Dodaj do ulubionych

Mój poród wcale nie był dobry

16.12.12, 22:00
Witam,
muszę to napisać, bo cały czas mnie to męczy. Mój poród wcale nie był dobry.
To moja 4 ciąża i 2 poród.
Od początku wyobrażałam sobie/wizualizowałam, że będzie dobrze. Że dziecko przyjdzie na świat o czasie, że wszystko potrwa szybko, że będę mu pomagać wyjść na świat i takie tam.
Tymczasem trafiłam do szpitala 3 tyg przed czasem z powodu domniemanego sączenia się wód, co zostało wykluczone już na IP, ale mnie zatrzymano. Następnego dnia na USG okazało się że mały wazy ok 3600, a że była cukrzyca ciężarnych zdecydowano się wywołać poród.
próba oxy była negatywna, kolejnego dnia założono mi balonik, 3 dnia indukowano poród.
balonik nie za wiele zmienił, poród zaczął się od przebicia pęcherza (i tu zdałam sobie sprawę, że już nie dam rady uciec, ani zmienić zdania), podłączenia oxy. Cały czas lekarka mówiła tylko, że dziecko ma "głowę w chmurach" i nic z tego nie będzie. Co było cholernie motywujące. Nic się nie zmieniało, nic nie pomagało, skakałam na piłce, chodziłam i nic. Słyszałam też, że macica nie pracuje i jadę jedynie na oxy.
W końcu kiedy skórcze płynnie przechodziły jeden w drugi podano mi zzo, ale o zgrozo zrobiła się jakaś łata (a przynajmniej tak to nazwał anestezjolog) i znieczulenie zadziałało jedynie na prawa stronę ciała. Po lewej czułam wszystko nadal. Ponieważ czułam się już bardzo źle dostałam dodatkowe kroplówki i tlen.
Wtedy podjęto decyzję żeby robić cesarkę. Ja się tylko zastanawiałam jak mnie chcą znieczulić skoro to nie działa w 100%?
Kiedy lekarze i położne się zastanawiały skurcze były już tak duże, że poprosiłam o odłączenie oxytocyny, która ich zdaniem i tak nie działała. I wtedy stał się cud - mój syn się urodził. Czym zaskoczył wszystkich obecnych: mojego męża, 2 lekarzy, 2 położne i 5 studentów. Wstawił się i niemal wyskoczył.
Zastanawiam się czy to wywołanie było konieczne? Czy to musiało tak wyglądać?
Nie mogę przestać o tym myśleć i wspominam to jako koszmar.
Jaki jest sens wywoływanie porodu kiedy dziecko nie jest na to gotowe?
Po porodzie maluch został oceniony jako wcześniak.
Jedyne co mnie zaskoczyło to położna, która przeprosiła za to, że musi mnie nacinać. Ponieważ nie chciała tego robić, ale ja już nie miałam siły współpracować. Inna sprawa, że razem ze mną parło tych kilka osób i każdy mówił mi, że dam radę. W sumie teraz brzmi to śmiesznie, ale wtedy było straszne.
Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, ale teraz kiedy pomyślę o tym wszystkim odczuwam jedynie panikę. Gigantyczną panikę. Zapewne to wszystko kiedyś minie, a przynajmniej moje wspomnienia nieco zbledną, ale teraz musiałam to napisać. Ponieważ nie rozumiem po co ty było. Po co był cały ten pośpiech skoro wszystko było w normie? Na moje pytanie czy to konieczne usłyszałam: "proszę nam zaufać". Pytanie, czy słusznie?
--
[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
Edytor zaawansowany
  • princesswhitewolf 16.12.12, 23:38
    3 tyg przed czasem

    Ciaza trwa 40 tygodni. 3 tyg przed czasem to 37 tydzien.
    Od 37 tygodnia nie kwalifikuje sie noworodek na wczesniaka bo 37-41 tydzien to jak najbardziej o czasie.

    czy tez 34 tydzien to byl czyli 3 tyg przed 37 tyg kiedy nie byloby to juz zadne wczesniactwo???

    I wtedy stał s
    > ię cud - mój syn się urodził. Czym zaskoczył wszystkich obecnych: mojego męża,
    > 2 lekarzy, 2 położne i 5 studentów. Wstawił się i niemal wyskoczył.


    i dlaczego porod okreslasz jako "cale nie byl dobry"?

    Masz zdrowego dzidziusia.

    > Zastanawiam się czy to wywołanie było konieczne? Czy to musiało tak wyglądać?
    > Nie mogę przestać o tym myśleć i wspominam to jako koszmar


    koszmar to bylby gdyby sie nie zakonczylo to zdrowiem dla ciebie i dziecka...

    a że była cukrzyca ciężarnych zdecyd
    > owano się wywołać poród.


    tu masz odpowiedz dlaczego porod nie potoczyl sie naturalnie... Cukrzyca ciazowa wiele zmienia w gospodarce hormonalnej w ciazy
  • melancho_lia 17.12.12, 07:22
    > 3 tyg przed czasem
    >
    > Ciaza trwa 40 tygodni. 3 tyg przed czasem to 37 tydzien.
    > Od 37 tygodnia nie kwalifikuje sie noworodek na wczesniaka bo 37-41 tydzien to
    > jak najbardziej o czasie.
    >
    > czy tez 34 tydzien to byl czyli 3 tyg przed 37 tyg kiedy nie byloby to juz zadn
    > e wczesniactwo???

    Ja urodziłam córkę 40 tc 3 dni (II ciąża). Określono, ze ma "cechy wczesniacze"- lekarka mi wtedy tłumaczyła co to znaczy, teraz już nie pamiętam. Termin porodu wyliczony prawidłowo. Nie miałam cukrzycy, ani innych "chorób" ciązowych.
    Ja rozumiem autorke, że czuje że jej poród nie był dobry. Swój pierwszy tez tak określam, mimo, ze dziecko jest zdrowe. Kazali leżeć, ładowali końskie dawki oxy, masowali szyjkę itp. Nie było wskazań do przyspieszania. Męczyłam się prawie dobę. A myślę że jak by dali spokój, pozwolili na naturalne rozkręcenie akcji to wszystko byłoby lepiej.
  • princesswhitewolf 17.12.12, 08:56
    A myślę że jak by dali spokój, pozwolili na naturalne rozkręcenie akcji to wszystko byłoby lepiej.

    no ja nie wiem... nie wiem czy chcialabym ryzykowac zatrucie ciazowe i inne problemy jakie pojawiaja sie wlasnie w ciazy jaka za dlugo trwala.
  • melancho_lia 17.12.12, 09:34
    po to monitoruje się stan ciązy. U autorki nie było powodów do niepokoju, u mnie też nie. Przyspieszali dla samego przyspieszania.
  • mama.rozy 17.12.12, 09:49
    Magda,współczuję.ja sobie przestałam wizualizowac poród przy trzecim,jak szłam rodzic drugie,płakałam ze strachu.
    ale to mija(pamięta się,ale ból i poczucie niemocy słabną),potem myśli się tylko o dziecku.daj sobie czas,spokój.spróbuj odłożyc rozważania na potem,kiedy hormony trochę ucichną.

    --
    skauci-europy.pl/
  • madziab83 17.12.12, 09:54
    Jeżeli jedynym powodem przyspieszenia porodu, był fakt, iż mały miał 3600 a ty cukrzycę, jak rozumiem opanowaną, to nie rozumiem po co wywoływano poród, mogli Cię zatrzymać w szpitalu i monitorować i w razie problemów podjąć decyzję w wywołaniu bądź cc. Swoją drogą mój synek urodzony w 37t4dc ważył 3805 miał 64cm a ja nie miałam cukrzycy.
    --
    Wiktoria 28.05.2006
    Tymoteusz 12.03.2010
  • princesswhitewolf 17.12.12, 12:02
    Przyspieszali dla samego przyspieszania.

    Slyszalam o tym ale jakos kurcze nie moge uwierzyc ze w Polsce tym lekarzom sie tak bog wie gdzie ciagle spieszy...
  • melancho_lia 17.12.12, 12:03
    To uwierz.
  • rulsanka 17.12.12, 12:34
    Przyspieszali dla samego przyspieszania.

    To nagminne :(
  • magda_bemowwo_park 17.12.12, 12:47
    1. to, że nie stało się nic dziecku ani matce nie oznacza, że poród był dobry, prawda? komplikacje nie są chyba jedynym wyznacznikiem dobrego porodu...
    2. cukrzyca była pod pełną kontrolą, monitorowana stale, maluch podglądany na USG regularnie, KTG regularnie, wszystkie wyniki bardzo dobre
    3. po porodzie maluch został oceniony jako wcześniak i pediatra powiedział, że został wywołany za wcześnie. I jego stan po urodzeniu nie odpowiadał wyliczeniom z OM. Ale oczywiście to można było ocenić po fakcie
    4. Czułam się jakby ktoś mnie umieścił w nieco innej rzeczywistości. Faktycznie zaufałam lekarzom. Mam teraz poważne wątpliwości czy słusznie?
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

    Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
  • justcam 17.12.12, 14:03
    i wcale Ci sie nie dziwie. Decyzja o wywolywaniu tak wczesnie powina byc Ci napewno zdecydowanie lepiej uargumentowana bo jest to powazna ingerencja, a widac nie byla. Z Twojego opisu to nawet wyglada jak by sie im nudzilo nie mieli poloznic na oddziale i naciagneli Ciebie ..... moze tak nie bylo, ale jesli nie to wlasnie widac jak bardzo wazna jest rozmowa i wyjasnienie wszystkiego co sie dzieje i jakie podejmowane sa kroki przez lekarzy dla samopoczucia rodzacej kobiety, a takze i po porodzie - Tego wlasnie powinni teraz nauczac nowych lekarzy i poloznych bo to na nich spoczywa wina tych wszystkich depresji kobiet i ich lekow przez to jak bardzo byly traktowane przedmiotowo..... jak malo zostalo wyjasnione im co i dlaczego robia ... a moze jak by przylozyli sie troche do tych wyjasnien zastanowil by sie lepiej czy napewno kolejna ingerencja jest konieczna....
  • julia56 17.12.12, 21:36
    Magda, przykro mi, Kochana.
    Poukładaj to sobie wszystko teraz w głowie. Sytuacji już nie zmienisz, jedyne, co możesz to zmienić do niej stosunek.
    Sciskam Ciebie i Małego.
    Wiesz, że jeszcze jednak Majówka została Mamą tego samego dnia? :)
    -----------------------------
    freedo-mania.blogspot.com
    terazjestpieknie.blogspot.com
  • magda_bemowwo_park 18.12.12, 20:49
    poważnie? kto jeszcze:)? w sumie to fajnie, że tego samego dnia.
    Bardzo dawno nie byłam na majówkach :)
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

    Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
  • klarci 18.12.12, 16:19
    Magda, po pierwszym porodzie miałam podobne odczucia. do tego doszły inne problemy i z pierwszym i z drugim dzieckiem.
    warto to przerobić, żeby nie gnębiło Cię to.
    i niestety z perspektywy czasu - rada, najbardziej wkurzająca, kiedy emocje jeszcze są żywe, próbuj wyciągnąć wnioski na przyszłość i zapomnieć o tym co złe i cieszyć się dzieckiem - dać mu najwięcej ile teraz jesteś w stanie :) miłość i troska lepiej nawet niż najlepsze mleko odbudują w nim to co stracił :)
  • klarci 18.12.12, 16:04
    z tego co zrozumiałam dziecko przez lekarzy zostało określone jako posiadające cechy wcześniacze
  • katarzynaoles 17.12.12, 14:44
    Przykro mi bardzo, naprawdę. Myślę, że mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, co właściwie się stało. Niewątpliwie to, jak przeżyłą Pani poród ma związek z przedwczesną prowokacją. Z opisu sytuacji wynika, że nie było żadnych objawów gotowości porodowej u Pani (co dało się stwierdzić przed porodem) i u dziecka także - co okazało się potem. Brak reakcji na oksytocynę, nieskuteczność balonika i dziecko niewstawione do kanału rodnego to jasne dowody na to, że to nie był wasz czas. Stąd ta mozolna droga przez poród. Przebicie pęcherza płodowego w takich okolicznościch to rzut na taśmę - od tego nie ma już odwrotu - no i zaczyna cykać zegar, bo u nas uznaje się, że poród powinien się skończyć do 24h. To bzdura, z odpowiednim zabezpieczeniem można czekać dużo dłużej, a dowodem na to są ciąże wcześniacze po odejściu płynu owodniowego utrzymywane przez kilka tygodni. Wahania tętna synka wynikały najprawdopodoniej z jego zmęczenia, być może spotęgowała to jego niedojrzałość. Teraz o tym, czemu do tego doszło. Otóż mam głębokie przekonanie, ze znaczenia miały tu Pani dwa położnicze niepowodzenia i cukrzyca w tej ciąży. Zaleca się kończenie ciąż z cukrzycą wcześniej - i niewielu lekarzy będzie brało pod uwagę to, że wszytko jest pod kontrolą. Po prostu cukrzyca=wcześniejszy poród. To trochę rutyna, trochę lęk przed ewentualnymi oskarżeniami. Poza tym leżała Pani na oddziale. Łatwiej jest rozwiązać ciążę (jakkolwiek) i wypisać kobietę do domu niż monitorować ją nie wiadomo jak długo, albo wypisać przed porodem w takiej nie całkiem jasnej sytuacji. No i zasadnicza kwestia: lekarzom zależało, żeby tym razem wszystko skończyło się dobrze - tyle tylko, że to "dobrze" można różnie rozumieć. Dla większości lekarzy - i nie tylko - oznacza to, że fizycznie matka i dziecko mają mieć się dobrze. Wszystko inne to fanaberie. Oczywiście nikt rozsądny nie przedłoży komfortu psychicznego ponad zdrowie dziecka, ale też nie podejmuje się działań, żeby ten dobrostan zapewnić, nawet, jeśli jest to możliwe. Dlaczego? Ano, nie uznaje się go za samodzielną wartość, ale za dodatek, wisienkę na torcie. Dodatkową okolicznością jest to, że nasza medycyna nie traktuje człowieka jako całości. To znaczy w teorii czasem tak, ale w praktyce położnik, któy był przy Pani porodzie uzna go za pełny sukces "bo dziecko zdrowe" i nie będzie się zastanawiał nad Pani stanem emocjonalnym, jego wpływem na Pani zdrowie, bo z tym to się idzie do psychologa czy psychiatry. Pisze o tym tak rozlegle, bo mam bardzo mieszane uczucia w podobnych przypadkach: z jednej strony wiem, że Pani trauma spowodowana jest postępowaniem w szpitalu (między innymi brakami w komunikacji), z drugiej strony wiem, jak to wygląda od strony lekarzy, którzy, założę się, mają głębokie przekonanie o słuszności swojego postępowania.
    Ma Pani za sobą trudny poród, jest Pani jeszcze w okresie stabilizacji hormonalnej, co też nie jest bez znaczenia. Jestem pewna, że czas przyniesie Pani ulgę, a być może będzie trzeba jeszcze z kimś przegadać wszystko. Życzę, żeby mogła się Pani bez przeszkód cieszyć swoim macierzyństem :)
  • klarci 17.12.12, 17:35
    niestety wygląda to na niepotrzebnie wywoływany poród.
    rozumiem 4600, ale 3600?
    dziwne jest to wszystko :(
    sprawia wrażenie, jakby wywoływali, bo tak im się zachciało :/

    co do przyspieszenia po odłączeniu oksy - słyszałam o tym. podobno niewiele położnych zna ten 'myk', miałaś więc intuicję :)

    szkoda, ze tak się to potoczyło, ale marzeń o dużej rodzinie bym nie przekreślała. raczej przekreśliła szpital i w przyszłości wybrała lepszy, najlepiej z własną położną :)
  • asia.xyz 17.12.12, 20:54
    To wywolywanie to sytuacja nieidealna i sama bym przez to przechodzic nie chciala ale popatrz na to moze i innej perspektywy. Czasam zdazaja sie rozne nieszczescia np. jak smierc dziecka w lonie matki w ostatnich dniach przed terminem (osobiscie znam dwa przypadki na 1 dzien przed terminem). Te dziewczyny gdyby ktos sie uparl im wywolywac na 3 tyg przed terminem byly teraz szczesliwymi mamami. Ciesz sie dziedciatkiem. Choc rozumiem twoje niezadowolenie.
  • milamala 17.12.12, 22:30
    Pani Kasia wyjasnila, ze takie sa zalecenia, cukrzyca-wczesniejszy porod.
    A skoro takie sa zalecenia, to chyba one z czegos wynikaja.
    Alejak zwykle niektore forumowiczki sa madrzejsze i posiadaja znacznie wiecej wiedzy medyczcnej niz ci lekarze, ktorzy by tylk owywolywali i wywolywali.

    Wspolczuje , ze porod nie byl tym wymarzonym. Z doswidczenia osobistego wiem, ze doswiadczony anestezjolog potrafi poradzic sobie z ''latami". Ja bylam dw razy naklowana z tego powodu.
    Mnie tez nie usmiechalo sie wywolywanie (ktorym sie tez ustawicznie na forum straszy), ze czlowiek idzie na wywolanie i zamiast probowac sie rozluznic to sie juz na zapas boi. Ale u mnie porod byl gotowy, dziecko bylo w kanale juz tydzien przed odejsciem wod. Po odejsciu czekano 3 dni , ale sie nie doczekano.
    Takie sa zasady: czeka sie 73 godziny. Tez mozna sie zloscic dlaczego 3 dni, bo przciez mozna monitorowac itp. Ale takie sa zasady, i one chyba skads sa. Nie po to aby znecac sie nad poloznicami.
    Tego rodzaju zasady (ktorymi kierowali sie lekarze w twoim przypadku) zostaly ustalone dla dobra poloznic i noworodkow. Nawet jesli sie to komus nie podoba.
  • katarzynaoles 18.12.12, 00:07
    Nie podzielam takiego punktu widzenia a przez powołanie się na moją wypowiedź czuję się wywołana do odpowiedzi. Myślę, że procedury i zalecenia to ważna rzecz, ale traktowałabym je jedynie jako punkt odniesienia a nie jako coś nieodwołalnego. Medycyna to sztuka i nie może opierać się jedynie na obliczeniach statystycznych. To, co jest słusznym postępowaniem u większości wcale nie musi odnosić się do wszystkich. Myślę, że mamy prawo wymagać od lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, żeby znali zasady i zalecenia ale też - po rozważeniu indywidualnego przypadku - umieli je modyfikować. Tym bardziej, że te zasady są często uznaniowe po prostu. Pani czekała na poród 3 doby po odejściu płynu owodniowego - proszę zaproponować takie postępowanie w którymś z polskich szpitali... A wyniki badań niby dla wszystkich znaczą to samo. W opisywanym przypadku zalecenia, rutynowe przekonania, brak empatii i, powszechnie teraz obecny, lęk przed roszczeniami prawnymi okazały się silniejsze niż indywidualne podejście do pacjentki i spokojna ocena sytuacji położniczej. U nas ciągle znacznie łatwiej pociągnąć kogoś do odpowiedzialności za "brak działań" niż za ich podejmowanie. To bardzo silny motywator. Dlatego masowo leczy się ciąże i porody, choćby tego nie wymagały. A "dobro położnic i noworodków" jest bardzo pojemnym pojęciem i może być bardzo różnie rozumiane - i często nie podejmuje się żadnego dialogu w celu uzgodnienia wspólnego stanowiska, bo jedna ze stron uważa, że z założenia jest "mądrzejsza". Otóż nie zgodzę się Pani opinią, bo uważam, że medycy są w posiadaniu tylko pewnej części tej skomplikowanej układanki. To, co opisała autorka wątku jest tu dobitnym przykładem.
  • milamala 18.12.12, 12:07
    Wszystko sie zgadza. Oczywiscie, ze najlepiej jest gdy lekarze patrza calosciowo na sprawe tj. ogolne zalecenia plus indywidualne spojrzenie na sprawe.
    Oczywiscie, ze tylko rutyna i zasady nie zapewnia wszystkiego czego poloznica i jej dziecko oczekuja.
    ... i moze wlasnie tak bylo w przypadku autorki watku.

    My tego nie wiemy. Skad mamy wiedziec, ze lekarze wlanie nie podjeli decyzji o wczesniejszym porodzie w powodu konkretnych wskazan. Forumowiczka tego nie wie. Byz moze ja informowano, a ona w ferworze porodu i spraw okoloporodowych dzis juz nie pamieta. Byz moze byla informowna niedostatecznie ( i ty bylby blad lekarzy).
    My tego nei wiemy.
    Znamy jej subiektywna relacje. Nie wiem co wiedzieli, widzieli i o czym mysleli lekarze.

    Wezmy np. kwestie naciecia. Forumowiczka zostala nacieta, zadna z nas tego nei lubi a ja osobiscie nawet nienawidze (dochodzilam do siebie po nacieciu 9 miesiecy). Ale na toforumowiczka nie jest zla, bo ja polozna przeprosila, ze musi to zrobic, choc ni chce. Gdyby polozna nic nie powiedziala, nie wyjasnila, po prostu naciela to zapewne forumowiczka napisalaby nam, ze nacieli ja znowu rutynowo. Co w jej przypadku byloby nieprawda. Bo jak wiemy polozna tego nei chciala. Mogla tego nie chciec, i wystarczylo by tylko zeby jej nic nie powiedziala, a juz bylyby podejrzenia o naciecie rutynowe.

    Chodzi o to, ze tak na prawde nie znamy przypadku.
    Forumowiczka opowiedziala swoja wersje, jeszcze pod wplywem hormonow, wiemy jak one dzialaja.
    Pani opisala jakei sa procedury.
    Ale jak bylo na prawde w jej przypadku, wiedza tylko lekarze. Oni sami wiedza najlpiej czym sie kierowali, ile w tym bylo rytuny, ile zasad, ile myslenia o dobru pacjenta (i co to oznacza w ich oczach i na ile sie to pokrywa z wizja pacjenta).
    Zadne z nas tego nie wie, nei widzimy dokumentacji. Tylko mozemy domniemywac, kierujac sie swoimi prywatnymi pogladami , ktore czesto nei maja nic wspolnego z rzeczywistoscia.

    Wiem, ze w Polsce przesadzaja z medykalizacja. Holandia uchodzi zas na kraj w ktorym przesadza sie w druga strone. Mnie to cieszylo, bo ciaza porod w moim mniemniu byl prawidlowy, bylam spokojna, ze wkrocza tylko wtedy kiedy na prawde musza i tego zycze kazdej poloznicy.
  • katarzynaoles 18.12.12, 13:31
    No właśnie absolutnie nie mogę się zgodzić, że tylko lekarze wiedzą, jak było w tym przypadku. To, co wie rodząca jest równie ważne. I nawet gdyby - jak Pani sugeruje - nie wszystko pamiętała, to jednak to, co zrobiła położna jakoś wryło się w pamięć. Przypadek? Nie wierzę. Nawet, gdyby to lekarze mieli 100% racji z, nazwijmy to, medycznego punktu widzenia, to poważnym błędem w sztuce (i jest to poparte przepisami prawa!) jest pozostawienie rodzącej w stanie takiej niewiedzy w czasie porodu i po nim. Dlaczego problem trafił na forum? Warunkiem prawidłowego postępowania jest uzyskanie świadomej zgody pacjenta. O jakiej świadomej zgodzie można mówić, jeśli ten pacjent nie został rzetelnie poinformowany co do sytuacji? W taki sposób, który do niego dotrze? Pominęłam jeszcze jeden fakt, niezaprzeczalny: brak poczucia bezpieczeństwa rodzącej może uniemożliwić fizjologiczny poród (wynika to działania hormonów) - czy wobec tej wiedzy nie powinno być priorytetem zrobienie wszytkiego, żeby to poczucie bezpieczeństwa podopiecznemu zapewnić? Kto jak kto, ale pracownicy służby zdrowia powinni to potrafić.
  • milamala 18.12.12, 14:40
    Tak wlasnie napisalam, ze jesli nie powiedzieli to byl wielki blad.
    Prywtnie tez mi sie wydaje, ze nie powiedzieli jej wszystkiego (pamietam z polskich cczasow jak trzeb bylo walczyc o informacje u lekarzy, najlepiej sie ta sztuka udawala z koperta w kieszeni).
    Ale blad w postaci niepowiedzenia wszystkiego pacjentce nie oznacza, ze zostal popelniony blad w sztuce lekarskiej i wywolano porod za wczesnie bez przyczyny. To przeciez dwie odrebne sprawy.
    Pacjentka jak sama Pani powiedziala miala juz dwa niepowodzenia poloznicze. Niepokoj w tej kwestii moze byc dostatecznym powodem do rozstrzygniecia ciazy nieco wczesniej. Nie znamy dokumentacji, nie wiemy czym kierowali sie lekarze.

    Prywatnie (bez wiedzy medycznej, tak na chlopski rozum i z duza doza optymizmu i wiary w ludzi mimo wszystko) sdze, ze byl to wybor "lepszego zla". Trudno sie przeciez dziwic lekarzowi, ktory obawia sie komplikacji, ze woli ich uniknac na wszystkie sposoby.

  • katarzynaoles 18.12.12, 16:43
    A to już zależy jak kto definiuje błąd w sztuce...
  • trusia29 21.12.12, 18:25
    milamala napisała:
    Ale blad w postaci niepowiedzenia wszystkiego pacjentce nie oznacza, ze zostal
    > popelniony blad w sztuce lekarskiej i wywolano porod za wczesnie bez przyczyny.
    > To przeciez dwie odrebne sprawy.

    Jako prawnik nazwałbym to dwoma odrębnymi błędami w sztuce , w tym błąd stricte medyczny (zbyt wcześnie wywołany poród) nazwałabym potencjalnym do chwili uzyskania opinii biegłego.

    Jako kobieta nie puściłbym takiego postępowania płazem. Nie żeby się mścić, tylko żeby wreszcie personel położniczy przejrzał na oczy i przestał krzywdzić kobiety. Bo stan psychiczny tej dziewczyny, jej niepotrzebne cierpienie i stres związany z posiadaniem dziecka-wcześniaka jest krzywdą. W Polsce większość ludzi przywykła traktować to jak normę - a to błąd. Żądałabym wyjaśnień na piśmie, gdyby były nie satysfakcjonujące, podjęłabym kroki prawne.


  • magda_bemowwo_park 18.12.12, 13:54
    1. wiem, co do mnie mówiono.
    2. tak to subiektywna relacja
    3. nacięcie - proszę mi nie mówić co myśle. Nie jestem fanatycznym obrońcą krocza. Stwierdzam fakt, ze informacja się pojawiła. I ok. Tak powinno być. Poprzednio to poprostu wykonano, ale nie była to tragedia.
    4. szalejące hormony? I całe szczęście!


    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

    Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
  • milamala 18.12.12, 14:29
    magda_bemowwo_park napisała:

    > 1. wiem, co do mnie mówiono.
    > 2. tak to subiektywna relacja
    > 3. nacięcie - proszę mi nie mówić co myśle. Nie jestem fanatycznym obrońcą kroc
    > za. Stwierdzam fakt, ze informacja się pojawiła. I ok. Tak powinno być. Poprze
    > dnio to poprostu wykonano, ale nie była to tragedia.
    > 4. szalejące hormony? I całe szczęście!
    >
    >

    1. oczywiscie nie wiem tego na pewno, ale prywatnei uwazam, ze po prostu lekarze Cie nie dokladnie poinformowali i to byl ich blad
    2. no tak, zgadzamy sie
    3. zgadza sie, nie twierdzialam, ze jestes fanatyczna obronczynai krocza. Ja np. jestem, gdy naciecie jest rutynowe to uwazam, ze to ostatnie sk... robic takie rzeczy rodzcej.
    4. i co z wz. z tymi hormonmi, ktore mialy jak Ty wszystki mamy?
  • magda_bemowwo_park 18.12.12, 12:27
    Pani Kasiu, dziękuję za Pani odpowiedź. Trochę się czuję bardziej "osadzona w rzeczywistości". Oczywiście jeszcze długo będzie mi trudno myśleć spokojnie, ale wierzę, że w końcu się uda. Napisanie tutaj było pierwszym krokiem "wygadania się" i przepracowania tematu.
    Pierwszego porodu się bałam bo był nieznany, atmosfera była trudna bo brakowało miejsc na porodówkach, ale wszystko było o czasie, a ja bardzo starałam się pomóc mojej córce. Cała sobą starałam się żeby jej narodziny były dla niej jak najlepsze. I chociaż przez 3 dni nie podniosłam się po porodzie z łóżka było to dla mnie dobre doświadczenie. Teraz wstałam po 4 godzinach, ale nie mogę przestać myśleć w kontekście czegoś cholernie trudnego dla nas obojga.
    Patrzę dziś na mojego synka i myślę - kochanie masz jeszcze 3 dni do swojego terminu :)
    Oczywiście cieszę się, że już się widzimy, ale...
    Dobrze, ża Pani tu jest :)


    I proszę wybaczyć, ale muszę to napisać teksty o dzieciach, które umarły w terminie porodu są poniżej pasa... Straciłam 2 ciąże, wiem, co oznacza kiedy ma się dwoje dzieci, które nie żyją. To trochę jak taki tekst, który mówi się po poronieniu: "to był tylko zarodek", "urodzisz sobie jeszcze inne dzieci", "widocznie był uszkodzony", "lepiej teraz niż później".
    Lepiej pomilczeć, bo zawsze może być gorzej prawda? Tylko po co o tym pisać?
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

    Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
  • princesswhitewolf 18.12.12, 14:38
    traciłam 2 ciąże, wiem, co oznacza kiedy ma się dwoje dzieci, które nie żyją. To trochę jak taki tekst, który mówi się po poronieniu: "to był tylko zarodek", "urodzisz sobie jeszcze inne dzieci", "widocznie był uszkodzony", "lepiej teraz niż później".
    Lepiej pomilczeć, bo zawsze może być gorzej prawda? Tylko po co o tym pisać?


    Ja tez stracilam 2 ciaze i nie mam dzieci w ogole (+ jedno w drodze 34 tydzien) i jest to moja ostatnia szansa bo mam 40 lat. Mimo wszystko na twoim miejscu dziekowalabym bogu z calego serca ze tak swietnie sie wszystko skonczylo pomimo wyboistej drogi- dzidzius jest caly i zdrowy i ty tez.
    Mam w rodzinie kobiete jaka rodzila 3 dni i skonczylo sie to cesarskim cieciem i jest szczesliwa, ze wszystko sie dobrze skonczylo. Mysle ze to dobra postawa.
  • klarci 18.12.12, 16:02
    to trudne tematy.
    ja straciłam ciążę dość wcześnie, bo koło 11 tygodnia, no i mam dwójkę (mam nadzieję)zdrowych dzieci, choć swoje przeszliśmy.
    wydaje mi się, że pisanie teksów o umierających dzieci nie jest na miejscu. bo straszy, to raz. dwa, to są niewyobrażalne tragedie, ale nie sprawiają, że na wszelki wypadek trzeba wszystkim przeprowadzać cc przed terminem, na wszelki wypadek.
    co do cukrzycy, z tego co rozmawiałam z kilkoma lekarzami, w dobie dobrego sprzętu i mając odpowiedzialną i współpracującą matkę, nie jest to obecnie groźna dla życia choroba, pewnie poza jakimś małym procentem bardzo powikłanych ciąż.
    za to jak pisałam, wiele dzieci jest okaleczonych lub nie przeżywa porodów bezsensownie wywoływanych. warto po prostu, aby wszystko było stosowane z głową, a nie dlatego, że komuś tak wygodnie :( ja po opisie ufam odczuciom autorki wątku. nie sądzę, aby intuicją ją zawiodła.
  • princesswhitewolf 18.12.12, 16:04
    a to jak pisałam, wiele dzieci jest okaleczonych lub nie przeżywa porodów bezsensownie wywoływanych.

    duuuzo wiecej ma niedotlenienie i nie przezywa porodow wlasnie dlatego ze nie bylo nic wywolane i zaniedbanie nastapilo
  • klarci 18.12.12, 22:14
    nie zgodzę się. niedotlenienie jest często właśnie wynikiem wywoływania lub przyspieszania/zakłócania 'niegotowego' porodu.
    owszem, zdarzają się zaniedbania, gdzie zwleka się cc, mimo ewidentnych niepokojących symptomów. ale o tym wspominałam.

    wspominając porody z mojego otoczenia (chociaz nie jest to oczywiście grupa reprezentatywna). z koleżanek rodzących w tym samym szpitalu, w podobnym czasie co ja pierwsze dziecko - porody zaczęte samoistnie lub indukowane, zawsze z oksy - tylko u mnie poród zakończył się drogami natury, a itak syn miał odjęty punkt za skórę - z powodu lekkiego niedotlenienia (kłopoty w II okresie - akurat duże dziecko). reszta zakończyła się cc z powodu przedłużającego się porodu. nawet te z małymi dziećmi, rozpoczęte fizjologicznie. mało prawdopodobne, aby skończyło się to podobnie gdyby oksytocyna nie lała się rutynowo. na zdrowy rozum, większość powinna zakończyć się naturalnie.

  • klarci 18.12.12, 22:26
    trudno mi wchodzić w dyskusję i kontynuować temat, z szacunku do tego, że masz prawo do lękliwego spojrzenia, po własnych doświadczeniach.
    ale jesteśmy dorosłe, więc zapytam: "> duuuzo wiecej ma niedotlenienie i nie przezywa porodow wlasnie dlatego ze nie
    > bylo nic wywolane i zaniedbanie nastapilo" - to Twoja opinia, czy masz konkretne statystyki na poparcie tego zdania?, bo w moim odczuciu takie wrażenie wynika z (nie)zgody społecznej na pewne tematy. widać to po tym wątku. jak lekarze zrobili coś na wyrost, to ok przecież chcieli dobrze, jeżeli za długo zwlekali, to przypadek skupia na sobie większą uwagę. w efekcie trudne porody spowodowane "nadgorliwością" lekarzy to swego rodzaju tabu :(
  • princesswhitewolf 19.12.12, 09:25
    trudno mi wchodzić w dyskusję i kontynuować temat, z szacunku do tego, że masz prawo do lękliwego spojrzenia, po własnych doświadczeniach.

    alez klarci, ja nie mam lekliwego spojrzenia, bo jak widac nie traktuje tematu strat ciazy jako tabu. Po prostu z mojego doswiadczenia wynika, ze kobiety bardzo czesto wyolbrzmiaja swoje dramaty- mam na mysli tutaj przypadki gdy dziecko zyje, matka ma sie dobrze i zdrowa tez, a problem wielki bo nie byl to porod idealny i nie bylo latwo.

    Lekarz to nie jasnowidz ani Bog. Oczywiscie nie powinien sie kierowac jakims durnym pospiechem ( byle szybciej wypisac pacjentke ze szpitala i zrobic miejsce dla nastepnej), ale czasem jest ryzyko i albo przekona sie ze bylo ZA POZNO a on zwlekal, albo zaryzykuje wczesniej i mimo byc moze nietrafnej intuicji urodzi sie dziecko zdrowe...

    to Twoja opinia, czy masz ko
    > nkretne statystyki na poparcie tego zdania?


    oj daj spokoj.edziemy sobie szukac i wklejac kontrargumentacje i "dowody" kolejnych statystyk? . Na pewno uczestniczylas nie w jednej dyskusji w necie i wiesz jak jest. Internet to wielki obszar i mozna znalezc argumenty na prawo i na lewo B Szczerze mowiac mi sie nie chce.

    w efekcie trudne porody spowod
    > owane "nadgorliwością" lekarzy to swego rodzaju tabu :(


    moja przyjaciolka obwinia lekarke ze za dlugo rodzila i dziecko bylo lekko niedotlenione i sine.
    Inna obwinia ze napieral na sn i naturalnosc- czas, tam gdzie trzeba bylo robic cc
    Zona mojego hydraulika zas obwinia lekarza za pozna reakcje dlatego ma dziecko autystyczne ponoc..

    Nie wiem na ile maja racje i pojecie tego co tam sie dzialo- jedno jest pewne: lekarz to nie jasnowidz.
  • milamala 19.12.12, 11:31
    Princesswhitewolf, swieta racja. Lekarze to tez ludzie. Musza podejmowac czesto decyzje szybko i nie zawsze beda to decyzje idealne. A po drugie moga to byc decyzje wlasnie idealne, ratujace zycie, ale pacjent na jego szczescie nigdy sie o tym nie przekona, bo tylko zejscie z tego swiata w przypadku podjecia innnej decyzji by go przekonalo.
    Reasumujac, drogie Panie, wszsytkie jestesmy dorosle, jestesmy matkami. czy nasze zyciowe plany nam sie tak ldnie zawsze ukladaja. Chyba nie. Wiec tez bedziemy sie tak nad kazdym naszym planem nieidealnei zrealizowanym uzalac. Zycia nie starczy.
    Nie kazdy ma tyle szczescia i po porodzie wychodzi z tego calo (znajoma w NL pare lat temu stracila macice, bo lekarze kazali jej naturalnie rodzic przeszlo 5 kg synka, na szczescie teraz to troche sie zmienilo), a jak wielkie grono rodzicow dostaje chore dziecko.
    Cieszmy sie z tego co mamy, ze jestesmy zdrowe, ze nasze dzieci sa zdrowe, a nie szukajmy dziury w calym.
  • princesswhitewolf 19.12.12, 09:15
    wydaje mi się, że pisanie teksów o umierających dzieci nie jest na miejscu. bo straszy, to raz.
    W sumie bedac konsekwentny wobec tego myslenia, nie powinno sie pisac o jakichkolwiek komplikacjach czy dlugich porodach i tylko same pozytywy - ale badzmy realni. I mowie to jaka kobieta jaka przeszla 2 takie straty w zyciu

    dwa, to są niewyobrażalne tragedie, ale nie sprawiają, że na wszelki wypadek trzeba wszystkim przeprowadzać cc przed terminem, na wszelki wypadek.

    Po 37 tygodniu juz jest termin. Cechy wczesniactwa po tym okresie nie sa latwe do zdeterminowania na usg. A juz czy rozwiazanie ma miejsce przez cc czy sn to wybor lekarza i osoby rodzacej.
  • milamala 19.12.12, 11:36
    "Po 37 tygodniu juz jest termin. Cechy wczesniactwa po tym okresie nie sa latwe
    > do zdeterminowania na usg. A juz czy rozwiazanie ma miejsce przez cc czy sn to
    > wybor lekarza i osoby rodzacej. "

    Dokladnie, ja jestem osoba urodzona oczywiscie naturalnie, bez wywolywania w 37 tygodniu, i nikt nigdy nie zaliczyl mnie do wczesniaka, nei bylo zadnych inkubatorow, dodatkowych badan itp.
  • ciociacesia 18.12.12, 21:04
    a dzieci w etiopii głoduja"?

    to nie jest kwestia postawy, to jest kwestia emocji, poczucia utraty kontroli i poczucia straty i bezradnosci z tym zwiazanej, a takie rady ze 'inni maja gorzej wiec sie ciesz' wsadz sobie w buty. w końcu samemu sie do podobnych wniosków dochodzi ale serowowanie ich zaraz po usłyszeniu relacji o zdarzeniu w niczym nie pomaga, niczego nie przyspiesza, a tylko wywoluje niepotrzebne poczucie winy i utrudnia radzenie sobie z sytuacja i 'przetrawianie' trudnego doswiadczenia. czasami ugryzc sie w jezyk. polecam lekture 'kryzysu narodzin' chociazby
    --
    'Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory'
  • princesswhitewolf 20.12.12, 08:38
    to nie jest kwestia postawy, to jest kwestia emocji, poczucia utraty kontroli i poczucia straty i bezradnosci z tym zwiazanej, a takie rady ze 'inni maja gorzej wiec sie ciesz' wsadz sobie w buty.

    z wiekiem doswiadczeniem i dojrzaloscia emocjonalna dramaty jakie dobrze sie skonczyly okaza sie dramacikami. Przychodzi to wraz z zaabsorbowaniem i pogodzeniem sie strat iwydarzen jakie sie dobrze nie skonczyly, a konsekwencje mamy na cale zycie.
  • klarci 18.12.12, 12:23
    Mila, nie od dzisiaj wiemy, że nadajemy na różnych falach.
    ale Ci odpiszę.
    miałam cukrzycę ciążową i wiem jak to wygląda. miałam to szczęście, że prowadziłam ciążę przy dobrym szpitalu. nie ma zalecenia rozwiązywania ciąży jedynie z powodu wagi płodu 3600.
    oczywiście możemy zakładać, ze dziewczyna nie wszystko nam opisała, że istniały jakieś dodatkowe powody, z których indukcja była konieczna (np. słabe przepływy, bardzo duża różnica w wadze od ostatniego usg itp.). jednak odnosząc się do jej wypowiedzi, wynika, że ten krok był kompletnie nie poparty żadnymi wskazaniami związanymi z cukrzycą ciążową.
    niestety to Ty wiecznie próbujesz być mądrzejsza od wszystkich świętych, włącznie z panią ekspert. w niedawnym wątku nawet kwestionując jej wiedzę fachową.

    co do umierania w łonie i wywoływaniu na wszelki wypadek - nie zapominajmy, że taka śmierć dziecka zazwyczaj jest jednak skutkiem zaniedbania (badania zazwyczaj dają jakiś sygnał), po drugie samo wywoływanie też może być groźne, szczególnie dla niegotowych matki i dziecka. wiele indukcji to trudne porody, często zakończone cc.
  • magda_bemowwo_park 18.12.12, 12:31
    nie, nic się nie działo.
    nic kompletnie. wszystko było ok, bez żadnych obciążeń. Miałam trochę wrażenie, że jak już jestem to wywołamy bo co będę tak leżeć.
    Ale może już demonizuję
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j15nm0oxi1f8i.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdcsg18hgq9nw2w.png[/img][/url]

    Aniołki: 27.01.2007, 26.05.2010
  • milamala 18.12.12, 14:24
    Nie od dzis prosze cie grzecznie zebys ze mna nie dyskutowala, wlasnie dlatego , ze nadajemy na roznych falach. Ty chyba koniecznie chcesz wstrzynac awanturury forumowe. Tak trudno ci nie reagowc na moje maile? Moze daj sobie na wstrzymanie, jestes matka, dorosla kobieta, zachowuj sie jak przystalo na kobiete, ktora pelni role matki. Skoro wiesz, ze nie nadajemy na tych samych falach, do po prostu odplyn ode mnie wreszcie i skutecznie.
  • klarci 18.12.12, 15:50
    siadanie na ambicję to dobry sposób, żeby kogoś przymknąć.
    tylko mnie nie zawstydzisz, bo właśnie jestem dużą kobietą.
    mam swoje zdanie, czasami konkretną wiedzę i jak widzę jakie rzeczy czasami wypisujesz, trudno jest się powstrzymać od komentarza :/ tak po ludzku ...
  • milamala 18.12.12, 23:07
    "i jak widzę jakie rzeczy czasami wyp
    > isujesz, trudno jest się powstrzymać od komentarza "

    Jak ja widze, co ty wypisujesz, co zastanawiam sie czy pisze to naiwna pensjonareczka czy matka dzieciom, a mimo to trzymam sie od ciebie z daleka i cie nie komentuje.
    Nie potrafisz nie czytac wpisow osob o ktorych wiesz, ze nie nadaja na tej samej fali?
    Jestes dorosla i powazna?
    Ile razy cie juz prosilam o nie komentowanie mnie, by nie wywolywac niepotrzebnych przepychanek slownych, mimo to co bym nie napisala to zawsze pojawi sie twoj komentarz.
    Kobieto opanuj sie albo dorosnij. Bycie mama wymaga opanowania.
  • klarci 18.12.12, 23:50
    ale skoro Ci przeszkadzam, zawsze możesz wygasić moje komentarze.
    po co mi odpisujesz?
    myślę, że z opanowaniem Ty masz większy kłopot, bo jak brakuje Ci argumentów to idziesz w obrażanie się lub obrażanie kogoś. więcej spokoju i pokory.
    lubisz się kłócić, także z ekspertem.

    co do komentowania Twoich wpisów - nigdy nie dostałam od Ciebie konkretów, zawsze albo milkniesz, albo podsumowujesz mnie, jak w powyższym poście. kto tu ma dorosnąć?
    i, żeby było jasne, ja już od jakiegoś czasu nie komentuję dla dyskusji, bo z Tobą to chyba mało możliwe, ale po to, żeby Twoje niektóre stwierdzenia nie były jedyną prawdą dla formuowiczek (chociaż fakt, często odpowiadam personalnie - poćwiczę, żeby tego unikać),

    pewnie, że lepiej być mądrzejszym i przemilczeć, ale czasami po prostu się nie da. szczególnie jak pyta ktoś kto potrzebuje rzetelnej odpowiedzi lub wsparcia, a nie straszące lub lekceważące temat osobiste poglądy.
    > Nie potrafisz nie czytac wpisow osob o ktorych wiesz, ze nie nadaja na tej same
    > j fali?
    potrafię i wiele tu takich czytam. póki ktoś pisze o swoich spostrzeżeniach, przeżyciach, ok, na tym polega forum. jak zaczyna wypisywać dziwactwa jako świętą prawdę i kwestionować w każdym wątku wiedzę ekspertów, to nie wyrabiam. chociaż pewnie lepiej byłoby machnąć na to ręką.
  • milamala 19.12.12, 11:55
    "nigdy nie dostałam od Ciebie konkretów, zaws
    > ze albo milkniesz, albo podsumowujesz mnie"

    Wlasnie: MILKNE, dobrze powiedziane, zawsze milcze w odpowiedzi na Twoje zaczepki, co Tobie tez polecam. Zwlaszcza, ze Ty zaczepiasz mnie ciagle, a ja milcze i mimo to sie nie skarzylam, ze "ach ja to tak po ludzku, bo inaczej trudno, czasem sie nie da".
    U dziecka takie rgumenty sa akceptowalne, a nie u doroslego.
    Podsumowalam Cie PIERWSZ RAZ, i to nei odrazu, najpierw znowu cie poprosilam o trzymanie sie odemnie z daleka. Czego zreszta jak zwykle nie zrozumialas.

    Nie wiem ,czy w zyciu prywatnym tez wszystkim tak zawracasz glowe, nawet tym, ktorzy nei maja ochoty na rozmowe z Toba.

    Od jakiegos czasu nie komentujesz moich wypowiedzi (ha ha ha, dobre sobie, a w tym watku co zrobilas). Jakbys chciala wiedziec, to od pewnego czasu rzadko wchodze na forum i rzadko sie wypowiadam, a Ty i tak komentujesz wszystko co tylko sygnowane jest nickiem milamala.
    Ostatnio w rzeczy samej rzadko komentujesz ... bo ja rzadko pisze.

    Nikt Ci nie zabrania pisania co Ci slina na jezyk przyniesie. I taka tolerancje polecam. Nie tylko ty masz prawo pisac swoje opinie. Ja tez, jak kazdy inny, nawet jak Ci sie to nie podoba.

    Dorosnij i zacznij sie zachowywac jak dorosly dojrzaly czlowiek.
    Uszanuj, ze ktos nie chce z Toba rozmawiac, nie chce sie z Toba wdawac w argumenty.

    Wszystkie swoje opinie mozesz wyrazac, nikt ci niczego nie zabrania, ale niekoniecznie prowokacyjnie komentujac nieustannie wszystko co napisze.
    Bo wiesz, jak ja Cie zaczne komentowac, to dopiero wtedy nie wyrobisz.
    Zastanow sie nad soba.
  • klarci 18.12.12, 23:53
    ach, no i zwróć uwagę, że ja (dorośle) pisze wprost do Ciebie, a Ty zarówno w tym, jak i w niektórych poprzednich wątkach (jako pierwsza, śmiem zaznaczyć), zaczepiasz mnie i inne osoby w dość lekceważący sposób "niektóre osoby" i podobnymi stwierdzeniami :/
    zdecyduj się czego chcesz
  • katarzynaoles 19.12.12, 11:30
    Od razu zaznaczam, że miejsce, w którym wklejam ten post jest dość przypadkowe, ale nie bardzo umiem znaleźć lepsze.
    Chciałam się podzielić z Paniami moimi odczuciami na temat obecnej wymiany postów. Jest mi naprawdę szkoda, że dyskusja, która była długo merytoryczna i interesująca zmienia się w w kłótnię. Według mnie osobiste wycieczki w kierunku innych forumowiczek powodują, że cała poprzednia dyskusja traci moc, uwaga przenosi się w inne rejony. Tracimy w ten sposób to, co stanowiło wartość tej wymiany poglądów. Szkoda...
  • agnia21 19.12.12, 07:53
    Pani Milo,
    Na szczęście są właśnie takie forumowiczki, pełne wątpliwości, podejmujące dyskusję. Zapewniam tez Panią, ze doświadczenia kobiet na forum są bardzo cenne a ich wykształcenie może być różne nawet medyczne. Sami lekarze mają wątpliwości co do podejmowanych swoich kroków. Nie wiem czy Pani wie co to jest błąd lekarski i że on tez sie zdarza. Zaufanie w pełni nie jest dobrą radą, doza nieufności może uratować nam życie. Jesteśmy istotami myślącymi. Proszę nie obrażać w ten sposób osób na forum. Zalecenia i zasady nie zawsze są słuszne...i mamy prawo dyskutować, tu nie chodzi o przekonywanie innych o swojej mądrości tylko dzielenie się z ludźmi wątpliwościami. Pani post był zupełnie niepotrzebny.
  • milamala 19.12.12, 11:15
    Pani Agnio,
    rozmowa nie byla z Pania przeprowadzana, prosze uprzejmie zatem zachowac odrobine kultury i nie wtracac sie w nia.
    Swoje opinie ma prawo wyrazic KAZDY, droga Pani Agnio, zatem JA tez, zeby nie bylo watpliwosci. Jak sie Pani moje opinie nie podobaja, to prosze przeczytac swoj wlasny post i go dobrze przemyslec.
    "tu nie chodzi o przekonywanie innych o swojej mądrości tylko dziele
    > nie się z ludźmi wątpliwościami"

    Pani post jest zupelnie niepotrzebny, zwlaszcza, ze wtracanie sie do cudzych dyskusji, jest po prostu niegrzeczne.
    Jesli ma Pani cos interesujacego do powiedzenia, kazdy moze to zrobic bez problemu NIE WTRACAJAC SIE do cudzych dyskucji. Pani Klarci jest jak pisze dorosla osoba i potrafi samodzielnie wypowiadac sie w swoim imieniu.
    Pani Agnio pozdrawiam Pania serdecznie.
  • ciociacesia 19.12.12, 12:21
    zwłaszcza z tym wtracaniem sie do cudzych dyskusji. uprzejmie donosze ze twoja prywatna wymiana zdan z klarci jakims cudem znalazla sie na publicznym forum gdzie czytaja ja setki ludzi. aby uniknac dalszych wtracen proponuje poprosic moderacje o usuniecie tego co tu wyciekło z priwa i kontynuowanie rozmowy tamze
    --
    To nie jest moja krówka.
  • milamala 19.12.12, 12:01
    A tak z ciekawosci, agnia 21 to nowy nick. Nowa forumowiczka? To witamy ... a moze jednak znana ... kto wie.
  • 1mzeta 19.12.12, 00:42
    Też miałam poród wywoływany z powodu cukrzycy ciążowej mimo, że nic nie wskazywało na to, że z dzieckiem dzieje się coś złego- też nie należał do tych wymarzonych ale napiszę ci jedno- nie rozmyślaj tyle bo teraz to sobie można gdybać i czasu się nie cofnie- ciesz się, że wszystko się dobrze dla ciebie i dziecka skończyło- bo to jest najważniejsze.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • milamala 19.12.12, 11:22
    "1mzeta napisała:

    > Też miałam poród wywoływany z powodu cukrzycy ciążowej mimo, że nic nie wskazyw
    > ało na to, że z dzieckiem dzieje się coś złego- też nie należał do tych wymarzo
    > nych ale napiszę ci jedno- nie rozmyślaj tyle bo teraz to sobie można gdybać i
    > czasu się nie cofnie- ciesz się, że wszystko się dobrze dla ciebie i dziecka sk
    > ończyło- bo to jest najważniejsze."

    Swieta racja. Mnie czasem zdarza sie rozmyslac czy gdyby byla inna polozna bardziej moze doswiadczona to tez zostalabym nacieta tak strasznie. Ale szybko sobie tlumacze, ze nie ma co rozmyslac. Ogolnie bylo dobrze: ja wyzdrowialm, corcia zdrowiusienka. Czego jeszcze chciec od zycia. Nie kazdy ma tyle szczescia. Jak czytam wiadomosci o dramacie rodziny Bonk (niedotlenienie coreczki bo lekarze nie przeprowadzil na czas cc), to mysle, ze jest za co dziekowac Bogu, ze wszystko dobrze poszlo.
    I tego wszystkim zycze.
  • milamala 19.12.12, 12:09
    Azeby ulatwic Ci sprawe, skorzystam z pomyslu Agni21 i zaczne wystepowac na forum pod innym nickiem. Pozdrawiam.
  • sabciasal 19.12.12, 23:54
    Mam nadzieję, ze dzięki odpowiedziom pani Kasi i kilku innych osób, wątek pomoże ci uporać się z problemem. To minie, takie swoiste poczucie winy. A wiedza, że nie wszystko byłe lege artis (bo niewątpliwie już chyba dla wszystkich brak informacji był niewątpliwy) akurat w tej sytuacji powinno pomóc.
    A apele niektórych, aby nie roztrząsać decyzji lekarzy bo zawsze są czymś uzasadnione, pozostawiam bez komentarza. Bo właściwie należałoby zamknąć forum. W końcu każdą, absolutnie każdą, sytuację można tak skomentować. i nie jestem wcieleniem klarci. Mam nadzieję, że takie poglądy to po prostu efekt przebywania w kraju, gdzie faktycznie zaufanie do decyzji personelu położniczego może być stuprocentowe.
  • milamala 20.12.12, 01:02
    Czuje sie wywolana do odpowiedzi, choc nie wiem czy slusznie.

    cyt. "Bo właściwie należałoby zamknąć forum. W ko
    > ńcu każdą, absolutnie każdą, sytuację można tak skomentować. i nie jestem wciel
    > eniem klarci"
    To dobrze, bo juz wystarczy tych wcielen.
    Nie kazda decyzje mozna tak skomentowac. Jesli decyzja konczy sie tragedia, uchybia wszelkim obowiazujacym zasadom/przepisom, a jednoczesnie jest tak niezrozumiala, ze wkracza prokurator to raczej trudno o taki komentarz.
    Ale w przypadku forumowiczki owszem mozna, bo byly pewne okolicznosci, ktore mogly przemawiac za tym, ze decyzja byla uzasadniona: dwa niepowodzenia poloznicze, cukrzyca. Sama p. Kasia napisala, ze takie panuja zasady.
    Czy dobre, czy zle? Oto jest pytanie? Kazdy ma pewnie swoja prywatna odpowiedz. Ale z jakiegos powodu panuja. Zatem lekarze nie uchybili tej zasadzie. Nie zaniedbali obowiazkow. Wykonali je jedynie niezgodnie z idealnym planem forumowiczki, Choc efekt w postaci zdrowej mamy i dziecka byl zadawalajacy.
    Kazda chcialaby miec idealny porod, ale porod jest nieprzewidywalny. Warto o tym pamietac ukladajac plan porodu, aby potem umiec zaakceptowac wewnetrznie prawie pewne odstepstwa od zakladanej normy.

    "Mam nadzieję, że takie poglądy to po prostu efekt przebywania w k
    > raju, gdzie faktycznie zaufanie do decyzji personelu położniczego może być stup
    > rocentowe."

    Nie znam takiego kraju, ze ktorym mozna miec stuprocentowe zaufanie do drugiego czlowieka w postaci personelu polozniczego. Jesli ktos ma takie zalozenie, to lepiej je zmienic, bo znowu sie zawiedzie.
    W Polsce oczywiscie sprawa wyglada inaczej niz w Holandii, ale i ludzie sa inni. Holenderki sa bardziej pronaturalne, do tego stopnia, ze szeroko komentowane tragedie poloznicze musialy obudzic holenderskie sluzby poloznicze do bardziej efektywnych dzialan medycznych. Jeszcze pare lat temu mozna bylo sie obawiac, ze sie ich nie dostanie w razie potrzeby,niz ze sie ich dostanie za duzo.
    A w Polsce? Wiele lat pracowalam z kobietami i pamietam jak opowiadaly o swoich porodach. Jedna kolezanka w prawidlowej ciazy z przewidywana data porodu w okolicach Bozego narodzenia, stwierdzila, ze przeciez nei bedzie rodzic w Boze Narodzenie i przekonala lekarza koperta, zeby wywolac porod (bez najmniejszej przyczyny) przed Swietami. A i do mnie znajoma z Polski do szpitala dzwonila, ze czemu ja czekam trzy dni na wywolanie, zebym poprosila lekarza o wczesniejszy termin. Wiele kobiet ma takie podejscie.'
    Dlatego smiem tweirdzic, ze nadmierna medykalizacja bez potrzeby czesto gesto jest wynikiem oczekiwan niektorych pacjentek (bo nei bede rodzic w wigilie, bo po co czekac bez sensu tyle dni itp). Kwestia kulturowa.
  • princesswhitewolf 20.12.12, 08:52
    Nie znam takiego kraju, ze ktorym mozna miec stuprocentowe zaufanie do drugiego czlowieka w postaci personelu polozniczego. Jesli ktos ma takie zalozenie, to lepiej je zmienic, bo znowu sie zawiedzie.

    Dokladnie. Trzeba byc pozbawionym zdrowego rozsadku aby wierzyc ze mozna miec 100% zaufania do jakiejkolwiek opieki medycznej. Wszak to ludzie tylko...

    W Polsce natomiast dominuje jakas wscieklosc na lekarzy. Wieczne ich obwinianie o wszystko i wieczna zlosc ze czegos tam nie zrobili. Tak jakby lekarze czasem byli jasnowidzami i cudotworcami majacymi panaceum na wszystko.
    Sa konowaly oczywiscie, sa zle diagnozy, ale trzeba wziac pod uwage ze w znakomitej wiekszosci przypadkow oni odwalaja kawal dobrej roboty.Polscy lekarze sa ochoczo zatrudniani w wielu krajach na swiecie i sa cenieni za ich fachowosc. Nie sa gorsi niz gdzie indziej.

    W Polsce oczywiscie sprawa wyglada inaczej niz w Holandii, ale i ludzie sa inni. Holenderki sa bardziej pronaturalne, do tego stopnia, ze szeroko komentowane tragedie poloznicze musialy obudzic holenderskie sluzby poloznicze do bardziej efektywnych dzialan medycznych.

    Ano wlasnie kij ma 2 konce. Rozwiazanie po srodku jest najlepsze a nie jakies sn na sile...
  • sabciasal 20.12.12, 20:38
    "Ale w przypadku forumowiczki owszem mozna, bo byly pewne okolicznosci, ktore mogly przemawiac za tym, ze decyzja byla uzasadniona: dwa niepowodzenia poloznicze, cukrzyca. Sama p. Kasia napisala, ze takie panuja zasady. "

    no cóż, pani Kasia zwróciła ci już uwagę, że nieprawidłowo interpretujesz jej wypowiedzi. ona w tej akurat sprawie widzi błędy w sztuce, polegające jak rozumiem na braku kontaktu z pacjentką i niewytłumaczeniu juj powodów.

    nie musi wydarzyć sie tragedia i wkroczenie prokuratora, aby można było źle oceniać (czy w ogóle się zastanawiać) zarówno kompetencje jak i poszczególne decyzje lekarzy i pozostałego personelu. A wiara, ze lekarze wszystko wytłumaczą PO zabiegu jest godna podziwu. w najbardziej standardowym przypadku położniczym- nacinaniu obowiązkowym pierworódek- też zaakceptujesz takie postępowanie, bo matka i dziecko żyją? Choć masz świadomość, ze wynika z ich wygody i chyba braku aktualnej wiedzy? Bo jako jedyne wytłumaczenie dostaniesz odpowiedź - bo tak się u nas robi.
    ja w takiej sytuacji jak autorka byłam po pierwszym porodzie. litrami wlewano we mnie oksytocynę - bo tak się w tym szpitalu robi już, wyciskano dziecko i nacięto, bo tak się postępuje zawsze. popękałam, cierpiałam, ale przecież żyję ja i moje dziecko. mam być wdzięczna - szczególnie teraz gdy mam porównanie, ze można inaczej?Miałam się nie zastanawiać? Miałam nie objawiać złości, bo nie mieści się w standardach? Okazałam,, przepracowałam i dziś jest ok. ]
    A autorka po prostu się zastanawia, i ma do tego prawo. Bez tekstów: ciesz się że masz dziecko i zamilcz.
  • princesswhitewolf 20.12.12, 08:44
    A apele niektórych, aby nie roztrząsać decyzji lekarzy bo zawsze są czymś uzasa
    > dnione, pozostawiam bez komentarza. Bo właściwie należałoby zamknąć forum


    przesadzasz. Roztrzasac mozna ile wlezie. Problem w tym, ze sa to bardzo niedoinformowane spekulacje bo zupelnie nie mamy pojecia co motywowalo lekarzami czy niepotrzebny pospiech czy faktycznie byly powody. Pani ktorej temat dotyczy tez nie zna szczegolow, bo powinna byla sie spotkac z lekarzem po fakcie i przedyskutowac i byc moze nowe fakty rozjasnilby sprawe.
  • julita165 20.12.12, 10:05
    Dokładnie. Ja też zupełnie nie rozumiem jak ona, mając takie wątpliwości, mogła wyjść ze szpitala nie rozmawiając z lekarzami ? Ja wiem, że może nie są zbyt skorzy do takich wyjaśnień no ale wierzyć mi się nie chce że jakby poszła do lekarza odbierającego poród czy ordynatora i grzecznie acz stanowczo domagała się rozmowy nt przebiegu porodu to pokazaliby jej palcem drzwi. Mnie ostatnio przy zupełnie nie porodowej tylko drobnej chirurgicznej histori też lekarz próbował mnie zbyć ale powiedziałam, że o ile mi wiadomo mam prawo do pełnej informacji o moim stanie zdrowia, przebiegu dotychczasowego i planowanym leczeniu oraz prognozach i chcę z tego prawa skorzystać a ona ma obowiązek mi takich informacji udzielić. Miałam wręcz wrażenie że głupio mu się zrobiło
  • julia56 20.12.12, 11:39
    julita165 napisała:

    > Dokładnie. Ja też zupełnie nie rozumiem jak ona, mając takie wątpliwości, mogła
    > wyjść ze szpitala nie rozmawiając z lekarzami ? Ja wiem, że może nie są zbyt s
    > korzy do takich wyjaśnień no ale wierzyć mi się nie chce że jakby poszła do lek
    > arza odbierającego poród czy ordynatora i grzecznie acz stanowczo domagała się
    > rozmowy nt przebiegu porodu to pokazaliby jej palcem drzwi.
    Małej wiary jesteś. ;)
    Ja się kiedyś na własną prośbą wyniosłam ze szpitala w 8 tc, z kartką w ręku, że życie mojego dziecka zależy ode mnie. Nastąpiło to po tym jak pomylono moje wyniki badań tarczycowych, po czym po godzinie nie podmieniono bez słowa.
    Mój mąż dosłownie musiał "wtargnąć" do ordynatora, żeby powiedzieć co o tym myśli, bo NIKT, NIKT nie chciał z nami rozmawiać.
    W naszym kraju, w mojej opinii, pokutuje przekonanie (wymierające, bo moje pokolenie już go nie będzie karmić), że LEKARZ WIE NAJLEPIEJ. Otóż nie wie. To zawód jak każdy inny.

    -----------------------------
    freedo-mania.blogspot.com
    terazjestpieknie.blogspot.com
  • princesswhitewolf 20.12.12, 20:07
    Otóż nie wie.

    wniosek w Twoim przypadku jest prosty. Skoro lekarz nie wie, nie ma sensu bys leczyla sie u nich i powinnas wziac sprawy za kazdym razem w swoje rece i leczyc sie powinnas sama.


    To zawód jak każdy inny

    a ktos kiedys sugerowal ze to pol-Bog?
    niemniej jednak jak sie rura zepsuje to hydraulik wie wiecej na ten temat niz ty, jak chcesz wsparcia prawnego to idziesz do prawnika. Szanse sa ze wiedza lepiej niz ty w temacie jakim zajmuja sie od lat.Lekarze podobnie
  • julia56 21.12.12, 12:05
    princesswhitewolf napisała:

    > Otóż nie wie.
    >
    > wniosek w Twoim przypadku jest prosty. Skoro lekarz nie wie, nie ma sensu bys
    > leczyla sie u nich i powinnas wziac sprawy za kazdym razem w swoje rece i leczy
    > c sie powinnas sama.
    >
    Och, nie, to jest jumping to the conclusion. :)
    Nie wie NAJLEPIEJ, bo JA jestem kompletnym organizmem, który SIEBIE odczuwa najlepiej. A on (lekarz) siedział w książkach kilka lat i ma parę sprzętów (np rentgen), żeby mi podpowiedzieć, co mogę zrobić.
    ALE rzeczywiście, ja akurat wolę leczyć się u Szamanów. :)
    A pomysł, że lekarz wie NAJLEPIEJ jest dla mnie zakorzeniony w kompletnej utracie kontaktu z sobą samym, niestety.
    >-----------------------------
    freedo-mania.blogspot.com
    terazjestpieknie.blogspot.com
  • princesswhitewolf 21.12.12, 16:08
    A pomysł, że lekarz wie NAJLEPIEJ jest dla mnie zakorzeniony w kompletnej utracie kontaktu z sobą samym, niestety.

    wiec nadal twierdze ze powinnas leczyc sie sama a nie u lekarzy skoro wiesz lepiej niz oni co ci jest i sama wystawisz lepsza diagnoze.
  • julia56 21.12.12, 17:06
    princesswhitewolf napisała:

    > A pomysł, że lekarz wie NAJLEPIEJ jest dla mnie zakorzeniony w kompletnej ut
    > racie kontaktu z sobą samym, niestety.

    >
    > wiec nadal twierdze ze powinnas leczyc sie sama a nie u lekarzy skoro wiesz lep
    > iej niz oni co ci jest i sama wystawisz lepsza diagnoze.
    Ech, widzę, że NAJLEPIEJ to Ty wiesz, co dla mnie NAJLEPSZE. :D

    -----------------------------
    freedo-mania.blogspot.com
    terazjestpieknie.blogspot.com
  • princesswhitewolf 21.12.12, 18:03
    Ech, widzę, że NAJLEPIEJ to Ty wiesz, co dla mnie NAJLEPSZE

    wyciagam logiczne wnioski z tego co piszesz, ze lekarze sa ci niepotrzebni.
    Ale szczerze? dla mnie mozesz sie leczyc u szamanow... good luck
  • julia56 21.12.12, 18:47
    princesswhitewolf napisała:

    > Ech, widzę, że NAJLEPIEJ to Ty wiesz, co dla mnie NAJLEPSZE
    >
    > wyciagam logiczne wnioski z tego co piszesz, ze lekarze sa ci niepotrzebni.
    > Ale szczerze? dla mnie mozesz sie leczyc u szamanow... good luck
    :D brnij, brnij. :D
    -----------------------------
    freedo-mania.blogspot.com
    terazjestpieknie.blogspot.com
  • princesswhitewolf 21.12.12, 19:06
    sorry ale nie widze powodu do dalszej kontynuacji rozmowy na tym poziomie jesli nie chcesz rozmawiac merytorycznie tylko stosowac jakies docinki slowne. Zegnam
  • ashraf 20.12.12, 11:04
    Ja wlasnie odnosze wrazenie, ze w tym caly problem - w braku informacji i wlaczeniu pacjentki do procesu decyzyjnego. Lekarze powinni przedstawic jej sytuacje, zagrozenia zwiazane z tak z czekaniem jak i z wywolywaniem porodu dla niej i dla dziecka i pozwolic swiadomie podjac decyzje. Z tej sytuacji nie bylo idealnego wyjscia, bo porod w 37 tc wcale nie musi oznaczac, ze dziecko osiagnelo pelna dojrzalosc. Osobiscie znam moze ze 3 osoby, ktore badaja swoje cykle (ja do nich nie naleze) i moga z calkowita pewnoscia potwierdzic, ze poczecie nie nastapilo np. 2 tyg. pozniej, a to oznaczaloby 35 tc. Oczywiscie tak "pozne" wczesniaki rzadko kiedy cierpia na powazne dolegliwosci, ale matka powinna miec swiadomosc co sie moze stac.
    Prawo do informacji, obok prawa wyboru postepowania medycznego (tam, gdzie jest to mozliwe) jest wg mnie w Polsce b.czesto pomijane, traktowane po macoszemu. Ostatnio, podpisujac dokumenty do cc, przeszlam rozmowy z cala grupa ludzi, ktorzy przygotowali mnie na przebieg zabiegu, odpowiedzieli na wiele pytan, wrecz zachecali do dociekliwosci. Nie zmienia to faktu, ze moga nastapic komplikacje, ze ktos moze popelnic blad, ale przynajmniej czuje sie traktowana jako partner, a nie przedmiot.
  • sabciasal 20.12.12, 20:46
    większość postów na tym forum (i chyba większości pozostałych) to roztrząsanie danych podawanych przez jedna stronę. Jakoś to nie przeszkadza zarówno tobie, mnie, i całej populacji forum. ekspertom też.
    a tekst, ze pani powinna sobie wyjaśnić sytuację z lekarzami jest podważaniem prawa do rozmowy na ten temat. ok, właściwie po co w ogóle gadać o swoim porodzie, w koncu tylko lekarz i położna coś o nim wiedza.
    co do niewiedzy pani - ona wie wszystko, co jej lekarze opowiedzieli. wywołali ciążę w 37 tyg, dziecko miało cechy wcześniaka, jedynym argumentem była waga i cukrzyca,. o co ma pytać teraz- czy się nie pomylili? Albo dlaczego z nią nie porozmawiali o szczegółowym uzasadnieniu?
  • princesswhitewolf 20.12.12, 22:46
    a tekst, ze pani powinna sobie wyjaśnić sytuację z lekarzami jest podważaniem prawa do rozmowy na ten temat. ok, właściwie po co w ogóle gadać o swoim porodzie, w koncu tylko lekarz i położna coś o nim wiedza.

    a roztrzasanie przez obce osoby na forum daje dokladniejszy wglad w ta konkretna sprawe niz szansa jaka byc moze by byla na zdziebko prawdy przy rozmowie z lekarzem?? Nie zartuj...

    Przelewac z pustego w prozne moze kuma z kuma na forum o przypadku X o jakim poza osoba pytajaca nie wiemy nic. Tylko co to da?? Niewiele. Nic nie wniesie.
  • katarzynaoles 21.12.12, 09:17
    A ja myślę, że jednak "roztrząsanie na forum" ma dobre strony. Oczywiście, że nie daje informacji takich, jakie forumowiczka (autorka wątku, czy jktórakolwiek inna) mogłaby otrzymać bezpośrednio od służby zdrowia ale jednak pozwala naświetlić sprawę z wielu punktów widzenia. Cżęsto okazuje się, że ktoś był w podobnej sytuacji - a poczucie wspólnoty nie bycia całkiem osamotnionym jest ważne z psychicznego punktu widzenia. Na forum można swobodnie się wygadać i wylać swój żal (a czasem i podzielić się radością), dość anonimowo jednak, a to ma funkcję autoterapeutyczną, szczególnie jeśli jest jakiś kłopot w rozmowie na ten temat z najbliższymi. Spojrzenie innych ludzi z pewnego dystansu bywa bardzo inspirujące, uczymy się jak można podejść do sprawy, poznajemy nowe aspekty wydarzenia. Wszystko to bardzo pomaga uporać się ze swoimi przeżyciami, daje poczucie, że nie jest się samemu, pomaga zmniejszyć stres, uporządkować emocje. To ważne, bo przecież rodzi nie tylko ciało ale cała osoba.
  • princesswhitewolf 21.12.12, 09:26
    a to ma funkcję autoterapeutyczną, szczególnie jeśli jest jakiś kłopot w rozmowie na ten temat z najbliższymi.

    no tak, zgoda z punktu widzenia psychoterapeutycznego to ma to sens.
    Z punktu widzenia merytorycznych wyjasnien faktycznie co powinno a mialo miec miejsce- male
  • justcam 21.12.12, 15:02
    a ja sie z Toba nie zgodze i uwazam ze forum z ekspertem moze takze bardzo duzo wyjasnic i pomoc zrozumiec wlasnie w sposob merytoryczny co sie wydarzylo i dlaczego w czasie porodu. Jestem stala bywalczynie tego forum juz pare lat , a zaczelo sie od pierwszego nie dokonca udanego porodu naturalnego , choc moim zdaniem nie dokonca... Wlasnie dziecki temu forum i opiniom Pani ekspert zrozumialam mechanizm porodu i zrozumialam co bylo przyczyna mojej nie fajnej koncowki porodu... i niestety miala wpyw na nia tylko i wylacznie sluzba zdrowia i jej bezsensowne procedury i ingerencje a takze nieumiejetnosc odbierania porodu w innych pozycjach niz najczesciej stosowanych ... jak na lezaco czy polsiedzaco. Uwazam ze zostalam okaleczona przez takie postepowanie a zarazem wyciagnelam lekcje z tego porodu i kolejne potrafilam juz sama tak pokierowac ze udalo sie uniknac obrazen ktorych doswiadczylam przy perwszym porodzie. Niestety tymi kolejnymi porodami bez ingerencji moglam sie cieszyc nie w Polsce... Dodam jeszcze tylko ze moje wszystkie trzy porody zaczely sie same i przebiegaly sprawnie bez zadnych komplikacji(trwaly pare godzin) , takze koncowka pierwszego porodu zostala zaburzona bez powodu przez-( moim zdaniem) zle wykwalifikowany personel i procedury krzywdzace kobiety, ktore zostaly dawno temu wdrozone, a nie maja naukowego na dzis dzien pokrycia.
  • princesswhitewolf 21.12.12, 16:15
    Wlasnie dziecki temu forum i opiniom Pani ekspert zrozumialam mechanizm porodu i zrozumialam co bylo przyczyna mojej nie fajnej koncowki porodu...

    wybacz ale uwazam ze nie forum ale przede wszystkim lekarze powinni odpowiedziec na twoje pytania bo nasza Pani ekspert choc doswiadczona przy porodzie nie byla i co odpowiada jest ogolne dla porodow a nie subiektywne dla Twojego przypadku


    i niestety miala wpyw na nia tylko i wylacznie sluzba zdrowia i jej bezsensowne procedury i ingerencje a takze nieumiejetnosc odbierania porodu w innych pozycjach niz najczesciej stosowanych ... jak na lezaco czy polsiedzaco. Uwazam ze zostalam okaleczona przez takie postepowanie
    lomatkoboskojezusiemaryjo, okaleczyli cie(?) bo musialas byc w przymusowej pozycji??? mowisz o nacieciu krocza jako" okaleczenia" czy jak???

    Niestety tymi kolejnymi porodami bez ingerencji moglam sie cieszyc nie w Polsce...

    no to juz chyba Holandia bo tam sa zwolennicy max naturalnych prodow.
    Tu w UK gdzie mieszkam tez ingeruja jesli nalezy i na sile nie kaza ci rodzic sn. Elektywna cesarka tez tu istnieje.
  • justcam 21.12.12, 20:14
    > wybacz ale uwazam ze nie forum ale przede wszystkim lekarze powinni odpowiedzie
    > c na twoje pytania bo nasza Pani ekspert choc doswiadczona przy porodzie nie by
    > la i co odpowiada jest ogolne dla porodow a nie subiektywne dla Twojego przypad
    > ku
    Ja tez uwazam ze to lekarze i polozne powinny tlumaczyc z tego co chca zrobic i dlaczego , ale niestety w pl tego nie robia albo wytlumaczenia sa nijakie bo niektorych sytuacji nie sa wstanie wyjasnic bo robia tak bo tak postepowano 20 lat temu i nie nauczyli sie inaczej to dotyczy glownie pozycji, a wyjasnienia dotyczace naciecia to tez niestety cimnogrod... Jesli chodzi o odpowiedzi pani Ekspert w tym przypadku pani Kasi to one sa tak pelne ze mozna sobie dzieki nim wiele wyjasnic co i dlaczego sie wydarzylo. Mnie porody fizycznie nie wykanczaly ja bylam przytomna i doskonale pamietalam za kazdym razem caly swoj porod. Zrozumialam czemu pierwszy zakonczyl sie dla mnie tak nieprzyjemnie na tym forum a te wiedze potwierdzily moje kolejne dwa porody teraz jeszcze lepiej rozumiem co stalo sie za pierwszym razem i dlaczego.

    > i niestety miala wpyw na nia tylko i wylacznie sluzba zdrowia i jej bezsenso
    > wne procedury i ingerencje a takze nieumiejetnosc odbierania porodu w innych po
    > zycjach niz najczesciej stosowanych ... jak na lezaco czy polsiedzaco. Uwazam z
    > e zostalam okaleczona przez takie postepowanie

    > lomatkoboskojezusiemaryjo, okaleczyli cie(?) bo musialas byc w przymusowej pozy
    > cji??? mowisz o nacieciu krocza jako" okaleczenia" czy jak???

    Wlasnie na tym forum zrozumialam jak wszystko ze soba jest powiazane i to ze polozna nie umiala odebrac porodu w innej pozycji dlatego zmusila mnie do innej do tego kazala przec z calych sil na jej okrzyk do tego naciela mnie a dziecie wyskoczylo jak wystrzelone z armaty za trzecim partym! efekt byl oplakany oczywiscie dotyczyl mojego krocza ....za takie odbieranie porodu to ja dziekuje bardzo i za taka fachowa pomoc rowniez....
    a jesli chodzi o kolejne dwa porody to odbyly sie wlasnie w UK i tu mozna urodzic naturalnie bez pseudo pomocy jaka mozna otrzymac w pl i jeszcze kaza sobie ufac ! taki tupet ...
  • sabciasal 21.12.12, 22:06
    to ja tylko zapytam, zupełnie serio: to co ty tu robisz? marnujesz czas na roztrząsanie cudzych problemów, które właściwie problemami nie są, bo wystarczy zapytać lekarza? przed, po, nie ma znaczenia. zdominowałaś wątek dziewczyny, która chce sobie pogadać o swoim porodzie, a jednocześnie na każdy temat masz odpoiwiedź, że rozmowa z lekarzem to jedyne rozwiazanie. masochistką jesteś czy co?
  • ciociacesia 21.12.12, 12:02
    w rozmowie z lekarzem jezeli w koncu sie na nia zdecydujemy
    --
    'Naprawdę sądzisz, że 100% więcej obowiązków i 100% mniej czasu dla siebie plus gwarantowana zapaść w sferze seksu, może naprawić wasz więdnący związek??!!'
  • dagmara-k 22.12.12, 00:19
    tez mialam nie dobry porod. dziecko ucierpialo na szczescie niewiele, po praiwe trzech latach wyglada, ze wszystko gra. ja przy samym porodzie tez nie, to raczej efekt bardzo trudnej ciazy z kilkoma komplikacjami, ze w 4 dobie wracalam znow do lekarzy. nie bardzo ja mialam o czym rozmawiac z lekarzem... swieta byly, do domu poszedl po szyciu i wiecej go nie widzialam. latalam po oddziale, zeby mi ktos heparyne do karty wpisal, zeby polozne mogly podac po ciazy z zaburzeniami krzepniecia. w karcie wypisu mam bzdury popisane, poprawione na moja prosbe mazakiem (nie ten numer ciazy, nie ten tydzien ciazy, brak paru kwestii zdrowotnych istotnych dla pologu).
    mialam bardzo niedobry, przedwczesny, straszny pokomplikowany porod, dlugo czulam sie jakas winna, nieudolna, smutna i rozgoryczona, nie wiem jak to opisac, ale steskniona za dzieckiem, ktorego nie moglam dotkanc przez kilka godzin po. ono juz dawno w domu bylo, a ja ciagle o tym myslalam, ze ja zabrali, ze sie bala, a mnie nie bylo przy niej.


    ale moj porod to tez piekne wspomnienie:
    1.meza, ktory fachowo odczytywal przez kilka godzin tetno mlodej, a potem byl echem poloznej, jakby mi tlumaczyl z polskiego na polski, a wreszcie plakal jak bobr i trzasl sie z wrazenia,
    2.skurczy, ktore wreszcie sie rozkrecily i to byla taaaaka ulga,
    3.nawet naciecia, ktore wiedzialam, ze jest dla dobra malej i ktore polozna wykonala po mistrzowsku,
    4. przede wszystkim krzyku malej, ktora wazyla niecale 2,5 a darla sie jak conajmniej rozhisteryzowana siedmiolatka:)

    i ty na pewno jak dobrze poszukasz w pamieci, to tez masz kilka takich fajnych fleszow, ktore z czasem beda wyrazniejsze niz te nieudane i niz te uczucia i mysli, ktore sie kolacza po glowie. jak wspominam swoj porod to placze z zalu, ale ze wzruszenia tez.

    moja corka jest jedna z 5 ciaz. nie chce brac udzialu w dyskusji czy to nalezy sie cieszyc ze zyje i jest zdrowa zamiast rozpaczac, ze porod nie taki. ale mysle, ze przez to jaka mam historie poloznicza tymbardziej mialam wyidealizowane oczekiwania i jak to trafia na trudny porod, to mamy klops w postaci totalnego rozpadu emocji po porodzie.
    nie bylysmy obie gotowe na ten porod mimo skurczy od 18 tc, nagle zaniklych po odplynieciu wod w 36/37.
    czasami mozna powiedziec "wiwat oksytocyna" choc mam nadzieje wiecej jej dzialania nie doswiadczyc. tu nie ma prostych wnioskow.
  • a.denver 26.12.12, 20:11
    Witam,
    odpowiem na Pani post z perspektywy początkującego położnika. Podczytuję to forum, żeby poznać preferencje rodzących w naszymkraju, ich oczekiwania wobec porodu. Mogę tylko przypuszczać co kierowało położnikami z Pani szpitala, że zaczęli taką indukcję. Wielokrotnie częściej spotykam się z przyspieszaniem porodu, który już się zaczął niż z indukcją od zera, która jest niezwykle niebezpieczna dla rodzącej i dziecka. Odpowiedź nasuwa mi się tylko jedna - pieniądze. Niestety wiele szpitali ma tak zakontraktowane umowy z NFZ-em, że wypuszczenie kobiety w terminie porodu jest nieopłacalne. Wynika to z faktu, że jeśli ta kobieta wróci do szpitala po mniej niż 11 dniach, szpital nie dostanie za nią pieniędzy z kontraktu (a tak zdarzyłoby się najpewniej w Pani przypadku, ze względu na cukrzycę i szacowaną w tamtym momencie wagę dziecka). Natomiast trzymanie Pani w nieskonczoność też jest kosztochłonne. I tak w kółko - może dlatego Pani nie dowiedziała się dlaczego tak a nie inaczej. Trudno to przecież logicznie wyłumaczyć. Nie bronię moich kolegów, bo nie wiem jak było naprawdę, ale sądzę, że było właśnie tak, a jeśli tak to dyskusje z dyrekcją nie mają najmniejszego sensu. Proszę mi wierzyć, że my boimy się takich indukcji, bo są ryzykowne. A pozewnictwo w polskim położnictwie przoduje przed innymi specjalizacjami. Po co komu pozew i wyrok? Ale jeśli mam wybierać między utratą pracy w trybie dyscyplinarnym (bo nie wykonałam polecenia służbowego szefa i nie wyindukowałam bezsensownie porodu, a zrobieniem tej indukcji, to wybiorę pewnie indukcję. Ja też mam dzieci na utrzymaniu. Trudno mi wtedy myśleć o tym, żeby mojej pacjentce było dobrze, kiedy dobro moich dzieci jest zagrożone). Taki jest system finansowania polskiej służby zdrowia w Polsce i nie jest to wina lekarzy.

    Oczywiście przykro mi, że Pani poród przebiegał w ten sposób. Sama mam za sobą poród indukowany od zera i poród całkowicie naturalny - rozumiem i znam różnicę, zawsze zachęcam pacjentki do poczekania, choć niektórym bardzo się spieszy ;) Zapewne Pani poród nie musiał tak wyglądać, ale piszę o tym, żeby Pani miała poczucie, że może ten absurd którego ofiarą Pani padła, zapoczątkowany został tam gdzie nie sięgają ani moje ani Pani macki. Zyczę Pani wszystkiego najlepszego na przyszłość i mam nadzieję, że z czasem złe wspomnienia miną.

    Pozdrawiam.
  • drzewachmuryziemia 26.12.12, 22:01
    ktora indukcja jest niezywkle ryzykowna - ta od zera? i dlaczego?
  • a.denver 26.12.12, 22:18
    Oj z wielu powodów. Przede wszystkim indukcja bardziej boli, okdytocyna podawana zewnętrznie nie zachowuje prawidłowej pulsacji wydzielania, trudno wymiareczkowac ile jej podać a jak juz się wleje, to potem się nie cofnie z tej decyzji. Dziecko często nam jeszcze balotuje przy indukcji, nie wstawia sie prawidłowo, skurcze są zbyt silne, stwarzają ryzyko niedotlenienia dziecka, przedwczesnego odklejenia łożyska, większe jest ryzyko dużych obrażeń kroczącej, bo nie ma możliwości spowolnienia akcji porodowej co przy porodzie naturalnym normalnie następuje na granicy faz. Często taki poród nam staje na 8cm i robimy cesarke albo i nie staje ale kończymy kleszczami lub próżnociagiem. Dziecko jest wymeczone, matka obolala po kolejnych interwencjach, które nam się lawinowo toczą jedna po drugiej. Wywoływanie porodu od zera jest bezsprzecznie niekorzystne jeśli nie ma wyraźnych wskazań i tam gdzie ja pracuje praktykuje się to rzadko. Proszę Panią Kasie żeby mnie poprawiła jeśli popelnilam jakiś merytoryczny błąd.
  • a.denver 26.12.12, 22:21
    Przepraszam za błędy ale z telefonu ciężko mi pisać.
  • drzewachmuryziemia 28.12.12, 19:16
    tak, wiem, ze boli bardzo, bo doswiadczyłam po tym, jak odeszły wody a skurcze zanikły, nic sie nie działo wiele godzin i zaczeli wywoływac, skonczyło sie własnie cc. Teraz pytam o wywoływanie bo mam miec planowe cc z powodu wielkiej torbieli, ktora jest przeszkodą porodową (bedzie ona jednoczesnie wycinana a moze to byc zabieg trudny bo jest dziwnie umiejscowiona, stad zabieg planowany) i własnie ma byc wczesniej podana oksytocyna, zeby nie robic tego na zimno. I sie zastanawiam, czy mi to jakoś zagraża.
  • a.denver 28.12.12, 19:37
    W takiej sytuacji nie - jeśli ciążą ma się i tak skończyc cc lepiej jest rozbujac macice i sprowokować skurcze, bo potem łatwiej będzie się macicy zwinąć po porodzie co zmniejszy ryzyko krwotoku (to raz) i ułatwi dostęp do torbieli (to dwa). Cc bezpieczniej dla odmiany robić gdy macica się kurczy choćby na oksytocynie egzogennej, bo i tak dość szybko podaje się znieczulenie i robi zabieg, nikt nie wnika wtedy w przebieg porodu "od dołu".
  • drzewachmuryziemia 28.12.12, 21:08
    dziękuję:)
  • julita165 28.12.12, 15:08
    Mnie lekarz w szpitalu też powiedział że wywoływanie od zera to igranie z ogniem i że wielce prawdopodbny jest koniec przez nagłe cc i jeśli już trzeba kończyć ciążę a nic się nie dzieje to o wiele lepsza jest cesarka
  • katarzynaoles 28.12.12, 12:33
    Chciałam Pani bardzo podziękować za ten głos - jest on ważny z wielu powodów. Po pierwsze jest dowodem na to, że rośnie ilość lekarzy naprawdę zainteresowanych tym, co myślą ich ewentualne podopieczne - a to daje nadzieję, że w końcu pojawi się jakiś konstruktywny dialog pomiędzy rodzącymi a medykami - to moje marzenie :). Po drugie to, co Pani pisze wiele tłumaczy - finansowanie to bardzo ważny element całej tej układanki. No i jasno mówi Pani o kolejnej rzeczy, którą nieczęsto porusza się publicznie: szpital to zakład pracy dla lekarzy i położnych - pracuje się więc w siatce zależności służbowych, co często uniemożliwia ujawnianie się ze swoimi osobistymi poglądami i przekonaniami. Od strony położnych typowym przykładem jest tu odgórna akceptacja lub jej brak dla ochrony krocza - niewiele jest rewolucjonistek, które zaryzykują "zesłanie" na izbę przyjęć chroniąc krocze wbrew polityce oddziału... Co wobec tego? Ja widzę jedno wyjście: głośne domaganie się wyjaśnień w każdej sytuacji oraz jasne artykułowanie swoich potrzeb. Pozdrawiam serdecznie :)
  • a.denver 28.12.12, 20:33
    Zdecydowanie większe zainteresowanie pacjentką jako podmiotem i świadomą swoich praw jednostką, która może w sposób odpowiedzialny i logiczny stanowić o swoim porodzie widzę wśród młodych lekarzy. Jest to zupełnie naturalne, daleko nam do syndromu wypalenia zawodowego. Zmienia się też wiele w polskim położnictwie, ponieważ wśród absolwentów kierunku lekarskiego zaczynają przeważać kobiety. To w przypadku porodu ma niebagatelne znaczenie. Co do finansowania dodam jeszcze, że takie sytuacje, jak opisana przez autorkę wątku, częściej zdarzają się w końcówce roku gdy liczy się punkty z kontraktu i szuka oszczędności w każdym kącie - przykre, że odbywa się to kosztem pacjenta. Ale niestety gdyby nie to, część oddziałów w ogóle trzeba by było zamknąć. Sama doświadczyłam tego przy okazi własnego porodu - moje dziecko zostało zatrzymane na noworodkach na 10 dni i mimo wolnych miejsc na położnictwie oraz tego, że jestem lekarzem i pracuję w tym szpitalu musiałam opuścić oddział po regulaminowych 2 dobach i dojeżdżać do dziecka po kilka razy dziennie, żeby je nakarmić, czego rzecz jasna nie mogłam robić nieustająco i w nocy dziecko było karmione sztucznie. To straszna prawda o naszej służbie zdrowia - absurdy piętrzą się od POZ-ów po oddziały kliniczne. Co do ujawniania swoich preferencji - ja też mam takowe, ale ujawniam je tylko w bezpośrednim kontakcie z pacjentką, nigdy nie chwalę się i nie uzewnętrzniam w dyżurce, wolę nie ryzykować. Jeśli trafiasz między wrony, musisz krakać jak i one. Mam więc dwie twarze :) rewolucji nie przeprowadzam, staram się być uczciwa wobec rodzących, ale polecenia szefa wykonuję bez dyskusji, nawet jeśli są niezgodne z moimi przekonaniami. Czasem, jeśli widzę, że coś ugram, jeszcze walczę, ale zwykle przegrywam. Niestety nie mam takiego komfortu, że znajdę pracę wszędzie gdzie się tylko pojawi moja skromna osoba. Poza tym w moim mieście, obojętnie gdzie się nie trafi, trzeba się przystosować do pewnych reguł. Takie życie.
  • dagmara-k 31.12.12, 08:43
    czyli pacjentka na haju hormonow i w strachu porodu ma byc bardziej odwazna i przewidujaca niz czlowiek, ktory jest w pracy... ja latalam po oddziale za swoja heparyna, ktora trzeba bylo mi podac, mimo, ze na pytanie salowej kiedy urodzilam odpowiedzialam w drugiej dobie, ze "z tydzien temu chyba". na sali porodowej walczyl o mnie moj maz, bo ja sama za bardzo plakalam ze strachu o zycie dziecka. ale walczyl tylko o to, zeby polozna mowila do mnie wprost zamiast ironizowac z mojego zachowania. o to, ze wcale nie musze 7 godzin rodzic w jednej pozycji na plecach i podpieta do ktg nie walczyl, bo nie wiedzial, ze nie bylo az takiego zagrozenia, zeby to bylo konieczne. sama wtedy nie wiedzialam, ze moze byc inaczej. przed nastepnym porodem musi sie chlopak troche podszkolic... tylko czy w stresie bedzie umial z tej wiedzy skorzystac? watpie, ze przy skomplikowanych porodach, jak jeszcze dostraszy personel, mozna racjonalnie domagac sie swoich praw. przy zwyczajnym nawet porodzie moze byc trudne, szczegolnie pierwszym.

  • a.denver 31.12.12, 13:44
    Trudno mi odpowiadać za całe środowisko położnicze, ale mogę podyskutować jak to wygląda z mojej perspektywy czy perspektywy mojego oddziału. Pozwoli Pani, że zacytuję, tak jest łatwiej odpowiadać

    > czyli pacjentka na haju hormonow i w strachu porodu ma byc bardziej odwazna i p
    > rzewidujaca niz czlowiek, ktory jest w pracy...

    Pacjentka, zanim zostanie postawiona w sytuacji porodu, zanim pojawi się strach i zaczną wrzeć hormony powinna ponosić pełną współodpowiedzialność za swój poród - to znaczy dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Nie od dziś wiadomo, że poród jest doświadczeniem ekstremalnym i mechanizmy nim rządzące są bardzo atawistyczne, dlatego dobrze poznać je wcześniej i umiejętnie analizować sygnały docierające z własnego organizmu, ponieważ nikt nie zna i nie rozumie ich lepiej niż matka, która rodzi własne dziecko. Ja w pracy jestem po to, żeby dla Pani i Pani dziecka poród zakończył się w dobrym stanie, ze swojej strony staram się brać pod uwagę też stan psychiczny, ale wiem że niewielu położników to robi. Ba - mało który położnik rozumie podstawowe mechanizmy porodu i umie wykorzystać siłę płynącą z natury na korzyść rodzącej. Dlatego znając realia polskich porodówek, matka powinna obronić siebie i dowiedzieć się o swoim położeniu jak najwięcej na wypadek, gdyby trafiła akurat tam, gdzie nikt nie będzie dbał o jej dobro ogólne w jako takim szerokim rozumieniu. Jeśli matka jest sparaliżowana strachem, bo nic o porodzie nie wie nawet w teorii i trafi na ignorujący jej potrzeby porodowe personel, to jest to koktajl z którego wychodzi trauma porodowa na całe życie. Dlatego nie ma co się oglądać na innych i trzeba wcześniej zadbać o to, żeby poród wyglądał tak jak sobie tego życzą rodzice. I stanowczo obstawać przy swoim stanowisku. Dla wielu położników poród zakończony urodzeniem zdrowego dziecka to poród dobry i zakończony szczęśliwie, niezależnie od poczucia jakie ma po nim matka. Nie zmienimy tego, więc jedyną naszą linią obrony jest odpowiednie przygotowanie głowy i ciała oraz spisanie oczekiwań i pilnowanie, aby oczekiwania te były zaspokajane w jak największym stopniu. Ja biorę pod uwagę każde oczekiwanie mojej rodzącej - nie chce mieć wenflonu? ok. Nie chce KTG? ok. Nie chce nacięcia krocza? ok. Chce rodzić na podłodze? ok. Ale ja to muszę mieć na piśmie. Podpisane! Wtedy, kiedy matka jest jeszcze w pełni sił psychicznych. I w pełni świadoma. A jeśli jest ojciec, chcę mieć podpis ojca. Ja nie mogę działać wbrew woli pacjentki, tylko widzi Pani - jak wyciągam dokument i każę matce podpisać, że godzi się dobrowolnie na niepodłączanie wenflonu to już miękną jej nogi i jednak podpisać nie chce. A jeśli stanie się coś co sprawi, że musimy matce natychmiast toczyć krew, to potem kto odpowie za to, że nie mogłam się wkłuć w zapadnięte żyły? Jeśli mam to na piśmie, jest to odpowiedzialność matki. Ma prawo. A jeśli nie mam, jest to odpowiedzialność moja. Bo ja byłam w pracy i powinnam była być bardziej przewidująca... Rozumie Pani? Odbiora mi prawo wykonywania zawodu, na które pracowałam latami. Moja rodzina straci źródło utrzymania, ja zapłacę gigantyczne odszkodowanie, bo Pani mąż będzie miał prawo wytoczyć mi proces cywilny, jeśli Pani stanie się krzywda. Kij ma zawsze dwa końce, my też się musimy bronić - my musimy być przewidywalni przede wszystkim dla ochrony własnej głowy. Położne mają w tym trochę mniejszy udział, bo ostatecznie za przebieg porodu powikłanego odpowiada lekarz dyżurny.


    na sali porodowe
    > j walczyl o mnie moj maz, bo ja sama za bardzo plakalam ze strachu o zycie dzie
    > cka.

    ale dlaczego płakała Pani ze strachu o życie dziecka? No błagam, naprawdę Pani myśli, że ktoś w szpitalu chce zrobić krzywdę Pani dziecku? :) Główny problem polega na tym, że niezależnie od wszystkiego pacjentki przyjeżdżają nam do porodu nabuzowane złą energią, od razu z założeniem, że jesteśmy dla nich śmiertelnymi wrogami i zagrożeniem. Z myślami "rany, co mnie tam czeka, kochanie pilnuj mnie, żeby oni nas nie pozabijali". (słyszałam na własne uszy).

    ale walczyl tylko o to, zeby polozna mowila do mnie wprost zamiast ironizo
    > wac z mojego zachowania.

    jeśli ironizowała, to znaczy że jest nieprofesjonalna i przykro mi, że trafiła Pani na taką osobę - to nie powinno mieć miejsca. Ja wiele jestem w stanie zrozumieć - sama nie zawsze mam ochoę się uśmiechać, bo też mam swoje zmartwienia i bywa, że nie zawsze w podobnym stopniu angażuję się w porody moich pacjentek. Kiedy zostawiam w domu chore dziecko albo kiedy ktoś z moich bliskich ma jakiś bardzo ważny dzień (ostatnio operacja mojej mamy) wchodzę na oddział i czekam byle do końca. Tak - jestem człowiekiem i nie wstydzę się tego :) ale zdarza mi się to rzadko. Jeśli zdarzałoby się zbyt często, potrzeba by było pomocy psychologa.

    o to, ze wcale nie musze 7 godzin rodzic w jednej pozy
    > cji na plecach i podpieta do ktg nie walczyl, bo nie wiedzial, ze nie bylo az t
    > akiego zagrozenia, zeby to bylo konieczne

    nie musi Pani leżeć 7 godzin podpięta pod KTG, ale ma Pani prawo do rzetelnej informacji - ja, gdybym widziała, że dziecko źle nam idzie na skurcze, że są niewielkie deceleracje, zapewne przedstawiłabym Pani wszystkie możliwości, włącznie z tymi, które zdarzają się w odsetkach przypadków i potem poprosiłabym Panią o świadomą decyzję, jako że jest Pani w pełni władz umysłowych. A na koniec poprosiłabym Panią o podpisanie tej świadomej dycyzji :) chodzi o to, że to Pani jest matką - ja mam zadanie powiedzieć Pani co oznacza sytuacja w której się znajdujemy oraz przedstawić drogi, którymi ta sytuacja może pójść. To Pani musi decydować, mając pełną wiedzę o swoim położeniu. Tak jak w przyszłości zadecyduje Pani o szczepieniach, badaniach dziecka, wyborze przedszkola czy szkoły. Nie mam prawa nawet sugerować co zrobiłabym w określonej sytuacji, nie mam prawa Pani namawiać. Moim obowiązkiem jest mówić Pani prawdę w zrozumiałym dla Pani języku i oczekiwać od Pani jasnej deklaracji swoich postaw - dlatego uważam, że wiedza o porodzie jest tak samo potrzebna jak każda inna wiedza o sytuacji w której przychodzi nam się znaleźć (to samo dotyczy np. wychowania dziecka - pewnych rzeczy nie powinno się z założenia robić tylko instynktownie, potrzeba też trochę teorii, żeby samostanowienie o sobie było lepsze i żeby było w nim mniej lęku). Tego chyba zabrakło w Pani porodzie.

    Zawsze może Pani domagać się swoich praw - sęk w tym, że trzeba te prawa poznać, a potem z pełną odpowiedzialnością przyjąć na klatę skutki podejmowanych decyzji. Natomiast w polskim położnictwie jest trochę tak - kobieta jedzie do porodu, wie mniej-więcej co by chciała, poczytała trochę forum a trochę nie. Z góry zakłada, że pewne procedury są złe i od razu na wejściu próbuje ich uniknąć, ale potem już na porodówce nie umie o siebie zawalczyć, bo zaczyna jej brakować ODWAGI, boi się własnych decyzji i ich konsekwencji. Boi się wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko, swoją ciążę, swój poród, który przecież nie jest udziałem tego lekarzyny, mającego jej teraz pomóc bardziej lub mniej tylko jej samej. I męża ;) Jest to mechanizm obronny jakby nie było - bo jak coś się stanie, to zawsze można zwalić na niemiłą położną i lekarza, więc może lepiej nie wyrażać głośno swoich poglądów. A sęk w tym, że we własnych poglądach trzeba być ugruntowanym, szczególnie w tak ważnym dniu jakim jest własny poród. Jeśli jest inaczej, to można to śmiało porównać do najważniejszego w życiu egzaminu, na który ktoś szedłby nieprzygotowany. I nie był pewny swojej wiedzy ani tego, co chce przekazać innym ludziom.
  • a.denver 31.12.12, 14:26
    Tyle mam do powiedzenia, że mi się nie zmieściło :)

    Informacja, informacja, informacja - tego nam brakuje w dialogu między lekarzem a pacjentką. Pacjentkom brakuje wiedzy o własnym stanie na poziomie nie medycznym a tylko fizjologicznym, bo poród z założenia takim powinien być, tylko my go przenieśliśmy do szpitali, robiąc z niego stan zagrożenia (szpital=choroba i trudno uciec od tego myślenia). Lekarzom brakuje poczucia, że pacjentki nie są idiotkami i ewentualnie mogą sobie poradzić z jakąś trudniejszą decyzją, a trzeba im tylko przedstawić ewentualne wyjścia z wyjaśnieniem jak często określone powikłanie się zdarza. Dla jednej pacjentki 1% to na tyle dużo, że podłączy się pod KTG i przeleży poród a dla innej na tyle mało, że odważnie zacznie spacerować i zrezyguje całkowicie z dodatkowego monitorowania. Chodzi o to, żeby mieć wybór. Świadomy. Jasny. Klarowny. To zmniejsza poczucie lęku, niezależnie od podjętej decyzji, a każde zmniejszenie poczucia lęku korzystnie wpływa na przebieg porodu. Do tego, żeby poród był dobry, obie strony muszą być przygotowane. Ja i Pani musimy się zapryzjaźnić i ufać sobie wzajemnie, wierzyć, że obie jesteśmy tu w jednym celu i uwspólnić nasze oczekiwania tak, żeby Pani dobro nie było zagrożone a moje racje poparte jakimś tam doświadczeniem były wzięte przez Panią świadomie pod uwagę :)

    i tyle dla mnie w temacie. Pozdrawiam
  • drzewachmuryziemia 31.12.12, 20:33
    czasami juz na izbie przyjec trafia sie na taka osobe, ze człowiek jest przerazony co bedzie dalej - nie trafia sie prosto na porodówkę. ciezko tez pytac o cokolwiek kogos, kto mowi: tak trzeba i sie odwraca, albo inna osobe, która gdy sie zamysliłam powiedziała: haloo, mowi sie do pani - bardzo niemiłym tonem. takie dorbne rzeczy+ból i strach przed nieznanym bardzo wytrącaja z równowagi, upokarzają także niemiłosiernie jesli ich dodatkiem jest wsadzanie łapy w krocze, a na jęk bólu, komentarz: to panią boli?? to? (i tu nacisk na to co własnie tak bardzo bolało, wiec znów okropny ból) - to nie ma prawa pani bolec.
  • a.denver 31.12.12, 20:52
    Nie jest to błąd w sztuce ale zdecydowanie odbiera poczucie bezpieczeństwa i godności, co nie powinno się zdarzać. Byłoby dobrze, gdyby poloznicy zrozumieli, że wprowadzenie kobiety w taki stan niepewności komplikuje również im pracę. Zestresowana pacjentka to trudniejsza pacjentka, pacjentka z poczuciem żalu prędzej będzie wyciągać konsekwencje nawet drobnych niepowodzen. To się nie opłaca, ale potrzeba czasu, żeby nasze środowisko to zrozumialo. Natomiast to jeszcze bardziej potwierdza moja teorię, by do porodu przygotować się możliwie najlepiej i uwierzyć w to, że aby urodzić dziecko żaden lekarz nie jest do tego potrzebny. Moim zdaniem u nas za mały nacisk kładzie się na przekazanie kobietom, że poród jest stanem całkowicie naturalnym, starszym niż najstarsza medycyna i że tylko matka ma taka moc, aby wydać dziecko na świat. Ta moc powinna być w niej tak ugruntowana, żeby to ona na porodowce była góra!!! Tego życzę wszystkim rodzacym. Ja mam za sobą jeden taki poród, w którym wykorzystalam całą swoją wiedzę o naturze porodu i przysięgam, że to była ekstaza :)
  • dagmara-k 01.01.13, 16:57
    nooooo ja koncowke swojego porodu tez pamietam jako cudowne i ekstatyczne przezycie. ale to bylo juz po zmianie poloznej, ustapieniu czesciowo znieczulenia, kiedy zaczelam sie wreszcie integrowac z tym co czuje i ze rodze i sama mowic jak jest, co sie dzieje, jak odczuwam parte skurcze. i to bylo juz bez ktg. ostatnie pol godziny mojego porodu to byl cud natury i chce jeszcze rodzic sn. ze dwa razy jeszcze;) pewnie zadzialala i oksytocyna i moj spokoj, bo ile mozna byc w maksymalnym strachu, ale w duzej mierze to zmiana poloznej, ktora do toalety tez mnie nie wypuscila, jak ta pierwsza, ktg tez nie odpiela, nie dala wyboru, krocze naciela, ale byla tak zaangazowana i mila po prostu, wspierajaca, zyczliwa i rozumiejaca, ze chetnie jej poszukam, jak przyjdzie mi jeszcze kiedys rodzic i ze o nic nie mam do niej zalu, a awet bardzo sie ciesze z naciecia i innych jej decyzji. jakims cudem ta pierwsza polozna zostawila tylko zal i zlosc a druga powodowala, ze wszystko co robila rozumialam i umialam sie w tym odnalezc i dobrze czuc.

    ale mysle, ze w moim przypadku zadzialaly 3 rzeczy o ktorych pani pisze:
    1. polozna, ktorej maz musial utemperowac nosa, bo strasznie sie dziwila czemu ja sie denerwuje, a ja na prawie miesiac przed terminem, z odplynietymi zielonymi wodami, po 3 miesiacach bardzo trudnego przebiegu ciazy spedzonych w szpitalu, poronieniach w wywiadzie slysze ze tetna nie moga znalezc i mam byc spokojna i radosnie przedstawic plan porodu? to jest tez odpowiedz na pytanie czemu ja plakalam i czy mysle, ze chcecie nam dzieci krzywdzic. w mojej sytuacji strach i placz wydaje sie oczywisty.
    2. nie bylo zadnego planu... plan byl, zeby corka zyla. czyli zrealizowany:) ale to dopiero po moglam odetchnac, a wczesniej chyba po tym trudzie ciazy nie wyobrazalam sobie, ze i kocowka bedzie trudna. moj stres i nieprzygotowanie tez to wazny czynnik, zgadzam sie. sa sytuacje kiedy nie da sie przygotowac. nie moglam isc do szkoly rodzenia, bo nigdzie nie chodzilam;) ale naumiana bylam oddychania i komunikacji miedzy otworami ciala na tyle, ze w ostatniej fazie bardzo skorzystalam:)
    3. kolejna rzecz ktora wplynela na to, ze porod byl jaki byl to fizjologia tej konkretnej ciazy i tu do nikogo nie mozna miec pretensji, tylko sie cieszyc ze sie skonczylo tak dobrze.


    ja mam podobny zawod, wiec dobrze rozumiem te trudnosci miedzy wlasnym a placowki rozumem, potrzeba pacjetna a logika finansowego rozliczenia realizacji tych potrzeb itd. ale nie zgadzam sie, zebym musiala byc madrzejsza u lekarza od lekarza, a to niestety czesto jest tak, ze tzreba samemu o siebie zadbac.
  • a.denver 01.01.13, 21:12
    Rozumiem Panią - sama mam podobne doświadczenia, mam za sobą trudną ciążę i stratę dziecka i wiem jak bardzo lęk może sparaliżować kobietę w czasie porodu. Wiem, że chciałoby się, żeby ktoś pomógł nam nieść ten ciężar porodu. Po moim pierwszym porodzie, który był kompletnie do bani, postanowiłam jednak wziąć sprawy w swoje ręce i przy kolejnym nie dać się zmanipulować ani zastraszyć. Bardzo się przygotowywałam do tego porodu. Powiedziałam sobie, że żaden lekarz nie może być mądrzejszy w tym momencie ode mnie i byłam tak pewna swoich racji, że wszystko poszło jak po maśle. Uwinęłam się w 3h. Jeśli jeszcze kiedyś będę w ciąży, na kolejny poród zdecyduję się w domu. Po moim drugim porodzie, który był po prostu idealny, nabrałam takiego poczucia mocy i wiary we własne ciało i umysł, że już mi chyba nikt nie podskoczy ;) czego i Pani życzę. Pozdrawiam.
  • dagmara-k 01.01.13, 22:30
    mysle, ze cwiczenie czyni mistrza i choc w noszeniu ciaz mi sie to nie sprawdza to w rodzeniu moze;) mam wielkie nadzieje, ze jeszcze kiedys bede rodzic i ze trafie lepiej i przygotowana bede lepiej. chyba nawet juz jestem po czesci.
    pozdrawiam rowniez i dziekuje za aktywnosc na tym forum.
  • gos85 25.01.13, 17:02
    jak dobrze że są tacy lekarze jak Pani..

    Życzę Pani żeby entuzjazm i poglądy zostały Pani na cały okres pracy zawodowej. Naprawdę tego nam potrzeba, takich lekarzy.. Pozdrawiam!!!
    Szkoda ze to anonimowe forum :)
    --
    www.hormonyimuffiny.blogspot.com/
  • milamala 25.01.13, 19:02
    "jak dobrze że są tacy lekarze jak Pani.. "

    Pani a.denver sama przyznala, ze wykonuje czasem polecenia sluzbowe przelozonych , ktore nie sa zgodne z jej systemem moralnym, bo ma rodzine, ktora musi utrzymac.
    To calkowicie zrozumiale oczywiscie.
    Ale tez jako zywo nie ma powodu do piesni pochwalnych.
    Jesli lekarz z ktorym mam kontakt nie robi dla mnie mnie wszystkiego co najlepsze to raczej niewiele mnie obchodzi dlaczego tego nie robi: czy z glupoty, czy z niewiedzy, z wygodnictwa albo konformizmu, chocby zrozumialy strach przed przelozonymi nie jest czyms co poprawi moj stan zdowia. A o to mi wlasnie chodzi jak udaje sie do lekarza.
  • magda_bemowwo_park 28.01.13, 12:35

    jestem 7 tygodni po i nadal mam w sobie złość, rozczarowanie i żal.
    Tak po ludzku. Za to potraktowanie przedmiotowe. Starałam się sobie to jakoś wytłumaczyć, zracjonalizować.
    Przegadałam z psychologiem.
    Myślę, że już na długo zostanie we mnie to poczucie, że coś zostało mi odebrane, że w pewien sposób zostałam ubezwłasnowolniona.
    Wiem, że dla niektórych to może być dziwne i mało zrozumiałe. Bo przecież w efekcie wszystko dobrze się skończyło, prawda? Nikt nie umarł...
    Byłam na kontroli w 5 tyg. Dowiedziałam się, że wszystko jest super, nie ma żadnych problemów. A to, że codziennie boli brzuch, jest stan podgorączkowy jest normalne.
    Dziś wracam z wizyty u innego lekarza, bo doszło krwawienie. Macica wcale się nie obkurczyła - bo zakładam, że nie mogła w 5 tygodniu być już idealnie obkurczona, a teraz ponownie się rozwijać...
    Mam wpisane konsultacje u ortopedy, chirurga i do wykonania badania krwi plus test obciążenia glukozą.
    Mam wrażenie, że dla "mojego" lekarza z chwilą wydania na świat dziecko przestałam być pacjentką.

    Nie obrażając obecnych tu przedstawicieli służby zdrowia - cholernie mnie wkurza traktowanie pacjentów jak mebli
  • drzewachmuryziemia 31.12.12, 20:25
    święta racja, dlatego mi sie juz porodów sn odechciało

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka