Dodaj do ulubionych

W ścisku studiują prawo

IP: *.aster.pl 09.10.08, 22:07
nie od dzis i nie tylko na tym wydziale. na anglistyce studia wieczorowe tez
sa tylko z nazwy
Edytor zaawansowany
  • sld_sld 10.10.08, 09:55
    udenci "dziwia" sie ze jest tak zle.

    To ze wieczorowi od dziennych roznia sie tylko tym ze Ci pierwsi
    placa - tak jest od lat

    To ze cwiczenia to raczej zenada - bylo tak od lat

    potem Ci biedni studenci koncza prawo i dziwia sie ze nie zdali na
    aplikacje.

    Niestety wydzialow prawa w PL jest wiele, biora ilu sie da
    studentow, poziom jest slaby, mlodzi ludzie widza sie od
    najmlodszych lat jako panow/panie mecenas.

    tylko UW trzepie kase a studenci nic z tego nie maja
  • Gość: chinique IP: *.acn.waw.pl 10.10.08, 11:58
    ... rektorat i stara biblioteka ślicznie wyremontowane, do tego BUW i na sesje i
    na randkę, widać przynajmniej, że te pieniądze nie giną :).
  • Gość: anako IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.08, 18:28
    Oczywiście że tak jest na UW, nie tylko na prawie. Kto liczy na to, że zajęcia
    studiów wieczorowych odbywać się będą po południu, ten się przeliczy. Chociaż
    przeglądając plany na moim wydziale mam wrażenie, że studenci wieczorowi mają
    bardziej sensownie ułożony harmonogram, mniej okienek itp., zaczynają zajęcia o
    różnych porach, ale przynajmniej nie siedzą od rana do wieczora (ja studiuję
    dziennie). No i trzeba przyznać, że przynajmniej warunki lokalowe prawo ma,
    dorobili się na wieczorowych i zaocznych; u mnie grupy są małe bo w salach
    zwyczajnie nie mieści się więcej niż 15-20 studentów (a nie jest rzadkością że
    przez cały semestr siedzi się na podłodze/parapecie). I to wszystko na kampusie
    głównym UW.
  • Gość: studentka IP: *.chello.pl 10.10.08, 10:18
    Rowniez studiuje na prawie wieczorowym i uwazam ze 7 000 zl za rok to przesadza. Zamiast te pieniedze przeznaczyc na lepsze warunki studiowania to sa przeznaczane dla wykladowcow...np. wczoraj widzialam jednego "cwiczeniowca" wysiadajacego z nowego jaguara...
  • magdalaena1977 10.10.08, 14:59
    > np. wczoraj widzialam jednego "cwiczeniowca" wysiadajace go z nowego jaguara...
    podejrzewam, że dorobił się raczej jako adwokat / radca / doradca podatkowy.

    Ewentualnie mamusia mu kupiła ;)
    --
    Magdalaena
  • Gość: Zibi IP: *.uscs.susx.ac.uk 10.10.08, 16:55
    magdalaena1977 napisała:

    > > np. wczoraj widzialam jednego "cwiczeniowca" wysiadajace go z nowego jagu
    > ara...
    > podejrzewam, że dorobił się raczej jako adwokat / radca / doradca podatkowy.
    >
    > Ewentualnie mamusia mu kupiła ;)

    Gdybyś studiowała to dłużej, to byś wiedziała, że profesorowie tego wydziału to jedni z najlepiej opłacanych prawników w tym kraju, więc nie dziw się, że mają dobre samochody. Zapewniam Cię, że pracujac w kancelariach zarabiają kilka razy więcej niż na wydziale. Natomiast zgadzam się, że za taką kupę forsy od studentów wieczorowych można by rozwiązać problem przeludnienia na ćwiczeniach...
  • Gość: studentka :D IP: *.chello.pl 10.10.08, 17:12
    wczoraj widzialam jednego "cwiczeniowca" wysiadajace go z nowego jagu
    > ara...
    > podejrzewam, że dorobił się raczej jako adwokat / radca / doradca
    podatkowy.
    >
    > Ewentualnie mamusia mu kupiła ;)

    O ile kojarze jedynie pewien polityk i znany prawnik przyjezdza na
    kampus jaguarem.Kłania się niewiedza pierwszoroczniaków co do osób
    ze sceny politycznej.Nie można zakładać że pieniądze z czesnego idą
    na wykładowców, bo w ten sposób można by było i kościół do tego
    zaliczyć.. bo czy datki naprawde idą na szczytne cele?
    Odnośnie przeludnionych grup to 60 osób w grupie to nie jest ilość
    uniemożliwiająca zdobywanie wiedzy.A do bycia odpytywanym służą
    dyżury u ćwiczeniowców.
  • Gość: Student 2kierunków IP: *.aster.pl 11.10.08, 12:03
    Jaguar to dziś ford mondeo także nic specjalnego....
  • Gość: klakier IP: 193.0.104.* 10.10.08, 17:14
    To jakieś nieporozumienie... przecież Twoje pieniądze nie trafiają do kieszeni
    profesora... Weź pod uwagę, że większość z tych ludzi ma własną praktykę i to
    tam zarabiają pieniądze... uczą studentów bo przynosi im to radość/prestiż lub
    cokolwiek, ale na bank nie pieniądze...
  • Gość: Student WPiA UW IP: *.adsl.inetia.pl 11.10.08, 23:11
    Akurat ten Pan od Jaguara to najlepszy specjalista w Polsce od prawniczych baz
    danych. Jego firma robiła bazy dla PKO, BPH i Orlenu więc na Jaguara może sobie
    pozwolić. Poza tym koleżanka chyba średnio zna się na samochodach bo ten Jaguar
    nie jest nowy tylko nie zniszczony. A skoro studiujesz na WPiA to masz
    porównanie naszych warunków z tymi które są na Karowej. Ja widzę ogromną różnice.
  • Gość: student Wpia IP: *.chello.pl 10.10.08, 10:21
    studiuje na 3 roku. musze powiedziec ze bardzo zaskoczyl mnie ten artykul.
    wydaje mi sie, ze studenci pierwszego roku, ktorzy wypowiadali sie w/w artykule
    nie potrafia sie jescze odnalezc w realiach studenckich. masowka? moze i racja
    ale na drugim roku z 1200studentow zostanie moze 700 osob i z kazdym rokiem ta
    liczba spada. zostaja tylko najlepsi. nie mozna obrzucac miesem uczelni, ktora
    gwarantuje najlepsza kadre oraz pozwala uzyskac najbardziej wartosciowy dyplom w
    polsce. to nie jest uczelnia, na ktorej jezeli sie zaplaci to sie zdaje. tu
    trzeba wykazac sie wiedza. dodatkowo tylko wspomne ze dzisiejsza mlodziez
    potrafi tylko wymagac ale nie jest zdolna sama cos z siebie dac. przykro ze w
    tak zenujacy sposob probuje sie obnizyc autorytet naszego wydzialu
  • Gość: fff IP: *.chello.pl 10.10.08, 10:25
    dziki temu ze nasi cwiczeniowcy oraz wykladowcy w wiekszosci sa aktywnymi
    prawnikami a zajecia na uczelni prowadza ze wzgledu na swoj autorytet maja
    pieniadze na samochody takie jak jaguar jak to jeden z przedmowcow powiedizal.
    moi drodzy radze przejsc sie po wydzialach na uw. i jezeli znajdziecie
    porzadniej wykonczone budynki i lepiej wyposazone to pozwole sie zlinczowac.
    proponuje odwiedzic instytut filozofi czy socjologi zanim zaczniecie narzekac.
  • Gość: Kaś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 10:37
    Instytuty Socjologii i Filozofii to istny raj w porównaniu z tym, co ma miejsce
    na Nowym Świecie 69. Tam tynk się sypie, ciasnota jest nie do wytrzymania, a w
    salach są kolumny, zza których nic nie widać.
  • mojboze 10.10.08, 13:34
    Instytut Socjologii może nie ma tak wspaniałego wyposażenia, ale grupy są do 20
    osób, wieczorowi mają zajęcia wieczorem, a na dyżurach jest spora sznasa
    porozmawiania z wykładowcą. Przynajmniej tak było kilka lat temu. WDINP i WPiA
    to najbardziej antystudenckie wydziały na UW.

    A koleżanka, która pisze jaki to wspaniały wydział zapomina, że jeśli ktoś płaci
    7 tys. to ma prawo wymagać odpowiednich usług, m.in. rzetelnego przekazywania
    wiedzy.
  • Gość: klakier IP: 193.0.104.* 10.10.08, 17:18
    TO niech idzie na prywtatną uczelnię i tam takich usług wymaga.... Tu płaci za
    to, że w ogóle może tu studiować .... coś za coś. Za te same pieniądze może
    dostać gorsze merytorycznie studia w lepszych warunkach albo w gorszych (chociaż
    ja nie wiem na co narzekacie) na dobrej...

  • katmoso 12.10.08, 14:20
    jak to płaci się za samo wpisanie na liste studentów? to co, dyplom
    dorzucają po pięciu latach już tylko za niewielką opłatą?
    zastanów się...
    --
    www.podrozemakaka.blox.pl
  • Gość: Ania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.08, 14:16
    Tak, z tym, że w Instytucie Socjologii na Karowej od 3 roku studia
    są właściwie indywidualne, a na 1 i 2 roku grupy 16 osobowe. Nie
    wiem jak jest teraz, ale jeszcze 2 lata temu każdy mógł wybierać z
    ogromnej liczby różnych zajęć, które odbywały się w godzinach 8-20.
    Dodam, że na matematycznych zajęciach, na które ja chodziłam liczba
    uczestników wahała się od 4 do 9 w zależności od konkretnego
    przedmiotu.
  • Gość: Zła Karma IP: *.chello.pl 10.10.08, 10:42
    Przyjmowanie ludzi na studia wieczorowe i organizowanie zajęć ranną
    porą to jawne oszustwo - to nie są studia wieczorowe!!! Proponuję
    też rozważyć, że student jest takim samym klientem, jak np. osoba,
    która kupuje parę majtek i jeśli dostanie zamiast gaci stanik, to ma
    prawo się domagać naprawienia błędu. UW, jak wiele innych
    państwowych uczelni po prostu zbija kasę na naiwnych i mało, że
    oferuje żenujące warunki studiowania, to jeszcze człowiek nie ma
    prawa niczego wymagać, bo stara skostniała kadra robi łaskę, że w
    ogóle dotrze na zajęcia. W dziekanacie też żenada - wredne biurwy,
    które potrafią zgubić indeks studenta i jeszcze drzeć paszcze, że są
    takie zapracowane. Powodzenia też życzę w próbach umówienia się na
    spotkanie z dziekanem, godziny jego urzędowania nijak się bowiem
    mają do obecności rzeczonego, ale przecież sam sobie panem, kto mu
    co zrobi? Proponuję się też poskarżyć na kogoś z "ciała" i potem
    patrzeć, jak się oddala perspektywa ukończenia uczelni, bo mściwa to
    i zawzięta kadra. Wychodzą kompleksy, zawiść i niezadowolenie z
    zarobków, ale stołków nie popuszczą, a i chętnych na ich miejsca
    specjalnie nie ma.
  • Gość: sianko IP: *.mimuw.edu.pl 10.10.08, 11:01
    dla ludzi zapracowanych polecam informatykę (3 letnie) wieczorowo na UW. Równie
    droga co prawo, nie łatwa do ukończenia w 3 lata, a przynajmniej odbywa się w
    godzinach popołudniowych.
    A chętnych jest tak mało, że ledwo ruszyła w tym roku ;)czyli 60osobowe grupy
    nie sa zagrożeniem.
    ;)
  • Gość: klops IP: *.chello.pl 10.10.08, 16:10
    co racja to racja...wpia czuje sie tak elitarny ze traktuje studentow jak
    smieci..i niewazne czy pracuje i gdzie pracuje..maja to wlacznie z pania
    prodziekan gleboko w d****...i mozesz biegac przynosic zaswiadczenia z pracy i
    uslyszec ze jak sie studiuje to sie nie pracuje...zenada!!
  • Gość: student wpia uw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 18:34
    czy ty aby na pewno studiujesz na wpia uw? bo nie wydaje mi się.
    po pierwsze, w przypadku prawa nie ma czegoś takiego jak studia wieczorowe są stacjonarne 9(studenci nie płacą za naukę) i niestacjonarne (studenci płacą za naukę) po drugie ćwiczenia prowadzi zazwyczaj młoda kadra [mgr, dr], a profesorowie głównie "są od wykładów", warto wspomnieć, że wielu ćwiczeniowców chętnie angażuje się w prowadzone zajęcia przynosząc na nie dużo ciekawych materiałów, dużury zawsze się odbywają
    trzeba było się uczyć i dostać na stacjonarne [dzienne] a nie teraz narzekać...
  • Gość: studentka WPIA UW IP: *.chello.pl 11.10.08, 23:21
    Chciałam gwoli ścisłości przypomnieć, że zjawisko takie jak
    studia "wieczorowe" na naszym wydziale nie istnieje, sa za to
    studia "niestacjonarne", co moim zdaniem powinno sprostować
    kontrowersje związane z rzekomo nieodpowiednimi godzinami zajęć dla
    studentów tegoż trybu. Radzilabym wszelkim kandydatom na prawo na
    WPIA UW zainteresować się nieco rozkładem i trybem zajęć na
    pierwszym roku a unikną rozczarowań, niepotrzebnych nikomu pretensji
    i przede wszytskim zrozumieją, że rowne traktowanie studentow
    stacjonarnych i niestacjonarnych jest dla nich jednym, wielkim
    plusem.
  • Gość: Asia IP: *.wpia.uw.edu.pl 10.10.08, 11:37
    jakie 700 osób???? Ja jestem na IV roku WPiA UW i nadal MASÓWKA!!! Z tego co
    wiem to nadal jest ponad 900 osob na moim roku . Grupy po 35 osób :-( . Jak
    ludzie odpadaja to wydzial wcale nie zapewnia lepszych warunkow
    studiowania,ale... zmniejsza ilosc grup.

    Autorytet to wydzial sam sobie obniza fundujac nam czesto skandaliczne warunki
    nauki, np.:
    - zbyt liczne grupy
    -część cwiczeniowcow spozniajaca sie na zajecia lub robiaca z cwiczen wyklad
    - problemy z działaniem USOSa (systemu komputerowego) i giełdy
    -śmiesznie mala biblioteka wydzialowa- ponizej 50 miejsc do nauki i ze 30
    komputerow w bibliotece dla 5000 osob to kpina.
    -zle dzialajaca klimatyzacja w salach starej biblioteki UW
    -niemile panie w dziekanacie
    -oglaszanie godzin dziekanskich w ostatnim momencie
    -bieganie po calym kampusie,bo zajecia sa w 6 budynkach..
    TRZEBA O TYM MOWIC BO INACZEJ NIGDY SIE TO NIE ZMIENI. Jak przez rok czy dwa
    wydzial nie skompletuje tych 800 osob na studia wieczorowe to ucierpi finansowo
    i moze zacznie sie starac.

    ""dodatkowo tylko wspomne ze dzisiejsza mlodziez
    > potrafi tylko wymagac ale nie jest zdolna sama cos z siebie dac."" - odezwal
    sie niemlody - czlowieku zdecyduj sie... student czy pouczajacy wszystkich
    belfer.. n. Poza tym takie uogolnienia sa krzywdzace i nieprawdziwe.
  • gdabski 10.10.08, 17:05
    -śmiesznie mala biblioteka wydzialowa- ponizej 50 miejsc do nauki i ze 30
    komputerow w bibliotece dla 5000 osob to kpina.

    Spora część wydziałów to nie ma nawet jedno komputera dostępnego dla studentów w
    bibliotece.

    /Gdabski
  • Gość: Ktośtam IP: *.wpia.uw.edu.pl 10.10.08, 10:26
    Gratuluję odwagi przyszłym prawnikom. ("Imiona zostały zmienione").
    Gratuluje też bardzo sensownej metody rozwiązywania problemu przepełnionych sal
    - nikt ze studentów nie mógł pofatygować się do dziekana i powiedzieć, co mu
    leży na sercu? Lepiej pójść do prasy, zwłaszcza jak się pracuje w tej samej
    redakcji.
  • Gość: Karramba IP: 82.177.111.* 10.10.08, 11:14
    O naiwności. To, że się ostanie 700 z 1200 osób, nie oznacza, że
    zostają najlepsi. To dalej dziki tłum przeciętnych ludzi. Jest
    niewielki odsetek ludzi, którzy się nadają do tego zawodu. Pisanie,
    że nie ma co narzekać tylko iść do dziekana przyprawai o pusty
    śmiech. Lamenty u władz nic nie pomogą, to coś jak z PZPNem. Na WPiA
    UW było tak i będzie zawsze.
  • Gość: Asia IP: *.wpia.uw.edu.pl 10.10.08, 11:42
    a myslisz,ze dziekan jest slepy i nie widzi co sie dzieje na zajeciach???

    Prof. Mikos-Skuza sobie moze mowic, ze "rozwazy" i "sprobuje pomoc", ale
    doskonale wie ilu ma studentow i ile jest tworzonych dla tych studentow grup.
    Gadanie....

    Ja mam teraz na seminarium grupe 30 osob- jak w takich warunkach profesor moze
    indywidualnie podejsc do studenta?? I jak w tak duzej grupie prowadzic dyskusje??
  • Gość: woltron IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 11:57
    biorą przykład od starszych kolegów lub pracowników, czyli ciebie :)
  • mojboze 10.10.08, 13:39
    Dziwisz się?

    Jak ktoś się poskarży, to ma przechlapane.
    Nie mówiąc już o tym, że szanse na spotkanie z dziekanem jest mniejsza niż
    dostanie się na aplikację bez znajomości...
  • Gość: gk IP: 80.195.116.* 10.10.08, 11:23
    A jak jest na Politechnice Bialostockiej na Architekturze? 20 osób
    na dziennych, 120 na wieczorowych, reszta yc może zaocznie.. I musze
    dodać, ze kiedyś proporcje byly odwrotne, tylko wydział postanowił
    sobie zarobić... Poza tym - wieczorowi rownież zajęcia mają z
    dziennymi. Oczywiście, lepiej wczesniej, ale pracujący faktycznie
    moga miec spory problem....
  • Gość: tomek IP: *.de.ibm.com 10.10.08, 11:33
    są stacjonarne i niestacjonarne.

    Pozdrawiam ;)
  • Gość: ag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 12:08
    tylko, ze haslo niestacjonarne odnosi sie rowniez do zaocznych.

  • iberales 10.10.08, 12:03
    Zupełny bezsens.
    Zupełnie nie rozumiem jak można być tak bezczelnym, żeby na pierwszym roku,
    zamiast najpierw poznać zasady rządzące wydziałem, lecieć na skargę do prasy.

    Nie wierzę, że gdyby 'Adam' zapytał kogokolwiek ze starszych kolegów, otrzymałby
    inną odpowiedź niż 'pisz podanie do dziekana! Natychmiast!'.
    O giełdzie to się raczej żarty opowiada, a dziekanat podania te faktycznie
    rozpatruje.

    No właśnie - podania. Posiadamy dwie osobne informacje:
    1. na wydziale jest jakieś 5000 studentów
    2. dziekan jest bezczelny, bo nie chce się ze mną zobaczyć, a ja mam takie ważne
    sprawy!
    a nie jesteśmy w stanie wyciągnąć z nich wniosku.
    Naprawdę to takie trudne do zrozumienia, że przy takich masach trzeba wprowadzić
    system inny niż osobistych rozmów?
    Przecież wszyscy mają 'takie ważne sprawy'. dziwne, że się stara ich zniechęcić?
    Pisz podanie!

    Co do studiów stacjonarnych i niestacjonarnych - na litość boską! To przecież
    zaleta!
    Nie jesteś w gettcie z tymi 'gorszymi', nie jesteś przez ćwiczeniowców
    traktowany jak dziecko upośledzone, zajęcia są prowadzone na takim samym
    poziomie, bez względu na tryb studiów!
    Na wielu kierunkach płacisz za zajęcia na niższym poziomie niż te bezpłatne! To
    jest moim zdaniem prawdziwy skandal!
    Biorąc zaś pod uwagę jaki profil ludzi idzie, z braku lepszego pomysłu, na prawo
    (to pierwszy wybór każdego barana z 'dobrego domu' którym tatusia zapłaci za
    czesne), podział na dziennych i wieczorowych byłby, dla ambitniejszych
    wieczorowych, koszmarem.

    Co jest w tym rozwiązaniu złego?
    Bo chciałbyś mieć zajęcia wieczorem?
    Ja też, a jestem 'dzienny'. To co? Nie mogę?
    Od drugiego roku sam sobie już będziesz plan układać i korzystać z giełdy.
    Co masz zrobić teraz?
    Pisz podanie!



    Może nie jestem obiektywny.
    Może ja po prostu (mam już sporo bliżej niż dalej do końca) pokochałem Wielkiego
    Brata.
    Może nauczyłem się przez te kilka lat jak radzić sobie z systemem.
    Ale mi te zarzuty zdają się wydumane.
  • Gość: Kaktus IP: *.chello.pl 10.10.08, 13:26
    Jesteś po prostu jak typowy szarak: mierny, bierny, ale wierny, a
    twoją dewizą życiową jest stwierdzenie "nie wychylaj się".
  • mojboze 10.10.08, 13:50
    iberales napisał:

    > Zupełny bezsens.
    > Zupełnie nie rozumiem jak można być tak bezczelnym, żeby na pierwszym roku,
    > zamiast najpierw poznać zasady rządzące wydziałem, lecieć na skargę do prasy.

    Jak można być tak bezczelnym, by zgarniając 7 tys pln nie zapewnić tego, za co
    się płaci?

    Wykazujesz typowe dla wielu dziennych myślenie, że wieczorowi, to ci, którzy są
    mniej zdolni. To pomyłka. Wieczorowi to przede wszystkim ci, którzy pracują.
    Jest jakiś odsetek półmózgów, którym rodzice płacą za studia, ale niewiele
    większy niż tych samych półmózgów, którym rodzice płacili za korepetycje,
    zajęcia czy dali komu trzeba w łapę...

    I dlatego studia wieczorowe powinny odbywać się wieczorem. A czy ci studenci są
    gorsi czy lepsi, to i tak weryfikuje rynek pracy...
  • Gość: kat IP: 193.0.104.* 10.10.08, 17:28
    Gadasz głupoty!! Ja studiuję dziennie i prauje... to nie ma nic do rzeczy!! Nie
    wierzę, żeby ktokolwiek był tak naiwny by nie próbować się dostać na dzienne
    studia i iść od razu na wieczorowe "bo ja pracuję". Właśnie dlatego, że mamy
    zajęcia wszyscy razem, to nie ma żadnej różnicy czy studiujesz dziennie czy
    wieczorowo...

    A takie gadanie, że wieczorowi nie studuiją dziennie, bo są tacy bardzo ambitni
    i jednocześnie pracują i studiują, to BZDURA...

    Jak to czytam, to zaczynam się przekonywać, że faktycznie te studia powinny być
    oddzielne dla wieczorowych i dziennych... a może wieczorowe zlikwidować....
    jestem za
  • Gość: jj IP: *.acn.waw.pl 10.10.08, 20:17
    Studiuję dziennie 2 kierunki, w tym prawo na uw i pracuję ok. 30-35h tygodniowo.
    Nie mów mi że wieczorowe są dla pracujących. Każdy, ale to każdy z wieczorowych
    chciałby być na dziennych.
  • iberales 12.10.08, 16:39
    1. Bardzo mądrze - jeśli uważasz, że nie dostajesz tego za co płacisz, to pozwij
    wydział. Z przyjemnością poczytam o wyniku.

    2. Studia wieczorowe nie istnieją już od jakiegoś czasu. Aktualnie są
    stacjonarne i niestacjonarne.

    3. Nie twierdzę, ze studenci studiów niestacjonarnych są mniej zdolni, z
    definicji. Twierdzę, że wśród nich jest znacznie więcej imbecyli.

    4. Nie znam NIKOGO, kto nie poszedłby na studia stacjonarne, bo musi pracować.
    Głównie dlatego, że prawo na UW zostało skonstruowane w tak fajny sposób, że
    plan można sobie ułożyć samemu (od drugiego roku oczywiście), aby móc pogodzić
    studia z pracą czy praktykami.
    Znam natomiast BARDZO DUŻO ludzi, którzy poszli na studia niestacjonarne, bo nie
    dostali się na stacjonarne.

    5. Dlatego studia 'wieczorowe' nie powinny odbywać się wieczorem, bo byłaby to
    niczym nieuzasadniona forma dyskryminacji studentów 'dziennych', którzy być może
    również chcieliby pracować/praktykować.
  • iberales 12.10.08, 16:44

    > Jak można być tak bezczelnym, by zgarniając 7 tys pln nie zapewnić tego, za co się płaci?

    >
    > Wykazujesz typowe dla wielu dziennych myślenie, że wieczorowi, to ci, którzy są
    > mniej zdolni. To pomyłka. Wieczorowi to przede wszystkim ci, którzy pracują.
    > Jest jakiś odsetek półmózgów, którym rodzice płacą za studia, ale niewiele
    > większy niż tych samych półmózgów, którym rodzice płacili za korepetycje,
    > zajęcia czy dali komu trzeba w łapę...
    >
    > I dlatego studia wieczorowe powinny odbywać się wieczorem. A czy ci studenci są
    > gorsi czy lepsi, to i tak weryfikuje rynek pracy...



    1. Bardzo mądrze - jeśli uważasz, że nie dostajesz tego za co płacisz, to pozwij wydział. Z przyjemnością poczytam o wyniku.

    2. Studia 'dzienne' i 'wieczorowe' nie istnieją już od jakiegoś czasu. Aktualnie są 'stacjonarne' i 'niestacjonarne'.

    3. Nie twierdzę, ze studenci studiów niestacjonarnych są mniej zdolni, z definicji. Twierdzę, że wśród nich jest znacznie więcej imbecyli.

    4. Nie znam NIKOGO, kto nie poszedłby na studia stacjonarne, bo musi pracować. Głównie dlatego, że prawo na UW zostało skonstruowane w tak fajny sposób, że plan można sobie ułożyć samemu (od drugiego roku oczywiście), aby móc pogodzić studia z pracą czy praktykami.
    Znam natomiast BARDZO DUŻO ludzi, którzy poszli na studia niestacjonarne, bo nie dostali się na stacjonarne.

    5. Dlatego studia 'wieczorowe' nie powinny odbywać się wieczorem, bo byłaby to niczym nieuzasadniona forma dyskryminacji studentów 'dziennych', którzy być może również chcieliby pracować/praktykować.

    6. Niech sobie rynek weryfikuje do woli. Pozwól, że na razie ja sobie poweryfikuję sam. Zaczynając może od tego, że typu, który od razu leci do prasy, zamiast spróbować samemu swój problem rozwiązać szanować nie będę.
  • Gość: pew IP: 212.160.148.* 10.10.08, 12:12
    25 to grupa marzeń?! To żart jakiś grupa marzeń to 8 osób. jaki
    poziom musi być tych ćwiczeń - nie ma co sie dziwić, że nie zdali na
    aplikacje!
  • magdalaena1977 10.10.08, 15:04
    Gość portalu: pew napisał(a):

    > 25 to grupa marzeń?! To żart jakiś grupa marzeń to 8 osób.
    Zgadzam się. Tak jak grupa do nauki języka obcego. Jeśli to mają być ćwiczenia ,
    a nie wykład, to każdy powinien mieć szanse wziąc w dyskusji itp.
    Chodziłam na takie zajęcia i małe grupu wspominam jak najlepiej (przy dobrym
    wykładowcy)
    --
    Magdalaena
  • katmoso 10.10.08, 12:46
    ale podobnie jest na innych wydziałach UW. studia wieczorowe to
    fikcja. takie są tylko z nazwy. zajęcia są w ciągu dnia. wykłady
    wspólne z dziennymi.
    na szczęscie wielkimi krokami zmierza niż demograficzny i wszystko
    wyrówna. każdemu studentowi, ktory zechce zapłacić za swoje studia
    będą sie w dziekanacie w pas kłaniać. z czasem dziennym też, bo za
    nimi idzie kasa z ministerstwa.
    panie dziekanatowe zostaną zredukowane do liczby niezbędnej i do
    osób bardziej wykwalifikowanych.
    wprawdzie potrwa to wszystko jeszcze kilka lat, ale w końcu sie
    zmieni.
    a państwu co płacą po 7000 za studia wieczorowe na prawie radzę
    zrezygnować i pojechaćstudiować w Anglii. za niewiele większe
    pieniądze skończą naprawdę dobry wydział, zdobędą odpowiednia
    praktykę i za parę lat nie będą narzekać na brak sensownych ofert
    pracy. a jak do nauki sie przyłożą to stypendium dostaną solidne, a
    nie te grosze co je UW rzuca z łaski.


    --
    www.podrozemakaka.blox.pl
  • Gość: Studentka prawa IP: *.chello.pl 10.10.08, 12:56
    Studiuję na trzecim roku i powiem jakie są moje spostrzeżenia:
    - po pierwsze: zajęcia z wieczorowymi. Doskonale wiem, że wśród wieczorowych są
    bardzo ambitni ludzie, którym autentycznie zależy na tych studiach. Ale jak
    przychodzę na zajęcia (oczywiście w grupie 45 osobowej) i słyszę różne ciekawe
    rzeczy, np. że autorem prawa XII tablic był Hammurabi, albo że Max Weber był
    znanym średniowiecznym lekarzem (I rok), tudzież prawo cywilne jest działem
    prawa Unii Europejskiej (II rok) to nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie po to
    harowałam całe LO żeby się dostać na te "elitarne" studia, żeby teraz słuchać
    takich rzeczy głoszone przez studentów, którzy co prawda nie zdali matury
    (amnestia Gierycha), ale mieli 7 tysięcy.
    - po drugie: dziekanat. To jest po prostu porażka. Sytuacja sprzed kilku dni -
    stoję w kolejce. W sumie było nas 3 osoby. Godzina 17.59, pani rozwija roletę,
    gasi światło "zapraszam jutro". Czy my jesteśmy jakimiś petentami, a osoby,
    które mają za zadanie nam pomagać i mają za to płacone pieniądze, są jakimiś
    urzędasami? Poza tym, jedno okienko na jeden cały rok - 1200 osób - to chyba
    troszkę za mało. Albo sytuacja z 30. września - ostatni dzień składania
    indeksów, a dziekanat trzeciego roku... skrócił sobie czas pracy. Szkoda słów.
    - USOS. Cudowny system, przeznaczony do obsługi maksymalnie 400 osób naraz. Ilu
    nas jest? Hmmm... 5000! Czy tak bogaty Wydział nie stać na lepsze serwery?
    - egzaminy. Cudowna sprawa. I tyczy się to zarówno ustnych jak i pisemnych. Na
    pierwszym roku na jednym z egzaminów napisałam dokładnie to samo co mój kolega.
    Ja dostałam 5, on 3. Dlaczego? Bo sprawdzały nam pracę inne osoby, które mają
    inne wymagania. To samo na ustnym. Każdy wie, że za to za co u jednego
    egzaminatora można dostać 5 u innego ledwo starczy na 3. A w zapisach wygrywają
    ci, którym uda się zalogować na ten nieszczęsny USOS.
    - sam budynek wydziału jest jak na tę liczbę osób śmiesznie mały. Wystarczy
    spojrzeć na Wydział Zarządzania. Mają o 1/3 studentów mniej, a budynek z 5 razy
    większy. Dlatego z jednych zajęć muszę biegać na drugie z Powiśla na kampus, w
    10 minut (kiedy toaleta? kiedy kanapka?). Albo zajęcia na Karowej - super. Grupa
    30 osób na 15 metrach kwadratowych - wymarzone warunki.
    - nie ma różnicy między wykładami a ćwiczeniami. A potem wykładowcy się dziwią
    że aula w Auditorium Maximum świeci pustkami.
    - mój ćwiczeniowiec z prawa cywilnego w zeszłym roku przerobił część ogólną i
    "ogólne wiadomości o prawie rzeczowym". Całą część rzeczową do egzaminu musiałam
    przerobić sobie sama, z podręcznika. Czy to jest normalne?
    Ja to jeszcze jakoś znoszę, całe życie chodziłam do publicznych szkół i pewne
    rzeczy mnie nie zaskakują. Ale ludziom, którzy ciężko pracują, żeby zapłacić te
    7 tysięcy nie zazdroszczę. Co oni otrzymują za te pieniądze? Kilka godzin zajęć
    w tygodniu w pakiecie z brakiem zrozumienia, niesympatyczną, pełną pretensji
    obsługą w dziekanacie i warunki lokalowe niesprzyjające nauce. I oczywiście
    trzeba jeszcze zainwestować w rozliczne książki i w szybkie stałe łącze, żeby
    móc się zapisać na egzaminy. No ale w końcu to najlepszy dyplom prawniczy w
    Polsce. Tylko czasami zastanawiam się dlaczego.
  • gdabski 10.10.08, 17:11
    > - sam budynek wydziału jest jak na tę liczbę osób śmiesznie mały.

    Trzy własne budynki, większościowy udział w AudiMaksie i Starym BUW i jeszcze
    wam mało?

    /Gdabski
  • Gość: Kaś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 17:36
    Teraz zajęcia dla studentów WPiA odbywają się jeszcze w nowym BUWie w salkach
    konferencyjnych :D
  • Gość: Katarzyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 23:02
    A ja studiuję na drugim i czasem sobie myślę, że niektórzy powinni
    chyba mieć zajęcia indywidualne - wtedy dopiero byliby
    zadowoleni...Zawsze znajdzie się coś, na co mozna narzekac, ale
    wtedy student prawa, który chce uchodzic za intelektualistę powinien
    próbować cos zmienić, a nie obsmarowywać uczelnię na forum
    internetowym, oczywiście anonimowo.
    > - egzaminy. Cudowna sprawa. I tyczy się to zarówno ustnych jak i
    pisemnych. Na
    > pierwszym roku na jednym z egzaminów napisałam dokładnie to samo
    co mój kolega.
    > Ja dostałam 5, on 3. Dlaczego? Bo sprawdzały nam pracę inne osoby,
    które mają
    > inne wymagania. To samo na ustnym. Każdy wie, że za to za co u
    jednego
    > egzaminatora można dostać 5 u innego ledwo starczy na 3. A w
    zapisach wygrywają
    > ci, którym uda się zalogować na ten nieszczęsny USOS.
    A czy gdziekolwiek i kiedykolwiek było inaczej? Z maturą było tak
    samo, z każdym innym egzaminem też. A swoja drogą, skoro napisałaś
    to samo, co kolega, to chyba nie było to do końca uczciwe???
    > Ja to jeszcze jakoś znoszę, całe życie chodziłam do publicznych
    szkół i pewne
    > rzeczy mnie nie zaskakują. Ale ludziom, którzy ciężko pracują,
    żeby zapłacić te
    > 7 tysięcy nie zazdroszczę. Co oni otrzymują za te pieniądze? Kilka
    godzin zajęć
    > w tygodniu w pakiecie z brakiem zrozumienia, niesympatyczną, pełną
    pretensji
    > obsługą w dziekanacie i warunki lokalowe niesprzyjające nauce. I
    oczywiście
    > trzeba jeszcze zainwestować w rozliczne książki i w szybkie stałe
    łącze, żeby
    > móc się zapisać na egzaminy. No ale w końcu to najlepszy dyplom
    prawniczy w
    > Polsce. Tylko czasami zastanawiam się dlaczego.
    Litości. Kobieto, naprawdę, Ty się zastanów, czy naprawdę chcesz tu
    dalej studiować. Skoro nic Ci się nie podoba... Jest jeszcze kilka
    innych uczelni w Polsce
  • Gość: Emilka IP: *.elartnet.pl 10.10.08, 12:56
    Byłam pracującym studentem wieczorowym ładnych parę lat temu na WPiA UW. Jednym
    z ponad 800 na roku - roku eksperymentalnego,ponieważ od pierwszych chwil
    wiadomo było, że będzie ciasno i ciężko. Rozumiem, że władze uczelni uznały
    eksperyment za udany i stan rzeczy sprzed około 15 lat trwa nadal...

    Oczywiście przy naborze zapewniano nas, że program studiów da się pogodzić z pracą.

    Wybór grup - był bardzo duży. Te w najciekawszych godzinach i najdogodniejszych
    miejscach były jednak bardzo liczne, a osobisty kontakt z wykładowcą ZEROWY. Te
    mniej liczne miały zajęcia przed południem, albo w wynajmowanych salach w jakiś
    dziwnych miejscach dość oddalonych od Uniwerku. Udział w takich zajęciach
    praktycznie wykluczał możliwość dotarcia na kolejne zajęcia (albo dotarcia na
    nie po wcześniejszych)

    Ze względu na pełnoetatową pracę nie miałam szans na udział w wykładach z
    ekonomii, które zaczynały się ok. 15.00 (oczywiście, były to wykłady
    nieobowiązkowe - tylko jak niby nie chodząc na zajęcia zdać później egzamin
    układany pod specyficzny, autorski wykład profesora?)

    Niestety, miałam pecha i ćwiczenia z logiki w mojej bardzo licznej grupie były
    parodią ćwiczeń.Suchy monolog wygłaszany z prędkością karabinu maszynowego. Po
    ćwiczeniach do wykładowcy ustawiała się 20-osobowa kolejka ludzi z pytaniami, a
    wykładowca zwykle śpieszył się dalej. Egzamin z logiki też był parodią - naście
    krótkich pytań prawie testowych, współpraca na sali ludzi, którzy wcześniej
    opracowali sobie strategię porozumiewania się znakami i gestami, profesor Pe.,
    który podchodził do wybranych osób i coś tam wskazywał w teście...Oblałam.

    Oczywiście - powiecie, że mogłam rzucić pracę i żyć powietrzem. No mogłam. Albo
    znaleźć pracę w weekendy albo wieczorami. Tylko czemu władze uczelni nazwały te
    studia wieczorowymi dla osób pracujących?

    Skończyłam studia zaoczne na prywatnej uczelni. Trzy weekendy w miesiącu od
    8.00 d0 18.00. Fakt - różni dziwni ludzie tam uczęszczali. Ale wykładowcami
    niejednokrotnie były osoby o znanych nazwiskach: warszawscy sędziowie, praktycy,
    autorzy znanych komentarzy i podręczników akademickich. Śmiem też
    przypuszczać, że pod względem liczby przedmiotów dostępnych dla WSZYSTKICH
    studentów prawa, infrastruktury, zaplecza socjalnego, dostępności wykładowców, a
    nawet...wyposażenia biblioteki uczelnia ta górowała nad WPiA UW.

    Po zmianach w zasadach naboru do korporacji prawniczych postanowiłam zostać
    radcą prawnym. Dostałam się na aplikację radcowską bez problemu. UW omijam
    szerokim łukiem.

    Mam wrażenie, że gdyby nieco więcej studentów zaufało mojej uczelni, w ciągu
    parunastu lat z powodzeniem zakasowałaby prawo na UW.
  • Gość: Burek z Ogonkiem IP: *.chello.pl 10.10.08, 13:35
    Czy ta uczelnia to słynny "Koźmiński"?
  • maryko.m 10.10.08, 15:34
    Nie Burku, nie Koźmiński. Łazarski. Ale że nie ma uczelni idealnych i do tej mojej też miałam parę istotnych zastrzeżeń, nie będę tutaj uprawiać za darmo reklamy - szkoła jest bogata, więc niech się sama reklamuje :)
  • Gość: Rasowy Piesek IP: *.chello.pl 10.10.08, 16:19
    Łazarski to, nie wiem czy Ci wiadomo, najlepszy dyrektor w historii
    Państwowego Studium Stenotypii i Języków Obcych na ul. Ogrodowej
    (budynek koło Sądów), dzięki jego metodom nauczania, absolwentki (bo
    głównie mury szkoły opuszczały sekretarki i asystentki) były wyżej
    cenionymi i pożądanymi pracownikami od tych z tytułem magistra.
    Łazarski, z tego co mi wiadomo, zdążył jeszcze założyć prywatne
    studium i ową uczelnię, ale już od paru lat nie ma go z nami, miał
    facet charakter i zdolności organizacyjno-przywódcze. Więc szkoła ma
    świetnego patrona (i założyciela), choć ceny są dość wysokie nawet
    jak na uczelnię prywatną przystało, ale za to wyposażenie, zaplecze
    dydaktyczne - po prostu bajka! Wiem, bo znajoma ukończyła tam
    ekonomię czy coś w tym guście. Narzekała głównie na dziwny system
    nauki, co tydzień sobota i niedziela, tylko raz w miesiącu wolny
    weekend, ale może coś się zmieniło. Towarzystwo było wtedy (5 lat
    temu) bardzo zróżnicowane, panowie w dresach i złotych łańcuchach
    też się pojawiali. No ale dostęp do materiałów, biblioteka, wolny
    czas wykładowców - bez zastrzeżeń. Natomiast w dziekanacie jakby
    czas się zatrzymał - wredne babska.
  • Gość: Bonifacy IP: *.chello.pl 10.10.08, 13:53
    ...zlikwidowanie wydziałów-kosmitów. Skoro już UW się tak
    komercjalizuje, a brak mu lokali, to może zlikwiduje taką np.
    bohemistykę, kierunek z wiedzą o d...ie Maryni, po której mamy
    kolejną wesołą czeredę bezrobotnych absolwentów. Jest kilka
    takich "abstrakcyjnych" i nieżyciowych kierunków- przechowalni
    niezdecydowanych absolwentów liceów, którzy studiują na koszt
    państwa i podatników coś, co nie przynosi wymiernych korzyści
    społeczeństwu poza nabzdyczonymi magistrami z bezwartościowymi
    dyplomami, które mogą sobie oprawić, położyć na półkę i podziwiać z
    pewnego dystansu i pod opowiednim kątem, ale pracy im to nie
    zapewni. Zresztą dla takich to nie ma odpowiedniego zajęcia,
    przecież nie pójdą do jakże przyziemnej pracy w biurze albo markecie.
  • katmoso 12.10.08, 14:32
    panie Bonifacy, te 1000 absolwentow prawa wypuszczanych corocznie
    przez sam UW musi kogoś obsługiwać. dlatego istnieją jeszcze inne
    wydziały. akurat uniwersytet jest także powołany do uprawiania
    nauki, a dydaktyka ma na celu także powiekszanie grona naukowców.
    bohemista zostanie choćby tłumaczem przysięgłym i będzie przekładał
    prawniczy bełkot z jednego języka na drugi. bardzo potrzebne,
    zwłąszcza że ostatnio polskie kontakty z zagranica sie gwałtownie
    rozwijają, a prawnicy nie zawsze mają talent do języków.
    z moich obserwacji wynika, że studiując prawo po pieciu latach nie
    ma się zbyt wielu mozliwości. aplikacja to kolejne kilka lat nauki i
    robienia za pół darmo. można zacząć pracować w firmie, ale pewnie
    absolwent prawa nie zniży się do bycia podwładnym absolwenta
    bohemistyki, czy kulturoznawstwa, który odnalazł sie w biznesie.
    studia to nie szkoła. nie są obowiązkowe. mają na celu rozwijanie
    wiedzy i umiejętności, tak by potem mozna było je zastosować w
    każdej pracy. i zapewniam cię, ze nie zawsze jest ona tylko w
    markecie czy innym "przyziemnym" biurze.
    z pozdrowieniami
    --
    www.podrozemakaka.blox.pl
  • Gość: student 3 roku IP: *.aster.pl 10.10.08, 14:52
    Nikt się nie zastanawia dlaczego mamy do czynienia z takim stanem rzeczy?

    Obecnie o przyjęciu na studia dzienne decyduje nowa matura. Nie ma egzaminów wstępnych. Najlepsi maturzyści zostają przyjęci na studia dzienne.

    Na wieczorowe są przyjmowani wszyscy. Nie ma jakiegoś limitu miejsc. Dlatego co roku na wydziale jest 800-1.200 studentów wieczorowych. Na ok 400-450 dziennych.

    Nie ma limitu miejsc na studia "wieczorowe" (niestacjonarne), gdyż po 1'sze - $ dla wydziału/uniwersytetu po 2'gie zawsze jeśli dziecko adwokata, sędziego, radcy, prokuratora nie dostanie się na "dzienne" ze swoją maturą to można swoją pociechę w ten sposób bezpiecznie "przepchnąć". Z drogą do zawodu/aplikacji jak potem jest to chyba już nie muszę pisać, każdy się mw. orientuje jak to wygląda.

    Nie mam jakiejś "spiskowej teorii dziejów", nie twierdzę, iż jeśli ktoś gorzej napisze maturę to jest mniej bystry od tego komu "pójdzie" ona lepiej. Lecz utrzymywanie tak rozrośniętych i prowadzonych razem z "dziennymi" studiów "wieczorowych", jest b. wygodnym i prostym sposobem kartelizacji zawodu (czy zawodów), którego wszelkie próby otwarcia zawsze "legną w gruzach".

    Co do samego artykułu, to nie sprawia on wrażenia szczególnie bezstronnego i trafiającego w sedno. Moim zdaniem to taka typowa publicystyka, jakby pisana przez automat wg. szablonu. Teza + wypowiedzi bohaterów artykułu + niejasne podsumowanie. Czytając art. doszedłem do wniosku, iż bohater po prostu przystępując do rekrutacji nie doczytał gdzie się zapisuje i jak są zorganizowane "studia wieczorowe" na wpia uw - i tu już nie może mieć pretensji do nikogo poza samym sobą.
  • gdabski 10.10.08, 17:13
    > Na wieczorowe są przyjmowani wszyscy. Nie ma jakiegoś limitu miejsc. Dlatego co
    > roku na wydziale jest 800-1.200 studentów wieczorowych. Na ok 400-450 dziennych.

    To nie ma żadnego związku z nową maturą, jak na początku sugerujesz.

    /Gdabski
  • magdalaena1977 10.10.08, 15:14
    Ja też nie rozumiem zdziwienia nowych studentów.
    Taka sytuacja na prawie jest od lat. Ja skończyłam ten wydział (stacjonarnie) 7
    lat temu i było nawet gorzej, bo na początku nie było jeszcze budynku na Lipowej
    nie mówiąc o Collegium Iuridicum IIII
    I za moich czasów łączenie na zajęciach studentów płatnych i bezpłatych (bo na
    tym polegała różnica) było odbierane pozytywnie jako brak getta dla tych, którzy
    nie zdali egzaminu dość dobrze.
    Jako studentka dzienna miałam sporo zajęć po południu, a gdybym pracowała (jak
    część osób na wyższych latach) mogłam to sobie spokojnie załatwić na dobre.
    Wróciłam teraz na zaoczne studia podyplomowe i faktycznie jestem zaskoczona
    dopieszczeniem terenu kampusu - te alejki, pojazdy, rabatki ... z podświetleniem
    WPiA na czele. Tylko szkoda, że np. wnętrza AudiMaxa w tym toalety w ogóle nie
    zmieniły się od czasów moich studiów.


    W tym wątku wypowiadało się kilka osób studiujących płatnie , które wskazywały,
    że wcale nie są mniej zdolne, tylko zależy im na zajęciach wieczorowych. Mam do
    Was pytanie - dlaczego nie zdaliście normalnie egzaminu, a potem nie
    przenieśliście sobie zajęć na popołudnie ?
    --
    Magdalaena
  • Gość: LITOŚCI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 15:47
    Do roboty pierwszy roku a nie wyborczej się skarżyć :)) Wielu moich znajomych od pierwszego roku dzieli czas pomiędzy naukę i pracę, zdają w pierwszych terminach zarabiają dobre pieniądze. Zamiast się skarżyć trzeba się wziąć do roboty, napisać podanie do dziekana czy umówić się z ćwiczeniowcem. Jak chce się studiować na UW to trzeba płacić albo dobrze zdać maturę. I tak zostają najlepsi, na aplikację zdają najlepsi. Mam to w d***e ile jest osób na roku, niech każdy się martwi o siebie...
  • Gość: hm IP: *.aster.pl 10.10.08, 16:36
    A mi nie jest wszystko jedno (mimo, że nie płacę), jeśli na ćwiczeniach w grupie
    jest 40 osób, a na seminarium 30.
    Zarzuty dotyczące dziekanatu, biegania po Powiślu, też są oczywiście prawdziwe.
    To, że tak było zawsze nie znaczy, że powinno tak być nadal.
    Nie mogę się doczekać momentu kiedy płatni studenci zaczną wybierać prywatne
    uczelnie i wtedy może nasz wydział się obudzi. Tym co nie wierzą, że tak może
    się stać polecam sprawdzić co się stało z ilością chętnych na studia wieczorowe
    na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Czasem sam prestiż nie wystarcza.
  • Gość: Carlito IP: *.aster.pl 10.10.08, 16:55
    "Grupy marzeń to 25 osób. Optymalnie 30."

    Pani dziekan tak powiedziała?
    Jeśli skończyła ten wydział, to proponuję wprowadzić dodatkowe zajęcia z języka
    polskiego dla inteligentnych.
  • Gość: Green IP: *.acn.waw.pl 10.10.08, 17:07
    Jestem studentką 2 roku studiów wieczorowych i osobiście uważam że bardzo dobrym pomysłem było połączenie na zajęciach studentów dziennych i wieczorowych. Grupa 60 osób w tym artykule to lekka przesada być może jest tak dlatego że jest na 1 roku zbyt duża ilość studentów a część z nich to studenci 2 roku którzy nie zaliczyli ćw. bądź powtarzają rok. Ten problem się rozwiąże ponieważ i tak część z was nie utrzyma się na studiach. UW wygląda bardzo ładnie sale wykładowe itp są w najlepszych standardach dlatego płacimy 7 tys. plus to najlepszy uniwersytet w Polsce. Każdy z kandydatów wiedział ile się płaci i jak wyglądają studia wieczorowe dlatego komentarze pierwszaków są niedorzeczne. Jeżeli jakiekolwiek problemy stanowi plan zajęć bądź inne niedogodności Pani prodziekan na pewno pomoże, tylko trzeba wykazać inicjatywę a nie narzekać.
  • Gość: klakier IP: 193.0.104.* 10.10.08, 17:16
    Ten artykuł jest absurdalny!!! Wieczorowi z dziennymi - źle... dużo grup
    zajęciowych - źle, bo ktoś może mieć zajęcia od rana.... ćwiczenia z
    przedmiotów, z których wcześniej ćwiczeń nie było - źle bo za duże grupy...

    Uderza mnie, że jakoś jak ja byłam na pierwszym roku, to nikt się nie rzucał
    :"Płacę to wymagam"... a ten artykuł jest właśnie w tym tonie.. Jak się komuś
    nie podoba na UW, to zawsze może iść np. do Koźmińskiego - płaci się tyle samo,
    ćwiczeń nie ma w ogóle, no i poziom studiów bez porównania...

    Wydaje mi się, że studenci wieczorowi powinni się cieszyć, że pomimo tego, że
    nie dostali się na dzienne studia mogą studiować na tej uczelni! Gdyby nie było
    tych studiów musieliby iść na niepubliczną uczelnie...

    Giełda może nie jest idealna, ale znacznie usprawnia pracę wydziału. Daje
    możliwość samym studentom na zmianę grup. Jak się nie uda przez giełdę zawsze
    można podaniem się przenieść. Jak ktoś pracuje, to bierze świstek od pracodawcy,
    że tak jest i pisze podanie o zmianę grupy... proste, tylko pomyśleć chwilę
    trzeba....

    A to, że wieczorowi mają zajęcia z dziennymi, to w mojej opinii akurat jest atut
    tych studiów. Kilka lat temu na wydziale był podział na grupy wieczorowych i
    dziennych. Tylko, że wieczorowi dostawali gorszych wykładowców... nie mieli
    części ćwiczeń... itp.

    Czy faktycznie jest tak źle? Zdaje mi się, że ktoś grubo przesadził.... Ja lubię
    ten wydział i te studia..
  • Gość: wieczorowa IIrok IP: *.chello.pl 10.10.08, 17:25
    Pozostaje tylko dodać że nowe roczniki, od tego poczynając bedą
    chciały mieć wszystko "podane na tacy", a najlepiej żeby wszystko
    było takie jak w liceum. Artykuł mnie rozbawił, a najbardziej
    problem koleżanki z odpytywaniem i 60 osobową grupą. Jak ktoś chce,
    aby go sprawdzano z jego wiedzy, zgłasza się na pytania ćwiczeniowca
    ew przychodzi na dyżury. Widocznie jednak obecny rocznik jest
    niezaradny i leniwy. Studia to czas aby odciąć pępowinę i przestać
    użalać się nad sobą. Ktoś poniżej w komentarzach założył że czesne
    idą na wykładowców i że nawet widział jednego jeżdżącego jaguarem.
    Informuję sieroty z zerową wiedzą polityczną, że to auto znanego
    prawnika i jednocześnie polityka którego można bardzo często
    zobaczyć w telewizji.... Artykułem nie należy się przejmować, raczej
    trzeba się przyjżeć wychowaniu obecnej młodzieży i prasą która
    schodzi na psy!!!!
  • ml130676 10.10.08, 17:28
    ...sie odezwała babinka-starowinka z życiowym doświadczeniem,
    najlepiej uszy po sobie i jeszcze się podlizywać wykładowcom, a
    najlepiej donosy składać...
  • Gość: klakier IP: 193.0.104.* 10.10.08, 17:38
    Halo!!! Wycieczki personalne to nie jest rzeczowa dyskusja... to nie jest
    gimnazjum... Radzę dorosnąć...
  • Gość: effeli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 17:43
    studia to przedewszystkim praca wlasna i samodzielna nauka.
    wiekszosc wypowiadajacych sie tu ludzi zbyt kurczowo trzyma sie
    wspomnien z czasow licealnych, gdzie pan/ pani nauczyciel/- lka
    podyktowal/-a notatke, podali strony do nauczenia itp. ludzie
    dorosnijcie!!!! jesli sie wam nasz wydzial nie podoba to sie
    przeniescie, a nie takie brednie wypisujecie na lamach prasy. to
    najbardziej prestizowy wydzial w Polsce, znakomita kadra
    pedagogiczna i czego chciec wiecej. a to ze czasem ktorys z
    cwiczeniowcow grymasi, to trudno sie mowi. w wiekszosci to znani
    ludzie, wiec slawa i prestiz wybacza wszystko. a to ze zajecia
    studenci wieczorowi maja rowniez rano, to tylko plus( gdyz nie kazdy
    chce uczyc sie wieczorem). zreszta nie wiem w czym problem bo jesli
    sie udokumentuje ze jest sie zatrudnionym to bez problemy zmieniaja
    grupy.
  • Gość: dzienna4 rok IP: *.mobile.playmobile.pl 10.10.08, 17:46
    artykul jest chory. studiuje prawo na UW.
    Po pierwsze, ludzie ktorzy wybierali ten kierunek i ta uczelnie to licze (tak
    powinien zrobic rozsadny czlowiek)ze wpierw dowiedzieli sie jak wyglada nauka na
    takiej uczelni i jak zajecia. Bo moze kierowali sie tylko jej prestizem i mieli
    jakies chore wyobrazenia i to jest skutek ich rozgoryczenia.
    7tys zl za rok to nie jest taka ogromna kwota i jest na rowni z czesnymi z
    innych szkol z wydzialu prawa,a dodatkowo tutaj konczac UW ma sie pewniejsza
    prace niz po innej uczelni a dodatkowo wieksze szanse dostac sie na aplikacje.
    Po drugie,plan mozna sobie dowolnie ulozyc. I to jest zaleta ogromna. Dlatego
    jesli dla kogos zlozenia podania jest wielkim problemem to czyjs indywiudalny
    problem.
    Po trzecie, jak zauwazyla to prodziekan ds. studentow WPIA UW duza zaleta jest
    to ze studiuja dzienni i wieczorowi razem bo dzieki temu nikt nie ma nalepki
    "wieczorowy" a jak powszechnie wiadomo nie bylaby to pozytywna nalepka.
    Wprawdzie czasem moze byc to uciazliwe wlasnie dla studentow dziennych,kiedy w
    grupie na 30 osob okazuje sie ze 2/3 to studenci wieczorowi ktorzy czesto nie
    grzesza wiedza. Poziom zajec wtedy znacznie spada. I ten kto narzeka ze nie
    bedzie mial mozliwosci sie wykazac i zdobyc wiedze, niech wpierw lepiej ja ma.
  • Gość: wio. IP: *.aster.pl 10.10.08, 18:11
    ja kończę inny kierunek na uw, dokładnie na wydziale
    orientalistycznym. grupy są małe - czasami jesteśmy w trójkę z
    profesorem, a na seminarium jesteśmy w czwórkę. jest nas niewielu,
    ale też taka jest specyfika studiów. warunki lokalowe mamy najgorsze
    na uniwersytecie i wiedza o tym wszyscy. toalety - nawet nie moge
    się tam obrócić.
    studiowali ze mną studenci prawa i za każdym razem mówili, że
    gorszych warunków nigdzie nie widzieli niż na oriencie. za
    przeproszeniem - siedzimy na książkach, któe są wszędzie. a pudłach,
    na korytarzach, ławkach, podłogach, itd. między zajęciami mamy
    przerwy 3 godzinne, gdyż nie ma gdzie robić zajęć, któych mamy
    bardzo dużo w tygodniu - studenci prawa narzekali na naszą ilość
    ćwiczeń i na małe grupy, bo mówili, że na prawie to aż tyle się
    uczyć nie trzeba.
  • Gość: woci IP: *.aster.pl 10.10.08, 18:14
    i ja nie narzekam. zawsze to świetne studia.
    a nowy budynek - przydałby się, ale obecnie patrzy się na to, aby
    uniwersytet kształcił kadry. nie patrzymy, że to jednostka naukowa i
    przyznam, że orient to od pierwszego roku taka wspólna placówka
    badawcza. znamy się i razem pracujemy - naukowo. i nie z myślą, iż
    jestem tu, aby mieć pracę.
  • Gość: rekordzistka IP: *.chello.pl 10.10.08, 18:25
    Bazujący jedynie na wypowiedziach (i to nie do końca pewne) roku pierwszego.
    Moze chce obniżyć prestiż tej uczelni?

    Prawo na UW to najbardziej elitarne prawo w Polsce. Daje szanse biednym, daje
    szanse głupszym, zachowując przy tym poziom, bo standardy dla wszystkich sa
    takie same.
  • Gość: Właściwy IP: *.acn.waw.pl 10.10.08, 18:27
    Jest za dużo wieczorowych! Przez co trudno dostać się dziennym do wartościowego ćwiczeniowca i o odpowiedniej godzinie. Dzienni, jeśli im godziny zajęć nie odpowiadają nie mają prawa podnosić faktu, że pracują, bo przecież student dzienny nie pracuje... Dziekan, który wcześniej wsławił się niechęcią do studentów jako prodziekan, objął to stanowisko, gdyż był wygodny kilku dzieciakom, którzy załatwili sobie w ten sposób różne partykularne interesy, a przynajmniej miejsca na doktoratach ;-) Człowiek, który zajmuje się systemem usos, ręcznie wpisuje studentów z samorządu na najbardziej oblegane grupy ćwiczeniowe i egzaminy. Jeśli prawo ma wyglądać tak jak zasady studiowania na wpia uw, to wygląda to bardzo brązowo.
  • Gość: Karolina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 19:56
    Prawdę prawisz, zupełną prawdę. WPiA UW to jedne wielkie g... Tragedia,
    wykładowcy i ćwiczeniowcy się wiecznie mylą-mało jest osób dobrze
    przygotowanych, niektórzy na wykłady przychodzą z czerwonymi noskami, a katedra
    usuwa im się dziwnie spod stóp. Jestem na studiach dziennych-chciałam się
    zapisać na jakieś zajęcia specjalizacyjne, ale np. szybszy był student
    wieczorowy, który już po pierwszym roku ma warunek! I co z tego, że w połowie
    zajęć z nich zrezygnuje, co z tego, że jemu się to do niczego nie przyda, bo go
    to nie interesuje? Masakra, są ludzie, którzy po każdej sesji mają egzamin
    komisyjny. I nie mówcie mi, że wieczorowi są równie zdolni, co dzienni-to są w
    większości ludzie, którzy dadzą się pokroić za znaczek Lacoste, ludzie, którzy
    potrafią rozmawiać tylko o tym ile tatuś z mamusią mają pieniędzy. W takich 30
    osobowych grupach, często na stacjonarnych jest może 5-10 osób-wystarczy, że
    ćwiczeniowiec odpytując po kolei trafi na dziesiątego nieprzygotowanego
    (opowiadającego w dodatku straszne bzdury)niestacjonarnego, a całej grupie się
    dostaje za to, że jesteśmy idiotami. Nigdy nie miałam korepetycji, dodatkowych
    zajęć, często nie miałam nawet książek-korzystałam z bibliotek, ale uczyłam się
    dobrze i się dostałam na studia moich marzeń. Ale potem okazało się, że to
    koszmar! I wszędzie słychać zawsze, że "płacę to wymagam":/
  • Gość: ;) IP: *.acn.waw.pl 12.10.08, 01:09
    powinnam być mało zdolna a zabrnęłam aż na 4 rok. pozdrawiam i proponuję kupno
    butów lacoste na poprawę humoru;)natomiast co do nie przygotowanych tak będzie
    tylko przez jakiś potem większość z Was odpadnie:)
  • Gość: Miszczu IP: *.aster.pl 10.10.08, 18:42
    bylo sie dostac na dzienne to bys nie musial pracowac "Adasiu" :(
  • Gość: nana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.08, 19:41
    po co to całe oburzenie? studenci studiów wieczorowych raz chcą być
    traktowani jak dzieni innym razem jak wieczorowi. jak komus z maturą
    nie poszło, bądz tez nie zdawał odpowiednich przedmiotów to płaci 7
    tys. zł i studiuje normalnie. Nie ma problemu, zeby sie zorientowac
    przed rekrutacją jak wyglądają studia dzienne czy wieczorowe, dziwię
    się, ze ososby przedstawione w artykule nie sprawdziły tego
    wcześniej. I nie rozumiem czemu wieczorowi mieliby mieć innych
    profesorów czy przedmioty niż studenci studiów dziennych, jeśli chcą
    mieć papier na koniec studiów i tytuł magistra to jakby nie patrzeć
    powinni zdawać te same przedmioty co studenci studiów stacjonarnych-
    dziennych. I nie rozumiem wydźwięku artykułu, czy to znaczy, ze jak
    ktoś płaci to wymaga?! tak jest owszem, w restauracji, ale
    uniwersytety od zawsze rządziły się własnym prawem. Również studiuje
    prawo na UW, mam tylko jedna grupe 40-osobowa, reszta po 25-28 osób.
    Dobre i ciekawe cwiczenia urozmaicone dyskusjami da się również
    przeprowadzić w dużej grupie, wszystko zależy od prowadzącego
    ćwiczenia, jak komuś cwiczeniowiec nie odpowiada, ma możliwość się
    przeniesc dzięki giełdzie, która wbrew temu co napisano w artykule-
    działa. A jesli komus poranne godziny nie pasują to cwiczenia
    praktycznie z każdego przedmiotu odbywają się od poniedziałku do
    piątku od 8.00 do 20.00. Jest sporo studentów pracujacych i jesli o
    prace chodzi, można zaryzykowac stwierdzenie, ze własnie na tym
    wydziale najskuteczniej da sie pogodzic prace z nauką, a już
    szczególnie na pierwszym roku. Każdemu jednak nie da rady dogodzić,
    zawsze znajdzie się ktoś niezadowolny, ale tu nikt siłą nie trzyma,
    można sobie znaleźć inną uczelnie.
  • Gość: Faurel IP: *.chello.pl 10.10.08, 21:55
    Studiuję stacjonarnie na III roku WPiA UW, czyli "dziennie" jak Wy to
    określacie i chciałbym poruszyć inny aspekt problemu. WIDAĆ w największym
    stopniu różnice między stacjonarnymi, a niestacjonarnymi studentami. Wynika ona
    z faktu, że aby dostać się na stacjonarne prawo należało uzyskać (w moim
    roczniku) ok.82-85 % z WOS-u, Historii, Jęz Obcego (wtedy minimum 5 egzaminów,
    ewentualnie być laureatem. którejś z humanistycznych olimpiad. Dość elitarne
    kryteria, które sprawiały, że na stacjonarne prawo dostało się grupa kujonów
    bądź pasjonatów, czy ludzi zwyczajnie błyskotliwych. Samym elitaryzmem nawet
    najlepsza placówka w Polsce nie wyżyje. Tak więc
    przyjęto masę jełopów, dowolnych matołów na warunkach 7 tys. za semestr i
    dopiero na III roku zaczęło jakoś to wyglądać- gdy poza nielicznymi wyjątkami
    Ich odsiano.
    Tzw. "wieczorowi" nie przejmujcie się, owe różnice, których w opinii Pani
    Prodziekan (przemiła kobieta, swoją drogą) nie widać, po prostu istnieją.
    Wystarczy, że otworzycie pyski pobrzmiewające "ku...mi" i słychać kto zacz.
  • Gość: stu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.08, 00:35
    nie wiem z czego wynika ten cynizm i niechęc do wieczorowych, na dzienne w
    wiekszosci podostawali sie niezbyt inteligentni którzy do perfekcji opanowali
    umiejętność wkuwania i rozwiązywania testów, nie zgadzam sie z podziałem na
    mądrych dziennych i wieczorowych - "jełopów", czasem bardzo można było się
    zdziwić słuchając "geniusza z dziennych"
  • Gość: szkoda gadac... IP: *.klc.vectranet.pl 11.10.08, 17:29
    Nie mam pojęcia jak zamierzasz skończyć prawo na jakiejkolwiek
    uczelni z takim podejściem. Ktoś dawno temu musiał popełnić błąd w
    wychowaniu i nie wpoił Ci podstawowych wartości. Zanim kogoś nie
    poznasz nie wystawiaj oceny- jeżeli myślisz o zawodzie prawnika
    takie sytuacje sa niedopuszczalne. Szanuj innych a sam/a ten
    szacunek otrzymasz. Zawsze sądziłam, że na takich kierunkach
    studiuje inny typ ludzi i z pewnoscia nie sa to ludzie Twojego
    pokroju...Ważniejsze są inne aspekty, powierzchowność nie jest
    dobrym doradcą podobnie jak generalizowanie jakiegos zjawiska... Nie
    wiem czy zamierzasz byc adwokatem, ale jezeli tak to wolałabym nie
    korzystac z Twoich usług... poprostu od takich ludzi uchowaj nas ...
    Twoje słowa są krzywdzące. Uwazasz, że studenci studiów
    stacjonarnych w 100% posługują się poprawną polszczyzną? jestes w
    błędzie. Takim samym błedem jest nazywanie studentów studiów
    niestacjonarnych jełopami!! To jest własnie przykład na wysoki
    poziom studentów studiów dziennych. Najłatwiej jest wytykac czyjes
    wady nie dostrzegając swoich.
    Nie zauwazyłam, żeby studenci studiów dziennych byli jakoś
    nadzwyczajnie błyskotliwi w porównaniu z innymi studentami..i uwierz
    mi, że inteligencja nie odgrywa tu zasadniczej roli- tutaj przede
    wszystkim weryfikujemy wiedze. Obrażanie kogokolwiek jest bez
    sensu. Na studiach w systemie dziennym również trafiają sie ludzie,
    którzy dostali sie tam przez przypadek lub poprostu nie nadaja się
    do tego zawodu. Nie pomyslał pan/pani, ze najlepszym egzaminem
    będzie życie? Dopiero w praniu wyjdzie kto rzeczywiście jest zdolny,
    a kto nie. Nie jest prawdą, że odpadaja tylko ludzie studiujący
    zaocznie bądz wieczorowo! czas najlepiej zweryfikuje wiedze kazdego
    z nas. Trzeba jedynie wziąć pod uwage, że niektórzy już dorośli
    ludzie mają rodziny. Świetne wyniki w nauce nie wystarczą, bo z
    czegość trzeba tą rodzine utrzymać, a dziecko nie może się
    wychowywac bez matki! Co z osobami z innych miast, które przyjechały
    do Warszawy w nadzieji na zdobycie tytułu magistra na najlepszej
    uczelni w Polsce? Nie kazdy z nich ma bogatego tatsuia, który
    zapłaci za studia. Dyplom kosztuje, a studiowanie w trybie dziennym
    odpada! z czegoś trzeba zyc, płacić rachunki i opłacić uczelnie. Co
    z ludzmi, którym poprostu "nie poszła" matura, a całe liceum tyrali
    nad ksiązkami do późnych godzin i mają taka samą wiedze i tyle samo
    zapału co osoby które się dostały bez problemu? co z osobami, które
    chcą pogłebić swoje kwalifikacje i mają już tytuł magistra??????????
    Oni wszyscy sa jełopami? Zastanów sie nad sobą i nad tymi śmiesznymi
    opiniami:/
    Studiuje prawo na uczelni niepublicznej, która widnieje bardzo
    wysoko w rankingach. Na tej uczelni wykładaja
    profesorowie ,wazne "osobistości" także warszawskich uczelni,
    również Twojej. Nie znalazłam sie tam dlatego, że jestem
    niedorozwinięta, czy skrzywiona bo takie zwroty padają w powyższych
    wypowiedziach, ale dlatego, że jest to jedyna uczelnia w moim
    miescie, na której jest ten kierunek. Nie pojade do Warszawy na
    studia, bo mnie poprostu na to nie stać - na studia dzienne
    również. A swoje wywody na temat poziomu studentów różnych systemów
    zachowajmy na koniec studiów- do momentu ich ukończenia z tytułem
    magistra i dostaniem się na aplikację- wtedy okaze sie kto był
    sumienny, pracowity i poradził sobie w realiach tego małego świata
    prawniczego. Całą reszte w przyszłości ocenią kontrahenci! Człowiek
    jest tylko człowiekiem i kazdemu może się ta przysłowiowa "noga
    podwinąć". Gorsi studenci i tak odpadną w drodze eliminacji...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka