Dodaj do ulubionych

Mój (drugi) poród (w wodzie)

01.09.16, 14:27
Jakiś czas temu pytałam panią Kasię co się może powtórzyć z pierwszego porodu.
Dla zainteresowanych link tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/w,548,159597754,159597754,Pierwszy_raz_a_drugi_ciaza_porod_polog_.html
Tak w skrócie to Pani Kasia miała rację :) Poszło bardzo sprawnie i dziecko też było dość duże :)

A teraz relacja :) Długa i szczegółowa :)

Dnia 8 czerwca mijał termin mojego porodu. Na wizycie u położnej zdecydowałam, że chcę tzw. membrane sweep (masaż szyjki?). Miałam 50% szans, że akcja rozkręci się w ciągu 48h :) Nadzieję miałam ogromną bo pierwszy poród wywoływany oksytocyną. Tego samego dnia "wykorzystałam" też męża żeby zwiększyć szanse ;) Następnego dnia po południu poszliśmy na długi spacer. Po spacerze wyleciał ze mnie spory glut. Już byłam szczęśliwa bo coś ruszyło :)

10 czerwca, godz. 14.00
Od rana męczyły mnie skurcze, ale z jakiegoś powodu nie myślałam, że to już to.

10 czerwca, godz. 15.00
Leżę sobie na łóżku z córką i układamy puzzle. Nagle moim brzuchem zatrzęsło i poczułam takie pyknięcie. Myślę sobie "co to było?" i sekundę później mnie olśniło "pękł worek owodniowy! zaraz odejdą mi wody!". Nie myliłam się, dosłownie 5 sekund później poczułam znajome mi ciepło w okolicy krocza :) (tak samo zaczął się pierwszy poród). Pobiegłam do łazienki, bo oczywiście chlustało jak za pierwszym razem, i od razu zadzwoniłam do męża do pracy żeby się powoli szykował bo możliwe, że zaraz się zacznie. Przyjechał 30 minut później choć mówiłam, że nie ma pośpiechu bo skurcze nieregularne, a wody czyste. Jednak ok 16.00 skurcze przybierały na sile. Zadzwoniłam do szpitala skonsultować sytuację. Położna mówi, że to wczesna faza i żeby poczekać z przyjazdem aż skurcze będą co 5 min i trwać conajmniej 45 sek. Jak tylko się rozłączyłam z przerażeniem stwierdziłam, że one są co 5 min!, a nawet czasem 4 min! ale trwają 30 sek wg moich obliczeń... No więc czekamy, chodzę po pokoju, na skurczu przystaję, poruszam biodrami, "tańczę"... i coraz bardziej nie daje mi spokoju ta krótka przerwa między nimi.
Podejmuję decyzję: Jedziemy! Jest godz 17.00 czas korków! Lepiej pojechać za wcześnie niż rodzić w samochodzie.
Starsza córka została z babcią, a my ruszyliśmy do szpitala.

Dotarliśmy tam ok 17.20 udało się w miarę szybko, ale nie chciałam uchodzić za panikarę ;) i już na miejscu nie spieszyłam się na oddział, krążyłam chwilę po korytarzu. Czas pomiędzy skurczami skrócił się do 3 min!
Położna przydzieliła nam salę, podłączyła pod ktg i oceniła kolor wód. W międzyczasie sprawdziła rozwarcie - 4 cm. Wszystko idzie zgodnie z planem :)
Spytała czy chcę leżeć czy skakać na piłce, od razu wybrałam piłkę! Podczas podskoków skurcze nasilały się, już były co dwie minuty... Nagle przyszła kolejna położna (chyba nocna zmiana), zerknęła w dokumenty i pyta:
"A może chciałabyś urodzić w wodzie? Basen akurat jest wolny".
"No pewnie, że chcę!!!" - wykrzyknęłam. Nie wiedziałam, że mogę!

Tak na marginesie: plan porodu był taki, że nie chcę znieczulenia oprócz gas&air i że chcę rodzić w pozycji na kolanach (jak za pierwszym razem), a tu proponują poród w wodzie - taka niespodzianka :)))
Po dłuuugim oczekiwaniu (pewnie minęło 10-15 min, ale podczas porodu czas jakoś dziwnie leci) usłyszałam, że basen gotowy, możemy iść. Ufff!

Przeczekałam jeszcze jeden skurcz i miałam ok minuty żeby przejść do sali na przeciwko (do pokonania jakieś 4-5 m). Modliłam się w myślach, żeby położna zdążyła przepiąć rurkę z gazem zanim nastąpi kolejny skurcz. Udało się, zdążyła! Tylko, że następny skurcz powalił mnie na kolana! Prawie, że dosłownie! Przykucnęłam żeby nie upaść i przestraszyłam się bo w moim odczuciu był jakieś 3 razy silniejszy niż te poprzednie.
Pamiętam, że spytałam "Co to do cholery było!!!???" Wtedy usłyszałam "Musisz natychmiast wejść do wody! Musisz wejść przed kolejnym skurczem, po prostu musisz!" Jakoś się wgramoliłam. Ciepła woda natychmiast ukoiła moje ciało. Czułam się przez chwilę jak w spa :)) Zaciemniona sala i podświetlona wanna dodawały nastroju...
Kolejna informacja położnej, która miała uśmiech od ucha do ucha :) "Idzie bardzo szybko! To niesamowite! Zaraz urodzisz!" :)
Nie myliła się. Kolejny skurcz i czuję że moje wnętrze wypełnia główka dziecka! W tym momencie odczuwam niesamowitą potrzebę parcia. Jestem trochę przerażona bo czuję, że powoli tracę kontrolę i zaczynają działać naprawdę siły natury!!!
Tutaj ratuje mnie mąż mówiąc: "Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Pamiętasz jak przy pierwszym porodzie położna powiedziała ci rób to co podpowiada ci ciało? Teraz będzie tak samo. Natura wie co robi..." Te słowa mnie uspokoiły, poddałam się chwili... niech się dzieje wola nieba... :)
Kolejny skurcz..., prę... Położna mówi, że główka znajduje się 2 cm od wyjścia!
Kolejny... główka już widoczna! Słyszę jak mówi do mojego męża "Chodź, zobacz! O!, ma sporo włosków na głowie :)"
W tym momencie chciałam dotknąć tę czuprynkę :) ale usłyszałam, żeby nie dotykać bo może to aktywować dziecko do oddychania (czy coś w tym stylu) więc cofnęłam rękę.
Jeszcze dwa czy trzy skurcze i maleństwo wylądowało na mojej piersi :))) Oczywiście wielka ulga! Jestem najszczęśliwsza na świecie! :)
Mąż mówi - "druga córeczka!" - Nie znaliśmy płci dziecka, ani za pierwszym, ani za drugim razem :) Naprawdę fajne są takie niespodzianki :)))
Urodziłam o godz 19.20
Córcia trochę purpurowa była, podobno to przez szybki poród, ale w pełni zdrowa :)
Trochę lżejsza niż pierwsza bo jedynie 4.160 kg :) za to dłuższa o 5 cm. (59cm).
Kolejny raz udało się bez nacięcia.

Poród nr dwa był naprawdę piękny :) urodziłam w zgodzie z własnym ciałem i naturą :)
Jeśli, któraś z Was rozwarza poród w wodzie to gorąco polecam!!! Przeżycie z kosmosu!

Połóg był ekspresowy, zero bólu, 2h po porodzie (przez te dwie godziny był czas dla nas) wstałam, wzięłam prysznic, siedziałam normalnie, mogłabym rowerem jechać ;) poważnie. Bez porównania z porodem nr 1. Krwawienie było skąpe, tzn pierwsze trzy dni normalne, obfite, ale pozniej juz ledwo co. Po dwóch tyg nie mogłam uwierzyć, że teoretycznie nadal jestem w połogu i jeszcze będę kolejne 4 tyg!

Wiem, że opis długi, ale musiałam tak napisać :) inaczej nie umiem :) dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu.
Edytor zaawansowany
  • born_to_sea 02.09.16, 08:00
    Prawdziwy dobry poród, oby więcej takich opisów na tym forum! Gratuluję i dzięki za opowieść, świetnie się to czyta :)
  • katarzynaoles 02.09.16, 23:35
    Och, pięknie :). Aż chciałabym być przy tym porodzie! Gratuluję serdecznie i życzę dalej samych dobrych rodzicielskich niespodzianek! Pozdrawiam całą rodzinę :)
  • kasiap0585 03.09.16, 12:18
    Bardzo dziękuję obu Paniom za tak miłe komentarze :)
    Pozdrawiam
  • malszysz 27.11.16, 07:14
    W którym szpitalu rodziłaś?
  • kasiap0585 30.11.16, 00:42
    Nie rodziłam w Polsce, mieszkam w Szkocji.
  • ona.ono.i.on 20.01.17, 21:30
    Zazdroszczę. Chociaż mój drugi poród był szybszy to pamiętam jak, chcąc złagodzić ból pod prysznicem, w głowie miałam myśli 'czy ja chcę przechodzić to jeszcze raz? ' (Z mężem zawsze planowaliśmy trójkę ) za pierwszym i za drugim razem rodziłam z oksytocyną

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.