Dodaj do ulubionych

Uczelnie walczą z plagaiatmi

IP: *.polcard.com.pl / *.polcard.com.pl 22.07.04, 08:35
A może wrócić do starej dobrej praktyki prowadzenia porządnych seminariów
magisterskich? Albo wyznaczania nowatorskich tematów prac
licencjackich/magisterskich, a nie 12532 wiele wnosząca praca pod
tytułem "Karty bankowe jako środek płatniczy"?
Zasadniczo pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • Gość: Adam IP: *.t-s.pl 22.07.04, 09:02
    Broniłem sie 3 lata temu, pisanie pracy przypłaciłem ciężkim zmęczeniem.
    Specjalnie wybrałem taki temat, aby nie było do niego literatury. Trudno się
    pisze prace na teamty, które są oklepane, a literatury jest multum. Trudno
    wymyślać nowe teorie skoro jest 30 czy 50 ksiązek. Po kolejne - wykładowcy
    przez cały tok studiów uczą nas kombinowania, przyzwalają na ściąganie na
    egzaminach, wychodzą w ich trakcie albo biorą urlopy w czasie sesji. Zatem
    skąd to zdziwienie, że ludzie przez 5 lat nauczeni kombinowania nie piszą
    prac uczciwie. Czym skorupka nasiąknie...
  • Gość: da IP: 62.233.192.* 22.07.04, 20:29
    Masz rację jak wymagałem od studentów wiedzy na egzaminie i zaliczeniu to
    Dziekan ze swoimi kumplami wyautował mnie na urlop zdrowotny bo psułem szyki
  • Gość: 2ndairborne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 21:45
    Nikt rozsadny nie chce waszej pseudonauki chamy w gronostajach. Nadchodza czasy prawdy kiedy wszystkie dyplomy zmierzy najwiekszy egzaminator i wiekszosc z nich bedzie "mniej warta niz bilet do kina". Greetings from the sixth dimension where causal analysis died eons ago and morons like you burn in the eternal flame of justice
  • Gość: 2ndairborne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 21:54
    Dyplomy wyzszych uczelni mam dwa. Kazdy g*wno wart. Najwiecej warte okazalo sie moje hobby, ktore dzis pozwala mi sie smiac ze wspomnianych dyplomow.
  • Gość: arma IP: *.cise.ufl.edu 23.07.04, 06:46
    Opowiedz choc troche o twoim tajemniczym "hobby"....uuuuu boje sie......
  • Gość: 2ndairborne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 22:08
    To co nazywacie wiedza jest w wiekszosci, wykluczajac nauki scisle, propaganda majaca racje bytu tylko przy utrzymaniu pewnych stalych praw tego czegos co okrzyknieto cywilizacja. Problemem jest, ze stalosc tych "stalych" praw jest iluzoryczna. Konsekwencje stad plynace nie nadaja sie do dyskusji na tym forum. Go back to school. Refer to Godel's proof. If you're mentally capable to grasp the sense of it then maybe you're not beyond salvation.
  • Gość: arma IP: *.cise.ufl.edu 23.07.04, 06:43
    Wow, Godel's proof...wow. With such tremendous insight and erudition, how do
    you come up with pity to post here. 2nd airborne my ass. Spadaj.
  • Gość: Christo IP: *.stat.gov.pl 23.07.04, 08:14
    What are you doing at CISE?
  • Gość: RWerp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 10:42
    To może napisz coś o twierdzeniu Goedla? Tak żeby inni maluczcy pojęli coś z
    niezmierzonych głębin twojej erudycji?
  • Gość: buba IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 22.07.04, 23:02
    Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wykładowcy idą na łatwiznę, recenzenci nie
    czytają prac, a egzamin magisterski może w 25% weryfikuje znajomość własnej
    pracy przez magistranta. Ja broniłam się rok temu nt historii integracji
    europejskiej i materiały ściągałam z Brukseli, wyłącznie publikacje angielskie
    i francuskie (bo naszych nie ma). Dzięki temu miałam pewność, że nawet jeśli
    przepiszę jedno czy dwa zdania, to będą one jedynie tłumaczeniem. Poza tym
    napisanie 120 stron z kilkunastu kilkusetstronicowych pozycji daje małe pole do
    popisu przy zrzynce :-) Natomiast z 14 magistrantów z mojego seminarium, trzech
    ściągało prace z internetu, a dwaj kupili gotowe magisterki. Żenada...
  • Gość: Bożena IP: *.is.net.pl / *.is.net.pl 22.07.04, 09:24
    Swoją pracę mgr pisałam 30 lat temu, mój promotor spotykał się z nami co
    tydzień i omawialismy każdy napisany 'kawałek", nie wymagał od razu rozdziału,
    ale nawet jedna strona wystarczała by nad nią dyskutować. Wspominam ten czas
    jako ogromny wysiłek intelektualny i ogromną radość, tym wiekszą, że do mojego
    tematu nie było literatury, był natomiast wielki materiał badawczy w postaci
    rękopisów, listów i pamietników. Kolejną pracę pisałam 5 lat temu na studiach
    podyplomowych i też było podobnie choć inny wydział , inny temat, a promotor
    niezbyt biegle mówił po polsku. Mam tę satysfakcję,że moje prace są teraz
    udostępniane studentom... Pozdrawiam wszystkich piszących samodzielnie !
  • Gość: S IP: 63.81.204.* 23.07.04, 15:21
    Ja swoja prace magisterska pisalam ponad 3 lata temu. temat, do ktorego brak
    polskiej literatury. A jesli juz byla to tylko wzmianka. Moj promotor i
    opiekun, rewelacyjni ludzie. Pomagali, sprawdzali i dyskutowali. Dziekuje im z
    calego serca. Bo wiem, ze moja praca jest w 100% moja.
    a zzynanie jest wszedzie- nawet na sesji.Sama pamietam, ze kilka razy ominela
    mnie stypa naukowa. o zaledwie setne punkta. wkurzalo mnie niestety to, ze
    dostaja ja ci co zwalali na egzamie.
    ukonczylam studia bez problemow. pracuje w rewelacyjnej firmie, gdzie cenia
    mnie za moja wiedze, ktora zdobylam, dzieki wlasnej pracy a nie dzieki "pomocom
    naukowym". Byleby bylo wiecej rewelacyhnych promotorow i opiekunow pracy
    magisterskich a wowczas nie bedzie trzeba walczyc z plagiatami.
  • alex.4 22.07.04, 10:01
    wreszcie
  • ziczac 22.07.04, 10:50
    A co z plagiatami popełnianymi przez kadrę? Niektóre "profesorskie" książki są
    żywcem przepisanymi pracami magisterskimi. O ich autorach ani słowa....
  • Gość: gosc IP: *.molgen.mpg.de 22.07.04, 14:42
    Wykladowcy nie poswiecaja uwagi studentom i daja oklepane, sztampowe tematy. Z
    tym nalezy walczyc. Przepisywanie prac to tylko objaw choroby uczelni, a
    pracownicy naukowi udaja, ze problemu nie ma.

    Znajac pomyslowosc braci studenckiej, wkrotce pojawi sie program zamieniajacy
    slowa na synonimy. :)
  • Gość: Jacek IP: *.cs.ubc.ca 22.07.04, 18:49
    A do tego maja po 20 magistrantow na jednym seminarium, wiec nic dziwnego, ze
    nie kontroluja zawartosci pracy.

    Pozdro,
    J
  • Gość: maja IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 22.07.04, 17:44
    wykładowcy sami dobrego przykładu nie dają - wystarczy przejrzeć kilka książek
    o podobnej tematyce i jakoś wiele zdań niemalże identycznie brzmi - zżynają od
    siebie wzajemnie.
    Pomyłką wg mnie jest również program, który kwestionuje uczciwość fragmentów
    opatrzonych przypisami - po sprawdzeniu wszystko niby się wyjaśnia, ale przez
    moment biedny magistrant ma etykietkę plagiatowca.
  • Gość: Blount IP: *.riviera.pw.edu.pl 22.07.04, 18:31
    A może autor artykułu wróciłby jednak do szkoły? Nie znalazłem w słowniku słowa "przekleić" (moim zdaniem wyjątkowo paskudnego).
  • Gość: BEA IP: *.wmok.net 23.07.04, 11:33
    Daj spokój, Blount! Język jest giętki :-) i zmienia się jak wszystko, ewoluuje,
    kopiuje i PRZEKLEJA słowa, zwroty, sentencje... Sama kiedyś z kalką językową
    walczyłam, ale jak się tu nie ugiąć, nie iść z czasem, "postępem" językowym,
    skoro nawet Prof. Miodek podaje przykłady użycia pewnych słów, których
    wcześniej nie było? Daj spokój. Poza tym znam wiele o wiele bardziej paskudnych
    sformułowań. :)
  • Gość: Zenon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 18:39
    Zrecznej kompilacji zaden komputer nie wykryje.Nie jest bowiem w stanie
    wychwycic podobienstwa koncepcji, tezy, metody i wnioskow.
  • Gość: Jacek IP: *.cs.ubc.ca 22.07.04, 18:46
    Zeby zrobic zreczna kompilacje to juz trzeba sie nieco natrudzic a poza tym
    zrozumiec teksty, ktore sie kopiuje - mysle ze wiekszocsi plagiatorow na to nie
    stac (na poziomie prac magisterskich). Poza tym lepszy rydz niz nic.

    Pozdro,
    J
  • Gość: Zenon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 19:12
    Fakt, kompilacja wymaga minimum inteligencji, wiedzy oraz pracy. Nie polega
    bowiem wylacznie na wysilku kserokopiarki lecz na "umiejetnym" wykorzystywaniu
    cudzych pomyslow, przemyslen, warsztatu badawczego i wnioskow. Jest wiec
    bardziej wysublimowanym rodzajem plagiatu nie do wykrycia przez jakiekolwiek
    programy komputerowe - bardzo czesto spotykanym w CV wielu pracownikow "nauki".
    Zbyt wielu aby teraz mieli moralne prawo potepiac plagiaty swych licencjatow
    lub magistrantow.
    Takze pozdrawiam
    Zenon
  • Gość: que? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.07.04, 20:03
    kompilacja w zasadzie plagiatem nie jest lub mówiąc dokładniej nie traktuje jej
    się jako plagiat. inaczej 99% prac było by plagiatem, bo o oryginalne tezy i
    wnioski w niektórych dziedzinach niezwykle trudno.
  • Gość: Zenon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 07:44
    Nie traktuje sie jej jako plagiatu, choc nim jest.Co byles laskaw zauwazyc. Coz
    to bowiem innego jak nie skopiowanie cudzych prac tyle ze przy zastosowaniu
    innej struktury i wlasnego sposobu werbalizacji. Przy niemal zerowym wlasnym
    wkladzie intelektualnym, warsztatowym i metodologicznym. Kompilacyjny proceder
    nie jest jednak zwalczany tak zajadle jak ordynarne spisywanie z bardzo
    prostego powodu: jest on uprawiany przez wiekszosc kadry "naukowej" krainy nad
    Wisla. Jesli ktos nie jest w stanie sformulowac oryginalnej tezy i
    odpowiadajacej jej wnioskow przy zastosowaniu solidnego warsztatu naukowego to
    nie powinien sie parac nauka.
  • joly.roger 23.07.04, 20:46
    Gość portalu: Jacek napisał(a):

    > Zeby zrobic zreczna kompilacje to juz trzeba sie nieco natrudzic a poza tym
    > zrozumiec teksty, ktore sie kopiuje - mysle ze wiekszocsi plagiatorow na to
    nie
    > stac (na poziomie prac magisterskich

    Przeceniasz absolwentow "Super Hiper Euro American School Of Wszystko" w Pcimiu
    Dolnym ;) Bo ten nasz polski boom oswiatowy to ladnie na papierze wyglada.
    Rozmawiam z niektorymi "magistrami" niektorych (bez nazw) szkol "wyzszych" i ja
    to bym ich do matury nie dopuscil. A studia licencjackie to juz zupelna masakra
    (oczywiscie nie kazde!).
    Zreszta powiedzmy prawde: czym jest praca magisterska? Przepisaniem tez
    kilkunastu ksiazek uznanych autorow, ewentualnie z zastosowaniem ich teori do
    omawianego przypadku. Jezeli ktos to potrafi zrobic sprawnie i w sposob
    niesprzeczny z elementarna logika (co jest czeste) to juz mu sie dyplom
    nalezy :) Samodzielne myslenie w polskiej stetryczalej nauce przysluguje od dr
    hab. w gore ;) Oczywiscie sa chlubne wyjatki, ale "jedna jaskolka..."
    --
    Pozdrawiam =Misiek=

    <signature under construction>
  • Gość: Siddha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 19:49
    System ten dawno wprowadzono już w USA. Kilka lat temu sprawdzano czy zgadza
    się co szóste słowo, pożniej co czwarte ... Ciekawym jest nastepujący fakt: gdy
    specjaliści ze Stanów zaczeli swoje techniki antyplagiatowe testować u RP
    wyszło na jaw, że samodzielność znakomitej większości prac doktorskich i dzieł
    profesorów jest wysoce wątpliwa. Czego jednak możemy oczekiwać w sytuacji gdy
    osoby na seminarium magisterskim, które decydują się na temat pracy niezgodny z
    tematem nowej ksiązki promotora, skazane są co najmniej na seminaryjny
    ostracyzm. Osobiście musiałem kilkakrotnie przerabiać swoją pracę, ponieważ
    była "zbyt rewolucyjna" i "polska nauka nie jest jeszcze na coś takiego
    gotowa". Te drastyczniejsze zmiany i drobne (zasugerowane przez profesora)
    poprawki konsekwentnie obdzierały opus z wszelkiej oryginalności...
    Niestety
  • Gość: ad IP: 62.233.192.* 22.07.04, 20:37
    Masz rację nasza "kadra naukowa i profesorska" nie potrafi myśleć i
    dostosowywać, boi się nowoczesności a jeszcze bardziej na seminarium
    dyplomowym "siama" je prowadzi bo przygotowywać się nie trzeba
    Ustawa o szkolnictwie wyższym obowiązująca jak i przygotowana przez Prezydencką
    opcję jest do tego samoego celu co papier toaletowy
  • Gość: pr IP: *.in2p3.fr 23.07.04, 17:59
    Jak zwykle takie uogolnieni sa nic nie warte. W kazdym srodowisku sa lepsi i
    gorsi. Natomiast przeciazenie jest jedna z przyczyn zlej sytuacji. Jest ono
    spowodowane roznymi przyczynami, w znacznej mierze ekonomicznymi.

    Maksymalna liczba magistrantow gdzie moze funkcjonowac relacja mistrz-uczen to 5
    osob. Przy wiekszej liczbie osob ktorymi powinno sie opiekowac owa "opieka"
    staje sie fikcja.

    Znacznie gorsza sytuacja jest oczywiscie w naukach humanistycznych,
    ekonomicznych itd. Charakter tych nauk zacheca do plagiatu, a po drugie liczba
    studentow przekracza czesto mozliwosci wydzialu.

    W scislych sprawa jest wprost odwrotna. Tylko ze coraz mniej mlodziezy ma ochote
    na rzeczywisty wysilek jakim jest np. studiowanie fizyki (w szczegolnosci),
    chemii, matematyki etc. Tu jest rzeczywista walka z "materia" i w wiekszosci nie
    da sie oszukac (patologie oczywiscie wszedzie istnieja).

    Latwo jest formulowac ostre wnioski. Natomiast jestem ciekawy ilu z "gosci
    portalu" probowalo rzeczywiscie pracowac przez studia, a nie sie przez nie
    przeslizgiwac ? Podobnie z probami troche bardziej samodzielnej pracy "naukowej" ?
  • Gość: przepisywaczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 20:44
    Gość portalu: trollbk napisał(a):

    > A może wrócić do starej dobrej praktyki prowadzenia porządnych seminariów
    > magisterskich? Albo wyznaczania nowatorskich tematów prac
    licencjackich/magisterskich, a nie 12532 wiele wnosząca praca pod
    tytułem "Karty bankowe jako środek płatniczy"?
    > Zasadniczo pozdrawiam

    ZASADNICZO się zgadzam. Przepisuję czasem na zlecenie prace licencjackie,
    magisterskie itp. i coraz częściej zauważam, że nie mają one ani myśli
    przewodniej, ani uporządkowanego przekazu, ani nawet analizy zagadnienia, które
    teoretycznie jest tematem pracy. Cytaty, cytaty, cytaty... dobrze jeśli chociaż
    dobrane do toku wywodu i oznaczone jako cytaty (bardzo często jednak cytowane
    są nie prace źródłowe, tylko takie, których autor powołuje się na te źródła).
    Od czasu do czasu trochę ogólnikowego wodolejstwa przeplatanego
    wtrętami "uważam", "moim zdaniem", "sądzę", zgadzam się" itp. Widać, że nie
    przemyślane, nie omawiane na seminarium, chyba nawet nie czytane przez
    promotora. Ostatnio przepisywałam pracę, w której - uwaga!!!: miało być sześć
    rozdziałów. Ani temat, ani logika, ani nawet zakres wskazanych zagadnień nie
    dawały na to szansy, więc promotor nakazał uczynienie osobnego rozdziału z
    jednego punktu innego rozdziału. Ten twór miał 2,5 strony maszynopisu!
    Inna pracaintelektualna promotora - wielokrotne przenoszenie tabel: do tekstu
    rozdziału, do aneksu i z powrotem. Albo: tabela nie może zajmować całej strony -
    podzielić i wstawić troche opisu. Nawet nie próbowała sie zastanawiać, czy to
    ma jakis sens. Jego wizja "estetyczna" była ważniejsza. Takich przykładów
    obserwuję coraz więcej.
    Komputer jest cierpliwy, ale studentki czasem są na granicy załamania
    nerwowego. Czegóż więc się dziwić, że prace są jakie są, skoro tzw. pracownicy
    naukowi mają to w nosie. Liczy się liczba magistrantów i kasa.
  • Gość: adam IP: *.chello.pl 22.07.04, 22:00
    się nawet czytać prac?? Biorą sobie po kilkudziesięciu studentów, żeby kasy
    nałapać, a do prac często nawet nie zaglądają. W szczególności na prywatnych
    uczelniach. Nie bronię studentów zrzynających- dla mnie to zwykli oszuści i
    złodzieje, ale niech i kadry uniwersyteckie spojrzą na siebie...
  • Gość: borewicz sławomir IP: 82.160.72.* 23.07.04, 08:15
    Pic na wodę!! Skanowałem swoją pracę i wyskoczyły mi strony o tematyce
    astronomiczne, a pisałem o prawach człowieka na Białorusi. A poza tym do woli
    można rżnąć z papieru bo komp nie przeskanuje niczego innego niż zawartości
    sieci, a i to tylko jak ktoż zrzyna przez ctrl+A, ctrl+C, ctrl+V. Jak się to
    zredaguje porządnie to nie ma bata! A poza tym co do dosołownych cytatów
    opatrzonych rzetelnymi przypisami? Tak można skompilować 2/3 magisteki i nie
    będzie to żaden metodologiczny błąd, a tym bardziej plagiat, a program
    zinterpretuje to jako plagiat! Nie ma chyba jeszcze tak zaawansowanej IQ żeby
    interpretowaqć przypisy. Słowem kto popracuje to może spać spokojnie, a z
    drugiej strony jak popracuje to może wyjśćmu rzetelna magisterka, więc może to
    ma też i dobre skutki?
  • Gość: Maks IP: *.crowley.pl 23.07.04, 08:34
    Czemu się tu dziwić. Od dawna prace magisterskie nie wnoszą nic nowego w proces
    nauczania studenta. Tematy są oklepane, powtarzające się od lat. Nie mają
    promotorzy czasu na kreowanie nowych talentów, ograniczają twórcze myślenie.
    Wykłady, seminaria dyplomowe to po prostu "pańszczyzna" w wykonaniu kadry
    profesorskiej. A potem wymaga się od studentów 100% czystego materiału
    dyplomowego. Takie prace, jakie wykłady. Broniłem dyplomu w tym roku...
  • Gość: Generał IP: 195.205.11.* 23.07.04, 08:46
    ten plagiat to pic na wodę, studiowałem na UMCS i musiałem mieć pracę
    sprawdzoną tym programem, moja była ok ale niektórym znajomym wychodziły cuda i
    dziwy. Swoja magisterkę pisałem na podstawie źródeł i materiałów, z których
    najmłodsze pochodziło z początku lat siedemdziesiatych XX w. wiec wątpie, że
    znajduje sie cokolwiek w sieci, tak jak inne prace magisterskie, najprościej
    więc wziąść pracę z innej uczelni i przepisać. Moj profesor był dość
    rygorystyczny i uważał że odkrywcza naukowo to ma być praca doktorska a
    magisterka jest piodsumowaniem pracy na seminariach, pokazuje czy potrafimy
    pracować z źródlami.pozdrawiam TFUrców plagiatu. popracujcie nad tym jeszcze bo
    uwazam ze to G.
  • cipcip 23.07.04, 13:31
    mój promotor miał podobny tok myślenia ale jeżeli tylko ktoś chciał robić coś
    nowatorskiego to mu w tym pomagał, poza tym większość tematów u niego
    pochodziła z dziedzin, które nie są zbyt szeroko opisane i nadal można stworzyć
    coś nowego. Moja praca była z dziedziny chemii i do jej napisania najpierw
    musiałam zrobić szereg badań i doświadczeń, w rezultacie próba utworzenia
    nowego związku chyba się powiodła, co też opisałam w pracy, jednak trzebaby
    przeprowadzić o wiele więcej badań aby potwierdzić, że to co otrzymałam, jest
    tym czego poszukiwałam, a później opatentować :) Tak więc moja praca w
    większości była nowatorska.
  • Gość: generał IP: 195.205.11.* 27.07.04, 13:19
    Ciesze się bardzo, żę Twoja praca była nowatorska!!!
    Ale na różnych kierunkach jest inaczej, na moim nie można było przeprowadzić
    badań!Opisywałem pewną instytucję sprzed wielu lat!Idąc Twoim tokiem myślenia
    moja praca była bardzo nowatorska bo nie spotkałem ani jednej monografi na ten
    temat ale niestety nie da sie o niej powiedzieć, że była nowatorska naukowo!!!
  • Gość: jenisej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.04, 08:55
    Zasadniczo sie zgadzam z przedmowca, ale wiadomo ze to nierealne. Jak sie
    pracuje na 5 uniwerkach i ma 50 dyplomantow, to pewnie promotor nie rozpoznalby
    przepisanej ksiazki telefonicznej, a co dopiero prac starszych kolegow. Na
    szczescie ja to (znaczy pisanie pracy) mam juz za soba, nikogo nie
    splagiatowalem, nikomu nie zaplacilem za pisanie, sam zrobilem wszysciutko,
    taki zdolny jestem:)

    Ja rowniez zasadniczo pozdrawiam wszystkich :D
  • Gość: magyster IP: *.ydp.com.pl 23.07.04, 09:16
    > A może wrócić do starej dobrej praktyki prowadzenia porządnych seminariów
    > magisterskich? Albo wyznaczania nowatorskich tematów prac
    > licencjackich/magisterskich...[ciach]
    Tak się składa ze np. na kierunkach ścisłych tematy prac magisterskich to
    zazwyczaj zadania nowatorskie, do których brakuje literatury i wogle wszystkiego
    i trzeb asię głównie własną wiedza i inteligencj wykazać. Jak ja pisałem swoja
    magisterkę z chemii organicznej to nie miałem czego i skąd zżynać bo w sieci nie
    było niczego zadany mi temat. Były jedynie publikacje które ocierały się lub
    tylko wspominały o tym zagadnieniu. No i jakoś sobie poradziłem bez zżynania i
    nawet obroniłem się na bdb. Tylko trzeba tu przyznać że w momencie kiedy
    uczelnie zaczną rygorystycznie podchodzić do tematu zżynania i robienia
    copy/paste to na tytuł magistra będą mogli liczyć naprawdę dobrzy studenci,
    reszta będzi emiała kłopot. No i może skończy się masowa produkcja licencatów i
    magistrów w szkołach typu: daj na 2000 a nieważne ile umiesz i tak będziesz
    magistrem.
  • Gość: aaa IP: 217.153.29.* 23.07.04, 09:36
    ..i nie rozumiem, po co, bo nikt (poza prtacownikami naukowymi za jakimiś
    specjalnymi zezwoleniami) nie może z niej skorzystać (mimo iż jest w katalogu
    biblioteki). To oznacza, że uczelnia traktuje je jako z zasady "gorsze" ?? Czy
    nie ufa swoim studentom?? Czy też boi się, że okazałoby się iż połowa książek
    wykładowców to suma napisanych przez ich magistrantów prac??

    Przecież do napisania każdej pracy potrtzebne są źródła - nie rozumiem dlaczego
    nie mogę skorzystać z pracy, nad którą ktoś spędził ileś godzin, i twórczo
    rozwinąć temat. Ogólnie całe pisanie psu na budę, przeczyta to promotor,
    recenzent z 20% jak mu się będzie chciało, i wszystko. To czy nie lepiej już
    studenta porządnie przeegzaminować???

    I jestem przeciwko plagiatom, ale nie zmienia to faktu, że system polegający na
    zaliczaniu prac dyplomowaych (podczas gdy one z zasady nie mogą być odkrywcze,
    bo większość ludzi nie ma talentów odkrywcy) jest przestarzały.
  • Gość: AGA IP: 217.153.132.* 23.07.04, 10:09
    no własnie, ja mam takiego promotora, który kompletnie nie ma czasu dla swoich
    seminarzystów, w ciągu 3 semestrów odbyło się jedno seminarium, na którym
    omówiliśmy tematy prac magisterskich.
  • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 10:45
    Pitolenie w bambus
  • cipcip 23.07.04, 13:42
    z kolei mój miał pod opieką sześcioro ludzi, przez cały piąty rok nie odbyło
    się ani jedno seminarium, ale zawsze (o ile akurat nie miał zajęć) można było
    liczyc na jego pomoc, a nawet jak coś nie wychodziło tak jak być powinno
    (prowadziłam badania laboratoryjne) to przychodził i sam chwytał za probówki-
    takiego promotora życzę każdemu
  • Gość: aaa IP: *.pt-2.petrotel.pl 23.07.04, 10:11
    Hej, czy ktoś może wie od którego roku na Uniwersytecie Łodzkim obowiązuje
    komputerowa archiwizacja prac? dzięki z góry
  • Gość: RWerp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 10:43
    Jesteś żałosny(a).
  • Gość: aaa IP: *.pt-2.petrotel.pl 23.07.04, 14:02
    Do RWerp: taaaak? a niby czemu jestem żałosna?
  • Gość: RWerp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 01:02
    Treść twojego pytania wskazuje, że chcesz zerżnąć z czyjejś pracy, ale się
    boisz, że cię złapią. I to jest żałosne.
  • Gość: RWerp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 10:42
    Słusznie. Nie powinno również być tak, że jeden profesor ma kilkunastu
    magistrantów.
  • Gość: Aga IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.07.04, 11:24
    Oddając swoją pracę dyplomową do promotora miałam nadzieję na jakieś twórcze
    uwagi, poprawienie błędów itp. po tygodniu promotor oddał mi moją pracę. jakież
    było moje zdizwienie, gdy w mniej więcej 1/3 pracy znalazła jego uwagę na
    marginesie: "Pani Agnieszko, praca jest dobra, ale wymaga jeszcze kilku
    poprawek. Jest pani zdolną dziewczyną więc proszę sobie poprawić dalszy ciąg
    pracy samemu". Nie będę tego komentować... A miał tylko 8 osób na seminarium...
  • Gość: pracownik IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 23.07.04, 11:41
    Czesc,

    Jestem pracownikiem jednej z uczelni, chyba w miarę niezłej i stwierdzam, że
    generalnie większość osób w tym wątku mało wie o życiu.

    1) Oczywiście, że wśród kadry naukowej są różni ludzie - ci którzy wiedzą
    więcej i ci, któzy wiedzą mniej; uczciwsi i mniej uczciwi, ale pogląd, że
    polska kadra naukowa to leszcze, którzy tylko robią plagiaty to tak jak
    powiedzenie, że każdy Polak to pijak (jeszcze niedawno popularny stereotyp na
    zachodzie) - po prostu bzdura. Tak więc sugerowałbym, żeby ci, którzy nie znają
    tego środowiska się może nie wypowiadali tak kategorycznie, bo jest to
    idiotyczne.

    2) Wyobraźcie sobie, że studiujecie 5 lat, potem kolejnych kilka męczycie się
    nad doktoratem, potem nad habilitacją. Aktualnie pensja asystencka wynosi mniej
    niż 2000 złotych (brutto), doktorska - niecałe 3000. Ludzie, którzy pracują na
    uczelniach są z reguły (nie zawsze, to fakt) dość inteligentni i większość
    pracowników uczelni ekonomicznej mogłoby pracować w biznesie za co najmniej 3
    razy większe pieniądze. Czy jest coś dziwnego w tym, że pracownicy uczelni mają
    fuchy na zewnątrz? Wyobraźcie sobie życie za 1200 złotych gdy jednocześnie
    można byłoby zarabiać 3500 - chyba normalne, że ludzie gdzieś tam zarabiają na
    boku, no nie? Więc krytykowanie, że wykładowca coś robi "dla kasy" jest po
    prostu głupie.

    3) Wykładowca nie ma czasu dla studenta? Powiem tak: co tydzień mam konsultacje
    i z reguły (tak jak i do innych) nikt nia nie nie przychodzi aż do momentu,
    kiedy zbliża się kolokwium, egzamin itd. i wtedy oczekuje się ode mnie że będę
    dostępny nieomalże 24h na dobę, bo przecież trzeba mieć czas dla swoich
    studentów. Owszem, są ludzie, którzy z definicji nie mają czasu dla studentów,
    ale w większości przypadków jest dokąłdnie na odwrót. Czy ja mam, przepraszam,
    namawiać kogoś do pracy? Reklamować się? Przecież studenci to dorośli ludzie.
    Czy ktoś każe ściągać na egzaminach? Nie ma takiego obowiązku! Ludzie, to nie
    podstawówka - sami decydujecie czy chcecie przebimbać czy się czegoś nauczyć.

    4) Praca magisterska zasadniczo nie ma, a co najmniej nie musi być twórcza w
    tym sensie, że jej celem nie jest tworzenie nowej teorii tylko albo
    charakterystyka stanu wiedzy na jakiś temat, albo wykorzystanie znanej metody
    na jakimś nieco innym gruncie niż dotychczas itp. I dokładnie tak jest (na
    całym świecie), że twórczy musi być doktorat, praca magisterska -
    niekoniecznie. I współczuje serdecznie tym, którym się wydaje, że podsumowanie
    stanu wiedzy na dany temat to zrobienie z dwóch książek trzeciej i zajmuje to
    dwa dni. Jak któs tak pisze to niech lepiej idzie do łopaty, bo nie rozumie o
    co chodzi. Dobre podsumowanie stanu wiedzy z plagiatem nie ma nic wspólnego.
    Idąc tym tropem, każdy podręcznik to plagiat, bo odtwarza jakąś istniejącą myśl.

    5) Uwaga do kolegi, który pisał na początku że ma dyplomy i g..no z nich ma a
    utrzymuje się ze swojego hobby. To chyba pomyliłeś szkoły. Albo może masz jeden
    dyplom z marynistyki a drugi z filozofii, co? Ja mam jeden dyplom, pracuję na
    uczelni bo odrzuciłem kilka dobrych ofert pracy, oprócz tego czasem coś
    napiszę, przeprowadzę szkolenie, zrobię analizy itd. i nie narzekam na brak
    środków do życia. A moją wiedzę opieram na tym, czego się nauczyłem podczas
    studiów - widać można.

    Pozdrawiam,
    xx
  • pstrys 23.07.04, 12:47
    hej!

    Ad1. Zgoda, nie można mówić że wszyscy pracownicy naukowi w polsce
    to 'leszcze'. Jednak jako pracownik sgh powinieneś słyszeć od 'adverse
    selection'. Bez odpowiednich uregulowań 'leszcze' wypierają tych uczciwych
    pracowników naukowych. Przejdź się po uczelni i popytaj się, na których
    wykładach jest najwięcej studentów u tych wymagających profesorów ceniących
    sobie ambitnych studentów, czy u tych nudziarzy dających ściągać na egzaminie.

    Ad2. Oczyiście że pieniądze są motywem postępowania, nie jedynym (sam w końcu
    piszesz, że odrzuciłeś kilka dobrych ofert pracy) ale jednak. W niczym to
    jednak nie usprawiedliwia odpieprzania pracy przez niektórych promotorów. Jeśli
    promotor zostaje nim dla pieniędzy, to niech wykona porządną robotę
    (przexczytaj sobie np. post Agi)

    Ad3. Nie przesadzaj. Nikt nie wymaga od pracownika naukowego dostępności 24h na
    dobę, Ideałem byłoby 'standardowe' 8 godzin dziennie w godzinach pracy.
    Niestety w Polsce utarło się przekonanie, że pracownik naukowy ma dla studentów
    czas tylko na tzw. konsultacjach czyli godzina w tygodniu. Pół biedy jak na
    tych konsultacjach można delikwenta zastać...

    Ad4. Czym innym jest podsumowanie, czym innym 'copy' - 'paste'. Zgadzam się
    jednak, że nie można odpracy magisterskiej wymagać na siłę zbytniej
    innowacyjności.

    Ad5. ... żesz Ci się chcialo cały akapit pisać do takiego nawiedzonego.
    Podziwiam.

    A co do programu 'antyplagiatowego' to warto stosować go konsekwentnie. Głupio
    by było gdyby np. prof. Tutko za wyniki powyżej 30% odsyłał delikwenta na
    dywanik do rektora, podczas gdy prof. Cwańko traktował testy jako formalność
    (wspartą butlą koniaku) i zbytnio się nimi nie przejmował.
    Warto też pójść dalej i zacząć stosować 'antyplagiat' do prac naukowych
    pracowników. W końcu idzie o jakość pracy naukowej na uczelni.
  • Gość: agata IP: *.dip.t-dialin.net 23.07.04, 13:35
    juz kilka lat temu slyszalam, ze niektorzy docenci uzywaja tego programu
    (studiuje w berlinie). czyzby u nas (jak zwykle?) wszystko pojawiaja sie z
    opoznieniem????
  • Gość: poprawa IP: *.derkom.net.pl 16.11.14, 12:01
    Nie tylko poprawiam błędy ortograficzne, interpunkcyjne, gramatyczne, składniowe, stylistyczne, lecz również podkreślam powtórzenia, podpowiadam, czym je zastąpić redaguje tekst i pomagam przy konstrukcji pracy.
    Ubieram Twoje myśli w słowa, które odpowiadają stylowi prac.
    Zapewniam poprawność, rzetelność, terminowość oraz niską cenę.
    Nie zwlekaj sprawdź swoją pracę przed oddaniem!!!
    Kontakt; poprawa-plagiatu@wp.pl
  • Gość: energeia IP: *.192-201-80.adsl.skynet.be 23.07.04, 11:18
    'Przetestowaliśmy wersję próbną i połowa prac naszych studentów okazała się zżynką."

    gratuluje znajomosci ortografii. Pracownikom Wyborczej nalezaloby kupic slownik.
  • dzbuk 23.07.04, 14:01
    Mój znajomy jest pracownikiem naukowym w większej uczelni. Z jego opowiadań i
    obserwacji mogę wysnuć kilka wniosków:

    1. Swego czasu tytuły naukowe zdobywali ludzie którzy byli pasjonatami w danej
    dziedzinie bądź mieli tyle samozaparcia, żeby zdobyć wykształcenie w kierunku
    który da im dobrą pracę, teraz idzie się na studia żeby nie iść do wojska, bo
    szef kazał albo dla papierka (a nie dla wykształcenia). Jest oczywiście grupa
    ludzi którzy się tematem interesują, ale niestety coraz mniejsza. Poziom
    nauczania w uczelniach państwowych choć nie jest niski, to niestety spada.
    Szybciej spadają wymagania egzaminacyjne. Znam kilku debili z tytułem
    licencjata czy magistra mie mających pojęcia o kierunku studiów.

    2. Na studiach zaocznych ludzie często wychodzą z założenia że płacą to im się
    należy. Wiele uczelni prywatnych niestety wychodzi naprzeciw takim wymaganiom i
    dają płacącym zaliczenia ze świadomością ich niewiedzy.

    3. Znajoma która jest promotorką/recenzentką spytała mnie niedawno, czy wygląd
    pracy (jakość wydruku i inne sprawy techniczne nie wpływające na wartość
    merytoryczną) powinien mieć wpływ na ocenę. Okazało się, że na jej wydziale
    (humanistycznym) środowisko wykładowców oczekuje prac ładnie wyglądających.
    NIGDZIE w statucie uczelni ani w odpowiednich kodeksach czy ustawach
    państwowych nie jest napisane że nie wolno oddawać prac pisanych odręcznie czy
    na maszynach do pisania, ale studenci muszą bulić kasę (wiem jaką, bo sam im
    przepisuję :) za takie usługi, za wydruk itepe.

    Nasuwa mi się myśl, że zamiast merytorycznych podstaw do zaliczania przedmiotów
    oraz rozdawania dyplomów coraz większe znaczenie mają pozory - pozorne
    zainteresowanie tematem, pozorne wymogi wobec studentów, pozorna wiedza... na
    niektórych dyplomach powinien chyba byćumieszczony napisz "Pozorny Dyplom
    Pozornego Magistra".

    Pozdrawiam wszystkich niepozornych studentów i pracowników naukowych :)
  • joly.roger 23.07.04, 21:04
    dzbuk napisał:

    > Okazało się, że na jej wydziale
    > (humanistycznym) środowisko wykładowców oczekuje prac ładnie wyglądających.
    > NIGDZIE w statucie uczelni ani w odpowiednich kodeksach czy ustawach
    > państwowych nie jest napisane że nie wolno oddawać prac pisanych odręcznie
    czy
    > na maszynach do pisania, ale studenci muszą bulić kasę (wiem jaką, bo sam im
    > przepisuję :) za takie usługi, za wydruk itepe.

    Bula bo samym im sie nie chce, albo nie maja czasu. Wez mnie nie rozmieszaj ze
    mozna studiowac nie majac dostepu, w ten czy inny sposob do kompa. Zreszta
    chyba nie ma wyzszej uczelni ktora by tego nie umozliwiala studentowi. Tak jak
    dostepu do netu.
    Bo jak jest to powinno sie ja natychmiast zamknac.

    --
    Pozdrawiam =Misiek=

    <signature under construction>
  • Gość: stary magister IP: *.mlu.at / *.med.cm.kabsi.at 23.07.04, 14:57
    Czy to PROKOM dostarczy programy do kontroli prac magisterskich?
    Jeszcze jedno. W razie wykrycia plagiatu: jakie konsekwencje poniesie opiekun
    (promotor) studenta? Przecież powinien on na bieżąco śledzić postęp pracy
    studenta (i kierować jego pracę na właściwe tory). Skoro tego nie robił, to
    znaczy że wyłudził pensję za niewykonaną pracę!
  • Gość: bloom IP: *.ss.ehu.es 23.07.04, 19:02
    fakt
  • Gość: Paula IP: *.zetosa.com.pl 23.07.04, 19:51
    Zgadzam się
  • Gość: Viki IP: *.chello.pl 16.07.05, 16:38
    Bardzo dobrze niech walcza! Ale i niech uczelnie zwroca swoja uwage na swoich
    podopiecznych. W tym roku mialam licencjata, seminarium przez caly rok
    prowadzila osoba inna niz promotor, a na seminariach kazdy referowal 1 rozdzial
    skrotowo (na 5 minut) swojej pracy, a uwagi mielismy zglaszac nie do pracy, ale
    do sposobu przedstawiania referatu. Efekt - 2 godz. tygodniowo zmarnowane, bo i
    tak osobno trzeba bylo chodzic do promotora. Ja i tak mialam szczescie, ze moj
    przynajmniej sprawdzal prace i omawial. Kolegom sprawdzil pol pracy, zapytal
    sie czy ktos to czytal, po czym wystawil ocene. Litosci!!
  • verdana 27.07.05, 23:07
    Sama jestem pracownikiem naukowym i włosy z głowy wyrywam sobie.
    O tym, ze na 12 prowadzonych przeze mnie prac wykryłam 3 plagiaty od razu po
    przeczytaniu pierwszego rozdziału, moge jeszcze zapomnieć. O tym, ze 2 na 3
    idiotów próbowało zrobić ten numer po raz drugi, zapomniec juz nie mogę. Że
    praca, którą recenzowałam okazała się 100% plagiatem - też trudno mi zapomnieć.
    Na pewno część winy lezy po stronie profesorów i adiunktów. Nie wzruszają mnie
    tłumaczenia, ze "kazdy chce zarobić". Jak się bierze kasę, to się za nią
    sumiennie pracuje - czy się ma magistrantów 2, czy 20. A jak się nie umie
    prowadzić 20 prac, to znaczy, że się pieniądze wyłudza, a nie zarabia. Nikt, kto
    zostaje pracownikiem naukowycm chyba się nie łudził, że zarobi na tym kokosy.
    Trzeba było kupić szczęki i handlować.
    Z drugiej strony zwalanie wszystkiego na promotora, to też nadużycie. Nie o to
    chodzi przecież, zeby promotor był czujny, tylko żeby studenci bezczelnie nie
    zżynali cudzych prac. Promotor moze najwyżej pełnić rolę policjanta - jednak
    sedno leży w tym, by studenci byli uczciwi, a nie w tym, by bawić się z nimi w
    "policjantów i złodziei". To ostatecznie nie jest rola promotora. Zresztą, jak
    ktoś w centrum handlowym wyciągnie mi portfel, to mam pretensję do złodzieja, a
    nie do ochrony, że nie chodziła za mną krok w krok i nie dopusciła do kradzieży.
    A żeby wykryć plagiat - i to jest najgorsze - nie trzeba wcale żadnego programu.
    Wystarczy google. Studentom nawet nie chce się przepisywać - po prostu sciągają
    całe strony z internetu. Jak widze plagiat z książki, to czuję się niemal
    wzruszona, że komuś chciało się iść do biblioteki.
    Żeby nie było, że generalizuję - niektórzy napisali świetne prace, na zupełnie
    nowe tematy.
    Tylko jak sądze - wiecej seminariów magisterskich nie będę miała. Bo komu by się
    chciało wybierać promotora, który wyłapuje plagiaty, kazda pracę czyta minimum
    trzy razy i bez przerwy kaze poprawiać? Lepiej iść do mniej wymagającego.
    A na marginesie - plagaiaty to "dzisiejsze czasy". Ale marni promotorzy to
    odwieczny problem. 25 lat temu, mój promotor, biorąc ode mnie gotową pracę rzekł
    "O, praca! A na jaki temat Pani pisała?"
  • setif 28.07.05, 15:15
    Broniłam się jakieś 15 lat temu. Seminarium trwało 2 lata. Na każde seminarium
    przynosilismy kawałek pracy, który był potem dyskutowany i poprawiany. Plagiat
    w takich warunkach był po prostu niemożliwy.
  • Gość: tomasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 21:58
    Rozmawiałem niedawno z człowiekiem, który akurat "zrobił magistra". Ponieważ
    jestem częstym gościem bibliotek naukowych, spytałem go tak mimochodem, czy
    gromadząc bibliografię do pracy korzystał z Biblioteki Narodowej, czy też
    wystarczyła mu Biblioteka Wojewódzka (rzecz działa się poza Warszawą, w jednym
    z sąsiednich miast wojwódzkich). Okazało się, że świeżo upieczony magister w
    ogóle nie słyszał o czymś takim jak Biblioteka Narodowa, pracę zaś - jak sam
    przyznał bez cienia żenady - napisał "z Internetu", wspomagając się, bo
    dotyczyła ona bankowości, folderami zebranymi w bankach.
    Sądzę, że sprawa plagiatów to tylko część problemów toczących nasze ogólnie
    mówiąc szkolnictwo.
  • Gość: Adam IP: *.icpnet.pl 25.11.14, 11:58
    Przecież na tej platformie działają wykładowcy, więc od strony merytorycznej wszystko powinno być ok.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka