Dodaj do ulubionych

nacinanie krocza

07.05.05, 13:58
droga koalo, czy mozesz powiedziec jak to naprawde jest? pytam cbo co jakis
czas przetacza sie zarliwa dyskusja wsrod ciazarnych czy to konieczne czy
nie. czy lepiej nacicnac czy nie?
sa kobiety, ktore wydaja mase kasy na wynajecie poloznej/leakrza, ktory
bedzie "chronil krocze". mi to obojetne, byleby robil badz nie to ktos kto
wie co robi w ogole;)
powiedz cos na ten temat, prosze:)
--
mój synek
Obserwuj wątek
    • koala.mb Re: nacinanie krocza 07.05.05, 14:28
      Pisałam już, ale mnie dziewczynki zakrzyczały. Nie mam do tego zabiegu stosunku
      emocjonalnego jak większość forumowiczek, które broniły całosci swojego krocza
      jak lwice, przytaczając argumenty typu:"bo moja koleżanka..., bo na
      Zachodzie..." itd. Uważam, że nacięcie krocza przynosi niejakie korzyści jak:
      zmniejszenie siły napiecia krocza w trakcie porodu, co w poźniejszym życiu
      zmniejsza ryzyko wystąpienia wypadania narządu rodnego , a dodatkowo
      zmniejszenie siły działajacej na głowke płodu co ułatwia jaj wyrżnięcie sie z
      kanalu rodnego ( w porodzie wcześniaków drogami natury brak nacięcia krocza
      może być uważany jako błąd w sztuce). Oprócz tego jest wieksze
      prawdopodobieństwo, ze krocze nie peknie, bądź peknie w sposob bardziej
      kontrolowany niż gdy zdarzy sie to podczas ochrony krocza. Nie myśl, że jestem
      fanatyczką nacinania krocza - absolutnie nie, jednak uważam, że w wielu
      przypadkach nie da sie po prostu tego uniknać biorąc pod uwagę bezpieczeństwo
      rodzącej i dziecka. Dziewczyny bardzo czesto opieraja swoje zdanie na ten temat
      na podstawie tego co słyszały na temat porodow na tzw. Zachodzie. Zdarzyło mi
      sie być w kilku krajach i widzieć jak wyglada tam połoznictwo. Mówiac krótko -
      nie podchodze tak bezkrytycznie do dobrodziejstw zachodu. Owszem, niektóre
      rzeczy mi się podobaja, ale jest też wiele takich których nie chciałabym
      widziec u nas. A jesli chodzi o ten zachod własnie i nacięcie krocza.
      Rzeczywiscie rzadziej się ten zabieg wykonuje, jednak zastanawiajacym jest
      dlaczego tak wiele operacji z powodu wypadania narzadu rodnego i nietrzymania
      moczu sie tam wykonuje. A może to przypadek...?
      Na pewno dobrze jest jak po porodzie z nacieciem krocza szyje ktoś kto nie robi
      tego po raz pierwszy w zyciu. Dużo też jednak zależy od zdolnosci organizmu do
      gojenia ran, od tego czy było przed porodem zapalenie pochwy czy nie, czy była
      anemia czy nie, jaka była utrata krwi przy porodzie, jak poloznica dba o
      higienę. Te wszystkie czynniki sa ważne tak samo jak umiejetnosci lekarza. I o
      tym tez warto pamietać jak opisuje się swoje "tragiczne" doznania po szyciu
      krocza.
      • elza78 Re: nacinanie krocza 08.05.05, 15:39
        w tej calej dyskusji chyba chodzi o to aby bez potrzeby nie ciachac rutynowo bo
        tak nalezy... jesli jest to konieczne to nie ma dyskusji, tylko gdzie w
        dzisiejszych czasach znalezc polozna czy lekarza ktory bez rutyny jest w stanie
        ocenic czy trzeba naciac czy obejdzie sie bez tego... (czeste sa przypadki
        gdzie lekarz mowi rodzacej ze tutaj nikt nie bedzie tracil czasu na ocene tego
        czy trzeba pania nacinac czy nie, traktujac jej prosbe o ochrone krocza jako
        glupia "fanaberie"... chyba jemu rzeczywiscie latwiej jest rutynowo bez oceny
        sytuacji wykonac ten zabieg wszystkim "jak leci")
        mysle ze gdyby dziewczyny na forum mialy zaufanie do kompetencji personelu
        medycznego w tej kwestii to nie byloby dyskusji, a tak kazda boi sie ze
        zostanie nacieta bez potrzeby bo ktos tam kiedys sobie cos wymyslil ze trzeba
        wszystkie pierwiastki ciachac...
        przede wszystkim brak gdziekolwiek rzetelnych obustronnych informacji na temat
        koniecznosci tego zabiegu, nic dziwnego ze kobiety sie boja, niektore nawet
        wizja tysiecy szwow po porodzie odstrecza od posiadania dziecka...
        prawda jak zwykle lezy po srodku, trzeba tylko znalezc odpowiednia osobe ktora
        bedzie w stanie ocenic w trakcie porodu czy jeszcze nie nalezy nacinac czy juz
        tak... a z tym u nas krucho niestety...

        --
        "A W MOJEJ GLOWIE SLONC MILIONAMI KARUZELA NOCY LSNI
        NA NIEJ JESTESMY SAMI ...JA...I...TY..."
        Michalek (17.06.2005)
      • effata Re: nacinanie krocza 16.05.05, 15:11
        Popieram! Nie badzcie takie zaslepione Zachodem :))) Ja rodzilam w Anglii i
        zapewniam was, ze jesli ktos narzeka na polska sluzbe zdrowia to ... powiem
        wam, ze wsrod polonii w Anglii krazy taka opinia, ze kogo nie wykonczyl
        komunizm, tego moze wykonczyc NHZ (ichniejsza sluzba zdrowia). Oczywiscie, to
        troche pol zartem pol serio. Nie mozna generalizowac.
        Ja mialam nacinane krocze i niestety zle mnie zszyli. Niedokladnie i po kilku
        dniach "poszly" mi szwy. Nie moglam sie dostac dlugo do lekarza i to sie zle
        zroslo. Teraz juz ponad miesiac (2 miesiace po porodzie) czekam, az list od
        mojego GP (cos w stylu lekarza pierwszego kontaktu) dojdzie do szpitala, aby
        mnie wezwali na konsultacje do specjalisty (bo tu np. nie chodzi sie normalnie
        do ginekologa. W ciazy opiekuje sie toba polozna. Ginekolog to specjalista od
        szczegolnie trudnych przypadkow). I najprawdopodobniej beda to musieli zszywac
        jeszcze raz. Brrrr! Takze nie jest tak rozowo.
        A co do nacinania krocza, to jak rodzilam moje trzecie dziecko (4340g) i nie
        moglam go wyprzec, to marzylam, o tym, zeby mi ta polozna naciela krocze. Kazdy
        odczuwa oczywiscie indywidualnie, ale dla mnie bol spowodowany utknieciem
        glowki juz prawie na wylocie byl nieporownywalnie wiekszy od bolow partych. A
        szycie? Oj booooolalo okrrrrropnie. Ale to juz zupelnie inna historia. Wtedy
        juz mialam upragniona coreczke (po dwoch chlopakach) w ramionach i ... nawet
        tak bardzo sie nie wydzieralam :-)))))

        POLKI W ANGLII

        --
        Always look at the bright side of life
        • margotbell Re: nacinanie krocza 26.08.05, 13:59
          Nie moge czytac tego i sie nie odazwac. Ja tez rodzilam na tzw. Zachodzie
          (Niemcy zach.) i nie moge powiedziec, ze bylo zle. Przy obydwu porodach mialam
          naciecie, za pierwszym razem nacinanie bolalo, przy drugim porodzie przedtem
          powiedzialam o tym. Wtedy tez jednak wiedzialam, ze wazny jest moment skurczu,
          bo w szczytowym okresie do tkanek krocza nie dociera krew i wtedy naciecie nie
          boli. Po za tym nacinano wlasciwie miejsce zabliznione, wiec moze wcale nie bylo
          tam nerwow?
          Potem porod trwal 2-3 bole parte i mialam swoje dzieci.
          Zszyto mnie fachowo, wszystko sie ladnie zabliznilo i teraz sie ciesze, ze tak
          wyszlo. Jedna rade, jaka daje: dziewczyny, szukajcie sobie dobrej poloznej! Od
          niej wiele zalezy. Jesli nie macie na to wplywu, macie na pewno choc na szpital.
          Pojedzcie tam przed porodem, porozmawiajcie z personelem i obejrzyjcie
          porodowke. Bedziecie wiedziec, czy chcecie tam rodzic.
        • ma_dre Re: nacinanie krocza 09.09.05, 13:52
          effato, fatalny stan sluzby zdrowia w WB znany jest i na zachodzie...
          Ja rodzilam dwa razy we Francji i uwierz mi, obydwa porody to bajka ! Jak was
          tak czytam i czytam, to glupio mi sie robi w jakich warunkach przychodza na
          swiat wasze dzieci. Nie snobuje, ale z calego serca zycze wam aby w Polsce tez
          tak kiedys bylo...
      • ma_dre Re: nacinanie krocza 09.09.05, 13:47
        koalo, piszesz :
        "A jesli chodzi o ten zachod własnie i nacięcie krocza.
        Rzeczywiscie rzadziej się ten zabieg wykonuje, jednak zastanawiajacym jest
        dlaczego tak wiele operacji z powodu wypadania narzadu rodnego i nietrzymania
        moczu sie tam wykonuje. A może to przypadek...?"
        A moze wiesz ile polskich kobiet chodzi latami z wypadajacymi narzadami
        rodnymi ??? Kilka kobiet z mojego polskiego otoczenia tak wlasnie zyje, a wg
        lekarzy wszystko jest oki.

        Poza tym na zachodzie (gdzie aktualnie mieszkam od ponad 10 lat) kobietom po
        porodzie proponuje sie rehabilitacje krocza. Czy polskie kobiety o czyms takim
        slyszaly?
        Liczba zabiegow z powodu wypadania narzadu rodnego i nietrzymania moczu na
        zachodzie jest byc moze wysoka, gdyz odpowiada realnym potrzebom tamtejszych
        kobiet. Czy problem ten nie jest aby w Polsce lekcewazony, stad niska liczba
        zabiegow???
        Zastanow sie i nie wyciagaj pochopnych wnioskow.
    • true_blue Re: nacinanie krocza 07.05.05, 23:38
      Ja bym bardzo chciala, zeby moj porod byl prowadzony przez kompetentna osobe,
      ktora w odpowiednim momencie zdecyduje czy nalezy naciac czy nie. Natomiast
      martwie sie troche o gojenie, bo wiem, ze u mnie wiekszosc glebszych ran konczy
      sie stalymi bliznami, niektore sa twarde do dzis. Martwie sie o to, bo przeciez
      naciecie czy pekniecie krocza skonczy sie nastepna blizna... Czy mozna wiec
      uniknac naciecia? Czy to prawda, ze jesli bedzie sie cwiczylo miesnie, albo
      smarowalo wiesiolkiem (wyczytane z forum) to zwiekszy sie elastycznosc tkanek? Z
      tego samego powodu wolalabym uniknac cesarskiego ciecia (choc wlasciwie wydaje
      mi sie to "najsympatyczniejszym" wyjsciem, bo porodu naturalnego bardzo sie
      boje). Prosze o kilka wskazowek.
      Pozdrawiam.
      --
      t_b
      • koala.mb Re: nacinanie krocza 08.05.05, 10:16
        Istnieje kilka metod uelastyczniania krocza przed porodem, jednak nie zawsze to
        wystarczy, aby uniknąc nacięcia ( przykład porodu przedwczesnego, gdzie
        nacięcie krocza jest niezbedne). Poszukaj w watkach dotyczących nacięcia
        krocza. Tam fanki porodu bez nacięcia prześcigaja sie w radach co zrobić, aby
        tego uniknać. Pamiętaj jednak, ze rana powstała wskutek peknięcia krocza goi
        sie duzo gorzej niz taka po nacięciu. Więc jesli u Ciebie jest w ogóle problem
        z gojeniem ran, to nie wiem czy nie lepiej byloby cie jednak naciąć.
        Porozmawiaj o tym przed porodem z położna, która bedzie odbierac Twoje dziecko.
        • aassiiaa Re: nacinanie krocza 09.05.05, 22:40
          ja mam pytanie odnośnie tego jaki może mieć wpływ na gojenie się ran po
          nacięciu wspomniany przez Ciebie stan zapalny pochwy przebyty przed porodem.
          Czy to też może powodować większą "podatność" krocza na pęknięcia?
          • joanna.marta Re: nacinanie krocza 18.02.06, 09:08
            Ja nie miałam naciętego krocza i BARDZO się z tego cieszę. I nie trafiają do
            mnie stwierdzenia, że lepiej naciąć, bo łatwiej, może szybciej, że pęknięcie
            kontrolowane szybciej się goi itp. Ja nie wiem, co to szwy; mogłam normalnie
            siedzieć kilka dni po porodzie. I uważam to za komfort. Pewnie, że są
            przypadki, że nacinanie jest konieczne, ale w naszych szpitalach robi się to
            często rutynowo. A tak chyba nie powinno być. W szpitalu, o którym myślałam w
            aspekcie mojego porodu, usłyszałam, że tu się nacina krocze i tyle. A już przy
            pierwszym porodzie to wręcz konieczność. I tu przytoczono mi wszystkie te "za"
            argumenty i dodano, że w tym szpitalu jest taki tłok, że porody powinny
            przebiegać możliwie jak najszybciej, bo może się zdarzyć, że wszystkie sale
            porodowe będą zajęte, a na holu jeszcze jakaś kobietka czekająca na poród w
            kolejce. Dlatego wybrałam inny szpital i jestem naprawdę zadowolona.
            Kochane brzuchatki. Jak macie możliwość wyboru szpitala, w którym nie tną
            rutynowo, tylko w razie wskazań medycznych, to idźcie tam.
        • aleksandrynka Re: nacinanie krocza 28.08.05, 14:08
          Pamiętaj jednak, ze rana powstała wskutek peknięcia krocza goi
          > sie duzo gorzej niz taka po nacięciu.

          nie wiem, skąd ma Pani takie informacje, ja z fundacji rodzić po ludzku
          otrzymałam zgoła odmienne:

          W ocenie The Cochrane Group, grupy badaczy oceniajacej procedury medyczne,
          udowodniono, iż rutynowe nacięcie krocza, czyli u każdej rodzącej jest
          zabiegiem szkodliwym. Oczywiscie, sa sytuacje w których nacięcie jest
          potrzebne. Na rzecz tezy, że rana po samoistnym pęknięciu goi sie latwiej
          przemawia przede wszystkim to, że w prawidłowo prowadzonym porodzie (pozycje
          wertykalne!) samoistne pękniecie jest z reguły płytsze, niż nacięcie. Nacięcie
          zawsze obejmuje warstwę mięśniową, pęknięcie natomiast najczęściej skórę i
          śluzówkę, przez co często nie wymaga nawet szycia i szybko się goi.
          Odpowiadając na Pani pytanie (pytałam o to, która rana lepiej się goi)
          zajrzałam do książki "The Thinking Woman's Guide to a Better Birth", w której
          amerykańska badaczka Henci Goer przytacza badania pokazujace, że w grupie
          kobiet po nacięciu krocza w porównaniu do kobiet rodzacych bez nacięcia
          zaobserwowano znacznie więcej infekcji krocza. Badania porównawcze pokazują, iż
          kobiety, które rodziły bez naciecia, a z samoistnym pęknięciem szybciej wracały
          do pełnej formy i odczuwały mnie dolegliwosci. Niektóre z połoznych, z którymi
          rozmawiałam sa też zdania, iż krocze pękajac samoistnie, pęka w cieńszym,
          słabszym miejscu, które łatwiej jest zaopatrzyć. Nacięcie natomiast
          niekoniecznie "wypada" w tym fragmencie krocza, które jest rzeczywiście podatne
          na pękniecie. Pęknięcie częściej przebiega wzdłuż, a nie w poprzek włokien
          mięśniowych, przez co łatwiej jest "złożyć" brzegi rany.

          --
          _____________________
          po-daruj mi
          coś cze-go nie
          zdobędę sama...
        • ma_dre Re: nacinanie krocza 09.09.05, 13:58
          koala dziwne jest to co piszesz :
          "rana powstała wskutek peknięcia krocza goi sie duzo gorzej niz taka po
          nacięciu."

          Przytocze ci rozumowanie mojej poloznej, ktore bardzo przypadlo mi do gustu :
          "Nie nacinam pani, pozwalam peknac, gdyz pekniecie bedzie z pewnoscia krotsze
          niz rutynowe naciecie", w rzeczy samej "peklam" na dlugosc 1cm, rutynowe
          naciecie jest o wiele dluzsze ! Tak wiec zawsze lepiej zastanowic sie nad
          kazdym przedstawjajacym sie przypadkiem, a nie z gory zakladac ze cos jest
          lepszea co innego gorsze.
          Gdyby polozna powiedziala mi ze trzeba ciac, to tez bym jej zaufala :-)
        • tram_ktos Re: nacinanie krocza 21.09.05, 12:49
          >Pamiętaj jednak, ze rana powstała wskutek peknięcia krocza goi
          > sie duzo gorzej niz taka po nacięciu.

          Nie byłbym tego taki pewien.

          Proponuję zajrzeć na stronę www.rodzicpoludzku.pl/wiesz/naciecie.html

          Możesz spotkać się z wieloma obiegowymi opiniami na temat zalet rutynowego
          nacinania krocza:
          "Rana po nacięciu szybciej i lepiej się goi niż po samoistnym pęknięciu."
          "Nacięcie krocza zapobiega jego poważniejszym obrażeniom."
          "Zapobiega w przyszłości opuszczaniu się narządów rodnych."
          "Zapobiega wysiłkowemu nietrzymaniu moczu i kału."
          "Zmniejsza możliwość urazów główki dziecka przy napieraniu na ścianki krocza."

          Nauka nie potwierdza tych opinii, a w niektórych przypadkach badania w wskazują
          na coś wręcz przeciwnego.


          Jakie mogą być skutki nacięcia krocza?

          dodatkowe pęknięcie skóry i mięśni (można to porównać do kawałka materiału,
          który łatwiej się rozedrze, gdy jest już nadcięty)
          większa utrata krwi
          wzrost ryzyka infekcji
          ból utrzymujący się nawet przez wiele tygodni po porodzie
          ograniczenie ruchów utrudniające opiekę nad dzieckiem
          ból podczas stosunków płciowych
          zwiększenie prawdopodobieństwa wysiłkowego nietrzymania moczu.

        • monnap Re: nacinanie krocza 13.07.06, 03:53
          Widzisz Koalo i tu sie z toba nie zgodze, masz przesatrzale wiadomosci
          dotyczace wypadania narzadow rodnych, a juz zupelnie sie z toba nie zgadzam w
          sprawie naciecia. Naciecie to z reguly uraz 2 go lub 3-go stopnia i uszkadane
          sa przy tym miesnie(ciete), a pekniecie to w 90% tylko otarcia lub pekniecie
          naskorka i jest to potwierdzone przez wielu zachodnich lekarzy do ktorych
          podchodzisz tak lekcewazaca. Polscy lekarze i polozne nie zawracaja sobie glowy
          czekaniem az sie dziecko urodzi i nie wiedza nawet jak pomoc kobiecie urodzic
          bez naciecia, maja to gleboko w d..a z pieciu moich przyjaciolek, ktore
          mieszkaja na zachodzie zadna nie byla jeszcze nacieta, jedna z nich pekla lekko
          i miala 3 szwy i nie wydaje mi sie ze to tylko szczescie i przypadek. Szkoda
          tylko, ze kobiety w Polcse sa tak bierne i daja sie niepotrzebnie ranic i
          skazuja w czestych przypadkach na cierpienie zwiazane z gojeniem. Zauwazcie,ze
          duza czesc lekarzy byla ksztalcona w czasach socjalizmu, wiec i wiedza jest z
          lekka przestarzala. Wezcie sie za czytanie pozycji naukowych i zadawajcie swoim
          lekarzom pytania. Jak dla mnie Koala to ty tez moglabys sobie kilka takich
          pozycji przeczytac.
      • koala.mb Re: nacinanie krocza 10.05.05, 15:12
        Zdecydowanie gorzej sie goją rany. W trakcie porodu stracisz jeszcze jakąś
        objętość krwi, wiec po porodzie anemia sie nasili. Będzie to miało również
        wpływ na tzw. dochodzenie do siebie. W porodzie natomiast może dojść z tego
        powodu do zaburzenia czynności skurczowej macicy.
        • madzik10 Re: nacinanie krocza 11.05.05, 11:52
          Witajcie! Jestem w 37 tc, więc do porodu już niedługo. Chodzimy z mężem do
          szkoły rodzenia prowadzonej przez rewelacyjne położne ze szpitala, w którym mamy
          rodzić; właśnie ostatnio mieliśmy zajęcia dotyczące porodu i rozmawialiśmy na
          temat cięcia krocza- położna powiedziała, że w pewnych sytuacjach nie da się
          tego uniknąć. Podobno widać kiedy jest taka potrzeba bo krocze wyraźnie blednie
          i lepiej przeciąć niż dopuścić do pęknięcia, które się gorzej goi. Ja mam pełne
          zaufanie do szpitala (a raczej położnych) w którym będę rodzić i sam poród mnie
          nie stresuje.
          Pozdrawiam!!!
    • ewunia_uk Pytanie do Koali 13.05.05, 17:34
      Cytat z powyzszych wypowiedzi Koali:

      "Nie mam do tego zabiegu stosunku
      emocjonalnego jak większość forumowiczek"

      Czyli zakladam, ze opierasz sie na przeslankach naukowych...

      "Uważam, że nacięcie krocza przynosi niejakie korzyści jak:
      zmniejszenie siły napiecia krocza w trakcie porodu, co w poźniejszym życiu
      zmniejsza ryzyko wystąpienia wypadania narządu rodnego"

      Prosze o przytoczenie badan naukowych, na ktorych sie opierasz.

      "Oprócz tego jest wieksze
      prawdopodobieństwo, ze krocze nie peknie, bądź peknie w sposob bardziej
      kontrolowany niż gdy zdarzy sie to podczas ochrony krocza"

      Podobnie jak wyzej, prosze o przytoczenie badan naukowych, na ktrorych sie
      opierasz. Ja ze swojej strony przytaczam liste badan, ktore wykazuja cos
      zupelnie odwrotnego. Z tego co wiem, jest calkowita lista badan porownawczych
      opublikowana w uznanych periodykach fachowych, wiec z ciekawoscia
      przeczytalabym cos dla rownowagi na poparcie Twojej tezy...

      Gass MS, Dunn CD, and Stys SJ. Effect of episiotomy on the frequency of vaginal
      outlet lacerations. J Reprod Med 1986;31(4);240-244

      Thorp JM et al. Selected use of midline episiotomy: effect on perineal trauma.
      Obstet Gynecol 1987;70(2):260-262

      Green JR and Soohoo SL. Factors associated with rectal injury in spontaneous
      deliveries. Obstet Gynecol 1989;73(5 Pt 1):732-738

      Shiono P, Klebanoff MA, and Carey JC. Midline episiotomies: more harm than
      good? Obstet Gynecol 1990;75(5):765-770

      "Rzeczywiscie rzadziej się ten zabieg wykonuje (przyp. na "Zachodzie), jednak
      zastanawiajacym jest
      dlaczego tak wiele operacji z powodu wypadania narzadu rodnego i nietrzymania
      moczu sie tam wykonuje. A może to przypadek...?"

      Prosze o przytoczenie statystyk, ktore mowia, ze operacje z powodu wypadania
      narzadu rodnego i nietrzymania moczu wykonuje sie na Zachodzie czesciej niz w
      PL. Poza tym, jesli takowe statystyki istnieja (a nie istnieja), to liczba
      przeprowadzanych operacji nie swiadczy o tym, ze samo zjawisko nietrzymania
      moczu na przyklad, wystepuje czesciej na "Zachodzie".

      Z niecierpliwoscia oczekuje na odpowiedz, bo jak na razie jak na
      wypowiadajacego sie lekarza, duzo tu tzw. mitow i legend a malo naukowych
      dowodow.

      --
      Ewunia
      ___
      Nowe zjdecia w zblizeniu :)
      • anusia29 Re: Pytanie do Koali 13.05.05, 18:33
        szanowna koleżanko, Koala, to nasza ekspertka - Pani doktor. Z kilkunatsoletnią
        praktyką, m.in. w szpitalu kilinicznym, na patologii ciązy... chyba więc
        nietaktem i nie na miejscu jest Twój e-mail...?
        • ewunia_uk Re: Pytanie do Koali 13.05.05, 19:26
          anusia29 napisała:

          > szanowna koleżanko, Koala, to nasza ekspertka - Pani doktor. Z
          kilkunatsoletnią
          >
          > praktyką, m.in. w szpitalu kilinicznym, na patologii ciązy...

          Dlatego wlasnie do niej sie zwracam o przytoczenie badan naukowych, na ktorych
          sie opiera. Dlaczego jest to zabronione?

          --
          Ewunia
          ___
          Nowe zjdecia w zblizeniu :)
        • haganna Re: Pytanie do Koali 17.02.06, 22:57
          Szanowna koleżanko, a jakiż to nietakt w poproszeniu o przytoczenie publikacji
          naukowych, na których pani doktor opiera swoje - według mnie bzdurne-
          twierdzenia.
        • monnap Re: Pytanie do Koali 13.07.06, 03:57
          Droga Anusiu nie denerwuj ludzi, Koala to czlowiek a nie Bog i wcale nie
          wierzylabym wszystkiemu co pisze, bo bzdury plecia i jak do tej pory bez
          poparcia naukowego
      • koala.mb Re: Pytanie do Koali 13.05.05, 23:15
        Trochę to starawe pismiennictwo na którym sie opierasz, ale chwała Ci za to że
        je wyszperałaś. Ponadto dwa z przytoczonych przez Ciebie artykułów, jeśli
        jeszcze coś pamietam z angielskiego, dotyczą cięcia posrodkowego, a nie
        bocznego, które jest w wiekszosci Osrodków stosowane. Ja po prostu mam do
        czynienia z kobietami, które rodziły z nacięciem i bez nacięcia i widze zywe
        efekty jednego i drugiego postepowania. Nie wiem dlaczego tak zażarcie bronisz
        swojego stanowiska, bo ja jestem otwarta na wszelkie propozycje pacjentek.
        Jesli chca rodzić bez nacięcia i sa ku temu warunki- nie widze przeszkód.
        Natomiast na pewno mam obowiazek uprzedzić kazdą rodzącą o znanych mi za i
        przeciw postepowania, ktore zamierzam podjac w konkretnym przypadku. I, wybacz,
        moze to źle, ale nie daje dziewczynom w porodzie do czytania
        angielskojęzycznego pismiennictwa jako uzasadnienia mojej decyzji.
        • ewunia_uk Re: Pytanie do Koali 13.05.05, 23:47
          koala.mb napisała:

          > Trochę to starawe pismiennictwo na którym sie opierasz, ale chwała Ci za to
          że
          > je wyszperałaś.

          Jesli jest cos nowszego, to chetnie poczytam. Wydawalo mi sie, ze wyniki tych
          badan do tej pory nie zostaly podwazone, ale moze sie myle.

          > Ponadto dwa z przytoczonych przez Ciebie artykułów, jeśli
          > jeszcze coś pamietam z angielskiego, dotyczą cięcia posrodkowego, a nie
          > bocznego, które jest w wiekszosci Osrodków stosowane.

          Chodzi nie tyle o wyniki grupy cietej poprzecznie (one faktycznie sa bardzo
          kiepskie - pekniecia II i III stopnia w grupie nacinanej 13.2% w porownaniu do
          1.8% w grupie nie nacinanej), ale o wyniki obserwacji na temat gojenia sie
          samoistnych pekniec bez nacinania - "All lacerations that occurred in the
          absence of episiotomy were easy to repair" (wiersz 262).

          Jesli chodzi o badania Shiono et al., obejmuje ono rowniez porownanie medial
          oraz mediolateral (w jez. polskim bocznego i posrodkowego?): "Women with
          midline episiotomies were 50 times more likely to have a severe tear (OR 12.5
          among primiparas; OR 32.3 among multiparas), and women with mediolateral
          episiotomies were eight times more likely to have a severe tear (OR 1.2 among
          primiparas; OR 5.3 among multiparas) compared with women with no episiotomy"

          > Nie wiem dlaczego tak zażarcie bronisz
          > swojego stanowiska,

          Ja nie tyle bronie, co pytam o tytuly badan, ktore weryfikuja prezentowane tu
          poglady. Ja rozumiem doskonale, ze w praktyce zdarzaja sie rozmaite sytuacje,
          ale jesli juz uogolniamy pewne tezy, to interesujace byloby porownanie, czy
          badania empiryczne to potwierdzaja. Bo zaprzeczajacych jest cala dluga lista
          (ktorej fragment przytoczylam).

          Mam swiadomosc, ze moja wypowiedz zabrzmiala ostro, i jak ktos juz tu napisal,
          byc moze nie jest to odpowiednie miejsce, ale wciaz nie potrafie znalezc
          odpowiedzi na pytanie, dlaczego argumenty prezentowane przez ginekologow
          polskich a np. brytyjskich tak bardzo sie roznia w tej sprawie. Tzn. gdzies do
          lat 70-tych poglady na temat episiotomii na tzw. Zachodzie byly podobne do tych
          polskich, ale przez ostanie 20 pare lat "rozjechaly" sie dosc radykalnie.

          --
          Ewunia
          ___
          Nowe zjdecia w zblizeniu :)
          • koala.mb Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 00:23
            To nie tak całkiem jak piszesz, że poglady polskich ginekologów roznia sie tak
            bardzo diametralnie od poglądow lekarzy innych nacji. Przede wszystkim róznia
            sie warunki w których pracujemy, rozni sie poziom uswiadomienia kobiet, które
            trafiaja do porodu. Nie chce przez to powiedzieć, że uważam polskie kobiety
            rodzace za ciemne i nieoczytane masy, ale tak naprawde kobiet swiadomych i
            współuczestniczących w porodzie naprawde ciągle jest bardzo mało ( nie
            przytocze danych liczbowych, sorry, to wynika z moich, moze mało doskonałych
            obserwacji). Niewiele z nich chodzi do szkól rodzenia, a sa tez takie ( i tu
            nie jest to uwaga personalna) które uważaja, ze jesli przeczytały 10
            podreczników i 30 artykułow na temat porodu to posiadły wszelkie informacje na
            ten temat. A w porodzie moze zdarzyć sie wiele sytuacji, których nie jesteśmy w
            stanie przewidzieć i wówczas wszystko to o czym piszą w naukowych pismach,
            nawet poparte statystyka bierze w łeb. Jesli chodzi o warunki w których pracuja
            nasi koledzy w Anglii czy Francji na przykład i na jakiej podstawie
            przeprowadzane są badania. Otoz aby uzyskac wiarygodna liczebnie populacje
            bierze sie pod uwage wszystkie kobiety rodzące w danym Osrodku przez dany okres
            czasu. Nalezy wziac pod uwage, ze do niedawna w Polsce niejaka egzotyka były
            rodzace Arabki, Azjatki czy Murzynki. Natomiast w w/w krajach stanowia one gro
            kobiet rodzacych w szpitalach publicznych, w których najcześciej przeprowadza
            sie badania. Trochę inaczej przebiega u nich poród niz u kobiet nazwijmy
            umownie białych. Z tego powodu aby wykonywać na przykład oznaczenia hormonalne
            u cięzarnych nie mozna przenosić norm amerykańskich czy nawet
            zachodnioeuropejskich na populacje polska, bo sa one niewiarygodne, tylko
            trzeba stworzyć własne, oparte o badania wsród kobiet polskich.
            Nie chce Cie do niczego przekonać i naprawde nie uwazam, że nacięcie krocza
            MUSI byc koniecznie wykonane w kazdym przypadku. Jednak trzeba zostawic
            lekarzowi trochę oddechu i wolnej reki i wierzyć, ze naprawdę nie ma na celu
            skrzywdzenia kobiety rodzacej. A jesli o czyms decyduje to raczej dla jej
            dobra, a nie dlatego, że tak naprawde to jest niedouczonym kretynem.
            • cota Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 09:08
              A ja mam taką dygresję - czysto filozoficzną, tak mnie naszło, w związku z tym
              nacinaniem krocza: może organizmy (ciała kobiet) w czasie wieków, lat przeszły
              jakąś ewolucję, zmniejszyły się wymiary, robimy się drobniejsze. Przecież
              narodziny to normalny bieg wydarzen w naurze i powinno o być w miare chyba
              prosto, bez udziału nacięć, okscytocyny itd. jak następstwo życia. Ciekawe, czy
              500 lat temu kobiety też pękały??
              Takie tam dygresje.. ale co kobieta musi przejśc to swoje :/
              • anusia29 Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 10:18
                Ciekawa uwaga, tez o tym myslałam. I może nie ewolucja, ale na peano mniej się
                ruszamy, więcej i "lepiej" jemy. No i kiedyś smierc przy porodzie lub w yniku
                powikłań była prawie codziennoscią. Więc pewnie część tych smierci była np. z
                wykrwaanienia, z zakażonego peknięcia, itp. Ciekawe, ale czytałam kiedyś
                ksiązkę z antropologii kulturowej (m.in. o kwestiach śmierci w kulturze wieków
                X - XVII) i średnia zycia zakonnic w klasztorach wynosiła w (bodajże XV w. )ok.
                73 lata zaś kobiet w rodzinach (zon, matek - ok 35-37) Jest to dośc wymowne!
                • ewunia_uk Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 10:27
                  anusia29 napisała:

                  > i średnia zycia zakonnic w klasztorach wynosiła w (bodajże XV w. )ok.
                  > 73 lata zaś kobiet w rodzinach (zon, matek - ok 35-37) Jest to dośc wymowne!

                  Zaloze sie, ze tak jest do tej pory - chociaz proporcje sie zmienily ;-)

                  Swego czasu o zmieniajacych sie ksztaltach i wymiarach kobiet bylo glosno w
                  brytyjskiej prasie - zrobili porownania pomiedzy wymiarami kobiet z lat 50-tych
                  i wspolczesnych na potrzeby producentow odziezy. Wspolczesna kobieta jest
                  ogolnie "wieksza i szersza" - ma szersza talie i biodra, wiekszy biust, szersze
                  ramiona. A Brytyjki w szczegolnosci, bo nadwaga przybrala tu juz rozmiary
                  plagi.
                  --
                  Ewunia
                  ___
                  Nowe zjdecia w zblizeniu :)
            • ewunia_uk Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 09:30
              koala.mb napisała:

              > To nie tak całkiem jak piszesz, że poglady polskich ginekologów roznia sie
              tak
              > bardzo diametralnie od poglądow lekarzy innych nacji.

              Jednak sie roznia. Podstawowa roznica to poglad na bilans ryzyka przy
              episiotomii. W UK (i chyba w wielu innych krajach rowniez) wychodzi sie z
              zalozenia, ze naciecie jest bardziej ryzykowne niz nie-naciecie, w zwiazku z
              tym przebieg porodu musi przedstawic na tyle duze ryzyko dla matki i dziecka,
              aby przewazyc inherentne ryzyko episiotomii. W Polsce, z tego co piszesz Ty i
              czesto inni lekarze, wynika, ze z zalozenia nie-naciecie jest bardziej
              ryzykowne niz naciecie czyli "w razie watpliwosci ciac". Tak jak pisalam,
              takie przekonania panowaly rowniez na zachodzie, dopoki nie ukazaly sie
              seminalne (seminal? jak to jest po polsku) badania w latach '80-tych. Ostatnie
              szerzej zakrojone testy byly przeprowadzone w UK we wczesnych latach 90-tych i
              byly na tyle jednoznaczene, w polaczeniu ze wczesniejszymi testami Sleep'a czy
              Shiono, ze nie bylo potrzeby od tamtego czasu przeprowadzania dalszych badan.
              Zreszta na swiecie od tego czasu nic nowego, a tym bardziej kwestionujacego
              badania z lat 80-tych, nie opublikowano (a przynajmniej w anglojezycznej
              literaturze).

              Co do rasy, niektore, ale nie wszystkie badania podaja wyniki w rozdziale na
              rasy (np. badania Shiono obejmowaly 24,114 kobiet).

              A pytanie pozostaje nadal - dlaczego % episiotomii w Polsce jest taki wysoki -
              czytalam (ale nie pamietam gdzie, wiec glowy nie dam), ze u pierworodek jest to
              90% - skoro poglady personelu medycznego tak bardzo sie nie roznia (?) Trudno
              uwiezyc, ze wynika to tylko z mentalnosci rodzacych i "warunkow" panujacych w
              szpitalach.

              W kazdym razie dziekuje za wypowiedz, z ciekawoscia przeczytalam.

              --
              Ewunia
              ___
              Nowe zjdecia w zblizeniu :)
            • misialski Re: Pytanie do Koali 14.05.05, 10:26
              > To nie tak całkiem jak piszesz, że poglady polskich ginekologów roznia sie tak
              > bardzo diametralnie od poglądow lekarzy innych nacji. Przede wszystkim róznia
              > sie warunki w których pracujemy, rozni sie poziom uswiadomienia kobiet, które
              > trafiaja do porodu.

              To prawda, ale to juz wina lekarzy prowadzacych ciąze, gdybym nie wiercila w
              brzuchu dziury mojemu ginekologowi i nie siedziala w gabinecie uparcie godzine
              na kazdej wizycie to nic bym nie wiedziała. I tak uwazam ze to za malo. Ciaza
              sie konczy a my nie omówilismy wszystkich komplikacji i innych kwestii. Ale i
              tak mam szczescie. Inne kobiety zostawiaja w gabinetach ciezkie pieniadze i mają
              10 minut na wizyte. Bo kolejka. Trudno sie naprawde dziwic ze poziom
              przygotowania do porodu jest taki jaki jest. Nie kazdy ma dostep do internetu i
              literatury połozniczej.
                • haganna Re: Pytanie do Koali 15.05.05, 22:17
                  NIE CIĄĆ!!!
                  Nie mam zaufania za grosz do polskich lekarzy. Sorry koala.
                  Poziom kształcenia na polskich uczelniach medycznych też jest hmm, taki sobie.
                  Mam wielu lekarzy w mojej rodzinie, wiem jak to wygląda od podszewki.
                  Co powiecie na stwierdzenie profesora prowadzącego wykład z przebiegu porodu na
                  któryms tam roku medycyny, że kobietę rodzącą należy najpierw odwszyć !!! No po
                  prostu mnie zamurowało. Chyba XXI wiek mamy!
                  Ja się naciąć nie dałam. Kosztowało mnie to dużo czasu i pieniędzy, ale jestem
                  w jednym kawałku i nie mam traumy poporodowej.
                  Kiedyś wyczytałam odpowiedź ginekolożki na prośbę przerażonej przyszłej mamy o
                  cesarkę, że gdyby tak miały się rodzić dzieci, to kobiety miałyby na brzuchach
                  suwaki. Otóż śmiem twierdzić, że gdyby kobiety miały być nacinane, to każda z
                  nas miałaby na kroczu suwak ;).
                  • anusia29 Re: Pytanie do Koali 15.05.05, 22:28
                    Heh, no to ja mam przykład a rebour - jedna z moich koleżanek rodziła tu, w
                    Warszawie, w szpitalu opiewanym przez GW - no i oczywiście jej nie nacięli, bo
                    teraz nie taka moda. Efekt ? Pekła, cała pochwa aż do szyjki z szyjka włącznie.
                    Teraz czekaj ja jeszcze specjalna operacja, jesli chce współżyć (teraz boli!)
                    no i gdyby chciała miec drugie dziecko - to tez szycie szyjki
                    • ewunia_uk Re: Pytanie do Koali 15.05.05, 22:50
                      anusia29 napisała:

                      > ? Pekła, cała pochwa aż do szyjki z szyjka włącznie.

                      Pochwa az do szyjki???

                      > Teraz czekaj ja jeszcze specjalna operacja, jesli chce współżyć (teraz boli!)
                      > no i gdyby chciała miec drugie dziecko - to tez szycie szyjki

                      Pekniecie szyjki? Jak to sie ma do nacinania lub nie?

                      Poza tym, takimi przypadkami sasiadki kolezanki cioci Wiesi straszy sie kobiety
                      od zawsze ;-) i niektore niestety sie skutecznie zastraszaja.

                      --
                      Ewunia
                      ___
                      Nowe zjdecia w zblizeniu :)
                      • anusia29 Re: Pytanie do Koali 16.05.05, 09:07
                        Tak, pochwa od krocza, do szyjki z szyjką włącznie. Do nacinania ma się tak, w
                        tym przypadku, że pęknięcie poszło od krocza, takie rozdarcie.
                        Nie jestem fanatyczką nacięć. samą mnie czeka poród w listopadzie i wolałabym
                        nie być nacinana "na zapas". Ale też nie chciałabym pęknąć, bo to gorzej.
                  • pimpek_sadelko Re: Pytanie do Koali 16.05.05, 07:52
                    haganna napisała:

                    > NIE CIĄĆ!!!
                    > Nie mam zaufania za grosz do polskich lekarzy.
                    to sie nie lecz u nich, naprawde obowiazku na szczescie nie ma. co do poziomu
                    polskich AM to sa one jedymi z najbardziej cenionych na swiecie. polscy lekarze
                    konczac studia naprawde maja ogromna wiedze w porownaniu z kolegami ze stanow
                    czy krajow europejskich.
                    to co jest pozniej po studiach to efekt naszego chorego systemu opieki
                    zdrowotnej, ale to calkiem inna kwestia. mylisz pojecia.
                    tak czy siak, mozesz sobie rodzic w stanach, do dentysty jezdzic do tokyo a do
                    ortopedy chodzic w brukseli. ja problemu nie widze.

                    --
                    mój synek
                    • haganna Re: Pytanie do Koali 17.02.06, 23:01
                      Nie sztuką jest wykuć na blachę podręcznik anatomii, sztuką jest użyć tej
                      wiedzy w odpowiednim miejscu i czasie - tego niestety polskim lekarzom brak, oj
                      brak!
                  • koala.mb Re: Pytanie do Koali 16.05.05, 12:41
                    Na pewno masz duzo racji, jednak ja nie przepadam za uogólnieniami w żadnym
                    zakresie. Wielu lekarzy kształconych w Polsce wyjeżdzajac gdziekolwiek za
                    granice jest bardzo cenionych i poziom ich wykształcenia nie odbiega od
                    wykształcenia lekarzy w Unii Europejskiej badź USA. A kretyni zdarzaja sie
                    wszedzie i u nas i za granicą i nie ublizajac nikomu wsród pacjentek niestety
                    również.
                    • agaw00 Re: Pytanie do Koali 16.05.05, 13:38
                      A ja mysle że tu nie tylko rozchodzi się o kompetencje lekarzy ale także o to
                      że kobiete nadal traktuje sie jak kawałek mięsa:( przepraszam za okreslenie ale
                      tylko takie mam doświadczenia. I tak długo jak to sie nie zmieni oraz tak długo
                      jak lekarze nie beda uznawali praw pacjentki do informacji oraz w miarę miłej
                      obsługi i intymności to ten wizerunek sie nie zmieni(przeciez "my" proszac o
                      pomoc nie ejstesmy winne systemowi NFZ czy temu ze lekarz miał nocny dyzur czy
                      że nie jest z powołania tylko rodzice mu kazali) wybaczcie ale co by tu nie
                      powiedziec to niestety moje doświadczenia sa takie że jak sie płaci duże
                      pieniądze to jest diametralnie inaczej. Ja teraz chodze do prywatnej kliniki(po
                      wielu przejściach w szpitalach i przychodniach) i chociaz sporo mnie to
                      kosztuje to zawsze sie musi znaleźc kasa:(bo róznica jest diametralna. Mój
                      ginekolog tez jest za nacinaniem ale po pierwsze stra mi sie to wytłumaczyć,
                      przytocyć za i przeciw etc. jednego czego żałuje ze w tej klinice nie można
                      rodzic bo personel jest taki że na pewno czułabym się jak w domu i mam do nich
                      pełne zaufanie i jestem przekonana że zostałąbym nacięta w ostateczności a
                      połozne zrobiłyby wszytsko żeby mi pomóc przy masażu, naciąganiu krocza etc -
                      to sie nazywa zaufanie czego niestety nigdy nie spotkałam w publicznej służbie
                      zdrowia.
                      A zeby nie byc gołosłownym: w szpitalu usłyszałam :zadaje pani za duzo
                      pytań,lekarz zbadał mnie tak że po poronieniu(po4 dniach bo wczesniej nie
                      chcieli mnie przyjąć) zwijałam sie z bólu 3 godz, potem okazłao sie ze ma
                      pseudonim rzeźnik!! pani ginekolog w bardzo przystepnej przychodni na pytanie
                      kiedy powinnam dostac immunoglobuline otworzyła ksiązke i zaczeła czytac!!!
                      chyba do 72 godz.- mówi-ale nie ejstem pewna. Niestety mam z mezem konflikt
                      krwi zastrzyk ten dostałąm za póxno o 2 dni i teraz ciągle sie martwie o moje
                      dziecko i musze badac krew. Przy mnie na Izbie przyjęc dziewczyna rodziłą i tez
                      nikt jej nie pomógł bo była kolejka a pani wpisywała pesel nr dowodu etc.!!
                      słuchajcie za mało miejsca żeby opisywac spotkanych absurdów - więc niestety
                      ale o zaufaniu tez nie maowy.
                      • 3porzeczki Re: Pytanie do Koali 16.05.05, 22:59
                        No to typowe! Lekarka otworzyła książkę, a CO W TYM ZŁEGO??? Chyba lepiej żeby
                        się upewniła niż szła na pewniaka, jak nie wie, ale nasz pacjent od razu
                        stwierdza, że to brak kompetencji, a nie przemknie mu przez głowę, że to po
                        prostu ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Na Boga, w końcu lekarze to też ludzie. Mój kolega
                        robi specjalizację z ortopedii i na zabiegi chodzi z książką, zawsze może
                        zerknąć na schemat, rysunek, przypomnieć sobie układ....na szczęście pacjenci
                        są pod narkozą, od razu by komentowali
                        --
                        Asia mama Julci i dzidziula
                        • matylda.fm Re: Pytanie do Koali 17.05.05, 10:16
                          też nie rozumiem. Ja uważam to za zalete jak lekarz w gabinecuie sprawdzi w
                          książce czy aby na pewno dobra dawke mi przepisuje. Człowiek jest człowiekiem,
                          cyferki moga się każdemu pomylić i kasjerce i lekarzowi, ważne ,że ma odwagę
                          sprawdzic a nie udawac wszechwiedzącego i nieomylnego i przepisywac czy jest
                          pewnien czy nie!
                          • agaw00 Re: Pytanie do Koali 17.05.05, 11:35
                            dziewczyny z całym szaunkiem ale przepisanie witamin czy lekarstwa to nie to
                            samo co wiedza nt do kiedy nalezy podać zastrzyk kobiecie z krwią rh-.Podaje
                            sie go do 72 h potem jest juz za póxno.wybaczcie ale takie błędy w sztuce moga
                            w przysżłości zaważyc na zdrowiu mojego dziecka włącznie z transfuzja krwi.
                            Rozumiem żeby to zrobił lekarz pierwszego kontaktu ale nie ginekolog. Sama jak
                            otworzyłam internet to wszedzie o tym pisza - to jest podstawowa wiedza -jej
                            nie wolno zapominać...niestety ja wtedy byłam bardzo niedoświadczona i słaba
                            aby walczyć.
                            Ja nie genaralizuje bo to byłoby niesprawiedliwe wrzucac wszytskich do jednego
                            wora ale wszyscy pracuja na wizerunek słuzby zdrowia - i jak tu mówić o
                            zaufaniu.
                              • agaw00 Re: Pytanie do Koali 17.05.05, 17:05
                                ??????
                                a czy ty sobie wyobrażasz lekarza np na sali porodowej który zagląda do
                                ksiązki zanim coś zrobi?? albo anestezjologa który nie wie co podac zanim nie
                                przeczyta na miejscu???listości!!
                                • pimpek_sadelko Re: Pytanie do Koali 17.05.05, 19:30
                                  agaw00 napisała:

                                  > ??????
                                  > a czy ty sobie wyobrażasz lekarza np na sali porodowej który zagląda do
                                  > ksiązki zanim coś zrobi?? albo anestezjologa który nie wie co podac zanim nie
                                  > przeczyta na miejscu???listości!!

                                  wbrew pozorom podczas leczenia lekarze korzystaja z pomocy naukowych. wejdz do
                                  gabinetu lekarskiego w szpitalu, zobaczysz ile tam pomocy naukowych. nie stoja
                                  tam one dla ozoby.z nich sie jkorzysta. zdziwienie moze wyrazac tylko ktos kto
                                  sobie nie zdaje sprawy z tego jak rozlegla jest medycyna.
                                  --
                                  mój synek
                                  • aiczka Re: Pytanie do Koali 03.03.06, 12:56
                                    > wbrew pozorom podczas leczenia lekarze korzystaja z pomocy naukowych
                                    Ależ oczywiście. Niech korzystają. Niech sprawdzają. Nikt nie jest w stanie
                                    pamiętać absolutnie wszystkeigo przez cały czas. Ale pozostaje chyba jakieś
                                    minimum wiedzy potrzebnej na co dzień, od której zależy życie i zdrowie
                                    pacjentów. Wreszcie w tym konkrentym przypadku - sprawdzić można dużo wcześniej.
                      • renia73 Re: Pytanie do Koali 18.05.05, 10:22
                        Pod wszystkim co napisała agaw moge sie podpisac obiema rekami. Niestety nie
                        wszyscy lekarze dbaja o to zeby byc na bieżąco z wiedzą, lekami, metodami
                        leczenia. Opowiem wam moja historie.
                        5 lat temu zaszłam w ciażę i przez 8 miesiecy słyszłam na wizytach ze wszystko
                        jest w porzadku, chociaz miałam plamienia, anemie, rwe kulszową. Miałam upławy
                        i od 6 m-ca za kazdym razem pytałam co to moze byc, a Pani Dr na to że to
                        zwiekszona wydzielina w ciazy i ze wszystko jest jak najbardziej ok.
                        Wszystko co słyszałam, to że ciąża jest fizjologiczna. Pani Dr wogóle nie byla
                        zainteresowana moja wagą a brzuch tylko ogladała z daleka. Efekt był taki, ze
                        do 37 tc chodziłam do pracy a z pracy trafiłam prosto do szpitala z sączacymi
                        sie wodami plodowymi (to były te upławy) i małowodziem (brzuch zmniejszał mi
                        sie systematycznie, ale pani Dr tego nie zauważyła, choc w 9 m-cu wogóle nie
                        wygladałam na kobiete w ciazy). Kiedy w szpitalu zrobili mi usg okazalo sie ze
                        dziecku zagraza zamartwica, łozysko nie pracuje a przepływy krwi miedzy plodem
                        a łożyskiem sa żadne, na dodatek jest w polożeniu miedniocowym. Zapadła decyzja
                        o natychmiastowym CC. Na moje szczęscie dziecko urodziło sie tylko z dystrofią
                        (mniejsza waga urodzeniowa niz wskazywałby wiek ciazowy). Wnioski były takie -
                        pani Dr nie była zbyt czujna, mimo ze sygnalizowałam jej swoje niepokoje -
                        kierowała mnie tylko na podstawowe badania. Usg zleciła tylko 3 razy. Gdyby mi
                        powiedziala ze mam kontrolowac na usg stan ciazy co miesiac albo biegac na ktg,
                        napewno bym to robiła, ale ja o tym nie wiedzialam...Po CC rana nie goiła sie
                        tak jak powinna - cuchniała i saczył sie z niej jakis płyn surowiczy, dostałam
                        40 stopni goraczki. Zadzwoniłam do Pani Dr a ona, ze na telefon mi nie pomoze,
                        a w gabinecie moze mnie przyjąc za trzy dni, bo wtedy ma otwarty...
                        Po pieciu latach znów jestem w ciazy. Te piec lat zrobiło swoje tzn. uśpiło
                        moja czujnośc na temat lekarzy i ich czesto powierzchownej wiedzy. Na poczatku
                        wszystko wydawało sie byc w porzadku. Od 7 tc miałam plamienia - wiedziałam ze
                        musze lezec i brac progesteron na podtrzymanie, wiec brałam. Poszłam na L4, bo
                        widziałam wkoło mnóstwo dziewczyn które mają za sobą iks poronień i nie czułam
                        sie najlepiej fizycznie (omdlenia, wymioty, zawroty głowy, ciagłe odbijanie).
                        Dla mojej Pani Dr wypisywanie zwolnień bez błedów stało sie z czasem jedynym
                        zajeciem podczas moich co miesięcznych wizyt. Od 4 m-ca przestała mnie badac
                        wewnetrznie (bo po co grzebac), od 5-tego miesiaca miała problemy ze
                        zmierzeniem cisnienia ("tylko u Pani mi nie mierzy (aparat), może Pani cos ma z
                        naczyniami...?)ale nie kierowała mnie na zadne badania. Miałam anemię od 2-go
                        miesiaca ciązy jednak. do 7 m-ca nie widziała takiej potrzeby zeby podawac
                        żelazo a jak juz zdecydowała ze trzeba to nie dała mi recepty; o Hbs na
                        poczatku ciązy tez zapomniała, za to dała mi dwukrotnie skierowanie na badanie
                        IgG w kierunku toksoplazmozy - z netu dowiedziałam sie że IgG robi sie w ciąży
                        raz! za to trzeba zrobic dwukrotnie IgM - o tym tez zapomniała. Pomijam teksty
                        Pani Dr: " O jaki wielki brzuch !!!" albo "Jakos długo Pani chodzi w tej
                        ciazy". Wtedy uznałam ze miarka sie przelała i zmieniłam lekarza.
                        I co sie okazało - druga ciąża tez nie była fizjologiczna - Nowa Pani Dr mnie
                        oświeciła - w 35 tc. miałam szyjke skrócona na maksa, skurcze (prawie porodowe)
                        zagrażające porodem przedwczesnym i infekcje pochwy (oczywiście tez nie
                        leczoną, bo bezobjawową).
                        Nie chce powiedziec, ze wszyscy lekarze sa wlasnie tacy, ale to co napisałam
                        tylko potwierdza, że agaw ma baaardzo dużo racji
                        --
                        tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;16;31/st/20050611/dt/6/k/5836/preg.png
                        • matylda.fm Re: Pytanie do Koali 18.05.05, 10:36
                          w kazdym zawodzie znajdzie sie porządny pracownik i partacz. Wiem ,ze praca
                          lekarza jest bardzo odpowiedzialna i zaniedbania nie powinny się zdarzać ale
                          bedą się zdarzać jak w każdym innym zawodzie. Każda z nas chyba miała kiedyś
                          jakieś niemiłe przejście z służbą zdrowia ale to nie powód żeby pchac
                          wszystkich lekarzy do jednego worka!Tym szkodzmy bardziej sobie niż im.Bo w
                          końcu trzeba miec do kogoś zaufanie, same ciąży nie poprowadzimy i nie zrobi
                          tego tez internet ani poradniki.
                          • renia73 Re: Pytanie do Koali 18.05.05, 11:09
                            matylda.fm napisała:
                            > Wiem ,ze praca > lekarza jest bardzo odpowiedzialna i zaniedbania nie powinny
                            się zdarzać ale bedą się zdarzać jak w każdym innym zawodzie.

                            Tylko skutki bedą o wiele bardziej opłakane...Ja jesli popełnie błąd finansowy
                            to sciagna to z mojego ubezpieczenia od odpowiedzialnosci cywilnej...Moze nie
                            kazdy lekarz powinien pracowac wlasnie w tym zawodzie, jesli nie ma czasu na
                            uzupełanianie wiedzy...


                            > Każda z nas chyba miała kiedyś jakieś niemiłe przejście z służbą zdrowia ale
                            to nie powód żeby pchac
                            > wszystkich lekarzy do jednego worka!Tym szkodzmy bardziej sobie niż im.Bo w
                            > końcu trzeba miec do kogoś zaufanie

                            Ja uwazam, że do swojej pani Dr miałam bezgraniczne zaufanie - chodziłam do
                            niej całą pierwszą ciażę a drugą do 35 tc włącznie - ale niestety to był błąd!


                            > same ciąży nie poprowadzimy i nie zrobi tego tez internet ani poradniki.

                            Gdyby nie to, ze mam dostep do róznych poradników, netu i mozliwosci
                            skonsultowania róznych watpliwosci chocby z Koalą czuje sie po prostu
                            bezpieczniej. Nie chce być zdana na opinie jednego "zaufanego" lekarza który
                            tylko czasem sie myli...

                            --
                            tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;16;31/st/20050611/dt/6/k/5836/preg.png
                            • matylda.fm Re: Pytanie do Koali 18.05.05, 12:57
                              nie pisdałam o nieuzupełnianu wiedzy tylko,ze w każdym zawodzie trafi sie
                              partacz i nie zmienisz tego. Pewnie,że dzieki poradnikom i internetowi jesteś
                              bardziej świadoma ale nie odpowiedza one na wszystkie pytania bo.... to nie
                              lekarze z wieloletnia praktyka , którzy wiedzą ,że nie zawsze jest
                              tak "książkowo"
                              Jak lekarz cie olewa, nie zleca badań, nie bada to możesz nie mieć zaufania ale
                              nie znaczy to że wszyscy są go niegodni!
                              Byłam u kilku ginekologów od dwóch uciekłam bo ie podobał mi się ich sposób
                              traktowania kobiety-i to nasze prawo-zmianu lekarza ale teraz od początku ciąży
                              będę się trzymac jednego, który będzie mnie znał od stwierdzenia ciąży do
                              porodu (ma nadzieję, że wszystko sie uda zgodnie z planem) nie jest to pierwszy
                              lepszy z łapanki ale ktoś o kim słyszałam wiele pozytywnych opinii.
                              Przepraszam za trywialne porównanie ale jak chcesz radykalnie sciąć włosy bez
                              niespodzianki to zwykle pytasz o dobrego fryzjera a nie idziesz gdziekolwiek co
                              innego tylko umyć głowę.
                              Po tabletki szłam niewiele mysląc czy to dobry lekarz czy nie teraz gdy chodzi
                              o dzidzie przemyślałam decyzję.
                              • agaw00 Re: Pytanie do Koali 18.05.05, 14:21
                                dziekuję Renia za słowa akceptacji. Słuchajcie nie można tłumaczyc lekarza tym
                                że w wielu gabinetach sięga sie po ksiązki bo oni maja praktyki w
                                szpitalach...w sytuacjach gdzie nalezy podejmowac szybkie fachowe decyzje z
                                podstawową wiedzą. To co mnie spotkało to moze sporadyczny przypadek i nie
                                wsadzam lekarzy do jednego wora ale o problemach z rh- i zastrzykami czytam na
                                okrągło historie takie jak moja.
                                Nie generalizuje lekarzy bo obecnie jest barddzo zadowolona z opieki zarówno
                                ginekologa jak i połoznej wiem tylko jedno płace za to słone pieniądze i to
                                niestety w moim przypadku to jest reguła ze tam gdzie sie płaci jest:
                                racjonalne zarządzanie,fachowa miłą obsługa i sprzet. A jak idziesz na NFZ z
                                nagłym przypadkiem zagrożona ciąża -to dowiaduje sie ze pierwsze miejsca na usg
                                są za meisiac i w ogóle to po co mi skierowanie???
    • falka32 Re: nacinanie krocza 30.08.05, 00:41
      Mam wrażenie, ze przy całej dyskusji o wadach i zaletach nacinania krocza nie
      bierze się pod uwagę jednej rzeczy, mianowicie konsekwencji nacięcia już PO
      porodzie. Mówi się o rzadkich konsekwencjach długoterminowych typu nietrzymanie
      moczu a nikt nie wspomina o tym, jak po prostu goi się rana w takim miejscu i co
      się z tym gojeniem wiąże dla kobiety.
      Instrukcje dt. pielęgnacji rany po nacięciu są dla mnie delikatnie mówiąc
      nieżyciowe i wyabstrahowane z praktyki. Owszem, jezeli się prawidłowo dba,
      pewnie się goi świetnie.
      Tylko że jest to rana w miejscu, gdzie siłą rzeczy jest utrudniony dostęp
      powietrza, jest ona cały czas narażona na podrażnienie i zaparzenie. Przecież
      przez parę dni po porodzie krew leci ja z kranu i nie mozna się nawet ruszyć do
      łazienki bez strumienia krwi na nogach. Instrukcje pt. Wietrzyć krocze i jak
      najrzadziej nosić podkład, nie nosić majtek, lezec na łóżku zpodkładem luzem,
      nie przylegającym do krocza. W sytuacji, kiedy krew leci jak z kranu, ma się
      nawał mleczny i pod opieką noworodka nie bardzo mozna sobie pozwolic na leżenie
      jak królowa w jednej pozycji na elegancko umieszczonym podkładzie, wietrzenie
      krocza w pokoju pełnym odwiedzających, bez wędrówek do łazienki, bez wstawania w
      celu przewinięcia dziecka, przebrania go, bez przekręcania się aby je nakarmić
      itp. Jeszcze czarniej widzę to po powrocie do domu. W efekcie są naprawdę nikłe
      możiwości w takiej sytuacji, aby pielęgnowac ranę tak, jak zalecają lekarze. Po
      prostu nie mamy służby w domu, która nas wyręczy we wszelkich czynnościach
      włącznie z opieką nad dzieckiem.
      Daltego te rany paprzą się, sprawiają ogromny ból, uniemozliwiają siadanie,
      uniemozliwiają wychodzenie z domu i nawet poruszanie się po domu, bo jak mam się
      poruszać po domu, skoro w tym czasie muszę założyć podkład, majtki, ruszać się,
      co drażni szwy....
      Ja po nacięciu pierwszym przeżyłam horror, który odebrał mi całą radość z
      pierwszych tygodni życia dziecka. Bo oprócz rany niemozliwej do własciwej
      pielęgnacji,bólem, niemoznaością siedzenia, koniecznością wyboru pomiędzy
      leżeniem z okładem z rivanolu między nogami a przewinięciem czy nakarmieniem
      dziecka, kiedy byłam sama w domu - toczyłam też walkę z tym, czego uniknąć nie
      można było, czyli nawałem mlecznym, chronicznym brakiem czasu i snu, zmęczeniem
      i do tego osobistym baby bluesem.
      Więc jak słyszę o nacinaniu "na wszelki wypadek" to mnii szlag trafia, bo to nie
      nacinający będzie potem się bujał z tą "drobną, szybko gojąca się ranką".
      • falafala Re: nacinanie krocza 31.08.05, 08:56
        Tak jak rozne sa kobiety tak powinno byc rozne do nich podejscie. Jednak jest to
        teoria i niestety nie mozna zawsze wierzyc, ze "podejda indywidualnie". Duzo
        jest rutyny i zwyczajowego dzialania.
        Ja rodzilm na zachodzie, cietego krocza nie mialam, zreszta tutaj jest to
        rzadkie w porownaniu z Polska, mimo, ze kiedys rowniez wykonywali je rutynowo,
        jednak odeszli od tego.
        Na problemy z nietrzymaniem moczu i wypadaniem proponowane sa cwiczenia. Jak to
        mowi sie : Kegla powinna kobieta wykonywac przez cale zycie. Czytalam w ksiazce
        o cwiczeniach ciazowych, ze ostatnio przeprowadzano porownanie nietrzymania
        moczu wsrod kobiet rodzacych i nie i wyszlo, ze odsetek jest taki sam w obu
        grupach (ksiazka jest z roku 2004 wiec swierza, ale niestety nie podaja zadnych
        odnosnikow).
        Moja prababcia byla polozna, opowiadala swoim wnuczkom jak nalezy chronic
        krocze, sama wykonywala masarze u rodzacej. Mojej mamie nikt w szpitalu masarzu
        nie wykonywal, cieli wszystkie i tylko sie szwy liczylo. Bolalo ja dlugo i boli
        do dzisiaj przy zmianie pogody.
      • oliwe Re: nacinanie krocza 03.09.05, 12:41
        Choć przed porodem nie rozumiałam tych wszystkich wołań o ochronie krocza, to
        teraz już po mam dokładnie takie same odczucia jak ty. czuję się okaleczona,
        mam poczucie nieodwracalności, nawet nie mogę myślec o ponownym podjęciu
        współżycia i mocno mnie to dołuje.
        --
        Majunia
        ma dziś
      • eewa2005 Re: nacinanie krocza 03.09.05, 20:48
        Falko! Bardzo dokładnie napisałas o tym, o czym jakoś zupełnie zdaje się nie
        wiedzieć pani koala. No, ale skąd niby ma to wiedzieć? w końcu jak sie idzie na
        wizyte pod koniec połogu (6 tyg. od porodu), krocze jest juz jakoś zagojone, a
        i nawet specjalnie czasu pewnie nie ma na rozpamietywanie "przeszłości"... A
        szkoda- może wtedy pani dr zainteresowałaby sie aktualnym stanem wiedzy na
        temat konieczności (???) nacinania krocza u kobiet. Z ciekawością poczytałam
        dyskusję i miałam nadzieje, że jednak pani dr poda konkretne badania naukowe,
        które potwierdziłyby jej praktykę. Otóż- moje drogie- praktyka musi mieć swoje
        podstawy naukowe- inaczej jest podejściem "widzimisie" lekarza. Do praktyki
        wprowadza sie metyody sprawdzone, a rutynowe nacięcie krocza NIE JEST metodą
        polecaną! Wręcz podana literatura (jak Autorka watku słusznie zauważyła- badań
        nie podważono do tej pory, więc są aktualne)nacięcie traktuje jako dopuszczalne
        tylko w sytuacjach wyjatkowych (pierwszy poród czy poród przed czasem nie jest
        taką sytuacją!!!).
        Rutyna zabija. Do tej pory gros lekarzy z "bogatym" doswiadczeniem zawodowym
        nadal "leczy" nadżerki, nie zważając na badania naukowe i stan aktualnej wiedzy
        na ten temat na świecie (Polki są jakies wyjatkowe?). Nacięcie krocza, bo
        zapobiega powikłaniom i lepiej sie goi niz peknięcie, to twierdzenia starej
        daty, bez pokrycia w rzeczywistości.Pora być na bieżąco.

        Dla ścisłości- nacięcie powinno być wykonane, kiedy jest KONIECZNE- każda
        doskonale przygotowana połozna czy lekarz wiedzą, jak rozpoznać te konieczność.

            • natalka691 Re: nacinanie krocza 17.02.06, 22:42
              Pani doktor prosze powiedziec co pani sadzi o opinii Światowej Organizacji
              Zdrowia według której nacięcie krocza powinno miec miejsce tylko w około 10 %
              i podaje szczególne przypadki, w których takie postepowanie jest niezbedne?
              Polskie statystyki sama pani wie. Światowa Organizacja Zdrowia to instytucja,
              która chyba nie chce krzywdy kobiet, a dane które tam zamieszcza sa na
              szczęście aktualne.
              Sama nie rodziłam, wiec swoja wiedze czerpię tylko z teoretycznych źródeł,
              miedzy innymi z postów które pani zamieszcza a ja je lubię czytać.

              www.who.int/reproductive-health/impac/Procedures/Episiotomy_P71_P75.html


              Cytuję wskazania:

              Episiotomy

              Review for indications.

              Episiotomy should be considered only in the case of:

              - complicated vaginal delivery (breech, shoulder dystocia, forceps, vacuum);

              - scarring from female genital cutting or poorly healed third or fourth degree
              tears;

              - fetal distress.

              Więc chyba cos w tym jest, że u nas przeprowadza sie ten zabieg zbyt często.
              Wiem, ze ten temat był już wałkowany setki razy i budzi wiele kontrowersji
              wśród zwolenników i przeciwników, ale skłaniam się raczej do opinii WHO,
              instytucji która patrzy na problem na pewno bez emocji i posiada dane z całego
              świata.
    • zazulka.1 Re: nacinanie krocza 18.02.06, 18:32
      jestem po 2 porodach , pierwsze rodziłam w znieczuleniu i nie wiem jak to
      było z tym kroczem ,nie czuje się nic i tyle. Drugie dziecko zdecydowałam sie
      normalnie urodzic ,pomyslałam sobie nie taki diabeł straszny... i faktycznie ,o
      tym ,że mam przeciete krocze dowiedziałam sie od połoznej ,bo sama nic nie
      czułam . Przy szyciu juz byłam lekko znieczulona, więc znowu było OK . A
      nasłuchałam sie jakie to będzie straszne , że hoho.
      • aczka2 Re: nacinanie krocza 20.02.06, 13:43
        Bo nacięcia można nie czuć, ale równie dobrze można je czuć, można cierpieć,
        można tez przejść to ot, tak po prostu. Kazda kobieta jest inna. A dyskusja nie
        toczy się na temat kto straszy i jak bardzo damy się przestraszyć i czy to
        rzeczywiście jest takie okropne, tylko tego, ze dziewczyny podają konkretne
        przykłady, przywołują badania, publikacje- zaprzeczające najczęściej temu, co
        mówi koala, a ona nie potrafi sie obronić i nie potrafi dać przykładów
        potwierdzających jej rację, co u mnie powoduje uczucie oburzenia i nie ukrywam
        niepokoju o kompetencje eksperta.
        Moja mama na przykład urodziła 6 dzieci i przy wszystkich ją cięli, a mimo to
        ma problemy z nietrzymaniem moczu. Ponadto, kiedy się poczyta wyniki badań i
        publikacje (choćby te, które zamieszcza Rodzić po ludzku) to wynika z nich
        jasno, ze te dolegliwości mają się nijak do nacięcia, a tym samym ono po prostu
        nie chroni przed takimi sprawami.
        Ja miałam na przykład bardzo powazną operację, po której leżałam przez miesiąc w
        szpitalu i miałam dwa dreny w brzuchu i też teraz mogę powiedzieć, że to nie
        było takie straszne. Wszystko da się przeżyć przecież, ból, dyskomfort, ale nie
        o to chodzi. Operację zniosłam, bo mi uratowała życie, rehabilitację również
        znosiłam dobrze, przede wszystkim bez urazu psychicznego (a dodam, ze jeździłam
        przed operacją przez rok do szpitala co jakiś czas i taki stan zagrożenia życia
        zawdzięczam tylko ordynatorowi, który nie wierzył,że "aż tak mnie boli").
        Natomiast stresuje mnie sytuacja, keidy 2 miesiące przed porodem muszę rozmyślać
        o tym, ze w naszych wspaniałych szpitalach kaleczy się kobiety bez potyrzeby- bo
        uważam to za okazleczanie. Neistety nie jestem lekarzem i nie będę miała
        pewności, czy należę do tych 10 %, które wymagają nacięcia, dlatego zamierzam
        sie nie zgodzić, jeśli zaistnieje jakakolwiek wątpliwość w trakcie porodu.
        Ponieważ jestem swiadoma swoich praw, a ponadto świadoma przebiegu porodu
        zamierzam brać w tym wszystkim czynny udział i nie pozwolić na to, żebym była
        poza nawiasem i zamierzam to uświadomic w bardzo miły i przyjazny sposób
        personelowi, na który trafię.
        Piszę to nie w duchu krytyki tego zabiegu, bo uważam, ze jeżeli jest konieczny
        powinien zostać wykonany. Piszę, bo jak dotej pory żaden lekarz nie był w stanie
        poprzeć swojej opini o dobroczynnym działaniu tego zabiegu jakimikolwioek
        badaniami, przykładami. A samo stwierdzenie,ze lekarz ma wieloletnią praktykę i
        doświadczenie mnie nie przekonują, bo jesli nie idzie za tym doszkalanie się i
        empatia, można tę praktykę wyrzucić do kosza.
        Pozdrawiam i zachęcam do walki o własne prawa, nawet w sytuacjach trudnych, a
        moze przede wszystkim takich. No i nie bójmy się wchodzić w polemike, bo
        przecież lekarz, tym bardziej mężczyzna nigdy nei odczuje skutków zabiegu, który
        wykonano nam, przez co swobodniej mu podejmować nawet rutynowe decyzje. Oduczmy
        ich zatem takiego do nas podejscia ( w nawiązaniu do wypowiedzi jednej z
        dziewczyn, która miała panią dr nie dbającą o jej ciążę- mało, że zmieniłaś
        lekarza, powinnaś jeszcze zaskarżyć tę lekarkę, która naraziła ciebie i dziecko
        na niebezpieczeństwo), a może się coś zmieni.
        Aga
        PS Zastanawiające jest też dla mnie, dlaczego koala nie odpisuje na trudne
        pytania...(np. pośbę o podanie konkretnych badań i statystyk, lub odniesienie
        się np. do tego, co możemy przeczytać na stronach Rodzić po ludzku)?
    • agunia1980 Re: nacinanie krocza 20.02.06, 14:25
      Witam.Rodzilam prawie 3 m-ce temu i mialam nacinane krocze.akurat w szpiatlu w
      ktorym rodzilam zabieg ten wykonuje sie podobno u kazdej rodzacej.Dziewczyna
      ktora rodzila chwilke przede mna nie miala nacinanego i ...pękła.Takze chyba
      lepiej naciac.W sumie to nie jest zaden ból.Naciecie robia ci w trakcie skurczu
      i czujesz tylko szczypanie.Ale chyba lepiej sie naciac niz pękać.
      • haganna Re: nacinanie krocza 20.02.06, 15:29
        A dlaczego według Ciebie lepiej naciąć niż pęknąć?
        Argument o lepszym gojeniu włóż między bajki. O popękaniu nie wiadomo jak
        wielkim -też (to naprawdę marginalne przypadki).
        Dlaczego więc?
        • asia.76 Re: nacinanie krocza 20.02.06, 15:36
          nie wiem czy lepiej pękną czy naciąc bo ja mialam to i to .Pekła mi cała prawa
          strona pochwy i do tego wszystkiego połozna nie trafiła w skurcz jak mnie
          nacinała - na szczeście wszystko sie zagoiło ale troche bolało.Najlepsze było
          zdziwienie połoznej jak jej powiedziałam ze czułam nacięcie - stwierdziła ze
          nie mozliwe a jednak .
    • elve Re: nacinanie krocza 22.02.06, 16:42
      z tego co pisze Pani doktor wynika, że jest niestety dość typowym
      przedstawicielem polskiej służby zdrowia, wykonującym nacięcie rutynowo i bez
      potrzeby. brak odniesienia się do podanych argumentów przeciwko rutynowemu
      nacinaniu jak również nie podanie źródeł naukowych, na których Pani doktor
      opiera swoje przekonania poddają moim zdaniem pod wątpliwość Pani wiedzę i
      kompetencje w tym zakresie.
      --
      * Forum Czechy
      ** ER
    • hanti Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 22.02.06, 17:00
      z nacięcia pamiętam jedynie ogromną ulgę :)))) Poród to ogólnie ni spacerek po
      lesie, bolało jak cholera czułam przechodzącego przez kanał rodny synka, ból,
      ból, ból i uczusie rozrywania, potem nacięcie krocza i ogromna ulga :))) w ciągu
      następnego skurczu urodził się mój synek, z córką było podobnie. Rana goiła się
      kilka dni, generanie ja jestem, za :)))

      --
      Kubuśi Karolinka
      Pestekmały
          • felicja666 Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 22.02.06, 22:42

            a ja uważam ,ze to najzwyczajniejsza krzywda,poród jeszcze przede mną ale
            zapłace każde pieniądze za położną która potrafi chronić krocze i zna się na
            rzeczy , i nie będę (bo nie chce) rodzić na leżąco-nie mam wtedy nad niczym
            kontroli.Mój facet jest lekarzem i też potrafi recytować książki,ale w tej
            kwestii dał mi wolną ręke he i chce byc przy porodzie.A tak w ogóle to czy
            któryś facet dałby sobie naciąć penisa????dla mnie to okaleczenie i byłoby
            chyba jedyną przyczyną depresji poporodowej....w cale się nie dziwie (szczerze
            powiedziawszy )ze kobiety po ciężkim porodzie i nieludzkim,porzucają swoje
            dzieci albo je oddają albo niewiadomo co jeszcze robią...
            • hanti Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 23.02.06, 07:09
              Pomimo naciętego krocza, nie porzuciłam swoich dzieci na śmietniku, co więcej ni
              miałam nawet depesji poporodowej. A na temat nacinania krocza, będziesz mogła
              się wypowiadać jak urodzisz choć jedno dziecko. Bo narazie to Ty nic nie wiesz o
              porodzie, ale oczywiści wydaje Ci się że wiesz dużo :)
              A poza tym nie bądź naiwna, czy Ty myślisz że jak Twoje ukochane ;) krocze
              zacznie pękać, to lekarz zapyta, a może jednak chce Pani nacięcia ??? Nie, żeby
              mieć mniej pracy z Towoim popękanym kroczem i nieżedko odbytem, poprostu Cię
              natnie i tyle będziesz miała do powiedzenia !!!

              --
              Kubuśi Karolinka
              Pestekmały
              • ewanta Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 23.02.06, 13:00
                ja urodzilam 2 dzieci- przy pierwszym porodzie mnie nacieli chyba za malo albo
                za bardzo parlam bo jeszcze popekalam na dodatek. goilo sie bardzo dlugo i
                bolesnie.drugi porod tez byl z nacieciem ale juz bez pekan i 2 tygodnie po
                porodzie bylo ok. w obu przypadkach nacinanie wogole nie bolalo ale szycie
                owszem. dzieci urodzilam naprawde szybko i wlasciwie prawie bezbolesnie chociaz
                jestem raczej szczeupla /50 kg/ . takze wlasciwie jestem za! ale wolalabym aby
                lekarze chociaz infotrmowali ze maja zamiar cos takiego zrobic.
                mnie nacinali bez mojej wiedzy i zgody.
                pozdrawiam
                • agaw00 Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 23.02.06, 13:21
                  4 miesiace temu rodziłam i jestem oczywiscie za!wole to niz peknięcie ale mnie
                  nacinali 3 razy bo mały miał taka wielka głowke...fakt wkurzając jest to ze
                  nikt mnie nawet nie zapytal o zgode ale i tak jestem wdzięczna tej pooznej bo
                  rodziła ze mna pomagała masowała krocze(piekło jak cholera nawet na zzo)
                  nacinanie nie bolało tylko odgłos taki chrum chrum ale masaż krocza masakra!!!!
                  natomiast ja miała pecha i przezyłam istny 3 miesieczny horror a do konca zycia
                  bede miec problem dzieki pani dr która nie dośc ze spartoliła mi szwy które
                  pusciły i naciecie sie rozeszło to tak sie spieszyła bo konczyła zmiane ze
                  pomomo zzo i miejscowego znieczulenia!!szycie bolało jak jasna cholera
                  szczególnie im bliżej odbytu!!do dzisiaj załuje dnia w którym uparłam sie na
                  szpital z dobrymi warunkami pobutyowymi za cene kompetencji personelu...
                  niestety teraz mam blizne i przesunieta wiszaca skóre do konca zycia...tzw
                  barometr tj ból pogodowy,uraz psychiczny a po 3 miesiacach zaliczyłam jeszcze
                  (zaznaczam prywatnie!!)wycynanie dzikiego mięsa któr narosło w odezwie na tak
                  spartolone szycie
              • felicja666 Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 23.02.06, 18:09
                hmm ja nie twierdze ze wiem wszystko ale swoje zdanie mogę mieć i również
                zgodzę się ze czasami bywa to konieczne-wypowiadam sie w kwestii kiedy sie to
                robi a mogło najzwyczajniej w świecie zapobiec.Należe do tych osoób ktore lubią
                mieć wszystko pod kontrolą i raczej bardzo sie postaram aby nie doszło do
                takiej sytuacji choćby wiele zachodu mnie to kosztowało...Uwazam ze są dwa
                typy kobiet:te dla których macierzyństwo to szczyt spełnienia(chwała im za to:))
                i takie dla których po prostu nie jest...ja należę do tych drugich...pozdrówka
                dla mamusiek:)
              • atropina Re: nacinanie krocza dla mnie to było wybawienie 03.03.06, 21:58
                nie zgodziłabym się z taką wypowidzią, jestem po porodzie, więc nie można
                zarzucić mi że nie wiem o czym piszę, mój syn ma 1,5 roku, właśnie jestem w
                drugiej ciązy i nie pozwolę się naciąć, bo deprasja zwiazana z okaleczeniem
                krocza wciaż nie minęła.
                Dodam, że nie wyraziłam zgody na nacięcie, a kiedy ośmieliłam się zapytać
                dlaczego to zrobiono, położna powiedziała, że nie było to w moim przypadku
                konieczne, ale ordynator posądziłby ją o prywatę jeśli by nie nacieła (wzieła
                pieniądze z prowadzenie porodu). Nic dodać nic ująć.
                Teraz dam to na piśmie i każę podpisać osobie prowadzącej poród, że przyjęła to
                do wiadomości, jeśli mnie natną oddam sprawę do sądu.
    • goskarz Re: nacinanie krocza 24.02.06, 22:37
      Właściwie, to nie powinnam zabierać głosu, bo juz wiem, że w moim przypadku
      zalecane jest cc (z czego się cieszę, przede wszystkim ze względu na mniejsze
      ryzyko powikłan dla dziecka, ale ponieważ nie mam suwaka na kroczu, to pewnie by
      mnie pnacinano ;), więc wolę nacięty brzuch - miałam laparotomię i wiem jak
      boli- nie jest miłe, ale tym bardziej nie chciałabym takich odczuć w kroczu)
      Niemniej parę lat temu, gdy zaczynałam starania o dziecko akurat była pierwsza
      edycja Rodzić po ludzku i porządnie wystraszyłam się tego nacinania (nie wiem,
      może to właśnie blokada psychiczna doprowadziła do niepłodności:?)
      Jeżeli jednak w dyskusji pojawiły się dane statystyczne i obserwacje z własnego
      szpitala, to mam pytanie- Czy w tych angielskich publikacjach jest mowa o
      komplikacjach wynikających z braku cięcia? Bo chyba rozumuję logicznie: skoro
      liczba cięć krocza jest tam znacznie mniejsza niż w Polsce, to zgodnie z
      twierdzeniam lekarzy w Polsce, angielskie pacjentki powinny częściej niż u nas
      pękać, mieć straszne powikłania itd.
      Jeżeli nie ma tego typu problemów, to jak obronić tezę o konieczności cięcia? A
      może jest tak, że u nas kobiety faktyczne trzeba ciąć, bo jak ktoś leży z nogami
      pod sufitem, to trudno rodzić "przeciwko sile grawitacji"? Jak rodzą pacjentki
      na Zachodzie?
      I tak już trochę poza tematem:
      Zanim ruszyła ta edycja Radzić po ludzku w lecie czytałam w "WO" artykuł o
      Polkach pracuących na Zachodzie. Bohaterką była m.in położna, która opowiadała
      jak bardzo musiała zmienić swoje polskie przyzwyczajenia, chodziło o stosowanie
      się do życzeń pacjenki i to włącznie z szanowaniem jej uwarunkowań kulturowych-
      wyobrażacie sobie, żeby u nas rodząca zażyczyła sobie tylko kobiet przy
      porodzie? Tego nawet nie próbują wywalczyć organizatorzy "Rodzić po ludzku" - a
      we wstrętnej angielskiej służbie zdrowia jest to możliwe...
    • someone11 Re: nacinanie krocza 26.02.06, 18:01
      Wg mnie zabieg ten jest powinien byc wykonywany jezeli jest do tego wskazanie.
      Ja mialam lekko naciete krocze. Tylko dwa male szwy. Polozna powiedziala, ze
      juz dawno nikogo tak lekko nie nacinala. Nawet moglabym obyc sie bez tego
      naciecia ale coreczce slablo tetno po kazdym skurczu, potem ladnie wyrownywala
      lecz ja nie chcialam zeby cierpiala i kazalam poloznej przeciac jesli trzeba.
      Bylo to lekko bolesne (mimo znieczulenia zo). Do szycia tez mialam dodatkowe
      znieczulenie bo zoo nie dzialalo. Za to swietnie zadzielalo na porod, ktory
      wcale nie bolal.
      • natalka691 Re: nacinanie krocza 26.02.06, 23:55
        Mam juz broszury na temat nacinania z "Fundacji rodzic po ludzku"
        tytuł "Nacięcie krocza - konieczność czy rutyna". W najblizszym czasie się
        sprężę i zamieszczę tezy tam zamieszczone na temat nacinania wraz z
        bibliografią w tej książeczce (pozycje z róznych okresów i starawe i całkiem
        nowe). Mam nadzieję (chciałabym ;)), że juz za niedługo zmieni się spojrzenie
        polskich lekarzy i połoznych na ten problem, a kobiety będą miały pełną i
        obiektywną wiedzę o wszystkich za i przeciw w tym zakresie, wzrośnie ich
        świadomość i nikt nie będzie nikogo straszył bez podstaw pęknięciami III
        stopnia, rozepchana pochwą, nietrzymaniem moczu i zwiotczeniem mięśni i
        wypadaniem pochwy, a raczej będą stosowane działania prewencyjne w celu
        zapobieżenia urazom w szkołach rodzenia, na wizytach u lekarzy w trakcie ciąży
        i podczas prowadzenia II fazy porodu. Wszak dobrze jest wiedzieć - wtedy mozna
        dobrze wybrać ;).
        Byłoby świetnie, gdyby te broszury trafiły do każdego szpitala i lekarze i
        położne (one pewnie przekonałyby się o wiele szybciej) zastanowiliby sie troche
        głębiej nad tym co robią i czy rzeczywiście robią tak dobrze kobietom.
        W księgarni wydawnictw medycznych we Wrocławiu przeglądałam kilka książek do
        połoznictwa wydanych w 2005 r. Autorzy zachodnich publikacji pisza, że trzeba
        robic tylko wtedy kiedy trzeba i nacięcie nie przynosi zbyt wielu korzyści w
        większości przypadków. Autorzy polskich publikacji hmm... że jest to zabieg
        powszechnie przez wszystkich akceptowalny (nie wiem na podstawie czego wysuwaja
        swoją tezę), ale i oni raczej odchodza od idei rutynowego nacinania krocza i w
        każdej pozycji opisane sa techniki ochrony krocza.
        W nowym wydaniu książki o której pisano na forum Ciaża i poród "W oczekiwaniu
        na dziecko", która nota bene bardzo polecam i której recenzentem był pan
        profesor z AM w Poznaniu (i jak by nie patrzec zrecenzował pozytywnie) też
        piszą, że poza wyjątkowymi sytuacjami nie przynosi to żadnego pozytku, a raczej
        więcej szkody i zachęcają kobiety do działań prewencyjnych i odpowiedniego
        przygotowania tkanek krocza do porodu w wolnych chwilach i poglady o
        dobrodziejstwach tego zabiegu nalezy wsadzic do lamusa.
        Rozmawiałam z czterema ginami na ten temat. Stwierdzam że gro z nich ma w dupie
        nasze krocza i jak połozna natnie to przyjda zszyja i po zawodach, a ty sie
        człowieku martw jak przez dwa tygodnie swobodnie, bez bólu załatwic sie nie
        możesz. Takie odnosze wrażenie. Cytuje co powiedzieli:

        Doktor nr 1: Ale pani trudne pytania zadaje, nie wiem co powiedzieć, no tak
        robimy, u pierwiastek raczej nacinamy (raczej powinno byc nacięte), przy
        kolejnych jak sa warunki to ewentualnie nie. Jak pani nie chce, to jak
        przyjedzie pani na poród to prosze mi powiedziec, że pani nie chce to nie
        natniemy jak pani nie chce. A jak pani popeka to pani popęka, a jak nie to pani
        nie popęka. Facet ujawnił tym swój kompletny brak zainteresowania tym co się u
        niego w szpitalu dzieje, bo to był akurat szpital, gdzie połozne akurat
        pierwiastki nacinają tylko w 50%, a wieloródki w 10%.

        Doktor nr 2 wraz z połozną (szpital Dyrekcyjna we Wrocławiu, statystyka nacięć
        pierwiastki 100%, wielorodki 80%): Prosze pani ja tu jestem tylko lekarzem
        dyżurnym, wszystkie decyzje podejmuje szef Kliniki i nic pani na ten temat nie
        powiem. Jak pani nie chce to prosze iśc na rozmowe do szefa Kliniki. Jak mu
        tłumaczę, że mam prawo nie dac się naciąć i że takie jest prawo pacjenta, on na
        to że szef tu wszystkim rządzi i on nie ma nic do gadania. Oczywiście podał
        czarny scenariusz mojego postepowania. Zaznaczając, że jak sie nie zgodze to on
        jako lekarz na pewno mi tego nie zrobi. Połozna która obok niego stała,
        powiedziała że one jako połozne boleją nad tym i serce je boli, że profesor we
        wszystkoch przypadkach każe nacinac i same wiedza że to nie zawsze jest
        potrzebne, w wielu wypadkach tną wiedząc, że moznaby tego nie robić, bo taki
        prikaz profesora czyli to dla okaleczania stosowane na masowa skalę w szpitalu
        klinicznym we Wrocławiu.
        Doktor nr 3: Jak pani nie chce to wczesniej proszę to zgłosic do ordynatora,
        żeby wiedział co się dzieje na oddziale i nie natniemy. To pani rodzi a nie ja.
        A czemu Pani nie chce? Przeciez to nie będzie bolało, znieczulimy pani krocze
        przed nacięciem, nic pani nie poczuje, a jak pani pęknie to mówię pani to
        dopiero będzie bolało. No to dalej się pytam na ile cm nacinaja i czy jak juz
        trzeba np. tylko trochę (na przykład drasnąc na 1 centymetr), doktor na to że
        długość nożyczek jest na 3 cm i tną na 3 cm, bo tak pisze w książkach i wtedy
        nacięcie jest skuteczne.

        Doktor nr 4: lekarka powiedziała, że chronia jezeli tylko mogą ochronić.
        Zrobiła mi półgodzinny wykład na temat budowy tych mięśni, sił na nie
        działających podczas porodu oraz ochrony i jak mam przygotowac mięśnie miednicy
        i krocza do porodu i zachęcała do systematycznych ćwiczeń, by tkanki wczesniej
        zaadoptować, a nie krzyczeć przy porodzie,że ja nie chcę.
        Powiedziała, że nacinaliby znacznie mniej, gdyby kobiety były bardziej świadome
        i przygotowywały te okolice do porodu (co jest normą np. w Szwecji czy
        Holandii). Stwierdziłą, że kiedy mięśnie nie są przygotowane, dziecko 4,5 kg to
        ochrona i brak urazu nie zawsze są mozliwe. Ostrzegała, żebym sie nie tuczyła i
        swojego dziecka i nie podjadała w nadmiarze, bo to może byc przyczyna iz
        dziecko będzie powyżej 4-4,5 kg i przy takich duzych dzidziach może dojść do
        dystocji barkowej i wtedy będa kłopoty. Czyli ćwiczyc, ruszać się, a nie lezeć
        całą ciążę i nie jeść w nadmiarze. Doktor powiedziała, że tna tylko tyle ile
        jest konieczne, często starczy tylko 1 cm, lekkie nacięcie, ale bywa, choć
        rzadko i tak że cięcie jest bardzo rozległe 4 cm, zależy to od konkretnego
        przypadku.

        Twierdzę, że większość tnie dla samego cięcia, bo tak ich 30 lat temu na
        studiach nauczyli i sie w ogóle nie zastanawia czy to dobrze czy nie, czy
        trzeba czy nie trzeba. Połozne boja się lekarzy, a lekarze asystujący przy
        porodzie swoich szefów. I tak tną bo szef kazał (przypomina mi to taśme
        produkcyjną)i jeszcze się nawet nie pytają o zgodę, bo gdzies wyczytali i
        usłyszeli na wykładach i wkuwali do egzaminów i kolokwiów że to powszechnie
        akceptowalny zabieg.
        • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:47
          Wyciąg z broszurki "Fundacji rodzić po ludzku"
          „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”



          Publikacja finansowana dzięki dotacji Biura Pełnomocnika Rządu do spraw Równego
          Statusu Kobiet i Mężczyzn

          Wstęp

          Trochę historii

          Nacięcie krocza jest najczęściej stosowanym podczas porodu zabiegiem
          chirurgicznym, pomimo tego, że jego skuteczność nigdy nie została udowodniona.
          Wręcz przeciwnie, prowadzone od początku lat 1980. badania dostarczają nowych
          dowodów na szkodliwość tej procedury.

          Historia nacięcia krocza sięga XVII wieku i pierwszego użycia kleszczy.
          Pierwsze wzmianki o tym zabiegu w literaturze położniczej pojawiają się na
          początku XIX wieku. Jak pisze kanadyjski socjolog Ian Graham, badający dzieje
          epizjotomii w krajach anglosaskich, początkowo nacięcie traktowano nieufnie i
          jako środek ostateczny, chociażby z obawy przed ryzykiem infekcji. Jednym z
          propagatorów rutynowego nacięcia krocza był wpływowy amerykański położnik
          Joseph De Lee. W 1913 roku opublikował tezę, że każdy poród jest procesem
          patologicznym, i wymaga interwencji chirurgicznej (De Lee 1913). Proponowany
          przez niego sposób prowadzenia porodu polegał na usypianiu kobiety, dokonywaniu
          rozległego nacięcia krocza i wydobywaniu dziecka za pomocą kleszczy. Prace De
          Lee były wielokrotnie wznawiane i im między innymi zawdzięczamy to, że w
          pierwszej połowie XX w. rutynowe nacięcie krocza stopniowo zyskiwało powszechną
          akceptację - w USA już w latach 30. i 40., w Wielkiej Brytanii i innych krajach
          europejskich w latach 50. i 60. XX wieku. Do lat 80. XX wieku ani lekarze, ani
          położne, ani kobiety nie kwestionowali konieczności rutynowego nacinania
          krocza, choć jego zalety nigdy nie zostały udowodnione.

          Standardem w medycynie powinno być opieranie się na aktualnych, rzetelnych i
          wiarygodnych badaniach naukowych. T o one dająlekarzom i położnym pewność, że
          to, co robią, jest najlepsze dla ich pacjentek, ponieważ badacze i eksperci w
          drodze badań, eksperymentów i analiz zbadali skuteczność danej procedury. W
          przypadku nacięcia krocza, możemy zadać sobie pytanie - dlaczego, wbrew
          wnioskom z badań, zabieg ten jest wciąż tak szeroko stosowany? W Polsce jednym
          z powodów jest nieznajomość wśród większości lekarzy i położnych wyników
          aktualnych badań. Innym - głęboko zakorzenione przyzwyczajenia i rutyna, które
          utrudniają przyjęcie nowych standardów. Jednocześnie kobiety coraz bardziej są
          świadome tego, że nacięcie krocza w większości przypadków nie jest konieczne i
          podważają sens jego powszechnego stosowania.

          Polska jest jednym z niewielu już krajów europejskich, w których rutynowe
          nacięcie krocza jest uznanym elementem prowadzenia porodu. Nikt nie poddaje
          analizie zasadności takiego postępowania, jego kosztów oraz licznych powikłań.
          Echa takiego podejścia odnajdujemy nawet we współczesnych podręcznikach
          położnictwa.
          Mamy nadzieję, że przedstawione w tej publikacji argumenty na rzecz odejścia od
          rutynowego nacięcia krocza zainteresują część środowiska lekarzy i położnych.
          Czas rozpocząć dyskusję, w której zostaną zweryfikowane stosowane dzisiaj
          standardy postępowania.
          W latach 80. XX wieku, dzięki popularyzacji idei medycyny opartej na faktach
          naukowych (evidence based medicine) oraz powstającym w wielu krajach
          konsumenckim ruchom na rzecz przyjaznego kobietom położnictwa, rutynowe
          nacięcie krocza zostało poddane krytyce. Światowa Organizacja Zdrowia w
          dokumencie "Poród nie jest chorobą" (WHO 1985) zaleciła ograniczenie stosowania
          epizjotomii, ponieważ lInie ma usprawiedliwienia dla rutynowego nacięcia
          krocza". W USA i większości krajów Europy Zachodniej liczba dokonywanych nacięć
          krocza znacznie spadła - w Wielkiej Brytanii z 53,4% w 1978 r. do 12 % w 2003
          r., w USA z 65,1% w 1979 r. do 50,4 % w 1993r., obecnie ok. 33% (Graham 1997,
          Graham et al. 2005). W Szwecji odsetek ten wynosi 9,7 %, w Nowej Zelandii 11 %,
          w Danii 12% (Graham et al. 2005). O tym, jak silnym stereotypem jest rutynowe
          stosowanie nacięcie krocza świadczy fakt, iż w tym samym czasie w krajach
          takich jak Polska, Japonia, Grecja czy kraje Ameryki Południowej odsetek nacięć
          krocza utrzymywał się na podobnym niezmienionym poziomie, i do dziś zabieg ten
          jest stosowany u niemal wszystkich pierworódek i większości wieloródek

          Zespół Fundacji Rodzić po Ludzku
          NACIĘCIE KROCZA W POLSCE
          W Polsce szpitale mają obowiązek referować dane dotyczące jedynie cesarskiego
          cięcia. Sposób prowadzenia porodu i stosowane interwencje medyczne pozostają w
          gestii ordynatorów i zespołów terapeutycznych oddziałów. Nie ma centralnej
          instytucji, której zadaniem byłoby gromadzenie danych oraz szczegółowa analiza
          opieki położniczej. Taką próbę podjęła Fundacja Rodzić po Ludzku, która od 2003
          L kieruje do ordynatorów oddziałów ankiety dotyczące najczęściej stosowanych
          interwencji, między innymi nacięcia krocza. W 2004 r. informacje otrzymaliśmy Z
          111 placówek (ok. 25 % oddziałów położniczych w Polsce). Z danych tych wynika,
          iż średnio w oddziałach tych w 2003 L nacięcie krocza zastosowano w 57,5 %
          porodów, przy czym u pierworódek jest to blisko 79 %, a u wieloródek 36 %
          porodów. 82 % oddziałów przekracza granicę 20 % wyznaczoną przez Światową
          Organizację Zdrowia. W kilku szpitalach nacina się 100 % kobiet bez względu na
          to, który to poród! Gdy porównamy dane te z liczbą kobiet, które urodziły
          dziecko drogami natury w 2003 L, okazuje się, że ok. 150 tys. kobiet miało
          nacięte krocze. Według standardów Światowej Organizacji Zdrowia, u 120 tys. z
          nich nacięcie krocza nie było konieczne.

          Obecnie w zaleceniach Światowej Organizacji Zdrowia dotyczących prowadzenia
          porodu normalnego czytamy "Nie ma wiarygodnych dowodów świadczących o tym, że
          liberalne lub rutynowe stosowanie nacięcia krocza ma pozytywne skutki. Badania
          wyraźnie wykazują, że jest odwrotnie. W pewnej liczbie porodów normalnych
          nacięcie krocza jest uzasadnione, ale rekomendowane jest ograniczanie
          stosowania tego zabiegu" (WHO 1997). Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia
          stwierdzają, iż uzasadnione jest stosowanie nacięcia krocza w 5 do 20 % porodów
          (za: Wagner 1994). Warto także podkreślić, iż rutynowe nacięcie krocza zostało
          przez badaczy z The Cochrane Library, międzynarodowego autorytetu w dziedzinie
          oceny wiarygodności badań nad skutecznością procedur medycznych, określone jako
          interwencja, której szkodliwość i brak skuteczności zostały udowodnione ponad
          wszelką wątpliwość (Enkin et al. 2000). Obok zasad medycyny opartej na faktach
          naukowych, ważnym argumentem na rzecz ograniczenia rutynowego nacięcia krocza
          są koszty opieki medycznej. W Argentynie zbadano, jakie konsekwencje finansowe
          dla kosztów opieki zdrowotnej będzie miało zastąpienie rutynowego stosowania
          nacięcia krocza ograniczonym stosowaniem. Obliczono, że każdy poród niskiego
          ryzyka przeprowadzony z użyciem nacięcia krocza jest droższy od porodu bez
          nacięcia o 11 do 20 dolarów (Borghi et al. 2002).

          Powyższe dane świadczą o tym, że rutynowe nacięcie krocza stało się w Polsce
          niekwestionowanym elementem prowadzenia porodu. Przyjęcie porodu przy
          minimalnych obrażeniach krocza, ważne dla położnych pracujących w pierwszych
          dziesięcioleciach XX w. w domach oraz po II wojnie światowej w tak cenionych
          przez kobiety izbach porodowych, przestało być wartością i wyznacznikiem
          umiejętności położniczych. W wielu oddziałach położniczych położne są
          zobowiązane do nacinania krocza przy każdym porodzie. Uznanie, że nacięcie jest
          niezbędne, prowadzi do tego, że położne muszą tłumaczyć się przed lekarzem z
          faktu nie nacięcia krocza. Konsekwencją tej postawy jest również ignorowanie
          negatywnych następstw nacięcia: krocza. Liczbę kobiet cierpiących z powodu
          powikłań po nacięciu oszacować można na mmImum 30 tys. rocznie. Pomimo tego,
          lekarze ginekolodzy, którzy konfrontują się z tymi powikłaniami w czasie wizyt
          kontrolnych po porodzi
          • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:49
            ciąg dalszy „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”



            w czasie wizyt kontrolnych po porodzie, nadal pozostają propagatorami
            rutynowego nacięcia krocza. W nielicznych tylko wystąpieniach pojawia się
            stwierdzenie, że rutynowe nacięcie jest uszkodzeniem jatrogennym (Ciszek i in.
            1996).

            Klasyfikacja obrażeń krocza podczas porodu:

            I stopnia pęknięcia pochwy i skóry krocza
            bez naruszenia mięśni dna miednicy
            II stopnia pęknięcia mięśni dna miednicy,
            mięśni krocza i pochwy
            III stopnia pęknięcia obejmujące zwieracz
            zewnętrzny odbytu
            IV stopnia pęknięcia obejmujące błonę śluzową odbytnicy * wg Międzynarodowej
            Klasyfikacji Chorób

            Rutynowe nacięcie nie jest ochroną

            Jednym z najczęściej podawanych powodów, dla których stosuje się rutynowe
            nacięcie krocza jest jego ochrona. Nasuwa się pytanie - jak można chronić coś,
            jednocześnie powodując jego uszkodzenie? Nacięcie krocza odpowiada pęknięciu II
            stopnia, podczas gdy kobiety rodzące bez nacięcia najczęściej mają krocze bez
            obrażeń lub z pęknięciem I stopnia.


            Przeprowadzona na początku lat 1980. analiza 350 publikacji medycznych z lat
            1860 - 1980 nie znalazła w żadnej z nich potwierdzenia skuteczności rutynowego
            nacięcia w zapobieganiu głębokim obrażeniom krocza sięgającym odbytu,
            uszkodzeniom mięśni miednicy, obrażeń główki płodu (Thacker, Banta 1983).
            Autorzy wymieniają natomiast podawane w literaturze liczne negatywne
            konsekwencje rutynowego nacięcia - dalsze pękanie nacięcia, znaczną utratękrwi,
            dyspaurenię (bolesność w trakcie stosunku), bolesność krocza, długie gojenie,
            infekcje. Jak podają Sarfati i Marechaud, utrata krwi w wyniku nacięcia krocza
            jest porównywalna z utratą krwi przy cesarskim cięciu (Sarfati, Marechaud,
            Magnin 1999).

            McGuiness i Norr dokonali krótkiego przeglądu badań, z których wynika, że
            nacięcie krocza nie zapobiega obniżeniu napięcia mięśni dna miednicy,
            pęknięciom ani nie chroni płodu. Zwiększa natomiast ryzyko infekcji, włączając
            w to infekcje ze skutkiem śmiertelnym, zwiększa ból i dyspaurenię, a także
            powoduje znaczącą utratękrwi.

            Autorzy przytaczają badanie, w którym porównano gojenie się krocza między 1 a 2
            tygodniami po porodzie w grupie 181 kobiet poddanych nacięciu krocza i w grupie
            186 kobiet, u których nie dokonano tego zabiegu. Wszystkie kobiety należały do
            grupy niskiego ryzyka, poród odbywał się siłami natury. Jedynie 2% kobiet w
            grupie bez nacięcia krocza miało pęknięcia III i IV stopnia w porównaniu do 15%
            w grupie z nacięciem. W grupie z nacięciem odnotowano 7,7% kobiet z
            przedłużonym gojeniem się krocza w porównaniu z 2,2% w grupie bez nacięcia.
            Różnica jest istotna statystycznie przy wyeliminowaniu kobiet z grupy bez
            nacięcia, które nie odniosły żadnych obrażeń (53%). W żadnym z 4 przypadków
            pęknięcia III stopnia w grupie kobiet bez nacięcia nie doszło do przedłużonego
            gojenia się krocza, natomiast w grupie z nacięciem wśród 27 kobiet z pęknięciem
            III stopnia u 18,5% wystąpiło przedłużone gojenie się krocza. Odnotowano dwie
            infekcje, obie w grupie z nacięciem krocza.
            W badaniu nie brano pod uwagę kobiet z porodów zabiegowych, niemniej jednak
            zanotowano u 35% z nich pęknięcie III stopnia po wykonaniu epizjotomii i
            przedłużone gojenie się krocza u 17,6%. Potwierdza to, że porody zabiegowe
            sprzyjają urazom krocza. "Badanie sugeruje, że u kobiet, które nie miały
            naciętego krocza, krocze lepiej się goi" (McGuiness, Norr 1991).
            Inne badania również potwierdzają to, że nacięcie krocza nie zapobiega dalszym
            obrażeniom, a wręcz przeciwnie, znacząco zwiększa ich ryzyko.
            W badaniu przeprowadzonym na próbie 21278 kobiet stwierdzono mniej pęknięć III
            stopnia w grupie kobiet, które nie miały naciętego krocza (0,9%), niż w grupie
            po epizjotomii (1,4%) (Buekens et al. 1985).


            W 1987 r. Thorp porównał grupę 113 kobiet, w której ograniczono stosowanie
            nacięcia krocza (14%) z grupą 265 kobiet, w której użycie nacięcia krocza było
            bardziej liberalne (63%). Obrażenia III i IV stopnia wystąpiły w pierwszej
            grupie w 1,6% przypadków, w drugiej grupie w 13,2 %. Wszystkie pęknięcia III i
            IV stopnia poprzedzone były nacięciem krocza. W porównaniu z grupą o
            ograniczonym stosowaniu nacięcia, w grupie liberalnej częściej wystąpiły
            głębsze obrażenia krocza, zarówno u pierworódek (22,1 % do 1,6 %), jak i
            wieloródek (5,6 % do 1,8 %). W grupie z ograniczonym stosowaniem nacięcia
            pierworódki częściej miały pęknięcie I stopnia, jednak wszystkie uszkodzenia u
            kobiet bez nacięcia były łatwe do zaopatrzenia (Thorp 1987).
            Badania potwierdziły, że nacięcie krocza, bez względu na jego rodzaj, nie
            zmniejsza ryzyka pęknięcia zwieracza odbytu (Eason, Labrecque, Wells, Feldman
            2000). Inne badanie pokazało, że konsekwencje uszkodzenia zwieracza odbytu
            sięgają wielu lat po porodzie, wśród nich są dolegliwości takie jak wytworzenie
            się przetoki między odbytem a pochwą, martwica i ponowne pęknięcie zwieracza,
            nietrzymanie gazów lub kału, dyspaurenia, bolesność okolic krocza (Haadem et
            al. 1987).
            Thorp i Bowes dokonali przeglądu literatury w poszukiwaniu argumentów
            przemawiających za tym, że rutynowe nacięcie krocza zmniejsza ryzyko
            wystąpienia urazów krocza i zapobiega zmniejszeniu się napięcia mięśni dna
            miednicy. Żadne z analizowanych badańnie dowiodło, że nacięcie krocza, czy to
            środkowe czy środkowoboczne, zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia
            pęknięćIII i IV stopnia. Przeciwnie, wiele badań dowodzi ścisłego związku
            między pęknięciem IV stopnia a środkowym nacięciem krocza.

            Badania kliniczne prowadzone w latach 1920-1930 udowadniały, że nacięcie krocza
            przeciwdziała zmniejszeniu się napięcia mięśni krocza. Dziś wiadomo, że badania
            te były błędne metodologicznie. Poza tym, konkluzje z tych badań nie dotyczą
            współczesnej praktyki. Aby zapobiec nadmiernemu rozciąganiu mięśni krocza
            należałoby dokonać nacięcia zanim jeszcze mięśnie ulegać będą rozciąganiu, a
            więc na początku II okresu porodu. Taka procedura mogłaby jednak zwiększyć
            prawdopodobieństwo pęknięcia III i IV stopnia. Współcześnie nacięcie wykonuje
            się w późniejszej fazie (Thorp, Bowes 1989).


            Inny artykuł podsumowuje badania kliniczne, których konkluzją jest, że nacięcie
            krocza nie zapobiega obniżaniu się narządów rodnych. urazom noworodka. nie jest
            łatwiejsze do zaopatrzenia niżpęknięcie II stopnia. nie goi się lepiej niż
            pękniecie, nie zapobiega pęknięciom III stopnia ani zmniejszeniu satysfakcji
            seksualnej. Autorzy zauważają, że gdyby nacięcie krocza miało chronić przed
            nadmiernym rozciągnięciem części miękkich lub chronić główkę dziecka, powinno
            być dokonane dużo wcześniej (Hofmeyr, Sonnedecker 1987).


            Często pojawiającym się argumentem na rzecz rutynowego nacięcia krocza, bardzo
            przemawiającym do kobiet, jest zapobieganie konsekwencjom obniżonego napięcia
            mięśni dna miednicy oraz rozluźnieniu mięśni krocza.

            W badaniu szwedzkich naukowców siła mięsni krocza (przed, oraz po porodzie)
            została oceniona poprzez mierzenie możliwości utrzymania w pochwie globulek o
            różnej wadze w pozycji wertykalnej przez jedną minutę. Próba składała się z 87
            kobiet - pierworódek, z których 16 urodziło przez cesarskie cięcie zaplanowane.
            W grupie porodów "drogami natury" 30% kobiet miało nacięte krocze, 36% -
            pęknięcia, 34% - krocze bez żadnych obrażeń. Pęknięcie III stopnia wystąpiło u
            2 kobiet z "grupy z nacięciem", i u 1 kobiety z "grupy pęknięć". W porównaniu z
            grupami z pęknięciem i bez obrażeń, w grupie z nacięciem krocza siła mięśni
            była naj słabsza (średnie zmniejszenie siły mięśni 30.0 +/- 11,8%). W grupie
            pęknięć(średnie zmniejszenie siły mięśni 18,9 +/- 9,1 %) rezultat był podobny
            do tego, jaki zanotowano w grupie bez obrażeń (średnie zmniejszenie 19,2 +/-
            10,28%). Grupa cesarskich cięć (średnie zmniejszenie O) osiągnęła najlepszy
            rezultat w porównaniu ze wszystkimi podgrupami (Rockner, Jonasson, Olund 1991).
            Obra
            • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:51
              ciąg dalszy
              „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”



              ze wszystkimi podgrupami (Rockner, Jonasson, Olund 1991).
              Obrażenia krocza mają duży związek z pozycją do porodu. W badaniu analizowano
              grupę 241 pierworódek (pojedyncze porody drogami natury, w położeniu
              główkowym). Odsetek nacięć krocza wyniósł 46,1%. Położne przyjęły 65,1%
              porodów, pozostałe lekarze-położnicy. Lekarze częściej używali strzemion.
              Spośród 174 kobiet, które llrodziły w pozycji innej niż leżąca najwięcej
              urodziło w pozycji półsiedzącej (N = 153). Nie odnotowano korelacji punktacji
              Agar z nacięciem krocza. Pęknięcia III i IV stopnia zdarzały się najrzadziej
              (0,9%) w grupie kobiet bez nacięcia i które nie rodziły w pozycji litotomicznej
              (leżąc płasko na plecach, z nogami uniesionymi do góry i umieszczonymi w
              strzemionach). Najczęstsze były (27,9%) w grupie kobiet, które zostały objęte
              przez te dwa czynniki (nacięcie krocza i pozycja litotomiczna). Wytłumaczeniem
              związku miedzy użyciem strzemion a pęknięciami III i IV stopnia jest zwiększone
              napięcie krocza w pozycji litotomicznej (Borgatta, Piening, Cohen 1989).

              Ciekawych wniosków dostarcza analiza przebiegu 9418 porodów w latach od 1991 do
              1997, w jednym ze szpitali w Szwajcarii. Zbadano wpływ wprowadzenia
              alternatywnych metod prowadzenia porodu na częstość stosowania interwencji w
              czasie porodu. W analizowanym okresie wprowadzono możliwość odbycia porodu w
              wodzie (odsetek takich porodów wzrósł do 40 % i utrzymywał się na tym
              poziomie), oraz w pozycjach wertykalnych - na krześle porodowym, na stojąco z
              użyciem lin do podtrzymania, w kucki i w pozycji kolankowo-łokciowej na
              materacu. Odsetek porodów odbywanych na łóżku spadł i ustabilizował się na
              poziomie 40 %. Jednym z efektów tych zmian było zmniejszenie odsetka nacięć
              krocza z 80 % do niespełna 15 % (Eberhard, Geissbuhler 2000).

              Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów na rzecz rutynowego nacięcia
              krocza jest zapobieganie niedotlenieniu dziecka i uszkodzeniom mózgu. Jak pisze
              Henci Goer, amerykańska badaczka, "krocze kobiety to miękka, elastyczna tkanka,
              a nie beton" (Goer 1995). Jak pokazały badania, nacięcie krocza nie ma związku
              ze stanem neurologicznym nawet naj delikatniejszych, przedwcześnie urodzonych
              dzieci z niską wagą, a co dopiero zdrowych dzieci urodzonych o czasie (Goer
              1995). Zbadano 439 spontanicznych,. główkowych, pojedynczych porodów dzieci
              ważących mniej niż 2500 g. Wykluczono wcześniejsze komplikacje w czasie ciąży.
              Pierworódki i wieloródki analizowano osobno. Śmiertelność noworodkowa w
              porodach z nacięciem krocza w porównaniu z porodami bez nacięcia była podobna,
              jak również u pierworódek i wieloródek. Również nie odnotowano różnic w
              punktacji Apgar po 5 minutach. Badacze stwierdzili, że aby spełnić postulat
              zmniejszenia nacisku tkanek na główkę dziecka, nacięcie należałoby wykonać
              zanim główka zaczyna rozciągać krocze (The TG 1990).
              W innym badaniu porównano rezultaty 24 439 pojedynczych, główkowych porodów w
              latach od 1980 do 1984. W tym czasie, na skutek wprowadzenia zaleceń
              ograniczenia liczby nacięć krocza, odsetek epizjotomii zmniejszył się z 72,6%
              do 44,9 % u pierworódek oraz z 36,8% do 15,4% u wieloródek. Zmniejszenie
              odsetka nacięć krocza nie miało wpływu na stan dzieci po porodzie (Reynolds,
              Yudkin 1987).


              Podsumowanie
              Rutynowe nacięcie krocza nie zapobiega:
              ~ obrażeniom krocza,
              ~ uszkodzeniom mięśni dna miednicy,
              ~ obniżeniu się napięcia mięśni dna miednicy, ~ wypadaniu narządów,
              ~ niedotlenieniu płodu.
              Nacięcie krocza zwiększa ryzyko:
              ~ pęknięcia III i IV stopnia,
              ~ infekcji,
              ~ przedłużonego gojenia się rany,
              ~ długotrwałej dyspaurenii i bolesności krocza.

              Pozamerytoryczne powody wykonywania nacięc krocza

              Mimo ukazywania się kolejnych danych podważających słuszność rutynowego
              stosowania nacięcia krocza, w wielu ośrodkach odsetek nacięć nie zmieniał się.
              Skłoniło to badaczy do postawienia hipotezy o nie merytorycznych powodach
              stosowania tego zabiegu. Na przykład, analiza 1576 porodów (pojedyncze,
              spontaniczne i o czasie) mających miejsce w Brigham&Women's Hospital między 1
              grudnia 1994 a 31 lipca 1995 pokazała, iż wiele zależy od tego, kto asystuje
              przy danym porodzie. Nacięcie krocza zastosowano w 40,6 % porodów, przy czym
              położne wykonały nacięcie w 21,4% przypadków, położnicy-wykładowcy w 33,3%, a
              prywatni lekarze pacjentek - w 55,6 % (Robinson, Norwitz et al. 2000).

              Badanie przeprowadzone w Kanadzie pokazało, że poglądy osoby przyjmującej poród
              mają silny wpływ na przebieg porodu i stosowanych interwencji. Analizie poddano
              447 przypadków porodów przyjmowanych przez 43 lekarzy. Zanalizowano przebieg
              porodu (długość porodu, zastosowane interwencje, stopień obrażeń krocza),
              pozycję, ból krocza po porodzie oraz satysfakcję kobiety z porodu. Zapytano
              również lekarzy o ich stosunek do nacięcia krocza. Okazało się, że kobiety
              będące pod opieką lekarzy niechętnych wobec nacięcia krocza częściej miały
              nietknięte krocze (23 % do 13%) oraz rzadziej doznały obrażeń krocza. Pierwszy
              okres porodu u kobiet, którymi zajmowali się lekarze sprzyjający nacięciu był
              od 2.3 do 3.5 godziny krótszy, niż u kobiet będących pod opieką lekarzy
              niechętnych wobec nacięcia, i częściej przyspieszany oksytocyną. Lekarze
              sprzyjający nacięciu krocza stosowali częściej pozycję leżącą oraz częściej
              diagnozowali zagrożenie płodu oraz niewspółmierność porodową. Ich pacjentki
              częściej odczuwały ból krocza po porodzie oraz miały mniejszą satysfakcję z
              porodu, niż pacjentki lekarzy niechętnych wobec nacięcia krocza (Klein et al.
              1995).
              Rutynowe nacięcie krocza, a jakośc zycia po porodzie

              Mój poród miał miejsce 2,5 roku temu i do tej pory odczuwam skutki nacięcia
              krocza - ból, uczucie ciągnięcia, nie wspominając o guzie wielkości
              fasoli, który od czasu do czasu powiększa się i maleje. Pomimo nacięcia krocza
              doszło do pęknięcia przedniej ściany pochwy oraz samo nacięcie również pękło
              dodatkowo w stronę odbytu. Po porodzie przez pół roku mogłam usiąść na krześle
              tylko jednym pośladkiem. Samego nacięcia być może nie czułam, ale jego
              konsekwencje są dla mnie nie do przyjęcia - napisała do Fundacji jedna z kobiet.

              Wśród zwolenników rutynowego stosowania nacięcia krocza pojawiają się często
              twierdzenia, iż nacięcie chroni pochwę kobiety przez rozluźnieniem, a co za tym
              idzie, wpływa na poprawę jakości życia seksualnego po porodzie. Badania nie
              potwierdzają tej tezy. Wręcz przeciwnie, wykazują duży związek stosowania
              rutynowego nacięcia krocza z obniżeniem jakości życia kobiet po porodzie.

              Brak wiedzy osób asystujących przy porodzie o konsekwencjach rutynowego
              nacięcia krocza jest związany z brakiem ciągłości opieki nad kobietą. W czasie
              połogu kobieta nie ma kontaktu z położną lub lekarzem, którzy przyjmowali jej
              poród. Dolegliwości takie jak nietrzymanie moczu czy stolca są dla wielu kobiet
              bardzo wstydliwe. Podobnie, kobietom niełatwo jest zwierzyć się swojemu
              lekarzowi z problemów ze współżyciem seksualnym.

              Badania wykazały, iż nacięcie krocza sprzyja przedłużonej bolesności krocza
              oraz dyspareunii występującej nawet do roku po porodzie. Porównano 3 grupy
              kobiet po pierwszym porodzie drogami natury - grupa pierwsza (211 kobiet) miała
              krocze bez obrażeń, lub z pęknięciem I stopnia; grupa druga (336 kobiet) z
              obrażeniami krocza II stopnia, oraz grupa trzecia (68 kobiet), z obrażeniami
              III i IV stopnia.

              Kobiety zapytano o to, w jakim czasie po porodzie podjęły współżycie seksualne,
              czy odczuwają ból w czasie stosunku, o poziom satysfakcji seksualnej oraz
              zdolność do osiągnięcia orgazmu.

              W 6 miesięcy po porodzie około 25% pierworódek sygnalizowało zmniejszenie
              wrażliwości seksualnej, zmniejszenie satysfakcji seksualnej, i mniejszą
              zdolność do osiągnięcia orgazmu. W 3 i 6 miesięcy po porodzie odpowiednio 41 %
              i 22 % kobiet sygnalizowało bolesność w
              • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:52
                „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”





                W 6 miesięcy po porodzie około 25% pierworódek sygnalizowało zmniejszenie
                wrażliwości seksualnej, zmniejszenie satysfakcji seksualnej, i mniejszą
                zdolność do osiągnięcia orgazmu. W 3 i 6 miesięcy po porodzie odpowiednio 41 %
                i 22 % kobiet sygnalizowało bolesność w czasie stosunków. W porównaniu z
                kobietami z nietkniętym kroczem, prawdopodobieństwo odczuwania bólu w czasie
                stosunku dla kobiet z obrażeniami II stopnia było 80 % większe, a dla kobiet z
                obrażeniami III i IV stopnia o 270 % większe. Autorzy podsumowali badanie
                stwierdzeniem, iż kobiety z kroczem bez obrażeń mają większą satysfakcję z
                życia seksualnego po porodzie. Obrażenia krocza oraz porody zabiegowe są
                czynnikami związanymi z częstszym występowaniem poważnej dyspaurenii
                (Signorello et al. 2001).
                Obok dolegliwości fizycznych, nacięcie krocza może powodować problemy
                emocjonalne i psychologiczne. Jedną z niewielu osób, jakie podjęły się zbadania
                tego zagadnienia jest angielska ant ropolożka i inicjatorka wielu przyjaznych
                kobietom zmian w położnictwie, Sheila Kitzinger. Według niej, "wiele kobiet,
                szczególnie te, które nie były pytane o zgodę, czują się jakby były zgwałcone"
                (Kitzinger 1990). Tak silne emocje związane z odczuwanym bólem oraz nie chcianą
                ingerencją w poród tłumaczyć mogą dlaczego tak wiele kobiet, które miały
                nacięte krocze nie odczuwa żadnego zainteresowania seksem. Również analiza
                wywiadów z kobietami przeprowadzona w 2005 r. przez Fundację Rodzić po Ludzku
                potwierdziła związek nacięcia krocza z poważnymi problemami emocjonalnymi po
                porodzie oraz wpływ doświadczeń związanych z nacięciem krocza na relację
                kobiety z partnerem.

                Miałam bardzo dużo szwów, chyba ze 13. One niby miały się rozpuszczać, ale
                czułam, że się ciągną, wszystko mnie bolało, do dzisiaj (2,5 roku po porodzie)
                czuję to miejsce po zszyciu, zwłaszcza po wysiłku. To był straszny dyskomfort,
                mogłam tylko leżeć, nie byłam w stanie siedzieć, wstać. Moja teściowa, która
                jest zawodową pielęgniarką, robiła mi lewatywę, bo nie byłam w stanie się
                załatwić. Byłam tak nieszczęśliwa i obolała, że to mi przysłaniało całą radość
                z tego, że mam dziecko. Były momenty, że płakałam rzewnymi łzami - dlaczego
                mnie to tak strasznie boli? (...)

                Nacięcie krocza wydawało mi się fizyczną, chirurgiczną ingerencją. Intymną,
                bardzo cielesną. Bałam się, że to będzie bolało, że szycie będzie bolało. I
                rzeczywiście tak było: bardziej niż sam poród bolało mnie szycie krocza.
                Seksualnie wszystko nie doszło jeszcze do normy. Może dlatego, że byłam
                rozcięta i rana mi się ciężko goiła. Została bolesna blizna. Jeszcze do tej
                pory jest to bolesne i nie czuję komfortu przy współżyciu.

                Z badania "Mój poród" przeprowadzonego przez Fundację w 2004 r. wynika, że
                blisko 60% kobiet miało nacięte krocze bez pytania o zgodę. Czynnik ten może
                mieć znaczny wpływ na postrzeganie epizjotomii jako traumy. Niestety w czasie
                parcia lekarz naciąłmnie trzy razy - krzyczałam w tych chwilach z bólu, a
                wcześniej byłam bardzo opanowana i skupiona na porodzie. Ponadto skaleczono
                mnie z zaskoczenia. Nikt się mnie nie pytał, ani nawet nie ostrzegł! Mam
                ogromny żal! Podobno rana goiła się wspaniale - tylko ja wspominam te dwa
                tygodnie po porodzie jako koszmar! Warto zaznaczyć, że nacięcie krocza, jak
                każdy inny zabieg medyczny, powinno być poprzedzone dokładną informacją oraz
                pytaniem pacjentki o zgodę.



                Ochrona krocza w doświadczeniu połoznej

                Przedstawiamy relacje położnych, których historia pokazuje, jak ważna w
                praktyce zawodowej jest analiza swoich doświadczeń, otwartość na zmiany i
                indywidualne podejście do rodzącej kobiety.

                I Irena Chołujj położna od 1964 roku, wieloletnia nauczycielka w szkole
                położnych, od 1989 roku przyjmuje porody domowe

                W szkole położnych uczono mnie, że krocze trzeba naciąć. Mówiło się o
                konsekwencjach nie nacinania - obniżenie i wypadanie narządu rodnego, bezwiedne
                oddawanie moczu. Przez wiele lat pracowałam sama i uczyłam inne położne według
                tych zasad. Po latach, pod wpływem sympozjów, konferencji, literatury medycznej
                i kobiet, które chciały ze mną rodzić, zmieniłam swoje nastawienie. T eraz
                uważam, że wszystkie położne i lekarze powinni uznać, że nacinanie krocza jest
                zasadne tylko w wyjątkowych sytuacjach, podobnie jak porody zabiegowe. Gdy
                zaczęłam przyjmować porody domowe w pozycjach i w warunkach naturalnych, mogłam
                spokojnie chronić krocze - bo tego chciały rodzące kobiety.

                Położnym, które chcą nauczyć się ochrony krocza radziłabym, aby przede
                wszystkim nauczyły się cierpliwości - główka powinna spokojnie przesunąć się
                przez krocze. Wtedy napięcie krocza się zmniejsza, nie jest gwałtowne, tylko
                rozłożone w czasie. Ważna jest pozycja pionowa rodzącej - wtedy jest mniejszy
                nacisk na okolice odbytu, a większy na samo krocze. Tak naprawdę, parcie jest
                konieczne jedynie w pozycji leżącej czy półsiedzącej. W pozycjach wertykalnych
                od momentu napinania się krocza przez naciskającą główką najlepiej robić
                wszystko, (czyli praktycznie nic), by rodząca nie parła. Sama siła skurczu i
                siła grawitacji pozwoli, by główka


                dziecka spokojnie i powoli wysuwała się na zewnątrz. Przy silnym odczuwaniu
                parcia patrz swojej rodzącej w oczy i razem z nią oddychaj - na krocze i srom
                połóż rękę i z wyczuciem wywieraj "przeciwwagę" na zbyt duże tempo rodzenia się
                główki, szczególnie, gdy rodzi się największym obwodem. Na tym etapie porodu
                rodząca powinna wydmuchiwać powietrze, stosować "zdmuchiwanie kilku świeczek"
                na jeden krótki wdech.

                Błędem jest uciskanie, rozciąganie, masowanie, "wziernikowanie" palcami tkanek
                pochwy i krocza w II okresie porodu - prowadzi to do silnego przekrwienia tej
                okolicy i w konsekwencji sprzyja dodatkowym pęknięciom, nawet wówczas, gdy
                krocze zostanie nacięte. Nieprawidłowe jest również nakłanianie rodzącej do
                parcia często już od 8 cm (!) lub na początku II okresu porodu. Doprowadza to
                nie tylko do przedwczesnego wyczerpania jej sił, ale także do nadmiernego
                przekrwienia tkanek krocza i pochwy i do pękania lub konieczności nacięcia.

                Czasami w II okresie porodu stosuję ciepłe kompresy na krocze lub zachęcam
                rodzącą, by zanurzyła się w wodzie. Kompres przykładamy wtedy, kiedy kobieta
                zaczyna mieć uczucie popierania, kiedy główka zaczyna napierać na krocze.
                Położenie ciepłego okładu daje ulgę i rozluźnia. Działa nie tylko na ciało, ale
                także hamuje lęk, i wyzwala chęć rodzenia dziecka.


                bez obrażeń krocza 252 (68,1%)
                I stopnia pęknięcie 58 (15,7%)
                II stopnia. pęknięcie10 (2,7%)
                nacięcie50 (13,5%)

                skośne"14 (3,8%)
                środkowe--36 (9,7%)

                * 3 kobiety urodziły przed moim przybyciem ** 2 razy - żylaki sromu, wysokie
                krocze, 4 razy dziecko powyżej 4-4,5 kg, zaburzenia pracy serca dziecka ***
                duże blizny
                po poprzednich porodach, 3 razy na życzenie rodzących

                Warto zaznaczyć, że Światowa Organizacja Zdrowia tzw. pęknięcia I stopnia uważa
                za pęknięcia fizjologiczne. W pozycjach piono\Ą.ych fizjologicznie pęka trochę
                skóra, niekiedy pochwa, przedsionek pochwy, śluzówka. Te pęknięcia bardzo
                dobrze się szyją i szybko goją.

                Agnieszka HerzigI ukończyła Policealne Studium Zawodowe dla Położnych w
                Krakowie w 1983 roku. Od 1989 roku pracuje na sali porodowej miejskiego
                szpitala Wilhelminenspital w Wiedniu (Austria).

                Gdy uczyłam się w szkole położnych w Polsce, choć teorii nacinania, ani ochrony
                krocza w programie nie było, nacinało się krocza u większości kobiet.

                Ze sztuką ochrony krocza po raz pierwszy spotkałam się dopiero w Austrii w
                czasie nostryfikacji dyplomu. Tutaj jest to nieodłączny element prowadzenia
                porodu. Położne tak kładą ręce na kroczu kobiety, aby je ochraniać przed
                zbytnim naciskiem ze strony główki dziecka. Stosujemy inną niż w Polsce
                technikę wytaczania główki i ułożenie rąk położnej w tej fazie porodu. Z
                mojeg<;> dośw
                • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:53
                  „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”


                  Ze sztuką ochrony krocza po raz pierwszy spotkałam się dopiero w Austrii w
                  czasie nostryfikacji dyplomu. Tutaj jest to nieodłączny element prowadzenia
                  porodu. Położne tak kładą ręce na kroczu kobiety, aby je ochraniać przed
                  zbytnim naciskiem ze strony główki dziecka. Stosujemy inną niż w Polsce
                  technikę wytaczania główki i ułożenie rąk położnej w tej fazie porodu. Z
                  mojeg<;> doświadczenia wynika jednak, że mniej jest ważne to, w jakim układzie
                  położna kładzie ręce na kroczu rodzącej kobiety. Najważniejsze jest prawidłowe
                  i cierpliwe prowadzenie II okresu porodu. W Austrii nasze koleżanki położne
                  biły nas po rękach i mówiły "precz z rękami od krocza" aż do momentu, kiedy
                  główka dziecka nie pojawia się na skurczu w rozchyleniu warg sromowych. Nie
                  jest to zresztą austriacka specjalność, tylko stara jak świat zasada, która z
                  różnych powodów zanikła. Pracowałam z perskimi, chilijskimi, węgierskimi
                  położnymi i wszystkie one miały podobne podejście, chcąc ochronić krocze -
                  przede wszystkim nie wolno za wcześnie z kobietą przeć i trzeba pozwolić
                  naturze robić, co jest przewidziane.

                  W latach 80. w Austrii, podobnie jak teraz w Polsce, prawie każda kobieta
                  rodząca pierwsze dziecko była nacinana. Zmiany zaczęły się pod koniec lat 80.
                  przy oczywistym udziale położnych, środowiska lekarskiego, a także samych
                  kobiet. Pierwszymi orędowniczkami ochrony krocza były położne odbierające
                  porody w domach, dla których ta sztuka była oczywistym elementem ich praktyki.
                  Jeżeli nacinały krocze, po porodzie musiały skontaktować się z lekarzem, także
                  w sprawie szycia i to całą sprawę bardzo komplikowało.

                  W tej chwili w szpitalu, w którym pracuję, nacięcie krocza stosujemy u 26%
                  wszystkich rodzących, wyłącznie z konieczności - przy patologicznych porodach,
                  w których istnieje konieczność natychmiastowego zakończenia porodu ze względu
                  na zagrożenie dziecka. Gdy stosujemy próżnio ciąg, a krocze ładnie się napina,
                  zwłaszcza w porodach drugiego i trzeciego dziecka, nie nacinamy. Przy ochronie
                  krocza ogromne znaczenie ma współpraca kobiety z położną w II fazie porodu -
                  sposób oddychania i wstrzymywanie się od parcia, które męczy dziecko i
                  zmniejsza jego zaopatrzenie w tlen. Kobieta rodzi w kucki, na krześle porodowym
                  lub na boku. Cieple okłady na krocze przynoszą kobiecie ulgę i rozluźniają.
                  Najważniejsze, by pozwolić, aby sama główka rozmasowała krocze, napinała i
                  rozciągała je.

                  Katarzyna Oleś, położna od 20 lat, od 1992 roku przyjmuje porody domowe

                  Kiedy ponad 20 lat temu uczyłam się w szkole położnych, zagadnieniu ochrony
                  krocza przy porodzie nie poświęcano dużo czasu. Sprawa była oczywista: trzeba
                  nacinać, bo to chroni dziecko przed urazami okołoporodowymi i niedotlenieniem,
                  matkę przed pęknięciami, które później mogą powodować wiele poważnych
                  komplikacji, a szyjącemu jest znacznie łatwiej zaopatrzyć nacięcie, które ma
                  równe, dobrze schodzące się brzegi. Podręczniki prezentowały to samo
                  stanowisko, więc właściwie nie miałam żadnych wątpliwości, co do korzyści
                  płynących z nacinania krocza. Jeszcze będąc w studium położnych zostałam mamą.
                  Moja córeczka urodziła się w świetnym stanie, była różowa i żywotna, no i miała
                  piękną, okrąglutką główkę. Jako jeden z przyczynków do tak udanego porodu
                  uznałam to, że zostałam fachowo nacięta. Zresztą zabieg zupełnie mnie nie
                  bolał, rana nie była duża i świetnie się goiła. Rozumiem więc te położne, które
                  uważają, że nacięcie krocza jest dobrodziejstwem i niezwykłym osiągnięciem
                  cywilizacyjnym.
                  Pierwsze wątpliwości pojawiły się na ostatnim semestrze studium. Wtedy
                  samodzielnie zaczęłam przyjmować porody - oczywiście pod okiem doświadczonej
                  położnej. Była to osoba "starej szkoły", która uczyła się zawodu krótko po
                  wojnie, a potem pracowała w izbie porodowej i tej właśnie praktyce zawdzięczała
                  swoje nie całkiem prawomyślne poglądy. Pokazała mi, że nie każde krocze wymaga
                  nacinania i co trzeba zrobić, aby go uniknąć. Nie zdobyłam w szkole dużego
                  doświadczenia w materii ochrony krocza, bo robiłam to tylko kilka razy, ale
                  przynajmniej wiedziałam, że nie jest to bezwzględna konieczność. Kiedy po
                  dyplomie poszłam do pracy mogłam już na własne konto podejmować decyzje o tym
                  czy nacinać, czy nie. W razie niepowodzenia było się jednak narażonym na bardzo
                  nieprzyjemne komentarze, i myślę, że do dzisiaj jest to jeden z powodów, dla
                  których położne unikają chronienia krocza. T eraz, po kilkunastu latach
                  samodzielnej pracy przy porodach domowych, mogę z całą pewnością stwierdzić, że
                  ochrona krocza nie polega na aktywnym stosowaniu jakiejś konkretnej,
                  uniwersalnej techniki manualnej, ale zmianie podejścia do rodzenia.

                  W !!Zasie porodu najważniejsze dla mnie jest, aby kobieta miała swobodę
                  poruszania się. Tylko wtedy jestem pewna, że podąży za swoim instynktem i
                  wybierze najlepszą dla siebie pozycję. Kąpiel lub długi natrysk powodują, że
                  tkanki krocza uelastyczniają się. Podobny efekt można uzyskać stosując ciepłe
                  okłady z naparu lawendy, rumianku albo kawy (między skurczami w II okresie
                  porodu).

                  Kluczowe znaczenie ma postępowanie w czasie parcia. Kiedy odbywa się ono w
                  spionizowanej pozycji główka wpasowuje się centralnie w szparę sromową, a nie z
                  całym impetem napiera na tkanki krocza, co dzieje się, kiedy rodząca leży na
                  plecach, albo jest wpółsiedzącej pozycji. Kobiety nie powinno się zachęcać do
                  parcia (raczej wręcz przeciwnie). Główka przechodzi wtedy przez krocze
                  wolniutko stopniowo adaptując tkanki. W większości takich porodów nie trzeba
                  robić nic poza obserwowaniem rozwoju wypadków (ręka tylko na wszelki wypadek
                  ułożona pod rodzącą się główką, żeby w razie konieczności interweniować i
                  zapobiec zbyt gwałtownemu porodowi). Zwykle dużym zaskoczeniem dla położnej,
                  która uczestniczyła wyłącznie w porodach odbywanych "na leżąco" jest to, że w
                  pozycjach wertykalnych barki rotują się same, bez żadnej pomocy z zewnątrz -
                  rola asysty ogranicza się jedynie do ich podtrzymania w razie potrzeby. W
                  efekcie rzadko zdarza się uszkodzenie krocza przez rodzący się bark.

                  Co jednak, jeśli pomimo starań widzę, że może dojść do urazu? Dziecko jest
                  bardzo duże, krocze wysokie, niski kąt podłonowy, mało elastyczna blizna po
                  poprzednim porodzie? Wtedy właśnie należy podjąć decyzję o nacięciu krocza.
                  Musimy pamiętać, aby zawsze naczelną zasadą pozostawało bezpieczeństwo mamy i
                  malucha. Rozważyć natomiast należy, jakiego nacięcia dokonać - czy w linii do
                  odbytu (środkowego) czy, zwyczajowo stosowanego w Polsce, w stronę guza
                  kulszowego (bocznego). Ze swoich doświadczeń mogę powiedzieć, że nacięcie
                  środkowe w pozycjach wertykalnych nie stanowi większego zagrożenia pęknięciem
                  III lub IV stopnia, mniej krwawi, jest łatwiejsze do zaopatrzenia, dobrze się
                  goi i jest znacznie mnie dokuczliwe da kobiety. To samo można powiedzieć o
                  naturalnych pęknięciach, które zdarzają się podczas porodów z ochroną krocza,
                  ponieważ zawsze biegną one w linii środkowej.


                  Co sprzyja ochronie krocza

                  I. Masaz krocza w ciąży

                  ~ Kobieta przygotowująca się do porodu masaż może rozpocząć już w połowie
                  ciąży. Powinien być wykonywany regularnie, zwłaszcza w ostatnich 2 miesiącach
                  ciąży. W przypadku infekcji pochwy nie stosować masażu, aż do wyleczenia.

                  ~ Do masażu można stosować naturalne oleje: z oliwek, awokado, kiełków
                  pszenicy, słodkich migdałów, które ułatwiają masowanie i uelastyczniają tkanki.
                  Do olejku można dodać kilka kropli wit. E w płynie.

                  ~ Najwygodniejsze pozycje do masażu to albo klęk na jednym kolanie z drugą nogą
                  lekko odwiedzioną i opartą stopą o podłogę, albo pozycja stojąca z nogą opartą
                  np. o krzesło.

                  ~ Odrobinę olejku wylać na dłonie, ocieplić. Jednym palcem nanieść olejek na
                  obszar wejścia do pochwy i na wargi sromowe od wewnątrz, i wykonywać delikatne
                  ruchy okrężne wokół pochwy. Gdy olejek jest już wc
                  • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:54
                    „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”




                    ~ Odrobinę olejku wylać na dłonie, ocieplić. Jednym palcem nanieść olejek na
                    obszar wejścia do pochwy i na wargi sromowe od wewnątrz, i wykonywać delikatne
                    ruchy okrężne wokół pochwy. Gdy olejek jest już wchłonięty przez śluzówkę,
                    włożyć opuszkę palca do pochwy i uciskać jej dolny brzeg (w kierunku odbytu) w
                    środku i na zewnątrz, do momentu, w którym czuć pieczenie. Nie naciskać więcej,
                    poczekać, aż pieczenie ustanie. W ten sposób zwiększa się odporność na ból i
                    uczucie rozciągania w okolicach pochwy. Masaż należy wykonywać regularnie w ten
                    sam sposób przez kilka dni, a następnie dołączyć do masowania drugi palec. W
                    zależności od samopoczucia należy dojść do masowania czterema palcami - wtedy
                    krocze może się rozciągnąć już do 2/3 wielkości główki noworodka.


                    2. Ćwiczenia Kegla

                    Ćwiczenia mięśni dna miednicy powinny być wykonywane przez kobietę już we
                    wczesnych miesiącach ciąży. Mają na celu naukę kontrolowania - a więc napinania
                    i rozluźniania - mięśni miednicy mniejszej. Wzmocnione i bardziej elastyczne
                    mięśnie ułatwiają poród, zapobiegają opuszczaniu się narządów i wysiłkowemu
                    nietrzymaniu moczu. Należy napiąć mięśnie krocza i odbytu, utrzymać je tak
                    przez 10 sek., rozluźnić się i odpocząć. Ćwiczenia warto wykonywać regularnie
                    aż do porodu w różnych pozycjach, kilkadziesiąt razy w ciągu dnia.

                    3. Wertykalne pozycje porodowe

                    Badania naukowe potwierdzają, że w porodach w pozycjach spionizowanych rzadziej
                    zachodzi konieczność nacięcia krocza. Dzieje się tak z kilku powodów:

                    ~ Poród przebiega sprawniej, szybciej rozwiera się szyjka macicy, lepsze jest
                    dotlenienie dziecka, co sprawia, że rzadziej dochodzi do konieczności szybszego
                    ukończenia porodu (Roberts 1983, Diaz et al. 1980).

                    ~ W pozycji wertykalnej nacisk główki na tkanki krocza jest równomierny.
                    Pozycja leżąca jest nieadekwatna do anatomicznej budowy kanału rodnego -
                    sprawia, że kobieta wypycha dziecko "pod górę", wbrew sile ciążenia (Notelovitz
                    1978).

                    ~ W pozycjach pionowych kość ogonowa, guziczna odchyla się nawet o 30% w
                    stosunku do swojego położenia w pozycji leżącej (Balaskas 1997), tym samym
                    poszerzając otwór dolny miednicy.

                    Pielęgnacja krocza po porodzie


                    ~ Jeszcze przed urodzeniem się łożyska warto poprosić kobietę o wykonanie serii
                    ćwiczeń Kegla. Rytmiczne skurcze mięśni są dobrym początkiem dla procesów
                    regeneracji i utrzymania elastyczności rozciągniętych w trakcie porodu tkanek.

                    ~ Przynajmniej przez okres połogu, kobieta powinna unikać podnoszenia ciężarów
                    (dźwigania wypełnionej woda wanienki, wózka, zakupów). Należy także unikać
                    wykonywania prac domowych wymagających długiego pochylania się - jak na
                    przykład odkurzanie dywanów. Nieprzestrzeganie tych zaleceń może mieć poważne
                    konsekwencje - mięśnie miednicy mniejszej i więzadła macicy mogą nigdy nie
                    wrócić do stanu poprzedniej elastyczności - powodując dolegliwości przypisywane
                    porodom z ochroną krocza, czyli obniżenie sięnarządu rodnego i nietrzymanie
                    moczu.

                    ~ Regularne ćwiczenia Kegla warto wykonywać po porodzie, aby uelastycznić
                    rozciągnięte w czasie ciąży tkanki.

                    Bez względu na to czy krocze uległo urazowi czy nie, warto przestrzegać kilku
                    zasad:

                    ~ Wkładki higieniczne powinny być bawełniane, bowiem często zdarza się, że te z
                    siateczką na powierzchni są przyczyną bolesnych odparzeń i trudności w gojeniu
                    się. Powinno się je często zmieniać.

                    ~ Ranę należy co jakiś czas wietrzyć, a do osuszania jej po kąpieli używać
                    suszarki do włosów.

                    ~ Po każdym oddaniu moczu i stolca należy krocze zmyć wodą bez środków myjących.

                    ~ Jeśli krocze jest spuchnięte, można przykładać zimne okłady.

                    ~ Do podmywania i spłukiwania gojącego się krocza można używać: naparu z
                    nagietka, kory dębu, lub arniki, olejku lawendowego (3 krople olejku
                    rozpuszczone w małej ilości mleka i w 1 litrze wody), olejku herbacianego
                    (kilka kropel na 3 litry wody), balsamu Szostakowskiego (do kupienia w aptece),
                    roztworu Tantum Rosa (do kupienia w saszetkach w aptece). Gdyby rana była
                    bolesna i nie goiła się warto spróbować płukania jej 10% NaCI.

                    ~ Należy unikać nasiadówek, ponieważ mogą przyspieszyć rozpuszczanie się szwów.

                    ~ Ze środków homeopatycznych w tym okresie warto stosować Arnica 5 lub 9 CH (3
                    razy dziennie 5 granulek).

                    Bibliografia

                    ~ Balaskas J. 1997. Poród aktywny, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa

                    ~ Buekens et al. 1985, Episiotomy and third degree tears, BrJ Obstet Gynecol,
                    vol. 92, pp. 820-823

                    ~ Borgatta L., Piening S.L., Cohen W.R. 1989, Association of episiotomy and
                    delivery position with deep perineallaceration during spontaneous delivery in
                    nulliparous women, AmJ Obstet Gynecol, 160 (2): 294-297

                    ~ Borghi J. et al. 2002, The cost-effectiveness of routine versus restrictive
                    episiotomy in Argentina, AmJ Obstet Gyneco, 186 (2): 221-8

                    ~ Brus E. 2001, Get Through Childbirth in One Piece! How to Prevent
                    Episiotomies and Tearing, Writers Club Press

                    ~ Ciszek V. i in. 1996, Nacięcie krocza - uwarunkowania psychosomatyczne,
                    Kliniczna Perinatologia i Ginekologia, Suplement XIII, pp. 69-72

                    ~ DeLee J.B. 1913, Principles and Practices of Obstetrics, W.B. Saunders,
                    Philadelphia

                    ~ Diaz et al. 1980, Vertical position during the first stage of the course of
                    labol', and neonatal outcome, EurJ Obstet Gynecol Reprod Biol, vol. 11, pp. 1-7

                    ~ Eason E., Labrecque M., Wells G., Feldman P. 2000, Zapobieganie urazom krocza
                    w czasie porodu, Med Praktyczna Ginekologia i Polożnictwo, vol. 6

                    ~ Eberhard J., Geissbuhler V. 2000, Influence of alternative birth methods on
                    traditional birth management, Fetal Diagn Ther, Sep-Oct; 15 (5): 283-90

                    ~ Enkin M. et al. 2000, A Guide to Effective Care in Pregnancy and Childbirth,
                    Oxford University Press

                    ~ Haadem K. et al. 1987, Anal sphincter function after delivery rupture, Obstet
                    Gynecol 70 (1): 53-56

                    Noc'ęc,e k1'Oc'Zo - kon,ecznosc Cly 1~ut4r'O?

                    yr G.Jonnedecker E.M. 1987, Elective episiotomy Itive, Sr Med], 71 (6): 357 -
                    359

                    enci 5, Obstetric myths versus research realities: the mcalliterature,
                    Bergin&Garvey, Wesport, London


                    enci D, The Thinking Woman's Guide to a Better Birth, Book, e Berkley
                    Publishing Group

                    Ian 1997, Episiotomy - Challenging Obsteric Interventions, cienctd.

                    Ian zt al. 2005, Episiotomy Rates Around the World: , Birtlol. 32, Issue 3, p.
                    219

                    er S. :O, Episiotomy and the Second Stage of Labour, Seattle, y Pres


                    .c., Jzorowski J., Robbins J.M., Gauthier R.J.,
                    'S.H., pi AK. 1995, Physicians' beliefs and behaviour during ed cOJlled trial
                    of episiotomy: consequences for women in their
                    'ed A~], 153: 769-779

                    ness morr K., Nacion K. 1991, Comparison betweeen different tcomm tissues
                    healing,] Nurse Midwifery, 36 (3): 192-198

                    itz MJ78, Commentary on maternal position in labor and birth, ew, v~, pp. 6-7


                    s J.L.udkin P.L. 1987, Changes in the management of labour: mana!lenet, Can Med
                    Assoc], 136 (10): 1045-1049

                    J. 19IThe effects of maternal position on uterine contractility cy, B3and
                    Fami/y]ourna/, vol. lO, pp. 243-249

                    n J.NJ'orwitz E.R., Cohen AP., Lieberman E. 2000, of epiiOmy use at first
                    spontaneous vaginal delivery, eco/, 9Z): 214-8

                    I' JC1clę'.:re kl'OCZ.;.' - k'.:>rw&czno~ć C'ZlJ r>lIt'.Jn,,~?

                    ~ Rockner G., Jonasson A, Olund A 1991, The effect of mediolateral episiotomy
                    at delivery on pelvic floor strength evaluated with vaginal cones, Acta Obstet
                    Gyneco/ Scand, 70 (1): 51-54

                    ~ Sarfati R., Marechaud M., Magnin G. 1999, Comparaison des deperditions
                    sanguines lors des cesariennes et lors des accouchements par voie basse avec
                    episiotomie, ] Gyneco/ Obstet Bio/ Reprod, vol. 28, 48-54

                    ~ Signorello L.B., Harlow B.L., Chekos AK., Repke J.T. 2001, Postpartum sexual
                    functioning and its relationship to perineal trauma: a retrospective cohort
                    study of primiparous women, Am] Obstet Gyne
                    • natalka691 Re: nacinanie krocza 27.02.06, 10:55
                      „Nacięcie krocza-koniecznośc czy rutyna?”





                      ~ Sarfati R., Marechaud M., Magnin G. 1999, Comparaison des deperditions
                      sanguines lors des cesariennes et lors des accouchements par voie basse avec
                      episiotomie, ] Gyneco/ Obstet Bio/ Reprod, vol. 28, 48-54

                      ~ Signorello L.B., Harlow B.L., Chekos AK., Repke J.T. 2001, Postpartum sexual
                      functioning and its relationship to perineal trauma: a retrospective cohort
                      study of primiparous women, Am] Obstet Gyneco/, 184 (5): 881-90

                      ~ Thacker S.B., Banta H.D. 1983, Benefits and risks of episiotomy: an
                      interpretive review of the English language literature, 1860- 1980, Obstet
                      Gyneco/ Surv, vol. 38, pp. 322-338

                      ~ The T.G. 1990, Is routine episiotomy beneficial in the low birth weight
                      delivery? Int] Gynaecol Obstet, 31 (2): 135-140

                      ~ Thorp J.M. et al. 1987, Selected use of midline episiotomy: effect on
                      perineal trauma, Obstet Gynecol, 70 (2): 260-262

                      ~ Thorp J.M., Bowes W.A. 1989, Episiotomy: Can its routine use be defended?,
                      Am] Obstet Gynecol, 160 (5 Pt 1): 1027-1030

                      ~ Wagner M. 1994, Pursuing the birth machin e, The Search for Appropriate Birth
                      Technology, ACE Graphics, Camperdown

                      ~ WHO 1985, Poród nie jest chorobą.

                      ~ WHO 1997, Care in normai birth: report of the technical working group,
                      WHO/FRH/MSM/96.24

                      1\ ~"lc-1eoE h)"ol;:G1 - kC'I','eCZnł)<;(: C<:lj rutyn~?

                      33


                      • goskarz Re: nacinanie krocza 27.02.06, 20:05
                        Dzięki Natalka, Kawał dobrej roboty. Chciałabym, zeby do lekarzy i położnych
                        dotarły te poglądy przed moim porodem, miałabym może szanse... A tak wolę nie
                        ryzykować także naciętym kroczem, które może się paskudnie goić, ale może przy
                        kolejnym dziecku...
                        • samwieszkimjestem Re: nacinanie krocza 13.03.06, 14:33
                          Dzięki, Natalka, fantastycznie było poczytać zwłaszcza wypowiedzi położnych.
                          Zamierzam rodzić w domu, więc prawdopodobnie uda się wyjść z tego cało i po
                          porodzie spokojnie zająć się dzieckiem.
                          --
                          Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
        • donkaczka no to ja się dorzucę 11.07.06, 18:58
          rodziłam na "zgniłym zachodzie" czyli w Niemczech
          co do nacinania jestem przeciwniczką i było to moje pierwsze pytanie do położnej
          (duży szpital we Frankfurcie) "czy nacinają?" odpowiedź była, że w całym
          ubiegłym roku nacinali jedną kobietę
          czy Polski aż tak różnią się budową anatomiczną że nacina się prawie wszytskie?

          poród miałam średnio ciężki, parcie przeciągnęło się do 4 godzin, ale pomimo że
          goniono mnie oksytocyną, że mała zaklinowała się 2 cm przed końcem i pomimo
          zmian pozycji drgnąć nie chciała, położna nie wychylała się ze skalpelem
          w końcu coś drgnęło i urodziłam córeczkę ze sporą główką
          i jakoś nie pękłam, byłam tylko poobcierana
          lezałam na łóżku przez godzinę po porodzie, gdy myto, fotografowano i ubierano
          małą, potem poszłam pod prysznic, dostałam małą dołózka, nakarmiłam i
          zasnęłyśmy, rano po sniadaniu pojechaliśmy do domu, a jedyne co czułam to jakbym
          porządnego kopniaka w zadek dostała, ani siadanie ani toaleta nie były problemem
          oprócz pieczenia przy siusianiu, które zniknęło po 5 dniach nie odczuwałam
          żadnych dolegliwości - bardziej dokuczały mi brodawki niż krocze

          niestety ramię w ramię z lekarzami stoi spora rzesza kobiet, które wierzą że
          nacinać jest lepiej i dopóki mentalność rodzących się nie zmieni to i takie
          praktyki nie znikną
          słyszałam nawet argument "a co jak pękniesz w stronę łechtaczki?" no ręce opadają
          --
          U Marianny orzechy z miodem
          • samwieszkimjestem Re: no to ja się dorzucę 12.07.06, 21:47
            To bardzo pocieszające słyszeć, że nacięli JEDNĄ kobietę na cały rok. Zresztą
            położne umiejące chronić krocze wiedzą, że jeśli popęka samo, to zwykle będą to
            pęknięcie I-IIst. b. rzadko III, prawie nigdy IVst. Natomiast po nacięciu
            często leci pęknięcie naciętej tkanki i wtedy często dochodzi do pęknięć III i
            IVst. - więc są to jakby pęknięcia wywołane nacinaniem. Brr... Ja rodzę w domu
            z fajną położną. I moja stanowczość dot. NIEnacinania właśnie została
            wzmocniona. Dziękuję :-)
            --
            Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
    • kasia_0n0 Re: nacinanie krocza 14.07.06, 22:56
      rodzilam rok temu, pierwsze dziecko, mialam polecona polozna ktora nie mogla
      przyjechac wiec przjechala inna ( i jak sie okazalo b. dobra). Przy wypieraniu
      bardzo sie napracowala , wymasowala itp i mnie nie cieli , wiec jak sie okazuje
      pierwiastek moze urodzic bez nacinania.
      --
      Kasia
      Laurunia ma dzis...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka