Dodaj do ulubionych

Nacięcie przy drugim porodzie

03.02.09, 19:45
Na 23 marca mam termin drugiego porodu. Przy pierwszym porodzie
byłam nacina, jak zapewne większość rodzących w tym kraju. Czy przy
drugim porodzie mogę zażądać , żeby mnie nie nacinano ( chodzi mi
bardziej o to ze względów medycznych - czy np. przy nacięciu dziecko
ma możliwość łatwiejszego przejścia, czy też nacięcie jest stosowane
tylko po to, aby nie było nieregularnych pęknięć).
Aha, czy drugi poród rzeczywiście idzie szybciej niż pierwszy?
Pierwszy trwał ok. 2 godz. Zastananwiam się, czy zdążę dojechać do
szpitala oddalonego o 70km?
Edytor zaawansowany
  • katarzynaoles 03.02.09, 21:48
    Może Pani nie zdąży i nikt Pani nie natnie ;). A tak poważnie - może
    być kłopot z dojazdem, bo ten drugi poród naprawdę bywa szybszy,
    szczególnie, jeśli pierwszy był niedawno. Proponuję jeszcze
    poświęcić trochę uwagi kroczu i przygotować je do porodu - na forum
    znajdzie Pani wątki na ten temat. A w szpitalu warto powiedzieć
    położnej, że bardzo Pani zależy na tym, żeby nie być nacinaną i że
    masowała Pani krocze. POzdrawiam serdecznie :)
  • czarny.flower 04.02.09, 09:27
    Pani Chołuj w swojej książce pisząc o peknięciu krocza, wymienia
    pęknęcia I, II, III i IV stopnia. Pisze, że podczas porodu aktywnego
    w pozycjach wertykalnych w naturalny sposób dochodzi do dosc latwo
    gojacych sie peknięc I stopnia, rzadziej do pekniec II stopnia.
    Tymczasem naciecie (wg lekarzy majace chronic przed gorszymi
    obrazeniami, choc badania wskazuja inaczej)odpowiada peknieciu II
    stopnia. Przy pozycjach leżących na skutek nierównomiernego nacisku
    na tkanki podobno istotnie moze dochodzic do większych obrażeń.
    Wydedukowałam wiec sobie ;) że jedyne co mnie może uchronic przed
    nacieciem (szczegolnie, ze to pierwsze dziecko)to porod w pozycjach
    pionowych....a jeśli dam sie położyc to naciecie mam prawie
    zagwarantowane i moje sprzeciwy chyba na nic sie nie zdadza :(

    Wiem, że to może głupio i niedojrzale zabrzmi ale ja wolę nawet
    gorsze obrażenia ale "naturalne" niż zostac nacieta i nie chodzi tu
    o obawe o bol podczas naciecia czy cos takiego chodzi o sam fakt
    wykonania takiego zabiegu na mnie, o kwestie psychiczne. Naciecia
    jakos nie jestem w stanie zaakceptowac :(.....
  • 987ania 04.02.09, 16:18
    Naciecia
    > jakos nie jestem w stanie zaakceptowac :(.....

    Bo chyba niewiele z nas jest w stanie zaakceptować fakt, że ktoś bierze nożyczki
    i tnie (ze 3 cm) jakąś część naszego ciała, tłumacząc że to dla Twojego dobra.
  • katarzynaoles 04.02.09, 16:26
    Gdyby to było 3 centymetry, to może jeszcze by uszło... Normalnie
    jest ze dwa razy tyle. Zresztą nie bardzo widzę sens
    robienia "kosmetycznych" nacięć - właśnie tak do 3cm - pewnie dałoby
    się i ochronić krocze, albo mieć minimalne pęknięcie, jeśli takie
    symboliczne nacięcie nie pekło dalej.
  • oldzinka 04.02.09, 21:16
    O rety. Nie miałam pojęcia, że nacinają aż taki kawał ciała! To mam
    prawdziwe szczęście, że mnie to ominęło. (Nie zdążyli naciąć krocza,
    bo przy 9 cm zrobili cc).
  • eli-mama 04.02.09, 23:20
    Zastanawiam się czy u każdej rodzącej nacinają te 6 cm? Czy również dużo mniej, albo (o zgrozo!) jeszcze więcej?
    U mnie (tak mi się wydaje) nie było tych 6 cm...
    Chyba...
    Sądzę po tym, że ekspresowo się zagoiło.
    --
    Michałek 16 kwiecień 2007
    Szymonek 13 sierpień 2008
  • oldzinka 05.02.09, 06:12
    Szybkość gojenia rany to kwestia indywidualna i nie zależy tylko od
    wielkości nacięcia. Ja mam taki organizm, że wszelkie rany i
    skaleczenia goją się bardzo długo. Jestem 15 miesięcy po cc a rana
    wygląda identycznie jak tydzień po operacji. Żadnych zmian. Dlatego
    dziękuję Bogu, że nie zdąrzyli mnie naciąć.
  • annairam 05.02.09, 07:25
    U mnie lekarka poszlała bo nacięła na 8 cm! (wiem ponieważ poprosiłam potem męża
    o zmierzenie) To nacięcie było koszmarem i mimo, że miałam tę "przyjemność' 3,5
    roku temu, nadal czuję ciarki na plecach gdy o tym myślę. Przy lekkim nacisku
    palcem blizna boli do tej pory. Nie umiem podać jednej dobrej rzeczy jaką dało
    mi to rzeźnickie nacięcie...
  • 230408k 05.02.09, 07:33
    Ja rodziłam jak na razie tylko jeden raz ;). Położna, bardzo
    symatyczna Pani, prowadziła mnie jak dziecko za rączkę. Niestety nie
    obeszło się bez nacięcia, ale nie było ono duże - podobno ok. 3-
    4cm. (samego nacinania nie czułam, natomiast szycie.... ojjjjj :
    ((( ...)
    U mnie na szczęście też szybko się zagoiło, więc nie miałam
    większych problemów. Natomiast zastanawia mnie fakt, czy zawsze tak
    jest, że jeżeli natnie się przy pierwszym dziecku, to później na nic
    się już nie patrzy tylko tnie???
  • annairam 05.02.09, 07:55
    Przy drugim porodzie położna próbowała ochronić krocze ale bała się o moją
    wielką, koszmarną bliznę. Tak uzasadniła lekkie nacięcie, które chyba nawet 3 cm
    nie miało bo założyli mi potem wszystkiego 3 szwy. Podejrzewam, że tak jak pisze
    pani Kasia, można było tak małego nacięcia uniknąć. Sama nie rozsądzę czy było
    konieczne czy nie, w każdym razie nie było już rutynowe. Może wynikało z lęku
    osoby z niewielkim doswiadczeniem. Najbardziej jednak pomogła mi wtedy mozliwość
    rodzenia na siedząco pochylonej do przodu. pewnie gdybym rodziła na lężąca jak
    za pierwszym razem to znowu ostro by cichnieto... Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
  • joana.mz 05.02.09, 09:29
    o kurcze? nie sądziłam, że aż tak się tnie! A ja się przejmowałam
    1,5cm pęknięciem przy drugim porodzie!
    A na jaką "głębokość" jest taie nacięcie?
  • oldzinka 05.02.09, 12:40
    No właśnie ja też jestem bardzo ciekawa jak to wygląda. Znam teorię,
    ale nie widziałam nigdy nacinania krocza (nie wiem czy chciałabym
    widzieć). Rozumiem, że skoro tną 6-8 cm, cięcie poprzeczne skośne,
    to rana potem sięga aż do pośladka? Czy te 6 cm to jest w głąb
    mięsni? I czy tkanki są spłaszczone/rozciągnięte czy bardziej jak
    coś trójwymiarowego się tnie?
  • happy_me 05.02.09, 14:26
    www.youtube.com/watch?feature=related&v=WCIKCJ1CmeU - tu masz link i
    sobie obejrzyj, jak wyglada naciecie, ale najpierw usiadz i gleboko odetchnij i
    zastanow sie, czy w ogole chcesz to ogladac bo jak dla mnie jest to dosyc
    drastyczne.
  • igna-sia 05.02.09, 16:08
    Dobrze, że tego nie oglądałam przed porodem bo chyba do porodu nie
    spałabym po nocach. U mnie nacięcie było bardzo szybkie, nie wiem
    jak głębokie bo nie mierzyłam, ale zszyli ładnie i b.szybko się
    wygoiło. Nie straszmy kobiet, które jeszcze nie rodziły, bo to wcale
    takie straszne nie jest. A jak mają naciąć to i tak natną... rodząca
    nie ma na to większego wpływu, więc po co się martwić na zapas.
  • katarzynaoles 05.02.09, 21:24
    Proszę pamiętać, że na filmie to zawsze wszystko wygląda drastcznie -
    w rzeczywistości większość kobiet nie wie, kiedy je nacięto.
    Nacięcie w Polsce robi się zwykle bocznie, w kierunku guza
    kulszowego i przecina się skórę, śluzówkę przedsionka pochwy i
    mięśnie. Gojenie niekoniecznie zależy od wielkości nacięcia.
  • 987ania 07.02.09, 00:47
    Tam gdzie ja miałam praktyki to właśnie tak kosmetycznie cieli na 3cm, a potem
    albo docinali albo samo się rozłaziło dalej. Szpital kliniczny to był rzecz jasna!
  • silije.amj 05.02.09, 16:19
    Jakiś wpływ chyba mamy. Wiem że ustne deklaracje i prośby mały mają wpływ na
    postępowanie personelu medycznego. Ja przy drugim porodzie o nie nacinanie
    prosiłam bezskutecznie. Jest jakimś rozwiązaniem zabranie do szpitala
    podpisanego oświadczenia "Ja XX nie zgadzam się na nacięcie w przypadku braku
    zagrożenia życia dziecka i nie zamierzam nikogo pociągać do odpowiedzialności za
    konsekwencje. Proszę o ochronę krocza." Coś w tym stylu.
    I wtedy trzeba tylko być pogodzonym z możliwością pęknięcia i wierzyć, że to nie
    jest gorsze niż nacięcie, oczywiście być po przygotowaniu (masażach, ćwiczeniach).
    No niestety mało jest takich odważnych kobiet, a szkoda, bo gdyby to nam weszło
    w zwyczaj to po jakimś czasie rodziłybyśmy jak kobiety w cywilizowanych krajach
    czyli kilka procent nacięć ;-)
    Żadna moja znajoma nie skorzystała z takiej mojej rady, choć wiedzą, że siedzę w
    tym temacie po uszy ;-)
    Ja bym tak zrobiła, ale ja to już się nie wybieram do szpitala na żaden poród.

  • czarny.flower 06.02.09, 15:45
    Nie wiem czy mi deklaracja na cokolwiek pomoze ale zamierzam sobie
    taka przygotowac, ale bez fragmentu "jeżeli nie wystapi zagrożenie"
    bo wtedy zawsze wszystko mi uzasadnia tym ewentualnym zagrożeniem.
    Zniosę ranę zadana mi przez naturę ale nie przez skalpel czy
    nozyczki. Nie wyrazam zgody na ciecie i koniec i kropka. Jeśli
    ktokolwiek zrobi mi naciecie wbrew mojej woli, wniose sprawe do sadu
    niezależnie od swojej wiary w to czy cokolwiek bym tym wskórała.
    Trzeba walczyc o swoje prawa.
  • 987ania 07.02.09, 00:51
    flower ja bym na Twoim miejscu poszukała położnej. Dużo dziewczyn w czasie
    porodu nawet nie zauważyło, że było ciętych a ja (znam zawartość zestawu
    porodowego) od razu krzyknęłam, że widzę nożyczki i nie pozwalam ich użyć:)
    Położna kilka razy mnie zapewniała, że nie ma w ręku nozyczek. Już ja te
    nożyczki mimo skurczy miałam na oku;)
  • czarny.flower 09.02.09, 12:04
    Ja mam już położną z "odpowiednim podejściem", w ogóle szykuje się
    do porodu domowego z nią. Ale nie wiadomo czy bedzie to możliwe
    (zespół różnych czynników). Zreszta szpital i tak trzeba wybrac.
    Jesli szpital to raczej i niestety nie z nią (bo szpital nie daje
    mozliwosci zamówienia położnej, wszystko na łut szczęscia). No i
    dlatego wciaż się tak bardzo ewentualnym cieciem i innymi rzeczami
    emocjonuję ;)W głowie mam jedno: jeśli szpital to nie dac sie
    położyc.
  • sierpien2008 09.02.09, 12:37
    Wiesz ja tez miałam w głowie nie dac sie położyc i absolutnie nie
    dac sie naciąć!!!!Ba miałam oświadczenie w którym jasno wyraziłam
    sie ze nie wyrazam zgody na naciecie....i co?? Po pierwsze lekarz na
    IP nie chciała od razu przyjac i tego siwadczenia, w koncu machnal
    reka mówiac a ostatecznie przyjme bo i tak za półtorej godziny
    koncze dyzur a przy mnie pani i tak nie urodzi....za 2 godziny
    zostalam wezwane na tak zwany "czerwony dywanik" do ordynatora...i
    padło pytanie co to ja gupoty wypisuje i ja taka juz skulona z bolu
    stalam - oj przepraszam krzesło mi dali przed ordynatorem, i jeszcze
    2 lekarzy było i sie musialam wytłumaczyc dlaczego ja takie głupoty
    wypisuje?? Dyskusji nie mogłam prowadzic gdyz cokolwiek powiedziłam
    to słyszałam głupty gadam....w efekcie nie przyjeli mi tego
    papierka, ostatecznie jak zmienie tresc to mi go przyjma....i
    zamiast sie skupic na skurczach to zmianialam tresc tego oswiaczenia
    ale niestety NIKT MI JUZ GO POTEM NIE PRZYJAŁ
    Oczywiście zostalam nacieta mimo iz kategorycznie mowiłam NIE
    ZGADZAM SIE!
    --
    [img]http://www.suwaczek.pl/cache/f5c9c3d37b.png[/img]
  • sierpien2008 09.02.09, 12:45
    Chciałam rodzic w pozycji wertalnej bo naprawde wtedy najłatwiej ale
    niestety nie bo w tym szpitalu sie tego nie
    praktykuje...kilkakrotnie mowiłam ze nie zgadzam sie na
    naciecie ...coz z tego nozyczki i tak poszły w ruch jedno ciecie
    potem za chwile docieli mnie....czy ktos pytał czy wyrazam zgode na
    to???? NIKT Dodam jeszcze ze pani doktor dosłownie sie rzuciła na
    moj brzuch i wypchneła dziecko...myslałam ze oszaleje z bolu potem
    przeciez samoistnie sie rodzi łożysko prawda?? Nie u mnie wygladalo
    inaczej pani doktor ponownie walneła mnie tak w brzuch ze i łozysko
    wyskoczyło.....nie nie chce Cie starszyc, mocno trzymam kciuki bys
    nie dała sie jak ja niestety ....człowiek sobie obiecuje ze nie
    pozwoli sobie itp...jednak ty nie jestes soba, jestes zmeczona
    cierpieniem i tak naprawde skazana na tych "fachowców"....To był moj
    pierwszy poród,a rodziłam niecałe poł roku temu....rana i sie
    zagoiła jednak ja nadal jestem zraniona moja rana krwawi, mam sny
    koszmary....
    --
    [img]http://www.suwaczek.pl/cache/f5c9c3d37b.png[/img]
  • sierpien2008 09.02.09, 12:47
    A dodam ze potraktowano mnie tak we "wspaniałym" szpitalu na ujastku
    w Krakowie!!!!!!!!!!!!!!!!
    --
    [img]http://www.suwaczek.pl/cache/f5c9c3d37b.png[/img]
  • czarny.flower 09.02.09, 13:09
    Ja robie co moge: nie pozostaje w niewiedzy, wiem jak rodzi sie w
    szpitalu do ktorego ewentualnie przyjade i wiem ze "jakies szanse"
    na dobry poród mi daje, oswiadczenie wezme tak czy siak, meza
    rowniez wyedukowanego bede miec ze soba, z tego że moge "nie byc
    soba" i nie miec sily na dyskusje i walki tez zdaje sobie sprawe i
    licze na wsparcie meza. Reszta istotnie ode mnie nie zalezy. Na
    koniec pozostaje pozew do sadu jesli ktos wbrew mojej woli tego
    naciecia dokona. Nie zamierzam siedziec cicho ani teraz ani potem.
  • qml 07.02.09, 13:18
    "Kto wykonuje zabieg leczniczy bez zgody pacjenta, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch."
    Wykonanie nacięcia bez zgody pacjentki to PRZESTĘPSTWO i należy zgłaszać je w prokuraturze.
  • silije.amj 07.02.09, 21:07
    Dzięki za podanie nr artykułu, to bardzo praktyczne.
  • katarzynaoles 07.02.09, 22:53
    Ale raczej bez szans, niestety. zawsze mozna powiedzieć, że kobieta
    nic takiego nie mówiła (czyli trzeba mieć świadka), albo że działała
    w stanie wzburzenia, a nacięcie chroniło przed powikłaniami. Lepsze
    chyba oświadczenie na piśmie (z kopią).
  • qml 08.02.09, 12:20
    katarzynaoles napisał:

    > zawsze mozna powiedzieć, że kobieta
    > nic takiego nie mówiła (czyli trzeba mieć świadka)

    Po pierwsze - wiele porodów dziś to porody rodzinne i właśnie z tego powodu warto mieć kogoś przy swoim porodzie. Albo - to nie żart - dyktafon. A ciężar dowodu, że pacjent(ka) otrzymał(a) komplet informacji oraz wyraziła zgodę na zabieg (co dotyczy każdego zabiegu leczniczego, także np. podania zastrzyku) spoczywa na osobie ten zabieg przeprowadzającej. To personel medyczny ma prawny obowiązek wobec pacjenta, nie na odwrót, dlatego w jego interesie jest zadbać o to, żeby móc udowodnić, że z tego obowiązku się wywiązał.

    > albo że działała
    > w stanie wzburzenia

    To nie ma znaczenia procesowego. Konstytucyjne prawo do samostanowienia jest w tym wypadku nadrzędne, a wspomniany artykuł KK jest jego bezpośrednim przedłużeniem.

    > a nacięcie chroniło przed powikłaniami.

    W sensie prawnym nie ma to znaczenia, bo to pacjent sam decyduje, czy powikłania mieć chce, czy nie. W sensie medycznym, nacięcie krocza nie chroni przed powikłaniami, co jest naukowo udowodnione.

    > Lepsze
    > chyba oświadczenie na piśmie (z kopią).

    Tak, to upraszcza sprawę, ale brak takiego oświadczenia nie przekreśla szans na dochodzenie swoich praw.
    To, co można bez większego wysiłku zrobić, by swoje prawa chronić, to poinformować personel, że nie wyrażamy zgody na dany zabieg i że nierespektowanie twojego zdania będzie równoznaczne z popełnieniem przestępstwa zagrożonego karą do 2 lat więzienia. To powinno w większości wypadków otrzeźwić lekarza/położną/pielęgniarkę i przypomnieć im o ich (pięknej zresztą i zasługującej na szacunek) roli.
    W ten naprawdę prosty sposób można stosunkowo szybko skończyć z falą przemocy w polskich szpitalach, która wynika nawet nie tyle ze złej woli, co z rutyniarstwa, przyzwyczajenia i braku odpowiedniej edukacji.


  • oldzinka 08.02.09, 13:10
    Qml orientujesz się może czy w Polsce były zakładane sprawy sądowe o
    wykonanie nacięcia krocza wbrew woli pacjentki??? I jaki był werdykt?
  • qml 08.02.09, 14:08
    No i tu niestety trafiasz w sedno. Zdarzają się sprawy z tego artykułu, ale (za) rzadko. W związku z tym nie ma jeszcze ustalonej praktyki orzecznictwa i zdarzają się wyroki skrajnie sprzeczne - raz po myśli skarżącego, czasem wręcz przeciwnie. Żyjemy w kraju, w którym system sprawiedliwości działa i nierychliwie, i nie zawsze sprawiedliwie. No ale dopóki zwykli ludzie nie będą działać w celu zmiany tego, to będzie jak jest.
    Trzeba pamiętać, że ewentualne postępowanie w oparciu o art. 192 odbywa się w oparciu o kodeks karny, a nie cywilny. Oznacza to, że prokuratura po otrzyamaniu zgłoszenia powinna sama dalej prowadzić sprawę i to nie poszkodowany wnosi sprawę do sądu, a prokurator właśnie. Należy też pamiętać, że artykuł ten nie mówi nic o szkodzie dla pacjenta, co oznacza, że przestępstwo zostaje popełnione nawet jeśli pacjent żadnego uszczerbku na zdrowiu nie odniósł, a jedynie pogwałcone zostało jego prawo do decydowania o sobie i swoim ciele (jedno z podstawowych, niezbywalnych praw człowieka!).
    Najlepiej - jak ze wszystkim - zapobiegać zamiast leczyć. Warto więc zapamiętać te trzy cyferki (192) i w kluczowym momencie zastosować je jak tarczę w swojej obronie. W większości wypadków powinna zadziałać i nie powinno być powodu, żeby rzeczywiście doszło do wszczęcia postępowania, które w polskich warunkach jest drogą przez mękę.
  • magda-lenka78 08.02.09, 21:35
    dziewczyny nie wiem czy wy aby nie przesadzacie z tym nacinaniem? ja rozumiem
    ideologia, sama kiedyś ją wyznawałam ale nie nakręcajcie się tak bo to naprawdę
    nie ma sensu.
    mnie nacięli na jakieś "tylko" ok. 4 cm mimo komplikacji a po dwóch godzinach
    parcia naprawdę nie myślałam o ochronie krocza tylko o tym żeby moje dziecko
    wyszło ze mnie żywe... gojenie to już inna sprawa, bardziej traumatyczna niż
    samo nacięcie ale to wina partacza lekarza dzięki któremu za drugim razem i tak
    pewnie znów czeka mnie to samo...
  • qml 08.02.09, 22:48
    magda-lenka78 napisała:

    > dziewczyny

    Ja akurat jestem chłopakiem, cho wiem, że to nie częste na tym forum. :-)

    > nie wiem czy wy aby nie przesadzacie z tym nacinaniem?

    To idealne pytanie do tych, co nacinają rutynowo, czyniąc tym wielką krzywdę psychiczną i fizyczną tysiącom kobiet i łamiąc ich najbardziej podstawowe prawa. Brytyjskie statystyki porodów domowych mówią o nacięciu w 2% porodów i to można traktowac jako dobre przybliżenie tego, jak często epizjotomia rzeczywiście jest potrzebna.

    > ja rozumiem
    > ideologia, sama kiedyś ją wyznawałam

    ?!?! Ideologia zwana Prawami Człowieka?

    > ale nie nakręcajcie się tak bo to naprawdę
    > nie ma sensu.
    > mnie nacięli na jakieś "tylko" ok. 4 cm mimo komplikacji a po dwóch godzinach
    > parcia naprawdę nie myślałam o ochronie krocza tylko o tym żeby moje dziecko
    > wyszło ze mnie żywe...

    I właśnie to wykorzystuje personel medyczny (nie cały, oczywiście), wiedząc, że w takiej sytuacji kobieta się nie sprzeciwi. A jak się sprzeciwi, to zazwyczaj drobny szantaż emocjonalny w stylu "robi pani szkodę dziecku" szybko ustawia kobitkę do pionu (czy raczej w tym wypadku - do poziomu).

    > gojenie to już inna sprawa, bardziej traumatyczna niż
    > samo nacięcie ale to wina partacza lekarza dzięki któremu za drugim razem i tak
    > pewnie znów czeka mnie to samo...

    A ja Ci życzę, żebyś tym razem tak się - jak to nazywasz - nakręciła, żeby już żaden partacz Ci krzywdy nie zrobił. Życzę, żebyś miała determinację powalczyc o dobro swoje i swojego dziecka, albo przynajmniej żebyś miała kogoś obok, kto powalczyc może za Ciebie. A najlepiej - życzę Tobie i wszystkim, żeby jak najszybciej nadeszły takie czasy, że walczyc o tak podstawowe rzeczy nie będzie trzeba.
  • magda-lenka78 08.02.09, 23:28
    nie sposób się z tobą nie zgodzić i nie wiem czy dość jasno się wyrażę ale
    chodzi mi przede wszystkim o to że skupianie się przed porodem, szczególnie
    pierwszym, głównie na kwestiach nacinania czy nienacinania, oglądanie filmów z
    udziałem nożyczek, uczenie się na pamięć ulotek fundacji rodzić po ludzku o
    epizjotomii i inne podobne praktyki wyrządzają przyszłej rodzącej więcej szkody
    niż pożytku...

    niestety żyjemy w Polsce a tu póki co jest jak jest i niestety nie sądzę by
    prędko się zmieniło w tych tak drażniących was kwestiach... wybaczcie mój brak
    wiary i zniechęcenie ale po tym co przeżyłam nawet już nie chce mi się wierzyć
    że może być inaczej...
  • qml 09.02.09, 00:25
    Zatem przechodząc płynnie z tematów prawnych do tematów emocjonalnych... (choć jako facet jestem przecież emocjonalnym kalejką ;)
    Wiem doskonale, o czym piszesz. Każdy człowiek jest inny i każdy powinien przygotować się do porodu (lub każdego innego ważnego wydarzenia w życiu) w taki sposób, który odpowiada jego charakterowi i potrzebom. Są osoby, którym poczucie bezpieczeństwa daje kontrolowanie sytuacji, a są takie, które bezpiecznie się czują, jak nic nie wiedzą. W tym drugim przypadku nadmiar wiedzy może zwyczajnie szkodzić, bo może doprowadzić do eskalacji lęku. Szczególnie w okresie, kiedy hormony sprawiają, że kobieta odczuwa podwyższony poziom lęku, może to prowadzić do psychicznego nastwaienia dalekiego od pożądanego, czyli pozytywnego. Kobiety, które myślą i czują podobnie do Ciebie (a nic w tym złego) może powinny rozważyć powierzenie swoim partnerom porodowym roli "wartownika". Zwyczajnie - dać facetowi zadanie (faceci z reguły lubią zadania) poduczenia się w kwestii praw pacjenta i w paru innych tematach okołoporodowych, a potem bronienia Cię przed zakusami "złych lekarzy z oksytocyną i nożyczkami". Może taki podział ról porodowych sprawdzi się w niektórych przypadkach? Oprócz tego można też np. wybrać poród domowy, gdzie konieczności obrony kogokolwiek przed kimkolwiek raczej nie będzie.
    A kobietom i mężczyznom, którzy należą do typu pierwszego, radzę nie bać się głośno walczyć o swoje prawa, bo tylko wtedy uda nam się cokolwiek zmienić. Najlepiej to robić grzecznie i stanowczo. Gwarantuję, że w ten sposób nie zmniejszycie swojego bezpieczeństwa, a wręcz odwrotnie.
  • jdylag75 09.02.09, 11:34
    Wydaje mi się, że pewne etapy porodu należy mieć przeczytane/ przemyślane
    właśnie przed porodem, żeby mieć pojęcie jak to powinno wyglądać prawidłowo. To
    moja opinia.

    > niestety żyjemy w Polsce a tu póki co jest jak jest i niestety nie sądzę by
    > prędko się zmieniło w tych tak drażniących was kwestiach... wybaczcie mój brak
    > wiary i zniechęcenie ale po tym co przeżyłam nawet już nie chce mi się wierzyć
    > że może być inaczej...
    i należy siedzieć i czekać aż ktoś coś poprawi, albo aż się samo poprawi, nic
    samo się nie dzieje.
    Trzeba być przygotowanym na różne scenariusze, a jeśli poszło coś nie tak
    podczas pobytu w szpitalu poinformować szpital i nie wiem co jeszcze NFZ czy
    Ministerstwo Zdrowia bo niby skąd ludzie maja wiedzieć, ze ktoś złamał prawo? To
    od nas zależny czy coś z łamaniem praw zrobimy czy nie. Jeśli konsekwentnie
    będziemy domagać się informacji w szpitalu to w końcu standardem stanie się
    informowanie pacjenta o przebiegu leczenia itd. tak jest ze wszystkim.
    Żeby nie być gołosłowną to mam na swoim koncie w ciągu ostatniego tygodnia taką
    małą uwagę na temat zachowania personelu jednego ze szpitali względem kobiety w
    ciąży (to ja) wysłałam ją do szpitala i do departamentu kontroli w
    ministerstwie, żeby nie wpadł w czeluść i nawet dostałam odpowiedź.To żaden akt
    heroizmu, choć podałam swoje imię, nazwisko i nr telefonu.
    Pozdrawiam
    J
  • katarzynaoles 09.02.09, 00:29
    Kiedy ja nie przez przypadek piszę o tym wzburzeniu. Dyskutowałam
    kiedyś na ten temat z prawnikiem, który zwrócił mi uwagę, że w
    sytuacji takiej jak poród zawsze można wykorzystać tzw. zgodę
    domniemaną - szczególnie, jeśli przyjmie się, że personel działał
    zgodnie ze sztuką i w dobrej wierze. I nie do końca można mówić o
    stanowieniu o własnym ciele, bo chodzi także o dobro dziecka. Ten
    sam prawnik (zresztą specjalizujący się w sprawach medycznych)
    powiedział, że jeśli w sprawie powołuje się biegłego, to powinien on
    korzystać głównie z bibliografii przyjętej w Polsce - i na przykład
    w sprawie nacięcia krocza nie bardzo chciałabym, żeby opierano się
    na polskich publikacjach... Nie powiem, żeby ta informacja poprawiła
    mi nastrój. Nie jestem prawnikiem i nie chciałabym się wdawać w
    polemiki w nie swojej dziedzinie, ale nie ukrywam, że od dłuższego
    czasu ten aspekt z wielu powodów bardzo mnie zajmuje i po prostu
    dzielę się tym, czego się dowiedziałam. W dobrej wierze :)
  • qml 09.02.09, 00:56
    katarzynaoles napisał:

    > Kiedy ja nie przez przypadek piszę o tym wzburzeniu. Dyskutowałam
    > kiedyś na ten temat z prawnikiem, który zwrócił mi uwagę, że w
    > sytuacji takiej jak poród zawsze można wykorzystać tzw. zgodę
    > domniemaną - szczególnie, jeśli przyjmie się, że personel działał
    > zgodnie ze sztuką i w dobrej wierze.

    Chętnie bym porozmawiał z tym prawnikiem, bo o zgodzie domniemanej można mówić wyłącznie w wypadku, kiedy równocześnie spełnione są dwa poniższe warunki:
    a) Nie ma możliwości uzyskania zgody (np. pacjent jest nieprzytomny);
    b) Pacjent nie wyraził jasnego sprzeciwu.

    > I nie do końca można mówić o
    > stanowieniu o własnym ciele, bo chodzi także o dobro dziecka.

    To niestety jest prawda. Należy pamiętać jednak, że opiekunem prawnym dziecka są jego rodzice i to oni w jego imieniu wyrażają zgodę lub jej brak na każdy zabieg medyczny. Władzę tę może ograniczyć lub odebrać wyłącznie sąd, a nie lekarz. Z drugiej strony działanie w stanie wyższej konieczności, jaką jest ratowanie życia, sprawia, że przestępstwa nie ma. Tylko wiemy, że w większości przypadków łamania praw pacjenta bezpośredniego zagrożenia życia nie ma, więc to złamanie jest faktyczne, a nie tylko pozorne.

    > Ten
    > sam prawnik (zresztą specjalizujący się w sprawach medycznych)
    > powiedział, że jeśli w sprawie powołuje się biegłego, to powinien on
    > korzystać głównie z bibliografii przyjętej w Polsce - i na przykład
    > w sprawie nacięcia krocza nie bardzo chciałabym, żeby opierano się
    > na polskich publikacjach...

    To znowu prawda. Można jednak wybrnąć z kłopotu, bo po pierwsze nowoczesne publikacje są już jednak coraz częściej zupełnie odmienne niż jeszcze kilka lat temu, a po drugie - akurat w przypadku epizjotomii dałoby się swobodnie powołać na zagranicznyy dorobek naukowy, który już od kilkunastu lat jednoznacznie wskazuje na brak zalet rutynowego nacinania, co powinno się już stać ugruntowaną wiedzą w polskiej medycynie. Ale wiele by zależało od biegłego.

    > Nie powiem, żeby ta informacja poprawiła
    > mi nastrój. Nie jestem prawnikiem i nie chciałabym się wdawać w
    > polemiki w nie swojej dziedzinie, ale nie ukrywam, że od dłuższego
    > czasu ten aspekt z wielu powodów bardzo mnie zajmuje i po prostu
    > dzielę się tym, czego się dowiedziałam.

    Wcalę nie twierdzę, że takie sprawy są proste. Orzecznictwo jest często chaotyczne, przepisy niejasne, a źle rozumiana solidarność zawodowa i zwykła ignorancja też mają tu swój wpływ. Ale to nie znaczy, że zawsze tak będzie, bo i w tej kwestii zbliżymy się do standardów zachodnich.

    > W dobrej wierze :)

    Mam nadzieję, że z moich słów nie wynikało, że podejrzewam Panią o cokolwiek innego niż dobra wola! :-) W ogóle to jestem wielkim admiratorem Pani osobistych dokonań oraz dokonań innych niezależnych położnych w tym kraju. Płyniecie często pod prąd, ale to Wy macie rację i to prąd się w końcu dostosuje do Was.
  • katarzynaoles 09.02.09, 11:54
    Bardzo dziękuję za miłe słowa- czekam z utęsknieniem na ten prąd w
    dobrą stronę, bo czasem to wydaje mi się, że już tego nie zobaczę...
    I kuję żelazo póki gorące: niezależne położne szukają (od dwu lat!)
    prawnika, który byłby ich konsultantem. Bezskutecznie. Nawet
    prawnicy działający pro bono odpadają, często dlatego, że nie
    podzielają naszego punktu widzenia (a mnie zawsze wydawało się, że
    to nie powinno mieć wpływu na opinie prawne).Na przykład teraz
    bardzo potrzebujemy kogoś, kto przejrzy naszą umowę z klientką.
    Może... :)?
  • qml 09.02.09, 14:11
    Pani Kasiu,
    osobiście nie mogę się podjąc zadania bycia takim konsultantem z t tego prostego powodu, że... nie jestem prawnikiem. Lubię wiedziec to i owo, sporo czytam i rozmawiam z kompetentynymi osobami, ale wykształcenia prawniczego ani praktyki prawniczej nie mam. Spróbuję się jednak dowiedziec, czy któryś z "krewnych i znajomych królika" nie nadawałby się do pełnienia takiej roli. Proszę nie tracic wiary - przyzwoici ludzie występują także wśród prawników. ;-)
    Napiszę Pani w najbliższym czasie maila z prośbą o przesłanie wzoru umowy, o której Pani pisze. Myślę, że przynajmniej w tej sprawie uda mi się znaleźc kogoś kompetentnego.
    Jeśli chodzi o kwestie "prądów", to naturalne jest, że obecna sytuacja, symbolizowana przez zamknięcie Domu Narodzin i Izby w Lędzinach, może nie nastrajac zbyt optymistycznie. Proszę jednak pamiętac, że często bywa tak, że trzeba zrobic krok wstecz, żeby móc zrobic dwa kroki do przodu. Pani i Pani równie mądre koleżanki macie wpływ na życie wielu ludzi, o których istnieniu nie macie nawet pojęcia. Każda osoba, której dotkniecie bezpośrednio oznacza wiele osób dotkniętych pośrednio. To niespotykane, żeby raptem kilkanaście osób mogło zmienic zasiedziałe zło, pielęgnowane przez tysiące innych ludzi. A Wam się to jednak powolutku udaje, głównie przez szerzenie wiedzy i konsekwentne promowanie tego, co niezparzeczalnie dobre, jak zwykła serdecznośc. Kiedyś ta kulka śniegu zmieni się w lawinę, zobaczy Pani. A do tego czasu życzę wytrwałości, bo satysfakcji to chyba ma Pani pod dostatkiem. :-)
  • katarzynaoles 09.02.09, 20:22
    To bardzo optymistyczne, dziękuję. Nam też potrzebne są czasem słowa
    otuchy. Te kilkanaście położnych to te osoby, które są najbardziej
    widoczne w tej chwili, ale tak naprawdę to jest o wiele więcej osób,
    które podzielają nasz sposób myślenia. Mam wrażenie, że coraz
    więcej :). I też juz przyszło mi do głowy, że być może likwidacja
    izby wcale nie musi być klęską... Jeszcze raz dziękuję wszystkim za
    wsparcie :)
  • czarny.flower 09.02.09, 12:23
    QML bardzo mi sie podoba to co piszesz (to, że podstawy prawne i to
    dośc konkretne do dochodzenia naszych praw istnieja) I na tym co
    pisze QML powinniśmy się opierac, a nie na tym, że "w polsce sie nie
    da", że "jest trudno", "że oczecznictwo bedzie nie po naszej mysli"
    Może to i prawda ale dopóki obywatele w tym kraku nie naucza się
    walczyc o swoje prawa to niewiele sie zmieni. Kropla drąży skałę i
    jeśli systematycznie zaczna wpływac pozwy dotyczace epizjotomii (lub
    innych działań wykonywanych bez zgody pacjenta) to kiedys to jakis
    skutek odniesie.

    Na marginesie: kilka lat temu wniosłam pozew do sądu w pewnej
    sprawie. Przyznam, że nie miałam ŻADNEJ nadziei na wskóranie
    czegokolwiek ale uznałam, że jakis ruch wykonac musze, choby dlatego
    aby pokazac pozwanemu, że potrafie działac i nie pozostaje w
    bezsilnosci i bezczynnosci tak jak inni przez niego wykorzystani.
    Wniosek złożyłam i co sie stało? Do pomyslenego rozwiązania dla mnie
    doszło prawie natychmiast, pozwany tak bardzo się przestraszył
    pozwu, że doszło do rozwiazania problemu polubownie i obeszło się
    bez procesu. Mnie to uswiadcza w przekonaniu, że działac nie tylko
    warto ale i trzeba.
  • fish79 16.02.09, 18:59
    Mam takie pytanie o dokumenty które rodząca podpisuje w momencie
    przyjęcia do porodu na Izbie Przyjęć.
    Wprawdzie rodziłam 10 lat temu i mam nadzieję ze wiele się
    zmieniło, ale wtedy podsunięto mi do podpisu wewnętrzny druk
    szpitalny, któego podpisanie oznaczało "zgodę pacjenta na
    wykonywanie procedur medycznych w sytuacji wymagajacych tych
    procedur" czyli prosta droga do cięcia, przebicia pęcherza,
    wielokrotnego masażu szyjki macicy, podanie oksytocyny i golenie-
    doświadczyłam wszystkiego, plus cały poród na leżąco podpięta do
    KTG "dla dobra dziecka".
    O ani jedną z tych procedur nikt mnie nie zapytał, po prostu ją
    wykonano. Masaż szyjki macicy wspominam jako największy koszmar, i
    dopiero po drugim zorientowałam się że "zrobimy małe badanie jak tam
    sie szyjka rozwiera" oznacza ten właśnie koszmar.

    A dzisiaj jak to wygląda? Jestem obecnie w drugiej ciąży i mam
    mocne postanowienie rodzenia w pozycji wertykalnej i uniknięcia
    nacięcia i innych "procedur"
    Co musi podpisać/zaakceptować rodząca w momencie przyjęcia na
    porodówkę? Oczywiście poza posiadaniem przy sobie stosu wyników
    badań i innych tego typu dokumentów?
  • qml 16.02.09, 23:19
    fish79 napisała:

    > Co musi podpisać/zaakceptować rodząca w momencie przyjęcia na
    > porodówkę?

    W prawie wszystkich szpitalach przy przyjęciu trzeba podpisać taką zgodę na wszystkie możliwe procedury. No właśnie - czy trzeba? Pewnie dałoby się wykłócić, że nie, ale... nie ma takiej potrzeby. Otóż podobna zgoda nie ma ŻADNEJ mocy prawnej i można ją swobodnie podpisać, a potem wypowiedzieć ustnie w dowolnym momencie. Tak zwana zgoda blankietowa jest stosowana do tej pory rutynowo, ale w oparciu o przepisy, które... już dawno nie obowiązują. Obecnie należy na każdą interwencję medyczną uzyskać zgodę pacjenta, a wcześniej należy pacjenta poinformować przystępnym językiem o procedurze, jej wskazaniach, przeciwwskazaniach i skutkach ubocznych. Bez tego mamy złamanie kodeksu etyki zawodowej, a przede wszystkim przepisów kodeksu karnego.
    Drogie kobiałki - prawo jest po Waszej stronie, tylko musicie umieć z niego skorzystać - tupnąć nogą, nie pozwolić, żeby traktowano Was jak bezwolne przedmioty, nieposiadające rozumu i uczuć.
  • qml 16.02.09, 23:39
    Wyczerpujący komentarz do obecnie obowiązujących przepisów w tej materii:

    'Pojawienie się w systemie prawnym tzw. zgody świadomej lub poinformowanej było motywowane szacunkiem dla autonomii osoby, stając się fundamentalną zasadą nowoczesnej bioetyki. Świadomą zgodę wprowadzono do polskiego systemu prawnego mocą art. 19, ust. 1, pkt 3 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, który mówi, że "pacjent ma prawo do wyrażenia zgody na udzielenie określonych świadczeń zdrowotnych lub ich odmowy, po uzyskaniu odpowiedniej informacji". W praktyce oznacza to bezskuteczność w sensie prawnym tzw. zgody blankietowej, zawierającej ogólne sformułowanie typu "wyrażam zgodę na wszelkie zabiegi lecznicze". Innymi słowy leczenie jedynie na podstawie zgody blankietowej jest leczeniem bez zgody w ogóle. W podobnym duchu na ten temat wypowiada się nowa ustawa o zawodzie lekarza. W art. 31, ust. 1 czytamy, że "lekarz ma obowiązek udzielać pacjentowi lub jego ustawowemu przedstawicielowi przystępnej informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu".
    Z uwagi na podmiot uprawniony do wyrażenia zgody, zgoda może być zgodą własną, zastępczą lub równoległą. Natomiast ze względu na formę wyróżnia się zgodę zwykłą i pisemną. Zgoda zwykła może być wyrażona ustnie albo w formie dorozumianej (czyli konkludentnej). Najczęściej dorozumiewać zgody można z wyrażonego gestu, takiego jak np. skinienie głową, ale niekiedy także z milczącego poddania się określonej czynności. Zastrzega się jednak, że zgodę dorozumianą wolno uznać jedynie wtedy, gdy zachowanie pacjenta wskazuje na wolę poddania się "proponowanym" czynnościom medycznym w "sposób niebudzący wątpliwości". Forma pisemna zgody jest wymagana do wykonania zabiegu operacyjnego albo do zastosowania metody leczenia lub diagnostyki, która stwarza podwyższone ryzyko dla pacjenta.
    Według art. 32, ust. 1 ustawy o zawodzie lekarza, lekarz może przeprowadzić badanie lub udzielić innych świadczeń zdrowotnych bez zgody pacjenta, gdy chory wymaga niezwłocznej pomocy lekarskiej, a ze względu na stan zdrowia lub wiek nie może samodzielnie wyrazić zgody i nie ma możliwości porozumienia się z jego przedstawicielem ustawowym lub opiekunem. Warunek "niezwłoczności" jest spełniony, gdy niewykonanie czynności od razu przyniesie jakiś szkodliwy, a nieodwracalny skutek. Jeśli to kryterium nie jest spełnione, należy powstrzymać się z dalszym postępowaniem medycznym do czasu, gdy pacjent będzie zdolny sam podejmować decyzje, względnie będzie można skontaktować się z jego prawnym przedstawicielem.
    Jak widać, obowiązujące prawo kładzie bardzo duży nacisk na obowiązek wyrażenia przez pacjenta świadomej zgody, dokładnie precyzując kto, w jaki sposób i po spełnieniu jakich warunków takiej zgody udziela. W tej sytuacji posługiwanie się w wielu szpitalach jedynie zgodą blankietową należy uznać za rażące zaniedbanie.'


    Powyższy tekst zaczerpnąłem z pisma Pomorsko-Kujawskiej Izby Lekarskiej "Meritum", a został on opracowany na podstawie informacji Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, dr Krystyny Małeckiej przez Sławomira Badurka.
  • fish79 18.02.09, 15:57
    Dziękuję bardzo za wyczerpującą odpowiedź i p. kasi i qml:)
    pozdrawiam
  • katarzynaoles 16.02.09, 23:20
    Wszelkie zgody na zabiegi podpisywane na IP nie mają mocy prawnej,
    można się nimi nie przejmować. Personel ma obowiązek informowania o
    wszystkich podejmowanych wobec Pani i dziecka zabiegach
    terapeutycznych oraz możliwych skutkach tych działań (pozytywnych i
    negatywnych) i powinien uzyskać na nie zgodę bezpośrednio przed
    wykonaniem zabiegu. Dokładnie przeczyta Pani o tym na stronie
    Fundacji "Rodzić po Ludzku" - polecam. Pozdrawiam serdecznie :)
  • beee5 22.02.09, 18:49
    Jak byłam w ciązy to dużo czytałam nt nacinania krocza w trakcie porodu, opinie
    zwolenników i przeciwników tej metody. Doszłam do wniosku, żę chcę rodzić z
    ochroną krocza. Nic z tego. W trakcie porodu oparcie łóżka było przestawiane do
    pozycji poziomej z pozycji półsiedzącej (bo w innej "utrudniona jest praca
    personelu"). Po jakimś czasie połozna powiedziała, że ochrony nie będzie ze
    względu na postęp porodu (podano mi oksytocynę, rowarcie zrobiło się z 0,5 cm do
    pełnego w krótkim czasie).
    I co z tego - nacięto mnie, a i tak pękłam. Położna środowiskowa, która
    odwiedziła mnie w domu powiedziała że jestem "nieźle pokancerowana" - czym
    dołożyła swoją "cegiełkę" do moich trudnych chwil po porodzie.
    Tylko jakoś to pęknięcie szybko się zagoiło i nie bolało tak jak to nacięcie.
    Nie wiem czy było konieczne, bo synek ważył 3 kg.
    Do dziś czuję dyskomfort podczas współżycia (rok po porodzie).
    Gdy powiedziałam o bólu mojej byłej pani ginekolog ona stwierdziła, że na to
    wpływ mają czynnki psychiczne.
    Na to odparłam, że nie miałabym tego problemu, gdyby potraktowano mnie tak jak
    traktuje się rodzące w krajach Europy Zachodniej (gdzie nie nacina się rutynowo
    tylko w naprawdę ciężkich sytuacjach, gdzie jest to niezbędne).
    Słysząc to pani doktor bardzo się zdenerwowała. Stwierdziła, że ma dość
    słuchania tych "pseudonaukowych andronów" rodem z GW i akcji "Rodzić po ludzku",
    gdzie wbija się do głowy ciężarnym niczym nie poparte szkodliwe teorie i tylko
    się je dodatkowo stresuje.
    Powiedziała również, że gdyby nie nacięcie krocza to chodziłybysmy jak nasze
    babcie i prababcie z wypadającymi macicami w wieku lat 50-60. Naszym mamom
    nacinano krocze i teraz nie mają tego problemu. Po czym zapytała się mnie czy
    chciałabym mieć wypadającą macicę, co grozi rodzącym kobietom w Europe
    Zachodniej. Pani doktor wyraziła ubolewanie, że o tym się ponoć nie mówi.

    Na koniec chciałam dodać, że to jest moja BYŁA pani ginekolog.
  • annairam 22.02.09, 20:54
    Współczuję przeżyć i rozumiem twoje rozgoryczenia i złość. Sama podobnie się po
    pierwszym porodzie, którego jednym z elementów było parcie na leżąco z całej
    siły i wielkie,trudno gojące się później, nacięcie. Moja forma fizyczna i
    psychiczna były okropne, tym bardziej, że nie było jakichkolwiek przesłanek by
    poród kończył się w taki sposób.
    Wszyskie te doświadczenia nastawiły mnie wojowniczo tym temacie. Gorąco
    pragnęłam by ziściło sie moje marzenie przy drugim porodzie. "Nie dam się pociąć
    drugi raz" - powtarzałam każdego dnia. W efekcie, nie było idealnie i jak z
    bajki ale juz po ludzku. Trzeba walczyć.
    Swoja drogą, moja babcia w przeciagu 4 lat urodziła w domu trójkę dzieci
    (podobnie jak jej kuzynki, matka i ciotki) i ani od niej, ani od innej kobiety z
    podobnymi doswiadczenimi nie usłyszałam historii o wypadających macicach...
  • eli-mama 23.02.09, 20:42
    A propos babci - moja urodziła w domu szóstkę dzieci. Bez nacinania. Dziś ma 90 lat, cały czas na chodzie i nie wie co to wypadająca macica:)
    Może te nasze babcie jakieś inne macice miały?

    Mnie położna też nacięła przy drugim porodzie, mimo że poprosiłam ją zeby tego nie robiła, jeżeli ujrzy chociaż cień szansy na nienacinanie. Widocznie nie ujrzała:)
    Nie robiłam z tego tragedii, wkalkulowałam to w ryzyko;) Szybko się zagoiło i nie mam z tego powodu dyskomfortu.

    --
    Michałek 16 kwiecień 2007
    Szymonek 13 sierpień 2008
  • oldzinka 24.02.09, 06:27
    Już dawno zostało udowodnione, że nacięcie krocza nie zapobiega
    obniżaniu się narządów rodnych. Nie wiem czemu lekarze ignorują ten
    fakt, ale jeśli my - kobiety nie zadbamy o nasze krocza podczas
    porodu, to lekarze nie zrobią tego za nas.
  • anajane 24.02.09, 13:30
    Coz ,ja rodzilam w Europie Zachodniej i potraktowano mnie tak jak
    pacjetke z tego kraju i polozna mnie nie naciela ( dziecko 3.700) bo
    nacina sie tylko w koniecznosci.
    Efekt: pekniecie krocza 3 stopnia (wraz z odbytem), nietrzynmanie
    stolca przez 6 tyg po porodzie, zle szycie (operacje w znieczulaniu
    ogolnym rok po porodzie bo bardzo trudno jest naprawic takie
    pekniecie)
    Kazdy kij ma 2 konce, pamietajcie o tym.
    Owszem, w Europie Zachodniej nacina sie ok 15% ale pekniecia 3 i 4
    stopnia zdrazaja sie w ok. 5% i stpawiaja potem wiecej klopotow niz
    naciecie.
  • annairam 24.02.09, 20:04
    Współczuję tak przykrych doświadczeń ale nie zgodzę się na sugerowanie, że
    rutynowe nacięcie jest ochroną krocza zaś brak rutyny w tym względzie
    niebezpieczeństwem dla niego.
    Zapewne teraz trudno osądzić co w Pani sytuacji było przyczyną takiego pęknięcia.

    Wolałabym jednak nie zostać okaleczona na całe życie (bo taka właściwie jest
    prawda i też miałam spore problemy właśnie ze względu na nacięcie) ponieważ "w
    naszym szpitalu nacina się wszystkie pierworódki".

    W Polsce nacina się około 80% kobiet i u zdecydowanej większości jest to
    nadużyciem. W literaturze mozna wyczytać, że standardowe nacięcie odpowiada
    pęknięciu krocza II stopnia (pęknięcie mięśnia dnia miednicy, mięśni krocza i
    pochwy) aczkolwiek również, że nacięcie zdecydowanie częściej goi się trudniej.
    Dowiedziono również, że nacięcie krocza nie zapobiega pęknięciom krocza (czyli
    tak czy siak wielka szansa, że będzie coś jeszcze lub nacięcie pęknie)
    To były tylko fakty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.