Dodaj do ulubionych

Urodziłam choć nie do końca tak jak chciałam

02.06.12, 16:25
Dnia 31 maja o 14:30 na świat przyszedł Julian:) Mój poród nie wyglądał do końca tak jak chciałam ale mimo to a może właśnie dlatego postanowiłam się z Wami nim podzielić. Termin miałam na 27 maja ale nic się wtedy nie działo. 28 maja poszłam na kontrolne badanie ktg które wyszło ok i na badanie po którym krwawiłam, odszedł mi czop i w nocy przez 6 godzin miałam nieregularne skurcze, 29 i 30 też ale po raz kolejny odesłano mnie do domu bo rozwarcie tylko na 1 cm, ktg w porządku i wody zachowane. Wreszcie za radą Pani Kasi 30 maja późnym wieczorem wzięłam długą gorącą kąpiel i skurcze z co 5 min zrobiły się na co 3 min i już raczej bardzo bolesne. O 2 w nocy nie wytrzymałam i mimo iż miałam rodzić w super szpitalu oddalonym o 30 km, postanowiłam że pojedziemy do naszego miejscowego który nie do końca trzyma się wszystkich nowych wytycznych. Miałam wrażenie że urodzę już, teraz, o ironio to było bardzo naiwne, bo urodziłam 12 godzin później;) W szpitalu okazało się że rozwarcie jest na 2 cm....... A ja pomyślałam że to żart, tyle czasu i tylko 2 cm... Do godziny 13:40 rozwarcie powiększyło się do 4 cm i lekarz stwierdził że tak będę rodzić do Bożego Narodzenia i zaproponował oksy, zgodziłam się czym sprzeciwiłam się swoim "wyobrażeniom" porodu bo chciałam urodzić bez żadnych wspomagaczy. I tak przez 30 min z 4 cm przeszłam do pełnego rozwarcia. Krzyczałam tak jak nigdy w życiu, bo te skurcze wręcz mnie rozrywały. W pewnym momencie położna pyta czemu tak krzyczę to mówię że boli (a to niespodzianka;) i chyba czuję parte. Nie mogła uwierzyć ale zbadała i krzyczy TYLKO NIE PRZYJ!!!!!!! Dali mi gaz (w końcu) i zaraz go zabrali bo się naćpałam;) i na 5 min poród się zatrzymał. Parłam na siedząco ale kolana miałam powyżej pupy, prosiłam by pozwolili mi przeć inaczej ale nie słuchali. Spytali czy mogą naciąć ( w nocy kiedy przyszliśmy na porodówkę nie wyraziłam na nacięcie zgody) i zgodziłam się... W takiej chwili zgodziłabym się chyba na wszystko... Kolejna rzecz której bardzo chciałam uniknąć. Julek był bardzo wysoko jednak jak to powiedziała położna miałam "pałera" i wypchnęłam go w 3 -4 skurcze. Niestety zaraz go zabrali, nie czekali aż pępowina przestanie tętnić. Przynieśli gdy lekarz mnie zszył i gdy trochę mnie umyli. Jeszcze w kwestii oksy to uważam że ta paskuda nie pozwala kobiecie godnie urodzić, zanim ją dostałam radziłam sobie ze skurczami, potem już nie. Bardzo krzyczałam, oczywiście stwierdziłam że nie rodzę i idę do domu;) Ze śmiesznych rzeczy to kiedy poczułam parte zarządziłam tonem rodem z Egzorcysty że mają zabrać to świństwo (czyli oksy), kiedy lekarz mnie szył poprosiłam bym znów wyglądała jak osiemnastka, na co on że nie może być inaczej bo aktualny wynajmujący czyli mój ukochany nie dał by mu żyć i wszystko będzie pięknie zacerowane:) Na koniec chciałabym podziękować dziewczynom i Pani Kasi za rady i wsparcie i oczywiście tatusiowi dziecka za to że był ze mną cały czas i wspierał mnie niezależnie od tego jak się zachowywałam. Julian jak przystało na noworodka je, śpi i robi kupki których tatuś jak na razie nie ruszył ale następna będzie specjalne dla niego, już się to syn postara:D
Edytor zaawansowany
  • 02.06.12, 17:16
    To gratulacje!
  • 02.06.12, 19:36
    gratulacje!
    mimo że piszesz, że nie do końca tak chciałaś rodzić, to opis bardzo pozytywny :)
    --
    [url=http://www.szipszop.pl][img]http://www.szipszop.pl/tickers/25686.gif[/img][/url]
    Zuzol
    I Inni
  • 03.06.12, 00:21
    Serdecznie gratuluję! Cieszę się, ze Pani synek już na świecie :)
  • 03.06.12, 04:38
    gratulacje!

    tak na marginesie to cudnie synka nazwalas :) (patrz sygnaturka)
    --
    Antoni 10/05 - Zosia 8/07 - Julek 3/10
  • 03.06.12, 09:43
    no i już po:)
    gratulacje i-miłego macierzyństwa;)jak będziesz miała jakieś pytania-to forum zawsze tu jest;)
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • 10.06.12, 21:21
    a no too faktycznie szpital standardowy ....
    gratuluje ze mimo ze nie bylo lekko dalas rade i urodzilas, a do tego z sila i pozytywna energia
    zdrowka i radosci z bycia z dzidziusiem ...
  • 01.07.12, 00:21
    Gratulacje! Czekałam na Twój opis - choć spodziewałam się relacji z Medeoru! Byliśmy tam wczoraj na USG bioder i przypomniało mi to o Tobie :)
  • 01.07.12, 17:33
    Hej:) tak jak pisałam w nocy gdy zaczęły się skurcze "na poważnie" nie miałam siły jechać do Łodzi i troszkę żałuję ale było minęło. Co do porodu to mam koleżankę która rodziła tam sn i jest bardzo zadowolona, wszystko zgodnie ze standardami i bez pośpieszania, kolejna miała tam cesarkę i też bez zastrzeżeń.
  • 01.07.12, 21:22
    miałam podobnie, to znaczy przy pierwszym porodzie wybierałam między dwoma szpitalami i potem żałowałam wyboru.
  • 01.07.12, 22:16
    Następnym razem :) Tymczasem cieszę się z Tobą z uśmiechniętego dzieciątka!
  • 01.07.12, 00:47
    "Jeszcze w kwestii oksy to uważam że ta paskuda nie pozwala kobiecie godnie urodzić, zanim ją dostałam radziłam sobie ze skurczami, potem już nie."

    Wiem co czujesz, mialam to samo, jakis dziki bol, jakby czlowiekowi wnetrznosci wyrywali i jeszcze sie nad nimi znecali. Czasem sie zastanawiam czy oni czasem nie przesadzaja z dawkami. Jak tak sobie porownalam z innymi wywolywanymi porodami moich kolezanek, to kazda zaczynala rano o 8 rano, i kazda juz do 16.00 byla po porodzie. Jak na komende.

    Ale pomimo tego uwazam, ze "ta paskuda"czasem pomaga urodzic. Nie nalezy zapominac, ze medyczne interwencje byleby nie ponad potrzebe maja pomagac. Trzeba zawsze pamietac, ze wtedy kiedy medycyna nie wkraczala w porody nasze prapraprababki zchodzily z tego swiata jak muchy.
  • 01.07.12, 10:10
    > Trzeba zaw
    > sze pamietac, ze wtedy kiedy medycyna nie wkraczala w porody nasze prapraprabab
    > ki zchodzily z tego swiata jak muchy.

    jasne, połowa kobiet nie przeżywała tego strasznego wydarzenia :D
    ciekawe dlaczego moja ciotka emerytowana już położna tego nie zauważyła? ;)
    jakby padały jak muchy, to by gatunek nie przetrwał ;)
    Mila, przerób na spokojnie swoje traumy z porodu.
    rozumiem, że jeszcze tego nie przeżyłaś do końca, ale na prawdę warto dobierać słowa.
    ja też kiedyś myślałam, że jak rodzić to w najnowocześniejszej klinice, z masą sprzętu, trudno, że bezdusznie, w końcu to tylko poród. z czasem zmieniłam zdanie :)
  • 01.07.12, 16:07
    > > Trzeba zawsze pamietac, ze wtedy kiedy medycyna nie wkraczala w porody nasze prapra
    >> prababki zchodzily z tego swiata jak muchy.
    >
    > jasne, połowa kobiet nie przeżywała tego strasznego wydarzenia :D
    > ciekawe dlaczego moja ciotka emerytowana już położna tego nie zauważyła? ;)

    Bo twoja ciocia nie pamięta czasów prapraprababek naszych , tylko babć co najwyżej ;P
    A nie hichrałabyś się tak, gdybyś tak jak ja, przez ćwierć wieku słuchała od swojej babci, że jej mama i maleńka siostrzyczka umarły przy porodzie...
  • 01.07.12, 18:45
    ależ ja się nie chichram, tylko entuzjastycznie reaguję na kolejne strasznie, jak to poród fizjologiczny jest zagrożeniem dla świata ;)

    moja ciotka pamięta czasy, kiedy dużą część porodów (jeszcze) odbierała w domu. to było częste. i tak jak piszesz, kobiety czasami umierały, dzieci częściej. głównie ze względów higienicznych, panujących chorób itp. umierały też z powodu braku możliwości pomocy przy różnych komplikacjach. tak jak dzisiaj (chociaż na pewno mniej) matek i dzieci umiera, lub ponosi trwałe uszczerbki na zdrowiu z powodu niesłusznych interwencji medycznych.
    i żadna z tych rzeczy nie jest śmieszna. moja ciocia też zmarła zaraz po narodzinach. przyczyny nawet nie znano, jak to kiedyś było normą. obok grobu moich dziadków jest niemal zbiorowy grób dzieci z okresu (nie założę się, ale chyba powojennego), kiedy panowały różne choroby i dzieci często umierały. i nic w tym śmiesznego nie ma.
    po prostu źle mnie zrozumiałaś.
    zgadzam się, że medycyna daje nam dużą szansę, zgadzam się, że często interwencja medyczna ratuje zdrowie i życie matki lub/i dziecka. jestem fanką porodów domowych, ale też rozsądku - nie każda kobieta może i ma chcieć tak rodzić. dla wielu to medycyna daje jedyna szansę na przeżycie i zdrowe dziecko.
    ale na litość, twierdzenie, że kobiety "padały jak muchy", to już lekka przesada.
    nie straszmy kobiet jedną z najnaturalniejszych rzeczy na świecie, nie róbmy im krzywdy wmawiając, że poród to zło konieczne. tylko walczmy o polepszanie warunków, o to, żeby interwencje były ze wskazań, a nie bo taka jest rutyna w danym szpitalu.
    odwracając Twoje stwierdzenie, nie dziwiłabyś się, gdybyś wiedziała, że przez interwencje medyczne prawdopodobnie syn urodził się zsiniały, groziło mu niedotlenienie, skazany został na miesięczny pobyt szpitalu i możliwe, że konsekwencje będzie odczuwał długo ...
  • 01.07.12, 19:31
    Też nie uważam by kiedyś kobiety padały jak muchy, a jeśli już umierały to najczęściej ze względu na niewykrywalność chorób ciążowych czy braku higieny. Co do mojego porodu to nikt nie starał się przyśpieszyć go w inny sposób jak właśnie czopek (bez rezultatu) i w końcu oksy która była podłączona przez 30 min bo wszystko poszło piorunem. Nikt nie wspomniał o masażu brodawek a ja w tym całym procesie sama zupełnie zapomniałam. Zmęczenie zrobiło swoje. Kolejna sprawa to wyciskanie łożyska, dla mnie nie potrzebne bo bardzo nie krwawiłam, zgłosiłam sprzeciw ale też nikt mnie nie słuchał, miało być szybko i już. Na szczęście obyło się bez komplikacji ale samo to że kobieta nie może "zrobić" tego sama jest okropne. Największą zmorą i moim strachem było nacięcie krocza, i niestety nie uniknęłam tego. Synek urodził się z wagą 3100g i 58 cm więc spokojnie mogłam urodzić go bez nacięcia a jednak się zgodziłam bo mnie spytali (czytaj, wywierali nacisk)... Gdyby tego nie zrobili i oczywiście nie nacieli to nic takiego nie miało by miejsca. Jednak co by nie było mam cudownego synka który przedwczoraj uśmiechnął się do mnie świadomie:)
  • 01.07.12, 21:18
    > i Jednak co by nie było mam cudownego synka który przedwczoraj u
    > śmiechnął się do mnie świadomie:)

    a tak w ogóle gratulacje :)
  • 02.07.12, 00:30
    "Też nie uważam by kiedyś kobiety padały jak muchy, a jeśli już umierały to najc
    > zęściej ze względu na niewykrywalność chorób ciążowych czy braku higieny"

    1. skad wiadomo, ze kobiety umieraly z powodu braku higieny w dobie porodow 'pod strzecha" pod ktora nie bylo nikogo poza rodzaca i "babka"? Zawsze zastanawialy mnie takie kategoryczne opinie odnosnie czegos czego sie nie da juz sprawdzic, bo wtedy nie bylo interwencji medycznych, a zatem zadnych dokumentacji potwierdzajacych przyczyne zgonu. Kolejna teoria z serii "widzimisie".
    2. czy niwykryte choroby ciazowe skutkujace smiertelnymi powiklaniami w czasie porodu juz nie zaliczaja sie do kategorii 'smierc podczas porodu"?
  • 02.07.12, 07:26

    > 1. skad wiadomo, ze kobiety umieraly z powodu braku higieny w dobie porodow 'po
    > d strzecha" pod ktora nie bylo nikogo poza rodzaca i "babka"?

    Ano stąd, że miały gorączkę połogową, czyli umierały z powodu zakażenia, żadna filozofia by to stwierdzić.
    Drugą w kolejności przyczyną były krwotoki, które obecnie w Polsce są na pierwszym miejscu jeśli chodzi o przyczynę zgonu rodzącej.
  • 02.07.12, 09:54
    Faktycznie jest taka obiegowa opinia, nie bede sie spierac, bo po pierwsze brak mi wiedzy a po drugie z faktu, ze wowczas stan higieny pozostawal wiele do zyczenia mozna rzeczywiscie nawet bez dowodow wnioskowac, ze to goraczka pologowa powodowala sporo zgonow.

    Juz pomine fakt, ze goracza pologowa pojawia sie i dzis pomimo dobrej higieny, tyle, ze dzis medycyna sobie z nia radzi a wtedy bylo naturalnie.

    Gdyby tkanki krocza po porodzie nie byly paranione, rozdarte (dzis czesciej przeciete) a tym samym otwarte na dzialanie drobnoustrojow to brak higieny nie wywolalby goraczki porodowej. Duzo trudniej zarazic zdrowa(a jedynie troche obolala, ale cala) tkanke. Czyli jednak te gloryfikowane pod niebiosa porody spod strzechy nie byly takie doskonale jak to sie dzis mowi ladnie "z ochrona krocza" "zgodnie z natura".
    I zeby nie bylo, nei wyrazam sie negatywnie o "ochronie krocza", bo sama najbardziej sie nacierpialam w wyniku tego, ze nie zostalo ochronione.
    Dziwi mnie tylko tak bezkrytyczne dazenie do porodow takich jakie mialy nasze babki, bo jak widac nie byly to az tak doskonale porody, ranily i rozrywaly krocza, ktore bez antyseptyki latwo ulegaly zakazeniu.

    A co do krwotokow, to fakt, ze wtedy byly druga przyczyna smeirtelnosci okoloporowej a dzis sa pierwsza moze i mialoby znaczenie, gdyby smiertelnosc porodowa wowczas chocby w minimalnym ulamku procenta mozna bylo porownac do owczesnej.
  • 02.07.12, 10:58
    jejku, Mila, a któż gloryfikuje porody spod strzechy? kto twierdzi, że tak było lepiej?

    nawet położna jadąca do porodu domowego: kwalifikuje tylko fizjologiczne ciąże, jest przygotowana na t, że może być konieczny transfer do szpitala, jest przygotowana w podstawowym zakresie do pomocy, także farmakologicznej.

    o porodzie z szacunkiem do rodzącej, szansą na poród fizjologiczny w szpitalu, z całym zapleczem medyczno-farmakologicznym, w szpitalu, nie wspomnę.

    nad interpretujesz czyjeś wypowiedzi. stosujesz bardzo ostre słowa nijak mające się do rzeczywistości (gdyby kobiety taka padały, nie przetrwałby gatunek, nie mówiąc o takiej ekspansji świata ;)) i stosujesz podejście czarno-białe. a przecież jest pomiędzy masa możliwości.
    ja miałam cukrzycę ciążową, położna nie zgodziła się na poród w domu, ze względu podwyższone prawdopodobieństwo komplikacji u mnie i u dziecka. bardzo żałowałam, ale nikt rozsądny nie ryzykuje zdrowia i życia dla idei. i wiem, że położna podjęła najlepszą decyzję, na jaką wskazywały warunki, mimo, że urodziłam przypadkiem w domu sama i jedyne co było okropne i traumatyczne w tym porodzie to trafienie do szpitala z bezdusznymi rutynami i próbą zmuszenia mnie szantażem do interwencji medycznych dla zasady.

    mi chodzi tylko o to, żeby nie robić z ciąży i porodu rzeczy niebezpiecznych, patologicznych i strasznych.
    budowaniem lęku w kobietach nie ułatwi im ani tych kilku miesięcy, ani kilku/kilkunastu godzin. ułatwi im kompetentny personel, korzystający z dobrodziejstw medycyny z głową i w celu prawdziwej ochrony zdrowia i życia.

    a dla rozładowania emocji proponuję obejrzeć Monty Pythona bodajże i filmik o medykalizacji porodu. przerysowany rzecz jasna, ale świetnie oddający temat.
  • 02.07.12, 11:50
    mam nadzieję, że się nie pogniewasz, że w Twoim wątku ;)

    www.youtube.com/watch?v=Im4SegIyq64
  • 02.07.12, 17:05
    Nie gniewam się z z przyjemnością śledzę waszą rozmowę. Swoją drogą Klaci z chęcią przeczytałabym jak toczył się Twój poród. Pozdrawiam:)
  • 02.07.12, 22:36
    zależy o który pytasz?
    bo drugi opisałam tu na forum, mogę znaleźć w archiwum ;) drugi to ten "lepszy"
  • 03.07.12, 08:06
    Myślałam o tym porodzie gdzie urodziłaś sama, wspomniałaś o nim wcześniej na tym wątku:)
  • 03.07.12, 10:20
    proszę :)
    forum.gazeta.pl/forum/w,548,130900826,130900826,i_moj_porod_.html
  • 02.07.12, 14:41
    Zapomniałaś, że tak na prawdę największą raną po porodzie jest miejsce po łożysku a nie pęknięte/nacięte krocze. To właśnie infekcje toczące się wewnątrz macicy są najgroźniejsze.

    Nigdzie nie spotkałam się z gloryfikacją porodów "spod strzechy" a jedynie z szacunkiem dla mądrości natury. I nikt normalny nie umniejsza postępu medycyny i roli jaką odgrywa w ratowaniu życia ludzkiego. Choć statystycznie największe zasługi w zmniejszeniu umieralności okołoporodowej ma wzrost higieny właśnie.
  • 03.07.12, 09:27
    Miacasa, wierzyc sobie mozesz na szczescie we wszystko na co masz ochote.
    Nie sadze tez zeby fakty (a nie prywatne teoryjki) Cie przekonaly, nie mniej warto je znac. Wspolczesne udokumentowanye fakty, a nie historyjki sprzed lat.

    W Holandii (moze wiesz, moze nie) opieka porodowa jest unikalna, kobiety wciaz chetnie rodza w domu (obecnie niecale 30%) choc liczba ta systematycznie od paru lat spada (glownie ze wzgledu na informacje o jednym, z najwyzszych wskaznikow smierci okoloporodowej dzieci w EU). Bardzo sa zreszta do tego zachecane, bo to jest oczywiscie nieporownywalnie tansze niz porody szpitalne.
    Rodzic w domu oficjalnie moga oczywiscie "wyselekcjonowane" kobiety tj. zdrowe ze zdrowymi ciazami. Pomimo to prawie 3/4 sposrod rodzacych w domu pierwszy raz podczas porodu laduje w szpitalu.
    Zapewniam Cie, ze nie z powodu higieny.
    30 % sposrod rodzacych rodzi w domu, a jeszcze grubo przeszlo polowa z nich podczas pierwszego porodu laduje w szpitalu. To ile kobiet (pierwiastek) tak na prawde jest w stanie urodzic w domu bez mniejszej lub wiekszej pomocy medycznej - 15%?. I to w kraju w ktorym naprawde nie robia nic jak chodzi o medykalizacje porodow nad to co jest absolutnie niezbedne.
    Fakty sa jednoznaczne.
    Zapewniam Cie, ze nie z powodu braku higieny laduja ostatecznie w szpitalu.
    Zapene zaraz sie dowiem, ze kiedys to bylo inaczej, lepiej, takze pozwole sobie juz wiece nie czytac tych dywagacji. Niech kazdy wierzy w co chce, jeden w fakty, drugi w mity.
    Pozdrawiam
  • 03.07.12, 10:35
    zeby moje dane nie przerodzily sie w dyskusje o wyzszosci porodow domowych nad szpitalnymi i odwrotnie.
    Chodzilo mi tylko i wylacznie o uswiadomienie liczby kobiet, ktora jest tak na prawde w stanie , rodzac po raz pierwszy, urodzic bez komplikacji, uszczerbku na zdrowiu a nawet zyciu bez interwencji medycznej. To zaledwie liczba 10 max. 15 %.
  • 03.07.12, 22:29
    O systemie położniczym w Holandii tylko czytałam, wiem, że Ty tam rodziłaś. Też natknęłam się na te informacje o śmiertelności niemowląt. Bardzo mnie zaciekawiło jak kobiety ciężarne odnoszą się do tych informacji (jeśli możesz napisać)? W artykule spotkałam się tylko z hipotezą związaną z niedoszacowaniem ciąż ryzyka i kwalifikowaniem do porodu domowego kobiet, które w domu rodzić nie powinny.
    Źle zrozumiałaś moją wypowiedź odnośnie tej higieny. Miałam na myśli dane historyczne podawane słuchaczkom położnictwa na wykładach nt historii położnictwa w Polsce (tak, są takowe dane).

    > Chodzilo mi tylko i wylacznie o uswiadomienie liczby kobiet, ktora jest tak na
    > prawde w stanie , rodzac po raz pierwszy, urodzic bez komplikacji, uszczerbku
    > na zdrowiu a nawet zyciu bez interwencji medycznej. To zaledwie liczba 10 max.
    > 15 %.

    Myślę, że wiele osób, w tym sami lekarze mocno demonizują poród. Mój nauczyciel anatomii sam urodził się w domu, podobnie jak jego pięciu braci (nie w Polsce) ale swojej żonie ledwie pozwolił na poród sn w szpitalu ("dla bezpieczeństwa" wolałby cc ale żona zdecydowała o sn). Uważam, że wszyscy uczestnicy porodu powinni pamiętać o zasadzie złotego środka. Nie mam w sobie odwagi by rodzić w domu ale znam osoby, które tego doświadczyły i nie każda z tych osób zakończyła poród w domu, były też transfery do szpitala. Tak bywa i już.
  • 04.07.12, 00:02
    Oczywiscie, ze moge napisac, chetnie napisze. To sa konkretne miedzynarodowe dane, ktorych rzad nie jest w stanie schowac pod dywan, i ktore to informacje oczywiscie wzbudzaja silny niepokoj u generalnie spokojnych, potrafiacych sie cieszyc ciaza Holenderek.
    System jest oparty na porodach domowych i jest swietnie zorganizowany, a poniewaz porod domowy jest parokrotnie tanszy niz szpitalny to rzad nigdy oficjalnie nie przyzna jaki jest powod tej smiertelnosci. Oficjalnie zaprzecza jakoby porody domowe byly przyczyna. Podaje, ze to ... kobiety sa winne, bo sa za stare, i za chore. Oczywiscie wiek zachodzenia w ciaze przedluzyl sie w kazdym zachodnim kraju, a nie odbilo sie to tak na smiertelnosci noworodkow jak w Holandii.
    Generalnie rzad mowi swoje a ludzie wiedza swoje. Zreszta miejscowy Uniwerstytet w Utrechcie przeprowadzil szokujace swoimi wynikami badania, z ktorych wynikalo, ze najwieksza smiertelnosc noworodkow zanotowano wlasnie w porodach domowych wsrod kobiet zdrowych z niezagrozonych ciaz i bylo to znacznie wiecej niz wsrod ciaz zagrozonych pozostajacych pod opieka lekarza (w Holandii ciaze prowdzi polozna). Te badania byly przelomem. Zaczela wtedy widocznie spadac liczba chetnych na dobrowolny porod domowy i to pomimo ,ze porod szpitalny bez medycznych wskazan byl czesciowo odplatny.
    Po pierwsze rozmawiam z dziewczynami tutaj, ale tez czytywalam holenderskie fora internetowe, ktore wrzaly. Oskarzano polozne, pisano o "mafii poloznych", ktore na sile trzymja kobiety u siebie aby tylko nie wyslac je do lekarza i nei stracic klientki.
    Moje zdanie odnosnie przyczyn jest podobne jak w tym artykule, ktory czytalas, uwazam, ze zbyt pochopnie kwalifikowalo sie kobiety do porodu domowego. W Holandiii do ginekologa chodzi sie wtedy kiedy jest problem, nei ma czegos takiego jak wizyta profilaktyczna, do ktorej Polki sa stale zachecane. Efektem tego, jest fakt, ze kobieta moze nigdy przez cale swoje zycie ginekologa na oczy nie widziec. Podczas ciazy panie polozne przeciez tez nie badaja, zmierza cisnienie, posluchaja serduszka i wszystko gra. A w sroku moze byc bomba zegarowa, ktora nigdy nei miala okazji sie ujawnic i tragedia gotowa. Zreszta ja jestem mysle dobrym przykladem na takie luzackie podejscie do sprawy. Ja mialam 37 lat kiedy zaszlam w swoja pierwsza ciaze i astme. Bylam w szoku gdy powiedziano mi, ze nie kwalifikuje sie do porodu szpitalnego. Uznalam, ze to jest jakas gigantyczna nieodpowiedzialnosc. Teraz gdy ktos mi mowi, ze przyczyna smiertelnsoci noworodkow z Holandii sa stare kobiety, to pytam, jesli tak, to czemu te stare kobiety nie sa kwalifikowane do porodow szpitalnych szczegolnej troski, skoro one sa przyczyna tych problemow.

    Ok ok, nie kloce sie, nie mam wiedzy na ten temat. Z higiena nie bylo dobrze i to na bank byl problem smiertelnosci, ale mysle , ze wtorowaly mu tez komplikacji porodowe.

    W Polsce pewnie demonizuja porody domowe, bo tu jest problem z nadmierna medykalizaja. Ale wlasnie przykladem Holandii chcialam uswiadomic (co ja tez dopiero uswiadomilam sobie podczas dyskucji z Toba), ze tak na prawde bardzo niewielki procent kobiet jest w stanie urodzic calkowicie fizjologicznie. Skoro tak wiela liczba kobiet musi w koncu wyladowac w szpitalu w kraju w ktorym bardzo niechetnie do tego szpitala zawoza to dla mne smutny dowod na to, ze wowczas nie bylo inaczej. Porody sie w takim samym stopniu komplikowaly, tyle ,ze wowczass nie bylo gdzie zawodzic poloznic. Takze sprawa chyba nie wyglada tak czarno-bialo, higiena, zakazenia tak, ale skomplikowane porody dawaly temu znakomita pozywke. Mysle po prostu ze na te tragedie (np. moj tesc stracil matke, moja tesciowa kuzynke) zlozylo sie wiele czynnikow.
  • 05.07.12, 10:28
    Milamala, podaj źródło swoich danych, ciekawi mnie to, co piszesz. Skąd wzięłaś 10-15%?
    --
    Mamo_sapiens
    [url=http://lilypie.com][img]http://lpmm.lilypie.com/AQh9p2.png[/img][/url]
  • 03.07.12, 15:06
    a Ciebie fakty są w stanie przekonać?

    obejrzyj sobie "Porodowy biznes". USA, jeden z najbogatszych krajów, porody bardzo zmedykalizowane, bardziej niż w Europie, a po krajach trzeciego świata mają jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności matek i dzieci.
  • 03.07.12, 19:09
    Sorry, ale musze to powiedziec, jak juz nie mozesz zyc beze mnie, jak juz musisz do wszsytkiego co powiem wtracic swoje trzy grosze, to rob to u licha w temacie. Czytaj ze zrozumieniem jesli chcesz sensownie cos dodac.
    Co ma piernik do wiatraka, system poloznictwa w Holandii do systemu w USA. Ja mowie o zdrowym systemie, z ktorego mozna wyciagnac jakies wnioski a ty mowisz o czym wlasciwie. Lepiej nie odpowiadaj, na prawde nie musze wiedziec.
  • 03.07.12, 20:35
    jeżeli drażnią Cię moje posty, to po protu je wygaś, ewentualnie odpuść sobie co chwila nowe zaczepne odpowiedzi (nie w stosunku do mnie, bo tych faktycznie unikasz). ale nie możesz ode mnie oczekiwać, że nie będę kontrargumentowała. dyskusja i forum nie polega na tym, że Milamala ma rację i nie wolno z tym dyskutować.
  • 02.07.12, 16:33
    pozwolę sobie jeszcze dopisać - ja mam przeciwne wrażenie, że Ty bezkrytycznie podchodzisz do medykalizacji, traktując ją jako 8 cud świata
  • 02.07.12, 00:06
    No to pardon nie zrozumiałyśmy się. I żeby było jasne ja też jestem za tzw. zrowym rozsądkiem ;) Szykowałam się do porodu w domu, skończyło się, szpitalem, oksy, bo po odejściu wód nie było skurczów i cc z powodu odwróconego mechanizmu porodowego. Fanką porodów domowych jednak nadal pozostałam - dla tych co chcą i nie mają przeciwskazań :)
  • 02.07.12, 11:02
    bo ja już będąc po lekturze innego wątku z Milą, zareagowałam podwyższonym ciśnieniem ;), bo ujawniło się widocznie w poście ;)
  • 02.07.12, 11:05
    co ujawniło - miało być
  • 05.07.12, 10:30
    A czy wtedy można było już w ciązy wykryć wady dziecka podczas USG? Czy kobiety były pod opieką specjalistów w czasie ciąży? Czy badały się regularnie? Czy miały wiedzę o chorobach, które mogły złapać przed lub w trakcie ciąży?
    Nie wolno patrzeć na to tylko przez pryzmat porodu, bo to opieka i - nazwijmy to - styl życia W CIĄŻY w dużej mierze miały wpływ na umieralność.


    Autorce wątku serdecznie gratuluję!:)
    --
    Mamo_sapiens
    [url=http://lilypie.com][img]http://lpmm.lilypie.com/AQh9p2.png[/img][/url]
  • 05.07.12, 10:38
    Ah ...
    no wlasnie, nic dodac nic ujac, medycyna w takiej konstrukcji porodu jaka zapodala matka natura niestety czesto juz na etapie ciazy musi wkraczac (USG, opieka specjalistow, badania - tego matka natura przeciez nie przewidywala w planie porodu).
  • 05.07.12, 11:10
    Ale ja na to nie patrzę w ten sposób, medycyna nie MUSI wkraczać:) Jak jest, to ok, ma służyć dobru kobiety i dziecka. Ale w obecnych czasach trochę przestrzela - zamiast wkraczać tam, gdzie musi, wkracza wszędzie, często sama powodując problemy, które potem wspaniałomyślnie leczy (jak np. liczne przypadki podania oksytocyny w sytuacji, gdy nic złego się nie dzieje, a jedynie lekarz chce podkręcić taśmociąg, a która to interwencja nakręca kolejne). Przykładów mnóstwo zna każda z nas, która urodziła dziecko w szpitalu...
    --
    Mamo_sapiens
    [url=http://lilypie.com][img]http://lpmm.lilypie.com/AQh9p2.png[/img][/url]
  • 02.07.12, 13:38
    Nie komentuje Twoich wypowiedzi, jeszcze raz prosze o to samo. Nie mamy z soba wiele wspolnego a ja nie zamierzam sie z Toba spierac. I to wszystko co mam Ci do powiedzenia.
  • 02.07.12, 15:41
    Mila, to jest forum otwarte, a nie Twoje prywatne, więc póki Cię nie obrażam, mam prawo wyrażać niezgodę z tym co piszesz. Ty nie komentujesz, ok. szkoda tylko, że nie odpowiedziałaś na rzeczowe pytanie.
  • 03.07.12, 11:21
    Gratuluję :) a poród nie był taki zły. Ja miałam ułożenie potylicowe tylne wierzchołkowe dziecka, o czym dowiedziałam się pod koniec 20 -godzinnego porodu. Bóle przy tym ułożeniu są dużo silniejsze, niż normalnie, krzyżowe, rozwarcie zatrzymane na 8 cm, znieczulenie tylko w postaci Dolarganu, choć to ułożenie jest wskazaniem do ZZO. Podali mi oksytocynę, która wyobraź sobie - nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia, bóle były tak kosmiczne już wcześniej, że było mi wszystko jedno. Skończyło się cc. Nie każdy poród przebiega tak, jak się zaplanowało, ale grunt, że mama i dziecko zdrowi!
    --
    synek Krzyś (ur. 13.04.2010 r.)
  • 03.07.12, 15:10
    ja do dzisiaj się zastanawiam jak to było u mnie. bo w I porodzie brak innych wskazujących (no może poza 2 - godzinnym parciem) na to rzeczy, ale dziecko miało właśnie główkę taką, że było ewidentnie widać, że nie wszedł dobrze w kanał. przy drugim porodzie łożysko na przedniej ścianie, potworny ból krzyżowy, ale poród szybki i główka kształtna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.