylko wtedy sworznie podwozia - odpowiadające za jego chowanie - wejdą na swoje miejsce jak należy.

I niby to nie problem, ale pamiętajmy: prawą rękę mamy zajętą podwoziem, a lewą drążkiem. Więc jeśli zapomnimy zabezpieczyć dźwignię gazu przed startem - utrata mocy będzie natychmiastowa. Mamy na pokładzie ciężkie bomby i nie mamy trzeciej ręki, którą możemy szybko zadziałać. A dookoła startują inne samoloty, trzeba się spieszyć i mieć oczy dookoła głowy. Jeśli będziemy sterować podwoziem Spitfirea nieuważnie - czyli za szybko je schowamy albo tylko podniesiemy dźwignię, zamiast ją najpierw opuścić - łatwo możemy doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji: jedno koło schowane, a drugie nie. Lądowanie skończy się wtedy na pewno przewróceniem samolotu na plecy. A musi pan wiedzieć, że jeśli Spitfire ślizga się po ziemi kabiną w dół, to trzy i pół tony jego masy ma spore szanse ściąć głowę pilota.
szacun dla tych ludzi. Swoją drogą ciekawe ilu współczesnych pilotów dałoby wtedy radę...
Edytor zaawansowany
  • 07.10.17, 08:57
    E tam. To tak jakby się zastanawiać czy współcześni kierowcy daliby sobie radę z autem bez absa czy czujników parkowania. Dałoby, dałoby, co za problem.
  • 07.10.17, 13:51
    Dodaj jeszcze np zmianę biegów w Ford T, albo przyśieszacz zapłonu i międzynarodowych w skrzyni biegów bez synchronizatorów.
    Pzdr

    --
    patmate
  • 07.10.17, 13:52
    Miał być międzygaz

    --
    patmate
  • 07.10.17, 10:54
    Na twoim miejscu nie martwiłbym się o pilotów ale ale o internautów których przerasta sensowne wstawianie linków.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.