Nauczyciele będą się uczyć bo uczniowie mają zł...
Projekt w zalozeniu moze i niezly, ale przyszlosc i tak czarnbo
widze. Odkad zaczelam studia pedagogiczne zawsze powtarzam, ze
wszelkie szkolne reformy to poronione pomysly. Ministerstwa
eksperymentuja na dzieciach, zamiast ugryzc problem u podstaw. Czyli
gdzie? W ksztalceniu nauczycieli! Studia na wielu kierunkach oparte
sa na wkuwaniu ton materialu, cwiczenia czy praktyki szkolne to
jeden wielki cyrk, korzysta sie z "gotowcow" powielanych latami i w
tym wszystkim nie ma miejsca na samodzielne myslenie, na nauke innym
sposobem niz pamieciowe opanowanie materialu. Nie ma mowy o
ksztaltowaniu umiejetnosci wspolpracy z innymi, bo to jeden wielki
wyscig szczorow i liczy sie pojemnosc pamieci, a nie umiejetnosci:/
Czego zatem wymagac od dzieci w szkolach? Najlatwiej przedrukowac
podreczniki i poprawic wyglad obrazkow, ale czy cele nauczania
obowiazuja tylko na papierze? Nauczyciele wymagaja tego samego,
czego wymagano od nich: wkuwania informacji, zdobywania punktow na
testach i cichego siedzenia na lekcjach. Jak ktos, kto nie potrafi
samodzielnie myslec moze innym wytlumaczyc w jaki sposob cos ugryzc,
zeby zrozumiec o co chodzi? Przyjrzyjscie sie w jakiejkolwiek
klasie, ile dzieci potrafi czytac tekst ze zrozumieniem, ile potrafi
rozwiazac zadania tekstowe z matematyki? Do niech nie da sie
podlozyc gotowych wzorow, trzeba wiedziec od czego zaczac. uczniowei
sa niesamodzielni, nie potrafia szukac informacji, latwiej z nich
zrobic chodzace encyklopiedie, ktore wszystko moga wkuc. Po co? Nie
latwiej nauczyc jak i gdzie szukac informacji? Jak odrozniac
rzetelne dane od czichs osobistych osadow? Zwalanie
odpowiedzialnosci na rodzicow nie ma sensu. Rodzice powinni byc
odpowiedzialni za wychowanie, do nauczania jest szkola. Tyle, ze
dopoki sposoby nauczania i wymagania programowe sie nie zmienia, nie
ma co oczekiwac cudow. Moj syn ma 6 lat i chodzi do holenderskiej
szkoly. W podstawowce nie przynosdza zadnych zadan domowych, ale
zajecia w szkole sa tak zaplanowane, ze w kazdym tygodniu jest czas
na prace wspolna z nauczycielem, wyjasnienie zawilosci nowego
materialu, ale tez praktyczne zastosowanie zdobytej wiedzy, prace
samodzielna i w grupach czy w parach. dzieciaki w starszych klasach
dostaja zadanie i same musza dojsc co z nim zrobic. Szkole bardzo
lubia, nauka jest super zabawa, a nie straszna koniecznoscia. W
systemie oceniania (testy sa 3 razy w roku) poza wiadomosciami i
praktycznymi umiejetnosciami ich wykorzystania bada sie rowniez
samodzielnosc, umiejestnosci spoleczne. Cos jak w
Polsce "zachowanie", tylko dosc szczegolowo rozpisane na
poszczegolne umiejetnosci spoleczne. Kopiowanie w Polsce zachodnich
systemow jest bez sensu, jesli kopiuje sie tylko materialna otoczke,
pozostajac przy wlasnych zalozeniach i wymaganiach. Uczniowei nie
beda przygotowani do zycia w spoleczenstwie, jesli w szkole nie maja
szans nauczyc sie samodzielnosci, zaradnosci i wspolpracy z innymi,
bo jedynym wymaganiem jest wkuwanie wiadomosci i rywalizacja z
innymi o oceny:/