Dodaj do ulubionych

mój wspaniały czwarty poród

26.02.14, 09:46
To była zaskakująco trudna ciąża. Najpierw dużo pracowałam i oczywiście zajmowałam się trójką starszaków ambitnie planując aktywność zawodową do samego końca, ale życie zweryfikowało ten plan- w 29 tc poszłam na zwolnienie bo czułam się coraz gorzej, ciagle trapiły mnie różne infekcje, anemia, miałam kłopoty z chodzeniem i dramatyczną bezsenność. Już miesiąc przed terminem czułam się bardzo "porodowo" i praktycznie nie wychodziłam z domu. Na dodatek w wymazie wyszedł mi GBS czego nie doświadczyłam w trzech poprzednich ciążach i co mnie nieco stresowało. Od 37tc miałam co noc skurcze, szyjka w badaniu wewnętrznym była miękka, ale ... niec konkretnego się nie działo. W końcu minął termin ale na pierwszym KTG nadal miałam 2,5cm szyjki. Następne badanie miało być za trzy dni, dzień wcześniej czułam się fatalnie i intuicyjnie czułam że jest już blisko.... Położyliśmy się spać o 23.30. Mąż zasnął od razu, ja tradycyjnie miałam z tym kłopot. Pierwszy skurcz poczułam o 23.55 - i od razu wiedziałam, że "się zaczęło". Było bardzo boleśnie, bóle były w dole kręgosłupa i momentalnie przyginały mnie do klęku, w pozycji pionowej nie byłam w stanie ich wytrzymać. Po dwóch kolejnych skurczach zadzwoniliśmy po nianię, która miała przyjechać do dziewczynek i w pośpiechu zaczęliśmy szykować się do szpitala. Dojechaliśmy tam ok 1.10 - informacja że to czwarty poród i mam regukarne skurcze co 4-5 min zrobiła wrażenie na izbie i szybko się nami zajęto, mimo że jednocześnie dotarły tam dwie inne rodzące. Jak się jednak okazało w badaniu wewnętrznym miałam jedynie rozwarcie na 2 cm i nadal 1,5 cm szyjki. Papierologię na izbie załatwiałam klęcząc przy krzesełku i wydmuchując powietrze... Przed 2 rano trafiliśmy na naszą salę. Przygasiliśmy sobie światło, włączyliśmy radio nadające muzykę klasyczną i zostaliśmy sami. Za chwilę przyszła położna, która miała nam towarzyszyc aż do finału, przedstawila się i podłączyła mi na 20 min. KTG na leżąco, co odrobinę wyciszyło skurcze. Z tego wszystkiego zapomnieliśmy o antybiotyku - dopiero kwadrans przed trzecią założono mi wenflon i podano penicylinę. Praktycznie przez cały czas byłam w pozycji klęczącej ale skurcze i intensywność bólu nasilały się. Koło 3.30 w badaniu - przeprowadzonym w na materacu na którym klęczałam i - o dziwo (w porównaniu do poprzednich porodów) praktycznie bezbolesnym nadal miałam tylko 2 cm rozwarcia ale za to całkowicie zgładzoną szyjkę. Kolana mnie już bardzo bolały wiec pomyślałam, że może odpocznę trochę w wannie. Położna przyszła, oceniła że to świetny pomysł i napełniła wannę wodą. Było mi w niej rzeczywiście lepiej, ale skurcze szybko zaczęły się nasilać. O 4.20 poprosiłam położną o kolejne badanie, bo bolało coraz bardziej. Zbadała mnie w wannie - było już 6cm. Zapowiedziała że za kwadrans zrobimy kolejne KTG i zostawiła nas samych. Ale po 10 min. bolało już tak bardzo, że znów zawołaliśmy naszą położną. Uznała, że chyba czas już wyjść z wody - kiedy opuszczałam wannę, kolejny skurcz zgiął mnie w pół. Jakąś resztką sił klęknęłam na łóżku porodowym z pupą w górze i głową opartą na dłoniach - okazało się, że mam już pełne rozwarcie! Jadąc do szpitala, byłam przekonana, że chcę rodzić na stojąco, ale teraz mimo namów położnej, nie miałam siły się wyprostować... pomogła mi się więc położyć na boku i górną nogę zadarła do góry. W tej pozycji przyszedł kolejny skurcz - wydmuchiwałam powietrze i jęczałam - za chwilę urodziła się główka, oboje z mężem jej dotykaliśmy, co było tym bardziej niesamowite, że mała rodziła się "w czepku" - miała całą głowę w pęcherzu płodowym! Jeszcze trochę pokasływania i zdmuchiwania świeczek i o 4.40 3240g mojego czwartego szczęścia trafiło mi na brzuch :-) . Jak tylko opatrzono mi krocze (jedno małe pęknięcie skóry i jedno minimalne otarcie zszyte ekspresowo i bardzo delikatnie, choć bez znieczulenia (ale to był mój wybór), zostaliśmy na dwie godziny sami. Podsumowując - był to dość bolesny i nie najkrótszy z moich czterech porodów, za to najbardziej naturalny, intymny i najpiękniejszy. Bardzo szybko doszłam do siebie za co jestem niezwykle wdzięczna położnej, której dyskretna, ale profesjonalna opieka bardzo się do tego przyczyniła. Życzę wszystkim mamom równie udanych rozwiązań :-)
Edytor zaawansowany
  • katarzynaoles 26.02.14, 19:21
    Gratuluję pięknego porodu :). To bardzo budujące, kiedy czyta się takie opowieści, dziękuję za opis. Pozdrawiam serdecznie :)
  • listek_a 26.02.14, 20:43
    Gratuluję! Chyba przez to, że jestem przed porodem, głównie widzę w opisie wyraz BÓL. Ale cieszę się z Tobą, że to dla Ciebie wspaniałe wspomnienie. Życzę całej rodzinie zdrowia a rodzicom dodatkowo siły:)
    --
    Jest coraz trudniej. Jest coraz lepiej.
    Jest wspaniale.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka