Dodaj do ulubionych

13 grudnia zaskoczył wszystkich... ukłony dla Zulu

IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 12.12.03, 13:05
13 grudnia 1981 zaskoczył wszystkich. Owszem, jak zwykle znaleźli się tacy,
którzy „coś” czyli stojąc w kolejce po mięso czy papier. Ale fakt pozostał
faktem – zaskoczenie społeczeństwa było kompletne. Potem, analizując wypadki
i różne drobne wydarzenia – pozornie nieistotne – wszystko układało się w
logiczną całość. Pamiętam jak dziś te wydarzenia. Minuta po minucie tak,
jakby wszystko zdarzyło się wczoraj.
Poprzedniego dnia czytałem do późnego wieczora książkę korzystając z okazji,
że akurat był 7-my stopień zasilania i w mojej dzielnicy był prąd. Spać
poszedłem koło 23, więc rano chciałem się wyspać. W końcu była wolna sobota
i nie musiałem iść na zajęcia na polibude. Wcześnie rano obudził mnie hałas,
harmider. Byłem zły – w końcu chciałem się porządnie wyspać. Przybiegł mój
młodszy brat – Paweł, żebym wstawał bo coś się dzieje. Nie chciałem go
słuchać, ale przybiegł też mój ojciec. Już ubrany a była, jak spojrzałem na
zegarek 7.30 i za oknem szaro jak to w zimowy świt. Już miałem mówić by dali
mi święty spokój, gdy usłyszałem za oknem hałas przelatującego samolotu
odrzutowego – musiał lecieć dość nisko i blisko mojego domu – było to samo w
sobie dość niezwykłe, bo nikt nigdy tu nie latał. Widziałem samolot przez
mgnienie oka, ale poznałem, że to był Su-22. Kilka sekund później usłyszałem
głośny huk wybuchu. A po ułamku sekundy jeszcze jeden. W jednej sekundzie
się przebudziłem. Rozbił się! – pomyślałem. Ale nie, słyszałem jak poleciał
dalej. Wyskoczyłem z łóżka i zacząłem się ubierać. Ale sensacja. Wtedy
ojciec zaczął mi mówić, że coś niedobrego i dziwnego się dzieje. Sam nie
wiedział dokładnie co. Dochodziły sprzeczne informacje i coraz to
dziwniejsze informacje. Gdy wstał rano by iść stanąć w kolejce do
pobliskiego sklepu „Społem” jak zwykle włączył radio. Lecz nie działało –
same piski i trzaski. No cóż – nic nowego. Tym razem przestało nadawać
radio. Jednak gdy stał już w kolejce po koszyk ludzie opowiadali, że jakiś
generał Jaruzelski od rana gada przez telewizor – i to było bardzo dziwne,
bo rano nadawano jedynie sygnał kontrolny. A generał mówił coś o zagrożeniu,
wielkiej próbie, odpowiedzialności, rozwadze, no i w końcu, że mamy stan
wojny! Jakiej wojny pytałem. Nie wiedział tego dokładnie nikt. Każdy mówił
co innego. Jedni że generalicja się chce rozprawić z Solidarnością i zdławić
ten „zagrażający socjalizmowi” ruch społeczny i używa do rozprawy z narodem
polskiego wojska. Tak gadał stary dziad, pijak, więc nikt mu nie wierzył. To
byłoby po prostu niemożliwe. Inni, że na pewno atakują nas NATO i Regan.
Każdy mówił przez drugiego i nic nie można było zrozumieć. Gdy jednak do
kolejki pod sklepem przyszła też córka naszego sąsiada – milicjanta Kasia i
powiedziała, że tata został pilnie wezwany w nocy na służbę a jej kazał
wykupić mąkę, chleb, kasze i w zasadzie wszystko co się da – ojciec
postanowił wrócić po resztę kartek i też wykupić. No i wtedy nadleciał ten
samolot.
Szybko się ubrałem i bez wahania pobiegliśmy z bratem w stronę tego miejsca,
gdzie spodziewaliśmy się zobaczyć wrak samolotu. W miarę upływu czasu nasze
zdziwienie i ciekawość rosło coraz bardziej. Na mieście było mnóstwo
milicji, radiowozy jeździły to w jedną to w drugą stronę. Wtedy też po raz
pierwszy zobaczyłem, że milicja ma już nowoczesne i piękne jednocześnie
polonezy. Co ważniejsze jednak, po ulicach jeździło wiele wojskowych
ciężarówek, gaziki. I co jeszcze dziwniejsze w centrum, do którego
dotarliśmy tramwajem, który akurat jechał – zwykle trzeba było czekać, a tu
proszę od razu – że żołnierze układają worki z piaskiem i drut kolczasty
wokoło ważniejszych budynków w centrum. Pytamy co się dzieje. Wielki
bałagan, brak koordynacji, krzyki. Co jakiś czas słyszymy strzały.
Pojedyncze, krótkie serie ale też i długotrwałą wyminę ognia. Liczba
strzałów się nasila. Coraz więcej ludzi na ulicach, każdy pyta o co chodzi,
co się dzieje. Czyżby powtórka z przed 11 lat? Ale przecież nie ma żadnej
manifestacji, ludzie mają swoje związki zawodowe, napięcie się zmniejszyło.
Żołnierze niewiele wiedzą. Dostają sprzeczne rozkazy i na tym się
koncentrują. Sytuacja coraz bardziej nerwowa. Na szczęście wyszliśmy z domu,
zanim się zaczęły strzały. W innym przypadki na pewno by nas matka nie
puściła. Pewnie teraz umiera ze strachu o nas.
Jest chwilę przed ósmą rano a tłum już wyszedł na ulice. Wszyscy pozałączali
radio – ale ono nadal milczy. A od czasu gdy przeleciał samolot i usłyszałem
wybuch nie ma też telewizji i przemówienia generała. Nikt nie wie co to za
strzały. Stoimy z bratem w coraz bardziej gęstniejącym tłumie na placu – co
za zbieg okoliczności – Żołnierza pod pomnikiem wdzięczności Armii
Radzieckiej, gdy pojawia się Star 660 z głośnikami. Ktoś tam apeluje by się
rozejść, żeby nie robić zbiegowiska itp. Nikt go oczywiście nie słucha.
Ludzie żądają wyjaśnień. Otaczają z każdej strony stara. Facet w mundurze
pułkownika – znam go – wredny i głupi internacjonalista, szef studium
wojskowego, każe nam wracać do roboty, nie robić zbiegowisk. Nie odpowiada
na pytania co to za strzały słychać w oddali. Jakiś młody chłopak wdrapuje
się na stara i chce otworzyć kabinę. Pułkownik każe mu ruszać, ale kierowca
nie chce rozjechać ludzi i stoi. Tylko trąbi i błyska światłami nie wiadomo
po co, przez co jeszcze podgrzewa atmosferę. W tym tez momencie podjeżdża z
drugiej strony placu gazik – ma przestrzelone szyby i podziurawione drzwi.
Uwaga tłumu się na nim skupia. Wyskakuje z niego młody porucznik i krzyczy
do ludzi, że wojna, że zdrada, że napadli. Z auta wysiada tez nie najmłodszy
sierżant i też zaczyna opowiadać. Tłum ich otacza i każdy krzyczy co? Co
się stało? Z kim wojna? Starszy człowiek klęka na śniegu i zaczyna się
modlić na głos. Chwilę potem dołączają do niego dwie babiny. Przeciskam się
przez tłum i krzycze do porucznika by ten wszedł do wozu propagandowego i
gadał przez megafon. On mnie usłyszał, zobaczył wóz i pobiegł w jego stronę.
A tam stary cap nie zamierza przestać nawoływać by się rozejść iść do
zakładów pracy. Ale widać, że ze strachu już zielenieje. Młody chłopak
wyrywa wreszcie drzwi, porucznik wspina się do kabiny w zasadzie po głowach
tłumu. W środku widać, że kłóci się z pułkownikiem. Megafon jest włączony,
więc wszystko słychać. Stary drze się na młodego że go zdegraduje, że go pod
sąd polowy, że to kontrewolucja. A młody, mu na to: żeby przestał pierdolić,
bo nas Niemcy atakują wraz z Ruskimi i trzeba się bronić! Szamoczą się i
stary wypada z kabiny wprost na tłum. Wtedy porucznik woła do mikrofonu:
Ludzie! Dziś w nocy wojska Układu Warszawskiego zrobiły nam taką samą
świnie, jak my Czechom w ’68. No i Niemcy idą i są już tuż tuż. Ale że
polska armia się nie podda bez walki. Stad te strzały – to wojska wierne
gen. Jaruzelskiemu rozbrajają tych co posłuchali WRON-u ( Wojenno-
Robotniczej Obrony Narodowej – instytucji, o jakiej nikt nie słyszał, a
podobno wiernej nowemu rządowi, jaki przyjechał nad ranem do Warszawy z
Moskwy.) Porucznik informował też, że są już pierwsi zabici i ranni.
Apelował by oddawać krew w szpitalu kolejowym i wojskowym na ul. Unii
Lubeslkiej. Mówił, też że telewizji nie ma bo enerdowski samolot
zbombardował przekaźnik TV.
Wśród ludzi zawrzało. Jedni zaczęli kląć jak szewcy, inni lamentować.
Ogólnie powstał gniew niesamowity i chęć do działania. W poruszeniu ktoś
znalazł dokument co wypadł pułkownikowi z kieszeni gdy ten spadł ze stara. A
stało w nim napisane coś w tym stylu: pułkownik taki a taki, członek WRON nr
527236, i to samo po rosyjsku i niemiecku. Gdy to przeczytano, z pułkownika
w ciągu paru sekund został mokry od krwi kawał mięsa i kości w po
Edytor zaawansowany
  • Gość: Zulu IP: *.telia.com 12.12.03, 20:44
    kpt.Zbik,
    Wtedy zadzwonil telefon, 0,30 z drugiej strony atlantyku znajomy glos
    informowal,Zulu lzy sie kreca w oku obserwujemy obraz z satelity ktory pokazuje
    zatoke gdanskao tuz za linia horyzonty stoja sovieckie okrety
    wojenne.Powiedzial rowniez o ogloszeniu stanu wojennego.unas wszystko spalo.Za
    telefon natychmiast nawiazalem kontakt z wladzami szwedzkimi.meldunek przyjeto
    powaznie.W 10minut pozniej nad nasza miejscowoscia dyzurna para Vigenow prula
    na wysokosci 300m nad Baltyk,celem sprawdzenia mojej informacji.Wyzej nie mogla
    teren zastrzezony dla lotnictwa cywilnego,Kastrup DK i Sturup S.Wiem ze byla
    dobra.Uspokoilem sie, zona zaczela plakac.Pozniej sie dowiedzialem ze rowniez w
    powietrze wzniosly sie dwa samoloty z zamontowanym system AWAC i caly czas
    nadzorowaly obszar powietrzny Polski.One byly pod nadzorem tylko amerykanskim.W
    razie czego byly wstanie sparalizowac cala lacznosc radiowa paktu
    warszawskiego.W ciagu nastepnych dni dostaly sie w ich zasieg niektore
    samoloty,mialy przygody nawigacja plus przyrzady kontrolne nie
    funkcjonowaly.Jeden ladowal kolo pasa Koszalin.Fakt faktem sluzby space
    pracowaly pelna para w tych dniach.
    Dwa dni wczesniej cos przeczuwalem instyktownie ,zakupilem caly samochod
    jedzenia tak ze kierowca siedzial otoczony paczkami.Zostal wyslany do
    swinoujscia.tam przyjechali ludzie z Warszawy i przeladowali zawartosc,
    kierowca wrocil tym samym promem.Auto bylo zony.ja wtedy nie moglem jezdzic do
    Polski.To bylo jedno ,co w tym czasie najlepiej moglo pomoc ludziom i
    rodzinom.Tak sie mnie wydawalo.Do dzisiaj pamietaja na ile czasu to starczylo.
    Pamietajcie myslami bylismy wtedy z Wami.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka