Lenz po decyzji PO: Nie jestem bydgoszczożercą
Nie jestem ...żerca. Po pierwsze tłumaczy się zawsze winny. Po
drugie on jest naprawdę, zresztą jak i jego koledzy /Mężydło,
Wyrowiński, Wojtczak i inni/ "wielkim przyjacielem" Bydgoszczy. Po
trzecie to stwierdzenie o grach politycznych jest i niepolityczne i
pokazuje, tak sprawnie ukrywaną, do tej pory, twarz pana
przewodniczącego. Po czwarte o jakie wielkie inwestycje pana
Dombrowicza chodzi, czyżby halę w Toruniu, A1, obwodnicę Torunia,
most w Toruniu, aneksję AMB, renowację gotyku, czy może inne
toruńskie osiągnięcia. O wielkich bydgoskich
inwestycjach /pomijając WPWiK, ale to inna bajka - kredyty i
najdroższa woda i ścieki/ nic nie wiem. Po piąta to pochodzenie
marszałka, tutaj pan Lenz wspiął się na intelektualny szczyt,
zapomniał pewnie, że od 12 lat marszałek jest z Torunia i, że to
Bydgoszcz jest największym miastem tego województwa. Wywiad na
żenującym poziomie, a serwilizm pana redaktora porażający. Wniosek -
natychmiastowy rozwód z Toruniem