Dodaj do ulubionych

nacięcie krocza

08.07.10, 19:59
witam serdecznie. Jestem w 17 tc, ale już myślę o porodzie i
naturalnie się go obawiam. Chciałabym uniknąć nacięcia krocza,
ponieważ słyszałam różne "makabryczne historie" na ten temat,
związane np z szyciem krocza po nacięciu i okropnego bólu który temu
towarzyszy. Jestem zdania że sam poród dam radę przejść ( to mój
pierwszy poród) ale myśl o nacięciu krocza mnie paraliżuje i napawa
ogromnym strachem. Czy mogę nie wyrazić na to zgody ? I jakie są
medyczne wskazania do nacięcia ? Jakie "warunki" trzeba spełnić ?
Słyszy się przecież dookoła mnóstwo głosów że przy większośći
porodów nacięcie krocza nie jest wcale konieczne, a okalecza się (
bo dla mnie inaczej tego nazwać nie można ) kobiety po prostu żeby
było wygodniej i szybciej.
dziękuję
Edytor zaawansowany
  • 08.07.10, 20:34
    weź pod uwagę to że jak cie nie natną to może zdarzyć się sytuacja
    że popękasz tak, że będziesz bardziej okaleczona niz przy nacięciu.
    Nie ma na to reguły.
    --
    Agatka - 20.09.2007r.
    Marcin - termin porodu: 08.07.2010r.
  • 08.07.10, 20:48
    do mama_agula biorę to również pod uwagę, ale niewiadomo czy
    popękam. Mówię o takiej sytuacji, kiedy nie trzeba nacinać a mimo
    wszystko robi się to. To okropne.
  • 08.07.10, 22:34
    Przed pierwszym porodem też jedynej rzeczy jakiej się bałam to
    nacięcia i myśli o późniejszym zszywaniu, co tam poród. Teraz jestem
    przed drugim porodem (40 tydzień) i wiem niestety co mnie czeka,
    więc boję się okrytnie, ale na pewno nie ewentualnego nacięcia,
    uwierz mi że nacięcie i zszywanie to najmniejsze zło biorąc pod
    uwagę sam poród. Nacinają w momencie najsilniejszego skurczu
    zapewniam, że tego nie poczujesz, zszywają w znieczuleniu nie boli
    nic. Wiem, że zdarzają sie różni lekarze i niektórzy po prostu nie
    potrafią dobrze zszyć mnie to akurat nie spotkało koleżanke tak, ale
    dlatego, że popękała okrutnie bo chciała z położną uniknąć nacięcia.
    Powodzenia
  • 11.07.10, 17:08
    Położna zawaliła sprawę- uniknąć można jak się da. Położna powinna ocenić czy
    trzeba naciąć czy nie.
    Nacięcie owszem tak ale tylko kiedy trzeba.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 11.07.10, 16:59
    W Pl rutynowo bo się nie chce personelowi przy porodzie chronić krocze- no i nie
    ukrywajmy- przy nacięciu faza parcia się skraca- szybciej na kawkę można iść
    albo do domu.
    Porównaj sobie wskaźniki nacięć na świecie-o czymś to świadczy- bynajmniej nie o
    małej elastyczności krocza Polek.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 11.07.10, 20:45
    dokladnie, bo one są w pracy i dla nich to jest chleb powszedni,
    slyszalam rownież opowieści koleżanek ktore już rodzily, że w
    trakcie porodu polożna przegląda się w lusterku i rozmawia z
    kolezanką o nowym klorze wlosow ktory od jakiegos czasu nosi na
    glowie. Więc nie ma się co dziwić, lepiej pogadać, niż porody
    odbierać wiec natniemy i sobie przyśpieszymy sprawę.
  • 11.07.10, 20:58
    Powiem ci tylko tak- nie rodziłam w Pl- opowieści znam z ust koleżanek. Rodziłam
    UK i jak zaczynały się bóle parte spytałam położną czy mnie natnie-
    odpowiedziała mi niemalże zbulwersowana,że oni "takich barbarzyńskich rzeczy nie
    praktykują". Synek 4100, pierwsze dziecko, faza parcia na leżąco-nie tak jak
    chciałam ale po ponad 30 godzinnym porodzie nie miałam już siły chociażby
    wyklęczeć jeszcze trochę. Miałam lekkie pęknięcie II stopnia (tylko dlatego je
    do pęknięcia zakwalifikowano bo trzeba było założyć szwy na tkankę która pękła
    powierzchniowo) na 2-3 szwy już nie pamiętam teraz w każdym razie samo krocze
    tam gdzie pękło nic mnie nie bolało. Po niecałej godzinie od porodu jak mnie
    pozbierali do kupy sama wstałam i poszłam do toalety i pod prysznic w asyście
    męża tak na wszelki wypadek.
    Położna powiedziała,że nacięcie wykonują tylko i w przypadku porodu z użyciem
    kleszczy lub próżnociągu lub rozważają je w przypadku podejrzenia dużej masy
    urodzeniowej płodu np. kobiety które mają cukrzycę ciążową i nie mają cc.

    Nie wyobrażam sobie żeby mi ktoś coś miał nacinać.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 15.07.10, 18:16
    boo-boo napisała:
    Po niecałej godzinie od porodu jak mnie
    > pozbierali do kupy sama wstałam i poszłam do toalety i pod
    prysznic w asyście
    > męża tak na wszelki wypadek

    Niewiarygodne. Ja byłam nacięta (dodatkowo miałam wydobywanie
    łożyska w znieczuleniu ogólnym) i po godzinie od wybudzenia również
    sama wstałam i poszłam pod prysznic (bez asysty).Pielęgniarki
    zalecały mi żebym jeszcze poleżała bo jestem po "narkozie" ale po
    prostu czułam się na tyle dobrze,że chciałam pójść do toalety.Tak
    więc wg mnie jest bez róznicy czy się pęknie czy jest się naciętą.Ja
    byłam nacięta bo mały był dosyć duży i po prostu nie umiałam go
    urodzić a dodatkowo "szedł" z rączką przy głowie.
    Koleżanka chciała uniknąć nacięcia i pękła aż po sam odbyt.Przez
    długi czas miała problemy z wypróżnianiem."Dzięki" pęknięciu na
    razie nie chce słyszeć o drugim dziecku.
  • 15.07.10, 21:35
    > Koleżanka chciała uniknąć nacięcia i pękła aż po sam odbyt.Przez
    > długi czas miała problemy z wypróżnianiem."Dzięki" pęknięciu na
    > razie nie chce słyszeć o drugim dziecku.
    tradycyjnie...niemal każda nacinana kobieta ma zawsze koleżankę,
    siostrę, sąsiadkę (odp. wstawić) - albo i wszystkie naraz;) co to
    niewiarygodnie popękały, mają uraz, leczą się itp...skąd wy
    dziewczyny tak szybko wyławiacie te nieszczęśnice...bo naprawdę w
    Polsce trudno trafić na nie naciętą a tu proszę i nie nacięta i od
    razu tragedia...jak sobie poczytasz posty na tym forum, to po
    nacięciu też wiele dziewczyn długo dochodzi do siebie i też dzieci
    im nie w głowie...nie nacinane dziewczyny na tym forum bardzo sobie
    chwalą to rozwiazanie...
  • 16.07.10, 14:23
    > tradycyjnie...niemal każda nacinana kobieta ma zawsze koleżankę,
    > siostrę, sąsiadkę (odp. wstawić) - albo i wszystkie naraz;)

    Ha ha, wlasnie tez to zauwazylam. Kazda zwolenniczka rutynowego nacinania ma
    przynajmniej kilka takich historii w zanadrzu zeby postraszyc :D
    Ale jakos te ofiary ochrony krocza osobiscie sie nie ujawniaja na forum, ciekawe
    czemu:D
    Dla przeciwwagi moge sie podzielic doswiadczeniami swoich znajomych, otoz wsrod
    kolezanek i znajomych tych kolezanek nie mam ani jednej tragicznie popekanej, sa
    naciete, nienaciete, proznociagi i cc ale zadnej historii z peknietym odbytem:D
  • 16.07.10, 14:38
    franczii napisała:
    Kazda zwolenniczka rutynowego nacinania


    Bardzo przepraszam ale już napisałam,że NIE JESTEM zwolenniczką
    nacinania! Moje zdanie jest takie,aby położnej powiedziec,ze jeśli
    nie jest konieczne to nie nacinać. A jeśli widzi taką konieczność to
    niech nacina. TYLE! Ta znajoma z pękniętym odbytem też się naczytała
    o ochronie krocza i wręcz zabroniła nacięcia krocza. Inna też
    powiedziała,że absolutnie nie chce być nacinana,że woli pęknąć sama.
    Temu jestem przeciwna.Bo niestety nie spotkałam się z tym że własnie
    rodząca powiedziała do położnej tak jak napisałam w drugim
    zdaniu.Zazwyczaj jest tak,że albo nie powie nic (tak jak ja) albo
    powie,że NIE CHCE mieć nacinanego krocza-i tyle.
  • 16.07.10, 15:09
    No ale w pierwszym poscie pisalas, ze ta kolezanka pekla po odbyt bo CHCIALA
    uniknac naciecia. Nie napisalas ze sie upierala wbrew zdrowemu rozsadkowi przy
    nienacinaniu bo w samym chceniu nie ma jeszcze nic szkodliwego. Ale tu wyglada
    na to, ze samo czytanie o ochronie krocza to zlo:D
    No i poza tym skoro nie rodzilas bez naciecia to nie mozesz wiedziec jakby bylo
    bez naciecia. A pisalas cos, ze nie widzisz roznicy.
    A roznica jakas musi byc, bo naciecie obejmuje tez miesnie a pekniecie dotyczy
    najczesciej samej skory, a jesli sie rodzi w pozycji pionowej to trzeba sie
    naprawde postarac, zeby nabawic sie obrazen gorszych od naciecia.
  • 16.07.10, 15:10
    > Bardzo przepraszam ale już napisałam,że NIE JESTEM zwolenniczką
    > nacinania! Moje zdanie jest takie,aby położnej powiedziec,ze jeśli
    > nie jest konieczne to nie nacinać. A jeśli widzi taką konieczność
    to
    > niech nacina. TYLE!
    hej, tyle to i my wiemy;)) i nikt tutaj nacinania w "awaryjnych "
    sytuacjach nie kwestionuje...problem jest raczej w tym aby
    zrozumiało to 3/4 położnych i lekarzy w naszym kraju. Bo to trochę
    obciach tłumaczyć i instruować "zawodowców" aby stosowali ten zabieg
    tylko w razie potrzeby a nie mechanicznie i bezmyślnie... oraz, że
    to rodząca ma o tym pamiętać - zamiast mieć na tyle zaufania, że
    spotka ją to w ostateczności (a nie na tzw. "dzień dobry"). Trafiłaś
    na taki szpital, że ochrona krocza jest niepisanym standardem (i
    bardzo dobrze)ale my tu wciąż wałkujemy o tym by stało się to normą
    w opiece okołoporodowej a nie nieustanną szarpaniną z "betonem
    położniczym"...itd, itp,
    (proponuję powtórzyć znaczenie
    słów "bezzasadne", "bezpodstawne", "rutynowe";) albo przynajmniej
    starać się je wyławiać z tekstu...;))obędzie się bez nieporozumień i
    innych takich..;))...a miałam już nic nie gadać...ech, pozdrawiam
    wszystkich... gorąco;)) (hehe:))
  • 16.07.10, 00:39
    Niewiarygodna to jest twoja głupota,że ktoś ci radzi (osoba która jest
    fachowcem)zostać w łóżku po narkozie,a ty ryzykujesz zdrowiem własnym i sobie
    idziesz- szkoda,że sobie głowy nie rozbiłaś może nie wypisywała byś takich
    głupot o nacięciu.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 09:13
    boo-boo napisała:

    > Niewiarygodna to jest twoja głupota,że ktoś ci radzi (osoba która
    jest
    > fachowcem)zostać w łóżku po narkozie,a ty ryzykujesz zdrowiem
    własnym i sobie
    > idziesz- szkoda,że sobie głowy nie rozbiłaś może nie wypisywała
    byś takich
    > głupot o nacięciu.

    Nie obrażaj mnie,ok? Przyszła pielęgniarka i spytałam się jej czy
    mogę iść do toalety.Powiedziała,że mogę,ale również że mogłabym
    sobie jeszcze trochę poleżeć. No ale nie miała nic przeciwko temu
    żebym jednak poszła.Wstałam i poszłam (a ona tylko obserowowała czy
    wszystko ze mną ok).Jak widziała,że ok poszła sobie a ja weszłam pod
    prysznic. I jeszcze sobie wyobraź że mnie podawała za przykład innym
    dziewczym,które nie chciały wstawać z łóżek.
  • 16.07.10, 13:03
    Teraz odwracasz kota ogonem- w poście powyżej napisałaś coś innego i chyba ta
    wersja jest wiarygodna- tylko chciałaś taką twardzielkę zgrywać co po nacięciu
    czuła się jak nowonarodzona.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 14:21
    boo-boo napisała:

    > Teraz odwracasz kota ogonem-w poście powyżej napisałaś coś innego

    Co mianowicie masz na myśli? To:

    po godzinie od wybudzenia również
    sama wstałam i poszłam pod prysznic (bez asysty).Pielęgniarki
    zalecały mi żebym jeszcze poleżała bo jestem po "narkozie" ale po
    prostu czułam się na tyle dobrze,że chciałam pójść do toalety.

    "Sama wstałam" czyli nie potrzebowałam pomocy a nie że "sama
    wstałam" bez wiedzy pielęgniarki.
    Pielęgniarka ZALECAŁA a nie KAZAŁA mi jeszcze poleżeć. Co też
    wyraźnie napisałam. A że ja powiedziałam że chciałabym pójść do
    toalety (nie uśmiechało mi się dalsze leżenie w zakrwawionej i
    mokrej koszyli) więc się zgodziła. "Bez asysty" w toalecie.Z tego co
    wiem przeważnie pielęgniarka pomaga położnicom myć się pod
    prysznicem lub patrzy czy nic się nie dzieje.W moim wypadku tylko
    odprowadziła mnie (idąc za mną) do toalety i t sobie poszła jak
    widziała że sobie radzę.Czego tutaj nie rozumiesz? Ty napisałaś tak:
    Po niecałej godzinie od porodu jak mnie
    pozbierali do kupy sama wstałam i poszłam do toalety i pod prysznic

    "Sama" czyli bez pomocy-przynajmniej ja tak zrozumiałam.No chyba,że
    miałaś na myśli,że "sama" czyli bez wiedzy pielęgniarki.
    W każdym bądź razie ja przez napisanie "sama" miałam na myśli "bez
    pomocy pielęgniarki".Jeśli nie zrozumiałaś to przepraszam,będę
    pisała bardziej rozlegle żebyś rozumiała.

    tylko chciałaś taką twardzielkę zgrywać co po nacięciu
    > czuła się jak nowonarodzona.

    Czyli myślisz sobie,że po nacięciu nie można czuć się dobrze? No to
    ja jestem pierwszą osobą,która czuła sie jak nowonarodzona.Pierwsze
    moja słowa po narkozie to:"Ale fajnie było". Czułam się po prostu
    bosko! Wyspana,wypoczęta,nic mnie nie bolało. Nie powiem,ze krocze
    wogóle nie bolało.Bolało ale tylko przy wstawaniu ale ból był
    znośny.Jak wstawałam z łóżka to fakt-robiłam to powoli,żeby jak
    najmniej odczuwać ból.Ale jak mały zapłakał w wózeczku to potrafiłam
    wstać w ciągu 2 sekund. Nie powiem,może ja miałam małe nacięcie,może
    dobrze mnie poszyli,nic nie spartolili-więc dlatego nie mam żadnej
    traumy. No i druga rzecz-nie czułam zakładania szwów bo byłam w
    zniecz.ogólnym,a słyszałam ze zakładnaie szwów jest bolesne.Tak wiec
    nie mam żadnej traumy. No ale czeka mnie jeszcze drugi poród,tak
    wiec jakby co to będę miała porównanie.Może będzie gorzej (oby nie)
    i wtedy dopiero będę miała uraz do nacinania.
  • 20.07.10, 19:00
    nie no bez przesady! ja bylam nacinana i tez sama wstałam, poszłam do łóżka,
    zjadłam, wykompałam sie i jakos mnie to nie bolało i nawet by mi do glowy nie
    przyszlo ze ktos by mnie mogl oskarzac o probe bycia twardzielka:D co do samego
    nacinania, sama poprosilam, i powiedzialam (wrecz krzyzałam) ze jak ma byc
    szybciej to niech tnie;) i ja np z naciecia jestem zadowolona, nie ma sladu,
    porod byl szybszy, przy nastepnym juz nie dlugo tez chce naciecie.
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/12a17810fd.png[/img][/url]

    filipeknowakowski.pamietajmy.com.pl/index.php
  • 20.07.10, 22:03
    Ja bym jeszcze na twoim miejscu poprosiła o słownik poprawnej polszczyzny- na
    pewno się przyda.

    Dodatkowo przeczytaj sobie jeszcze raz posta betty zanim tak się zbulwersujesz
    na moją odpowiedź odnośnie głupoty- miałaś narkozę?
    Nie- a ona wyraźnie pisze,że wstała po narkozie- widzisz różnicę?
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 21.07.10, 09:48
    boo-boo napisała:
    > Dodatkowo przeczytaj sobie jeszcze raz posta betty zanim tak się
    zbulwersujesz
    > na moją odpowiedź odnośnie głupoty- miałaś narkozę?
    > Nie- a ona wyraźnie pisze,że wstała po narkozie- widzisz różnicę?

    A co ma narkoza wspólnego ze wstawaniem? Wg mnie nieważne czy się
    miało narkozę i się wstało po godzinie czy się jej nie miało i też
    wstało się po godzienie. Naprawdę nie wiem o jakiej różnicy piszesz.
    Chyba po prostu do ciebie nie dociera,że można się czuć dobrze po
    nacięciu.

  • 21.07.10, 12:14
    Faktycznie- nic nie wiesz.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 21.07.10, 14:05
    boo-boo napisała:

    > Faktycznie- nic nie wiesz.


    No to wyjaśnij mi,wszystkowiedząca kobieto.
  • 21.07.10, 23:54
    boo-boo, a czy my jestesmy na forum odnosnie bledw ortograficznych? bo mi sie
    wydawao ze to forum o dobrym porodzie:/ a tak w gwoli scislosci to wlasnie
    chodzilo ci chyba o slownik ort., a nie o slownik poprawnej polszczyzny:)
    oczywiscie bylam po narkozie, nie widze roznicy, wyjasnij mi??

    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/12a17810fd.png[/img][/url]

    filipeknowakowski.pamietajmy.com.pl/index.php
  • 11.07.10, 16:56
    Weź pod uwagę to,że poród odbiera fachowiec i to do niej/niego należy ochrona
    krocza.
    Pierwsze dziecko urodziłam bez nacięcia- waga 4100- leciuteńko pękłam.
    Rana w ogóle mnie nie bolała-ta po nacięciu.
    Porównaj sobie wskaźnik nacięć w Polsce a np. w UK- wychodzi na to,że polskie
    kobiety w ogóle elastyczne nie są i trzeba ciąć każdą jedną jak popadnie.

    Nacięcie nie gwarantuje,że się dalej nie pęknie- wręcz przeciwnie- pęknięcie po
    nacięciu szybciej poleci bo tkanki są już nacięte.
    To tak jak z materiałem-spróbuj naderwać ten co jest nie nacięty, a taki co
    nadcięto już nożyczkami-zobaczysz jaka różnica.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 08.07.10, 22:47
    a mnie naciecie bolało i to okropnie - do dzis pamietam te nożyczki
    a szyto mnie bez znieczulenia mimo moich próśb - bo podobno wcale
    nie boli; oba te zabiegi, ułatwiające pracę personelowi bolały mnie
    okropnie
  • 09.07.10, 01:03
    Taka_jedna, masz rację że nacięcia się obawiasz i masz oczywiście prawo
    nie wyrazić na nie zgody. Nacięcie w Polsce wykonuje się rutynowo i najczęściej
    niepotrzebnie (w Polsce 80% kobiet się nacina, np. w Danii 12%). To zbędne i
    krzywdzące okaleczenie. Kobiety są jednak tak do tego przyzwyczajone, że - jak
    widzisz - wiele mówi iż to nic takiego. Poczytaj o tym. Na stronie Fundacji
    Rodzić po Ludzku znajdziesz wiele artykułów na ten temat, które wyłącznie
    utwierdzą Cię w Twoim słusznym przekonaniu o tym, że nie masz ochoty dać sobie
    ciąć krocza. Wrzuć w wyszukiwarkę na stronie FRpL słowo "nacięcie" i znajdzie Ci
    wiele ciekawych artykułów, które dadzą Ci mam nadzieję wsparcie w odpieraniu
    słów znajomych, koleżanek czy innych forumowiczek "to nic takiego".

    Dla porządku tylko dodam, iż owszem, nacięcie czasami jest potrzebne, ale są to
    absolutnie sporadyczne przypadki!

    Rodziłam w ubiegłym roku. Zaznaczyłam, iż nie życzę sobie nacięcia, podpisałam,
    że godzę się z ewentualnymi skutkami (nie omieszkali straszyć w niewyszukany
    sposób, że "zwieracze mi pękną i już nigdy nie będę mogła kału utrzymać") na
    własną odpowiedzialność. Miałam minimalne otarcie. Najzupełniej normalnie
    funkcjonowałam nie czując już po 2 godz. od porodu, że rodziłam dziecko.

    Nie słuchaj kobiet, które godzą się na nacięcie, bo myślą, że tak trzeba. Nie
    trzeba. Poczytaj i nie pozwól się kaleczyć bez potrzeby i tylko dlatego, że
    wiele kobiet tak bezpodstawnie okaleczono.

    Trzymam kciuki i pozdrawiam Cię najserdeczniej!
  • 09.07.10, 01:17
    Link do artykułu www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,5561156,Brytyjki_czesciej_rodza_bez_naciecia.html
  • 09.07.10, 01:20
    A tutaj link do artykułu ze strony FRpL o kampanii pt. "Nie daj się naciąć!" www.rodzicpoludzku.pl/Nie-daj-sie-naciac/O-kampanii-Nie-daj-sie-naciac.html
  • 09.07.10, 08:58
    dzięki karj-oka za artykuł i dobre słowo, strachu mi napewno nie
    ubyło ale przynajmniej wiem ze nie ja jedna sądzę, że to
    nienormalne, że nie jestem kupą mięsa w rzeźni które można sobie
    nacinać i przecinac jak się chce.
    pozdrawiam serdecznie.
  • 09.07.10, 09:16
    W takim razie zyczę szybkiego i bezbolesnego porodu bez nacięcia ;-)
    Obyś tylko nie żałowala swojej decyzji, też byłam odważna tak jak ty
    bo nie wiedziałam że poród może być tak bolesny. Powodzenia ;-)
    --
    Agatka - 20.09.2007r.
    Marcin - termin porodu: 08.07.2010r.
  • 09.07.10, 09:31
    otóż wcale a wcale nie jestem odważna ponieważ na myśl o porodzie
    boję się strasznie a już myśl o nacięciu powoduje u mnie mdłości,
    dlatego chcę uniknąć tego czego można uniknąć, bo dlaczego w innych
    krajach europejskich można stosować takie praktyki tylko u
    nielicznej części rodzących a tu w Polsce robi się to prawie u
    wszystkich? O czym to świadczy ? O tym że bez nacięcia da się
    rodzić. A ja po prostu nie zamierzam dać się pokroić ( kiedy
    oczywiście nie będzie takiej potrzeby) bo personel medyczny ma takie
    widzimisię. I to wcale nie jest kwestia odwagi.
  • 09.07.10, 09:53
    Tez się obawiam nacięcia - i to nie samego cięcia i szycia tylko tego, że potem
    dłużej będę dochodziła do siebie. Jeśli nie będzie takiego wskazania to po co???
    Mam tylko nadzieję ze trafie na rozsądną położną, bo to chyba od niej wszystko
    zależy..
  • 09.07.10, 23:56

    >
    > Nie słuchaj kobiet, które godzą się na nacięcie, bo myślą, że tak trzeba. Nie
    > trzeba. Poczytaj i nie pozwól się kaleczyć bez potrzeby i tylko dlatego, że
    > wiele kobiet tak bezpodstawnie okaleczono.
    >
    >

    Tak nie możesz pisać.Przed pierwszym porodem też mialam zdanie'a co to?a po co?z
    jakiej racji,jakim prawem...?Ale po drugim stwierdziłam,że nacinanie krocza(w
    szpitalu klinicznym)stosuje się jednak w przypadkach.Jak przy drugim porodzie
    dziecko nie mogło się przecisnąc przez krocze to podjęli decyzję o nacinaniu krocza.
    I nie wiem co jednak lepsze,żeby cię rozcięli profesjonalnie,czy,żeby cie
    porozrywało.Mnie wystarczyło,że z rodziny i przyjaciółek znam takie 4 ,które
    rozerwało...ból jak cholera,gojenie sie trwa dłuuugo a może się zdarzyć,że
    ilości szwów nie zliczysz.
    Gorsze od nacinania jest włażenie i wyłażenie z pokoju porodowego przez położne
    i lekarzy nie zamykając tych drzwi(bo wyskoczył jeden z drugim tylko na chwilę)
  • 10.07.10, 08:58
    wiem jedno, że muszę poszukać "myślącej" nowoczesnej położnej.
  • 10.07.10, 09:24
    > Tak nie możesz pisać.Przed pierwszym porodem też mialam zdanie'a
    co to?a po co?
    > z
    > jakiej racji,jakim prawem...?Ale po drugim stwierdziłam,że
    nacinanie krocza(w
    > szpitalu klinicznym)stosuje się jednak w przypadkach.Jak przy
    drugim porodzie
    > dziecko nie mogło się przecisnąc przez krocze to podjęli decyzję o
    nacinaniu kr
    > ocza.
    przecież napisała wyraźnie, żeby się nie pozwoliła kaleczyć BEZ
    POTRZEBY i BEZPODSTAWNIE...potem podajesz swój przykład, gdzie taka
    potrzeba wystapiła i nikt nie ma zamiaru tego kwestionować...trochę
    nieuważnie przeczytałaś;)(w jakich przypadkach stosuje się w
    szpitalach klinicznych?- nie skończyłaś myśli;) - z tego co wiem to
    w właściwie każdych przypadkach...:(..)- pytanie jeszcze czy te
    kobiety które znasz tak strasznie popękały: bez nacięcia czy POMIMO
    nacięcia (te drugie przypadki często się zdarzają...a mówi się tylko
    o samym pęknięciu, nie wspominam już o sposobie prowadzenie
    porodu...temat rzeka)bo czasmi ma się informacje bardzo ogólne i
    niepełne (co nie dziwi)a powtarza się je z całą powagą i
    przekonaniem ...pozdrawiam
  • 12.07.10, 22:51
    sroka75 napisała:


    > przecież napisała wyraźnie, żeby się nie pozwoliła kaleczyć BEZ
    > POTRZEBY i BEZPODSTAWNIE...potem podajesz swój przykład, gdzie taka
    > potrzeba wystapiła i nikt nie ma zamiaru tego kwestionować...trochę
    > nieuważnie przeczytałaś;)(w jakich przypadkach stosuje się w
    > szpitalach klinicznych?- nie skończyłaś myśli;) - z tego co wiem to
    > w właściwie każdych przypadkach...:(..)- pytanie jeszcze czy te
    > kobiety które znasz tak strasznie popękały: bez nacięcia czy POMIMO
    > nacięcia (te drugie przypadki często się zdarzają...a mówi się tylko
    > o samym pęknięciu, nie wspominam już o sposobie prowadzenie
    > porodu...temat rzeka)bo czasmi ma się informacje bardzo ogólne i
    > niepełne (co nie dziwi)a powtarza się je z całą powagą i
    > przekonaniem ...pozdrawiam



    no tak...faktycznie coś mi umknęło.Tak więc w przypadkach jak mój ww nacięto mi
    krocze.Napisałam,że w szpitalu klinicznym,bo chodziło mi o ten w którym ja
    rodziłam dwukrotnie.Jak jest w innych nie wiem.Co do rozerwania moich
    znajomych.To jedna rodziła w hiszpanii i tam nie stosuje się(w skrajnych
    przypadkach podobno tak)nacinania.Rozerwało ją tak,że 3 m-ce dochodziła do
    siebie.Więc nie wiem jakie muszą być skrajne przypadki?.Inna rodziła w Polsce,w
    opolskiem,też pierworódka jak i poprzednia i też wyszło nieciekawie i
    poważnie.Dwie inne z kolei nie zgodziły się na nacinanie,gdzie o dziwo
    uszanowano ich decyzję,ale nie wyszło im to na dobre.Tak więc 4 przykłady mi
    wystarczyły,żeby pozwolić się jednak naciąć.
  • 15.07.10, 18:33
    sroka75 napisała:
    > przecież napisała wyraźnie, żeby się nie pozwoliła kaleczyć BEZ
    > POTRZEBY i BEZPODSTAWNIE...

    Wiesz,tylko rzadko która rodząca wie kiedy trzeba a kiedy nie trzeba
    nacinać.Zazwyczaj marzą tylko o jednym:żeby było już po wszystkim!Ja
    dobrze wiedziałam,że będą mnie nacinać bo widziałam jak położna
    rozkłada narzędzia i zakłada sobie maske.Nawet przez myśl mi nie
    przeszło,żeby powiedzieć żeby mnie nie nacinała.Chciałam po prostu
    żeby było już po wszystkim.Być może nie byłabym nacinana ale po
    prosu nie umiałam małego urodzić,dodatkowo "szedł" z rączką przy
    głowce.Wiem że położna zwlekała z nacięciem ale jak widziała że nic
    z tego nie będzie podjęła decyzję żeby naciąć.
    Ja rozumiem,że można nie chcieć być naciętą,ale TYLKO w sytuacji
    kiedy naprawdę tego nie trzeba-a o tym zdecyduje położna.Można
    powiedzieć położnej,żeby nacinała TYLKO WTEDY kiedy jest to naprawdę
    konieczne.Ale żeby nie nacinać pod żadnym pozorem? Nie.Przed
    pierwszym porodem też myślałam,że nie wyrażę zgody na nacięcie ale
    teraz zmieniałam zdanie.Jeśli to konieczne,nacinać-dziękuję bardzo
    za pęknięcie.
  • 15.07.10, 21:26
    > Ja rozumiem,że można nie chcieć być naciętą,ale TYLKO w sytuacji
    > kiedy naprawdę tego nie trzeba-a o tym zdecyduje położna.Można
    > powiedzieć położnej,żeby nacinała TYLKO WTEDY kiedy jest to
    naprawdę
    > konieczne.Ale żeby nie nacinać pod żadnym pozorem?
    dziewczyno, gdzie ja napisałam czy ktokolwiek inny, że po żadnym
    pozorem? cały czas wałkujemy o tym, by zabieg ten był stosowany w
    wyjątkowych sytuacjach a nie z chorego przyzwyczajenia (co nadal ma
    miejsce w Polsce wbrew temu co próbujesz zasugerować, że położne tak
    się starają). Tak, trzeba, nadal i dobitnie, BARDZO WYRAŹNIE
    powiedzieć połoznej, bo jak się nie powie to natną rutynowo bez
    względu na okoliczności.
  • 09.07.10, 10:44
    Dla mnie też jest to problem nr 1, tak duży, że rozważałam możliwość cc - też
    miałabym nacięcie, ale przynajmniej nie cierpiałabym kilku godzin podczas porodu.
    Jestem tuż przed rozwiązaniem i z wszystkich sił (naiwnie?) liczę, że w polskim
    szpitalu uda mi się uniknąć "naznaczenia krocza".
    Pisałam już o swoich obawach na tym forum, sporo osób wówczas uznało, że jestem
    przewrażliwiona i martwię się głupotami - takim myśleniem nigdy nie wyplenimy
    tego typowo polskiego rytuału! :| Rozumiem, że moja mama, jako przedstawicielka
    starszego pokolenia, uważa, że nacinanie było słuszne, ale młode współczesne,
    nowoczesne dziewczyny niestety też przesiąknęły tym poglądem.
    Cóż, pozostaje nam wiara w spotkanie mądrej położnej i nadzieja, że jakkolwiek
    przebiegnie poród to jeszcze kiedyś usiądziemy na rower..
  • 09.07.10, 11:21
    mnie też perspektywa cięcia w takim miejscu, bez konieczności(tylko po to, żeby
    było szybciej) spędza sen z powiek. I tak jak przedmówczynie, na dzień
    dzisiejszy bardziej boję się tego procederu niz samego porodu. I mam nadzieję,
    że jakimś cudem uda sie tego uniknąć.
  • 09.07.10, 12:28
    racja, pokolenie naszych mam uważa że to nic nienormalnego, moja
    mama opowiada o nacinaniu krocza bez emocji, na szczęście nie
    wszystkie młode dziewczyny przesiąknęły tym poglądem i mam nadzieję
    że jest nas więcej, a Tobie julkacebulka życzę ( może również
    naiwnie :) żeby udało Ci się tego uniknąć
  • 09.07.10, 13:38
    Dziewczyny, koniecznie porozmawiajcie z położną i poproście żeby Was nie
    nacinała. Jeśli będzie z Wami ktoś bliski niech pilnuje, żeby nie nożyce nie
    poszły w ruch.
    Poczytajcie też opinie o szpitalach, bo są takie (np. św. Zofia w Warszawie),
    gdzie nacinają stosunkowo rzadko.
    Oczywiście są sytuacje, kiedy nacięcie jest konieczne, ale to naprawę rzadkość.

    Mnie też ogromnie zależało na tym, żeby nie być naciętą, i nie miałam nacięcia
    (krocze samo pękło), od razu po porodzie mogłam normalnie chodzić, bardzo szybko
    siadać, kilka tygodni po nie było już śladu po pęknięciu.
    Moja paranoja była tak duża, że w ostatniej fazie porodu śledziłam wszystkie
    ruchy położnej i starałam się przyuważyć, czy nożyce się gdzieś nie pojawią. I
    się nie pojawiły :):)
  • 09.07.10, 17:00
    Mama_agula, nikt tutaj nie kwestionuje faktu, iż poród jest bolesny. Po co jednak rutynowym i, najczęściej, niepotrzebnym nacięciem czynić go jeszcze bardziej bolesnym? Bo i tak boli, więc niech tam? Uważam takie podejście za co najmniej bezzasadne, a nie wiem nawet czy nie można by go uznać (nie chcę Cię dotknąć więc z góry przepraszam jeśli jednakowoż dotknę) za infantylne.

    Poza tym, nie zapominajmy o tym, że bóle porodowe to dość specyficzne bóle. A mianowicie takie, które wraz z urodzeniem dziecka, a po nim łożyska, znikają zupełnie. Ot tak! Jak ręką odjął. Można po porodzie zupełnie normalnie funkcjonować. O ile ten był naturalny, w pełni fizjologiczny, i o ile nie zastosowano żadnych medycznych interwencji, w tym np. nacięcia krocza, które jest bolesne w trakcie wykonywania, bolesne w trakcie naprawiania, i bolesne wiele dni (zdarza się że i tygodni a nawet miesięcy) po jego wykonaniu. Bolesne fizycznie. Inną rzeczą, a jakże istotną, jest fakt, iż nacięcie wiele dni, tygodni czy nawet lat po jego zastosowaniu może sprawiać (i często sprawia) ból psychiczny.

    Szykuję się, jak wiele z Was, do kolejnego porodu i mam nadzieję, że i ten uda się bez nacinania - jak mój pierwszy. Tego sobie i także tym oczekującym rozwiązania życzę!:)

    Pamiętajmy jednak, że wiele zależy od nas samych i od poziomu naszej wiedzy. Czytajmy więc o porodach. Nie na forach internetowych w opowieściach innych internautek (bo te opowieści często wieją grozą i nic poza rosnącym strachem nie wnoszą), ale w fachowych źródłach jak np. w książkach cudownej kobiety i doświadczonej położnej, pani Ireny Chołuj.
  • 10.07.10, 09:00
    Kurcze, mi lekarz powiedział, że przy pierwszym porodzie 80% kobiet jest
    nacinanych :( też chcę tego uniknąć, jak i znieczulenia. tylko boję się, że nie
    będę miała na to wpływu :(
    --
    www.ararattrek.pl
  • 11.07.10, 21:04
    Zgadzam się z tym całkowicie. Mimo,że pękłam lekko, szwy założono mi w
    znieczuleniu-nic nie czułam. Ale zaraz po wstałam normalnie i poszłam do
    toalety-zresztą w trakcie zakładania szwów śmiałam się do lekarza,żeby trochę
    przyspieszył bo nie ręczę za mój pęcherz. Miałam siłę funkcjonować normalnie
    pomimo zmęczenia i wyczerpania ponad trzydziestogodzinnym porodem (mówię
    oczywiście o akcji od pierwszych regularnych skurczy)- przez ten czas ani nie
    jadłam bo nie miałam ochoty ani nie spałam bo przy tak mocnych i bolesnych
    skurczach nie było to możliwe. Nie wyobrażam sobie jakby mnie jeszcze ktoś
    nacinać miał- i to umyślnie.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 15.07.10, 18:45
    boo-boo napisała:
    . Nie wyobrażam sobie jakby mnie jeszcze ktoś
    > nacinać miał- i to umyślnie.

    Po nacięciu czułabyś się tak samo jak po pęknięciu.I tak byłaś szyta
    i tak. I wierz mi pęknięcie nie zawsze jest lepszym wyjściem niż
    nacięcie.
  • 15.07.10, 21:39
    > Po nacięciu czułabyś się tak samo jak po pęknięciu.I tak byłaś
    szyta
    > i tak. I wierz mi pęknięcie nie zawsze jest lepszym wyjściem niż
    > nacięcie.
    rozumiem, że masz porównanie, że mówisz to z takim przekonaniem...
  • 16.07.10, 00:27
    Dodam tylko,ze znajoma twierdzi,że po pęknięciu czuła się lepiej niż po nacięciu....
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 11:21
    sroka75 napisała:

    > > Po nacięciu czułabyś się tak samo jak po pęknięciu.I tak byłaś
    > szyta
    > > i tak. I wierz mi pęknięcie nie zawsze jest lepszym wyjściem niż
    > > nacięcie.
    > rozumiem, że masz porównanie, że mówisz to z takim przekonaniem...

    Taki wniosek mogę wyciągnąć z tego,że kolezanki,które były nacięte
    jakoś nic nie mówią "jakie to było okropne,jak ją okaleczyły"itp, a
    kolezanki,które pękły same (bo NIE CHCIAŁY być nacinane) mówią o tym
    ciągle i narzekają jak to "bardzo popękały,że nie umią
    siedzięć,kupki zrobić"itp. Dziwne to trochę,że te nacięte nie
    narzekają a pęknięte narzekają-przynajmniej wśrod mojego otocznienia.
    W szpitalu,w którym rodziłam położne są w porządku,więc myślę że
    gdybym poprosiła żeby nie nacinała to może by nie nacięła.Przy
    drugim dziecku,jeśli trafię na fajną położną to jej powiem że jesli
    się da,to wolałabym uniknąć nacięcia.Ale jeśli mnie natnie to nie
    będę jej robić wyrzutów.
    Kiedy rodziłam pierwsze dziecko,w drugiej sali rodziła inna
    dziewczyna (drugie dziecko)-nie nacięli jej (mimo,że nic połoznej
    nie mówiła na ten temat) ale pęknęła sama.Akurat ona nie narzekała.
    W tym szpitalu położne sa ok,więc wierzę,że to co robią jest
    słuszne.A jeśli nacinają to nie z powodu tego,że chcą jak
    najszybciej skończyć żeby wypić kawę.
    Inna dziewczyna,która rózniez rodziła w tym szpitalu była nacięta
    ponieważ nie chciała urodzić dziecka (po iluś tam godzinach
    powiedziała,ze nie chce dzisiaj rodzić i chce isć do domu),w końcu
    położna zdecydowała się na vacuum i nacięcie krocza. Tak,że jeszcze
    raz powtarzam:wierzę że położne z tego szpitala są ok i wiedzą co
    robią.
  • 16.07.10, 13:07
    Ty kompletnie nie masz pojęcia o czym piszesz- gdzieś dzwonią tylko nie wiesz gdzie.
    Historii znasz milion na temat jak to nacięte są super sprawne, a te pęknięte
    masakra jakaś.

    "Inna dziewczyna,która rózniez rodziła w tym szpitalu była nacięta
    > ponieważ nie chciała urodzić dziecka (po iluś tam godzinach
    > powiedziała,ze nie chce dzisiaj rodzić i chce isć do domu),w końcu
    > położna zdecydowała się na vacuum i nacięcie krocza. "

    O użycie vacuum to lekarz decyduje, a nie położna- i lekarz go używa. A powiedz
    mi szyjkę macicy to jej ta położna jak rozwarła?

    Proszę cię-nie kompromituj się już bardziej niż to zrobiłaś.
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 14:29
    boo-boo napisała:
    A powiedz
    > mi szyjkę macicy to jej ta położna jak rozwarła?


    Ale co ma wpólnego rozwarcie z vacuum lub nacięciem krocza???
  • 16.07.10, 00:26
    "Po nacięciu czułabyś się tak samo jak po pęknięciu.I tak byłaś szyta
    > i tak. I wierz mi pęknięcie nie zawsze jest lepszym wyjściem niż
    > nacięcie."

    O wróżka............
    Nie by,łam szyta- założono mi 3 szwy- na wszelki wypadek.
    Owszem czułam się lepiej niż czuła bym się po nacięciu- psychicznie na pewno lepiej.
    Owszem nacięcie jest lepszym wyjściem- ale tylko wtedy gdy jest konieczne-około
    15 % przypadków ,a nie ponad 90 jak to jest w Pl.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 10:26
    boo-boo napisała:
    > O wróżka............
    > Nie by,łam szyta- założono mi 3 szwy- na wszelki wypadek

    No to wyjaśnij mi czym się różni szycie od założenia szwów? Ja
    rónież miałam założone 3 szwy-czyli nie byłam szyta?
  • 15.07.10, 18:41
    jul-kaa napisała:
    i nie miałam nacięcia
    > (krocze samo pękło), od razu po porodzie mogłam normalnie chodzić,
    bardzo szybk
    > o
    > siadać, kilka tygodni po nie było już śladu po pęknięciu.


    U mnie było tak samo,a byłam nacięta. Tak więc nie ma reguły.
  • 15.07.10, 21:47
    betty842 - co chcesz tak wogóle udowodnić tymi swoimi postami? u
    mnie to, u mnie tamto, bo ja, bo mi...co ci tak zależy żeby
    zdeprecjonować to, że niektórym dziewczynom nie jest wszystko jedno
    i nie chcą w intymnym miejscu doświadczać "pamiątkowego nacięcia"...
  • 15.07.10, 18:39
    julkacebulka napisała:

    > Dla mnie też jest to problem nr 1, tak duży, że rozważałam
    możliwość cc - też
    > miałabym nacięcie, ale przynajmniej nie cierpiałabym kilku godzin
    podczas porod
    > u.

    Wydaje mi się że ból po cesarce jest gorszy niż nacięte
    krocze.Rozmawiałam z trzema kolezankami (które rodziły i sn i cc) i
    każda twierdzi że lepiej sn. Każda miała nacięte krocze. Podobno po
    cc nie można stanąć z łóżka (przez ból naciętego brzucha).A nacięte
    krocze nie jest aż tak straszne.Kupiłam sobie później tantum rosę i
    przemywałam nacięcie.Tantum rosa działa znieczulająco i dzięki temu
    dało się normalnie funkcjonować.
  • 10.07.10, 22:25
    jestem mamą trzech córek
    pierwszą urodziłam zabiegowo - vacuum - zostałam bardzo mocno
    nacięta; drugą - drogami natury, bo nie siłami; położna nie zwracała
    uwagi na moje potrzeby - miało być szybko, nacięła mnie nożyczkami
    cez skurczu, ból był okropny, nożyczki pamiętam do dziś, a potem
    szycie "na żywca", bo przecież to nic nie boli i na koniec
    łyżeczkowanie - też bez znieczulenia, po wielu latach zaszłam
    ponownie w ciążę - trauma była tak silna, że miałam cc na moją
    prośbę - nie jestem z tego specjalnie dumna, ale bolało dużo mniej,

    nawet jak to teraz piszę to mam gęsią skórkę ze strachu
  • 10.07.10, 22:32
    Powiem Ci tylko tyle : urodziłam 3 dzieci, 2 z nacieciem krocza,
    trzecie bez naciecia tylko z tzw ochroną krocza. Ten ostatni-bez
    naciecia był najgorszym porodem własnie z tego powodu. Nigdy wiecej
    nie zdecydowałabym sie na poród bez naciecia, którego wcale sie nie
    czuje, a które ułatwia urodzenie dziecka w sposób niesamowity!
    Zarówni ból rodzenia jak i wysiłek był nieporównywalny !
    Decyzja nalezy do Ciebie. Jednak rozsadnie bedzie zdac sie na
    fachowosc personelu. Jesli nie ma koniecznosci, nikt juz nie
    wykonuje rutynowo naciecia, przynajmniej w klinikach.
  • 11.07.10, 21:36
    Zabcia35, nacięcie to procedura medyczna wdrażana w samej końcówce porodu, gdy już wyłania się główka. W pewnych przypadkach, gdy budowa anatomiczna kobiety i / lub duże dziecko skłaniają do zastosowania epizjotomii, może ona, w tej ostatniej fazie wyłaniania się dziecka, pomóc. Uważam jednak, że Twoje twierdzenie jakoby "ból rodzenia i wysiłek był nieporównywalny" (rozumiem, że miałaś na myśli iż jedno i drugie, a więc i ból i wysiłek lżejszy) mija się z prawdą. Poród trwa bowiem od kilku do kilkunastu, czasem kilkudziesięciu godzin. Samo nacięcie wykonywane jest w ostatnich jego minutach. Nie może mieć więc wpływu na te kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin porodu, które już minęły.

    Rozumiem więc, że w Twoim odczuciu ostatnie minuty, ostatnia faza porodu, czyli wtedy, gdy wyłania się dziecko, były dla Ciebie łatwiejsze w czasie Twoich dwóch pierwszych porodów, kiedy to zostałaś nacięta. Zaś w czasie ostatniego, Twojego trzeciego porodu, gdy nie zostałaś nacięta, właśnie ta końcówka były dla Ciebie dużo trudniejsza z uwagi na owego nacięcia brak. Czy to właśnie chciałaś przekazać?

    Piszesz także, że "nacięcia wcale się nie czuje". Rozumiem, że Ty nie czułaś nacięcia. To dobrze. Jakkolwiek fakt ten nie powinien kwestionować odczuć wielu innych kobiet, które utrzymują, że nacięcie odczuły bardzo dotkliwie. Ba! Wielokrotnie czytałam tutaj na forum, że chwila nacięcia była najbardziej bolesną chwilą w całym porodzie.

    No i czy racją jest to co piszesz, iż "nacięcie ułatwia urodzenie dziecka w sposób niesamowity"? Hm. W określonych sytuacjach być może ułatwia właśnie te ostatnie minuty porodu, gdy już wyłania się dziecko. Niemniej byłyby to bardzo rzadkie przypadki, gdyby kobiety rodziły w zgodzie z naturą tj. w sobie właściwym czasie, w sobie właściwym rytmie i tempie, w spokoju, bez oksytocyny i w pozycji wertykalnej.

    Ostatnie do czego chciałabym się odnieść to Twoja uwaga o tym że dziś już "nikt nie wykonuje rutynowo nacięcia, przynajmniej w klinikach". Nie wiem skąd masz takie informacje. Statystyczne dane mówią bowiem o niemalże 100% nacięć u pierworódek (zakładam że pierworódki także rodzą w klinikach i zakładam, że te prawie 100% to nie patologiczne przypadki, u których nacięcie jest konieczne) i ponad 80% nacięć u wieloródek. I wiesz? Zastanawiam się czy ten 20% spadek nie wiąże się także i z tym (jeśli nie głównie z tym...), że przy kolejnym porodzie kobiety są bardziej świadome, znają konsekwencje pewnych medycznych procedur i wyraźniej mówią czego sobie nie życzą.

    Uważam także, że zawsze powinnyśmy pamiętać o tym, że w innych krajach nacięć jest dużo, dużo mniej (w Danii np. tylko 10% porodów!). Wysnuwanie zaś na tej podstawie wniosku, że kobiety mają tam jakieś inne niż nasze polskie krocza, byłoby chyba grubym i jakże śmiesznym naciąganiem rzeczywistości, nieprawdaż?;-)
  • 12.07.10, 15:04

    To własnie chciałam przekazać.
    Oczywiście miałam na myśli faze rodzenia się dziecka, nie zaś cały
    poród, bo to chyba jasne.
    Absolutnie nie kwestionuje doznan innych kobiet, które dotkliwe
    odczuły naciecie krocza, jestem jednak przekonana, ze takie doznania
    wynikają wylącznie z błedu w sztuce i całą winę za takie
    doswiadczenia bez skrupułów zrzucam na połozne.
    Nie znam tych danych statystycznych, które przedstawiłaś,ale skoro
    tak wyglada sytuacja, nie pozostaje nic innego jak miec nadzieje, ze
    z biegiem czasu w Polsce Kobiety beda miały prawo i swiadomośc, ze
    mogą decydowac o swoim losie nie tylko w szpitalach klinicznych.

    Bezsprzecznym jest jednak faktem ( tak na koniec), ze gojenie sie
    krocza po nacieciu trwało znacznie dłuzej i dawało dolegliwości,
    których nie doswiadczyłam po trudnym rodzeniu z ochroną krocza,
    które mimo pekniecia i szycia wróciło do swojej świetności szybciej
    niz mogłabym sie spodziewać, bez jakichkolwiek powikłan :)
    Pozdrawiam
  • 15.07.10, 18:50
    karj-oka napisała:
    , że w innych krajach nacięć j
    > est dużo, dużo mniej (w Danii np. tylko 10% porodów!). Wysnuwanie
    zaś na tej po
    > dstawie wniosku, że kobiety mają tam jakieś inne niż nasze polskie
    krocza,


    A czy jest odnotowane ile kobiet pęka w czasie porodu (np w Danii)?
    Pęknięcie wcale nie jset lepsze od nacięcia.
  • 15.07.10, 22:01
    > Pęknięcie wcale nie jset lepsze od nacięcia...
    tak rzekłam...ja betty, dlatego cały międzynarodowy skład lekarzy i
    położnych prowadzący przez kilkadziesiąt lat badania i obserwacje
    porównawcze może się schować...
    > A czy jest odnotowane ile kobiet pęka w czasie porodu (np w
    Danii)? - pewnie by się znalazo (każdy kraj ma raporty medyczne to
    jest obowiązek Min. Zdrowia)- tylko polskie szpitale strzegą
    tajemnie np. odsetka nacięć - zazwyczaj te z największym..;)
    coś się tak uczepiłaś tego,że jak się nie jest nacinanym to od razu
    się pęka wzdłuż i wszerz...akurat Dania jest w czołówce europejskiej
    jeśli chodzi o standardy opieki medycznej...jakby z braku nacięcia
    kobiety masowo zaczęły pękać to już 20parę lat temu zbawienne
    nacięcie wróciłoby do łask (zapewne same kobiety by na to naciskały -
    a tam ,w przeciwieństwie do polskich realiów
    , mają całkiem sporo do powiedzenie na swój temet)
  • 16.07.10, 15:20
    No niby masz racje, nietrudno jest mi sobie wyobrazic, ze naciecie moze
    przyniesc chwilowa ulge i ulatwic ten moment kiedy dziecko wychodzi bo
    rzeczywiscie jest to mega nieprzyjemne doznanie. Jednak jesli sie przetrzyma ten
    moment zwlaszcza w jakiejs sprzyjajacej pozycji kiedy nie trzeba samej przec to
    wszystkie nieprzyjemne doznania koncza sie z chwila wyjscia dziecka a jesli jest
    naciecie to trzeba myslec o ranie, plukac, wietrzyc, niejednokrotnie z bolem
    przy siedzeniu czy chodzeniu sie zmagac a czasem wrecz z problemami i
    komplikacjami przy gojeniu. A to wszystko zeby skrocic sobie porod o kilka minut.
  • 13.07.10, 11:50
    Hej! Przy pierwszym porodzie byłam nacinana.Było to 10 lat temu i wtedy jeszcze nacinali rutynowo wszystkie pierworódki.Nie wiem jak jest teraz,słyszałam że odchodzi się od tej metody ale w większości pierwszych porodów i tak jest to konieczne.Z drugim synem położna mówiła że nie trzeba nacinać ale sama chciałam ponieważ byłam źle zeszyta po pierwszym porodzie i szew często mi dokuczał.Moja pani doktór powiedziała położnej żeby cięła w tym samym miejscu co blizna i wszystko było ok.Zeszyła mnie super, teraz nie czuję żadnego dyskomfortu a rana szybko się zagoiła. Teraz jestem w 24 tygodniu ciąży i tym razem będę nalegać aby nie nacinać mnie bez potrzeby.Wiem,że mam duże szanse na to aby nie być nacinana bo to moje trzecie dziecko ale Tobie radzę zdać się na lekarzy i ewentualnie poprosić aby nie robili tego jeśli faktycznie nie będzie konieczności...
  • 13.07.10, 12:53
    karla.81 napisała:
    > w większości pierwszych porodów i tak jest to konieczne

    No nie jest. Dziewczyny, bardzo Was proszę, nie powielajcie błędnych informacji. Twierdzenie, iż nacinanie jest konieczne w większości pierwszych porodów jest bzdurą. Medycy tak uważali kiedyś, tak byli uczeni. Obecnie, poza Polską, od co najmniej 20-30 lat (sic!), obowiązuje zasada, żeby nie nacinać rutynowo. Że nawet jeśli dojdzie do pęknięcia goi się ono i szybciej i łatwiej niż cięcie.

    Natomiast należy pamiętać o tym, że takie wyniki w innych krajach Europy (ok. 10% nacięć) osiągnięto zapewne zmianą podejścia do porodu i rodzącej w ogóle tj. przede wszystkim zrezygnowano z pozycji horyzontalnej przy wypieraniu dziecka. Kobiety rodzą z reguły w pozycjach pionowych - zgodnie z logiką i z naturą. U nas w zdecydowanej większości szpitali wymaga się od kobiety by położyła się na łóżku, na takiej wysokości, by to lekarzowi było wygodnie obserwować co się dzieje i przyjąć dziecko. A wtedy kobiety muszą wypierać pod górkę, co powoduje że siła użyta do parcia musi być zdecydowanie większa (porody w pozycji pionowej prowadzi się najczęściej bez parcia w ogóle, dziecko samo powoli i delikatnie się wysuwa), to zaś powoduje że większe siły są kierowane do rozpychania krocza i to siły, które w pozycji horyzontalnej są rozłożone nierównomiernie tj. napierają z największym impetem na tył krocza i odcinek między kroczem a odbytem - bo tam też, wspomagana siłą grawitacji, napiera główka.

    Porody w których kobieta może przyjąć dowolną pozycję, instynktownie, taką jaką dyktuje jej fizjologia, czyli najczęściej wertykalną, z reguły udaje się przeprowadzić bez nacięcia.

    (Urodziłam w ubiegłym roku pierwsze dziecko bez nacięcia. W czasie ostatnich skurczy partych, gdy synek się wyłaniał, klęczałam.)
  • 13.07.10, 23:26
    witam.
    rodzac mojego pierwszego synka mialam nacinane krocze. i cale to wydazenie bylo
    dla mnie straszne, poniewaz podlaczono mnie do KTG i nie uslyszalam tetna
    dziecka wiec w panice zaczelam przec. polozna myslala, ze mam skurcz i mnie
    naciela (dwa razy). 22 godzinny porod przy tym nacieciu to "pikus". synek
    dolozyl swoje i dodatkowo mnie rozerwal bo wychodzil z raczka przy glowie.
    zakladania szwow tez nie wspominam najmilej. no i ok 2 tyg nie moglam normalnie
    siedziec tylko boczkiem na jednym posladku.
    przy drugim porodzie polozna powiedziala mi, ze chyba nie bedzie trzeba nacinac
    bo wszytsko ladnie idzie. jednak po chwili stwierdzila, ze dziecko jest za duze
    i trzeba bedzie ciac. synek rzeczywiscie urodzil sie wielki a polozna zrobila
    tylko male naciecie i idealnie trafila w skurcz wiec prawie tego nie odczulam.
    rana goila sie bardzo ladnie i szybko wrocilam do formy.
    teraz spodziewamy sie trzeciego dzidziusia lecz tym razem bede rodzic nie w
    Polsce a w UK wiec mam nadzieje, ze jesli tym razem nie bedzie to maly Wielkolud
    to moze uda sie bez ciecia :)
  • 13.07.10, 23:44
    No to cię pocieszę- w UK nie nacinają przy normalnym fizjologicznym porodzie-
    wyjątkiem są użycie kleszczy, próżnociągu lub wcześniak.
    Ja urodziłam pierwsze dziecko w UK z wagą 4100- bez nacięcia. Owszem spytałam
    położną tak z ciekawości przed czy mnie natnie na co ona odparła lekko
    zbulwersowana,że oni takich "barbarzyńskich praktyk nie stosują bez potrzeby"-
    lekko pękłam-rana w ogóle mnie nie bolała.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 14.07.10, 12:31
    Boo-boo, miałaś szczęście że rodziłaś w UK. W Polsce, przy tak dużym
    dziecku zapewne ktoś zechciałby Ci "pomóc" je z brzucha wycisnąć waląc się na
    Ciebie całym ciałem, może nawet wpadliby na pomysł "ratowania dziecka"
    kleszczami no i na 100% zostałabyś nacięta na całej długości między pochwą a
    odbytem. O ile oczywiście przed tymi wszystkim zabiegami nie zaproponowano by Ci
    cc (odpłatnie, a jakże!) uzasadniając "bardzo dużym dzieckiem"... Hm.

    W tym wszystkim najbardziej martwi mnie zawsze, że kobiety po zastosowaniu
    jednej z ww atrakcji porodowych są przekonane, że była ona konieczna a nawet, że
    gdyby nie lekarz w życiu by nie urodziły. Smutne.

    Z drugiej strony, patrząc na wszystkie wpisy w tym wątku, mam wielką nadzieję że
    jednak idzie ku lepszemu. Że coś się wreszcie ruszy. Że jesteśmy coraz bardziej
    świadome i to my będziemy motorem zmian, jasno informując o naszych oczekiwaniach.

    I za to trzymam kciuki! I za nas wszystkie, które oczekują porodu - by nas przy
    okazji nie okaleczono bezpodstawnie. By honorowano nasze prawa. By zapewniono
    nam poczucie bezpieczeństwa i intymność. Hoegh!:)
  • 15.07.10, 18:57
    karj-oka napisała:
    . Że n
    > awet jeśli dojdzie do pęknięcia goi się ono i szybciej i łatwiej
    niż cięcie.

    Nietety nie jest to regułą.Ja po nacięciu czułam się bardzo dobrze a
    niektóre koleżnaki,które same pękły czuły się koszmarnie.Jedna pękła
    aż do odbytu,który równiez jej szyli.Tak więc nie ma reguły.Druga
    rzeczą jest to,że jeśli jest się naciętą (a zawsze nacinają pod
    skosem) i jeśli jeszcze dodatkowo by sie pękło to pęknięcie pójdzie
    po skosie i nie uszkodzi odbytu.A przy samoistnym pęknieciu
    rana "idzie" ku odbytowi.
  • 15.07.10, 20:59
    Betty842, rana idzie ku odbytowi - owszem - gdy kobieta wypiera dziecko w
    pozycji horyzontalnej, czyli niezgodnej z fizjologią i naturą. Wtedy bowiem, jak
    łatwo sobie wyobrazić cały impet, cała siła napierania i główki dziecka, i
    parcia rodzącej idzie od rozpychanej pochwy w kierunku odbytu.

    Dlatego walcząc o zaniechanie rutynowego nacinania / okaleczania kobiet,
    walczymy także o fizjologiczne pozycje w trakcie porodu, także II okresu, gdy
    rodzi się dziecko.

    Natomiast jeśli chodzi o twierdzenie, iż pęknięcie goi się łatwiej i szybciej od
    nacięcia to jest ono poparte wieloletnimi praktykami i obserwacjami milionów
    kobiet. Nie może więc być to twierdzenie bezzasadne.

    Może więc nacięcie jakie Tobie wykonano wykonane zostało perfekcyjnie, może było
    małe, może zostało perfekcyjnie zaszyte. A może koleżanki, z którymi
    porównywałaś wrażenia miały pęknięcie III a nawet IV stopnia? Ale czy któraś z
    nich rodziła w pozycji wertykalnej tj. np. stojąc, kucając, klęcząc? Czy którąś
    powstrzymywano od parcia w momencie gdy wyłaniała się główka, czy wręcz
    przeciwnie do parcia zachęcano?

    Widzisz, to bardzo złożone i wiele czynników ma wpływ na to czy kobieta w czasie
    porodu pęknie czy nie. Dobrze prowadzony poród może to ryzyko znacznie obniżyć.
    Znacznie.

    Wiecie co? Gdzieś kiedyś przeczytałam taki argument, którym jakaś kobieta
    chciała trafić do sumienia lekarzy tak chętnie (bezmyślnie?) okaleczających
    rodzące. Zaproponowała ona bowiem, by to lekarz, który opowiada się za
    stosowaniem rutynowym nacięcia, przeciął sobie skórę wraz z mięśniami gdzieś tak
    od napletka i pociągnął dalej tnąc skórę między nasadą penisa a odbytem. Niech
    potem każe sobie założyć 12 szwów. I gdy już rana przestanie go boleć, gdy już
    będzie mógł normalnie, bez bólu, strachu i zahamowań oddawać mocz i kał, gdy już
    fizycznie, w ocenie innego lekarza (najlepiej niech zbierze się konsylium, niech
    położą go na stole i niech obejrzy jego penisa i odbyt tak ok. 10 - 15 osób
    równocześnie i niech mówią o nim i jego częściach ciała jakby jego samego tam
    nie było) wszystko będzie w porządku, niech on wtedy zrobi zupełnie szczerą
    notkę w swoim dzienniku na temat tego jak się z tym przeciętym penisem, na
    którym wciąż i widać i czuć bliznę, jak on się z nim czuje psychicznie.

    Jak myślicie? Ilu lekarzy okaleczonych w ten sposób optowałoby za rutynowym
    nacinaniem penisa, bo wszak i tak może pęknąć, bo przecież i tak go boli to czy
    mniej czy bardziej nie ma już znaczenia? No? Ja stawiam na cyfrę "0".

    Piszę tutaj, bo mam nadzieję coś zmienić. Bo nie chcę być obojętna. Bo nie chcę
    czekać aż świat zmieni się sam, aż ktoś coś zrobi za mnie. Jestem już jednak
    zmęczona tą dyskusją. Dlatego ponownie odsyłam do wielu artykułów o nacinaniu,
    jakie można znaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku. Są oparte na
    badaniach, danych statystycznych z wielu krajów, zaleceniach WHO. Zapewne są
    wiarygodne i zapewne bardziej przekonujące niż moje argumenty.

  • 15.07.10, 22:08
    Jestem już jednak
    > zmęczona tą dyskusją. Dlatego ponownie odsyłam do wielu artykułów
    o nacinaniu,
    > jakie można znaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku. Są
    oparte na
    > badaniach, danych statystycznych z wielu krajów, zaleceniach WHO.
    Zapewne są
    > wiarygodne i zapewne bardziej przekonujące niż moje argumenty.
    Masz rację...ja też dałam się podkręcić i zaczęłam dyskutować...a tu
    można gadać i gadać, temat o nacinaniu przetacza się regularnie po
    tym i podobnych forach...owszem można się zmęczyć...;) pozdrawiam
  • 16.07.10, 00:37
    Kobito czy do ciebie cokolwiek dociera- fakty, wyniki badań wieloletnich?
    Poczytaj sobie co na to światowa organizacja zdrowia-jak już taka obcykana
    chcesz być.
    To,że koleżanka pękła do odbytu to tylko i wyłącznie wina osób prowadzących
    poród- że ci tak obrazowo napiszę- mają mieć głowę między nogami rodzącej i
    ocenić czy trzeba naciąć czy nie-żeby takich pęknięć uniknąć, a nie lekkich II
    stopnia- z ulicy ci ludzie się tam nie wzięli więc chyba powinni umieć to ocenić.

    Sądzisz,że gdyby pęknięcia były takie straszne-ich rozmiar- to w cywilizowanych
    krajach jak UK, Dania, Holandia i innych świadomie narażano by kobiety na takie
    działania-w życiu bo szpitale poszły by z torbami. Tam personel medyczny chce
    potraktować rodzącą jak podmiot, a nie przedmiot porodu- moje położne jak trzeba
    było to leżały na podłodze obok mnie żeby postęp porodu sprawdzić co w Pl nadal
    jest nie do przyjęcia właśnie przez personel medyczny który poród prowadzi pod
    siebie, a nie rodzącą.

    Wiesz czemu nacinają w Polsce- bo im się w większości przypadków nie chce
    czekać, bo im się śpieszy, bo koniec zmiany albo kilka porodów jeszcze przed nimi.

    "Druga
    > rzeczą jest to,że jeśli jest się naciętą (a zawsze nacinają pod
    > skosem) i jeśli jeszcze dodatkowo by sie pękło to pęknięcie pójdzie
    > po skosie i nie uszkodzi odbytu.A przy samoistnym pęknięciu
    > rana "idzie" ku odbytowi."

    Przestań bzdury wypisywać.

    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 10:59
    boo-boo napisała:

    > Kobito czy do ciebie cokolwiek dociera- fakty, wyniki badań
    wieloletnich?

    Ty mozesz znaleźć potwierdzenie swojej tezy a ja znalazłam
    potwierdzenie mojej tezy.Tu masz cytat:
    "Do pęknięcia krocza dochodzi podczas porodu siłami natury. Aby
    uniknąć tego groźnego dla kobiety powikłania od wielu lat podczas
    porodu drogą pochwową u kobiet rodzących po raz pierwszy dokonuje
    się rutynowo nacięcia krocza. Skutki pęknięcia krocza mogą być
    bardzo poważne i mieć znaczący wpływ na dalszy komfort życia
    kobiety."
    www.forumpediatryczne.pl/specjalista/ep,377,pekniecie-krocza-podczas-porodu

    Tylko,że wiedz,że ja nie jestem zwolenniczką nacinania. Moje zdanie
    jest takie,żeby powiedzieć położnej:Proszę nie nacinać jeśli nie
    jest to konieczne.A jeśli jest to konieczne proszę ciąć.
    Wy uważacie że konieczność jest tylko wtedy kiedy życie matki lub
    dziecka jest zagrożone. Ale czasam można zrobić to dla rodzącej,żeby
    szybciej poszło.Niekoniecznie wszystkie położne myślą o sobie,żeby
    było szybciej bo chcą iść na kawę.Niektóre chcą przyspieszyć poród
    własnie z myślą o rodzącej.Wiem,że w moim przypadku tak było.Nie
    miałam bóli partych i wydawało mi się że moje parcie nie przynosi
    żadnych efektów.Traciłam już siły i nadzieję,że wogóle urodzę.Kiedy
    położna mnie nacięła,"pocisnęłam" i się udało.
    Mam cichą nadzieję że przy drugim porodzie mnie jednak nie
    natną.Znam parę osób,które ani nie pękły ani nie zostały nacięte-
    więc jednak tak rutynowo się jednak nie nacina.
  • 16.07.10, 13:16
    Te wypociny zaczerpnęłaś z jakieś komercyjnej stronki gdzie autor pisze co mus
    się podoba-co akurat sobie gdzieś wygrzebał.
    "Do pęknięcia krocza dochodzi podczas porodu siłami natury. Aby
    uniknąć tego groźnego dla kobiety powikłania od wielu lat podczas
    porodu drogą pochwową u kobiet rodzących po raz pierwszy dokonuje
    się rutynowo nacięcia krocza. Skutki pęknięcia krocza mogą być
    bardzo poważne i mieć znaczący wpływ na dalszy komfort życia
    kobiety."

    Oczywiście słowa RUTYNOWO nie zauważyłaś. Jak życie pokazuje rutyna nie jest
    dobra- nie tylko w nacinaniu krocza.

    "Według Światowej Organizacji Zdrowia, nie ma żadnego uzasadnienia dla
    rutynowego nacinania krocza. Ale w Polsce nikt kobietom nie mówi, że mogą się
    odpowiednio przygotować do porodu i odmówić tej atrakcji. W dodatku, samoistne
    pęknięcia (przed którymi zabieg ma chronić) zwykle goją się szybciej."

    "Nacinanie krocza w czasie porodu przeważnie nie ma uzasadnienia, a naraża
    kobiety na niepotrzebny ból i urazy psychiczne. Mimo to, w Polsce wykonuje się
    je aż u 80 proc. rodzących. 15 maja w Warszawie Fundacja Rodzić po Ludzku
    zainaugurowała kampanię społeczną pt.: "Nie daj się naciąć". Jak przypomniała
    prezes fundacji Anna Otffinowska, nacinanie krocza upowszechniło się w praktyce
    medycznej na całym świecie pod wpływem prac amerykańskiego położnika Josepha
    DeLee. W 1913 r. napisał on, że każdy poród jest patologiczny, dlatego wymaga
    interwencji chirurgicznej. Na poparcie swojej teorii DeLee przedstawiał
    szokujące dziś argumenty. Twierdził np., że w czasie porodu na główkę dziecka
    działają siły tak duże, jakby ściskać ją drzwiami. Przez wiele lat bezkrytycznie
    uznawano rutynowe nacięcie krocza za nieodłączny element przygotowania kobiety
    do porodu. W Polsce ten mit pokutuje do dziś.

    Jednak już w 1985 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała, że zabieg ten ma
    zdrowotne uzasadnienie, np. gdy zagrożone jest życie dziecka, tylko u 10-20
    proc. rodzących. Badania naukowe dowodzą, że w pozostałych przypadkach nie daje
    on żadnych korzyści, a wręcz jest szkodliwy.

    Na dowód tego, obecna na konferencji Beverley Beech, przewodnicząca brytyjskiej
    Fundacji na rzecz Poprawy Usług Położniczych (AIMS), przytoczyła wyniki analiz,
    którymi objęto ponad 5 tys. kobiet w 6 krajach. Wskazują one, że nacięcie
    powoduje dodatkowe pęknięcia krocza w czasie porodu; nie zapobiega wysiłkowemu
    nietrzymaniu moczu w przyszłości; nie chroni też bardziej główki dziecka przed
    urazami. Zabieg ten raczej spowalnia gojenie ran po porodzie i zwiększa ryzyko
    infekcji; kobiety, które go przeszły mają słabsze dno miednicy i później
    wznawiają współżycie płciowe, niż po naturalnym pęknięciu, co może pogarszać
    relacje z partnerem; są też bardziej narażone na depresję.

    "Jak wynika z badań, bardzo negatywne przeżycia w czasie porodu mogą utrudnić
    kobiecie wejście w rolę matki" - podkreśliła Dąbrowska. Można więc powiedzieć,
    że kampania przeciwko rutynowemu nacinaniu krocza jest też walką o to by jak
    najlepiej chronić związek kobiety i jej dziecko, dodała.

    Jak przyznała dr Dorota Karkowska, specjalistka z zakresu prawa ubezpieczeń
    społecznych na Uniwersytecie Łódzkim, przekraczając próg szpitala wiele kobiet
    czuje się bezradnych wobec narzucanych im świadczeń medycznych. Tymczasem,
    nacięcie krocza bez zgody pacjentki jest naruszeniem jej praw i gdy spowoduje
    szkody na ciele i psychice, kobieta ma podstawę prawną by wystąpić z powództwem
    do sądu cywilnego. Ważne jest też to, że pacjentka podpisując zgodę musi być
    świadoma, czemu ma służyć dana procedura medyczna i dlaczego jest potrzebna.

    "Tymczasem w Polsce aż w 62 proc. przypadków nacięcie krocza wykonywane jest bez
    zgody, a nawet wbrew woli kobiety" - podkreśliła Otffinowska. Statystyki
    wskazują, że wbrew zaleceniom WHO, zabieg ten przeprowadza się aż u 80 proc.
    rodzących kobiet, a w przypadku tzw. pierworódek - nawet u 100 proc.

    W innych krajach odsetek pacjentek, którym nacina się krocze w czasie porodu
    jest znacznie mniejszy i wynosi 14 proc. w Wielkiej Brytanii, 33 proc. w USA, 12
    proc. w Danii i 10 proc. w Szwecji.

    Zdaniem Beverley Beech, obecny niski odsetek tych procedur w Wielkiej Brytanii
    jest efektem mozolnej pracy kobiet, które w pewnym momencie zaczęły się upominać
    o swoje prawa, jak również organizacji zajmujących się zdrowiem, np.
    zrzeszających położne.

    W latach 80. w niektórych brytyjskich szpitalach aż 90 proc. rodzących kobiet
    miało nacinane krocze, podkreśliła Beech. Teraz w szkołach położniczych nie uczy
    się już tej procedury.

    "Najwyższy czas, by również w Polsce położnictwo opierało się na dobrych
    praktykach, a nie na przestarzałych procedurach" - podsumowała Beech. JJJ"


    "Nacięcie krocza podczas pierwszego porodu zwiększa ryzyko powikłań podczas
    kolejnych porodów – wynika z amerykańskich badań, które opublikowało pismo
    „Obstetrics and Gynecology”.

    – W przeszłości nacięcie krocza było uważane za nieszkodliwą procedurę, która
    miała wręcz chronić przed poważnym rozerwaniem tej okolicy w trakcie porodu,
    jednak dziś już wiadomo, że zabieg ten zwiększa ryzyko poważnych obrażeń krocza
    u rodzących kobiet – podkreśla badaczka.
    Aby sprawdzić, jak może on wpływać na następne porody, Marianna Alperin i jej
    współpracownicy z Uniwersytetu w Pittsburgu przeanalizowali dane dotyczące ponad
    6 tys. kobiet, które w ciągu 10 lat przeszły kolejne porody drogą naturalną.
    Niemal u połowy z nich wykonano nacięcie krocza w czasie pierwszego porodu.


    Okazało się, że procedura ta zwiększała ryzyko rozerwania i uszkodzenia krocza
    podczas rodzenia kolejnych dzieci. Umiarkowanych obrażeń tej okolicy w czasie
    drugiego porodu doznała ponad połowa kobiet, u których w przeszłości wykonano
    nacinanie. Jest to niemal dwukrotnie więcej niż w grupie, która nigdy nie
    przeszła tego zabiegu – niecałe 27 proc. Poważne obrażenia krocza stwierdzono
    niemal u 5 proc. kobiet nacinanych przy pierwszym porodzie i blisko u 2 proc. u
    kobiet z drugiej grupy.


    W Polsce w maju 2008 roku Fundacja Rodzić po Ludzku zainaugurowała kampanię
    społeczną przeciwko rutynowemu nacinaniu krocza pt.: „Nie daj się naciąć”. Z
    danych przytaczanych przez organizację wynika, że w Polsce zabieg ten jest
    wykonywany u 80 proc. rodzących, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia uważa,
    że może on być uzasadniony tylko w 10-20 proc. przypadków, np. gdy zagrożone
    jest życie dziecka.


    Badania prowadzone na całym świecie wskazują, że nacięcie powoduje dodatkowe
    pęknięcia krocza w czasie porodu, a nie chroni bardziej główki dziecka przed
    urazami i nie zapobiega wysiłkowemu nietrzymaniu moczu w przyszłości. Zabieg ten
    raczej spowalnia gojenie ran po porodzie i zwiększa ryzyko infekcji. Kobiety,
    które go przeszły, mają słabsze dno miednicy i później wznawiają współżycie
    płciowe niż po naturalnym pęknięciu, co może pogarszać relacje z partnerem, a
    nawet są bardziej narażone na depresję."

    Następnym razem posłuż się jakimiś źródłami które zawierają/przedstawiają
    najnowsze wyniki niezależnych badań, a nie wywody jakiegoś półgłówkowatego
    redaktorzyny co nie ma pojęcia o czym pisze.

    Jeśli sobie życzysz to wyślę ci linka do strony WHO- uprzedzam,że po angielsku.

    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.07.10, 15:01
    A znasz jakies, ktore sie dobrze po peknieciu czuly? Albo czuly fatalnie po
    nacieciu?
    Taka gadanina o tragicznych peknieciach i ze pekniecie gorzej sie goi niz
    naciecie prezentowala tez moja osobista mama. Do tej pory jest przekonana
    swiecie o tym, ze urodzic bez naciecia to jakis ewenement rzadko w siwcie
    wystepujacy:D To ze ja 2 razy urodzilam bez nacicia i powaznych obrazen to tylko
    to wylacznie kwestia szczescia wedlug niej.
  • 19.07.10, 12:58
    MOŻNA W POLSCE URODZIĆ BEZ NACIĘCIA.
    Rodziłam w 2 różnych szpitalach.
    Córkę urodziłam 4 lata temu w Wołominie - waga 3350, 58cm, główka 34 cm, 37tc,
    bez nacinania, małe otarcie, poród 4h. Biegałam po szpitalu godzinę po porodzie,
    siadałam bez problemu

    Synka urodziłam 4 miesiące temu w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy - poród
    pośladkowy, 3800, 64cm, główka 36, klatka 38cm, poród 2h, 38tc, bez nacinania,
    powierzchniowe pęknięcie, 2 szwy.Biegałam po szpitalu po godzinie, siadałam bez
    problemu.

    Przy pierwszym porodzie poprosiłam o ochronę krocza. Przy drugim zaznaczyłam, że
    nie chcę nacięcia, na ochronę nie było czasu, ze względu na fakt, iż był to
    poród pośladkowy liczył się czas, parłam na maksa, 3 skurcze, faza skurczy
    partych 11 minut, mimo to minimalne pęknięcie. Podczas pierwszego porodu faza
    parcia trwała 30 minut, by ochronić krocze.
    --
    TYMOTEUSZ
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/ed6fae0d32.png[/img][/url]
    WIKTORIA
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/c67a699496.png[/img][/url]
  • 19.07.10, 14:56
    Zamiast dyskutować czy nacięcie jest dobre, czy nie lepiej wybrać
    sobie szpital, w którym powszechniejsze są pratyki które się
    akceptuje. Nie jest to łatwe, gdyż na cudownej Żelaznej również
    nacina się krocze dość często (nie znam wiarygodnych statystyk, mi
    nacinali, wszystkim moim koleżankom tam rodzącym również) i się nie
    dowiem czy to było konieczne czy nie - w końcowej fazie porodu nie
    będziesz miała siły o tym dyskutować z położną. Traumy na szczęście
    nie mam, gdyz pomimo, że bałam się tego przez całą ciąże bardziej
    niż bólu porodowego, nacięcie i zszycie były bezbolesne, a ja
    normalnie siadałm i funkcjonowałam w godzinę po porodzie, nie
    musiałam też stosować zadnych cudownych preparatów do gojenia
    krocza, nie wiem może była rana była tak dobrze zszyta. Teraz będę
    rodzić gdzie indziej i zobaczymy - nie nastawiam sie na nic, bo
    nikt przed porodem nie powie że tak, tu rutynowo nacinają, a podczas
    porodu zrobią co zechcą - bo wiedzą że w takim momencie nikt nie
    będzie z nimi walczył. A położnej prywatnej nie będę raczej brać.
    --
    [url=http://www.brioko.pl] [img]
    http://www.brioko.pl/components/com_widgets/view.php?sid=3899[/img]
    [/url]
  • 19.07.10, 22:53
    Napiszę do ciebie na priva w sprawie porodu pośladkowego.
  • 22.07.10, 21:14
    syna urodzilam 10 miesiecy temu.

    cala ciaze przygotowywalam sie do ochrony krocza, tzn masaz szyjki macicy,
    ostatnie tygodnie popijalam liscie malin i stosowalam olej z wiesolka dowcipnie.

    w czasie porodu okazalo sie w ktoryms momencie, ze tetno malemu spada bardzo
    gwaltownie, w momenie, gdy juz bylo widac glowke. lekarz powiedzial mi, ze mam
    jeden skurcz by go urodzic, inaczej kleszcze bo nie mamy czasu. urodzilam w tym
    jednym skurczu, ale polozna mnie chlasnela - i to mocno, na 7 szwow (mnie nie
    bolalo. czulam moze delikatne mrowienie, ale absolutnie nie moge nazwac tego
    bolem). polozna w trakcie szycia (bolalo, ale nie jakos bardzo mocno, dostalam
    zastrzyk znieczulajacy) powiedziala, ze mam piekna, elastyczna szyjke macicy i
    jakby mi dali czas to bym spokojnie urodzila bez tego naciecia. ale tego czasu,
    niestety, nie bylo.

    polog wspominam strasznie z kolei. do czasu sciagniecia tych 7 szwow z zewnatrz
    nie bylam w stanie usiasc nawet na jednym poldupku, wszelkie dmuchane kolka itp
    nie pomagaly. wstawanie z lozka zajmowalo mi dobre 3 minuty (oczywiscie
    wstawalam na kolana a dopiero potem do pionu, o siadaniu i wstaniu z pozycji
    siedzacej nie moglo byc mowy). bol byl koszmany. po sciagnieciu szwow bylam w
    stanie siasc na jednym poldupku, bodajze minely 3 tygodnie do czasu, bym mogla w
    miare normalnie funkcjonowac.

    10 miesiecy po porodzie na szczescie nie odczuwam blizny w zaden sposob, ale
    przyznam szczerze, ze jakies 7-8 miesiecy po porodzie stosunek bez poteznej
    dawki lubrykantu byl niemozliwy.

    w kazdym razie wierze, ze gdyby nie to, ze syn byl owiniety kilkukrotnie
    pepowina wokol szyi to urodzilabym bez naciecia. no ale u mnie faza parcia
    trwala lacznie jakies 3 minuty, nie bylo czasu na ochrone krtocza.
  • 22.07.10, 21:27
    aha, na sali bylo nas 8 kobiet (szpital byl akurat w czasie remontu, wiec byl
    tlok na salach), ja jako jedyna bylam nacieta
  • 22.07.10, 22:08
    Nie sądzę, żebyś robiła sobie masaż szyjki macicy...
    --
    Emilka (12.05.2007)
    [url=http://www.TickerFactory.com/weight-loss/wG0nqlT/]
    [img]http://tickers.TickerFactory.com/ezt/t/wG0nqlT/weight.png[/img]
    [/url]
  • 22.07.10, 22:22
    To teraz nam ładnie wyjaśnij co ma wspólnego ochrona krocza z masażem szyjki
    macicy-który rzekomo sobie wykonywałaś- nie wiem jak samej można sobie masaż
    szyjki macicy robić.

    "powiedziala, ze mam piekna, elastyczna szyjke macicy i
    > jakby mi dali czas to bym spokojnie urodzila bez tego naciecia. ale tego
    czasu, niestety, nie bylo. "

    I co szyjkę macicy ci chlasnęła nożyczkami?

    No proszę weź się zastanów co ty wypisujesz dziewczyno.............
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 22.07.10, 22:32
    o rany, faktycznie żem trzasnęła. nie było żadnych masaży szyjki, krocze sobie
    olejkiem masowałam by było bardziej elastyczne. i nie chlaśnięto mi szyjki
    macicy tylko krocze.

    tak to jest jak sie pisze na szybkiego, PRZEPRASZAM ZA IDIOTYCZNY BŁĄD!
  • 23.07.10, 11:54
    Dobrze,że chociaż sprostowałaś bo nie jedna chyba by zawału po przeczytaniu
    dostała ;)
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 23.07.10, 09:03
    Wczoraj moja najlepsza koleżanka urodziła swoje drugie dziecko.
    Pierwsze ważyło 4250g-była nacięta. Teraz przy drugim ją nie nacięli
    (waga 4150g) tylko pęknęła sama-łącznie z odbytem...Dzisiaj z nią
    smsowałam i pisała mi że ten popękany odbyt boli przeogromnie.Na
    szczęscie ona nie czyta forum więc pewnie nawet nie wiem o czymś
    takim jak ochrona krocza.Gdyby przeczytała twoje wypowiedzi,to
    pewnie by jeszcze to oświadczenie napisała,a potem by sobie w brodę
    pluła że to zrobiła.No ale tak,przy porodzie nic się nie odezwała i
    wyszło jak wyszło....
    Podkreślam jeszcze raz-nie jestem zwolenniczką rytunowego
    nacinania.Chodzi mi tylko o to,że można położną poprosić o ochronie
    krocza ale nie pisać jakieś oświadczenia.Po prostu zdać sie na
    położną i tyle.
  • 23.07.10, 11:56
    To za to pęknięcie niech podziękuje tej osobie co jej pierwsze nacięcie zrobiła-
    tak się dzieje-pęka się na bliźnie po nacięciu pierwszym -tkanki są słabe.
    Teraz pewnie napiszesz,że pewnie w innym miejscu pęknięcie poszło....
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 23.07.10, 12:36
    boo-boo napisała:

    > To za to pęknięcie niech podziękuje tej osobie co jej pierwsze
    nacięcie zrobiła
    > -
    > tak się dzieje-pęka się na bliźnie po nacięciu pierwszym -tkanki
    są słabe.
    > Teraz pewnie napiszesz,że pewnie w innym miejscu pęknięcie
    poszło....


    Nie,nie napiszę bo nie wiem w którym miejscu poszło
    pęknięcie.Wcześniej była nacinana "w bok" więc wątpię że pęknięcie
    poszło w bok i ku odbycie.Wydaje mi się że raczej poszło "po środku"
    i ku odbycie (z tego co wiem,tam tkanka jest najsłabsza i pęknięcie
    idzie ku odbycie)-no ale tego nie wiem bo tak szczegółowo to jeszcze
    nie "rozmawiałyśmy".Jak się z nią spotkam to się doinformuję.A jak
    się okaże że pęknięcie nie poszło po bliźnie to co mi odpiszesz???
    Pierwsze dziecko rodziła w szpitalu x a drugie w szpitalu y (tam
    gdzie ja) i coś mi się zdaje,że lepiej będzie wspominała poród w
    szpitalu x,gdzie ją nacięli.

    > To za to pęknięcie niech podziękuje tej osobie co jej pierwsze
    nacięcie zrobiła
    > -
    > tak się dzieje-pęka się na bliźnie po nacięciu pierwszym -tkanki
    są słabe.

    A skąd masz takie informacje? Czyli jak kobieta PĘKŁA przy pierwszym
    porodzie to przy drugim PĘKNIĘCIE pójdzie po bliźnie?
  • 23.07.10, 20:08
    Nic ci nie odpiszę- powód prosty- nudna jesteś do bólu z tymi swoimi historiami
    o porozrywanych odbytach na lewo i prawo tylko,że ktoś się nie dał naciąć.
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 24.07.10, 10:52
    boo-boo napisała:

    > Nic ci nie odpiszę- powód prosty- nudna jesteś do bólu

    Powód prosty-nie masz żadnej odpowiedzi.
    Wiesz,czasem ktoś musi uświadomić co niektóre dziewczyny że pęknęcie
    może być poważne.Ty pękłaś tylko delkatnie więc wszem i wobec
    rozgłaszasz jak to było wspaniale.I namawiasz inne dziewczy aby
    pisały wręcz oświadczenia,żeby nie nacinali krocza.A potem jadna z
    drugą cie posłucha (wystraszona wizją nacinania a przecież jak sie
    pęknie to tylko delikatnie) a potem sie okaże że pękły i to
    porządnie.Tak jak już któraś dziewczyna napisała (wyżej,lub w innym
    wątku),że jak się trafi na fajną położną to uszanuje PROŚBĘ o
    ochronę krocza.A jak się trafi na zacofaną to albo i tak znajdzie
    powód żeby naciąć albo postara sie żeby rodząca "pięknie" pękła a
    potem powie jej:A nie mówiłam że lepiej naciąć. Tak więc wystarczy
    POPROSIĆ o ochronę krocza i zdać się na położną.
  • 24.07.10, 20:43
    Urodzilam syna 15 miesiecy temu.

    Przygotowalam sie mentalnie na porod bez naciecia. Masowalam krocze olejkiem. Niestety, a moze stety, wyszlo inaczej, niz zaplanowalam.

    Mlody urodzil sie 10 dni po terminie. Byl krotki i pekaty (4020 g, tylko 53 cm, duza glowa, bardzo szeroka klatka piersiowa).

    Przyjechalam do szpitala na codzienne ktg, a tam surprise - polozna sama nie wierzyla, ze mam juz 8 cm rozwarcia. Nic nie czulam :) Myslalam, ze teraz pojdzie lajtowo i najdalej za 2 godziny bedzie po herbacie.

    Niestety syn krzywo wstawil glowe w kanal i nie bylam w stanie go wyprzec. Parlam bezskutecznie jakies 3 godziny w roznych pozycjach (ze tez mi na to pozwolili, zamiast zrobic cc, to inna sprawa). Byla tez oksytocyna i wyciskanie.

    W koncu polozne pobiegly po ordynatora, ktory uzyl kleszczy. Nacieli mnie z "zapasem" az do odbytu. Naciecie bylo wykonane w znieczuleniu, nic nie czulam. Przy porodzie kleszczowym naciecie jest zazwyczaj konieczne, wiec nie mialam tu zbyt wiele do gadania, ale nawet gdyby nie bylo potrzeby uzycia kleszczy, zgodzilabym sie na wszystko, byle tylko ten koszmarny bol sie skonczyl.

    Po porodzie szyli mnie 1,5 godziny, oprocz naciecia strasznie popekalam samoistnie. Szyli na znieczuleniu do ciecia krocza, ktore zaczelo puszczac i niestety zabieg nie nalezal do przyjemnych.

    Szew rozlazl sie tydzien po porodzie. Polozna srodowiskowa kazala lezec w lozku. Nie moglam stac, lezec, chodzic, siedziec moglam tylko na jednym poldupku. Bol minal dopiero po 5(!) tygodniach, a dyskomfort po kilku miesiacach.

    Dodam, ze rodzilam w Niemczech w duzym miescie. To a propos wyciskania dziecka, kleszczy i naciecia.
  • 24.07.10, 23:55
    No ale o co chodzi- my tu wątek mamy o nie nacinaniu bez uzasadnienia.
    Przy porodzie kleszczowym- ZAWSZE nacinają.

    W kązdym razie mam nadzieję,że wszystko już z tobą ok.

    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 25.07.10, 14:20
    Ze mna ok.

    Nie zawsze. Czytalam kiedys watki 2 dziewczyn po kleszczowym, ktorych nie nacieli. Ale to pewnie wyjatek od reguly.
  • 25.07.10, 21:09
    Bardzo dziwne- poród kleszczowy bez nacięcia krocza....
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 27.07.10, 16:56
    też się bałam...i to całą ciążę;/

    ale okazało się że strach ma wielkie oczy;)

    najgorsze było zszywanie no i wgl ruszanie się przez 1 tydzień po porodzie, ale
    dziś ( 3 tyg., po porodzie) to już właściwie nie czuję dolegliwości poza
    swędzeniem. dobę po porodzie zaczełam ćwiczyć Kegla i teraz ćwieczę codziennie
    ile wlezie. każdemu to polecam bo to łagodzi te dolegliwości mimo, że na
    początku jest nieprzyjemnie
  • 30.07.10, 19:26
    O nacinaniu i ochronie krocza było już wiele dyskusji na forum i
    większość argumentów już chyba padła - proszę odszukać stare wątki.
    Moim zdaniem wzięcie ze sobą do szpitala oświadczenia, że nie chce
    się mieć nacicnaego krocza może mieć sens. Wytrąca to bowiem z ręki
    argument (dość często powtarzany w kręgach położniczych), że w ogóle
    nie ma problemu bo kobiety nie protestują. Po drugie warto najpierw
    iść na poródówkę w celu obejrzenia jej i pogadania z położnymi -
    często udaje się w ten sposób wysądować, jaka jest polityka danego
    szpitala w tej sprawie. Bo dość często okazuje się, że położne
    byłyby chętne, żeby spełniać oczekiwania podopiecznych, ale brak
    przyzwolenia "z góry". W takim wypadku karteczka może zdziałać cuda.
    Ale zanim wyciągnie się tę kartkę warto najpierw zorientować się z
    jaką położną przyszło nam rodzić i spokojnie z nią porozmawiać.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • 08.08.10, 23:05
    Wracam w tym wątku na chwilę albowiem urodziłam kilka dni temu mojego drugiego
    synka. I tym razem, jak przy pierwszym porodzie, udało się bez nacięcia. Tym
    razem jednak to bardziej spektakularne osiągnięcie albowiem poród był
    pośladkowy, dziecko 3885g. Rodziłam jednak w pozycji wertykalnej, klęcząc bądź
    kucając. Na sam finał - dwa ostatnie parte, gdy rodziło się dziecko - kucałam
    przodem do lekarza na łóżku porodowym, by ten mógł przytrzymać dziecko i pomóc
    urodzić się główce. Nacięcie nie było potrzebne. Nie ma nawet otarcia. A więc da
    się!
  • 13.08.10, 23:25
    urodziłam 09.08 córeczkę, fakt faktem niedużą, bo 3160 i 52cm. Bez
    nacięcia! Udało się. Ale powiem Wam, że na taka pierdołę, że sie tak
    wyraże, nie zwraca sie uwagi podczas parcia. Mi było wszystko jedno
    w rezultacie, a przeciez sama panicznie bałam sę nacięcia. Jedyne
    co, to mąż w momencie gdy położna wyciągnęła swoj sprzet(nożyczki),
    powiedział, żeby chronić kroczę. Ja się słowem ne odezwałąm.
    Naprawdę było mi wszystko jedno.

    W rezultacie lciutko pekłam przy wardze,założono mi 2 szewki,
    których wogóle nie czułam. bardziej dokuczaja otarcia, bo to piecze
    przy siusianiu.

    Aha. Rodziłam na siedząco :) Miałam ustawiony fotel w pozycji
    takiej, jak siedzi sie na kibelku :)
  • 21.08.10, 15:03
    nie wiem od kogo nasłuchałaś się, że nacięcie jest straszne...
    W moim przypadku, nacięcie to lżejszy ból jak szczypnięcie, szycia krocza prawie
    nie czułam ciesząc się, że poród mam za sobą. Bez nacięcia możesz popękać do
    odbytu, to chyba nacięcie brzmi bardziej optymistycznie.
    Ja gdybym wiedziała jaki czeka mnie poród nie zgodziłabym się na sn... Zero
    nacięć, zero stresu i zero skurczy partych, które u mnie trwały 4 godziny i
    myślałam, że dzięki nim wykituję, delikatnie mówią...
    Pozdrawiam i życzę powodzenia, ja jestem w 14tc i już z lekarzem mam domówione,
    że rodzę ze znieczuleniem jeżeli będzie z tym problem to wskazanie do cesarki
    będzie :)
  • 30.07.15, 12:55
    Może skorzystaj z aniballa. Ćwiczenia rozpoczyna się 3-4 tygodnie przed terminem porodu wystarczy 15 minut.
    Jest wiele pozytywnych opinii ja ma podobne obawy i coraz bardziej zastanawiam się nad kupnem tego cudeńka www.aniball.pl/
  • 31.07.15, 12:28
    Nie polecam. Nie chodzi o to, żeby rozciągnąć krocze w ogóle, tylko żeby rozciągnęło się podczas porodu, a to dwie różne rzeczy. Pozdrawiam😊

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.