Dodaj do ulubionych

Studenci prywatnych uczelni.............

IP: *.chello.pl 30.05.05, 12:29
Jako wieloletni nauczyciel akademicki UCZELNI PAŃSTWOWEJ, a więc osoba, która
ma do czynienia ze studentami i z grubsza wie na co ich stac, jacy są i co
soba reprezentują doznałam szkoku widząc poziom, wiedzę, zachowanie, ogładę,
wygląd studentów uczelni prywatnych.
Jest wielkim nieporozumieniem, że wielu, wielu młodych ludzi kończy studia, i
de jure posiada wyższe wykształcenie tożsame z tym, którym legitymują się
absolwenci uczelni państwowych.
Powiedzenie, że za pieniądze można tam kupić dyplom jest, niestety,
prawdziwe. Żenująca wiedza ogólna ( a właściwie jej brak), nieumiejętność
formułowania prostych wypowiedzi w ojczystym języku ( ciekawe jak ci ludzie
zdali mature z języka polskiego?), brak jakiejkolwiek ogłady, umiejętności
zachowania się- także w stosunku do osób starszych . Brak wyczucia gdzie i
jak należy sie ubrać.
Studntka dyplomacji (sic!!!) z poobgryzanymi paznokciami, brakami w
uzębieniu, śmierdząca potem. Horror!
Mam jednak nadzieję, że pracodawcy mają oczy szeroko otwarte i dobrze się
zastanowią nim przyjma do pracy absolwenta Wyższej Szkoły Wydawania Dyplomów -
i tych licencjackich i magisterskich.
Edytor zaawansowany
  • peterrek 30.05.05, 15:39
    Ktoś tu chyba stracił prace, albo się zawaliło rok.
    Po co wylewać na forum swój jad i frustracje, tego to chyba nigdy nie zrozumiem.

    I to generalizowanie, ze studenci uczelni prywatnych to dno, a państwowych to
    złote dzieci.
  • aniak04 30.05.05, 18:41
    wypraszam sobie takie komentarze, studiuję zaocznie, pracuję, wychowuję dwójkę
    wspaniałych dzieci - to chyba dobrze o mnie świadczy skoro pomimo tego,że
    pracuję wciąż się dokształcam a wcale nie muszę.
    To obraźliwe i niesprawiedliwe generalizowanie wszystkich studentów uczelni
    prywatnych! Ja skończyłam licencjata prywatnie ale uzupełniające magisterskie
    robię państwowo - czy to źle???
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 30.05.05, 21:55
    Jeśli" skończyłaś licencjata" to tylko potwierdza to moja tezę o poziomie
    studentów prywatnych uczelni. Można skończyć syudia licencjackie,
    ale "licencjat" to osoba! Nie jestem polonistką, ale przeraża mnie brak
    elementarnej znajomości języka polskiego.
    P.S To, ze wychowujesz dwójkę wspaniałych dzieci nie jest jakimkolwiek
    miernikiem Twojej wiedzy ani inteligencji. Mozna wspaniale wychowywać dzieci po
    szkole podstawowej.
    A pracy nie straciłam, właśnie jutro idę do normalnych studentów, normalnej
    uczelni, a nie szkółki pod gruszą, w której za pieniądze dostaje się dyplom.
    Brrrrrrrrrrr.
  • Gość: Zybi IP: *.crowley.pl 31.05.05, 08:26
    Szanowny Panie,
    Przedewszystkim obraża Pan Kadrę dydaktyczną wielu Uczelni Prwatnych że w
    kiepski sposób kształcą swoich studentów. Studenci Uczelni Państwowych to też
    nie takie orły na studaich dziennych zdażają sie tacy co studiują po 7 lat i co
    to dobry student za którego Państwo płacici. Ciekawe w jakiej normalnej
    szkółce Pan pracuję.
    Na drugi raz Niech Pan się zastanowi co Pan pisze i kogo Pan obraża czy
    studentów czy także kolegów pracujaceych na uczelniach jako wykldaowców
  • Gość: kronikarz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.05, 21:07
    najlepsze jest to iz to nie na uczleniach prwyatnych ale wlasnie na panstwowych
    co raz zdarzaja sie jakies wyskoki - i to w doslownym tego slowa znaczeniu...to
    znowu ktos przy pomocy ostrego narzedzia probuje wyegzekwowac swoje
    racje.....Pani adiukt generalizuje. Przyklad: konkurs Rzeczpospolitej na
    studenta prawa - egz, testy i takie tam i kto wygrywa - nie student UW nie
    student UAM i swietnego UJ ale prywatnej Wyzszej Szkoly Handlu i Prawa! Wiec
    niech pani adiukt dwa razy pomysli zanim cos napisze. Sam studiuje na prywatnej
    uczelni i po czesci wiem co to znaczy - ale bez przesady. Wystarczy ze od czasu
    do czasu wybiore sie na akademiki czy ostatnio na juwenalia uczelni
    panstwowych - zobaczylem tam te pani "aniolki". Smiechu warte......
  • Gość: Jr IP: 212.180.158.* 02.06.05, 10:27
    wypowiedz pani profesor państwowej uczelni szczerze mnie zniechęca do
    zachęcania dzieci do aplikowania na państwowe uczelnie....
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 02.06.05, 12:55
    Primo - jestem adiuntktem, a nie profesorem. Mój szef - profesor- określiłby
    studentów uczelni prywatnych jeszcze dosadniej.
    Secundo - nie od dziś wiadomo, że uczelnie niepaństwowe są dla tych, którzy z
    różnych przyczyn, ale najczęściej intelektualnych, pozostaja poza możliwościami
    studiowania w uczelniach państwowych. Ci trochę inteligentniejsi widzą to i
    bulgoczą z zawiści, tym mniej lotnym jest w zasadzie obojętne.

    Kiedyś szkoły pomaturalne kształciły młodzież na poziomie "studentów"
    dzisiejszych Wyższych Szkół Wydawania Dyplomów.
  • Gość: Gęś IP: *.pl 02.06.05, 17:48
    Pania Adiunkt tez ktos "wsadził" po znajomosciach i kumoterstwie na stanowisko
    na uczelni,bo innej mozliwosci pozostania tam, jak pomoc rodzinki lub dobrego
    wujaszka, nie ma.Lepiej wiec niech siedzi cicho, bo sama uczciwa i w porzadku
    nie jest.A do pracy w prywatnej uczelni nikt jej nie przymusza- skoro
    środowisko studentow uczelni prywatnych nie odpowiada,juz dawno nalezaloby je
    zmienic?
    Byc moze studenci w prywatnej szkole maja pania adiunkt w
    glebokim....powazaniu,a studenci "państwowi" zwyczajnie sie boja zemsty
    profesora,ktory jej zalatwil pozostanie na uczelni, i w zwiazku z tym okazuja
    nieco wiecej nienaleznego szacunku?
    Stek niepotrzebnych, teoretycznych i pseudonaukowych bzdur nie interesuje
    studentow uczelni prywatnych, ktorzy, jesli płaca, to wymagaja czegos wiecej
    (czyt. przydatnej wiedzy).Zreszta sami maja zazwyczaj doswiadczenie prakytczne,
    wazniejsze niz teoretyczne.Na panstwowych studiach dziennych nie ma wyboru-
    trzeba sobie zaprzatac glowe nieprzydatnymi dyrdymalami, w koncu na tym
    polega "darmocha".
    Dziewczyno - przemawia przez ciebie zwykla zazdrosc, moze w Twoja rodzina nie
    miala az tyle kasy,zeby ci zafundowac prywatne studia w przeszlosci, i dlatego
    przelewasz swoje frustracje na studentow
  • jane_com2 06.06.05, 17:27
    Zbyt pózno przeczytałam Twoją wypowiedź i nie musiałam pisac swojej. Całkowicie
    się z nią zgadzam!!!!

    Co więcej ... Polacy nie gęsi i swój język mają? Wychodzi na to, że nawet gęsi
    są mądrzejsze od adiunktów z bożej łaski!
    Brawo Gąsko/Gąsiorku :D
  • Gość: Gęś IP: *.pl 08.06.05, 13:35
    Gąsko:)Studiowalam w 2 uczelniach panstwowych i w jednej prywatnej.Mam
    porownanie.Trzeba sie wiecej uczyc w panstwowych,ale z reguly ta wiedza nie
    przydaje sie sie do zycia,tylko do zdania egzaminu i potem otrzymania dyplomu
    PANSTWOWEJ UCZELNI:)Lata spedzone na uniwersytetach spowodowaly moje
    uwstecznienie naukowe i praktyczne:(Dlaczego w Polce to,co prywatne
    (niepanstwowe) - uchodzi za złe,gorsze?
  • jane_com2 06.06.05, 17:20
    Troszkę przesadzasz "adiunkciku". Zasada no. 1 - NIE GENERALIZUJ!!! Nie wrzucaj
    wszysttkich pod jedną kreskę, fakt, że jesteś adiunktem jeszcze o niczym nie
    świadczy. "Pyszka" do główki uderzyła?
    Powiem jedno ... Twoja wypowiedź jast żenująca, nie mam zamiaru jej komentować
    i wchodzić w polemikę z "ograniczoną osóbką". :D Dostrzegam u Ciebie kompleksy,
    może to zazdrość, może niezadowolenie z wykonywanej pracy robi z Ciebie
    furiata/ -tkę.

    PS. Kończę uczelnię prywatną i wcale nie jest tak różowo. Rozmawiając ze
    znajomymi z uczelni państwowych, mam wrażenie, że oni nic nie robią ... dla
    nich praca magisterska to przepisywanie z woluminów! Jednym słowem, zero
    wysiłku intelektualnego! Podsumowując ...rzecz chyba najważniejsza ... uczelnia
    uczelni nie równa, bez względu na to czy jest prywatna, czy państwowa! Co
    więcej ... student studentowi nie równy! Każdy ma swoje cele w życiu i metody
    dążenia do nich.
  • Gość: Kazio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 23:05
    na ilu prywatnych uczelniach wykłada szef szanownej Pani Adiunkt?
  • Gość: ~Student IP: *.crowley.pl 15.07.05, 15:37
    Szanowna Pani adiunkt!
    Ma Pani rację twierdząc,że pewni użytkownicy tego forum nie znają zasad pisowni
    języka polskiego.To z pewnością źle o nich świadczy.Ale to co Pani prezentuje
    również świadczy na Pani niekorzyść.Przykro mi to pisać,ale odnoszę wrażenie,że
    jest Pani zarozumiała i lekceważąco traktuje młodych ludzi.Nie każdy kto nie
    dostał się na państwowe studia jest debilem i nie musi od razu iść sprzątać
    ulice.Dla takich na kształcenie się są właśnie uczelnie prywatne.Oczywiście,że
    trafiają się tam studenci dobrzy i źli,ale w szkołach państwowych też same orły
    nie studiują.Proszę nie szufladkować ludzi według tego gdzie się uczą,ale jak
    się uczą.I radziłbym więcej pokory.Naprawdę są mądrzejsi od Pani.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 15.07.05, 20:10
    Szanowny Panie Studencie,
    Nigdy nie twierdziłam, że pozjadałam wszystkie rozumy, ale wśród studentów
    uczelni prywatnych naprawdę znalezienie osoby inteligentnej graniczy z cudem.
    Nie chcąc pisać tylko o moich obserwacjach posłużę się opowieściami mojej
    koleżanki ( lektorki języka angielskiego na uczelni niepublicznej i UW).
    1.Wśród studentów UW znajomość języka angielskiego potwierdzona certyfikatem
    jest normą ( większość studentów przychodzi na uczelnię z FCE, wielu z CAE,
    zdarza się, że i z CPE), na uczelni niepublicznej certyfikaty są rzadkością a
    znajomość języka bywa na poziomie podstawowym. Chęci do nauki także niewiele.
    2. Studentów uczelni niepublicznych nic nie interesuje - znalezienie tematu do
    dyskusji graniczy z cudem. Lektorka pyta o ostatnio przeczytana książkę -
    student nie pamieta, bo nie czyta, o ostatnio obejrzany film - nie chodzi do
    kina, a może lubi teatr - nieeeeeeeeeeee.
    3. Znajomość rodzimego języka, biegłość w posługiwaniu sie nim także pozostawia
    wiele do zyczenia. Wtrącanie co 2 zdania "kurde" może jest przyjęte w gronie
    kolegów, ale niekoniecznie nalezy uzywać tego przerywnika w rozmowie z
    wykładowcą. Studenci państwowi raczej tego nie robią.
    Nie twierdzę, że wszyscy studiujący poza uczelniami państwowymi powinni
    zamiatać ulice, ale ich poziom, poziom prac magisterskich powoduje, że wyższe
    wykształcenie ulega dewaluacji. Pojawia się delikwent, który "ma magistra" (
    nie obronił pracę magistersą, nie jest magistrem, ale właśnie go(?) ma) , ale w
    głowie wiadomości raczej mizerne.
    E co tam wiadomości, magister się liczy!
  • Gość: kaiko IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 00:05
    hmmm troche generalizujesz
    pewnie jakbys poszla na jakąś powiedzmy akademie swietokrzyska tez mialabys problemy ze znalezieniem naprawde inteligentnej osoby.
    z tym dobrych uczelni panstwowych jest na pewno wiecej niz dobrych prywatnych.
    aczkolwiek wyjatki tez sie zdazaja.
    nikt mi nie powie ze to sa slabe szkoly (jakies wybitne pewnie tez nie ale bynajmniej nie slabe) PJWSTK, SWPS, Lazarski, Kozminski, WSB-NLU.
    ale fakt faktem pewnie daleko im jeszcze do UJ czy SGH.
  • theresathe 04.08.05, 19:07
    Nie wiem z jakiej perspektywy swpsowi mogłoby byc daleko do UJ (zastrzegam, że
    myślę o psychologii). Jest akurat odwrotnie.
  • amkocie 19.08.05, 09:28
    Tak bardzo walczysz o kulture a sam nie prezentujesz zbyt wysokiej. Może masz
    złą opinie o szkołach prywatnych ale to nie znaczy że musisz wszystkich ich
    studentów wrzucać do jednego worka. Taki jesteś przekonany o wyższości
    państwowych uczelni a co powiesz o tych, które sprzedają swoje miejsca nie
    zależnie od wyniku egzaminu (i nie powiesz mi że tak nie jest). Nie wszystko
    jest tylko czarne albo tylko białe są i szarości.
  • Gość: altkin IP: *.aster.pl 30.05.05, 22:24
    Szanowny panie adiunkcie! Z pewnością da się zauważyć zjawisko o którym Pan
    mówi jeśli się na problem spojrzy statystycznie. Nie należy jednak zapominać,
    że pewne procesy społeczne prowadzą m.in. do ogólnego pogorszenia poziomu
    inteligencji i zdgolności uczenia się w narodzie. Ponadto nie oceniałbym
    negatywnie studentów w uczelniach prywatnych, jako, że są to ludzie w 90%
    studiujący zaocznie. Mają oni pracę, która ostatnimi czasy wymaga sporego
    zaangażowania i jednak jest ważniejsza od studiów. Często studenci ci mają
    rodziny, którym muszą poświęcać czas, ponieważ średnia wieku na uczelniach
    prywatnych jest wyższa niż na państwowych. Stąd nie dziwię się, że koncentrują
    się na czymś innym niż na nauce teoretycznych bzdetów, którymi karmią nas
    uczelnie.
    Poza tym nie oceniajmy krytycznie wszystkich studentów z uczelni prywatnych -
    to rynek pracy ma za zadanie odrzucić głąbów i dowartościować zdolnych. Nie
    wyręczajmy go w tym. Jeśli ktoś, kto ledwo zrobił maturę, pcha się na prywatne
    studia i robi licencjata, to bardzo dobrze. Czegoś tam się nauczy, coś tam
    poczyta i poziom jego intelektu mimo wszystko się podniesie. Nie rozumiem czemu
    Pan to potępia ?
    Poza tym zwróćmy uwagę na fakt, że na poziom wiedzy jakiś wpływ mają też
    wykładowcy. Mam dziwne wrażenie, że zostaja nimi często osoby, które po
    studiach magisterskich nie potrafiły znaleźć sobie pracy w normalnej firmie,
    postanowiły więc poświęcić się pracy naukowej i zakotwiczyły na którejś
    uczelni. Bardzo mało jest zajęć prowadzonych przez praktyków, którzy
    potrafiliby połączyć akademickość uczelni z nauką praktycznych umiejętności.
    Zamiast chodzić na wykłady w sporej części przypadków wystarczyłoby w zasadzie
    przeczytać dwie - trzy mądre książki i wyszłoby na to samo. Może więc prawdą
    jest to, że jak ktoś potrafi coś robić to to robi, a jak nie potrafi - to uczy
    innych.
    Argumentując ten drugi wątek i zabezpieczając się ewentualnym komentarzom
    odnośnie pierwszego, że pewnie jestem jednym ze sfrustrowanych studentów
    prywatnych uczelni dodam, że skończyłem dzienne studia na SGH z oceną celującą,
    a obecnie jestem tam na studiach doktoranckich. W międzyczasie wgryzłem się w
    klimat prywatnych uczelni jako udziałowiec jednej z nich i w środowisko
    naukowców. Muszę przyznać, że mam poważne wątpliwości czy uda mi się napisać
    doktorat. Niestety praca praktyczna nie ma szans na pozytywną ocenę. Trzeba ją
    podbudować teorią stanowiącą większość pracy i to w języku wysoce niestrawnym.
    Czasami odnoszę wrażenie, że naukowość pracy jest tym wyższa, im bardziej
    niezrozumiały bełkot się w niej znajduje. Czytając teoretyczną literaturę
    dotyczącą dziedziny, o której chciałem napisać pracę i którą zajmuję się w w
    praktyce przez 7 lat dochodzę do wniosku, że nie potrafiłbym stworzyć podobnego
    bełkotliwego "arcydzieła". Stąd też pogodzę się z myślą, że zapewne nigdy nie
    zostanę "naukowcem". I szczerze powiedziawszy coraz mniejszą mam na to ochotę.
  • Gość: polo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.05, 23:28
    Jako absolwent uczelni państwowej (niejednej), niejednokrotnie miałem do
    czynienia z wykładowcami tychże uczelni. Przyjmując podobne założenia, co
    wieloletni nauczyciel akademicki, muszę stwierdzić iż:
    - wykładowcy państwowych uczelni mają gdzieś swoją pracę i studentów
    - w/w wykładowcy uważają, że samo bycie pracownikiem państwowej uczelni
    predestynuje ich do poczucia wyższości nad innymi ludźmi
    - wykładowcy tychże uczelni nie mogą pojąć, iż edukacja proponowana przez
    prywatne uczelnie, nie musi zawsze oznaczać niskiego jej poziomu
    - dla wykładowców państwowych uczelni, stereotypy i pobieżne obserwacje życia
    społecznego, nie mające udokumentowania w żadnych badaniach, są podstawą
    wnioskowania o rzeczywistości społecznej
    Tyle jeżeli chodzi o heurystyki zakotwiczenia i stereotypy. Życzę szybkiego
    wyzwolenia. Pozdrawiam.
  • jane_com2 06.06.05, 17:21
    Troszkę przesadzasz "adiunkciku". Zasada no. 1 - NIE GENERALIZUJ!!! Nie wrzucaj
    wszysttkich pod jedną kreskę, fakt, że jesteś adiunktem jeszcze o niczym nie
    świadczy. "Pyszka" do główki uderzyła?
    Powiem jedno ... Twoja wypowiedź jast żenująca, nie mam zamiaru jej komentować
    i wchodzić w polemikę z "ograniczoną osóbką". :D Dostrzegam u Ciebie kompleksy,
    może to zazdrość, może niezadowolenie z wykonywanej pracy robi z Ciebie
    furiata/ -tkę.

    PS. Kończę uczelnię prywatną i wcale nie jest tak różowo. Rozmawiając ze
    znajomymi z uczelni państwowych, mam wrażenie, że oni nic nie robią ... dla
    nich praca magisterska to przepisywanie z woluminów! Jednym słowem, zero
    wysiłku intelektualnego! Podsumowując ...rzecz chyba najważniejsza ... uczelnia
    uczelni nie równa, bez względu na to czy jest prywatna, czy państwowa! Co
    więcej ... student studentowi nie równy! Każdy ma swoje cele w życiu i metody
    dążenia do nich.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 06.06.05, 18:26
    Wypowiedzi "studentów" prywatnych uczelni tu na tym forum tylko utwierdziły
    mnie w przekonaniu, że do wyższych szkół płatnych trafia drugi sort młodziezy -
    bo i z czytaniem ze zrozumieniem - mają trudności.
    P.S. Pracodawca mając do wyboru magistra po UW czy SGH albo prywatnej szkółce
    nie ma wątpliwości, że odrzuci tych, którzy dyplomy kupili za pieniądze
    tatusia .
  • jane_com2 06.06.05, 18:46
    Tania prowokacja ...
    Hasta la vista
  • Gość: polo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.05, 16:29
    Rozumiem frustrację, polecam spacery i czytanie książek. Tylko nie tych, które
    polecali na studiach państwowych, bo jak widać zaszkodzily.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 07.06.05, 18:00
    Sfrustrowana to bym była, gdyby przyszło mi nauczać li tylko "studentów" szkół
    prywatnych, powtarzać po 20 razy treści zrozumiałe od razu przez studetw
    uczelni państwowych, i to bez gwarancji efektu.
    Sfrustrowana byłabym, gdybym musiała codziennie przyglądać się twarzyczkom
    nieskalanym mysleniem.
    Ogarnęłaby mnie frustracja gdybym wiedziała, że mam do czynienia z ludźmi dla
    których przeczytanie 100 stron ze zrozumieniem(sic) stanowi wysiłek nie do
    pokonania.
    Ponieważ jednak mam do czynienia z młodymi zdolnymi ludźmi, którzy zdali dobrze
    egzaminy i studiują na państwowej uczelni- frustracja mi nie grozi.
    A ze "studentów" uczelni prywatnych, od czasu do czasu pośmieję się,
    szczególnie gdy muszą urochomić swoje szare komórki.
  • Gość: polo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.05, 18:50
    Ja jakoś zatrudniam studentów prywatnych uczelni (państwowych również) i nie
    widzę powodu do frustracji z powodu obcowania z nimi. Merytoryczność argumentów
    adiunkta jest żadna, dlatego nie widzę powodów do dalszej dyskusji. Żegnam i
    mimo wszystko pozdrawiam.
  • Gość: shock IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.06.05, 23:08
    Pani adiunkt ! Trochę godności. Jeżeli bierze Pani pieniądze za śmianie się ze
    studentów szkoły niepaństwowej ( w Polsce nie ma prywatnych szkół wyższych)to
    wystawia Pani świadectwo sobie, a nie studentom. Myślę, że z pożytkiem (również
    dla studentów "państwowych" była by zmiana zawodu, no ale rozumiem, że z tym
    dzisiaj nie jest łatwo ...
  • Gość: Jr IP: 212.180.158.* 08.06.05, 14:08
    tak, btw, wyjątkowo wredne i krzywdzące są te Twoje wypowiedzi, pani adiunkt,
    szkoda słów na komentarz. Nie za wysoki poziom kultury reprezentujesz i niezbyt
    mądre są Twoje słowa.
    skończyłam UW dobrych parę lat temu, na moim roku studiowała "mieszanka"
    studentów, byli lepsi, wręcz geniusze, byli też i ci gorsi a nawet fatalni. Co
    więcej, parę osób z tych gorszych za pieniądze i nie tylko załatwiało sobie
    prace magisterskie....! to jest fakt, tak było, jest i będzie bo takie jest
    życie, zwłaszcza gdy sytuacja finansowa kadry profesorskiej nie najlepsza. Tak
    więc może przestańmy wypatrywać źdźbła w oku brata swego i spójrzmy na belkę we
    własnym...
  • Gość: Żak IP: *.crowley.pl 23.07.05, 14:24
    Jeśli uczenie studentów w prywatnej uczelni uważa Pani za powód do frustracji
    to proponuję zrezygnować z pracy w takiej szkole.Po co stwarzać sobie powody do
    depresji?Jestem pewny,że znajdzie się następca(lub następczyni)na Pani
    miejsce.Może tym razem będzie to osoba,która nie będzie śmiać się ze
    studentów,kiedy ci będą wysilać swoje szare komórki.Pani Adiunkt!Nie ma Pani
    żadenego obowiązku pracować ani w tej szkole ani nigdzie indziej.
  • Gość: Kazio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 23:09
    gdyby miała Pani honor i była uczciwa wobec siebie i swoich poglądów nie
    sprzedawałaby sie pani prywatnej uczelni. Pieniazki z prywatnej kasy nie
    śmierdzą jak widzę?
  • agulka25 20.08.05, 19:18
    Masz kompleksy, prawda? Dla mnie mlodzi ludzie pracujacy na uczelni to drugi
    sort polskiej mlodziezy- nie moga znalesc pracy ( bo sa niekreatywni ) i zostaja
    na uczelniach.....mam z takimi do czynienia na codzien....to najgorszy miot jaki
    nas naucza.....lecza swoje kompleksy....coz-tez tak mozna....

    pozdrawiam
    i zycze owocnej pracy intelektualnej...
  • Gość: Pestka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.05, 11:15
    Idzie niż na studia:) i pan adiunkt dba o swoją robotę.
    Może już za rok,dwa zlikwidują jego stołek, stąd ten PR prowadzony drogą
    internetową.
  • verdana 27.07.05, 20:28
    O ile rozumiem p. adiunkt oskarża prywatne uczelnie o sprzedawanie dyplomów.
    I pracowała na takiej uczelni.
    Ergo - przyczyniła się sama do sprzedawania dyplomów studentom, którzy na dyplom
    nie zasługiwali. Ciekawe dlaczego?
    Ja oblewam bez żadnej litosci. Ale dla mnie nie liczy się kasa, tylko
    wykształcenie moich studentów. Nie umieją - nie przejdą . I tyle.
    Oto droga do podwyższania poziomu uczelni prywatnych. No, chyba, że ktoś tak boi
    się o swoją posadę w "fabryce dyplomów", ze za pensję sprzedaje swoją moralność.
    A to o nim nie najlepiej świadczy.
    A już uwaga o znajomosci angielskiego jest żenująca. Na uczelnie państwowe,
    bezpłatne, wg. wszystkich badań dostaja się dzieci z najzamożnieszych rodzin.
    Ich rodziców stać na kursy, wyjazdy itd. Stąd - a nie "z pracowitości" bierze
    się na ogół nauka języka.
    Studenci uczelni prywatnych pochodzą, paradoksalnie, z rodzin biedniejszych.
    Umieją tyle, co nauczyła ich państwowa szkoła. Czyli niewiele.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 28.07.05, 18:45
    Czyli zgadzamy się co do meritum - studenci prywatnych uczelni umieją niewiele.
    Powstaje pytanie czy muszą legitymować się wyższym wykształceniem?
  • verdana 29.07.05, 10:13
    Niektórzy wiele, a niektórzy niewiele.
    Własnie zaproponowałam magistrantce studia doktoranckie.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 29.07.05, 15:57
    Jednej magistrantce na ilu studentów? Ewenement. Na państwowych uczelniach nikt
    o tym nie pisze i się temu nie dziwi. A tu ...raptem jedna kandydatka na studia
    doktoranckie! ! !
    Nie tak dawno kolega pokazał mi prace magisterskie, które przyszło mu
    opiniować. Poziom szkoły zawodowej.
  • verdana 29.07.05, 22:33
    Jedna z pięciu magistrantek studiów zaocznych.
    Głupoty piszesz. Wiele osób zdaje do nas na studia doktoranckie po UW, a jak
    siedze w komisji i słucham niektórych, to mam wrazenie, że ukonczyli maksimum
    zawodówke przy fabryce. Podają biegłą znajomość trzech języków ( w tym
    hebrajskiego), a na egzaminie ledwo czytaja tekst po angielsku, a z hebrajskiego
    znaja alfabet. Po prostu maja lepsze samopoczucie - i dlatego startują na te
    studia. Ludzim ze szkół prywatnych tacy jak Ty wmawiają, że sa z definicji
    idiotami, którzy kupili dyplom, wiec nawet przez myśl im nie przejdzie, że moga
    być czasem (nie zawsze, oczywiście) zupełnie, albo wręcz bardzo dobrzy.
    Oczywiscie procentowo dobrych jest więcej dobrych uniwersytetach (sa i szkoły
    panstwowe poniżej wszelkiej krytyki).
    Właśnie odwaliłam pracę doktorską w Instytucie Historii UW. Nie wiem jaki poziom
    - ujemny chyba.
    Ciekawe, co Cię tak sfrustrowało?
  • Gość: xyz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 11:10
    Widac , ze Pani adiunkt nie zna zycia , dewotka i tyle.Dobrze , ze moich dzieci
    nie uczy(SGH).Liczy sie efekt a nie nazwa uczelni.
  • Gość: Alus IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 12:40
    Na skutek takich jak tutaj wypowiedzi studenci szkół prywatnych popadają w
    kompleksy i jeszcze bardziej boją się "wychylać". w rezultacie szkoły te musza
    rekalamować się że "trzymają poziom" albo tłumaczyć się ze swojej nazwy (np.
    Wyższa Szkoła Promocji).
    Ale tak po prawdzie to nie powinno się porównywać ze sobą tych dwóch typów
    tylko np. z uczelniami w Wielkiej Brytanii. I co widać? w szkołach prywatnych
    albo przegięcie w stronę "praktyki" (np. zaawansowane kursy Excela na
    uczelniach ekonomicznych - to w UK jest możliwe w zawodowych collegach a nie na
    pożądnym Uniwerku) albo niezbyt składne zajęcia z tego i owego z dublującymi
    się przedmiotami itp. Z kolei uczelnie państwowe (przynajmniej w dziedzinie
    nauk społecznych) fundują kupę niepotrzebnej teorii
    (różne "metodologie" "wstępy" - bez zakończenia) tak jakby studia magisterskie
    miały być tylko przygrywką do dalszej edukacji....tak więc przygadywał kocioł
    garnkowi i obie strony mają jeszcze wiele do zrobienia...
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 04.08.05, 13:41
    Jeśli słowo "porządny" pisze się przez "ż", to widać jaki sort "studentów"
    trafia na niepubliczne uczelnie.
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 04.08.05, 15:06
    Noooooooooo, nie byłabym taka pewna. A życie znam i dewotką nie jestem.
  • Gość: xyz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 17:07
    Krytykujac ciagle innych ludzi, bardzo zle swiadectwo wydaje Pani adiunkt o
    sobie, zna sie Pani tylko na ortografi? Ruszylo Pania co nieco? Z czego wynika,
    ze ma Pani klopoty emocjonalne. Troche wiecej pokory. A tak na marginesie, po
    co Pani porusz taki temat, przy tak wysokim bezrobociu w kraju? Gdzie w tym
    wszystkim miejsce na serce i umysl, czy tylko liczy sie zakuta wiedza. Ja ludzi
    nie oceniam po ich wyksztalceniu, tylko po tym jakimi sa ludzmi. A tak sie
    sklada, ze jestem profesorem i takiego adiunkta jak pani zwolnilabym odrazu z
    uczelni.Przynosi Pani wstyd uczelniom.
  • Gość: Student UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 20:42
    chyba dawno sie nie pukalas cos widze.... masz jakies problemy? psychiatra
    tobie napewno pomoze POZDRAWIAM a na UW tez sie duzo obijam i jakos jestem na 3
    roku cya
  • Gość: jarosław IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 18:36
    Sadzę, że zagadnienie ma szerszy kontekst. Dla mnie osobiście posiadanie
    formalnego wykształcenia nie jest, wbrew duchowi obecnych czasów, żadną miarą
    człowieka; jednakże moja opinia jest w tym zakresie raczej odosobniona.
    Istotnie, jak ktoś wyżej zauważył, studenci uczelni państwowych z reguły mają
    o sobie bardzo wysokie mniemanie, w gruncie rzeczy nie będąc wcale
    inteligentniejszymi od tych ze szkół prywatnych. Zwykle cechuje ich poczucie
    wyższości – wolny rynek przeważnie szybko to weryfikuje.
    Z drugiej jednak strony – w odróżnieniu od większości forumowiczów - nie
    potępiałbym zupełnie w czambuł pani adiunkt. Jej opinia niestety zawiera pewne
    racje.
  • Gość: brutus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 13:39
    Szanowna pani adiunkt! Jest jedno i to bardzo proste wyjście - nie pracować w
    takich szkołach. Po co to się frustrować, przynębiać, wpadać w depresję? Można
    przecież pracować z lepszą młodzieżą, na prawdziwych studiach (koniecznie
    państwowych, koniecznie bezpłatnych i koniecznie w trybie dziennym), z
    młodzieżą mającą określone aspiracje, ot najlepiej z tą absolutnie najlepszą z
    najlepszych - na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pani problem, pani adiunkt, jest
    niezwykle łatwy do rozwiązania.
  • Gość: Student UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 20:44
    chyba dawno sie nie pukalas cos widze.... masz jakies problemy? psychiatra
    tobie napewno pomoze ciebie spuszczam w kiblu a tych z uczelni PRYWATNYCH
    POZDRAWIAM! a na UW tez sie duzo obijam i jakos jestem na 3
    roku cya
  • Gość: KOKOS IP: *.aster.pl 02.10.05, 07:49
    Według mnie to wszystko zalerzy od podejscia do studiów.Jezeli ktos chce sie
    uczyc i zdobyc wykształcenie to bedzie sie uczył na prywatnej uczelni czy tez na
    panstwowej.Bo poprostu mu zalerzy i chce byc kims za pare lat.Ja zaczynam
    własnie studia na uczelni prywatnej.I wybrałem prywatnej uczelnie dlatego ze
    niechce tracic roku,to raz a po drugie chce wszystko skonczyc w terminie.Wiec
    tak jak mówie nie nalerzy uogólniać problemu.Tylko zwrócic na niego uwage,bo
    faktycznie nie ma tez co ukrywac ze nie istnieje.


    Pozdrawiam
  • Gość: Halina IP: *.chello.pl 02.10.05, 08:31
    Nie dziwię się, że studiujesz na prywatnej uczelni, na państwowej raczej nie
    miałbyś szans. Tym uczelniom ZALEŻY na dobrym narybku.
  • Gość: poniewski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 13:23
    jak zawsze keidy student panstwowy kloci sie z prywatnym, to woli powytykac
    bledy niz wchoddzic w rzeczywista dyskusje. latwiej jest przyczepiac sie do
    czegos nieistotnego, bo argumentow sie nie ma. chlopak dobrze napisal - gdyby
    nie uczelnie panstwowe, to w tej chwili mielibysmy o kilkanascie tysiecy
    studentow mniej. nie dlatego ze sa glupsi (choc zdarza sie i tak - ale to tylko
    w jakichs pseudo-szkolkach z prowincji), ale jesli komus zabraklo punkta, czy
    pol (znam taki przypadek), to czy zasluguje na banicje akademicka? a najlepsze
    uczelnie prywatne maja wystarczajace kwalifikacje, by wyksztalcic przyszlych
    specjalistow.
  • Gość: jarosław IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.05, 15:07
    >Według mnie to wszystko zalerzy od podejscia do studiów>.

    Zależy pisze się przez tzw. samo "ż". Tak jak leży, bo legnąć; należy, bo
    nalegać itp. Wymienia się na "g". To bardzo proste. A poza tym, choć
    bezpośredniego związku tu nie ma, to inteligentneu człowiekowi nasuwa się
    skojarzenie z niemieckim "liegen", które też w pewnych okolicznościach
    stosowane jest w podobnym znaczeniu, np. das liegt nicht von mir an, czyli to
    nie zależy ode mnie.

    "All free men, wherever they may live, are citizens of Berlin, and, therefore,
    as a free man, I take pride in the words "Ich bin ein Berliner."
  • spacey1 05.10.05, 16:00
    Uważam, że to poziom uczelni stanowi o poziomie jej absolwentów. Jeśli tak
    bezgranicznie tępe osoby przychodzą na Pani uczelnię, to nic prostszego, jak
    odsiewać na pierwszym roku. A jeszcze lepiej zrobić egzaminy wstępne.
    Prawda jest taka, że oferta uczelni prywatnych jest dokładnie taka, jak Pani
    pisze: sprzedam dyplom. Nie ma się co dziwić, że są chętni.
    Dziwię się, że nikt nie poruszył tutaj jeszcze jednego ważnego zagadnienia:
    poziomu wykładowców na uczelniach prywatnych. Owszem, często są to te same
    osoby, które uczą na państwowych. Jednak w szkołach niepublicznych ci państwo
    odpoczywają, a nie pracują. Poziom zajęc jest często żenujący. Miałam okazję
    studiować na uczelni niepublicznej i zaledwie kilku wykładowców poważnie
    traktowało studentów i uczelnię. Reszta potrafiła nie przychodzić na zajęcia,
    wystawiać oceny za prace bez ich przeczytania (raz zdarzyło mi się złożyć ten
    sam tekst przy innej okazji, lekko zmieniony, bo chciałam, aby ktoś go wreszcie
    przeczytał!). Nie chcę rozwijac tego wątku, bo się denerwuję jeszcze dziś na
    samo wspomnienie.
    Uprzedzając Pani ripostę: studiowałam również na Uniwersytecie Warszawskim
    (dziwne, jakimś cudem się udało), było to po skończeniu niepublicznej uczelni i
    różnice w podejściu do studentów były porażające. Mniej familiarnej atmosfery,
    więcej wymagań, prawdziwe egzaminy. Przynajmniej wiedziałam, że cos wynoszę z
    tych studiów.
    Tak się zastanawiam, czy napisałam wszystko poprawnie, bo jeśli nie, to nieważne
    będzie, co napisałam. Ważne, że zapomniałam przecinka.
    Mam dobrą radę dla Pani, proszę przekazać też władzom uczelni: podnieście
    poziom, uczcie naprawdę, a nie będzie magistrów od siedmiu boleści. Tylko że
    wtedy będzie dużo mniej kasy w skarbcu, ciężki wybór...
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 06.10.05, 11:30
    Po latach pracy na obu typach uczelni widzę, że większość
    studentów "prywatnych" nie jest wstanie pojąć programu przewidzianego na danym
    kierunku. Podniesienie wymagań spowodowałoby, że studenci oblewaliby kolokwia i
    egzaminy. A oni płacą i bardzo tego nie lubią.
    My wykładowcy też jesteśmy ludźmi - lubimy pracować z otwatrą, zdolną
    młodzieżą, szczególnie zainteresowaną tym co mówimy. Mierzi nas natomiast, gdy
    jeden student dłubie w nosie, dwaj inni grają w okręty, a jeszcze inny rozmawia
    przez telefon komórkowy. Wtedy rzeczywiście odwalamy swoje, bierzemy pieniądze
    i idziemy do pracy ( za mniejsze wynagrodzenie, ale tej sprawiającej
    satysfakcję).
  • spacey1 06.10.05, 11:59
    A oni płacą i bardzo tego nie lubią,... no właśnie. Sama Pani sobie
    odpowiedziała.
    Należy chyba sobie odpowiedzieć na pytanie, czym są uczelnie niepubliczne, czym
    chcą być. Mam wrażenie, że są tylko biznesem, który wymyślili sobie
    profesorowie do spółki z biznesmenami (ktoś musiał dać środki). Nie mają żadnej
    misji bycia rzeczywiście uczelnią, która kogokolwiek kształci. Inaczej
    olewaliby dobre samopoczucie płacących. Nadrzędnym celem byłoby egzekwowanie
    pewnego poziomu wiedzy.
    Ostatią swoją wypowiedzią postawiła Pani kropke nad "I" określając, czym dla
    wykładowcy jest praca w uczelni niepublicznej. Nie zależy Wam na nauczeniu
    kogokolwiek czegokolwiek. Nie zależy Wam również na selekcji, aby do studiów
    dopuścic ludzi o jako-takim poziomie intelektualnym.
    O, i tu jest zdaje się klucz do sprawy. Ubolewa Pani nad poziomem studentów.
    Oczywiście, jeśli wymagania kwalifikacyjne są ŻADNE, a potem wymagania na
    egzaminach takoż, to dlaczego pewna grupa ludzi, która może zapłacić, trochę
    pochodzić i mieć wyższe wykształcenie, ma nie skorzystać z takiej oferty?
    Na większości uczelni państwowych jednak stawia się jakies wymagania wstępne,
    to i nie ma się co dziwić, że ludzie przychodzą nieco mądrzejsi. Z wyjątkami
    oczywiście.
    Dochodze do wniosku, że uczelnie niepubliczne są same sobie winne. A właściwie
    to żadna wina, chcą zarabiac i zarabiają. A czy przy okazji będą miały dobrą,
    czy złą opinię, czy absolwenci będą dobrze czy beznadziejnie wykształceni, to
    już nikogo nie obchodzi...
    Smutne to.

  • Gość: Iwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 15:00
    > Po latach pracy na obu typach uczelni widzę, że większość
    > studentów "prywatnych" nie jest wstanie pojąć programu przewidzianego na
    danym kierunku. Podniesienie wymagań spowodowałoby, że studenci oblewaliby
    kolokwia i egzaminy. A oni płacą i bardzo tego nie lubią.

    Gdyby była Pani uczciwa w tym co robi, oblewałaby Pani tych studentów. Może
    jednak boi się Pani utraty dodakowego źródła dochodu, tego, że jak Pani obleje
    studenta, to on przestanie płacić uczelni a uczelnia przestanie płacić Pani.
    Przez postawę takich pracowników dydaktyczno-naukowych jak Pani prywante
    uczelnie nie mogą dbać o poziom.

    > My wykładowcy też jesteśmy ludźmi - lubimy pracować z otwatrą, zdolną
    > młodzieżą, szczególnie zainteresowaną tym co mówimy. Mierzi nas natomiast,
    gdy jeden student dłubie w nosie, dwaj inni grają w okręty, a jeszcze inny
    rozmawia przez telefon komórkowy.

    Może problem polega na tym, ze nie potrafi Pani studentów zainteresować? Bruner
    napisał kiedyś, ze każdego mozemy nauczyć wszystkiego tylko odpowiednimi
    metodami. Może warto by się doedukowac w zakresie dydaktyki szkoły wyższej,
    metodyki wykładanego przez Panią przedmiotu, psychologii rozwojowej,
    andragogiki itd.

    I jeszcze jedno. Prof. Jarowiecki z UJ prowadził kilka lat temu badania, z
    ktorych wynikało, że studenci pochodzący ze środowisk wiejskich, robotniczych i
    biednych, ktorzy na starcie, na dwu pierwszych latach studiów, mieli gorsze
    wyniki nauczania, na trzeciem roku studiów wyrownywali do poziomu
    zdolniejszych, a na czwartym i piatym osiągali wyniki lepsze niż młodzież
    wywodzaca się ze środowisk elitarnych.
    Może zatem nie należy od razy spisywac na starty tych, którzy na starcie są
    gorsi, bo nie dostali się na państwowa uczelnię.
  • Gość: KOKOS IP: *.aster.pl 07.10.05, 07:31
    Jak powiedział mój przed mówca.Faktycznie nie nalerzy chyba odrazu z miejsca
    skreslac ludzi z prowincy.Czy z jakis odległych wsi bóg wie gdzie.Tacy ludzie w
    moim mniemaniu też posiadają duzy zasób wiedzy i mogą byc naprawde konkurencjni
    na uczelniach.I nie raz mogą zabłysnąc bardziej niz ci z duzych miast.

    Chodz jak to w życiu zdarzają wszendzie sie wyjątki,u moze sie nie sprawdzać to
    co pomyzej napisałem.

    Pozdrawiam
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 07.10.05, 08:05
    Nigdzie nie napisałam, że mam cos przeciwko ludziom z prowincji. Jeśli są
    zdolni, chętni do pracy to jest mi dokładnie obojętne skąd pochodzą.
    Powtarzam jednak po raz kolejny - na uczelniach prywatnych gros "studentów" nie
    powinna aspirować do posiadania wyższego wykształcenia. Nie zawsze z ich winy -
    jedni maja ku temu intelektualne mozliwości, inni nie.
    Prywatne uczelnie zasilane są przez osoby, które mają jakieś pieniądze ( i chca
    je przeznaczyć na "kupno" dyplomu).
    Nie ma siły, żeby zainteresować ich na zajęciach ( to opinia prawie wszystkich
    wykładowców). Można robić cuda a oni i tak patrzą na zegarki , graja na
    telefonach, gadają.
    Ich pisemne i ustne wypowiedzi są na żenująco niskim poziomie. Niezaliczenie
    nie jest żadnym rozwiązaniem, bo przychodzą po 15 razy i plotą te same bzdury.
    Jeżeli na roku jest 1-2 osoby nadjące się do studiowania to sukces.
    W dalszym ciągu podkreslam - studenci prywatnych uczelni to W WIĘKSZOŚCI
    osoby , które powinny zakończyć naukę max, na poziomie pomaturalnym.
  • spacey1 07.10.05, 09:45
    Proszę nam wszystkim wreszcie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego więc instytucje
    uważające się za WYŻSZE UCZELNIE dopuszczają takie osoby do pobierania nauki, a
    co gorsza i dają im dyplomy???
    Dlaczego Pani unika odpowiedzi na pytania - czym jest w związku z tym
    niepubliczna szkoła wyższa?
    Przecież to jasne, że jeśli ktos rozdaje dyplomy, to znajdą się ludzie, którzy
    zechcą je wziąć. Nie wyobrażam sobie, że ktoś przeprowadza taki oto proces
    myślowy: ok, co prawda mogę mieć dyplom wyższej uczelni i nawet bardzo by mi się
    przydał, ale niestety nie jestem godzien miana magistra więc z godnością
    zrezygnuję. Jestem za mało inteligentny, za mało zdolny, co prawda poradziłbym
    sobie na takich studiach z łatwością, bo przecież tam każdego przepuszczają, kto
    płaci, ale nie mogę, no nie mogę tego zrobić.

    No i? Jaka jest pani odpowiedź?
  • Gość: adiunkt IP: *.chello.pl 07.10.05, 11:58
    Ktoś zietrzył interes finansowy- w tym przypadku interes połega na utworzeniu
    szkoły wyższej. Zapewniam, że właścicielowi jest równo obojętne kto i z jaka
    wiedzą opusci mury uczelni - ważne, żeby zostawił kasę!
    Nie bez powodu prywatne wyższe uczelnie nazywane są w środowisku pracowników
    naukowo-dydaktycznych ( prawdziwych państwowych uczelni) Wyższymi Szkołami
    Wydawania Dyplomów. I de facto są nimi.
    Kadra tych szkół rekrutuje się z pracowników uczelni państwowych, którzy
    dorabiają do niskich pensji w swoich macierzystych instytutach i katedrach.
    Zapewniam, gdyby płacono nam więcej NIKT nie poszedłby do szkół prywatnych!
    Podobnie jest z lekarzami - gdyby mieli większe pensje nie pracowaliby na kilku
    etatach i część nie brała łapówek.
    Analogicznie z nauczycielami - nie goniliby na korepetycje, nie naganiali sobie
    wzajemnie uczniów, gdyby mieli inne pensje.
    Ale wracając do meritum sprawy - prywatne szkoły wyższe powstały, bo jest
    zapotrzebowanie, aby mało zdolni, leniwi, ale za to dysponujący odpowiednimi (
    nawet nie specjalnie dużymi środkami) mieli dyplomy ukończenia studiów.
    Jest jeszcze jedna ciekawa zależność- prześledziłam losy części absolwentów i
    wyszła mi taka oto prawidłowość - nikt nie był zatrudniony w żadnej
    renomowanej , liczącej się na rynku firmie . Część osób znajdowała pracę na
    stanowiskach niewymagających wyższego wykształcenia jest portier-
    magister,sekretarka w pewnej klinice itp), część robiła dokładnie to samo co
    przed uzyskaniem dyplomu, część zahaczyła się w firmach rodziców. Jako szczyt
    kreatywności odnotowuję założenie własnego intereseu - punktu drukowania
    wizytówek, pieczątek i odbitek kserograficznych ( tylko czy do tego potrzebny
    jest dyplom ukończenia szkoły wyższej?).
    Spora garstka absolwentów to ludzie bezrobotni.
    Nie mam nic przeciwko tym ludziom, przeciwnie - powinnam byc im wdzięczna, gdyz
    to z ich czesnego dostaję co miesiąc pewną sumę pieniędzy. Tym nie mniej
    uważam, ze jeśli nie chcemy doprowadzić do degradacji wyższego wykształcenia,
    powinno się zlikwidować tego typu uczelnie.
  • spacey1 07.10.05, 12:38
    Ostatnie Pani zdanie jest faktycznie clou problemu. Może nie zlikwidować jednak,
    a uczynić je naprawdę uczelniami z prawdziwego zdarzenia. Doszłyśmy więc do
    wniosku, że problem jest po stronie uczelni, a nie studiujących.
    Historie absolwentów Pani szkoły mówią o jej poziomie. Jednak absolwenci
    Koźmińskiego, czy szkoły biznesu w Nowym Sączu znajdują jakoś dobrą pracę, jak
    sądzę.
    Ja sama pracuję w bardzo dobre, dużej firmie międzynarodowej o profilu
    wydawniczym. Co prawda pracę znalazłam jeszcze przed dyplomem. Wcześniej
    pracowałam w niemieckim koncernie tytoniowym, bodajże trzecim na świecie w tej
    branży. U obecnego pracodawcy doszłam do wysokiego stanowiska w służbach
    finansowych.
    Tak więc tak naprawdę, to mozna "zrobić karierę" (cudzysłów zamierzony) nawet
    bez dyplomu wyższej uczelni, jak również z dyplomem niepublicznej. Ważne są
    także inne rzeczy.
    A Pani absolwenci to zapewne była kombinacja kiepskiego wykształcenia z niskim
    poziomem osobistym. A w całej sytuacji ma znaczenie jeszcze czynnik bezrobocia,
    bezlitosny nawet dla dobrych i wykształconych pracowników.
  • Gość: KOKOS IP: *.aster.pl 08.10.05, 08:18
    Ostatni post do tego tematu zwrócił uwage na bardzo ważną rzecz.A mianowicie na
    to że nawet ludzie po prywatnych uczelniach moga znalerzdz prace i to nie byle
    jaką.I własnie w tym jest cała istota,że jeżeli ktos zdobył dyplom a i wiedza
    jest współmierna do niego.I taki człowiek będzie umiał sie pokazac jak z
    najlepszej strony a także pokaze to co potrafi.To myśle ze nie bedzie miał
    problemów z praca.

    "Wystarczy pomyśleć....a to nie boli"
  • Gość: Lynx IP: *.bracz.edu.pl 10.03.06, 14:05
    Dziwi się Pani,że w tego typu szkołach jest kiepski poziom?! A jaki niby ma
    być,skoro przyjmujecie tam każdego,kto się zgłosi?Na kierunki zaoczne(to też
    płatne studia) na państwowych uczelniach(nie zawsza oczywiście)są jakieś
    egzaminy,rozmowy kwalifikacyjne,konkursy świadectw.A na prywatnych uczelniach
    tego nie ma! W ten sposób,każdy obojętne jak się uczył w szkole średniej i jak
    zdał maturę może być studentem niepaaństwowej uczelni.A "szanowna kadra
    wykładowców" nie wymaga od nich
    zbyt wiele i potem kończy taki studia i ma tytuł magistra.Jest wykształcony,ale
    czy mądry?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka